„Zawalcz o mnie” Corinne Michaels

ZAWALCZ O MNIE

  • Autor:CORINNE MICHAELS
  • Seria: ARROWOOD BROTHERS. TOM 2
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:351
  • Data premiery:07.04.2021r.
  • Moja ocena: 7/10

Serię „Arrowood Brothers” pokochałam od pierwszego tomu. Po lekturze „Wróć do mnie” z niecierpliwością wyczekiwałam opowieści o losach kolejnych braci. Czy „Zawalcz o mnie: było takie jak się spodziewałam, czy może mnie rozczarowało?

Tym razem poznajemy historię Declana Arrowooda, najstarszego z braci, biznesmena odnoszącego sukcesy w Nowym Jorku. Po śmierci znienawidzonego ojca mężczyzna, mimo że razem z braćmi obiecywał sobie, że już nigdy nie wróci do rodzinnego domu, zgodnie z zapisem w testamencie jest zobowiązany spędzić tam pół roku. Wraca w rodzinne strony z ogromną niechęcią, tym bardziej, że jest tam Sydney, kobieta, którą porzucił dziesięć lat temu. Declan i Sydney to była prawdziwa młodzieńcza miłość, wzajemnie stanowili najważniejsze części swojego życia, snuli plany na przyszłość. Niespodziewanie najstarszy z braci zrywa ten związek i wyjeżdża z miasteczka. Sydney po ukończeniu prawa zatrudnia się w miejscowej kancelarii, gdy dowiaduje się, że jej pierwsza miłość wraca jest przerażona? Czyt dwoje tak bardzo kochających się kiedyś ludzi będzie potrafiło trzymać się od siebie z daleka, czy po tylu latach nadal coś ich łączy? Czy Sydney będzie chciała i mogła znowu komuś kto tak bardzo ją zranił?

Dużym atutem tej książki, podobnie jak pierwszego tomu, jest lekki, swobodny styl, humorystyczne i błyskotliwe dialogi, świetni bohaterowie i ciekawa romantyczna historia. Mimo, że przedstawiona tu opowieść nie jest jakaś zaskakująca ani oryginalna, książkę czyta się bardzo przyjemnie i czas spędzony na lekturze, na pewno nie była dla mnie czasem straconym, wręcz przeciwnie pomógł mi się zrelaksować i nastawić optymistycznie do życia. Przedstawiona historia porusza niełatwe zagadnienia, trudne dzieciństwo, kwestię przebaczenia sobie i innym, a także poczucie odpowiedzialności najstarszego brata za całą rodzinę nawet kosztem siebie. Declan powiem to postać bardzo ciekawa. Z jednej strony twardo stąpający po ziemi biznesmen, z drugiej ciągle pozostaje w nim coś ze zranionego chłopca, który który nie uporał się z trudnym dzieciństwem. Mimo, że bardzo zależy mu na Sidney i trudno mu trzymać się od niej z daleko, czuje, że może sobie pozwolić na szczęście i założenie rodziny. Kobieta nie chce ponownie cierpieć, jest miła, empatyczna i otwarta na ludzi, jednak nikt nie zranił jej tak jak Declan. Czy mimo to zdecyduje się dać mu kolejną szansę? Ich relacja jest skomplikowana, dużo ich łączy, ale też już sporo dzieli, Ciekawie ukazane są również ich relacje z innymi osobami, żartobliwe przepychanki Declana z braćmi bardzo mnie rozśmieszały. Występują tu bohaterowie znani nam już pierwszego tomu. I chociaż oczywiście da się czytać ten tom bez znajomości poprzedniego, ja zdecydowanie polecam Wam czytanie tej serii od początku, na pewno wtedy wrażenia z lektury są pełniejsze i bardziej rozumiemy różne zaległości., tym bardziej, że zakończenie wprowadza nas już w historię kolejnego z braci Arrowood, Seana. Cóż mogę powiedzieć… Nie umie się już doczekać:)

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Gambit zabójcy” Tony Kent

GAMBIT ZABÓJCY

  • Autor:TONY KENT
  • Seria: GAMBIT ZABÓJCY. TOM 1
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron: 512
  • Data premiery: 14.04.2021r.

Niewielu, naprawdę niewielu z Was pewnie pomyślało, że dam radę. Pracownica na pełnym etacie, matka dwójki dzieci, fanatyczka książek. A jednak udało się! Zrealizowałam swój własny challenge: Cztery premiery od wydawnictwa Albatros z 14 kwietnia w cztery dni. Aż cztery książki miały premierę w tym dniu. Przypominam, kolejność nieprzypadkowa Terapeutka – recenzja 2021-04-14, Strażnik– recenzja 2021-04-15,  Niewinny– recenzja 2021-04-16 oraz prezentowana poniżej „Gambit zabójcy”. Nie było łatwo, ale grunt do dobra motywacja i dobre książki. Wiecie jak to jest, przy dobrych książkach czas szybko płynie i jakoś spać się nie chce.

Kim jest autor?

Przyznaję nie miałam w ogóle pojęcia. Z wszystkich czterech premier od Albatrosa z 14 kwietnia, które objęłam wyzwaniem, tylko tego autora nie znam. Musiałam zerknąć na jego stronę oficjalną  www.tonykent.net i dowiedzieć się, że jest to irlandzki pisarz, który spędził swoje dzieciństwo w Londynie. Jakby tego było mało studiował prawo w Szkocji i wielokrotnie występował w procesach karnych o terroryzm, korupcję, zabójstwa, czy oszustwa i porwania. Sprawy najcięższego kalibru. „Gambit zabójcy” to pierwsza powieść serii. Kent napisał i wydał kolejne dwie. Mam nadzieję, że polski wydawca również niedługo je wyda. Co ciekawe „Miłość Tony’ego do thrillerów kryminalnych została zainspirowana przez takich pisarzy jak Lee Child, Robert Ludlum, John Grisham, David Baldacci i Frederick Forsyth”. Zobaczymy czy styl, pomysły autora przypadły mi do gustu. Sprawa wydaje się z góry wygrana, wszak Kent wielokrotnie sam uczestniczył w procesach, o których pisze. Czy doświadczenie prawnicze w fabule literackiej może zaszkodzić? Nie sądzę.

Osiemdziesiąt pięć rozdziałów

W tak kolejno ponumerowanych rozdziałach autor rozpisał rozgrywkę gambitową pomiędzy zabójcą a raczej jego zleceniodawcą i agentem służb specjalnych. Czy cokolwiek musiał poświęcić tytułowy zabójca, by uzyskać przewagę na początku gry?

Pamiętacie cytat z rewelacyjnego „Schroniska”? Idealnie tu pasuje.

W szachach, podobnie jak w życiu, gambit oznacza poświecenie czegoś o mniejszej wartości, żeby uzyskać przewagę”.

„Schronisko” Sam Lloyd

Książka jest dla fanów teorii spiskowych z thrillerem prawniczo-politycznym w tle. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Historia toczy się wokół czterech postaci, przynajmniej na początku. Jest tu Joshua płatny zabójca, który uczestniczy jako jeden z ochroniarzy w uroczystości na londyńskim Trafalgar Square. Snajper, którego pewne cechy psychopatyczne uczyniły prawie zabójcą doskonałym. Jak czytamy w opisie wydawcy, cechuje go sprawność fizyczną, zimna obsesja, profesjonalne wyszkolenie i absolutny brak wyrzutów sumienia. Uroczystości na placu obserwowane są z perspektywy majora Joe Dempseya. Człowieka, który „połowę życia zajmował  się identyfikacją i neutralizowaniem zagrożeń. Jego praca polegała na przewidywaniu tego, co niespodziewane. Na wyobrażaniu sobie tego, co niewyobrażalne”. Niebezpieczeństwu ze strony Joshui, Dempsey jednak nie przewidział, nie wyobraził go sobie. Świadkiem bezpośrednim morderstwa na sir Neilu Matthewsonie oraz postrzelenia byłego amerykańskiego prezydenta Howarda Thompsona była Sara Truman. To reporterka, która jest trzecią postacią w fabule. Do grupy osób wokół których toczy się akcja, dołącza adwokat Daniel Lawrence, syn doradcy królowej Elżbiety oraz chrześniak ministra. To Daniel został wybrany by bronić Eamona McGale’a. Napastnika  z Trafalgar Square. Ale nie ten prawnik finalnie okazał się kluczowy dla sprawy. McGale wykonał zadanie; Matthewson nie przeżył, Thomson został ranny. Joshua niekoniecznie. Zadanie polegające na dopilnowaniu, by McGale dotarł do sceny i wystrzelał magazynek zostało zrealizowane w stu procentach. Drugiego zadania jednak nie wykonał. Jego zleceniodawca nie jest z tego powodu zadowolony. Zaczyna się próba sił. Kto szybszy, kto sprytniejszy, kto inteligentniejszy. Czy zwycięży zło, czy dobro?

Czas, miejsce, bohater i akcja

Wszystko zostało dogłębnie przemyślane przez autora. Nie ma tu przypadku.

Czas – teraźniejszość na którą ogromne znaczenie ma to co zadziało się w przeszłości. To Anglia ciągle spowita mgłą przeszłych wydarzeń i konfliktu z UVA2, Wierną Irą czy innymi paramilitarnymi irlandzkimi organizacjami. Z pozoru wszystkie rozwiązania teorii spiskowych prowadzą w tym kierunku.

Miejsce – bardzo dobrze się czyta o Anglii, Irlandii w wydaniu Tony’ego Kenta. Podobały mi się opisy nawet sądu, obyczajów, tradycji w trakcie rozpraw sądowych. Widać tu wpływ praktyki prawniczej autora. Rzeczywistość jest iście angielska. Charakterystyka poszczególnych scen ma wiele uroku. Autor starał się bardzo dokładnie odwzorować swoje wyobrażenia.

Bohater – Joe Dempsey da się lubić. „Potężnie zbudowany. Elegancko ubrany. Ścięte po wojskowemu włosy”. Człowiek który od razu zorientował się, że zabójstwa mają ukryte dna. To nie tylko akt bestialskiej, niekontrolowanej przemocy fanatyka politycznego, któremu nie w smak były uroczystości na Trafalgar Square. Dempsey wiedział, że ten kto trzymał za rękojeść pistoletu jest tylko marionetką w tej bardzo wymagającej grze, a pionkami na planszy szachowej gambit rozstawia ktoś inny, ktoś kto podaje się za Stantona. Uroku całemu śledztwu dodaje obecność Sary, dziennikarki śledczej, która staje na wyżyny swoich możliwości by niezależnie od majora Dempseya odkryć co się kryje za morderstwami. Uchylę rąbka tajemnicy, również za kolejnymi morderstwami.

Akcja – książka łącząca gatunki literackie. Jest tu wątek prawniczy, wierne odwzorowanie rzeczywistości londyńskiej palestry. Mamy tu thriller polityczny; wpływy, naciski, walkę o władzę i o ostateczne słowo. Typowo sensacyjne wątki. Śledztwo prowadzone przez agentów specjalnych obdarzonych szóstym zmysłem i niezwykłą sprawnością fizyczną. Obyczaj w pełnym tego słowa znaczeniu. Relacje między poszczególnymi postaciami, nawet drugoplanowymi, niezawinione śmierci i dogłębną analizę postaci. Postaci takich jak profesor nauk politycznych na Queen’s University, który staje się zabójcą. Zabójcą przekonanym o swojej racji.

Zaciekawiłam Was? I o to chodzi.

Czas, miejsce, bohater i akcja to elementy dania głównego podanego na pięknym porcelanowym talerzu.  Tym talerzem jest oczywiście ta książka. Nie smakowałoby mi to danie, gdyby zabrakło w nim któregoś z detali. Wszystkie są bowiem ważne, wszystkie istotne i zobrazowane (czy może raczej powinnam napisać ugotowane) przez autora w wyczerpujący sposób. Styl nie jest męczący, jest wartki. Postaci barwne. Zastanawiałam się, czy nie lepsza byłaby krótsza wersja książki z taką bardziej ściągniętą akcją. Z jednej strony pewnie tak. Z drugiej natomiast, jak krócej i zwięźlej opisać to na czym autorowi najbardziej zależało: ośmiornicę zła z mackami sięgającymi naprawdę daleko? Chyba nikt nie dałby rady. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

 

.

„Niewinny” Harlan Coben

NIEWINNY

  • Autor:HARLAN COBEN
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:416
  • Data premiery: 14.04.2021r.
  • Data pierwszego polskiego wydania: 01.01.2006.

Pamiętacie o moim wyzwaniu? Cztery premiery od wydawnictwa Albatros z 14 kwietnia w cztery dni. Dwie premiery już za mną (Terapeutka oraz Strażnik). Teraz kolej na trzecią i to w trzecim dniu. Jest nieźle. Mam szansę. Przed Wami recenzja wznowionego „Niewinnego” od Wydawnictwa Albatros. Książka doczekała się wznowienia z powodu platformy Netflix. Ach ten Netflix. Zwykle jak pojawia się nowy serial na podstawie książki, wydawca przypomina czytelnikom pierwowzór. Serial będzie dostępny od 30 kwietnia. Staram się postępować zgodnie z zasadą: najpierw książka a potem film. Tak będzie i tym razem. Książka przeczytana, teraz spokojnie mogę czekać na premierę serialu, który powstał na jej podstawie. 

Harlana Coben nikomu nie trzeba przedstawiać. Mam nadzieję, że wznowień jego książek będzie więcej. Z notki biograficznej dowiedziałam się, że w 2018 roku Coben podpisał z Netflixem umowę, „(…) dzięki której w ciągu kilku najbliższych lat powstanie aż 14 ekranizacji jego powieści!”. Wszystko przede mną. Coben to autor wielu świetnych książek. Dwie z nich zostały już przeze mnie zrecenzowane: Chłopiec z lasu czy Już mnie nie oszukasz. Czy i ta wznowiona książka sprosta moim oczekiwaniom? Zaraz się dowiecie.

Jeden mały błąd może zmienić wszystko” – z opisu Wydawcy.

Wie o tym bardzo dobrze Matt Hunter, który dziesięć lat wcześniej w trakcie pijackiej bójki zabił Stephena McGratha. Aktualnie wiedzie szczęśliwe życie u boku kobiety, którą kocha – Olivii. Pracuje w kancelarii prawnej jako człowiek od wszystkiego, ma u boku cudowną bratową Marshę oraz kochających go bratanków. Na domiar wszystkiego dowiaduje się, że jego żona niedługo urodzi ich wspólne dziecko. Bańka mydlana pryska, gdy poprzez wideotelefon otrzymuje filmik swej żony w platynowej peruce w pokoju hotelowym z ciemnowłosym mężczyzną. Mężczyzną, który sam wysyła mu swoje zdjęcia uśmiechając się triumfalnie. Czego chce od Matta? Co robi jego żona w podrzędnych motelach i dlaczego trzyma to w tajemnicy? Do tego wszystkiego zostaje zamordowana zakonnica ze szkoły katolickiej – siostra Mary Rose, która dzwoniła do jego bratowej. Czy jej śmierć jest związana z rodziną Matta? Tego wszystkiego musi się dowiedzieć Matt, jak pisze wydawca: „Przeciętny człowiek wplątany w śmiertelnie niebezpieczną intrygę, której nie rozumie”.

Mistrzowski miszmasz

Wytrwałam do końca. Uff. Cały czas zastanawiałam się po co tyle wątków. Mamy i striptizerki, zwykle dziewczyny uciekające z domów zastępczych do Las Vegas, i skorumpowanych policjantów, czy agentów FBI z mocnymi możliwymi zarzutami. Oprócz tego jeden z wątków dotyka rozgrywek mafijnych i dużych pieniędzy z żerowania na nieszczęściu innych osób. Fabuła jest tak momentami zagmatwana, że faktycznie wszyscy wydają się źli, podejrzani.  Dużo morderstw, dużo tajemnic, dużo sekretów. Najbardziej spodobał mi się wątek samego Matta. Jego postać przewija się od początku do końca powieści. Pojawia się w wielu jej momentach mimo, że nie okazał się on jedynym głównym bohaterem. Clue jego postaci okazała się skomplikowana relacja z Sonyą, matką zabitego przez niego w bójce chłopaka. Młodego studenta, którego wspomnienie towarzyszy mu przez ostatnie dziesięć lat. Ciche spotkania, zawsze w tym samym miejscu. W trakcie których nigdy nie pada słowo „przepraszam” i słowo „wybaczam”. Tak jakby i Matt, i Sonya chcieli dotknąć Stephena, chcieli z nim poobcować. Czasem tak jest, że w relacjach z żyjącymi szukamy kontaktu z tymi, którzy już odeszli. Chyba o tym chciał przypomnieć czytelnikom autor.

Początek powieści jest bardzo dobry. Od razu skłania czytelnika do zadania sobie pytania, co się zadzieje z Mattem? Jaki będzie jego koniec? Czy znowu będzie musiał trafić do więzienia? W pewnym momencie nie wiadomo jednak, kto prowadzi śledztwo i dlaczego. Matt korzysta z pomocy prywatnej detektyw, policja zaczyna współpracować na niejasnych zasadach z FBI. Dwa kolejne morderstwa nie przybliżają do rozwikłania zagadki. W pewnym momencie wielowątkowość zaczęła mnie męczyć. Nigdy nie lubiłam za bardzo rozbudowanej fabuły. Urywki zdarzeń wydawały mi się momentami jakby dopisane, tylko by zmylić czytelnika i jeszcze bardziej skomplikować historię. Polubiona przeze mnie postać Matta przestała mieć znaczenie a to nie spodobało mi się wcale☹.

Dla mnie to najsłabsza do tej pory przeczytana książka tego autora. To wcale jednak nie oznacza, by nie sięgnąć po następne. Coben posiada takie umiejętności literackie, że na pewno nie raz mnie jeszcze zachwyci.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

Recenzja premierowa – „Terapeutka” B.A. Paris

TERAPEUTKA

  • Autor: B.A. PARIS
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron:384
  • Data premiery:14.04.2021r.

Przy okazji recenzji „Dylematu” (klik: Dylemat) napisałam: „Książki B.A. Paris to gwarancja dobrego thrillera”. Ja już jestem po lekturze najnowszej premiery z dziś, 14 kwietnia.  Nie dotarł do mnie nawet egzemplarz recenzencki, ale to nie przeszkodziło mi zapoznać się z lekturą. Nie wiem, czy dobrze. Podobno „nadgorliwość gorsza od faszyzmu”. Czy ta nadgorliwość się opłaciła? Przeczytajcie sami.

 Tajemnice zamkniętego osiedla

Alice i Leo wprowadzają się do wymarzonego wspólnego domu na zamkniętym osiedlu Circle. Osiedle składa się z dwunastu białych domów. Dom Alice i Leo jest wyjątkowy. Nie tylko z powodu tego, że znajduje się w samym środku półkręgu (na dwanaście domów ma numer sześć), ale przede wszystkim dlatego, że zadziała się w nim tragiczna zbrodnia. Zamordowano jego poprzednią właścicielkę Ninę Maxwell. O zbrodnię oskarżono jej męża Olivera, który popełnił samobójstwo. Leo o zbrodni w chwili kupowania domu wiedział. Alice dowiedziała się później. Przypadek? Nie sądzę. Kolejne sekrety wychodzą na jaw. Leo nie jest tym za kogo się podaje, a sąsiedzi ukrywają niejeden sekret. Ile tych sekretów da radę znieść Alice? Ile odpowiedzi uzyskać na zadawane przez siebie pytania? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Ciekawe wątki

W książce jest wiele ciekawych wątków. Sam tytuł jest intrygujący. Na terapię patrzymy z perspektywy relacji w rozdziałach zatytułowanych „Przeszłość”. Losy mieszkańców Circle śledzimy w teraźniejszości w kolejno ponumerowanych rozdziałach. A wszystko to w narracji pierwszoosobowej. Bardzo podobał mi się motyw niespodziewanego nieznajomego na parapetówce Alice. Przyszedł, został wpuszczony. Alice myślała, że to jeden z sąsiadów – Tim. Nikt go nie widział, nikt z obecnych z nim nie rozmawiał. Ostatecznie okazał się kimś innym, kimś kogo interesuje zbrodnia, która zdarzyła się w domu Alice. Wyobrażacie sobie mieć na własnej imprezie obcego? Który przyszedł, został przez Was przywitany i ugoszczony jak oczekiwany sąsiad, którym w efekcie nim nie był…brrrr. Bardzo dobrze czytało się o wspólnym wątku Alice i Niny. I jedna i druga budziły się w nocy z uczuciem, że ktoś jest w sypialni. I jedna i druga miały długie blond włosy.

Nie do końca kupiłam jednak całą historię. Postaci wydają mi się płaskie, bez polotu, bez charakteru. Sama Alice niemrawa. Kocha nie kocha, ufa nie ufa, cierpi nie cierpi. Pojawia się w książce motyw hermetycznego środowiska i niechęci jednej z sąsiadek. W mojej ocenie wątek ten jednak został opisany pobieżnie, niewystarczająco.

To typowa kolejna powieść B.A. Paris. Jej styl, historie, bohaterowie, nastroje, paranoje i tajemnice. Fabuła zagmatwana, z wieloma wątkami. Autorka rzuca czytelnikowi ochłapy zdarzeń, by w naszych głowach pojawił się inny scenariusz. Scenariusz nieprawdziwy. Udaje się jej to. Dlatego zakończenie nie jest takie oczywiste. Końcówka jest bardzo emocjonująca. I to jest największa zaleta tej książki.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

 

Recenzja przedpremierowa – „Idealna rodzina” Lisa Jewell

IDEALNA RODZINA

  • Autor: LISA JEWELL
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:368
  • Data premiery: 14.04.2021r.
  • Moja ocena:10/10

Już pisałam o złotym dniu premier kwietniowych. Nie pamiętacie? To 14 kwietnia. Co jest w tym dniu wyjątkowego? Serio, nie nabijam się. 14 kwiecień to przecież kolejna środa. Nie ogarnęłam tego. Ktoś pomoże? Zrecenzowałam już 3 książki, które będą miały premierę w tym dniu. Przed Wami następna. Jest to kolejny, bardzo dobry, wręcz w mej opinii wybitny thriller psychologiczny od wydawnictwa Czwarta Strona.

Nie ogarnęłam również co jest z tymi Brytyjczykami, że piszą tak mroczne thrillery. Czy to wychowanie? Czy to wstrzemięźliwość w relacjach międzyludzkich? Czy to mglista i deszczowa pogoda? Coś musi być w powietrzu, że Wyspy Brytyjskie są mekką tak płodnych i zdolnych autorów thrillerów. Lisa Jewell jest kolejną brytyjską autorką, która ma sporą bibliografię (źródło: http://www.lisa-jewell.co.uk/about-lisa/ ). Niestety dotychczas nie miałam styczności z jej twórczością. Czy słusznie? Czy mam czego żałować? Czy będę musiała nadrabiać zaległości?

Idealna rodzina, czy takie istnieją?

Opis wydawcy jest intrygujący. Zacytuję: „Jeden dom. Dwie rodziny. Trzy ciała”. Nieźle się zaczyna, co? To historia jakiej nie zna świat. Jeśli kiedykolwiek coś podobnego się wydarzyło, to zapewne nie ujrzało światła dziennego. Sprawdźcie. W bogatym domu, w londyńskim Chelsea mieszka Henry Lamb z niezwykle piękną żoną Martiną oraz dwójką uroczych rozpieszczonych dzieci, synem i córką. Niczego rodzinie Lambów nie brakuje. Mają mnóstwo odziedziczonych pieniędzy, równie bogatych znajomych, prywatne szkoły, co tydzień dostarczane świeże kwiaty, dzieła sztuki wiszące na ścianach a przede wszystkim mają siebie, tylko siebie. Do czasu…. Znudzona Martina zaprasza pod swój dach muzyków Justina i Birdie. Birdie zaś zaprasza rodzinę Thomsenów, Davida i Sally z dwójką dzieci Clemency oraz Phineasem. Wszyscy goście zostają w domu Lambów na dłużej. Rzec by można za długo. Zdecydowanie za długo. Najpierw w dotychczas bogatym domu, w londyńskim Chelsea zaczyna brakować pieniędzy, nie odwiedzają Lambów już bogaci znajomi, dzieci przestają chodzić do prywatnych szkół, nikt już nie dostarcza świeżych kwiatów, ściany świecą pustkami. W domu, w londyńskim Chelsea zaczyna brakować wszystkiego a przede wszystkim zaczyna brakować wolności.

Trzej narratorzy jak trzej muszkieterowie

Powieść jest fenomenem głównie z dwóch powodów. Po pierwsze historia jest genialna. Naprawdę genialna. Zaskakująca, niepokojąca, mroczna. Może nie należę do tych recenzentów, którzy wszystko czytali, wszystko ocenili i mają bardzo wysublimowane wymagania. Generalnie popieram zdanie autorki, że nie ma złych książek.

(…) To zupełnie co innego. Jedyne złe książki to takie, które napisano tak fatalnie, że nikt nie chce ich wydać. Każda książka, która została wydana, jest dla kogoś „dobrą książką”.

„Idealna rodzina” Autorka: Lisa Jewell

Dla mnie „Idealna rodzina” jest bardzo dobrą książką, wręcz rewelacyjną, zastanawiającą, nieodkładalną. Po drugie mamy trzech narratorów. Narracja dość, że pisana jest z poziomu Libby, Lucy i Henrego, to jeszcze pisana jest w różnych osobach. Każdy z narratorów jest głównym bohaterem swej opowieści, swej historii. Każdy z nich ma na nią inny pogląd. Każdy z nich inaczej przeżywał wydarzenia. Każdemu z nich wydawało się coś innego. Dla każdego z nich ważne było coś innego, coś innego się liczyło, by przeżyć. Dwójka narratorów opisuje aktualne wydarzenia. Wydarzenia, które w efekcie doprowadzą do finału, do konfrontacji w zakończeniu książki. Ta narracja prowadzona jest w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Trzeci narrator mówi do nas w pierwszej osobie liczby pojedynczej jednocześnie częściowo relacjonując wydarzenia z przeszłości, które miały miejsce od 1988 do 1993. Autorka oddzieliła retrospekcje trzeciego narratora od jego teraźniejszych relacji dodając do kolejnego numeru rozdziału miejsce akcji i rok przykładowo: Chelsea, 1988. Jest to wręcz fenomenalny zabieg. Ci narratorzy to: Libby Jones, która po swoich 25 urodzinach zostaje spadkobierczynią tego, do pewnego bogatego domu w londyńskim Chelsea.  Sama nie wie dlaczego. Sama musi to odkryć poznając historię sprzed dwudziestu pięciu lat, która rozpoczęła się dużo wcześniej, wiele lat wcześniej zanim policja znalazła w nim „zdrową dziesięciomiesięczną dziewczynkę, gaworzącą radośnie w kołysce”. Podczas gdy, „w kuchni na dole leżały zaś trzy martwe ciała, wszystkie ubrane w czerń”. Lucy Lou – „(…) prawie czterdzieści lat na karku. Bezdomna. Samotna. Bez grosza przy duszy. Nawet nie jest tą, za która się podaje. Imię też ma fałszywe. Jest duchem. Żywym, oddychającym duchem”. Henry – który w pewnym momencie zrozumiał, że „(…) jedynym sposobem, by jakkolwiek zorientować się w sytuacji, było słuchanie rozmów kobiet. Każdy, kto ignoruje takie gadanie, jest znacząco uboższy w wiedzę”. Henry, który starał się rozeznać w sytuacji. Nie akceptując tak naprawdę, co się działo w jego własnym domu.

Ogromne emocje

W thrillerze psychologicznym emocji obawiam się najbardziej. Czasem na wyrost. Czasem całkowicie słusznie. Tak było tym razem. Obawy okazały się całkowicie uzasadnione.  Niepokojący opis wydawcy to nic z rzeczywistością książki. To nic w porównaniu z jej wnętrzem. Mrocznym, szokującym i dającym do myślenia wnętrzem. Treść jest spójna. Wydarzenia, mimo że się przeplatają wzajemnie nie wprowadzają żadnego chaosu. Momentami miałam wrażenie, że mieszkam w tym dużym, do pewnego momentu bogatym domu, dusznym i złowrogim. Dla mnie wrażeń było aż nadto. Hermetyczne środowisko. Dzieci, odarte z dzieciństwa i niewinności, niczemu nie winne. Pasywni sąsiedzi, dotychczasowi znajomi. Nie interesująca się dziećmi opieka społeczna. Dominujący „Pan i Władca”. Jedyny w swym mniemaniu, wyjątkowy. Okalający się kobietami, roszczący sobie do nich prawo. Ci, którzy odeszli i nie podjęli walki o tych, którzy zostali.  Wreszcie te pokoje, z zamkami zamykającymi się od zewnątrz. Tylko od zewnątrz. I te pytania, na które w różny sposób udzielałam sobie odpowiedzi: Co powoduje, że dorośli ludzie, ludzie sukcesu, godzą się na takie zmiany w swoim życiu, na takie niszczycielskie zmiany? Co powoduje, że dorośli ludzie nie widzą męczeństwa własnych dzieci? Cierpienie, nuda, ślepe zakochanie, poddanie się charyzmie, masochizm? Czytajcie, a sami sobie odpowiecie. Choć, jak to w bardzo dobrym thrillerze psychologicznym bywa, nie wszystko jest takie oczywiste i jednoznaczne. Nie każde pytanie ma tylko jedną odpowiedź. Oj nie.

Za możliwość recenzji przedpremierowo książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

Recenzja przedpremierowa – „Zmora” Robert Małecki

ZMORA

  • Autor:ROBERT MAŁECKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:448
  • Data premiery:14.04.2021r.
  • Moja ocena:9/10

Jest na świecie jeden zapach, który niczym nie potrafię zastąpić. Jest to zapach nowo wydanych książek. Wiele razy zanim zacznę czytać nowe literackie dzieło, kartkuję strony pozwalając by wachlowany zapach docierał do moich nozdrzy. Kto jeszcze lub ten zapach? Dajcie znać. Tym razem zrobiłam podobnie. W czwartek chwaliłam się przesyłką od Wydawnictwa Czwarta Strona, nowej książki Roberta Małeckiego „Zadra”, a już w sobotę wzięłam się do czytania. Oczywiście, przed zerknięciem na pierwszą stronę, musiałam wchłonąć jej zapach. Jak zwykle. Zapach był cudowny. Czy książka okazała się taka sama? Czy wciągnęła mnie, jak wciągnął mnie jej zapach?

„(…) współcześnie świat wartości nie ma szans ze światem materialnym? Etyką się nie wyżywisz, nie zapłacisz rachunków. A dobrym apartamentem albo samochodem, zwitkiem setek w portfelu wkurwisz wszystkich, rodzinę i znajomych, biednych, ale przede wszystkim zazdrosnych bogatych.”.

„Zmora” Robert Małecki

Dzieła Roberta Małeckiego recenzowałam już nie raz. Przeczytałam wszystkie tomy serii z Bernardem Grossem (moje recenzje: Wada,  Zadra) oraz ostatnio wydaną „Żałobnicę” (link do recenzji: Żałobnica). Muszę już na początku odpowiedzieć autorowi, który życzył mi „udanej lektury”, że napisał Pan, Panie Małecki kawał dobrej powieści, kawał dobrego kryminału. Lektura, co oczywiste, była więc bardzo,  bar dzo udana. Ale po kolei….

Każdy z nas ma jakieś zmory

Pomyślałam od razu jak przeczytałam tytuł książki. Każdemu z nas po zamknięciu powiek pewne obrazy, wydarzenia, myśli, lęki nie pozwalają zasnąć. Ważne jest, by sobie z nimi radzić, by starać się je zwalczyć. To próbuje robić od wielu, wielu lat Kama Kosowska. Raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. Kiedy ją poznajemy wraca właśnie do rodzinnego Torunia, po nieudanej próbie zdobycia dziennikarskiego świata w stolicy. Czeka na nią ojciec, emerytowany policjant Waldemar Kosowski i nie zamknięte od lat śledztwo w sprawie zaginięcia jej kolegi z dziecińska, Piotrka Janochy. Za wielkie pieniądze ma uczestniczyć w tworzeniu serialu o znanych zaginięciach dla platformy Netflix. Komu najbardziej zależało, by Kama wzięła w tej inicjatywie udział? Jej przyjacielowi Arminowi Miteckiemu? Pawłowi Hałasowi producentowi filmowemu? Czy może jej najbliższej przyjaciółce, Aldonie Terleckiej naczelnej lokalnego dziennika „Echo Torunia”? Wszystko przestaje być oczywiste i proste, gdy Kama dowiaduje się, że komisarz Lesław Korcz z policyjnego Archiwum X wznawia śledztwo w sprawie zaginięcia Pawła, które kiedyś prowadził jej ojciec. Co tak naprawdę wydarzyło się latem 1986? Co z tymi wydarzeniami ma wspólnego jej ojciec, jej matka, której nigdy tak naprawdę nie znała? Co odkryje razem z Korczem?

Czy to kolejna udana para śledczych?

Nie daje mi to spokoju. Po lekturze książki zastanawiam się, czy mamy oto do czynienia z narodzinami nowej pary śledczych Kamy Kosowskiej i komisarza Lesława Korcza? Na to autor w posłowiu i w podziękowaniach nie odpowiedział. Liczę jednak, że tak. Liczę, że będzie mi dane jeszcze śledzić losy tej pary. Dlaczego? Dlatego, że Małecki stworzył nowego bohatera wśród komisarzy policji, Lesława (co za obłędne imię ). Zdolnego, inteligentnego, skutecznego. Bohatera, który wierzy głęboko, że nawet przedawnione zbrodnie powinny być wyjaśnione i odkryte. Stworzył również bohaterkę na miarę XXI. Walczącą z demonami Kamę, żyjącą w przeświadczeniu, że jej matka zmarła, gdy miała trzy lata. Borykająca się z problemami osobistymi, które nie przeszkadzają zająć się jej zaginięciem kolegi z dzieciństwa. Odkrywająca kolejne warstwy kłamstw, sekretów, by w efekcie odnaleźć odpowiedzi na dręczące ją pytania. Jej doświadczenia, blizny, trudne wspomnienia nie cofają ją o krok. Wręcz przeciwnie, Kama ciągle prze naprzód, do celu, do rozwiązania sekretu. Akcja toczy się dwutorowo. Teraźniejszość widzimy oczami Kamy i Korcza, tak też zatytułowane są kolejne rozdziały. Przeszłość autor ulokował w roku 1986. W roku, w którym zaginął Paweł Janocha. Wydarzenia z lata tego roku opisane zostały z perspektywy kilkuletniej dziewczynki. Dziewczynki, która wszystko widzi, ale niczego nie rozumie. Dziewczynki, która niby nienawidzi Pawła, ale tak naprawdę momentami stara się mu pomóc. Dziewczynki, która próbuje odnaleźć się w rzeczywistości chłopców biegających po okolicy. Dziewczynki, półsieroty, dla której każda uwaga matek kolegów jest na wagę złota. Dziewczynki, która kiedyś dorośnie i by znaleźć odpowiedzi na zajmujące ją zagadnienia, będzie musiała do krwi rozdrapywać blizny. Blizny, których ma wiele. Bardzo dobrze, jak to u Małeckiego, zostały opisane relacje pomiędzy bohaterami, również drugoplanowymi. Pewne wątki, które wydawały się ważne okazały się nieistotne. Zakończenie zaskakujące. Ostatnie rozdziały zwaliły mnie z nóg. Nic nie okazało się takie, jak było na początku. Czy to idealny przepis na udaną intrygę kryminalną? Moim zdaniem, jak najbardziej. Jeśli do tego dorzucicie ciekawe dialogi, zwięzłe opisy, interesujące osadzenie w miejscu i czasie to mamy już praktycznie bestseller.

Z całą pewnością mogę powiedzieć, że jest to najlepsza książka Roberta Małeckiego, którą do tej pory czytałam. Jak inaczej mam ocenić książkę, od której nie oderwałam się, póki nie przeczytałam podziękowań? Tylko w taki sposób. Jestem nią oczarowana i śmiało mogę ją polecić. Oczekujcie premiery z niecierpliwością, to już 14 kwietnia❗❗❗

Za możliwość recenzji książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

Alek Rogoziński „Ukochany z piekła rodem”

UKOCHANY Z PIEKŁA RODEM

  • Autor: ALEK ROGOZIŃSKI
  • Wydawnictwo: W.A.B
  • Seria: JOANNA SZMIDT. TOM 1
  • Liczba stron:304
  • Data premiery: 14.04.2021r.
  • Data pierwszego polskiego wydania: 23.03.2015.
  • Moja ocena:7/10

Ludzie często kłamią nawet wtedy, kiedy nie muszą. I niekoniecznie oznacza to, że są źli. Częściej, że zrobili coś, co chcą ukryć”.

„Ukochany z piekła rodem” Alek Rogoziński

Nie wiem co się stało z polskim rynkiem wydawniczym w lutym i marcu br. Dużo ciekawych premier. Jeszcze nie wszystkie przeze mnie przeczytane i zrecenzowane. Chociaż staram się jak mogę. Mam nadzieję, że zauważyliście ruch na moim blogu . Zdaje się, że kwiecień wcale nie będzie uboższy. Niedawno opublikowałam recenzję przedpremierową świetnego „Amoku” Izabeli Janiszewskiej (klik: Amok), który premierę ma 14 kwietnia, a już kolejna książka trafi na półki w tym samym dniu. Będzie to drugie wydanie debiutu literackiego Alka Rogozińskiego „Ukochany z piekła rodem” wydawnictwa WAB . Jak żyć??? Powiedzcie, jak żyć? Czy czeka mnie śmierć przez zaczytanie?  Hm… byłaby zapewne spektakularna. Może posłużyłaby Rogozińskiemu za inspirację do jakiejś szalonej komedii kryminalnej? Ale lepiej nie sprawdzać. W sumie mam tyle książek do przeczytania.

Przyznaję, kilka książek Alka Rogozińskiego już za mną. Moje recenzje dwupaku o teściowych znajdziecie tu: Teściowe muszą zniknąć oraz Teściowe w tarapatach. Wstyd się przyznać, ale „Ukochany z piekła rodem” musiałam pominąć. W ogóle jej nie kojarzyłam☹. Nic straconego. Dzięki drugiemu wydaniu mogłam zanurzyć się w początkach przygody autora z serią o pisarce romansów Joannie Szmidt. Jak sam autor przyznaje, reedycja była mu nawet na rękę. We wstępie pisze, że poprawił parę literówek, usunął błędy logiczne oraz zmienił troszeczkę fabułę. Czy spodobała mi się ta książka? Odpowiedź znajdziecie w recenzji.

Dlaczego z piekła rodem?

I już w tytule autor mnie zmylił. Spodziewałam się kochanka jak diabła tasmańskiego, a tytułowy ukochany to uroczy blondyn, prawie cherubinek, o bardzo atrakcyjnej aparycji – Konrad. Fabuła jak z artykułów polskich kolorowych brukowców. Znana pisarska romansów Joanna Szmidt rozkochuje w sobie Konrada Jancewicza – młodego fotografa pracującego głównie na zlecenie kolorowej gazety „Koktajlu”. Hm…chyba raczej powinnam napisać… Konrad Jancewicz fotograf współpracujący głównie z periodykiem „Koktajl” rozkochuje w sobie najbardziej popularną polską autorkę romansów. Nie, raczej spróbuję inaczej.  Konrad Jancewicz fotograf współpracujący głównie z kolorowym szmatławcem „Koktajl” rozkochuje w sobie znaną polską autorkę „taniego porno dla znudzonych gospodyń domowych” –  ooooo tak lepiej. Jak to u Rogozińskiego, dobrych intencji jak palców jednej ręki. Już szybko się okazuje, że Konrad nie bez powodu trwa w satysfakcjonującym dla Joanny związku z….nią samą. Na to pewnie Joanna przymknęłaby oko. Wszak dostarcza jej tyle doznań, które z sukcesem wykorzystuje w swoich powieściach. Nic jej jednak po ukochanym nieboszczyku. Niedługo po rozpoczęciu obiecującego romansu, ktoś pozbawia siekierą życie Konrada. I to w jej własnej łazience!!!! Na to nie ma jej zgody. Joanna planuje się zemścić i zdemaskować mordercę. Wraz ze swoją menadżerką Beatą, zwaną Betty zamierza wyręczyć policję i odkryć, kto zabił jej ukochanego. Twierdzi bowiem, że policjanci „są dobrzy tylko w ganianiu babć handlujących pumeksem. Albo we wrzepianiu ludziom mandatów za złe parkowanie!”. Zaczyna się wyścig z zabójcą, w trakcie którego dwie kolejne osoby zostały skrzywdzone i kilka razy spenetrowana willa Joanny. W międzyczasie Joanna z Betty spotykają najprzystojniejszego komisarza polskiej policji, a zawarta jakiś czas temu znajomość Betty z Tygrysem Złocistym zaowocuje dwukrotnie. Momentami nie sposób nadążyć za akcją. Sprawdźcie sami. Jeszcze kilka słów o konstrukcji. Autor korzysta z tej najbardziej sprawdzonej. W dotychczas czytanych przeze mnie książkach na początku mamy spis bohaterów. Zwykle bardzo humorystycznie opisuje najważniejsze cechy. Jest to sprytny środek literacki. Już na samym początku możemy domniemywać, z kim będziemy mieć do czynienia. Niestety, tak jestem ciekawa fabuły, że zwykle tylko przelatuję wzrokiem po opisach bohaterów.

Czy ocena również będzie z piekła rodem?

A gdzieżby?! Nie może być! Książka bawiła mnie od samego początku. Wyobraźcie sobie, że po raz pierwszy zaśmiałam się na osiemnastej stronie. Warto wspomnieć, że to był jednocześnie początek czwartej strony pierwszego rozdziału. Niezwykle rozśmieszyła mnie scenka, w której główna bohaterka, Joanna Szmidt w trakcie wywiadu palnęła gafę mówiąc o pierwowzorach swoich bohaterów. Wskazała (hihihi)  rosyjskich turystów. Możecie sobie wyobrazić co było dalej. Pomyślałam, że jak tak zaczynam, to dalej może być tylko lepiej i…… było. Bardzo rozśmieszył mnie wątek spotkania po latach narzeczonego Betty ze znajomymi z liceum. Mariolka okazała się współcześnie damą lekkich obyczajów o imieniu Krystal, a Waldek znanym w półświatku Tygrysem Złocistym, z którym bohaterowie Alka Rogozińskiego będą mieć jeszcze niejeden raz przyjemność i to nie tylko w tej książce. Spotkanie po latach Rogoziński przedstawił jako gafę sytuacyjną, a Betty skwitowała „Co to było za liceum, na litość pańską ?!”. Wyobrażacie sobie spotkać kogoś z liceum, kto…znacznie odstaje w dorosłym życiu od naszych wyobrażeń z przeszłości? Autor z dużą dawką humoru opisał realia polskiego szołbiznesu. Mamy i zdziczałą gwiazdę muzyki pop, i wątek z paparazzi, i światek dziennikarzy z kolorowych magazynów czyhających na nowinki lub potknięcia gwiazd. Niezwykle udany okazał się wątek Zofii, koleżanki z redakcji „Blask” która wszystko wie, na wszystkim się zna, jak to mówią „niejeden chleb jadła” i z wszystkiego wychodzi obronną ręką. Ciekawa jestem, czy Zofia pojawia się jeszcze w innych książkach Rogozińskiego. Tak mnie zaintrygowała, że nie raz mogłaby namieszać w wątkach kryminalnych kreowanych przez autora. Zresztą sami przeczytajcie, jak ją scharakteryzował sam autor na początku „(…) która już dawno powinna iść na emeryturę (tylko nie znalazł się nikt odważny, kto by jej to uświadomił). Prawda, że postać z ogroooooomnym potencjałem? Sam duet Joanny Szmidt i jej menadżerki Betty jest niezwykle udany. Tak się kochają, że momentami się prawie nienawidzą. Jak współpracują to lecą iskry. Bez wątpienia jedna na drugą może liczyć o każdej porze dnia i nocy. I może tylko dlatego wszystko dobrze dla nich się skończyło?

Oceniam na siedem, gdyż koniec był trochę za miałki. Nagle zrobiło się smutno. Nagle zrobiło się poważnie, nawet za poważnie, jak na całą książkę, śmieszną komedię kryminalną. Dodatkowo kompletnie autor nie rozwinął wątków będących motywacją dla zabójstwa. I jakim cudem Agnieszka zna ogrodnika najbardziej popularnej autorki polskich romansów? Przecież kobiety poznały się na pogrzebie Konrada! Czy to luka, niedopatrzenie? Czy może ja nie czytałam zbyt uważnie? I jedno, i drugie jest możliwe.  

Bez względu na moje spostrzeżenia jest to lekka komedia kryminalna. Komedia z zabawnymi gafami sytuacyjnymi, ciętymi ripostami, śmiesznymi dialogami, barwnymi postaciami, czasem przerysowanymi, co jest jednak całkowicie na miejscu w komediach kryminalnych. Dlatego ocena może być tylko pozytywna.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem W.A.B.

Recenzja przedpremierowa – „Amok” Izabela Janiszewska

AMOK

  • Autor: IZABELA JANISZEWSKA
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Seria: WRZASK. TOM 3
  • Liczba stron: 402
  • Data premiery: 14.04.2021r.
  • Moja ocena: 7/10



Przed Wami przedpremierowa recenzja trzeciej, ostatniej części trylogii o Larysie Luboń i Bruno Wilczyńskim. Już tęsknię za nimi. Jak pisałam w zapowiedzi, po świetnym „Wrzasku” (https://slonecznastronazycia.blog/2020/06/06/wrzask-izabela-janiszewska/ ) i rewelacyjnej „Histerii” (https://slonecznastronazycia.blog/2021/02/23/histeria-izabela-janiszewska/ ) nie mogłam się doczekać tej pozycji. Przyznaję, tak mnie korciła, że przeczytałam ją 17 dni przed datą premiery, mimo sterty innych książek czekających na przeczytanie i zrecenzowanie. To się nazywa niecierpliwość. To się nazywa motywacja.

„(…) czym jest rodzina? (…) każdy z nas jest w pewien sposób jej więźniem. Nikt nie pyta o to, czy chcemy należeć do tej konkretnej rodziny, w której przychodzimy na świat. Losujemy określony zestaw i nie możemy wymienić go na inny. Nieważne, czy pragniemy być obciążeni jej historią i traumami albo czy akceptujemy panujące w niej zasady. Kiedy się pojawiamy, porządek jest już ustalony, a my mamy obowiązek dostosować się do reguł”.
„Amok” Izabela Janiszewska

Nieprzypadkowo wybrałam ten cytat, by otwierał moją recenzję. Cytat o rodzinie. O tym, że nie mamy na nią żadnego wpływu. Na to jaka jest, a jaka mogłaby być „Amok” dla mnie okazał się dogłębnym studium rodziny. Rodziny, która nie potrafi zaopiekować się własnym synem, przechowując go za meblościanką jak zwierzę (pamiętacie analogiczną historię z mediów? Widocznie autorce, też utkwiła w pamięci, że na niej zbudowała postać Jacka Lewickiego). Zwierzę, które w pewnym momencie dorasta, ale nadal nie zaznaje miłości oraz ciepła rodzinnego. W efekcie nie jest w stanie sam go stworzyć. Rodziny, która ma teoretycznie wszystko. I władzę, i pieniądze, i zainteresowanie. Teoretycznie. W praktyce ta rodzina to wydmuszka. Na zewnątrz ozdobiona przepięknymi i drogimi palisadami, wewnątrz pusta. Chora psychicznie matka, alkoholiczka siostra, uciekający od odpowiedzialności brat, wycofany ojciec i on, konstruktor. Syn, brat. Ten, od którego wszystko się zaczęło. Który dawno temu podjął decyzję, od której do chwili obecnej nikt się nie potrafił uwolnić. Rodziny niepełnej. Kobiety porzuconej przez męża wyjeżdżającego z kochanką. Kobiety, która oprócz męża, w jednym momencie straciła córkę Dianę i sześcioletniego syna Wojtusia. Kobiety, której niechęć do córki sięga głębiej niż po jej grób. Kobiety, która nie pozwoliła jej spocząć w pokoju. Rodziny, w której można na siebie liczyć. Rodziny związanej mentalnym i emocjonalnymi więzami, mimo braku więzów krwi. Rodziny, złożonej z grupy przyjaciół którym zależy na sobie wzajemnie. Rodziny, w której członkowie troszczą się o siebie ryzykując własne życie. Szukając, gdy inni już stracili nadzieję.



Nie tego się spodziewałam. Przyznaję. Nie takiej fabuły się spodziewałam. Mając ciągle w pamięci wątek kryminalny opisany przez Izabelę Janiszewską w „Histerii” liczyłam na to samo. Zastanawiało mnie, jakim problemem zajmie się autorka dogłębnie go analizując, pokazując z różnych perspektyw. Założyłam, że losy Larysy i Bruno będą wątkami pobocznymi. Janiszewska „wpuściła mnie w maliny” serwując fabułę całkowicie oddaną losom Luboń i Wilczyńskiemu. Nie znajdziecie w „Amoku” głównego wątku kryminalnego nad którym głowi się zdolny komisarz policji z kolegami. Znajdziecie za to porwanie, morderstwo, śmierć w wyniku choroby oraz odkryte tajemnice sprzed lat. Wszystko to w tle dwóch śledztw, policyjnego i dziennikarskiego. Jakby Janiszewska chciała zamknąć trylogię pewną klamrą, pokazując prawdziwe losy głównych bohaterów.

Fabuła zaczyna się, gdy zostaje uprowadzona Sylwia Konopacka. Koleżanka Bruna. Aktualna partnerka jego odwiecznego wroga: Jacka Lewickiego. Wilczyński rozpoczyna śledztwo dając się wciągnąć w grę Lewickiego, który wydaje się być zawsze trzy kroki przed komisarzem. W tym samym czasie Larysa Luboń poszukuje swojego przyjaciela, byłego szefa i guru dziennikarskiego, Pawła Wiśniewskiego. Nie wierzy w jego śmierć pod kołami pociągu. W trakcie poszukiwań dowiaduje się o śmierci tajemniczej Lady Di, bezdomnej z Dworca Centralnego, którą Wiśniewski znał. Lady Di, która okazuje się Dianą Darską związaną z losami wpływowej rodziny Hallerów. Tak zaczyna się pogoń za Sylwią, za prawdą, za mordercą Diany. Pogoń, w której zostają odkryte kolejne tajemnice. Tajemnice Wilczyńskich, jak: przyczyna śmierci matki Bruna i krzywda, która została wyrządzona wychowankowi domu dziecka Igorowi Szymanowiczowi. Tajemnice Lewickiego, który pociąga za sznurki realizując tak naprawdę swój chory plan. Plan, który przygotowywał od wielu lat, który realizował skrupulatnie i drobiazgowo. Lewicki jak prawdziwy „człowiek trzymający władzę” na każdego potrafi mieć wpływ, każdego potrafi zaintrygować, każdemu potrafi być przydatny. Tajemnice właścicieli Haller Investments ukryte w rezydencji w Podkowie Leśnej, czy w zamkniętej stadninie koni Hallerówce. Tajemnice, które pchają pod koła ciężarówki wiernego kierowcę rodziny, Alberta. Kierowcę, który w taki sposób postanawia zakończyć swoje życie. Szczęśliwe życie. Tajemnice, które zostają odkryte.

Podsumowując
„Amok” to udane zwieńczenie debiutanckiej serii Izabeli Janiszewskiej. Sięgnijcie jednak do tej pozycji po przeczytaniu poprzednich części. Istotna jest bowiem znajomość, co się działo z bohaterami wcześniej. Czego doświadczyli. Jakie demony muszą być pokonane. Jakie postaci dla zakończenia są kluczowe. Ponownie Janiszewska zabrała mnie w głąb relacji Larysy i Bruna. Bohaterów, do których zapałałam sympatią od pierwszej części. Są to postaci nietuzinkowe, znające swoją wartość, walczące o siebie każdego dnia. Będące razem, a jakby osobno. Czytając „Amok” zastanawiałam się jak szybko zostałaby rozwiązana zagadka zniknięcia Sylwii i śmierci Lady Di, gdyby Bruno i Larysa pracowali razem. Od początku strzelali do jednej bramki. Od początku się wzajemnie informowali i wspierali. Od początku współpracowali. Niestety, już się tego nie dowiem. Autorka była konsekwentna. W tej części również, każdy działał na własnych zasadach. Każdy z nich poszukiwał czegoś innego. Każdy z pozoru nie potrzebował drugiego. Nie do końca zrozumiałam motyw ojca Lewickiego, Michała Andrzejewskiego. Najpierw kata swego syna, potem jego ofiary. Przecież tak ekscentryczny śledczy jak Bruno Wilczyński nie potrzebował niczyjej pomocy by poradzić sobie z odwiecznym wrogiem? Obecność Andrzejewskiego wydawała mi się naciągana, niepotrzebna, zbędna. Nie przyniosła żadnego istotnego zwrotu akcji.  Może chodziło autorce o symbol, by zamknąć w jednym miejscu i czasie, i ojca, i syna, i kata, i ofiarę?. Trapiła mnie jeszcze jedna myśl, po kim Igor Szymanowicz nosił nazwisko? Po biologicznej matce? Hm…jego ojciec nazywał się przecież Andrzejewski? Czy to wymyślone nazwisko niezwiązane z przeszłością? Tego wątku nie udało mi się rozgryźć…Ciągle czuję niedosyt.
I wreszcie z jakiego powodu tak naprawdę zginęła Diana Darska, Lady Di z warszawskiego dworca? Nie potrafię odpowiedzieć, mimo, że czytałam książkę w ogromnym skupieniu nie chcąc uronić żadnego słowa, żadnej istotnej informacji. Dlaczego po tylu latach, od wydarzeń, od których zaczęła się jej smutna historia, Hallerowi juniorowi zależało na jej unicestwieniu? Dlaczego teraz miała być dla niego niewygodna, niebezpieczna. Jakim cudem odnalazł ją teraz wśród warszawskich ćpunów, by ostatecznie zabić? Dlaczego tego nie zrobił wcześniej? Przez ostatnie lata. Przecież możni tego świata mogą wszystko. Wszystkich znaleźć, wszystkich kupić, wszystkich omamić, wszystkich wykorzystać, a nawet wszystkich zniszczyć. Śmierć Diany wydawała mi się spóźniona. Trudno było mi zrozumieć, że jej zapalnikiem było przypadkowe spotkanie z Zuzanną Haller. Spotkanie, z którego ona sama niczego nie rozumiała i nie pamiętała.  

Kończąc recenzję poprzedniego tomu „Histerii” napisałam: „Muszę przyznać, że Larysa i Bruno to ciekawa para. Niestandardowa. Mam nadzieję, że spotkam się z nimi jeszcze nie raz”. Dzięki Izabeli Janiszewskiej spotkałam się z nimi ponownie w „Amoku”. Poobserwowałam, podążyłam ich ścieżkami.
Tylko żal, że po raz ostatni ….

Gdybym miała użyć jednego słowa do zrecenzowania książki napisałabym: NIENASYCENIE. To czuję kończąc przygodę z Larysą i Brunem. Nienasycenie. Sięgnijcie po tą autorkę i po jej spektakularną debiutancką trylogię. „Wrzask”, „Histeria” i „Amok” czekają na Was. Nie pożałujecie!!!

Ps. muszę jednak zapytać autorkę za pierwszą czytelniczką wspomnianą w posłowiu „Dlaczego? (…) Ale dlaczego?”❗.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Wrzask” Izabela Janiszewska

JaniszewskaWrzask1

WRZASK

  • Autor: IZABELA JANISZEWSKA

  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA

  • Liczba stron: 398

  • Data premiery: 15.04.2020r.

  • Moja ocena: 8/10

Debiut to zawsze taka trochę gra w ciemno, trudno przewidzieć czego można się spodziewać. Na „Wrzask” Izabeli Janiszewskiej zdecydowałam się między innymi dlatego, że został wydany przez Czwartą Stronę Kryminału, co jest dla mnie gwarancją interesującej lektury. Oczywiście pomógł też intrygujący opis i przerażająca, przemawiająca do wyobraźni okładka.

Niezależna reporterka Larysa Luboń wpada na trop sadystycznego sponsora studentek. Jednocześnie policjant Bruno Wilczyński,  stara się rozwikłać zagadkę zamordowanej kobiety. Niespodziewania pewno pojawiają się pewne podobieństwa do sprawy sprzed lat, która osobiście dotknęła mężczyznę. Akcja prowadzona jest więc dwutorowo, w pewnym momencie tropy bohaterów się przecinają, a oni sami mogą sobie pomóc w rozwikłaniu zagadki Czytaj dalej

„Jedyne wyjście” Ryszard Ćwirlej

CwirlejRyszard JedyneWyjscie2

JEDYNE WYJŚCIE

  • Autor: RYSZARD ĆWIRLEJ

  • Wydawnictwo: MUZA

  • Liczba stron: 510

  • Data premiery: 22.04.2020r.

  • Moja ocena: 7/10

Jedyne wyjście” to pierwsza przeczytana przeze mnie książka znanego autora, ale pewno nie ostatnia. Może stało się tak dlatego, że to pierwszy współczesny kryminał Cwirleja, a takie zdecydowanie preferuję. Jednak tak naprawdę do sięgnięcia po tą książkę zachęcił mnie ciekawy opis i kobieca postać głównej bohaterki. Zresztą nie mogłam nie sięgnąć po książkę zapowiadaną jako „kryminał feministyczny twórcy męskiej powieści neomilicyjnej”. Po lekturze wiem na pewno, że sięgnę po kolejne książki autora, a już na pewno te należące do serii o Anecie Nowak. Czytaj dalej