„PODMIEJSKI NA KONIEC ŚWIATA” KATARZYNA KOWALEWSKA

PODMIEJSKI NA KONIEC ŚWIATA

  • Autor:KATARZYNA KOWALEWSKA
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:286
  • Data premiery:16.03.2021r.

Niedawno opublikowałam trzy recenzję premier z kwietnia od Wydawnictwa Zysk i S-ka; rewelacyjną Dziewczyna z fotografii, klimatyczną Trogirskie wakacje oraz skłaniającą do myślenia Pozwól że ci opowiem…bajki które nauczyły mnie jak żyć, a tu jeszcze czeka zaległa premiera z marca.

„Podmiejski na koniec świata” to kolejna książka Katarzyny Kowalewskiej @kowalewskafanpage , autorki „Pudełka z pamiątkami” (2020). O poprzedniej książce tej autorki czytałam wiele pochlebnych recenzji i opinii. Czy i tym razem na taką ocenę zasłuży?

Już przy okazji innej książki przyznałam się Wam, że lubię fabułę o zaczynaniu od nowa, w innym miejscu. Wtedy można wszystko rzucić za siebie, zostawić i nigdy do tego nie wracać. Powiecie, to trochę taka ułuda. Nie wszystko co za nami było złe. W ten sposób pozostawiamy za sobą nawet te dobre rzeczy. Tych dobrych ludzi, dobre wspomnienia, dobre miejsca pracy.  Tylko, że będąc otwartymi dobrych ludzi, dobrą pracę i miłe wspomnienia znajdziemy również w tym nowym miejscu. Miejscu do którego dążymy. Miejscu do którego chcemy dążyć.

Książka drogi

Z opisu wydawcy już wiedziałam, że podobną fabułę czytałam. Tym razem śledzimy losy Alicji. Alicji, która ma problem z asertywnością. Wiele czasu poświęca innym, problemom innych i sprawom, które wcale do niej nie należą. Każdy chce mieć Alicję obok siebie. Wiele można na jej barki wrzucić. Nawet własne obowiązki zawodowe można na nią scedować. Po feralnym wieczorze na imprezie firmowej swego chłopaka – zaskakując samą siebie – przyjmuje propozycję szefa. Tym samym zostaje wysłana do podupadającej małomiasteczkowej firmy. Nie dość, że musi zrealizować bardzo ambitne wyzwanie zawodowe, to jeszcze zacząć wszystko od nowa. Czy jej się to uda? Czy na zawsze pozostanie tą samą Alicją ze stolicy?

Pełna ciepła opowieść o zaczynaniu od nowa” – opis wydawcy

To prawda. Z tym opisem wydawcy muszę się całkowicie zgodzić. Sama Alicja jako bohaterka da się lubić. Nie ma znaczenia jej imię. Takich Alicji w większych lub mniejszych miastach jest sporo, od zatrzęsienia.  Te Alicje mają inne imiona, inne twarze. Te Alicje są raz szczupłe, raz z nadwagą. Te Alicje są samotnymi singielkami lub żyjącymi w nieformalnych związkach. Te Alicje też są mężatkami, nierzadko z dziećmi. To Alicje dla innych, dla wszystkich wokół, nie dla siebie. Zawsze cieszy mnie jak kolejna Alicja postanawia „wziąć byka za rogi”, nawet jeśli jest postacią fikcyjną. Postanawia przestać godzić się na bylejakość. Przestać pracować za innych. Postanawia wreszcie przeżyć swoje życie! Taką Alicję spotkamy w tej książce. Alicję która dojrzewa, która dostrzega, że ma wokół siebie przyjaznych ludzi. Alicję, która dowiaduje się, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a lepsze jutro może przyjść znacznie wcześniej. Wcześniej, niż się tego spodziewała.

To historia o wszystkich Alicjach, które znamy. Historia pełna ciepła, zrozumienia innych. Historia o przyjaźni i miłości, która nie musi zawsze być najważniejsza. Też o miłości utraconej. Przede wszystkim jest to książka o miłości do samego/samej siebie. Tej miłości najważniejsze, by wreszcie zacząć żyć.  Alicje i nie tylko, czytajcie.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka.

 

PREMIERA – „UPADEK LEGENDY” MEGAN MARCH

UPADEK LEGENDY

  • Autor:MEGAN MARCH
  • Seria: GABRIEL LEGEND. TOM 1
  • Wydawnictwo:EDITIO RED
  • Liczba stron:320
  • Data premiery:22.04.2021r.

Chciałam Wam przedstawić dzisiejszą premierę. To najnowsza pozycja Meghan March „Upadek legendy”.  Pierwszy tom nowego cyklu. Nie czytałam żadnej z książek poprzedniej serii „Forge”. Opinie są dość pozytywne. Możliwe, że będę musiała uzupełnić moją biblioteczkę.

Legenda o imieniu Gabriel

Tytuł książki jest bardzo dobrą grą słów. Nic odkrywczego, wszak wynika to z opisu wydawcy. Bez dwóch zdań jest to jednak świetny zabieg autorki. Gabriel Legend to pięściarz, który uczestniczył w nielegalnych walkach. Aktualnie prowadzi własny klub. Wydaje mu się, że przeszłość już za nim, że się ustatkował. Nic bardziej mylnego. W dniu w którym ktoś ostrzelał mu klub, stanął na skraju bankructwa. Misternie utkana rzeczywistość ze zlepek umiejętności i oszczędności nagle runęła. Runęła i zostawiła same zgliszcza. Gabriel postanowił się jednak nie poddawać. Poprosił o pomoc Scarlett Priest, która ma doświadczenie w stawianiu biznesów na nogi. Można powiedzieć, wpływowa influencerka, która dzięki swojej renomie oraz zasięgowi jest w stanie oddziaływać na innych i jak Król Midas wszystko czego dotknie, zamieniać w złoto. Nie do końca jednak z tą pomocą wyszło. Przyjaciel Gabriela, Bump porywa Scar myląc prośbę o pomoc z prośbą o okup. No tak, nie tylko Gabriel ma takich przyjaciół koło siebie. Nadgorliwych, nieokiełznanych, nierozumiejących czasem sensu prostych słów. Jak to mówią, miłe złego początki. Z tej niespodziewanej formy rozpoczęcia współpracy zrodziła się silna relacja. Relacja nasączona chemią i nieziemskim przyciąganiem. Gabriel stara się trzymać z daleka. Scarlett to dla niego „za wysokie progi”. Dodatkowo musi poradzić sobie ze swoją przeszłością, w której życie Scar może być zagrożone. Czy uda się reaktywować klub? Czy Scarlett nie doprowadzi do upadku Legendy? Dowiedzcie się sami.

Krótko i na temat

Książkę pochłonęłam w błyskawicznym tempie. Wszak to tylko 320 stron. Sama fabuła dość nierealna, momentami wręcz niedorzeczna. Kompletnie jednak nie przeszkadzała mi w odbiorze książki. Nawet o absurdalnych zdarzeniach czyta się dobrze, o ile dialogi są skonstruowane inteligentnie a postaci nieszablonowe. Tak jest w tym przypadku. Kreacja bohaterów jest rewelacyjna. Mocne charaktery, ciekawe zdarzenia z przeszłości. Chwilami przeszłość pełna bólu, cierpienia. Teraźniejszość zaś obfituje w wyrzuty sumienia, które determinują podejmowane decyzje. Ona i on tak różni, a jednak spotkali się w połowie drogi. Drogi, którą dopiero rozpoczynają iść.  

Reasumując „Upadek legendy” to zalążek nowej fenomenalnej serii. Serii, którą niestety będę musiała śledzić i na które książki będę musiała czekać. Pociesza mnie tylko fakt, że kolejna część już w czerwcu.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

„Kto czyni zło” Agnieszka Pietrzyk

KTO CZYNI ZŁO

  • Autor:AGNIESZKA PIETRZYK
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:424
  • Data premiery: 23.03.2020r.

Twórczość Agnieszki Pietrzyk jest mi znana. Jej wielką fanką zostałam po przeczytaniu Zostań w domu (wrrr…jeszcze teraz czuję dreszcze na same wspomnienie). Kolejna książka Nikt się nie dowie potwierdziła tylko, że stało się to nie bez powodu.

Policja XXI

Fabuła powieści koncentruje się wokół działań współczesnej policji. Akcja rozpoczyna się od brutalnego potraktowania przez policjantów młodego mężczyzny oskarżonego o kradzież. Kojarzy Wam się z czymś? Mnie tak. Mimo, że dla Uli Baranowskiej praca w policji była ucieleśnieniem wszelkich marzeń, Ula porzuca dotychczasowe stanowisko i zostaje prywatnym detektywem. Zaczyna działać na rzecz klientki, która twierdzi, że jest ofiarą prześladowcy. Jednocześnie pracując dodatkowo w jednym ze sklepów jubilerskim swego ojczyma. W jaki sposób Ula pogodzi śledztwo z pracą u ojczyma? Czy potrącenie przez samochód jej matki ma związek z prywatnym śledztwem?

Mocny początek i nie tylko

Po pierwsze to zwróciło moją uwagę. Początek kładzie się cieniem na całą późniejszą fabułę. Ciągle o tym początku pamiętałam. Podświadomie do niego wracałam. Jakby umysł chciał mi wskazać, gdzie to wszystko się zaczęło. Gdzie jest początek tego zła.

Spodobała mi się główna bohaterka, Urszula Baranowska, której wymarzone miejsce pracy przyniosło ogromny zawód. Kto mógłby pogodzić się z metodami śledczymi inspektora Juszczyk?  Tylko kolejny taki sam potwór, kolejny degenerat. Z jednej strony było mi jej żal, z drugiej cieszyłam się, że zaprotestowała, zareagowała. Zachowała się jak niemy świadek niechlubnych wydarzeń. Autorka przedstawiła Baranowską w bardzo ciekawy, niejednoznaczny sposób. Ula – lubię to zdrobnienie – nieidealna, bardzo kobieca. Mająca wydatne wady. Wikła się w intrygę, która Pietrzyk uknuła i skomplikowała, by czytelnika coraz to bardziej zaskakiwać, strona po stronie.

W trakcie czytania myślałam o tytule; kto czyni to zło? Kolejni bohaterowie, którzy odsłaniają mroczne tajemnicy i uzewnętrzniają własne dramaty. Skomplikowane i trudne relacje rodzinne. Trudne wybory, w których nie ma idealnej i oczywistej ostatecznej decyzji. Bardzo poruszył mnie wątek chciwości, na który zwróciła uwagę Pietrzyk. Ile jeszcze chcemy mieć? Ile jeszcze możemy mieć? Nie ma tu miejsca na pytania: ile możemy dać?, ile możemy poświęcić?

Zdecydowanie jestem stała w uczuciach. Dwie poprzednie powieści oceniłam 8/10, tym razem również należy się ósemka. Powieść spodobała mi się ze względu na przemyślaną, spinającą się od samego początku do samego końca fabułę, wielowątkowe łamigłówki oraz świetnie scharakteryzowane postaci. Kolejne wątki z pozoru nieistotne wzmagały tylko napięcie i motywowały mnie do jeszcze bardziej wytężonej lektury. Nie zawsze chcę w trakcie czytania odpocząć. W takim samym stopniu chcę przeżywać,  rozwiązywać i śledzić koleje losu. To wszystko dała mi ta książka.

Chcecie znaleźć odpowiedź na pytanie, kto czyni zło? Chcecie dowiedzieć się, gdzie jest jego początek i czy kiedykolwiek, ktokolwiek odnalazł jego koniec? Jeśli tak. Książka jest zdecydowania dla Was.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Małe wielkie sekrety” Magdalena Majcher

MAŁE WIELKIE SEKRETY

  • Autor: MAGDALENA MAJCHER
  • Seria: OSIEDLE POGODNE. TOM 4
  • Wydawnictwo: PASCAL
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 24.03.2012r.

Razem z ostatnią rewelacyjną „Mocną więzią” (recenzja: klik) przeczytałam i zrecenzowałam dziewięć książek od @Magdalena Majcher. Pozostałe recenzje znajdziecie tu:  Życie oparte na kłamstwachPrawda przychodzi nieproszonaZnany szum morzaObcy powiew wiatru, Jeszcze jeden uśmiechW cieniu tamtych dniWszystkie pory uczuć. LatoZimny kolor nieba. Za mną dziesiąta książka tej autorki. Jest to kontynuacja cyklu Osiedle Pogodne. Czy również podzieli mój entuzjazm?

Otwórz drzwi kolejnego luksusowego domu!” – odpis wydawcy

Fabuła opiera się na losach kolejnych mieszkańców Osiedla Pogodnego. Osiedla strzeżonego, gdzie zakup lokalu nie jest na kieszeń każdego śmiertelnika. To również w takim miejscu również toczą się losy skrzywdzonych ludzi, zapomnianych rodziców i samotnie cierpiących. Na społeczność osiedla patrzymy z perspektywy Moniki i Marcina, mieszkańców czwartego osiedlowego domu. Monika, pragmatyczna, zdystansowana do wydarzeń osiedlowych, nieinteresująca się małymi skandalikami. Wszystko to wydaje się jej mało ważne, kompletnie nieistotne. Monika boryka się bowiem z codziennymi wyzwaniami. Wyzwaniami na miarę superbohaterki. Wyzwaniami związanymi z opieką nad niepełnosprawną, dwunastoletnią córką. Praca – córka – dom, fundacja  – córka – dom, czasem córka – córka – córka. Tak naprawdę Monika wypełnia funkcje obojga rodziców. Marcin jest jakby poza. Do czasu… Gdy Monika znika nagle rola Marcina się zmienia. Zmienia się diametralnie. Z jednej strony nie może się pogodzić z tym, że już jej nie ma. Próbuje odkryć co się stało, co ją do tego skłoniło, jaki miała powód, że porzuciła córkę którą do tej pory wspaniale się opiekowała. Z drugiej czuje się pokrzywdzony. Oto on, mężczyzna, partner, ojciec musi podołać jednocześnie roli i ojca, i matki. Robić to, co do tej pory robiła sama Monika. Przy czym Marcinowi wydaje się to ponad jego siły. Ponad jakiekolwiek ludzie siły.

Gdzie zaprowadzi bohaterów rozwiązanie zagadki? Czy jeszcze spotkają się w pół drogi? Czy zdołają stworzyć jeszcze rodzinę?

Światło w oknach

Zastanawialiście się spacerując wieczorem w wielkim mieście, co kryje się za świecącymi, maleńkimi kwadracikami? Kwadracikami, które są oknami. Oknami na świat. Ja myślę o tym nie raz. Zastanawiam się kim są ludzie. Co robią i jakie są ich plany. Częściej jednak myślę o tym, czy są szczęśliwi w tych blokach, w tych domach, za tymi nocnymi świetlikami. Magdalena Majcher idealnie trafiła więc z serią Pogodnego Osiedla w moje gusta.  W cyklu pokazuje rzeczywistość, różną, odmienną rzeczywistość. Rzeczywistość, która skonstruowana została przez tych, co się za tymi oknami ukrywają. Tym razem poszła o krok dalej. To nie sielankowa historia, jak to zresztą u Majcher. To dom, w którym jeden z partnerów obciążony jest niewiarygodnym obowiązkiem. Drugi natomiast żyje całkiem wygodnie. Problem społeczny pokazany w tej części dotyczy niesprawiedliwego podziału obowiązków. Coś z czym spotykamy się na co dzień. Problem ten nabiera znaczenia dodatkowo, gdy w domu jest niepełnosprawne dziecko.

Bardzo podoba mi się podjęta w powieści kwestia macierzyństwa. Czytałam o tym nie raz, przyznaję. Nie mam jednak nigdy tego dosyć. Niby o tym wiem, że nie każdy musi być super matką, że matka też ma prawo zawalczyć o siebie i realizować swoje marzenia, hobby. Niby wiem, a jednak jak o tym czytam czuję się wytłumaczona, czuję się ponownie zracjonalizowana, że chociaż wieczory chcę by były tylko moje. No, może moje i książek.

Książkę czyta się rewelacyjne. Zawsze chwaliłam styl Magdaleny Majcher. Tak jest i tym razem. Zakończenie mnie bardzo zaskoczyło. Spodziewałam się czegoś innego. To potwierdza kunszt pisarski autorki. Bądź co bądź przeczytałam już dziesięć książek, a jednak potrafiła mnie zaskoczyć. I to mi się niezmiernie podoba.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU PASCAL.

Premiera – „To, czego pragniesz” Katherine Center

TO, CZEGO PRAGNIESZ

  • Autor:KATHERINE CENTER
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:414
  • Data premiery:21.04.2021r.

Bardzo lubię książki Katherine Center. Na moim blogu znajdziecie dwie recenzje poprzednich książek: To co bliskie sercu oraz Milion nowych chwil). Obie oceniłam wysoko. Przed rozpoczęciem lektury już wiedziałam czego się spodziewać. Czy i tym razem premiera z dzisiaj od Wydawnictwa MUZA stanie na wysokości zadania i zachwyci mnie swoją fabułą oraz stylem.

Kto mógłby pokochać kogoś takiego jak ja?” – Katherine Center „To, czego pragniesz”

Fabuła wydaje się typowa. Szkolna bibliotekarka Samantha Casey wiedzie samotne życie. Mieszka nad garażem u Kempnerów, którzy założyli i kierują lokalną szkołą podstawową na malowniczej wyspie Galveston. Odczuwa ciągłą niechęć ze strony Tiny, córki Kempnerów. Przez co czuje się jeszcze gorzej. To i tak niesatysfakcjonujące życie gmatwa się jeszcze bardziej. Umiera Max Kempner a nowym dyrektorem szkoły zostaje Duncan Carpenter. Znajomy z przeszłości. Znajomy, przed którym Sam kiedyś uciekła.

Błyskotliwy styl i ciekawa fabuła

Jest to jedna z tych książek, gdzie u jej kresu żałuję, że się skończyła. Fabuła z pozoru oklepana. Tak naprawdę stanowi bardzo ciepłą, inspirującą treść. Treść z ciekawym przesłaniem. Autorka potrafi  tknąć optymizmem, radością, pozytywnym nastawieniem. Potrafi przekuć pozorne niepowodzenia w sukcesy. W sukcesy, które zmieniają wszystko. To motyw do którego chętnie sięgam. Motyw, który pozwala mi oderwać się od codzienności i zapomnieć o bolączkach dnia codziennego.

Postaci są naprawdę ciekawe. Ciekawa jest Sam. Kiedyś szara myszka, uciekająca przed wszystkim i wszystkimi. Bojąca się własnego cienia. Aktualnie kolorowy ptak, atrakcyjna kobieta, która tylko zawód ma nieciekawy. Ciekawy jest Duncan, tylko trochę z innego powodu niż Sam. Duncan z atrakcyjnego, pewnego siebie młodzieńca zmienił się w mężczyznę po przejściach. To już nie bawidamek, nie zdobywca dziewczęcych serc. To ktoś, kto wydaje się być ubrany w zbroję ze stali, pod którą już prawie nie bije serce. Wydaje się…

Radość jest ulotna. Nic nie trwa wiecznie. Nawet jak na coś zapracujesz, prędzej czy później to tracisz. Nie mogłam marnować więcej czasu.”

Katherine Center „To, czego pragniesz”

Dzięki tej dewizie książkę czytało się bardzo dobrze. W tych słowach autorka zawarła przesłanie, za którym powinniśmy podążać. Przesłanie, by cieszyć się z każdego dnia i walczyć o to, co wydaje się dla nas ważne. Przesłanie, by nie ustawać w boju i nie poddawać się bez powodu. Przesłanie, by wziąć nasze życie w swoje ręce. Przesłanie, by tak jak Sam stać się kimś innym i kogoś innego mieć koło swego boku. Tego na kogo tak naprawdę zasługujemy, a nie tego, kto los postawił na naszej drodze.

Mam nadzieję, że ta książka podniesie Was na duchu, tak samo jak mnie.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem MUZA.

„Dziewczyna z fotografii” Anna Olszewska

DZIEWCZYNA Z FOTOGRAFII

  • Autor:ANNA OLSZEWSKA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:376
  • Data premiery: 13.04.2021r.

Wydawnictwo Zysk i Spółka również zasypało nas kwietniowymi premierami.  Ja właśnie skończyłam czytać trzecią z nich. Tym razem to „Dziewczyna z fotografii” od @Anna Olszewska – strona autorska. Przyznaję nie czytałam jej pierwszej powieści „Moja irlandzka piosenka”. Ktoś czytał? Podobała się?

W białych baletkach wychylona W powietrzu uniesiona nóżka” – „Laleczka z saskiej porcelany” Magdalena Fronczewska

Okładka książki od razu skojarzyła mi się z tym tekstem. Postać wydaje się taka krucha, nieprawdziwa i delikatna. Jak ta baletnica z saskiej porcelany. Nataszę Bernadotte poznajemy w trakcie lotu z Warszawy do Paryża. Do miasta jej ojca, do miasta jej babki. Wraca z bliznami. Wieloma bliznami. Jako baletnica Teatru Wielkiego uległa wypadkowi. Wypadkowi, który nie pozwala jej już tańczyć. W trakcie podróży poznaje Lukę Stoiana. Lukę, którego zaintrygowała.

Dziewczyna z samolotu. Zdystansowana, zawsze na odległość. Skrzywdzona przez los, ciągle przeżywająca stratę przedwczesną rodziców. Dla której taniec się skończył i to nie tylko ten na scenie.

Natasza w Paryżu zamierza uporządkować mieszkanie po rodzicach, by je sprzedać. Dziwnym trafem odnajduje w nim urodzinową zagadkę. Zagadkę w jaką bawiła się ze swoimi rodzicami. Musi dowiedzieć się, co ją czeka na końcu zabawy, jaki „złoty Graal”. Kluczy, rozwiązując łamigłówki w zakątkach Paryża. Kolejny krok prowadzi ją do ulubionej restauracji jej ojca. Ponownie spotyka Lukę, dla którego staje się dziewczyną z fotografii. Dziewczyną, której Luka robi zdjęcia w najbardziej intymnych momentach. Nie tylko Luca potrafi uchwycić jej piękno. Prezentem urodzinowym okazuje jest sesja zdjęciowa u Philippe Sorel, sławnego paryskiego fotografa. Dla Philippe Natasza staje się dziewczyną z fotografii. Dziewczyną, która ma zapewnić mu zwycięstwo w konkursie fotograficznym.

Dziewczyna z fotografii. Prowadzona ręką artysty fotografa. Raz naturalna, raz sztuczna. Raz zwyciężczyni, raz przegrana. Raz porywająca tłum na ulicach Paryża, raz wzbudzająca litość. Raz modelka  Philippe, raz Luki.

Czy Natasza jest dziewczyną z samolotu czy dziewczyną z fotografii? Niby to ta sama osoba, a jednak całkowicie różna.

I śniła że dla niego tańczy A on ukradkiem bije brawo” – „Laleczka z saskiej porcelany”

Magdalena Fronczewska

Motyw baletnicy tańczącej dla ukochanego pojawił się również w tej powieści. Słusznie więc patrząc na okładkę powieści od razu pomyślałam o tej piosence. Autorka bardzo dobrze odzwierciedliła skomplikowane relacje, które wiążą Philippe i Lukę, Philippe i Marie, Philippe i Nataszę, a także Lukę i Marie oraz Lukę i Nataszę. Relacje między modelkami, a ich fotografami, między kobietami a mężczyznami. Relacje, które krzywdzą i które niosą szczęście. Relacje, które ciągną w dół oraz te, które pozwalają wzrastać i się nadal rozwijać.

Ta książka to studium utraconego sensu życia. Sensu, które wydaje się nie do odzyskania. Nigdy! Postać Luki mnie zachwyciła. Dojrzały, borykający się z własnymi problemami i stratami współczesny mężczyzna. Z jednej strony nieidealny, z drugiej jak najbardziej odpowiedni. Fabułę wzbogacił motyw siostry Luki i jej rodziny, szczególnie siostrzenicy Jasminy, z którą Luka jest wyjątkowo związany. Jasminy, której osoba okaże się kluczowa.

A to wszystko z Paryżem w tle. Nie mogło być lepiej!

Książkę mimo ważnych i głębokich treści czyta się bardzo lekko. Skonstruowana jest z rozdziałów zatytułowanych imionami głównych bohaterów; Nataszy i Luki. Oczywiście jest też prolog, który wprowadza nas w opowiadaną historię oraz epilog. Uwielbiam takie zaglądanie zza firanki, co się zadziało potem i co było wcześniej.

Nie potrafiłam przyzwyczaić się do zdrobnienia imienia Natasza i to jedyny minus tej powieści. Autorka użyła Szasza. Ja Nataszę kojarzę z takimi zdrobnieniami jak: Nataszka, Natka, Natusia, Natunia, Nata, Nati. Szasza kojarzyła mi się nieodmiennie z inną literacką postacią Saszą Załuską z serii Cztery żywioły Katarzyny Bondy. Momentami kompletnie nie wiedziałam o kim mowa.

Bardzo dobry styl z nietypową fabułą oraz inteligentnymi i skomplikowanymi postaciami. To recepta na świetną książkę. Polecam!

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Trogirskie wakacje” Hanna Dikta

TROGIRSKIE WAKACJE

  • Autor:HANNA DIKTA
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:296
  • Data premiery:13.04.2021r.

@Hanna Dikta – strona autorska to śląska pisarka z Piekar Śląskich, mego rodzinnego miasta. Tym bardziej nie mogłam się doczekać, aż zapoznam się z jej najnowszą powieścią od Wydawnictwa Zysk i S-ka, która premierę miała 13 kwietnia. Autorka dobrze przyjętych „We troje” (2016), „To nie może być prawda” (2018) oraz „Dwie kobiety” (2019). Czy podzielę zachwyt innych czytelników?

Trogir – Mała Wenecja

Olga wraca do Trogiru. Do chorwackiego miasteczka gdzie spędziła ubiegłoroczne wakacje ze swoją jedyną córką, Natalią.

Białe elewacje, maleńkie okna z okiennicami i gęste, soczyście fioletowe i purpurowe bugenwille zdobiące budynki…”.

To nie są typowe wakacje. Sama Olga „Inaczej wyobrażała sobie tę ostatnią noc. Przecież nazajutrz zamierzała się zabić”. Jej plan spalił na panewce, gdy Olga poznaje Stanisława. Nie byle jakiego Stanisława, Stanisława Wokulskiego. Sześćdziesięcioletniego mężczyznę również pooranego przez życie. Rozwodnika, który jakiś czas temu przeżył śmierć swego dziecka. Budującą się relację wzbogaca śledztwo, które Olga postanawia rozpocząć po spotkaniu Martina, młodego Chorwata, z którym Natalia spędziła kilka ostatnich wieczorów. To rozmowa z nim rzuca nowe światło na wydarzenia, po których Olga do chwili obecnej nosi żałobę.  

Same dobre opinie

Okazuje się, że pisarka z mego rodzinnego miasta jest bardzo utalentowana. Same dobre opinie! Moja też jest taka. Książka bardzo dobrze napisana. Obserwujemy Olgę, matkę w żałobie. Matka „Z jednej strony dorosła, można nawet powiedzieć dojrzała kobieta, a z drugiej młoda dziewczyna. Taka mieszanka, egzotyczna. Intrygująca. Zagadkowa”. Matka, która chce przypominać własną straconą córkę. Przez wiele lat rozdarta między córką opuszczoną przez ojca w dzieciństwie, która doznała krzywdy porzucenia a partnerem, o wiele młodszym Igorem, który „(…) zawsze był na drugim miejscu”. Śledzimy rodzący się związek między Wokulskim a Izabelą….eee przepraszam, a Olgą. Tak mnie zmylił ten zabieg literacki autorki. Oboje po przejściach, oboje dojrzali, oboje potrafią odnaleźć u siebie nawzajem to coś, za czym tęsknią. Tylko czy to będzie trwać wiecznie, czy ten czas pozostanie na zawsze?

Obserwujemy również córkę. Patrzymy na nią oczami jej matki, Olgi. Widzimy Natalię jako małą dziewczynkę, buntującą się nastolatkę i dorosłą kobietę. Kobietę, która po ostatnich wspólnych wakacjach z matką znika. Zniknięcie poprzedzają chwile ciszy, samotnych chwil w jej własnym pokoju, oglądane na laptopie filmy lub słuchana muzyka w łóżku. Czy Olga mogła przewidzieć co się stanie? Czy mogła temu zapobiec? W jaki sposób ma teraz odpokutować zaniechanie, brak reakcji, tą przestrzeń której nie wypełniła w życiu córki swoją upierdliwą obecnością? Obecnością, która może zatrzymałaby Natalię. Zatrzymałaby na zawsze.

Z wszystkich bohaterów najmniej polubiłam jednak Natalię. Z jednej strony inteligentna kobieta, wydaje się silna, zdolna i zdecydowana. Mająca wspaniałą relację z własną matką. Chodząca z nią do kina, nawet tańcząca na dyskotece. Z drugiej strony, w sytuacji napięcia, trudnych przeżyć odrzucająca jedyną osobę, która kochała ją ponad życie, która oddała jej wszystko. Nie walcząca, poddająca się jak tchórz. Taka dychotomia. Taki dualizm postaci. Nie potrafię się do niej ustosunkować pozytywnie. To samo z osobą Martina. Młodego chłopaka, który spędzał z Natalią czas. Tchórzliwy, lękliwy, niemęski, nieodpowiedzialny. Dlaczego nie zareagował wcześniej, od razu?

Jest to książka o rozpaczy, o tęsknocie. Jest to książka o wspomnieniach, o rozliczeniu własnego życia, rozliczeniu tego czego się nie zrobiło, czego się nie wykonało, co się odpuściło. Jest to książka o życiu. Życiu z samym sobą. Życiu, które w jednym momencie może stać się całkowicie inne. To od nas tylko zależy.

Polecam Wam tę książkę.

cdn…..

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i Spółka. 

„POZWÓL, ŻE CI OPOWIEM… BAJKI, KTÓRE NAUCZYŁY MNIE JAK ŻYĆ” JORGE BUCAY

POZWÓL, ŻE CI OPOWIEM…

BAJKI, KTÓRE NAUCZYŁY MNIE JAK ŻYĆ

  • Autor:JORGE BUCAY
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:327
  • Data premiery:07.04.2021r.

Wszyscy przypominamy trochę słonia z cyrku – idziemy przywiązani do setki kołków, które odbierają nam wolność. Żyjemy w przekonaniu, że „nie możemy” wykonać wielu rzeczy, jedynie dlatego, że pewnego razu, dawno temu, gdy byliśmy mali, podjęliśmy próbę, która zakończyła się niepowodzeniem”.

„Pozwól, że ci opowiem… bajki, które nauczyły mnie, jak żyć”  Jorge Bucay

Jorge Bucay to argentyński pisarz, z wykształcenia lekarz psychiatra (źródło: Jorge Bucay). Na swoim koncie ma już kilka publikacji. Członek Amerykańskiego Stowarzyszenia Terapii Gestaltycznej, koordynator grup terapeutycznych i naukowych w Hiszpanii oraz Meksyku. Czytając notkę biograficzną od razu pomyślałam, że to właściwy człowiek od terapeutycznych bajek.

Dzięki wznowieniu  Wydawnictwa Zysk i Spółka miałam przyjemność zanurzyć się w opowieści, które autor wykorzystuje w swoich terapiach. Jak czytamy we wstępie, każde opowiadanie zostało wzbogacone o informacje, w jaki sposób autor korzysta z nich w swoich gabinecie i dlaczego zastosował taką czy inną opowieść. Bajki czytamy z perspektywy Demiána, fikcyjnego pacjenta, który – jak pisze autor ze swadą – musi znosić swego terapeutę niezwykle podobnego do Jorga Buca. Narracja jest pierwszoosobowa. To Demián relacjonuje spotkania ze swoim terapeutą, jego uwagi, spostrzeżenia. Wprowadza nas również w swój nastrój. Czasem Demián jest zdenerwowany, czasem smutny. Nierzadko nie wie co ma zrobić ze swoim życiem, czuje się zawiedziony. W takim nastroju rozpoczynają się spotkania pomiędzy pacjentem a terapeutą. Spotkania, które przenoszą i Demiána, i nas w całkowicie inne miejsce.  

Czy lubię czytać bajki?

Tak! W takim wydaniu jak najbardziej. Oprócz opowiadań książka jest pełna anegdot, metafor, przypowieści. Czytamy o słoniu w cyrku zaczepionym o słaby kołek, słoniu który nie próbuje się uwolnić. Urzekła mnie historia o żabach pływających w śmietanie. Jedna poddała się od razu, druga postanowiła tak długo pływać aż zabraknie jej sił. Jak myślicie która się uratowała? Niezwykle ważna dla mnie była opowieść o człowieku, który świadomie kupował buty o dwa rozmiary za małe tylko po to, by przy ich ściąganiu czuć chwilową ulgę. Takich opowieści z morałem w książce jest pod dostatkiem. Sama nie wiem, dlaczego niektóre z nich tak zapadły mi w pamięć.

Opowiadania możecie czytać wszystkie naraz. Ja jednak zachęcam do sięgania po książkę z przerwami, by traktować każdą przypowieść, bajkę odrębnie. To pozwala zastanowić się nad przeczytaną treścią. Odkryć, co tak naprawdę było najważniejsze, jakie przesłanie chciał nam przekazać autor. To książka dla każdego z nas, również, dla młodzieży. Uniwersalne treści sprawdzają się przecież u czytelników w każdym wieku.

Bajki są krótkie, bez ozdobników, bez zbędnych słów. Sama istotna treść. Momentami przedstawione są bardzo obrazowo. Autor wprowadza nas w nastrój, przedstawia nam bajkową rzeczywistość, by treść właściwa jeszcze bardziej do nas dotarła, byśmy wczuli się w klimat. Czasem to są po prostu tylko „złote myśli” – krótkie, zwięzłe, a co ważniejsze ważne.

Bez względu na formę, treści w książce łączy jedno. To mądrość, która umożliwia czytelnikowi zrozumieć swoje lęki, żądze, właściwie zinterpretować otaczający go świat, a co najważniejsze uwierzyć w siebie. I dlatego warto sięgnąć po tę pozycję.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i Spółka. 

„Czerwona zaraza, czarna śmierć” Jarosław Sokół

CZERWONA ZARAZA, CZARNA ŚMIERĆ

  • Autor:JAROSŁAW SOKÓŁ
  • Seria: ADAM KOSTRZEWA. TOM 2
  • Wydawnictwo:DOLNOŚLĄSKIE
  • Liczba stron: 432
  • Data premiery:24.02.2021r.

Oj, długo nie wytrzymałam bez aspiranta policji Adama Kostrzewy. Oj nie. Dopiero co opublikowałam zaległą recenzję pierwszego tomu serii „Wyspa zero” (recenzję znajdziecie tu: Wyspa zero), a już sięgnęłam po lutową premierę od @Jarosław Sokół – pisarz, scenarzysta, producent filmowy. No cóż czasem tak jest. Najpierw nie potrafię się zabrać, a potem nie potrafię zapomnieć i się oderwać. Ale chyba lepiej tak niż odwrotnie. Co Wy na to?

(…) Ludzki umysł zawsze szuka znaczenia, a kiedy nie może go znaleźć, zaczyna fantazjować”.

„Czerwona zaraza, czarna śmierć” Jarosław Sokół

Epidemia w poniemieckim Świnoujściu

Od razu widać podobieństwo. W poniemieckim Świnoujściu, tak jak w naszym kraju szerzy się zaraza. Zaraza, którą bada Adam Kostrzewa – przedwojenny aspirant policyjny, aktualnie szef policji działający z ramienia komendanta wojennego Arłama Osipowicza. Awans na szefa policji okazał się dla Adama dużym zaskoczeniem. Cóż, w pewnym momencie nawet ja zorientowałam się, że w przypadku rosyjskiego dowództwa naprawdę raz się jest na wozie, by za moment już być pod wozem. Gdyby było inaczej, fabuła nie byłaby tak interesująca, a akcja nie trzymałaby mnie w napięciu. Nowe śledztwo rozpoczyna się od części ciał ludzkich wyrzuconych na brzeg. Komendant Osipowicz zarządza kolejne śledztwo, w którym Kostrzewie ma pomagać zaufany komendanta – Pietia Fedoruk. Jednocześnie miasto zaczyna ogarniać zaraza. Niemcy zaczynają widzieć swoich zmarłych. Omamy to pierwszy objaw nieznanej choroby. Później następuje gorączka, a u niektórych pacjentów występuje czerwona wysypka. Wysypka tworząca dziwne cyfry na ciele. Sama epidemia nie jest kłopotem. Świnoujście po ostatnich wydarzeniach z „Wyspy zero” ma już nowego lekarza, niemieckiego żyda – Rosenblatta. Lekarza oddanego sprawie. Badającego i opiekującego się pacjentami z dużym zaangażowaniem. To Rosenblatt analizuje znalezione części ciała i leczy pierwszych pacjentów. Prawdziwy problem rozpoczyna się z chwilą, gdy komendant Osipowicz zostaje odwiedzony przez swoją prawowitą małżonkę Anuszę, która przywiozła do Świnoujścia ich wspólnego syna Antona. Anuszę, która przypłynęła okrętem razem z pułkownikiem Nikitą Sawinem. Sawinem, który mimo znajomości z Dziadzią Arłamem jeszcze z czasów partyzantki ma za zadanie zaprowadzić w Świnoujściu nowe porządki. Porządki na miarę Rosji XX wieku.

Niebagatelna jakość literacka w historycznych przestrzeniach

To jest to, co wyróżnia tą serię. Mimo, że nowych serii kryminalnych na naszym rynku wydawniczym sporo stwierdzam, że seria z Adamem Kostrzewą jest jedną z najlepszych. W tej części jeszcze bardziej, niż w „Wyspie zero” bohaterowie budzą mój zachwyt. Nikt nie jest czarnobiały. Nikt nie jest do końca zły lub do końca dobry. Nikt nie jest do końca oprawcą czy do końca ofiarą. Wszyscy bohaterowie są gdzieś pośrodku, nieoczywiści. Kostrzewa to jakość sama w sobie. Trudny, doświadczony, inteligentny, borykający się z własnymi demonami i nie mający szczęścia do kobiet, z którymi związek kończy się śmiercią. Pietia Fedoruk protegowany komendanta Osipowicza pomału dojrzewa. Nawet zaczęłam go lubić. Dla Pietii nic już nie jest czarno białe. Staje się faktycznym partnerem Kostrzewy wysnuwając momentami istotne wnioski w prowadzonym śledztwie. W ostatecznym rozrachunku Pietia staje po prawidłowej stronie, stronie niewinnych. Sam komendant Osipowicz, dalej hardy, a jednak jakiś bardziej ludzki. Spodobał mi się wątek powracającej do niego żony z synem. Żony odesłanej przez Generała Kolcewę do jej prawowitego małżonka. Z początku Osipowicz nie cieszy się z generalskiego prezentu. Jak tu się cieszyć, gdy jego żona ma „(…) meszek pod jej nosem, cebulowy oddech, obwisłe piersi…”.  Po jakimś czasie zaczyna się przyzwyczajać do nowej rzeczywistości i budować relację z własnym dzieckiem. Dobrze, że autor nie pokusił się rozgrzebywać wątku syna Osipowicza z generałem Koclewą. Nawet niewypowiedziane słowa trafiają jak ostra brzytwa w świadomość czytelnika. Zresztą z takich domysłów, niedopowiedzeń fabuła aż kipi.

Autor kupił mnie, niezwykłą umiejętnością obrazowania powojennej rzeczywistości. To już inne miasto niż w pierwszej części. Polacy są traktowani jak „niedorobieni Niemcy”. Obwieszczenia sowieckiej komendatury nie opisują świata, lecz urządzają go na nowo, ustalają „(…) coś w rodzaju nowego szczegółowego dekalogu”. Jedyna prawda to ta sowiecka. Innej po prostu nie ma. Cywilna ludność niemiecka już wie, że propaganda nazistowska powielała kłamstwa. Jak tu nadal wierzyć w to, że „(…) bombardowania niemieckich miast były żydowską zemstą za wysiedlenia”. Kiedy już z ust do ust przekazywane są informacje o zbrodniach faszystowskich, nawet wśród Niemców. Wśród Niemców, którzy byli świadkami tych wydarzeń, czasem w nich bezpośrednio uczestniczyli i niejednokrotnie byli adresatami takich słów jak: „To nie są Niemcy, tylko przypadki życia bezwartościowego”.

Podobała mi się zastosowana konstrukcja w książce. Powieść składa się z krótkich rozdziałów i podrozdziałów. Tytuł rozdziału stanowi dzień w którym następują wydarzenia oraz informacja o ilości zarażonych i ofiarach śmiertelnych. Dla Rosenblatta każda liczba zarażonych jest za wysoka, dla doktora Kryłowa współpracującego z pułkownikiem Sawinem każda liczba jest za niska. Sam narrator budzi moją sympatię. Mimo, że relacjonuje o czasach i wydarzeniach trudnych robi to nadal ze swadą i  delikatną ironią. Każdy z wątków intryguje. Problemy i zagadki do rozwiązania się mnożą. Mi to kompletnie nie przeszkadzało w odbiorze książki. Bądź co bądź lubię wymagającą prozę. W śledztwo zaangażowanych jest więcej osób. Sam doktor Rosenblatt zaczyna podejrzewać, że intencje Sawina nie są takie czyste, jakby się mogło wydawać.

Mnie historia wciągnęła od samego początku.  Śledziłam zdarzenia związane z tytułową zarazą jednocześnie kluczyłam w wątkach prowadzonego śledztwa. Odkryłam wiele zdarzeń z pozoru nieistotnych, które ułożyły się w całość w odpowiednim momencie. Nadal intrygowały mnie dialogi wewnętrzne Kostrzewy z jego byłym policyjnym szefem, nadkomisarzem Strzelczykiem. Tak naprawdę na pierwszy z nich czekałam z niecierpliwością. Byłam ciekawa, na co Strzelczyk zwróci uwagę Kostrzewie, w jakim kierunku poprowadzi jego myśli i ukierunkuje prowadzone śledztwo.

Mimo, że jest to druga część serii o Adamie Kostrzewie książkę możecie czytać oddzielnie, nie znając wydarzeń z „Wyspy zero”. Do tego Was szczerze zachęcam!

Stylistycznie jest to powieść na najwyższym poziomie. Talent Jarosława Sokoła jest bezsporny. Trzeba mieć wyjątkowe umiejętności, by oprzeć fabułę książki na niepopularnych faktach historycznych. To dowód ogromnego talentu autora!  

Moja ocena: 9/10

Książka została wydana przez Wydawnictwo Dolnośląskie.

„Zawalcz o mnie” Corinne Michaels

ZAWALCZ O MNIE

  • Autor:CORINNE MICHAELS
  • Seria: ARROWOOD BROTHERS. TOM 2
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:351
  • Data premiery:07.04.2021r.
  • Moja ocena: 7/10

Serię „Arrowood Brothers” pokochałam od pierwszego tomu. Po lekturze „Wróć do mnie” z niecierpliwością wyczekiwałam opowieści o losach kolejnych braci. Czy „Zawalcz o mnie: było takie jak się spodziewałam, czy może mnie rozczarowało?

Tym razem poznajemy historię Declana Arrowooda, najstarszego z braci, biznesmena odnoszącego sukcesy w Nowym Jorku. Po śmierci znienawidzonego ojca mężczyzna, mimo że razem z braćmi obiecywał sobie, że już nigdy nie wróci do rodzinnego domu, zgodnie z zapisem w testamencie jest zobowiązany spędzić tam pół roku. Wraca w rodzinne strony z ogromną niechęcią, tym bardziej, że jest tam Sydney, kobieta, którą porzucił dziesięć lat temu. Declan i Sydney to była prawdziwa młodzieńcza miłość, wzajemnie stanowili najważniejsze części swojego życia, snuli plany na przyszłość. Niespodziewanie najstarszy z braci zrywa ten związek i wyjeżdża z miasteczka. Sydney po ukończeniu prawa zatrudnia się w miejscowej kancelarii, gdy dowiaduje się, że jej pierwsza miłość wraca jest przerażona? Czyt dwoje tak bardzo kochających się kiedyś ludzi będzie potrafiło trzymać się od siebie z daleka, czy po tylu latach nadal coś ich łączy? Czy Sydney będzie chciała i mogła znowu komuś kto tak bardzo ją zranił?

Dużym atutem tej książki, podobnie jak pierwszego tomu, jest lekki, swobodny styl, humorystyczne i błyskotliwe dialogi, świetni bohaterowie i ciekawa romantyczna historia. Mimo, że przedstawiona tu opowieść nie jest jakaś zaskakująca ani oryginalna, książkę czyta się bardzo przyjemnie i czas spędzony na lekturze, na pewno nie była dla mnie czasem straconym, wręcz przeciwnie pomógł mi się zrelaksować i nastawić optymistycznie do życia. Przedstawiona historia porusza niełatwe zagadnienia, trudne dzieciństwo, kwestię przebaczenia sobie i innym, a także poczucie odpowiedzialności najstarszego brata za całą rodzinę nawet kosztem siebie. Declan powiem to postać bardzo ciekawa. Z jednej strony twardo stąpający po ziemi biznesmen, z drugiej ciągle pozostaje w nim coś ze zranionego chłopca, który który nie uporał się z trudnym dzieciństwem. Mimo, że bardzo zależy mu na Sidney i trudno mu trzymać się od niej z daleko, czuje, że może sobie pozwolić na szczęście i założenie rodziny. Kobieta nie chce ponownie cierpieć, jest miła, empatyczna i otwarta na ludzi, jednak nikt nie zranił jej tak jak Declan. Czy mimo to zdecyduje się dać mu kolejną szansę? Ich relacja jest skomplikowana, dużo ich łączy, ale też już sporo dzieli, Ciekawie ukazane są również ich relacje z innymi osobami, żartobliwe przepychanki Declana z braćmi bardzo mnie rozśmieszały. Występują tu bohaterowie znani nam już pierwszego tomu. I chociaż oczywiście da się czytać ten tom bez znajomości poprzedniego, ja zdecydowanie polecam Wam czytanie tej serii od początku, na pewno wtedy wrażenia z lektury są pełniejsze i bardziej rozumiemy różne zaległości., tym bardziej, że zakończenie wprowadza nas już w historię kolejnego z braci Arrowood, Seana. Cóż mogę powiedzieć… Nie umie się już doczekać:)

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.