„Teraz Cię rozumiem mamo” – opowiadania

TERAZ CIĘ ROZUMIEM MAMO

  • Autor:MAGDALENA WITKIEWICZ, AGNIESZKA KRAWCZYK, AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA, NATASZA SOCHA, ILONA GOŁĘBIEWSKA, MAGDA KNEDLER, MAŁGORZATA WARDA, SABINA WASZUT
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:381
  • Data premiery:05.05.2021r.

W tym roku Dzień Matki nadszedł dla mnie znacznie wcześniej. Dokładnie 5 maja, gdy premierę miała antologia opowiadań najpopularniejszych autorek polskiej literatury obyczajowej w zbiorze „Teraz Cię rozumiem mamo” od Wydawnictwa Muza. Autorek, których powieści niejednokrotnie już czytałam. Publikacje wielu autorek dzięki którym skompletowano tę antologię, czytałam. Niektóre z nich znalazły się również w blogowych recenzjach (klik: Troje na huśtawce – Natasza SochaCzereśnie zawsze muszą być dwie – Magdalena- WitkiewiczDobre uczynki- Agnieszka Krawczyk,  Kamienica pod szcześliwą gwiazdą – Agnieszka Krawczyk,  Kochaj coraz mocniej- Ilona GołębiewskaPodróż za horyzont- Sabina WaszutNarzeczona z getta-Sabina Waszut).

Relacja matka-córka jest specyficzną mieszanką wybuchową, naładowaną takim zestawem emocji, o jakim innym ludziom nawet się nie śniło. Jedna i druga ma przeczucie, że wie wszystko o tej drugiej, że zna ją na wylot, rozumie bez słów. Tylko czy tak jest naprawdę?”.

„Sekret” Natasza Socha

Pamiętam, pamiętam, mówiłam, że opowiadania nie są moją ulubioną formą literacką. Sięgam jednak do nich. Szczególnie jeśli antologia zawiera dzieła znanych i lubianych powieściopisarek. Tym razem zrobiłam to, do czego zawsze Was zachęcam. Czytałam opowiadania z przerwami, nie jednym ciągiem traktując je jako oddzielne, niezależne dzieła. Udał mi się ten zabieg, nie powiem. Opowiadania nie zlały mi się w jedną całość, a w pamięci pozostały odrębne obrazy. Obrazy, które wstrząsnęły mną nie raz. I o tym właśnie będzie ta recenzja. O emocjach.

Od razu zastrzegam, to nie są infantylne opowieści. Te opowiadania są czymś więcej. Są diagnozą trudnych relacji, próbą wytłumaczenia i próbą zrozumienia. W tej antologii przeczytamy o:

– powielaniu błędów własnych matek, mimo, że obiecaliśmy sobie nigdy tego nie robić,

– żyjących ojcach, kiedy myśleliśmy, że nie ma ich już wśród nas,

– spotkaniach z matką, ojcem, których nie widzieliśmy od lat i jakoś udawało nam się żyć,

– niespodziewanych zbiegach okoliczności,

– matkach morderczyniach, które zrobiłyby wszystko, by chronić własne dzieci,

– życiu bez happy endu,

– matkach czekających na swoje dorosłe dzieci wracające późno z troską, ze strachem w oknie przy zgaszonym świetle, matkach czyhających na klatkach schodowych, przed domem, matkach bohaterkach,

– terapiach w których leczymy zaburzone relacje z matkami, z matkami często toksycznymi,

– matkach okaleczających własne dzieci, gdyż same doznały głębokich krzywd.

Byłaś mi, mamo, świata obrazem, odbitym w sercu moim maleńkim, byłaś nadzieją, byłaś wytrwaniem, byłaś czymś wielkim, czymś niemal świętym” – Kazimierz Kowalski „Tylko Ty matko”

Pamiętacie ten przebój „Koncertu życzeń” z czasów, gdy nie było „Wiadomości” tylko „Dziennik telewizyjny”? Mi jakoś wyjątkowo zapadł w pamięć, pewnie ze względu na wzruszający tekst. Ci co zapomnieli odświeżcie sobie. Nie pożałujecie . Ci co nie znają, wygooglujcie. Warto dowiedzieć się przy czym wzruszały się nasze mamy, nasze babcie.

Mnie dogłębnie wzruszyło opowiadanie „Wstań, Jadźka” od @magdaknedler – Autor. Autorkę znam tylko z opowiadania w antologii „Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny” (recenzja na klik). Opowiadanie to dowód, że Knedler bardzo dobrze czuje się w tematyce historycznej, trudnej tematyce. To opowieść o matce – bohaterce. Matce – łączniczce z warszawskiego powstania. To historia o Jadźce i Dance. Jadźce, której Danka wielokrotnie mówiła „wstań”, by dalej żyć, by dalej walczyć i Jadzia wstawała. Dance, która mimo żądań Jadźki kiedyś już wstać nie dała rady. To historia o przyjaźni aż po grób, o szukaniu różnych matkociociokuzynek. O szukaniu tych, które pozostały, by opowiedzieć o tych, które odeszły, przedwcześnie odeszły w zawierusze wojny. To historia przede wszystkim o córce, która dopiero u schyłku wspólnego życia odkrywa jaki ciężar nosiła jej matka przez całe życie.

Ogromne znaczenie ma dla mnie opowiadanie @ag.krawczyk – Pisarz „Kruchość”, w których autorka zobrazowała w wątku pobocznym dwa bieguny matek. Matka Kiry – niezależna, zdolna artystka, protekcjonalna, lekceważąca potrzeby dzieci, nie interesująca się codziennymi sprawami, stawiająca na tak zwany „zimny chów”. Matka koleżanki Kiry, Kasi – ciepła, kochająca, zainteresowana, wręcz wtrącająca się w życie córki.  Krawczyk brawurowo zobrazowała metodę pracy terapeutycznej opartej na teorii systemów rodzinnych w ujęciu transgeneracyjnym. Uwierzcie, wspaniała pozycja.

W „Sekrecie” od @Natasza Socha podjęty został temat pełnienia ról. Ról w życiu, jak na scenie. W hermetycznej społeczności jaką jest rodzina, autorka zobrazowała role; matki – nie matki, siostry – nie siostry. Postawiła tezę, tezę istnienia w życiu każdego dziecka trzech matek, matek pełniących różne role. Tylko która z tych postaci jest prawdziwa? Czy ta ostatnia? Ta najbardziej ludzka? „Sekret” wbił mnie w fotel, w którym wygodnie siedząc czytałam. O niektórych sekretach chcielibyśmy nie usłyszeć. Szczególnie o tych, które kładą się cieniem na całe życie dziecka, niewinnego dziecka.

Mimo, że wspomniałam tylko o trzech opowiadaniach z antologii, w książce znajdziecie więcej ciekawych pozycji. Pozycji, w których na matki patrzymy oczami innych dzieci, innych córek, innych synów. Na matki nie nasze, a jednak jak do siebie podobne.

I wszystkim nam – matkom życzę, byśmy się doczekały ze strony swoich dzieci zaśpiewanego, wyrecytowanego lub przynajmniej przepisanego tekstu piosenki:

Jesteś mi, mamo, wszystkim na świecie, niebiańską gwiazdą, promieniem złotym, jesteś mi muzą, co dała życie, jesteś spełnieniem mojej tęsknoty”. – Kazimierz Kowalski „Tylko Ty matko”

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Muza.

„Córy Ziemi” Alaitz Leceaga

CÓRY ZIEMI

  • Autor:ALAITZ LECEAGA
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:545
  • Data premiery: 05.05.2021r.

„Córy ziemi” to druga zeszłotygodniowa premiera od Wydawnictwa Albatros, która została przeczytana i zrecenzowana przeze mnie. Z twórczością Alaitz Leceagi, pisarki hiszpańskiego pochodzenia, nie miałam do tej pory do czynienia, mimo, że jej debiutancka powieść „Las zna twoje imię” – jak czytam w notce biograficznej – „w miesiąc podbiła listy bestsellerów” (źródło: Alaitz Leceaga). Czy z książki bucha ognisty temperament jak z okładki? Zapraszam do lektury recenzji.

Ból wnika nawet w najdrobniejsze szczeliny i zagnieżdża się w nich (…). Wciska się w mroczne szpary. Rośnie i rośnie jak głodna bestia, która pożera wszystko wokoło. Aż zostaje tylko on. Ból”.

„Córy ziemi”  Alaitz Leceaga

Z dwoma krukami w nazwisku

Fabuła toczy się wokół trzech kobiet, Glorii, Teresy i Verónici z rodu Veltrán-Belasco. Mimo, że mają inne charaktery i inne usposobienia, są do siebie bardzo podobne. Wszystkie trzy wyróżniają ogniste włosy i wszystkie trzy są  posądzane o opętanie przez demony. Wierzą w to mieszkańcy San Dionisio. Wierzą w to najbliżsi, wierzy ojciec i jedyny brat Rafael. Wierzy w to ich ciotka Angela pełniąca rolę guwernantki oraz miejscowy duszpasterz, ojciec Murillo. Wierzyła w to ich matka, która umarła śmiercią głodową za zgodą własnego męża i z błogosławieństwem miejscowego księdza. Matka, którą też męczyły demony.

Schyłek XIX wieku to trudny czas dla kobiet. Wyjątkowo trudny dla sióstr Veltrán-Belasco, które odtrącone przez społeczeństwo, osierocone przez matkę a następnie ojca podejmują nierówną walkę o utrzymanie rodowych winnic Las Urracas. Winnic, które przez dwadzieścia lat nie rodziły owoców, nie dawały zbiorów. Winnic, które dają im schronienie. Czy wystarczająco bezpieczne? Czy wystarczająco długo?

Manipulacja, kłamstwa, uzależnienia w mrocznym hiszpańskim klimacie

Czytając opis wydawcy tego się spodziewałam. Autorka wiernie odzwierciedliła atmosferę i klimat ówczesnych czasów. Zdarzenia toczą się jedno po drugim. Koncepcja książki trochę przypomina mi sagę. Sagę rodzinną, w której główne wątki toczą się wokół kobiet. Kobiet nabierających sił, czerpiących korzyści z własnej, dotychczas niewesołej sytuacji. Kobiet sprzeciwiających się jedynemu bratu, który korzystał ze swej uprzywilejowanej pozycji w domu. Bratu, który wykorzystywał własne siostry umiejętnie manipulując uczuciami, emocjami, poczuciem winy z powodu domniemanego opętania demonami.

Losy sióstr w domostwie nie były trudne tylko z powodu brata, lecz również z powodu innych najbliższych. Matka z dnia na dzień oddalająca się od własnych dzieci wskutek cierpienia i trawiącej jej choroby. Ojciec, zawsze bierny, chroniący tylko dziedzica – Rafaela. Ojciec, którego praktycznie nie ma. Ojciec pozwalający na oskarżanie i obwinianie dziewczynek za brak urodzaju w winnicy. Ciotka Angela, skrajna dewotka wychowująca dziewczynki twardą ręką. Twierdząca, że „nadmiar wiedzy lub umiejętności jest niebezpieczny dla kobiet, bo zmienia je w „literatki” albo osoby zbyt przemądrzałe, stwarzając zagrożenie dla ich kobiecości i nieśmiertelnej duszy”.

Książka podzielona jest na pięć części. Każda z części obejmuje losy sióstr w różnym czasie. Czasem od jednych zdarzeń mija kilka lat. Lat, w których siostry zdążą dojrzeć, nabrać dystansu, stać się bardziej silne. Części składają się z zatytułowanych rozdziałów. Narracja jest pierwszoosobowa. Na losy rodziny, zdarzenia, motywacje patrzymy oczami Glorii. Tej, która została, by bronić rodzinnej posiadłości i chronić to, co pozostało. Gloria tłumaczy zachowania swoje i innych. Jej perspektywa jest wszechogarniająca. Obserwujemy jak siostry dojrzewają. Jak zaczynają sobie radzić z przeciwnościami losu, jak zaczynają walczyć. Jak przestają się godzić na nieprawdziwe oskarżenia. Jak przestają wierzyć wreszcie w demony a zaczynają wierzyć w siebie, w swoją kobiecą, siostrzaną siłę.

Atmosfera powieści jest duszna, demoniczna, mroczna. Atmosfera podszyta miejscowymi skandalami splatająca się z chorymi relacjami wśród domowników musi taka być.  Motyw z demonami, klątwą powtarza się wielokrotnie. Za często. Jakby autorka bała się, że czytelnik nie czyta w skupieniu, tylko kartkuje kolejne strony. Leceaga dość często powracała do opisanych już wcześniej wątków. Momentami zaczęło mnie to nużyć, wręcz denerwować. Tym bardziej, że narracja jest pierwszoosobowa. Czytając miałam wrażenie, że z narratorką – Glorią jest coś nie tak. Ma problem z pamięcią dług i krótkotrwałą dlatego powraca do raz przeżytych i opisanych wydarzeń tak często.

Niezwykle spodobał mi się pomysł opisania drogi sióstr ku dojrzałości. Drogi w czasie której Gloria, Teresa i Verónica zostawiają za sobą kłamstwa, manipulacje, uzależnienie od innych, tych którzy je krzywdzą. Na przestrzeni lat stają się pełnoprawnymi obywatelkami miejscowej społeczności. Zaczynają nie tyle wierzyć, ile zaczynają być pewne, że nie są opętane i nie walczą z demonami. Walczą ze swoimi słabościami i tę walkę mogą wygrać.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Diabelski układ” P.K. Farion

DIABELSKI UKŁAD

  • Autor:P.K. FARION
  • Wydawnictwo:AKURAT
  • Seria:DIABELSKI UKŁAD. TOM 1
  • Liczba stron: 351
  • Data premiery:21.04.2021r.

Przy okazji premiery „Diabelskiego układu” zastanawiałam się, czy sięgać po tę książkę. Okładka mnie nie zaintrygowała, jak dla mnie jest banalna i nic nie wnosząca, opis trochę enigmatyczny. Książka jest debiutem, więc trudno przewidzieć czego można się po niej spodziewać. Coś jednak skłoniło mnie do tego, żeby po nią sięgnąć. Czy żałuję? Przeczytajcie sami…

Sara jest ambitną, młodą kobieta, która pragnie zrobić karierę w bankowości. Na początku historii jest asystentką dyrektora, a Błażej jego ochroniarzem. Mimo, że są z zupełnie różnych światów i wiele ich dzieli zaprzyjaźniają się. Zanim zdąży połączyć ich coś więcej mężczyzna znika, pojawia się po dwóch latach i prosi ją o przysługę, ma dać mu alibi. Ponownie pojawia się dopiero po 4 latach i nie pozostawia Sarze wyboru. Zmusza ją do kradzieży w banku, w którym pracuje, a potem wywozi za granice, gdzie ma wobec niej konkretny plan. Czy Sara wsiąknie na dobre w świat mafii? Jakie relacje będą ją łączyć z Błażejem? I o co tak naprawdę mężczyźnie chodzi?

Powiem Wam, że mam co do tej książki mieszane uczucia. Jest trochę chaotyczna, oprócz wątku romansowego są też wątki sensacyjne, mafia, intrygi i szantaże. Fabuła nie jest nazbyt oryginalna, kilka elementów mnie drażniło i irytowało. Przede wszystkim irytowała mnie Sara, trzydziestoletnia kobieta, dyrektor banku, która momentami zachowuje się jak infantylna dziewczynka. Jest naiwna, nielogiczna, i te jej przemyślenia na temat Błażeja. Wrr. Jednak biorąc pod uwagę, że to debiut muszę powiedzieć, że generalnie książkę oceniam pozytywnie. Czyta się ją szybko, choć na początku musi minąć trochę czasu zanim się rozkręci. Potem jednak akcja przyspiesza i pędzi jak szalona. Następują zwroty akcje, jesteśmy zaskakiwani. Generalnie od połowy ciężko było mi się od niej oderwać. A, że jest to pierwszy tom serii to muszę powiedzieć, że potencjał jest. No i to zakończenie, jak urwane, nic nie wyjaśniające, jest swoistą zachętę do sięgnięcia po kolejny tom.

Jeżeli szukacie odskoczni i rozrywki, bez dużych wymagań, ta pozycja będzie idealna dla Was.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Akurat.

„Wybrana przez mafię” Ada Tulińska

WYBRANA PRZEZ MAFIĘ

  • Autor:ADA TULIŃSKA
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Seria: BRACIA VEDETTI. TOM 3
  • Liczba stron: 309
  • Data premiery: 14.04.2021r.

Niedawno recenzowałam dla Was drugi tom serii bracia Vedetti Ady Tulińskiej, a dziś chciałabym zaprosić Was na recenzję trzeciego tomu. Muszę przyznać, że podobał mi się jeszcze bardziej niż poprzedni.

Bracia Vedetti po raz trzeci

W powieści spotykamy oczywiście wszystkich trzech braci, chociaż główne wydarzenia tym razem toczą się wokół Roberto. To ten z braci Vedetti, który w drugim tomie odgrywał rolę tego złego szefa. Teraz ojciec wzywa go z powrotem na Sycylię. Wanda pracowała jako sprzątaczka u braci Vedetti. Gdy jej ojciec traci pracę, a matka rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy na leczenie dziewczyna decyduje się przeprowadzić na Sycylię i pracować dla Roberto. Jak teraz ułożą się ich skomplikowane relacje? Mężczyzna bowiem najpierw ją ignorował, potem zwrócił na nią uwagę, gdyż w pewnej stylizacji przypominała mu jego idolkę Lanę Del Rey, próbował ją więc niezbyt subtelnie poderwać, a gdy dziewczyna go odtrąciła czuł się bardzo dotknięty. Jednak zgadza się ją zatrudnić, gdy Wanda znajduje się w potrzebie. Spodziewająca się jego zalotów Wanda jest bardzo zdziwiona po przylocie na Sycylię, gdzie okazuje się, że Roberto ją ignoruje. Jak ostatecznie ułożą się ich relacje?

Ciekawa bohaterka

Duży plusem jest powieści są ciekawi bohaterowie. O ile bohaterka poprzedniego tomu Łucja niezbyt mnie do siebie przekonała, o tyle Wandę polubiłam bardzo. Na tle bohaterek romansów jest zadziwiająco normalna, nie ma ani idealnego wyglądu, ani idealnego charakteru. Ma swoje kompleksy, obawy, dylematy, nie jest kryształowa, nie boi się przyznać, że lubi dobrze zarabiać, nawet za cenę dylematów moralnych. Podobała mi się też jak został wykreowany w tym tomie Roberto, bohater, który do tej pory wydawał się mieć wyłącznie wady, okazuje się bardziej ludzki, a część jego zachowań wynika ze środowiska, w którym się urodził i nacisków ojca. Relacja między bohaterami też jest przedstawiona w sposób bardzo ciekawy, ogień na przemian z obojętnością. Podoba mi się jak ich relacja się rozwija, od czysto fizycznej fascynacji do wzajemnie poznawania się, polubienia.

„Wybrana przez mafię” to doskonała pozycja do odstresowania się, oderwania od rzeczywistości, dostarczenia sobie rozrywki. Gorąco polecam.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

„Lwowska kołysanka” Monika Kowalska

LWOWSKA KOŁYSANKA

  • Autor:MONIKA KOWALSKA
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Seria:DWA MIASTA. TOM 1
  • Liczba stron:352
  • Data premiery: 05.05.2021r.

Wielokrotnie pisałam, że z tymi debiutantkami i debiutantami nigdy nic nie wiadomo. W tym roku zachwyciłam się już marcowym debiutem @Tomasz Żak z „Trzydziestką” (recenzja na klik: Trzydziestka). Czy pierwsza książka @monika_kowalska3 przypadnie mi do gustu? Czytam już wiele pozytywnych opinii o „Lwowskiej kołysance”, pierwszym tomie nowego cyklu. Jak wiecie, nigdy się opiniami innych nie sugeruję i sama muszę sprawdzić, czy książka mi się podoba. Jakie są jej mocne strony, co szczególnie mnie zachwyca. Nie ukrywam, nie mogłam się doczekać sięgnięcia po tę pozycję. Książkę autorstwa „Wrocławianki, pełnoetatowej matki trzech młodych kobiet w różnym wieku, redaktorki i autorki setek opowiadań w pismach kobiecych, kryminalnych i retro” (Monika Kowalska). A jak wiecie w motywach retro czuję się wyśmienicie. Samo umiejscowienie akcji w książce we Lwowie, już jest dobrym początkiem.

(…) Ale to sami ludzie takie straszne rzeczy robią sobie nawzajem.”

„Lwowska kołysanka” Monika Kowalska

Wszystko zaczęło się od babci

Jak przeczytałam we wstępie, to babcia autorki była inspiracją tej powieści. Zapewne wiele wątków przedstawionych w fabule pochodzi z jej ustnych relacji. Fabuła toczy się wokół losów dwóch kobiet. Jedna z nich to Julia Szuba z domu Podhorecka pochodząca z rodzinnego majątku z Jazłowca. Zubożała wskutek działalności hazardowej ojca. Losy Julii poznajemy od najmłodszych lat do momentu końca drugiej wojny światowej. Obserwujemy jej dorastanie, przyjaźń z ubogą chłopką Eudoksją, zwaną Dośką. Czytamy o jej wychowaniu przez wujostwo, o zerwanych więziach rodzinnych wśród sióstr, które poszły pod opiekę różnych krewnych. Patrzymy na rzeczywistość oczami Julii w okresie międzywojennym, w trakcie politycznej zawieruchy, kiedy piec chlebowy był odznaką statusu społecznego.. Borykamy się z problemami kobiet po 1918 „(…) kiedy Polska znowu pojawiła się na mapach świata, zamieszkiwały ją głównie niezamężne kobiety. I w dodatku bez szans na zmianę stanu cywilnego z powodu braku żyjących kandydatów w odpowiednim wieku.” Dowiadujemy się o jej romansie i poznajemy okoliczności poznania męża Pawła Szuby po przyjeździe do Lwowa, gdzie „(…) są tramwaje, ludzi mrowie, sklepy piękne…”.

Równolegle z relacjonowanymi losami Julii poznajemy Adelę, jej córkę. Na rodzinę Julii, przyjaciół, sąsiadów, wrogów patrzymy oczami tej dziewczyny. Z jej losów wiemy co się zmieniło od momentu, gdy dorastała Julia. Widzimy zmieniające się relacje pomiędzy kobietami i mężczyznami. Czytamy o pierwszych objawach feminizmu nawet wśród rodziny. Fascynujemy się pierwszymi miłosnymi przygodami. Dowiadujemy się o nierównym traktowaniu kobiet i mężczyzn. Kobiet, które nie były się w stanie same ochronić. Aż do chwili gdy świat się zatrzymał, a Lwów znalazł się najpierw pod okupacją sowiecką, a później pod okupacją niemiecką i wszystko co wydarzyło się wcześniej przestało mieć znaczenie. Naprawdę przestało mieć znaczenie…

Udany debiut

Czytając odniosłam wrażenie, że książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza część dotyczy czasów sprzed wojny. Wszystko zmieniało się bardzo szybko. Autorka wiernie oddała ówczesną rzeczywistość. Podjęła ważne społeczne tematy, jak powszechne dzieciobójstwa, bicie dzieci aż do zesiniaczeń całego ciała, wykorzystywanie młodych dziewczyn przez pracodawców, brak szacunku względem kobiet. Bardzo podobała mi się relacja Julii ze swoją przyjaciółką Dośką. Mimo różnic klasowych dogadywały się wyśmienicie, a uboga chata przyjaciółki była dla Julii namiastką własnego domu, którego nie miała. No cóż. Sama Dośka jako postać kogoś mi przypomina. Krnąbrna, zdecydowana, głośna, pomysłowa. Nawet przezwisko mają takie same. Druga część to losy wojenne. Rodzina Szubów traci wszystko, dom, przyjaciół, poczucie bezpieczeństwa, dostawy jedzenia. Każdy kogoś traci. Dzieci rodziców, nauczyciele uczniów, lekarze pacjentów, właściciele kamienic lokatorów, pracodawcy pracowników. Kobiety tracą ukochanych, Karola, Kacpra, Anzelma. Wskutek chwil słabości nawet Julia czasem traci swojego Pawła.

 O ile część pierwsza, przedwojenna nacechowana jest emocjami, kolorowymi barwami, pięknymi scenografiami codziennego życia, o tyle druga zrelacjonowana jest wręcz w żołnierskich słowach. Jedno zdarzenie goni drugie, jakby autorka chciała jak najwięcej zawrzeć informacji i wydarzeń z życia rodziny na kartach tej książki. Nie ma czasu na refleksję, zatrzymanie się. Ta refleksja przychodzi u kresu wojny. Coś się skończyło. Przyszedł czas na tęsknotę za tym co już odeszło i nigdy nie wróci. Za obrazami, których już nigdy Szubowie nie zobaczą. Za ludźmi, których nigdy nie przytulą. Jako jedni z wielu muszą patrzeć do przodu, zacząć od nowa, wyruszyć w nową podróż w nieznane. Na relację z tej podróży w nieznane czekam. Czekam, bo to naprawdę udany debiut.

To ogromna sztuka napisać w przyjazny sposób o trudnych losach i czasach wojny. O Lwowie jakiego niewielu już pamięta.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Nie wiesz kim jesteś” Tim Weaver

NIE WIESZ KIM JESTEŚ

  • Autor:TIM WEAVER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria:DAVID RAKER. TOM 7
  • Liczba stron:544
  • Data premiery: 05.05.2021r.

Czasem zastanawiam się, dlaczego tak późno dowiaduję się o kolejnych książkach serii z gatunku  kryminał, sensacja, thriller. Staram się być na bieżąco :(. Śledzić, analizować, czytać zapowiedzi, a przede wszystkim czytać recenzje. Pewnie wiecie, że też mam swoich ulubionych recenzentów. A jednak umknęło mi sześć poprzednich tomów serii o Davidzie Rakerze, wszystkie Wydawnictwa Albatros. Możliwe, że polubię kolejnego śledczego, któremu autor oddał całą serię.

Wspomniałam o autorze? Cóż jak się mówi „A” trzeba umieć powiedzieć „B”. Czytaliście? Znacie jego książki? Z notki biograficznej dowiedziałam się, że Tim Weaver to brytyjski dziennikarz, który wydał już dziewięć powieści oraz zbiór opowiadań. Czy „Nie wiesz kim jesteś”, która premierę miała dwa dni temu pozostanie jedyną pozycją autora, którą przeczytam? To się okaże.

Poszukiwany, poszukiwana

Do Davida Rakera – prywatnego detektywa, byłego dziennikarza – zgłasza się kobieta z prośbą o odnalezienie siostry, Lindy Korin. Lyndy, 62-letniej zadowolonej z życia emerytki, posiadającej dom z widokiem na jezioro ze spłaconą hipoteką, dorabiającą sobie dwa razy w tygodniu jako księgowa. Lindy, która wjechała na parking i z niego już nie wyjechała.  Raker niedługo odkrywa, że Linda zaginęła pięć dni po opublikowaniu wywiadu w sprawie jej związku z mężem, znanym reżyserem, który sześćdziesiąt lat wcześniej zdobył Oskara. Raker już wie, że to nie może być przypadek. Przypadkowe również nie może być miejsce zaginięcia Lindy. Śledztwo wykazuje, że była w nim wcześniej pięć, sześć razy. W miejscu, gdzie na drzewie wyryto projektor filmowy, a raport policji o tych szczegółach milczy. Poszukiwanie Lindy prowadzi Rakera w przeszłość. W przeszłość, w której główne skrzypce grają; hollywoodzcy producenci, znani aktorzy oraz zdolni scenarzyści. W przeszłość, w której skrywane dotychczas tajemnice wypływają na światło dzienne, a Raker zaczyna bać się o swoje życie. Czy kolejne spotkanie z duchami z przeszłości zakończy się dla Rakera śmiercią? Tego musicie dowiedzieć się sami…

Raker nie Reacher

Nazwisko głównego bohatera jednoznacznie się kojarzy z serią Lee Childa. Czy to przypadek? Nie sądzę. Lee Child to jeden z dwóch, obok Michaela Connelly’ego, ulubionych autorów Tima Weavera. Główny bohater jest jednak całkowicie inny, kompletnie różny od Jacka Reachera. Raker jest bardziej łagodny, ułożony. Niestety, dla niego, nie ma doświadczenia w bezpośrednich walkach, w bezpośrednich konfrontacjach. Sceny napaści, uciszenia Rakera momentami mroziły mi w krew żyłach, a serce przyspieszało.

To kryminał z elementami thrillera. Śledztwo prowadzone jest bardzo metodycznie. Raker korzysta z pomocy swoich współpracowników. Jak to zwykle w przypadku prywatnych detektywów ma swojego hakera, policyjną wtyczkę oraz informatora, który zazwyczaj wie wszystko. Warstwa thrillera zaserwowana przez Weavera została bardzo dobrze, gustownie. Autor sprytnie budował napięcie. Napięcie w kreowaniu wątku sprzed kilkudziesięciu lat. Jak sam wielokrotnie powtarzał po nitce do kłębka, choć nie zawsze te nitki zaprowadzały go do właściwego kłębka. Wysoko oceniam wątek z kinematografią w tle z zakresu późniejszych dzieł męża Lyndy, w których ona sama również wielokrotnie zagrała. Analiza filmów, wsłuchiwanie się w ścieżkę dźwiękową, wyłapywanie każdego szmeru, szeptu zza kadru, oddechu w końcowych scenach jedenastu filmów reżysera oraz konsultacje, rozmowy na temat twórczości przeniosły mnie w świat wytwórni filmowych. W świat odległy jednak naznaczony niejednokrotnie tragediami życiowymi. Uzależnieniami, zdradami, niespełnionymi miłościami, porzuconymi dziećmi, nieszczęśliwymi małżeństwami oraz czasem nawet niezawinionymi śmierciami.

Ten wątek filmowy to prawdziwe arcydzieło. Jak sam autor przyznał w posłowiu jest fanem kina, dlatego zapewne tak dobrze odzwierciedlił tą rzeczywistość. Od razu zastrzegam, wątek ten nie jest przydługi. Mimo, że wielowarstwowy jest nieodłączną częścią całego śledztwa, wszystkiego co się dzieje. Z napięciem czekałam na rozwiązanie dwóch zagadek; dlaczego w zakończeniach filmów pojawia się zdanie „Nie wiesz kim jesteś” oraz powtarzana jest scena plenerowa z samochodu. Zagadek z pozoru nieistotnych, które jednak okazały się kluczowe. Napięcie w książce dobrze świadczy o niej samej. Co to bowiem za thriller bez napięcia?

Pióro Weavera to dla mnie totalna nowość. Brytyjczyk piszący bardzo przyjemnie, a jak wiecie brytyjski styl momentami mnie nuży. Sama trzecioosobowa  narracja jest bardzo przyjazna. W umiejętny sposób autor połączył intensywne tempo fabuły z detalami, które musiały zostać opisane, by czytelnik „wgryzł” się w rzeczywistość sprzed kilkudziesięciu lat.

Wydawnictwo Albatros coraz bardziej uzależnia mnie od siebie podsuwając mi tak dobre pozycje. No cóż, będę musiała nadrobić zaległości z serii i czytać kolejne części. To już pewne.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Premiera – „Nikt nie musi wiedzieć” Katarzyna Bonda

NIKT NIE MUSI WIEDZIEĆ

  • Autor:KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 4
  • Liczba stron:382
  • Data premiery:05.05.2021r.

Ha… Nie pomyślałabym, że będę się jeszcze witać z Hubertem Meyerem. Z Hubertem od którego zaczęła się moja przygoda z @Katarzyna Bonda. Przeczytałam wszystkie części; „Sprawa Niny Frank”, „Tylko martwi nie kłamią” oraz „Florystka”. Nie ukrywam, że przeczytałam również serię z Saszą Załuską i inne pozycje autorki. No cóż, taki jej urok. Na oficjalnej stronie FB autorki doczytałam w poście z 30 kwietnia fragment recenzji: „Jeśli ktoś myśli, że Bonda wyszła z wprawy albo zapomniała, jak się pisze skondensowane w formie i treści powieści kryminalne, to grubo się myli. „Nikt nie musi wiedzieć” to najkrótsza książka królowej polskiego kryminału. I jednocześnie najlepsza część serii o Meyerze”. Jak to, pomyślałam. Niemożliwe, żeby mój pierwszy ukochany literacki psycholog śledczy wracając po prawie dziesięciu latach był jeszcze lepszy. Jak wino, jak dojrzewający ser. Wyobraźcie więc sobie z jakim entuzjazmem zabrałam się do czytania. Eeee, macie rację. To nie do wyobrażenia!!!!

(…) nie masz wpływu na decyzje innych. Możesz je jedynie zaakceptować. Ewentualnie zrozumieć, choć niekoniecznie. To nie twoje życie”.

„Nikt nie musi wiedzieć”  Katarzyna Bonda

Hubert Meyer dziesięć lat starszy

Kolejne lata obeszły się z Hubertem Meyerem łaskawie. Profiler wraca do gry z właściwym sobie urokiem. Trochę z nami, trochę poza. Trochę z przyjaciółmi, trochę obok nich. Jak to Hubert… Tak naprawdę fabuła jest bardziej skomplikowana niż w opisie wydawcy. Hubert mierzy się z wieloma zawodowymi wyzwaniami. Po pierwsze został poproszony o pomoc w śledztwie, gdzie główne skrzypce gra jego przyjaciel – Doman, aktualnie emeryt policyjny. Z Szerszeniem oraz prokurator Rudy próbuje pomóc przyjacielowi, który znalazł się w złym miejscu o złym czasie. Hubert zachowuje się „jak człowiek”. Mimo pierwotnych obiekcji postanawia wystawić opinię – przykrywkę, która pozwoliłaby śmierć miejscowego gangstera zakwalifikować jako porachunki gangów. Po drugie Meyer uczestniczy w śledztwie dotyczącym zabójstwa konserwatora windy zamkowej w Mosznej. Zginął miejscowy Artur Sroka. Wszyscy zdają się być podejrzani; dyrektor zamku i jego żona, ojciec zmarłego, pracownicy oraz nawet jego kochanki. Śledztwo komplikuje się, gdy odkryte zostają dwa kolejne ciała, dwóch młodych dziewczyn kochających nie tych mężczyzn, które powinny. Tajemnice zamku muszą zostać odkryte. Prawda musi wyjść na jaw. Wie o tym Meyer, chociaż rozwiązanie zagadki ciągle się oddala.

….i jeszcze sytuacja prywatna. Sytuacja ojca, który o istnieniu syna nic nie wiedział. Syna, który przedwcześnie stracił życie.

Ile zagadek, tyle rozwiązań. To wszystko czeka na Meyera.

Kryminał z koroną w tle

Tak, tak. Jak przeczytacie w posłowiu autorka i jej dzieło nie są niezależni od sytuacji pandemicznej. To w powieści urzekło mnie dodatkowo. Mimo, że Bonda musiała dostosować fabułę do nagle zmienionej rzeczywistości zrobiła to nieszablonowo. Wplotła krótkie koronawirusowe wątki. Tym bardziej dobrze mi się powieść czytało. Znajome tematy, zachowania, stosunek do maseczek i tak dalej. Nie od dziś wiadomo, że wspólne przeżycia spajają.

 Akcja toczy się w znanych mi miejscach. Śląskie Wesołe Miasteczko, gdzie umiejscowione zostało miejsce zbrodni pierwszego nieszczęśnika. Zamek Moszna. Ktoś coś? Byliście? Ja byłam wiele lat temu. Czytając nawet tą fikcyjną fabułę przypominałam sobie każdy zakątek, każdy trawnik pięknego zamkowego ogrodu oraz wieżyczki strzeliste z których budowla jest najbardziej znana. Przyznaję, teraz na zamek będę patrzyła inaczej.

Wplecenie w wątek kryminalny współpracowników Meyera z poprzednich książek serii był autorskim majstersztykiem. Momentami miałam wrażenie jakbym odwiedzała bliskich znajomych. Jak to Bonda zrobiła nie mam pojęcia. Przecież premiera „Florystki” miała miejsce 26-11-2012r!!!

Książka okazała się lepsza niż myślałam. Napisana lekkim stylem. Akcja toczy się szybko, sprawnie. Nie ma w niej za długich opisów. Mimo, że autorka porusza wielokrotnie kwestie psychologiczne nakreślając kontekst, nie jest to męczące. Wręcz przeciwnie, dawka jest w stu procentach dobrana do oczekiwań. Trzy wątki, dwa kryminalne i jeden prywatny wzajemnie się przeplatają. Pióro Bondy jest tak profesjonalne, że w tych wątkach nie można się pogubić. Dodatkowo fabuła wzbogacona została o relacje z przesłuchań świadków, podejrzanych, które są prowadzone z policyjną kindersztubą. Przesłuchania na wskroś profesjonalne. Relacja Meyera z prokurator Rudą dopełnia całość. Rozmowy pomiędzy nimi są inspirujące, momentami jakby się kłócili, prowadzili inteligentną wojnę na argumenty.

Katarzyna Bonda z Hubertem Meyerem przeszła długą drogę. Drogę dojrzałości pisarskiej. Drogę nabywania nowego literackiego polotu. Drogę stawania się mistrzynią ciętej riposty i spostrzegawczych uwag. Ta droga, którą przeszli zaowocowała tym dziełem. Dziełem odmiennym, ale jakże doskonałym. „Czasem mniej znaczy więcej” – coś w tym jest. Te niespełna 400 stron wystarczyło, by stworzyć historię na którą warto było czekać i warto było czytać pierwszą z majowych premier.

Gratuluję Pani Kasiu !!!! Czekam na więcej. Obiecała mi to Pani w  zakończeniu! No, przyznaję, prawie obiecała.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z książką bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Brudna sprawa” Robert Dugoni

BRUDNA SPRAWA

  • Autor:ROBERT DUGONI
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Seria: TRACY CROSSWHITE. TOM 5
  • Liczba stron:448
  • Data premiery:02.07.2020r.

Mam nadzieję, że moim wyzwaniem Cztery premiery od wydawnictwa Albatros z 14 kwietnia w cztery dni zaimponowałam Wydawnictwu, które bardzo sobie cenię. Przypomnę, że od dnia premiery, tj. od 14 kwietnia w kolejno następujących po sobie dniach publikowałam, oczywiście po uprzednim przeczytaniu, recenzje takich pozycji jak: TerapeutkaStrażnik,  Niewinny i 17 kwietnia Gambit zabójcy. Dla mniej z tej czwórki „Gambit zabójcy” okazał się największym zaskoczeniem.

Z czystym sumieniem mogę potwierdzić, że z premierami Albatrosa nie jestem już na bakier. Wręcz przeciwnie, jestem o krok do przodu. Gorzej jest niestety z zaległościami. Co poradzę na to, że to Wydawnictwo wydaje tyle znakomitych książek miesiąc po miesiącu, że po prostu nie nadążam.  Mówi się, że lepiej późno niż wcale. Ja nie chowam głowy w piasek i prezentuję Wam dzisiaj zaległą recenzję ubiegłorocznej lipcowej premiery. To „Brudna sprawa” Roberta Dugoni. Piąta część serii z Tracy Crosswhite. Sam Dugoni jest znanym amerykańskim pisarzem i – to chyba nie zaskoczenie – z wykształcenia jest prawnikiem..

ps. mam nieodparte wrażenie, by być prawnikiem trzeba być niezłym bajkopisarzem. To dobrze. Może nie mamy aż tylu wspaniałych prawników, ale na pewno dzięki temu mamy sporo wyśmienitych autorów kryminałów.

Pójście do przodu nie oznacza zapominania o przeszłości. Pójście do przodu oznacza, że chce się coś zrobić w sprawie przeszłości.”

„Brudna sprawa” Robert Dugoni

Tracy Crosswhite x 5

Fabuła została włożona w ramy czterdziestu siedmiu rozdziałów. W zakończeniu otrzymujemy również epilog, by podglądać co dzieje się potem. Tym razem Tracy Crosswhite – detektyw z Sekcji Ciężkich Przestępstw Kryminalnych –  wraz ze swoimi współpracownikami podejmuje dwa trudne śledztwa. Jedno dotyczy śmiertelnego potrącenia dwunastoletniego chłopca, Afroamerykanina. Okazuje się, że samochód, którym go potrącono należy do specjalisty od logistyki z pobliskiej bazy marynarki wojennej. Właściciel samochodu do niczego się nie przyznaje, utrzymuje, że samochód mu skradziono a sam cały wieczór był z żoną w domu. Dodatkowo, ktoś znający się na rzeczy, wyczyścił wóz ze wszystkich biologicznych śladów. Na szczęście dla Tracy pozostawił paragon ze sklepu. Sprawa wydaje się z pozoru wyjaśniona, gdy ginie kaseta na której było nagranie ze sklepu, w którym widać kto kupuje produkty.

Drugie śledztwo toczy się więc wokół wydarzeń w Bazie Marynarki Wojennej Kitsap. To tam widziana była ostatnio zaginiona kaseta. Kaseta, która najprawdopodobniej ostatnio była w biurze adwokatki wojskowej Leah Battles. Adwokatki, która ma bronić oskarżonego logistyka.

To wydarzenia z Bazy okażą się kluczowe dla śledztwa w sprawie potrącenia niewinnego chłopca. Dochodzenia, które po uniewinnieniu przez wojskowych śledczych z NCIS nie zostało porzucone przez Tracy. Tracy, która obiecała Shaniqui Miller, że zrobi wszystko, by winni zostali osądzeni.

Czy Tracy Crosswhite dotrzymała obietnicy?

Największą wartością firmy są zawsze pracownicy.

To jest myśl, która przyszła mi do głowy w trakcie czytania i nie chciała odpuścić. Śledczy i z policji, i z marynarki wojskowej są skrojeni na miarę jak najlepszy garnitur. Nawet ofiary, czy rodziny ofiar mają wiele do zaoferowania czytelnikowi. Każdy z nich nie jest nudny, nie jest jednakowy. Dugoni bardzo dobrze wplótł w fabułę postaci. Postaci, które jesteśmy w stanie polubić od samego początku.

Narrator w trzeciej osobie opisuje zdarzenia w sposób bardzo skrupulatny. Nic mu nie umyka, żadnej szczegół. Nie dotyczy to tylko śledztwa, lecz także wydarzeń z życia bohaterów.

 Spodobała mi się relacja między Tracy a jej partnerem Kinsem. Mimo, że Tracy trwa w satysfakcjonującym małżeństwie ze swoim przyjacielem z dzieciństwa Danem, stworzyła z Kinsem iście przyjacielską relację. Relację, w której dzielą się ze sobą wieloma wydarzeniami z życia, spostrzeżeniami, obiekcjami czy obawami, bo „Po latach partnerstwa znali się jak łyse konie i wyczuwali swoje nastroje. Wiedzieli, kiedy które pokłóciło się z mężem czy żoną, kiedy Kins miał problemy z dziećmi i kiedy mieli za sobą niezły seks”.  Podobną relację autor zobrazował w przypadku dwóch innych detektywów Vica Fazzio – inaczej Faz i Delma Castigliano – inaczej Del. Moi ulubieńcy. Oprócz włoskiego temperamentu, zamiłowania do włoskiego jedzenia, długich płaszczy cechuje ich umiejętność postawienia świata na głowie, by pomóc koledze. To właśnie wątek prywatny Dela wzbogacił fabułę. Dela, który stracił siostrzenicę w wyniku przedawkowania. Przedawkowania heroiny, która zalała lokalny rynek. Wyjątkowo silnej heroiny. Takich jak siostra Dela jest wielu. Jedną z matek opłakujących dzieci po przedawkowaniu jest Celia McDoniel. Specjalistka od przestępstw zakwalifikowanych jako zabójstwa przy użyciu nielegalnej substancji. Dzięki Celii Del jest w stanie pójść dalej. Od czasu do czasu oglądając się za sobą, by ukarać tych, którzy rozprowadzają tak silny narkotyk. Narkotyk zabijający wielu młodych ludzi z tak zwanych „dobrych domów”.

Dugoni w „Brudnej sprawie” skierował uwagę czytelnika w stronę bardzo ważnych kwestii społecznych. Jest tu o dostępie do narkotyków. Narkotyków, które niszczą nie tylko narkomana, lecz również jego rodzinę. Bardzo dobrze opisał zależności między jurysdykcją wojskową a cywilną, w przypadku podejrzenia przestępstwa popełnionego przez wojskowego. Te zawiłości nie były wcale nudne, czy skomplikowane. Autor opisał rzeczywistość w bardzo prosty i jasny sposób. Dodatkowo zwrócił uwagę czytelnika na brak wystarczającej liczby skazań za przestępstwa popełnione na Afroamerykanach. Temat, uwzględniając ubiegłoroczne wydarzenia w Stanach Zjednoczonych, jak najbardziej aktualny. Wokół tej kwestii opisał postawę Tracy i nie tylko. Postawę, która bardzo mi się podobała. Wisienką na torcie okazało się śledztwo w sprawie zaginionego dowodu rzeczowego, wspomnianej kasety wideo. Śledztwo prowadzone przez cywilnych policjantów przy zaangażowaniu służb wojskowych i też odwrotnie, przez wojskowych przy pomocy cywilnych śledczych. Śledztwo, które zaprowadziło czytelnika do zaskakującego zakończenia. Tak rozpisanego kryminalnego wątku jeszcze nie czytałam!

Fabuła mocno mnie wciągnęła. Styl autora niezwykle przyjemny i profesjonalny. W książce nie ma żadnej nieścisłości, żadnego niepasującego fragmentu, żadnego fałszu. Ta książka jest jak piosenka ze świetnym tekstem i niesamowitą linią melodyczną. Wszystko w niej pasuje, od pierwszego do ostatniego akordu. Jest po prostu całkowicie spójna. Brzmi jak przepis na przebój, prawda?

W czerwcu Albatros wydaje szóstą część serii „Za każdą cenę”. Nie mogę się doczekać.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Rywalizacja” Laurelin Paige

RYWALIZACJA

  • Autor: LAURELIN PAIGE
  • Wydawnictwo: KOBIECE
  • Seria: SLAY QUARTET. TOM 1
  • Liczba stron:320
  • Data premiery: 10.03.2021r.

 „Rywalizacja” miała premierę ponad miesiąc temu. Ja książkę przeczytałam dość dawno. Ociągałam się jednak trochę z recenzją, nie mając kompletnie na nią pomysłu. Najwidoczniej potrzebowałam dystansu, spojrzenia na fabułę z perspektywy czasu. Teraz już dokładnie wiem, czym się chcę z Wami podzielić.

Celia i Edward

Cała historia toczy się wokół nich.  Historia ich związku nie zaczyna się jednak typowo. Edward usilnie chce z Celią wziąć ślub. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że praktycznie się nie znają. Apogeum zainteresowania Celią Edward osiągnął bowiem, gdy się dowiedział, że jej ojciec jest jego  rywalem biznesowym. Albowiem rekin chce pożreć rekina. Celia nie wydaje się początkowo „w ciemię bita”  i planuje zagrać z potencjalnym mężem w „grę”. Co to za gra nie do końca wiadomo. Wiadomo jednak, że w fabule bohaterowie wzajemnie się przyciągają, by za moment przerwać łączącą ich sieć. Brzmi znajomo?

Pod górkę a potem szybki zjazd

Tak podsumowałabym tą powieść. Pierwsza połowa wlecze się niemiłosiernie. Kompletnie nie wyłapałam o jaką „grę” chodzi Celii. Niby w coś pogrywa, niby Edwarda rozgrywa, ale to wszystko naprawdę na niby. Momentami miałam wrażenie, że Celia ma jakieś zaburzenia psychiczne, tylko autorka ich do tej pory jeszcze nie wyeksponowała. Tak niekonsekwentnej postaci kobiecej już długo w czytanych przeze mnie książkach nie było. Z jednej strony pewna siebie, silna, zdecydowana, nie pozwalająca sobie „w kaszę dmuchać” (oj nie wiem dlaczego te przysłowia się mnie dzisiaj tak uczepiły). Z drugiej kompletnie swoje zaprzeczenie. Niestabilna, niezrozumiała, nieśmiała trzpiotka. Wiecie, gra w „grę”, ale tak jakby zza szyby, jakby nie chciała przesuwać pionka, ani w przód, ani w tych. Gra pasywna, gra wyimaginowała.

Pozytywnie zaskoczyły mnie wątki obyczajowe. Wydaje mi się, że w tym gatunku autorka mogłaby się naprawdę rozwinąć. Mimo tego, że książka nosi znamiona typowego erotyku urzekły mnie elementy rodzinne i zwykłe rozmowy. Rozmowy nie będące przerywnikami scen erotycznych. Rzeczywiście z perspektywy czasu widzę, że te fragmenty czytałam z dużą przyjemnością.

Po słabej połowie książki potem było już z górki.  Dodatkowo autorka zaskoczyła mnie dobrym zakończeniem. Całkowicie zwróciła akcję w inną stronę, jakby w sposób niekontrolowany. Zaintrygowała i zachęciła do sięgnięcia po drugi tom.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Kobiece.

„Droga na szczyt” Ewelina Dobosz

DROGA NA SZCZYT

  • Autor:EWELINA DOBOSZ
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Liczba stron:352
  • Data premiery: 10.02.2021r.

Z twórczością autorki już się spotkałam. Przypominam recenzję książki Bardzo cicha noc, którą @Ewelina Dobosz – strona autorska napisała wspólnie z Emilią Szelest. Przyznaję nie do końca książka mi się podobała. Jakoś nie przypadła mi do gustu główna bohaterka. Sięgałam więc po najnowszą książkę autorki z lekkim przekąsem. Nie spodziewałam się za wiele. Przeciwnie nawet obawiałam się bohaterki podobnej do Igi, którą wtedy odebrałam jako niespójną, nieprzekonywującą, nijaką, bezbarwną i nielogiczną. A takich postaci nawet w książce z gatunku „tych grzesznych” nie cierpię. Okazało się, że nie wszystko jest takie same, a pióro autora niejeden raz nas jeszcze potrafi zaskoczyć.

Ekstremalne warunki, pragnienia silniejsze niż strach i pożądanie, które jest jak tlen” – opis wydawcy.

Coś ostatnio mam szczęście do opisu wydawcy. Są tak dobre, że grzechem byłoby nie skorzystać z nich w moich recenzjach.  To o czym jest ta książka?

 Liwię i Daniela łączy jedno… pragnienie zdobycia najwyższego szczytu na świecie. Każdy z nich pragnie tego z innego powodu. Mężczyzna chce to potraktować jako symboliczne pożegnanie z przeszłością, zamknięcie pewnego etap w życiu, poradzenie sobie z traumą. Kobieta traktuje to jako sposób na sprawdzenie siebie, spełnienie swojego marzenia, zrobienie czegoś dla siebie. I choć tych dwoje na początku wydaje się na darzyć sympatię, jest między nimi chemia, a wspólne pragnienia i dążenia pomagają im znaleźć wspólny język. W czasie wyprawy, w tych ekstremalnych warunkach pomiędzy Liwią i Danielem rodzi się uczucie. Uczucie, któremu nie potrafią zapobiec i przed którym nie potrafią się uchronić. Jest jednak pewna poważna przeszkoda na ich drodze. Robert, partner Liwii. Łączy prowadzona przez nich wspólnie firma LightOn. Firma, które zajmuje się dystrybucją oświetlenia. Biznesowo są idealną parą. Skuteczną, efektywną i dążącą do celu. Zewnętrznie Robert stwarza wrażenie idealnego partnera, jednak naprawdę jest przemocowcem, osobą nie liczącą się z innymi i realizującymi swoje cele po trupach. Związek z Liwią jest mu potrzebny jako dopełnienie idealnego wizerunku i tak łatwo nie wypuści kobiety z rąk. Czy Liwia odnajdzie się w tych skomplikowanych kolejach losy, czy będzie potrafiła pójść za uczuciem i wyzwolić się z toksycznej relacji?

Autorka niebanalnych romansów” – wpis z oficjalnej strony autorki.

Tak o sobie pisze Ewelina Dobosz. Do takich wpisów, jak wiecie, mam ambiwalentny stosunek. Po przeczytaniu jednak „Drogi na szczyt” przyznaję, że wpis jest jak najbardziej trafny. To niezwykła umiejętność wpleść w romantyczną powieść motyw katharsis. Przedstawić ten wątek w formie podróży na dach świata. Podróży, która ma być oczyszczeniem, uwolnieniem od cierpienia, jednocześnie odreagowaniem zablokowanego napięcia i dotychczas stłumionych emocji. Uwielbiam góry, ten motyw często się sprawdza w powieściach. W fabule tej książki to co się dzieje na stoku, jest tak samo ważne jak to co się dzieje między bohaterami. Takie przedstawienie wątku miłosnego jest czymś nowym, czymś ciekawym. Dodatkowo autorka wzbogaciła fabułę w wątki sensacyjne i nieoczekiwane zwroty akcji. Wydarzenia następujące jedne po drugich nie raz wprawiły mnie w zdumienie. A oszołomić mnie w trakcie czytania nie jest łatwo. Bardzo podobało mi się jak autorka przedstawiła rozwój relacji między Liwią i Danielem, początkowa niechęć, potem zainteresowanie i i rodzące się uczucie, które trwa mimo poważnych przeszkód. Przeczytajcie sami i sami odkryjcie piękny krajobraz gór z niezwykłą historią miłosną w tle.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Kobiece.