Recenzja przedpremierowa: „Boginie” Alex Michaelides

BOGINIE

  • Autor: ALEX MICHAELIDES
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery:29.09.2021r.
  • Data premiery światowej: 15.06.2021r.

Premierowe środy zawsze napawają mnie pewną obawą. Zastanawiam się przed nimi, ile książek będzie wartych przeczytania, ile będzie wartych do zrecenzowania. Jeszcze przed nami dwie wrześniowe, premierowe środy. Jedna z nich to 29 września br., gdy premierę będzie miała książka „Boginie” Alexa Michaelides wydana nakładem @wydawnictwo.wab. Czytaliście poprzednią publikację tego autora „Pacjentkę”? Ja przed momentem skończyłam „Boginie”. Opis Wydawcy tak mnie zaciekawił, że za lekturę tej książki zabrałam się długo przed czasem. Poczytajcie, co o niej myślę😊.

Na terenie St. Christopher’s College w Cambridge dochodzi do morderstwa. Ginie młoda studentka, Tara. Jej koleżanka Zoe zwraca się o pomoc do swej ciotki, londyńskiej psychoterapeutki Mariany specjalizującej się w terapiach grupowych. Z pozoru niewinna, wspierająca wizyta przemienia się w amatorskie dochodzenie. Mariana przekonana jest o winie profesora Edwarda Fosci, który stworzył z kilkoma młodymi, pięknymi studentkami koło bogiń. Bogiń, które wydają się od początku oddane mu bez reszty. Do tego Mariana ciągle wraca myślą do śmierci swego męża, Sebastiana, z którym okazała wsparcie Zoe, jego siostrzenicy po śmierci jej rodziców. Gdzie zaprowadzi Marianę próbę uzyskania odpowiedzi? Gdzie zaprowadzi jej ją własna dociekliwość? Czy dobrze, że odpowiedzi na zadane pytania wreszcie ujrzą światło dzienne?

Książka pisana jest w narracji trzecioosobowej. Dodatkowo autor ujął w niej list mordercy, jakby wycięty z pamiętnika. List, z którego czytamy, co tak naprawdę skłoniło sprawcę do podjęcia decyzji o pozbawieniu innych życia oraz jak wydarzenia z odległej przeszłości odcisnęły na nim niezagojone przez lata piętno. Czytamy o jego fascynacji nienawiścią, śmiercią, bólem. Dowiadujemy się o mechanizmach obronnych, które stosował, by tylko przeżyć, przeżyć po prostu kolejny dzień. Przez prawie całą książkę żal mi było Mariany. Z jednej strony nie rozumiałam jej zachowania, jej próby przechytrzenia Fosci, miejscowej policji i pomoc w odnalezieniu sprawcy morderstwa, czy raczej morderstw. Z drugiej całkowicie rozumiałam jej żal i niemoc po utracie męża, Sebastiana, z którym łączyła ją silna więź. Więź, która została zerwana przez jeden wypadek. Wypadek za który Mariana się obwinia. Sama Mariana nie przypadła mi do gustu, tak samo jak Zoe. Według mnie bohaterowie nie zostali dopracowali wystarczająco wnikliwie. W wielu momentach brakowało mi spójności, konsekwencji w ich przedstawieniu. Mimo, że motyw przewodni niósł ze sobą duży potencjał, został potraktowany po macoszemu. Nic nie znaczące wątki, wrzucani kolejni potencjalni sprawcy, kręcący się wokół zaburzeni pacjenci. Nie, to nie mój klimat, nie mój gust. Oczekiwałam raczej mocnej, wnikliwej analizy z silnym rysem psychologicznym bohaterów. Tym bardziej, że Mariana jest psychoterapeutką, o czym jakby mimochodem autor wspomina w kilku miejscach.

Czas z książką nie był jednak stracony. Czyta się ją bardzo przyjemnie, ma szybkie tempo, przyjemny język bez zbędnych opisów oraz ozdobników. Akcja dzieje się sprawnie, bez zbędnej zwłoki. Nie jest to jednak thriller trzymający w napięciu, raczej to powieść obyczajowa z pobocznym wątkiem kryminalnym. Jeśli ktoś lubi takie połączenia to zachęcam do lektury, z którą można spędzić przyjemnie czas.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem W.A.B.

„Mroczne wody” Philippa Gregory

MROCZNE WODY

  • Autorka: PHILIPPA GREGORY
  • Seria: THE FAIRMILE. TOM 2
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 512
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Dzięki wydawnictwu @Książnica miałam przyjemność zanurzyć się w lekturę drugiego tomu cyklu The Fairmile Philippy Gregory pt. „Mroczne wody”. Historii osadzonej w XVII – wiecznej Anglii i częściowo XVII- wiecznej Wenecji. Powieści obyczajowej z silną nutą historyczną. Pierwszą część „Mokradła” oceniłam 9/10 (recenzja na klik), czy i tym razem Autorce udało się mnie tak zachwycić. Sprawdźcie sami😉.

To faktycznie historia o mrocznych wodach, o życiu na nabrzeżu londyńskiej Tamizy, na handlowym nabrzeżu. Na nabrzeżu gdzie wiodą życie prości, pracowici ludzie, ludzie wielcy w swojej klasie. Takimi ludźmi jest rodzina Riekie, rodzina Alinor seniorki rodu, która będąc samotną kobietą mieszka z przedsiębiorczą córką Alys i jej dwójką dzieci Sarą oraz Johnnym. Ich spokój zostanie zakłócony niespodziewaną wizytą mężczyzny z przeszłości Alinor, sir Jamesa Avery. To nie jedyna niespodzianka. Do domu kobiet zawitała też Livia Riekie, czasem Livia da Ricci ewentualnie Peachey, wdowa po synu Alinor – Robercie wraz ze swoim małym synkiem twierdząc, że Rob utonął i szuka u teściowej schronienia na dalsze lata. Czego tak naprawdę chce szykowna wenecjanka? Do czego jej tak naprawdę jest potrzebna znajomość z sir Jamesem Avery, który u Alinor nie znalazł rozgrzeszenia? Czego Livia szuka w Anglii, tak daleko od domu, tak daleko od swego bogactwa?

Philippa Gregory jest królową powieści historycznych. Niestety ta część mnie nie zachwyciła. Opowieści snute strona po stronie wydawały mi się za bardzo rozdmuchane, wypowiedzi i sformułowania za bardzo patetyczne. Kompletnie nie przekonał mnie wątek Sary, która będąc wychowywana pod kloszem i będąc podlotkiem uczepionym spódnicy matki, nagle wyrusza samotnie na wręcz nierealną i niemożliwą nawet dla zaprawionego w boju mężczyzny misję (jak to możliwe, że w tamtym czasie kobiety z dobrego domu mogły udać się w podróż same!!!). Wątek Livii nudził mnie chwilami. Rozbudowywany był do ogromnych rozmiarów, a szkoda, książka bez tego rozwiniętego do przeogromnych rozmiarów wątku mogłaby okazać się ciekawsza. Zawiły wątek Livii i Roba również nie przypadł mi do gustu. Do tego wenecjanin nagle uzdrowiony, uratowany przez „skromną modystkę”, w jednej chwili zmieniające swoje oblicze z łotra w prawego człowieka. Tak jakby na dokładkę, na szczęśliwe zakończenie. Kompletnie nie spięły mi się te elementy fabuły.

Zachwyciła mnie natomiast kwestia związana z Nową Anglią, związana z przewoźnikiem Nedem, bratem Alinor, szczególnie jego przyjaźń z miejscowym Indianinem Wussausmonem. To taka typowa, ponad rasowa i ponad kulturowa męska relacja. Odkrywanie Nowej Anglii na terenach należących w pewnym czasie tylko do rdzennych Amerykanów podobało mi się najbardziej. Również polityczne zawieruchy, historyczne zdarzenia związane z obaleniem jednego angielskiego króla i posadzeniu na jego miejsce finalnie drugiego, w zestawieniu z Republiką Wenecji zrobiły na mnie wrażenie. Te wątki historyczne, w mojej opinii, są największą wartością książki. Do plusów też zaliczam silne postaci kobiece, Alinor, Alys i Livia. Każda inna, każda inaczej ukształtowana przez los, każda wierząca w swoją wyjątkowość na przekór innym, na przekór pozostałym.

Jeśli lubicie wątki obyczajowe wmanewrowane między historycznymi wydarzeniami oraz lubicie angielską rzeczywistość sprzed ponad trzech wieków, a do tego lubicie sagi rodzinne sięgnijcie po tę serię. Warto jednak przygodę zacząć od „Mokradeł”.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Książnica.

„Wiatr” Igor Brejdygant

WIATR

  • Autor: IGOR BREJDYGANT
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 15.09.2021r.

Na ostatnich warszawskich Targach Książki dowiedziałam się, że @Igor Brejdygant autor jest bardzo ciekawym i wszechstronnym człowiekiem. Cytując notkę biograficzną to „Scenarzysta, reżyser, fotograf i pisarz, studiował na Wydziale Produkcji Filmowej i Telewizyjnej PWSFTViT w Łodzi. Napisał scenariusze m.in.do „Zbrodni” (reż. Greg Zgliński), „Prostej historii o morderstwie” (reż. Arkadiusz Jakubik), „Palimpsestu” (reż. Konrad Niewolski) oraz „Paradoksu” (reż. Greg Zgliński, Borys Lankosz i Igor Brejdygant). W cyklu „Szaleńcy Pana Boga” zrealizował dokumenty „Bracia”, „Kazanie nad czarną rzeką” i „Latawiec”.” (cyt. za: Igor Brejdygant). Do tego jest autorem już ośmiu książek. Ja przygodę z Autorem zaczęłam od spotkania osobistego, zaś z jego dziełami od „Wiatru”, który premierę miał dosłownie wczoraj, 15 września. Dzięki współpracy z @wydawnictwo.wab mogę Wam przedstawić moją opinię😊.

(…) Może chodzi o to, że kiedy umierali, byli tam tylko oni i ja. Jakiś rodzaj zobowiązania… Może wciąż tam tkwię i nie potrafię ich opuścić w potrzebie.” -„Wiatr” Igor Brejdygant.

I chyba o to chodziło pisarzowi Wawrzyńcowi Wiślickiemu, gdy jako TOPRowiec podjął się wyjaśnienia zagadkowej śmierci, znanej zakopiańskiej pary; Agnieszki i Piotra Markowskich. W trakcie wycieczki górskiej z Morskiego Oka na przełęcz Szpiglasową zostali porwani przez śnieżną lawinę. Świadkiem tego zdarzenia był właśnie Wawrzyniec. Nie mogąc pogodzić się z brakiem odpowiedzi na zadawane przez siebie pytania rozpoczyna samodzielną próbę dowiedzenia się, co się stało. Wydawca w swym opisie zapewnia, że książka to „(…) To punkt wyjścia historii, w której surowa przyroda Tatr, mroczny góralski folklor i środowisko TOPRowców są zaledwie tłem dla śniegiem i wiatrem osnutej, tajemniczej historii, w której mistrz kryminału brawurowo przekracza gatunkowe granice”.

„(…) przyroda Tatr, mroczny góralski folklor i środowisko TOPRowców” – z opisu Wydawcy.

I to nie wszystko. Do tego ciekawy główny bohater, pisarz o mało popularnym imieniu Wawrzyniec, pasjonat gór, taternik. Pisarz, którego nikt nie bierze na serio, którego indywidualne śledztwo nie jest brane przez organy ścigania pod uwagę. Niepotrafiący uporać się z własnymi uczuciami, niepotrafiący skoncentrować się na jednej kobiecie, odkrywa po kolei następne wydarzenia i dowody potwierdzające, że Markowscy nie znaleźli się pod lawiną przypadkowo. Czy z wypadkiem Markowskich miał coś wspólnego marszand Agnieszki – artystki, malarki? Czy dla rozwiązania sprawy znaczenie miały jej liczne romanse, z byłym uczniem, TOPR-owcem i innymi mężczyznami? Czy wypadek był zemstą na Piotrze za nieskutecznie przeprowadzoną akcję ratunkową na Mnichu sprzed sześciu lat, w której zginęli koledzy z TOPRu? Czy znaczenie miał zaginiony, najlepszy obraz Markowskiej Śniadanie? W trakcie całego czytania zadawałam sobie te pytania. Autor kluczył, mylił mnie podrzucając mi kolejne ślady, które zaprowadziły mnie….do nikąd. Naprawdę do nikąd. A jak pewnie się domyślacie w kryminałach uwielbiam najbardziej te niespodziewane zakończenia. Te z „Wiatru” było jak petarda!  

Ogromny szacunek dla Autora za przedstawienie góralskiego folkloru i z perspektywy rodzin jak Trybunie, Piątki, i z perspektywy samej przyrody, relacji między podhalańczykami a przyjezdnymi, między swoimi a obcymi. Nawet język miejscowych został odzwierciedlony, co dodatkowo stanowi ogromny plus tej pozycji. Brawurowo Autor pociągnął temat relacji damsko – męskich, czy to pomiędzy samymi Markowskimi, czy pomiędzy Wawrzyńcem a Moniką, Wawrzyńcem a Grażyną, Wawrzyńcem a Anią. Czasem wydawały mu się znajome, czasem tylko podobne do kogoś, czasem kompletnie obce. Czasem zachowywały się wobec niego przyjaźnie, a czasem całkowicie chłodno. Do tego obraz silnych, męskich relacji pomiędzy kolegami z TOPRu i pracownikami pensjonatu Halama. Oj, długo bym tak mogła, długo.

Napiszę na zakończenie, że to książka, która pozostawiła mnie w zdumieniu, a to rzadkie u czytelnika pochłaniającego kilkanaście książek miesięcznie. Napisana w bardzo dobrym stylu, spinająca się całkowicie od początku do końca, mimo licznych tajemnic, zagadek, pytań bez odpowiedzi i niedokończonych wątków. Całkowicie popieram opinię Wydawcy, że Igor Brejdygant jest mistrzem kryminału, w którym „brawurowo przekracza gatunkowe granice”. Tak pierwszorzędnie, że chciałoby się książkę przeczytać od nowa, od pierwszej strony. Możliwe więc, że nie tylko przeczytam poprzednie publikacje Autora, lecz wrócę również do „Wiatru”, z którym zaczęłam przygodę z jego twórczością. Czytajcie!!!

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

Recenzja premierowa: „Egzekucja” Remigiusz Mróz

EGZEKUCJA

  • Autor: REMIGIUSZ MRÓZ
  • Seria: JOANNA CHYŁKA (TOM 14)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 459
  • Data premiery: 15.09.2021r.

O mojej słabości do Chyłki pisałam nie raz, nie dwa. Praktycznie przy każdej publikacji kolejnej recenzji serii. Chyłkę czytam od początku. Nigdy mnie jeszcze nie zawiodła, choć mam swoich faworytów w cyklu😊. @RemigiuszMróz jest konsekwentny przy kolejnej książce w każdym zakresie, stylu, treści, akcji, tempie i języku. Uwielbiam to. Do 13 tomu nie znudziła nie ta seria w żadnym calu. Zawsze odnajduję w niej 100% Chyłki. Chociaż, Chyłka też się zmienia, też się rozwija, nie zawsze jest taka sama. To dobrze. Ktoś mi kiedyś powiedział, że tylko „psychopaci się nie zmieniają”. Z Chyłką nie jest więc tak źle😉, jakby się mogło wydawać. Czy premiera z dzisiaj od Wydawnictwa
@Czwarta Strona Kryminału również zaskoczyła mnie pozytywnie? Zapraszam do przeczytania recenzji.

Czasem niewiedza jest błogosławieństwem (…). Zastanów się, psy kompletnie by zwariowały, gdyby wiedziały, ile kości mają w ciele” – „Egzekucja” Remigiusz Mróz.

Po tajemniczym zaginięciu Kordiana z poprzedniej książki cyklu, Chyłka nadal po trzech miesiącach nie może pogodzić się z jego nieobecnością. Wróciła do swoich złych nawyków, alkoholu, palenia, opryskliwości. Zaangażowała wszystkich w jego poszukiwania i podkomisarza Szczerbińskiego, i prokuratora Paderborna pseudo Pader. Wszyscy zaangażowali się w poszukiwania maksymalnie. Niestety, nadal bez skutku.  Jednocześnie jako doradca prawny – po utracie prawa wykonywania zawodu adwokata – wspiera policjanta oskarżonego o przekroczenie uprawnień i nieuzasadnione użycie broni palnej, w wyniku czego zginął cywil. Chyłka stara się ze wszystkich sił osiągnąć sukces. Pytanie tylko brzmi; czy same siły i starania wystarczą?

Nie mogę spojlerować, nie mogę!!! Po recenzji ostatniej części pt. Afekt, wiem, że przesadziłam recenzując wiele kwestii. Tym razem postanowiłam sobie skupić na istotnych kwestiach, bez roztrząsania szczegółowych faktów. Zaczynam więc!

Chyłka taka sama, a jednak inna

Dokładnie tak! Z jednej strony nadal upierdliwa, inteligentna, mistrzyni ciętych ripost. Z drugiej okazało się, że ma uczucia i to ciepłe uczucia. Autor nakreślił bohaterkę, która „nie była sobą”, gdzie „głos jej się załamał”. Napisał, że „(…) Chyłka miała jednak wrażenie, że znajduje się w samym środku nieustającego sztormu. Od trzech miesięcy nie miała chwili wytchnienia, nie potrafiła normalnie funkcjonować, a smutek, żal i dojmująca pustka w sercu nie odpuszczały jej ani na moment”. Zachwyciłam się taką Chyłką, bardziej moralną, bardziej emocjonalnie dojrzałą, z ciekawym rysem psychologicznym.

Bohaterowie jak starzy przyjaciele, jak rodzina. Znowu obracałam się w kręgu „znanych twarzy”. Jest i Langer, i Żelazny, i Szczerbiński, i Paderborn, i Komarczysko. No i oczywiście Chyłka z Zordonem. Motyw z Konsorcjum udany. Tylko kto tak naprawdę miesza? Kto pociąga za sznurki? Czy Chyłka jest lalkarką, czy kukiełką? Do tego akcja, nie skupiona całkowicie na żadnej nowej sprawie karnej, skupiona na losach głównych bohaterów, na tym co ich łączy i co dzieli, na tym o co walczą. Oczywiście sensacji nie zabrakło, a jakże. Jest i trup, jest próba morderstwa, są pogonie i ucieczki. Chyłka znowu staje się bardzo atrakcyjną zwierzyną łowną, z tylko sobie znanych względów.

Autor nie zawiódł mnie zapewniając bardzo dobrą rozrywkę podczas czytania. W książce, jak w całej serii roi się od trafnych analogii, inteligentnych porównań, ciętych ripostach. To język, który wręcz ubóstwiam, to forma za którą od razu tęsknię, gdy zamknę ostatnią stronę. To naprawdę udana seria. Seria, która do tej pory mi się nie znudziła. To zasługa zapewne zastosowanego stylu przez Autora oraz bardzo wyrazistych bohaterów, jakich pewnie niewielu w naszym otoczeniu. Każda kolejna książka jest dla mnie jak picie ulubionej kawy, a Zordon i Chyłka do kawy bardzo pasują.

Moja subiektywna ocena to 9/10. Jest to bowiem inna Chyłka i całkowicie inny Zordon. Oboje w tej wersji bardzo mi się podobali. Książka nieodkładalna, pochłonęłam ją w jeden wieczór. Fabuła i sama Chyłka rządzi się swoimi prawami. Sprawdźcie, czy tak samo Wam się spodoba czternasty tom cyklu. Dajcie znać, jakie są Wasze spostrzeżenia.

ps. i tak się zastanawiam na koniec, czy następna Chyłka już w marcu 2022 ? Oby, oby.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą jeszcze przed dniem premiery bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Za zasłoną chmur” Maria Paszyńska

ZA ZASŁONĄ CHMUR

  • Autorka: MARIA PASZYŃSKA
  • Seria: WIATR ZE WSCHODU. TOM 4
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 360
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Przy okazji recenzji pierwszej serii cyklu Wiatr ze wschodu „Czas białych nocy” napisałam, że @Maria Paszyńska „(…) jest prawdziwą mistrzynią plecenia świetnych opowieści na bazie historycznych wydarzeń”. Oczywiste więc, gdy dowiedziałam się o premierze z 1 września br. Wydawnictwa @Książnica czwartego tomu pt. „Za zasłoną chmur” nie wahałam się ani chwili i chętnie sięgnęłam po tę pozycję. Czy zachwyciła mnie tak samo jak poprzednie części cyklu?

Finałowa część, klamra spinająca całą serię zabiera czytelnika w lata 30 ubiegłego wieku. Tatiana boryka się z porzuceniem przez Kazimierza. Anastazja tak samo. Obie opuszczone, obie w żałobie po straconym życiu, po straconej miłości. Obie samotne w swej bezsilności, w swym cierpieniu. Życie nie daje się jednak tak łatwo zakończyć. Anastazja po nieudanej próbie samobójczej budzi się w szpitalu, sama, poraniona. Musi nauczyć się na nowo żyć, funkcjonować w nowym dla niej świecie. Do tego wzmacniający się w Związku Radzieckim skrajny socjalizm i Stalin, kat i oprawca radzieckich rodaków. Czasy historii splatają się z losami dwóch kobiet, bardzo różnych kobiet, których połączyła wspólna niedola. Jak pisze Wydawca „Za zasłoną chmur to przejmująca podróż z Petersburga i Warszawy na gnębioną wielkim głodem Ukrainę, gdzie człowieczeństwo zostaje wystawione na największą próbę”.

Ile głębi i wartości można zawrzeć w opisach losów ludzkich osadzonych w latach 1924-1932! Tak dużo, że aż to jest nieprawdopodobne. Chapeau bas dla Autorki za wątki, które zawarła w tej powieści, powieści nie byle jakiej, bo powieści obyczajowo – historycznej. Powieści dla tych, co chcą wiedzieć, chcą sobie przypomnieć i jednocześnie pragną, zanurzyć się w opowieść o zwykłych ludziach, o ludziach żyjących w trudnych czasach, czasach wielkiego głodu. Czasach, w których gołym okiem widziana była „(…) zapowiedź końca zmorzonego głodem świata…”. Zapowiedź, która najpierw objawiła się „(…) w wyglądzie zewnętrznym tych, którzy mieli zniknąć zeń jako pierwsi”. Ten narodowy głód, historie ludzi tak barwnie opisanych w powieści chwytały mnie niejednokrotnie za serce, motywowały do myślenia, do zastanowienia się ile człowiek jest w stanie znieść, jak niektórzy mogą dogorywać w pozoru cywilizowanym świecie, z pozoru społecznymi ideałami. Sama walka o władzę opisana z perspektywy Borysa, Koby, ze Stalinem w tle daje wiele do myślenia. Skłania do koncentracji nad tym, co na szczęście przeminęło. Bardzo podobał mi się wątek z pilotem Franciszkiem Żwirko i mechanikiem Stanisławem Wigurą, którzy dla polskiego lotnictwa zrobili bardzo wiele, o których niegdyś usłyszał cały świat gdy przemierzyli przestworza samolotem RWD-6.

Powieść oparta jest głównie na narracji trzecioosobowej. Maria Paszyńska przygotowała jednak dla odbiorców jej twórczości niespodziankę. Klamrą dla fabuły jest perspektywa Kazimierza, narratora z początku i końca książki. Męski punkt widzenia jest zawsze cenny w powieści obyczajowej. Tak było i tym razem. Nie mogę nie wspomnieć o dwóch głównych bohaterkach, Tatianie i Anastazji, które połączyła niesamowita więź zrodzona z nienawiści, ze współzawodnictwa o jednego mężczyznę. Zdradzona i zdradzająca, jak dwie przyjaciółki, same przeciwko całemu światu i tym, co zgotował im los. Oj mogłabym pisać dużo, nawiązywać do wielu świetnych fragmentów książki, ale nie mogę spojlerować. Nie chcę zabrać Wam efektu zaskoczenia, zachwytu nad tą opowieścią. Na koniec napiszę tylko, że „Za zasłoną chmur” jest wyjątkowo udanym efektem wyobraźni Autorki. Powtórzę za tekstem z mojej poprzedniej recenzji, który oddaje w punkt moje doznania; to „(…) niesamowita historia, wspaniały język i styl”, a „(…) wyraziści bohaterowie sprawiają, że nie chce się opuszczać tego literackiego świata”.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Florentyna od kwiatów” Agnieszka Kuchmister

FLORENTYNA OD KWIATÓW

  • Autorka: AGNIESZKA KUCHMISTER
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Premiery czy to wydawnicze, czy czytelnicze zawsze są wielką niewiadomą. Taka dla mnie była książka dostępna na naszym rynku od 1 września br. od @agnieszka.kuchmister „Florentyna od kwiatów”. Sama Autorka debiutowała w roku 2020 zbiorem opowiadań „Listopad”. Czytaliście? Dla mnie pierwszo-wrześniowa premiera wydana nakładem Wydawnictwa @Książnica to pierwsze spotkanie z Agnieszką Kuchmister. Czy udane?

Momenty, w których zmienia się świat, są zawsze zaskakujące. Czasami chwilą olśnienia może być ta, kiedy leniwie pieszczą wzrokiem jakąś dobrze nam znaną twarz, zatrzymujemy się na czymś, czego do tej pory nie zauważyliśmy. Albo czego tam wcześniej nie było” – „Florentyna od kwiatów” Agnieszka Kuchmister.

To historia Florentyny. Sama tytułowa bohaterka jest tak zachwycająca, jak może być uroczy, piękny, pachnący kwiat. Narodzona wraz z nową Polską. Nowym krajem, którego wcześniej nie było. Narodzona wśród kwiatów z Jodełki, na pięknej, polskiej wsi. Długo oczekiwana córka żyjąca w świecie, o którym dawno już zapomnieliśmy. Wśród pachnących łąk, lasów i pól. Wśród zboża i innych wiejskich plonów. Narodzona z mocą i z tą mocą podążająca własnym, znanym sobie szlakiem. To historia nietypowa, historia o nowej rzeczywistości pełnej tajemnic i magii.

Tak naprawdę nie o Florentynę tu chodzi

Mimo, że ciekawe losy śledziłam z zapartym tchem z perspektywy tej wiejskiej dziewczyny urodzonej wraz z Polską w 1918r, to nie Florentynę tylko tu chodzi. Agnieszka Kuchmister utkała opowieść o dziwach, dziadach, szeptunkach, szeptunach. Utkała powieść o wiejskich wierzeniach, obyczajach i tradycji, dawno zapomnianej tradycji pełnej tajemnicy. Jedna tajemnica goniła drugą. Z zapartym tchem zastanawiałam się jaka jest prawdziwa historia Sokołowskiej dziedziczki, co łączy tytułową bohaterkę z dziewczyną o długich rudych włosach ze zdjęcia znalezionego na strychu i kim tak naprawdę jest „głos ze studni”. Czytając „Florentynę od kwiatów” miałam wrażenie, że przeniosłam się na piękną, polską wieś, siedzę na ławeczce przed drewnianą chatą (mimo, że Florentyna mieszkała w murowanym domu) i wsłuchuję się w wiejskiego bajarza, który opowiada mi niesamowitą historię o sobótkowej nocy, o odczynianiu i rzucaniu uroków, o cmentarnych obrzędach dziadów. I ci inni uczestnicy powieści, Hanulka, bracia Florentyny, mój ulubiony Jutrowoj, Mogiłek i wielu innych. Nawet wiejski ksiądz wzbudził we mnie sympatię. Ile historii można zawrzeć na trzystu stronach!!! Mnóstwo. Ile różnych losów można opisać, tak od siebie odmiennych!!! Wiele.

Rzadko kiedy książkowa historia potrafi mnie wchłonąć swą magią i wyjątkowością. Autorce „Florentyny od kwiatów” się to udało. Udało się pochłonąć całą moją uwagę i czas wprawiając moją wyobraźnię w machinę, która nie mogła się zatrzymać do momentu gdy nie przeczytałam ostatniej strony. Tak, tak. Tą powieść pochłonęłam w jeden wieczór. W jeden magiczny wieczór. Nie bójcie się magii. Nie bójcie się rozpocząć podróż z Florentyną i poznać najskrytsze zakątki, jej duszy i jej wyjątkowego świata. Świata, w którym dzieją się różne rzeczy. Przeczytajcie książkę Agnieszki Kuchmister i dajcie znać czy tak samo Wam się spodobała jak mnie.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

Recenzja przedpremierowa: „Gra Luizy” Anna Robak-Reczek

GRA LUIZY

  • Autorka: ANNA ROBAK-RECZEK
  • Wydawnictwo: W.A.B
  • Liczba stron: 288
  • Data premiery: 15.09.2021r.

„Kto czyta książki, żyje podwójnie” –  Umberto Eco.

Zdecydowanie coś w tym jest. Pewnie w życiu każdego z nas przychodzi taki moment, że nie możemy uwierzyć, że życie które toczymy jest naszym własnym. Nie możemy uwierzyć, że to co nas dotyka dzieje się naprawdę. Że czujemy, że żyjemy w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w jakimś Matrixie. Że to co się dzieje, wydarza się naprawdę. Wtedy tym chętniej sięgamy do książek. Do innych historii, czasem lepszych, czasem gorszych, czasem szczęśliwszych, a czasem jeszcze trudniejszych. Sięgamy, by odciągnąć emocje, zanurzyć się w inne życie, obce życie. W takie całkowicie inne od mojego życie zabrało mnie @wydawnictwo.wab umożliwiając mi przeczytanie premiery z 15 września. „Gra Luizy” Anny Robak-Reczek to historia inna niż wszystkie. To historia psychopatki.

Psychopatki radzącej sobie w życiu. Psychopatki, która po śmierci matki wróciła do swego ojca, Witolda do Polski. Psychopatki poddającej się terapii i będącej dla psychoterapeuty otwartą księgą, z której można czytać ciekawą opowieść. Opowieść o losie trudnym, bezkompromisowym, z wieloma błędami w przeszłości, które kładą się cieniem na aktualne życie. Opowieść o Luizie, która jest inna, niż większość z nas bardziej odważna, bez empatii, bezczelna, potrafiąca wikłać się w tarapaty. To też opowieść o trudnych decyzjach, o trudnych relacjach, które rodzą się w głowie, w umyśle kogoś niezwykle pogmatwanego.

Pierwszy raz przeczytałam książkę, którą główną bohaterką jest osoba cierpiąca na psychopatię i jest tego całkowicie, bezdennie świadoma. Pierwszy raz przeczytałam książkę, w której główna bohaterka jest sobie, mimo choroby, sterem i okrętem, i ten okręt wcale nie tonie. To nowatorskie podejście do tej choroby, nowatorskie podejście do chorych osób. Podróż w osobowość Luizy bardzo mi się podobała. To skomplikowana osoba, idealna na bohaterkę powieści. Jej decyzje momentami wprawiały mnie w osłupienie, inne śledziłam z niedowierzaniem. Czasem ofiara swej choroby, czasem sprawca. Bardzo dobrze Autorka rozbudowała wątek relacji Luizy ze swoim ojcem, trudnej relacji. Relacji, w której wzajemne animozje i zawód rodzicielski przeplatają się z odpowiedzialnością, czasem chorą, czasem podszytą strachem. Motyw Olafa, Mańka, Kamila czy „rodaka z Jackowa” dodał powieści rysu obyczajowego, rysu damsko – męskiego. Ile w psychopatce jest kobiecości, a ile ciągłej walki i potrzeby konfrontacji? Ile uczucia, a ile manipulacji? Te wszystkie elementy Autorka objęła fabułą, te wszystkie kwestie Autorka rozgryzła w bardzo dobry, powieściowy sposób.

To nie powieść paradokumentalna, nie medyczna, to powieść osadzona w pewnej rzeczywistości, która dla Luizy jest mniej trudna, niż dla jej otoczenia. To powieść o zdobywaniu, traceniu, stawianiu czoła swoim demonom. To powieść dla każdego, kto chce przeczytać o kobiecie, świadomej swojej siły mimo swej ułomności. O kobiecie, która mimo wszystko walczy o każdy kolejny dzień. I to, co ważne, napisana bardzo dobrym językiem, prostym, śmiałym.

ps. jedyny minus powieści to okładka. Kompletnie nie w moim guście.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

Recenzja przedpremierowa: „Punkty zapalne” Anna Rozenberg

PUNKTY ZAPALNE

  • Autorka: ANNA ROZENBERG
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Cykl: DAVID REDFERN (Tom 2)
  • Liczba stron: 392
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Ależ się rozpisałam recenzując pierwszą część cyklu z Davidem Redfernem pt. Maski pośmiertne 😊. Jak kompletnie nie ja. To dowód, że książka bardzo mi się podobała. Zresztą oceniłam ją mocnym 8/10. Oczywiste więc, że gdy nadarzyła się okazja, by przeczytać kontynuację od @Anna Rozenberg nie wahałam się ani minuty. Praktycznie „rzutem na taśmę” przed Wami recenzja przedpremierowa „Punktów zapalnych” od Wydawnictwa @czwartastrona. Pamiętajcie, premiera już jutro, 1 września!!!

Tym razem inspektor David vel Dawidek Redfern musi się zmierzyć z porwaniem pięcioletniej Polki Izy Wolańskiej oraz podwójnym morderstwem starszego małżeństwa. Nie wiadomo, czy to mafijne porachunki czy kwestie religijne posunęły mordercę do tego czynu. Nie wiadomo czy działał sam, czy w grupie. W trakcie śledztwa badanych jest wiele wątków, a upływający czas odsuwa Redferna i jego załogę od korzystnego rozstrzygnięcia czy to w sprawie Izy Wolańskiej, czy małżeństwa Abbasich. Działaniom operacyjnym nie pomaga sytuacja Redferna, który ciągle poszukuje Marty Sokolińskiej oraz próbuje odpowiedzieć na pytanie, kto mu zagraża, kto chce pozbawić go życia, kto wysyła mu zawoalowane wiadomości, by odpuścił. Tylko nadal nie wie, co ma odpuścić, komu ma odpuścić.

Bardzo udana kontynuacja „Masek pośmiertnych”!!!

Dzięki Autorce mogłam spotkać się ponownie z bohaterem, którego niezwykle polubiłam. Z człowiekiem o polskich korzeniach, posiadającego polskiego dziadka, komisarza milicji Siwiaszczaka. Ta postać, oprócz głównego bohatera skradła moje serce. To starszy człowiek, niezwykle inteligentny, nie „zdziadziały” potrafiący pomóc własnemu wnukowi, o którym mówi „Dawidek”. Ten „Dawidek” dosłownie mnie rozczula.

Akcja toczy się dosłownie w dwa tygodnie, od nocy z 1 na 2 listopada 2013 roku do 14 listopada tego samego roku. Mimo, że przestrzeń czasowa nie jest rozległa, Rozenberg zadbała, by czytelnik się nie nudził. Poprowadziła śledztwo na okrętkę, wprawiając w ruch wyobraźnię czytelnika klucząc pomiędzy różnymi poszlakami. I mimo, że od początku podejrzewałam sprawcę, czas spędzony z książką nie uważam za stracony. Wręcz przeciwnie to bardzo dobrze spożytkowane chwile poświęcone dobrej, inteligentnej lekturze.

Głębokie ukłony należą się Annie Rozenberg za:

Konsekwentny motyw polski, za próbę rozliczenia polskich emigrantów, za pokazanie rodaków na obczyźnie, na bardzo nieprzychylnej obczyźnie.

Wielokulturowość. Podejście do bohaterów oparte na ich pochodzeniu, rozliczeniu ich tradycji, wierzeń, religii, wymogów co do ubioru i zachowania, kultury oraz obycia w miejscach publicznych. Rodzina zamordowanego Muztara Abbasiego, i jego żony, rodzina Wolańskich i ich znajomi, współpracownicy.  To jest ogromna wartość tej książki.

Wprowadzenie nowej bohaterki Summer Winter. Bardzo spodobała mi się nowa współpracowniczka Redferna, którą wprowadziła Autorka w miejsce nieobecnej Lindy borykającej się z własnymi problemami. Ciekawe, czy Summer pojawi się w kolejnej części?

Podjęcie bardzo ważnych kwestii społecznych. Oprócz wszechobecnej ksenofobii, Autorka dotknęła problemu współczesnego niewolnictwa, angielskiego systemu szkolnictwa, czy podejścia do traktowania, wychowywania dzieci, tak różnego od polskiego. Żeby jeszcze bardziej Was zachęcić, napiszę, to nie wszystko. W powieści dotknięty został problem alkoholizmu, przemocy w rodzinie, uciekania od odpowiedzialności i unikania problemów. Problemów, które nie powinny być spychane na margines życia. Problemów, z którymi każdy dorosły człowiek powinien się zmierzyć. Problemów, które same się nie rozwiążą przy braku jakiegokolwiek naszego zaangażowania.

To druga książka Autorki, którą  zdecydowanie powinniście przeczytać. Lektura tego kryminału gwarantuje Wam podróż w metodyczne śledztwo, w brytyjską, policyjną rzeczywistość. Zapewni Wam zmierzenie się z trudnymi pytaniami, nie zawsze udzielając odpowiedzi. Pobudzi Was do myślenia i do  zastanowienia się, gdzie tu jest człowiek, gdzie w tym wszystkim jest jego wartość, gdzie zaczyna się zemsta, a kończą mordercze pragnienia.

Zakończenie „Punktów zapalnych” sprawia, że czekam z utęsknieniem na kolejną część serii, na kolejne spotkanie z Davidem Redfernem. Mam nadzieję, że będzie tak samo udane, jak poprzednie dwa.  Rozenberg potrafi dopracować powieść w najmniejszych szczegółach, czym potwierdza, że wykonuje „kawał dobrej roboty” i za to należą się jej oklaski. BRAWO Pani  @Anna Rozenberg. Czekam na więcej!!! A Wam życzę udanej lektury.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki przedpremierowo bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

Recenzja przedpremierowa: „Cisza” Tomasz Lipko

CISZA

  • Autor: TOMASZ LIPKO
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Kolejny pisarz, prawnik z wykształcenia 😉, którego miałam przyjemność poznać z jego publikacji to Tomasz Lipko. „Cisza” od @wydawnictwoznakpl, będzie miała premierę 1 września br. Autor zasłynął pozycją ,,Notebook”, która „została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Kryminał sensacja Thriller” (cyt. za: Tomasz Lipko). A jaka jest ,,Cisza”?

(…) kto pierwszy zrozumie, że Internet jednak nie wróci, ten wygra” – „Cisza” Tomasz Lipko.

„Cisza” opisuje świat bez Internetu. Wyobraźcie sobie, że w jednym momencie, w ciągu 60 sekund przestajemy mieć dostęp do Internetu, do tej ogromnej bazy danych, do wszystkich społeczności, do bycia, grania, czytania online. Niewyobrażalne? Niekoniecznie. Cały świat staje na głowie, gdy o godz. 15:37 „(…) 18 kwietnia 2025 zaniknął sygnał internetowy”. Pięć lat po internetowej „godzinie zero” niektórzy nadal wierzą, że sieć da się odzyskać, że wreszcie będzie można na nowo być online. Naiwniacy, fantaści, głupcy? Krach wykształcił nowych bohaterów, a starzy „odeszli do lamusa”. Detektyw nowej ery Igor Hanys oraz Yaara Alex poszukują odpowiedzi na następujące pytanie:  „(…) kto wygra w starciu człowieka ze sztuczną inteligencją?” Czy zdołają odpowiedzieć? Czy odpowiedź będzie dla ludzkości satysfakcjonująca?

„(…) Sztuczna Inteligencja spojrzała wreszcie na świat ludzkimi oczami…” – „Cisza” Tomasz Lipko.

W trzydziestu dziewięciu rozdziałach Autor zabrał mnie w podróż w jedną stronę. W podróż, której nie do końca rozumiałam, nie do końca się z wydarzeniami w niej następującymi utożsamiałam. Jest to książka dla fanów fantastyki. Ja do nich niestety nie należę, chociaż intrygujący opis Wydawcy zaciekawił mnie tak, że postanowiłam ją przeczytać. Rozdziały oprócz numerów mają oznaczenie miejsca wydarzeń. A w fabule dzieje się bardzo dużo, w różnych zakątkach świata. Czytamy więc o akcji ulokowanej w Warszawie, w Katowicach, w Jerozolimie, w Wiedniu, czy na wodach terytorialnych Republiki Greckiej. Starałam się jak mogłam, spojrzeć na świat oczami sztucznej inteligencji, tak jak ona patrzyła na świat oczami ludzkimi. Nie do końca mi się udało. Zagmatwałam się w intrydze utkanej w sferze zbrodni, terroryzmu na poziomie AI (z ang. artificial intelligence).

Bardzo podobała mi się postać Yaary Alex. To kompletnie nieoczywista bohaterka. Z jednej strony całkowicie kobieca, czuła, z drugiej maszyna do pokonywania trudności, James Bond w spódnicy umiejący przewidzieć każdy  przyszły ruch przeciwnika. Przyznaję, że postaci męskie również sprostały specyfice gatunku. Mężczyźni okazali się prawdziwie męscy, odważni, ciekawi, umiejący rozwikłać najtrudniejszą zagadkę. Bohaterowie na miarę 2030 roku, na miarę czasów pięciu lat po ustaniu Internetu. Autor również bardzo umiejętnie zakończył powieść. Wprowadził mnie w osłupienie. Ciągle zadawałam sobie pytanie, jak to możliwe, że w plątaninie zdarzeń, mimo, że starałam się być maksymalnie skupiona, nie wytypowałam prawidłowo końcówki? Jak to możliwe?  

I to pytanie, z którym zostałam na końcu, czy ludzie są się w stanie przyzwyczaić do bycia offline? Jak myślicie?

Lubicie rzeczywistość nierealną? Lubicie świat maszyn, robotów, sztucznej inteligencji, artefaktów? Możliwe, że ta książka Wam się spodoba.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Dziewczyna z wiatrem we włosach” Anna Szczęsna

DZIEWCZYNA Z WIATREM WE WŁOSACH

  • Autorka: ANNA SZCZĘSNA
  • Cykl: MIĘDZY STRONAMI ŻYCIA (tom 2)
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO KOBIECE
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery: 25.08.2021r.

Kochani, jak już jesteście w temacie książek pisanych przez @Anna Szczęsna – książki, które same się czytają, to tym wpisem od razu przychodzę do Was z recenzją drugiego tomu cyklu Między stronami życia. Jest to książka, która premierę miała 25 sierpnia br. i bardzo się cieszę, że udało mi się ją przeczytać i zrecenzować bez zbędnej zwłoki. Pierwszy tom serii oceniłam 7/10. Zastanawia Was czy wydana nakładem @Wydawnictwo Kobiece  „Dziewczyna z wiatrem we włosach” również została oceniona tak wysoko?

W kontynuacji książki „Dziewczyna, która patrzyła w słońce” znowu stykamy się z iście wybuchową parą, Justyną i Michałem, ale nie tylko. Autorka oparła fabułę również na innej bohaterce, którą poznałam w pierwszym tomie, na Marlenie. Marlena jest związana zawodowo z Michałem pisującym horrory, jest jego agentką. Jednocześnie przyjaźni się z Justyną – autorką bestsellerowych romansów. Będąc w relacji i z jednym, i z drugą mierzy się z ich niemocą twórczą. To nie jedyny problem w jej życiu. Bezsenności przysparza jej brat, który uwikłał się w kłopoty finansowe. Chęć niesienia mu pomocy doprowadza Marlenę do deklaracji napisania autobiografii milionera Seweryna Mazura i tu zaczyna się prawdziwa czytelnicza uczta z urokliwą Francją w tle.

Nie będę ściemniać. Książka jest idealna na tak chłodne, sierpniowe wieczory. Jesienna aura zwykle nastraja nas depresyjnie. Ja wtedy łapię powieści, w których jest dużo ciepła, tak jak w „Dziewczynie z wiatrem we włosach”. Ten wiatr we włosach można poczuć, praktycznie na każdej stronie. Wiatr miłości, wiatr poszukiwania szczęścia, wiatr zmiany swego życia na jeszcze lepsze, wiatr przyjaźni i nie ukrywam, motyw przyjaźni rozbroił mnie najbardziej. Cudownie jest czytam o przyjaciółkach, które mimo wielu własnych obowiązków zawsze znajdują czas dla siebie. Czytają, piszą, negocjują z wydawcami, publikuję, ale potrafią odnaleźć w pędzie życia czas, by się ze sobą kontaktować, by się sobie zwierzyć i by się wzajemnie wesprzeć. Macie takich przyjaciół obok siebie? Jeśli nie, to wiedzcie, że na pewno gdzieś są i szczerze Wam ich życzę.

Zapomniałabym. Jeszcze ukryte przesłanie. Okazuje się, że u sąsiada trawa nie zawsze jest bardziej zielona, że to do czego dążymy w życiu, już w nim zaistniało, tylko czasem brakuje nam umiejętności spojrzenia z szerszego punktu widzenia i zrozumienia tego. A to wszystko zostało opisane i sportretowane w bardzo płynnym stylu. Czytanie nie męczyło mnie, nie nużyło. Nawet o najbardziej oczywistych prawdach miło jest poczytać. Może to ten czas, by one dotarły do mnie samej? Może to ten czas, by one dotarły do innych czytelników? Mam taką szczerą nadzieję, bo tą powieść obyczajową   Anny Szczęsnej, wprost Wam polecam!.

Moja ocena 7/10.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiece .