„Niegrzeczne last minute” Katarzyna Bester, Ewelina Dobosz , Gabriela Gargaś, Paulina Jurga, Paulina Klepacz, Anna Langner, Alek Rogoziński, Sonia Rosa, Emilia Szelest, Magdalena Witkiewicz

NIEGRZECZNE LAST MINUTE

Autorzy: Katarzyna Bester, Ewelina Dobosz , Gabriela Gargaś, Paulina Jurga, Paulina Klepacz, Anna Langner, Alek Rogoziński, Sonia Rosa, Emilia Szelest, Magdalena Witkiewicz

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Data premiery: 2021-06-16

Liczba stron: 384

Na tą pozycję czekałam z utęsknieniem, od czasu do czasu sprawdzając status przesyłki z „Niegrzecznym last minute” od @wydawnictwo kobiece, które swoją premierę miało 16 czerwca. Nie ukrywam głównie z powodu dwóch autorów😉. Ciekawiło mnie niemiłosiernie, co w tym zacnym gronie robi @Alek Rogoziński, jedyny mężczyzna, który dopiero co wydał swoją 20 książkę „Czerwono mi”. Czyżby tanie „porno dla znudzonych gospodyń domowych” – cytując samego Autora – w wykonaniu Pana Alka ? Sami przyznajcie, nie mogłam się nie oprzeć. Dużą zagadką w tej formie i w tej niegrzecznej antologii stanowiła dla mnie @Magdalena Witkiewicz Official, której „Srebrną łyżeczkę” szukali czytelnicy w Gdyni,  Gdańsku i Sopocie. Niektórzy szukali i znaleźli. Z niektórymi pozostałymi autorami opowiadań też już wcześniej się spotkałam, ale w tym przypadku ich udział w antologii uznałam za oczywisty😊. Warto wspomnieć chociażby o recenzowanej przeze mnie @Ewelina Dobosz – strona autorska, @Anna Langner – strona autorska, czy @Emilia Szelest – Strona Autorska. Niektórzy autorzy byli dla mnie zagadką. Mieszanka wybuchowa i wiele znaków zapytania. Jak to grono poradziło sobie z myślą przewodnią antologii ?

„Niegrzeczne last minute” – nie takie niegrzeczne!

I to mi się podobało. To zbiór bardzo różnych opowiadań, o różnej tematyce, różnym stopniu trudności, różnej temperaturze. Takie wakacyjne, urozmaicone last minute. W opowiadaniach odnalazłam dowcip, romans, egzotykę, spokój, melancholię, sielskość, historię Kopciuszka i nawet tajemniczość.

Bardzo podobało mi się opowiadanie @Paulina Jurga – strona autorska „Wyspa tajemnic”, autorki, której nie znałam. Autorki, która zachwyciła mnie niezwykłością i tajemniczością zawartą w swej narracji. To taka ogromna niespodzianka, która skończyła się dla mnie pozytywnie.

Alek Rogoziński w „Niech to zostanie między nami” jak zwykle, jak to już mu się w przeszłości zdarzyło nie raz, zachwycił mnie postacią, tym razem postacią babci. Uwielbiam te panie wykonaniu Rogozińskiego. Te wszystkie babcie, teściowe, autorki powieści, domorosłe i bałwochwalcze prywatne detektywki, czy chociażby celebrytki, tak przez autora zgrabnie opisywane. Chyba nigdy mi się nie znudzi spojrzenie tego Autora na kobiecość, na kobiety wokół nas.

Totalnie zaskoczyła mnie Magdalena Witkiewicz swoim „Pokojem 107″. Czytałam sporo książek Autorki, więc wiem na co ją stać. Już nawet nie pamiętam jakie miałam oczekiwania, co do opowiadania Witkiewicz, wiem za to, że ta krótka forma jest pełna szaleństwa i niezwykłości. Dodatkowo dość pikantnie zobrazowana. Lubicie historie osadzone w zamkniętych pokojach?

Moje pragnienie dojrzalszego spojrzenia na temat przewodni zaspokoiła całkowicie @Gabriela Gargaś. Opowiadanie i jego sama autorka były dla mnie niespodzianką. W „Wakacjach od życia” znalazłam uwagę, zastanowienie, moment zadumy. Przecież wakacje i lato to nie tylko uniesienia, radość, taniec, romantyczne spacery po plaży czy piękne, opalone ciała!

Podsumowując tą antologię musze napisać, że ze względu na jej różnorodność jest idealna dla wielu z nas. Jest całkowicie niejednorodna, zaskakująca i pokazuje różne podejście do tematu przewodniego topowych polskich autorów powieści. Niektóre napisane z prawdziwym smakiem, inne bardziej szalone i pikantne. Cóż nam jednak potrzeba w te letnie ranki, parne dni i burzowe wieczory? Odpoczynku. A odpoczywać z książką możecie wszędzie, na leżaku, na kajaku, na łódce, na górskim szlaku i na plaży.

Nic mi nie pozostaje jak tylko zacytować z opisu Wydawcy: „Nie zapomnij wrzucić ich do walizki!”.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość okrycia wielu lubianych przeze mnie autorów w krótszej formie bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

„Audrey Hepburn. Uosobienie elegancji” Sean Hepburn Ferrer

AUDREY HEPBURN. UOSOBIENIE ELEGANCJI

Autor: Sean Hepburn Ferrer

Wydawnictwo: Albatros

Data premiery: 2020-08-28

Data 1. wyd. pol.: 2005-01-01

Liczba stron: 253

Pamiętacie moją niedawną recenzję „Audrey Hepburn. Tancerka ruchu oporu” od @WydawnictwoAlbatros, recenzję fantazji Robert Matzena na temat wojennych losów Audrey Hepburn? Fakt, nie była zbyt przychylna, ale mam nadzieję, że nie zraziłam Was do czytania o ciekawych osobistościach😉. Ja Audrey Hepburn po prostu uwielbiam. To klasa sama w sobie. Z chęcią sięgnęłam więc do publikacji tego samego Wydawnictwa sprzed prawie roku, by osobiście sprawdzić, czy „Audrey Hepburn. Uosobienie elegancji” Seana Hepburn Ferrera zaspokoi mój głód ciekawości i ukoi moją fascynację nietuzinkową kobietą. Kobietą na miarę wszechczasów.

„Słynna aktorka, ikona kina, jako matka, żona i córka” – z opisu Wydawcy.

Czy matka chciałaby, by jej osobisty portret stworzył jej własny syn? O tym myślałam zaczynając czytać. Przecież w relacjach rodzinnych wiele jest nieporozumień, wiele wypowiedzianych słów, nie przeżytych właściwie wspólnych chwil i dużo zmarnowanego czasu. Czasem dochodzi do tego zwykła, ludzka niechęć i niedopasowanie charakterów. Nie wiem, czy Audrey Hepburn chciałaby by jej syn opisał ją w subiektywnej biografii. Nie wiem. Wiem tylko, że to ćwiczenie się udało😊.

Sean Hepburn Ferrer stworzył w swej książce obraz kobiety niezwykłej. Kobiety tak nietuzinkowej, jak nietuzinkowy był jej wizerunek sceniczny stworzony kilkadziesiąt lat temu. To nie historia o kinie, o jego cieniach i blaskach. W książce nie znajdziecie interesujących smaczków, o których swego czasu huczało w prasie lub wręcz przeciwnie, o których nikt wtenczas nie wiedział, nikt nie mówił. Znajdziecie za to emocje, znajdziecie miłość i mocno nacechowany emocjonalnie prywatny pamiętny, który jakiś mądry wydawca zdecydował się opublikować. Jako czytelnik uwielbiam książki pisane bardziej sercem niż piórem. Książki, które nie powstają na potrzeby wydawnictw, a na potrzeby własnego człowieczeństwa. Tak jakby autor miał zaraz umrzeć, jeśli nie przeleje na wydawniczy papier to, o czym śni, o czym pamięta, co nie daje mu spokoju. Wspomnienia syna aktorki zostały wzbogacone zdjęciami, urywkami wywiadów i cytatami. To wszystko spaja się w całość, a tak wydana książka jest kompletna. Nie napiszę, o czym możecie przeczytać. Treść w książkach jest przecież najbardziej interesująca. Napiszę tylko, że warto po nią sięgnąć, jeśli uwielbiacie tego Anioła kina XX wieku (ależ brzmi poważnie!) i  kochacie czytać osobiste relacje. Jeśli dodatkowo lubicie odczuwać emocje, emocje autora, to ta książka jest na pewno dla Was. 

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

„Kwartet aleksandryjski. Mountolive” Lawrence Durrell

KWARTET ALEKSANDRYJSKI. MOUNTOLIVE

Autor: Lawrence Durrell

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Cykl: Kwartet aleksandryjski (tom 3)

Data premiery w tym wydaniu: 2020-02-04

Data 1. wyd. pol.: 1974-06-01

Liczba stron: 390

Pewnie się zastanawiacie, czy już mnie nie znudził ten eksperyment literacki. Otóż nie. Niby jedna historia, niby ci sami bohaterowie, ten sam autor, ale jednak inne książki. Inne historie, inne punkty widzenia, inne tło fabularne i inne zakończenia. Po recenzjach Justyny i Balthazara przyszedł czas na recenzję trzeciej części cyklu „Kwartet aleksandryjski. Mountolive” autorstwa Lawrence Durrell wydanej przez @zyskiska. Czy odnalazłam i w tej części ten sam duszny klimat, gorącą atmosferę i egipskie zapachy?

Człowiek towarzyski zdążył aż nadto dojrzeć, nim człowiek wewnętrzny zaczął dorastać”. „Kwartet aleksandryjski. Mountolive” Lawrence Durrell

Tym razem Lawrence Durrell skupił się na relacjach pomiędzy przyjaciółmi, braćmi, rodzicami, małżonkami. Nie jest to historia miłosna oparta na pragnieniach i oczekiwaniach kochanków, czasem jakże różnych. To historia o dojrzewaniu i dorastaniu. Historia Nessima z okresu przed Justyną oraz jego brata Naruza. Historia ich matki z romansu z młodym, aspirującym do stanowiska ambasadora angielskim dyplomatą Mountolive.  Historia sprzed sześćdziesięciu lat, ciągle aktualna, ciągle inspirująca, ciągle zaciekawiająca. Historia inna, niż poprzednie.

Mimo, że temat przewodni to „(…) plątanina sprzecznych intryg i mylących manewrów” i w tej części odnalazłam egipski klimat z barwnymi opisami gościnności u egipskiego szejka, opisami codzienności z jej zapachami, napojami, potrawami, ceremoniami życia i śmierci, która jest klamrą „Kwartetu aleksandryjskiego. Mountolive”. Zaciekawiły mnie poruszone wątki poboczne takie jak: tradycja i sposób opieki nad małymi dziećmi przez piastunki, prawa mniejszości, tarcia między muzułmanami i chrześcijanami  – Koptami, stosunek Egipcjan do Żydów, czy niechęć do brytyjskiej władzy i zawiedziona braterska miłość. Jedyny miłosny wątek został tym razem sprowadzony do kwestii mniej istotnej. Chociaż autor opisał go z niezwykłą delikatnością i tylko sobie właściwym wyczuciem. W opisywaniu miłości skomplikowanej, nieoczywistej, Durell jest wszak mistrzem. Nawet jeśli jest ona nieszczęśliwa, czyta się o niej w skupieniu, z nostalgią.

To wyjątkowa odsłona cyklu. W tej części cyklu Lawrence Durrell nie powielił narracji pierwszoosobowej. Narrator jest trzecioosobowy i to całkowicie zmienia odbiór powieści. Mimo, że podtytuł wskazuje na Davida Mountolive’a tak naprawdę inne zagadnienia są od niego ważniejsze, nawet inni bohaterowie.  Mountolive jest tylko osią czasu wokół której toczą się historie, ważne polityczne wydarzenia z radykalizującymi się ruchami koptyjskimi i arabskim w tle. To w tej części autor najbardziej rozbudował wątki społeczno – polityczne i opisał trawiące ówczesny świat niepokoje, troski i stereotypy.

Pomimo smutnego zakończenia, wielu niepowodzeń i zakrętów w życiu bohaterów książki uważam tą część za najbardziej ciekawą. Łączy ona wszystkie poprzednie części cyklu zapewniając czytelnikowi świeżość i nowy kierunek w obserwowaniu miłości autora do Egiptu i Aleksandrii. Przyznaję, że ta część podoba mi się najbardziej. To na nowo odkryty Kwartet aleksandryjski, aż sama nie wiem, co będę czuła w trakcie czytania ostatniej części „Kwartet aleksandryjski. Clea”.

Lubicie podróżować? Ja bardzooooooo, chociaż w Egipcie jeszcze nie byłam, a w takim sprzed kilkudziesięciu lat tym bardziej. Mówią, że „podróże kształcą”. To pewne. Kształcą też książki, wymagające książki, które karmią czytelnika smakami, zapachami, emocjami, nietuzinkowymi  okolicznościami i głębokimi wydarzeniami. Taką książką jest właśnie „Kwartet aleksandryjski. Mountolive”. Takim cyklem jest cykl aleksandryjski. Czytajcie i zanurzajcie się w podroż za horyzont, ten czasowy i ten geograficzny.

Miłej lektury!

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Błędnik” Mrs Henry Wood (właściwie Ellen Wood)

BŁĘDNIK

Autorka: Mrs Henry Wood (właściwie Ellen Wood)

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data premiery w tym wydaniu: 2021-07-06

Data premiery światowej: 1872

Liczba stron: 640

Zaczytuję się ostatnio w klasykę w wydaniu @zyskiska. Wydawnictwo zachwyca mnie kolejnymi publikacjami, które pozwalają zanurzyć się nam w ubiegłe wieki. Możemy podejrzeć, co się działo, jak się mieszkało i pracowało, jakie emocje przeżywano, z czym ówcześni nie potrafili sobie poradzić i jak sami autorzy traktowali pierwowzory stereotypowo. Powieści z dawnych lat mają w sobie to coś. To coś, czego nie znajdziemy we współczesnych kryminałach, thrillerach czy romansach. Ten język, te postacie, ta scenografia, czyli wszystko to, co odeszło. Kompletnie nie wiedziałam czego spodziewać się po „Błędniku” Mrs Henry’ego Wooda, a właściwie Ellen Wood. Kobiety, pisarki piszącej w ukryciu, która usnuła historię z końca XIX wieku. Czy romansu, czy thriller psychologicznego, czy manifestu społecznego? O autorce niewiele wiadomo. Z notki biograficznej dowiedziałam się, że żyła w latach 1814 – 1887 i była jedną z najlepiej sprzedających się brytyjskich powieściopisarek XIX wieku. Najbardziej znana z sensacyjnej powieści „East Lynne” wydanej w 1861 roku, opublikowała ponad czterdzieści książek, a także mnóstwo esejów, recenzji i opowiadań. W 1836 roku poślubiła Henry’ego Wooda i spędziła następne dwadzieścia lat mieszkając we Francji. Kiedy jej mąż z niejasnych powodów zrezygnował z pracy w latach 50-tych XIX wieku, pani Wood stała się głównym żywicielem rodziny, pisząc opowiadania do różnych rodzinnych periodyków. (źródło: Oxfordbibliographies). Intrygująca kobieta.

Zachęcam Was serdecznie do przeczytania recenzji książki, która dla mnie była jedną wielką niewiadomą. Do przeczytania historii o braciach Andinnian, Adamie i Karlu. Jeden przyszły baronet, natarczywy, chwilami nieustępliwy, mający problemy ze zdrowiem, a w przeszłości niekontrolowane napady szału, przeświadczony o własnej wyjątkowości, nieskory do pracy, jednocześnie zakochany w ogrodzie, uwielbiający przyrodę i opiekę nad roślinami. Drugi, młodszy pragmatyczny, porucznik w jednym z pułków Jej Królewskiej Mości, zakochany z wzajemnością w Lucy, nie mogący liczyć na spadek i tytuł szlachecki. Jeden błąd Adama powoduje istotne implikacje w życiu Karla i samej Pani Andinnian – Pani Matki. Od tej chwili Adam zostaje potępiony i skazany na dożywotnie więzienie, zaś Karlowi pisane jest życie w jego cieniu, w jego cieniu do samego końca.


Długo mogłabym pisać

O tylu sprawach chciałabym Wam napisać, o których myślę po przeczytaniu książki. Po pierwsze język. O tak, język zasługuje na szczególną uwagę. Jest na wskroś staroangielski. Autorka romansuje z czytelnikiem w wielu miejscach zwracając się wprost do niego. Czułam się adresatką takich słów jak: „Czytelnik z całą pewnością już odgadł….”, czy tych wszystkich „opisaliśmy”, „powiedzieliśmy”,, „wspomnieliśmy”.  Po drugie rodzinne wpływy, animozje i decyzje, które mają wpływ na innych. To klasyczne podejście w opisywaniu tragedii rodzinnej w szlacheckim, angielskim domu jest wręcz nie do odtworzenia we współczesnej prozie. Dlatego tak miło czytałam o splątanych losach nawet, gdy los powinien zostać rozdzielony. Po trzecie postaci. Oczywiście najbardziej wyrazistą postacią jest demoniczna matka, roztaczająca nad starszym z braci parasol ochronny od początku, zaś młodszego traktująca na wyraz chłodno. Przy czym ta niesprawiedliwość w relacjach nie przeszkadza Karlowi realizować jej planu, poddawać się decyzjom, które negatywnie wpłynęły na jego życie. Pozostali bohaterowie zostali przedstawieni stereotypowo, jak na typową wiktoriańską literaturę przystało. Mamy w powieści i niezbyt rozgarniętego komisarza Scotland Yardu, głupiutką Rose, której słabości są sensem każdego jej dnia codziennego, zazdrosną i zawistną Panną Blake, czy chociażby naiwną i nie potrafiącą skomunikować się z własnym mężem Lucy, poddaną całkowicie jego woli.

Zaskoczeniem dla mnie było opisanie w powieści wielu wątków społecznych. Autorka odważnie podjęła temat zsyłki skazańców do Australii, czy konflikty żołnierski honor ponad wszystko. Odzwierciedliła panujące u schyłku XIX wieku maniery, obyczaje, tradycje czy prawa, te pisane i te niepisane, które miały tak samo ogromne znaczenie dla istniejącego porządku.

Mimo, że fabuła nie wciąga i momentami jest bardzo płaska czułam przyjemność z czytania, chwilami wręcz rozbawienie, co zrozumiałe. Wiele momentów było dla mnie emocjonalnie, refleksyjnie czy rozumowo nie do zaakceptowania. No, ale czego się spodziewać, jeśli nie noszę krynolin, kopię się w łazience, zaś mężczyzn nie traktuję jak „święte krowy” czy nieomylnych półbogów. No czego się spodziewać?

„Błędnik” okazał się dla mnie miłym wytchnieniem w ten letni czas. Okazał się podróżą w czasie i kolejnym odkryciem nowej powieściopisarki. A w literaturze, oprócz samej przyjemności z czytania, to właśnie cenię, ten niedosyt nowościami, nowymi książkami, nowymi autorami. To novum, które nadchodzi, nawet jeśli jest starym – nowym, sprzed stu lat.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

„Księga urodzaju” Katarzyna Kostołowska

KSIĘGA URODZAJU

  • Autor:KATARZYNA KOSTOŁOWSKA
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:304
  • Data premiery: 16.06.2021r.

Autorkę @kkostolowska już czytelniczo poznałam. Czytałam jej serię dla hm… czterdziestek i nie tylko. Za mną wszystkie trzy części; „Czterdzieści minus”, „Czterdzieści plus” oraz „Czterdzieści i co z tego”.  Wszystkie wydane nakładem @WydawnictwoKsiaznica. Jako zdecydowana nie-fanka ogródków działkowych kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Przyznam nawet, że do najnowszej książki Katarzyny Kostołowskiej podeszłam trochę jak do „jeża” z lekkim dystansem i obawą. Obawiałam się, że nie przemówi do mnie fascynacja ziemią, plewieniem, sianiem, sprzątaniem, relaksowaniem się i grillowaniem. A tu całkowita niespodzianka. I co Wy na to? Co ??? Że niby ja się starzeję i czytelniczy gust mi się zmienia!!! Może właściwsze byłoby tłumaczenie, że niektóre autorki piszą tak dobrze, że trafiają nawet do kompletnych agnostyków z pozornie nietrafionym tłem fabuły. Oooo, to wytłumaczenie bardziej mi się podoba.

Rodzinne Ogródki Działkowe „Morele”

Czy „Morele”, czy „Jutrzenka”, czy „Wąwóz” wszystkie wyglądają tak samo. Małe Rodos w centrach miast, z licznymi maleńkimi domostwami, urokliwymi tarasami, zadbanymi trawnikami, zielnikami, kwietnikami, rabatami warzywnymi oraz drzewkami owocowymi, z zaangażowanymi działkowiczami i królami – zarządcami. Takie wyobrażenie o działkowcach i ogródkach działkowych do pewnego momentu miała Luiza, uwielbiająca wielkomiejskie życie.

A jednak nadszedł czas, że zapragnęła mieć swój kawałek ziemi. Miejsce, w którym będzie mogła schować się przed światem, a jednocześnie znowu poczuć jego puls. Miejsce inne niż jej smutne mieszkanie”.

„Księga urodzaju” Katarzyna Kostołowska

Wtedy tak naprawdę życie się dla Luizy zaczęło. Wtedy tak naprawdę zrozumiała, że mając maleńki skrawek ziemi w miejskiej dżungli może poskładać życie na nowo. Luiza i im podobne. Matki, żony, pracownice, rozwódki, przyjaciółki, samotne kobiety i trwające w szczęśliwych związkach. Wszystkie Luizy,  Janinki, Heleny, Basie i Marie.

To nie tylko historia Luizy

Mimo, że od potrzeby posiadania ogrodu przez Luizę zaczęła się ta historia. To historia o samotności, niezrozumieniu, bólu, troski i poczuciu przegrania własnego życia pisana z perspektywy wielu osób, z punktu widzenia wielu bohaterów. Fabuła toczy się niespiesznie od kwietnia do sierpnia, zgodnie z kalendarzem prawdziwego działkowca. Gdzieniegdzie teraźniejsza narracja przeplatana jest fragmentami pamiętnika kobiety, która była ofiarą przemocy własnego męża, z pozoru cichego, ułożonego i sympatycznego mężczyzny, zawsze pomocnego. I ten wątek chwycił mnie najbardziej za serce. Ta nieświadomość otoczenia tego co się dzieje, gdy nie widać siniaków i innych odznak przemocy domowej. Gdy wszystko się chowa skutecznie pod sukienką, a w kościele zwykle zajmuje się miejsca w pierwszych ławkach.

Autorka umiejętnie wplotła w losy Luizy i jej ogromnej straty, losy i historie innych bohaterów. Dzięki niej polubiłam Basię, tkwiącej w toksycznej relacji z matką, niegdysiejszą femme fatale Wrocławia. To Maria Barańska okazała się najbardziej wyrazistą postacią kobiecą książki. Ma i charakter, i inteligencję, by innym ściągać sen z powiek, a momentami nawet przywodzić na usta lekki uśmiech. Jej przed i powojenne przygody stanowiły ciekawe urozmaicenie głównego wątku. Damsko – męskie przygody. Mam nadzieję, że wystarczająco Was zaciekawiłam.

Zamykając obwolutę książki naszła mnie myśl, że Katarzyna Kostołowska potrafi pisać o relacjach. Jest to coś, co odnalazłam również w jej poprzednich książkach. W tej również relacje są na pierwszym planie. Te trudne, te stracone, jak i te dopiero co się rodzące. I te rodzące relacje, wśród z początku praktycznie obcych ludzi, są optymistycznym rysem. Tłem historii, w której nagle okazuje się, że wokół siebie mamy więcej przychylnych nam osób, niż wydaje się nam na początku. Czuję jednak całkowity niedosyt relacją Luizy i Jana. Szkoda, że nie dowiedziałam się, w którą stronę podąża, co z niej będzie. Ciągle są na etapie takie obwąchowywania. Może będzie to przyczółek do kolejnej historii o fanatykach ogródków działkowych  w „Morelach”? Oby.

Powieść napisana jest bardzo subtelnie, delikatnie. Autorka stawia na wrażliwość, jednocześnie nie narzuca czytelnikowi wniosków, swojego punktu widzenia. Daje nam „pod nos” ciekawą, niespieszną historię. Książka obrazuje w bardzo umiejętny sposób cały proces zmiany, dojrzewania do podejmowania nowych, nawet małych kroków w innym, niż dotychczas kierunku, mimo obaw, mimo strachu. To książka o pozwalaniu sobie na szczęście. Do którego każdy z nas ma prawo. Zachęcam Was do lektury.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Jedno słowo za dużo” Abbie Greaves

JEDNO SŁOWO ZA DUŻO

  • Autor:ABBIE GREAVES
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:381
  • Data premiery:30.06.2021r.

Ale ten czas pędzi jak oszalały. Wydawało mi się, że dopiero co publikowałam recenzję Ciche dni autorki, a okazało się, że to było praktycznie w zeszłym roku. Fabułę książki do tej pory pamiętam, ze względu na nowatorskie spojrzenie na życie małżeństwa z czterdziestoletnim stażem.   Czy premiera od @wydawnictwo.muza.sa z 30 czerwca tak samo głęboko zapadła mi w pamięć? Sama byłam ciekawa jakie emocje, spostrzeżenia, uwagi spowoduje czytane przeze mnie „Jedno słowo za dużo”.

Mary, codziennie od siedmiu lat – tuż po skończeniu pracy i aż do późnego wieczora – stoi przed jedną z londyńskich stacji kolejowych, trzymając w ręku napis: Wróć do mnie, Jim” – z opisu Wydawcy.

Czy historia mogłaby się zacząć w sposób bardziej intrygujący? Raczej nie. Czytając fragmenty o stojącej dzień w dzień przy londyńskim metrze Mary, wyobraźnia pracowała mi na najwyższych obrotach. Co czuje kobieta, która mimo mrozu, wiatru, wilgoci, czasem skwaru słońca konsekwentnie czeka na swojego Jima licząc, że w pewnym momencie się pojawi, że wreszcie się pojawi. Nie wiem. Kompletnie nie wiem. Nie wiedzą tego też wszyscy wokół. Jej znajomi z linii zaufania „Nocna Linia” Kit, Olive czy Ted. Nie wie też Alice, która widząc filmik w Internecie, na którym widać Mary postanawia opisać jej historię w gazecie, w której pracuje. Tak bardzo zajmuje ją historia Jima, że postanawia z Kitem go odszukać uruchamiając lawinę zdarzeń, na które Mary nie była przygotowana.

Książka stylem podobna jest do „Cichych dni”.  Fabuła toczy się powoli i spokojnie. Nie jest to jednak wada tej publikacji, bynajmniej. Jest to jej zaleta. Autorka pozwala nam bowiem rozkoszować się każdym słowem, zdarzeniem, każdą odzwierciedloną atmosferą i nastrojem chwili.

Narracja jest trzecioosobowa przedstawiona w dwóch perspektywach czasowych, które zostały określone w tytułach kolejnych rozdziałów. Pierwsza perspektywa przedstawia związek Mary i Jima w latach 2005-2011. Związek Irlandki i Anglika. Związek przeciętnej kobiety, jak o sobie myśli Mary i mężczyzny, który był „(…) od niej dobre osiem centymetrów wyższy: idealny wzrost, by zapinać mu guzik pod szyją (…) oczy – głębokie, ciepłe, piwne…”. Przeciętnej kobiety i mężczyzny prawie doskonałego. Związek mieszkanki Belfastu i mieszkańca Londynu. Związek pracownicy hotelu i lekarza medycyny. W tej perspektywie dowiadujemy się w jakim kierunku ewaluował związek Mary i Jima, jak się poznali, jak spędzali czas, o co i czy w ogóle się kłócili, jakie mieli relacje z rodziną. Druga perspektywa czasowa to rok 2018, siedem lat od zaginięcia Jima. Siedem lat po rozpoczęciu procesu czekania, czekania na niego. Teraźniejszość pokazuje nam Mary w jej aktualnym życiu. Życiu pełnego smutku, niewykorzystanych szans, odseparowania. Życiu, które może się zmienić i co ważne, powinno się wreszcie zmienić. Bardzo podoba mi się wątek odkryć Alice i Kita. Odkryć związanych z Jimem. By wzbudzić Waszą ciekawość wspomnę, że nie są takie jakie pamięta je Mary. Jim okazuje się jednak człowiekiem z krwi i kości, ze swoimi pokrętnymi problemami, kłopotami w pracy, słabością do alkoholu i własnym, osobistym spojrzeniem na związek z Mary.

Książka intryguje i fascynuje jednocześnie, gdyż poruszane przez nią wątki są bardzo interesujące. Samo pytanie na początku, co się zadziało z Jimem powoduje, że nie mogłam odłożyć powieści na bok. Nie mogłam przestać czytać. Bardzo podoba mi się dojrzewanie Mary, szkoda że dopiero na samym końcu, ale jednak. Budzi we mnie nadzieję, że każdy z nas może wyzwolić się ze stuporu, w którym niepotrzebnie tkwimy. Dotknęło mnie dogłębnie przedstawienie relacji międzyludzkiej przez autorkę. Relacji nie takiej samej dla każdej ze strony, relacji z wieloma znakami zapytania i wieloma dziurami w pamięci. Momentami wręcz relacji wyimaginowanej, nieczystej. Ten motyw jest motywem siostrzanym do przedstawionego w „Cichych dniach”.  To nie „Jedno słowo za dużo” spowodowało zapaść, a raczej jedno słowo za mało. W swej najnowszej powieści autorka znowu udowadnia jak wiele złego mogą spowodować niedomówienia, obawa przed reakcją drugiej strony i brak szczerej komunikacji oraz poczucie, że nie powinniśmy obarczać drugiej strony swoimi problemami, fałszywe poczucie.

Powieść skłania do refleksji, jest na wskroś poważna, jak poważne są omówione w niej kwestie i podjęte problemy społeczne, problemy międzyludzkie.  Jest to wartościowa pozycja, która skłania do wielu ważnych rozważań i nasuwa interesujące wnioski. Szczerze zachęcam do jej przeczytania.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Muza.

„Porachunki bezimiennej pisarki” Alice Basso

PORACHUNKI BEZIMIENNEJ PISARKI

  • Autor:ALICE BASSO
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Seria: VANI SARCA. TOM 1
  • Liczba stron:336
  • Data premiery: 19.05.2021r.

Gdzieś mi się zawieruszyła ta majowa premiera od @kobiece · Wydawca wśród czerwcowych premier. Wydawało mi się, że na publikację recenzji mam jeszcze czas, przecież dopiero co rozpoczął się lipiec, a tu się okazuje, że ja jestem sporo po czasie, jak z wieloma innymi książkami. Czyli ciągle łatwiej idzie mi czytanie, niż pisanie recenzji;) . No nic, pokornie naprawiam swój błąd i prezentuję Wam, moim wiernym czytelnikom, recenzję książki Alice Basso o krnąbrnym tytule „Porachunki bezimiennej pisarki”.  

Wielu ludzi uwielbia zapach papieru. (…) Kiedy kupują książkę, przyciskają ją do nosa i mocno się zaciągają, zamykając przy tym oczy. Czasami aż pomrukują z zadowolenia. Gdy wchodzą do biblioteki, nabierają powietrza głęboko w płuca, jakby byli w wysokich górach, następnie wyciągają jakiś stary tom z najbliższej półki i zanurzają w nim twarz z ewidentnym zamiarem złożenia na nim pocałunku.”

„Porachunki bezimiennej pisarki” Alice Basso

Tym cytatem zaczyna się pierwszy rozdział książki nazwany „Pisz o tym, na czym się znasz”. A to dopiero trzecia strona!!! Co będzie dalej? Pomyślałam, skąd autorka tak dobrze mnie zna. Czy to o mnie? Nie no, gdzieżby. Przecież takich fanatyków zapachu książek, jak ja, jest całkiem sporo. Jako książkoholik całkowicie oddany nałogowi, takich odniesień do mnie i mojej słabości w tych dwudziestu sześciu zatytułowanych rozdziałach jest sporo. To jakby w pewnym fragmencie książki czytać o sobie. A to zawsze się sprawdza.

Sprawdza się również bohaterka skrojona na miarę danego czytelnika. Alice Basso skroiła postać Silvany Sarci całkowicie na moją modłę i podobieństwo jednej, z moich ulubionych literackich bohaterek; Lisbeth Salander z trylogii Millennium stworzonej przez Stiega Larssona. Ciekawe czy Vani skradnie moje serce na dłużej, tak jak Lisbeth i czy dotrwam do ostatniej serii cyklu. Bo to, że mamy do czynienia z nową literacką serią to już wiadomo.

Musiało więc mi się podobać

Nie mogło być inaczej. Historia o pisaniu, czytaniu, publikowaniu, korygowaniu, drukowaniu książek z wątkiem kryminalnym w tle musiała mi się spodobać. Po prostu musiała.

Silvana, inaczej Vani, Sarca pracuje w Wydawnictwie Erica jako ghostwriterka. Jest odważna, pewna siebie. Zna swoją wartość i wie, jak ważna jest jej rola „autora widmo”. Jej wygląd odzwierciedla skomplikowany charakter. Czarny prochowiec, buty nabijane ćwiekami, fioletowa szminka, a do tego obrazoburcze poczucie humoru. Mimo specyficznej aparycji, odnosi spore sukcesy w swoim fachu. Potrafi z byle czego, byle jakiego małego pomysłu stworzyć prawie literackie arcydzieło. Gdy ratuje z literackiego stuporu Riccardo, dostaje kolejne zlecenie od swego pracodawcy. Ma „poudawać Biancę”, autorkę natchnionych przez anioły książek. Vani jak kameleon potrafi wejść w każdą skórę. Przeobraża się więc i w Biancę. Polotu jej pracy dodaje rodzące się uczucie pomiędzy nią a Riccardo, oficjalnym autorem napisanego przez Vani bestseleru. Wszystko układa się dobrze do momentu, gdy Bianca zostaje porwana. Vani wikła się w poszukiwania autorki wcielając się w kolejną postać, policyjnego detektywa. Czy ta rola okaże się dla niej tak samo łatwa, jak wcielanie się w postać innych pisarzy?

Raz, dwa, trzy czytasz Ty

Książka ma wiele do zaoferowania. To coś jak komedia kryminalna z przesłaniem wprost z rynku wydawniczego. Zacznę od przesłania. Wydawca Eric, typowy właściciel pisarzy, autorów widmo, drukarzy, kopiarzy, korektorów, redaktorów i wszystkich tych, którzy tworzą wydawnicze piekiełko. Postać na wskroś antypatyczna. Jest jednak idealnym przeciwnikiem Vani. Sama główna bohaterka ma mu wiele do zaoferowania. Wśród tych najczęstszych ofert jest sarkazm, inteligentny humor, sprytne „odbijanie pałeczki” i stwarzanie „sytuacji bez wyjścia”, oczywiście dla Erica i poddanych mu pisarzy. Bardzo przyjemnie czytało się o meandrach rynku wydawniczego, o problemach, z których boryka się każdy szanowany wydawca i ułomnościach, z którymi mierzą się autorzy książek. To czy wspomagacze w postaci ghostwriterów istnieją, nie jest tajemnicą. Pytanie zawsze brzmi, za którą książką, którą czytam czy też recenzuję kryje się ktoś taki, jak Vani. Może za „Porachunkami bezimiennej pisarki”?

Wracając do wątku kryminalnego, no cóż nie jest on głównym tłem książki. Nie można więc oczekiwać skomplikowanych i wysublimowanych zagadek, nieoczywistych tropów. Ogromną wartością przedstawionego w książce śledztwa jest postać sympatycznego komisarza włoskiej policji Berganzy. Niespiesznie prowadzi śledztwo, trochę jak Poirot. Jak sama zresztą autorka – fanka kryminałów – przyznała „(…) śledztwo jest przede wszystkim pretekstem, wątkiem, wokół którego zagęszczają się prywatne losy bohaterów, pomagające poznać ich osobowość”. Berganza prowadzi inteligentne dyskusje, z których wyciąga nieoczywiste wnioski. Do tego potrafi sobie dobrać idealnych kandydatów na współpracowników. Dlatego go lubię. Ciekawi mnie bardzo, jak będzie układała się współpraca Vani z Berganzą w kolejnych częściach cyklu. Bardzo udanie została przedstawiona relacja Vani z jej piętnastoletnią sąsiadką. Niby wątek poboczny, jednak bardzo, bardzo ciekawy.

Sama narracja również jest miłym zaskoczeniem. Zasadniczo narratorką jest Vani. Patrzymy na wydarzenia, jej myśli, z jej perspektywy. Narracja pierwszoosobowa przybliża nas do głównej bohaterki, bardzo dobrze ją tłumaczy. Tym samym Vani daje się bardziej lubić. Momentami autorka przenosi nas w wyniku retrospekcji do przeszłości Sarci, dzięki czemu zaczynamy bardziej ją poznawać. Podpatrujemy, co ją ukształtowało, ale… tylko troszkę.  Wówczas narracja jest trzecioosobowa.

Czytaliście kiedyś powieść, w której opisany został świat wydawniczy z jego jasnymi i ciemnymi stronami, kryminalne śledztwo, niebanalny romans, a to wszystko spaja silna, z mocnym rysem psychologicznym bohaterka? Ja do tej pory jeszcze nie, a książek zdarzyło mi się przeczytać sporo. Dlatego cenię tą pozycję za jej nietuzinkowość, a jej autorkę za odświerzające pióro i momentami przezabawny styl. Czuć entuzjazm w pisaniu to nie lada gratka, ale czytać z takim entuzjazmem to też niezwykła rzadkość.

Czekam z niecierpliwością na drugi tom cyklu. Nie mogę się doczekać tego, gdy podejrzę, co stanie się z polubionymi przeze mnie bohaterami.

ps. koncepcja książki jak „Forrest Gump” to prawdziwy majstersztyk. Tylko kiedy i kto ją wyda, hm..

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Kobiece.

„Najkrótsza noc” Mirosława Kareta

NAJKRÓTSZA NOC

  • Autor:MIROSŁAWA KARETA
  • Wydawnictwo:MANDO
  • Liczba stron:208
  • Data premiery: 16.06.2021r.

Byliście kiedyś na spływie kajakowym? A znacie takich gości jak; Jenk, Jigrzan, Maniewid, Pòrenut, Smătk czy Gerowit? Jeśli na co najmniej jedno z dwóch powyższych pytań odpowiedzieliście „nie”, to najnowsza książka od #mirosławakareta wydana przez @wydawnictwomando jest dla Was idealna.

Przyznaję, ja na spływie kajakowym nie byłam, ale byli moi znajomi. Z ich relacji wynika, że o rozwód nietrudno, o rozstanie razem pływającej zakochanej – do pewnego momentu – pary również. Dodatkowo na kajakarzy czyha nieregularne koryto rzeki lub niekonsekwentna głębokość jeziora. Ponadto komarów w bród i nie ma czystej, odosobnionej toalety. Dodatkowo narażamy się na wielogodzinne ulewy, a tym samym zamoczenie prowiantu i najpotrzebniejszych rzeczy lub oparzenia słoneczne. Co kto chce, co kto woli. Ale zabawy i radości jest bez liku !!!

Takich gości jak; Jenk, Jigrzan, Maniewid też przed przeczytaniem „Najkrótszej nocy” nie znałam. Samą autorkę kojarzę tylko z opowiadania opublikowanego w antologii Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny. Tym bardziej ucieszyłam się z możliwości przeczytania jej książki z najkrótszą, sobótkową nocą w tle.

Dla niektórych to swojak, złośliwy może, choć w gruncie rzeczy poczciwy psotnik, uosobienie wszystkich wad i zalet Kaszubów. Ale dla innych to wcielenie zła, przewrotności, potężnej szatańskiej mocy. Co kto woli.”

„Najkrótsza noc” Mirosława Kareta

Mam nadzieję, że sam cytat nasunął już Wam, co głównie mnie urzekło w tej historii. Ten kaszubski klimat, te kaszubskie wierzenia, ta kaszubska gwara, te kaszubskie zapachy i klimaty. Ten prawdziwie odwzorowany majestat krainy tysiąca jezior . Te wszystkie biesy, duchy kaszubskich lasów i ciekawe regionalne postacie. A do tego fabuła. Ciekawa, bogata w barwne postacie, prawdziwa mieszanka wybuchowa.

Zaczyna się całkiem niewinnie

Paru śmiałków, no dobrze, więcej niż paru, zdecydowało się spędzić wakacje w sposób bardziej aktywny. Na kajakarskiej trasie spotykają się więc:

·        Rodziny z dziećmi, a więc Śmiałkowie, Jędrusowie, Jagiełowie, Mędrusowie ze szwagrem Borysem,

·        Młodzież z duszpasterstwa akademickiego pod przewodnictwem Ojca Jana Kality,

·        Seniorzy z wnukami lub bez, na zorganizowanej przez firmę wspierającą staruszków wycieczce,

·        Dwie zakochane pary: Żabcia i Żuczek, Jola i Artur,

·        Dwie młode dziewczyny: Ada i Irmina.

Każdy z uczestników, czegoś innego na spływie szuka. Jedni spokoju, inni liczą na miłość i odświeżony żar namiętności pomiędzy wieloletnimi partnerami. Dziadkowie chcą pokazać alternatywną formę spędzania wolnego czasu wnukom, a zakochani liczą na chwilę prywatności. Czego szukają Ada i Irmina? Tego nie zdradzę. Tak samo nie zdradzę, kogo i czego szuka tajemniczy Wiktor pojawiający się od czasu do czasu poza zasięgiem ogniska.

Wszystkie kolory ziemi

Niczego nie brakuje. Momentami nawet fabuła jest przesycona tajemniczymi postaciami, duchami, biesami. Trudno odróżnić jednego od drugiego, a postaci się mnożą. Wszystko jednak zobrazowane w bardzo skrupulatny sposób. Ilość bohaterów głównych i pobocznych może chwilami przytłaczać. Nie zrażajcie się jednak. Czytajcie spokojnie, metodycznie. Każdy ma bowiem swoją rolę do odegrania, żaden z opisanych bohaterów nie jest przypadkowy.

Ukochałam Panią Stenię. Niezwykle pozytywnie przedstawiona postać starszej żony, babci. Wyważona, oczywiście nie bez wad i nie bez stereotypów. Bez tego byłaby kompletnie bezbarwna. Takich ciekawych, pozytywnych, czułych postaci jest wiele. Warto wspomnieć chociażby Tadeusza, ogniskowego bajarza, który snuje historie i opowiada o lokalnych wierzeniach.

Mirosława Kareta w bardzo dobry sposób przedstawiła skomplikowane relacje pomiędzy uczestnikami spływu. Jest i zazdrość, i zawód, i smutek i żal za tym co minęło. Dużo stron poświęciła zemście, temu, czy warto się mścić. Bardzo ostrożnie pisała o trudnych relacjach między młodzieżą a ich rodzicami, o zawiedzionych oczekiwaniach. Nawet z pozoru pozytywna postać Magda Mędrus, lekarka nie jest do końca jednokolorowa. Popełnia błędy, czuje złość i zdenerwowanie, traci kolejne szansy na to, by odmienić swój los, swoją relację z mężem. Wątek z Ojcem Janek Kalitą nie do końca jednak się udał. Dla mnie emocje, które wzbudził wśród młodzieży nie wybrzmiały do końca. Zabrakło mi rozgrzeszenia, o którym tak dużo w powieści.

Głębokie ukłony należą się Autorce za wplecenie, w momentami humorystyczną opowieść o trudach spływu kajakowego, kaszubskich wierzeń. To ogromna wartość tej powieści. Tych wartości często szukam w czytanych książkach. Tego regionalizmu, który można od pierwszej chwili ukochać, jeśli się jest ciekawym świata. Nie zabrakło też przesłania. Warto przebaczyć, by ruszyć do przodu. Warto upaść, by się podnieść. Nie zawsze jesteśmy tacy idealni, jak się postrzegamy czy postrzegają nas inni. Czasem w obliczu różnych okoliczności, emocji i mrocznych uczuć stajemy się po prostu….mordercami.

Kto nie lubi niepozornych książek, które okazują się przysłowiowym „strzałem w dziesiątkę” czy premierą miesiąca?

„Najkrótsza noc” jest wartością samą w sobie, napisaną ze swadą, humorem, dystansem, z barwnie zakreślonymi bohaterami. Nie wszystko zostało powiedziane wprost, nie przez niedopatrzenie, oj nie. Jest to świadomy zabieg autorski. Już kiedyś o tym pisałam przy okazji innej recenzji, że „Pewne rzeczy lepiej pozostawić między wierszami, dając pole do popisu wyobraźni i inteligencji czytelnika”. Mimo wielu wątków styl Autorki oraz błyskotliwe dialogi, a także niepowtarzalny klimat sprawiają, że z przyjemnością zanurzyłam się w świat bohaterów. Jeśli szukacie powieści, w której niebo spotyka się z ziemią, a niemożliwe staje się realne, polecam Wam tą książkę. Nie pożałujecie.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Mando.

„Światło, które nigdy nie gaśnie” Magdalena Majcher

ŚWIATŁO, KTÓRE NIGDY NIE GAŚNIE

  • Autor:MAGDALENA MAJCHER
  • Wydawnictwo:PASCAL
  • Liczba stron:356
  • Data premiery:16.06.2021r.

Już w zapowiedzi przyznałam, że „Książki autorki uwielbiam, więc i tej jestem bardzo ciekawa”. Sama autorka na swoim profilu FB @magdalenamajcherautorka zaprasza do przeczytania jej najnowszej powieści wydanej nakładem @WydawnictwoPascal, która premierę miała 16 czerwca br. O książce słowami samej autorki posłuchacie w podcaście tutaj: link.  Ja nieśmiało zapraszam do przeczytania recenzji książki pt. „Światło, które nigdy nie gaśnie”. Czy podzielę entuzjazm wielu? Czy spodobała mi się tak samo jak poprzednie pozycje autorki? Wszak w recenzowaniu Magdaleny Majcher jestem prawie rekordzistką. Sami zobaczcie: cykl Osiedle Pogodne: Małe wielkie sekretyŻycie oparte na kłamstwachPrawda przychodzi nieproszona, rewelacyjna Mocna więź, Saga Nadmorska: Znany szum morzaZimny kolor nieba,  Obcy powiew wiatru, czy Jeszcze jeden uśmiechW cieniu tamtych dni i Wszystkie pory uczuć. Lato. Mam więc materiał porównawczy.

Ach poczuć tą morską bryzę, poczuć ją jeszcze raz

Pomyślałam, gdy przeczytałam opis Wydawcy. Brzmiał wspaniale. Alicja zmuszona przez nieprzychylne koleje losu, wraca do rodzinnego miasta. W mieście znajduje stęsknionych rodziców, siostrę, z którą już dawno straciła wspólny język i szwagra – Wojtka, z którym kiedyś coś ją łączyło. Nie znajduje jednak ukojenia. Nie znajduje spokoju. Jej twarz nie orzeźwia morska, bałtycka bryza. Męczy ją uczucie pustki po rozstaniu z mężem, Józefem. Boi się o noszone w swym łonie dziecko. To pierwsze dziecko. To wyjątkowe dziecko, o które starała się ze swoim mężem przez lata. Starała do tej pory nieskutecznie. Los zadrwił jednak z małżonków nie pozwalając im się cieszyć z przyszłego rodzicielstwa. Nie stop!!! Nie los. To Józef zadrwił z ich małżeństwa wplątując się w VAT-owską i podatkową aferę. Tak naprawdę od tego się zaczęło.

Początek i koniec

Końca nie ma, od razu zdradzę. Zakończenie jest tak absorbujące, że każe czekać na następną część. Jak czytelnicy zachwycają się „Światłem, które nigdy nie gaśnie” pewnie już gdzieś, daleko stąd, koryguje się, redaguje bądź nawet drukuje kontynuacja. To dobrze. Na pewno po kolejną część sięgnę, nie lubię niedokończonych wątków.

Początek, przyznaję chyba najsłabszy z wszystkich książek autorki, które miałam przyjemność czytać. Temat fabuły bardzo wdzięczny. To o życiu układanym na nowo, układanym jak domek z kart, który nagle runął. Problem z tym domem dla mnie jest jednak taki, że był on budowany na piasku, nie na skale. Mamy tu bowiem ponad trzydziestoletnią kobietę, która tkwi w małżeństwie z biznesmenem starszym o ponad trzynaście lat. Z relacji Alicji, która również jest narratorką powieści, dowiadujemy się, że nie musiała się martwić o pieniądze, a o poważnych problemach męża dowiedziała się dopiero w chwili jego aresztowania. Wcześniej była zbywana przez męża opowiastkami o drobnych problemach, które między innymi przyczyniły się do zablokowania ich wspólnego konta. Alicja, która wcześniej tylko „leżała i pachniała” nagle podejmuje walkę o własne samodzielne życie. Tak naprawdę o życie, którym już dawno powinna żyć.

Kompletnie nie przemówił do mnie wątek z zablokowanym rachunkiem wspólnym Agaty i Józefa. Jako były bankowiec, faktycznie mam w tym temacie troszkę do powiedzenia. W ogóle nie wiem dlaczego ten problem rozrósł się prawie do wymiaru greckiej tragedii. Całkowicie przerysowany, całkowicie skarykaturowany. Taka mała tragedia lub bardziej tragikomedia kontowa. Jakby nie istniała kwota wolna od zajęcia, nie istniała odrębność przy wpływach osobistych w sytuacji rozdzielności majątkowej małżonków. Wątek z zablokowanym kontem osobistym – wspólnym wlókł się niemiłosiernie. Możliwe, że mnie tylko się wlókł. Ile czytelników, tyle opinii, wiadomo.

W pełni doceniłam natomiast wątek związany z dojrzewaniem Alicji. Jej starania o odbudowanie relacji z przyjaciółką, rodzicami, siostrą, które zostały praktycznie zerwane przez ścisły związek z Józefem. Doceniłam również zobrazowanie samego małżeństwa Alicji. Nie ma w nim przemocy,  o nie, to byłoby za proste. Jest w nim niemoc, bezczynność, chwilami jakby aspołeczna. Ciągle zastanawiałam się jak można za sobą tyle zostawić, nawet nie odwracając się po rozpoczęciu życia z jednym mężczyzną. Mężczyzną, który nie był nikim wyjątkowym, nikim specjalnym. Ot, typowy polski biznesmen, typowy polski przedsiębiorca. Sam sobie sterem i okrętem. Jak można zadowolić się Dominikaną latem, częstą zmianą samochodu, zamiast życia pełnego śmiechu, spotkań, imprez i wspólnej radości, wspólnego dzielenia się z najbliższymi najdrobniejszym skrawkiem życia.

To trochę teatr jednego aktora, a raczej jednej bohaterki, Alicji. Z oddanej, bezgranicznie i bezpodstawnie całkowicie ufającej żony, przeistacza się w zranioną duszę. Te rany wyzierają z kart powieści, strona po stronie. Czuje zawód, rozgoryczenie. Sama nie może uwierzyć, że była taka naiwna. To rozczarowanie w zestawieniu z dostatnim wcześniejszym życiem spowodowało, że przestałam wierzyć w jej bezinteresowną miłość. Tak bardzo skupiłam się na tęsknocie za życiem, którego Alicja została pozbawiona, że zaczęłam popierać tezę, że zależało jej na bezproblemowym życiu, dostatnim życiu, że nie rozumie tragedii, która rozegrała się w życiu Józefa. Józefa odseparowanego, wzgardzonego, aresztowanego. Czy żona nie powinna zabiegać o widzenie z mężem ponad wszystko? Czy prawdziwa miłość nie wymaga poświęceń? Czy ci co kochają nie wybaczają, nie potrafią zrozumieć?

Cdn…

Na pewno. Ciekawe co stanie się z Alicją. Ciekawe, czy jej miłość do Józefa była prawdziwa i taka „na zawsze”, taka „na dobre i na złe”. Dużo tych pytań. Dużo tych ciekawostek, które czekają na rozstrzygnięcie. A niecierpliwość w oczekiwaniu jest uzasadniona. Powoduje, że od razu otwieram obwolutę książki, przy pierwszej sposobności.

Mam nadzieję, do zobaczenia. Do przeczytania wkrótce.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU PASCAL i samej autorce.

„Zmysły” Ilona Gołębiewska

ZMYSŁY

  • Autor:ILONA GOŁĘBIEWSKA
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:416
  • Data premiery:19.05.2021r.

 Książki Ilony Gołębiewskiej bardzo lubię, to jedna z nielicznych polskich autorek, której przeczytałam wszystkie powieści. Jej najnowsza powieść „Zmysły” okładką nawiązuje do poprzedniej wydanej w październiku pt. „Pragnienia”, która bardzo mi się podobała. Oficjalnie nie stanowią one serii, ale obie mają wiele wspólnych cech.

Eliza wydaje się wieść szczęśliwe, beztroskie życie, świetna praca, przystojny narzeczony, muzyczna pasja – jest wokalistką w MovieBand. Tak naprawdę jednak trochę oszukuje samą siebie, już od dawna nie czuje się Panią swojego życia i zastanawia się nad jego sensem. Natan ma za sobą złą przeszłość, żeby ją zagłuszyć szuka odskoczni w zespole rockowym, szybkich motocyklach i ryzykownych decyzjach. Zewnętrznie wydaję się, że wszystko ich różni, ona ułożona, racjonalna, on porywczy i nieodpowiedzialny… Spotykają się przez przypadek, w dziwnych okolicznościach i nie potrafią o sobie zapomnieć. Gdy więc spotykają się ponownie i dodatkowo okazuje się, że łączy ich muzyczna pasja, okazuje się, że nie potrafią już od siebie uciec, nawet jeśli próbują. Czy ta relacja ma przyszłość? Czy się na nią odważa? Czy sekrety z przeszłości, źli ludzie i misternie utkana intryga staną im na przeszkodzie?

Książkę czyta się rewelacyjnie, bardzo szybko wsiąknęłam w świat Elizy i Natana (bardzo podobają mi się imiona głównych bohaterów, pasują do nich), wręcz nie mogłam się od powieść oderwać. Powieść jest pełna emocji, żywiołu, pasji. Ogromnym plusem są bohaterowie, świetnie wykreowani, zróżnicowani, wielowymiarowi. I nie mówię tutaj tylko o głównych bohaterach, wszystkie postacie pojawiające się w książce są ciekawie i świetnie zbudowane. Szczególną sympatie poczułam do Zośki, to taki trochę typ postaci z komedii , typ zwariowanej przyjaciółki, która stanowi wsparcie dla głównej bohaterki. Akcja powieści toczy się wartko, co rusz dostarczając czytelnikowi nowych emocji. To nie tylko opowieść o miłości, o rozkwitającym uczuciu, o powinowactwie dusz, podobnej wrażliwości. To również opowieść o przyjaźni, o poszukiwaniu swego miejsca w życiu, o walce o swoje marzenia, o pasji. Ale to także powieść o mierzeniu się z traumami przeszłości, o granicach lojalności., o uwikłaniu, intrydze, zemście. Z wątkami obyczajowymi i miłosnymi mieszają się to wątki sensacyjne, a całość tworzy mieszankę iście wybuchową. Polecam gorąco, To idealna lektura na lato.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Muza.