„Nie bój się” Lisa Gardner

NIE BÓJ SIĘ

  • Autorka: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 7
  • Liczba stron: 478
  • Data premiery w tym wydaniu: 24.08.2022r.
  • Data 1 polskiego wydania: 17.06.2015r.

Proszę, Harry, tylko nie dziecko.” -„Nie bój się” Lisa Gardner.

Co czuje dziecko słysząc te słowa. Nawet jeśli do końca nie rozumie, co się dzieje lub co ma się zdarzyć, zaczyna odczuwać lęk i napięcie. Tym trudniej, gdy słyszy to we własnym domu ukrywając się we własnej szafie. Tym straszniej, gdy słyszy to z ust własnej matki.

Trudne emocje wyzwoliła we mnie lektura siódmej części serii z detektyw sierżant D.D. Warren pt. „Nie bój się” pióra Lisy Gardner. Książka wydana 24 sierpnia br. nakładem @WydawnictwoAlbatros okazała się kolejną dobrą częścią serii w iście amerykańskim stylu klasycznego kryminału detektywistycznego. I znów, analogicznie jak w przypadku poprzedniego tomu („Złap mnie”), historia kryje w sobie mrok skrzywdzonego dziecko, który nie radząc sobie z traumą wszedł w dorosłość.

A wszystko zaczyna się od morderstwa atrakcyjnej kobiety. Morderca zostawił na miejscu zbrodni nieotwarty szampan, kieliszki, różę, kajdanki i ofiarę, obdartą ze skóry. Gdy osobiście zderzył się z D.D. Warren podjął decyzję, że zmierzy się z „(…) najlepszą śledczą w Bostonie. Pojedynek równych sobie, zmagania tęgich umysłów.” Współpracownicy detektyw Warren wiedzieli zaś, że „(…) chociaż zetknęli się z czymś takim po raz pierwszy, zabójstwo o tak silnie zaakcentowanym rytualnym charakterze prawdopodobnie stanowiło dopiero zapowiedź kolejnych.” W śledztwo zostaje wplątana psychiatra Adeline Glen pomagająca D.D. Warren uporać się z traumą bolesnego upadku w trakcie wizji lokalnej na miejscu pierwszej zbrodni. Adeline, której biologiczna siostra odsiaduje dożywocie od trzydziestu lat za zabicie dwunastoletniego kolegi, Donniego Johnsona, a jej własny ojciec nie żyje od lat czterdziestu po zamordowaniu kilku prostytutek. Adeline cierpiąca na rzadką chorobę i stygmatyzowana przez genetykę i patologiczne społeczne uwarunkowania. Czy i tym razem znajdzie zastosowanie zasada Lekarzu lecz się sam?

Seria z detektyw D.D. Warren Lisy Gardner ma zawsze swoje miejsce w moich planach czytelniczych. Jest gwarancją pewnej jakości, do której przywykłam. Takie cechy wspólne wszystkich części, jak silne postaci kobiecie – nie tylko w osobie głównej bohaterki, wątek przemocy względem dzieci, trudne doświadczenia z dzieciństwa i wysublimowane zbrodnie, pozwalają utrzymać stały, dobry poziom kolejnych publikacji mimo zmieniającej się, dojrzewającej Warren. W tej części, składającej się z prologu, epilogu i czterdziestu jeden rozdziałów, wątki poboczne związane z życiem prywatnym D.D. zeszły na dalszy plan, chociaż jej partner Alex został dołączony do działań śledczych. W „Nie bój się” ogromne znaczenie odegrały relacje docelowych ofiar z mordercą, a tym samym penetrowanie otoczenia przez śledczych, wszystkich mających związek z rodziną mordercy, który czterdzieści lat temu zasłynął ze skórowania swoich ofiar. Tym razem również Lisa Gardner zastosowała podwójną narrację. W rozdziałach, w których uwaga czytelnika zwrócona jest w stronę poczynań śledczych, zdarzenia relacjonuje narrator trzecioosobowy, obiektywny obserwator, który wszystko wie i wszystko widzi. Pewnego smaczku dodają rozdziały napisane z perspektywy doktor Glen. Z zaciekawieniem czytałam o jej bardzo rzadkiej genetycznej chorobie, jej poczynaniach i doświadczeniach w rodzinie zastępczej oraz działaniami skierowanymi do rodzonej siostry. Już po przeczytaniu dwóch rozdziałów z doktor Glen wiedziałam, że postać ta stanowi obietnicę ciekawej kryminalnej rozgrywki, w której diagnozy psychiatryczne i interesujące mechanizmy rządzone zaburzonymi osobliwościami tworzą kolory kalejdoskop, stworzony tylko by go podziwiać.

Zdecydowanie bardzo dobra część cyklu. Jak zwykle w Podziękowaniach autorka oddała cześć wszystkim, którzy wsparli ją w pisarskiej pracy i służyli jej fachową wiedzą. To codzienność w przypadku Gardner nie przysparzać sobie zasług, które do niej nie należą. Do tego osobisty stosunek do rozwijanej w kryminale treści, zawsze mnie skłania do przeczytania ostatniej części książki. Ciekawi mnie, co skłoniło Gardner do tego by zająć się tym tematem lub nadać ofierze, mordercy lub innemu bohaterowi taką lub inną cechę. W przypadku „Nie bój się” moja ciekawość została zaspokojona😉.

Szczerze zachęcam Was do przeczytania tą dobrą detektywistyczną powieść kryminalną, w której z wyjątkowo inteligentnym oprawcą rozpoczyna zażartą walkę detektyw sierżant D. D. Warren i jej koledzy po fachu. A Adeline i Shana… cóż, trudno stwierdzić, czy pomagają, czy przeszkadzają😊. Zadanie polegające na rozwianiu tej wątpliwości należy się czytelnikowi. Miłej lektury.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Nieznajoma z Sekwany” Guillaume Musso

NIEZNAJOMA Z SEKWANY

  • Autor: GUILLAUME MUSSO
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 10.08.2022r.
  • Data premiery światowej: 21.09.2021r.

„(…) Dla wielu artystów pisanie jest sposobem na życie (…) Fikcja ma tę cudowną zaletę, ze potrafi na chwilę oderwać nas od rzeczywistości”. – Guillaume Musso „Nieznajoma z Sekwany”.

To pewnie dlatego tak często sięgam, praktycznie w każdej wolnej chwili do książek😊.

Wracając do Guillaume’a Musso to efekty jego prac nie są już dla mnie niespodzianką. Po przeczytaniu ostatnich dwóch: „Sekretne życie pisarzy” (recenzja na klik) i „Zabawa w chowanego” (recenzja na klik) oczekuję zwięzłych, krótkich powieści napisanych w sposób metodyczny, z zachowaniem francuskiego, męskiego szyku. „Nieznajoma z Sekwany” darowana mi przez @WydawnictwoAlbatros premierę miała prawie miesiąc temu. Z opinii na LC wynika, że nie każdemu przypadła do gustu😉. Ja się nie zrażam. Wszak nie od dziś wiadomo, że źle napisane książki to tylko te, które nie zostały wydane. Pozostałe mogą bardziej lub mniej wpadać w gust czytelników.

Komisarz Roxane zdegradowana do stanowiska w Agencji do spraw Niekonwencjonalnych zaczyna interesować się śledztwem prowadzonym przez swego poprzednika, Marca Batailley’a, który zaciekawił się zmarłą sprzed rokiem w katastrofie lotniczej pianistce Milenie Bergman i jej związkiem z Błaznami Dionizosa. W osnutej ciekawą sławą wieżyczce, z wiernym kotem u boku i stażystką Valentine, Roxane zaczyna fascynować się historią tragicznej śmierci, jak i wyłowionej z Sekwany nagiej kobiety nie podającej swoich personaliów, ale genetycznie zbieżnej ze zmarłą Bergman. Drogi śledztwa prowadzą Roxane w różne miejsca i do różnych osób. Czy syn Marca, Raphaël pomoże czy wręcz przeszkodzi w policyjnych działaniach?

Gdyby nie pewne logiczne i stylistyczne nieścisłości książkę czytałoby mi się znacznie lepiej. Czy coś Wam tu nie pasuje ?

„- Skąd dzwonił ten mężczyzna?
 – Przeważnie wszyscy dzwonią pod numer osiemnaście….”
Prawda? Pewnie od razu to wyłapaliście😉. Pytanie było skąd dzwoniono, ale fikcyjny rozmówca uparcie twierdzi, że : „Facet dzwonił bezpośrednio… (…) Musiał znaleźć numer w internecie….” i tak dalej….

Logicznie niespójne, fabularnie niespinające się. Takie wydawnicze nieścisłości bardziej mnie drażnią, niż literówki.

Urzekła mnie za to formuła książki. Składa się z trzech zatytułowanych części i łącznie siedemnastu zatytułowanych rozdziałów. Na początku każdego z nich czytelnik znajduje cytat autorstwa sławnych pisarzy, malarzy, artystów. Cytaty wprowadzają czytelnika w nastrój danego fragmentu, w którym zaczyna się rozczytywać. Wtrącone wycinki z gazet, czy screen shoty z fikcyjnego smatrfona, jak również świadectwa oględzin lekarskich i tym podobne nadały tej publikacji ciekawego charakteru przekraczające granice między dokumentem a fikcją. Do tego narracja. Trzecioosobowa w odniesieniu do poczynań Roxane, pierwszoosobowa z perspektywy Marca i Raphaëla. O ile w przypadku Roxane Musso skupił się na jej detektywistycznej pracy, o tyle Marc i Raphaël to postaci skrzywdzone przez los, naznaczone do końca życia przez błąd jednej osoby i śmierć drugiej, niewinnej w strasznych warunkach. A jakich, to sami będziecie musieli się dowiedzieć czytając. Ta osobista, relacyjna narracja jest bardzo dobrze napisana. Wczułam się w emocje, działania obu mężczyzn. Rozumiałam je w mig, w przeciwieństwie do zachowania i słów Roxane, które nie do końca mi pasowały do postaci. Czas akcji również zasługuje na uwzględnienie. To dosłownie kilka dni przed i w trakcie Bożego Narodzenia, czasu magicznego, czasu przebaczenia i czasu świętowania. To świętowanie nabiera szczególnego znaczenia w aspekcie podjętego tematu mitologii greckiej. I nagle wszystko zaczęło się układać w kolejną zbrodnię….

Lubię styl Guillaume’a Musso. Nie są to książki wymagające i niepokojące mnie, mimo, że mistycyzm, zagadka, nadprzyrodzone moce są autorowi nieobce. Jest to typowa literatura rozrywkowa, którą Musso uprawia na fali zainteresowania kryminałami, thrillerami i horrorami. Czasem warto do takich publikacji sięgnąć. Chociażby po to, by zobaczyć jak tym razem zareagujemy na nową powieść. Tym razem fabuła zawiera dodatkowy smaczek, o którym wspomina Wydawca w swym opisie. Autor odniósł się do rzeczywistej zagadki, jaką stanowiła nieznajoma młoda kobieta wyłowiona z Sekwany ponad sto pięćdziesiąt lat temu. A zagadki rozpalające wyobraźnię idealnie wpasowują się w sensację😊.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Złap mnie” Lisa Gardner

ZŁAP MNIE

  • Autorka: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 6
  • Liczba stron: 480
  • Data premiery w tym wydaniu: 27.07.2022r.
  • Data 1 polskiego wydania: 24.09.2014r.

Lisa Gardner pasjonuje się w seriach o silnych kobietach, co udowodniła wprowadzając do czytelniczego obiegu nową serię książek z Frankie Elkin („Zanim zniknęła”). Cykl z Detektyw D.D. Warren ma kilkanaście tomów. Części 11 („Czyste zło”) i 10 („Powiem tylko raz”)  recenzowałam na moim blogu, a dzięki współpracy z @WydawnictwoAlbatros mogłam powrócić do pierwszych publikacji tej serii (recenzje kolejno ukazujących się znajdziecie tu: „Samotna”, „W ukryciu”, „Sąsiad”, „Dziecięce koszmary”).  Z dotychczas przeczytanych dzieł twórczyni jawi mi się jako pasjonatka thrillerów z dziećmi w roli głównej, ze słabszymi w roli głównej, którzy ulegają wykorzystaniu. Czy w „Złap mnie”, która premierę miała 27 lipca br. schemat zostanie powtórzony?

Być może najbardziej nie boimy się umierania, lecz umierania w samotności. Bez dotyku bliskiej osoby. Bez poczucia przynależności. Opuszczając ziemię, na której nic po sobie nie zostawimy.” – „Złap mnie” Lisa Gardner.

Wracająca po 14-tygodniowym urlopie macierzyńskim detektyw sierżant D.D. Warren zostaje zaangażowana w śledztwo w sprawie morderstwa pedofila typu chodź pobawić się moim małym pieskiem. Śledczy wykonują standardowe procedury szczędząc jednak ofierze współczucia. Gdy okazuje się, że podobnych morderstw jest więcej, a ofiarami również są mężczyźni, którzy przechowują pornografię dziecięcą na nośnikach komputerowych, w dochodzeniu zaczyna detektyw Warren pomagać detektyw O. Równolegle D.D. zostaje wplątana w sprawę dwudziestoośmioletniej Charlene Rosalind Carter Grant, która według najlepszej swojej wiedzy za cztery dni najprawdopodobniej umrze, jak jej dwie przyjaciółki rok po roku dwudziestego pierwszego stycznia. Zabita we własnym domu. Samotna. Wpuszczająca mordercę, co nie zostawi śladów włamania. Sprawę komplikują wiadomości pozostawiane sierżant Warren w okolicy miejsc zbrodni „Wszyscy kiedyś umrzemy. Trzeba być odważnym” i „Złap mnie!”.

Ta książka zdecydowanie mi się podobała, mimo powielonego wątku związanego z wykorzystaniem i krzywdzeniem niewinnych dzieci. Ogromnie zaskoczył mnie wątek Charlie Grant, która przez ostatni rok przygotowywała się na starcie z mordercą. Po niespodziewanej śmierci dwóch przyjaciółek; Randi Menke w Providence i Jaqueline Knowles w Atlancie dwudziestego pierwszego stycznia kolejnego roku, Charlie mogła spodziewać się tylko próby uduszenia. Oprócz uczenia się różnych form ochrony chciała przygotować policję na śledztwo w jej sprawie. Naiwnie liczyła, że przekazane przez nią informacje i podejrzenia przybliżą śledczych do znalezienia mordercę lub morderców dwóch najbliższych jej osób, z którymi przyjaźniła się odkąd skończyła osiem lat. Jej narracja przerwszoosobowa i przygotowywanie się na śmierć uruchamia wyobraźnię czytelnika. Czytając „Mam dwadzieścia osiem lat. I jeszcze nie mam ochoty umierać.” nie mogłam pozostawać obojętną.

Z zaskoczeniem przywitałam kolejną kobiecą postać powieści, która bardzo długo stanowiła jedną, wielką zagadkę. Mimo, że język, styl i tempo powieści nie jest dla mnie niespodzianką, to wplątanie w czterdzieści pięć rozdziałów paru, które liczą kilka wersów jest sensacyjne.

CZEŚĆ. MAM NA IMIĘ ABIGAIL.
 Czy my się znamy?
 Spokojnie poznamy się.
 Cześć. Mam na imię Abigail.” – – „Złap mnie” Lisa Gardner.

Ot i cały rozdział. Co Wy na to? Zdecydowanie Lisa Gardner potrafi mnie jeszcze zaskoczyć. A takich rozdziałów jest więc. Podobnie jak pojawiające się notorycznie pytanie samej Charlie gotującej się na śmierć: „Zostało mi siedemdziesiąt pięć godzin życia. Co ty byś zrobił w takiej sytuacji?”. Nie pozostało bez odpowiedzi. Co rusz zastanawiałam się, co bym zrobiła, gdzie skierowała moje kroki, jakie działania podjęła. Poddawałam w wątpliwość decyzje Charlie i mocowałam się z jej czynami, myślami, słowami.

Do tego iście psychologiczna robota autorki skupiająca uwagę czytelnika na osobowości ofiary i osobowości ochronnej w jednej postaci. To dowód, że to tematu Gardner podeszła z wielką pokorą przygotowując się do opisania wielu wątków śledztwa.

Książka zmuszająca do myślenia i wzbudzające emocje. Oczywiście w sposób bardzo łatwy i prosty, gdyż one wywołane zostają obrazem skrzywdzonych dzieci. Mimo tego i tak uważam, że Lisa Gardner skonstruowała dobrą jakościowo powieść, na którą warto zwrócić uwagę przez Charlie, przez Abigail i przez Toma. A przede wszystkim przez rzetelne pokazanie pracy dyspozytora alarmowego. Zajrzenie do wnętrza tego fachu wręcz traktowałam jako swoistą apostazję. Ile się dowiedziałam! Ile się dowiedziałam!

Post scriptum

Lubicie wisienki na torcie? Ja bardzo. W przypadku „Złap mnie” okazało się nią wprowadzenie do fabuły powieści bohaterów znanych z innych książek. Pojawia się i Pierce Quincy i jego córka Kimberly 😊, a także David Riggs z „Drugiej żony”. Ciekawe, czy zwrócicie przy czytaniu na nich uwagę😉.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki  Wydawnictwu Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Okruchy pamięci” Tim Weaver

OKRUCHY PAMIĘCI

  • Autor: TIM WEAVER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: DAVID RAKER. TOM 8
  • Liczba stron: 512
  • Data premiery: 13.07.2022r.
  • Data premiery światowej: 27.07.2017r.

Po „Nie wiesz kim jesteś” siódmej części z Davidem Rakerem, specjalistą od osób zaginionych, którą oceniłam 8/10 wiedziałam, że chcę sięgnąć ponownie do historii z jego udziałem. Dzięki @WydawnictwoAlbatros i jego kolejnej dobrej premiery z 13 lipca br. udało mi się to😉. Tim Weaver zatytułował ósmy tom serii „Okruchy pamięci”.

Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, jak ważne jest dla człowieka nazwisko, teraz jednak dotarło to do mnie z całą mocą: nazwisko jest niezbędne, aby znaleźć swoje miejsce w systemie. Ludzie wciąż walczą z systemem, nie chcąc być trybikiem w maszynie i pozycją w bazie danych. Ale łatwiej walczyć, gdy jest się częścią systemu.”  – „Okruchy pamięci” Tim Weaver.

Tym razem David Raker nie szuka zaginionych. Tym razem David Raker szuka tożsamości osoby, która straciła w wyniku traumatycznych wydarzeń pamięć. Poznajcie Richarda. Chyba Richarda. Nazwanego przez media „Zaginionym”. Mężczyznę, którego odnaleziono pokiereszowanego u wybrzeży Anglii. Richarda, który do tej pory nie pamięta, kim jest, ani skąd pochodzi. Kwestionuje nawet imię, którym się przedstawia. Pamięta krótkie urywki zdarzeń. Widok z okna na  morze i plażę. Potrafi pływać i prowadzić samochód, chociaż nie ma prawa jazdy. Jako osoba bez imienia i nazwiska wypadł z systemu. Nie ma praw. Nie ma zawodu. Choć wiele potrafi. Raker postanawia mu pomóc. Poszukać skąd się wziął i dlaczego do tej pory nikt się po niego nie zgłosił, mimo nagłośnienia sprawy w mediach. Człowiek jakby jest, a jakby go nie było.

Ależ mi się spodobał pomysł na fabułę „Okruchów pamięci”😊. Choć z natury jestem niecierpliwa, więc bezbronność Richarda działała mi chwilami na nerwy😉. Sama konstrukcja książki została przez autora bardzo przemyślana. Osiemdziesiąt jeden rozdziałów podzielono na cztery części. Niektóre z części otrzymały tytuł, jak „Potwór”, „Tchnienie”. Przypadek? Zdecydowanie nie. Te zatytułowane fragmenty książki sieją zamęt, odwracają uwagę od wątku związanego z poszukiwaniem tożsamości Richarda. Niepokoją i wybijają z rytmu. Tym bardziej, że to historia Beth i Penny, dwóch sióstr przyrodnich, niczego nieświadomych młodych dziewczynek eksplorujących otoczenie, w którym żyją. Odważnych, a jednak z góry przegranych. Jak przegrane wydaje się życie Richarda.

Narracja jest bardzo dojrzała. Mimo, że pisana chwilami w trzeciej osobie w odniesieniu do Penny i Beth, wydaje się bardzo osobista. Same poczynania Rakera śledzimy z jego pierwszoosobowej perspektywy. Śledztwo w ten sposób wydaje się bardziej emocjonujące, bardziej przekonujące. Czytając miałam poczucie, że autor przemyślał każdy wątek, by stworzyć spójną historię. Mimo pobocznych tematów nie utracił tej jednorodności to samego końca doprowadzając historię do jej finału. Wciągnęła mnie historia i Richarda, i Penny, i Beth. Chciałam koniecznie dowiedzieć się, gdzie jest jej początek i gdzie autor umiejscowił koniec. Nie czekałam na happy end. Czekałam po prostu na wyjaśnienie. A gdy je odnalazłam na kolejnych kartach powieści to…… poczułam lekki wstrząs. Kilkakrotnie kiwałam głową myśląc „Coś takiego, coś takiego”. I chyba o to chodzi w książkach tego gatunku. By doprowadzały mnie do poczucia niedowierzenia, by wzbudzały we mnie niezgodę na opowiedzianą historię, bym czuła realne współczucie. Te emocje towarzyszyły mi podczas czytania.

W książce znalazł się nawet wątek związany z Polską, lub prawie Polską. Autor nie rozstrzygnął do końca, czy Aleksander Marek był Polakiem. Chociaż może wolałabym, by nie 😉. Kwestia utraconych dzieci, których zawiedli ojcowie, kwestia straconej miłości na wielu płaszczyznach, a przede wszystkim wątek straconej tożsamości to zalety powieści.

„Okruchy pamięci” to kolejna bardzo dobra książka Tima Weavera, w której – analogicznie jak w poprzedniej- autor poszukuje panaceum na rzeczywistość w dawnej przeszłości. Tym razem Raker zaczyna grzebać w zaginięciu Caleba Becka, ojca Penny, pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Weaver jest w tym specjalistą. Potrafi tak wpleść w fabułę przeszłość, że wydaje się ona jej nieodłączną częścią. Nie mniej ważną, nie mniej znaczącą dla wydarzeń z teraźniejszości. I w przeciwieństwie do wielu innych autorów, to wszystko się spina w jedną całość.

Szczerze polecam książki Tima Weavera i postać Davida Rakera, specjalisty nie tylko od osób zaginionych, lecz także od utraconych tożsamości. Miłej lektury!

Moja ocena: 8/10

Książką obdarowało mnie  Wydawnictwo Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Brakujący element” Harlan Coben

BRAKUJĄCY ELEMENT

  • Autor: HARLAN COBEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: WILDE (tom 2)
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 13.07.2022r.

Historia opisana w książce „Chłopiec z lasu” (recenzja na klik), która debiutowała 12 listopada 2020r. zaczyna się krystalizować. W kolejnej części zatytułowanej „Brakujący element” Harlan Coben powraca do Wilde’a, który jako kilkulatek został znaleziony sam w lesie. Do Wilde’a, który nie wie skąd pochodzi i jak to się stało, że rodzice zostawili go samego na pastwę losu w niebezpiecznych leśnych gąszczach. Premiera książki od @WydawnictwoAlbatros odbyła się 13 lipca br. I jest to dziewiąta pozycja Cobena, której opinię znajdziecie na moim blogu.

Miał jakieś wspomnienia, ale powracały do niego jedynie w formie przebłysków i sennych wizji: czerwona poręcz, ciemny dom, portret wąsatego mężczyzny, a czasami, kiedy obrazy zyskiwały dźwięk, krzycząca kobieta.” „Brakujący element” Harlan Coben.

Wilde próbuje dowiedzieć się, co się stało z jego rodzicami. Przekazuje swój materiał genetyczny firmie, która paruje członków rodzin. Uzyskuje informację o tajemniczym DC mającym żonę Sofię i trzy córki; Cheri, Alenę i Rosę, z którym jest spokrewniony. Wizyta u DC nie przynosi odpowiedzi na dręczące Wilde’a pytania. Jego potencjalny ojciec nie podaje mu żadnych danych matki, a sam prosi, by Wilde nie niszczył mu rodzinnego szczęścia swoim pojawieniem się. Jednocześnie do Wilde’a zwraca się znany z reality show celebryta Peter Bennett również twierdzący, że łączą obu mężczyzn więzy krwi. Do tego śmierć agentki FBI Katherine Frole mającej związek z nielegalną organizacją Bumerang dodatkowo komplikuje sprawę, w której grzebie Wilde wraz ze swoją przyrodnią siostrą Role.

Lubię czytać Cobena, nie powiem. Choć ostatnimi czasy rozwinięcie fabuły mnie nie zachwyca. „Brakujący element” niestety powielił ten schemat. Pierwsza połowa bardzo dobra. Pomysł ze współpracą Lwa, Niedźwiedzia Polarnego, Pantery, Alpaki i innych wzbudził moją ogromną ciekawość. Wrzucenie do fabuły tego wątku w dzisiejszym świecie zasługuje na uwagę. To samo dotyczy Wilde’a i jego próby odzyskania tożsamości. Wilde’a, który kieruje się tak samo jak mecenas Hester zasadą; „(…) martw się o to, na co masz wpływ. Jeśli nie masz wpływu, odpuść sobie.” W trakcie poszukiwań Wilde zachował się we właściwy dla siebie sposób, emanował rozwagą, spokojem, zastanowieniem się, przewidywaniem konsekwencji swoich czynów. Jest postać jest sama w sobie ciekawa. Chłopiec żyjący przez wiele lat sam w lesie, oddany społeczeństwu. W specyficzny sposób dojrzały, w specyficzny sposób ukształtowany i żyjący współcześnie, w wielu ponad czterdziestu lat. Nie dziwię się, że Coben do tej postaci tak chętnie powrócił. Rozstrzygnięcie związane z jego dziedzictwem mnie całkowicie zawiodło. Mało prawdziwe w efekcie emocjonalnej reakcji opisanej na końcu. Mało życiowe, mało wiarygodne. Kwestie powiązań genetycznych zostały rozpisane w sposób bardzo niezrozumiały. Wątki powinowactwa ze strony ojca, matki zbyt trudno przedstawione. Kompletnie nie rozumiałam kwestii pseudo celebryty Petera Bennetta, w tym rozstrzygnięciu. Autor rozwinął tę kwestię, w moim odczuciu tylko po to, by zagmatwać fabułę, by zagonić czytelnika w ślepy zaułek. Cóż, taka jego rola. Stwórca nie musi wszystkiego dawać czytelnikowi na tacy😊. Generalnie bardzo słabo wypadła cała warstwa obyczajowa, czy to związana z Peterem Bennettem, czy z Wildem, czy nawet z Hester i jej partnerem Orenem.

Czyta się jednak książkę bardzo przyjemnie. Wilde przenika w życie Mathew, Laili, Hester, Role po raz kolejny. Jego przenikanie jest rzetelne. Chce żyć trochę tu i trochę tam. Ciekawa jestem jak ten wątek Coben pociągnie w kolejnej części😉. Książka nie dłuży się, mimo, że nie jest najwyższych lotów. Wydarzenia dzieją się jedno po drugim bardzo szybko. Czterdzieści trzy krótkie rozdziały prowadzą fabułę płynnie. Język jest pełen kolokwializmów, powszechny, typowy dla amerykańskich współczesnych twórców literatury rozrywkowej. Nie liczcie na zbyt dużo emocji, którymi zwykle cechuje się dobry thriller. „Brakujący element” jest bardziej książką sensacyjną z ciekawym Chłopcem z lasu i mecenas Hester, której powiązania i znajomości dają nieograniczone możliwości. Tak! ci bohaterowie powinni mieć osobną książkę.

Moja ocena: 6/10

Książkę podarowało mi  Wydawnictwo Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Idealna” H.C. Warner

IDEALNA

  • Autorka: H.C. WARNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 13.07.2022r.

Nie wiem co z tymi anglojęzycznymi autorkami. Czy nie można podpisać się Hellen Warner zamiast H.C. Warner lub Cally Taylor zamiast C.L. Taylor (recenzja na klik)? Nie dziwcie się więc, że czasem można się pomylić, co do płci autora😉.

Wracając jednak do książki zatytułowanej „Idealna”, która wyszła spod pióra Hellen Warner (a co😊), a została wydana przez @WydawnictwoAlbatros wspomnę, że nie jest to typowy thriller brytyjski. O dziwo fabuła została oparta na całkiem innym założeniu, niż dotychczas mi znane i najbardziej popularne. Mimo, że jest to pierwsza książka autorki jako pełnoetatowej pisarki i jednocześnie pierwsza, która nie jest powieścią obyczajową stwierdzam, że pomysł Warner miała wyborny. Napisać opowieść o idealnej kobiecie, która jak tornado niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze.

Ben cierpi po odejściu Charlotte zwaną Charlie po dwunastu latach wspólnego związku. Po pół roku wiąże się z nieziemsko piękną Bellą. Krótka i namiętna relacja przeradza się w małżeństwo z rozsądku. Z początku idealne życie zamienia się w toksyczny związek pełen przemocy, wzajemnej niechęci, pogardy i braku wzajemnego szacunku. Jak w tym wszystkim odnajdzie się mała dziewczynka o pięknym imieniu Elodie? Jak w tym wszystkim poradzą sobie bliscy i rodzina?

To, czego nie wiedzą, nie wyrządzi im krzywdy”. – „Idealna” H.C. Warner.

To zdanie wypowiedziane raz po raz odzwierciedla traumy, które podjęła w swej powieści Hellen Warner. Kłamstwa rodziców w stosunku do dzieci. Kłamstwa ukrywane pod płaszczykiem uśmiechu przez dzieci. Udawanie przez przyjaciół, że nic się nie dzieje i nie powinniśmy się angażować. Nie jest to jednak psychologiczny thriller, do których jestem przyzwyczajona. Czytając łapałam się na myśli o narracji jak z książki obyczajowej, z których dotychczas zasłynęła autorka. Wydarzenia relacjonowane są zwykle chronologicznie, z biograficzną estymą. Rys psychologiczny i Belli, i Bena, i innych osób z ich wspólnego otoczenia praktycznie tylko delikatnie muśnięty. O przeobrażeniu Bena autorka jakby zapomniała. Od czasu do czasu wspomniane tylko stwierdzenie o nic nie wartych kłótniach i cichych dniach w ogóle mnie nie przekonały. Doceniam jednak chęć przybliżenia czytelnikom jego postaci w różnych momentach życia, które autorka odgrodziła odznaczając kolejne, z czterech części powieści.  Zastanawiałam się praktycznie, co działo się z Benem przez te wszystkie dni i noce, w których z miłego, uroczego chłopca będącego duszą towarzystwa zamienił się w odludka bojącego się własnego cienia. Nawet odkryte karty na końcu związane z Jo potraktowałam z przymrużeniem oka. Jakby Jo z końca, była całkowicie inną Jo, niż Jo z początku i ze środka książki.

Najbardziej ciekawymi momentami były fragmenty, w których Bella była narratorką. Warner konsekwentnie pokazywała jej prawdziwe oblicza. I to były chwile najbardziej ciekawe z trzydziestu dziewięciu rozdziałów. Pozostałe wydarzenia autorka relacjonowała z perspektywy narratora trzecioosobowego, który jednak pełnił w książce bardziej rolę kronikarza, niż wszystkowiedzącego gawędziarza. Co do bohaterów to najbardziej wyrazisty wydał mi się Leo i czasem Freya. A to zdecydowanie za mało, by uznać książkę na niezwykle wartą przeczytania.

Obyłabym się bez „Idealnej” H.C. Warner😉, choć thrillery to jeden z moich bardziej ulubionych gatunków literackich. Wątki w tym wydawały mi się jednak potraktowane zbyt pobieżnie. A szkoda, bo historia jest przednia😊. Odwrócone role ofiary i sprawcy. Samotność i strach przed jutrem oraz samym sobą. I ta siła, która czasem pojawia się nie wiadomo skąd.

Moja ocena 6/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Nie ma tego złego” Lauren Weisberger

NIE MA TEGO ZŁEGO

  • Autorka: LAUREN WEISBERGER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: DIABEŁ UBIERA SIĘ U PRADY (tom 3)
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 27.07.2022r.
  • Data premiery światowej: 7.05.2019r.

Lauren Weisberger była przez niecały rok osobistą asystentką samej Anny Wintour szefowej „Vogue”. Swoje doświadczenia opisała w błyskotliwej  książce „Diabeł ubiera się u Prady”, której ekranizacja podbiła serca odbiorców z rewelacyjną rolą Meryl Streep oraz Anne Hathaway. Film oglądałam, pierwszą część dawno temu czytałam. O drugiej nie miałam pojęcia😉. Tym chętniej sięgnęłam do książki „Nie ma tego złego”, która premierę nakładem @WydawnictwoAlbatros miała 27 lipca br. Spodziewałam się ciekawej fabuły, kobiecych problemów w stylu bardziej „Zmowy pierwszych żon”, niż „Wielkich kłamstewek”, a także mile spędzonego czasu.

Karolina Hartwell, była supermodelka, aktualnie żona pretendującego do funkcji prezydenta Stanów Zjednoczonych senatora Grahama Hartwella zostaje zatrzymana za jazdę po pijanemu, z synem męża i jego kolegami w samochodzie. Dramatyzmu dodaje fakt, że policja dostrzega na tylnym siedzeniu puste butelki po alkoholu, wskutek czego Karolina spędza noc w areszcie. Wspierana przez Miriam Kagan, przyjaciółkę, byłą prawniczkę, a teraz gospodyni domową i matkę trójki dzieci, prosi o pomoc Emily Charlton. Byłą asystentkę Mirandy Prestly wydawczyni modowego imperium „Runwaya”, aktualnie konsultantkę wizerunkową celebrytów, która zaczyna tracić klientów. Kobiety wspierają się wzajemnie w trakcie swych życiowych zakrętów i starają się ze wszystkich sił, by wyjść z życiowych zawirowań obronną ręką.

Niestety zawiodłam się. Książka jest bardzo przeciętna, czułam się przytłoczona nieprawdopodobnymi sytuacjami i słabymi fragmentami, które miały wywołać u czytelnika emocje. Sama kwestia związana z aresztowaniem Karoliny z początku książki okazała się wyjątkowo naciągana. Dzieci na siedzeniach z tyłu, z pustymi butelkami po alkoholu! Do tego brak badania alkomatem i noc w areszcie! Gdzie komórka, z której Karolina nagrywa nieregulaminowe zachowania policjantów? Gdzie dzieci, które reagują? Gdzie jest jej adwokat, jeśli rodzinny się nie spisuje ?  Autorka jakby zapomniała o podstawowych kwestiach, o których wie każdy czytelnik. To już niestety spowodowało silną moją reakcję obronną. Nie cierpię wręcz, gdy autor robi z czytelników bezmyślne mięso czytelnicze, które łyka wszystkie absurdy. Bohaterki też mnie nie zachwyciły. Nie ma w nich drapieżności. Kompletnie nie są podobne do postaci z „Wielkich kłamstewek”, już o „Zmowie pierwszych żon” nie mówiąc. Intrygi nie okazywały się rzeczywiście intrygami, tylko słabo skonstruowanymi elementami fabuły. Akcja często wydawała mi się rozwleczona, a bohaterki w różnych aspektach życia bezwolne. Karolina jako supermodelka zawiodła mnie najbardziej. Wydawała się praktycznie bezmyślna od początku do końca. Jej infantylność i naiwność wydawała mi się wręcz patologiczna. Najbardziej przekonała mnie Miriam. Kobieta, która zrezygnowała z kariery prawniczej dla rodziny, ale która powraca na rynek pracy. Chociaż jej powrót na rynek pracy też wydaje mi się totalnie odjechany. Sposób prowadzenia sprawy Karoliny….. ech, aż szkoda komentarza jak wydaje się być kierowany bez sensu, po omacku i bardzo pospolitymi metodami nie przystającymi na działalność prawniczą.

Książka ma jednak ciekawe momenty. Niezwykle podobały mi się nazwy rozdziałów, które okazały się niestety najciekawszym fragmentem. „Znowu kostium nazisty?”, „Zwykły kolega i niebieski kondom z brokatem”, „Powrót do dopasowanej waginy” brzmią wspaniale.  W niektórych rozdziałach, których jest łącznie trzydzieści jeden, autorka wprost odniosła się do rozdziałów, których nazwa wydaje się jakby wprost wycięta z treści zawartych w poszczególnych częściach. Gdzieniegdzie autorka wplotła ciekawe spostrzeżenia związane z funkcjonowaniem bogatych kobiet z przedmieścia jak: operacje plastyczne, wszechobecne nianie, dzieci jako element statusu społecznego, zdrady, znudzenie własnym życiem, ekskluzywne ciuchy, drogie siłownie itd. Wielokrotnie wspomniała uwielbiany swego czasu przeze mnie serial „Gotowe na wszystko” stwierdzając, że serial był kiepski, a fabuła słaba. Dla mnie życie Gabrielle, Susan, Bree, Lynette i Edie było o wiele ciekawsze. No cóż, ale każdy ma swój gust😊.

Podsumowując; niewymagająca lektura, która nie pozostawiła po sobie żadnej refleksji. No może tylko jedną:

Liczą się emocje, nie fakty! Nikogo nie obchodzi, co się naprawdę wydarzyło. Nikt nie dba o to, czy jesteś niewinna. Nikogo nie interesują aspekty prawne i szczegóły. Najważniejsze, jakie wzbudzasz uczucia. Jak ludzie na ciebie reagują, gdy cię widzą, słyszą, spotykają. Cała reszta to szum.” -„Nie ma tego złego” Lauren Weisberger.

Moja ocena 5/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Jej ostatnie wakacje” C.L. Taylor

JEJ OSTATNIE WAKACJE
  • Autorka: C.L. TAYLOR
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 1.06.2022r.

Czytałam już dwie książki Cally Taylor – publikującej jako C.L. Taylor –  brytyjskiej autorki thrillerów psychologicznych. Zarówno „Zanim powróci strach” i „Nieznajomi” oceniłam wysoko. „Jej ostatnie wakacje” to trzecia książka Taylor, która trafiła w moje ręce dzięki prezentowi od @WydawnictwoAlbatros, za który niezmiernie dziękuję. Zaintrygował mnie motyw zaginionej siostry Jenny, której szuka Fran. Po ciekawych kreacjach bohaterów, o których rozpisywałam się w recenzji „Nieznajomi”, liczę również na ciekawych bohaterów, a raczej bohaterki. Cóż może być bardziej interesującego niż siostra szukająca tej zaginionej, znajdująca się w tym samym miejscu. Czyż nie 😉. Tym bardziej, że zdaniem innych autorów, jak przeczytałam w opisie Wydawcy, książka oceniana jest jako: „(…) Niepokojąca powieść o gęstej atmosferze” oraz (…) Pasjonująca i znakomicie skonstruowana historia”. Czytacie? Czytaliście?

Kiedy już myślałem, że nie możesz upaść niżej (…) ty przebijasz dno.” – „Jej ostatnie wakacje” C.L. Taylor.

Jenna skorzystała z oferty Toma Wade’a, właściciela firmy LekarzDuszy, który w trakcie egzotycznych wakacji na Maltę obiecywał relaks, odkrycie siebie na nowo i całkowity restart. Jenna zaginęła, a dwoje innych uczestników straciło życie w nieszczęśliwym wypadku. Skazany na dwa lata więzienia wyszedł właśnie na wolność, by wraz ze swoją żoną Kate na nowo zacząć oferować wakacje dla osób z obciążeniami psychicznymi, którzy potrzebują wytchnienia i zrozumienia, jak funkcjonuje świat wokół nich. Fran, siostra Jenny, postanawia skorzystać z oferty  LekarzaDuszy, by odnaleźć siostrę, by dowiedzieć się, co stało się w trakcie tej zorganizowanej wycieczki.

Bardzo zawiodła mnie ta książka ☹. Fanów Cally Taylor przepraszam, że zaczynam recenzję z tak przysłowiowej grubej rury, ale kompletnie historia mnie nie przekonała. Pomysł na LekarzaDuszy był naprawdę dobry. Guru motywacyjne organizuje warsztaty terapeutyczne dla osób potrzebujących wsparcia. Jak to w thrillerach psychologicznych bywa, w takiej działalności nie trudno o nadużycia, oszustwa, manipulacje. Koncepcja tego opiera się na założeniu, że osoby potrzebujące wsparcia psychologicznego są bardzo łatwymi ofiarami, które można złowić na czułe słówka, uwagę, poklepywanie po ramieniu. Kompletnie jednak zatraciła się w fabule granica kto jest ten zły, a kto dobry. Autorka mieszała emocje czytelnika na prawo i na lewo. Antypatie i sympatie przeplatały się ze sobą, co sprawiało wrażenie, że postaci nie są do końca przemyślane. Nawet Jenna, od której wszystko się zaczęło, kompletnie mnie nie przekonała. Jej opowiedziana historia jawiła mi się jako wyjątkowo naciągana trochę na zasadzie z igły widły, a w thrillerach tego wyjątkowo nie lubię. To samo, albo jeszcze silniej, odczuwałam czytając o rodzinie Fitzgerald. Jedyną bohaterką, która zdawała mi się w pełni przemyśla, co do jej osobowości i jej roli w fabule, to była Fran. „(…) pięćdziesięcioletnia kobieta z krótkimi włosami…”. Jej relacje z Jenną, siostrą o dwanaście lat młodszą, również odebrałam jako realne, jako dopracowane. Dużo w nich poczucia winy, dużo zazdrości i współzawodnictwa. Jak to wśród rodzeństwa.

To nie thriller. To bardzo słaby thrillerek. Praktycznie bez aspektu psychologicznego. Odzwierciedlający koleje losów Jenny i Fran rozpisane w pięćdziesięciu sześciu rozdziałach. Plusem jest konstrukcja książki, często powielająca się w tym gatunku, wręcz wyświechtana. W rozdziałach autorka określiła czasoprzestrzeń, przez co czytelnik nie musi zastanawiać się kiedy się dzieje akcja, czy terazmaj , czy wtedy-dwa lata wcześniej, czy teraz – dwa miesiące później. Dodatkowo opatrzyła imionami Fran lub Jenny każdy rozpoczynający się rozdział chcąc skupić uwagę odbiorców na konkretnej postaci i jej punkcie widzenia, a także wydarzeniach, w których brała udział.

Mam problem z tymi anglojęzycznymi (angielskimi i amerykańskimi) thrillerami. Gatunek ten rości sobie swoje prawa. Ma być sporo emocji, dużo niezgody na opisywane wydarzenia, napięcie i niepokój. Żadnych z tych uczuć nie doświadczyłam przy czytaniu książki „Jej ostatnie wakacje”. Dla mnie powieść okazała się lekką, przydługą historią z totalnie odpalonym zakończeniem. Jesteście jego ciekawi? Nic nie stoi na przeszkodzie, sięgnijcie po ostatnią powieść Cally Taylor😉. A mi nie pozostaje nic innego jak życzyć Wam tylko; miłej lektury.

Moja ocena 5/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Tajemnice Fleat House” Lucinda Riley

TAJEMNICE FLEAT HOUSE

  • Autorka: LUCINDA RILEY
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 1.06.2022r.

O Lucindzie Riley, zmarłej ubiegłego roku pisarce zafascynowanej tajemnicami przeszłości pisałam już niejednokrotnie na moim blogu. Ci, co go śledzą wiedzą, że jestem fanką cyklu „Siedem sióstr”. O niektórych tomach z nich przeczytacie na moim blogu: Tom 1 i 2, „Siostra cienia”, „Zaginiona siostra”. Oprócz wspomnianej serii przeczytałam również „Pokój motyli”  i najsłabiej przeze mnie ocenioną; „Dziewczyna z Neapolu”. Rodzina Lucindy zadziwia czytelniczy świat. Wygrzebali z opasłych szuflad autorki kryminał osadzony w małym, angielskim miasteczku, który napisała w 2006 roku😊, czyli pięć lat po swoim literackim debiucie. Powieść wydało @WydawnictwoAlbatros, a premiera „Tajemnic Fleat House” odbyła się 1 czerwca br. Zdaniem syna autorki Harry’ego Whittakera, który zwrócił się do czytelnika na początku książki opowieść „(…) w dużym stopniu została zainspirowana szkołą, do której uczęszczaliśmy my, dzieci Lucindy.” Bo właśnie takie miejsce stało się osią fabuły jedynej powieści kryminalnej autorstwa Lucindy Riley.

W renomowanej prywatnej Szkole Świętego Szczepana w Norfolk w styczniu 2005 roku umiera osiemnastoletni Charlie Cavendish. Syn wpływowego ojca wywodzący się z arystokratycznego roku. Teoria o śmiertelnym napadzie padaczkowym zostaje odrzucona, gdy patolog w organizmie zmarłego znajduje ślady aspiryny, na którą Charlie był uczulony. Czy śmierć w wyniku wstrząsu anafilaktycznego mogła być spowodowana morderstwem? Czy to kolejny nieszczęśliwy wypadek? Tego stara się na miejscu dowiedzieć londyńska komisarz Jazmine Hunter – Caughlin, dla przyjaciół Jazz.

Ciekawe doświadczenie czytać kryminał napisany lata temu przez autorkę bardzo dobrej serii obyczajowej „Siedem sióstr”😊. Naprawdę ciekawe. Tym bardziej, że Lucinda Riley miała potencjał i w gatunku powieści kryminalnych. Z obawą sięgnęłam po ten egzemplarz, a tu okazało się, że historia się układa jak typowo Lucindowa opowieść z istotną przeszłością z ciekawymi wątkami kryminalny. Tak😉. Musicie wiedzieć, że młody Charlie to nie jedyny trup. Morderca sieje swe żniwo i kolejno tracą jeszcze życie dwaj mężczyźni, z pozoru ze sobą nie za bardzo powiązani.

Najpierw parę słów o stylu zawartym w trzydziestu trzech rozdziałach. Sformułowania, język, tempo akcji, sposób narracji jest charakterystyczny dla autorki. To trochę jej wada, że nie potrafiła stworzyć dzieła totalnie innego, od innych. Równie dobrze powieść mogła zostać osadzona w końcówce dziewiętnastego wieku. Gnuśne angielskie społeczeństwo. Szkoły z internatem od najmłodszych lat. Szacunek do tradycji i arystokracji. Wysławianie się wykwintnie nawet w trakcie ostrej, kłótliwej wymiany zdań. To cechy charakterystyczne dla jej pisarstwa. Tylko takie aspekty jak liberalne podejście do aborcji, czy do związków tej samej płci wskazują czytelnikowi, że akcja dzieje się jednak w czasach współczesnych. Jeśli lubicie styl autorki nie zawiedziecie się. Jest typowo jej.

Co do wątku kryminalnego to mam, co do niego mieszane uczucia. Z jednej strony fajnie została umiejscowiona akcja śledztwa. Pomysł, by osadzić ją w szkole prywatnej z tradycjami, gdzie każdy udaje i jest możliwy do ukrycia wszelki grzech, był bardzo dobry. Opisy scenografii są barwne i mnie przekonują. Samo społeczeństwo szkolne również zostało odzwierciedlone w sposób bardzo realistyczny. Widać, że z towarzystwem pedagogów, dyrektorów, opiekunów Riley miała sama do czynienia. Z drugiej śledztwo zostało do niebosiężnych rozmiarów rozwleczone. Jazz odebrałam jako śledczą szukającą po omacku. Autorka nie zostawiła znaków, po których mógłby podążać czytelnik, by choć trochę przybliżyć się do rozwiązania.  Żadne tropy nie wysuwały się na światło dzienne w trakcie toczącego się śledztwa. Chwilami wszyscy wydawali mi się podejrzani. Komisarz Hunter z miejscowym sierżantem i londyńskim śledczym Milesem oparli detektywistyczne działania na przesłuchaniach, niektórych świadków po wielokroć, jakby ich tryby myślowe zadziałały dopiero po wypuszczeniu ze swoich rąk przesłuchanego. Trochę taki motyw jak z Poirota Agathy Christie, gdzie mało się dzieje, a dużo mówi.

Bardzo dobry motyw z Rorym Millarem, trzynastoletnim uczniem szkoły. Zdecydowanie słabszy z jego ojcem Davidem. Zbyt oczywisty, zbyt naciągany i zbyt prosty. Obraz kobiet również zasługuje na wspomnienie. W tym Riley jest mistrzynią. Stworzyła cały gwiazdozbiór kobiet, zdecydowanie różnych od siebie, ze zdecydowanie różnymi doświadczeniami i pochodzeniem. Postać Jazz wydaje mi się najsłabiej zaprezentowana, szczególnie w aspekcie jej relacji z byłym mężem. Za to wieloletnia sekretarka dyrektora szkoły Jenny to co innego, czy chociażby Angelina Millar, zaborcza, kłamliwa, zafałszowana i walcząca do ostatniego o swoją, jak najlepszą, pozycję.

Dla mnie typowo gotycka powieść Riley mimo, że osadzona w 2005 roku. Atmosfera duszna, język wysublimowany, delikatny. Za mało emocji, za mało akcji i za mało sensacji. Wątek kryminalny wręcz przesądzony aspektami obyczajowymi, które mnożyły się jak grzyby po deszczu, tak jak bohaterowie poboczni, ale oczywiście z najlepszym skutkiem. Obyczajowość to zaleta tej powieści. W „Tajemnicach Fleat House” Lucinda Riley wodzi czytelnika za przysłowiowy nos, jednak gdy już odkrywa przed nim motyw wszystko wydaje się składać w jedną całość. Ale tylko pozornie. Pozornie…

Książka dla fanów Lucindy Riley, zafascynowanych jej stylem, jej kwiecistymi opisami i jej literackim językiem, a także miłujących zagadki z przeszłości, od których aż roi się w jej prozie. Miłej lektury!

Moja ocena 7/10.

Książka trafiła do mnie dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Puk puk” Anders Roslund

PUK PUK

  • Autor: ANDERS ROSLUND
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: EWERT GRENS & SVEN SUNDKVIST (tom 9)
  • Liczba stron: 480
  • Data premiery: 15.06.2022r.

Puk puk” autorstwa Andersa Roslund od @WydawnictwoAlbatros premierę miała 15 czerwca br. Jest to 9 tom serii o komisarzu policji kryminalnej Ewercie Grens i Svenie Sundkvistem. O tej skandynawskiej serii nie słyszałam nigdy wcześniej😊, a swego czasu w kryminałach szwedzkich, norweskich i duńskich zaczytywałam się nałogowo. Sam autor jest ciekawą postacią. W Wikipedii przeczytałam, że „Roslund wiele lat pracował w Telewizji Szwedzkiej (SVT) jako dziennikarz, a także jako szef programu Kulturnyheterna. W 2004 r. wspólnie z Börge Hellströmem wydał powieść kryminalną Bestia (szw. Odjuret), która w Szwecji stała się bestsellerem. Roslund wraz z Hellströmem otrzymali za nią nagrodę Szklany Klucz, przyznawaną za najlepszą powieść kryminalną z krajów skandynawskich. Od 2005 r. całkowicie poświęcił się pisarstwu”  (źródło: wikipedia z dnia 1.08.2022r).„Puk puk” to druga książka napisana samodzielnie przez Roslunda. Jednakże po napisaniu powieści „Trzy godziny” Roslund oddał hołd swemu wieloletniemu współpracownikowi i Börge Hellströma, zmarłego w dniu 17 lutego 2017 roku, wskazał jako współautora.

Kilka dni i kilka nocy. Właśnie tyle czasu dziewczynka przebywała w tym smrodzie.” – „Puk puk” Anders Roslund.

Solenizantka mająca pięć lat. Pozostawiona sama na kilka dni w domu z zabitymi strzałem z pistoletu rodzicami oraz rodzeństwem, Eliotem i Julią. Ofiara albańskich porachunków gangsterskich.  Komisarz policji kryminalnej Ewert Grens wraz ze współpracownikami myśleli, że już nigdy o niej nie usłyszą. Że nie dane im będzie sięgnąć do zakurzonych przez siedemnaście lat akt w archiwum policyjnym. Aż do kolejnego przestępstwa w tym samym mieszkaniu. Aż do włamania. Grens od razu znajduje motyw kradzieży. Pozostawione wyżłobione miejsce nie daje żadnych złudzeń. Złodziej znalazł to czego szukał. „Grens od razu przypomniał sobie tamtą sprawę.” Sześćdziesięciocztero i pół letni śledczy otworzył umorzoną dawno temu sprawę na nowo nie mając zbyt dużo czasu. Szczególnie, że akta świadka dawnych wydarzeń zniknęły ze strzeżonego policyjnego archiwum.

To wprost niezwykłe, jak funkcjonuje ludzka pamięć. Coś, co nie tak dawno zdawało się nie istnieć, staje się rzeczywistością, powraca z niesłychaną siłą, rozpycha się łokciami i żąda dla siebie całego miejsca.” – „Puk puk” Anders Roslund.

Po mocnym początku z dziewczynką śpiewającą przez kilka dni z rzędu głośno sobie sto lat w mieszkaniu pełnych trupów, spodziewałam się czegoś innego😉. Bardziej thrilleru z ograniczonym wątkiem kryminału policyjnego. Anders Roslund zaprezentował czytelnikom typowy skandynawski kryminał z wszystkimi prawidłami tego gatunku, gatunku literackiego „nordic noir”. W „Puk puk” czytelnik bez problemu odnajdzie mrok, depresję bohaterów (i Grensa w związku z rychłym przejściem na emeryturę, i świadka zdarzeń sprzed siedemnastu lat, który nie zaznał ukojenia w nowej rzeczywistości), detektywa bez życia rodzinnego i kontaktów z bliskimi stanowiące podstawowe cechy skandynawskiego nurtu powieści.

Akcja w niektórych momentach się wlecze. Fabuła zdaje się być bardziej przegadana, niż sensacyjna. Poboczne wątki umniejszają rolę śledztwa do którego powrócił Grens po siedemnastoletniej przerwie. Śledztwa, które kiedyś położył. Pieta Koslow Hoffman wydał mi się bardziej głównym bohaterem niż sam komisarz policji kryminalnej Ewert Grens. Rodzina Hoffmana, praca Hoffmana, wydarzenia z przeszłości Hoffmana, aparycja Hoffmana, cechy charakterystyczne Hoffmana itepe, itede. Sam Grens wydał mi się podstarzałym gliną nie mającym już praktycznie nic do zaoferowania. Nawet nie potrafiłam sobie go wyobrazić. Nawet nie wiem jak mógłby wyglądać. Jego potyczki ze współpracownikami, jego przeprosimy rozwleczone do nieskończoności trącały infantylnością. Eurekę będącą przełomem w śledztwie odebrałam wręcz jako naciąganą, jakby autor chciał jednak Grensowi przypiąć jakieś sukcesy. Przyznaję jednak, że Roslund wykonał kanał kryminalnej roboty. Zdarzenia poprzedzające, powiedzmy, zapowiedzianą zemstę rozpisał co do dnia, godziny i minut, wyraźnie zaznaczając czytelnikowi czasoprzestrzeń, typu „Godzina 10:42 (został 1 dzień, 11 godzin i 20 minut). Pracę związaną z przedstawieniem czytelnikowi siatek gangsterskich, powiązań pomiędzy gangsterami, ich informatorami, a także stróżami prawa autor wykonał na piątkę. Ogromne znaczenie autor przypiął rodzinie ofiary, która naznaczyła jej przyszłość, i tej bliższej, i tej dalszej. Chociaż niektóre wydarzenia na których się skupił, rozwłóczyły tylko fabułę nic za bardzo do niej nie wnosząc.

Książka zdecydowanie dla fanów kryminałów skandynawskich uwielbiających zbrodnię, tajemniczą przeszłość, porachunki mafijne i współpracą osób z półświatka ze stróżami prawa😉. By jeszcze Was bardziej zachęcić, wspomnę również o  krecie w policyjnych szeregach i sensacji rodem z „Mission Imposibble”. Lubicie te klimaty? Jeśli tak to „Puk puk” Andersa Roslunda jest lekturą dla Was. Sięgnijcie po nią.

Moja ocena 6/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.