„Słodko-gorzka” Ella Fields

SŁODKO-GORZKA

  • Autor:ELLA FIELDS
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Seria:UNIWERSYTET GRAY SPRINGS. TOM 2
  • Liczba stron:429
  • Data premiery: 24.02.2021r.
  • Moja ocena: 7/10

Mimo, że nie czytałam pierwszego tomu serii Uniwersytet Gray Springs ani żadnej innej książki autorki, zdecydowałam się sięgnąć po „Słodko-gorzką” i nie żałuję. Do młodzieży nie należę już od dawna, ale bardzo lubię książki z gatunku new adult, zdecydowanie poprawiają mi one humor i absorbują moją uwagę. Nie inaczej było i tym razem.

Toby Hawthorne z pozoru jest typowym uczelnianym sportowcem, przystojny, sławny, rozchwytywany przez dziewczyny, jednak okazuję się, że codziennie walczy ze swoimi własnymi demonami. Gdy spotyka Pippę dziewczyna zwraca jego uwagę i pragnie bliżej ją poznać, Ona również poczuła coś do chłopaka, chodzi jednak o to, że ona dokładnie wie z czym wiąże się to, z czym boryka się Toby, gdyż sama w dzieciństwie miała z tym do czynienia. Wie, że życie z osobą z problemami psychicznymi nie jest łatwe, ale zdążyła się już zakochać. A gdy kogoś kocha postępuje według zasady, że kochasz w nim wszystko, także jego demony. Ale czy gdy na ich wspólnego drodze pojawią się problemy, a Toby sam ją od siebie odepchnie, dziewczyna będzie chciała nadal z nim być? I czy Toby zdoła pokonać swoje słabości dla miłości?

„Słodko-gorzka” to nie tylko opowieść i uniwersyteckiej miłości, porusza ona szereg istotnych spraw, w tym kwestię mierzenia się z problemami psychicznymi, co nie jest łatwym tematem. Autorce udało się go jednak przedstawić w sposób wyczerpujący, ale jednocześnie bez przytłoczenia tematem. Oboje bohaterowie zyskują naszą sympatię. Pippa to świetna dziewczyna. Uparta, odważna, szczera, błyskotliwa. A Toby mimo swoich trudności również jest wspaniałą, wartościową osobą i nawet gdy popełniał błędy i głupoty, nie byłam w stanie go nie lubić. Także drugoplanowe postacie przestawione są w świetny sposób i zyskują naszą sympatię. Oboje uczą sobie radzić z chorobą Tobiego tak by nie zdominowała ona na stałe ich życie. Książkę czyta się szybko, wciąga i intryguje. To słodko-gorzka opowieść o walce z chorobą, o pokonywaniu własnych demonów, a także o miłości, przyjaźni i poszukiwaniu swojego miejsca w życiu. Pełna jest emocji, ale koniec końców niesie optymistyczne przesłanie, że mają przy swoim boku bliskie, wspierające osoby, wiele jesteśmy w stanie dokonać.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU KOBIECEMU.

„Szklane skrzydła motyla” Katrine Engberg

SZKLANE SKRZYDŁA MOTYLA

  • Autor:KATRINE ENGBERG
  • Seria: JEPPE KORNER. TOM 3
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:340
  • Data premiery:13.10.2020r.
  • Moja ocena:7/10

„(…) emocje to skomplikowana materia. Zemsta jest nieuchronnie związana z wyrzutami sumienia, wina idzie w parze z poczuciem krzywdy, gdy człowiek zostaje zmuszony do takiego działania, które powoduje w nim poczucie winy. To obosieczny miecz. Ten, kto nim wojuje, staje się i ofiarą, i katem.”

                                                                       Katrine Engberg „Szklane skrzydła motyla”

Książkę „Szklane skrzydła motyla” przeczytałam w ramach akcji „Dania: Mały kraj – wielka literatura„. O wyzwaniu Book-Trotter stojącą za akcją promowania duńskiej literatury już Wam wspomniałam, teraz czas na kolejną recenzję.

Już sam opis wydawcy mnie zaintrygował. Pozwólcie, że go zacytuję: „Pasjonujący thriller o misternej zemście, w którym prawdziwy sprawca, niczym tytułowy motyl szklanoskrzydły, do samego niemal końca pozostaje „niewidoczny” dla tropiących go detektywów…”. Wiem, wiem zaraz odezwą się głosy, że rolą wydawcy jest formułować intrygujące i ciekawe opisy. To prawda. Wierzcie mi jednak, nierzadko te opisy są jak najbardziej trafne i stuprocentowo oddają rzeczywistość opisaną w książce. Tak było i tym razem.

Opis fabuły

Pewnego poranka w fontannie Caritas (caritas po łacinie znaczy miłość, pragnienie dobra), na głównym deptaku Kopenhagi odkryte zostaje ciało nagiej kobiety. Śledczy diagnozują śmierć przez wykrwawienie. Bardzo okrutny, długi i bolesny sposób pozbawienia kogoś życia. Nie ma wątpliwości, że kobieta jest ofiarą wyrafinowanego morderstwa. Lekarz medycyny sądowej odkrywa, że samo narzędzie zbrodni jest interesujące. Nie skalpel, nie nóż, lecz skaryfikator, narzędzie chirurgiczne używane w dawnej medycynie do terapeutycznego upuszczania krwi. W kolejnych dwóch dniach również odkrywane są ciała ofiar. Sposób morderstwa jest identyczny. A ofiary zostały również porzucone w wodzie. Śledczy odkrywają, że wszystkie trzy ofiary: Bettina, Nicola oraz Rita pracowały w ośrodku terapeutycznym Dom Motyl dla niepełnoletnich pacjentów z zaburzeniami psychiatrycznymi. Ośrodku, który został zamknięty 2 lata wcześniej po nagłej samobójczej śmierci pacjentki. Samobójstwie przez podcięcie żył….w wannie. Zaczyna się pościg za mordercą. Pościg, w którym każdy związany z Domem Motyl wydaje się podejrzany. Pościg, w którym zostają odkryte mroczne tajemnice ośrodka, niekompetencja personelu medycznego, zbyt duże dawki leków, defraudacja środków przez właścicieli.

Jak przeczytacie w Wikipedii, Greta oto (potocznie – motyl szklanoskrzydły) znany jest „ze swoich unikalnych przezroczystych skrzydeł, które pozwalają na kamuflaż bez rozległej pigmentacji. (…) Podczas gdy jego skrzydła wydają się delikatne, motyl jest w stanie unieść do 40 razy większą od swojej masę” (źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Greta_oto ). Jak sama autorka wskazuje w książce motyl jest „(…) delikatny, ulotny, prawie przezroczysty. Ale tylko z pozoru. Jego larwy magazynują w swoich ciałach truciznę nocnego jaśminu. Dla wrogów są śmiertelnie niebezpieczne. Niepozorny motyl jest najbardziej niebezpieczny”. Wiedząc jakie są cechy charakterystyczne motyla szklanoskrzydłego, rozumiem wybór tytułu. Jest jak najbardziej trafny, mimo tego, że został wymyślony przez syna Engberg. Morderca jest jak cień, niezauważalny. Wielu bohaterów z nim rozmawia, pojawia się w kilku wątkach, a jednak nikt nie dostrzega jego roli, najważniejszej roli. Zarówno morderca, jak i inni bohaterowie (psychiatra, pielęgniarka, pacjenci ośrodka psychiatrycznego, śledczy kopenhaskiej policji, rodzice samobójczyni) muszą dźwigać ciężar, ciężar swego życia, swoich czynów. Ciężar zapewne 40 razy cięższy, niż chcieliby lub byliby w stanie udźwignąć.

Opinia

Styl skandynawski zawsze lubiłam. Jest zwięzły, kluczowy. Akcja toczy się wartko, a fabuła cały czas trzyma w napięciu. Czytając nie mogłam odpocząć, nie mogłam odetchnąć, momentami nie nadążałam. Dialogi są krótkie i dosadne. Może w języku duńskim nie ma eufemizmów?

Autorka walczy w powieści ze stereotypami.

Lekarz psychiatra nie zawsze ceni życie i zdrowie pacjentów. Dla niego bardziej liczą się osobiste korzyści z nielegalnych badań klinicznych, nowych leków, na żywych organizmach, małoletnich pacjentach psychiatrycznych.

Pielęgniarka nie zawsze niesie pomoc i wsparcie, czasem niesie śmierć cierpiąc na zaburzenie psychiczne nazwane przeniesionym zespołem Münchausena. Jednocześnie jest katem podając leki na zatrzymanie akcji serca i bohaterem ratując finalnie ofiarę przed śmiercią. Do czasu…

Matka nie zawsze cieszy się z macierzyństwa, szczególnie jak jest zaangażowaną w pracę policjantką. Macierzyństwo zostało obrane z wszelkich złudzeń. Pozostało samo zmęczenie, niechęć do płaczącego dziecka, niewyspanie. Dla mnie znamienne jest to, że dwumiesięczna córeczka Anette i Svenda do tej pory nie ma nadanego imienia. Wyobrażacie to sobie w rzeczywistości polskiej? Dwumiesięczne dziecko bez imienia? Ja nie. Jest to kulminacja tego, jak trudno poradzić sobie Anette z późnym, nieplanowanym macierzyństwem.

Pacjent psychiatryczny nie zawsze jest zły, nieprzystosowany do życia, nieciekawy, zaburzony, niestabilny. Marie, jako była pacjentka Domu Motyla, każdego dnia walczy ze swoimi demonami, samodzielnie, na własnych zasadach i każdego dnia wygrywa, wygrywa codzienność bez pasów bezpieczeństwa, bez zbyt dużej dawki leków. Wygrywa świadome życie.  

Postacie Anette i Jeppe jako śledczych kopenhaskiej policji można polubić. Anette odważna, dynamiczna, ciekawska, zaangażowana. Jeppe trochę bardziej nudny, bardziej zmęczony, może przez ten wieczny deszcz? Oboje robią wszystko by znaleźć sprawcę tych makabrycznych zbrodni. Są partnerami z jednej strony całkowicie różnymi, z drugiej całkowicie się uzupełniającymi. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że książka zachęciła mnie do przeczytania wcześniejszych książek serii. Z niecierpliwością czekam również co będzie z Jeppem i Anette w kolejnych częściach.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ZYSK I S-KA oraz organizatorom akcji „Dania: Mały kraj – wielka literatura”.

„Wybór Charlotty” Agnieszka Olejnik

WYBÓR CHARLOTTY

  • Autor:AGNIESZKA OLEJNIK
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:303
  • Data premiery:24.02.2021r.
  • Moja ocena:8/10

Wiele lat temu, chyba w szkole średniej miałam taki okres w życiu, gdy zaczytywałam się w romansach historycznych, lubiłam zwłaszcza te rozgrywające się w XIX-wiecznej Anglii. Czytając „Wybór Charlotty” czułam się trochę tak jakbym wróciła do tamtych lat, a trochę jakbym czytała coś pióra Jane Austen.

Charlotta Riley panna niebrzydka i niegłupia, ale bez posagu skazana jest na mieszkanie kątem u krewnych albo… zamążpójście. I niestety nie ma większych czas, by było to małżeństwo z miłości. Postanowiona w obliczu takiej sytuacji Charlotta nie chce być bezwolną marionetką, postanawia sama zdecydować o swoim losie i skoro już musi wyjść za mąż, przynajmniej sama wybrać sobie męża. Jej plan się powiódł, jednak kobieta nie spodziewa się, że wszystko skomplikują… uczucia.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie i lekko. Podczas czytania zupełnie przeniosłam się duchem do XIX-wiecznej Anglii, język powieści dostosowany jest do jej klimatu. Również bohaterowie są świetnie zarysowanie, wielowymiarowi, ciekawi. Charlotte daleko do typowej bohaterki tych czasów, myśli samodzielnie i nie boi się podjąć działania. Bardzo ją polubiłam. Również jej mąż jest postacią oryginalną i przekonywującą. W zasadzie każdy z pojawiających się w książce bohaterów pełni swoją rolę i jest ciekawie przestawiony. Zachwycił mnie język użyty w książce, który doskonale wpasowuj się w XIX- wieczne realia. Ciekawym akcentem są elementy erotyzmu wplecione w powieść, są one delikatne i subtelne, a jednocześnie dodają całości pieprzyku i sprawiają, że jest jeszcze bardziej niebanalna. Bardzo też podoba mi się zamysł wprowadzenia do powieści toczącej się w XIX- wieku, w realiach gdy kobiety miały niewiele do powiedzenia, silnej postaci kobiecej. Charlotta nie boi się samodzielnie myśleć, dokonuje własnych wyborów, które są rozsądnie osadzone w zastanej rzeczywistości. Mimo, że popełnia błędy, potrafi wyciągnąć z nich wnioski i nie boi się próbować sięgnąć po własne szczęście. To niezwykle cenna umiejętność, nawet w obecnych czasach.

Polecam Wam gorąco tą lekturę i podróż do XIX-wiecznej Anglii, do angielskich ogród, nad brzeg morza…

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Wystarczy chcieć” J.B. Grajda

WYSTARCZY CHCIEĆ

  • Autor:J.B. GRAJDA
  • Wydawnictwo:AKURAT
  • Liczba stron:351
  • Data premiery:24.02.2021r.
  • Moja ocena:7/10

Nie miałam okazji wcześniej przeczytać żadnej książki J.B. Grajdy. Zdecydowałam się więc na „Wystarczy chcieć” z ciekawości, zaintrygowana opisem i perspektywą innej, niebanalnej bohaterki.

Patrycja jest ekskluzywną escort girl. Zimna, wyrachowana, ale też piękna i namiętna. Nigdy nie miała dobrych relacji z rodzicami, którzy całą uwagę poświęcali młodszej córce. Szybko odcina się od nich uczy się radzić sobie sama, a, że uwielbia seks i luksusy, decyduje się na takie, a nie inne zajęcie. Ma wyselekcjonowanych klientów, których przyjmuje w specjalnych apartamencie, nakładając na twarz wenecką maskę, które daje jej złudzenie anonimowości. Żyje skupiona na sobie i swoich przyjemnościach, do momentu, gdy w drzwiach staje policja z małą dziewczynką, jej siostrzenicą, a której istnieniu Partycja nie miała pojęcia. Podobno jej siostra wybrała ją na jej opiekuna prawnego, w wypadku jej śmierci. Kobieta, która do tej pory żyła tylko dla siebie, musi zająć się dzieckiem, początkowo niezadowolona, z czasem zrobi wszystko, by zapewnić dziewczynce opiekę. W tym samym czasie w jej życiu pojawiają się dwaj przystojni mężczyźni i każdy z nich wzbudza w niej pewne uczucia. Czy kobieta będzie chciała stworzyć z którymś z nich związek i co wtedy z jej pracą? Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy okazuje się, że Patrycja została wmieszane w kryminalną aferę, a obecni w jej życiu mężczyźni mają pewne tajemnice. Całość gmatwa się jeszcze bardziej, gdy pojawia się trzeci, jeszcze bardziej tajemniczy mężczyzna….

Akcja jest intrygująca, dużo się dzieje, jest humor, cięte riposty, emocje, nagłe zwroty akcji, wątek kryminalny, niebezpieczeństwo, tajemnice. Książkę czyta się bardzo szybko i lekko, jednak bohaterka nie przypadła mi do gustu, irytowała mnie, nie była dla mnie przekonywująca. Od wielu lat spotykała się zawodowo z różnymi mężczyznami i zawsze trzymała ich na dystans, a gdy tylko w jej życiu pojawiają się dwaj przystojniacy, od razu pakuje się z związek z nimi, prawie w tym samym czasie. Zimna i egoistyczna, niby jak każdy przykrywa tym pragnienie miłości i potrzebę bliskości, jednak te kwestie ukazane są w powieści dość płytko. Brakowało mi pewnej głębi psychologicznej, wielowymiarowości. Chociaż książka nie zachwyciła mnie jakoś bardzo i były momenty, w których mnie drażniła, oceniam ją jako całkiem przyjemną lekturę, taką dla relaksu i oderwania się od rzeczywistości.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU AKURAT.

„Błękit błyskawicy” Ann Cleeves

BŁĘKIT BŁYSKAWICY

  • Autor:ANN CLEEVES
  • Seria: KWARTET SZETLANDZKI. TOM 4
  • Wydawnictwo:CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 423
  • Data premiery:19.06.2019r.
  • Moja ocena:6/10


„Błękit błyskawicy” to czwarty tom serii szetlandzkiej. Ann Cleeves osadziła akcję powieści na wyspie Fair Isle, rodzinnej wyspie Jimmiego Pereza. Rzut okiem na Wikipedię i dowiadujemy się, że Fair Isle to najbardziej odosobniona wyspa w archipelagu Szetlandów należąca do Wielkiej Brytanii. Powierzchnia wyspy to tylko 7,8 km2. Populacja wyspy w 2014 roku wynosiła 55 osób.(źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Fair_Isle ).

Parę słów o fabule. Jimmy ze swoją dziewczyną Fran odwiedzają rodziców Pereza. Mary i James Perez by uczcić zaręczyny syna organizują w latarni morskiej małe przyjęcie, na które zapraszają mieszkańców wyspy oraz kilku turystów. Przyjęcie kończy się kłótnią pomiędzy Angelą – znaną przyrodniczką i kierowniczką miejscowego ośrodka turystycznego –  i jej pasierbicą Poppy. Wkrótce zostaje odnalezione ciało Angeli. Morderca postarał się również o teatralną oprawę swej zbrodni. We włosy Angeli wplótł ptasie pióra. Na kogo chciał zwrócić uwagę? Na Angelę – znaną ornitolożkę i jej rodzinę? Na innych ornitologów przebywających na wyspie? Perez rozpoczyna śledztwo. Kolejno odkrywa niesnaski, nieporozumienia, zawiść, zdradę i niepewność. Śledztwo toczy się powoli. Momentami za wolno. Tak wolno, że popełniono kolejne morderstwo. Ginie Jane, kucharka w ośrodku turystycznym. Kobieta cicha, spokojna, zaangażowana w swoją pracę, ciesząca się z każdej chwili spędzonej na wyspie. Kto chciał jej śmierci? Komu zagrażała niepozorna Jane?

Cleeves w powieści odzwierciedliła specyfikę wyspy. Jej dzikość, hermetyczność, uzależnienie od warunków pogody, niesamowitą florę i faunę. Wszyscy o wszystkich i wszystko wiedzą. Nawet przyjezdni coroczni goście, wracający na Fair Isle wiedzą wystarczająco dużo o jej mieszkańcach. Jak można cokolwiek ukryć przed kilkudziesięcioma mieszkańcami wyspy na niecałych 8km2 powierzchni?. Opisując wątek kryminalny autorka nie zapomniała o kapryśnej pogodzie wysp. Akcja rozgrywa się w trakcie niebezpiecznych sztormów, gdzie momentami wyspa jest całkowicie odcięta od reszty świata. Wiatr, opady deszczu nie sprzyjają śledztwu. Perez jest momentami przemęczony i zziębnięty do granic możliwości. Mieszkańcy uczestniczący w śledztwie zniechęceni. W trakcie ulew każdy wygląda tak samo. Nie sposób odróżnić mężczyznę od kobiety w płaszczu przeciwdeszczowym i kapturze. I na to właśnie liczył morderca…

Książki z kwartetu szetlandzkiego („Czerń kruka”, „Biel nocy”, „Czerwień kości” i „Błękit błyskawicy”) można czytać odrębnie. Autorka sprytnie w bieżące wątki wplata wcześniejszą historię bohaterów nawiązując do przeszłości. Kolejno dowiadujemy się:
• skąd wziął się Perez? Policjant o śródziemnomorskiej urodzie na wyspach szetlandzkich.
• z czego żyją mieszkańcy wysp? Hodowla owiec, przemysł tkacki itd.
• skąd biorą się rzadkie okazy ptaków na wyspach? Większość rzadkich okazów dociera na wyspy wraz z wiatrami wschodnimi, zniesione z ich tradycyjnych szlaków migracyjnych przez Skandynawię, Rosję czy Syberię.

Czytając „Błękit błyskawicy” nie można nie porównać stylu Clevees do stylu innej angielskiej damy, Agathy Christie. Styl jest bardzo podobny. W śledztwie mniejszą rolę odgrywa technika kryminalistyczna. Najważniejsze znaczenie ma dedukcja śledczego i długie, skrupulatne przesłuchania. Sama autorka wplotła w treść powieści wątek odnoszący się do pewnej historii opisanej w książce przez królową angielskiego kryminału. Jakby sama chciała utwierdzić czytelnika w przekonaniu, że porównanie jest jak najbardziej słuszne. Jedna z bohaterek w dzieciństwie „czytała taką powieść Agathy Christie: grupa ludzi na wyspie, którzy giną jedno po drugim”.

Jeśli zależy Wam na przeczytaniu książki z niesamowitą przyrodą w tle i śledztwem na miarę Poirota to właśnie ta książka jest dla Was.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Czerwień kości” Ann Cleeves

CZERWIEŃ KOŚCI

  • Autor:ANN CLEEVES
  • Seria: KWARTET SZETLANDZKI. TOM 3
  • Wydawnictwo:CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 461
  • Data premiery:13.02.2019r.
  • Moja ocena:6/10

 „Czerwień kości” to kolejna odsłona kwartetu szetlandzkiego napisana przez Ann Cleeves w prawdziwym angielskim stylu. Po „Bieli nocy” nie mogłam się powstrzymać, by od razu nie uzupełnić recenzji i tej książki. Od polskiej premiery „Czerwieni kości” upłynęły już 2 lata. Niemniej, jest to nadal najbardziej popularna w Polsce seria książek Ann Cleeves. Wielu z nas chce dowiedzieć się, co się jeszcze zadzieje na malowniczych wyspach szetlandzkich. Z jakim nowym problemem, śledztwem będzie musiał sobie znowu poradzić inspektor Jimmy Perez. Inspektor, który przybył z Fair Isle, najbardziej odległej z wysp, a autorka przekornie nadała mu hiszpańskie imię i nietamtejszy wygląd.

W powieści bohaterowie i policyjne śledztwo są znowu tłem, do ustalenia jakim cudem w ogóle doszło do zbrodni? Tym razem Cleeves osadziła akcję na Whalsay, szóstej co do wielkości wyspy Szetlandów. Mieszkańców wyspy jest sporo i zamieszkuje ją ponad tysiąc osób. Bohaterowie pomiędzy wyspami i kolejnymi miejscami akcji przemieszczają się promem lub łodzią. W tle słychać „owce kocące się na wzgórzu” i odlatujące kruki, a na wzgórzach dwie młode dziewczyny prowadzą wykopaliska, w trakcie których odnalezione zostają ludzkie szczątki. Tajemnicze ludzkie kości i kolejne dwa morderstwa są zagadką, której rozwiązanie dotknie trwającego od kilku pokoleń konfliktu pomiędzy dwiema rodzinami.

Jimmy Perez jak Poirot słucha. Puka od drzwi do drzwi. Zadaje pytania i oczekuje odpowiedzi. Próbuje zrozumieć co łączy kolejnych bohaterów tej opowieści. Stara się wywnioskować, jakie znaczenie dla sprawy ma romans młodej archeolożki z kierownikiem wykopalisk, czy niezabliźnione rany sprzed lat. Dedukcja Pereza jest staromodna, nie przystająca do bieżących metod śledczych. Tak jakby autorka chciała zwrócić naszą uwagę na znaczenie psychologii i uwarunkowań społecznych w wiążących nas relacjach. Po raz kolejny Cleeves pokazuje, że zbrodnie mogą być bardziej lub mniej przypadkowe. Nie każdy morderca jest zły i czasem tylko okoliczności skłaniają lub wręcz zmuszają go do złych czynów. Angielski styl, jakby z Christie.

„Czerwień kości” to książka bez wątpienia dla ludzi cierpliwych. Ja do cierpliwych niestety nie należę. Momentami fabuła była dla mnie męcząca. Za długo się rozkręcała. Dodatkowo Cleeves chwilami za długo skupiała się na charakterystyce postaci. Uroku książce nie dodaje też sceneria, w której została osadzona akcja. Szetlandy spowite mgłą. Z jednej strony mroczne i niebezpieczne, z drugiej natomiast pozwalające skryć wszystkie tajemnice.  Wielkim plusem książki jest wątek archeologiczny i zagadka z przeszłości, której rozwiązanie wcale nie było takie proste.  Spróbujcie mordercę wytypować sami, mi nie udało się praktycznie do samego końca.  

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Biel nocy” Ann Cleeves

BIEL NOCY

  • Autor:ANN CLEEVES
  • Seria: KWARTET SZETLANDZKI. TOM 2
  • Wydawnictwo:CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 422
  • Data premiery:14.11.2018r.
  • Moja ocena:6/10

 Zdarzyło Wam się kiedyś przeczytać dwa razy tą samą książkę? Po prostu zapomnieć, że już ją czytaliście? Rzadko mi się to zdarza, ale tak właśnie było „Bielą nocy” Ann Cleeves . Zorientowałam się już po 20 stronach, ale historia na nowo mnie wciągnęła. Pomyślałam, nic straconego, przecież można naocznie sobie przypomnieć fabułę oraz bohaterów książki i jeszcze raz ją przeczytać i od razu napisać rzetelną recenzję.

 „Biel nocy” to drugi tom serii szetlandzkiej. Ann Cleeves jest nazywana mistrzynią brytyjskiego suspensu. Czym jest ten suspens? To nic innego, jak „zabieg stosowany w utworach fabularnych (filmach, książkach), zwłaszcza sensacyjnych, polegający na zwolnieniu lub zatrzymaniu biegu akcji, aby wzmóc napięcie u odbiorcy lub zaskoczyć go niespodziewanym zwrotem akcji” (cyt. za: https://dobryslownik.pl/slowo/suspens/54075/).

Wydaje mi się, że porównywanie Ann Cleeves do Alfreda Hitchcocka jest jednak znaczną przesadą. Czytając nie odczuwałam takiego napięcia, jak w przypadku filmów Hitchocka.  Niemniej jednak opowieści osadzone na malowniczych wyspach szetlandzkich mają swój urok. Zieleń, skały, nurt wody, fale, zagrody, strzyżenie owiec, maleńkie miejscowości i niewielka społeczność, to coś co wyróżnia kryminał Cleeves. Maleńkie wyspy (tylko 15 jest zamieszkałych!) archipelagu szetlandzkiego na Oceanie Atlantyckim, a tyle zbrodni, tyle sekretów, tyle nieszczęść.  

Już sam początek historii jest intrygujący. Statek z pasażerami przybija do portu, a na nabrzeżu widoczny jest mężczyzna w przebraniu klauna rozdający ulotki. Ulotki, jak się później okazuje, które odwołują miejscowy wernisaż Belly Sinclair, o czym sama plastyczka nie ma pojęcia. Kto chciał zniszczyć wystawę Belli i jej znajomej Fran, dziewczyny miejscowego policjanta – Jimmiego Pereza?. Sam sprawca bojkotu wystawy nie udzielił odpowiedzi, gdyż wkrótce zginął śmiercią przez powieszenie maską klauna na twarzy.  Ot historia jakich wiele. Morderstwo w hermetycznej miejscowości nieznanego przyjezdnego. Trzeba tylko dowiedzieć się kto to był i kto go zabił.

Ale to dopiero początek! Wkrótce ginie jedyny bratanek Belli, Roddy Sinclair – utalentowany skrzypek. Historia robi się coraz bardziej zagmatwana, gdy w wyrwie skał przy zatoce odnaleziono ludzkie kości. Do kogo należały? Jak się tam znalazły? Czy to kolejne morderstwo, czy nieszczęśliwy wypadek? Wszyscy wokół pytają jednak: czy to kości Lawrence, niespełnionego kochanka Belli, który opuścił wyspę wiele lat temu? Śledztwo robi się coraz bardziej ciekawe. Zatacza coraz szersze kręgi. Do pomocy Jimmy otrzymuje Taylora. Śledczy lawirują między półprawdami mieszkańców i kłamstwami przyjezdnych. Sama Bella nie jest również rzetelnym świadkiem. Okazuje się, że wiele lat temu gościła i mężczyznę w przebraniu klauna i przyjezdnego pisarza – Wildinga. Obaj byli w jakiś sposób zaangażowani w ostatnie wydarzenia. Śledztwu nie sprzyja niesamowita pora roku, w której noc miesza się z dniem.  Tytułowe białe noce powodują, że nic nie jest takie, jakie się pierwotnie wydaje… W powieści autorka dotknęła różnych kwestii. Jest o niespełnionej miłości i stanie zakochania. Jest o przywiązaniu do miejsca i życiu w zgodzie z przyrodą. Jest to codzienności i życiu jedną nogą w przeszłości. Jest o przodkach, którzy nie zawsze byli biało – czarni, nie zawsze byli całkiem dobrzy lub całkiem źli. Wreszcie jest o zemście.

O ile fabuła jest bardzo interesująca, tak bardzo, że dotknęłam jej po raz drugi, to styl pisarki jest…  typowo angielski. Laureatka Diamentowego Sztyletu, nagrody Stowarzyszenia Pisarzy Literatury Kryminalnej – najwyższe tego typu wyróżnienie w brytyjskim kryminale – pisze jak angielska dama. Wysublimowane opisy, nawet zachowania na miejscu zbrodni są opisane delikatnie, stonowanie. Emocje jakby trzymane na wodzy, niejednoznaczne i nieoczywiste. Jak twierdzi sama autorka, Cleeves nie pisze „o potworach, zwyrodnialcach, ale o prawdziwych, normalnych ludziach, którzy znaleźli się w ekstremalnej sytuacji i w ekstremalnych okolicznościach dokonują zbrodni”. Może za mało w książce naturalizmu, a za dużo angielskiej powściągliwości? Nie wiem. Oceńcie sami.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA

„Niegrzeczna miłość” antologia opowiadań

NIEGRZECZNA MIŁOŚĆ

  • Autor:VI KEELAND i PENELOPE WARD, NANA BEKHER, ANNA BELLON, AGATA CZYKIERDA-GRABOWSKA, MICHAŁ GOŁKOWSKI, GABRIELA L. ORIONE, MONIKA SKABARA, ALICJA SKIRGAJŁŁO, LUDKA SKRZYDLEWSKA, RIVA SCOTT
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Liczba stron:407
  • Data premiery:10.02.2021r.
  • Moja ocena:7/10

Niejednokrotnie pisałam, że opowiadania nie są moją ulubioną formą twórczości literackiej. Czasem jednak z różnych powodów skuszę się na taką pozycję. „Niegrzeczna miłość” zaintrygowała mnie wydaniem i piękną okładką, a także możliwością sięgnięcia dla relaksu po krótkie formy dotyczące miłości i romansu.

Pozycja ta to zbiór dziesięciu gorących opowiadań o miłości, w tym znajduje się opowiadanie duetu znanych amerykańskich autorek romansów Vi Keeland i Penelope Ward. Jeśli chodzi o polskich autorów, których opowiadania można znaleźć w tej antologii to jest to przede wszystkim opowiadanie mojej ulubionej Agaty Czykierdy-Grabowskiej, jak również innych znanych autorek romansów, takich jak Anna Bellon, Gabriela L. Orione, Monika Skabara, Alicja Skirgałło. Są też opowiadania autorów, z którymi wcześniej nie miałam do czynienia, takich jak Nana Beckher, Michał Gołkowski, Riva Scott.

Przedstawione w książce opowiadania naturalnie różnią się stylem i tematyką, łączy jej jednak głęboka namiętność, choć oczywiście sposób i umiejętności jej ukazania u poszczególnych autorów jest różna. Jedni robią to w sposób bardziej przekonywający, drudzy mniej, ale to już sprawa osobistych preferencji. Mi najbardziej podobały się chyba opowiadania Ludki Skrzydlewskiej, Rivy Scott i Moniki Skabary. Bardzo ciekawe i oryginalne jest opowiadania Agaty Czykierdy-Grabowskiej „Duch minionych walentynek” nawiązujące do „Opowieści wigilijnej”.

 Całość czyta się przyjemnie i lekko. Zawarte w niej opowiadania są romantyczne, gorące, ale też potrafią zaskoczyć i rozbawić. Antologia ta została wydana w okolicy Walentynek, ma więc być świętem miłości, sposobem na zanurzenie się w świat romantyzmu, namiętności o gorących uczuć. Jest świetną receptą na oderwanie się od codzienności i pobujanie w obłokach;)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KOBIECE.

„Powiem tylko raz” Lisa Gardner

POWIEM TYLKO RAZ

  • Autor: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 10
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 14.10.2020r.
  • Moja ocena: 7/10

 Lisa Gardner nadal nie odpuszcza zaciekawiając nas kolejną odsłoną historii o detektyw D.D. Warren. Czy dobrze? Dowiecie się mam nadzieję z tej recenzji.

Evie Carter, ciężarna matematyczka publicznego liceum wraca do domu i zastaje zastrzelonego w swym gabinecie męża, Conrada. Chwyta za broń, by oddać kolejno 12 strzałów… w laptopa. Dlaczego to zrobiła? Co i przed kim chciała ukryć? Czego się wstydziła przed śledczymi? Na te pytania stara się odpowiedzieć detektyw D.D. Warren wspierana przez agentkę specjalną FBI Kimberly Quincy.

Historia opisana przez Gardner nie opiera się tylko na morderstwie Cartera. W fabułę wpleciona jest śmierć ojca Evie sprzed 16 lat, genialnego matematyka i profesora Harvardu. Śmierć, niesłusznie potraktowana jako nieszczęśliwy wypadek. Jakby historia i tak nie była wystarczająco pogmatwana, Gardner rozwinęła ją o wątek ofiary seryjnego gwałciciela, mordercy i porywacza Jacoba Nessa – Flory Dane. Losy trzech kobiet policjantki D.D., domniemanej morderczyni Evie i ocalonej Flory splatają się w traumatycznych doświadczeniach z przeszłości i sekretami, które – według niektórych – na zawsze powinny pozostać zamiecione pod dywan.

Zawsze cieszę się, gdy w powieści pojawiają się mocne postaci kobiet. Tak było i w tym przypadku. Wszystkie bohaterki mają to coś, że dostrzegamy w nich silne cechy osobowości, nawet w więzionej przez ponad 400 dni Florze. Florze, która przez 6 lat od ocalenia przeszła niesamowitą metamorfozę. Również z pozoru wycofana i bezbronna Evie, nie jest do końca słaba. Racjonalizuje dzień po dniu, co się wydarzyło w jej życiu, by ostatecznie podjąć najlepszą decyzję i szukać odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Czuję jednak ogromny niedosyt postacią detektyw D. D. Warren. Jej postać jest najsłabiej zarysowana, jakby D. D. w kolejnych odsłonach serii rozwijała się i dojrzewała w kierunku szczęśliwej żony, matki i właścicielki psa. Brak w niej zadziorności, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Brak w niej zdecydowania i szybkiego podejmowania decyzji. Wydaje się znudzona swoją pracą. Przez pierwsze 200 stron książki zachowuje się jakby nie dostrzegała co się tak naprawdę kryje za śmiercią Cartera, przyjaznego, sympatycznego sprzedawcy okien.

Kontynuacje serii nie zawsze są tak udane jak pierwsze tomy, nawet jeśli fabuła jest interesująca. Może przesyt bohaterami? Może autorom wydaje się, że dominujące, najciekawsze cechy, nie muszą być w każdej kolejnej książce z serii tak uwypuklane? Trudno powiedzieć.  Bez wątpienia jednak „Powiem tylko raz” jest książką dla fanów Lisy Gardner i dla tych, którzy chcą poczytać o zmaganiu się w codzienności z własnymi traumami, złymi doświadczeniami i demonami, które nie chcą odpuścić. Najlepiej jest stanąć z nimi twarzą w twarz.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Druga młodość, cóż z tego, że druga” Caroline de Maigret i Sophie Mas

DRUGA MŁODOŚĆ, CÓŻ Z TEGO, ŻE DRUGA

  • Autor: CAROLINE DE MAIGRET I SOPHIE MAS
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 271
  • Data premiery: 20.01.2021r.
  • Moja ocena: 6/10

 Rzadko sięgam po książki inne niż powieści, czasem zdarza mi się przeczytać poradnik jeżeli dotyka szczególnie interesującego mnie tematu. „Druga młodość…” nie jest typowym poradnikiem, a mimo to poruszany temat i zapowiadane lekkie do niego podejście ujęło mnie na tyle, że postanowiłam sięgnąć po tę pozycję.

Caroline de Maigret i Sophie Mas to francuzki, kobiety sukcesu, współautorki książki „Bądź paryżanką, gdziekolwiek jesteś”, w nowej książce postanowiły poruszyć temat przemijającej młodości. Podeszły do tego właściwym sobie szykiem, nonszalancją i elegancją. Książka ta to zbiór inspirujących cytatów i anegdot oraz prawda o starzeniu się ukazanych z przymrużeniem oka i dystansem. Zawiera również zdjęcia, a jej forma jest przejrzysta.

Muszę powiedzieć, że pierwszą połowę książki przeczytałam naraz i byłam nią zachwycona. Druga połowa zachwycił mnie już zdecydowanie mniej, miałam poczucie, że jest trochę i wszystkim i o niczym, a poruszane tematy nie bardzo są ze sobą powiązane. Mimo to książkę czyta się dość lekko i, dzięki jej formie, szybko. Chociaż zawiera kilka zabawnym cytatów, z perspektywy muszą powiedzieć, że na pewno nie jest to pozycja, która by mnie w jakiś sposób ubogaciła i wniosła do mojego życia coś nowego.

Jeżeli jednak potrzebujecie odskoczni od powieści i szukacie czegoś lekkiego, pisanego z przymrużeniem oka, humorem i dystansem to ta pozycja będzie dla Was odpowiednia.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.