„Arsene Lupin. Dżentelmen włamywacz” Maurice Leblanc

ARSENE LUPIN. DŻENTELMEN WŁAMYWACZ

  • Autor:MAURICE LEBLANC
  • Wydawnictwo:ZYSKI I S-KA
  • Seria:ARSENE LUPIN. TOM 1
  • Liczba stron:280
  • Data premiery:11.05.2020r.
  • Data pierwszego polskiego wydania: 01.01.1957r.

Nigdy nie czytałam książek o „dżentelmenie włamywaczu”. To raczej nie moja bajka. Do sięgnięcia po tę pozycję skłonił mnie serial na Netflixie. Oglądaliście? Ja tak. Kolejne odcinki serialu „Lupin” podobno zobaczymy już 11 czerwca. Serial polubiłam za mocną kreację głównego bohatera Assane’a Diop‘a, który pomysły Lupin’a wciela w życie. Sam Arsène Lupin stworzony został w 1905r we Francji. Jest to postać bardzo  lubiana i zakotwiczona w kulturze tego kraju. Musiałam sprawdzić, czy wznowienie od Wydawnictwa Zysk i S-ka wzmocni moją fascynację bohaterem będącym pierwowzorem postaci serialowej.  Dopiero co prezentowałam Wam tę książkę, która miała premierę po wznowieniu w dniu 11 maja, a już przychodzę do Was z recenzją. Co zrobić jak to tylko 280 stron.

Podoba Wam się okładka? Mnie bardzo. Wydanie naprawdę na miarę książki sprzed stu lat. Wnętrze nie jest wcale gorsze. Oczywiście, nie jest to mroczny współczesny thriller, wartki kryminał z dobrymi wątkami obyczajowymi, czy komedia na miarę Chmielewskiej. Nie, nie. To gatunek, który zanikł wiele lat temu.

Autor nakreślił przygody najsławniejszego włamywacza w bardzo przystępny sposób. Opisuje jego perypetie począwszy od podroży transatlantykiem w czasie której poznał Miss Nelly i o zgrozo, został aresztowany. Relacje Lupina ze współpasażerami, którzy za wszelką cenę chcieli odkryć kto stoi za kradzieżami na statku okazały się wyśmienitą zabawą i ucztą dla moich oczu. A takich historii pisanych ze swadą i ogromną elokwencją jest wiele. Tylko nadal nie wiem jak on się wymyka tym śledczym.

Maurice Leblanc stworzył niebanalną postać, dżentelmena „(…) o niebywałej fantazji, działającego wyłącznie w pałacach i salonach…”. Dość, że dżentelmen to jeszcze żartowniś, człowiek o tysiącu wcieleń, posiadający rzadkie umiejętności sztuki makijażu i szybkiego przeobrażania się. Wykorzystujący nieuwagę i niemożność dostrzegania szczegółów otoczenia. Czyhający na błędy i liczący na szczęście. Szczęście, które zdaje się, nigdy go nie opuszcza. Stworzył Lupina uciekającego przed słynnym policjantem Ganimardem, z którym  bawi się w kotka i myszkę. Mimo, że wielokrotnie mu się wymyka, darzą się wzajemnie szacunkiem. Jest to relacja podobna do relacji Poirota z Kapitanem Hastingsem, przyjacielska ale z przymrużeniem oka i dużą dozą sarkazmu.

Książka podzielona jest na zatytułowane rozdziały. Każdy rozdział opisuje inny wątek. Narracja jest trzecioosobowa, chociaż w pierwszym rozdziale autor przedstawił wydarzenia na statku oczami Lupina. Podobała mi się ta koncepcja. Czytałam ten rozdział, jakbym czytała dobre anegdoty, które ktoś z dystansem opowiada na swój temat.  Narrator skonstruowany został podobnie jak Watson w serii o Sherlocku Holmesie. Bliski znajomy, wręcz przyjaciel, któremu Lupin zdradza szczegóły swoich brawurowych akcji, a on je opowiada.

Pomysł autora, że wszyscy wokół zastanawiają się, kim jest ten złodziej wręcz genialny. Sama łapałam się na zgadywaniu. W wielu miejscach książki widziałam Lupina, który jednak nim się nie okazywał. Lupin momentami jest wyjątkowo arogancki. Pomysły na kradzieże wyjątkowe, jak chociażby list do właściciela drogich precjozów z prośbą o dobrowolne oddanie części z nich, w zamian za brak osobistego stawiennictwa i zmianę miejsca przechowywania wszystkich wartościowych rzeczy. By być bardziej ludzki, Lupin dodatkowo informuje właściciela o kopiach w jego zbiorze, kopiach o których sam dysponent nie wiedział. Wszyscy śledzą jego poczynania. Nawet ofiary są zainteresowane historiami o nim. Lupin często bowiem gości na stronach gazet. Tym samym staje się ówczesnym celebrytą. Celebrytą, gdzie zainteresowanie o nim podtrzymywane jest licznymi publikacjami w jedynym istniejącym wówczas medium.

No i niespodzianka. Nie spodziewałam się jej w tej książce. Do złapania Lupina zostaje zatrudniony….najsławniejszy brytyjski detektyw. Strony książki odwiedza Herlock Sholmes. Nie, nie to nie pomyłka. Okazuje się, że Leblanc napisał dwa opowiadania pt. „Arsène Lupin kontra Herlock Sholmès” w 1906 i 1907 roku w nawiązaniu do postaci Sherlocka Holmesa, bohatera kryminałów Conan Doyle’a (źródło). W późniejszych wersjach książki imię i nazwisko Sherlocka Holmesa brzmiało oryginalnie.  Samo spotkanie najsłynniejszego z detektywów z Lupinem zostało zobrazowane wyśmienicie. Wątek ten podobał mi się wyjątkowo. To prawie jak „(…) poruszający spektakl: pierwsze spotkanie tych dwóch mężczyzn, tak niezwykłych, (…) obu naprawdę najlepszych, ale przez ich specyficzne uzdolnienia fatalnie skazanych na zwarcie – tak jak dwie równe siły pchane w przestrzeni przeciwko sobie przez los”. Ciekawi mnie jak na taki obrót sprawy zareagował Sir Conan Doyle.

Klasyka przez duże K. Ciekawe historie, wyjątkowi bohaterowie i ten język, całkowicie przystępny. Bardzo klasyczny i elegancki, ale jednak przystępny. Możliwe, że to zasługa tłumaczki.

To miła odskocznia od zwykle czytywanych przeze mnie książek, a różnorodność w czytaniu jest przecież najważniejsza. Pozwala nie zamykać się w klatce i docenić twórczość z pozoru nie dla nas.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka.

„Dziewczyny w przestworzach” Noelle Salazar

DZIEWCZYNY W PRZESTWORZACH

  • Autor:NOELLE SALAZAR
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Liczba stron:456
  • Data premiery:12.11.2020r.

Mimo, że od debiutu Noelle Salazar  od Wydawnictwa Kobiece „Dziewczyny w przestworzach” minęło parę miesięcy, jest to książka którą koniecznie chciałam Wam pokazać i Was nią zainteresować. Fabuła jest bowiem niebanalna. To historia pilotek z amerykańskich Kobiecych Sił Powietrznych, eskadry stworzonej na potrzeby II wojny światowej. To historia kobiet niezwykłych, niezwyciężonych. Kobiet, których świat nie poznał.

Wypadek lotniczy to wypadek lotniczy. Śmierć to śmierć i nic tego nie zmieni.”

„Dziewczyny w przestworzach” Noelle Salazar

Książka składa się z trzech części, spiętych z kolejno ponumerowane rozdziały. Losy niesamowitych kobiet śledzimy na przestrzeni trzech lat, od października 1941 roku do października 1944. Wisienką na torcie okazał się epilog. Dzięki niemu, możemy dowiedzieć się, co stało się z głównymi bohaterami do maja 1980 roku.

A wszystko zaczyna się od szkolenia pilotów wojskowych na Hawajach. W szkoleniu uczestniczy Audrey Coltrane i to ona jest narratorką powieści. Jej perspektywa jest pierwszoplanowa, najważniejsza. Jej oczami patrzymy więc na inne pilotki biorące udział w szkoleniu, a więc na Jean, Catherine i Ruby. Ich czwórka, mimo że pochodzi z różnych stron kraju, zdobywała doświadczenie w pilotowaniu w ten sam sposób, latając „(…) samolotem rolniczym, robiąc opryski..”.  To pragnienie wzbijania się w tytułowe przestworza zaprowadził je do Pearl Harbour. Pearl Harbour, które w jeden dzień zamieniło się w ogromny cmentarz.

Nawet nie wiedziałam, że istniał taki program

Oglądaliście film „Pearl Harbour”? Ja oglądałam. Ten i wiele innych o nalocie na amerykańską bazę wojsk lotniczych. W żadnym nie zobaczyłam kobiety pilotki. W żadnym innym dziele inspirowanym czasami wojny nie dostrzegłam wątku Kobiecych Sił Powietrznych. Programu, który powstał w 1942 roku, stworzonym od podstaw przez „(…) dwadzieścia osiem kobiet, które przyjęto i natychmiast zaprzężono do pracy polegającej na dostarczaniu samolotów z miejsca na miejsce na terenie Stanów.”. Mimo, że opisana historia jest fikcją została zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami. To dobrze, że w powieści mogłam o nich przeczytać.

Bardzo podoba mi się relacja Audrey z porucznikiem Jamesem Hartem, prawdziwym amerykańskim porucznikiem. Relacja, która dojrzewa i buduje się de facto sama, od samego momentu spotkania na Hawajach. Nie jest to wątek wycięty z romansu, jest to motyw oparty na melancholii, na pragnieniu, które nie może się spełnić, na wiecznej tęsknocie i czekaniu.

Audrey w trakcie całej historii wiele traci. Traci przyjaciół w nalocie na Pearl Harbour, traci przyjaciółkę w trakcie manewru lądowania, traci możliwość przebywania z Jamesem na lata. Zyskuje jednak dużo więcej. Zyskuje pewność, że przyjdzie taki dzień, że my kobiety zdobędziemy „(…) uznanie za nasze umiejętności i naszą odwagę” i przestaniemy dla mężczyzn być tylko „(…) dziewczętami. Bawiącymi się w coś, do czego nie zostałyśmy stworzone”. Zyskuje spełnienie i radość z robienia czegoś, co kocha. Zyskuje nową siebie, nowe ja.

To książka o sile i ogromnej pasji. To książka również o kobiecej przyjaźni, w której nie ma bzdurnego współzawodnictwa i zawiści. To książka o spełniających się marzeniach. To również książka o ciężkiej pracy, organizacji, odpowiedzialności i sumienności. To nie jest książka o malowaniu paznokci i chodzeniu do kantyn wojskowych na dancingi. Oj nie.

Audrey po pierwszym hawajskim locie wylatała wiele kilometrów i przeleciała nad niejednym morzem, niejednym oceanem. Brakowało tylko jednego lotu, najważniejszego.  Lotu do Europy po szczęście, po miłość, po dalsze życie i po to „później”, które kiedyś miało nastąpić.

Warto wnieść się w przestworza razem z Audrey, by poznać te, o których zapomniał świat.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Kobiece.



Recenzja przedpremierowa – „Niebiańskie osiedle” Ryszard Ćwirlej

NIEBIAŃSKIE OSIEDLE

  • Autor:RYSZARD ĆWIRLEJ
  • Wydawnictwo:CZWARTA STRONA
  • Seria:MARCIN ENGEL. TOM 1
  • Liczba stron:345
  • Data premiery:19.05.2020r.

Zachwycił mnie ten Ryszard Ćwirlej, oj zachwycił. Zaczął świetnie już samym tytułem; „Niebiańskie osiedle”. Dlaczego? Kto z Was przeczytał antologię opowiadań kryminalnych „Awers”, wydaną również przez Czwarta Strona? Jeśli nie czytaliście, zerknijcie na moją recenzję klik. Wspominam w niej o jednym z opowiadań, które mnie oczarowywało. Był to „Niebiański dom” Ryszarda Ćwirleja. W recenzji napisałam: „ (…) historia z dreszczykiem oparta na sprawie związanej z ekskluzywnym domem seniora położonym w okolicy Kazimierza Dolnego.  Domem, w którym – jak się okazuje – seniorzy nie mogą czuć się bezpieczni…”. W trakcie czytania tego opowiadania pomyślałam; jaki świetny pomysł na rozbudowaną fabułę. Nowatorski, nieoczywisty. Dom spokojnej starości, sąsiedzi, duszpasterze, organizacja, wykorzystywanie, wątpliwe darowizny itepe itede. Praktycznie to gotowy pomysł na nową książkę. Czy się myliłam?

Tam, dokąd idziemy, czeka na nas niebiański dom. Odchodzimy spokojni i szczęśliwi, mając nadzieję, że kiedyś wszyscy się tam spotkamy”.

„Niebiańskie osiedle” Ryszard Ćwirlej

Dwa podwójne samobójstwa, jedno w Pile, drugie w Warszawie. Warszawie, gdzie „(…) wszystko w większej skali”. Samobójcami są emeryci, spokojni, nie wadzący nikomu. Niewinne samobójstwa mają jednak drugie dna. Odkrywa to Franek Kaczmarek młody śledczy przebywający od niedawna w stolicy. Równolegle policyjne działania rozpoczyna dziewczyna Franka, Jowita, która jeszcze tkwi w Pile. I to właśnie do Piły prowadzą wszystkie ścieżki prowadzonego śledztwa. Śledztwa policyjnego i dziennikarskiego. Do akcji wkracza bowiem Marcin Engel – dziennikarz śledczy ze swoją koleżanką Kamilą oraz Babcią Matyldą – emerytowaną milicjantką.  Losy całej czwórki splatają się w jednej historii. Czy dla tej historii mają znaczenie comiesięczne dobrowolne datki przekazywane na pewne radio oraz znalezione w mieszkaniach samobójców foldery reklamowe?  Tego muszą się dowiedzieć i śledczy, i sami czytelnicy.

Tylko 345 stron !

Musiałam, po prostu musiałam w taki sposób podtytułować tę moją recenzję. Naprawdę, to tylko 345 stron. Autor serii o Anecie Nowak oraz Antonim Fischerze z klasą wypełnił pustkę powstałą po lubianych przeze mnie bohaterach. Chociaż przyznaję, Anety wyjątkowo mi żal. Tych jej hot dogów na stacji benzynowej, motocykla, szybkiej i ostrej jazdy. W tej pozycji Ćwirlej zaprezentował ciekawych bohaterów cały wachlarz. Jak to w pewnej piosence „(…) dla każdego coś miłego i każdemu jego raj”. Mi najbardziej przypadła do gustu Babcia Matylda. Akceptująca w domu palenie, picie, ale tylko dobreJ whisky, „(…) które popija od czasu do czasu dla lepszego krążenia”. Była milicyjna śledcza, wdowa po generale policji, uprawiająca sporty tylko biernie i uważająca, że „Bieganie jest bardzo niebezpieczne”. Siedemdziesięciolatka mająca nowoczesne poglądy i bardzo światły umysł.  Twierdząca, że duszpasterstwo działa jak akwizytorzy ubezpieczeń „(…) każą ci płacić przez całe życie, a wypłatę odszkodowania obiecują po śmierci”.  Sam Marcin Engel – jak wynika z opisu wydawcy – „mistrz świata w kłopotach, dziennikarz śledczy” też jest niczego sobie. Odegrał w życiu Babci Matyldy i w trakcie całego śledztwa znaczną rolę. Nie jest on jednak kluczowy dla całej fabuły. Spowinowacony z Matyldą Franek oraz jego dziewczyna Jowita również okazali się istotni w przedstawionym przez autora wątku kryminalnym.

Autor prowadzi narrację w dwójnasób. Wydarzenia zaprezentowane z perspektywy Marcina są w narracji pierwszoosobowej. To Marcin jest narratorem. Patrzymy na wszystko, co go otacza jego oczami. Na jego dziewczynę Dżesikę, współpracowniczkę Kamę, babcię Matyldę. Relacjonując wydarzenia z perspektywy Engela, Ćwirlej daje radę. Narracja przechodzi przeobrażenie. Jest w niej mniej faktów więcej wrażeń, uczuć, spostrzeżeń i to wszystko oczami trzydziestolatka. Równoległa narracja dotyka wątku policyjnego śledztwa. Autor stosuje wówczas narrację trzecioosobową. Relacjonuje fakty i tłumaczy decyzje.  

W książce znajdziecie cały przekrój polskiego społeczeństwa. Emeryci zafascynowani obietnicą życia na Niebiańskim Osiedlu, wierni słuchacze pewnego radia, wędkarze łowiący ryby na równi z łykami mocnych trunków, emerytki przekazujące wolne comiesięczne datki jednocześnie narzekające na biedę i brak środków na lekarstwa. Bardzo podoba mi się nawiązanie do PRL-owskich metod pracy.  Współczesne czasy, w których i tak niektórym policja państwowa miesza się z milicją obywatelską. Nawiązanie do minionych czasów sprawdza się w wątkach kryminalnych z policyjnym śledztwem w tle.

Autor wiernie odzwierciedlił psychologiczne triki wykorzystywane przez akwizytorów w sprzedaży bezpośredniej. Potencjalni klienci traktowani są jak wybrańcy, wyjątkowi nadludzie. To specjalne traktowanie otwiera ich portfele, skłania do pochopnych decyzji. Jest to problem społeczny zobrazowany bardzo dokładnie. Problem wykorzystywania starszych, często samotnych ludzi, którzy niekoniecznie od razu potrafią połapać się w stosowanych na nich sztuczkach. Przecież nie każdy jest Babcią Matyldą, czyż nie?

Ryszard Ćwirlej wielokrotnie puścił do mnie oko. Wspominając o wciśnięciu trójki w samochodowym radiu, czy chociażby w dialogu Babci Matyldy ze swoim kolegą, Borewiczem na temat nadawania nowonarodzonym dzieciom imienia Jarosław. Takie oczka lubię niezmiernie. Świadczą o tym, że autor nadąża nad bieżącymi wydarzeniami i potrafi się do nich ustosunkować, nawet kreśląc literacką fikcję.

To lekki kryminał. Nie będę ukrywać, mam słabość do osadzonych w nim bohaterów. Dlatego lekkość tej prozy kompletnie mi nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, uważam ją za atut. Taki był jej cel. Absurdalne sytuacje i przerysowane postaci mają nas skłonić, do zastanowienia się nad naszymi zniewoleniami. Zniewoleniami, które czasem mogą prowadzić do tragedii. Zniewoleniami pod przykrywką nieziemskich obietnic. Obietnic, które nigdy nie mają szansy się spełnić.

Nawet napisana z największym zaangażowaniem i ogromnym sercem recenzja nie odda kunsztu pisarza, a także specyficznej atmosfery tej książki. Nie macie wyjścia. Musicie przeczytać ją sami.  Szczerze  polecam.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Czerń” Małgorzata Oliwia Sobczyk

CZERŃ

  • Autor:MAŁGORZATA OLIWIA SOBCZAK
  • Wydawnictwo:W.A.B.
  • Seria: KOLORY ZŁA. TOM 2
  • Liczba stron:416
  • Data premiery:06.05.2020r.

Lada chwila, bo już 19 maja ukaże się najnowsza część serii od @ Małgorzata Oliwia Sobczak – autorka pt. „Biel”. Pojawiły się już przedpremierowe recenzje i w większości są pozytywne.  Ja ciągle czekam na mój egzemplarz. Mam nadzieję, że zdążę przedpremierowo Wam go polecić. To właśnie nowa premiera zmotywowała mnie, by nadrobić zaległość z poprzedniego roku i przeczytać wreszcie drugą część cyklu. Ciągle jednak pamiętam pierwszą pt. „Czerwień” (moją recenzję znajdziecie tu: klik). Będąc na wakacjach, leżąc przy basenie nie mogłam się oderwać, od czasu do czasu komentując zwroty akcji,co denerwowało moją przyjaciółkę leżącą obok. Do czasu… Jak sama zaczęła czytać, robiła to samo. Szkoda, że drugą część „Czerń” nie czytałyśmy razem. Wiele bym dała, by słyszeć czy reaguje tak samo jak ja.

Na płaszczyźnie przestępczej nie istnieją przypadki, są jedynie tropy kształtujące mapę zbrodni.”

„Czerń”  Małgorzata Oliwia Sobczak

Kilka miesięcy po poprzedniej sprawie z „Czerwieni”

Wtedy toczy się fabuła drugiej części cyklu. Nowy wątek, nowe miejsce. Przygody Prokuratora Leopolda Bilskiego zostały umiejscowione w Kartuzach. Małej miejscowości, w której teoretycznie nic się nie dzieje. Właśnie, teoretycznie… Samo miejsce akcji już wiele obiecuje. Najbardziej skrywane tajemnice gnieżdżą się właśnie w takich małych, leniwych miasteczkach. To właśnie w tym miejscu ginie siedmioletni Piotruś, syn pisarki Julia Sarman powracającej do Kartuz ze Stanów Zjednoczonych. Równocześnie śledczy z Sopotu odkrywają powiązanie z Kartuzami w sprawie innego zaginionego dziecka, trzynastoletniej Amelii Stępień. To w Kartuzach mieszka babcia zaginionej dziewczynki. Śledztwo zostało powierzone asesor Annie Górskiej. Jest to jej pierwsza poważna sprawa, w której liczy na pomoc Bilskiego.

Trzy kolory = Kolory zła

Nie wiem co to będzie w „Bieli” na którą bardzo, ale to bardzo czekam. „Biel” to trzeci kolor, czy będzie tak samo zły, ooops, a raczej tak samo dobry?

„Czerń” okazała się lepsza od pierwszej części, chociaż wydawało się to mało prawdopodobne. Bardziej mroczna, bardziej dająca do myślenia. Wielowątkowość jest jej mocną stroną. Różne tematy splatają się ze sobą, nie plączą fabuły tylko ją wzbogacają i urozmaicają. Jak zwykle autorka potrafiła trzymać mnie w napięciu doprowadzając momentami do skrajnego zdenerwowania.  Bardzo podobał mi się wątek pokazywania różnych motywów z przeszłości bohaterów. Zdarzeń, decyzji, myśli i czynów, które mają wpływ na bieżące wydarzenia. Sobczak umiejętnie, wręcz wyśmienicie potrafi opisywać przeszłość, wodząc czytelnika za nos do samego końca, nie odkrywając ostatecznie żadnych kart. Wątek kryminalny wbija w fotel. Tak dzieje się w sytuacji, gdy w zbrodnię zostają wplątane dzieci, nieskalane dzieci, obdarte w jednej chwili z niewinności. Niesłusznie, bezpowrotnie.

To wszystko w tle rodzinnych dramatów, rodowych sekretów,  relacji z burzliwego etapu dorastania, dziecięcych lęków i skrywanych głęboko przez wiele, wiele lat ran, niezagojonych ran.  Dodatkowym atutem książki są świetnie skrojeni bohaterowie. Leopold Bilski – mężczyzna po przejściach, ciągle przeżywający wydarzenia opisane w pierwszej części, nieprzepracowane traumy. Te jego dojrzewanie dodaje mu uroku, tajemnicy. Bilski o wiele bardziej zaciekawił mnie w tej części, mimo swego pragmatyzmu i żelaznych zasad. Anna Górska lepiej radzi sobie z poprzednimi wydarzeniami. Wydaje się być silniejsza. Pomaga jej w tym praca. W pełni się jej oddaje realizując zadanie za zadaniem. Ta zadaniowość pozwala jej żyć, pozwala jej zapomnieć i zatracić się w codzienności. Dlatego jest taka wyrazista, taka ciekawa.

Oj długo bym mogła spoilerować i zachwycać się tą pozycją. Na koniec dodam tylko, że kompletnym majstersztykiem było osadzenie akcji w kaszubskim klimacie. Klimacie, którego pozornie nie da się podrobić, a Małgorzacie Oliwii Sobczak udało się to brawurowo. Ja książki odłożyć nie potrafiłam póki nie dobrnęłam do brzegu. Przeczytajcie koniecznie i dajcie znać czy Wam się to udało.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

„Teraz Cię rozumiem mamo” – opowiadania

TERAZ CIĘ ROZUMIEM MAMO

  • Autor:MAGDALENA WITKIEWICZ, AGNIESZKA KRAWCZYK, AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA, NATASZA SOCHA, ILONA GOŁĘBIEWSKA, MAGDA KNEDLER, MAŁGORZATA WARDA, SABINA WASZUT
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:381
  • Data premiery:05.05.2021r.

W tym roku Dzień Matki nadszedł dla mnie znacznie wcześniej. Dokładnie 5 maja, gdy premierę miała antologia opowiadań najpopularniejszych autorek polskiej literatury obyczajowej w zbiorze „Teraz Cię rozumiem mamo” od Wydawnictwa Muza. Autorek, których powieści niejednokrotnie już czytałam. Publikacje wielu autorek dzięki którym skompletowano tę antologię, czytałam. Niektóre z nich znalazły się również w blogowych recenzjach (klik: Troje na huśtawce – Natasza SochaCzereśnie zawsze muszą być dwie – Magdalena- WitkiewiczDobre uczynki- Agnieszka Krawczyk,  Kamienica pod szcześliwą gwiazdą – Agnieszka Krawczyk,  Kochaj coraz mocniej- Ilona GołębiewskaPodróż za horyzont- Sabina WaszutNarzeczona z getta-Sabina Waszut).

Relacja matka-córka jest specyficzną mieszanką wybuchową, naładowaną takim zestawem emocji, o jakim innym ludziom nawet się nie śniło. Jedna i druga ma przeczucie, że wie wszystko o tej drugiej, że zna ją na wylot, rozumie bez słów. Tylko czy tak jest naprawdę?”.

„Sekret” Natasza Socha

Pamiętam, pamiętam, mówiłam, że opowiadania nie są moją ulubioną formą literacką. Sięgam jednak do nich. Szczególnie jeśli antologia zawiera dzieła znanych i lubianych powieściopisarek. Tym razem zrobiłam to, do czego zawsze Was zachęcam. Czytałam opowiadania z przerwami, nie jednym ciągiem traktując je jako oddzielne, niezależne dzieła. Udał mi się ten zabieg, nie powiem. Opowiadania nie zlały mi się w jedną całość, a w pamięci pozostały odrębne obrazy. Obrazy, które wstrząsnęły mną nie raz. I o tym właśnie będzie ta recenzja. O emocjach.

Od razu zastrzegam, to nie są infantylne opowieści. Te opowiadania są czymś więcej. Są diagnozą trudnych relacji, próbą wytłumaczenia i próbą zrozumienia. W tej antologii przeczytamy o:

– powielaniu błędów własnych matek, mimo, że obiecaliśmy sobie nigdy tego nie robić,

– żyjących ojcach, kiedy myśleliśmy, że nie ma ich już wśród nas,

– spotkaniach z matką, ojcem, których nie widzieliśmy od lat i jakoś udawało nam się żyć,

– niespodziewanych zbiegach okoliczności,

– matkach morderczyniach, które zrobiłyby wszystko, by chronić własne dzieci,

– życiu bez happy endu,

– matkach czekających na swoje dorosłe dzieci wracające późno z troską, ze strachem w oknie przy zgaszonym świetle, matkach czyhających na klatkach schodowych, przed domem, matkach bohaterkach,

– terapiach w których leczymy zaburzone relacje z matkami, z matkami często toksycznymi,

– matkach okaleczających własne dzieci, gdyż same doznały głębokich krzywd.

Byłaś mi, mamo, świata obrazem, odbitym w sercu moim maleńkim, byłaś nadzieją, byłaś wytrwaniem, byłaś czymś wielkim, czymś niemal świętym” – Kazimierz Kowalski „Tylko Ty matko”

Pamiętacie ten przebój „Koncertu życzeń” z czasów, gdy nie było „Wiadomości” tylko „Dziennik telewizyjny”? Mi jakoś wyjątkowo zapadł w pamięć, pewnie ze względu na wzruszający tekst. Ci co zapomnieli odświeżcie sobie. Nie pożałujecie . Ci co nie znają, wygooglujcie. Warto dowiedzieć się przy czym wzruszały się nasze mamy, nasze babcie.

Mnie dogłębnie wzruszyło opowiadanie „Wstań, Jadźka” od @magdaknedler – Autor. Autorkę znam tylko z opowiadania w antologii „Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny” (recenzja na klik). Opowiadanie to dowód, że Knedler bardzo dobrze czuje się w tematyce historycznej, trudnej tematyce. To opowieść o matce – bohaterce. Matce – łączniczce z warszawskiego powstania. To historia o Jadźce i Dance. Jadźce, której Danka wielokrotnie mówiła „wstań”, by dalej żyć, by dalej walczyć i Jadzia wstawała. Dance, która mimo żądań Jadźki kiedyś już wstać nie dała rady. To historia o przyjaźni aż po grób, o szukaniu różnych matkociociokuzynek. O szukaniu tych, które pozostały, by opowiedzieć o tych, które odeszły, przedwcześnie odeszły w zawierusze wojny. To historia przede wszystkim o córce, która dopiero u schyłku wspólnego życia odkrywa jaki ciężar nosiła jej matka przez całe życie.

Ogromne znaczenie ma dla mnie opowiadanie @ag.krawczyk – Pisarz „Kruchość”, w których autorka zobrazowała w wątku pobocznym dwa bieguny matek. Matka Kiry – niezależna, zdolna artystka, protekcjonalna, lekceważąca potrzeby dzieci, nie interesująca się codziennymi sprawami, stawiająca na tak zwany „zimny chów”. Matka koleżanki Kiry, Kasi – ciepła, kochająca, zainteresowana, wręcz wtrącająca się w życie córki.  Krawczyk brawurowo zobrazowała metodę pracy terapeutycznej opartej na teorii systemów rodzinnych w ujęciu transgeneracyjnym. Uwierzcie, wspaniała pozycja.

W „Sekrecie” od @Natasza Socha podjęty został temat pełnienia ról. Ról w życiu, jak na scenie. W hermetycznej społeczności jaką jest rodzina, autorka zobrazowała role; matki – nie matki, siostry – nie siostry. Postawiła tezę, tezę istnienia w życiu każdego dziecka trzech matek, matek pełniących różne role. Tylko która z tych postaci jest prawdziwa? Czy ta ostatnia? Ta najbardziej ludzka? „Sekret” wbił mnie w fotel, w którym wygodnie siedząc czytałam. O niektórych sekretach chcielibyśmy nie usłyszeć. Szczególnie o tych, które kładą się cieniem na całe życie dziecka, niewinnego dziecka.

Mimo, że wspomniałam tylko o trzech opowiadaniach z antologii, w książce znajdziecie więcej ciekawych pozycji. Pozycji, w których na matki patrzymy oczami innych dzieci, innych córek, innych synów. Na matki nie nasze, a jednak jak do siebie podobne.

I wszystkim nam – matkom życzę, byśmy się doczekały ze strony swoich dzieci zaśpiewanego, wyrecytowanego lub przynajmniej przepisanego tekstu piosenki:

Jesteś mi, mamo, wszystkim na świecie, niebiańską gwiazdą, promieniem złotym, jesteś mi muzą, co dała życie, jesteś spełnieniem mojej tęsknoty”. – Kazimierz Kowalski „Tylko Ty matko”

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Muza.

„Córy Ziemi” Alaitz Leceaga

CÓRY ZIEMI

  • Autor:ALAITZ LECEAGA
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:545
  • Data premiery: 05.05.2021r.

„Córy ziemi” to druga zeszłotygodniowa premiera od Wydawnictwa Albatros, która została przeczytana i zrecenzowana przeze mnie. Z twórczością Alaitz Leceagi, pisarki hiszpańskiego pochodzenia, nie miałam do tej pory do czynienia, mimo, że jej debiutancka powieść „Las zna twoje imię” – jak czytam w notce biograficznej – „w miesiąc podbiła listy bestsellerów” (źródło: Alaitz Leceaga). Czy z książki bucha ognisty temperament jak z okładki? Zapraszam do lektury recenzji.

Ból wnika nawet w najdrobniejsze szczeliny i zagnieżdża się w nich (…). Wciska się w mroczne szpary. Rośnie i rośnie jak głodna bestia, która pożera wszystko wokoło. Aż zostaje tylko on. Ból”.

„Córy ziemi”  Alaitz Leceaga

Z dwoma krukami w nazwisku

Fabuła toczy się wokół trzech kobiet, Glorii, Teresy i Verónici z rodu Veltrán-Belasco. Mimo, że mają inne charaktery i inne usposobienia, są do siebie bardzo podobne. Wszystkie trzy wyróżniają ogniste włosy i wszystkie trzy są  posądzane o opętanie przez demony. Wierzą w to mieszkańcy San Dionisio. Wierzą w to najbliżsi, wierzy ojciec i jedyny brat Rafael. Wierzy w to ich ciotka Angela pełniąca rolę guwernantki oraz miejscowy duszpasterz, ojciec Murillo. Wierzyła w to ich matka, która umarła śmiercią głodową za zgodą własnego męża i z błogosławieństwem miejscowego księdza. Matka, którą też męczyły demony.

Schyłek XIX wieku to trudny czas dla kobiet. Wyjątkowo trudny dla sióstr Veltrán-Belasco, które odtrącone przez społeczeństwo, osierocone przez matkę a następnie ojca podejmują nierówną walkę o utrzymanie rodowych winnic Las Urracas. Winnic, które przez dwadzieścia lat nie rodziły owoców, nie dawały zbiorów. Winnic, które dają im schronienie. Czy wystarczająco bezpieczne? Czy wystarczająco długo?

Manipulacja, kłamstwa, uzależnienia w mrocznym hiszpańskim klimacie

Czytając opis wydawcy tego się spodziewałam. Autorka wiernie odzwierciedliła atmosferę i klimat ówczesnych czasów. Zdarzenia toczą się jedno po drugim. Koncepcja książki trochę przypomina mi sagę. Sagę rodzinną, w której główne wątki toczą się wokół kobiet. Kobiet nabierających sił, czerpiących korzyści z własnej, dotychczas niewesołej sytuacji. Kobiet sprzeciwiających się jedynemu bratu, który korzystał ze swej uprzywilejowanej pozycji w domu. Bratu, który wykorzystywał własne siostry umiejętnie manipulując uczuciami, emocjami, poczuciem winy z powodu domniemanego opętania demonami.

Losy sióstr w domostwie nie były trudne tylko z powodu brata, lecz również z powodu innych najbliższych. Matka z dnia na dzień oddalająca się od własnych dzieci wskutek cierpienia i trawiącej jej choroby. Ojciec, zawsze bierny, chroniący tylko dziedzica – Rafaela. Ojciec, którego praktycznie nie ma. Ojciec pozwalający na oskarżanie i obwinianie dziewczynek za brak urodzaju w winnicy. Ciotka Angela, skrajna dewotka wychowująca dziewczynki twardą ręką. Twierdząca, że „nadmiar wiedzy lub umiejętności jest niebezpieczny dla kobiet, bo zmienia je w „literatki” albo osoby zbyt przemądrzałe, stwarzając zagrożenie dla ich kobiecości i nieśmiertelnej duszy”.

Książka podzielona jest na pięć części. Każda z części obejmuje losy sióstr w różnym czasie. Czasem od jednych zdarzeń mija kilka lat. Lat, w których siostry zdążą dojrzeć, nabrać dystansu, stać się bardziej silne. Części składają się z zatytułowanych rozdziałów. Narracja jest pierwszoosobowa. Na losy rodziny, zdarzenia, motywacje patrzymy oczami Glorii. Tej, która została, by bronić rodzinnej posiadłości i chronić to, co pozostało. Gloria tłumaczy zachowania swoje i innych. Jej perspektywa jest wszechogarniająca. Obserwujemy jak siostry dojrzewają. Jak zaczynają sobie radzić z przeciwnościami losu, jak zaczynają walczyć. Jak przestają się godzić na nieprawdziwe oskarżenia. Jak przestają wierzyć wreszcie w demony a zaczynają wierzyć w siebie, w swoją kobiecą, siostrzaną siłę.

Atmosfera powieści jest duszna, demoniczna, mroczna. Atmosfera podszyta miejscowymi skandalami splatająca się z chorymi relacjami wśród domowników musi taka być.  Motyw z demonami, klątwą powtarza się wielokrotnie. Za często. Jakby autorka bała się, że czytelnik nie czyta w skupieniu, tylko kartkuje kolejne strony. Leceaga dość często powracała do opisanych już wcześniej wątków. Momentami zaczęło mnie to nużyć, wręcz denerwować. Tym bardziej, że narracja jest pierwszoosobowa. Czytając miałam wrażenie, że z narratorką – Glorią jest coś nie tak. Ma problem z pamięcią dług i krótkotrwałą dlatego powraca do raz przeżytych i opisanych wydarzeń tak często.

Niezwykle spodobał mi się pomysł opisania drogi sióstr ku dojrzałości. Drogi w czasie której Gloria, Teresa i Verónica zostawiają za sobą kłamstwa, manipulacje, uzależnienie od innych, tych którzy je krzywdzą. Na przestrzeni lat stają się pełnoprawnymi obywatelkami miejscowej społeczności. Zaczynają nie tyle wierzyć, ile zaczynają być pewne, że nie są opętane i nie walczą z demonami. Walczą ze swoimi słabościami i tę walkę mogą wygrać.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Diabelski układ” P.K. Farion

DIABELSKI UKŁAD

  • Autor:P.K. FARION
  • Wydawnictwo:AKURAT
  • Seria:DIABELSKI UKŁAD. TOM 1
  • Liczba stron: 351
  • Data premiery:21.04.2021r.

Przy okazji premiery „Diabelskiego układu” zastanawiałam się, czy sięgać po tę książkę. Okładka mnie nie zaintrygowała, jak dla mnie jest banalna i nic nie wnosząca, opis trochę enigmatyczny. Książka jest debiutem, więc trudno przewidzieć czego można się po niej spodziewać. Coś jednak skłoniło mnie do tego, żeby po nią sięgnąć. Czy żałuję? Przeczytajcie sami…

Sara jest ambitną, młodą kobieta, która pragnie zrobić karierę w bankowości. Na początku historii jest asystentką dyrektora, a Błażej jego ochroniarzem. Mimo, że są z zupełnie różnych światów i wiele ich dzieli zaprzyjaźniają się. Zanim zdąży połączyć ich coś więcej mężczyzna znika, pojawia się po dwóch latach i prosi ją o przysługę, ma dać mu alibi. Ponownie pojawia się dopiero po 4 latach i nie pozostawia Sarze wyboru. Zmusza ją do kradzieży w banku, w którym pracuje, a potem wywozi za granice, gdzie ma wobec niej konkretny plan. Czy Sara wsiąknie na dobre w świat mafii? Jakie relacje będą ją łączyć z Błażejem? I o co tak naprawdę mężczyźnie chodzi?

Powiem Wam, że mam co do tej książki mieszane uczucia. Jest trochę chaotyczna, oprócz wątku romansowego są też wątki sensacyjne, mafia, intrygi i szantaże. Fabuła nie jest nazbyt oryginalna, kilka elementów mnie drażniło i irytowało. Przede wszystkim irytowała mnie Sara, trzydziestoletnia kobieta, dyrektor banku, która momentami zachowuje się jak infantylna dziewczynka. Jest naiwna, nielogiczna, i te jej przemyślenia na temat Błażeja. Wrr. Jednak biorąc pod uwagę, że to debiut muszę powiedzieć, że generalnie książkę oceniam pozytywnie. Czyta się ją szybko, choć na początku musi minąć trochę czasu zanim się rozkręci. Potem jednak akcja przyspiesza i pędzi jak szalona. Następują zwroty akcje, jesteśmy zaskakiwani. Generalnie od połowy ciężko było mi się od niej oderwać. A, że jest to pierwszy tom serii to muszę powiedzieć, że potencjał jest. No i to zakończenie, jak urwane, nic nie wyjaśniające, jest swoistą zachętę do sięgnięcia po kolejny tom.

Jeżeli szukacie odskoczni i rozrywki, bez dużych wymagań, ta pozycja będzie idealna dla Was.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Akurat.

„Wybrana przez mafię” Ada Tulińska

WYBRANA PRZEZ MAFIĘ

  • Autor:ADA TULIŃSKA
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Seria: BRACIA VEDETTI. TOM 3
  • Liczba stron: 309
  • Data premiery: 14.04.2021r.

Niedawno recenzowałam dla Was drugi tom serii bracia Vedetti Ady Tulińskiej, a dziś chciałabym zaprosić Was na recenzję trzeciego tomu. Muszę przyznać, że podobał mi się jeszcze bardziej niż poprzedni.

Bracia Vedetti po raz trzeci

W powieści spotykamy oczywiście wszystkich trzech braci, chociaż główne wydarzenia tym razem toczą się wokół Roberto. To ten z braci Vedetti, który w drugim tomie odgrywał rolę tego złego szefa. Teraz ojciec wzywa go z powrotem na Sycylię. Wanda pracowała jako sprzątaczka u braci Vedetti. Gdy jej ojciec traci pracę, a matka rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy na leczenie dziewczyna decyduje się przeprowadzić na Sycylię i pracować dla Roberto. Jak teraz ułożą się ich skomplikowane relacje? Mężczyzna bowiem najpierw ją ignorował, potem zwrócił na nią uwagę, gdyż w pewnej stylizacji przypominała mu jego idolkę Lanę Del Rey, próbował ją więc niezbyt subtelnie poderwać, a gdy dziewczyna go odtrąciła czuł się bardzo dotknięty. Jednak zgadza się ją zatrudnić, gdy Wanda znajduje się w potrzebie. Spodziewająca się jego zalotów Wanda jest bardzo zdziwiona po przylocie na Sycylię, gdzie okazuje się, że Roberto ją ignoruje. Jak ostatecznie ułożą się ich relacje?

Ciekawa bohaterka

Duży plusem jest powieści są ciekawi bohaterowie. O ile bohaterka poprzedniego tomu Łucja niezbyt mnie do siebie przekonała, o tyle Wandę polubiłam bardzo. Na tle bohaterek romansów jest zadziwiająco normalna, nie ma ani idealnego wyglądu, ani idealnego charakteru. Ma swoje kompleksy, obawy, dylematy, nie jest kryształowa, nie boi się przyznać, że lubi dobrze zarabiać, nawet za cenę dylematów moralnych. Podobała mi się też jak został wykreowany w tym tomie Roberto, bohater, który do tej pory wydawał się mieć wyłącznie wady, okazuje się bardziej ludzki, a część jego zachowań wynika ze środowiska, w którym się urodził i nacisków ojca. Relacja między bohaterami też jest przedstawiona w sposób bardzo ciekawy, ogień na przemian z obojętnością. Podoba mi się jak ich relacja się rozwija, od czysto fizycznej fascynacji do wzajemnie poznawania się, polubienia.

„Wybrana przez mafię” to doskonała pozycja do odstresowania się, oderwania od rzeczywistości, dostarczenia sobie rozrywki. Gorąco polecam.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

„Lwowska kołysanka” Monika Kowalska

LWOWSKA KOŁYSANKA

  • Autor:MONIKA KOWALSKA
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Seria:DWA MIASTA. TOM 1
  • Liczba stron:352
  • Data premiery: 05.05.2021r.

Wielokrotnie pisałam, że z tymi debiutantkami i debiutantami nigdy nic nie wiadomo. W tym roku zachwyciłam się już marcowym debiutem @Tomasz Żak z „Trzydziestką” (recenzja na klik: Trzydziestka). Czy pierwsza książka @monika_kowalska3 przypadnie mi do gustu? Czytam już wiele pozytywnych opinii o „Lwowskiej kołysance”, pierwszym tomie nowego cyklu. Jak wiecie, nigdy się opiniami innych nie sugeruję i sama muszę sprawdzić, czy książka mi się podoba. Jakie są jej mocne strony, co szczególnie mnie zachwyca. Nie ukrywam, nie mogłam się doczekać sięgnięcia po tę pozycję. Książkę autorstwa „Wrocławianki, pełnoetatowej matki trzech młodych kobiet w różnym wieku, redaktorki i autorki setek opowiadań w pismach kobiecych, kryminalnych i retro” (Monika Kowalska). A jak wiecie w motywach retro czuję się wyśmienicie. Samo umiejscowienie akcji w książce we Lwowie, już jest dobrym początkiem.

(…) Ale to sami ludzie takie straszne rzeczy robią sobie nawzajem.”

„Lwowska kołysanka” Monika Kowalska

Wszystko zaczęło się od babci

Jak przeczytałam we wstępie, to babcia autorki była inspiracją tej powieści. Zapewne wiele wątków przedstawionych w fabule pochodzi z jej ustnych relacji. Fabuła toczy się wokół losów dwóch kobiet. Jedna z nich to Julia Szuba z domu Podhorecka pochodząca z rodzinnego majątku z Jazłowca. Zubożała wskutek działalności hazardowej ojca. Losy Julii poznajemy od najmłodszych lat do momentu końca drugiej wojny światowej. Obserwujemy jej dorastanie, przyjaźń z ubogą chłopką Eudoksją, zwaną Dośką. Czytamy o jej wychowaniu przez wujostwo, o zerwanych więziach rodzinnych wśród sióstr, które poszły pod opiekę różnych krewnych. Patrzymy na rzeczywistość oczami Julii w okresie międzywojennym, w trakcie politycznej zawieruchy, kiedy piec chlebowy był odznaką statusu społecznego.. Borykamy się z problemami kobiet po 1918 „(…) kiedy Polska znowu pojawiła się na mapach świata, zamieszkiwały ją głównie niezamężne kobiety. I w dodatku bez szans na zmianę stanu cywilnego z powodu braku żyjących kandydatów w odpowiednim wieku.” Dowiadujemy się o jej romansie i poznajemy okoliczności poznania męża Pawła Szuby po przyjeździe do Lwowa, gdzie „(…) są tramwaje, ludzi mrowie, sklepy piękne…”.

Równolegle z relacjonowanymi losami Julii poznajemy Adelę, jej córkę. Na rodzinę Julii, przyjaciół, sąsiadów, wrogów patrzymy oczami tej dziewczyny. Z jej losów wiemy co się zmieniło od momentu, gdy dorastała Julia. Widzimy zmieniające się relacje pomiędzy kobietami i mężczyznami. Czytamy o pierwszych objawach feminizmu nawet wśród rodziny. Fascynujemy się pierwszymi miłosnymi przygodami. Dowiadujemy się o nierównym traktowaniu kobiet i mężczyzn. Kobiet, które nie były się w stanie same ochronić. Aż do chwili gdy świat się zatrzymał, a Lwów znalazł się najpierw pod okupacją sowiecką, a później pod okupacją niemiecką i wszystko co wydarzyło się wcześniej przestało mieć znaczenie. Naprawdę przestało mieć znaczenie…

Udany debiut

Czytając odniosłam wrażenie, że książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza część dotyczy czasów sprzed wojny. Wszystko zmieniało się bardzo szybko. Autorka wiernie oddała ówczesną rzeczywistość. Podjęła ważne społeczne tematy, jak powszechne dzieciobójstwa, bicie dzieci aż do zesiniaczeń całego ciała, wykorzystywanie młodych dziewczyn przez pracodawców, brak szacunku względem kobiet. Bardzo podobała mi się relacja Julii ze swoją przyjaciółką Dośką. Mimo różnic klasowych dogadywały się wyśmienicie, a uboga chata przyjaciółki była dla Julii namiastką własnego domu, którego nie miała. No cóż. Sama Dośka jako postać kogoś mi przypomina. Krnąbrna, zdecydowana, głośna, pomysłowa. Nawet przezwisko mają takie same. Druga część to losy wojenne. Rodzina Szubów traci wszystko, dom, przyjaciół, poczucie bezpieczeństwa, dostawy jedzenia. Każdy kogoś traci. Dzieci rodziców, nauczyciele uczniów, lekarze pacjentów, właściciele kamienic lokatorów, pracodawcy pracowników. Kobiety tracą ukochanych, Karola, Kacpra, Anzelma. Wskutek chwil słabości nawet Julia czasem traci swojego Pawła.

 O ile część pierwsza, przedwojenna nacechowana jest emocjami, kolorowymi barwami, pięknymi scenografiami codziennego życia, o tyle druga zrelacjonowana jest wręcz w żołnierskich słowach. Jedno zdarzenie goni drugie, jakby autorka chciała jak najwięcej zawrzeć informacji i wydarzeń z życia rodziny na kartach tej książki. Nie ma czasu na refleksję, zatrzymanie się. Ta refleksja przychodzi u kresu wojny. Coś się skończyło. Przyszedł czas na tęsknotę za tym co już odeszło i nigdy nie wróci. Za obrazami, których już nigdy Szubowie nie zobaczą. Za ludźmi, których nigdy nie przytulą. Jako jedni z wielu muszą patrzeć do przodu, zacząć od nowa, wyruszyć w nową podróż w nieznane. Na relację z tej podróży w nieznane czekam. Czekam, bo to naprawdę udany debiut.

To ogromna sztuka napisać w przyjazny sposób o trudnych losach i czasach wojny. O Lwowie jakiego niewielu już pamięta.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Nie wiesz kim jesteś” Tim Weaver

NIE WIESZ KIM JESTEŚ

  • Autor:TIM WEAVER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria:DAVID RAKER. TOM 7
  • Liczba stron:544
  • Data premiery: 05.05.2021r.

Czasem zastanawiam się, dlaczego tak późno dowiaduję się o kolejnych książkach serii z gatunku  kryminał, sensacja, thriller. Staram się być na bieżąco :(. Śledzić, analizować, czytać zapowiedzi, a przede wszystkim czytać recenzje. Pewnie wiecie, że też mam swoich ulubionych recenzentów. A jednak umknęło mi sześć poprzednich tomów serii o Davidzie Rakerze, wszystkie Wydawnictwa Albatros. Możliwe, że polubię kolejnego śledczego, któremu autor oddał całą serię.

Wspomniałam o autorze? Cóż jak się mówi „A” trzeba umieć powiedzieć „B”. Czytaliście? Znacie jego książki? Z notki biograficznej dowiedziałam się, że Tim Weaver to brytyjski dziennikarz, który wydał już dziewięć powieści oraz zbiór opowiadań. Czy „Nie wiesz kim jesteś”, która premierę miała dwa dni temu pozostanie jedyną pozycją autora, którą przeczytam? To się okaże.

Poszukiwany, poszukiwana

Do Davida Rakera – prywatnego detektywa, byłego dziennikarza – zgłasza się kobieta z prośbą o odnalezienie siostry, Lindy Korin. Lyndy, 62-letniej zadowolonej z życia emerytki, posiadającej dom z widokiem na jezioro ze spłaconą hipoteką, dorabiającą sobie dwa razy w tygodniu jako księgowa. Lindy, która wjechała na parking i z niego już nie wyjechała.  Raker niedługo odkrywa, że Linda zaginęła pięć dni po opublikowaniu wywiadu w sprawie jej związku z mężem, znanym reżyserem, który sześćdziesiąt lat wcześniej zdobył Oskara. Raker już wie, że to nie może być przypadek. Przypadkowe również nie może być miejsce zaginięcia Lindy. Śledztwo wykazuje, że była w nim wcześniej pięć, sześć razy. W miejscu, gdzie na drzewie wyryto projektor filmowy, a raport policji o tych szczegółach milczy. Poszukiwanie Lindy prowadzi Rakera w przeszłość. W przeszłość, w której główne skrzypce grają; hollywoodzcy producenci, znani aktorzy oraz zdolni scenarzyści. W przeszłość, w której skrywane dotychczas tajemnice wypływają na światło dzienne, a Raker zaczyna bać się o swoje życie. Czy kolejne spotkanie z duchami z przeszłości zakończy się dla Rakera śmiercią? Tego musicie dowiedzieć się sami…

Raker nie Reacher

Nazwisko głównego bohatera jednoznacznie się kojarzy z serią Lee Childa. Czy to przypadek? Nie sądzę. Lee Child to jeden z dwóch, obok Michaela Connelly’ego, ulubionych autorów Tima Weavera. Główny bohater jest jednak całkowicie inny, kompletnie różny od Jacka Reachera. Raker jest bardziej łagodny, ułożony. Niestety, dla niego, nie ma doświadczenia w bezpośrednich walkach, w bezpośrednich konfrontacjach. Sceny napaści, uciszenia Rakera momentami mroziły mi w krew żyłach, a serce przyspieszało.

To kryminał z elementami thrillera. Śledztwo prowadzone jest bardzo metodycznie. Raker korzysta z pomocy swoich współpracowników. Jak to zwykle w przypadku prywatnych detektywów ma swojego hakera, policyjną wtyczkę oraz informatora, który zazwyczaj wie wszystko. Warstwa thrillera zaserwowana przez Weavera została bardzo dobrze, gustownie. Autor sprytnie budował napięcie. Napięcie w kreowaniu wątku sprzed kilkudziesięciu lat. Jak sam wielokrotnie powtarzał po nitce do kłębka, choć nie zawsze te nitki zaprowadzały go do właściwego kłębka. Wysoko oceniam wątek z kinematografią w tle z zakresu późniejszych dzieł męża Lyndy, w których ona sama również wielokrotnie zagrała. Analiza filmów, wsłuchiwanie się w ścieżkę dźwiękową, wyłapywanie każdego szmeru, szeptu zza kadru, oddechu w końcowych scenach jedenastu filmów reżysera oraz konsultacje, rozmowy na temat twórczości przeniosły mnie w świat wytwórni filmowych. W świat odległy jednak naznaczony niejednokrotnie tragediami życiowymi. Uzależnieniami, zdradami, niespełnionymi miłościami, porzuconymi dziećmi, nieszczęśliwymi małżeństwami oraz czasem nawet niezawinionymi śmierciami.

Ten wątek filmowy to prawdziwe arcydzieło. Jak sam autor przyznał w posłowiu jest fanem kina, dlatego zapewne tak dobrze odzwierciedlił tą rzeczywistość. Od razu zastrzegam, wątek ten nie jest przydługi. Mimo, że wielowarstwowy jest nieodłączną częścią całego śledztwa, wszystkiego co się dzieje. Z napięciem czekałam na rozwiązanie dwóch zagadek; dlaczego w zakończeniach filmów pojawia się zdanie „Nie wiesz kim jesteś” oraz powtarzana jest scena plenerowa z samochodu. Zagadek z pozoru nieistotnych, które jednak okazały się kluczowe. Napięcie w książce dobrze świadczy o niej samej. Co to bowiem za thriller bez napięcia?

Pióro Weavera to dla mnie totalna nowość. Brytyjczyk piszący bardzo przyjemnie, a jak wiecie brytyjski styl momentami mnie nuży. Sama trzecioosobowa  narracja jest bardzo przyjazna. W umiejętny sposób autor połączył intensywne tempo fabuły z detalami, które musiały zostać opisane, by czytelnik „wgryzł” się w rzeczywistość sprzed kilkudziesięciu lat.

Wydawnictwo Albatros coraz bardziej uzależnia mnie od siebie podsuwając mi tak dobre pozycje. No cóż, będę musiała nadrobić zaległości z serii i czytać kolejne części. To już pewne.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.