„Studentka” Gary Braver, Tess Gerritsen

STUDENTKA

  • Autorzy: GARY BRAVER, TESS GERRITSEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 15.09.2021r.

Ostatnia premierowa środa, tj. 15 września br. pokazała, że @WydawnictwoAlbatros również nie próżnuje. Swoim nakładem wydało wiele dobrych książek. Jedną z nich jest „Studentka” Tess Gerritsen napisana wraz z Garym Bravererem. Sama Tess Gerritsen jest autorką wielu książek. Ma na swoim koncie już czterdzieści pozycji. Znacie tą autorkę, która z wykształcenia jest lekarzem internistą? W wielu z nich fabuła wzbogacona jest o wątek medyczny związany z pracą lekarza, pacjentami, czy funkcjonowaniem służby zdrowia i jej oddziałów. Ciekawe, czy i tym razem te wątki pojawią się w książce, która dzieje się głównie w społeczności akademickiej. Wszak intryga kryminalna rozpoczyna się od śmierci tytułowej Studentki.

„(…) literatura jest odbiciem życia.” – „Studentka” Gary Braver, Tess Gerritsen.

Tą studentką jest, a raczej była Taryn Moore, której upadek z piątego piętra bada Frankie Loomis, pani detektyw bostońskiej policji. Taryn miała wszystko; urodę, inteligencję, szerokie możliwości, przyjęcie na studia doktoranckie. Detektyw Frankie, w pewnym momencie zaczyna powątpiewać w tezę o samobójstwie Taryn. Nie ma listu pożegnalnego, nie ma w jej mieszkaniu smartfona, jest za to wielu mężczyzn wokół, którym mogłoby zależeć na jej przypadkowej śmierć; Liam, Cody, czy Jack Dorian. Każdy z nich mógłby mieć motyw, każdy z nich mógłby być zainteresowany usunięciem jej ze swego życia, każdemu z nich  przysłowiowo „zalazła za skórę”. Każdemu inaczej; nie mogąc pogodzić się z zerwaniem nękając, odrzucając atencję i uwagę jedynego przyjaciela będącego na każde jej skinienie, czy stawiając profesora anglistyki w sytuacji bez wyjścia, bez umiaru prowokując na jego zajęciach. Kto odnajdzie prawdę o śmierci Taryn? Czy Frankie? Czy ci, którzy poczuli się przez jej śmierć zagrożeni?

Trzydzieści siedem rozdziałów zostało podzielone na części „potem” i „przedtem”. Dodatkowo autorzy każdy rozdział zatytułowali imieniem bohatera, z perspektywy którego akcja była relacjonowana przez narratora trzeciosobowego. W książce mamy więc rozdziały przedstawione między innymi z perspektywy Taryn, Frankie, Jacka. Bardzo dobry wątek dotyczył dyskusji wyjętych jakby wprost z seminariów o literaturze mitologicznej, wątek zdradzanych kobiet i zdradzających mężczyzn idealnie wpasował się w moją fascynację historią Heloizy i Abelarda. Te części były bardzo dobrze rozpisane, inspirujące i wyjątkowo mnie ciekawiły. Spodobało mi się również pokazanie detektyw Frankie Loomis nie tylko jako skuteczną policjantkę, ale kobietę z krwi i kości. Kobietę borykającą się z własnymi osobistymi problemami, kobietę niepotrafiącą uporać się z obawą i troską o dorastające bliźniaczki, czy kobietę dla której pewna 46-letnia kobieta stanowi klucz do zagadki o tajemniczą śmierć jej męża sprzed trzech lat.

Nie ukrywam jednak, że ta publikacja nie trzymała mnie w napięciu. Generalnie za mało w niej thrillera. Dla mnie to kryminał z bardzo rozbudowanym wątkiem obyczajowym, w którym splata się klasyczna literatura z obrazem współczesnych rodzin, krzywd małżeńskich, czy problemami społecznymi w grupie studenckiej. Fabuła toczy się niespiesznie. Zanim dojdzie do finałowego rozstrzygnięcia śledztwa autorzy podsuwają liczne tropy. Mimo to zakończenie było do przewidzenia. Napisana jest w bardzo prostym, chronologicznym stylu, dzięki czemu bez kłopotów odnalazłam się w przeszłości i teraźniejszości bohaterów. Mimo, że nie jest to książka „wysokich lotów” czytanie jej sprawiło mi przyjemność. Miło spędziłam przy niej czas. Gdyby nie to, że jest w wielu fragmentach przewidująca ocena końcowa byłaby na pewno wyższa.

Dlaczego więc warto sięgnąć po „Studentkę”? Ano dlatego, że znajdziecie w niej lekką narrację, przyjemny styl, wiele intersujących wątków pobocznych, emocje na płaszczyźnie damsko – męskiej, różne emocje.  To połączenie gwarantuje czytelnikowi dobrą zabawę i relaks z książką w te deszczowe, chłodne wieczory. Zaparzcie sobie gorącą herbatę lub kawę, o ile nie zamierzacie spać i czytajcie, czym i czy w ogóle tak naprawdę zasłużyła sobie tytułowa Studentka na śmierć

Moja ocena 6/10.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Recenzja przedpremierowa: „Eter” Aniela Wilk

ETER

  • Autorka: ANIELA WILK
  • Wydawnictwo: AKURAT (imprint MUZA S.A.)
  • Liczba stron: 351
  • Data premiery: 22.09.2021r.

Jak przedpremiery, to przedpremiery! A co? Tym razem zabiorę Was w podróż w Karkonosze, dzięki @Aniela Wilk – pisarka i jej książce „Eter”, która będzie miała premierę w najbliższą środę, tj. 22 września br. Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Akurat (imprint @wydawnictwo.muza.sa ). Bardzo mnie zaintrygował opis. Wydawca obiecywał thriller połączony z erotykiem. Przed rozpoczęciem czytania zastanawiałam się, czy znajdę w tej pozycji więcej thrillera, czy erotyku. Jesteście też ciekawi?

Ta historia dzieje się w sennym karkonoskim miasteczku. Miasteczku, w którym od dekady mieszka Darek Wysocki, miejscowy dziennikarz radiowy, mężczyzna – zagadka. Wyglądający jak „(…) książkowe wyobrażenie seryjnego mordercy, psychopaty lub w najlepszym wypadku zdrowo pieprzniętego dziwaka”. Kiedyś wzięty pisarz i dziennikarz śledczy w stolicy. Dziś samotnik rozkoszujący się górskim powietrzem, górskim krajobrazem i nawet, co dziwne, góralską społecznością. Jego sąsiadką zostaje Julka Kwiatkowska, spadkobierczyni górskiej chatki po swej ciotce. Ich losy splatają się niespodzianie. Raz za sprawą psa Rambo, dwa za sprawą tajemniczych odkryć ludzkich ciał w pobliżu. Wszyscy odnalezieni po latach w przeszłości byli uznani za zaginionych. Miejscowa policja nie kontynuuje żadnego tropu. Darek czeka, czeka na kolejne odkrywane co jakiś czas ciała. Ile ich będzie? I dlaczego Darek jest sprawą osobiście zainteresowany?

Nie całkiem erotyk, nie całkiem thriller

Połączenie prawie idealne. Prawie, bo o ile  nie ma w niej za dużo namiętności, jest na mój gust za mało napięcia. Wątek odkrywanych cyklicznie nowych ludzkich szczątek nie do końca wybrzmiewał w tonacji thrillera. Miałam wrażenie, że wszyscy zainteresowani snują się po tym górskim miasteczku czekając, aż rozwiązanie samo ich znajdzie. I tak się stało w ciekawym zakończeniu.  Bez wątpienia publikacja jest napisana ze smakiem. Nie przegina w żadną stronę. Chwile fascynacji erotycznej są napisane ze smakiem, z wyczuciem, idealnie zostały wkomponowane w główną fabułę. Autorce udało się zobrazować skomplikowaną damsko – męską relację. Oboje się przed nią bronią, oboje starają się zachować dystans. Przy czym, co ważne, nie jest to typowa scenariuszowa zabawa w „kotka i myszkę”. I to mi się podobało. Tylko to sformułowanie „mała” pisane małą literą, wpadając mi w ucho druzgotało je. No cóż, na niektórych działa jak przysłowiowa „płachta na byka”. Czasem wypowiadane niby pieszczotliwie, czasem lekceważąco. Tworzyło pewien dysonans w relacji ONA i ON. Relacji dość silnej, dość zrównoważonej.  

Szukacie książki, w którym tajemnice zostaną odkryte po latach napisanej w doskonałym stylu literackim, jak na polonistkę przystało? Jeśli tak, to gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po tę pozycję. Osnute mgłą, śniegiem późną wiosną Karkonosze wzywają. Wzywa też duch gór, który krąży niezauważany przez większość mieszkańców i chyba wszystkich przyjezdnych. Duch krążący po pagórkach, wzniesieniach. Duch przynoszący czasem dobre, czasem złe wiatry. Do tego bardzo dobry pomysł na fabułę, do tego nieodgadnione śmierci i zapierający w dech klimat Karkonoszy. Zakończenie pozostawiło we mnie pytanie; czy ja z Darkiem i Julką będę jeszcze miała okazję się spotkać? Będę?

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Akurat (imprint MUZA.SA) za możliwość przeczytania i podzielenia się Wami tą książką.

„Wizjer” Magdalena Witkiewicz

WIZJER

  • Autorka: MAGDALENA WITKIEWICZ
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 16.06.2021r.

Kolejna czerwcowa premiera, której recenzję nadrabiam to „Wizjer” @Magdalena Witkiewicz Official od @wydawnictwo.wab. Nie ukrywam, że książki Autorki bardzo sobie cenię. Moją historię z jej twórczością zaczęłam od „Po prostu bądź” i „Cześć, co słychać”, następnie zrecenzowałam „Czereśnie zawsze muszą być dwie”, by wreszcie zachwycić się Autorką w krótszej formie w antologiach opowiadań pt. „Teraz cię rozumiem mamo” i „Niegrzeczne last minute”. Gdy otrzymałam „Wizjera”, którego okładka po prostu zaparła mi dech w piersiach, bez zbędnej zwłoki zaczęłam czytać. Czytać, czytać, by dowiedzieć się kim jest, lub czym jest i co robi tytułowy Wizjer. Jak daleko sięga jego oko?

Czy myślisz, że znasz swoją rzeczywistość? Czy twierdzisz, że nic cię nie zaskoczy? Czy jesteś pewna/pewny, że wszystko na co patrzysz i czego dotykasz jest tym, czym myślisz? Jeśli tak, to przedstawiam Ci Wizjera, który w życiu Laury – samotnej matki, wprowadził chaos i osadził niewiarygodne rzeczy. Wizjera, który zawładnął jej znajomymi, dziwnymi wypadkami w jej otoczeniu, czy niespotykanymi dotychczas samobójstwami. Wizjera, który z jakiś powodów obrał sobie za ofiarę Laurę, młodą matkę zajmującą się „projektowaniem i prognozowaniem zachowań oraz potrzeb konsumentów”. Co motywuje Wizjera to zniszczenia Laurze życia? Jej praca, rodzina, znajomi, a może ona sama? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Zacznę trochę od innej strony. Swego czasu zachwyciłam się serią Jakuba Szamałka, która opowiada o równoległej wirtualnej rzeczywistości, która nie jest tak bezpieczna, jak nam się wydaje. Książka „Wizjer” Magdaleny Witkiewicz kojarzy mi się z tym cyklem. Jest ona bowiem bardzo dobrze napisanym thrillerem, w którym występują twisty fabularne i więcej jest znaków zapytania niż odpowiedzi. Sama Laura jako bohaterka przypadła mi do gustu, jest inteligenta, niezależna, samodzielna. pracuje jako analityk w banku i zajmuje się przetwarzaniem danych. Sama wychowuje jest małego synka. Poznajemy Laurę mniej więcej w czasie gdy udaje się na konferencję tematyczną dotyczącą przetwarzania danych i nowych technologii. Poprzednia, w której brała udział znacząco zmieniła jej życie. Czy tym razem będzie tak samo? Kobieta dowiaduje się o samobójstwie swojego znajomego. Powiedzieć, że jest w szoku, to nic nie powiedzieć. Jurij według niej nie był człowiekiem, który mógłby się podsunąć do takich rozwiązań. Nieoczekiwanie okazuje się, że w tej samej firmie w której pracował inne osoby pełniące ważne stanowiska również popełniły samobójstwa. Czy to zbieg okoliczności? Wokół Laury zaczynają dziać się dziwne rzeczy, zmienia również pracę i zaczyna pracować w firmie, która organizowała konferencję a, z którą związany był jej znajomy.

Powieść przedstawia niepokojącą, ale jednak realną rzeczywistość, gdzie ktoś może kierować życiem innych ludzi wykorzystując do tego owoczesne technologie. Czy jest możliwe, że z pozoru normalnie przebiegające życie było realizowanym przez kogoś innego planem? Jest to lektura wciągająca z ciekawą fabułą. Jej zaletą są  realistyczni bohaterowie, tacy z krwi i kości. Akcja toczy się bardzo ciekawie, po kolei odsłaniając interesujące nas fakty. Chociaż pod koniec zaczęłam się już domyślać rozwiązania całej zagadki, muszę przyznać, że było bardzo interesujące. To jest najlepsza zachęta, by sięgnąć po książkę, w której Wasz dotychczasowy świat przestanie istnieć. W której Wasz świat rozbije się na milion kawałków. Udanej lektury. Nie zwlekajcie, czytajcie!!!

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki WYDAWNICTWU WAB.

Recenzja przedpremierowa: „Dziewczynka z Widow Hills” Megan Miranda

DZIEWCZYNKA Z WIDOW HILLS

  • Autorka: MEGAN MIRANDA
  • Wydawnictwo: CHILLI BOOKS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 11.08.2021r.

Dokładnie za tydzień, tj. 11 sierpnia br. @Chilli Books (imprint @wydawnictwoznakpl) zaplanowało premierę najnowszej książki @AuthorMeganMiranda. „Dziewczynka z Widow Hills” uważana jest za najlepszą książkę tej Autorki. Wiem, że do premiery zostało mi jeszcze sporo czasu, ale musiałam szybko dowiedzieć się, czy mój odbiór będzie inny od czerwcowej premiery Autorki „Pamiętaj o mnie”. Nie ukrywam, poprzednia książka nie całkiem trafiła w mój gust. Czy i tym razem opinia będzie analogiczna?

(…) każdego z nas od równi pochyłej dzieli jeden niewielki krok. Coś, co wkrada się do świadomości i za nic nie chce jej opuścić. Na początku to jakaś drobnostka, której nie można zignorować ani odpędzić. A potem jest już wszędzie i nie da się myśleć o niczym innym. Ta jedna drobnostka – albo jej nieobecność – potrafi powoli doprowadzić do utraty zmysłów” – „Dziewczynka z Widow Hills” Megan Miranda.

A wszystko zaczęło się 20 lat temu. Sześcioletnia dziewczynka – Arden Maynor zniknęła na wiele dni. Szeroko zakrojona akcja poszukiwawcza pozwoliła ją odnaleźć daleko od domu, a jej odnalezienie stało się ogromną sensacją. Wraz z uczuciem ulgi Arden stała się znana na skalę całego kraju. Jej matka wykorzystała popularność i zapewniła jej stabilność finansową. Niestety, by osiągnąć stabilność emocjonalną i psychiczną Arden zmieniła imię i nazwisko, wyjechała z miasta i spróbowała zacząć swoje życie od początku. Niestety, przeszłość odnalazła ją szybciej, niż mogła się tego spodziewać. Wszystko zaczęło się od problemów z lunatykowaniem. Następnie Arden, aktualnie Olivia znalazła na granicy swej posesji zamordowanego mężczyzny. Do tego wszystkiego ktoś zaczął ją obserwować, ktoś zaczął za nią chodzić. Czego chce i kim jest tajemniczy mężczyzna, który o nią rozpytuje? Tego Olivia musi się dowiedzieć.

Powieść zdecydowanie bardziej mi się podoba od poprzedniej „Pamiętaj o mnie”. Obraz  Olivii jest spójny od samego początku do końca. Autorka umiejętnie odzwierciedliła rzeczywistość po odnalezieniu, życie w świetle fleszów, działania matki, by z traumy dziecka wyciągnąć jak najwięcej korzyści finansowych. W mojej opinii rys psychologiczny nie został jednak dopracowany do końca. W wielu miejscach Megan Miranda odnosi się do odniesionych ran, do objawów stresu pourazowego, do problemów ze snem, które powróciły, nie tłumaczy jednak, nie doprecyzowuje, nie nazywa uczuć w sposób wystarczający. A przecież odnaleziona po kilku dniach dziewczynka jest idealnym materiałem, by opisać traumę i wszystkie emocje, które są z nią związane. Opisać je dogłębnie, do końca, bardzo wymownie i bardzo obrazowo.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Obserwujemy wydarzenia oczami Olivii. Bardzo podoba mi się język i sam sposób prowadzenia narracji. Idealnie forma i styl wkomponowała się w fabułę i treść książki. Wybór narracji okazał się strzałem w dziesiątkę, mamy bowiem możliwość zagłębienia się w osobę głównej bohaterki i patrzeć na świat jej oczami. Rozdziały są ponumerowane i podtytułowane czasem i godziną. Na początku nie rozumiałam tego zabiegu. Po co mi informacja, że akcja dzieje się np. „o 3 nad ranem”? Zabieg ten okazał się jednak niezwykle trafny. Przecież lunatycy zachowują się czasem jakby wszystko wykonywali świadomie. Ubierają się, jadą samochodem do pracy itd.  Czasoprzestrzeń od razu ukierunkowuje czytelnika na właściwe tory, spina go, umożliwia wyłapywanie istotnych informacji. Nie obyło się jednak bez błędów. Takich drobnych, jak np. „kanu” zamiast „kranu”. Nic znaczącego ale czuję się zobowiązana o nich wspomnieć. Tym sposobem w reedycji błędów już nie będzie. Trafnym urozmaiceniem okazały się również gdzieniegdzie pojawiające się wtrącenia z wycinków gazet, książek, kopii korespondencji, zapis wywiadu na żywo, raportów policyjnych dotyczące zaginięcia i odnalezienia Arden. Ten element wprowadza duże zaskoczenie i powoduje, że czyta się jeszcze szybciej. A czyta się naprawdę ekspresowo.

I jeszcze coś o bohaterach pobocznych. Nie chcę zanudzać, ale postaci sąsiada Ricka, przyjaciółki Elyse oraz Bennetta wprowadziły wiele zamieszania. Tak się skupiłam na poszukiwaniu wszelkich symptomów, że praktycznie każdego z nich przez jakiś czas podejrzewałam. No cóż, nie każdy jest Sherlockiem Holmesem.  

Przygodę z książką zaliczam do udanych. Dla mnie jest to raczej lekki thriller psychologiczny, który czyta się jednym tchem zastanawiając się nad losem Liv. Nad tym, kto, dlaczego, kogo i jak zabił? Kto, dlaczego, jak, kogo śledzi? Kto jest sprawcą a kto ofiarą? A jak to pytanie się pojawia, to wiadomo przecież, że nic nie jest oczywiste.  A nieoczywiste rozwiązania są wszak najlepsze w książkach tego gatunku.

Lubicie zagadki? Jeśli tak, to przeczytajcie „Dziewczynkę z Widow Hills”.

Moja ocena: 7/10.

Za możliwość przeczytania książki przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Chilli Books.

„Dom głosów” Donato Carrisi

DOM GŁOSÓW

  • Autor: DONATO CARRISI
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 16.06.2021r.

Twórczość autora znam tylko z serii o Mili Vasquez. Po ostatniej części cyklu Gra zaklinacza Donato Carrisiego zapamiętałam jako autora wnikającego w nasze czytelnicze umysły i zakotwiczającego w nich wszystkie trudne emocje, o których zwykle chcemy jak najszybciej zapomnieć. Zadamawiającego w nas permanentny strach, odrętwienie, poczucie krzywdy, bezradność, przybicie, załamanie, bezbronność, przerażenie, szok i napięcie. To twórca niepokojących książek. Z entuzjazmem zabrałam się więc do czytania kolejnej czerwcowej premiery od @WydawnictwoAlbatros. Musiałam jak najszybciej sprawdzić, czy najnowsza publikacja również „wyrwie mnie z butów”.

Dla dziecka rodzina jest najbezpieczniejszym miejscem na ziemi. Albo najgroźniejszym.”

„Dom Głosów”  Donato Carrisi

Psycholog dziecięcy, wykorzystujący w terapii hipnozę Pietro Gerber w swojej zawodowej karierze mierzy się z wieloma wyzwaniami. Aktualnie uczestniczy w trudnej diagnozie Emiliana, który oskarżył swoich rodziców adopcyjnych o niemoralne praktyki seksualne. Emiliana recytującego wierszyk: „Ciekawski chłopczyk – sypie z piasku kopczyk – w milczącej ciszy – głos jakiś słyszy – zjawa wesoła – jego imię woła – wzywa chłopaka – chce mu dać buziaka”. Dodatkowo, na prośbę swojej australijskiej koleżanki po fachu, zaczyna diagnozować dorosłą Hannę. Hannę – dziewczynkę zamkniętą w ciele kobiety. Hannę, która wiele lat żyła z rodzicami „(…) wiejskim odosobnieniu, od najbliższego miasta dzieliły ich dwa dni marszu”. Hannę mieszkającą z rodzicami w opuszczonych domostwach, przemieszczających się pieszo, spotykającą od czasu do czasu „czarownicę w fioletowym”. Hannę, która nie chodziła do szkoły. Hannę, której rodzice wpoili pięć zasad, które miały ją chronić.

Ufaj tylko mamie i tacie” – 1 zasada

Fabuła krąży wokół rodziny, jej funkcji, jej wpływu na późniejsze dorosłe życie. Od razu muszę pochwalić Donato Carrisiego, że nie przedstawił rodziny w sposób idylliczny. Rodzina, rodzice w tej powieści nie są ideałami, wręcz przeciwnie, są przedstawieni z mrocznej strony. To rodzice, przed którymi dzieci powinny być chronione, jak na przykład matka cierpiąca na zespół Münchhausena wywołująca u swego dziecka objawy chorobowe, by móc „(…) ściągnąć na siebie uwagę przyjaciół i krewnych, w których oczach była znakomitą i troskliwą mamą”. Sama relacja Gerbera z własnym ojcem została przedstawiona jako zaburzona. Gerber o swym ojcu nie wyraża się inaczej, niż „Pan B”. Gerber nawet tak o nim myśli. Motywacja rodziców Hanny również nie jest do końca oczywista. Z jednej strony starają się ją chronić do samego końca ponosząc przy tym dotkliwe konsekwencje. Z drugiej narażają własną córkę na życie w samotności, bez rówieśników, bez rodziny, nawet bez stałego miejsca pobytu.

Obcy są zagrożeniem” – 2 zasada

Najważniejszą bohaterką powieści jest Hanna. Hanna, zdaniem Gerbera cierpiąca na amnezję selektywną. Hanna nie potrafiąca sobie przypomnieć licznych wydarzeń z przeszłości. Hanna gloryfikująca rodziców, nie potrafiąca odpowiedzieć na najprostsze pytania. Hanna tęskniąca za swym jedynym bratem, Ado. Postać dorosłej Hanny, którą diagnozuje Gerber to zlepek emocji, uczuć, przeżyć małej dziewczynki wychowywanej w odosobnieniu, nie mającej przyjaciół wśród rówieśników, ciągle zmieniającej miejsce zamieszkania oraz dorosłej kobiety, której dojrzałość przypadła na życie w Australii. Bardzo ważnym wątkiem fabuły są obcy. Hanna była przed nimi chroniona, ostrzegana. Kim są Ci obcy? Co robili w życiu Hanny? Dlaczego Hanna nie potrafiła się podporządkować zasadzie do końca i jednak szukała relacji z obcymi? Autor umiejętnie kluczy w wątku obcych. Pokazuje, że naprawdę obcymi często okazują się najbliższe nam osoby, że definicja obcego jest jednak wielowymiarowa. Nie każdy oby chce nas skrzywdzić i nie każdy znajomy jest nam przychylny.

Nigdy nie zdradzaj swojego imienia obcym” – 3 zasada 

Zasada wprowadzona przez Carrisiego nieprzypadkowo. W wielu miejscach autor do niej wraca. Podejmuje ważny wątek tożsamości określony i zdefiniowany w imieniu, które nadajemy dzieciom. Podobał mi się ten aspekt terapii Gerbera, gdzie notorycznie zadawał pytanie; kim są ludzie bez imienia i jaki wpływ na psychikę ma brak tej tożsamości, brak tego dookreślenia właściwego każdemu człowiekowi.  Pomysł nietuzinkowy, niestandardowy. Wątek kompletnie nowatorki. Bez wątpienia jest to cecha charakterystyczna tego pisarza, całkowicie nas zaskakiwać.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                              

Nigdy nie zbliżaj się do obcych i nie pozwalaj, by oni zbliżyli się do ciebie” – 4 zasada

Lubicie skomplikowane fabuły? Jeśli tak to sięgnijcie po tą książkę. W trakcie hipnozy Hanny otwierane są kolejne szuflady jej pamięci i czasem nawet jej niepamięci. Nagle okazuje się, że każdy obcy jest zły. Czasem okazuje się, że perspektywa kilkuletniej dziewczynki jest najwłaściwsza, nawet jeśli nieświadomie buntuje się przeciwko wprowadzonym zasadom podejmuje walkę o życie, o normalność. Momentami nie wiadomo było, co jest fikcją a co prawdą. Z sesji terapeutycznych Gerber wychodził coraz bardziej wyczerpany. Prawie od początku wiadomo było, że Gerber z Hanną ma jakiś jeden wspólny mianownik. W głowie zaczęły kołatać mi się myśli krążące wokół kolejno wprowadzanych postaci, jak znacząca rola sędzi rodzinnej, wspomnienie o ojcu Gerbera i jego nieżyjącej od lat matce, jak kobieta, którą kiedyś ojciec przedstawił Gerberowi, wreszcie wątek ze starym szpitalem psychiatrycznym. Terapia staje się podróżą w przeszłość nie tylko w przeszłość Hanny, lecz również w przeszłość samego „usypiacza dzieci” – Gerbera. Prawda przenika się z iluzją, a rzeczywistość miesza się z siłami nadprzyrodzonymi.

Jeśli nieznajomy woła cię po imieniu, uciekaj” – 5 zasada

Fabuła oparta na skomplikowanym obrazie dzieci, ich dorastaniu, przeszłości jest zawsze trudna. To temat nadwyrężający naszą zdolność zrozumienia i akceptacji innego spojrzenia na świat, na wychowywanie dzieci, generalnie na inność. Okazało się, że treść nie była całkowicie jednowymiarowa. W wielu miejscach autor wprowadził obcych, z którymi Hanna i jej rodzice spotykali się w przeszłości. Niedopracowana postać Neriego nie ukrywam jest mankamentem tej powieści. Kompletnie nie zrozumiałam jaka była jego rola, jaką miał być alegorią i kogo ten obcy mężczyzna pojawiający się znikąd i mieszający w głowie Hannie, miał obrazować. Przecież „ten obcy” został wpuszczony do domu przez jej rodziców!!! Nie mogę zgodzić się również ze stosunkiem Gerbera do samej Hanny. Znany i odnoszący sukcesu w trudnej dziedzinie psychologii dziecięcej, Gerber zdaje się nie zauważać przez wiele, wiele stron, że Hanna – praktycznie jako dla niego obca osoba – wie o nim wyjątkowo dużo, już na samym początku. Wiadomo, że jeśli istnieje jakikolwiek związek czy emocjonalna relacja między pacjentem a psychoterapeutą, terapia nie może być kontynuowana. Tej niezgody na tak zacieśniającą się więź, zabrakło.

Po przeczytaniu tej powieści nasunęło mi się znane stwierdzenie” Dużo hałasu o nic”. Dużo oniryzmu, tajemniczości przy jednoczesnym słabym napięciu. Rozwiązanie kolejnych zagadek, czy tajemnicy związku Gerbera z Hanną nasuwało się samo. Od początku wiadomo, że związek istnieje. Mimo, że książka nie do końca spełniła moje oczekiwania to zachęcam do jej przeczytania. Jest to bardzo dobrze napisane studium rodziny, dodatkowo nad wyraz skomplikowany. Kto nie lubi oczywistości w książkach, niech czyta.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

 

„Zupełnie normalna rodzina” M.T. Edvardsson

ZUPEŁNIE NORMALNA RODZINA

  • Autor:M.T. EDVARDSSON
  • Wydawnictwo:ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron:496
  • Data premiery:15.04.2019r.

Skandynawowie zawsze się sprawdzali w mocnych thrillerach, gdzie kluczową rolę odgrywa człowiek. Ponad dwa lata temu premierę miała głośna książka „Zupełnie normalna rodzina” autorstwa @mattiasedvardssonforfattare. Szwedzki bestseller, który sprzedał się w ponad pół miliona egzemplarzy na całym świecie. Dzięki nakładowi Wydawnictwa Znak Literanova miałam możliwość zapoznać się z nim. Widać temat rodziny jeszcze nie został przez autora wyczerpany. 30 czerwca światową premierę będzie miała kolejna książka Mattiasa Edvardssona również z rodziną w tytule. Oryginalny tytuł brzmi „En familje tragedi”. Ze szwedzkiego roboczo można przetłumaczyć „Tragedia rodzinna”. To faktycznie była ostatnia prosta dla  „Zupełnie normalnej rodziny” z mojej biblioteczki. Sam autor był dla mnie ogromną niespodzianką. O ile topowych skandynawskich autorów czytałam nałogowo, o tyle z wytworem pracy M.T. Edvardssona miałam do czynienia po raz pierwszy.

Gdy ktoś mówi z przekonaniem, że coś wie, myślę, że powinien położyć uszy po sobie. Życie to jedna wielka nauka”.

„Zupełnie normalna rodzina” M.T. Edvardsson

Sama konstrukcja książki okazała się już pozytywną niespodzianką. Trzech głównych bohaterów: matka, ojciec i córka. Trzech narratorów. Wszystkie narracje pierwszoosobowe. Trzy różne perspektywy, każda prawdziwa, każda własna i każda subiektywna.

A wszystko dzieje się w typowej rodzinie.

No może nie całkiem typowej. Ojciec, Adam Sandell pastor w kościele Szwecji. Zafascynowany włoskim jedzeniem, włoską kulturą, włoskim klimatem i włoskimi wakacjami. Katujący rodzinę lazzaniami, bruschettami, spaghetti i obowiązkowym winem przy każdym posiłku. Życie rodzinne skupione wokół stołu, gdzie posiłki zamieniają się w powolne degustacje. W kultywowanie idei slow foodu. Kto ma ojca pastora? Raczej niewielu z nas. I to pierwszy dowód, że rodzina nie jest typowa.

Matka, Urlika Sandell inteligentna kobieta sukcesu, prawniczka. Lubiąca stawiać na swoim. Umiejscowiona na drugim planie w wychowywaniu córki. Budująca z nią relacje jakby zza szyby. Zgadzająca się, by to ojciec grał pierwsze skrzypce w tym ich trzyosobowym świecie. Kto ma robiącą karierę matkę prawniczkę? Zapewne niewielu z nas. I to drugi dowód, że rodzina nie jest typowa.

Córka, Stella Sandell. Jedynaczka, ukochana córeczka tatusia. Zawsze dostająca to czego chce. Osiągająca sukcesy w piłce ręcznej, potrafiąca zbudować dojrzałe przyjacielskie relacje. Inteligentna i bardzo mądra. Mająca problemy z narkotykami, uprawiająca seks na obozie religijnym, cierpiąca na niekontrolowane wybuchy gniewu i ogromną potrzebę dominacji, układania rzeczywistości wokół w sposób tylko dla siebie akceptowalny. Córka oskarżona o zabójstwo. Zabójstwo swojego chłopaka. Kto z nas zna dziewiętnastoletnią dziewczynę oskarżoną o zabójstwo?  Prawie nikt z nas. I to trzeci dowód, że rodzina nie jest typowa.

Co znaczy normalna rodzina?

Normalność, typowość każdej rodziny jest jak jednorożec. Wszyscy o nim mówią, a nikt nigdy go nie spotkał. Nie ma takich rodzin. Sam wydawca na obwolucie napisał „Idealna rodzina jest największym kłamstwem” i ja zgadzam się z tą opinią. Nie ma idealnych rodzin z prostego powodu, gdyż nie ma idealnych ludzi. Sam Adam uważający się za dobrego człowieka zarówno przez córkę, jak i żonę postrzegany jest inaczej. Stella widzi w Adamie zaborczego ojca, próbującego zawładnąć jej światem. Żona widzi w Adamie konkurenta. Konkurenta o relacje z córką, o więź, której ona nie potrafi stworzyć. Stella została przedstawiona przez Edvardssona z jednej strony jako wytwór fantazji jej rodziców, szczególnie ojca, z drugiej jako samorodny, buntujący się młody człowiek. Człowiek podejmujący czasem błędne decyzje. Decyzje, które mogą kosztować ją kilkanaście lat w więzieniu. Jej milczenie w trakcie trwającego śledztwa o morderstwo Christophera Olsena, syna Margarethy – wielkiego autorytetu z prawa karnego w świecie prawniczym, było znamienne. Z początku myślałam, że to przekora, próba udowodnienia wszystkim, a szczególnie rodzicom, do czego jest w stanie się posunąć. Później zrozumiałam, że to strategia, strategia by jednak wygrać.

Najbardziej dopieszczona w mojej opinii była perspektywa Adama. Adam relacjonował bieżące wydarzenia, po aresztowaniu jego ukochanej córki bardzo głęboko szukając przyczyny, szukając powodu dla tego, co się stało, szukając samodzielnie odpowiedzi. Czytelnik poznał więc jego pogląd na wczesne rodzicielstwo, głębię relacji z żoną i  parafianami, którymi się opiekuje, dobre i złe wspomnienia z przeszłości, decyzje, które musiał podejmować, by zapewnić bezpieczeństwo Stelli, by udowodnić jej, jak wiele dla niego znaczy. Perspektywa Stelli to bardzo dosadna relacja z jej wyborów, decyzji, działań i poczynań. Poznajemy Stellę taką, jaką ona siebie widzi. Całkiem inną, niż widzą ją rodzice, niż widzi ją najbliższa przyjaciółka, niż widzą ją inni. Z jednej strony bunt, z drugiej całkowite poddanie się sytuacji, w której się znalazła. Stella weryfikuje swoje spojrzenie na życie. Bardzo szybko dojrzewa zamknięta w więzieniu. Najmniej dopracowana jest perspektywa Urliki, matki. Jakby Urlika nie miała nic do powiedzenia. Nie miała wspomnień, nie miała przemyśleń, nie miała emocji i uczuć kotłujących się w niej na nowo. O Urlice dowiedziałam się tylko tyle, że nie z taką samą radością oddała się wczesnemu rodzicielstwu jak Adam. Tylko tyle. Jakby rodzicielstwo definiowało człowieka. Zabrakło mi tej Urliki. Te istotne rozbieżności w trzech perspektywach potwierdzają, że autor bardziej swobodnie czuje się w perspektywie mężczyzny. Ten punkt widzenia bardzo dogłębnie zobrazował co się działo i dlaczego się dział w tej zupełnej normalnej rodzinie.

Żałuję tylko, że autor nie wykorzystał w pełni postaci matki ofiary Margarethy. Jako wybitny karnista, autorytet prawniczy, jej postać była kluczowa dla wątku kryminalnego. Całkowicie pominięta w rozgrywce sądowej. Niewykorzystany potencjał, który mógłby nieźle namieszać. To samo z postacią Lindy. Nie ukrywam, kompletnie mnie nie przekonała. Jej działanie chaotyczne, powtarzające się, nic nie wnoszące do głównej fabuły.  

Wątek kryminalny, kto, dlaczego i po co zabił Christophera nie był najważniejszy. Najważniejsza była rodzina, dla której traumatyczne wydarzenie związane z aresztowaniem córki, stało się mekką do odkrywania wzajemnych relacji, ukrytych prawd, dopowiadania półprawd i podjęcia wspólnej walki.  Walki o Stellę. A to wszystko w trzech perspektywach. Trzech perspektywach jednego wydarzenia. Jakże różnych perspektywach.  Edvardsson udowodnił po raz kolejny, to o czym sami wielokrotnie się przekonaliśmy, że to samo zdarzenia przez różnych jego uczestników jest oceniane w kompletnie różny sposób. Każdy inaczej je zapamiętuje, każdy inaczej je wspomina. W odnoszeniu się do przeszłości często dochodzi wzajemne obwinianie się, przesuwanie odpowiedzialności na tego drugiego, tego trzeciego. Jakby każdy z nas miał swoją prawdę. Jakbyśmy zapominali, że fakt jest faktem i nawet najlepsze zakłamywanie rzeczywistości tego nie zmieni. Jakbyśmy nie mieli moralnego kompasu.

I to nieprzypadkowe pytanie na ostatnich kartach powieści; „Czy dobrze się z tym czujesz w głębi serca”? to taka „kropka nad i”. Kropka kończąca jedno z najlepszych zdań jakie czytałam.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

Premiera – „Druga żona” Sheryl Browne

DRUGA ŻONA

  • Autor: SHERYL BROWNE
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 02.06.2021r.

Czasem rozpoczynając recenzję muszę wspomnieć o autorze. Dzieje się tak w dwóch przypadkach. Pierwszy, bliski memu sercu, gdy autora znam i zrobił na mnie wrażenie lub całkowicie odwrotnie. Drugi przypadek to wtedy, gdy nie znam kompletnie żadnych wcześniejszych książek autora. Tak jest w przypadku Sheryl Browne. Nie czytałam jej „Opiekunki”. Nie mam więc wyrobionego zdania. Wiem tylko tyle, że jest to „brytyjska pisarka, która specjalizuje się w thrillerach psychologicznych” (źródło: LC). Brytyjka, hm…może być różnie. Mroczno, ciężko lub całkowicie lekko, mimo trudnego tematu, jak w przypadku Beliny Bauer (moja recenzja Ostrze).

O czym jest ta historia?

To historia o kobietach. To historia o Nicole, Olivii i Rebecce. Historia o żonach. Tylko, która z nich jest tą drugą?

To historia o przyjaźni, w której Nicole dla Becky była „(…) bardziej jak siostra niż przyjaciółka – jak rodzina, z którą Nicole nie czuła się szczególnie związana”.

To historia o małżeństwie Nicole z Richardem. Małżeństwie zakończonym nagłą śmiercią samobójczą Nicole.

To historia o dociekaniu prawdy. Prawdy w sprawie Nicole. Prawdy, która nie była tak oczywista jak ją przedstawiał jej mąż.

Jaka jest ta historia?

Ciekawa. To ciekawy obraz z pozoru idealnego małżeństwa, z pozoru idealnego ojca wychowującego samotnie dorosłą córkę, z pozoru idealnych relacji.

Autorka umiejętnie wprowadziła czytelnika w zawiłą sytuację Nicole. Nicole o dwóch twarzach. O twarzy oczami Richarda, która uwielbiała sprzątać, kochała zimne i białe wnętrza, utrzymująca sama ogromny dom w nienagannej czystości, rzucająca malowanie farbami olejnymi, gdyż brudzą, traktująca malowanie tylko jako hobby. O twarzy oczami Rebecci, niecierpiąca sprzątać, uważająca, że szkoda życia na utrzymywanie domu w czystości, nienawidząca usługiwać własnemu mężowi, dla której malowanie było sensem życia, nieodłącznym elementem życia, bez którego trudno jej było żyć. Która z tych twarzy była prawdziwa? Twarz oczami Rebecci ,czy twarz oczami Richarda?

Postać Nicole to dobrze wykreowany przykład kobiety zniewolonej. Kobiety, która wpadła w sieć manipulacji, sieć sztucznych zależności i wyimaginowanych krzywd. Sieć na nią zastawioną. Sieć, od której nie potrafiła się uchronić. Autorka często wracała do pierwszego nieudanego małżeństwa Nicole, jak sama go nazywała z mizoginem. Jakby chciała nam zwrócić uwagę, że tak nieudane małżeństwo może odcisnąć istotne piętno. Piętno, które ciągnie się za nami nawet w nowym życiu. Życiu wymarzonym. Nicole nie potrafiła się od myśli na temat pierwszego męża wyzwolić. Wracała do tego co się zdarzyło, co się działo. Przeżywała na nowo. Na nowo śniła swój koszmar.

Bardzo polubiłam postać Rebecci. Silnej, władczej, inteligentnej kobiety. Kobiety szukającej prawdy. Kobiety nie dającej się omamić. Zdecydowanej, sprytnej i wolnej. Wolnej w swoim życiu.

To ciekawy thriller. Thriller psychologiczny o relacjach. O relacjach damsko – męskich, relacjach pomiędzy dziećmi a rodzicami, relacjach pomiędzy przyjaciółmi. To thriller o manipulacji, o wytwarzaniu sobie ofiary, ofiary, którą można gnębić zaspokajając swoje sadystyczne żądze.  To thriller o wmawianiu, że rzeczywistość co poniektórym się ubzdurała, się zakrzywiła. I wreszcie to thriller o kłamstwie i kłamcach, którzy nas otaczają, czasem nawet bardzo blisko. Tak blisko, że już bliżej się nie da.   

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki jeszcze przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

„Topieliska” Ewa Przydryga

TOPIELISKA

  • Autor:EWA PRZYDRYGA
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:320
  • Data premiery:19.05.2021r.

Dopiero co, bo w lutym opublikowałam zaległą recenzję premiery z października 2020 Miała umrzeć od @Ewa Przydryga – strona autorska nakładem Wydawnictwa Muza. Książka według mnie rewelacyjna. Nie bez kozery moja subiektywna ocena 9/10. Dzień po premierze musiałam więc zmierzyć się z najnowszą powieścią autorki, „Topieliska”. Ci co czytają zrozumieją. Czasami się nie da. Po prostu się nie da już dłużej czekać.

Chciałam za wszelką cenę zachować zimną krew, więc zablokowałam się na wszystkie bodźcie, w szczególności na rozpacz, na strach na złość, na utraconą nadzieję”.

„Topieliska” Ewa Przydryga

To miał być kolejny, zwykły dzień po sylwestrowej nocy. Ból gardła po witaniu na zewnątrz Nowego Roku w samej koktajlowej sukience, zmęczenie, mąż – Kuba leżący obok z czułością, z oddaniem wykonujący swoje obowiązki. Zastępujący Polę w zawiezieniu małego synka do lekarza. To miał być kolejny, zwykły dzień….

Chwilę po rozpoczęciu tego z pozoru zwykłego dnia, mąż ginie, a syn zostaje uznany za zaginiony. Pola rozpoczyna podróż w życie Kuby. W życie którego nie znała. W życie w którym ma nadzieję odszukać ślady minionych dni, w których znajdzie powód tego co się stało. Przyczynę, dlaczego jej życie się skończyło. Życie tak idealne.

Zwykła rodzina

Coś mam szczęście ostatnio do thrillerów psychologicznych, w których rodzina odgrywa znaczącą rolę. To od niej zwykle wszystko się zaczyna i to patrząc  w jej głąb wszystko jesteśmy w stanie wytłumaczyć. Wytłumaczyć zachowanie głównych bohaterów, ich myśli, uczucia, troski, obawy i cienie, które kładą się na z pozoru idealne życie. W dwudziestu pięciu rozdziałach Przydryga podjęła bardzo ważny problem społeczny. Społeczeństwo tworzone przez wychowanków patologicznych, zaburzonych rodziców krzywdzących własne dzieci. Próby wyparcia i poradzenia sobie z tym w dorosłym życiu.

Teoretycznie wszystkie wątki wydawały się ze sobą łączyć. Praca Kuby i jego koleżanka  z przeszłości Maruszka. Siostra Poli, Ida i jej przeszłość. Jej traumy, jej krzywdy, jej motywacje i życie, które sobie ułożyła. Sen Poli, który śni od kilku lat. Sen po którym pozostaje strach, pot i roztrzęsienie. Teoretycznie. To słowo klucz.

Przez pierwszą połowę książki czułam ogromne napięcie. Problemy Kuby w pracy, jego przeszłość, jego siostra, rodzice Poli. Przez ostatnie sto stron, Poli powoli zaczynają otwierać się oczy. Autorka zwróciła uwagę na inne aspekty życia głównej bohaterki. Bohaterki, która jest jednocześnie narratorką powieści. Bohaterki – Poli, która po prostu chciała normalnie żyć. Starała się normalnie żyć wypierając zdarzenia z przeszłości tak głęboko, że tylko świadome śnienie mogło pomóc jej zrozumieć to, co się stało.

Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani. Powieść nie jest długa mimo to, zawiera wiele ważnych treści, wiele tajemnic, bolesnych przeżyć, silnych emocji, niezawinionych krzywd. Nie zrozumiałam tylko, co było motywacją dla zachowań i decyzji Kuby. Patrząc ciągle na perspektywę Poli, Kuby trochę mi zabrakło.  

Bardzo dobra proza. Jak sama autorka pisze w posłowiu, dużo ją kosztowała. Ja jako czytelnik podzielam te emocje. Do chwili obecnej czuję targane mną uczucia, moją niezgodę na to, co dzieje się wokół nas, moje współczucie dla Poli. Poli skrzywdzonej, Poli nieodratowanej.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

Recenzja przedpremierowa – „Złudzenie” Nicola Rayner

ZŁUDZENIE

  • Autor:NICOLA RAYNER
  • Wydawnictwo:W.A.B.
  • Liczba stron:384
  • Data premiery: 19.05.2021r.

Zamień spanie na czytanie! lub Mniej spania więcej czytania! Zawsze chciałam tak zacząć recenzję. Wreszcie mi się udało. Oczywiście czasownik „spać” możecie zamienić na „grać”, „oglądać” czy jak tam wolicie. Ja postępuję zgodnie z przytoczonymi hasłami i kultywując zwyczaj zarywania nocy, by zdążyć zaprezentować Wam kolejną książkę, która będzie miała premierę 19 maja. Przedstawiam recenzję drugiej książki Nicoli Rayner „Złudzenie” od wydawnictwa W.A.B. Przygodę z autorką zaczęłam Dziewczyną, którą znałaś. W recenzji debiutanckiej powieści autorki napisałam „(…) miałam wrażenie, że to wszystko już było, duszny, niespokojny klimat, ten sposób pisania i narracji, podobno bohaterowie. Książka bez wątpienia nie jest wybitna ani nowatorska”. Czy druga powieść okaże się podobna do poprzedniej?

Rzeczy, które wydają się niewybaczalne, czasami przestają takie być”.

„Złudzenie” Nicola Rayner

Ona. Dorosła kobieta. Fran. Siostra Ellie. Księgarka. Od szkoły średniej zakochana w Charlesie, chorobliwie, niewłaściwie, z prawdziwą pasją. Stalkerka ? Prawie. Jej życie. Z jednej strony spokojne, wyważone. Pracuje z książkami, które kocha. Ma jedną prawdziwą przyjaciółkę obok siebie i niezmieniony od wielu lat obiekt swych westchnień. Z drugiej strony samotna. Bardzo samotna. Ciągle przeżywająca śmierć Matki, przez duże „M” i brak kontaktu z młodszą siostrą Ellie przez prawie trzy lata, która skłócona wyjechała nie pozwalając zapoznać się jej z siostrzenicą Rosy. Rosy, która miała niedługo pojawić się na świecie. Jej przeszłość. Życie w prywatnej szkole z internatem w Chesterfield, podział na lepszych i gorszych, normalnych i freakowatych, molestowanie, wykorzystywanie dla własnych celów, naśmiewanie się, ośmieszanie, wszechobecna przemoc psychiczna i fizyczna tych z piedestału, zwykle króla i królowej balu.

Tak naprawdę opis wydawcy kompletnie nie pasuje do fabuły. Z opisu wynika, że jest to mocny thriller psychologiczny z silnym i rozbudowanym wątkiem stalkerstwa. Nic takiego się nie stało. Przez pierwsze 200 stron mamy raczej nudną, rozwlekającą się obyczajową fabułę opartą na zwierzeniach i życiu Fran, która głęboko wierzy w ogromną miłość do kolegi z roku Charlesa. Fran jest narratorką w całej powieści. Jej uczucia, wierzenia, obyczaje i przeszłość oraz jej perspektywa jest więc w niej najważniejsza. Pojawił się w tej części wątek zaskoczenia. Jest nim śmierć kolegi z roku – Dickiego, który zginął tragicznie pod kołami londyńskiego metra. Tragiczna śmierć, której świadkami było wielu. Śmierć, która po pierwszym szoku przestaje wydawać się przypadkowa. Wszyscy wydają się być podejrzani, sama Fran, Charles, źle potraktowane w przeszłości kobiety, nawet siostra Fran – Ellie.

Jestem zmuszona powielić moją opinię. Widocznie pióro Rayner nie dla mnie. Dla „Złudzenia” jak nic pasuje moja opinia z poprzedniej książki autorki „(…) wszystko już było, duszny, niespokojny klimat, ten sposób pisania i narracji, podobno bohaterowie. Książka bez wątpienia nie jest wybitna ani nowatorska”. Zwróciliście uwagę na okładkę? Kolorystyka i pomysł żywcem z „Dziewczyny, którą znałaś”, co nie zmienia faktu, że obie mi się wyjątkowo podobają.

Autorka sięgnęła po sprawdzone motywy. Nieszczęśliwa miłość, tajemnica przeszłości, zebrane w młodości rany, które do tej pory nie zagoiły się, nie przestały krwawić. Rany pod przykrywką ośmieszania, żartów i mówiąc kolokwialnie „nabijania się”. Jakby autorzy mieli za zadanie ciągle nam przypominać, jak ważne jest to, na co pozwalamy naszym dzieciom, a czego nie akceptujemy, bo potem jest już za późno. Wszyscy oprawcy dorośli. Wszystkie ofiary dorosły. Każdy ma swoje rodziny, każdy ma swoich partnerów, każdy ma pasje, pracę i plany na przyszłość, każdy ma swoje problemy. Los ponownie ich ze sobą splata. Ale Fran ciągle się zastanawia, czy może im ufać, czy może ufać duchom swojej przeszłości.

Sama Fran bardzo mnie denerwowała. Szczególnie w pierwszej połowie. Po przeczytaniu całej książki miałam wrażenie, że były dwie bohaterki. Fran sprzed dwusetnej strony i Fran po dwusetnej stronie. Bohaterka przeszła chyba jakiś szybki kurs dojrzewania i terapii behawioralnej, ciągle w sferze domysłów.  W pewnym momencie Fran zaczęła myśleć. Patrzeć na wszystko co ją otacza i na rzeczywistość, którą kurczowo sobie sama kreowała w sposób bardziej realny i obiektywny. Zaczęła dostrzegać kim są ludzie, którymi się otacza. Na kogo naprawdę może liczyć i komu na niej naprawdę zależy.

Bardzo podobała mi się opisana relacja Fran z matką, przez duże „M” za którą ciągle tęskni. Ta matka przez duże „M” niepokoiła mnie od samego początku. Zastanawiałam się kiedy te duże „M” na coś się przyda. Kiedy wreszcie wybuchnie jak wulkan rozżarzoną lawą. Kiedy się dowiem dlaczego matka jest cały czas przez duże „M”. Niestety, nie doczekałam się. Duże „M” nie miało kompletnie znaczenia. Relacja Fran z siostrą w ogóle mnie nie przekonała. Fran cierpi, tęskni, jest na Ellie zła, że po kłótni nie widziały się prawie trzy lata. Nie może jej wybaczyć, że przez jej krnąbrność nie poznała swojej siostrzenicy. Oprócz tęsknoty nic nie robi. Nie szuka jej, nie pojechała do niej. Komunikuje się przez FB, w mailach, w smsach. Jakby sama godziła się na taką formę kontaktu. Jakby jej to wystarczało.

W opisie wydawcy przeczytałam: „Zapierająca dech w piersiach opowieść, pełna niespodziewanych zwrotów akcji. Myślicie, że wiecie, jak to się skończy? Chyba jednak nie…”. Hm… ani zapierająca dech, ani pełna niespodziewanych akcji. Zapewne dlatego, że przeczytałam ostatnio dużo wyśmienitych książek, otrzymałam jakiś szósty zmysł czy niebiańską iskierkę w prezencie. W okolicy dwusetnej strony zaczęłam podejrzewać, kto w tej historii gra tak naprawdę pierwsze skrzypce, kto jest najbardziej istotny. No cóż, trafiłam w sedno. Sami rozumiecie, że dla mnie książka mogłaby mieć dwieście, a nie prawie czterysta stron.

Ta książka to złudzenie. To fakt. Złudzenie, gdyż jest o czymś innym, niż wynika to z opisu wydawcy. Czymś wcale nie gorszym, złym czy nudnym. Czymś innym, a inność warto samemu weryfikować.

Moja ocena: 5/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo bardzo dziękuję Wydawnictwu WAB.

 

„Do ostatniej kropli krwi” Graham Masterton

DO OSTATNIEJ KROPLI KRWI

  • Autor:GRAHAM MASTERTON
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Seria: KATIE MAGUIRE. TOM 11
  • Liczba stron:448
  • Data premiery:24.03.2021r.

Ponad miesiąc temu premierę miała najnowsza książka serii o Katie Maguire „Do ostatniej kropli krwi” wydana przez Wydawnictwo Albatros. Ostatnie dwa tomy serii przeczytałam jeden po drugim. Czy to dobrze? Czy nie lepiej zrobić sobie małe wakacje od tych samych bohaterów, tego samego stylu, podobnych problemów?  Mam nadzieję, że odpowiedzi na te pytania odnajdziecie w recenzji. Zapraszam.

Siedem dziewcząt z Albatrosa, Tyś jedyna” – „Beata z Albatrosa” Janusz Laskowski

 Nie ukrywam, że czytając książki wydawane przez Albatrosa kołacze mi się ten tekst piosenki. Po pierwsze skojarzenie z nazwą wydawnictwa, całkowicie oczywiste, po drugie szerokie spektrum premier, w których kobiety odgrywają znaczącą rolę. Tak jest w serii z Katie Maguire, nadkomisarz z Garda Sίochána w irlandzkim Cork. Katie zdecydowanie łączy w sobie cechy kobiece i męskie. Nie jest jednoznaczna. Z jednej strony bezkompromisowa, nawet po pogrzebie swego partnera od razu rzuca się w wir pracy. Samą wiadomość o śmierci również przyjęła spokojnie, bez histerii. Z drugiej, bardzo czuła na krzywdę innych, ocierająca w ukryciu łzy i wrażliwa na otoczenie. Autor szczególną uwagę zwraca na kobiecy wygląd Katie. Jakby chciał uwypuklić te żeńskie cechy. Oczywiście u Albatrosa kobiet jest więcej niż siedem.

Diabeł często wygląda jak anioł” – irlandzkie przysłowie.

 W najnowszej części Katie musi zmierzyć się z kolejnymi wyzwaniami w swojej policyjnej karierze. Takich w Cork wiele. Warto wspomnieć chociażby o cygańskich żebrakach, „nigeryjskich handlarzach żywym towarem w celach seksualnych, gangach złodziei sklepowych…”. Wątek kryminalny rozpoczyna się od śmierci sędziego Garretta Quinn, który ginie w płonącym samochodzie w dniu, w którym miał ogłosić wyrok w sprawie lokalnego gangstera Donala Hagerty’ego. Spalone zwłoki od razu zidentyfikowała Katie. Identyfikację przeprowadziła po obrączce claddagh, którą…. sama kiedyś ofiarowała sędziemu w trakcie ich intensywnego związku. Nie ona jedna była kochanką Garretta. W trakcie śledztwa okazuje się, że sędzia miał słabość do płci pięknej. Komu więc mogło zależeć na jego śmierci? Zdradzonej żonie, odrzuconej kochance czy lokalnemu mafiosie? Śledztwo komplikuje się, gdy brat sądzonego przez sędziego również traci życie. Z pozoru śmierć Billy’ego Hagerty’ego wydaje się rozgrywkami w wojnie gangów. Wojny O’Flynnów i Riordanów, która trwa od lat. Czy śledztwo potwierdzi tezę postanowioną na początku?

Za dużo tej chrześcijańskiej mentalności

Zdecydowanie. To przeszkadzało mi w czytaniu. Wiadomo, Irlandia religijny kraj. Odłam rzymskokatolicki jest dominujący (78,3% populacji). Jednak czy co parę stron muszę czytać chrześcijańskie bluźnierstwa typu: „Matko Boska…” – ooo tego to zatrzęsienie, „Słodki Jezu”, „Jezu…”, „Józefie święty!”? Irytowały mnie wplecione co jakiś czas religijne wstawki, jak: „Przysięgam ci to przed Bogiem, Marią, Józefem i wszystkimi aniołami!”, „.(…) Żyjesz i Bóg od początku cię kocha…”, „(…) Bóg miał powód, żeby zabrać ją z powrotem do nieba…”. I kolejne zdanie w tym samym wersie „(…) żeby Bóg pozwolił nam cieszyć się nią trochę dłużej…”.  Zabieg ten stosowany był zarówno w przypadku bohaterów złych, jak i dobrych. Bez wyjątku. Dodatkowo wszyscy wkoło się o coś modlą. Gangsterzy, śledczy, sędziowie, rodzina ofiar i nawet mordercy! Ta maniera dodatkowo mnie irytowała.

Wątek obyczajowy głównych bohaterów jest cechą charakterystyczną autora. W tej części również czytelnik dowiaduje się, co dzieje się w życiu śledczych, ofiar a nawet przestępców. Jakoś tylko pogubiłam się w życiu intymnym głównej bohaterki. Fakt, nie czytałam wszystkich książek z serii. Moim zdaniem, autor nie wprowadził na początku książki czytelnika w homoseksualne skłonności Katie. No bo jak inaczej nazwać relację Katie z Kyną?

Przyjaciółka przytuliła ją i obsypała jej twarz lekkimi całusami, a później obdarzyła ją długim, namiętnym pocałunkiem, wsuwając język w jej ustaw i jednocześnie obejmując jej prawą pierś przez sweter”.

Zawsze staram się czytać powieść w pełnym skupieniu. Tak było i tym razem. Kompletnie nie wyłapałam, że rodzi się jakaś nietypowa relacja pomiędzy kobietami. Cytowany powyżej opis pojawił się nagle. Nie został dodatkowo zinterpretowany. Jest to nietypowe. Masterton zwykle wprowadza czytelnika w wątki osobiste, w ten sposób umożliwiając czytanie książek odrębnie, niezależnie od całej serii. W tej części również mamy wiele powtórzonych wątków z poprzednich książek. Ten jednak kompletnie pojawił się bez wytłumaczenia, bez dodatkowego komentarza. Generalnie patrzę na życie intymne nadkomisarz Katie Maguire po tej części inaczej. W poprzedniej, analogicznie jak i w tej pojawia się kochanek z przeszłości. Kochanek, z którym Katie miała bardziej lub mniej zobowiązujący romans. Zastanawia mnie tylko, czy w każdej następnej części będziemy dowiadywać się o kolejnej seksualnej relacji Katie z osobą znaczącą dla toczonego śledztwa?. Mam nadzieję, że nie. To w mojej opinii zbędne, niepotrzebne. Nie wiem w ogóle dlaczego Katie obrazowana jest jak Czarna Wdowa. Kogokolwiek nie dotknie, ten traci życie. Za dużo tych strat wśród bliskich jej osób. Za dużo…

Znakiem rozpoznawczym autora są dosadne opisy ofiar, miejsc zbrodni. Tak jest i w tej części. Przygotujcie się na puste oczodoły, brązowe zęby obnażone w wilczym uśmiechu, wiszącą przekrzywioną żuchwę z wszystkimi zębami na widoku czy wyrwany tył czaszki. Opisy te nie są jednak przesadzone. Zwykła śledcza praca, zwykła śledcza rzeczywistość. Tak szczegółowa charakterystyka, moim zdaniem, dodaje tylko realności opisywanym wydarzeniom.

Bardzo dobry okazał się wątek poboczny Mordercy znad Lee. Człowieka, który wrzucał do rzeki przypadkowych przechodniów. Jak to u Mastertona, opis śmierci przez utonięcie młodej matki samotnie wychowującej kilkunastomiesięczną córeczkę, druzgocący. Tym bardziej, że osiemdziesięcioletni sąsiad mógł uratować tylko jedną z nich. Którą miał wybrać, matkę czy tonącą córeczkę?. Takich mrożących krew w żyłach opisów wiele. To nie zbrodnia jednak jest tu najważniejsza. Autor skupia naszą uwagę na ofiarach, zarówno przypadkowych jak i zamierzonych. Jakby chciał nam zwrócić uwagę, że to może spotkać każdego z nas. My też możemy być następni.

Według mnie to najsłabsza z przeczytanych przeze mnie dotychczas książek serii. Jeśli wśród Was są jednak fani przygód Katie Maguire, niech nie zrazi Was moja opinia. Pamiętajcie, zdanie o książce wyrobicie sobie tylko, gdy sami ją przeczytacie.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.