„Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki” Karolina Dzimira-Zarzycka

SAMOTNICA. DWA ŻYCIA MARII DULĘBIANKI

  • Autorka: KAROLINA DZIMIRA-ZARZYCKA
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Liczba stron: 536
  • Data premiery: 1.06.2022r.

@Karolina Dzimira-Zarzycka stworzyła naprawdę ciekawą pracę. Może nie tak buchającą zakazanym seksem jak się spodziewałam😉, ale niezwykle rzetelną, kompleksową i urozmaiconą. Mam tu na myśli premierę od @wydawnictwomarginesy z Dnia Dziecka, tj. 1 czerwca br. o zadziornym tytule „Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki”. Książkę wzięłam do ręki z niezwykłym zaciekawieniem. Chciałam poznać inne spojrzenie na kobietę, która z Marią Konopnicką spędziła ponad dwadzieścia lat życia i która, co się nie spodobało córce Konopnickiej na krótko, bo na krótko, ale jednak, spoczęła po swej śmierci w grobie Poetki. Nie zawiodłam się😊. Tyle ciekawostek w jednej pozycji to prawdziwy rarytas.

Co chcielibyście wiedzieć o kobiecie, która rozkochała w sobie naszą nadworną polską poetkę Marię Konopnicką?

Może skąd pochodzi i gdzie się urodziła. Może jaki był jej ulubiony kolor i czym zachwyciła Konopnicką, która z miłości nazywała ją Pietrkiem. Może jakie miała zainteresowania, hobby i talenty. A może co tak naprawdę robiła w swym życiu i czy powinna być znana tylko z tego, że stanowiła oparcie i towarzystwo dla jednej z najbardziej wybitnych autorek ubiegłego wieku. A może to, że nazywała się Maria Magdalena Barbara Karolina i na akcie jej chrztu napisano „z nieprawego łoża” i że do momentu ślubu jej rodziców nie miała prawa do nazwiska ojca.

Zgodnie z austriackim kodeksem cywilnym dziecko nieślubne nie miało prawa ani do nazwiska ojca, ani do szlachectwa czy herbu. Jeśli jednak jego rodzice zawarli później małżeństwo, nabywało formalnie wszelkie prawa legalnego potomka. Mogło nawet wnioskować o naniesienie odpowiedniej korekty w księdze chrztu.” – „Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki” Karolina Dzimira-Zarzycka.

Wielu z Was pewnie zaciekawi jej postać. Jak zaciekawiła – o dziwo ! – mnie. Autorka nakreśliła jej losy w sposób chronologiczny. Wspominając o jej pochodzeniu, o jej dzieciństwie, o losach jej wykształcenia. Zwracając szczególną uwagę na jej talent malarski i osiągnięcia w tym zakresie, które – muszę przyznać – wskutek związku z Konopnicką jakoś współczesnym czytelnikom umknęły. To były dziwne czasy, w których żyła i Konopnicka, i Dulębianka, i wiele kobiet podobnym im. Z jednej strony o wiele dla nich łaskawsze;

Tok rozumowania był prosty: jeśli w łóżku nie było mężczyzny – nic nie zaszło…(…) zgodnie ze zwyczajami kobiet w tym kraju, nie ma żadnej nieprzyzwoitości, gdy jedna kobieta idzie do łóżka z drugą”. Co innego, gdyby w łóżku przyłapano dwóch dżentelmenów. W tym samym czasie brytyjskie sądy skazywały homoseksualnych mężczyzn na więzienie, a nawet na śmierć. Nikt nie wątpił w ich popęd seksualny i cel nocnych schadzek.” – „Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki” Karolina Dzimira-Zarzycka.

Z drugiej naznaczone ciągłą walką w roli sufrażystek, emancypantek, czy wreszcie feministek o rolę kobiet w społeczeństwie, o równouprawnienie, o prawo do głosowania i wyższego szkolnictwa. I za to metodyczne podejście do tematu należy Panią Karolinę Dzimirę-Zarzycką pochwalić. Autorka umiejętnie i konsekwentnie drążyła temat różnic pomiędzy poszczególnymi grupami „wojujących kobiet”. Edukując czytelnika, że „Emancypantki popierały równouprawnienie kobiet, skupiając się na prawach wyborczych i równym dostępie do edukacji. Feministki walczyły o to samo, ale zajmowały się sytuacją kobiet także w szerszym kontekście….” Dzięki temu podejściu poznałam nie tylko Dulębiankę z tej strony, ale także Wyczółkowską, Kuczalską – Reinshmit, Daszyńską-Golińską, Turzymę, Witkowską, czy Felicję Nossig i wiele, wiele innych polskich kobiet, które na wzór zagranicznych działaczek skutecznie doprowadziły do dość, jak na ówczesne czasu wczesne uchwalenie dla kobiet prawa głosu, czy prawa do studiów wyższych. Ciekawostką nad ciekawostkami okazała się manifa z 19 marca 1911 roku zorganizowana we Lwowie.

Koncepcja była prosta. Skoro robotnicy mają swoje święto 1 maja, to kobiety także powinny ustanowić jeden termin, w którym wspólnie manifestowały w sprawie równouprawnienia. Obchody Dnia Kobiet zaplanowano wtedy w wielu miastach w Niemczech, Szwajcarii, Danii i Austrii. Nie zawiodła i Galicja…” – „Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki” Karolina Dzimira-Zarzycka.

Książka obfituje w takie ciekawostki. Jest pełna historycznych wzmianek, socjologicznych interpretacji pewnych decyzji i okoliczności, w których przyszło Dulębiance żyć, a także społecznego tła, od którego nie stroni Autorka. Jest też sprytnie skonstruowana. Losy głównej bohaterki Dzimira-Zarzycka ujęła w dziewięć części. Pomoc w chronologii zdarzeń czytelnik znajdzie w Kalendarium, które sprawia, że sama książka jest krótsza o kilkadziesiąt stron.

Karolina Dzimira-Zarzycka nie ocenia, nie stygmatyzuje czasów sprzed ponad stu lat. Nie skupia się na erotycznych aspektach relacji Dulębianki z Konopnicką. Skupia się na czymś ważniejszym, na jej działalności na rzecz kobiet, na rzecz dzieci. Na podejmowanych przez nią akcjach, organizowanych manifestach i napisanych odczytach. Skupia się na jej charyzmie i charakterze, który okazuje się jedyny w swoim rodzaju. Owszem, w wielu aspektach na wskroś męski. Ale jednocześnie tyle męski, ile kobiecy. Jej zdecydowanie, butność, zdolność do osiągania celów przeplatana była niezwykłą czułością, troską i tkliwością w relacjach z innymi, szczególnie słabszymi, zostawionymi samym w sobie.

To nie pamiętnik, nie biografia. To dobrze napisana historia przeplatana pięknymi ilustracjami, reprodukcjami zdjęć. Ich kontekst wprowadził mnie w czasy, o których opowiada książka. Czasy silnych, mniej znanych lub zapomnianych kobiet. Jedną z nich jest Dulębianka. Naprawdę bardzo znana w swoich czasach i poważana w wielu kręgach.

Moja ocena: 8/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Marginesy, za co bardzo dziękuję.

„Duchowa ścieżka” Gregory David Roberts

DUCHOWA ŚCIEŻKA

  • Autor: GREGORY DAVID ROBERTS
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Liczba stron: 150
  • Data premiery: 1.06.2022r.
  • Data premiery światowej: 2.09.2021r.

Gregory David Roberts to autor „Shantaramu”. Książki, która poruszyła wielu czytelników. Sam Marcin Meller, którego czytelnicze opinie bardzo cenię, o książce napisał „Nigdy w życiu nie kupiłem tak wielu egzemplarzy jakiejś książki na prezenty dla przyjaciół. Wszyscy są wdzięczni. To jak przypadek ciężkiego uzależnienia: jeżeli przeczytasz kilka pierwszych stron, jesteś stracony dla bliskich i pracy na nadchodzący czas”. Dowiadując się, że @wydawnictwomarginesy wydaje 1 czerwca br. „Duchową ścieżkę” tego samego autora, nie wahałam się ani chwili, chociaż z opisu Wydawcy dowiedziałam się, że na historię z rodu „Shantaramu” nie mam co liczyć😉.

To książka nie o odkupieniu, nie o heroinie i nie o życiu w indyjskich slumsach. To niesubtelna metafora życia, naszego bytu, naszego jestestwa w sferze duchowej, naukowej, fizycznej i religijnej. Gregory David Roberts dzieli się z czytelnikiem swoimi doświadczeniami w procesie poszukiwania własnej wewnętrznej siły, by przeciwstawiać się trudom życia i mieć siłę odpychać błędne decyzje. I jak obiecuje Wydawca; „Duchowa Ścieżka to lektura obowiązkowa dla wszystkich poszukujących wewnętrznego spokoju”. Obowiązkowa, może i tak. Ale czy szyta na miarę?

Najgorzej to postawić wysoko poprzeczkę autorowi. Ja znów popełniłam ten błąd. Po rewelacyjnej historii opisanej przez autora na podstawie własnych doświadczeń w „Shantaramie” spodziewałam się rozważań o świecie rzeczywistym i duchowym, które mnie pochłoną, w których będę chciała odgrywać, choć w myślach i w głowie, stronę czynną, stronę dyskutującą z autorem. Stało się jednak inaczej. Czytając dociekania Robertsa nie byłam nimi wyjątkowo zainteresowana, nie byłam nimi zauroczona. Książkę traktuję jako kolejną wycieczkę w duchową, religijną, niematerialną, pełną emocji sferę człowieka zagonionego we współczesnym świecie.

Krótka książeczka. Pełna rozmyślań, rad, spostrzeżeń i uwag. Pełna przenikliwości skierowanych wprost w naszym kierunku, jak możemy lepiej, co możemy poprawić, na czym powinniśmy się skupić. Chwilami mocno moralizatorska, z silnym rysem przewodniczym. Wzbogacona dość siarczyście osobistymi zwierzeniami Robertsa, jego emocjami i własnymi przeżyciami. Bardzo intersującymi, nie powiem. Niezwykle ciekawymi.

Jeśli jesteście ciekawi przeżyć Gregorego Davida Robertsa, który przeszedł bardzo dłuuuuuuugą drogę do miejsca, w którym aktualnie jest, to przeczytajcie propozycję od Wydawnictwa Marginesy pt. „Duchowa ścieżka”. Skieruje ona Waszą uwagę na inne tory, na bardziej duchowe tory, o których istnieniu może już zapomnieliście.

Moja ocena: 6/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Marginesy, za co bardzo dziękuję.

„Trup w wannie” Dorothy L. Sayers

TRUP W WANNIE

  • Autorka: DOROTHY L. SAYERS
  • Wydawnictwo: ZNAK JEDNYM SŁOWEM
  • Cykl: LORD PETER WIMSEY (tom 1)
  • Liczba stron: 288
  • Data premiery w tym wydaniu: 01.06.2022r.
  • Data premiery: 01.01.2003r.

Wydawnictwo Jednym Słowem Znak (Imprint @WydawnictwoZnak ) „Trupem w wannie”, który premierę miał 1 czerwca br. otwiera nową serię publikowaną w całości autorstwa Dorothy L. Sayers. Zamykając ostatnią stronę już kątem oka zauważyłam na obwolucie okładki dwie kolejne części cyklu z Lordem Peterem Wimseyem pt. „Zastępy świadków” i „Podejrzana śmierć”. I nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie to, że sama autorka jest mi całkowicie nieznana☹. Tym większe moje zdziwienie, gdy przeczytałam, że Sayersto „(…) (ur. 13 czerwca 1893 w Oksfordzie, zm. 17 grudnia 1957 w Witham) – angielska pisarka i tłumaczka, autorka powieści kryminalnych oraz esejów i sztuk teatralnych o tematyce chrześcijańskiej. Najbardziej znanym bohaterem powieści Dorothy L. Sayers jest lord Peter Wimsey” (cyt. za https://pl.wikipedia.org/wiki/Dorothy_L._Sayers ) . „Trup w wannie” został wydany w 1923 roku, co oznacza, że Sayers publikowała opowieści z detektywem Wimseyem – angielskim dżentelmenem na równi z królową kryminałów Agathą Christie. Kolejnych trzynaście publikacji z tym bohaterem pojawiało się cykliczne w formie powieści, a także opowiadań do roku 1939. I to nie jedyne kryminalne publikacje Dorothy L. Sayers. Nie jedyne…

(…) to dlatego, że myślisz o sobie. Chcesz być spójny. Chcesz ładnie wyglądać i beztrosko się bawić, gdy życie jest komedią, a gdy zmienia się w tragedię, kroczyć z wysoko podniesioną głową. Ale to dziecinada. Jeśli uznasz swój obowiązek względem społeczeństwa w kwestii odkrycia prawdy o morderstwach, musisz przyjąć taką postawę, jaka będzie w danym momencie najbardziej użyteczna. (…) Życie to nie piłka nożna.” – „Trup w wannie”  Dorothy L. Sayers.

Tak o lordzie Peterze Wimseyu myśli jego przyjaciel ze szkolnych lat w Eton aktualnie inspektor policji Charles Parker, którego imię autorka wspomniała bodaj z raz, czy dwa razy😊. Lordzie Peterze, nie Lordzie Wimseyu, gdyż główny bohater w przeciwieństwie do jego brata nie jest priasem Denver. Wimsey będąc detektywem amatorem stara się znaleźć rozwiązanie dla dwóch zagadek kryminalnych. Jedna dotyczy odkrytych zwłok mężczyzny w wieku około pięćdziesięciu lat w wannie szanowanego architekta Pana Thippsa, a druga zniknięcia szanowanego finansisty sir Reubena Levy’ego. Mając do dyspozycji własną inteligencję, przebiegłość, oddanego przyjaciela i kamerdynera Mervyna Buntera Wimsey wykorzystuje koneksje matki Wdowy Denver, wiedzę z zakresu współczesnych metod śledczych i znajomości w świecie brytyjskiej arystokracji do drastycznego odkrycia, który rzuca nowe światło na świat nauki. 

Sama jestem zaskoczona tym, że książka o detektywie amatorze Lordzie Peterze Wimseyu podobała mi się bardziej, niż czytane ostatnio dwa dzieła Agathy Christie (recenzje znajdziecie tu: „Morderstwo na polu golfowym” i  „Zagadka Błękitnego Expresu”). To klasyczna powieść detektywistyczna retro osadzona w arystokratycznym świecie angielskich dam i dżentelmenów. Osadzona w Londynie sprzed stu lat i okolicznych włościach, których podobne zamki i pałace można zwiedzać do dziś. Klasycyzm powieści mieści się w jej ramach. Wątek kryminalny toczy się wyłącznie wokół jednej zagadki, chociaż powiązany jest z dwoma postaciami. Autorka jak na ówczesne czasy przystało nie wodzi czytelnika zbytnio na manowce, nie rozwija kolejnych wątków, mimo, że wprowadza do powieści wielu bohaterów i rekwizytów pobocznych, nad którymi istotnością każe nam się zastanawiać.

Bez wątpienia kryminały retro trzeba lubić. Ja jestem ich wielką fanką. Dla czytelnika, który nie cierpi klasycznego pióra książki tego rodzaju są męczarnią. Dla mnie ciekawą rozrywkową lekturą. Dorothy L. Sayers stworzyła bardzo wyrazistą postać, dla mnie bardziej wyrazistą od samego Poirota. Co do aparycji to cytując samą twórczynię „Jego pociągła, sympatyczna twarz sprawiała wrażenie, jakby wyrosła samoistnie z cylindra niczym biała larwa ze słynnego sera casu marzu.” Jego gesty dostojne. „To mówiąc, z niewymuszoną uprzejmością usiadł przy telefonie, jakby siadał do pogawędki ze znajomym, który akurat wpadł z wizytą.” A arystokratyczny rys zaznaczony został w fabule; „Musiał się pan bardzo zdenerwować – powiedział lord Peter ze współczuciem. – I to jeszcze przed śniadaniem. Osobiście nie znoszę, gdy takie kłopoty spadają na mnie przed śniadaniem. Odbierają człowiekowi apetyt, prawda?” By czytelnik poznał głównego bohatera jeszcze dogłębniej, najważniejsze informacje z jego życia zostały opisane na końcu powieści.

Do tego posiada tajną broń w osobie swej matki Wdowy Denver udającej wszem i wobec, że jej syn nie bawi się w amatorską detektywistyczną pracę, a jednocześnie cicho go wspierając w jego zainteresowaniach osobiście dostarczając mu ciekawych zagadek do rozwiązania. Kobiety nieszablonowej i z szerokimi horyzontami. Twierdzącej, że „(…) prowincjonalne parafie potrafią niektórym zawęzić horyzonty.” I potrafiącą  się w odpowiednim momencie konwersacji „(…) wygodnie okopać”, by móc „(…) wręcz przystąpić do celowania.”

Jako niewprawiona w angielską socjetę z lat trzydziestych ubiegłego wieku chwilami irytowały mnie używane, choć muszę przyznać, że w pełni zasadnie, sformułowania typu: milady, lady, książęca mość, milordzie, lordowska mość. A jak pojawiały się gęsto w jednym zdaniu to już  w ogóle; „Jej książęca mość dzwoni z Denver, milordzie. Mówiłem właśnie, że wasza lordowska mość  udał się na aukcję, gdy usłyszałem zgrzyt klucza waszej lordowskiej mości w zamku.”

Sayers stworzyła historię bardzo spójną od samego początku do końca. Zadbała o jakość i specyficzne cechy bohaterów, o których miło mi się czytało. Kolejne wydanie z roku 1935 wzbogaciła o rozbudowaną notkę biograficzną wuja lorda Petera Pana Paula Austina Delagardie, napisaną w tak realny sposób, że sposób się pomylić i wziąć Wimseya za prawdziwą, historyczną postać 😊. Wydanie, które miałam w ręce wzbogacone zostało bardzo ciekawym i wnikliwym wprowadzeniem autorstwa Elisabeth George amerykańskiej pisarki powieści kryminalnych osadzonych w Wielkiej Brytanii. Wprowadzeniem, które warto przeczytać.

Mimo, że zagadka kryminalna nie należy do bardzo skomplikowanych, a rozwiązanie nasuwa się same, jest to powieść detektywistyczna, która umiliła mi czas. Zbiór takich osobliwości, jak sam lord Peter ze swoim Bunterem, skromny Pan Thipps, twardogłowy inspektor Sugg, czy Julian Freke musiało być gwarancją udanej historii. Specyficzny humor autorki przeobrażony w twierdzenia stworzonych przez nią postaci jest sam w sobie bardzo uroczy. W połączeniu z uroczym bohaterem jest receptą na dobry relaks.

Nie mogę doczekać się kolejnych części. Z ciekawością do nich sięgnę. Muszę się przekonać, w jakim kierunku podążać będzie postać lorda Petera Wimseya z jego dwoma nieodzownymi kompanami; Bunterem i Parkerem, a także wyjątkową matką Wdową Denver. Czy kolejne zagadki również okażą się na jego miarę, czy na miarę tylko Sherlocka Holmesa, o którym wspomniano w „Trupie w wannie” nie raz😊.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z twórczością  Dorothy L. Sayers bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Zaplanuj sobie śmierć” Milena Wójtowicz

ZAPLANUJ SOBIE ŚMIERĆ

  • Autorka: MILENA WÓJTOWICZ
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery: 02.06.2021r.

Przyspieszam trochę z zaległymi recenzjami. Taki mam plan, a co z niego wyjdzie to się okaże😉. Już praktycznie deszczowy sierpień za nami, a ja jeszcze nie rozprawiłam się do końca z czerwcowymi premierami. Jedną z takich premier jest najnowsza książka „Zaplanuj sobie śmierć” pióra @wojtowiczmilena wydana nakładem @wydawnictwo.wab. Jako zadeklarowana, ogromna fanka twórczości Joanny Chmielewskiej z każdego okresu😊, nie mogłam nie skusić się, by przeczytać tę pozycję. Cóż może być przyjemniejszego od komedii kryminalnej osadzonej w realiach absurdów przedsiębiorstwa produkcyjnego? No, chyba tylko wino…tfu, raczej niewiele. Tak, zdecydowanie powinnam odpowiedzieć „niewiele”.

Cała historia zaczęła się w pechowy piątek trzynastego. W jednym z dużych przedsiębiorstw produkcyjnych, gdzie terminy i plany produkcyjne mają ogromne znaczenie, z nieznanych rąk ginie główny planista. I tu zaczyna się zabawa😉. Jak to zwykle w komediach kryminalnych bywa, wszyscy wydają się podejrzani. Działania inspektora Chętka dodatkowo nie zsyłają na zarząd spokoju, wręcz przeciwnie pogrążają firmę w chaosie. Wszystko zdaje się sypać, a sam sufit zbliżać do podłogi. Na szczęście firma posiada bezcenny kapitał, to pracownicy!!! Pracownicy, którzy rozpoczynają własne nieudolne śledztwo. Śledztwo, które rzuca nowe światło na to, co zdarzyło się Mirkowi Biernackiemu.

Pracowaliście kiedyś w korporacji? Ci co odpowiadają tak, pewnie nie raz na własnej skórze doświadczyli absurdów panoszących się w dużej firmie. Jest ich całkiem sporo. Korpo-gadki, korpo-maile, korpo-zwroty, korpo-spojrzenia spod byka, korpo-plany, korpo-KPI itepe itede. Jak w te wszystkie absurdy zawita morderstwo jednego z ważniejszych pracowników, to mamy dosłownie wydarzenia jak z Chmielewskiej z serii o Lesiu, gdzie dziwnym trafem ginęło wielu związanych z biurem architektonicznym. I przyznam, że książka Mileny Wójtowicz historie spod pióra Chmielewskiej trochę mi przypomina. Bardzo trudno jest konkurować z jedyną Królową polskich kryminałów, wiem, wiem. Dlatego nie było wielkiego „WOW”. Książkę czytało się bardzo lekko i przyjemnie. Podobny poziom absurdu ze znanych mi komedii kryminalnych i osadzenie akcji w dużej firmie dodaje lekturze niezwykłego uroku.

Ja przy lekturze bawiłam się znakomicie. Chwilami żałowałam, że książka ma tylko niewiele ponad trzysta stron, jak w powiedzeniu „wszystko co dobre szybko się kończy”. W „Zaplanuj sobie śmierć” znajdziecie znaczną dawkę humoru. Mnie najbardziej urzekły gagi sytuacyjne, niedopowiedzenia czy zwykłe omyłki, które w tym gatunku wprost uwielbiam. Podejrzenia gonią podejrzenia, winni stają się niewinnymi i odwrotnie, do tego motająca się kadra i naciski z góry, uff każdy chciałby poznać rozwiązanie zagadki, każdy. Wy też? Mam nadzieję, że tak. Biegnijcie do księgarni czy biblioteki, nie pożałujecie. Życzę Wam dużo śmiechu i pamiętajcie, „śmiech to zdrowie”!!!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

„Wizjer” Magdalena Witkiewicz

WIZJER

  • Autorka: MAGDALENA WITKIEWICZ
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 16.06.2021r.

Kolejna czerwcowa premiera, której recenzję nadrabiam to „Wizjer” @Magdalena Witkiewicz Official od @wydawnictwo.wab. Nie ukrywam, że książki Autorki bardzo sobie cenię. Moją historię z jej twórczością zaczęłam od „Po prostu bądź” i „Cześć, co słychać”, następnie zrecenzowałam „Czereśnie zawsze muszą być dwie”, by wreszcie zachwycić się Autorką w krótszej formie w antologiach opowiadań pt. „Teraz cię rozumiem mamo” i „Niegrzeczne last minute”. Gdy otrzymałam „Wizjera”, którego okładka po prostu zaparła mi dech w piersiach, bez zbędnej zwłoki zaczęłam czytać. Czytać, czytać, by dowiedzieć się kim jest, lub czym jest i co robi tytułowy Wizjer. Jak daleko sięga jego oko?

Czy myślisz, że znasz swoją rzeczywistość? Czy twierdzisz, że nic cię nie zaskoczy? Czy jesteś pewna/pewny, że wszystko na co patrzysz i czego dotykasz jest tym, czym myślisz? Jeśli tak, to przedstawiam Ci Wizjera, który w życiu Laury – samotnej matki, wprowadził chaos i osadził niewiarygodne rzeczy. Wizjera, który zawładnął jej znajomymi, dziwnymi wypadkami w jej otoczeniu, czy niespotykanymi dotychczas samobójstwami. Wizjera, który z jakiś powodów obrał sobie za ofiarę Laurę, młodą matkę zajmującą się „projektowaniem i prognozowaniem zachowań oraz potrzeb konsumentów”. Co motywuje Wizjera to zniszczenia Laurze życia? Jej praca, rodzina, znajomi, a może ona sama? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Zacznę trochę od innej strony. Swego czasu zachwyciłam się serią Jakuba Szamałka, która opowiada o równoległej wirtualnej rzeczywistości, która nie jest tak bezpieczna, jak nam się wydaje. Książka „Wizjer” Magdaleny Witkiewicz kojarzy mi się z tym cyklem. Jest ona bowiem bardzo dobrze napisanym thrillerem, w którym występują twisty fabularne i więcej jest znaków zapytania niż odpowiedzi. Sama Laura jako bohaterka przypadła mi do gustu, jest inteligenta, niezależna, samodzielna. pracuje jako analityk w banku i zajmuje się przetwarzaniem danych. Sama wychowuje jest małego synka. Poznajemy Laurę mniej więcej w czasie gdy udaje się na konferencję tematyczną dotyczącą przetwarzania danych i nowych technologii. Poprzednia, w której brała udział znacząco zmieniła jej życie. Czy tym razem będzie tak samo? Kobieta dowiaduje się o samobójstwie swojego znajomego. Powiedzieć, że jest w szoku, to nic nie powiedzieć. Jurij według niej nie był człowiekiem, który mógłby się podsunąć do takich rozwiązań. Nieoczekiwanie okazuje się, że w tej samej firmie w której pracował inne osoby pełniące ważne stanowiska również popełniły samobójstwa. Czy to zbieg okoliczności? Wokół Laury zaczynają dziać się dziwne rzeczy, zmienia również pracę i zaczyna pracować w firmie, która organizowała konferencję a, z którą związany był jej znajomy.

Powieść przedstawia niepokojącą, ale jednak realną rzeczywistość, gdzie ktoś może kierować życiem innych ludzi wykorzystując do tego owoczesne technologie. Czy jest możliwe, że z pozoru normalnie przebiegające życie było realizowanym przez kogoś innego planem? Jest to lektura wciągająca z ciekawą fabułą. Jej zaletą są  realistyczni bohaterowie, tacy z krwi i kości. Akcja toczy się bardzo ciekawie, po kolei odsłaniając interesujące nas fakty. Chociaż pod koniec zaczęłam się już domyślać rozwiązania całej zagadki, muszę przyznać, że było bardzo interesujące. To jest najlepsza zachęta, by sięgnąć po książkę, w której Wasz dotychczasowy świat przestanie istnieć. W której Wasz świat rozbije się na milion kawałków. Udanej lektury. Nie zwlekajcie, czytajcie!!!

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki WYDAWNICTWU WAB.

„Zaginiona siostra” Lucinda Riley

ZAGINIONA SIOSTRA

  • Autor: LUCINDA RILEY
  • Seria: SIEDEM SIÓSTR (TOM 7)
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:672
  • Data premiery: 02.06.2021r.

Jakoś tak się złożyło, że wśród nieopublikowanych jeszcze opinii o czerwcowych premierach, oprócz zrecenzowanej już wczoraj „Kwestii winy” Małgorzaty Rogali, znalazła się też kolejna z mojej ulubionej serii, a mianowicie 7 tom „Siedmiu sióstr” Lucindy Riley. Książkę przeczytałam niedługo po premierze, ale emocje mi towarzyszące i związane z tym okoliczności sprawiły, że potrzebowałam trochę czasu, żeby móc napisać recenzję. I jak to często bywa upłynęło go sporo więcej niż zakładałam.

Lucinda Riley to brytyjska pisarka pochodzenia irlandzkiego. W dzieciństwie dużo podróżowała, głównie na Bliski Wschód. Po przeprowadzce do Londynu została aktorką, grała w filmach, telewizji i teatrze. Jako pisarka zadebiutowała w 2011 roku „Domem orchidei”. Jej książki podbijały listy bestsellerów i serca czytelników, ale najwspanialsza chyba jest seria „Siedem sióstr”. Opowiada o adoptowanych przez tajemniczego Pa Salta siostrach. Choć urodziły się na różnych kontynentach wychowały się w bajecznej posiadłości na prywatnym półwyspie Jeziora Genewskiego. Adopcyjny ojciec nadał im imiona 7 Plejad. Po swojej śmierci każdej z nich zostawił list i dane geograficzne mogące pomóc im odkryć własne korzenia. I tak każda z sióstr udaje się w podróż w poszukiwaniu swojej drogi.

7 tom z założenia miał być zamknięciem całej historii, opowieścią o siódmej, zaginionej siostrze, której jako jedynej nie udało się Pa Saltowi odnaleźć. Jednak w okolicy premiery, ku radości czytelników, okazało się, że będzie ósmy, dodatkowy tom, gdyż w liczącej aż 672 tomy historii nie udało się autorce wyjaśnić i zamknąć wszystkim wątków. Osmy tom miał zawierać historię Pa Salta i wyjawić tajemnice z jego przeszłości. Z tym większym niedowierzaniem i smutkiem przyjęłam informację, że 11 czerwca po długiej chorobie zmarła Lucinda Riley. To bez wątpienia niepowetowana strata dla literatury. Ogromny smutek. Małym okładem na serce czytelników okazała się informacja, że ósmy tom jednak się ukaże, gdyż ukończy go na podstawie zapisków autorki jej syn. Także tajemnice adopcyjnego ojca i jego siedmiu córek zostaną wyjaśnione.

„Zaginiona siostra” jak sama nazwa wskazuje ma wyjaśnić zagadkę 7 siostry. Po śmierci ojca każda z sióstr poszła w swoją stronę i odnalazła swoje korzenie i własną drogę w życiu. Jednak nadal nie wiadomo kto jest siódmą siostrą, gdzie jest i co się z nią dzieje. Po roku od śmierci Pa Salta siostry D’Apliese przygotowują się do rejsu po Morzu Egejskim, by złożyć wieniec w miejscu, gdzie spoczął ich ojciec. Niespodziewanie prawnik rodziny podaje im imię i adres dziewczyny, która najprawdopodobniej jest ich Zaginioną Siostrą. Kobiety spotykają się z nią, lecz okazuje się, że tylko jej matka Mary McDougal może potwierdzić czy dziewczyna naprawdę jest ich siostrą. Kobieta jednak po śmierci męża wyruszyła w podróż dookoła świata. Maja, Ally, Star, CeCe, Tiggy i Elektra kolejno przemierzają pół świata – od Nowej Zelandii, przez Toronto, Londyn, Prowansję, aż po Dublin by spotkać się z kobietą i zyskać pewność co do siódmej siostry. Kobieta jednak ciągle wymyka im się z rąk, wszystko wskazuje na to, że wcale nie chce być odnaleziona… Czy siostrom uda się rozwiązać zagadkę Merope?

Powieść jak zwykle przeczytałam z zapartym tchem, jej klimat, styl, język tak jak w całej serii jest niepowtarzalny. Tym razem jednak historia nie skupia się tylko na jednej bohaterce, a pokazuje kolejno dalsze losy sióstr, bowiem kolejno biorą one udział w poszukiwaniach. Z wielką radością przywitałam się więc ze znanymi i lubianymi bohaterkami. Powieść składa się z kilku części, jedna z nich pokazuje losy Merry, która po śmierci męża, wyruszeniu w podróż i pojawieniu się tajemniczych kobiet czuje, że nadszedł czas, by wreszcie zmierzyć się przeszłością. Zagłębia się więc w lekturę dziennika, który ma od dawna, a my mamy okazję poznać historię Nualii, która przenosi nas do Irlandii 1920 roku. Przedstawione przed autorkę historia i na poziomie współczesnym i tym z przeszłości jest jak zwykle niezwykle fascynująca. Całość czytała z zapartym tchem. Każdy tom utwierdza mnie w tym, że „Siedem sióstr” to jedna z moich ulubionych serii, wyjątkowa, klimatyczna i pełna uroku. Ogromnie się cieszę, że będzie jeszcze 8 tom, który mam nadzieje odpowie na pytania, które tu się pojawiły. A co potem? Cóż, chyba nie pozostanie mi nic innego jak zacząć przygodę z Siedmioma siostrami od nowa:) Co i Wam gorąco polecam, zwłaszcza tym, którzy nie mieli okazji zaznajomić się jeszcze z tą serią.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Kwestia winy” Małgorzata Rogala

KWESTIA WINY

  • Autor: MAŁGORZATA ROGALA
  • Seria: AGATA GÓRSKA I SŁAWEK TOMCZYK (TOM 8)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery:02.06.2021r.

Przyznałam Wam się już jakiś czas temu, że ciągle mam spore zaległości czytelniczo-recenzenckie, co się trochę z tego wygrzebię, to znowu pojawia się mnóstwo nowości i zaległości powstają po raz kolejny. Czerwcowych premier zrecenzowałam już sporo, ale jakimś ogromnie niedopuszczalnym zaniedbaniem doszło do tego, że najnowsza powieść jednej z moich ulubionych autorek, ciągle zrecenzowana nie została, mimo że przeczytałam ją zaraz po otrzymaniu. Zaniedbanie to jest tym większe, że powieść ta jest kolejnym, ósmym już tomem jednej z moich ulubionych serii. Mowa oczywiście o „Kwestii winy” Małgorzaty Rogali i serii o Agacie Górskiej i Sławku Tomczyku. Ale jak to mówi przysłowie „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” niedopatrzenie to pozwoliło mi po raz drugi, aktualnie, zanurzyć się w świat bohaterów i przypomnieć sobie, co się u nich wydarzyło. Jeżeli jesteście tego ciekawi zapraszam Was, już bez zwłoki, do przeczytania recenzji.

Jakub Drzewiecki, policjant drogówki, zostaje kilkukrotnie pchnięty nożem niedaleko swojego domu. Przy ciele sprawca zostawia figurkę Lego. Na miejsce przyjeżdżają Tomczyk i Gniewosz, którzy próbują znaleźć mordercę. Tydzień później w warszawskich parku właściciel agencji reklamowej Hubert Kamiński zostaje zaatakowany szklaną butelką. Górska i Chudy przy zwłokach znajdują miniaturową futbolówkę. Czy to możliwe, że te dwie sprawy są ze sobą powiązane? Czy policjanci złapią sprawcę, bądź sprawców.

Ogromnie cieszyłam się na kolejne spotkanie z moimi ulubionymi bohaterami. Przystępując do lektury zostajemy ich kilka lat później niż w zakończeniu poprzedniego tomu. Można powiedzieć, że dojrzeli, okrzepli, mają unormowane życie osobiste, są rodzicami. Są bardziej wyważeni, spokojniejsi, mądrzejsi, choć z drugiej strony to Ci sami świetni bohaterowie. Moje serce skradli też Jaś i Małgosia, którzy stali się pretekstem do zwrócenia uwagi na to jak niełatwe czasami bywa rodzicielstwom, ale jednocześnie jest jedną z najlepszych rzeczy, która może nam się w życiu przytrafić. Oczywiście jak to u autorki, zwłaszcza tej serii, bywa, oprócz zagadki kryminalnej jest też mocno zarysowany problem społeczny, tło obyczajowe i psychologiczne. Tym razem pani Małgorzata zwraca uwagę na niezwykle istotny problem dotyczący pomocy domowej, Bardzo często jest tak, że sprawca na zewnątrz robi zupełnie inne wrażenie i ofiara boi się przyznać i walczyć o swoje ze strachu o to, że nikt jej nie uwierzy. Bardzo podoba mi się, że autorka porusza tak ważne, choć i trudne tematy. Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie , świetny styl, błyskotliwe dialogi, celne spostrzeżenia to wszystko sprawia, że trudno się od książki oderwać, a po jej zakończeniu już tęsknię za bohaterami.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU Czwarta Strona i autorce

.

„Zanim Cię zobaczę” Emily Houghton

ZANIM CIĘ ZOBACZĘ

  • Autor:EMILY HOUGHTON
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:382
  • Data premiery:30.06.2021r.

„Zanim Cię zobaczę” Emily Houghton to kolejna książka, którą przeczytałam na wakacyjnym wyjeździe. Jest to debiut aktorki, więc podchodziłam do niej zs dystansem. Zgodnie z zapowiedziami na okładce książka jest pełną emocji opowieścią o miłości dla wielbicieli „Zanim się pojawiłeś” i „Gwiazd naszych wina”. Ponieważ przy tej pierwszej zarwałam noc, wylewając podczas lektury morze łez, trochę bałam się po nią sięgnąć:) Odleżała chwilę na półce i pojechała ze mną na wakacje. Tam był spokój, cisza i odpowiednie warunki by delektować się książką. Chcecie poznać moje wrażenia? Czytajcie…

Alice to samowystarczalna, niezależna singielka, która poświęca się karierze. Po pożarze, w którym mocno ucierpiała ma szansę zweryfikować swoje życie, ale może też pogrążyć się w rozpaczy. Załamana, pogrążona w rozpaczy milczy i pragnie ukryć się przed wszystkimi, przestać istnieć. Parawany odgradzające ją od innych to swoisty symbol. Alfie to rozgadany optymista, łatwo nawiązujący kontakty z ludźmi i nie wyobrażający sobie bez nich życia. Choć jego życie po wypadku mocno się zmienia, nie odbiera mu to hartu ducha. Gdy pewnego dnia na jego salę trafia milcząca dziewczyna postanawia sobie wciągnąć ją w rozmowę i się z nią zaprzyjaźnić. Oboje nie zdają sobie sprawy jak bardzo to zmieni ich życie.

Ta powieść to poruszające, pełna emocji opowieść o stracie, o podnoszeniu się po tragedii, a próbie godzenia się z czymś, z czym pogodzić się bardzo trudno, o rozpaczy, smutki, cierpieniu. Ale to także opowieść o sile przyjaźni i miłości, o sile ludzkiego ducha i odwadze do mierzenia się z życiem, zwłaszcza wtedy, gdy nie jest ono takie jak sobie je wyobrażaliśmy. Losy bohaterów ogromnie mnie poruszyły, bardzo im współczułam, a jednocześnie kibicowałam w próbach ułożenia sobie życia na nowo. Powieść jest bardzo mądra, pełna optymizmu, pokory i miłości życia. Ukazuje różne sposoby radzenia sobie z trudnymi sprawami. Mi po raz kolejny przypomniała, że ludzie, którzy uśmiechają się, zdają się przyjaźnie podchodzić do świata i wszystko traktować lekko, tak naprawdę przeżywają swoje tragedie w głębi serca, nie zawsze okazując to, co naprawdę czują. Ale to nie znaczy, że nie potrzebują pomocy i uwagi. Alfie mnie zachwycił, jest chyba najbliższym mi w powieści bohaterem. Mój zachwyt Alice był mniej oczywisty, czasem łamałam się na tym, że irytowała mnie ona swoim epatowaniem tragedią i odrzucaniem ludzi, którzy chcieli jej pomóc, tym ciągłym izolowaniem się. Z czasem jednak zrozumiałam, że wobec tego co ją spotkało ma prawdo tak reagować. Każdy radzi sobie z trudnymi sprawami po swojemu i to, o sprawdza się u jednego, niekoniecznie pomoże drugiemu. Powieść była dla mnie cudownym przypomnieniem o tym jak różnorodni są ludzie i jak cudowne jest życie, mimo trudności, które ze sobą niesie. Książka na długo zapadła mi w pamięć, na pewno sięgnę po nią jeszcze kiedyś. I obiema rękami podpisuję się pod rekomendacją na okładce „książka, którą musisz przeczytać w 2021 roku”. Gorąco polecam!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

.

„Zanim wyznasz mi miłość” Magdalena Kordel

ZANIM WYZNASZ MI MIŁOŚĆ

  • Autor:MAGDALENA KORDEL
  • Wydawnictwo:ZNAK
  • Liczba stron:400
  • Data premiery:28.06.2021r.

Twórczość Magdaleny Kordel obserwuję już od jakiegoś czas, to literatura obyczajowa, w najlepszym tego pojęcia znaczeniu. Niestety sama miałam okazję przeczytać do tej pory tylko „Serce z piernika”, „W blasku słońca” i „Bo nadal Cię kocham”. Jednak lektura tych trzech powieści wystarczyła, żebym wiedziała, że po każdą kolejną sięgnę w ciemno, a gdy tylko będę mieć okazję z przyjemnością nadrobię lekturę poprzednich. Gdy więc 28 czerwca ukazała się nowa powieść autorki „Zanim wyznasz mi miłość” nie zastanawiałam się nad jej lekturą ani chwilę. Trochę dłużej zajęło mi napisania recenzji, ale oto jestem i zapraszam do przeczytania recenzji:)

Akcja toczy się w otoczonym górami miasteczku, gdzie życie toczy się leniwie, choć krzyżują się to różne ludzkie losy, a każdy z bohaterów ma swoje problemy i tajemnice. Ewelina to młoda kobieta, która do każdego wyciągnie pomocną dłoń. Jej babcia Adela i i jej towarzyszka Muszka również chętnie każdemu pomogą tworząc w swoim domu coś w rodzaju ciepłego azylu. Niepodziewania na drodze Eweliny stanie tajemniczy Janek, który uruchomi lawinę zdarzeń zakończoną jedną wielką niespodzianką. A to dopiero pierwszy tom, bowiem zakończenie wyraźnie wskazuje, że będzie ciąg dalszy…

Klimat utkany przez autorkę ujął mnie od pierwszych stron. Akcja toczy się nieśpiesznie, można powiedzieć, że momentami wręcz leniwie. Trudno tu liczyć na spektakularne zwroty akcji czy wartki bieg wydarzeń, jednak atmosfera panująca w powieści sprawiła, że nie chciałam jej odkładać. Bohaterowie złapali mnie za serca, polubiłam chyba wszystkich, bywało śmiesznie, bywało smutno, refleksyjnie, ale przede wszystkim z kart książki promieniuje optymizm i radość życia. Takiej książki mi było trzeba, dostarczyła mi refleksji, relaksu i pozytywnego nastawienie do życia. Gorąco polecam.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ZNAK.

„Sekret Marianny”Agnieszka Olejnik

SEKRET MARIANNY

  • Autor:AGNIESZKA OLEJNIK
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:304
  • Data premiery:16.06.2021r.

Po lekturze „Wyboru Charlotty” wiedziałam już, że pisana w tym samym stylu najnowsza powieść Agnieszki Olejnik „Sekret Marianny” będzie mi się podobała. Czy się zawiodłam? Obie powieści klimatem nawiązują do XIX-wiecznych brytyjskich powieści w stylu Jane Austen, wzbogacone szczyptą erotyzmu.

Marianna Johnson jest urodziwa, inteligentna i bystra. Wydawać by się mogło, że znalezienie męża nie będzie dla niej problemem. Niestety problemem jest brak posagu, dlatego nie może przebierać w kandydatach. Wydaje jej się, że James Hint, emerytowany wojskowy, będzie bezpiecznym wyborem. Nie mogła chyba bardziej się mylić… Po paśmie rozczarowań i trudnych przeżyć, z których składało się jej małżeństwo kobieta szybko zostaje wdową, niestety bez pieniędzy i dachu na głową. Nieoczekiwanie z pomocą przychodzi jej Swen, znajomy prawnik. Proponuje Mariannie układ finansowy, z którego oboje odniosą korzyści. Czy ich umowa się sprawdzi? Jak ułoży się życie Marianny?

Książkę czyta się bardzo lekko, szybko i przyjemnie. Pisana w narracji trzecioosobowej, wierni oddaje klimat XIX-wiecznej Anglii. Przedstawia jej przyrodę, krajobrazy, roślinność i zwyczaje. Każda z postaci jest ciekawie zarysowana, charakterystyczna. Polubiłam Mariannę, choć momentami była ona jak dla mnie trochę niekonsekwentna. Również Swen był ciekawym bohaterem, podobało mi się, że autorka postanowiła nam przybliżyć jego osobę, opowiadając jego historię i dając nam okazję do przyjrzenia się jego rodzinie. W powieści pojawiają się również bohaterowie poprzedniego tomu, co sprawiło mi niebywała przyjemność. Generalnie jest to świetna pozycja nawiązująca do klasyki, ubogacona o wątek rodzącego się powoli w kobietach feminizmu oraz odkrywaniem własnych emocji i seksualności. Bohaterki tej powieści są jednocześnie trochę naiwne, zdane na łaskę mężczyzn, co było standardem w tamtych czasach, ale jednocześnie potrafią też myśleć, chcą się rozwijać i potrafią wziąć swój los we własne ręce, podejmując samodzielne decyzje, często nie łatwe. To połączenia ma swój urok, książka bardzo mi się podobała i z wielką przyjemnością sięgnę po kolejny tom.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.