Recenzja przedpremierowa – „Kwietniowe deszcze, słońce sierpniowe” Izabela Skrzypiec-Dagnan

KWIETNIOWE DESZCZE, SŁOŃCE SIERPNIOWE

  • Autor:IZABELA SKRZYPIEC-DAGNAN
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 380
  • Data premiery:19.05.2021r.

Niejednokrotnie już mówiłam, że uwielbiam powieści obyczajowe o zaczynaniu od nowa, gdzieś na końcu świata. Dlatego, gdy tylko usłyszałam, że Wydawnictwo Zysk i S-ka planuje wydanie takiej powieści o urokliwym tytule „Kwietniowe deszcze, słońce sierpniowe” od razu zdecydowałam się na lekturę. Autorka Izabela Skrzypiec-Dagnan zadebiutowała w 2019 roku powieścią „Świetnie się bawię w Twoich snach”, która została pozytywnie oceniona przez czytelników. Ja niestety nie miałam dotąd sposobności, żeby się z nią zapoznać, tak więc po lekturę najnowszej powieści pisarki sięgałam nie wiedząc, czego mogę się spodziewać.

Tina Wagner kończy właśnie trzydzieści lat i można powiedzieć, że znalazła się na rozdrożu. Nie bardzo widzi możliwości do usamodzielnienia się, wciąż mieszka z bardzo troskliwymi rodzicami, a podjęte w ostatnim czasie decyzje sprawiają, że zastanawia się dokąd zmierza jej życie. Dlatego, gdy w jej ręce trafiają klucze do domu w Beskidach kobieta spontanicznie postanawia skorzystać z okazji do zmiany otoczenia i nabrania dystansu do swojego życia. W miejscu tym przez ostatnie kilka lat mieszkała jej przyszywana ciotka Janina. Była ona aktorką, osobą mocno ekscentryczną, niezależną i niezwykłą, o której w gruncie rzeczy Tina nie za wiele wiedziała. Dopiero na miejscu okazuje się jak mało. Już od samego początku wyjazd dostarcza kobiecie samych niespodzianek, począwszy od tego, że miejsce do którego jedzie okazuje się zupełnie inne niż to czego się spodziewała. Wszystko komplikuje jeszcze niespodziewane spotkanie z motocyklista, który oddaje Tinie swoją kurtkę, a niedługo potem popełnia samobójstwo. Sprawa ta nie daje kobiecie spokoju, tym bardziej, gdy niedługo potem na jej drodze staje tajemniczy Marcin, który wydaje jej się w jakiś sposób związany z tym mężczyzną. Niespodziewanie dla niej samej spontaniczny wyjazd znacznie się przedłuża i okazuje się podróżą, która na zawsze odmieni jej życie.

Książka bardzo mnie zaskoczyła. Spodziewałam się typowej, lekkiej powieści obyczajowej, a dostałam zupełnie co innego, całkowite zaskoczenie. Bo chociaż schemat powieści wydaje się znajomy, ma ona wiele elementów, które potrafią zaskoczyć. Jak chociażby wątek motocyklisty, osoba ciotki i tajemnica z przeszłości. Nie będę zdradzać zbyt wiele, ale powiem, że co najmniej kilka razy książka idzie w kierunku, którego zupełnie się nie spodziewałam, że nie wspomnę już o samym zakończeniu, które było dla mnie ogromnym zaskoczeniem i w dużej mierze zmieniło sposób postrzegania powieści. Niemniej ujęła mnie ona już od pierwszych stron swoim stylem. Niespiesznym, starannym, można by powiedzieć poetyckim. Dbałość o język jest tutaj bardzo widoczna, a klimat budowany jest powoli, nawet mogę pokusić się o stwierdzenie, że leniwie, ale jednocześnie z każdej strony jesteśmy czarowani urokiem tej powieści. Bo, ze jest w niej pewnego rodzaju magia, czar nie mogę zaprzeczyć, a Was zachęcam, byście sami się przekonali. Na pewno będziecie zaskoczeni i… oczarowani.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

P.S. W związku z tym, że książkę czytałam przedpremierowo w pdf-ie na razie tylko zdjęcie baneru otrzymanego od wydawnictwa, zdjęcia uzupełnię zaraz po otrzymaniu książki.

Recenzja przedpremierowa – „Kres czasów” Marzena Rogalska

KRES CZASÓW

  • Autor: MARZENA ROGALSKA
  • Wydawnictwo:ZNAK
  • Seria: KARLA LINDE. TOM 2
  • Liczba stron:416
  • Data premiery: 19.05.2021r.

Pamiętacie moją recenzję „Czas tajemnic”  od @ MarzenaRogalska?  Jeśli nie, przypomnicie ją sobie klikając na ten link: klik. Jak to mówią człowiek – orkiestra. Dziennikarka radiowa (uwielbiam) i telewizyjna. Kobieta o wielu twarzach, z niesamowitym dystansem do siebie oraz umiejętnościami aktorskimi. Obserwujecie oficjalny profil na FB? Jeśli nie, to musicie zacząć. Takiej Rogalskiej wcześniej nie znałam. Skończę już te peany na cześć autorki i pochwalę się moim recenzenckim egzemplarzem najnowszej części cyklu o Karli Linde pt. „Kres czasów”. Książka będzie miała premierę 19 maja nakładem Wydawnictwa Znak. Spieszę więc, podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami, odczuciami po jej przeczytaniu. Praktycznie na gorąco.  

(…) Więcej godności, kochanie. Idziesz do walki o siebie, o swoje prawo do życia, nie jesteś przecież jakąś byle jaką panienką, która pozwoli pierwszemu z brzegu  mężczyźnie powodować sobą tak, jak się powoduje koniem. (…) Zrozumiano!”.

„Kres czasów” Marzena Rogalska

Z taką Karlą mamy do czynienia w tym tomie, oj z taką. Nie ukrywam jej przeobrażenie bardzo mi się podoba. Karla dojrzewa. Po zdanej maturze, o czym mogłam przeczytać w pierwszej części sagi, wyjeżdża studiować na uniwersytecie w Oksfordzie. Najpierw zwiedza Paryż, by w efekcie dotrzeć do Anglii, do Sheldon Manor i być gościem swej przyjaciółki Kathy. Do życia Karli wracają więc dwie ważne kobiety. Jej przyjaciółka Kathy Barling i jej była guwernantka Mrs Dorothy. Dorothy, która w efekcie okazała się całkowicie kimś innym.

Oprócz dobrze znanych nam bohaterów z „Czasu tajemnic” autorka wprowadziła wiele ciekawych, pobocznych wątków i nowych postaci, jak chociażby Albert Mildhouse. Bawidamek, hazardzista i oszust. W relacjach z takimi osobami dziewczęta, Karla i Kathy przechodzą szybki kurs dojrzewania. Kurs w którym nie ma miejsca na bezgraniczne zaufanie, a pojawia się podejrzliwość.

Jest to saga rodzinna, powieść całkowicie obyczajowa, choć nie do końca. Momentami przeradza się w political fiction, trochę retro. Czytamy o Mościckim, Dołęga-Mostowiczu, Zdziechowskim, Śmigłym-Rydziu, Kasprzyckim i innych ważnych osobistościach z ówczesnej sceny politycznej. Niepokój polityczny wyziera z pierwszych stron książki. Zaangażowanie II Oddziału Sztabu Generalnego w śledzenie zwykłych obywateli, czyli kontrwywiadu mrozi krew w żyłach.

Rogalska bardzo dobrze wplotła w wątki obyczajowe rodzący się antysemityzm w Polsce, socjalizm i faszyzm na świecie. Stosunek do otaczającego świata i na nowo tkanej historii obserwujemy z perspektywy Emila Linde, ojca Karli. To Emil potrafi przewidzieć kres czasów, a początek II wojny światowej. To Emil stara się odseparować Karlę od Polski, by przetrwała czas, który czego był pewien wkrótce miał nadejść. To Emil jest głosem ludu, głosem inteligentnego ludu, przewidującego ludu. Jego mądre wypowiedzi naprawdę były na miarę czasów i niestety po kres czasów, który nastąpił 1 września 1393 roku. Emil, który wypowiedział do tej chwili wybrzmiewające mi w pamięci słowa: „Zbliża się koniec czasów (…) Świat, jaki mamy runie w gruzy i nic już nie będzie takie, jak było, a po nas nie zostanie nawet proch.”

Autorka w tej części przedstawiła nie tyle perspektywę rodziny, ile perspektywę Polski w świetle tego, co miało się zdarzyć. Oczywiście nie zapomniała o wątku miłosnym. Karla nadal interesuje się Jankiem Donimirskim, a Janek Karlą. Wierzcie mi, uczucia Karli i jej relacje z Jankiem nie są tu jednak najbardziej istotne. Karla nadal myśli, nadal czuje. Zdecydowanie jednak mniej ociera łzę z kąta oka i ucieka z pokoju, by ukrywać wzruszenie, wrrrr. Karla też nie jest tu najważniejsza. Najważniejsza jest tu opisana rzeczywistość. Diagnoza czasów, kresu czasów, które miały nastąpić.

Rogalska potrafi wzbudzać zainteresowanie. Zaciekawiła mnie znowu w zakończeniu. Tak mnie zaciekawiła, że czekam na kolejny tom. Czekam na „Odzyskany los”.A za umiejętność wiernego oddania realiów ówczesnych czasów i sytuacji politycznej świata, przy zachowaniu słownictwa i języka w sposób jak najbardziej przystępny, Marzenie Rogalskiej głębokie chapeau bas. Słuchać Marzeny Rogalskiej to wielka przyjemność, czytać tak samo.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak. 

„Córy Ziemi” Alaitz Leceaga

CÓRY ZIEMI

  • Autor:ALAITZ LECEAGA
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:545
  • Data premiery: 05.05.2021r.

„Córy ziemi” to druga zeszłotygodniowa premiera od Wydawnictwa Albatros, która została przeczytana i zrecenzowana przeze mnie. Z twórczością Alaitz Leceagi, pisarki hiszpańskiego pochodzenia, nie miałam do tej pory do czynienia, mimo, że jej debiutancka powieść „Las zna twoje imię” – jak czytam w notce biograficznej – „w miesiąc podbiła listy bestsellerów” (źródło: Alaitz Leceaga). Czy z książki bucha ognisty temperament jak z okładki? Zapraszam do lektury recenzji.

Ból wnika nawet w najdrobniejsze szczeliny i zagnieżdża się w nich (…). Wciska się w mroczne szpary. Rośnie i rośnie jak głodna bestia, która pożera wszystko wokoło. Aż zostaje tylko on. Ból”.

„Córy ziemi”  Alaitz Leceaga

Z dwoma krukami w nazwisku

Fabuła toczy się wokół trzech kobiet, Glorii, Teresy i Verónici z rodu Veltrán-Belasco. Mimo, że mają inne charaktery i inne usposobienia, są do siebie bardzo podobne. Wszystkie trzy wyróżniają ogniste włosy i wszystkie trzy są  posądzane o opętanie przez demony. Wierzą w to mieszkańcy San Dionisio. Wierzą w to najbliżsi, wierzy ojciec i jedyny brat Rafael. Wierzy w to ich ciotka Angela pełniąca rolę guwernantki oraz miejscowy duszpasterz, ojciec Murillo. Wierzyła w to ich matka, która umarła śmiercią głodową za zgodą własnego męża i z błogosławieństwem miejscowego księdza. Matka, którą też męczyły demony.

Schyłek XIX wieku to trudny czas dla kobiet. Wyjątkowo trudny dla sióstr Veltrán-Belasco, które odtrącone przez społeczeństwo, osierocone przez matkę a następnie ojca podejmują nierówną walkę o utrzymanie rodowych winnic Las Urracas. Winnic, które przez dwadzieścia lat nie rodziły owoców, nie dawały zbiorów. Winnic, które dają im schronienie. Czy wystarczająco bezpieczne? Czy wystarczająco długo?

Manipulacja, kłamstwa, uzależnienia w mrocznym hiszpańskim klimacie

Czytając opis wydawcy tego się spodziewałam. Autorka wiernie odzwierciedliła atmosferę i klimat ówczesnych czasów. Zdarzenia toczą się jedno po drugim. Koncepcja książki trochę przypomina mi sagę. Sagę rodzinną, w której główne wątki toczą się wokół kobiet. Kobiet nabierających sił, czerpiących korzyści z własnej, dotychczas niewesołej sytuacji. Kobiet sprzeciwiających się jedynemu bratu, który korzystał ze swej uprzywilejowanej pozycji w domu. Bratu, który wykorzystywał własne siostry umiejętnie manipulując uczuciami, emocjami, poczuciem winy z powodu domniemanego opętania demonami.

Losy sióstr w domostwie nie były trudne tylko z powodu brata, lecz również z powodu innych najbliższych. Matka z dnia na dzień oddalająca się od własnych dzieci wskutek cierpienia i trawiącej jej choroby. Ojciec, zawsze bierny, chroniący tylko dziedzica – Rafaela. Ojciec, którego praktycznie nie ma. Ojciec pozwalający na oskarżanie i obwinianie dziewczynek za brak urodzaju w winnicy. Ciotka Angela, skrajna dewotka wychowująca dziewczynki twardą ręką. Twierdząca, że „nadmiar wiedzy lub umiejętności jest niebezpieczny dla kobiet, bo zmienia je w „literatki” albo osoby zbyt przemądrzałe, stwarzając zagrożenie dla ich kobiecości i nieśmiertelnej duszy”.

Książka podzielona jest na pięć części. Każda z części obejmuje losy sióstr w różnym czasie. Czasem od jednych zdarzeń mija kilka lat. Lat, w których siostry zdążą dojrzeć, nabrać dystansu, stać się bardziej silne. Części składają się z zatytułowanych rozdziałów. Narracja jest pierwszoosobowa. Na losy rodziny, zdarzenia, motywacje patrzymy oczami Glorii. Tej, która została, by bronić rodzinnej posiadłości i chronić to, co pozostało. Gloria tłumaczy zachowania swoje i innych. Jej perspektywa jest wszechogarniająca. Obserwujemy jak siostry dojrzewają. Jak zaczynają sobie radzić z przeciwnościami losu, jak zaczynają walczyć. Jak przestają się godzić na nieprawdziwe oskarżenia. Jak przestają wierzyć wreszcie w demony a zaczynają wierzyć w siebie, w swoją kobiecą, siostrzaną siłę.

Atmosfera powieści jest duszna, demoniczna, mroczna. Atmosfera podszyta miejscowymi skandalami splatająca się z chorymi relacjami wśród domowników musi taka być.  Motyw z demonami, klątwą powtarza się wielokrotnie. Za często. Jakby autorka bała się, że czytelnik nie czyta w skupieniu, tylko kartkuje kolejne strony. Leceaga dość często powracała do opisanych już wcześniej wątków. Momentami zaczęło mnie to nużyć, wręcz denerwować. Tym bardziej, że narracja jest pierwszoosobowa. Czytając miałam wrażenie, że z narratorką – Glorią jest coś nie tak. Ma problem z pamięcią dług i krótkotrwałą dlatego powraca do raz przeżytych i opisanych wydarzeń tak często.

Niezwykle spodobał mi się pomysł opisania drogi sióstr ku dojrzałości. Drogi w czasie której Gloria, Teresa i Verónica zostawiają za sobą kłamstwa, manipulacje, uzależnienie od innych, tych którzy je krzywdzą. Na przestrzeni lat stają się pełnoprawnymi obywatelkami miejscowej społeczności. Zaczynają nie tyle wierzyć, ile zaczynają być pewne, że nie są opętane i nie walczą z demonami. Walczą ze swoimi słabościami i tę walkę mogą wygrać.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Lwowska kołysanka” Monika Kowalska

LWOWSKA KOŁYSANKA

  • Autor:MONIKA KOWALSKA
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Seria:DWA MIASTA. TOM 1
  • Liczba stron:352
  • Data premiery: 05.05.2021r.

Wielokrotnie pisałam, że z tymi debiutantkami i debiutantami nigdy nic nie wiadomo. W tym roku zachwyciłam się już marcowym debiutem @Tomasz Żak z „Trzydziestką” (recenzja na klik: Trzydziestka). Czy pierwsza książka @monika_kowalska3 przypadnie mi do gustu? Czytam już wiele pozytywnych opinii o „Lwowskiej kołysance”, pierwszym tomie nowego cyklu. Jak wiecie, nigdy się opiniami innych nie sugeruję i sama muszę sprawdzić, czy książka mi się podoba. Jakie są jej mocne strony, co szczególnie mnie zachwyca. Nie ukrywam, nie mogłam się doczekać sięgnięcia po tę pozycję. Książkę autorstwa „Wrocławianki, pełnoetatowej matki trzech młodych kobiet w różnym wieku, redaktorki i autorki setek opowiadań w pismach kobiecych, kryminalnych i retro” (Monika Kowalska). A jak wiecie w motywach retro czuję się wyśmienicie. Samo umiejscowienie akcji w książce we Lwowie, już jest dobrym początkiem.

(…) Ale to sami ludzie takie straszne rzeczy robią sobie nawzajem.”

„Lwowska kołysanka” Monika Kowalska

Wszystko zaczęło się od babci

Jak przeczytałam we wstępie, to babcia autorki była inspiracją tej powieści. Zapewne wiele wątków przedstawionych w fabule pochodzi z jej ustnych relacji. Fabuła toczy się wokół losów dwóch kobiet. Jedna z nich to Julia Szuba z domu Podhorecka pochodząca z rodzinnego majątku z Jazłowca. Zubożała wskutek działalności hazardowej ojca. Losy Julii poznajemy od najmłodszych lat do momentu końca drugiej wojny światowej. Obserwujemy jej dorastanie, przyjaźń z ubogą chłopką Eudoksją, zwaną Dośką. Czytamy o jej wychowaniu przez wujostwo, o zerwanych więziach rodzinnych wśród sióstr, które poszły pod opiekę różnych krewnych. Patrzymy na rzeczywistość oczami Julii w okresie międzywojennym, w trakcie politycznej zawieruchy, kiedy piec chlebowy był odznaką statusu społecznego.. Borykamy się z problemami kobiet po 1918 „(…) kiedy Polska znowu pojawiła się na mapach świata, zamieszkiwały ją głównie niezamężne kobiety. I w dodatku bez szans na zmianę stanu cywilnego z powodu braku żyjących kandydatów w odpowiednim wieku.” Dowiadujemy się o jej romansie i poznajemy okoliczności poznania męża Pawła Szuby po przyjeździe do Lwowa, gdzie „(…) są tramwaje, ludzi mrowie, sklepy piękne…”.

Równolegle z relacjonowanymi losami Julii poznajemy Adelę, jej córkę. Na rodzinę Julii, przyjaciół, sąsiadów, wrogów patrzymy oczami tej dziewczyny. Z jej losów wiemy co się zmieniło od momentu, gdy dorastała Julia. Widzimy zmieniające się relacje pomiędzy kobietami i mężczyznami. Czytamy o pierwszych objawach feminizmu nawet wśród rodziny. Fascynujemy się pierwszymi miłosnymi przygodami. Dowiadujemy się o nierównym traktowaniu kobiet i mężczyzn. Kobiet, które nie były się w stanie same ochronić. Aż do chwili gdy świat się zatrzymał, a Lwów znalazł się najpierw pod okupacją sowiecką, a później pod okupacją niemiecką i wszystko co wydarzyło się wcześniej przestało mieć znaczenie. Naprawdę przestało mieć znaczenie…

Udany debiut

Czytając odniosłam wrażenie, że książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza część dotyczy czasów sprzed wojny. Wszystko zmieniało się bardzo szybko. Autorka wiernie oddała ówczesną rzeczywistość. Podjęła ważne społeczne tematy, jak powszechne dzieciobójstwa, bicie dzieci aż do zesiniaczeń całego ciała, wykorzystywanie młodych dziewczyn przez pracodawców, brak szacunku względem kobiet. Bardzo podobała mi się relacja Julii ze swoją przyjaciółką Dośką. Mimo różnic klasowych dogadywały się wyśmienicie, a uboga chata przyjaciółki była dla Julii namiastką własnego domu, którego nie miała. No cóż. Sama Dośka jako postać kogoś mi przypomina. Krnąbrna, zdecydowana, głośna, pomysłowa. Nawet przezwisko mają takie same. Druga część to losy wojenne. Rodzina Szubów traci wszystko, dom, przyjaciół, poczucie bezpieczeństwa, dostawy jedzenia. Każdy kogoś traci. Dzieci rodziców, nauczyciele uczniów, lekarze pacjentów, właściciele kamienic lokatorów, pracodawcy pracowników. Kobiety tracą ukochanych, Karola, Kacpra, Anzelma. Wskutek chwil słabości nawet Julia czasem traci swojego Pawła.

 O ile część pierwsza, przedwojenna nacechowana jest emocjami, kolorowymi barwami, pięknymi scenografiami codziennego życia, o tyle druga zrelacjonowana jest wręcz w żołnierskich słowach. Jedno zdarzenie goni drugie, jakby autorka chciała jak najwięcej zawrzeć informacji i wydarzeń z życia rodziny na kartach tej książki. Nie ma czasu na refleksję, zatrzymanie się. Ta refleksja przychodzi u kresu wojny. Coś się skończyło. Przyszedł czas na tęsknotę za tym co już odeszło i nigdy nie wróci. Za obrazami, których już nigdy Szubowie nie zobaczą. Za ludźmi, których nigdy nie przytulą. Jako jedni z wielu muszą patrzeć do przodu, zacząć od nowa, wyruszyć w nową podróż w nieznane. Na relację z tej podróży w nieznane czekam. Czekam, bo to naprawdę udany debiut.

To ogromna sztuka napisać w przyjazny sposób o trudnych losach i czasach wojny. O Lwowie jakiego niewielu już pamięta.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

Recenzja przedpremierowa – „Szeptun” Tomasz Betcher

SZEPTUN

  • Autor:TOMASZ BATCHER
  • Wydawnictwo:W.A.B.
  • Liczba stron:352
  • Data premiery:05.05.2021r.

O Tomaszu Betcherze @tomaszbetcherfanpage czytam same dobre słowa. Jest to podobno autor, który łączy wątki uczuciowe z przesłaniem społecznym. Piszę podobno, bo przed „Szeptunem”, o którym będzie ta recenzja, nie sięgnęłam do żadnej wcześniejszej książki autora. Trudno więc po jednej pozycji wyrobić sobie zdanie o powieściopisarzu.

Czytanie jak komunikacja

 Zawsze obawiam się recenzji przedpremierowych. Nie chcę nikogo uprzedzić do książki lub przywołać zbytni entuzjazm. Tym bardziej nie chcę urazić autora. Z czytaniem jest jak z komunikacją. Ktoś nadaje, ktoś odbiera komunikat. Na odbiór wpływa wiele czynników, nie tylko umiejętności i kunszt nadawcy. W odbiorze komunikatu przeszkadzają nam czynniki zewnętrzne (światło, szumy, hałas, wygląd) i wewnętrzne (nasze samopoczucie, czasem ból głowy, dotychczasowe doświadczenia, nasze uprzedzenia). Nadawcą jest autor, odbiorcą czytelnik. Czytając pozycje przedpremierowe wielokrotnie zastanawiałam się czy dobrze odczytałam intencje autora? Czy zrozumiałam jego przesłanie? Czy wychwyciłam wszystkie niuanse, które nie bez powodu autor zawarł w książce? Czy nie byłam uprzedzona do książki, bo na przykład nie spodobała mi się okładka? O tym musimy pamiętać czytając książki i dzieląc się naszymi spostrzeżeniami. Czasem po prostu książka, która nie jest dla nas, jest wprost idealna dla innego czytelnika  .  

Ciekawy tytuł

By dowiedzieć się kim jest tytułowy szeptun musiałam zerknąć do Wikipedii. Przeczytałam w niej, że to „uzdrowiciel lub uzdrowicielka ludowa oferująca swoje usługi osobom wierzącym w moc leczenia. W Polsce występują głównie w rejonie Podlasia. Przeważnie są to osoby wyznania prawosławnego. Ich działalność jest uważana za praktyki pogańskie” (źródło: Wikipedia). Uchylę Wam rąbka tajemnicy tytułowy Szeptun to mężczyzna. Odludek, nieakceptowany przez miejscową ludność, pół-Cygan. Przy czym „nie taki diabeł straszny jak go malują”. Szeptun oprócz tego, że interesuje się ziołolecznictwem jest młody i niezwykle przystojny. W rzeczywistość Szeptuna wkracza nauczycielka z Gdańska. Romantyczne imię to tylko pozory. Julia, matka nastoletniej Marysi i ośmioletniego Kuby. Julia nie mająca swego Romea. Mąż pracuje zagranicą na platformie wiertniczej, a Julia  walczy z codziennością. Codziennością, w której nie ma miejsca na czary, pradawne obrzędy czy słowiańskie gusła.  

 Szeptun – nie Romeo i Julia – nie Julia. Nietypowe spotkanie, nietypowej pary, w nietypowym czasie. Czy te wydarzenia pozwolą zrodzić się czemuś nowemu, pięknemu? Czy to spotkanie pozwoli wyzwolić się Julii z niesatysfakcjonującego małżeństwa?

Wspaniały pomysł

Może doświadczenie zawodowe autora skłoniło go do takiej fabuły i stało się inspiracją dla opisanej w książce historii? Betcher to „pedagog, socjoterapeuta, praktyk Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach. (…)  Od ponad dekady pracuje z młodzieżą i dziećmi znajdującymi się w trudnej sytuacji życiowej” (źródło: Tomasz Betcher). Tego nie wiem.

Wiem na pewno, że powieść została skonstruowana bardzo dobrze, a podjęte w niej wątki opisane naprawdę z uczuciem. Trudne tematy w pięknych słowach. Czytamy o zbuntowanej nastolatce, która do tej pory przeżywa traumatyczne wydarzenie z przeszłości. Wydarzenie, które nie sprzyja budowaniu otwartej i przyjaznej relacji z matką. Matką, która się bardzo stara. Stara się za dwoje. Stara się za siebie i za ojca, którego Marysia nie ma obok siebie. Wątek obyczajowy został wzbogacony również problemem atopowego zapalenia skóry Kuby. Choroby, która pojawia się coraz częściej. Choroby, z którą trudną wygrać. Choroby, która nie jest śmiertelna, ale która bardzo utrudnia życia młodego człowieka. Choroby, z którą musi mierzyć się matka. Matka, która mierzy się za dwoje. Za siebie i za ojca, którego Kuba nie ma obok siebie. W tak skomplikowane relacje rodzinne autor wplótł osobę Szeptuna. Mężczyzny nietypowego, niecodziennego. Mężczyzny skrywającego swoje tajemnice. Mężczyzny szukającego swojej Julii.

To książka o odkrywaniu inności przy jednoczesnym odkrywaniu siebie. To książka o akceptacji inności przy jednoczesnej nauce akceptowania siebie. To książka dla mnie trochę terapeutyczna. Spojrzałam na siebie, na swoje życie oczami Szeptuna. Oczami kogoś, komu nie w smak nasza zwykła codzienność i pogoń za lepszym życiem. Oczami kogoś, kto widzi mnie taką jaka jestem. Widzi Julię jaką jest naprawdę, mimo wielu masek, które nosi.

Książkę czyta się niesamowicie szybko. W ciekawe i lekkie dialogi autor wplótł wyśmienite opisy przyrody okraszając je beskidzką malowniczością. Momentami chciałam tam być, momentami chciałam się tam przenieść. Momentami chciałam być Julią…

Moja ocena: 7/10

Za możliwość recenzji książki dziękuję WYDAWNICTWU W.A.B.

„DOMEK NA KOŃCU ŚWIATA” DANUTA NOSZCZYŃSKA

DOMEK NA KOŃCU ŚWIATA

  • Autor:DANUTA NOSZCZYŃSKA
  • Wydawnictwo:PRÓSZYŃSKI I S-KA
  • Liczba stron:336
  • Data premiery:22.04.2021r.

Okładka „Domku na końcu świata” jest sielska, nawiązująca do natury o spokoju. Patrząc na nią spodziewałam się standardowej opowieści o zaczynaniu życia od nowa na tytułowym końcu świata. Tymczasem otrzymałam jednak coś zgoła innego. Czy jestem zadowolona z lektury? Przeczytajcie sami.

Danuta Noszczyńska to , jak możemy przeczytać na portalu lubimyczytac.pl „jedna z najbardziej lubianych pisarek literatury kobiecej. Autorka jedenastu powieści. Trzykrotna laureatka Festiwalu Literatury Kobiet „Pióro i Pazur” w Siedlcach.” Nie miałam okazji czytać jeszcze żadnej książki autorki, dlatego dla mnie była taką trochę nieodkrytą przestrzenią i nie wiedziałam czego się spodziewać. Czy po tej lekturze sięgnę jeszcze po inne książki autorki?

Historia inna, niż mogłoby się wydawać

Iga jest trzydziestoletnią prawniczką, dziewczyną z dobrego domu, ojciec prokurator, matka prezes sądu. Żyje wychowana w przekonaniu, że należy do elity, jest lepsza od innych i wiele może osiągnąć. Prowadzi swoją kancelarię, a prestiż i tradycja to najważniejsze wartości w jej życiu, które przejęła od rodziców. Podąża ścieżką, która oni dla niej wytyczyli, nawet nie zastanawiając się czy jest to droga, którą chce iść. Do czasu… Pewna sprawa, którą prowadzi jako obrońca z urzędu jest początkiem zmian, prowokuje ją do rozważań na temat tego jak na wyglądać jej życie i z jakimi wartościami chce się utożsamiać. Miłosz to tylko trochę starszy od niej mężczyzna, który pochodzi z patologicznej rodziny, od kiedy pamięta musi radzić sobie sam, kombinuje więc jak potrafi, jedno z takich działań powoduje, że trafia do aresztu. Tam zaczyna zastanawiać się nad swoim życiem, nad tym w którym kierunku ono podąża i czy może to jeszcze zmienić. Piękna prawniczka, która zostaje jego obrońcą powoli staje się jednym z motorów do zmian…. Czy znajomość osób pochodzących z dwóch tak różnych światów może przynieść ze sobą coś dobrego, czy to w ogóle ma przyszłość?

To co lubię

„Domek na końcu świata” to nie tylko lekka, obyczajowa, optymistyczna opowieść, to książka, która składnia do refleksji, a więc to co lubię najbardziej. Czytając po raz kolejny zastanawiałam się nad kwestią, która nurtuje mnie już od dłuższego czasu, a mianowicie jak bardzo miejsce urodzenia, rodzina, w której przychodzimy na świat determinuje nasze życie. Jest to powieść o poszukiwaniu swojego miejsca w życiu, swoich wartości, swojej własnej drogi, nawet jeśli prowadzi ona zupełnie gdzie indziej niż ścieżka, którą nam już od dawna wytyczono….

Iga mimo że ma 30 lat żyje jak grzeczna córeczka swoich rodziców, w ich domu, zgodnie z ich zasadami i według ich rad. Jednak zaskakująco, chyba przede wszystkim dla samej siebie, powoli odkrywa, że nie do końca jest to zgodne z tym, jaka jest naprawdę, w co wierzy. Pytanie tylko czy znajdzie w sobie siłę by się uniezależnić, by podjąć swoje decyzje, nawet jeżeli on bardzo nie spodobają się jej rodzicom.

Przystępująca do lektury wiedziałam, że jest to książka o niełatwej miłości, prawniczki, do poznanego w areszcie klienta. Jednak muszę powiedzieć sposób w jaki poprowadzona została ta historia dość mocno mnie zaskoczyła, ale też koniec końców wzbudził mój zachwyt. Daleko tu bowiem do bardzo popularnego we współczesnej literaturze tradycyjnej opowieści o romansie i miłości. Tutaj miłość nie wybucha nagle, po tygodniu znajomości Iga i Miłosz nie wiedzą czy będą ze sobą i jak ta znajomość się potoczy. Ona rozwija się powoli. Z jednej strony nie jest bezpośrednią przyczyną zmian, które zachodzą w Idze, z drugiej wyraźnie je prowokuje, Iga bowiem wręcz próbuje się odżegnać od tej znajomości i uczuć, które powoli się w niej rodzą.

Akcja w książce rozwija się nieśpiesznie, wydaje się być , że jest pewnego rodzaju pretekstem do wielu rozważań, natomiast czyta się ją bardzo przyjemnie i lekko. Jest to jedna z tych książek, która pozostaje z nimi na dłużej i pozostawia w nas coś więcej niż tylko opowiedzianą historię. Odpowiadając więc na zadane na początku pytanie na pewno sięgnę po inne książki autorki, a Wam gorąco polecam „Domek na końcu świata”.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu PRÓSZYŃSKI I S-KA.

„PODMIEJSKI NA KONIEC ŚWIATA” KATARZYNA KOWALEWSKA

PODMIEJSKI NA KONIEC ŚWIATA

  • Autor:KATARZYNA KOWALEWSKA
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:286
  • Data premiery:16.03.2021r.

Niedawno opublikowałam trzy recenzję premier z kwietnia od Wydawnictwa Zysk i S-ka; rewelacyjną Dziewczyna z fotografii, klimatyczną Trogirskie wakacje oraz skłaniającą do myślenia Pozwól że ci opowiem…bajki które nauczyły mnie jak żyć, a tu jeszcze czeka zaległa premiera z marca.

„Podmiejski na koniec świata” to kolejna książka Katarzyny Kowalewskiej @kowalewskafanpage , autorki „Pudełka z pamiątkami” (2020). O poprzedniej książce tej autorki czytałam wiele pochlebnych recenzji i opinii. Czy i tym razem na taką ocenę zasłuży?

Już przy okazji innej książki przyznałam się Wam, że lubię fabułę o zaczynaniu od nowa, w innym miejscu. Wtedy można wszystko rzucić za siebie, zostawić i nigdy do tego nie wracać. Powiecie, to trochę taka ułuda. Nie wszystko co za nami było złe. W ten sposób pozostawiamy za sobą nawet te dobre rzeczy. Tych dobrych ludzi, dobre wspomnienia, dobre miejsca pracy.  Tylko, że będąc otwartymi dobrych ludzi, dobrą pracę i miłe wspomnienia znajdziemy również w tym nowym miejscu. Miejscu do którego dążymy. Miejscu do którego chcemy dążyć.

Książka drogi

Z opisu wydawcy już wiedziałam, że podobną fabułę czytałam. Tym razem śledzimy losy Alicji. Alicji, która ma problem z asertywnością. Wiele czasu poświęca innym, problemom innych i sprawom, które wcale do niej nie należą. Każdy chce mieć Alicję obok siebie. Wiele można na jej barki wrzucić. Nawet własne obowiązki zawodowe można na nią scedować. Po feralnym wieczorze na imprezie firmowej swego chłopaka – zaskakując samą siebie – przyjmuje propozycję szefa. Tym samym zostaje wysłana do podupadającej małomiasteczkowej firmy. Nie dość, że musi zrealizować bardzo ambitne wyzwanie zawodowe, to jeszcze zacząć wszystko od nowa. Czy jej się to uda? Czy na zawsze pozostanie tą samą Alicją ze stolicy?

Pełna ciepła opowieść o zaczynaniu od nowa” – opis wydawcy

To prawda. Z tym opisem wydawcy muszę się całkowicie zgodzić. Sama Alicja jako bohaterka da się lubić. Nie ma znaczenia jej imię. Takich Alicji w większych lub mniejszych miastach jest sporo, od zatrzęsienia.  Te Alicje mają inne imiona, inne twarze. Te Alicje są raz szczupłe, raz z nadwagą. Te Alicje są samotnymi singielkami lub żyjącymi w nieformalnych związkach. Te Alicje też są mężatkami, nierzadko z dziećmi. To Alicje dla innych, dla wszystkich wokół, nie dla siebie. Zawsze cieszy mnie jak kolejna Alicja postanawia „wziąć byka za rogi”, nawet jeśli jest postacią fikcyjną. Postanawia przestać godzić się na bylejakość. Przestać pracować za innych. Postanawia wreszcie przeżyć swoje życie! Taką Alicję spotkamy w tej książce. Alicję która dojrzewa, która dostrzega, że ma wokół siebie przyjaznych ludzi. Alicję, która dowiaduje się, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a lepsze jutro może przyjść znacznie wcześniej. Wcześniej, niż się tego spodziewała.

To historia o wszystkich Alicjach, które znamy. Historia pełna ciepła, zrozumienia innych. Historia o przyjaźni i miłości, która nie musi zawsze być najważniejsza. Też o miłości utraconej. Przede wszystkim jest to książka o miłości do samego/samej siebie. Tej miłości najważniejsze, by wreszcie zacząć żyć.  Alicje i nie tylko, czytajcie.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka.

 

„Małe wielkie sekrety” Magdalena Majcher

MAŁE WIELKIE SEKRETY

  • Autor: MAGDALENA MAJCHER
  • Seria: OSIEDLE POGODNE. TOM 4
  • Wydawnictwo: PASCAL
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 24.03.2012r.

Razem z ostatnią rewelacyjną „Mocną więzią” (recenzja: klik) przeczytałam i zrecenzowałam dziewięć książek od @Magdalena Majcher. Pozostałe recenzje znajdziecie tu:  Życie oparte na kłamstwachPrawda przychodzi nieproszonaZnany szum morzaObcy powiew wiatru, Jeszcze jeden uśmiechW cieniu tamtych dniWszystkie pory uczuć. LatoZimny kolor nieba. Za mną dziesiąta książka tej autorki. Jest to kontynuacja cyklu Osiedle Pogodne. Czy również podzieli mój entuzjazm?

Otwórz drzwi kolejnego luksusowego domu!” – odpis wydawcy

Fabuła opiera się na losach kolejnych mieszkańców Osiedla Pogodnego. Osiedla strzeżonego, gdzie zakup lokalu nie jest na kieszeń każdego śmiertelnika. To również w takim miejscu również toczą się losy skrzywdzonych ludzi, zapomnianych rodziców i samotnie cierpiących. Na społeczność osiedla patrzymy z perspektywy Moniki i Marcina, mieszkańców czwartego osiedlowego domu. Monika, pragmatyczna, zdystansowana do wydarzeń osiedlowych, nieinteresująca się małymi skandalikami. Wszystko to wydaje się jej mało ważne, kompletnie nieistotne. Monika boryka się bowiem z codziennymi wyzwaniami. Wyzwaniami na miarę superbohaterki. Wyzwaniami związanymi z opieką nad niepełnosprawną, dwunastoletnią córką. Praca – córka – dom, fundacja  – córka – dom, czasem córka – córka – córka. Tak naprawdę Monika wypełnia funkcje obojga rodziców. Marcin jest jakby poza. Do czasu… Gdy Monika znika nagle rola Marcina się zmienia. Zmienia się diametralnie. Z jednej strony nie może się pogodzić z tym, że już jej nie ma. Próbuje odkryć co się stało, co ją do tego skłoniło, jaki miała powód, że porzuciła córkę którą do tej pory wspaniale się opiekowała. Z drugiej czuje się pokrzywdzony. Oto on, mężczyzna, partner, ojciec musi podołać jednocześnie roli i ojca, i matki. Robić to, co do tej pory robiła sama Monika. Przy czym Marcinowi wydaje się to ponad jego siły. Ponad jakiekolwiek ludzie siły.

Gdzie zaprowadzi bohaterów rozwiązanie zagadki? Czy jeszcze spotkają się w pół drogi? Czy zdołają stworzyć jeszcze rodzinę?

Światło w oknach

Zastanawialiście się spacerując wieczorem w wielkim mieście, co kryje się za świecącymi, maleńkimi kwadracikami? Kwadracikami, które są oknami. Oknami na świat. Ja myślę o tym nie raz. Zastanawiam się kim są ludzie. Co robią i jakie są ich plany. Częściej jednak myślę o tym, czy są szczęśliwi w tych blokach, w tych domach, za tymi nocnymi świetlikami. Magdalena Majcher idealnie trafiła więc z serią Pogodnego Osiedla w moje gusta.  W cyklu pokazuje rzeczywistość, różną, odmienną rzeczywistość. Rzeczywistość, która skonstruowana została przez tych, co się za tymi oknami ukrywają. Tym razem poszła o krok dalej. To nie sielankowa historia, jak to zresztą u Majcher. To dom, w którym jeden z partnerów obciążony jest niewiarygodnym obowiązkiem. Drugi natomiast żyje całkiem wygodnie. Problem społeczny pokazany w tej części dotyczy niesprawiedliwego podziału obowiązków. Coś z czym spotykamy się na co dzień. Problem ten nabiera znaczenia dodatkowo, gdy w domu jest niepełnosprawne dziecko.

Bardzo podoba mi się podjęta w powieści kwestia macierzyństwa. Czytałam o tym nie raz, przyznaję. Nie mam jednak nigdy tego dosyć. Niby o tym wiem, że nie każdy musi być super matką, że matka też ma prawo zawalczyć o siebie i realizować swoje marzenia, hobby. Niby wiem, a jednak jak o tym czytam czuję się wytłumaczona, czuję się ponownie zracjonalizowana, że chociaż wieczory chcę by były tylko moje. No, może moje i książek.

Książkę czyta się rewelacyjne. Zawsze chwaliłam styl Magdaleny Majcher. Tak jest i tym razem. Zakończenie mnie bardzo zaskoczyło. Spodziewałam się czegoś innego. To potwierdza kunszt pisarski autorki. Bądź co bądź przeczytałam już dziesięć książek, a jednak potrafiła mnie zaskoczyć. I to mi się niezmiernie podoba.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU PASCAL.

„Dziewczyna z fotografii” Anna Olszewska

DZIEWCZYNA Z FOTOGRAFII

  • Autor:ANNA OLSZEWSKA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:376
  • Data premiery: 13.04.2021r.

Wydawnictwo Zysk i Spółka również zasypało nas kwietniowymi premierami.  Ja właśnie skończyłam czytać trzecią z nich. Tym razem to „Dziewczyna z fotografii” od @Anna Olszewska – strona autorska. Przyznaję nie czytałam jej pierwszej powieści „Moja irlandzka piosenka”. Ktoś czytał? Podobała się?

W białych baletkach wychylona W powietrzu uniesiona nóżka” – „Laleczka z saskiej porcelany” Magdalena Fronczewska

Okładka książki od razu skojarzyła mi się z tym tekstem. Postać wydaje się taka krucha, nieprawdziwa i delikatna. Jak ta baletnica z saskiej porcelany. Nataszę Bernadotte poznajemy w trakcie lotu z Warszawy do Paryża. Do miasta jej ojca, do miasta jej babki. Wraca z bliznami. Wieloma bliznami. Jako baletnica Teatru Wielkiego uległa wypadkowi. Wypadkowi, który nie pozwala jej już tańczyć. W trakcie podróży poznaje Lukę Stoiana. Lukę, którego zaintrygowała.

Dziewczyna z samolotu. Zdystansowana, zawsze na odległość. Skrzywdzona przez los, ciągle przeżywająca stratę przedwczesną rodziców. Dla której taniec się skończył i to nie tylko ten na scenie.

Natasza w Paryżu zamierza uporządkować mieszkanie po rodzicach, by je sprzedać. Dziwnym trafem odnajduje w nim urodzinową zagadkę. Zagadkę w jaką bawiła się ze swoimi rodzicami. Musi dowiedzieć się, co ją czeka na końcu zabawy, jaki „złoty Graal”. Kluczy, rozwiązując łamigłówki w zakątkach Paryża. Kolejny krok prowadzi ją do ulubionej restauracji jej ojca. Ponownie spotyka Lukę, dla którego staje się dziewczyną z fotografii. Dziewczyną, której Luka robi zdjęcia w najbardziej intymnych momentach. Nie tylko Luca potrafi uchwycić jej piękno. Prezentem urodzinowym okazuje jest sesja zdjęciowa u Philippe Sorel, sławnego paryskiego fotografa. Dla Philippe Natasza staje się dziewczyną z fotografii. Dziewczyną, która ma zapewnić mu zwycięstwo w konkursie fotograficznym.

Dziewczyna z fotografii. Prowadzona ręką artysty fotografa. Raz naturalna, raz sztuczna. Raz zwyciężczyni, raz przegrana. Raz porywająca tłum na ulicach Paryża, raz wzbudzająca litość. Raz modelka  Philippe, raz Luki.

Czy Natasza jest dziewczyną z samolotu czy dziewczyną z fotografii? Niby to ta sama osoba, a jednak całkowicie różna.

I śniła że dla niego tańczy A on ukradkiem bije brawo” – „Laleczka z saskiej porcelany”

Magdalena Fronczewska

Motyw baletnicy tańczącej dla ukochanego pojawił się również w tej powieści. Słusznie więc patrząc na okładkę powieści od razu pomyślałam o tej piosence. Autorka bardzo dobrze odzwierciedliła skomplikowane relacje, które wiążą Philippe i Lukę, Philippe i Marie, Philippe i Nataszę, a także Lukę i Marie oraz Lukę i Nataszę. Relacje między modelkami, a ich fotografami, między kobietami a mężczyznami. Relacje, które krzywdzą i które niosą szczęście. Relacje, które ciągną w dół oraz te, które pozwalają wzrastać i się nadal rozwijać.

Ta książka to studium utraconego sensu życia. Sensu, które wydaje się nie do odzyskania. Nigdy! Postać Luki mnie zachwyciła. Dojrzały, borykający się z własnymi problemami i stratami współczesny mężczyzna. Z jednej strony nieidealny, z drugiej jak najbardziej odpowiedni. Fabułę wzbogacił motyw siostry Luki i jej rodziny, szczególnie siostrzenicy Jasminy, z którą Luka jest wyjątkowo związany. Jasminy, której osoba okaże się kluczowa.

A to wszystko z Paryżem w tle. Nie mogło być lepiej!

Książkę mimo ważnych i głębokich treści czyta się bardzo lekko. Skonstruowana jest z rozdziałów zatytułowanych imionami głównych bohaterów; Nataszy i Luki. Oczywiście jest też prolog, który wprowadza nas w opowiadaną historię oraz epilog. Uwielbiam takie zaglądanie zza firanki, co się zadziało potem i co było wcześniej.

Nie potrafiłam przyzwyczaić się do zdrobnienia imienia Natasza i to jedyny minus tej powieści. Autorka użyła Szasza. Ja Nataszę kojarzę z takimi zdrobnieniami jak: Nataszka, Natka, Natusia, Natunia, Nata, Nati. Szasza kojarzyła mi się nieodmiennie z inną literacką postacią Saszą Załuską z serii Cztery żywioły Katarzyny Bondy. Momentami kompletnie nie wiedziałam o kim mowa.

Bardzo dobry styl z nietypową fabułą oraz inteligentnymi i skomplikowanymi postaciami. To recepta na świetną książkę. Polecam!

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Trogirskie wakacje” Hanna Dikta

TROGIRSKIE WAKACJE

  • Autor:HANNA DIKTA
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:296
  • Data premiery:13.04.2021r.

@Hanna Dikta – strona autorska to śląska pisarka z Piekar Śląskich, mego rodzinnego miasta. Tym bardziej nie mogłam się doczekać, aż zapoznam się z jej najnowszą powieścią od Wydawnictwa Zysk i S-ka, która premierę miała 13 kwietnia. Autorka dobrze przyjętych „We troje” (2016), „To nie może być prawda” (2018) oraz „Dwie kobiety” (2019). Czy podzielę zachwyt innych czytelników?

Trogir – Mała Wenecja

Olga wraca do Trogiru. Do chorwackiego miasteczka gdzie spędziła ubiegłoroczne wakacje ze swoją jedyną córką, Natalią.

Białe elewacje, maleńkie okna z okiennicami i gęste, soczyście fioletowe i purpurowe bugenwille zdobiące budynki…”.

To nie są typowe wakacje. Sama Olga „Inaczej wyobrażała sobie tę ostatnią noc. Przecież nazajutrz zamierzała się zabić”. Jej plan spalił na panewce, gdy Olga poznaje Stanisława. Nie byle jakiego Stanisława, Stanisława Wokulskiego. Sześćdziesięcioletniego mężczyznę również pooranego przez życie. Rozwodnika, który jakiś czas temu przeżył śmierć swego dziecka. Budującą się relację wzbogaca śledztwo, które Olga postanawia rozpocząć po spotkaniu Martina, młodego Chorwata, z którym Natalia spędziła kilka ostatnich wieczorów. To rozmowa z nim rzuca nowe światło na wydarzenia, po których Olga do chwili obecnej nosi żałobę.  

Same dobre opinie

Okazuje się, że pisarka z mego rodzinnego miasta jest bardzo utalentowana. Same dobre opinie! Moja też jest taka. Książka bardzo dobrze napisana. Obserwujemy Olgę, matkę w żałobie. Matka „Z jednej strony dorosła, można nawet powiedzieć dojrzała kobieta, a z drugiej młoda dziewczyna. Taka mieszanka, egzotyczna. Intrygująca. Zagadkowa”. Matka, która chce przypominać własną straconą córkę. Przez wiele lat rozdarta między córką opuszczoną przez ojca w dzieciństwie, która doznała krzywdy porzucenia a partnerem, o wiele młodszym Igorem, który „(…) zawsze był na drugim miejscu”. Śledzimy rodzący się związek między Wokulskim a Izabelą….eee przepraszam, a Olgą. Tak mnie zmylił ten zabieg literacki autorki. Oboje po przejściach, oboje dojrzali, oboje potrafią odnaleźć u siebie nawzajem to coś, za czym tęsknią. Tylko czy to będzie trwać wiecznie, czy ten czas pozostanie na zawsze?

Obserwujemy również córkę. Patrzymy na nią oczami jej matki, Olgi. Widzimy Natalię jako małą dziewczynkę, buntującą się nastolatkę i dorosłą kobietę. Kobietę, która po ostatnich wspólnych wakacjach z matką znika. Zniknięcie poprzedzają chwile ciszy, samotnych chwil w jej własnym pokoju, oglądane na laptopie filmy lub słuchana muzyka w łóżku. Czy Olga mogła przewidzieć co się stanie? Czy mogła temu zapobiec? W jaki sposób ma teraz odpokutować zaniechanie, brak reakcji, tą przestrzeń której nie wypełniła w życiu córki swoją upierdliwą obecnością? Obecnością, która może zatrzymałaby Natalię. Zatrzymałaby na zawsze.

Z wszystkich bohaterów najmniej polubiłam jednak Natalię. Z jednej strony inteligentna kobieta, wydaje się silna, zdolna i zdecydowana. Mająca wspaniałą relację z własną matką. Chodząca z nią do kina, nawet tańcząca na dyskotece. Z drugiej strony, w sytuacji napięcia, trudnych przeżyć odrzucająca jedyną osobę, która kochała ją ponad życie, która oddała jej wszystko. Nie walcząca, poddająca się jak tchórz. Taka dychotomia. Taki dualizm postaci. Nie potrafię się do niej ustosunkować pozytywnie. To samo z osobą Martina. Młodego chłopaka, który spędzał z Natalią czas. Tchórzliwy, lękliwy, niemęski, nieodpowiedzialny. Dlaczego nie zareagował wcześniej, od razu?

Jest to książka o rozpaczy, o tęsknocie. Jest to książka o wspomnieniach, o rozliczeniu własnego życia, rozliczeniu tego czego się nie zrobiło, czego się nie wykonało, co się odpuściło. Jest to książka o życiu. Życiu z samym sobą. Życiu, które w jednym momencie może stać się całkowicie inne. To od nas tylko zależy.

Polecam Wam tę książkę.

cdn…..

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i Spółka.