Recenzja premierowa – „Terapeutka” B.A. Paris

TERAPEUTKA

  • Autor: B.A. PARIS
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron:384
  • Data premiery:14.04.2021r.

Przy okazji recenzji „Dylematu” (klik: Dylemat) napisałam: „Książki B.A. Paris to gwarancja dobrego thrillera”. Ja już jestem po lekturze najnowszej premiery z dziś, 14 kwietnia.  Nie dotarł do mnie nawet egzemplarz recenzencki, ale to nie przeszkodziło mi zapoznać się z lekturą. Nie wiem, czy dobrze. Podobno „nadgorliwość gorsza od faszyzmu”. Czy ta nadgorliwość się opłaciła? Przeczytajcie sami.

 Tajemnice zamkniętego osiedla

Alice i Leo wprowadzają się do wymarzonego wspólnego domu na zamkniętym osiedlu Circle. Osiedle składa się z dwunastu białych domów. Dom Alice i Leo jest wyjątkowy. Nie tylko z powodu tego, że znajduje się w samym środku półkręgu (na dwanaście domów ma numer sześć), ale przede wszystkim dlatego, że zadziała się w nim tragiczna zbrodnia. Zamordowano jego poprzednią właścicielkę Ninę Maxwell. O zbrodnię oskarżono jej męża Olivera, który popełnił samobójstwo. Leo o zbrodni w chwili kupowania domu wiedział. Alice dowiedziała się później. Przypadek? Nie sądzę. Kolejne sekrety wychodzą na jaw. Leo nie jest tym za kogo się podaje, a sąsiedzi ukrywają niejeden sekret. Ile tych sekretów da radę znieść Alice? Ile odpowiedzi uzyskać na zadawane przez siebie pytania? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Ciekawe wątki

W książce jest wiele ciekawych wątków. Sam tytuł jest intrygujący. Na terapię patrzymy z perspektywy relacji w rozdziałach zatytułowanych „Przeszłość”. Losy mieszkańców Circle śledzimy w teraźniejszości w kolejno ponumerowanych rozdziałach. A wszystko to w narracji pierwszoosobowej. Bardzo podobał mi się motyw niespodziewanego nieznajomego na parapetówce Alice. Przyszedł, został wpuszczony. Alice myślała, że to jeden z sąsiadów – Tim. Nikt go nie widział, nikt z obecnych z nim nie rozmawiał. Ostatecznie okazał się kimś innym, kimś kogo interesuje zbrodnia, która zdarzyła się w domu Alice. Wyobrażacie sobie mieć na własnej imprezie obcego? Który przyszedł, został przez Was przywitany i ugoszczony jak oczekiwany sąsiad, którym w efekcie nim nie był…brrrr. Bardzo dobrze czytało się o wspólnym wątku Alice i Niny. I jedna i druga budziły się w nocy z uczuciem, że ktoś jest w sypialni. I jedna i druga miały długie blond włosy.

Nie do końca kupiłam jednak całą historię. Postaci wydają mi się płaskie, bez polotu, bez charakteru. Sama Alice niemrawa. Kocha nie kocha, ufa nie ufa, cierpi nie cierpi. Pojawia się w książce motyw hermetycznego środowiska i niechęci jednej z sąsiadek. W mojej ocenie wątek ten jednak został opisany pobieżnie, niewystarczająco.

To typowa kolejna powieść B.A. Paris. Jej styl, historie, bohaterowie, nastroje, paranoje i tajemnice. Fabuła zagmatwana, z wieloma wątkami. Autorka rzuca czytelnikowi ochłapy zdarzeń, by w naszych głowach pojawił się inny scenariusz. Scenariusz nieprawdziwy. Udaje się jej to. Dlatego zakończenie nie jest takie oczywiste. Końcówka jest bardzo emocjonująca. I to jest największa zaleta tej książki.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

 

„Dopasowani” John Marrs

DOPASOWANI

  • Autor:JOHN MARRS
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:320
  • Data premiery:11.10.2017r.
  • Moja ocena:8/10

Książka „Dopasowani” dostępna jest na rynku wydawniczym od 2017 roku. Wydawnictwo Książnica przy okazji premiery serialu na platformie Netflix, przypomniało mi o tej pozycji. 8 odcinkowy serial już jest dostępny od 12 marca, książka dużo wcześniej. Ja serialu nie planowałam oglądać, póki nie zapoznałam się z pierwowzorem. Nie żałuję tej decyzji. Teraz spokojnie mogę pooglądać wariacje scenarzystów i reżyserów serialowych. Już wiem, co autor miał na myśli.

Autor – brytyjski pisarz i dziennikarz – nie ukrywam, z którym mam przyjemność po raz pierwszy. Jak sam o sobie mówi: „W rzeczywistości jest całkiem sympatyczną osobą, tylko jego wyobraźnia może być okrutna… ” (źródło: „Elle”). Z opublikowanego wywiadu dowiedziałam się, że nie brał udziału w produkcji serialu i jest autorem wysoko ocenianej „Co się skrywa między nami?”, którą koniecznie muszę przeczytać. Teraz już wiem, że ją muuuuszę przeczytać.

Jak daleko się posuniesz, by znaleźć miłość? – pyta Wydawca.

W opisie wydawniczym zawarto takie pytanie. Odpowiedź wydaje się dziecinnie prosta. Oczywiście, jesteśmy w stanie posunąć się naprawdę daleko, by znaleźć miłość. Ale czy do tego, by rzucić dotychczasowego partnera? Czy, mimo naszej orientacji heteroseksualnej spróbować związku homoseksualnego? Czy do samotnego rodzicielstwa z nieznanym nam osobiście dawcą spermy, który według algorytmu jest naszą „drugą połówką”? Takich pytań można konstruować wiele. Nie zawsze odpowiedzi są oczywiste.

Książka skonstruowana jest z krótkich rozdziałów zatytułowanych imionami bohaterów. Śledzimy losy „dopasowanych” z perspektywy złączonych par na portalu www.znajdzswojadrugapolowke.com. Obserwujemy więc niezwykle bogatą naukowiec Elie z Timem, Nicka z Alexem (podobno oboje nie są homoseksualni), Mandy z Richardem, Jade z Kevinem, Amy z Christopherem. Każdy z bohaterów ma swoją historię. Każdy z nich zarejestrował się na portalu z innych pobudek. Każdemu z nich aplikacja wskazała bliźniaka genetycznego. Każdy z nich postanowił się z nim spotkać. Czy każdemu z nich uda się stworzyć satysfakcjonujący związek? To jest pytanie, na które musicie sami sobie odpowiedzieć.

Gdyby tylko taki gen istniał…

Cudownie byłoby wiedzieć, że taki gen został odkryty. Jeden gen, który w prawie 100% potwierdza nasze dopasowanie z inną osobą. Moglibyśmy tą osobę poszukać. Moglibyśmy ją znaleźć i jeśli wierzyć, autorowi, moglibyśmy od razu w ciągu 48 godzin coś do niej poczuć, się nią zauroczyć, zwykle z wzajemnością. A potem mogłoby być tylko lepiej. Chociaż…. Ile dotychczasowych związków rozpadłoby się. Przecież decyzja może być tylko jedna, jeśli dowiedziałabym się o mojej „drugiej połówce” musiałabym ją znaleźć i spróbować z nią stworzyć związek. Ilu patologicznych, przemocowych partnerów znalazłoby swoje połówki.  To nie skończyłoby się dobrze. Przecież w pewnym momencie natura musiałaby wygrać. Ilu morderców mogłoby rozpocząć swoje związki. Skąd aplikacja może wiedzieć, czy jakiś Kevin, Mark, Amy, Mandy itd. to nie mordercy, nie morderczynie, nie gwałciciele, nie porywacze? Tego ze śliny nie można wyczytać. A to tym bardziej nie skończyłoby się dobrze. Thriller czyta się bardzo szybko. Wydarzenia następują jedno po drugim. Zachwycił mnie sam pomysł, gen dopasowujący w pary. Naprawdę nowatorskie spojrzenie na związki. Wokół tej koncepcji John Marrs stworzył świetną fabułę z bardzo interesującymi bohaterami. Każdy jest inny, każdy ma coś za uszami, każdy jest niepowtarzalny. Jak niepowtarzalne są geny.

Autor potrafił mnie zaskoczyć. A to cenię sobie w thrillerach najbardziej. Nie jest to jednak typowa książka tego gatunku.  Mimo to, naprawdę warto ją przeczytać. Z podobną, tak dobrze rozpisaną opowieścią możecie się już nie spotkać. Zapewniam, to nie jest idylliczna opowieść o szczęśliwych parach.  

Za możliwość recenzji książki dziękuję WYDAWNNICTWU KSIĄŻNICA

.

„Zabójcza przyjaźń” Alice Feeney

ZABÓJCZA PRZYJAŹŃ

  • Autor:ALICE FEENEY
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery:10.03.2021r.
  • Moja ocena:8/10

Cisza to moja ulubiona symfonia; kiedy życie robi się za głośne, nie mogę myśleć.”

„Zabójcza przyjaźń” Alice Feeney

Dzisiaj chciałam Wam przybliżyć Alice Feeney i jej brytyjski bestseller! Na okładce jej najnowszej powieści „Zabójcza przyjaźń” przeczytałam opinię „Przy tej historii blednie nawet Zaginiona dziewczyna”. Zaintrygowało mnie to. Bądź co bądź „Zaginiona dziewczyna” to świetna książka. Wiedząc, że Alice Feeney zanim została autorką poczytnych książek była przez kilkanaście lat producentem i dziennikarzem BBC, nie zdziwił mnie wątek dziennikarski w książce.

On, Ona i…. Ono

On – Jack Harpernadkomisarz policji w Blackdown, do którego przeniósł się po rozwodzie z Nią. Idylliczna okolica zamieniła się w sceny zbrodni, jak z najlepszego serialu kryminalnego. Wśród schludnych ogródków, ładnych, zadbanych wiktoriańskich domków otoczonych porośniętym mchem kamiennymi murkami, czai się wyrafinowany morderca, który realizuje swój morderczy plan. Pierwszą jego ofiarą staje się Rachel Hopkins, z którą Jack miał trwający kilka miesięcy niezobowiązujący romans. Notabene widział się z nią w nocy, w której została zamordowana. On znał pierwszą ofiarę.

Ona – Anna Andrews, Jego była żona. Aktualnie reporterka, do niedawna lubiana prezenterka wiadomości BBC zastępująca gwiazdę na urlopie macierzyńskim. Wracająca do miasteczka rodzinnego Blackdown z powodu morderstwa. Przyjaźniła się z pierwszą ofiarą, Rachel w miejscowej szkole średniej. Cztery nastoletnie muszkieterki: Ona, Rachel Hopkins, Helen Wang, Zoe Harper i czasem jak  D’Artagnan zapraszana do grupy Cahterine Kelly. Ona znała pierwszą ofiarę.

Ono – Charlotte, taka „malutka i doskonała”. Pojawiła się w życiu Jego i Jej na chwilę. Zostawiając ogromną wyrwę w ich sercach. Ono nie znało pierwszej ofiary.

Po pierwszym morderstwie Jack rozpoczyna śledztwo, w którym jest jak dziecko we mgle. Majtki ofiary w jego schowku w samochodzie, obcięte ofierze paznokcie w jego opakowaniu miętówek, telefon i buty zabrane z miejsca zbrodni w jego samochodzie. On może być mordercą.  On jest wodzony za nos. On nie potrafi przeciwdziałać kolejnemu morderstwu. W tym czasie Ona odsunięta od prowadzenia wiadomości z powodu powrotu zastępowanej prezenterki, wraca do pracy w terenie. Pech chce, że już w pierwszym reportażu musi pracować ze swoim byłym mężem, Jackiem. Dziwnym trafem pojawia się wszędzie, gdzie dochodzi do morderstwa. Sama ma na sobie bransoletkę przyjaźni, która znajdowana jest w ustach każdej kolejnej ofiary. Odbiera anonimowe telefony z informacją o kolejnych zwłokach. Jest pierwsza na miejscu zbrodni, co wykorzystuje w swoich kolejnych reportażach. Ona może być mordercą. Ona nie czuje się zagrożona. Czy miejscowa policja poradzi sobie ze śledztwem, w którym giną kolejne kobiety? Jedna po drugiej: prezeska charytatywnej fundacji, dyrektorka miejscowego liceum, żyjąca z rękodzieła matka wychowująca samotnie córkę. Morderca zdaje się być nie o krok a o trzy kroki do przodu.

Jednym słowem rewelacyjna!

Ogromnym plusem książki jest narracja. Prowadzona w pierwszej osobie liczby pojedynczej, z perspektywy Jej i Jego.  Tak też nazwane są rozdziały. Te same wydarzenia, okoliczności, widoki widziane oczami Anny i Jacka. Te same wspomnienia, emocje i uczucia tłumaczone z perspektywy kobiety i mężczyzny. Ciekawy zabieg powodujący, że książkę czyta się szybko i z pasją. Rozdziały poprzeplatane są wyznaniami mordercy, który jakby się tłumaczył ze swoich motywacji pisząc list do czytelnika. Ani wyznania, ani kolejne odkrycia w śledztwie nie przybliżyły mnie do wykrycia sprawcy. Momentami wybór wydawał mi się oczywisty, tylko po to, by po chwili dowiedzieć się, że się myliłam.  Autorka dotknęła w swojej powieści ważnych zagadnień. Mimo, że jest to thriller z rozbudowanym wątkiem kryminalnym, to Alice Feeney podjęła ważne wątki społeczne. Po pierwsze alkoholizm z pozoru kontrolowany. Anna i nie tylko, to taka „inteligentna alkoholiczka”. Mająca zawsze przy sobie małpkę alkoholu, rzadko lub prawie nigdy zasypiająca trzeźwa. Anna dziennie efektywnie wykonuje swoje zawodowe obowiązki. Alkoholizm, który nie niszczy życia zawodowego, to jednak przede wszystkim alkoholizm. Feeney pokazuje, że mimo, iż pijący nie są jeszcze na dnie, mają duży problem. Problem, który powinien być rozwiązany. Po drugie żałoba po straconym dziecku. Żałoba, która nigdy się nie kończy. Autorka udowadnia, że jest to strata, z którą nie potrafią sobie poradzić rodzice. Rodzice popadający w nałogi, nic nieznaczące romanse, obwiniający się wzajemnie, rozwodzący się nie potrafiąc pogodzić się ze stratą, układający sobie życie z kolejnymi kobietami i kolejnymi dziećmi, niekoniecznie swoimi. Chapeau bas, że autorka nie pokusiła się o zaserwowanie nam recepty, jak poradzić sobie z takim bólem. To naprawdę dobrze, że nie uległa tej pokusie. W ten sposób zostawiła temat niezamknięty, nieprzegadany. To jest zdecydowanie lepsze podejście. Po trzecie przemoc wśród nastolatków. Przemoc, która naznacza życie do końca. Alice Feeney opisała mechanizm przemocowy stosowany przez wielu chłopców, i wiele dziewcząt. Mechanizm doprowadzający do uzależnienia ofiary od sprawcy przemocy. Ofiara ciągle próbuje, ciągle wierzy, że jej oprawca nie jest to końca zły, że wszystko co się wydarza jest pomyłką i tak naprawdę miało inny wydźwięk. Ofiara ciągle tłumaczy oprawcę. Ofiara ciągle wierzy, że oprawca chce dla niej dobrze, chce się z nią przyjaźnić, żywi do niej prawdziwe uczucia. Ofiara ciągle ufa oprawcy, który ten to zaufanie wykorzystuje zadając kolejne ciosy. To ważny temat. Najważniejsze, by był on zawsze dla nas przestrogą. Ostrzeżeniem, że na takie zachowanie nie powinno być nigdy zgody. Bo potem może być tylko za późno, o wiele za późno…

 Zapałałam prawie miłością do postaci drugoplanowej jaką jest wydawca BBC, szef Anny, nazywany przez pracowników Chudym Zawiadowcą jak z bajki „Tomek i przyjaciele”, którą uwielbiałam oglądać z dziećmi. Jak sama autorka pisze to „(…) mały człowiek uwięziony w wysokim ciele. Ponadto ma wadę wymowy – nie jest w stanie wymówić „r” i przez to nikt w redakcji nie traktuje go serio”. . Serio, serio. Sama go nie traktowałam poważnie. Jak traktować kogoś poważnie, kto mówi „Czy choć łaz ktoś inny mógłby odebłać ten cholełny telefon” To napławdę nie jest takie tłudne, i nikt tu nie łobi tego na tyle często, żeby nabawić się ułazu”. Czytając tę i podobne kwestie podśmiewałam się pod nosem, bo jak tu nie zrobić, czy raczej złobić: hihihi.

Do samego końca nie byłam pewna kto jest sprawcą. Momentami, dla mnie wszyscy wydawali się podejrzani. „Zabójcza przyjaźń” przyniosła mi wiele wrażeń, mimo, że nie przekonała mnie do siebie współpracowniczka Jacka. To według mnie była jedyna słaba postać opisana przez Feeney. Książka miała w sobie wszystkie cechy thrillera, które cenię w tym gatunku; fabuła jest logiczna i przemyślana, akcja zajmująca, postaci świeże. Dlatego z czystym sumieniem polecam Wam po nią sięgnąć. Jeśli tego nie zrobicie, ominie Was naprawdę dobra proza.

 Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU W.A.B.

„Szeptacz” Alex North

SZEPTACZ

  • Autor: ALEX NORTH
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:480
  • Data premiery:16.10.2019r.
  • Moja ocena:7/10

Kilka dni temu opublikowałam moją spóźnioną recenzję powieści „W cieniu zła” Alexa Northa (znajdziecie ją tu: https://slonecznastronazycia.blog/2021/03/21/w-cieniu-zla-alex-north/ ). Mimo, że dostrzegłam pewne braki i niedociągnięcia oceniłam tą pozycję pozytywnie. Przy jej okazji jednak dopiero uświadomiłam sobie, że nie opublikowałam recenzji „Szeptacza” pierwszej książki autora. Ukazała się ona w październiku 2019 roku, gdy z powodów problemów osobistych miałam bardzo trudny czas. Nadrabiam te zaległości teraz, odświeżyłam sobie lekturę i przedstawiam Wam recenzję. „Szeptacz” to książka zdecydowanie wysoko oceniana, szeroko reklamowana oraz polecana przez znanych i lubianych. Oczekiwałam więc mocnego thrillera, wręcz horroru, nie pozwalającego mi zmrużyć oka przez co najmniej tydzień. Książki, której fabułę zapamiętam na długo, chcąc jednocześnie o niej jak najszybciej zapomnieć. Czy tak się stało? Zapraszam do zapoznania się z recenzją.

Wstęp

Książka rozpoczyna się od porwania Neila Spencera. Kilkuletniego chłopca wracającego samotnie do domu wieczorem po wizycie u swego ojca. Syna dwójki alkoholików. Rodziców, którym za bardzo na nim nie zależy. Początek mrozi krew w żyłach. Okazuje się, że chłopiec w trakcie swej drogi do domu jest obserwowany. A porywacz zbliża się do niego od tyłu szepcząc jego imię. Niestety dwa miesiące poszukiwań nie przynoszą rezultatu. Wkrótce ciało Nela zostaje odnalezionego. W tym samym czasie pisarz Tom Kennedy cierpi po śmierci żony Rebekki. Wprowadził się ze swoim synem Jake’em do nowego domu w cichej miejscowości Featherbank. Zaczyna się niepokoić, gdy zauważa, że syn mówi sam do siebie i zaczyna się bać mężczyzny, którego wieczorami słyszy szept za oknem. Tom nie dowierza synowi. Do momentu, gdy w nocy budzi się niespokojnie i odkrywa, że jego syn rozmawia z kimś szeptem przez drzwi wejściowe. W otworze na listy widać palce, które Jake dotyka. Palce mężczyzny. Tom dowiaduje się również, że jego syn zna bardzo dobrze rymowankę, którą powtarzały od lat miejscowe dzieci: „Jeśli drzwi nie zamkniesz w porę, szeptać zacznie ktoś wieczorem. Jeśli na dwór wyjdziesz sam, złego pana spotkasz tam. Jeśli okno uchylisz choć trochę, pukanie w szybę usłyszysz przed zmrokiem. Jeśli jesteś sam i miewasz się źle, pan Szeptacz na pewno odwiedzi cię”. Tom czy chce czy nie staje się aktywnym uczestnikiem pogoni za Szeptaczem. W garażu kupionego domu znalezione zostają przez niego szczątki sześcioletniego Tony’ego Smitha, zamordowanego dwadzieścia lat wcześniej. Tom wie, że to nie może być przypadek. Tom podświadomie czuje, że jego syn będzie następny.

Rozwinięcie

Bardzo podobała mi się relacja ojca i syna pokazana przez Alexa Northa. Tom, samotny wdowiec i jego siedmioletni syn Jake. Syn, z którym Tom nie jest w stanie spędzać całych dni od rana do wieczora. Syn, który często ma pretensje do ojca i nie chce się przed nim całkowicie otworzyć. Syn, któremu Tom nie wierzy. Szepty, obecności i „chłopca w podłodze” traktuje jak wymysł chorej fantazji Jake’a. Mimo to, nawet jak się kłócą, oboje wiedzą, że bardzo się kochają. Jak nikt na świecie. Tom wie, że nie jest perfekcyjnym ojcem i obwinia się o to. Ma jednak świadomość, że potrzebuje trochę czasu dla siebie. Potrzebuje czasu by pracować nad zaczętą książką, potrzebuje chwili wytchnienia, by uporać się ze śmiercią żony i poradzić sobie z nową dla niego relacją, z dawno niewidzianym ojcem. Tom ciągle się obwinia się, że wszystko co się dzieje z jego synem – Jake’em jest jego winą. Nieidealny, niewystarczająco oddany. Takich rodziców swoich ofiar upatrzył sobie Szeptacz. Niedoskonałych, zawodzących własne dzieci. Dzieci, które chciał uwolnić od nieperfekcyjnych rodziców. Od złych rodziców.

W stosunku do kolejnej książki autora „W cieniu zła” w „Szeptaczu” wyraźnie skonstruowana została postać Pani komisarz Amandy Beck oraz komisarza Pete’a Willisa. Oboje ambitni, oboje nie potrafią pogodzić się z porażką. Oboje pamiętają swoje ofiary. Pete bardzo dokładnie. Pamięta 20 lat Tony’ego Smitha. Sześciolatka, którego nie ochronił przed Szeptaczem. Chłopca, którego szukał przez 20 lat. Chłopca, któremu nie pomógł. Czy te traumatyczne przeżycia i pamięć spowodowały, że stał się człowiekiem, którym jest, którym był? Zapewne. Przecież w różny sposób radzimy sobie z naszymi traumami. Oddanie śledztwa tak oddanym policjantom jak Beck i Willis spowodowało, że policyjne śledztwo toczy się ciekawym torem, odkrywane są kolejne wątki. Pytanie, które mi się kołacze po przeczytaniu zakończenia, czy Willis naprawdę musiał odejść? Czy nie było dla niego miejsca w rzeczywistości po Szeptaczu? Czy to odejście to jest kara za poprzednie czyny, poprzednie życie? Chociaż z drugiej strony, życie wymaga ofiar, wojna wymaga ofiar. I ta ofiara została złożona.

Totalny majstersztykiem jest postać mordercy, naśladowcy Franka Cartera, mężczyzny, który „dwadzieścia lat wcześniej porwał i zamordował pięciu chłopców z Featherbank”. Franka, którego alibi własnej żony pozwoliło przez wiele miesięcy unikać złapania. Franka, który maltretował i żonę, i własnego syna każąc go obrazami tego, co robił z małymi chłopcami. Mordercy, który próbuje odkupić swoje winy, obojętność. Nie do końca mu się udaje. Zwierzęce instynkty wygrywają. Nie wystarczy tylko założyć koszulkę na głowę. Wszystko dzieje się naprawdę. Koszulka nie powoduje, że znikamy. Zastanawia mnie co myślała sobie żona Franka Cartera wiedząc, że jej mąż to potwór, morderca dzieci. Kryjąc go. Rozumiem, że robiła to z obawy o własne życie i życie swojego syna. Rozumiem, że dopiero po pewnym czasie znalazła w sobie siłę by wskazać śledczym komórkę w ogrodzie, w której Frank Carter ukrył ciała chłopców. Tylko czemu tak późno? Jak można żyć i zasypiać wiedząc, że ma się koło siebie potwora? Szkoda, że nie był to wątek, który Alex North rozwinął. Byłoby to ciekawe studium przypadku. Zabrakło mi jeszcze historii, co się stało z Tony’m Smithem. Dlaczego Frank Carter zmienił swoje modus operandi i nie ukrył ciała piątego chłopca w szopie za domem? Dlaczego Tony musiał spocząć w innym miejscu i stać się pożywką dla żądnych przygód, zwyrodnialców, którzy odwiedzali jego szczątki? Albo ten wątek mi umknął, albo nie został rozwiązany.  

Zakończenie

Kompletnie nie rozumiem zachwytu nad „Szeptaczem”. Według mnie owszem, jest to ciekawy kryminał z dreszczykiem w tle. Nie nazwałabym jednak książki „objawieniem gatunku”. Dla mnie to ciągle raczej kryminał, niż mrożący krew w żyłach spektakularny thriller. Akcja momentami się rozwleka, a wątki obyczajowe wydają się być za bardzo rozbudowane. To powodowało, że nie brakło mi ani razu tchu w trakcie czytania, co zwykle się dzieje, gdy mam w ręku pasjonujący thriller.

Czego więc nauczyła mnie lektura „Szeptacza”? Potwierdziła, że opinie są całkowicie subiektywne. Nieważne, jak recenzent się stara. Opinia uzależniona jest od jego wcześniejszych doświadczeń, spotkań z autorem, oczekiwań. Nawet emocje i bieżące samopoczucie również wpływa na odbiór czytanego dzieła literackiego. Czasem nawet drażniące recenzenta sformułowanie może uniemożliwić pozytywny odbiór dzieła. Dla kogoś może być ono odkryciem, dla innego całkiem przeciętną książką. Ktoś inny może nawet jej nie strawić od początku do końca. Opinie nie są więc dobre, ani złe. Są moralnie obojętne. Nie ma bowiem jednego kanonu opinii. Dla każdego ważne jest coś innego. Nie można więc powiedzieć, lub sfrustrowanym napisać „całkowicie nie zgadzam się z tą opinią”. Należałoby raczej swoje odczucia zdefiniować jako „mam inną opinię”.

Tak jest u mnie z „Szeptaczem”. Nie podzielam zachwytu licznych recenzentów, również z pierwszej strony książki, czy blogerów. Dla mnie jest to książka ciekawa, przy której nie zmarnowałam ani minuty. Bez wątpienia jednak, w mojej opinii, nie zasługuje na miano odkrycia gatunku i thrillera 2019. Ale pamiętajcie każdy z Was ma prawo mieć inne zdanie. Nie będziecie wiedzieć jakie macie, póki nie przeczytacie.  

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA

.

„Schronisko” Sam Lloyd

SCHRONISKO

  • Autor: SAM LLOYD
  • Wydawnictwo: W.A.B
  • Liczba stron:400
  • Data premiery:10.02.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

W szachach, podobnie jak w życiu, gambit oznacza poświecenie czegoś o mniejszej wartości, żeby uzyskać przewagę”.

„Schronisko” Sam Lloyd

Od premiery thrillera Sama Lloyda upłynął już ponad miesiąc, a wokół książki nadal rozbrzmiewają same pozytywne recenzje. Z cytowanych w książce wpisów z Instagrama dowiedziałam się, że to:

·         „Mocny kandydat w kategorii: najlepszy thriller wydany w 2021 roku.”

·         (…) Intrygująca i tajemnicza opowieść o krzywdzie i manipulacji.”

·         (…) jedna z tych nieodkładanych pozycji, o których nie przestajemy myśleć, póki nie poznamy zakończenia”. Itede, itepe.

Aż dziw, że tak długo się opierałam by zacząć czytać tą książkę. Może te zbyt entuzjastyczne recenzje mnie zniechęciły? Czy może być dla czytelnika większy zawód, niż książka, która nie spełniła oczekiwań, a entuzjastyczne recenzje okazały się na wyrost?

Nie tym razem !!!

Zapewniam, że recenzje z pierwszej strony książki nie są przesadzone. To historia niezwykła, nietypowa. To historia smutna. Tak smutna, że emocje, które mi towarzyszyły w trakcie czytania czułam długo po odłożeniu książki. Historia o samotności dziecka, próbie dostosowania się, braku możliwości przepracowania krzywdy. Historia o rozstaniu, tęsknocie, tajemniczym życiu, które każdemu wokół umyka. Nikt się nim nie interesuje. Historia o byciu dorosłym dzieckiem. Historia o traumie, o podporządkowaniu słabszego sobie. Wreszcie historia o niezawinionych śmierciach. Śmierciach, które bardzo bolą i kłują w oczy. Śmierciach, niewinnych dzieci.

Fabuła zaczyna się dość typowo jak na thriller. Trzynastoletnia Elissa Mirzoyan, w trakcie młodzieżowego turnieju szachowego zostaje uprowadzona. Świadek widział, jak została wepchnięta do środka białej furgonetki. Policja rozpoczyna śledztwo pod przewodnictwem Mairéad. Trzydziestoośmioletniej doświadczonej policjantki, borykającej się z problemem niepłodności. W trakcie tego trudnego śledztwa, Mairéad również poroni. Pierwsze godziny śledztwa niczego kluczowego do niego nie wnoszą. Ślad po samochodzie się urywa. Mairéad wie jednak, że to nie przypadek. Sposób porwania i wiek ofiary przypomina porwanie sprzed roku, nieodnalezionej dotychczas Bryony. Gdy śledczy robią wszystko by odnaleźć Elissę, ona sama budzi się w piwnicy opuszczonego domku w środku Lasu Pamięci. Nikt jej nie słyszy. Nikt jej nie jest w stanie pomóc. Ma wrażenie, że nikt jej nie szuka. Ktoś ją jednak odwiedza. Jeden z odwiedzających to mężczyzna. Mroczny, agresywny, nie znoszący sprzeciwu. Mężczyzna, dla którego ważna jest kultura osobista i dobre zachowanie. Mężczyzna, któremu – jak zostaje ostrzeżona – przede wszystkim powinna być posłuszna. Drugi z odwiedzających to Elijah. Dwanaście lat, bo taki podał wiek. Elijah, który zna bardzo dobrze Las Pamięci. Zna reguły i zasady, które się wiążą z miejscem, w którym przebywa Elissa. Pragnący się z Elissą zaprzyjaźnić. Nie potrafiący jednak jej obiecać, że pomoże jej się wydostać z celi, by mogła wrócić do domu. Nie potrafi, czy nie chce? To jest pytanie, które kołatało mi się długo w trakcie czytania, gdy Elijah odwiedzał porwaną dziewczynkę. Elissa wykorzystuje zainteresowanie Elijaha szachami, by wysłać zaszyfrowaną wiadomość do swego nauczyciela gry w szachy. Okazuje się jednak, że śledczy odnaleźli miejsce przetrzymywania zbyt późno, a Kyle brat Elijaha nie za wiele potrafi śledczym pomóc. Gubi się w zeznaniach, przeszłość myli mu się z teraźniejszością. W efekcie nie potrafi wskazać winnych.

Więcej pytań, niż odpowiedzi

Sam Lloyd poprowadził mnie przez podróż, która tak naprawdę zaczęła się dwadzieścia lat wcześniej. W momencie, gdy zaginęli dwaj bracia Buchanann. Bracia, którzy nie zostali odnalezieni, a których samotna matka po pięciu latach bezskutecznych poszukiwań popełniła samobójstwo. Samobójstwo, gdyż nie mogła pogodzić się ze stratą. Kolejne porwania, kolejnych dzieci powieliły schemat. Dzieci wychowywane przez samotne matki, przewożone w białej furgonetce, porywane w ciągu dnia. Jaki jest mechanizm porywania? Które z dzieci samotnych matek są w stanie i dlaczego zainteresować porywaczy? Czy porwania są przypadkowe, jak przypadkowe są spotkania porywaczy i ofiar?Bardzo dobrze skrojona została sama postać Elissy. Trzynastolatki, która postawiła sobie za cel by przeżyć. Po siedmiu dniach w zamknięciu potrafiła się dostosować. Odkryła, co tak naprawdę może ją uratować. Dostrzegła, że tylko posłuszeństwo jest akceptowalne przez jej oprawców. Próbowała „popłynąć z prądem” licząc na wybawienie. Ogromną zagadką natomiast była dla mnie postać Magicznej Ann. Do samego końca nie rozgryzłam jej roli w procesie porywania i zabijania dzieci. Jawiła mi się jako nieszkodliwa hipiska, uwielbiająca przyrodę i opiekująca się od czasu do czasu Elijahem. Wrrr…nieszkodliwa hipiska, jak mogłam się tak pomylić?!!

Książkę przeczytałam w ciągu jednego dnia. Muszę jednak przyznać, że jedno pytanie nie daje mi spokoju: Kim tak naprawdę był trzydziestoparoletni mężczyzna odgrywający kluczową rolę w opowieści? „(…) gigant o ociężałym wyglądzie, ale w razie potrzeby porusza się z podstępną gracją. Jego skóra, tłusta i żółtawa, kojarzy się (…) ze skórką boczku…”. Mężczyzna o wysokim głosie, brakiem owłosienia i powiększonymi piersiami? Czy rzeczywiście „te odchylenia od normy to efekt stresu wywołanego traumatycznymi przeżyciami, nadużyć na tle seksualnym, do których doszło w początkowym okresie po porwaniu, albo zaburzeń przysadki mózgowej…”. Jaka była geneza jego zaburzeń? To jest dla mnie ciągle nie rozstrzygnięta kwestia. Czuję z tego powodu lekki niedosyt. Dowiedziałam się natomiast, że często ofiara może stać się oprawcą. Oprawcą rzeczywistym lub biernym. Syndrom sztokholmski jest trudny do pokonania. Często ofiara wraca do swego kata. Wraca, bo nie potrafi bez niego żyć i nie potrafi bez niego funkcjonować. Kata, który dla ofiary stał się w pewnym momencie jedyną rodziną.

Historia opisana w powieści to niekoniecznie tragedia zaginionej Elissy. To opowieść o koszmarze, jakim była dwudziestoletnia niewola porwanego kiedyś dziecka. Koszmarze, który spowodował nieodwracalne zmiany w psychice, zachowaniu i postrzeganiu rzeczywistości. Koszmarze niewoli, z której ofiara nie potrafiła się wyrwać. Porwania dzieci to temat bardzo trudny. Trudny dla każdego rodzica. Przecież wystarczy tylko chwila. Chwila nieuwagi. Chwila zainteresowania obcym.Nie żałuję jednak, że sięgnęłam po tą książkę. Ona otwiera oczy na wydarzenia, o których chcemy nie wiedzieć i nie słyszeć. Na wydarzenia, które stają się początkiem końca. Końca normalnego życia.

 Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU W.A.B.

„Nieznajomi” C.L. Taylor

NIEZNAJOMI

  • Autor:C.L. TAYLOR
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:384
  • Data premiery:10.02.2021r.
  • Moja ocena:7/10

„(…) o każdym wiemy tylko tyle, ile ten ktoś zechce nam pozwolić, nie więcej”.

C.L. Taylor „Nieznajomi”

„Nieznajomi” to moje trzecie spotkanie z C.L. Taylor – brytyjską autorką thrillerów psychologicznych. Recenzję poprzedniej świetnej „Zanim powróci strach” znajdziecie tu https://slonecznastronazycia.blog/tag/premieralipca/.  Natomiast „Teraz zaśniesz” oceniłam dość przeciętnie. Jacy okażą się „Nieznajomi”, lutowa premiera, nie mogłam się doczekać by się tego dowiedzieć.

Trzy historie

Konstrukcja książki jest bardzo ciekawa. Trójka różnych bohaterów, trzy losy, trzy historie, trzy traumy i…. jeden wspólny koniec. Alice – kobieta przed 50tką, rozwódka. Kierowniczka sklepu odzieżowego Mirage Fashions w małej galerii handlowej Meads. Ofiara swego niewiernego męża, mająca trudności ze zbudowaniem nowego związku. Matka Emily, która również popełnia błędy matki, tkwiąc w niesatysfakcjonującym związku z Adamem. Adamem, który jej nie docenia i nie jest jej całkowicie oddany. Gdy Alice poznaje Simona wydaje się, że trafiła wreszcie na mężczyznę, z którym może spróbować stworzyć nowy związek. Niestety Simom nie okazuje się tym za kogo się podaje. Raz wydaje się być ofiarą, raz sprawcą. Alice przy pomocy swej córki i najlepszej przyjaciółki Lynne próbuje dowiedzieć się kto kryje się pod użytkownikiem Facebooka o nazwie Ann Friend. Czy to była dziewczyna Simona – Flora, czy może Michael z którym Alice przeżyła nieudaną randkę? Ursula – wysoka kobieta (190 cm!) kobieta o lekko męskiej aparycji. Nie ma w niej za wiele kobiecości, co niestety przysparza jej wiele problemów. Pracująca jako kurier nauczycielka wczesnoszkolna. Kobieta „o wielkim sercu”, jak mówią o niej inni. Ciągle przeżywająca stratę Nathana, który wskutek obrażeń odniesionych w ataku na Ursulę stracił życie. Ataku, w trakcie którego Ursula uciekła. Nie stanęła z nim ramię w ramię do walki z napastnikami. Ataku tak naprawdę skierowanego na Ursulę, na jej inność, wzrost, figurę. Ataku, w którym Nathan chciał być jej bohaterem. Pokazać, że mu zależy, by ją inni nie obrażali. Ataku, który zniszczył jej życie i spowodował ogromną traumę, z którą Ursula nie może sobie poradzić. By coś czuć w swoim życiu zaczyna kraść. Nieświadomie, bezwiednie, dla samego dreszczyku. Kradnie w domu przyjaciółki Charlotte jej rzeczy, jej chłopaka i gości. Nigdy nie oddaje. Przez co traci dach nad głową. Szukając pokoju na wynajem trafia do domu Edwarda. Zamkniętego w sobie, antypatycznego gbura. Trudno jej utrzymać reguły właściciela domu. Zostawiony okruszek, zbita szyba w piwnicy, nadmierne zainteresowanie specyficznym zapachem i dźwiękami płynącymi z piwnicy domu oraz kradzież. Mając świadomość, że Edward jest obcesowy, zamknięty, specyficzny nie może się oprzeć pokusie by go nie okraść. Ursula samotna, tkwiąca w traumie. Pukająca od drzwi do drzwi rozwożąc paczki. Pukająca do domu pod numerem sześć, gdzie dostarcza paczki na nazwisko Paul Wilson. Do domu, gdzie paczki przekazuje kobiecie z dzieckiem na ręku przez okno, drzwi zawsze pozostają zamknięte. Ursula, która nagle okazuje się bohaterką Nicki i jej córki z Bess z domu spod numeru sześć. Ach, co za historia!!! Przyznaję, no trudno, Ursula to moja ulubiona bohaterka tej powieści.   Gareth – mężczyzna pod 50tkę, ochroniarz w galerii Meads, kawaler. Mieszka z matką z objawami demencji. Matką do której przychodzi kartka pocztowa wypisana pismem ojca, który zaginął wiele lat temu i dotychczas nie został odnaleziony. Gareth próbuje odnaleźć sprawcę tych pocztówek i tego, kto zakłóca spokój jego matki. Czy to Mackesy, przywódca lokalnego kościoła wyłudzający datki od starszych osób, również od tych z demencją? Przywódca kościoła udający medium, kontaktujący się ze zmarłymi i przekazujący wiadomości. Gareth zaczyna wątpić w śmierć ojca. Jednego dnia wydaje mu się nawet, że widzi go na monitoringu centrum handlowego, który obserwuje. Zaczyna podróż do swej przeszłości, rodziny, wydarzeń, pamiątek przeszłego życia. Do momentu, gdy po powrocie do domu nie znajduje w nim matki. Wówczas wszystkie siły przenosi na odszukanie zagubionej Joan.

Trzy opinie (wszystkie moje)

Zakończenie jest cool !!!

Nie mogłam się pokusić by tego nie napisać, przepraszam. Jak można inaczej nazwać zakończenie, które dzięki fabule pozwala się spotkać trzem nieznanym dotąd osobom i to w sytuacji mrożącej krew w żyłach? Tylko, że jest cool. Ostatni rozdział również „wyrwał mnie z butów”. Uwielbiam takie zwroty akcji, w których najmniej podejrzany okazuje się rzeczywistym sprawcą.

Wszystko dzieje się równocześnie

Jest w tej książce to, co cenię najbardziej. Mianowicie wartka akcja. Trzy postaci, trzy zagmatwane historie toczą się równocześnie. Miejscami fabuła przerwana jest komentarzami z Twittera. Mieszkańcy boją się „mordercy z przystani”, który zrzuca mężczyzn do rzeki. Chapeau bas dla autorki, która nie pokusiła się, by z tego wątku zrobić wątek główny. Okazuje się, że trzy zaginięcia nie są tak istotne, jak ważne są wydarzenia z życia Alice, Ursuli i Garetha. Jakby C.L. Taylor chciała nam pokazać, że w thrillerach czy kryminałach, nie zawsze wątek mordercy jest ważny i ciekawy. Równie ciekawe, a może nawet bardziej, może być barwne życie trójki nieznajomych, których los styka w najmniej spodziewanym momencie. Wydarzenia, dzięki którym jak się okazuje wiele się dowiadujemy o innych, wielu poznajemy, wiele odkrywamy, by potem w najbardziej odpowiedniej chwili zareagować tak, jak powinniśmy. Z siłą, z wiarą, że dobro musi zwyciężyć zło oraz troską o drugiego człowieka, nawet nam nieznanego.

Baby, ach te baby

Bardzo pozytywnie odebrałam relacje damsko – damskie opisane przez C.L. Taylor. Alice ze swoją przyjaciółką Lynne – mówią sobie wszystko. Wszystko o sobie wiedzą. Najmniejsze kłamstwo Alice, chroniące Simona, strasznie ją boli. Mogą na siebie liczyć, jednocześnie potrafią wysłuchiwać krytycznych uwag na swój temat i swego zachowania. Lynne nie boi się negatywnej reakcji Alice, gdy wytyka jej sztubackie zachowanie i zbytnią naiwność. Lynne czuje się zobowiązana do przekazania Alice swojej opinii. Macie takie przyjaciółki wokół siebie? Alice w relacji ze swoją córką Emily – trudna relacja matki z córką. Bardzo mi bliska. Alice jako matka, chce dla Emily najlepiej, nie potrafi jej jednak tego „dobrze sprzedać”. Ot, taka rzeczywistość matek córek. Obserwując relacje jej córki z jej chłopakiem, Alice obawia się, że Emily powieli jej błędy. Że to jej relacja z mężem Peterem – zawsze uległa, zawsze dwa kroki z tyłu, zawsze z pochylonym karkiem i zawsze na pozycji straconej – dała zły wzorzec Emily, która momentami zachowuje się jak Alice. Próbuje ją przestrzec przed związkiem, w którym nie jest wystarczająco kochana, a jej partner nie jest oddany. Związkiem z góry, jak to się mówi, spalonym na panewce. Nie udaje jej się, ale próbuje. Ursula – babochłop, ktoś by powiedział. Dla mnie kobieta, która mimo swoich traum i własnych problemów próbuje ratować tych, którym należy się pomoc. Ryzykuje, by innym nie stała się krzywda. Kobieta, która nie odwraca wzroku i która swoim kosztem potrafi stawić czoło złu. Kobieta, która wie, że musi się otworzyć i pokonać własne potwory. Kobieta, która wychodzi wreszcie na prostą.  

Mimo, że książka porusza bardzo ważne tematy, jak przemoc domową, demencja starcza, zawiść, trauma pourazowa, poczucie krzywdy, napisana jest w bardzo lekkim stylu. Opis akcji i dialogi są krótkie. Autorka dotyka najważniejszych kwestii, dotyka samego sedna, nie zamęczając nas przydługimi opisami. Mimo to, udało się C.L. Taylor stworzyć portrety poszczególnych postaci bardzo wnikliwie. Dzięki temu, miałam wrażenie, że Alice, Ursula i Gareth są mi bardzo bliscy. Nie mogłam się doczekać, by się dowiedzieć, jak się kończy ich historia. A to zawsze dobrze wróży, jak się nie potrafimy oderwać od książki.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„W cieniu zła” Alex North

W CIENIU ZŁA

  • Autor:ALEX NORTH
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:416
  • Data premiery:28.10.2020r.
  • Moja ocena:8/10

„(…) kiedy zobaczysz coś okropnego, wsadź to do specjalnej przegródki w swojej głowie i nie otwieraj, chyba że znowu będziesz musiała w niej coś schować.”.

Alex North „W cieniu zła”

Muszę powiedzieć, że „W cieniu zła” mnie zaintrygowało, choć nie jestem raczej miłośniczką podobnych książek. Nie jestem zbytnią fanką Stephena Kinga, a horrory zwykle omijam z daleka. Moce nadprzyrodzone, demony, niewyjaśnione sytuacje, inkubacja, złe moce, zakapturzone postaci i pełno krwi to niekoniecznie mój klimat. Okazuje się, że dobrze skrojony thriller jest w stanie wciągnąć i mnie. Tak wciągnąć, że te niewiele ponad 400 stron kończyłam czytać w nocy. Brrrrr….

Coś z przeszłości

Wszystko tak naprawdę zaczyna się ponad dwadzieścia lat wcześniej. Czwórka nastolatków: Paul, James, Billy i Charlie fascynuje się świadomym śnieniem. Zakładają tajny klub, w którym spotykają się i zapisują swoje sny. Zafascynowany świadomym śnieniem Charlie uczy pozostałych poszczególnych technik. Wyobraźcie sobie, że istnieją!!! Każdy z nas może nauczyć się świadomie śnić. Czym jest świadome śnienie? To „sen, w którym śniący zdaje sobie sprawę, że śni. Dlatego klarowność myślenia, dostęp do wspomnień z jawy oraz świadomy wpływ na treść snu mogą być kontrolowane (aczkolwiek na różne sposoby – zależy to od poziomu zaawansowania osoby śniącej). (…) Świadome sny mogą być wykorzystane w zwalczaniu koszmarów, jako narzędzie poznania swojej jaźni albo też dla rozrywki. W snach, gdzie śniący posiada odpowiednio wysoki poziom kontroli nad treścią marzenia sennego, można zrealizować każde swoje pragnienie” (źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awiadomy_sen). Dzięki technikom chłopcy próbują śnić jeden sen, szukają punktów wspólnych. Charlie pragnie spotkać się z Pan Czerwona Ręka funkcjonującym pomiędzy jawą a snem, pomiędzy prawdziwym życiem a zmyślonym, kreowanym przez inkubację. Kontrolując treść marzenia sennego pragną spotkać się w rzeczywistości, wpływać na nią. Niestety zabawa kończy się tragicznie. Mimo, że Paul odseparowuje się od grupy ponosi najcięższą karę. Jedna z bliskich mu osób zostaje zamordowana. Morderstwo okrutne, morderstwo rytualne, o które zostaje oskarżony Billy. Charlie znika. Ta zbrodnia naznacza niepozorne miasteczko Gritten na lata. Kim był Pan Czerwona Ręka, tego Paul się nie dowiedział.

Teraźniejszość

Paul powraca do Gritten by zaopiekować się swoją matką umierającą w hospicjum. Wizyta wydaje się jak każda do momentu gdy matka wypowiada interesująca słowa: „(…) to jest w naszym domu Paul” oraz „Wszędzie są czerwone ręce”. Faktycznie na strychu domu matki, Paul znajduje odbite na ścianach czerwone ślady dłoni. Gdy w wyniku nocnego pukania znajduje na drzwiach ślady czerwonych pięści i dostarczona mu zostaje laleczka wudu z przeszłości stworzona przez Charliego, Paul już wie, że nie są to zdarzenia przypadkowe. Tym bardziej, że toczy się kolejne śledztwo w sprawie rytualnego zabójstwa. Dwóch nastolatków Hick i Foster w kamieniołomie zamordowało kolegę – Michaela. W taki sam sposób. Naśladowcy, czy kolejni opętani. Na to pytanie stara się odpowiedzieć oficer śledcza Amanda Beck, która już na początku śledztwa odkrywa fascynację nastolatków świadomym śnieniem.

I co ja na to?

A ja na to, że to świetna książka. Naprawdę. Polecam z pełną mocą. Mimo, że nie należę do osób z mocnymi nerwami od książki nie mogłam się oderwać. Pomaga w tym pióro Alexa Northa i ciekawie opisana historia. W powieści przeplatają się wątki relacji społecznych, małomiasteczkowych fanaberii, ludzkich pragnień i celów, do których dążymy, z nadprzyrodzoną siłą, siłą, która budzi paniczny strach, siłą, której nie każdy potrafi się oprzeć. To historia, która wciąga, trzyma w napięciu i hipnotyzuje. Dodatkowym walorem książki jest główny bohater – Paul. Świadek wydarzeń sprzed ćwierk wieku i uczestnik bieżących zdarzeń. Z jednej strony niespełniony pisarz, nieśmiały, niezdecydowany, próbujący się odseparować od tego, co się wydarzyło, zdystansować do wydarzeń sprzed dwudziestu pięciu lat. Z drugiej strony szukający odpowiedzi, angażujący się, nie uciekający przed tym co się stało, próbujący do pewnego momentu stawić czoło okolicznościom. Paul angażuje w wyjaśnienie okoliczności Jenny, koleżankę z przeszłości, z którą nie widział się od dekad. Relacje pomiędzy nimi są złożone, ale dzięki temu czyta się o nich z zainteresowaniem. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że za mało w książce roli oficer śledczej Amandy Beck. Olśniło mnie później! To celowy zabieg Northa. Wyjaśnienie tej sytuacji wcale nie znajduje się w rękach policji. Działania śledczej, zbliżającej się do rozwiązania zagadki nie są wystarczające by dowiedzieć się, co się wydarzyło wcześniej i co się zdarzyło teraz. Tu nie rzeczywistość jest kluczem.

 Jak głęboko sięga fascynacja inkubacją? Ile morderstw popełnionych w takich samych okolicznościach odkryją jeszcze śledczy? Czy Paul ma z nimi coś wspólnego? Gdzie tak naprawdę możemy spotkać Pana Czerwoną Rękę? Chcecie znać odpowiedzi na te pytania. Sięgnijcie do książki „W cieniu zła”.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Rytuały wody” Eva Garcia Saens de Urturi

RYTUAŁY WODY

  • Autor:EVA GARCIA SAENS DE URTURI
  • Seria: TRYLOGIA BIAŁEGO MIASTA. TOM 2
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:544
  • Data premiery: 30.10.2019r.
  • Moja ocena: 7/10

Chciałam się dowiedzieć, co uczyniło ze mnie ofiarę, żeby już nigdy nią nie zostać. Żeby żaden inny mężczyzna już nigdy nie zrobił ze mnie ofiary”.

                                                                       Eva García Sáenz de Urturi „Rytuały wody”

„Rytuały wody” to kontynuacja thrillera kryminalnego roku 2019 „Cisza białego miasta”. Czytając opis książki zastanawiałam się co mnie spotka? Z jaką historią będę mierzyć się tym razem? Czy spodoba mi się hiszpański temperament autorki? Gdzie jest tak naprawdę początek tej historii?

Wszystko rozpoczyna się…… wiele lat wcześniej, w latach dziewięćdziesiątych. Czterech nastoletnich przyjaciół Unai, J., Lutxa i Asier spędzają lato na obozie archeologicznym rekonstruując celtycką wioskę. Spotykają na nim Annabel Lee rysowniczkę komiksów. Dziewczynę, która jak się okazuje sieje wokół siebie zamęt. Dziewczynę, która uwielbia bawić się kosztem innym. Każdy z nich przeżywa z Annabel swój pierwszy raz, w sposób całkowicie przez nią wyreżyserowany, tylko na jej warunkach. Przyjaźń chłopców zostaje wystawiona na próbę. Atmosferze nie sprzyja relacja kierownika obozu, wykładowcy uniwersyteckiego Saula ze swoją trzynastoletnią córką Rebeką. Saul oskarża córkę o psychozę i silny kompleks Elektry. Rebeka natomiast po prostu szuka u innych uczestników obozu pomocy. U Annabel, u J., u Asiera, u Miriam. Miriam, która chwilę później ginie w wyniku upadku z klifu. Ostatecznie od nikogo tej pomocy nie dostaje. Po 25 latach Unai (pseudonim Kraken), specjalista od profilowania kryminalnego, rozpoczyna śledztwo w sprawie morderstwa. Morderstwa rytualnego. Ofiarą okazuje się Annabel Lee, która zginęła będąc w ciąży. Modus operandi mordercy nawiązuje do kultu Trzech Matron. Annabel ginie w rytuale trzech śmierci. Przez powieszenie, utonięcie i spalenie. Niedługo później ginie J., przyjaciel Krakena. Kolejny uczestnik obozu archeologicznego Asier zostaje natomiast napadnięty w swojej aptece. Kto zabija uczestników obozu archeologicznego? Czy życie Krakena też jest zagrożone? Czy ze sprawą ma związek śmierć adoptowanej córki Saula kilka miesięcy wcześniej? Czy Rebeka w roku 1993 zginęła taką samą śmiercią jak Annabel, mimo że jej ciała nigdy nie odnaleziono?  Na te wszystkie pytania próbują odpowiedzieć śledczy nadzorowani przez podkomisarz Albę Diaz de Salvaterrę – przełożoną Krakena, z którą łączył go romans. Dodatkowo Alba spodziewa się dziecka.

W „Rytuałach wody” Eva García Sáenz de Urturi łączy trzymający w napięciu thrillera kryminalny z wątkami rodzinnych tajemnic. To książka o: matkach, które powinny chronić swoje dzieci, a nie obojętnieć w obliczu ich krzywdy; nieobecnych ojcach, którzy powinni być podporą dla swoich dzieci, wspierać je. Nie krzywdzić, nie wykorzystywać, nie manipulować. Dziadkach, którzy zastępują nam niejednokrotnie rodziców, Rodzeństwie z którymi mamy czyste braterskie relacje lub z którymi łączy nas patologiczna relacja, Macierzyństwie. Nie każda z nas zasługuje na to by być matką, nie każda z nas cieszy się z macierzyństwa, nie każda z nas jest wystarczająco dojrzała, Przyjaźni, która mimo, że trwa kilkadziesiąt lat, cierpi na wzajemne animozje i niewypowiedziane żale, pretensje i skargi, Obojętności dorosłych wobec krzywdy dzieci. Dzieci, których nie słuchamy, którym nie wierzymy, którym w efekcie nie pomagamy.

Podróż w głąb losów opisanych bohaterów odbywa się z niezwykłymi opisami ciekawych i malowniczych miejsc oraz krajobrazów prowincji Álava w tle. W książce autorka poruszyła wiele wątków. Wątków z jednej strony ważnych, z drugiej spychanych na margines. Ogromnym plusem, oprócz ciekawej wielowątkowej historii, są postaci. Unai jak bohater romantyczny. Z jednej strony można go „zranić, ale nie dało się go złamać, silny i elastyczny, czasem budzący strach. Raczej uparty niż błyskotliwy (…), nigdy nieporzucający dochodzenia, dopóki go nie dokończył…” Z drugiej strony po wydarzeniach z poprzedniego tomu (postrzału w czaszkę oraz śpiączce) stracił mowę i cierpi na afazję Broki. Dopiero walka o związek z Albą daje mu siłę by walczyć o siebie, o to by mówić, by żyć jak dotychczas. Estibaliz – jego przyjaciółka, inspektorka policji – borykająca się ze swoją przeszłością. Po zaburzonej relacji z bratem, epizodach narkotycznych walczy o normalność, równocześnie kochając Krakena. Walczy, by ta miłość nie zniszczyła ich przyjaźni, tego, co zostało już zbudowane. Walczy, by jej życie nie wpłynęło negatywnie na prowadzone śledztwa.   Alba – podkomisarz, przełożona, kobieta w ciąży. W tej części Alba jest bardziej złożona. Zawodowa profesjonalistka w każdy calu. Zaangażowana w pracę, mimo ciąży i gorszego samopoczucia. Borykająca się z poczuciem winy. Stygmatyzowana, ale jednocześnie bardzo silna. Będąc żoną mordercy seryjnego (wątek z poprzedniej książki serii) jak mogła nie zauważyć żadnych niepokojących objawów w zachowaniu Nancha? Rebeka – ofiara czy sprawczyni? Chora na psychozę czy po porostu wykorzystywana? Bojąca się własnego cienia czy silnia? Dobra aktorka czy nieszczęśliwie zakochana? Sarah – ciotka Rebeki, siostra Saula. Nie opoka, nie zastępcza matka. Kobieta skrzywdzona w dzieciństwie, która nie wyciągnęła z tego doświadczenia żadnych konstruktywnych wniosków. Chorobliwie religijna, popełniająca najcięższe grzechy w imię dobrej relacji z bratem. Grzech zaniedbania, grzech obojętności, grzech kłamstwa, grzech cudzołóstwa. Kobieta, wykorzystująca swoją pozycję w środowisku lekarskim dla własnych celów. Golden girl – prawie siedemdziesięcioletnia hakerka żyjąca na granicy prawa i penetrująca efektywnie darkweb. Koleżanka, ukryta współpracowniczka Krakena. Wróg a zarazem informator hiszpańskiej policji. …. i wielu innych, nie mniej ciekawych postaci. Z tak złożonych bohaterów utkana jest cała powieść. Dzięki temu charaktery, historie jakże z pozoru odmienne, zazębiają się ze sobą, tworząc jedną, kompatybilną powieść.

Długo już nie czytałam powieści tak mocno osadzonej na postaciach. Na tym co je łączy, co je dzieli. Na tym kim są i kim mogliby tak naprawdę być, gdyby nie pewne okoliczności z przeszłości. To książka, której się nie zapomina. To książka, której bohaterowie zostają na długo w naszej pamięci.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Powiem tylko raz” Lisa Gardner

POWIEM TYLKO RAZ

  • Autor: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 10
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 14.10.2020r.
  • Moja ocena: 7/10

 Lisa Gardner nadal nie odpuszcza zaciekawiając nas kolejną odsłoną historii o detektyw D.D. Warren. Czy dobrze? Dowiecie się mam nadzieję z tej recenzji.

Evie Carter, ciężarna matematyczka publicznego liceum wraca do domu i zastaje zastrzelonego w swym gabinecie męża, Conrada. Chwyta za broń, by oddać kolejno 12 strzałów… w laptopa. Dlaczego to zrobiła? Co i przed kim chciała ukryć? Czego się wstydziła przed śledczymi? Na te pytania stara się odpowiedzieć detektyw D.D. Warren wspierana przez agentkę specjalną FBI Kimberly Quincy.

Historia opisana przez Gardner nie opiera się tylko na morderstwie Cartera. W fabułę wpleciona jest śmierć ojca Evie sprzed 16 lat, genialnego matematyka i profesora Harvardu. Śmierć, niesłusznie potraktowana jako nieszczęśliwy wypadek. Jakby historia i tak nie była wystarczająco pogmatwana, Gardner rozwinęła ją o wątek ofiary seryjnego gwałciciela, mordercy i porywacza Jacoba Nessa – Flory Dane. Losy trzech kobiet policjantki D.D., domniemanej morderczyni Evie i ocalonej Flory splatają się w traumatycznych doświadczeniach z przeszłości i sekretami, które – według niektórych – na zawsze powinny pozostać zamiecione pod dywan.

Zawsze cieszę się, gdy w powieści pojawiają się mocne postaci kobiet. Tak było i w tym przypadku. Wszystkie bohaterki mają to coś, że dostrzegamy w nich silne cechy osobowości, nawet w więzionej przez ponad 400 dni Florze. Florze, która przez 6 lat od ocalenia przeszła niesamowitą metamorfozę. Również z pozoru wycofana i bezbronna Evie, nie jest do końca słaba. Racjonalizuje dzień po dniu, co się wydarzyło w jej życiu, by ostatecznie podjąć najlepszą decyzję i szukać odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Czuję jednak ogromny niedosyt postacią detektyw D. D. Warren. Jej postać jest najsłabiej zarysowana, jakby D. D. w kolejnych odsłonach serii rozwijała się i dojrzewała w kierunku szczęśliwej żony, matki i właścicielki psa. Brak w niej zadziorności, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Brak w niej zdecydowania i szybkiego podejmowania decyzji. Wydaje się znudzona swoją pracą. Przez pierwsze 200 stron książki zachowuje się jakby nie dostrzegała co się tak naprawdę kryje za śmiercią Cartera, przyjaznego, sympatycznego sprzedawcy okien.

Kontynuacje serii nie zawsze są tak udane jak pierwsze tomy, nawet jeśli fabuła jest interesująca. Może przesyt bohaterami? Może autorom wydaje się, że dominujące, najciekawsze cechy, nie muszą być w każdej kolejnej książce z serii tak uwypuklane? Trudno powiedzieć.  Bez wątpienia jednak „Powiem tylko raz” jest książką dla fanów Lisy Gardner i dla tych, którzy chcą poczytać o zmaganiu się w codzienności z własnymi traumami, złymi doświadczeniami i demonami, które nie chcą odpuścić. Najlepiej jest stanąć z nimi twarzą w twarz.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Żałobnica” Robert Małecki

ŻAŁOBNICA

  • Autor:ROBERT MAŁECKI
  • Wydawnictwo:CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:384
  • Data premiery:12.08.2020r.
  • Moja ocena: 7/10

Twórczość Roberta Małeckiego poznałam czytając trylogię toruńską z komisarzem Bernardem Grossem. Bez wahania więc mając okazję sięgnęła po „Żałobnicę”. Należy jednak zaznaczyć, że jest to zupełnie inna pozycja. Nie nawiązuje do znanych mi książek autora. Czytając tę powieść odkryłam autora na nowo. Nie jako autora poczytnych, policyjnych kryminałów, lecz jako autora znającego tajniki ludzkich, kobiecych dusz.

„Żałobnica” pełna jest napięcia, intryguje. Jeszcze przez rozpoczęciem lektury nasunęło mi się sporo pytań. Kim jest tytułowa Żałobnica? Po kim nosi żałobę, za kim tęskni, dlaczego cierpi? Jaką karę musiała ponieść? Co się stało wcześniej, dawniej? Co ją ukształtowało?

Tytułowa Żałobnica to Anna. Wydawałoby się kobieta sukcesu. Atrakcyjna, znająca swoją wartość. Tkwiąca w satysfakcjonującym – do pewnego momentu – związku z mężczyzną, któremu całkowicie zaufana, który rzucił ją na kolana, który ją sobie podporządkował. W rzeczywistości Anna to kobieta samotna. Samotna we własnym domu, borykająca się z nienawiścią własnej pasierbicy, uwielbianej przez swego ojca. Kobieta, która nie ma niczego swojego. Wszystko dostała od niego, wszystko jest jego. Wygodne życie stworzono dla niej. Życie, na które Anna nie zasługuje, jak uważają bliscy jej męża (siostra, córka). Kobieta, która tak naprawdę zatraciła się w swoim życiu i która dopiero po nagłej śmierci męża musi ruszyć do przodu. Wiele z nas jest jak Anna. Tkwimy w stworzonym przez siebie życiu. Życiu stworzonym dla nas przez innych. Żyjemy jak w bańce mydlanej. Jesteśmy takie jak nas widzą inni. Jesteśmy takie jakie widzimy się same. Jesteśmy tym, co przeżyłyśmy i czego doświadczyłyśmy. Kiedy bańka mydlana pęka, wiele z nas idzie naprzód, wiele się cofa, wiele upada, a wiele jednak pozostaje w miejscu. 

„Żałobnica” to thriller trzymający w napięciu. Dotykający najgłębszych naszych uczuć, często skrywanych lęków, złych doświadczeń. Główna bohaterka odbywa długą podróż. Prawdziwą podróż w swoje własne życie, które zaczyna widzieć inaczej, widzieć na nowo. Życie niechronione pięknymi, eleganckimi fasadami. Zwykłe życie Anny. Anny jaką jest, jaką była i jaką się stała….

Autor igrając z nowym dla siebie gatunkiem stworzył interesującą postać kobiecą. Złożoną, niejednoznaczną bohaterkę. Ciekawą i doświadczającą prawdziwie. Niejednej kobiecie trudno jest opisać w tak ciekawy sposób co się dzieje w duszy innej, a co dopiero mężczyźnie‼. I z tego powodu  Robertowi Małeckiemu wielkie CHAPEAU BAS.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.