„Towarzyskie poradnik dla panien bez posagu” Sophie Irwin

TOWARZYSKI PORADNIK DLA PANIEN BEZ POSAGU

  • Autor: SOPHIE IRWIN
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 13.07.2022r.

„Towarzyski poradnik dla panien bez posagu” Sophie Irwin od Wydawnictwa Książnica to pozycja, która zwróciła moją uwagę od razu, gdy tylko pojawiła się informacja o jej premierze. Stało się to za sprawą niecodziennego tytułu, ciekawej okładki ze złotymi zdobieniami oraz intrygującego opisu.

Jest to lekka powieść obyczajowa z historycznym tłem, akcja rozgrywa się bowiem na początku XIX wieku. Jej bohaterką jest Kitty Talbot, która nie jest ani wybitnie wykształcona, ani szczególnie dystyngowana, owszem na urodę, ale niestety nie ma posagu, a na dodatek ma cztery młodsze siostry i … długi odziedziczone po ojcu. Żeby zapobiec katastrofie i sprzedaży rodzinnego domu Kitty ma tylko jedno wyjście… Musi znaleźć bogatego męża. Sprytu nie można jej odmówić, elokwencji i odwagi również, w związku z tym układa plan, udaje się do Londynu, by wkraść się w łaski miejscowej societty i rozkochać w sobie jakiegoś bogatego młodzieńca. Plan miałby duże szanse na powodzenia gdyby na jej drodze nie pojawił się lord Radcliffe, który bardzo szybko przejrzał jej motywację i postanowił sobie za wszelką cenę przeszkodzić temu, co Kitty sobie zamierzyła. Które z nich będzie sprytniejsze? Jak rozwinie się ten wątek? Czy dziewczyna dopnie swego? Jakie w zasadzie powinno być tutaj szczęśliwe zakończenie?

Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Jest lekka, zabawna, błyskotliwa, a dzięki  temu, że rozgrywa się w czasach dalekich od współczesności pozwoliła mi mocno oderwać się od rzeczywistości. Akcja toczy się żwawo, wprowadzone do towarzystwa postacie są interesujące, a główni bohaterowie jak „z krwi i kości”. Bardzo polubiłam Kitty, lord Radcliffe też wydał mi się bardzo interesujący i z wielką uwagą i zainteresowaniem śledziłam interakcję między nimi. Ich słowne pojedynki, poczucie humoru i nagłe zwroty akcji powodowały, że błyskawicznie i z ogromną ciekawością przerzucałam kartkę za kartką. Kitty jest bardzo ciekawą postacią. Można by oceniać ją bardzo negatywnie, w końcu jest łowczynią posagów, chce wybrać przyszłego męża kierując się zasobnością jego portfela. Z drugiej strony jej życie wcale nie było łatwe, musiała szybko dorosnąć, a po śmierci ojca jako najstarsza córka czuje się odpowiedzialna za los swoich młodszych sióstr. I mimo tego, że jej postępowanie może się wydawać naganne, dziewczyna jest bystra, zabawna, pewna siebie, bardzo świadoma i odważna. Bardzo fajnie autorce udało się oddać klimat panujący wśród ówczesnej brytyjskiej arystokracji. Poznajemy panujące między nimi układy, wartości którymi się kierują, ich zwyczaje i sposób myślenia. Zakończenia oczywiście, jak w tego typu powieściach, można się było domyślać, ale całość oceniam bardzo pozytywnie, jest to świetna, lekka książka, która pozwoli Wam się zrelaksować i na pewno poprawi Wam humor.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Pianistka. Clara Schumann i muzyka miłości” Beate Rygiert

PIANISTKA. CLARA SCHUMANN I MUZYKA MIŁOŚCI

  • Autorka: BEATE RYGIERT
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery : 27.07.2022r.

Mam nadzieję, że pamiętacie moje recenzje „Anne z Zielonych Szczytów” oraz „ Anne z Avonlea” i moje zachwyty nad całkowicie nowym tłumaczeniem z oryginału od @wydawnictwomarginesy😉. Jakoś mam szczęście od tego Wydawcy. Ostatnie jego publikacje mile mnie zaskakują. Nie tylko Ania w nowym tłumaczeniu, lecz też „Zaś słońce wschodzi” Ernesta Hemingwaya  (recenzja na klik), o nowym Chmielarzu („Długa noc”) i „Jesieni zapomnianych” Anny Kańtoch (recenzja na klik). Takie same pozytywne odczucia miałam po przeczytaniu książki gatunkowo różnej od tych, które zwykle czytam, a mianowicie; „Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki” Karolina Dzimira-Zarzycka (recenzja na klik). Książka okazała się dla mnie ciekawą, błyskotliwą opowiastką w bardzo przystępnej formie o wieloletniej partnerce Marii Konopnickiej. Nie ukrywam, że zabierając się do publikacji „Pianistka. Clara Schumann i muzyka miłości” autorstwa Beate Rygiert spodziewałam się podobnych wrażeń. Już teraz wiem, że biografie można pisać w bardzo interesujący sposób😉.

Porównałabym muzykę do miłości! Zadaje ból, gdy staje się zbyt piękna. Czasami serce chce wyskoczyć z mojej piersi.” Z pamiętnika Clary Berlin, 20 września 1839 roku – „Pianistka. Clara Schumann i muzyka miłości” Beate Rygiert

Clara Wieck zakochuje się z wzajemnością w uczniu swego ojca Robercie Schumannie. Jak przystało na kilkunastoletnią pannę żyjącą w pierwszej połowie XIX wieku, zaczyna walczyć o miłość Roberta, prawo do życia z nim, a także o swoją pasję, muzykę. Równocześnie jej ojciec, apodyktyczny Friedrich Wieck osiąga stałe dochody z gry na pianinie młodej Clary. Nie chce niczego zmieniać, nie chce utracić źródła dochodu. Boi się, że wyrwana spod jego skrzydeł Clara osiągnie apogeum swoich pianistycznych możliwości na najważniejszych europejskich scenach i przestanie godzić się na nierówny podział zysków. Pasja, namiętność, muzyka. Kolejność nie ma znaczenia. Wszystkie muzy tak samo silne, tak samo obezwładniające życie młodej Clary, która zaczyna wychodzić z cienia….

Miłość musiała się udać, chociaż z biegiem lat straciła na wyrazistości. Przecież nie bez kozery młoda Clara pisała do ojca: „…od dawna czułam, że to się musi udać. Nic na tym świecie nie może mnie zwieść. Pokażę ojcu, iż młodzieńcze serce może być niezłomne! Z listu Clary do Roberta 15 sierpnia 1837 roku”. Takich pięknych słów w wykonaniu bohaterów ówczesnych czasów w książce jest niezmiernie dużo. Pamiętniki, fragmenty listów Roberta, Clary i innych nie przynudzają, lecz urozmaicają odbiór wzniecając prawdziwe emocje szczęścia, miłości, trochę nawet zazdrości za młodością, za tym przeświadczeniem, że ten właśnie jest tym jedynym i o niego trzeba walczyć do ostatnich chwil. Kolejną zaletą publikacji jest umiejscowienie w miejscu i czasie wydarzeń opisywanych w każdym z rozdziałów. Rygiert zadbała, by czytelnik nie pogubił się w zdarzeniach dziejących się na arystokratycznych dworach, poważnych i zacnych domach, a także na europejskich scenach w każdym czasie, w każdej chwili. Akcja dzieje się w Lipsku, w którym wychowała się Clara, a także w Hamburgu, w którym Clara zaczęła występować i licznych europejskich miastach. Podobało mi się nawiązanie do Fryderyka Chopina, którego Clara spotkała i poznała przy okazji licznych występów na scenach północnych Niemiec. Autorka bardzo wiernie odzwierciedliła niemiecki dryg, niemiecką jakość i niemiecki temperament, a raczej jego brak😉 i wstrzemięźliwość. Miło czytało się o dawnych zawodach, których już nie ma w dzisiejszym świecie jak: koncertmistrz, czy mecenasach muzycznych, dyliżansach pocztowych służących do podróży, a także strojach, obyczajach i wystrojach. Sam język w dialogach i narracji został dostosowany do czasów, o których opowiada książka.

„Dlaczego życie nie składa się wyłącznie z koncertów? Gdyby tylko mogła, grałaby bez ustanku. I razem z dźwiękami udała się gdzieś daleko.” – „Pianistka. Clara Schumann i muzyka miłości” Beate Rygiert

Ciekawy pogląd młodej dziewczyny, którą ojciec od piątego roku życia zmuszał do grania na pianinie. Takich nowatorskich spojrzeń na znaną postać w światowej muzyce, a także jej męża Roberta znajdziecie sporo. Tak samo jak w książce znajdziecie wiele ciekawostek. Warto wspomnieć o stowarzyszeniu muzycznym, który teoretycznie miał łączyć siły przeciwko filisterstwu konserwatystów. Członkowie stowarzyszenia nadali sobie nowe imiona, i tak; „Wieck nazwał się Mistrzem Raro, Clara – Chiariną, a Robert wybrał dwa imiona odzwierciedlające różne cechy jego charakteru – Euzebiusz oraz Florestan”. Sam wątek miłości nie jest infantylny. Został przedstawiony w sposób bardzo delikatny, wysublimowany. Początek, jak na młodzieńczą miłość przystało „Miała wówczas jedenaście lat, on – dwadzieścia; jego oblicze promieniało i wydawał się pełen werwy.”

No tak😊, zaczęłam już lekko spojlerować i opowiadać Wam całą książkę. Nie mogę zepsuć Wam zabawy podczas czytania, więc podsumuję mój wpis następująco: opowieść o romantycznych kochankach, wirtuozach pianina w prozie wspólnego życia. Napisana w bardzo stonowany, płynny sposób z perspektywy Clary Schumann, z perspektywy kobiecej. Idealna lektura dla ciekawskich świata i uwielbiających powroty do przeszłości, w których mnóstwo koronek, halek, sal balowych i scen teatralnych oraz operowych. Gdzie liczyły się binokle, cygaro, perfumy, a także długa łabędzia szyja. Udanej lektury!!!

Moja ocena: 7/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Marginesy, za co bardzo dziękuję.

„Nie ma tego złego” Lauren Weisberger

NIE MA TEGO ZŁEGO

  • Autorka: LAUREN WEISBERGER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: DIABEŁ UBIERA SIĘ U PRADY (tom 3)
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 27.07.2022r.
  • Data premiery światowej: 7.05.2019r.

Lauren Weisberger była przez niecały rok osobistą asystentką samej Anny Wintour szefowej „Vogue”. Swoje doświadczenia opisała w błyskotliwej  książce „Diabeł ubiera się u Prady”, której ekranizacja podbiła serca odbiorców z rewelacyjną rolą Meryl Streep oraz Anne Hathaway. Film oglądałam, pierwszą część dawno temu czytałam. O drugiej nie miałam pojęcia😉. Tym chętniej sięgnęłam do książki „Nie ma tego złego”, która premierę nakładem @WydawnictwoAlbatros miała 27 lipca br. Spodziewałam się ciekawej fabuły, kobiecych problemów w stylu bardziej „Zmowy pierwszych żon”, niż „Wielkich kłamstewek”, a także mile spędzonego czasu.

Karolina Hartwell, była supermodelka, aktualnie żona pretendującego do funkcji prezydenta Stanów Zjednoczonych senatora Grahama Hartwella zostaje zatrzymana za jazdę po pijanemu, z synem męża i jego kolegami w samochodzie. Dramatyzmu dodaje fakt, że policja dostrzega na tylnym siedzeniu puste butelki po alkoholu, wskutek czego Karolina spędza noc w areszcie. Wspierana przez Miriam Kagan, przyjaciółkę, byłą prawniczkę, a teraz gospodyni domową i matkę trójki dzieci, prosi o pomoc Emily Charlton. Byłą asystentkę Mirandy Prestly wydawczyni modowego imperium „Runwaya”, aktualnie konsultantkę wizerunkową celebrytów, która zaczyna tracić klientów. Kobiety wspierają się wzajemnie w trakcie swych życiowych zakrętów i starają się ze wszystkich sił, by wyjść z życiowych zawirowań obronną ręką.

Niestety zawiodłam się. Książka jest bardzo przeciętna, czułam się przytłoczona nieprawdopodobnymi sytuacjami i słabymi fragmentami, które miały wywołać u czytelnika emocje. Sama kwestia związana z aresztowaniem Karoliny z początku książki okazała się wyjątkowo naciągana. Dzieci na siedzeniach z tyłu, z pustymi butelkami po alkoholu! Do tego brak badania alkomatem i noc w areszcie! Gdzie komórka, z której Karolina nagrywa nieregulaminowe zachowania policjantów? Gdzie dzieci, które reagują? Gdzie jest jej adwokat, jeśli rodzinny się nie spisuje ?  Autorka jakby zapomniała o podstawowych kwestiach, o których wie każdy czytelnik. To już niestety spowodowało silną moją reakcję obronną. Nie cierpię wręcz, gdy autor robi z czytelników bezmyślne mięso czytelnicze, które łyka wszystkie absurdy. Bohaterki też mnie nie zachwyciły. Nie ma w nich drapieżności. Kompletnie nie są podobne do postaci z „Wielkich kłamstewek”, już o „Zmowie pierwszych żon” nie mówiąc. Intrygi nie okazywały się rzeczywiście intrygami, tylko słabo skonstruowanymi elementami fabuły. Akcja często wydawała mi się rozwleczona, a bohaterki w różnych aspektach życia bezwolne. Karolina jako supermodelka zawiodła mnie najbardziej. Wydawała się praktycznie bezmyślna od początku do końca. Jej infantylność i naiwność wydawała mi się wręcz patologiczna. Najbardziej przekonała mnie Miriam. Kobieta, która zrezygnowała z kariery prawniczej dla rodziny, ale która powraca na rynek pracy. Chociaż jej powrót na rynek pracy też wydaje mi się totalnie odjechany. Sposób prowadzenia sprawy Karoliny….. ech, aż szkoda komentarza jak wydaje się być kierowany bez sensu, po omacku i bardzo pospolitymi metodami nie przystającymi na działalność prawniczą.

Książka ma jednak ciekawe momenty. Niezwykle podobały mi się nazwy rozdziałów, które okazały się niestety najciekawszym fragmentem. „Znowu kostium nazisty?”, „Zwykły kolega i niebieski kondom z brokatem”, „Powrót do dopasowanej waginy” brzmią wspaniale.  W niektórych rozdziałach, których jest łącznie trzydzieści jeden, autorka wprost odniosła się do rozdziałów, których nazwa wydaje się jakby wprost wycięta z treści zawartych w poszczególnych częściach. Gdzieniegdzie autorka wplotła ciekawe spostrzeżenia związane z funkcjonowaniem bogatych kobiet z przedmieścia jak: operacje plastyczne, wszechobecne nianie, dzieci jako element statusu społecznego, zdrady, znudzenie własnym życiem, ekskluzywne ciuchy, drogie siłownie itd. Wielokrotnie wspomniała uwielbiany swego czasu przeze mnie serial „Gotowe na wszystko” stwierdzając, że serial był kiepski, a fabuła słaba. Dla mnie życie Gabrielle, Susan, Bree, Lynette i Edie było o wiele ciekawsze. No cóż, ale każdy ma swój gust😊.

Podsumowując; niewymagająca lektura, która nie pozostawiła po sobie żadnej refleksji. No może tylko jedną:

Liczą się emocje, nie fakty! Nikogo nie obchodzi, co się naprawdę wydarzyło. Nikt nie dba o to, czy jesteś niewinna. Nikogo nie interesują aspekty prawne i szczegóły. Najważniejsze, jakie wzbudzasz uczucia. Jak ludzie na ciebie reagują, gdy cię widzą, słyszą, spotykają. Cała reszta to szum.” -„Nie ma tego złego” Lauren Weisberger.

Moja ocena 5/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Dom sekretów” Magdalena Kordel

DOM SEKRETÓW

  • Autor: MAGDALENA KORDEL
  • Seria: TAJEMNICE. TOM 3
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 376
  • Data premiery: 29.06.2022r.

Pod koniec czerwca premierę miał 3 tom serii „Tajemnice” autorstwa Magdaleny Kordel. Dwa wcześniejsze tomy czytałam, rozkoszując się ich niezwykłym klimatem, także bezdyskusyjne było to, że po i trzeci tom sięgnę. Co prawda ze względu na sterty czekających na przeczytanie książek zajęło mi to trochę czasu, jednak niedawno udało mi się po nią sięgnąć, przeczytałam jak zwykle szybko i z ogromną przyjemnością, a dziś zapraszam Was do przeczytania recenzji.

Od kiedy w życiu Adeli i jej rodziny na nowo pojawiła się Halina, kobieta nie potrafi zaznać spokoju. Ma poczucie jakby nad jej głową zebrały się burzowe chmury w postaci rodzinnych tajemnic, spraw z przeszłości i skrywanych żalów. Ma świadomość, że przynajmniej z jedną z nich będzie musiała się jak najszybciej zmierzyć. Tylko jak w dwudziestym pierwszym wieku opowiedzieć młodym o rodzinnej klątwie, tak by nie uznali ją za  żyjącą w innym świecie staruszkę? Inni bohaterowie również mają problemy, które zaprzątają ich uwagę. Niespodziewana reakcje Jagny na relacje Ruty i Mateusza powoduje, że oboje czują się zagubieni i nieszczęśliwi. Również między przyjaciółkami nie dzieje się dobrze, z powodu tych wszystkich problemów Ewelina i Jasiek zwlekają z podzieleniem się z rodziną i przyjaciółmi ważną wiadomością. I ogólnie można mieć wrażenie, że w zgranej do tej pory gromadce zapanował chaos. Co można zrobić czy wszystko naprawić? Czy jest to w ogóle możliwe?

Mamy tutaj dwie opowieści, współczesną, która jest kontynuacją, tego co działo się we wcześniejszych tomach oraz tę historyczną, która rozgrywa się, jak to zostało określone, w „czasie krynolin”. Jest to historia służącej Oleńki, jej miłości do panicza i jej konsekwencji. Stanowi ona odrębną historię, natomiast ma wpływ na losy kolejnych pokoleń, w tym Adeli i Eweliny. Jest to piękna historia, wspaniale oddająca historię tamtych czasów i ich realia, jest zarazem przejmująca, smutna i pouczająca. Współczesne wydarzenia skupiają się natomiast głównie wokół Adeli, jak również wokól Ruty i Mateusza. Ewelina w porównaniu do wcześniejszych tomów odrywa mniejszą rolę, jakby została trochę wycofana. Ważny wątkiem jest relacja Haliny i Adeli. Od kiedy bowiem siostra pojawiła się na progu domu kobiety, nie daje o sobie zapomnieć, i choć Adela najchętniej sprawiła by, żeby zniknęła ona znowu, tym razem już na zawsze, powoli zdaje się godzić z rzeczywistością. Dojrzewa do konfrontacji i na nią bardzo w kolejnym tomie liczę. Mimo tego bowiem, że tą część czytało mi się bardzo przyjemnie, historia Oleńki była wspaniała, trochę mam poczucie, że są to takie wątki zastępcze, że rozwiązanie tajemnicy rodzinnej, na które bardzo czekam, zostało za pomocą tego tomu po prostu odwleczone.

Powieść tak, jak każda wcześniejsza autorki i jak poprzednie dwa tomy tej serii ma świetny styl i klimat. Autorce udało się stworzyć taką niesamowitą, pełną spokoju, miłości i optymizmu atmosferę. Czytając ją i przenosząc się do domu Adeli i Muszki czułam się trochę tak jakby otulała się takim cieplutkim, mięciutkim kocykiem, który odgrodził mnie od wszystkich problemów świata i sprawiał, że znalazłam się w bezpiecznym i przyjaznym miejscu. Myślę, że takiego poczucia potrzebuje każdy z nas, dlatego gorąco Was zachęcam do przeczytaniu „Domu sekretów”.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ZNAK.

„Jej ostatnie wakacje” C.L. Taylor

JEJ OSTATNIE WAKACJE
  • Autorka: C.L. TAYLOR
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 1.06.2022r.

Czytałam już dwie książki Cally Taylor – publikującej jako C.L. Taylor –  brytyjskiej autorki thrillerów psychologicznych. Zarówno „Zanim powróci strach” i „Nieznajomi” oceniłam wysoko. „Jej ostatnie wakacje” to trzecia książka Taylor, która trafiła w moje ręce dzięki prezentowi od @WydawnictwoAlbatros, za który niezmiernie dziękuję. Zaintrygował mnie motyw zaginionej siostry Jenny, której szuka Fran. Po ciekawych kreacjach bohaterów, o których rozpisywałam się w recenzji „Nieznajomi”, liczę również na ciekawych bohaterów, a raczej bohaterki. Cóż może być bardziej interesującego niż siostra szukająca tej zaginionej, znajdująca się w tym samym miejscu. Czyż nie 😉. Tym bardziej, że zdaniem innych autorów, jak przeczytałam w opisie Wydawcy, książka oceniana jest jako: „(…) Niepokojąca powieść o gęstej atmosferze” oraz (…) Pasjonująca i znakomicie skonstruowana historia”. Czytacie? Czytaliście?

Kiedy już myślałem, że nie możesz upaść niżej (…) ty przebijasz dno.” – „Jej ostatnie wakacje” C.L. Taylor.

Jenna skorzystała z oferty Toma Wade’a, właściciela firmy LekarzDuszy, który w trakcie egzotycznych wakacji na Maltę obiecywał relaks, odkrycie siebie na nowo i całkowity restart. Jenna zaginęła, a dwoje innych uczestników straciło życie w nieszczęśliwym wypadku. Skazany na dwa lata więzienia wyszedł właśnie na wolność, by wraz ze swoją żoną Kate na nowo zacząć oferować wakacje dla osób z obciążeniami psychicznymi, którzy potrzebują wytchnienia i zrozumienia, jak funkcjonuje świat wokół nich. Fran, siostra Jenny, postanawia skorzystać z oferty  LekarzaDuszy, by odnaleźć siostrę, by dowiedzieć się, co stało się w trakcie tej zorganizowanej wycieczki.

Bardzo zawiodła mnie ta książka ☹. Fanów Cally Taylor przepraszam, że zaczynam recenzję z tak przysłowiowej grubej rury, ale kompletnie historia mnie nie przekonała. Pomysł na LekarzaDuszy był naprawdę dobry. Guru motywacyjne organizuje warsztaty terapeutyczne dla osób potrzebujących wsparcia. Jak to w thrillerach psychologicznych bywa, w takiej działalności nie trudno o nadużycia, oszustwa, manipulacje. Koncepcja tego opiera się na założeniu, że osoby potrzebujące wsparcia psychologicznego są bardzo łatwymi ofiarami, które można złowić na czułe słówka, uwagę, poklepywanie po ramieniu. Kompletnie jednak zatraciła się w fabule granica kto jest ten zły, a kto dobry. Autorka mieszała emocje czytelnika na prawo i na lewo. Antypatie i sympatie przeplatały się ze sobą, co sprawiało wrażenie, że postaci nie są do końca przemyślane. Nawet Jenna, od której wszystko się zaczęło, kompletnie mnie nie przekonała. Jej opowiedziana historia jawiła mi się jako wyjątkowo naciągana trochę na zasadzie z igły widły, a w thrillerach tego wyjątkowo nie lubię. To samo, albo jeszcze silniej, odczuwałam czytając o rodzinie Fitzgerald. Jedyną bohaterką, która zdawała mi się w pełni przemyśla, co do jej osobowości i jej roli w fabule, to była Fran. „(…) pięćdziesięcioletnia kobieta z krótkimi włosami…”. Jej relacje z Jenną, siostrą o dwanaście lat młodszą, również odebrałam jako realne, jako dopracowane. Dużo w nich poczucia winy, dużo zazdrości i współzawodnictwa. Jak to wśród rodzeństwa.

To nie thriller. To bardzo słaby thrillerek. Praktycznie bez aspektu psychologicznego. Odzwierciedlający koleje losów Jenny i Fran rozpisane w pięćdziesięciu sześciu rozdziałach. Plusem jest konstrukcja książki, często powielająca się w tym gatunku, wręcz wyświechtana. W rozdziałach autorka określiła czasoprzestrzeń, przez co czytelnik nie musi zastanawiać się kiedy się dzieje akcja, czy terazmaj , czy wtedy-dwa lata wcześniej, czy teraz – dwa miesiące później. Dodatkowo opatrzyła imionami Fran lub Jenny każdy rozpoczynający się rozdział chcąc skupić uwagę odbiorców na konkretnej postaci i jej punkcie widzenia, a także wydarzeniach, w których brała udział.

Mam problem z tymi anglojęzycznymi (angielskimi i amerykańskimi) thrillerami. Gatunek ten rości sobie swoje prawa. Ma być sporo emocji, dużo niezgody na opisywane wydarzenia, napięcie i niepokój. Żadnych z tych uczuć nie doświadczyłam przy czytaniu książki „Jej ostatnie wakacje”. Dla mnie powieść okazała się lekką, przydługą historią z totalnie odpalonym zakończeniem. Jesteście jego ciekawi? Nic nie stoi na przeszkodzie, sięgnijcie po ostatnią powieść Cally Taylor😉. A mi nie pozostaje nic innego jak życzyć Wam tylko; miłej lektury.

Moja ocena 5/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Czerwona ziemia” Marcin Meller

CZERWONA ZIEMIA

  • Autor: MARCIN MELLER
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 315
  • Data premiery: 01.06.2022r.

Marcin Meller to postać raczej powszechnie znana, historyk, dziennikarz, prezenter telewizyjny. Przez wiele lat pracował jako reporter w „Polityce”, publikował  na łamach „Wprost” i „Newsweeka” był redaktorem naczelnym „Playboya” oraz dyrektorem wydawniczym w Grupie Wydawniczej Foksal. Mimo licznych doświadczeń pisarskich, „Czerwona Ziemia” jest jego debiutem powieściowym. Nie mogłam więc jej nie przeczytać, choć niestety recenzuję z pewnym poślizgiem.

W 2020 roku młody Marcin Tilszer rusza śladami ojca w podróż po Afryce, w pewnym momencie jednak ślad po nim się urywa. Jego ojciec Wiktor Tilszer, znany reporter, który 25 lat wcześniej przemierzył Afrykę, gdzie przeżył chyba najpiękniejszą, choć jednocześnie najbardziej niebezpieczną przygodę swojego życia rusza więc do Afryki na poszukiwanie syna. Tym samym musi się zmierzyć, z trudną, niepewną sytuacją w tym kraju i z własną burzliwą przeszłością….

Książka pisana jest w narracji trzecioosobowej, w dwóch płaszczyznach czasowych, współcześnie w 2020 roku oraz w przeszłości w 1996 roku, gdy Wiktor podróżował po Afryce. Składa się z krótkich rozdziałów oznaczonych datą, co sprawa się doskonale orientujemy się w jakim momencie aktualnie się znajdujemy, a krótkie rozdziały doskonale wpływają na dynamikę czytania i to, że pragniemy dowiedzieć się co będzie dalej. Powieść tą określiłabym bardziej jako sensacyjno-obyczajową, niż jako thriller, jak zaklasyfikowało ją wydawnictwo. Czyta się ją szybko i bardzo przyjemnie, doskonale da się wyczuć, że za autorem stoi świetny warsztaty pisarski udoskonalony przez lata dziennikarskiej pracy. Błyskotliwy język, bystre spostrzeżenia, duża wiedza o świecie i Afryce to wszystko sprawia, że możemy w pełni delektować się lekturą i z każdym zdaniem utwierdzamy się w przekonaniu, że oto czytamy utwór na doskonałym poziomie. Oprócz sporej liczby informacji o historii Afryki, trudnych tamtejszych układach, zależnościach, tradycjach, które jednak bynajmniej nie przytłaczają i sprytnie, w sposób interesujący wplecione są w akcję, mamy również wątki obyczajowe. Przede wszystkim na uwagę zasługuje relacja ojciec – syn. Relacja niełatwa, w której nastąpiło wiele błędów, ale dla obu mężczyzn jedna z najważniejszych w życiu. Autor w przypadku Wiktora doskonale ukazuje psychologię postaci, jego życiowe decyzje, błędy które popełnił, jego motywacje i sposób, w jaki próbuje tym błędom zadośćuczynić,

Nie będę zdradzać szczegółów akcji, powiem jednak, że jak doskonała kolejka górska ma momenty, gdy pędzi na łeb na szyję z zawrotną prędkością i zaskakuje czytelnika tym co się dzieje, ma jednak również momenty gdy zwalnia, pozwala rozkoszować się widokiem, co jednocześnie ogromnie wzmacnia napięcie. Jest to świetna powieść, którą czytałam z prawdziwą przyjemnością i Wam też ją polecam.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

„Córeńki” Magdalena Szydeł

CÓREŃKI

  • Autor: MAGDALENA SZYDEŁ
  • Seria: ZŁE MIASTA. TOM 2
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 15.06.2022r.

Jakiś czas temu recenzowałam dla Was „Znikające dziewczyny” świetny, czerwcowy kryminał wydany przez Wydawnictwo Dolnośląskie. Dziś chciałabym przedstawić Wam opinię na temat drugiej czerwcowej, kryminalnej premiery tego wydawnictwa, a mianowicie „Córeniek” Magdaleny Szydeł. Jest to drugi tom serii „Złe miasta”, dla mnie jednak jest to pierwsza książka autorki, więc jestem żywym świadectwem na to, że da się go czytać bez znajomości poprzedniego tomu😉

Tuż przed Bożym Narodzeniem znikają dwie autorki Teatru Publicznego w Warszawie. Wkrótce w Parku Szczęśliwickim zostaje znalezione ciała jednej z nich. Dyrektor teatru prosi o pomoc poznańską dziennikarkę Alicję Rucką, będą pod wrażeniem jej śledczych umiejętności, w zamian proponuje jej informacje, na których jej zależy. Alicja opuszcza więc Poznań, poznańską redakcję „Codziennika” i dom babci Wandy, by udać się do stolicy. Zatrzymuje się u jednej z autorek teatru, udaje nową pracownicę tam zatrudnioną, by w pełni wejść w klimat teatru i poznać jego tajemnice. Wspierać ją ma warszawska redakcja „Codziennika” i oddelegowany do tego tematu Dawid Bielski. Alicja coraz bardziej zagłębia się w środowisko teatralne, poznaje panujące tam układy, tematy budzące żywe emocje, takie jak ekologia i premiera nowej kontrowersyjnej sztuki. Czy to jednak wystarczy by rozwikłać zagadkę zniknięcia kobiet?

Książkę czyta się świetnie. Jest to dobry kryminał, z mocno rozbudowanymi wątkami obyczajowymi, zawierającymi sporo bardzo interesujących opisów i trafnych spostrzeżeń. Pisana w narracji trzecioosobowej, składa się rozdziałów, z których każdy obejmuje jeden dzień prowadzonego przez Alicję śledztwa, określony datą. Każdy z składa się dodatkowo z ponumerowanych podrozdziały. Świetny styl, żywy, błyskotliwy język stosowany przez autorkę, a także tło obyczajowe i psychologiczne sprawa, że powieść świetnie się czyta. Ogromnym plusem są też bardzo dobrze wykreowani bohaterowie. A jest ich w tej powieści sporo. Jednak każda z zarysowanych postaci ma swój kontekst psychologiczny i zestaw charakterystycznych cech. Najciekawsza oczywiście jest postać głównej bohaterki, Alicji. Silna kobieta, inteligentna, konsekwentna, nie dająca się zniechęcić zewnętrznym okolicznościom ma za sobą trudną przeszłość i traumatyczne przeżycia. Trudne dzieciństwo, porzucenie przez ojca i toksyczna więź z matką, wszystko to mało wpływ ma jej życie. Do tego wypadek samochodowy, w którym zginęła matka i mała córeczka bohaterki zmienił jej życie na zawsze i ma wpływ na zawierane przez nią relacje. Mimo traum i trudności Alicja stara się żyć dalej i odbudować siebie choć w pewnym stopniu. Bardzo podobało mi się to, że podczas czytania tej powieści mogłam głęboko przeniknąć w środowisko autorskie, atmosferę teatru, układy między jego pracownikami. To wszystko jest dość specyficzne  i bardzo interesujące.

Nie będą zdradzać Wam dokładniej poruszanych w książce wątków, powiem tylko, że autorka porusza tutaj między innymi dwa bardzo ważne społecznie tematy, takie jak ekologia i uzależnienie od narkotyków. Każdy z nich wiąże się ze sprawą i stanowi jej dopełnienie. Rozwiązanie zagadki również jest bardzo ciekawe i inne, niż mogło by się początkowo wydawać. Polecam Wam gorąco lekturę „Córeniek”, a sama z niecierpliwością będę wypatrywać kolejnego tomu.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

„Mężczyzna, który zjadł orzeszki” Marta Guzowska, Leszek Talko

MĘŻCZYZNA, KTÓRY ZJADŁ ORZESZKI

  • Autor: MARTA GUZOWSKA, LESZEK TALKO
  • Seria: LUCJA SŁOTKA. ODCINEK 1
  • Wydawnictwo: WIELKA LITERA
  • Liczba stron: 143
  • Data premiery: 01.07.2022r.

Wydawnictwo Wielka Litera zaskoczyło nas ostatnio oryginalnym przedsięwzięciem. Mianowicie podjęło się publikacji pierwszego, polskiego, literackiego serialu kryminalnego autorstwa Marty Guzowskiej i Leszka Talko. Kolejne tomy, ups… odcinki będą się ukazywać na początku każdego miesiąca. Są to niewielkie książeczki kieszonkowego formatu bardzo podręczne, która można zabrać ze sobą praktycznie wszędzie i nie trzeba mieć dużo czasu na ich przeczytanie. Bohaterką serii jest Lucja Słotka – niesamowita Home Disaster Menager, który w każdym odcinku rozwiązuje inną zagadkę kryminalną. Pierwsza część miała premierę pierwszego lipca.

W „Mężczyznie, który zjadł orzeszki” Lucja przybywa do posiadłości producenta filmowego Tadeusza Walentego, by pomóc w przygotowaniach do jego hucznych sześćdziesiątych urodzin. Zjechać ma na nie cała śmietanka towarzyska branży, a Lucja ma 24 godziny by ogarnąć przyjęcie w stylu wiejskim, usadzić gości i pilnować by nie doszło do żadnej katastrofy, ponieważ niektórzy z nich nie mogą przebywać w swoim towarzystwie. Kobieta radziła by sobie z tym całkiem nieźle, uprawiając swoistą żonglerką słowną i umysłową, gdyby nie fakt, że podczas przyjęcia solenizant ląduje martwy pod stołem. Wszystko wskazuje na to, że został zamordowany, a narzędziem zbrodni były… orzeszki ziemne dosypane do jego bigosu. Nieporadny policjant na pewno nie poradzi sobie z tą sprawą, Lucja musi więc wziąć sprawy w swoje ręce i odkryć kto jest mordercą….

Pierwszy odcinek tego serialu literackiego ujął mnie niesłychanie, jest lekko, zabawnie, inteligentnie. Stylem nawiązuje do klasyki kryminałów, a zagadka, którą trzeba rozwiązać bynajmniej nie jest łatwa. Główna bohaterka to postać niezwykła, specjalistka od ogarniania spraw, których nikt inny nie potrafi ogarnąć. I choć część osób próbuje tradycyjnie określać ją mianem pomocy domowej, sama kobieta nazywa, się niezwykle trafnie zresztą „Home Disaster Menager”. Jest zuchwała, ironiczna, inteligentna, zdecydowana i przebojowa, istna kobieta rakieta. Zestaw gości, z którymi przyjedzie jej się zmierzyć nie należy do najłatwiejszych, każdy z nich ma cechy charakterystyczne, a ich interesy i dążenia wzajemnie się wykluczają. Ciągle coś się dzieje, akcja toczy wartko, podejrzenia i tropy się zmieniają. Podsumowując, podczas czytania tej książeczki nie sposób się nudzić, czas płynie błyskawicznie, a uśmiech nie schodzi z twarzy. Polecam gorąco.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.

„Tajemnice Fleat House” Lucinda Riley

TAJEMNICE FLEAT HOUSE

  • Autorka: LUCINDA RILEY
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 1.06.2022r.

O Lucindzie Riley, zmarłej ubiegłego roku pisarce zafascynowanej tajemnicami przeszłości pisałam już niejednokrotnie na moim blogu. Ci, co go śledzą wiedzą, że jestem fanką cyklu „Siedem sióstr”. O niektórych tomach z nich przeczytacie na moim blogu: Tom 1 i 2, „Siostra cienia”, „Zaginiona siostra”. Oprócz wspomnianej serii przeczytałam również „Pokój motyli”  i najsłabiej przeze mnie ocenioną; „Dziewczyna z Neapolu”. Rodzina Lucindy zadziwia czytelniczy świat. Wygrzebali z opasłych szuflad autorki kryminał osadzony w małym, angielskim miasteczku, który napisała w 2006 roku😊, czyli pięć lat po swoim literackim debiucie. Powieść wydało @WydawnictwoAlbatros, a premiera „Tajemnic Fleat House” odbyła się 1 czerwca br. Zdaniem syna autorki Harry’ego Whittakera, który zwrócił się do czytelnika na początku książki opowieść „(…) w dużym stopniu została zainspirowana szkołą, do której uczęszczaliśmy my, dzieci Lucindy.” Bo właśnie takie miejsce stało się osią fabuły jedynej powieści kryminalnej autorstwa Lucindy Riley.

W renomowanej prywatnej Szkole Świętego Szczepana w Norfolk w styczniu 2005 roku umiera osiemnastoletni Charlie Cavendish. Syn wpływowego ojca wywodzący się z arystokratycznego roku. Teoria o śmiertelnym napadzie padaczkowym zostaje odrzucona, gdy patolog w organizmie zmarłego znajduje ślady aspiryny, na którą Charlie był uczulony. Czy śmierć w wyniku wstrząsu anafilaktycznego mogła być spowodowana morderstwem? Czy to kolejny nieszczęśliwy wypadek? Tego stara się na miejscu dowiedzieć londyńska komisarz Jazmine Hunter – Caughlin, dla przyjaciół Jazz.

Ciekawe doświadczenie czytać kryminał napisany lata temu przez autorkę bardzo dobrej serii obyczajowej „Siedem sióstr”😊. Naprawdę ciekawe. Tym bardziej, że Lucinda Riley miała potencjał i w gatunku powieści kryminalnych. Z obawą sięgnęłam po ten egzemplarz, a tu okazało się, że historia się układa jak typowo Lucindowa opowieść z istotną przeszłością z ciekawymi wątkami kryminalny. Tak😉. Musicie wiedzieć, że młody Charlie to nie jedyny trup. Morderca sieje swe żniwo i kolejno tracą jeszcze życie dwaj mężczyźni, z pozoru ze sobą nie za bardzo powiązani.

Najpierw parę słów o stylu zawartym w trzydziestu trzech rozdziałach. Sformułowania, język, tempo akcji, sposób narracji jest charakterystyczny dla autorki. To trochę jej wada, że nie potrafiła stworzyć dzieła totalnie innego, od innych. Równie dobrze powieść mogła zostać osadzona w końcówce dziewiętnastego wieku. Gnuśne angielskie społeczeństwo. Szkoły z internatem od najmłodszych lat. Szacunek do tradycji i arystokracji. Wysławianie się wykwintnie nawet w trakcie ostrej, kłótliwej wymiany zdań. To cechy charakterystyczne dla jej pisarstwa. Tylko takie aspekty jak liberalne podejście do aborcji, czy do związków tej samej płci wskazują czytelnikowi, że akcja dzieje się jednak w czasach współczesnych. Jeśli lubicie styl autorki nie zawiedziecie się. Jest typowo jej.

Co do wątku kryminalnego to mam, co do niego mieszane uczucia. Z jednej strony fajnie została umiejscowiona akcja śledztwa. Pomysł, by osadzić ją w szkole prywatnej z tradycjami, gdzie każdy udaje i jest możliwy do ukrycia wszelki grzech, był bardzo dobry. Opisy scenografii są barwne i mnie przekonują. Samo społeczeństwo szkolne również zostało odzwierciedlone w sposób bardzo realistyczny. Widać, że z towarzystwem pedagogów, dyrektorów, opiekunów Riley miała sama do czynienia. Z drugiej śledztwo zostało do niebosiężnych rozmiarów rozwleczone. Jazz odebrałam jako śledczą szukającą po omacku. Autorka nie zostawiła znaków, po których mógłby podążać czytelnik, by choć trochę przybliżyć się do rozwiązania.  Żadne tropy nie wysuwały się na światło dzienne w trakcie toczącego się śledztwa. Chwilami wszyscy wydawali mi się podejrzani. Komisarz Hunter z miejscowym sierżantem i londyńskim śledczym Milesem oparli detektywistyczne działania na przesłuchaniach, niektórych świadków po wielokroć, jakby ich tryby myślowe zadziałały dopiero po wypuszczeniu ze swoich rąk przesłuchanego. Trochę taki motyw jak z Poirota Agathy Christie, gdzie mało się dzieje, a dużo mówi.

Bardzo dobry motyw z Rorym Millarem, trzynastoletnim uczniem szkoły. Zdecydowanie słabszy z jego ojcem Davidem. Zbyt oczywisty, zbyt naciągany i zbyt prosty. Obraz kobiet również zasługuje na wspomnienie. W tym Riley jest mistrzynią. Stworzyła cały gwiazdozbiór kobiet, zdecydowanie różnych od siebie, ze zdecydowanie różnymi doświadczeniami i pochodzeniem. Postać Jazz wydaje mi się najsłabiej zaprezentowana, szczególnie w aspekcie jej relacji z byłym mężem. Za to wieloletnia sekretarka dyrektora szkoły Jenny to co innego, czy chociażby Angelina Millar, zaborcza, kłamliwa, zafałszowana i walcząca do ostatniego o swoją, jak najlepszą, pozycję.

Dla mnie typowo gotycka powieść Riley mimo, że osadzona w 2005 roku. Atmosfera duszna, język wysublimowany, delikatny. Za mało emocji, za mało akcji i za mało sensacji. Wątek kryminalny wręcz przesądzony aspektami obyczajowymi, które mnożyły się jak grzyby po deszczu, tak jak bohaterowie poboczni, ale oczywiście z najlepszym skutkiem. Obyczajowość to zaleta tej powieści. W „Tajemnicach Fleat House” Lucinda Riley wodzi czytelnika za przysłowiowy nos, jednak gdy już odkrywa przed nim motyw wszystko wydaje się składać w jedną całość. Ale tylko pozornie. Pozornie…

Książka dla fanów Lucindy Riley, zafascynowanych jej stylem, jej kwiecistymi opisami i jej literackim językiem, a także miłujących zagadki z przeszłości, od których aż roi się w jej prozie. Miłej lektury!

Moja ocena 7/10.

Książka trafiła do mnie dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Anne z Avonlea” Lucy Maud Montgomery

ANNE Z AVONLEA

  • Autorka: LUCY MAUD MONTGOMERY
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Cykl: ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA (tom 2)
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery w tym wydaniu: 1.06.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 1924r.  
  • Data premiery światowej: 1909r.

Opinię o „Anne z Zielonych Szczytów” umieściłam na moim blogu we wczorajszej recenzji (recenzja na klik). Nowe tłumaczenie serii z języka angielskiego w wykonaniu Anny Bańkowskiej na zlecenie @wydawnictwomarginesy mnie nie zdruzgotało, czego się szczerze spodziewałam😉, lecz ukazało Anię w nowej, odświeżonej formie. Przygotowując się do recenzji drugiego tomu serii będącej ogromnym sukcesem Lucy Maud Montgomery pt. „Anne z Avonlea” przeczytałam, że Anię z Avonlea polski czytelnik poznał „(…) po raz pierwszy w 1924 roku, w tłumaczeniu Rozalii Bernsztajnowej. Znane jest także tłumaczenie Marcelego Tarnowskiego z 1930 roku pod tytułem „Ania z Wyspy”. Obecnie wydawana najczęściej w powojennym tłumaczeniu Janiny Zawiszy-Krasuckiej” (cyt. za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ania_z_Avonlea z dnia 2.08.2022r.). Okazało się więc, że druga część serii o Ani Shirley już w przeszłości, a dokładnie 92 lata temu, dzięki wydawcy Drukarni Państwowej w Łodzi otrzymała inny tytuł😊. Zerknijcie w wolnej chwili na to polskie wydanie sprzed prawie sto lat (link) To prawie jakbym odwiedzała Cuthbertów osobiście😉. Jakie to ma znaczenie więc, czy Ania lub Anne z Avonlea mieszka na Zielonych Wzgórzach, czy Zielonych Szczytach? To ciągle ta sama Ania😊.

Tym razem Anne wchodzi już w dorosłość. Marzy o studiowaniu, jednak los postanawia inaczej. Tracąca wzrok Marilla wymaga jej pomocy. Anne realizuje swoje marzenia o nauczaniu w lokalnej szkole, zakłada Koło Entuzjastów Avonlea i podejmuje nowe wyzwania. Czy opieka nad kilkuletnimi bliźniętami Davym i Dory przerośnie kompetencje Anne?

W wydanej praktycznie rok po pierwszej części kontynuacji Lucy Maud Montgomery przedstawiła czytelnikom proces dojrzewania Anne, która wchodzi w dorosłości, mimo swej krnąbrności, odwagi i nietuzinkowych, jak na ówczesne panny, wypowiedzi. Ta Anne już mniej mi się podoba, ale bynajmniej to nie wina nowego z oryginału tłumaczenia😊. Po prostu znajomość temperamentu Anne w każdej kolejnej części, spowodowała stratę tego zachwytu ze świeżości patrzenia na coś po raz pierwszy. Znana mi i dojrzewająca Anne nie jest już taka atrakcyjna. Niestety, tak miałam zawsze. Uwielbiałam czytać pierwszą część w nieskończoność, a kolejne czasem w przeszłości nawet nie umiałam zdzierżyć😉.

To inna Anne, dojrzalsza. Od momentu, gdy po raz pierwszy zawitała na Zielone Szczyty minęło już kilka lat. Stara się zachowywać przykładnie, choć – jak się pewnie domyślacie- nie zawsze jej się to udaje. Przyjaźń w tej części nabiera już innego znaczenia, nie jest taka dziecinna. Autorka skupiła się w tym tomie na odnajdywaniu siebie i pokrewnych sobie dusz, na zdobywaniu nowych znajomość, na rozwijaniu swoich umiejętności. No i oczywiście Gilbert, którego relacja zaczyna z Anne się rodzić w bardziej dojrzałej formie.

Cudowna powieść nacechowana samymi pozytywnymi przesłaniami. Trochę ku przestrodze, trochę ku nadziei. Idealna dla młodego czytelnika, który nie znudzi się językiem i wcześniej używanymi w tłumaczeniu polskim sformułowaniami. Milej lektury!!!

Moja ocena: 8/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Marginesy, za co niezmiernie dziękuję.