„Balwierz” Katarzyna Bonda

BALWIERZ

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 6
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 13.10.2021r.

W ubiegłą premierową środę, tj. 13 października br. miał premierę szósty tom cyklu z Hubertem Meyerem „Balwierz” pióra @Katarzyna Bonda wydany nakładem @wydawnictwo.muza.sa. Obiecałam sobie, że to będzie pierwsza książka, którą przeczytam z ostatniej środy premierowej. Udało się!!! Nowego Meyera już znam. Mam nadzieję, że ciekawi Was, jak tym razem go i jego współpracowników odebrałam😉. Zapraszam do przeczytania mojej opinii na temat najnowszej książki z serii z profilerem kryminalnym Hubertem Meyerem.

„Wraz z ostatnią kroplą, która wypłynęła z żyły dziecka, narodził się ON. Balwierz z Narwi.”- z opisu Wydawcy.

Tak, nie wprowadzę Was lepiej w fabułę książki, niż Wydawca. Pozwólcie, że jeszcze zacytuję; „Z ciała martwego Tymka upuszczono krew, w pobliżu torów snajper położył trupem księdza Donata”. Opis Wydawcy gwarantuje tajemnicę, złożoność fabuły i głębokie emocje. W śledztwo uwikłany zostaje psycholog Hubert Meyer przebywający aktualnie na Podlasiu, w Narwi będąc gościem swego przyjaciela, Domana. Śledztwo wyjątkowo trudne, sprawa bardzo skomplikowana. Mały Tymek, czy ksiądz Donat Giza nie są jedynymi ofiarami Balwierza. Giną kolejne osoby, a miejscowi śledczy nie do końca rozumieją z kim mają do czynienia i co za chorą grę prowadzi morderca. To wszystko stara się odkryć Meyer.

Trudno czytać mi o śmierci dziecka, nawet w fikcyjnej fabule. Te niezawinione śmierci uderzają w najczulszą strunę mego serca, niejednokrotnie wprawiając mnie w przygnębienie. Te ciągłe pytania; dlaczego? jak? co to za zwyrodnialec?, towarzyszyły mi w trakcie czytania. Pytania, na które nawet i w rzeczywistości nie potrafimy znaleźć odpowiedzi.  Dziecko złożone w ofierze, będące wielokrotnie ofiarą spuszczania krwi, przykryte dodatkowo myśliwskim ornatem drugiej ofiary, księdza Gizy. Okazuje się, że Tomek to nie jedyne dziecko, wokół którego toczyć się będzie opowieść. Parę miesięcy wcześniej zaginęła jedenastoletnia Mira. Z takimi uczuciami, emocjami Katarzyna Bonda zmierzyła się wyśmienicie. Wrażenia po przeczytaniu tego tomu, bardzo przypominają mi moją reakcję na czwartą część, tj. „Nikt nie musi wiedzieć”. Zawrotne tempo, akcja nie zwalniająca ani na moment, trafne wypowiedzi, Meyer w pełnej krasie, liczni, ciekawi poboczni bohaterowie, to cechy zbieżne. Po raz kolejny Autorka udowodniła, że potrafi wszechstronnie poprowadzić fabułę, w sposób, uniemożliwiający oczywiste odgadnięcie zagadki, rozstrzygnięcie, kto jest sprawcą. Bardzo dobrze sprawdziły się również w treści takie ciekawe wątki jak: kłusownictwo, zdrada i nieszczęśliwa miłość, odwieczny spór pomiędzy dobrem ze złem, hermetyczna mała społeczność, miejscowe sekrety i dawno pogrzebane sprawy, czy chociażby na trwale zakotwiczonej w sercu i umyśle nienawiści, podżeganej dodatkowo wydarzeniami z bieżącej historii. Wiele wątków nie zostało dokończonym, pozostawiły nadal pytania w mojej głowie. Być może okazały się nieistotne i tylko mnie wydają się ciekawe, godne kontynuacji.

Katarzyna Bonda jest dla mnie niekwestionowaną mistrzynią budowania napięcia w swoich książkach. Za każdym razem skupiam się maksymalnie, by jak najwięcej wyciągnąć z czytanej treści dla siebie, by nic mi nie umykało. Nie wystarczająco jednak, nie wystarczająco, jak się okazuje. Bawię się z Autorką trochę w „kotka i myszkę”. Ja gonię, a Bonda skutecznie ucieka w kolejną tajemnicę, kolejne niedopowiedzenie, kolejne mylne wyobrażenie o fikcyjnej rzeczywistości. Ta zabawa bardzo mi się podoba, mimo, że kilkukrotnie czułam się maksymalnie zaskoczona, zmęczona ciągłym „rozmienianiem na drobne”, o co tym razem chodzi. Spędzony razem czas przy „Balwierzu” uważam za wyjątkowo cenne doświadczenie. Mimo trudnych tematów, ofiary w osobie dziecka, kryminał napisany jest w bardzo przyjemnym stylu. Tempo dodatkowo sprawia, że czyta się go szybko i sprawnie. Autorka wielokrotnie poruszyła psychologiczny aspekt sprawcy nakreślając szerszy kontekst, nie tracąc ani krzty polotu, sprawności i uważności czytelnika. Bardzo spodobał mi się zabieg wprowadzenia do fabuły Domana juniora. Jeden Doman to już dużo, wyobraźcie sobie, że jest ich dwóch!!! Prokurator Rudy jak zwykle również nie potrafiła siedzieć bezczynnie w Warszawie, gdy Meyer mierzył się z Balwierzem. Sam Meyer w pełnej krasie. W „Balwierzu” był takim, jakim go najbardziej lubię; emocjonalny, momentami brutalny, maksymalnie zaangażowany, wykonujący wiele pracy w bardzo krótkim czasie, chwilami nerwowy, wybuchowy i narwany. Skleja kolejne obserwacji jak puzzle. Stara się być o jeden krok przed tytułowym Balwierzem. Stara się, choć nie zawsze mu wychodzi.

Prościej się nie da: idealnie skomponowany kryminał!!! Czytajcie!!!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Klatka dla niewinnych” Katarzyna Bonda

KLATKA DLA NIEWINNYCH

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 5
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 28.07.2021r.

13 października br. będzie miał premierę szósty tom cyklu z Hubertem Meyerem „Balwierz” pióra @Katarzyna Bonda. Książka już na mojej półce. Nie mogłam jednak powstrzymać się przed wróceniem do piątego tomu serii pt.  „Klatka dla niewinnych”, który miał premierę 28 lipca 2021r. Egzemplarz papierowy finalnie do mnie nie dotarł. Jednak książkę z powodzeniem mogłam przeczytać w elektronicznej wersji. Pomijając jeden tom, wiele bym straciła. Przecież Hubert i jego najbliżsi współpracownicy nie zawsze są tacy sami, nie zawsze są przewidujący. Czwarty tom serii, wydany po latach przez @wydawnictwo.muza.sa „Nikt nie musi wiedzieć” oceniłam bardzo wysoko czy i „Klatka dla niewinnych” spodobała mi się tak samo?

I tym razem Hubert wplątuje się we wszystko, co niespotykane, co nietuzinkowe. Taki jego urok. Na prośbę prokurator Weroniki Rudy Hubert przyjeżdża do Warszawy, by pomóc w śledztwie prowadzonym w sprawie rodziny Englotów. Piotr Englot kończy odsiadywać 8-letni wyrok pozbawienia wolności za zabicie własnej żony, Róży. Zadał jej czterdzieści trzy ciosy nożem. W mieszkaniu był jeszcze sześcioletni syn Jonasz, który w wyniku traumatycznych przeżyć przestał się odzywać. Organy śledcze starają się zatrzymać Englota w więzieniu, gdy w niespodziewany sposób wypada z siódmego piętra Stanisława, babcia Jonasza, której powierzono opiekę nad wnukiem. Zdaniem Meyera i Rudy te sprawy się łączą. Czy tylko te sprawy? Czy jeszcze ktoś, coś z przeszłości ma znaczenie dla rozwiązania tej zagadki?  

Ależ Katarzyna Bonda namieszała, ale pogmatwała tą historię zgodnie z zasadą Meyer w środku wszystkiego, co dziwne, co niebezpieczne, co fałszywe i ciekawe. Tylko jakby tego Meyera w tej części było mniej. Prym wiedzie niezawodna Ruda, która wysunęła się na pierwszy plan i jej przyboczny nadkomisarz. Oczywiście nie zabrakło też starego znajomego, Domana, który pojawił się w kluczowym momencie. Wprowadzony wątek Dragana całkowicie zbił mnie z pantałyku, wywiódł mnie na manowce, przez praktycznie całą książkę zastanawiałam się jaką finalnie odegra rolę w fabule. Rozstrzygnięciem czuję niedosyt.

Fabuła toczy się od 28 stycznia 2021r. do 3 lutego 2021r. Bonusem jest epilog z Dnia Zakochanych. Akcja mimo, że dzieje się w ciągu siedmiu dni rozpisana została z najdrobniejszymi szczegółami. Chwilami dziwiłam się, że w tak krótkim czasie jednego dnia, tyle się może zdarzyć. Miałam wrażenie, że poszczególne czynności, przesłuchania, spotkania, obserwacje trwają co najmniej tygodniami. To takie ekspresowe śledztwo, w którym nie zabrakło ciekawych zwrotów akcji. Wątek wokół BDSM dla mnie okazał się ciekawym uwieńczeniem intrygi. Zgodnie z zasadą „Nie wszystko złoto, co się świeci” najskrytsze pragnienia, wyuzdane fantazje, najbardziej wyrafinowane potrzeby seksualne dotykają wielu ludzi z pozoru wydających się bez skazy, bez jednej rysy. Zadziałał tu oczywiście stereotyp, łapałam się na myśleniu: ona naprawdę??? on naprawdę??? To ciekawy zabieg pisarski, który mnie wprowadził w osłupienie. Zaciekawił mnie doszczętnie wątek z Lady Herą. Typowałam, typowałam, aż wytypowałam. Wszystko zaczynało się układać jak w puzzlach, każdy wątek zaczynał składać się w jedną całość. Przeszkadzała mi jednak mnogość tych wątków pobocznych, które powodowały, że nie mogłam skupić się na głównych bohaterach, na głównym nurcie akcji. Zapewniam Was jednak, że to celowy zabieg Autorki, wyprowadzić nas na przysłowiowe manowce, byśmy jako czytelnicy do końca nie wiedzieli co jest ważne i co istotne. Nie wiem tylko do końca dlaczego ten Meyer okazał się taki ważny, przecież nie odgrywał kluczowej roli w śledztwie. Odebrałam go, jakby stał trochę z boku, za mało się angażował w śledztwo, bardziej skupiał się na relacji z Rudy. Jego działanie było powolne w odniesieniu do toczącego się z szybkością Pendolino  śledztwa. Tandem Rudy i Meyer jakby przestał istnieć. Kilkukrotnie odniosłam wrażenie, że miejsce Meyera zajął nadkomisarz Olchowik. Nie ukrywam, że z Panią Prokurator tworzył zgrany i ciekawy duet. Rudy była wszędzie, Meyer jakby w jednym miejscu nie wnosząc niczego kluczowego, a jednak dla kogoś okazał się najważniejszy. Tak ważny, że ktoś pokusił się o…… Uff, dobrze, że się zatrzymałam. Tu zaczęłabym już spojlerować.

Meyera uwielbiam, o czym wspomniałam już w poprzedniej recenzji przy okazji czwartego tomu (recenzja na klik). Ma w sobie to coś. Ten spokój, tą spostrzegawczość, tą zadrę i to nieszczęście, które czyni go jeszcze bardziej ciekawym. Sama profesja profilera zawodowego bardzo mnie ciekawi i do tej pory nie znudziła. Jego spostrzeżenia chłonę jak gąbka i wewnętrznie z nimi dyskutuję. To zawsze jest wartość tego cyklu. Plusy to: konsekwentnie wykreowane postaci, ciekawa, wielowątkowa fabuła, która doczekała się nieszablonowego rozstrzygnięcia. Tak, zakończenie mnie zaskoczyło, a ja w kryminałach cenię to bardzo.

Polecam „Klatkę dla niewinnych” i już nie mogę się doczekać wrażeń z tomu szóstego. Kolejna odsłona jeszcze przede mną.

Moja ocena: 7/10

Książka wydana nakładem Wydawnictwa Muza.

„Miłość na później” Mhairi McFarlane

MIŁOŚĆ NA PÓŹNIEJ

  • Autor:MHAIRI MCFARLANE
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:544
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Lubię książki o miłości, które przestawiają ją trochę z przymrużeniem oka, przewrotnie, z dystansem, poczuciem humoru. Z tego powodu też skusiłam się na wrześniową premierę od Wydawnictwa Muza „Miłość na później”. Ciekawa historia miłosna to dla mnie nie tylko taka, która wyciska łzy i pełna jej przejmujących emocji. Oczywiście czasem czerpię prawdziwą przyjemność z takich historii, ale ostatnio zdecydowanie chętniej czytam te lżejsze historie miłosne, pisane z pewnym przymrużeniem oka. Czy znalazłam w tej powieści to czego szukałam? Przekonajcie się sami…

Laurie, odnosząca sukcesy prawniczka, od osiemnastu lat jest w szczęśliwym związku Z Danem, gdy zaczyna myśleć o ślubie i dzieciach jej partner niespodziewanie z nią zrywa. Zszokowana kobieta nie potrafi pojąc co się wydarzyło,. Gdy okazuje się, że Dan ma nową partnerkę, która jest w ciąży, choć Laurie mówił, że nie chce dzieci kobieta czuje się jeszcze bardziej zszokowana i podwójnie upokorzona. Na dodatek pracują w tej samej kancelarii, gdzie od plotek aż huczy. Kobieta nie chce być przedmiotem litości i plotek całego biura. Jamie Carter, to biurowy przystojniak i casanova, łamacz niewieścich serc. Nie wierzy w miłość, a kariera jest dla niego bardzo ważna. Szefostwo jednak awansuje kogoś kto ma ustabilizowaną sytuację osobistą. Awaria windy, w czasie której utknęli tam razem i przeprowadzona rozmowa sprawia, że wspólnie wpadają na pomysł, który może rozwiązać problemy ich obojga. Postanawiają udawać, że są parą. Mają szczegółowy plan, dotyczący między innymi publikowania wspólnych zdjęć w portalach społecznościowych wraz z datą zakończenia udawanego związku. Im więcej jednak czasu spędzają razem i poznają się bliżej tym bardziej ten ich prosty z pozoru plan się komplikuje….

Książkę czyta się rewelacyjnie.. Jest pełna ciepła, optymizmu, poczucia humoru, błyskotliwych uwag. Bardzo polubiłam głównych bohaterów, są on dobrze wykreowani. Również pozostali bohaterowie są przekonywający ii dobrze zarysowani. Całość składa się z 44 rozdziałów w narracji trzecioosobowej. Oprócz głównego wątku powieść zawiera też ciekawe wątki poboczne i refleksje na temat różnych współczesnych tematów, m.in. relacji damsko-męskiej, szczerości, przyjaźni, relacji w pracy itp. Jest to wartościowa, a przy tym przyjemna, dowcipna lektura. Idealna na szare, jesienne dni i wieczory.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

Recenzja przedpremierowa: „Eter” Aniela Wilk

ETER

  • Autorka: ANIELA WILK
  • Wydawnictwo: AKURAT (imprint MUZA S.A.)
  • Liczba stron: 351
  • Data premiery: 22.09.2021r.

Jak przedpremiery, to przedpremiery! A co? Tym razem zabiorę Was w podróż w Karkonosze, dzięki @Aniela Wilk – pisarka i jej książce „Eter”, która będzie miała premierę w najbliższą środę, tj. 22 września br. Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Akurat (imprint @wydawnictwo.muza.sa ). Bardzo mnie zaintrygował opis. Wydawca obiecywał thriller połączony z erotykiem. Przed rozpoczęciem czytania zastanawiałam się, czy znajdę w tej pozycji więcej thrillera, czy erotyku. Jesteście też ciekawi?

Ta historia dzieje się w sennym karkonoskim miasteczku. Miasteczku, w którym od dekady mieszka Darek Wysocki, miejscowy dziennikarz radiowy, mężczyzna – zagadka. Wyglądający jak „(…) książkowe wyobrażenie seryjnego mordercy, psychopaty lub w najlepszym wypadku zdrowo pieprzniętego dziwaka”. Kiedyś wzięty pisarz i dziennikarz śledczy w stolicy. Dziś samotnik rozkoszujący się górskim powietrzem, górskim krajobrazem i nawet, co dziwne, góralską społecznością. Jego sąsiadką zostaje Julka Kwiatkowska, spadkobierczyni górskiej chatki po swej ciotce. Ich losy splatają się niespodzianie. Raz za sprawą psa Rambo, dwa za sprawą tajemniczych odkryć ludzkich ciał w pobliżu. Wszyscy odnalezieni po latach w przeszłości byli uznani za zaginionych. Miejscowa policja nie kontynuuje żadnego tropu. Darek czeka, czeka na kolejne odkrywane co jakiś czas ciała. Ile ich będzie? I dlaczego Darek jest sprawą osobiście zainteresowany?

Nie całkiem erotyk, nie całkiem thriller

Połączenie prawie idealne. Prawie, bo o ile  nie ma w niej za dużo namiętności, jest na mój gust za mało napięcia. Wątek odkrywanych cyklicznie nowych ludzkich szczątek nie do końca wybrzmiewał w tonacji thrillera. Miałam wrażenie, że wszyscy zainteresowani snują się po tym górskim miasteczku czekając, aż rozwiązanie samo ich znajdzie. I tak się stało w ciekawym zakończeniu.  Bez wątpienia publikacja jest napisana ze smakiem. Nie przegina w żadną stronę. Chwile fascynacji erotycznej są napisane ze smakiem, z wyczuciem, idealnie zostały wkomponowane w główną fabułę. Autorce udało się zobrazować skomplikowaną damsko – męską relację. Oboje się przed nią bronią, oboje starają się zachować dystans. Przy czym, co ważne, nie jest to typowa scenariuszowa zabawa w „kotka i myszkę”. I to mi się podobało. Tylko to sformułowanie „mała” pisane małą literą, wpadając mi w ucho druzgotało je. No cóż, na niektórych działa jak przysłowiowa „płachta na byka”. Czasem wypowiadane niby pieszczotliwie, czasem lekceważąco. Tworzyło pewien dysonans w relacji ONA i ON. Relacji dość silnej, dość zrównoważonej.  

Szukacie książki, w którym tajemnice zostaną odkryte po latach napisanej w doskonałym stylu literackim, jak na polonistkę przystało? Jeśli tak, to gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po tę pozycję. Osnute mgłą, śniegiem późną wiosną Karkonosze wzywają. Wzywa też duch gór, który krąży niezauważany przez większość mieszkańców i chyba wszystkich przyjezdnych. Duch krążący po pagórkach, wzniesieniach. Duch przynoszący czasem dobre, czasem złe wiatry. Do tego bardzo dobry pomysł na fabułę, do tego nieodgadnione śmierci i zapierający w dech klimat Karkonoszy. Zakończenie pozostawiło we mnie pytanie; czy ja z Darkiem i Julką będę jeszcze miała okazję się spotkać? Będę?

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Akurat (imprint MUZA.SA) za możliwość przeczytania i podzielenia się Wami tą książką.

„On jest dla mnie” Corinne Michaels

ON JEST DLA MNIE

  • Autor:CORINNE MICHAELS
  • Seria: ARROWOOD BROTHERS. TOM 3
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:448
  • Data premiery:26.05.2021r.

Seria „Arrowood Brothers” składa się z 4 tomów, każdy z nich opowiada o jednym z braci. Dwa pierwsze już dla Was zrecenzowałam, trzeci miał premierę w maju, a ostatni 23 czerwca. Oba tomy przeczytałam zaraz w okolicy premiery, natomiast niestety z pisaniem recenzji znowu coś poszło nie tak i narobiłam sobie sporych zaległości. Spieszę więc szybko z ich nadrobieniem i zapraszam Was do przeczytania recenzji 3 tomu serii pt. „On jest dla mnie”.

Sean Arrowood jest zawodowym graczem w baseball, przyzwyczajony do życia w rozjazdach, do sławy i zamieszania po śmierci znienawidzonego ojca zmuszony zostaje do spędzenia połowy roku na rodzinnej farmie. Tam jest Denvey Maxwell, dziewczyna, z którą przyjaźni się od szóstego roku życia, jedna z najbliższych mu osób. Mimo, że w ciągu ostatnich lat ich drogi trochę się rozeszły, nadal pozostają przyjaciółmi. Sean sam przed sobą nie potrafi się przyznać, że przyjaźń to nie wszystko co czuje do tej kobiety. Kiedy jednak wraca i dowiaduje się, że jego przyjaciółka ma wyjść za mąż, próbuje skonfrontować się z własnymi uczuciami i zrobić coś, żeby zapobiec stracie Denvey. Ma pół roku, żeby przekonać kobietę, że z nikim nie będzie tak szczęśliwa jak z nim. Kiedy wszystko zdaje się być na dobrej drodze wydarza się tragedia, która stawia pod znakiem zapytania ich wspólną przyszłość.

Powieść czyta się szybko i bardzo przyjemnie, podobnie jak w poprzednich tomach, tak i tu autorka ujęła mnie lekkim, swobodnym stylem, błyskotliwymi, zabawnymi dialogami, pełnokrwistymi bohaterami z historią. Została poruszona kwestia przyjaźni damsko-męskiej, tego czy jest ona możliwa i czy strach przez zepsuciem przyjacielskiej relacji może sprawić, że zrezygnuje się z miłości. Bardzo polubiłam głównych bohaterów. Denvey jest sympatyczną, energiczną dziewczyną, która sporo przeszła i ma swoje tajemnice, co blokuje ją w pewnych sytuacjach. Sean również wzbudził moją sympatię. Mimo, że jest znanym sportowcem, przez co nie może narzekać na brak zainteresowania kobiet i pieniędzy, w głębi duszy pozostał chłopakiem z sąsiedztwa, szczerym, pomocnym i uczuciowym. Nie brakuje również w tej historii dawki dramatyzmu ani trudnych kwestii. Ogólnie przeważa jednak wrażenie lekkości, radości i optymizmu, co powoduje, że gorąco polecam Wam całą serię. Oczekujecie niebawem recenzji czwartego, ostatniego tomu, do którego zostajemy już wprowadzeni w końcówce „On jest dla mnie”.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Dotyk” Ilona Gołębiewska

DOTYK

  • Autor:ILONA GOŁĘBIEWSKA
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:416
  • Data premiery:28.07.2021r.

Kilka dni temu premierę miała najnowsza powieść Ilony Gołębiewskiej od Wydawnictwa Muza. Niejednokrotnie już pisałam, że książki autorki bardzo lubię i biorę w ciemno. Tak było i tym razem, gdy dowiedziałam się o premierze „Dotyku” nie musiałam się zastanawiać oni przed chwilę, czy powinnam zdecydować się na lekturę. Tym bardziej, że po lekturze „Pragnień” i „Zmysłów” wiedziałam dokładnie czego się spodziewać, gdyż nie tylko stylistyką okładki (które są zachwycające) książki są do siebie podobne. Od poprzednich książek autorki wyróżnia je to, że bohaterowie są stosunkowo młodzi, dopiero szukają swojego miejsca w życiu, a styl jest pełen emocji, zdecydowanie sensualny.

Maja jest młodą kobietą, piękną, szaloną spontaniczną. Razem z przyjaciółmi rozkręca swoją firmę , układając swoje życie po burzliwej przeszłości. Michał jest 10 lat starszy, pozornie niewiele ich łączy. Mężczyzna jest poukładany, rozsądny, prowadzi własną firmę remontową. Jednak od samego początku coś ich do siebie przyciąga. Poznali się w dosyć trudnym momencie swojego życia, oboje stoją w pewnym sensie na rozdrożu, oboje mają swoje tajemnice. Nie są jednak w stanie zbyt długo opierać się łączącej ich znajomości. Umawiają się więc na niezobowiązującą relacje, w której oboje szukają bliskości, czułości i namiętności. Czy mino tajemnic i kłopotów zdecydują się zaryzykować i stać się dla siebie kimś więcej?

Powieść czytało mi się bardzo dobrze. Pisana lekko i przyjemnie sprawia, że trudno się od niej oderwać . Ujęła mnie swoim niepowtarzalny klimatem, młodzieńczą energią, brawurą, optymizmem, podejście, które szarzy radość życia. Podczas lektury tej książki nie sposób się dołować, mimo że nie brakuje w niej trudnych tematów. Również głowni bohaterowie, nie tylko Ci pierwszoplanowi zyskali mają sympatię. Najbardziej chyba polubiłam Michała, jest zdecydowany, konkretny, szczery i odważny. Majka momentami mnie irytowała, zachowywała się często niedojrzale i naiwnie. Nie rozumiałam też tych wszystkich tajemnic między nimi…

Opowiedziana przez autorkę historia, mimo że składa się ze znanych czytelnikowi elementów jest bardzo ciekawa i porywająca. Jest w niej wszystko, co powinna zawierać dobra lektura, emocje, wrażenia, błyskotliwe dialogi, charakterni bohaterowie, wątek sensacyjny. Zachęcam Was gorąco do lektury tej powieści, na wakacje jest wprost idealna.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Muza.

„Jedno słowo za dużo” Abbie Greaves

JEDNO SŁOWO ZA DUŻO

  • Autor:ABBIE GREAVES
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:381
  • Data premiery:30.06.2021r.

Ale ten czas pędzi jak oszalały. Wydawało mi się, że dopiero co publikowałam recenzję Ciche dni autorki, a okazało się, że to było praktycznie w zeszłym roku. Fabułę książki do tej pory pamiętam, ze względu na nowatorskie spojrzenie na życie małżeństwa z czterdziestoletnim stażem.   Czy premiera od @wydawnictwo.muza.sa z 30 czerwca tak samo głęboko zapadła mi w pamięć? Sama byłam ciekawa jakie emocje, spostrzeżenia, uwagi spowoduje czytane przeze mnie „Jedno słowo za dużo”.

Mary, codziennie od siedmiu lat – tuż po skończeniu pracy i aż do późnego wieczora – stoi przed jedną z londyńskich stacji kolejowych, trzymając w ręku napis: Wróć do mnie, Jim” – z opisu Wydawcy.

Czy historia mogłaby się zacząć w sposób bardziej intrygujący? Raczej nie. Czytając fragmenty o stojącej dzień w dzień przy londyńskim metrze Mary, wyobraźnia pracowała mi na najwyższych obrotach. Co czuje kobieta, która mimo mrozu, wiatru, wilgoci, czasem skwaru słońca konsekwentnie czeka na swojego Jima licząc, że w pewnym momencie się pojawi, że wreszcie się pojawi. Nie wiem. Kompletnie nie wiem. Nie wiedzą tego też wszyscy wokół. Jej znajomi z linii zaufania „Nocna Linia” Kit, Olive czy Ted. Nie wie też Alice, która widząc filmik w Internecie, na którym widać Mary postanawia opisać jej historię w gazecie, w której pracuje. Tak bardzo zajmuje ją historia Jima, że postanawia z Kitem go odszukać uruchamiając lawinę zdarzeń, na które Mary nie była przygotowana.

Książka stylem podobna jest do „Cichych dni”.  Fabuła toczy się powoli i spokojnie. Nie jest to jednak wada tej publikacji, bynajmniej. Jest to jej zaleta. Autorka pozwala nam bowiem rozkoszować się każdym słowem, zdarzeniem, każdą odzwierciedloną atmosferą i nastrojem chwili.

Narracja jest trzecioosobowa przedstawiona w dwóch perspektywach czasowych, które zostały określone w tytułach kolejnych rozdziałów. Pierwsza perspektywa przedstawia związek Mary i Jima w latach 2005-2011. Związek Irlandki i Anglika. Związek przeciętnej kobiety, jak o sobie myśli Mary i mężczyzny, który był „(…) od niej dobre osiem centymetrów wyższy: idealny wzrost, by zapinać mu guzik pod szyją (…) oczy – głębokie, ciepłe, piwne…”. Przeciętnej kobiety i mężczyzny prawie doskonałego. Związek mieszkanki Belfastu i mieszkańca Londynu. Związek pracownicy hotelu i lekarza medycyny. W tej perspektywie dowiadujemy się w jakim kierunku ewaluował związek Mary i Jima, jak się poznali, jak spędzali czas, o co i czy w ogóle się kłócili, jakie mieli relacje z rodziną. Druga perspektywa czasowa to rok 2018, siedem lat od zaginięcia Jima. Siedem lat po rozpoczęciu procesu czekania, czekania na niego. Teraźniejszość pokazuje nam Mary w jej aktualnym życiu. Życiu pełnego smutku, niewykorzystanych szans, odseparowania. Życiu, które może się zmienić i co ważne, powinno się wreszcie zmienić. Bardzo podoba mi się wątek odkryć Alice i Kita. Odkryć związanych z Jimem. By wzbudzić Waszą ciekawość wspomnę, że nie są takie jakie pamięta je Mary. Jim okazuje się jednak człowiekiem z krwi i kości, ze swoimi pokrętnymi problemami, kłopotami w pracy, słabością do alkoholu i własnym, osobistym spojrzeniem na związek z Mary.

Książka intryguje i fascynuje jednocześnie, gdyż poruszane przez nią wątki są bardzo interesujące. Samo pytanie na początku, co się zadziało z Jimem powoduje, że nie mogłam odłożyć powieści na bok. Nie mogłam przestać czytać. Bardzo podoba mi się dojrzewanie Mary, szkoda że dopiero na samym końcu, ale jednak. Budzi we mnie nadzieję, że każdy z nas może wyzwolić się ze stuporu, w którym niepotrzebnie tkwimy. Dotknęło mnie dogłębnie przedstawienie relacji międzyludzkiej przez autorkę. Relacji nie takiej samej dla każdej ze strony, relacji z wieloma znakami zapytania i wieloma dziurami w pamięci. Momentami wręcz relacji wyimaginowanej, nieczystej. Ten motyw jest motywem siostrzanym do przedstawionego w „Cichych dniach”.  To nie „Jedno słowo za dużo” spowodowało zapaść, a raczej jedno słowo za mało. W swej najnowszej powieści autorka znowu udowadnia jak wiele złego mogą spowodować niedomówienia, obawa przed reakcją drugiej strony i brak szczerej komunikacji oraz poczucie, że nie powinniśmy obarczać drugiej strony swoimi problemami, fałszywe poczucie.

Powieść skłania do refleksji, jest na wskroś poważna, jak poważne są omówione w niej kwestie i podjęte problemy społeczne, problemy międzyludzkie.  Jest to wartościowa pozycja, która skłania do wielu ważnych rozważań i nasuwa interesujące wnioski. Szczerze zachęcam do jej przeczytania.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Muza.

„Topieliska” Ewa Przydryga

TOPIELISKA

  • Autor:EWA PRZYDRYGA
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:320
  • Data premiery:19.05.2021r.

Dopiero co, bo w lutym opublikowałam zaległą recenzję premiery z października 2020 Miała umrzeć od @Ewa Przydryga – strona autorska nakładem Wydawnictwa Muza. Książka według mnie rewelacyjna. Nie bez kozery moja subiektywna ocena 9/10. Dzień po premierze musiałam więc zmierzyć się z najnowszą powieścią autorki, „Topieliska”. Ci co czytają zrozumieją. Czasami się nie da. Po prostu się nie da już dłużej czekać.

Chciałam za wszelką cenę zachować zimną krew, więc zablokowałam się na wszystkie bodźcie, w szczególności na rozpacz, na strach na złość, na utraconą nadzieję”.

„Topieliska” Ewa Przydryga

To miał być kolejny, zwykły dzień po sylwestrowej nocy. Ból gardła po witaniu na zewnątrz Nowego Roku w samej koktajlowej sukience, zmęczenie, mąż – Kuba leżący obok z czułością, z oddaniem wykonujący swoje obowiązki. Zastępujący Polę w zawiezieniu małego synka do lekarza. To miał być kolejny, zwykły dzień….

Chwilę po rozpoczęciu tego z pozoru zwykłego dnia, mąż ginie, a syn zostaje uznany za zaginiony. Pola rozpoczyna podróż w życie Kuby. W życie którego nie znała. W życie w którym ma nadzieję odszukać ślady minionych dni, w których znajdzie powód tego co się stało. Przyczynę, dlaczego jej życie się skończyło. Życie tak idealne.

Zwykła rodzina

Coś mam szczęście ostatnio do thrillerów psychologicznych, w których rodzina odgrywa znaczącą rolę. To od niej zwykle wszystko się zaczyna i to patrząc  w jej głąb wszystko jesteśmy w stanie wytłumaczyć. Wytłumaczyć zachowanie głównych bohaterów, ich myśli, uczucia, troski, obawy i cienie, które kładą się na z pozoru idealne życie. W dwudziestu pięciu rozdziałach Przydryga podjęła bardzo ważny problem społeczny. Społeczeństwo tworzone przez wychowanków patologicznych, zaburzonych rodziców krzywdzących własne dzieci. Próby wyparcia i poradzenia sobie z tym w dorosłym życiu.

Teoretycznie wszystkie wątki wydawały się ze sobą łączyć. Praca Kuby i jego koleżanka  z przeszłości Maruszka. Siostra Poli, Ida i jej przeszłość. Jej traumy, jej krzywdy, jej motywacje i życie, które sobie ułożyła. Sen Poli, który śni od kilku lat. Sen po którym pozostaje strach, pot i roztrzęsienie. Teoretycznie. To słowo klucz.

Przez pierwszą połowę książki czułam ogromne napięcie. Problemy Kuby w pracy, jego przeszłość, jego siostra, rodzice Poli. Przez ostatnie sto stron, Poli powoli zaczynają otwierać się oczy. Autorka zwróciła uwagę na inne aspekty życia głównej bohaterki. Bohaterki, która jest jednocześnie narratorką powieści. Bohaterki – Poli, która po prostu chciała normalnie żyć. Starała się normalnie żyć wypierając zdarzenia z przeszłości tak głęboko, że tylko świadome śnienie mogło pomóc jej zrozumieć to, co się stało.

Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani. Powieść nie jest długa mimo to, zawiera wiele ważnych treści, wiele tajemnic, bolesnych przeżyć, silnych emocji, niezawinionych krzywd. Nie zrozumiałam tylko, co było motywacją dla zachowań i decyzji Kuby. Patrząc ciągle na perspektywę Poli, Kuby trochę mi zabrakło.  

Bardzo dobra proza. Jak sama autorka pisze w posłowiu, dużo ją kosztowała. Ja jako czytelnik podzielam te emocje. Do chwili obecnej czuję targane mną uczucia, moją niezgodę na to, co dzieje się wokół nas, moje współczucie dla Poli. Poli skrzywdzonej, Poli nieodratowanej.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Zmysły” Ilona Gołębiewska

ZMYSŁY

  • Autor:ILONA GOŁĘBIEWSKA
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:416
  • Data premiery:19.05.2021r.

 Książki Ilony Gołębiewskiej bardzo lubię, to jedna z nielicznych polskich autorek, której przeczytałam wszystkie powieści. Jej najnowsza powieść „Zmysły” okładką nawiązuje do poprzedniej wydanej w październiku pt. „Pragnienia”, która bardzo mi się podobała. Oficjalnie nie stanowią one serii, ale obie mają wiele wspólnych cech.

Eliza wydaje się wieść szczęśliwe, beztroskie życie, świetna praca, przystojny narzeczony, muzyczna pasja – jest wokalistką w MovieBand. Tak naprawdę jednak trochę oszukuje samą siebie, już od dawna nie czuje się Panią swojego życia i zastanawia się nad jego sensem. Natan ma za sobą złą przeszłość, żeby ją zagłuszyć szuka odskoczni w zespole rockowym, szybkich motocyklach i ryzykownych decyzjach. Zewnętrznie wydaję się, że wszystko ich różni, ona ułożona, racjonalna, on porywczy i nieodpowiedzialny… Spotykają się przez przypadek, w dziwnych okolicznościach i nie potrafią o sobie zapomnieć. Gdy więc spotykają się ponownie i dodatkowo okazuje się, że łączy ich muzyczna pasja, okazuje się, że nie potrafią już od siebie uciec, nawet jeśli próbują. Czy ta relacja ma przyszłość? Czy się na nią odważa? Czy sekrety z przeszłości, źli ludzie i misternie utkana intryga staną im na przeszkodzie?

Książkę czyta się rewelacyjnie, bardzo szybko wsiąknęłam w świat Elizy i Natana (bardzo podobają mi się imiona głównych bohaterów, pasują do nich), wręcz nie mogłam się od powieść oderwać. Powieść jest pełna emocji, żywiołu, pasji. Ogromnym plusem są bohaterowie, świetnie wykreowani, zróżnicowani, wielowymiarowi. I nie mówię tutaj tylko o głównych bohaterach, wszystkie postacie pojawiające się w książce są ciekawie i świetnie zbudowane. Szczególną sympatie poczułam do Zośki, to taki trochę typ postaci z komedii , typ zwariowanej przyjaciółki, która stanowi wsparcie dla głównej bohaterki. Akcja powieści toczy się wartko, co rusz dostarczając czytelnikowi nowych emocji. To nie tylko opowieść o miłości, o rozkwitającym uczuciu, o powinowactwie dusz, podobnej wrażliwości. To również opowieść o przyjaźni, o poszukiwaniu swego miejsca w życiu, o walce o swoje marzenia, o pasji. Ale to także powieść o mierzeniu się z traumami przeszłości, o granicach lojalności., o uwikłaniu, intrydze, zemście. Z wątkami obyczajowymi i miłosnymi mieszają się to wątki sensacyjne, a całość tworzy mieszankę iście wybuchową. Polecam gorąco, To idealna lektura na lato.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Muza.

„Ten, którego pragnę” Kennedy Fox

TEN, KTÓREGO PRAGNĘ

  • Autor:KENNEDY FOX
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Seria:BISHOP BROTHERS. TOM 2
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery:28.04.2021r.

„Ten, którego pragnę” to pierwsza wydana w Polsce książka Kennedy Fox, pod którym ukrywają się dwie autorki romansów Brooke Cumberland i Lyra Parish. Jest to też drugi tom serii Bishop Brothers, co dziwne pierwszy tom jeszcze się nie ukazał. Każdy z nich jak się domyślam będzie opowiadać historię jednego z braci Bishop. Czego możemy się pod tej powieści spodziewać?

Emily Bell to oddany pracy młoda lekarka. Gdy przyłapuje swoje partnera na zdradzie postanawia zmienić swoje życie i przeprowadza się z Huston do małego miasteczka San Angelo. Postanawia skupić się wyłącznie na nowej pracy i nie angażować się w związki, a już na pewni nie łączyć jednego i drugiego, gdyż skutki mogą być bardzo bolesne i dotkliwe, o czym się przekonała. Kiedy przyjaciółka zabiera ją ze sobą na wesele do zaprzyjaźnionej rodziny Emily wpada w oko przystojny blondyn. Postanawia się spędzić z nim jedną noc, bez zobowiązań, nie zdradza mu nawet swojego prawdziwego imienia. Gdy budzi się rano nie pamięta jak facet się nazywał, a po rozmowie telefonicznej z przyjaciółką dochodzi do wniosku, że może on być żonaty. W ramach nauczki zabiera mu buty i ubranie i znika. Gdy Evan Bishop po nocy spędzonej z nieznajomą budzi się w pustym pokoju hotelowym bez ubrania i butów, nie jest zadowolony. Musi prosić braci o pomoc, a Ci wykorzystują okazję, by mu dokuczyć. Jest z tego powodu wściekły i nie rozumie zachowania dziewczyny. Jakież jest dziwienie obojga, gdy w poniedziałek spotykają się w szpitalu. Okazuje się, że Emily jest nowo zatrudnioną lekarką, a Evan ma ją w prowadzić w obowiązki. Mężczyzna wykorzystuje każdą okazję by jej dokuczyć i wskazać jej miejsce w szeregu. Kobieta początkowo próbuje mu wszystko wyjaśnić, gdy jednak nie daj jej okazji, nie pozostaje mu dłużna. Jak dalej potoczy się jej relacje. Czy osoby, które obiecały sobie nie angażować się w związku będą chciały i potrafiły taki stworzyć?

Muszę Wam powiedzieć, że książka mnie zachwyciła, nie potrafiłam się od niej oderwać. Ma wszystko, co dobra opowieść mieć powinna: świetny styl, ciekawych bohaterów, błyskotliwe dialogi, interesującą historię. Dodatkowym jej plusem jest wprowadzenie zawodowego życia bohaterów. Autorka nie dość, że pokazywała nam jak wygląda i kształtuje się relacja bohaterów w pracy, to jeszcze opisała nam poszczególne medyczne przypadki. Czytając te fragmenty czułam się jak podczas oglądania „Chirurgów”. Jest również delikatny wątek kryminalny, także podczas czytanie, po prostu nie sposób się nudzić. Praktycznie cały czas coś się dzieje, a akcja toczy się na wysokich obrotach. Bohaterowie są bardzo ciekawi, budzą sympatię, mają złożone osobowości. Emily jest ambitna, pracowita, empatyczna, praktycznie poświęciła się pracy, a jednocześnie trudno jej pozbyć się metki córki znanego lekarza. Evan, syn farmera spełnił swoje marzenia i został lekarzem, a jednocześnie cały czas ma wyrzuty, ze nie przejął rodzinnego rancza, gdzie pracuje w każdej wolnej chwili. Tych dwoje, mimo że praktycznie wszystko ich od siebie różni, połączyła wyjątkowo silna chemia, a z czasem znacznie więcej…

Niby historia przedstawiona w powieści to nic nowego, ale autorka opisała wszystko z takim wyczuciem, wdziękiem i urokiem, że książka zdecydowanie wyróżnia się na tel innych podobnych, a jej lektura to czysta przyjemność. Sama z wielką niecierpliwością wyczekuję kolejnych tomów.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Muza