„Pamiętnik diabła” Adrian Bednarek

PAMIĘTNIK DIABŁA

Autor: ADRIAN BEDNAREK
Cykl: KUBA SOBAŃSKI (tom 1)
Wydawnictwo: NOVAE RES
Liczba stron: 484
Data premiery w tym wydaniu: 28.09.2022r.
\Data premiery: 11.04.2014r.

Pamiętnik diabła”  był debiutem od @Adrian.Bednarek. Premiera z 28 września br. wydana nakładem @WydawnictwoNovaeRes to trzecie wydanie pierwszej części tryptyku z Kubą Sobańskim. Może dlatego nie czuć, że to pierwsza książka Autora😊. Kolejne wydania Bednarek dopieszczał, aż doszedł do perfekcji. Nie znalazłam w książce żadnych luk, nieścisłości, czy braku konsekwencji w narracji. Ciekawe, czy dwa kolejne tomy serii, tj. „Proces diabła” i „Spowiedź diabła” też są tak dobrze zredagowane.

(…) tym właśnie się stałem – wybitną jednostką, która koniecznie musi zaspokoić swoje żądze.” -„Pamiętnik diabła” Adrian Bednarek.

Krakowską społecznością studencką wstrząsnęło morderstwo młodej Ani. Sprawca „(…) pozbawił Anię lewej piersi, prawego oka, odciął jej dolną wargę, rozpruł brzuch i porozcinał wewnętrzne strony ud.” Podobne morderstwo przy użyciu noży wydarza się w Krakowie praktycznie rok później. Śledczy nie wiążą jednak tych zbrodni ze sobą. Kolejno ginie Martyna, Kaja, Ewa i wiele innych młodych kobiet. Nieuchwytny morderca zostaje nazwany Rzeźnikiem Niewiniątek. W tle krakowskich zbrodni Kuba Sobański wiedzie życie studenta. Bogatego syna zamkniętego ojca i znerwicowanej matki. Brata zmarłej tragicznie Klary. Chłopaka Julii i sąsiada Natalii. Pochłoniętego egzaminami na kierunku prawa i zabawą do białego rana, w której ścieżki, śnieg, czy królowa śniegu stanowią główny posiłek. Kim jest tak naprawdę Kuba i Rzeźnik Niewiniątek? Który z nich jest prawdziwą ofiarą, a który sprawcą.

Prolog, pięćdziesiąt pięć ponumerowanych kolejno rozdziałów i epilog. Tyle wystarczyło Adrianowi Bednarkowi, by stworzyć nietuzinkową książkę. Niespokojną, nietypową, pochłaniającą, pełną zakazanych pragnień i spełnionych żądz. Autor zachował idealne proporcje dla tego typu gatunku. To nie kryminał śledczy. W „Pamiętniku diabła” nie mają znaczenia osiągnięcia grupy policjantów starających się złapać mordercę. Nie mają nawet znaczenia krwawe opisy zbrodni, tutaj też Bednarek zachował stosunek wielkości opisu do realnych potrzeb fabuły, a tylko i wyłącznie osobowość sprawcy. I tu zaczyna się cała zabawa. O dziwo, zbrodniarz da się lubić. O dziwo, zbrodniarz ma swoje uczucia, swoje lęki, swoje obawy. O dziwo, to taka podwójna osobowość. Nie psychopata, gdyż odczuwa realne emocje. Raczej narcyz przeświadczony o własnej wyjątkowości. Ciągle pragnący realizacji kolejnych pragnień. Uzależniony nie od magicznego, białego pyłu, jak wielu studentów, a od uczuć, których doświadcza w chwili zabijania kolejnych kobiet.

Czuję zimny dreszcze przechodzący przez moje plecy i wciąż narastające podniecenie. Dzisiaj zrobię to pierwszy raz. Tak długo się przygotowywałem. Nie wiem, jak będzie, ale wiem, że to nieodwracalne.”– „Pamiętnik diabła” Adrian Bednarek.

Do tego jest niezwykle metodyczny, przygotowany, przewidujący. Pełen pasji, a jednocześnie dobrze zorganizowany. Taki wręcz morderca doskonały. Idealnie Bednarek odzwierciedlił jego złożoną osobowość, w której trudno doszukać się tylko negatywnych cech.

Książka mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła😊. Czytałam ją z zaciekawieniem, ogromną uważnością. Chłonęłam stronę po stronie. W fabule dominującą rolę pełni postać Kuby wokół którego wiele się dzieje. Narracja pierwszoosobowa dodatkowo nadaje powieści realizmu.  Wyraźna hierarchizacja wątków jest bardzo dostrzegalna. Bednarek nie mąci czytelnikowi w głowie, nie spycha go na boczne tory. Konsekwentnie realizuje to, czym chce by czytelnik się karmił.

Arcyciekawa, fascynująca, hipnotyzująca i nietuzinkowa. Taka jest książka autorstwa Adriana Bednarka o ciekawym tytule „Pamiętnik diabła”. Szczerze polecam!!!!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

„Martwa woda” Wojciech Wójcik

MARTWA WODA

  • Autor: WOJCIECH WÓJCIK
  • Cykl: KAROLINA NOWAK I KRZYSZTOF ROZMUS (tom 2)
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 657
  • Data premiery: 2.11.2022r.

Dość szybko Wojciech Wójcik puścił w eter drugi tom cyklu z Karoliną Nowak i Krzysztofem Rozmusem. Pierwsza część zatytułowana „Trzecia szansa” miała premierę dopiero co😉, tj. 4.05.2022r. (recenzja na klik). Premierę zatytułowaną „Martwa woda” od Wydawnictwa @Zysk i S-ka z dnia 2 listopada br. przeczytałam jakiś czas temu. Ale niestety, w zawierusze listopadowo – świątecznej o recenzji kompletnie zapomniałam ☹.

W warszawskim akademiku zostaje zamordowana Alina Kozioł, studentka resocjalizacji. Na miejscu zjawia się dwóch policjantów z patrolu, w tym Krzysztof Rozmus były doktorant Uniwersytetu Warszawskiego. Chwilę później na miejscu zbrodni pojawia się Piotrek Malinowski policjant z prewencji, a prywatnie partner zamordowanej. Śledztwo podczas nieobecności naczelnika prowadzi Karolina Nowak pod nadzorem prokuratora Wacława Muchy. Meandry śledczych prowadzą do wydarzeń sprzed dwudziestu lat, którymi interesowała się zmarła studentka i jej przyjaciółka Honorata. Czy dawne zaginięcie Marysi, śmierć Lolka i Dżesiki miało coś wspólnego z bieżącymi wydarzeniami? Ze wszystkich sił tego stara się dowiedzieć i Karolina, i wspierający ją Rozmus.

Wojciech Wójcik, podobnie jak w poprzednich kryminałach – kluczył, kluczył, aż wykluczył ciekawe rozwiązanie zagadki tajemniczych śmierci😉. Książkę czytałam z zaciekawieniem. Skończyłam późno w nocy czując, że jestem już blisko ostatecznego rozwiązania. Mapka, która znalazła się na jej wstępnych stornach od początku mnie intrygowała. Zastanawiałam się, co wspólnego z warszawskimi morderstwami wśród studentek ma chata wuja, przystań, Dąbrówka i drzewo wisielca. Autor miał jednak na tę mapkę ciekawy pomysł. I ten pomysł okazał się bardzo trafiony. Przeplatająca bieżące wydarzenia niepokojąca narracja opisująca z perspektywy pierwszoosobowej wydarzenia sprzed dwudziestu lat dodała fabule magii. Relacja z aktualnych wydarzeń pokazana jest natomiast z perspektywy trzecioosobowej. Tym bardziej, że narrator dość wcześnie porównał Marysię, Alinę do Karoliny Nowak, śledczej prowadzącej dochodzenie w sprawie niespodziewanego morderstwa w warszawskim akademiku. I od tamtej pory przepadłam. Szukając w czytanych fragmentach jakiegokolwiek znaku wskazującego, kto z bieżącego otoczenia Nowak brak udział w mazurskich wydarzeniach, które kładły się cieniem na aktualne śledztwo. Nieźle to sobie Wójcik wymyślił…

Bardzo dobrze wczułam się w klimat studenckiej rzeczywistości. Ciekawie Autor przedstawił życie studentów, łączące ich relacje, piętrzące się problemy. Motyw żyjących w akademiku okazał się dla mnie bardzo ciekawy. Tym ciekawszy, im Wójcik dodawał kolejnych bohaterów. Głuchoniemy Albin to wręcz postaciowy majstersztyk. Tak samo jak świat warszawskich naukowców. Mimo, że Rozmus jest aktualnie zwykłym krawężnikiem, świetnie wkomponował się w rolę słuchającego profesorów, doktorantów, doktorów i innych pracowników uniwersyteckich. To są jednak specyficzni bohaterowie, do których idealnie wkomponował się były doktorant. Jak to u Wójcika bywa czytelnik bombardowany jest licznymi wątkami pobocznymi, które rozciągają fabułę do niebotycznych rozdziałów. Dzięki nim można się wiele nauczyć. Wątek z dębami szypułkowymi wydający mi się niepotrzebny w ogóle mnie nie znudził. To samo dotyczyło kwestii kwasu cytrynowego. W postaci skrystalizowanej kwasek używam do odkamieniania czajnika elektrycznego, a tu taka niespodzianka! Poboczny wątek resocjalizacji więźniów również został odzwierciedlony w sposób bardzo interesujący. Sama postać ojczyma Aliny dodatkowo wzbogaciła fabułę. Najsłabszy element to zakończenie. Przy tych wszystkich zawiłościach równoległe śledztwo nabrało wręcz niemożliwego znaczenia. A co na to Karolina? Jak zwykle uniosła się dumą. Ciekawe, co z tego będzie. Ciekawe, czy się dowiem.

Karolina Nowak to interesująca bohaterka. O dziecku, byłym mężu, czy ojcu córki Wójcik wspomniał od niechcenia. Taka subtelna maszyna policyjna. Polubiłam ją od pierwszej części, od „Trzeciej szansy”. Jest literacką postacią na miarę swojej poprzedniczki z serii o Agnieszce Jamróz i Pawle Łukasiku. Przyjemnie się czyta historię opartą na wyrazistej i konsekwentnej kobiecej postaci. Oby tak dalej Panie Wojciechu. Oby tak dalej.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Czarna księga” Ian Rankin

CZARNA KSIĘGA

  • Autor: IAN RANKIN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: INSPEKTOR REBUS (tom 5)
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery : 26.10.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 2009r.
  • Data premiery światowej: 1993r.

26 maja br. na moim blogu czytelniczym opublikowałam recenzję 21 tomu serii z Inspektorem Rebusem (recenzja na klik), która światową premierę miała w 2016 roku. Zerkając na stronę brytyjskiego wydawnictwa, w którym publikuje Autor dowiedziałam się, że od tego czasu Ian Rankin opublikował trzy kolejne części już z emerytem Rebusem w roli głównej, kolejno w roku 2018, 2020 i 2022. Na polskie wydania jeszcze przyjdzie mi poczekać😊. By umilić fanom Rebusa czekanie @WydawnictwoAlbatros cofa się o lata świetlne, to jest do lat dziewięćdziesiątych z początków cyklu. Właśnie skończyłam czytać piąty tom zatytułowany „Czarna księga” debiutujący 26 października br., w którym akcja osadzona jest wśród magnetowidów, kaset wideo, powszechnych telefonów stacjonarnych i jednocześnie telefonów bezprzewodowych, bynajmniej nie takich, które zna współczesna młodzież 😉.  

Szlachetny samotnik, trochę nieokrzesany, który dobre serce maskuje szorstkim usposobieniem i złośliwym poczuciem humoru.” -„Czarna księga” Ian Rankin.

To cały Inspektor John Rebus, który tym razem wraz ze swoimi współpracownikami  Brianem Holmesem i sierżant Siobhan Clarke zajmuje się dwoma z pozoru niezwiązanymi ze sobą sprawami. Pierwsza dotyczy ugodzenia nożem mężczyzny w okolicy rzeźnika przy South Clerk Street. Druga, bardziej osobista napaści na detektywa sierżanta  Briana Holmesa, wiernego współpracownika Rebusa. Czy czarna księga, w której Holmes zapisuje notatki nie dających mu spokoju spraw ma coś wspólnego z napaścią na niego?

Myślał o odwiecznym problemie dobra i zła. Jeśli człowiek ma złe myśli – fantazje o okrucieństwie i pożądaniu – to wcale nie znaczyło, że jest zły. Ale jeśli umysł był pełen cywilizowanych myśli, a człowiek pracował jako oprawca… Wszystko sprowadzało się do tego, że ludzie są osądzani wedle swoich czynów i po tym, jak funkcjonują w społeczeństwie, a nie po tym, co mają w głowie.” -„Czarna księga” Ian Rankin.

Według mnie najsłabsza część z Johnem Rebusem, którą dotychczas przeczytałam. Oparta w głównej mierze na gangsterskich porachunkach z przeszłości związanych z pożarem w hotelu przy Prince Street, niedaleko dworca kolejowego Waverley, który „(…) Pod koniec swojego istnienia zaczął jednak poupadać. Gdy liczba gości spadła, uczciwy biznes został wyparty przez nieuczciwy…” Rebus kroczy między uczestnikami przestępczego światka współcześnie i w przeszłości. Wśród całkiem obcych twarzy rozpoznaje kogoś znajomego. Twarze dopasowuje, jak puzzle do nazwisk znajdujących się w aktach dawno zamkniętych spraw. Do tego będąc zawieszonym w edynburskiej policji. Eh, taki samozwańczy Chuck Norris.

Ten na wskroś detektywistyczny kryminał ma jednak swoje mocne strony. Po raz kolejny zwróciłam uwagę na ukłon Autora w stronę sir Conana Doyle’a. Brian Holmes otrzymał swoje nazwisko po sławnym Sherlocku, a komendant Watson, zwany Farmerem po jego słynnym druhu doktorze Watsonie. Oczywiście oprócz nazwiska niewiele ich łączy z wybitnymi postaciami literackimi😉. Do tego w specyficzny sposób Rankin przestawił relacje łączące Rebusa z jego komendantem i szefem dochodzeniówki Lauderdale’em, zwanym Pierdzielem. Idealnie też zobrazował związek Rebusa z doktor Patience Aitken, jego bratem Michaelem, a także dalszą rodziną. Wprowadzenie wątku ciotki Eny i prezentu, który od niej otrzymał odebrałam w bardzo dobry sposób. Mam też swoje ulubione sceny. Scena odwiedzin u księdza, scena ze studentami, sceny z Nell, a także scena, w której czytałam, „(…) To telefon bezprzewodowy.  Nienawidzę tych wynalazków. Rozmawiasz z kimś przez pięć minut, a potem słyszysz, jak spuszcza wodę. Okropność…”

Wątek kryminalny zdecydowanie poniżej moich oczekiwań, choć postaci śledczych zostały zobrazowane w bardzo dobry sposób. Tę część broni warstwa obyczajowa, która idealnie wkomponowuje się w pracę śledczych i ich problemy na wielu płaszczyznach. Książkę zdecydowanie polecam fanom detektywów starego typu, szorstkich, niedostępnych, a do tego niezwykle inteligentnych i posiadających ten szósty zmysł, którym wielu współczesnym śledczym brakuje.

Moja ocena: 7/10

Książkę podarowało mi   Wydawnictwo Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Nieobliczalna” Magda Stachula

NIEOBLICZALNA

  • Autorka: MAGDA STACHULA
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO LUNA
  • Liczba stron: 362
  • Data premiery: 12.10.2022r.

@Wydawnictwo Luna (imprint @Wydawnictwo Marginesy) wydało 12 października br. najnowszą powieść @Magda Stachula zatytułowaną „Nieobliczalna”. Na moim blogu znajdziecie recenzje dwóch poprzednich książek Autorki wydanych pod flagą innych wydawnictw. Jak napisałam w opinii z 2018 roku „Już po lekturze „Idealnej”- debiutu Magdy Stachuli byłam pod wrażeniem. Po przeczytaniu „W pułapce” zostało on spotęgowane” (recenzja na klik). Oskarżona” wydana 13 kwietnia 2022 roku podobała mi się już znacznie mniej i to z powodu błędów językowo – fabularnych (recenzja na klik). Najnowszy thriller zapowiadał się dobrze już po około dwudziestu stronach. Tak mnie wciągnął, że trudno było się oderwać, by choć trochę w nocy odpocząć😉.

Miłość to uczucie się czasowi i przestrzeni, rozwijające i zarazem destrukcyjne. Właśnie z tego powodu nigdy się nie zakocham. Nie stracę rozumu, nie pozwolę, aby ktoś przejął nade mną władzę.” – Nieobliczalna” Magda Stachula.

Martyna, z pozoru idealna matka, żona i bogata gospodyni domowa tkwi w związku z Wojciechem – lokalnym biznesmenem i radnym. Ukrywa całą prawdę o swoim życiu przed wszystkimi wokół, nawet najbliższą przyjaciółką od dzieciństwa – Alicją, która boryka się z samotnym macierzyństwem. Natomiast jej studiujący syn – Daniel potrafi namieszać w życiu prawie każdej napotkanej kobiety, o czym przekonuje się Adelina opiekująca się matką będącą w depresji i pracująca w nocnym pubie. W dwie kolejne pory roku (od lata do jesieni) wiele się zmieni w życiu głównych bohaterów i to za sprawą kobiety, której ciało znaleziono przed blokiem.

„Kto jest bardziej niebezpieczny ? zdradzona czy może jednak zakochana kobieta? Czy wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę daje ukojenie, czy wciąga nas w spiralę zła, której sami padamy ofiarą?” – z opisu Wydawcy.

Tytułowy przymiotnik nieobliczalna pasuje tak naprawdę do wielu bohaterek opisanych w książce. I do Martyny, której decyzje spowodowały ogromny tajfun w jej życiu. I do Alicji, która dla swego syna Daniela jest w stanie zrobić i poświęcić praktycznie wszystko w swoim życiu. I do Adeliny, której zazdrość przysłania całą racjonalność związku, który tworzyła z młodym, niepotrafiącym się zaangażować mężczyzną. A także do matki Adeliny, dla której pewne decyzje z przeszłości położyły się cieniem na życiu jej córki. Stachula wbiła mi klina na samym początku czytania. Do około pierwszych stu stron zastanawiałam się o której bohaterki nieobliczalność chodzi😊. I o to chodzi, by zaciekawić czytelnika, który nie potrafi doczekać się wytłumaczenia.

Jest to lekki thriller składający się z dwóch części. Pierwsza z nich dzieje się w okresie lata, druga w czasie jesieni. Rozdziały zatytułowane zostały imionami głównych bohaterów, którzy jednocześnie są narratorami relacjonującymi wydarzenia, w których biorą udział. Narracja jest dość luźna, lekko napisana. Nie jest pełna patetycznych uniesień. Magda Stachula zadbała, by czytelnik się nie męczył, nie nudził czytając długich opisów przyrody, a także męczących często charakterystyki wewnętrznych przeżyć bohaterów. Dozowanie opowieści w tym zakresie, nazw uczuć, a także przedstawienie wewnętrznych i zewnętrznych przejawów duchowości bohaterów, zostało skrojone przez Autorkę na miarę. Dokładnie wiem, który z bohaterów żyje w permanentnym lęku i nie potrafi odmówić sobie przyjemności. Kto egoistycznie postrzega świat i relacje, a także dla kogo własne „Ja” jest tak nieistotne, że nawet nie zasługuje na uwagę. Ta wiedza na temat psychiki, emocji, uczuć szczególnie kobiecych postaci zaprezentowana została w książce „Nieobliczalna” bardzo dobrze.  Dostrzegłam jednak pewną zbieżność. Bohaterki, mimo, że różniło ich doświadczenie, wiek, przeżycia były do siebie dość podobne. Szczególnie w swej subtelności, w postrzeganiu świata. Nawet najbardziej energetyczna Adelina okazała się jednak buntowniczką z dużą delikatnością i jednak małym dystansem do siebie.

Zakończenie mnie zaskoczyło. To taki finał książki, który pozostawia niedosyt. Po którym ciągle czytelnik zastanawia się, co tak naprawdę się wydarzyło i co może się nadal zdarzyć. Moja ciekawość nie została zaspokojona. Postarała się już o to sama Autorka😉. Czyżby szansa na kontynuację? Czyżby szansa na nową serię?

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU LUNA.

„Krzycz, jeśli żyjesz” Cyryl Sone

KRZYCZ, JEŚLI ŻYJESZ

  • Autor: CYRYL SONE
  • Wydawnictwo: ZNAK KONCEPT
  • Cykl: PROKURATOR KONRAD KROON (tom 1)
  • Liczba stron: 544
  • Data premiery: 26.10.2022r

Książka „Krzycz, jeśli żyjesz” Cyryla Sone’a – aktywnego prokuratora z ośmioletnim stażem, namieszała na rynku czytelniczym już od pierwszego dnia premiery. Jak czytam w poście z 2 listopada br. z oficjalnej strony Autora na FB (@Cyryl Sone) powieść wyprzedała się w tydzień po oficjalnym debiucie, który miał miejsce 26 października 2022 roku. To cieszy, tym bardziej, że jest to pierwsza powieść tego interesującego wszystkich Autora. Książce, wydanej przez Znak Koncept (@WydawnictwoZnak) poświęciłam wieczór i pół nocy😊. Tak wkręciłam się w fabułę, że poświęciłam rześki ranek, by dowiedzieć się, o co w tym tytułowym zdaniu chodzi😉.

Był środek dnia, wrzeszczański Garnizon, nowoczesna, bezpieczna dzielnica pełna wykształconych i odpowiedzialnych ludzi. Nikt się nie przejął, nikt jej nie pomógł, nikt nie wziął tego na serio.” -„Krzycz, jeśli żyjesz” Cyryl Sone.

W takich okolicznościach została porwana dwudziestoletnia Weronika Zatorska, której ciało odnaleziono ponad miesiąc później przy brzegu rzeki Strzyży. Poszukiwania zaginionej nie przyniosły rezultatu. Wszczęte śledztwo przez rejonową prokuraturę również zmierzało w kierunku umorzenia wobec braku śladów udziału osób trzecich. Sprawa z perspektywy prokuratora Konrada Kroona, jak wiele innych. Piętrząca się na biurku wśród dwustu innych na biegu. Tylko Gustaw Kolasa student prawa na praktykach w prokuraturze nie chciał porzucić sprawy, odłożyć jej na półkę. Weronice wytatuowano zdanie; Krzycz jeśli żyjesz. To samo, które Gustaw nosi na własnym ramieniu. Jako jeden z pięciu. Jako jeden z niewielu.

Debiut jest zawsze wielką niewiadomą. W tym przypadku jest podwójnie ciekawy. Dość, że fani kryminałów i thrillerów śledczych dostali nowego bohatera literackiego Konrada Kroona, to jeszcze jego twórcą jest aktywny gdański prokurator piszący pod pseudonimem, którego prawdziwych personaliów przy wsparciu jego wizerunku odnalezienie nie nastręcza zbytnich trudności. W przypadku debiutującego pisarza przed rozpoczęciem czytania zwykle przeprowadzam mały research😊. To właśnie z niego dowiedziałam się, że drugi tom serii z Kroonem już jest u Wydawcy, a trzeci się pisze oraz że książka powstał w jeden miesiąc, a sam redaktor Remigiusza Mroza Pan Adrian Tomczyk był nią zachwycony, o Cyrylu Sonie piszącym bajki dla swego syna nie wspomnę😊 (źródło: https://kultura.trojmiasto.pl/Cyryl-Sone-prokurator-zostal-pisarzem-Zbrodnia-dewiacja-zlo-Krzycz-jesli-zyjesz-n171626.html z dnia 12.11.2022r.). Z własnych obserwacji wynika dodatkowo, że Autor podobny jest do Kroona na pewno w jednym. Buźkę też ma ładną. A ile jest w pozostałym zakresie Kroona w Stonie i odwrotnie, to mam nadzieję dowiem się kiedyś sama, podczas spotkania autorskiego na żywo😉.

Widocznie wkomponowuję się w oczekiwania rynku, bo dla mnie debiut jest też bardzo udany. Odebrałam powieść jako ciekawą propozycję dla czytelnika w każdym wieku. Uwielbiającego i śledczą robotę, i bolączki współczesnego świata, a przede wszystkim ciekawą intrygę napisaną bez zbędnego pompatyzmu. Autor ograniczył środki artystyczne by dążyć do jednoznaczności i precyzji, którą uwielbiam w tym gatunku. Nie jest to typowy kryminał prawniczy. Nie jest to nawet thriller psychologiczny. To bardziej dramat obyczajowy z mocno rozbudowaną warstwą społeczną z wątkiem kryminalnym, którego rozwiązanie nie jest takie, jakiego mogłabym się spodziewać. A w literaturze niespodzianki są zawsze mile widziane😉.

Oprócz ciekawej fabuły kręcącej się wokół chłonących życie jak gąbka dwudziestolatków, w powieści Stone’a doceniłam język i tempo akcji. Autor nie boi się stylu potocznego. To bardzo swobodna odmiana narracji, która powinna spodobać się naprawdę młodemu czytelnikowi. W wielu miejscach czytelnik odnajdzie słownictwo nacechowane emocjonalnie. Bez liku w języku zdrobnień, zgrubień, przekleństw, ekspresywnych wypowiedzi oraz potocznych sformułowań rozumianych tylko przez młodsze pokolenie.  Swobodna składnia, gdzieniegdzie zdania urywane, wtrącone, równoważniki zdań, ograniczona liczba spójników przyczynia się do nawiązania i podtrzymania kontaktu z odbiorcą. Mimo narracji trzecioosobowej fabuła została przedstawiona w bardzo osobisty, dosadny i wielowymiarowy sposób. Bez żadnej ściemy, bez żadnego fałszu. Książka składa się z sześciu zatytułowanych części, w których skład wchodzą krótkie rozdziały. Jest ich łącznie pięćdziesiąt trzy. Niezłą niespodziankę czytelnik odnajdzie w epilogu. Trochę Stone zaspokoił moją ciekawość w końcówce, co dobrze o nim świadczy😉. Podoba mi się również sama formuła rozdziałów. Każdy fragment został dodatkowo okraszony danymi identyfikującymi konkretnego bohatera, z perspektywy którego czytelnik śledzi w danym urywku akcję. Pozwoliło to na poznanie wielu perspektyw, różnych punktów widzenia uczestników tych samych zdarzeń. Oznaczenie czasu poprzez wskazanie w tytule rozdziału miesiąca umożliwia odbiorcy zachowanie chronologii. Gdyby nie ten zabieg trudno byłoby rozeznać się w perspektywie czasowej teraz i wcześniej, którą Stone zastosował w swojej publikacji. Fabuła dzieje się w kilku następujących po sobie miesiącach. Śledztwo rozpoczyna się w październiku i trwa do stycznia. Ale wydarzenia, które do niego prowadzą zaczynają się już w czerwcu.

Co do bohaterów to jest ich całe mnóstwo. Jeden ciekawszy od drugiego. Banda dzieciaków; Łaga, Kubson, wspomniany Gustaw, Julia, Sonia, Natalia, Wiktor, Eliza, Szymon. Mecenas Patrycja Radke przedstawiona trochę jak przeciwwaga do głównego bohatera. Zuza, która ma trudną relację z prokuratorem. Starsza aspirant Flara i Ptasznik, którego sprawą żyło całe Trójmiasto. Sam prokurator Konrad Kroon, przypomina w obyciu trochę inną bohaterkę literacką ze świata prawniczego. Nieobce mu takie sformułowania jak;
– Nie znoszę takiego ścierwa.”
„Wykład z prawa rzymskiego. Sam, kurwa, nic z tego nie rozumie, ale musi się pomasturbować łaciną. Debil – zaklął w myślach prokurator.”
„- Serial, browarek, ruchanko?”
Do tego idealny look i audi TT „(…) niskie zawieszenie, czarna karoseria. Auto dla bogatego singla, sześć sekund do setki.”

Autor nie zaspokaja się tempem akcji i finezyjnością języka. W wielu miejscach puszcza do czytelnika przysłowiowe oko.
„Prokuratorzy byli normalnymi ludźmi. Takimi jak ty czy ja. No dobra…bardziej takimi jak ja.” -„Krzycz, jeśli żyjesz” Cyryl Sone.

Nie rozkminiłam tylko zdania zawartego na stronie 494. „(…) Szymon i Julia tak samo mocno kochali literaturę, poznali się latem tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego w Miraflores. To nie była do końca partnerska relacja:….” Mój mózg podczas wczytywania się w ten fragment na początku 52 rozdziału krzyczał i krzyczy do teraz. Jak mogli się poznać w połowie ubiegłego wieku jeśli oboje są młodymi bohaterami uczestniczącymi w akcji toczącej się już za czasów pandemii i korony!!! Współczesna akcja. Współczesna scenografia i architektura. Przeszłość przywoływana tylko sentymentalnie. To skąd te umiejscowienie zaprzeszłe w dacie poznania??? Powstała w mojej głowie luka, którą będę starała się uzupełnić w najbliższym możliwym terminie.

Krzycz, jeśli żyjesz” Cyryla Sone’a to arcyciekawa podróż w meandry prokuratorskiego życia i prokuratorskiej pracy. To także interesująca jazda bez trzymanki w sekrety współczesnych dwudziestolatków.  Obie warstwy fabularne zostały napisane w bardzo dobrym stylu, który mnie po prostu zachwycił.  Jesień nie może obyć się bez tej książki. Nie szukajcie kolejnej publikacji na Waszą półkę. Ona znalazła się sama. CZYTAJCIE Krzycz, jeśli żyjesz”!!!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Koncept.

Recenzja premierowa!!! „Kobieta w walizce” Katarzyna Bonda

KOBIETA W WALIZCE

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 8
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery: 09.11.2022r.

Międzynarodowe Targi Książki w Katowicach już za mną. W dniu 5 listopada br. miałam okazję spotkać jedną z moich ulubionych autorek kryminałów, od której zaczęła się moda na polskim rynku czytelniczym na psychologów kryminalnych i poważne kryminały pisane kobiecym piórem. Mowa oczywiście o @Katarzyna Bonda, która na głównej scenie rozmawiała o ósmej części cyklu z Hubertem Meyerem zatytułowanej „Kobieta w walizce”, a także o swoich doświadczeniach z pisarstwem. Pani Kasia, jak zwykle piękna, charyzmatyczna i rozgadana😊. Aż trudno uwierzyć, że gwiazda polskiego kryminału, która przyczyniła się do spadku zainteresowania publikacjami skandynawskimi😉, nadal tak silnie jaśnieje. Tym bardziej, że pierwszy tom serii opublikowany został – UWAGA !!! – w 2007r. I ja wtenczas, te piętnaście lat temu, Panią Kasię zaczęłam czytać dzięki „Sprawie Niny Frank” . I czytam ją nadal😊. Chciałoby się rzec, Bonda jak wino, z wiekiem jeszcze lepsza.

@wydawnictwo.muza.sa przygotowało gratkę dla fanów Kasi Bondy. Najnowszą książkę można było w trakcie targów kupić w bardzo dobrej cenie na stoisku Wydawnictwa. „Kobieta w walizce” dostępna była dla każdego zainteresowanego przedpremierowo😊. Uwielbiam takie czytelnicze prezenty. Cudnie jest mieć pachnące wydanie przed 9 listopada br., tj. dniu w którym przypada oficjalna premiera kolejnej części serii.

Kto z Was chciałby znaleźć leżącą na uboczu walizkę, w której znalazło się to, co zostało z ciała możliwie, że od roku poszukiwanej Klaudii Janus? Ja nie. A takim mocnym akcentem zaczyna się powieść, poprowadzona trochę inaczej, niż poprzednie części. Tym razem, Hubert Meyer czekający na rozprawę w katowickim areszcie śledczym, nie może samodzielnie rozwikłać zagadki zaginięcia i morderstwa niewinnej kobiety. Zadanie powierzone zostało aspirantowi sztabowemu Grzegorzowi Kaczmarkowi, który próbuje wytypować sprawcę wśród wielu podejrzanych. Przygląda się z uważnością ojcu zaginionej, jego synowi, trzem córkom, żonie  – byłej i obecnej, a także ze szczególną uwagą mężowi Klaudii i tajemniczemu biznesmenowi oraz narzeczonej brata zaginionej. Kaczmarek stara się włączyć w śledztwo WERĘ, system śladów behawioralnych opartych na Weryfikacji Eliminacji Rozkładzie i Analizie.

Ale hasło do WERY zna tylko Hubert, który przed aresztowaniem nie zdążył go nikomu przekazać. Czy Grzegorzowi uda się je zdobyć mimo przeszkód?” – z opisu Wydawcy.

Stała czyściutka, pionowo na kółkach, jakby ktoś pieczołowicie ulokował ją przy metalowej barierce, żeby nie stoczyła się nikomu pod koła. A mogłaby stworzyć zagrożenie, bo była ogromnych rozmiarów.” „Kobieta w walizce” Katarzyna Bonda.

I to od takiej walizki zaczęła się cała historia kryminalna😊.

Oj, pobawiła się Katarzyna Bonda postaciami, historyjkami, zdarzeniami i nawet nazwiskami bohaterów. To cały panteon ciekawostek.

Wszystko w tym układzie rodzinnym wydawało mu się podejrzane: siostra zabawiająca się pod nieobecność zaginionej z jej mężem; werbalnie agresywny ojciec i niema, bierna jak kukiełka matka, w której oczach Grzegorz widział czyste przerażenie. Do tego przyrodni brat z łatką czarnej owcy.”” „Kobieta w walizce” Katarzyna Bonda.

Ojciec, nestor rodu stary Błachut. To wspaniała literacka postać zakłamanego człowieka, który swoimi kłamstwami próbuje zarazić wszystkich wokół i omamić Kaczmarka. Posiadacz czterech, zdominowanych przez niego córek i dwóch żon. Byłą Elżbietę, do której docierają również śledczy oraz znacznie młodszą Matyldę. Historia o pierwszej żonie okazała się naprawdę ciekawym smaczkiem. Zaś Matylda dla mnie była odrażającą postacią, której pasywność zasługiwała tylko na potępienie. Jedyny syn Krzysztof, zwany Kiniem przyrodni brat zaginionej Kingi,  to postać brawurowo rozpisana, pełna sprzeczności. Cudowny kochanek, kochający wujek dwóch siostrzeńców, bliźniaków. Z drugiej strony zakapior z wyglądu i zachowania. Człowiek po przejściach, nie stroniący od alkoholu i od narkotyków. Mąż Mieci i zięć Błachuta, Grzegorz Bucior został przedstawiony  jako bezwolna, męska „dzida”, proszę wybaczyć sformułowanie, ale bardziej odpowiedniego nie znalazłam. Tak, bez kręgosłupa moralnego, że aż niemożliwe, iż istnieje w fantazyjnym, literackim świecie. O Szczypiorze od Kinia nie wspomnę. Bohaterka jakich mało, wystarczyłaby sama na osobną historię. Uwielbiam takie zagmatwane role.

Pobawiła się pani Kasia imionami i nazwiskami bohaterów, o czym wspomniałam na początku. Zapewne zrobiła to metodą, o której opowiadała na swoim spotkaniu z czytelnikami w trakcie katowickich Targów Książki😊, w których angażuje swoje media społecznościowe.  Rodzeństwo Błachutów to Krzysztof, Bożena alias Marionilla, Honorata alias Emanuela, Mieczysława alias Misia Kocia😉, no i zaginiona Klaudia, jedyna z  miarę współczesnym imieniem. Jakby już to miało ją odseparowywać, świadomie lub nie, od pozostałego rodzeństwa. Z sympatią czytałam o Bestii alias Bestce Wysokiej i jej perypetiach z prokuratorem nadzorującym sprawę. Moim ulubionym zestawieniem danych identyfikacyjnych okazała się jednak Wanda Krycia. Występująca w powieści w bardzo ograniczonym zakresie. Zaginiona żona, jednego z bohaterów. Idealne nazwisko pasujące do tej zagmatwanej opowieści i do jej postaci. Ciekawe, który z Czytelników Bondy je nosi😉.

Kryminał składa się z sześciu rozdziałów. Każda część została zatytułowana. Uroczym dodatkiem jest epilog, w którym wiele zostały wyjaśnione, a także wstawki pisane z perspektywy człowieka, który w odnalezieniu kobiety w walizce odegrał znaczącą rolę. Bonda zaplata warkocz intrygi kryminalnej w sposób bardzo rozbudowany. Gmatwa, utrudnia. Wszystko dzieje się szybko. Przesłuchania pełne kłamstw i nieprawd komplikują sprawę. Meyer pojawia się najpierw tylko w roli aktora monodramu rozgrywającego się w katowickim areszcie, by wreszcie pomóc Kaczmarkowi, w sposób, który tylko potrafi. Sam Grzesiu Kaczmarek okazał się bardzo dobrze rozpisaną postacią. Taki, ulepszony Meyer, chociaż on sam pewnie się do tego nigdy nie przyzna. Samozwańcza akcja, w której wziął udział Doktor Boziłow wprowadziła mnie w dobry humor. By intryga kryminalna nie była jeszcze za prosta, to Bonda wprowadziła ciekawostkę z przeszłości. Tym samym całkowicie ją skomplikowała, a warkocz podejrzeń i poszlak musiałam zacząć zaplatać na nowo. Co bowiem do bieżących zdarzeń ma zaginiona Skandynawianka sprzed kilku lat, po której został tylko  koszyk piknikowy, sukienka i czarny kapelusz z wielkim rondem? Czy to tylko kolejna rozgrywka między Leszczem, byłym komendantem policji, a byłym radnym, starym Błachutem? Kiedyś dwóch mężczyzn trzymających władzę w małym miasteczku, a teraz sąsiedzi bez wzajemnej sympatii.

Moja subiektywna ocena książki byłaby znacznie wyższa, bo czytając ją bawiłam się naprawdę dobrze, gdyby nie niewielkie nieścisłości, które wyłapałam bez żadnego wysiłku. Obłędna wada, jak na czytelnika. Prawda? Na stronie 243 przeczytałam o wyrzuceniu przez Kaczmarka swoich timberlandów, cytuję do „komendanckiego kosza” (przy okazji, Autorce wyjątkowo dobrze udał się prześmiewczy, komediowy motyw z butami kupionymi przez Leszcza w chińskim sklepie😊). Po to, by na stronie 266 przeczytać znowu, że Meyer „(…) sięgnął pod stół po reklamówkę. Były w niej timberlandy Kaczmarka.”  A fabułę rozpisaną na stronach 305-308 czytałam trzykrotnie obawiając się problemów z przetworzeniem przeczytanych słów. W scenie w kawiarni Buciorów udział bierze Misia Kocia, Grzegorz Bucior, no i Kaczmarek.  Skąd nagle w dyskusji z Buciorem i Misią Kocią znalazła się u końca tego fragmentu Bożena!!! Dodatkowo sprawdziłam w publikacji dostępnej na księgarskiej półce, sytuacja jest taka sama. Bożena alias Marionilla pojawiła się znikąd.

Kasia Bonda kluczy, udaje, nabiera czytelnika, w najnowszej części z psychologiem śledczym Hubertem Meyerem. Chwilami, aż się zaśmiałam. Czytając o nowym wątku, o nowo odkrytym kłamstwie  motywowałam się do wytężonej umysłowej pracy bawiąc się przy tym jednocześnie bardzo dobrze.Kobieta w walizce” Katarzyny Bondy nie nudzi, nie nuży. Wręcz przeciwnie fabuła pędzi jak Pendolino. Lubię takie książki, w którym dużo się dzieje, a jeszcze bohaterowie są warci, by poświęcić im trochę naszego czego. Serdecznie zachęcam do przeczytania tej powieści. To, że nie znacie poprzednich książek cyklu nie zmniejszy radości i atrakcyjności z lektury. Nie wierzcie na słowo. Sami sprawdźcie😊.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Wszystkie nasze kłamstwa” Jane Corry

WSZYSTKIE NASZE KŁAMSTWA

  • Autorka: JANE CORRY
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron:480
  • Data premiery: 12.10.2022r.
  • Data premiery światowej:  24.06.2021r.

Ta, która zawiniła” Jane Corry, z października ubiegłego roku, była pierwszą książką autorki, którą przeczytałam (recenzja na klik). Książkę doceniłam za ważne podjęte w niej kwestie, związane z zespołem stresu pourazowego oraz silnym rysem psychologicznym postaci. Liczyłam, że premiera z 12 października br. „Wszystkie nasze kłamstwa” od @WydawnictwoAlbatros powieli moją ocenę. Czy życzenie się spełniło? Mam nadzieję, że przeczytacie poniższą recenzję, by się tego dowiedzieć 😉.

Tom i Sarah wiodą wspólne życie. Dobrali się na zasadzie przeciwieństw. Ona, artystka w każdym calu pragnąca rodziny, usilnie życząca sobie dużej rodziny. On matematyk i ścisły umysł nie tylko z wykształcenia, lecz także z zamiłowania. Uwielbiający cyfry, liczenie, kalkulowanie. Jakimś cudem spotkali się w pewnym momencie życia. Ona i On. Państwo Wilkins stworzyli dom, w którym ich jedyne piętnastoletnie dziecko, syn Freddie wrócił pewnego dnia do domu oznajmiając: „Zabiłem kogoś…” Co zrobi matka  po takim wyznaniu jedynego dziecka? Co robi w tej sytuacji ojciec?

(…)Był dla mnie taki dobry. Taki czuły. Życzliwy. I oboje zrobiliśmy w przeszłości rzeczy, o których nie chcieliśmy rozmawiać. Tyle że ja nie powiedziałam mu nawet połowy prawdy.” -„Wszystkie nasze kłamstwa” Jane Corry.

To małżeństwo naprawdę mogło się udać. Teoretycznie i praktycznie. I te fragmenty książki związane z przeżywaniem związku Sarah i jej męża Toma, podobały mi się najbardziej. Autorka skomponowała powieść w dwóch częściach. Część pierwsza dotyczy relacji małżonków. To dzięki naprzemiennym rozdziałom pisanym w narracji pierwszoosobowej, raz z punktu widzenia Sarah, raz z perspektywy Toma, poznajemy ich motywacje. Czytelnik stara się zrozumieć, jak do tego doszło, że tak dwa przeciwległe bieguny w pewnej chwili się zetknęły powołując na świat kolejnego człowieka, który okazał się dla pary ogromnym wyzwaniem. Dzięki poprowadzonej w bardzo osobisty sposób narracji mogłam zanurzyć się w życie kobiety, której los nie oszczędzał. Jane Corry idealnie zobrazowała trudne dzieciństwo, relacje lub ich brak z rodzicami, pragnienie piękna, miłości i zrozumienia. W odniesieniu do Toma zaobserwowałam jego walkę w życiu o męskość, o to, by nie być słabym i odrzuconym, by nie wyglądać na pokonanego. Choć jego relacje z jedynym przyjacielem Hugo i jego żoną Olivią od początku dawały do myślenia😉. A w tym wszystkim kłamstwa, jak w tytule powieści, półprawdy, niedopowiedzenia i wzajemne manipulacje. Gra, jak na scenie, gdzie widownia ma widzieć głównych aktorów tylko w pewnym przebraniu, tylko za pewnymi maskami. Corry w pewien sposób bawi się kłamstwami, bawi się tym, co nieodkryte od początku. Zapędza czytelnika w tak zwany kozi róg, w którym odbiorca zastanawia się, co tym razem gruchnie. Tak….. część pierwsza jest zdecydowanie lepsza.

Druga część powieści to miałka relacja tego, co przeżywa matka i co robi, by chronić własnego syna. Nie było tu zaskoczenia. Fabuła podążała jedynym, utartym szlakiem.  Wszystkie moje podejrzenia, jak życie Freddiego i Sarah potoczy się dalej, okazały się trafne. Jakby autorka chciała, by książka miała swój happy end. A ja nie lubię, gdy w thrillerze rzekomo psychologicznym na siłę wtrąca się czytelnika w ramy szczęśliwego zakończenia. Totalnie nie wiem, jaki w efekcie był pomysł autorki na tę powieść, kiedy dwie części tak różnią się od siebie i w prowadzeniu narracji, i w fabule.

Lekka powieść, bez wielkiego WOW autorstwa pisarki, która znajduje się na liście bestsellerów New York Timesa😊. Książka napisana w iście amerykańskim stylu, w którym nawet bardzo głęboka głębia zostaje zamaskowana powierzchownym potraktowaniem. No i to szczęśliwe zakończenie. Jeśli lubicie w takiej fabule happy endy, sięgnijcie po „Wszystkie nasze kłamstwa” Jane Corry, które obnażają mechanizmy wpływające na nasze decyzje.

Miłej lektury!

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała dzięki  Wydawnictwu Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Zawsze będziesz winna” Anna Rozenberg

ZAWSZE BĘDZIESZ WINNA

  • Autorka: ANNA ROZENBERG
  • Wydawnictwo: HARDE
  • Liczba stron: 300
  • Data premiery: 12.10.2022r.

@Anna Rozenberg–autorka stworzyła jedną z moich ulubionych postaci, o czym wspomniałam w zapowiedzi. Mowa oczywiście o Dawidku Redfernie, śledczym z Woking w Wielkiej Brytanii, który rozprawił się ze zbrodniami, również z polskim akcentem, już w trzech książkach cyklu😊 (recenzje książek znajdziecie tu: „Maski pośmiertne”, „Punkty zapalne” oraz „Wszyscy umarli”). Jeśli nie znacie Redferna nadróbcie lektury. Tym bardziej, że jak doniosły mi skowronki😉, Anna Rozenberg podobno od początku w głowie miała sześć części. Więc co najmniej jeszcze trzy przed czytelnikami. Ciekawa postać fikcyjna, naprawdę.

Co do premiery z 12 października br., to była ona dla mnie totalnym zaskoczeniem od momentu, gdy o niej się dowiedziałam. Po pierwsze, z powodu porzucenia Dawidka ☹, nad czym ubolewałam do momentu, gdy dowiedziałam się o planowanych kolejnych częściach. Po drugie,  z powodu porzucenia kryminału ☹, czego żałowałam tylko do momentu, gdy rozpoczęłam czytać „Zawsze będziesz winna”. Po trzecie, z powodu nowego Wydawcy. Anna Rozenberg tym razem, wydała książkę pod egidą @hardewydawnictwo wchodzącego w skład dużej grupy medialnej. Więc to nie do końca takie małe Wydawnictwo, o czym czytam w innych recenzjach. A propos wydawnictwa to film, w którym występuje Pani Ania zrobił na mnie ogromne wrażenie. Zobaczcie sami, jak można promować autora 😊 https://fb.watch/gp_DfwlQJD/ . To nie promocja książki! To wręcz trailer filmowy, a Pani Ania wygląda jak prawdziwa gwiazda srebrnego ekranu! Gratulacje. Gratulacje.

(…) na stole nie leżał człowiek. Na stole leżała bestia, która spłodziła inną bestię.” -„Zawsze będziesz winna” Anna Rozenberg.

Helen Harris jest byłą policjantką pracującą w firmie utrzymującej czystość. Podczas nocnego audytu usług sprzątających w laboratorium Eurofin w okolicy Kingspool staje się świadkiem dziwnych zdarzeń. Zostaje uwięziona w budynku. Linie telefonicznie przestają działać i słyszy jakby huk wystrzału. Po spędzonej nocy w opustoszonym biurze natrafia na zwłoki mężczyzny w zaspie śnieżnej i odśnieżającego, starszego mężczyznę Edgara, który informuje ją że; „Ten człowiek nie zasłużył na nic lepszego, prawda, pani sierżant?”. W trakcie oględzin policji ciała nie znaleziono, a ochroniarka budynku zaprzecza, by jakikolwiek Edgar kiedykolwiek istniał. Helen zaczyna wiązać wydarzenia ze stycznia 1992 roku z jej przeszłością. Zastanawiając się, czy to co wokół się niej dzieje będzie miało kiedyś szczęśliwy koniec.

Hm… po takiej książce trudno o właściwe słowa w recenzji. Chyba najbezpieczniej będzie jak pozwolę płynąć słowom samodzielnie i bez żadnej cenzury. Możliwe, że moja opinia będzie niespójna. Możliwe. Ale najpewniej będzie całkowicie szczera.

Nie jest to Dawidek Redfern, o nie! Choć Autorka nie potrafiła całkowicie porzucić kryminalny sznyt i już sam początek zaczyna się mocnym zbrodniczym uderzeniem. Zagadka nie okazała się jednak tak pasjonująca, jak wynikało z jej początków. Samo zakończenie tego wątku dość mnie zawiodło. Ciągle patrzyłam na Helen jak na byłą policjantkę radzącą sobie całkiem niedawno w ciemnych zaułach niebezpiecznego Birmingham. Jej pomysły jak rozwiązać zagadkę były trafne i uzasadniały jej policyjne  pochodzenie. A w końcówce okazała się….. Całkowicie nie załapałam, na czym Annie Rozenberg najbardziej zależało. Na karze? Na winie? Na oczyszczeniu? Na sprawiedliwości? Na „oko za oko”? Tak samo jak nie zrozumiałam wątku z pamiętnikiem ukrytym w mieszkaniu Benjamina. Skąd on się tam wziął i jak trafił w jego ręce? Choć sama rola ojca Helen w wydarzeniach związanych z Laurą i Victorem opisana została naprawdę w bardzo dobry sposób. Pierwotne zirytowanie, co z tą jego niemową, przeszło w zachwyt, że Rozenberg potrafiła w taki sposób powiązać ze sobą nicie ludzkich losów, od których nie da się uciec i które trzymają nas  w jednym tyglu w najmniej oczekiwanym momencie.

Akcja została osadzona w początkach lad dziewięćdziesiątych. Uroczo jest czytać o telefonach stacjonarnych, kasetach video, czy komputerach, które były rzadkościami. Jak myśmy wtenczas żyli😉. Nawet wspomniany został drugi tom serii z Inspektorem Rebusem Iana Rankina, wydany pierwotnie w 1991 roku, a także początki kariery jednej z moich ulubionych aktorek, Emmy Thomson. Autorka prowadzi czytelnika za rękę wskazując przed każdym rozdziałem czas, w którym dzieją się wydarzenia.  Nie sposób więc się pogubić w historii Helen i jej rodziny. Retrospekcyjna rzeczywistość dotyczy dwóch sfer życia głównej bohaterki. Jej losy śledzimy z perspektywy jej domu rodzinnego, który we wrześniu 1967 roku opuszcza, a później w latach 70-tych, 80-tych z historii, które wydarzały się jej w małżeństwie z Victorem.

I właśnie Victor. Potwór w ludzkiej skórze. Kreśląc jego postać Rozenberg sprytnie zobrazowała to, ile jest w stanie znieść kobieta, która chroni swoje dzieci. Lub bardziej, która myśli, że chroni swoje dzieci. Konsekwencje, która poniosła jej córka Laura i jej syn Theodor za życie w domu, w którym od pewnego czasu dominowała przemoc okazały się nie do odwrócenia. Tak to jest w przemocowych związkach i o tym, pisze Autorka. Nie wiadomo kiedy to się zaczyna i trudno ocenić, dlaczego się to nadal toczy. W historii o przemocy Rozenberg skupiła się na ofiarach, nie na sprawcach. W „Zawsze będziesz winna” czytelnik nie znajdzie odpowiedzi na pytania: dlaczego Benjamin i Victor byli sprawcami?  Dlaczego matka Helen była tak bezwolna? Tak pasywna, że aż stała się  współwinna.

To czysta przemoc w każdej formie: finansowym, fizycznym, psychicznym, seksualnym. Przemoc ociekająca strachem, łzami i ogromnym bólem. Tak ogromnym, że w trakcie czytania szarpały mną bardzo silne emocje. Czułam ten ból. Czułam ten strach. I sześcioletniej dziewczynki, gdy to wszystko się zaczęło i dorosłej kobiety upadlanej przez własnego męża, prawie każdego dnia. To z jednej strony hołd w stronę ofiar przemocy, a z drugiej rzetelna analiza mechanizmów, które ją tworzą. A także, bardzo zawodnego systemu prawnego.

Trudno jest czytać książkę tak osadzoną w bezprawiu od najmłodszych lat głównej bohaterki. Jeszcze trudniej pewnie ją pisać. „Zawsze będziesz winna” zasługuje bez wątpienia na uwzględnienie w Waszych planach czytelniczych. Mimo trudnego tematu, jest to thriller łączący sprawnie wątek kryminalny, w którym główna postać stara się rozprawić z własnymi, traumami. Taki thriller, nie thriller.

Udanej lektury!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Harde.

„Znajdź ją” Lisa Gardner

ZNAJDŹ JĄ

  • Autorka: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 8
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery w tym wydaniu: 28.09.2022r.
  • Data 1 polskiego wydania: 15.11.2017r.
  • Data premiery światowej: 1.02.2016r.

Kolejna część z  Detektyw D.D. Warren wydana nakładem @WydawnictwoAlbatros w tym wydaniu debiutowała 28 września br. Polska premiera książki miała miejsce 15 listopada 2017 roku i została publikacją innego wydawnictwa, kiedy jeszcze dzieła Lisy Gardner przechodziły bez większego echa. „Znajdź ją” to ósma część serii, w której zarówno w roli ofiary, jak i śledczych możemy obserwować panie. Zdarza się i sprawca płci żeńskiej, a to jednak rzadkość w książkach tego typu pisanych przez kobiety. Kolejny kryminał z detektywistyczną, amerykańską robotą jak z filmów sensacyjnych, w którym poznaję Florę Dane i jej historię kontynuowaną w 10 tomie cyklu rozpoczynającym moją przygodę z autorstwem Lisy Gardner pt. „Powiem tylko raz” (recenzja na klik), a także wspomnianą w 11 części pt. „Czyste zło” (recenzja na klik) . Czytaliście którąś z książek?

Te rzeczy, które się wydarzyły, są tobą, a ty jesteś nimi. Możesz uciekać, ale nie umkniesz. Tak już jest.” -„Znajdź ją” Lisa Gardner.

472 dni. Tyle czasu Florence Dane, studentka Uniwersytetu Massachusetts, która w trakcie ferii wiosennych została porwana przez Jacoba Nessa, spędziła w skrzyni zamontowanej w tirze. Siedem lat później zaczynają ginąć młode kobiety. Flora zaczyna interesować się, co stało się z Kristy Kilker, z Natalie Draga i Stacey Summers. Szczególnie z tą ostatnią. W sprawie, w której śledczy dotarli do nagrań ukazujących Stacey z nieznanym mężczyzną przemieszczających się w ciemnych zaułkach bostońskich ulic. Na tym tle życie ginie Devon Goulding, który został oblany ogniem chemicznym. To w tym postępowaniu stykają się drogi Flory Dane i detektyw D.D. Warren. Czy Flora ma coś wspólnego z zaginionymi kobietami? Jaki jest jej prawdziwy związek ze śmiercią Devona?

Lisa Gardner jest mistrzynią trzymających za serce, emocjonujących sformułowań, w których krew leje się gęsto, a oprawca ma twarz prawdziwego potwora. Tak odbieram również ósmą część serii, w której ujawniona została Flora Dane, jak wspomniałam we wstępie poznana przeze mnie w dziesiątym tomie cyklu. Autorka wkomponowuje się w standard thrillerów kryminalnych, które tak jak psychologiczne pisane są przez kobiety i dla kobiet. To ciekawa mieszanka i sprytne połączenie z pracą śledczych, w której prym wiedzie kobieca przywódczyni D.D. Warren. Krzywda, cierpienie, łzy, strach, lęk. Z tymi emocjami Gardner rozprawia się w mistrzowskim stylu. Kobieca solidarność we mnie wzbudziła niezgodę na losy, które dla swoich bohaterek zafundowała autorka. Sama postać Flory rozbudowana bardziej, niż w kolejnych częściach jest bardzo dosadnym obrazem syndromu sztokholmskiego. Chciała, ale nie mogła się wyrwać z rąk oprawcy, który całkowicie ją od  siebie uzależnił. Który dzięki technikom manipulacyjnym potrafił jej wmówić, że jest Florze potrzebny do życia. Sam jego koniec również nie okazał się końcem typowego sprawcy. Można by się zastanawiać, czy nawet wtedy Ness nie okazał się finalnie wygranym.

Narracja jest przedstawiona z dwóch perspektyw. Losy Flory po porwaniu śledzimy w rozdziałach relacjonowanych z jej perspektywy w narracji pierwszoosobowej. Flora wspomina przeszłość, stara się rozliczyć siebie, ocenić. Jej oceny chwytają za serce. Autorefleksja i autokorekta to coś co cechuje jej postać.

Bo wiem, że oglądałam nagranie z porwania Stacey więcej razy, niż powinnam. (…) Wiem, że gdy wczoraj wieczorem szłam do baru, szukałam czegoś, czego raczej nie powinnam była szukać. Dawno temu mogłabym wam powiedzieć o sobie wszystko. Lisy. Wiosna. Rodzina. A teraz.” -„Znajdź ją” Lisa Gardner.

Śledztwo prowadzone przez D.D. Warren rozpisane są w rozdziałach pisanych z perspektywy narratora trzecioosobowego. W wielu miejscach autorka pokusza się jednak o psychologiczną analizę w rozważaniach postaci pierwszo i drugoplanowych. Autorka dodatkowo nie daje zapomnieć, że książka „Znajdź ją” jest częścią większego cyklu, choć do jej przeczytania nie potrzebujecie znajomości poprzednich tomów. Podobnie jak poprzednio i w tej części znajdują się powiązania do poprzednich śledztw oraz prywatnych wydarzeń. Rozdziałów w sumie jest pięćdziesiąt, a styl, język i tempo narracji iście Gardnerowski. W książce nie znajdziecie opisów przyrody, atmosfery, klimatu i subtelności. W książce znajdziecie zbrodnie i mechanizmy sprawcze, jak z prawdziwych thrillerów. Do tego świat bostońskiej policji zadowoli każdego fana kryminałów. Nic tylko czytać😊.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki  Wydawnictwu Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Porzuceni” Maciej Kaźmierczak

PORZUCENI

  • Autor: MACIEJ KAŹMIERCZAK
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 5.10.2022r.

Może w przypadku poprzedniej książki debiutującej 2 lutego 2022 roku od @Maciej Kaźmierczak pt. „Nikt” (recenzja na klik) zadziałał tzw. efekt aureoli.  Może. Możliwe też, że po prostu poprzednia powieść bardziej zachwyciła mnie postaciami podkomisarz Kamili Szolc i starszej aspirant Edyty Gawron, której w tym tomie jakby mniej. Możliwe. A może po prostu sama fabuła, tak różna od poprzedniej i bardziej skomplikowana, odebrana została przeze mnie mniej entuzjastycznie niż wspominany powyżej „Nikt”. Będąc nałogowym molem książkowym przekonałam się już nie raz i nie dwa, że publikacje tego samego autora mogą podobać się raz mniej, a raz bardziej. Nie zmienia to faktu, że do przeczytania thrillera sensacyjnego „Porzuceni”, który premierę miał 5 października br. od @wydawnictwo.muza.sa Was zachęcam. I fanów psów, i fanów każdego innego zwierzęcia😉.

Tomasz Lipiński spacerując ze swoim wyżłem weimarskim wraz z przypadkowo spotkaną Malwiną Król z jej suczką Fibi, dokonują makabrycznego odkrycia w pobliskim parku. Częściowo wykopane zostaje truchło innego psa. Interesując się znaleziskiem przypatrujący się pracy śledczych mieszkańcy dowiadują się o odkryciu ciała kilkuletniego chłopca, a także innych zwierząt. W tym samym czasie z pobliskiego domu dziecka, w którym pracuje Malwina ginie dziewięcioletni Marcin goniący Gandalfa, psa przygarniętego przez wychowawców sierocińca. Podkomisarz Kamila Szolc od razu wiąże te dwie sprawy. Do śledztwa zostaje włączony też gdański komisarz, który z podobną sprawą miał związek trzy lata wcześniej. To wtedy na bałtyckiej plaży zaginął kilkuletni chłopiec, a jego ciało znaleziono niewiele później.

Już po rozpoczęciu czytania zastanawiałam się, czy Autor pokusił się o nawiązanie do fabuły opartej na zwyrodnialcu Michale „Szarym” Grysie z kryminału „Nikt”. I nie zawiodłam się😊. Z czego się niezmiernie cieszę. Wszak intryga była tak ciekawa, że jeszcze długo po zapoznaniu się z nią pozostała ze mną. Nawet teraz pamiętam emocje, które we mnie wzbudziła.

Emocji nie zabrakło również przy czytaniu książki „Porzuceni”, choć przyznaję, że po pierwszym zdenerwowaniu i frustracji związanej ze zbrodnią najpierw dokonanej na niewinnych zwierzętach, a zaraz potem na tak samo niewinnych kilkuletnich dzieciach, poziom skomplikowania i zagmatwania wątków przerósł moje oczekiwania. A to wszystko przez szeroki aspekt psychologiczno – obyczajowy, który dotknął Kaźmierczak i to praktycznie w każdym aspekcie. W aspekcie damsko – męskim. Z punktu widzenia relacji między siostrami, które sięgają aż dwutysięcznego piętnastego roku, czyli praktycznie siedem lat przed okresem, w którym dzieje się opisana w książce akcja. W sposobach traktowania zależności w hierarchii policyjnej, czy nawet pomiędzy niespodziewanie spotkanych obcych osób. Wpleciony wątek romansowy dodatkowo skomplikował mój odbiór. W tym aspekcie wręcz coś we mnie krzyczało wewnątrz; naprawdę!!! Maciej Kaźmierczak namieszał nawet bardziej, niż w poprzedniej publikacji zatytułowanej „Nikt”. Tak, zdecydowanie bardziej. Trudne obrazy ludzkiej egzystencji zostały opisane w sposób, jakby były zbudowane na najbardziej prymitywnych odczuciach, zwierzęcych odruchach. Nie rozumiem jednak roli sąsiadki, która jak twierdził Tomasz w rozmowie z nim potwierdziła zgoła co innego, niż w rozmowie ze śledczymi. Nie zrozumiały dla mnie był jej wątek w tej całej historii, choć rola okazała się znacząca dla rozwikłania zagadki. Zabrakło mi i argumentów przemawiających za przyjaźnią, oddaniem, i argumentów uzasadniających strach, szantaż i tym podobne. Tak samo wątek dziecka Agnieszki. Jak przy takiej aktywności bądź co bądź nie połapała się co tak naprawdę się wydarzyło. Zaspojlerowałam? Nie, nie sądzę. Wbiłam raczej klina o co w tej intrydze związanej z dziećmi chodzi😉. Na obronę napiszę, że koncepcja cienia bardzo przypadła mi do gustu. Tak bardzo, że przy zakończeniu wręcz wołającym o kontynuację, chętnie o nim jeszcze przeczytam.

Konstrukcja książki również zasługuje na wspomnienie. Osiemdziesiąt dwa rozdziały, w których rozpisano parę następujących po sobie dni, aż do wydarzeń z 19 października 2022r. Wisienką na torcie jest wizyta w pewnym miejscu, która zdarzyła się rok później. Śledczy działali szybko i sprawnie. Tak samo jak bohaterowie, których w powieści jest bez liku. Narracja pędziła jak samochód rajdowy, w typowo kaźmierczakowskim stylu. Żadne tam fiu bziu. Żadne ozdobniki i opisy przyrody. Tylko akcja. Tylko sensacja.

Tym, co lubią biegać długie dystanse, niekoniecznie po mieście😉, szczerze P*O*L*E*C*A*M.

Moja ocena: 7/10

Książką obdarowało mnie Wydawnictwo Muza, za co bardzo dziękuję.