„Diabeł stróż” Marek Krajewski

DIABEŁ STRÓŻ

  • Autor: MAREK KRAJEWSKI
  • Wydawnictwo:ZNAK
  • Seria: EBERHARD MOCK (tom 11)
  • Liczba stron:440
  • Data premiery: 18.10.2021r.

Autora @krajewskimarek trzeba lubić czytać. Ja przygodę z nim zaczęłam od „Miasta szpiegów”, który mnie zachwycił na tyle, że oceniłam go 9/10😊. Należało się!!! Wolne Miasto Gdańsk opisane w 10 tomie serii o  Edwardzie  „Łyssym” Popielskim to prawdziwe mistrzostwo. Autor ma swój specyficzny styl przenoszący czytelnika w oddalone, zamierzchłe lata. Wszystko się zgadza. Sylwetki bohaterów, język, scenografia, szczegóły ubioru i tajniki ówczesnych metod śledczych. Do tego wspaniały literacki język, jak na filologa klasycznego przystało😉. Tym chętniej sięgnęłam po najnowszy tom serii o Eberhardzie Mocku pt. „Diabeł stróż”, wydany nakładem @wydawnictwoznakpl. Książka trafiła do mnie z lekkim opóźnieniem. I mimo, że premierę miała 18 października br., ja przeczytałam ją dopiero teraz.

Duszny, niemiecki Wrocław. Świat nielegalnych kasyn, prostytutek, morderców i śledczych, którzy stosują niestandardowe metody. Wrocławiem żądzą wszystkie te światy. Do tego magistrat, w którego skład wchodzą ludzie przekupni, trzymający władzę w wielu szeregach. W tej atmosferze lat trzydziestych ubiegłego wieku  radca kryminalny Eberhar Mock próbuje rozwikłać zagadkę śmierci urzędnika pocztowego Seppa Frömela i jego kochanki. Kochanki, którą Mock gościł w prezydium kilka dni wcześniej, a której nieznany sprawca poderżnął gardło w chwili, gdy jej niepełnosprawny syn Rolf uciekał przez okno. Śledztwo prowadzi Mocka w znane mu zaułki, gdzie panuje chaos, chciwość, dążenie do realizacji własnych, często niewybrednych potrzeb. W tym świecie nie każdy czuje się jak u siebie. Nie każdy. Ale Mock każdym nie jest.

Uwielbiam kryminały noir. Ciemne strony miasta zawsze mnie pociągały. Dodatkowo jestem fanką powieści w stylu retro. Mimo, że funkcjonowanie Abwehry, niemieckiego wywiadu dla mnie zawsze było zagadką, Krajewski dzięki stworzonej przez siebie postaci Mocka i wiernemu odwzorowaniu ówczesnego klimatu, przyciąga mnie do tej tematyki. Czytając perypetie Mocka widzę oczami wyobraźni jego rzeczywistość. Podążam wraz z nim ciemnymi zaułkami. Sam bohater trudno się nudzi. Mock jest wyjątkowy. Z jednej strony szarmancki, kulturalny, potrafiący właściwie traktować kobiety, swego czasu wyjątkowo aktywny donżuan. Z drugiej mściciel, stosujący niestandardowe metody śledcze, niepotrafiący się powstrzymać przed karami cielesnymi, czy nawet morderstwem dla słuszności sprawy. Taki bohater i antybohater w jednym. Uwielbiam skomplikowane postaci, gdzie nie wiadomo, czy tkwi w nich dobro, czy zło. Jak sam upominał go jego szef: „I niech się pan uspokoi po tych brawurowych akcjach. Dość huzarskich sztuczek. Ma pan swoje lata, już nie jest pan niesfornym młodzieńcem, któremu wszystko uchodzi na sucho, bo ma dobre wyniki. Szczęście nie będzie panu wiecznie sprzyjać, a w prezydium policji pracują nie tylko pańscy przyjaciele”.

Klimat opisany przez Krajewskiego jest unikatowy. Czytając moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Wątki poboczne splotły się w intersującą i barwną całość. Kobiety, jak zwykle u Krajewskiego pełne sprzeczności. Mężczyźni brutalni. Bardzo podobał mi się wątek z metodą Rolfa. Fantazja Autora nie zna granic. Nawet postać z pozoru nieciekawa może okazać się znacząca na tyle, by stać się przyczyną wielu zbrodni. Nie tylko zbrodni, również sentymentu Mocka. Aż dziw, że potrafi być sentymentalny. Styl Krajewskiego nie do podrobienia. Bardzo inteligentne fabuły, kwiecisty język, nieoczywiści bohaterowie. To jakby podróż w inny świat, nieznany świat, który odkrywa przed czytelnikiem swoje podwoje. Uwielbiam książki, które smakują jak wytrawny posiłek. Podoba mi się Mock w jego kolejnej odsłonie i czekam na kolejną. Polecam!!!

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Małe licho i babskie sprawki” Marta Kisiel

MAŁE LICHO I BABSKIE SPRAWKI

  • Autor:MARTA KISIEL
  • Seria: MAŁE LICHO. TOM 4
  • Wydawnictwo:WILGA
  • Liczba stron:236
  • Data premiery: 27.10.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

Pisałam niejednokrotnie, że fantastyki raczej nie czytam, w związku z tym z twórczością Marty Kisiel zetknęła się dopiero przy okazji napisania przez nią komedii kryminalnej „Dywan z wkładką”, która mnie zachwyciła. Wcześniej jednak zwróciłam uwagę na jej cykl dla dzieci „Małe licho” i miałam w planie jego lekturę. Są to powieści cenione, nagradzane i chwalone. Przez jakiś czas nie mogła zabrać za realizację planu, ale lektura wspomnianego już „Dywanu z wkładką” i mój zachwyt twórczością autorki mnie do tego zmobilizował, Tak więc w pierwszych miesiącach tego roku wraz z córką dałam się pochłoną cudownemu światu stworzonemu przez autorkę w tej serii. Obie zachwyciłyśmy się nią od pierwszych stron, polubiłyśmy chyba wszystkich bohaterów książki, choć mój osobisty fawory to Bazyl:) Kiedy więc dowiedziałam się, że pod koniec października premierę będzie miał czwarty tom czekałyśmy na niego z wielką niecierpliwością. Do lektury zabrałyśmy się niezwłocznie, choć jak to zwykle bywa, życiowe sprawy trochę nam ten proces przesunęły, a już na pewno za długo trwało zabieranie się za napisanie recenzji, Ale jak to mówią, lepiej późno niż wcale i oto jest:) Zapraszam do lektury.

Antoni Bożydar Jekkiełek zaczyna czwartą klasę. Okazuje się, że to nie przelewki. Matematyka sprawia spore trudności, zwłaszcza, że jej nowy, nielubiany wychowawca Cebulon, glutowaty ojciec nie rozumie co to prywatność i koniecznie chce przekazać Bożkowi swoje romantyczne idee, a dom opanowuje horda krasnali. Do tego chłopiec zyskuje nową koleżanka z ławki, a w szkole zaczyna się dziać coś niepokojącego i mrocznego.

Ta powieść, podobnie jak poprzednie, ma niesamowity klimat, trudno się od niej oderwać, zachwyca i czaruje. Autorka jak nikt inny oddać stworzyć magiczno, mroczno, tajemniczą, a jednocześnie pełna humoru i swobody atmosferę tajemniczego domostwa z gromadą mniej lub bardziej oryginalnych postaci. Żywy, piękny język, inteligentne porównania, błyskotliwe uwagi, lekko sarkastyczny humor sprawiają, że lektura zachwyca nie tylko młodszych, ale też tych zupełnie dorosłych czytelników. Ten tom porusza niezwykle istotne dla młodego czytelnika kwestie, takie jak prawo do prywatności, skomplikowane coraz bardziej wraz z procesem dorastania więzi z rodzicami, relacje z rówieśnikami obojga płci, podejścia do obowiązków. Wszystkie te tematy porusza są w sposób nienatrętny, zabawny, a z drugiej strony niezwykle mądry, mogą stać się pretekstem do ciekawych rozważań i długich rozmów między pokoleniowych. Polecam gorąco, a tych którzy jeszcze nie poznali świata Bożka i małego Licha zachęcam do sięgnięcia do pierwszego tomu. Moja córka i ja z niecierpliwością oczekujemy dalszych przygód bohaterów, żywiąc nadzieję, że tym razem pojawi się Bazyl, za którym ogromnie tęskniłyśmy i którego nieobecność uznajemy za jedyny minus powieści:)

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WILGA.

„Czas na miłość” Ilona Gołębiewska

CZAS NA MIŁOŚĆ

  • Autor:ILONA GOŁĘBIEWSKA
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:416
  • Data premiery: 27.10.2021r.

Pod koniec października miało miejsce wiele premier powieści w świątecznym klimacie. Jedną z nich była „Czas na miłość” Ilony Gołębiewskiej. Ponieważ uwielbiam powieści autorki i tym razem zdecydowałam się na lekturę. Jak spisała się autorka w powieścią świątecznej? Czy mi się podobało? Zapraszam na recenzję.

Bohaterkami książki są trzy kobiety związane więzami rodzinnymi i rodzinną restauracją Gościna u Wajsów. Rodzinna atmosfera, nadchodzące święta, magiczny klimat zimowej Warszawy, to wszystko sprawi, że życie trzech kobiet się zmieni. Seniorka rodu jest mądrą, doświadczoną kobietą, która wiele w życiu przeszła. Ma córkę, wnuczkę. Mieszkają w jednej kamienicy, więc mogą się wspierać w razie potrzeby i spędzają ze sobą sporo czasu. Miała męża z którym przeżyła wiele lat, razem prowadzili restaurację. Wydaje się szczęśliwa i pogodzona z życiem, jednak skrywa pewną tajemnicę z przeszłości. Kiedyś bardzo kochała pewnego mężczyznę, jednak konwenanse społeczne i ówcześnie panujące przekonania nie stawiały tej miłości w dobrym świetle. Zakochani próbowali stawić im czoła, jednak na skutek tragicznego splotu zdarzeń jej ukochany zniknął. Kobieta nie wie co się z nim stało, czy żyje. Ta myśl nie pozwala jej mimo upływu lat zaznać spokoju. Czy uda się rozwiązać tą zagadkę? Przekonać się, czy Cezary żyje? Jak potoczyły się jego losy? Jej córka Marta przed laty zraniona przez ojca swojego dziecka, nie ufa mężczyznom. Stara się być samodzielna, samowystarczalna, prowadzi rodziny biznes. Jednak tak naprawdę czegoś jej brakuje. Czy odważy się zaufać, kiedy na jej drodze pojawi się tajemniczy Krzysztof, który poruszył w jej sercu pewne czułe struny. Czy ta znajomość przyniesie jej szczęście, czy może ból i cierpienie? Najmłodsza z rodziny, Pola, jest młodą, niezależną kobietą, która nie wierzy w miłość. Mężczyzn traktuje z pewnym pobłażaniem, nie przypisując im żadnej ważnej roli w swoim życiu. Pracuje w redakcji i w ramach nowego projektu ma znaleźć odpowiedź na pytanie, czy na portalach randkowych można znaleźć miłość. W ramach eksperymentu Pola wraz ze swoją przyjaciółką zapisują się na różne portale randkowe i rozmawiają z różnymi mężczyznami. Pola umawia się na randki i potem je opisuje. Niespodziewanie trafia na Mikołaja. Czy on zmieni jej zdanie o mężczyznach? Jak potoczą się losy trzech przedstawicielek rodziny Wajsów?

Książkę czyta się rewelacyjnie, jak zresztą każdą autorki. Uwielbiam rodzinne opowieści, gdzie występują kolejne pokolenia przedstawicieli tej samej rodziny, a ich losy zastają splecione. Trochę ta powieść przypominała mi świetną serię „Dwór na Lipowym Wzgórzu” o rodzinie Horczyńskich, tam jednak każdy tom poświęcony był przedstawicielce innego pokolenia, tutaj natomiast losy trzech kobiet splatają są w jednej powieści. Ale te pozycje łączą świetne, silne postacie kobiece, ich wzajemne kobiece wsparcie i siła. Bardzo podobał mi się wątek tradycji w postaci rodzinnej restauracji. Była ona świetnym, klimatycznym tłem dla rozgrywających się zdarzeń, zwłaszcza w okresie Bożego Narodzenia. Opisy wystroju, światła, ciepłe barwy, nastrojowa muzyka bardzo oddziałują na wyobraźnię i napełniają czytelnika poczuciem sielskości, spokoju, bezpieczeństwa. Lubię wątki kucharskie w książkach, tutaj był on delikatny, natomiast kwestia ratowania rodzinnej restauracji jako dziedzictwa przodków bardzo mi się podobała. Poszukiwanie dalszego kierunku rozwoju i gotowość na wprowadzenia zmian, jednak z zachowaniem tradycji zyskało moją aprobatę. Tym bardziej, że restauracja poszła w stronę tradycyjnych dań kuchni polskiej, a także warszawskiej, co było dla mnie pewnego rodzaju nowością, powiewem świeżości.

Ciekawą odmianą i sposobem na ożywienie akcji był też wątek misji Poli, która wraz ze swoją przyjaciółką na portalach randkowych sprawdzała czy można tam spotkać miłość. Dzięki temu autorka mogła wpleść w treść rożne ciekawe, zabawne anegdotki, co ożywiło powieść, równocześnie dodając jej lekkości i nowoczesności. Jej klimat bardzo mi się podobał, jest ciepły, świąteczny, chociaż nie nachalnie, rodzinny i optymistyczny. Lektura książki pozostawiła mnie z uczuciem ciepła na sercu, jego ukojenia, bezpieczeństwa, optymizmu i myślę, że tego nam w tych niełatwych czasach najbardziej potrzeba. Polecam gorąco!

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Muza.

„Ta, która zawiniła” Jane Corry

TA, KTÓRA ZAWINIŁA

  • Autorka: JANE CORRY
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron:480
  • Data premiery: 27.10.2021r.

Już połowa listopada, a ja jeszcze nie uporałam się z wszystkimi premierami października. Cóż zrobić, jesień nigdy nie była moją ulubioną porą roku😉. Przed pracą ciemno, po pracy ciemno, praktycznie środek nocy. No i jak tu czytać i dzielić się swoimi spostrzeżeniami jak księżyc świeci? Jedną z październikowych premier, którą nadrobiłam jest premiera z 27 października br. od @WydawnictwoAlbatros. To „Ta, która zawiniła” Jane Corry. Z autorką, mimo, że na swoim koncie ma już kilka poczytnych powieści spotkałam się po raz pierwszy i muszę napisać, że na pewno nie ostatni😊.

W jednej książce dwie historie. Pierwszą z nich jest historia Ellie. Żony wykładowcy uniwersyteckiego Rogera. Matki dwójki dzieci i szczęśliwej babci kilkuletniego Josha. Życie Ellie jest tylko z pozoru poukładane. Ellie boryka się z notorycznymi zdradami męża i trudną przeszłością. Wychowywana bez matki, dorastała w domu z macochą, której nie była potrzebna. Wycofany ojciec nie potrafił wynagrodzić jej nieszczęśliwego domu rodzinnego. Ellie z beztroskiej, radosnej dziewczynki zamieniła się w kobietę, której lęki o bliskich uniemożliwiają pomyślne życie. Wszystko nabiera nowego znaczenia, gdy traci z oczu Josha i dostrzega jego koszulkę w stawie sąsiadów. Druga historia to opowieść o Jo. Bezdomnej, żyjącej na ulicy. Jo maltretowanej przez ojca, wychowywanej w domach dziecka, fizycznie i psychicznie nękanej przez męża. Jo, która straciła dwóch synów i której historia kiedyś poruszyła serce Ellie. Jak losy tych dwóch kobiet mogły się spleść? Jak ich historie mogły stać się tak podobne?

Narracja. Tak to jest coś, co wyróżnia ten thriller psychologiczny. Narracja jest pierwszoosobowa. Dzięki osobistej perspektywie tak naprawdę poznajemy, z czym przez lata musiała mierzyć się i Jo, i Ellie. Dzięki temu zabiegowi książkę czyta się z pełnym zaangażowaniem, jak pamiętnik, napisany wspaniałym językiem, prawie faktograficznie. Zespół stresu pourazowego (PTSD). Temu zaburzeniu autorka poświęciła osobną część książki. W trakcie czytania wielokrotnie chyliłam głowę na znak szacunku do Jane Corry, która wykonała solidną pracę, by przygotować się do opisania tej jednostki chorobowej wywołanej traumatycznymi przeżyciami. Symptomy wspaniale wplotła w losy bohaterów, co rusz je obrazując w poszczególnych fragmentach książki. Zachowania, które z pozoru mogły wydawać się niezrozumiałe, nabrały nowego znaczenia, nabrały sensu. Konstrukcja. To kolejna zaleta tej publikacji. Książka składa się z sześćdziesięciu trzech rozdziałów. Każdy pisany z perspektywy Ellie lub Jo. Wspaniałe retrospekcje zabrały mnie do czasów przeszłych, które odcisnęły piętno na przyszłości głównych bohaterów. Niezwykle spodobały mi się wątki poboczne, jak wątek Steve’a, czy młodego Tima. Dodały książce dodatkowego atutu. Rys psychologiczny. Dzięki pogłębieniu literatury przedmiotu związanego z PTSD główne, ale nie tylko, postaci cechuje głęboki rys psychologiczny. Pozwoliło mi to lepiej zrozumieć ich motywację, zajrzeć w głąb ich duszy i serca, poznać myśli i emocje, a także usprawiedliwić je w mig. Co ważne, psychologiczny aspekt postaci jest spójny z jej całym obrazem. To dowód, że autorka ma talent do konstruowania złożonych bohaterów bardzo wnikliwie, spójnie i konsekwentnie. Uwielbiam, gdy wszystko w postaci spina się od początku do końca. Roger. W przypadku męża Ellie, zabrakło mi szerszego kontekstu tej postaci.  Rogera poznałam tylko pobieżnie, a on miał ogromne znaczenie dla Ellie. Dopiero w ostatniej części książki zaznajomiłam się z jego prawdziwym obliczem. Człowiek kameleon, jakim wiele wokół nas. Z pozoru troskliwi, w rzeczywistości sprawni manipulatorzy. Tylko jak ich rozpoznać? Jak ich zdemaskować?

W książkach, nie tylko thrillerach bardzo cenię, gdy – parafrazując autorkę – za powieścią kryje się nauka. Nauka w „Tej, która zawiniła” wyziera prawie z każdej strony. To nauka o szczęściu, którego nigdy nie osiągniemy, jeśli nie uporamy się z demonami przeszłości i nie przepracujemy traum, które nas gnębią. To nauka o miłości niespełnionej, która pod przykrywką dobrych chęci i zaangażowania pozwala spełniać nam własne, indywidualne potrzeby. To nauka o odrzuceniu, gdy nie spełniamy oczekiwań innych. To nauka o tym, jak ważna jest rodzina i wsparcie, które otrzymujemy w naszych domach. Gdy go nie ma jesteśmy w stanie sięgnąć dna. I wreszcie to nauka o poczuciu winy, tak często przerzucanej na nas, gdy tak naprawdę nic od nas nie zależało, na nic nie mieliśmy realnego, bezpośredniego wpływu. O winie, która nigdy nie pozwoli nam się wyzwolić, gdy wreszcie nie powiemy sobie DOŚĆ.

Zapraszam do lektury!!! Naprawdę warto przeczytać.

Moja ocena 7/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Zasada trzech sprzeciwów” Aleksandra Marinina

ZASADA TRZECH SPRZECIWÓW

  • Autor: ALEKSANDRA MARININA
  • Seria: ANASTAZJA KAMIEŃSKA (tom 24)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:486
  • Data premiery: 27.10.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.01.2003r.

Dawno, dawno temu przeczytałam jedną z książek serii o Major Anastazji Kamieńskiej. Nie mogłam przez nią przebrnąć. Chcąc jednak sprawdzić jak rozwinęła się postać głównej bohaterki oraz sama autorka sięgnęłam po premierę z 27 października br. Wydawnictwa @Czwarta Strona pod tytułem „Zasada trzech sprzeciwów”. Dwudziesty czwarty tom serii, która wyszła spod pióra Aleksandry Marininy po raz pierwszy w naszym kraju wydano w 2003 roku. Sama fabuła została umiejscowiona u schyłku roku 2002 oraz początku 2003. Kiedy jeszcze komórki były rzadkością, a każdy dom, mieszkanie miał telefon stacjonarny. Tym razem Nastia zaczyna kiepsko, od rekonwalescencji po złamanej nodze. A jak kończy? Czy trafnymi hipotezami śledczymi? Czy raczej ciągłym błądzeniem we mgle? Zapraszam na recenzję książki o pewnej milicjantce Federacji Rosyjskiej, która dość dużo czasu spędziła w domku letniskowym swego współpracownika😉.

(…) Kto twierdził, że mówienie prawdy jest łatwe i przyjemne? Bułhakow? Kłamał. Wszyscy pisarze kłamią. Ludzie kłamią, bo mówienie prawdy jest trudne i bolesne. Zwłaszcza samemu sobie” – „Zasada trzech sprzeciwów” Aleksandra Marinina.

Z spostrzeżeniem, że pisarze kłamią spotkałam się nie raz😊. Ale jak im tu nie wierzyć, kiedy budują tak realną rzeczywistość, rozbudzają prawdziwe emocje i wzbudzają zaciekawienie! Fakt, jeśli kłamią to niech robią to naprawdę dobrze. Tak jak w przypadku „Zasady trzech sprzeciwów” Aleksandry Marininy. Nigdy nie byłam w Rosji. Nigdy nie odwiedziłam Moskwy. Z prawdziwym Rosjaninem również nigdy nie zamieniłam słowa. Historia oparta na kolejnym śledztwie, w który zaangażowana jest Major Anastazja Kamieńska została tak dobrze rozpisana wątkami obyczajowymi, że po przeczytaniu książki mam wrażenie jakbym w tym śledztwie uczestniczyła, jakbym sama spotykała się z tymi wszystkimi Loszkami, Paszami, Żeniami, czy Lenoszkami. A wszystko zaczęło się od butów. „Najpierw pośpiesznie przebiegły, chlupocząc w rozmokłym październikowym błocie, eleganckie lakierki na skośnych obcasach i z długimi „błazeńskimi” czubkami, niosąc swoją posiadaczkę w domowe pielesze. Potem raźno i bezgłośnie przemaszerowały cztery kudłate łapy….(…)były też inne nogi, w butach i pantoflach, w adidasach i botkach. W spodniach, dżinsach i pończochach…”. Były buty Galiny Wasiljewnej – kinezjolożki, które w pewnym momencie już nigdzie nie poszły. Były buty na niebotycznych obcasach aktorki, Julii, która nie wróciła do domu po zakrapianej imprezie z osobami z branży. Były też kobiece buty Larysy, które spadły jej z martwych stóp w malarskiej pracowni, w której odwiedził ją jej mąż, bogaty biznesmen Walerij. W książce sporo innych butów, noszonych przez różne osoby. Przez śledczych, samą Nastkę, która dopiero co uczy się chodzić, przez jej męża, przyjaciół i tajemniczego filologa odwiedzającego ją w czasie rekonwalescencji. Tylko które buty tak naprawdę niosły śmierć? Które z tych butów okazały się najbardziej niebezpieczne?

Dzieląc się spostrzeżeniami na temat przeczytanych kryminałów i thrillerów trudno nie spojlerować. Muszę o tej zasadzie pamiętać na okrągło. Tym razem jestem pewna, że skracając fabułę nie zdradziłam za wiele. Uff i dobrze. Teraz trochę moich wrażeń. Cóż, jest to inny kryminał i to z wielu względów. Po pierwsze osadzony jest głęboko w rosyjskiej rzeczywistości i rosyjskiej mentalności. Uwielbiam mistrzów jak: Bułhakow, Dostojewski. Z kryminałami nie mam jednak do czynienia. Sam sposób traktowania Nastki przez współpracowników jest specyficzny. Mimo, że jej hipotezy okazują się najtrafniejsze w poszczególnych wątkach śledztwa, traktują ją jak siostrę, którą trzeba się opiekować, którą trzeba komplementować i otaczać ciągle atencją. Major Kamieńska potrafi sama pokazać przysłowiowe pazurki i zwrócić się do kolegi następującymi słowami: „To pański problem, panie śledczy(…). Moje zadanie to myślenie”. Nie wychodzi z roli, roli, w którą wpakowały ją problemy zdrowotne, roli konsultantki. Wykreowana przez autorkę postać jest na swój sposób ciekawa. Z jej zachowania trudno wyczytać, że ma ponad czterdzieści lat. Mentalnie, emocjonalnie, socjologicznie raczej przypomina kobietę przed trzydziestką. Trwająca w dość luźnym związku z mężem. Mimo wielu sukcesów całkowicie od niego uzależniona, nie potrafiąca postawić na swoim i w skrytości cierpiąca, gdy nie zachowuje się zgodnie z jej potrzebami, nie pomaga jej w rekonwalescencji. Pozwalająca na odebranie sobie własnego lokum i na rozłąkę z mężem, który gdy ona dochodzi do siebie na letnisku przebywa u własnych rodziców. Dochodzenie do prawdy i trafnych spostrzeżeń całej grupie zabiera dość sporo czasu. Autorka nie podrzuciła mi żadnych tropów, nie rzuciła wędki, nie skierowała moje myśli na właściwe tory w żadnym momencie. Ciągle borykałam się z myśleniem, co z tą rodziną jest nie tak, że giną trzy osoby ze sobą niezwiązane, wokół których ujawniono osoby dwóch sióstr i ich brata.

Bardzo podobały mi się wątki obyczajowe, które Marinina wspaniale zobrazowała. Rosyjska bohema, świat malarzy, aktorów, filmowców. Świat niespełnionych marzeń i niewykorzystanych możliwości. Obraz rodziny został również ukazany nieszablonowo, rozwody, nowe rodziny, więzi rodzeństwa przyrodniego, często odnawiane i kultywowane dopiero po latach. Co ważne, przy obopólnym szacunku. Do tego kobiety, wykształcone, odnoszące sukcesy i mądre jako przeciwwaga do tych, które wykorzystują swoje ciało do zdobywania silnej pozycji w społeczeństwie. Tak, te aspekty są wartością „Zasady trzech sprzeciwów” większą, niż samo śledztwo, które toczyło się chwilami jak „żółw ociężale”.

Cóż to było jednak za zakończenie!!! Cóż to były za motywacje do zbrodni!!! Tego Marininie nie odbiorę. Faktycznie, ten wątek okazał się zaskakujący. Rosjan można lubić bardziej lub mniej, to indywidualna sprawa. Ale Nastki Kamieńskiej nie polubić, nie sposób. Warto ją poznać, warto ją odkryć, a wraz z nią kulisy rosyjskiej milicji.

Moja ocena  7/10.

 Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu @Czwarta Strona.

„Moja kuzynka Rachela” Daphne du Maurier

MOJA KUZYNKA RACHELA

  • Autorka: DAPHNE DU MAURIER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 398
  • Data premiery w tym wydaniu: 13.10.2021r.
  • Data premiery światowej: 01.01.1966r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.01.1992r.

Serię butikową od @WydawnictwoAlbatros wprost ubóstwiam. Przeczytałam wszystkie jej wydania. Woluminy zdobią aktualnie moją skromną biblioteczkę. Z otrzymanej „Mojej kuzynki Racheli” cieszyłam się jak dziecko. Za co bardzo Wydawnictwu dziękuję. Z wielką więc przyjemnością zabrałam się do czytania kolejnej powieści Daphne du Maurier. Nie ukrywam, że po wcześniejszym przeczytaniu książki autorki pt. „Rebeka” oczekiwałam literatury pięknej „wysokich lotów”. Już po paru stronach wiedziałam, że ta książka jest całkowicie różna od ukochanej przeze mnie „Rebeki”. Z pytaniem, jak bardzo ta pozycja różni się od poprzednio przeze mnie czytanej, zostałam do samego końca, do ostatniej strony.

Życie się nie cofa. W życiu nie ma powrotów. Nie ma drugiej szansy. Tak samo nie mogę odwołać wypowiedzianego słowa czy dokonanego czynu…” –„Moja kuzynka Rachela” Daphne du Maurier. 

Bardzo spodobał mi się cytat zaczerpnięty z powieści. Oddaje jej ducha, gdy dzień po dniu bohaterowie stają przed różnymi dylematami, decyzjami, wnioskami, które nie zawsze okazują się właściwe. Ale po kolei…..Akcja powieści dzieje się w Kornwalii, w XIX wieku. Wychowywany przez starszego kuzyna Ambrożego Ashley’a, Filip staje u progu swojej dorosłości. Niedługo osiągnie dwudziesty piąty rok swego życia, po którym samodzielnie będzie mógł rozporządzać swoim majątkiem. Jako spadkobierca bezdzietnego Ambrożego wiedzie spokojne, sielskie życie właściciela ziemskiego. Do momentu, gdy ukochany kuzyn w trakcie zdrowotnego pobytu we Włoszech żeni się z tytułową Rachelą, a następnie w wyniku nagłej choroby umiera. Filipowi ziemia umyka się spod stóp, a wizyta jego kuzynki Racheli dodatkowo przyprawia go, co rusz o nowe zmartwienia i troski. Czy znajdzie się miejsce dla Pana i nowej Pani Ashley w jednym domu?

Nie jest to „Rebeka”. Jest to powieść całkowicie różna, mimo podobieństw związanych z zamiłowaniami do opisów, do psychologicznych aspektów postaci, do próby wytłumaczenia każdego gestu i usprawiedliwienia każdej myśli oraz każdego nastroju. Narratorem jest mężczyzna. Historię Racheli i jej losy po przyjeździe do Kornwalii odkrywamy z jego perspektywy. Jako narrator, Filip sprawdził się znakomicie. W wielu miejscach zobrazował czytelnikowi rzeczywistość w każdym wymiarze, w najdrobniejszym szczególe, dodatkowo wyjątkowo głęboko zanurzając się w próby wytłumaczenia zachowania i słów poszczególnych bohaterów. Jako mężczyzna natomiast mnie zawiódł. Niby rosły, wysoki, umięśniony, przystojny. Z drugiej strony nad wyraz zniewieściały, w wiecznych rozterkach, zachowujący się chwilami jak rozkapryszone dziecko. Daphne du Maurier przedstawiła postać niespójną, niejednorodną. Postać męską o wielu cechach kobiecych. Widocznie jej zamiłowanie do intymnych relacji z innymi kobietami, mimo własnego małżeństwa bezwolnie sprawiło, że Filip okazał się dla mnie zbyt zniewieściały. Sam Ambroży zresztą podobnie.

Dużo czasu autorka poświęciła relacji Filipa z Rachelą. Najpierw widziana jako „(…) arogancka, chimeryczna, rozpieszczona lalka z anglezami; wreszcie żmija, fałszywa i milcząca.”. Następnie przeistaczająca się w kobietę ciekawą, impulsywną, wielką zagadkę. By wreszcie całkowicie nim zawładnąć jako Madonna, jedyna kobieta stąpająca po ziemi godna, by całować rąbek u jej spódnicy. Mimo tego, że postać Racheli nie została rozrysowana w sposób potwierdzający jej wyjątkowość. Ot, kolejna urocza kobietka potrafiąca spuszczać oczy kiedy należy, rumienić się na zawołanie i prowadzić bardzo sprawnie konwersacje. Już Panie de Winter z „Rebeki” miały więcej w sobie wyrazistości, zdecydowania, skomplikowanej natury. Możliwe, że to typowy zabieg du Maurier, która nie tyle chciała pokazać wyjątkowość kobiety, lecz bardziej uzmysłowić nam, czytelnikom słabość mężczyzny. Książkę ratuje zakończenie. Całkowicie zaskakujące!!! Pozostawia dużo pytań, na które już nigdy nie znajdziemy odpowiedzi. Chociaż, w pewien sposób pozwala nam kreślić nasze własne zakończenie. Czy szczęśliwe? To już zależy od wyobraźni czytelnika.

Moja ocena: 7/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od  Wydawnictwo Albatros.

„Blisko, bliżej” Katarzyna Kubisiowska

BLISKO, BLIŻEJ

  • Autorka: KATARZYNA KUBISIOWSKA
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron:592
  • Data premiery: 21.10.2021r.

Książki niczego, ani nikogo nam nie zastąpią. Nie zastąpią samotności, pozwolą tylko zapełnić wolny czas. Nie wypełnią pustki, pozwolą nam tylko skupić myśli na czymś innym. Nie nauczą nas miłości, tego musimy doświadczyć sami. Nie zastąpią rozmowy z prawdziwym człowiekiem, wszak każdy jest nieodkrytą tajemnicą i niejeden raz nas zaskoczy przedstawiając swój, inny od naszego punkt widzenia. Książki mogą nam tylko wskazać kierunek, zmusić do zastanowienia, skłonić do rozważań o sprawach, o których nieczęsto rozmyślamy w gonitwie dnia, w ogromie naszych obowiązków. Do takich należy publikacja z 21 października br. wydana nakładem @wydawnictwoznakpl. Książka Katarzyny Kubisiowskiej „Blisko, bliżej” to zbiór spotkań, rozmów z wybitnymi osobami. Jednych znam bliżej, innych dopiero co odkryłam. Po przeczytaniu poprzedniej książki Autorki, wywiadu z Wojciechem Mannem „Głos” napisałam: „Inteligentna rozmowa z bardzo inteligentnym człowiekiem”. Z takim założeniem zabrałam się do czytania kolejnych rozmów. Tylko, czy słusznie?

(…) emocje są też źródłem zwyczajnej dobroci. Czasami chwila uwagi i słowo mogą zatrzymać człowieka na krawędzi dachu. Bez tych emocji bylibyśmy wypaloną planetą” – Krzysztof Krauze. „Talent odnaleziony” [w:] „Blisko, bliżej” Katarzyna Kubisiowska.

„Blisko, bliżej” Katarzyny Kubisiowskiej to zbiór wywiadów na różne tematy. Książka podzielona jest na dziesięć części, w których zawarto treści na ten sam wiodący temat. Od stosunku pytanych do natury, po rozumienie wolności, akceptację bądź nie przemijania. Z książki dowiemy się co Kasia Nosowska i inni myślą o nadziei, jak wybitni muzycy, pisarze, poeci traktują rodzinę. Co warto zachować od zapomnienia i jak rozumiemy miłość. Te wywiady powstawały z biegiem czasu, w roku 2012 i później, aż do 2021. Każda rozmowa opatrzona jest krótką notką biograficzną, z kim Kubisiowska akurat w tym momencie rozmawia. Książka obfituje w celne uwagi, istotne z perspektywy człowieka spostrzeżenia, skłania od refleksji w wielu miejscach. Zarówno Autorka, jak i bohaterowie trzymają bardzo wysoki poziom. Często Pytająca sprowadza uczestniczących w wywiadach na manowce, doprecyzowując pytania lub skupiając ich myśli na wątku pobocznym, o którym sami nie wspomnieli. To zebrane interesujące myśli w usystematyzowany sposób, by trafiły do nas, do jak najszerszego grona odbiorców.

Trzeba lubić rozmawiać, by czytać wywiady. Tematy są tak urozmaicone, że tylko nasza gotowość do podejmowania trudnych wątków, nawet z pozoru nas nieintersujących pozwoli nam cieszyć się z czytania. Pomogła mi też moja wrodzona zdolność do poznawania innych, do zanurzania się w ich perspektywę i ciekawość świata. Mimo, że niektórych bohaterów nie znałam, czytanie zbioru wywiadów Kubisiowskiej przyniosło mi wiele satysfakcji. Krauze wspaniale opowiadał o emocjach. Braunek o swojej długiej drodze poznawania siebie jako Wielkiej Tajemnicy. Brawurowo Mira Marcinów w „Mama mamy” przeniosła mnie w świat bezmatek, w relacje matki i córki, córki i matki. Zresztą o matkach przeczytałam jeszcze nie raz, chociażby w „Matka odchodzi” Marka Bieńczyka, czy Siostry Małgorzaty Chmielewskiej w „Siostra, matka, córka”.  Te różne perspektywy, różne doświadczenia pozwoliły mi nie raz lepiej zrozumieć, co dzieje się z nami, naszymi emocjami w konkretnych momentach naszego życia. Jak głęboko czasem trzeba sięgnąć by zrozumieć, by zacząć podążać w „stronę słońca” a nie trwać w „ciemności”.

Książkę czytałam z przerwami. Nie pochłonęłam jej w całości. Za dużo różnych tematów, za dużo myśli głównych, które nie chciałam by mi uciekły, by scaliły się w jedną całość. To wyjątkowe wydanie, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Jakiś ciekawy temat, intrygującą myśl, wyjątkowych ludzi. Książka szczególna, jak szczególny jest gatunek w którym została wydana. A Kubisiowska przechodzi samą siebie. To nie tylko wywiady z inteligentnymi ludźmi, to również wywiady z wyjątkowo inteligentną, oczytaną i wnikliwą dziennikarką, którą tak samo dobrze się czyta, jak samych wypowiedzi samych gości. Chapeau bas Pani Kasiu!!!

Moja ocena: 9/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Znak.

„Śmiertelna dawka” Hanna Greń

ŚMIERTELNA DAWKA

  • Autor: HANNA GREŃ
  • Seria: DIONIZA REMAŃSKA (TOM 5)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:460
  • Data premiery:13.10.2021r.

Przygodę z twórczością Hanny Greń zaczęłam stosunkowo późno, bo od cyklu z Dionizą, do teraz oprócz tej serii przeczytałam jeszcze tylko pojedynczą „Północną zmianę”, jednak to wystarczyło, żebym był pewna, że każdą kolejną powieść autorki biorę w ciemno. Wcześniejsze jej powieść znalazły się na mojej liście „do przeczytania” i na pewno te zaniedbania kiedyś nadrobię;) Gdy więc we wrześniu usłyszałam, że 13 października premierę będzie miała kolejna cześć serii z Dionizą wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć. Pikanterii wydarzeniu dodaje jeszcze sugestia wydawcy, że to być może ostatnie śledztwo Dionizy. Czy to ostatni tom serii?

Tym razem Dioniza zostaje zaangażowana w śledztwo dotyczące śmierci nastolatki, Klaudyny Poloczek. W Bystrzycy Wielkiej zostaje znalezione ciało dziewczyny, w torebce policja znajduje list pożegnalny, a sekcja zwłok wykazuje przedawkowanie narkotyków. Policja uznaje, więc, że dziewczyna popełniła samobójstwo. Rodzina i znajomi dziewczyny nie chcą jednak wierzyć w to, że dziewczyna mogła targnąć się na swoje życie, a tym bardziej w to, że zażywała narkotyki. Dioniza podejmuje się próby wyjaśnienia sprawy, okazuje się jednak, że w Bystrzycy nie jest mile widziana, a tamtejsza policja pozbywa się każdego, kto węszy wokół tej sprawy. Kobieta stara się więc utrzymać w tajemnicy cel, w którym tam przybywa, udaje, że przybyła z wizytą do dalekiej krewnej. Niedługo odkrywa, że na moment przed śmiercią Klaudyna pomagała swojej przyjaciółce odkryć tożsamość stalkera, mężczyzn który bombardował ją niepokojącymi wiadomościami, śledził i onanizował się pod jej oknem. Dlaczego policja zlekceważyła ten trop? Skąd dziwne układy w tamtejszej policji? Co mieszkańcy starają się ukryć? Dioniza szuka odpowiedzi na te pytania, nie zdając sobie sprawy w jaki wielkim niebezpieczeństwie się znajduje….

Książkę jak zwykle czyta się rewelacyjnie, wątki kryminalne przeplatają się tu z wątkami obyczajowymi, świetnie zarysowana jest lokalna społeczność, rewelacyjnie oddany dziwny klimat panujący w tamtejszej policji, fajnie również są ukazane relacje Dionizy z innymi ludźmi, z ojczymem, z byłym policjantem Robertem Gredtke, z Ratiem, a przede wszystkim jej rozwijająca się relacja z Szymonem Ogińskim. Autorka jest specjalistką w doskonałym odwzorowaniu tła psychologicznej, obyczajowego i kryminalnego. W trakcie lektury wręcz spalała mnie ciekawość dotycząca zakończenia powieści. Zakończenie, które wręcz powaliło mnie na łopatki, którego się nie spodziewałam. Bowiem w trakcie trwania akcji Hanna Greń podsuwa czytelnikowi różne tropy, niektóre okazują się mylące, a akcja toczy się niespodziewanie. Są momenty, w których nagle zawraca, skręca, a oniemiały czytelnik może tylko z zapartym tchem przerzucać kolejne strony…Gorąco polecam Wam lekturę tej powieści, jak i całej serii z Dionizą, a sama mam nadzieję i trzymam kciuki, za to, że to jeszcze nie koniec, że autorka znowu nas zaskoczy…

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Cyngiel Temidy” Marcin Wolski

CYNGIEL TEMIDY

  • Autor: MARCIN WOLSKI
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 26.10.2021r.

„Cyngiel Temidy” @Marcin Wolski to pierwsza publikacja tego Autora, z którą miałam do czynienia.  Wymagania miałam przeogromne czytając opis Wydawcy @Zysk i S-ka. Oczekiwałam więc ogromnego „napięcia i zwrotów akcji”. Wszak Autor ma na swoim koncie wiele dobrych książek. Do tego jest uzdolnionym satyrykiem, dziennikarzem i autorem wielu zgrabnych audycji radiowych. Pytanie tylko, czy powieść spełniła moje oczekiwania?

To historia o współczesnym mścicielu. O kimś, kto w przeszłości stracił wiele, praktycznie wszystko. Żądza zemsty doprowadziła do śmierci osób o ksywkach: sędzia, minister, generał, kasjer i czyściciel. Osób tworzących tajną grupę Omega, o której nawet system socjalistyczny milczał. Wszyscy z komanda zagnieździli się w nowej rzeczywistości, rzeczywistości Nowej Polski. Jedni z lepszym skutkiem, inni z gorszym. Tylko to co przeszłe nie mogło zostać zapomniane, nie mogło zostać ominięte. Na intrygę sięgającą bardzo daleko jak macki ośmiornicy, trafia młoda prokurator z Warszawskiej  Pragi Karolina Karpicka, której momentami „(…) wydawało się, że rozwiązanie znajduje się na wyciągnięcie ręki, ale zaraz potem cała hipoteza rozsypywała się jako domek z kart”.

Niewymagająca lektura. Tak krótko określiłabym przeczytaną powieść. Spodziewałam się thrillera sensacyjnego, a otrzymałam ciekawie napisaną powieść, w której Autor rozbudował sporo wątków obyczajowych. Ogromnym plusem jest sama intryga, która zaczęła się tak naprawdę wiele lat temu. Do tego styl, tempo. Język jest przyjemny, dużo w nim dialogów. Zgrabnie Autor odnosi się również do wątków autentycznych jak na przykład śmierć polskiego miliardera jako skutek błędu lekarskiego w trakcie zagranicznego zabiegu medycznego. Znajomo brzmi? Mi również. Mimo zagmatwanej fabuły, dzięki stylowi Autora, książkę czyta się bardzo szybko. Sama akcja również dzieje się prędko i to na różnych kontynentach. Denerwowała mnie niezwykle maniera prokuratora nadzorującego Karolinę, który notorycznie zwracał się do niej per „Karolinka”, pewnie nie mniej niż ją samą. Samej Karpickiej jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić. Z jednej strony wieczna ofiara męskiego szowinizmu, wyjątkowo atrakcyjna, z drugiej niezwykle temperamentna, wścibska, błyskotliwa, choć momentami zachowywała się jak słaba kobietka, która nie potrafiła się zmierzyć z konsekwencjami i okolicznościami własnych wyborów podjętych u progu drogi zawodowej. Do tego odważna jak James Bond, aż trochę w tym śmieszna. Widać rozkochanie Autora w satyrze, nie tylko w wątku samej Karoliny.  Kompletnie zaskoczyłam się czytając kolejno odkrywane przez Wolskiego tajemnice. Liczyłam, że Autor będzie wodził mnie za nos każąc mi się co rusz domyślać, kto co i dlaczego. Nic z tych rzeczy. Istotna postać została mi podana na tacy. Zaskoczeniem natomiast był jej pomocnik. Tu muszę zdecydowanie pochwalić Autora, skonstruował postać na miarę bondowskiej „M”. Cichy, ale jakże cenny wspólnik okazał się strzałem w dziesiątkę.

Nie oceniam nigdy książki po okładce. Dzięki fascynacji czytaniem oduczyłam się tego dawno temu. Często jednak postrzegam konkretną publikację z perspektywy odczuć, które odczuwam po przeczytaniu. Zdecydowanie pierwsza część podobała mi się bardziej. Lubię jednak zagadki i dużo znaków zapytania. Drugą połowę przeczytałam tylko z powodu Leny. Musiałam dowiedzieć się, kim ona faktycznie jest.

I totalne zaskoczenie! Happy end. Okazuje się, że i w tym gatunku może się zdarzyć.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka.

„Śmierć nie ucieknie” Przemysław Borkowski

ŚMIERĆ NIE UCIEKNIE

  • Autor: PRZEMYSŁAW BORKOWSKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 27.10.2021r.

Ostatnią książkę jaką czytałam od @pzborkowski to „Rytuał łowcy”. Książka bardzo mi się podobała, zresztą jak poprzednie publikacje tego Autora. Polubiłam postać prokuratorki Gabrieli Seredyńskiej, która jak się okazuje jest jedną z głównych bohaterek premiery z ostatniej środy pt. „Śmierć nie ucieknie”.  Wydawnictwo @Czwarta Strona zrobiło mi ogromną przyjemność kierując do mnie egzemplarz recenzencki, za co bardzo dziękuję. Borkowski to jeden z tych polskich autorów kryminałów, którego książki czytam w ciemno. I nadal nie mogę uwierzyć, że to taki „człowiek orkiestra”. Kto pamięta, że  Borkowski to członek Kabaretu Moralnego Niepokoju? Ja pamiętam i zachwyca mnie jego wszechstronność. Oj zachwyca 😊. 

Nie da się nigdy tak naprawdę zrozumieć drugiego człowieka. To podobno jeden z najbardziej traumatycznych aspektów ludzkiej egzystencji. To, że niemożliwa jest prawdziwa bliskość, nie ma żadnego porozumienia dusz. Nie da się połączyć prawdziwie z drugim człowiekiem. Na tym najgłębszym poziomie zawsze jesteśmy samotni. Nawet szczęśliwie zakochani są sami. Doświadczają tylko w tym samym czasie podobnej iluzji.” –„Śmierć nie ucieknie” Przemysław Borkowski.

Julia Gierszewska to młoda, rozpoznawalna piosenkarka.  Trwa w niesatysfakcjonującym związku ze swoim, dużo starszym managerem, w którym dużo przemocy, finansowego uzależnienia, obezwładniającej samotności. Gdy pewnego poranka, po nocnej libacji zastaje swego partnera nieżywego z roztrzaskaną głową  wszystkie demony przeszłości wracają. Bez zastanowienia rzuca się do ucieczki. Wyrusza w podróż w czasie której stara się odpowiedzieć na pytanie czy scenariusze życiowe muszą się powtarzać oraz kim tak naprawdę jest mężczyzna, który zabrał ją do swego samochodu spod jej domu. W ślad za uciekinierką wyrusza prokurator Gabriela Seredyńska wspierana przez dwóch komisarzy, Nowaczyka i Aleksanderskiego.

Całkowicie inny kryminał

W fabule nie chodzi o samą śmierć. W treści nieistotna jest ofiara. To historia skonstruowana z cieni przeszłości. Z tego co doprowadziło Julię do ucieczki bez głębszego zastanowienia. Borowski napisał ciekawą powieść drogi. Powieść, w której i kierowca, i pasażer powoli odkrywają swoje prawdziwe oblicza. W podróż w nieznane, w szczęśliwą przyszłość, która okazała się tylko lub raczej aż zaktualizowaną wersją przeszłości. Niezwykle podobała mi się postać Seredyńskiej. Z jednej strony typowy prawnik, prokurator z zasadami znający się na swojej robocie. Zastanawiająca się nad innymi, nie tylko oczywistymi scenariuszami. Sam Nowaczyk również mile mnie zaskoczył, taki trochę bucowaty, prawy policjant, kochający swoją robotę. Lubię takich bohaterów, bardzo realnych.

Książkę bardzo dobrze się czytało. Styl Borowskiego jest zwięzły, treściwy. Tempo akcji było całkiem znośnie. Chociaż zagłębianie się w meandry nieoczywistej przeszłości momentami mnie nużyło. Jest to książka całkiem inna od „Rytuału łowcy”. Mniej wstrząsająca, mniej trzymająca w napięciu. Autor konsekwentnie jednak zawarł w niej mocny rys psychologiczny, nie tylko głównej bohaterki. Tym samym przyjemnie zanurzałam się co rusz w motywy, decyzje, uczucia, poglądy poszczególnych postaci odkrywając ich prawdziwe JA.

Ciekawa pozycja dla tych, co uwielbiają odkrywać to, co chowamy przed innymi bardzo skrzętnie, co ukrywamy zapamiętale. Warto zainteresować się tą książką i prześledzić losy Julki, Marka, Gabrieli, których połączyła wspólna sprawa, każdego z innego powodu. Których oprócz tego łączy bezdenna samotność osiągająca  punkt kulminacyjny w zakończeniu. To książka też o zdradzie, o braku miłości. To książka o tym, czego doświadczamy w młodości i co nie pozwala nam szczęśliwie żyć.

Miłej lektury.

Moja ocena  7/10.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.