Premiera – „To, czego pragniesz” Katherine Center

TO, CZEGO PRAGNIESZ

  • Autor:KATHERINE CENTER
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:414
  • Data premiery:21.04.2021r.

Bardzo lubię książki Katherine Center. Na moim blogu znajdziecie dwie recenzje poprzednich książek: To co bliskie sercu oraz Milion nowych chwil). Obie oceniłam wysoko. Przed rozpoczęciem lektury już wiedziałam czego się spodziewać. Czy i tym razem premiera z dzisiaj od Wydawnictwa MUZA stanie na wysokości zadania i zachwyci mnie swoją fabułą oraz stylem.

Kto mógłby pokochać kogoś takiego jak ja?” – Katherine Center „To, czego pragniesz”

Fabuła wydaje się typowa. Szkolna bibliotekarka Samantha Casey wiedzie samotne życie. Mieszka nad garażem u Kempnerów, którzy założyli i kierują lokalną szkołą podstawową na malowniczej wyspie Galveston. Odczuwa ciągłą niechęć ze strony Tiny, córki Kempnerów. Przez co czuje się jeszcze gorzej. To i tak niesatysfakcjonujące życie gmatwa się jeszcze bardziej. Umiera Max Kempner a nowym dyrektorem szkoły zostaje Duncan Carpenter. Znajomy z przeszłości. Znajomy, przed którym Sam kiedyś uciekła.

Błyskotliwy styl i ciekawa fabuła

Jest to jedna z tych książek, gdzie u jej kresu żałuję, że się skończyła. Fabuła z pozoru oklepana. Tak naprawdę stanowi bardzo ciepłą, inspirującą treść. Treść z ciekawym przesłaniem. Autorka potrafi  tknąć optymizmem, radością, pozytywnym nastawieniem. Potrafi przekuć pozorne niepowodzenia w sukcesy. W sukcesy, które zmieniają wszystko. To motyw do którego chętnie sięgam. Motyw, który pozwala mi oderwać się od codzienności i zapomnieć o bolączkach dnia codziennego.

Postaci są naprawdę ciekawe. Ciekawa jest Sam. Kiedyś szara myszka, uciekająca przed wszystkim i wszystkimi. Bojąca się własnego cienia. Aktualnie kolorowy ptak, atrakcyjna kobieta, która tylko zawód ma nieciekawy. Ciekawy jest Duncan, tylko trochę z innego powodu niż Sam. Duncan z atrakcyjnego, pewnego siebie młodzieńca zmienił się w mężczyznę po przejściach. To już nie bawidamek, nie zdobywca dziewczęcych serc. To ktoś, kto wydaje się być ubrany w zbroję ze stali, pod którą już prawie nie bije serce. Wydaje się…

Radość jest ulotna. Nic nie trwa wiecznie. Nawet jak na coś zapracujesz, prędzej czy później to tracisz. Nie mogłam marnować więcej czasu.”

Katherine Center „To, czego pragniesz”

Dzięki tej dewizie książkę czytało się bardzo dobrze. W tych słowach autorka zawarła przesłanie, za którym powinniśmy podążać. Przesłanie, by cieszyć się z każdego dnia i walczyć o to, co wydaje się dla nas ważne. Przesłanie, by nie ustawać w boju i nie poddawać się bez powodu. Przesłanie, by wziąć nasze życie w swoje ręce. Przesłanie, by tak jak Sam stać się kimś innym i kogoś innego mieć koło swego boku. Tego na kogo tak naprawdę zasługujemy, a nie tego, kto los postawił na naszej drodze.

Mam nadzieję, że ta książka podniesie Was na duchu, tak samo jak mnie.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem MUZA.

„Szeptacz” Alex North

SZEPTACZ

  • Autor: ALEX NORTH
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:480
  • Data premiery:16.10.2019r.
  • Moja ocena:7/10

Kilka dni temu opublikowałam moją spóźnioną recenzję powieści „W cieniu zła” Alexa Northa (znajdziecie ją tu: https://slonecznastronazycia.blog/2021/03/21/w-cieniu-zla-alex-north/ ). Mimo, że dostrzegłam pewne braki i niedociągnięcia oceniłam tą pozycję pozytywnie. Przy jej okazji jednak dopiero uświadomiłam sobie, że nie opublikowałam recenzji „Szeptacza” pierwszej książki autora. Ukazała się ona w październiku 2019 roku, gdy z powodów problemów osobistych miałam bardzo trudny czas. Nadrabiam te zaległości teraz, odświeżyłam sobie lekturę i przedstawiam Wam recenzję. „Szeptacz” to książka zdecydowanie wysoko oceniana, szeroko reklamowana oraz polecana przez znanych i lubianych. Oczekiwałam więc mocnego thrillera, wręcz horroru, nie pozwalającego mi zmrużyć oka przez co najmniej tydzień. Książki, której fabułę zapamiętam na długo, chcąc jednocześnie o niej jak najszybciej zapomnieć. Czy tak się stało? Zapraszam do zapoznania się z recenzją.

Wstęp

Książka rozpoczyna się od porwania Neila Spencera. Kilkuletniego chłopca wracającego samotnie do domu wieczorem po wizycie u swego ojca. Syna dwójki alkoholików. Rodziców, którym za bardzo na nim nie zależy. Początek mrozi krew w żyłach. Okazuje się, że chłopiec w trakcie swej drogi do domu jest obserwowany. A porywacz zbliża się do niego od tyłu szepcząc jego imię. Niestety dwa miesiące poszukiwań nie przynoszą rezultatu. Wkrótce ciało Nela zostaje odnalezionego. W tym samym czasie pisarz Tom Kennedy cierpi po śmierci żony Rebekki. Wprowadził się ze swoim synem Jake’em do nowego domu w cichej miejscowości Featherbank. Zaczyna się niepokoić, gdy zauważa, że syn mówi sam do siebie i zaczyna się bać mężczyzny, którego wieczorami słyszy szept za oknem. Tom nie dowierza synowi. Do momentu, gdy w nocy budzi się niespokojnie i odkrywa, że jego syn rozmawia z kimś szeptem przez drzwi wejściowe. W otworze na listy widać palce, które Jake dotyka. Palce mężczyzny. Tom dowiaduje się również, że jego syn zna bardzo dobrze rymowankę, którą powtarzały od lat miejscowe dzieci: „Jeśli drzwi nie zamkniesz w porę, szeptać zacznie ktoś wieczorem. Jeśli na dwór wyjdziesz sam, złego pana spotkasz tam. Jeśli okno uchylisz choć trochę, pukanie w szybę usłyszysz przed zmrokiem. Jeśli jesteś sam i miewasz się źle, pan Szeptacz na pewno odwiedzi cię”. Tom czy chce czy nie staje się aktywnym uczestnikiem pogoni za Szeptaczem. W garażu kupionego domu znalezione zostają przez niego szczątki sześcioletniego Tony’ego Smitha, zamordowanego dwadzieścia lat wcześniej. Tom wie, że to nie może być przypadek. Tom podświadomie czuje, że jego syn będzie następny.

Rozwinięcie

Bardzo podobała mi się relacja ojca i syna pokazana przez Alexa Northa. Tom, samotny wdowiec i jego siedmioletni syn Jake. Syn, z którym Tom nie jest w stanie spędzać całych dni od rana do wieczora. Syn, który często ma pretensje do ojca i nie chce się przed nim całkowicie otworzyć. Syn, któremu Tom nie wierzy. Szepty, obecności i „chłopca w podłodze” traktuje jak wymysł chorej fantazji Jake’a. Mimo to, nawet jak się kłócą, oboje wiedzą, że bardzo się kochają. Jak nikt na świecie. Tom wie, że nie jest perfekcyjnym ojcem i obwinia się o to. Ma jednak świadomość, że potrzebuje trochę czasu dla siebie. Potrzebuje czasu by pracować nad zaczętą książką, potrzebuje chwili wytchnienia, by uporać się ze śmiercią żony i poradzić sobie z nową dla niego relacją, z dawno niewidzianym ojcem. Tom ciągle się obwinia się, że wszystko co się dzieje z jego synem – Jake’em jest jego winą. Nieidealny, niewystarczająco oddany. Takich rodziców swoich ofiar upatrzył sobie Szeptacz. Niedoskonałych, zawodzących własne dzieci. Dzieci, które chciał uwolnić od nieperfekcyjnych rodziców. Od złych rodziców.

W stosunku do kolejnej książki autora „W cieniu zła” w „Szeptaczu” wyraźnie skonstruowana została postać Pani komisarz Amandy Beck oraz komisarza Pete’a Willisa. Oboje ambitni, oboje nie potrafią pogodzić się z porażką. Oboje pamiętają swoje ofiary. Pete bardzo dokładnie. Pamięta 20 lat Tony’ego Smitha. Sześciolatka, którego nie ochronił przed Szeptaczem. Chłopca, którego szukał przez 20 lat. Chłopca, któremu nie pomógł. Czy te traumatyczne przeżycia i pamięć spowodowały, że stał się człowiekiem, którym jest, którym był? Zapewne. Przecież w różny sposób radzimy sobie z naszymi traumami. Oddanie śledztwa tak oddanym policjantom jak Beck i Willis spowodowało, że policyjne śledztwo toczy się ciekawym torem, odkrywane są kolejne wątki. Pytanie, które mi się kołacze po przeczytaniu zakończenia, czy Willis naprawdę musiał odejść? Czy nie było dla niego miejsca w rzeczywistości po Szeptaczu? Czy to odejście to jest kara za poprzednie czyny, poprzednie życie? Chociaż z drugiej strony, życie wymaga ofiar, wojna wymaga ofiar. I ta ofiara została złożona.

Totalny majstersztykiem jest postać mordercy, naśladowcy Franka Cartera, mężczyzny, który „dwadzieścia lat wcześniej porwał i zamordował pięciu chłopców z Featherbank”. Franka, którego alibi własnej żony pozwoliło przez wiele miesięcy unikać złapania. Franka, który maltretował i żonę, i własnego syna każąc go obrazami tego, co robił z małymi chłopcami. Mordercy, który próbuje odkupić swoje winy, obojętność. Nie do końca mu się udaje. Zwierzęce instynkty wygrywają. Nie wystarczy tylko założyć koszulkę na głowę. Wszystko dzieje się naprawdę. Koszulka nie powoduje, że znikamy. Zastanawia mnie co myślała sobie żona Franka Cartera wiedząc, że jej mąż to potwór, morderca dzieci. Kryjąc go. Rozumiem, że robiła to z obawy o własne życie i życie swojego syna. Rozumiem, że dopiero po pewnym czasie znalazła w sobie siłę by wskazać śledczym komórkę w ogrodzie, w której Frank Carter ukrył ciała chłopców. Tylko czemu tak późno? Jak można żyć i zasypiać wiedząc, że ma się koło siebie potwora? Szkoda, że nie był to wątek, który Alex North rozwinął. Byłoby to ciekawe studium przypadku. Zabrakło mi jeszcze historii, co się stało z Tony’m Smithem. Dlaczego Frank Carter zmienił swoje modus operandi i nie ukrył ciała piątego chłopca w szopie za domem? Dlaczego Tony musiał spocząć w innym miejscu i stać się pożywką dla żądnych przygód, zwyrodnialców, którzy odwiedzali jego szczątki? Albo ten wątek mi umknął, albo nie został rozwiązany.  

Zakończenie

Kompletnie nie rozumiem zachwytu nad „Szeptaczem”. Według mnie owszem, jest to ciekawy kryminał z dreszczykiem w tle. Nie nazwałabym jednak książki „objawieniem gatunku”. Dla mnie to ciągle raczej kryminał, niż mrożący krew w żyłach spektakularny thriller. Akcja momentami się rozwleka, a wątki obyczajowe wydają się być za bardzo rozbudowane. To powodowało, że nie brakło mi ani razu tchu w trakcie czytania, co zwykle się dzieje, gdy mam w ręku pasjonujący thriller.

Czego więc nauczyła mnie lektura „Szeptacza”? Potwierdziła, że opinie są całkowicie subiektywne. Nieważne, jak recenzent się stara. Opinia uzależniona jest od jego wcześniejszych doświadczeń, spotkań z autorem, oczekiwań. Nawet emocje i bieżące samopoczucie również wpływa na odbiór czytanego dzieła literackiego. Czasem nawet drażniące recenzenta sformułowanie może uniemożliwić pozytywny odbiór dzieła. Dla kogoś może być ono odkryciem, dla innego całkiem przeciętną książką. Ktoś inny może nawet jej nie strawić od początku do końca. Opinie nie są więc dobre, ani złe. Są moralnie obojętne. Nie ma bowiem jednego kanonu opinii. Dla każdego ważne jest coś innego. Nie można więc powiedzieć, lub sfrustrowanym napisać „całkowicie nie zgadzam się z tą opinią”. Należałoby raczej swoje odczucia zdefiniować jako „mam inną opinię”.

Tak jest u mnie z „Szeptaczem”. Nie podzielam zachwytu licznych recenzentów, również z pierwszej strony książki, czy blogerów. Dla mnie jest to książka ciekawa, przy której nie zmarnowałam ani minuty. Bez wątpienia jednak, w mojej opinii, nie zasługuje na miano odkrycia gatunku i thrillera 2019. Ale pamiętajcie każdy z Was ma prawo mieć inne zdanie. Nie będziecie wiedzieć jakie macie, póki nie przeczytacie.  

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA

.

Recenzja przedpremierowa – „Ukochany wróg” Kristen Callihan

UKOCHANY WRÓG

  • Autor:KRISTEN CALLIHAN
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:448
  • Data premiery: 24.03.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

Książki Kristen Callihan bardzo lubię. Jej cykl „VIP” to jeden z moich ulubionych. Są błyskotliwe, z poczuciem humoru, optymistyczne, zawierają świetne historię i zapewniają niesamowitą rozrywkę. Kiedy więc dowiedziałam się o jej najnowszej powieści „Ukochany wróg” wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Czy mnie nie zawiodła?

Macon Saint to gwiazda filmowa, jest bogaty, seksowny i potwornie irytujący. Przynajmniej zdaniem Delilah Baker, szefowej kuchni dobrze prosperującej firmy cateringowej. Tych dwoje zna się z czasów, gdy on był najprzystojniejszym chłopakiem w szkole, a ona niepozorną dziewczyną o bystrym umyśle i ciętym języku. Od zawsze wyzwalali w sobie to co najgorsze, dokuczali sobie i się nie lubili. Łączyła ich osoba Samanthy, siostry Delilah, która w przeciwieństwie do niej samej była typem seksownej, lekkomyślnej i niegrzecznej dziewczyny. Przez całe liceum była też dziewczyną Macona. Po zakończeniu szkoły Macon znika z życia sióstr Baker na 10 lat. Delilah jest pewna, że nigdy więcej nie będą mieli już ze sobą nic wspólnego. Nieoczekiwania jednak pojawia się on w jej życiu, na skutek działań Sam, która podstępem została jego asystentką, narobiła kłopotów, a potem zniknęła wraz z zegarkiem jego matki, cennym kilkaset tysięcy dolarów. Delilah nie widząc innego wyjścia proponuje, że będzie spłacać dług siostry do jej powrotu, byle tylko mężczyzna nie zawiadamiał policji, co bez wątpienia byłoby ogromnym ciosem matki sióstr. Kiedy nieoczekiwania Macon proponuje by kobieta w ramach spłacania ługu została jego asystentką i szefową kuchni, wprowadzając się do jego posiadłości, Delilah nie wie czy będzie potrafił to zrobić? Czy dawno wrogowie mogą mieszkać pod jednym dachem i się nie pozabijać?

„Ukochany wróg” to powieść typu „love – hate” i chociaż często tego typu lektury mnie irytują, tą czytało się świetnie. Może i opowieść jest trochę naciągana i można by się przyczepić do prawdopodobieństwa niektórych faktów i decyzji bohaterów, to przecież nie o prawdopodobieństwo najbardziej chodzi w tego typu powieściach, prawa? A cała reszta jest bez zarzutu. Świetny błyskotliwy styl, cięte, zgrabne dialogi, świetni bohaterowie i porywająca akcja. Choć autorka sięga po dość już wyeksploatowany w literaturze motyw „od wrogów do kochanków” przestawia go z porywającą świeżością, poruszając taki istotne kwestia jak więzi rodzinne, poczucie odpowiedzialności, poczucie własnej wartości, przemoc i to jak przeszłość może wpływać na nasze życie. Główni bohaterowie to silnie postacie, osiągające sukcesy, realizujące swoje plany, jednak gdzieś tam pod powierzchnią wciąż tkwią w nich traumy z przeszłości. Czy będą potrafili je przepracować i pójść dalej bez tego bagażu. Czy dawni wrogowie mogą sobie pomóc w poradzeniu sobie z przeszłością?

Czytając nie potrafiłam się od lektury oderwać i ta powieść utwierdziła mnie tylko w tym, że Kristen Callihan należy do grona moich ulubionych autorek, której każdą kolejną powieść biorę w ciemno.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„W cieniu zła” Alex North

W CIENIU ZŁA

  • Autor:ALEX NORTH
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:416
  • Data premiery:28.10.2020r.
  • Moja ocena:8/10

„(…) kiedy zobaczysz coś okropnego, wsadź to do specjalnej przegródki w swojej głowie i nie otwieraj, chyba że znowu będziesz musiała w niej coś schować.”.

Alex North „W cieniu zła”

Muszę powiedzieć, że „W cieniu zła” mnie zaintrygowało, choć nie jestem raczej miłośniczką podobnych książek. Nie jestem zbytnią fanką Stephena Kinga, a horrory zwykle omijam z daleka. Moce nadprzyrodzone, demony, niewyjaśnione sytuacje, inkubacja, złe moce, zakapturzone postaci i pełno krwi to niekoniecznie mój klimat. Okazuje się, że dobrze skrojony thriller jest w stanie wciągnąć i mnie. Tak wciągnąć, że te niewiele ponad 400 stron kończyłam czytać w nocy. Brrrrr….

Coś z przeszłości

Wszystko tak naprawdę zaczyna się ponad dwadzieścia lat wcześniej. Czwórka nastolatków: Paul, James, Billy i Charlie fascynuje się świadomym śnieniem. Zakładają tajny klub, w którym spotykają się i zapisują swoje sny. Zafascynowany świadomym śnieniem Charlie uczy pozostałych poszczególnych technik. Wyobraźcie sobie, że istnieją!!! Każdy z nas może nauczyć się świadomie śnić. Czym jest świadome śnienie? To „sen, w którym śniący zdaje sobie sprawę, że śni. Dlatego klarowność myślenia, dostęp do wspomnień z jawy oraz świadomy wpływ na treść snu mogą być kontrolowane (aczkolwiek na różne sposoby – zależy to od poziomu zaawansowania osoby śniącej). (…) Świadome sny mogą być wykorzystane w zwalczaniu koszmarów, jako narzędzie poznania swojej jaźni albo też dla rozrywki. W snach, gdzie śniący posiada odpowiednio wysoki poziom kontroli nad treścią marzenia sennego, można zrealizować każde swoje pragnienie” (źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awiadomy_sen). Dzięki technikom chłopcy próbują śnić jeden sen, szukają punktów wspólnych. Charlie pragnie spotkać się z Pan Czerwona Ręka funkcjonującym pomiędzy jawą a snem, pomiędzy prawdziwym życiem a zmyślonym, kreowanym przez inkubację. Kontrolując treść marzenia sennego pragną spotkać się w rzeczywistości, wpływać na nią. Niestety zabawa kończy się tragicznie. Mimo, że Paul odseparowuje się od grupy ponosi najcięższą karę. Jedna z bliskich mu osób zostaje zamordowana. Morderstwo okrutne, morderstwo rytualne, o które zostaje oskarżony Billy. Charlie znika. Ta zbrodnia naznacza niepozorne miasteczko Gritten na lata. Kim był Pan Czerwona Ręka, tego Paul się nie dowiedział.

Teraźniejszość

Paul powraca do Gritten by zaopiekować się swoją matką umierającą w hospicjum. Wizyta wydaje się jak każda do momentu gdy matka wypowiada interesująca słowa: „(…) to jest w naszym domu Paul” oraz „Wszędzie są czerwone ręce”. Faktycznie na strychu domu matki, Paul znajduje odbite na ścianach czerwone ślady dłoni. Gdy w wyniku nocnego pukania znajduje na drzwiach ślady czerwonych pięści i dostarczona mu zostaje laleczka wudu z przeszłości stworzona przez Charliego, Paul już wie, że nie są to zdarzenia przypadkowe. Tym bardziej, że toczy się kolejne śledztwo w sprawie rytualnego zabójstwa. Dwóch nastolatków Hick i Foster w kamieniołomie zamordowało kolegę – Michaela. W taki sam sposób. Naśladowcy, czy kolejni opętani. Na to pytanie stara się odpowiedzieć oficer śledcza Amanda Beck, która już na początku śledztwa odkrywa fascynację nastolatków świadomym śnieniem.

I co ja na to?

A ja na to, że to świetna książka. Naprawdę. Polecam z pełną mocą. Mimo, że nie należę do osób z mocnymi nerwami od książki nie mogłam się oderwać. Pomaga w tym pióro Alexa Northa i ciekawie opisana historia. W powieści przeplatają się wątki relacji społecznych, małomiasteczkowych fanaberii, ludzkich pragnień i celów, do których dążymy, z nadprzyrodzoną siłą, siłą, która budzi paniczny strach, siłą, której nie każdy potrafi się oprzeć. To historia, która wciąga, trzyma w napięciu i hipnotyzuje. Dodatkowym walorem książki jest główny bohater – Paul. Świadek wydarzeń sprzed ćwierk wieku i uczestnik bieżących zdarzeń. Z jednej strony niespełniony pisarz, nieśmiały, niezdecydowany, próbujący się odseparować od tego, co się wydarzyło, zdystansować do wydarzeń sprzed dwudziestu pięciu lat. Z drugiej strony szukający odpowiedzi, angażujący się, nie uciekający przed tym co się stało, próbujący do pewnego momentu stawić czoło okolicznościom. Paul angażuje w wyjaśnienie okoliczności Jenny, koleżankę z przeszłości, z którą nie widział się od dekad. Relacje pomiędzy nimi są złożone, ale dzięki temu czyta się o nich z zainteresowaniem. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że za mało w książce roli oficer śledczej Amandy Beck. Olśniło mnie później! To celowy zabieg Northa. Wyjaśnienie tej sytuacji wcale nie znajduje się w rękach policji. Działania śledczej, zbliżającej się do rozwiązania zagadki nie są wystarczające by dowiedzieć się, co się wydarzyło wcześniej i co się zdarzyło teraz. Tu nie rzeczywistość jest kluczem.

 Jak głęboko sięga fascynacja inkubacją? Ile morderstw popełnionych w takich samych okolicznościach odkryją jeszcze śledczy? Czy Paul ma z nimi coś wspólnego? Gdzie tak naprawdę możemy spotkać Pana Czerwoną Rękę? Chcecie znać odpowiedzi na te pytania. Sięgnijcie do książki „W cieniu zła”.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Do ostatnich dni” Julie Yip-Williams

DO OSTATNICH DNI

  • Autor:JULIE YIP-WILLIAMS
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:384
  • Data premiery:02.10.2019r.
  • Moja ocena:7/10

„(…) Zaczynam moją historię wraz z jej końcem. Oznacza to, że gdy czytasz tę książkę, mnie już nie ma”.

                                                                       Julie Yip – Williams „Do ostatnich dni”

Dziś przedstawię Wam książkę, która mocno zapadła mi w pamięć i utkwiła w sercu.

Książkę, na okładce której zapisano „Zapis życia, choroby i wszystkiego, co przychodzi później”.

Książkę, która faktycznie zaczyna się równocześnie z końcem. Z końcem pewnej ery, z końcem pewnej rodziny, z końcem pewnego macierzyństwa, z końcem życia pewnej autorki, pewnej Julie….

Nie ukrywam. Zanim zaczęłam czytać, sięgnęłam do notki biograficznej Julie Yip – Williams. Dowiedziałam się z niej, że Julie to Wietnamka, która przyszła na świat niewidoma. Dzięki emigracji do Stanów Zjednoczonych i zastosowanemu leczeniu Julie częściowo odzyskała wzrok. Pozwoliło jej to ukończyć studia prawnicze na Harvardzie i zrobić karierę w jednej z najlepiej prosperujących kancelarii prawnych. W wieku 37 lat zachorowała na nowotwór jelita grubego IV stopnia – nowotwór nieoperacyjny. Chorobę ukrytą, długo niepowodującą żadnych dolegliwości. Po diagnozie Julie zaczęła pisać bloga, który miał być równocześnie pamiętnikiem pisanym w czasie walki z chorobą oraz sposobem na przygotowanie rodziny do jej odejścia. Zaczęła pisać bloga dla swego męża oraz dwójki córeczek. Bloga, który zamienił się w małe, literackie dzieło sztuki.

Julie opisując swoją historię osadziła ją w swoistego rodzaju klamrę. Zaczęła od dramatycznego początku. Po swoich narodzinach w Wietnamie jej własna babcia (matka ojca) chciała ją uśpić. Jak bowiem miałaby żyć w tej rodzinie będąc niewidoma!!! Osoba, która miała dokonać eutanazji okazała się jednak o wiele bardziej ludzka od rodzonej babki. Tym samym Julie przeżyła… Przeżyła finalnie wiele lat wspaniałego życia. Życia osadzonego w innych realiach niż Wietnam. Życia pełnego miłości, spełnionych pragnień życiowych i zawodowych, spełnionych pragnień o macierzyństwie. Klamra historii Julie zamyka się wraz z jej śmiercią w wyniku ciężkiej choroby. Choroby, na którą umiera wielu z nas, wielu z naszych bliskich. Julie już nie ma wśród nas. Zostało po niej wspomnienie, życie w jej córkach, wspomnieniach rodziny oraz w naszych sercach.

Historia jakich wiele. Historia spotykana codziennie. Co ją wyróżnia? Na pewno inne spojrzenie na to czego doświadczyła Julie. Oprócz początkowej złości, rozpaczy, niezrozumienia, finalnie Julie niczego nie żałuje. Na kartach swojej powieści wspomina swoje dzieciństwo i młodość. Wprowadza nas w tajniki tradycji chińskiej. Dzięki łączeniu nowoczesności z tradycją poznajemy charakterystykę regionu. Momentami miałam poczucie, że przeniosłam się do innego świata, chwilami dla mnie niezrozumiałego.

Recenzja spóźniona. To fakt, nie zaprzeczam. Jednak spóźniona nie dlatego, że mi się nie chciało, że nie wiedziałam o czym i jak pisać. Spóźniona dlatego, że przy recenzowaniu obawiałam się na nowo tych emocji. Tego żalu, tego bólu, tej troski o nawet nieznanych mi ludzi, tej rozpaczy. Tych wszystkich uczuć, które podzielałam z autorką czytając kolejne strony „Do ostatnich dni”. Już tak mam, przyznaję. Jak książka łapie mnie za serce, to z jednej strony nie potrafię się oderwać, z drugiej długo nie potrafię się otrząsnąć. Dodatkowo, długo o niej pamiętam i za każdym razem, gdy o niej myślę, przeżywam ją na nowo. Tak było i tym razem.

Jeśli pragniecie spojrzeć na swoje życie, na swoje codzienne problemy trochę z innej perspektywy, z perspektywy tej, której już nie ma, a na miejscu której mógłby być każdy z nas, jest to książka dla Was. Bez wątpienia, jest to książka, która uczy pokory. Zanurzcie się w historię Julie. Historię intymną, ale do której otrzymaliśmy zaproszenie.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Rytuały wody” Eva Garcia Saens de Urturi

RYTUAŁY WODY

  • Autor:EVA GARCIA SAENS DE URTURI
  • Seria: TRYLOGIA BIAŁEGO MIASTA. TOM 2
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:544
  • Data premiery: 30.10.2019r.
  • Moja ocena: 7/10

Chciałam się dowiedzieć, co uczyniło ze mnie ofiarę, żeby już nigdy nią nie zostać. Żeby żaden inny mężczyzna już nigdy nie zrobił ze mnie ofiary”.

                                                                       Eva García Sáenz de Urturi „Rytuały wody”

„Rytuały wody” to kontynuacja thrillera kryminalnego roku 2019 „Cisza białego miasta”. Czytając opis książki zastanawiałam się co mnie spotka? Z jaką historią będę mierzyć się tym razem? Czy spodoba mi się hiszpański temperament autorki? Gdzie jest tak naprawdę początek tej historii?

Wszystko rozpoczyna się…… wiele lat wcześniej, w latach dziewięćdziesiątych. Czterech nastoletnich przyjaciół Unai, J., Lutxa i Asier spędzają lato na obozie archeologicznym rekonstruując celtycką wioskę. Spotykają na nim Annabel Lee rysowniczkę komiksów. Dziewczynę, która jak się okazuje sieje wokół siebie zamęt. Dziewczynę, która uwielbia bawić się kosztem innym. Każdy z nich przeżywa z Annabel swój pierwszy raz, w sposób całkowicie przez nią wyreżyserowany, tylko na jej warunkach. Przyjaźń chłopców zostaje wystawiona na próbę. Atmosferze nie sprzyja relacja kierownika obozu, wykładowcy uniwersyteckiego Saula ze swoją trzynastoletnią córką Rebeką. Saul oskarża córkę o psychozę i silny kompleks Elektry. Rebeka natomiast po prostu szuka u innych uczestników obozu pomocy. U Annabel, u J., u Asiera, u Miriam. Miriam, która chwilę później ginie w wyniku upadku z klifu. Ostatecznie od nikogo tej pomocy nie dostaje. Po 25 latach Unai (pseudonim Kraken), specjalista od profilowania kryminalnego, rozpoczyna śledztwo w sprawie morderstwa. Morderstwa rytualnego. Ofiarą okazuje się Annabel Lee, która zginęła będąc w ciąży. Modus operandi mordercy nawiązuje do kultu Trzech Matron. Annabel ginie w rytuale trzech śmierci. Przez powieszenie, utonięcie i spalenie. Niedługo później ginie J., przyjaciel Krakena. Kolejny uczestnik obozu archeologicznego Asier zostaje natomiast napadnięty w swojej aptece. Kto zabija uczestników obozu archeologicznego? Czy życie Krakena też jest zagrożone? Czy ze sprawą ma związek śmierć adoptowanej córki Saula kilka miesięcy wcześniej? Czy Rebeka w roku 1993 zginęła taką samą śmiercią jak Annabel, mimo że jej ciała nigdy nie odnaleziono?  Na te wszystkie pytania próbują odpowiedzieć śledczy nadzorowani przez podkomisarz Albę Diaz de Salvaterrę – przełożoną Krakena, z którą łączył go romans. Dodatkowo Alba spodziewa się dziecka.

W „Rytuałach wody” Eva García Sáenz de Urturi łączy trzymający w napięciu thrillera kryminalny z wątkami rodzinnych tajemnic. To książka o: matkach, które powinny chronić swoje dzieci, a nie obojętnieć w obliczu ich krzywdy; nieobecnych ojcach, którzy powinni być podporą dla swoich dzieci, wspierać je. Nie krzywdzić, nie wykorzystywać, nie manipulować. Dziadkach, którzy zastępują nam niejednokrotnie rodziców, Rodzeństwie z którymi mamy czyste braterskie relacje lub z którymi łączy nas patologiczna relacja, Macierzyństwie. Nie każda z nas zasługuje na to by być matką, nie każda z nas cieszy się z macierzyństwa, nie każda z nas jest wystarczająco dojrzała, Przyjaźni, która mimo, że trwa kilkadziesiąt lat, cierpi na wzajemne animozje i niewypowiedziane żale, pretensje i skargi, Obojętności dorosłych wobec krzywdy dzieci. Dzieci, których nie słuchamy, którym nie wierzymy, którym w efekcie nie pomagamy.

Podróż w głąb losów opisanych bohaterów odbywa się z niezwykłymi opisami ciekawych i malowniczych miejsc oraz krajobrazów prowincji Álava w tle. W książce autorka poruszyła wiele wątków. Wątków z jednej strony ważnych, z drugiej spychanych na margines. Ogromnym plusem, oprócz ciekawej wielowątkowej historii, są postaci. Unai jak bohater romantyczny. Z jednej strony można go „zranić, ale nie dało się go złamać, silny i elastyczny, czasem budzący strach. Raczej uparty niż błyskotliwy (…), nigdy nieporzucający dochodzenia, dopóki go nie dokończył…” Z drugiej strony po wydarzeniach z poprzedniego tomu (postrzału w czaszkę oraz śpiączce) stracił mowę i cierpi na afazję Broki. Dopiero walka o związek z Albą daje mu siłę by walczyć o siebie, o to by mówić, by żyć jak dotychczas. Estibaliz – jego przyjaciółka, inspektorka policji – borykająca się ze swoją przeszłością. Po zaburzonej relacji z bratem, epizodach narkotycznych walczy o normalność, równocześnie kochając Krakena. Walczy, by ta miłość nie zniszczyła ich przyjaźni, tego, co zostało już zbudowane. Walczy, by jej życie nie wpłynęło negatywnie na prowadzone śledztwa.   Alba – podkomisarz, przełożona, kobieta w ciąży. W tej części Alba jest bardziej złożona. Zawodowa profesjonalistka w każdy calu. Zaangażowana w pracę, mimo ciąży i gorszego samopoczucia. Borykająca się z poczuciem winy. Stygmatyzowana, ale jednocześnie bardzo silna. Będąc żoną mordercy seryjnego (wątek z poprzedniej książki serii) jak mogła nie zauważyć żadnych niepokojących objawów w zachowaniu Nancha? Rebeka – ofiara czy sprawczyni? Chora na psychozę czy po porostu wykorzystywana? Bojąca się własnego cienia czy silnia? Dobra aktorka czy nieszczęśliwie zakochana? Sarah – ciotka Rebeki, siostra Saula. Nie opoka, nie zastępcza matka. Kobieta skrzywdzona w dzieciństwie, która nie wyciągnęła z tego doświadczenia żadnych konstruktywnych wniosków. Chorobliwie religijna, popełniająca najcięższe grzechy w imię dobrej relacji z bratem. Grzech zaniedbania, grzech obojętności, grzech kłamstwa, grzech cudzołóstwa. Kobieta, wykorzystująca swoją pozycję w środowisku lekarskim dla własnych celów. Golden girl – prawie siedemdziesięcioletnia hakerka żyjąca na granicy prawa i penetrująca efektywnie darkweb. Koleżanka, ukryta współpracowniczka Krakena. Wróg a zarazem informator hiszpańskiej policji. …. i wielu innych, nie mniej ciekawych postaci. Z tak złożonych bohaterów utkana jest cała powieść. Dzięki temu charaktery, historie jakże z pozoru odmienne, zazębiają się ze sobą, tworząc jedną, kompatybilną powieść.

Długo już nie czytałam powieści tak mocno osadzonej na postaciach. Na tym co je łączy, co je dzieli. Na tym kim są i kim mogliby tak naprawdę być, gdyby nie pewne okoliczności z przeszłości. To książka, której się nie zapomina. To książka, której bohaterowie zostają na długo w naszej pamięci.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Druga młodość, cóż z tego, że druga” Caroline de Maigret i Sophie Mas

DRUGA MŁODOŚĆ, CÓŻ Z TEGO, ŻE DRUGA

  • Autor: CAROLINE DE MAIGRET I SOPHIE MAS
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 271
  • Data premiery: 20.01.2021r.
  • Moja ocena: 6/10

 Rzadko sięgam po książki inne niż powieści, czasem zdarza mi się przeczytać poradnik jeżeli dotyka szczególnie interesującego mnie tematu. „Druga młodość…” nie jest typowym poradnikiem, a mimo to poruszany temat i zapowiadane lekkie do niego podejście ujęło mnie na tyle, że postanowiłam sięgnąć po tę pozycję.

Caroline de Maigret i Sophie Mas to francuzki, kobiety sukcesu, współautorki książki „Bądź paryżanką, gdziekolwiek jesteś”, w nowej książce postanowiły poruszyć temat przemijającej młodości. Podeszły do tego właściwym sobie szykiem, nonszalancją i elegancją. Książka ta to zbiór inspirujących cytatów i anegdot oraz prawda o starzeniu się ukazanych z przymrużeniem oka i dystansem. Zawiera również zdjęcia, a jej forma jest przejrzysta.

Muszę powiedzieć, że pierwszą połowę książki przeczytałam naraz i byłam nią zachwycona. Druga połowa zachwycił mnie już zdecydowanie mniej, miałam poczucie, że jest trochę i wszystkim i o niczym, a poruszane tematy nie bardzo są ze sobą powiązane. Mimo to książkę czyta się dość lekko i, dzięki jej formie, szybko. Chociaż zawiera kilka zabawnym cytatów, z perspektywy muszą powiedzieć, że na pewno nie jest to pozycja, która by mnie w jakiś sposób ubogaciła i wniosła do mojego życia coś nowego.

Jeżeli jednak potrzebujecie odskoczni od powieści i szukacie czegoś lekkiego, pisanego z przymrużeniem oka, humorem i dystansem to ta pozycja będzie dla Was odpowiednia.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Miała umrzeć” Ewa Przydryga

MIAŁA UMRZEĆ

  • Autor: EWA PRZYDRYGA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 318
  • Data premiery: 14.10.2020r.
  • Moja ocena: 9/10

Ściany, które budujemy wokół siebie, mogą z czasem stać się naszym więzieniem”.

                                                                                   Ewa Przydryga „Miała umrzeć”

Do zaległości pisaniu recenzji już się przyznałam. Musicie jednak wiedzieć, że zaległości w czytaniu praktycznie nie mam. Dzieje się tak z różnych przyczyn. Po pierwsze, wolę spędzać czas na czytaniu, niż oglądaniu telewizji. Zawsze więc znajdę sposobność. Po drugie, czasem jest tak, że sięgam tylko na moment, by przeczytać jaki jest początek lub maksymalnie 50 stron kolejnej książki, bo przecież muszę kiedyś spać! Jakież jest moje zdziwienie, gdy się okazuje że praktycznie jednym tchem przeczytałam już 300. Tak właśnie było z „Miała umrzeć”. Zanim się obejrzałam już byłam w połowie książki. Nie było sensu jej odkładać. Czyż nie? To zawsze jest dobry znak. Sprzyja temu lekki styl autorki, wartka akcja, interesujące dialogi, brak powtórzeń. Mimo, że jest to thriller psychologiczny gorąco polecam tą publikację. Byłabym zapomniała. Rzadko się to zdarza, ale podpisuję się pod każdą recenzją, która znalazła się na wstępie książki. Każda recenzja mogłaby się znaleźć na mym blogu i byłaby w 100% prawdziwa.

„Miała umrzeć” to historia dwóch kobiet. Jedną, Adę poznajemy w 1998r, drugą Lenę w 2019r. Dzieli je praktycznie wszystko. Czasoprzestrzeń, doświadczenie życiowe, pochodzenie, charakter. Ada to buntowniczka, przekraczająca granice ludzkiego ciała, poszukująca i próbująca wszystkiego co zakazane. Lena to artystka, obarczona smutnym doświadczeniem życiowym. Wychowywana przez ciotkę bez krzty czułości, co ukształtowało ją na resztę życia. Borykająca się ze swoim własnym ja.

Obie inne, obie różne, obie bardzo skomplikowane, obie na swój sposób bardzo samotne… W tej samotności i odosobnieniu bardzo do siebie jednak podobne. Do każdej z nich praktycznie pasuje cytat z książki „Nigdy nie jest za późno, żeby naprawić relację, którą spisałaś na straty.”.

Zwrot akcji jest zaskakujący. Autorka udowadnia, że potrafi łączyć pozornie niezwiązane wątki. Potrafi prowadzić nas za rękę w historię przez siebie utkaną od samego początku, nieprzypadkową, zamierzoną, z pełną świadomością. Taka konsekwencja nie jest wcale oczywista wśród autorów. Czasem wątki się nie spinają, a fabuła jest męcząca. Ewa Przydryga tego uniknęła ofiarując nam, czytelnikom historię dla jakiej warto zarwać noc, dla jakiej warto popsuć oczy.

Co tak naprawdę się wydarzyło? Co tak naprawdę tkwi w Adzie i Lenie? Czym tak naprawdę jest spowodowane ich nieszczęście? Dowiedzcie się sami.  CZYTAJCIE !!!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

Premiera – „Wróć do mnie” Corinne Michaels

WRÓĆ DO MNIE

  • Autor:CORINNE MICHAELS
  • Seria: ARROWOOD BROTHERS. TOM 1
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:416
  • Data premiery: 17.01.2021r.
  • Moja ocena:7/10

Książki Corinne Michaels bardzo lubię, kiedy więc okazało się, że wydawnictwo Muza wydaje najnowszą powieść autorki bez wahania po nią sięgnęłam. Jest to tom rozpoczynający serię „Arrowood Brothers”.

Connor ma za sobą trudne dzieciństwo, po skończeniu szkoły zaciągnął się do wojska, po kilku latach jego odejście z armii zbiega się ze śmiercią znienawidzonego ojca. Obiecywał sobie, że nigdy nie wróci na rodzinną farmę, niestety okazuje się, że nie ma innego wyjścia. Niespodziewania spotyka kobietę, z którą spędził 1 noc osiem lat temu, ale nigdy o niej nie zapomniał, Okazuje się, że Ellie ma męża i córeczkę, kiedy jednak okazuje się, że jej małżeństwo nie wygląda tak jak powinno Connor nie potrafi trzymać się z boku. Czy chociaż oboje wiele przeszli będą potrafili stworzyć szczęśliwy związek? Czy uda im się uciec przez traumami z przeszłości?

Mimo, że opis akcji może brzmieć trochę naiwnie książkę czyta się bardzo dobrze, lekko i szybko, a przedstawiona w niej historia łapie za serce. Bohaterowie to ludzie, którzy sporo w życiu przeszli, los ich nie oszczędzał, więc może też dlatego, kiedy dostają swoją szansę na miłość i rodzinę, nie mogą jej nie wykorzystać. Powieść dotyka trudnych tematów, takich jak przemoc, alkoholizm, trauma pourazowa, Jest w niej wiele smutnych i trudnych momentów, ale ogólne przesłanie jest optymistyczne i pełne nadziei. Epilog wprowadza nas w historię, która zostanie przedstawiona w kolejnym tomie, ponieważ każdy tom serii opowiada historię innego z braci Arroowood.

Jeśli szukacie wzruszającej, pełnej emocji powieści to miłości to gorąco polecam „Wróć do mnie”. Ja z niecierpliwością oczekuję kolejnych tomów.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Niegrzeczny rockman” Kristen Callihan

NIEGRZECZNY ROCKMAN

  • Autor:KRISTEN CALLIHAN
  • Seria: VIP. TOM 3
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:508
  • Data premiery:13.01.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

Jak już pisałam nie raz seria VIP jest jedną z moich ulubionych wydawanych ostatnio serii. Na każdy kolejny tom oczekuję z niecierpliwością i zabieram się do lektury od razu po otrzymaniu. Nie inaczej było i w przypadku najnowszego, trzeciego już tomu serii „Niegrzecznego rockmana”. Powieść przeczytałam błyskawicznie i z wielką przyjemnością.

Oczywiście każdy tom można czytać odrębnie, gdyż stanowi historię miłosną innej pary, jednak występują w nich bohaterowie znani już w wcześniejszych tomów. Bohaterem trzeciego tomu jest John „Jax” Blackwood gitarzysta Kill John’a. Wydawało by się, że facet ma wszystko, sławę, pieniądze dziewczyny, jednak po jego próbie samobójczej dwa lata temu spowodowanej depresją musi się mierzyć z łatką faceta z problemami. Niespodziewanie jego uwagę zaprząta zwykła dziewczyna, która w osiedlowym sklepie wykrada mu ostatnie opakowanie ulubionych lodów. Gdy niedługo okazje się, że Stella zamieszkała w sąsiedztwie John nie jest w stanie trzymać się od niej z daleka.

Powieść składa się z krótkich rozdziałów, prowadzonych w narracji pierwszoosobowej, naprzemiennie z punktu widzenia Stelli i Johna, co sprawia, że czytelnik ma szersze spojrzenie na toczące się wydarzenia. Książkę czyta się szybko i z wielką przyjemnością. Bohaterów chyba nie sposób nie polubić, widać, że tworzą oni jedną, wielką rodzinę, a ja sięgając po kolejną część serii mogę poczuć się jej częścią, Na uwagę zasługują również zabawne, błyskotliwe dialogi oraz lekki styl. Książka mimo że opowiada romansową historię, porusza też istotne tematy, takie jak mierzenie się z depresją. Pokazuje jak może wyglądać świat z perspektywy takiego osoby, co jest szczególnie cenne, gdyż jak możemy we wstępie autorki ona sama również zmaga się z depresją i stanami lękowymi, . Mimo takiego trudnego tematu książka nie przytłacza, niesie ze sobą mądrość i optymizm.

Gorąco Was zachęcam do lektury „Niegrzecznego rockmana”, a kto jeszcze nie miał okazji koniecznie powinien zapoznać się też z dwoma wcześniejszymi tomami serii. Jestem przekonana, że jak ja polubicie bohaterów i z wielką przyjemnością będziecie do nich wracać.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.