„Zaklinacz koni” Nicholas Evans

ZAKLINACZ KONI

  • Autor: NICHOLAS EVANS
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery w tym wydaniu:  07.12.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.01.1996r.

Dwa lata po premierze książkowej Robert Redford nakręcił w 1998r. z sobą w roli głównej film pod tym samym tytułem „Zaklinacz koni”. W filmie oprócz Redforda zagrała w roli Grace Scarlett Johansson, jej matkę wybitna Kristin Scott Thomas. Film zdobył serca wielu widzów. Ja pierwowzór czytałam wiele lat temu będąc nastolatką. Pamiętałam, że książka bardzo mi się podobała. Słysząc o reedycji od Wydawnictwa @Zysk i S-ka nie wahałam się ani chwili, by po nią sięgnąć po latach. Mimo, że premiera w tym wydaniu odbyła się 7 grudnia 2021, ja swój egzemplarz otrzymałam na początku bieżącego roku. Chcecie wiedzieć, czy film wiernie odzwierciedlił oryginał pióra Nicholasa Evansa? Jeśli tak, to łapcie za tą wspaniałą publikację i czytajcie.

Oto czym, moim zdaniem jest wieczność (…) Po prostu jeden długi ciąg kolejnych teraz. I wydaje mi się, że wszystko, co możesz zrobić, to przeżywać każde teraz, nie przejmując się specjalnie tymi, które już upłynęły, ani tymi, które dopiero nadejdą.” – „Zaklinacz koni” Nicholas Evans.

To historia nie tylko o koniu Pielgrzymie, który w wyniku nieszczęśliwego wypadku doznaje obrażeń fizycznych i psychicznych. To nie tylko opowieść o czternastoletniej Grace, która wskutek tragedii traci nogę. Nawet nie jest to historia Toma Bookera, nazywanego Zaklinaczem koni, ani Annie MacLean i jej małżeństwa z Robertem. To opowieść o traumie i próbie jej przezwyciężenia. To podróż, którą trzeba przebyć, by odnaleźć to, co utraciliśmy i to, co daje nam szczęście. O tym decyduje Annie. Jej decyzja, by zawalczyć o córkę alokuje ją na urokliwym ranczu, gdzie wśród zwierząt i przyjaznych ludzi Tom zaklina Pielgrzyma. Leczy go i obejmuje terapią. Terapią, której efekty odczuwają wszyscy wokół.

Nie jest to typowa historia miłosna

Evans podzielił książkę na pięć części. Historię zawarł w trzydziestu sześciu rozdziałach. Autor zastosował narrację trzecioosobową, wielokrotnie wplatając w usta bohaterów ważne słowa, ważne spostrzeżenia. Tom Booker zagrany przez Roberta Redforda w firmie, jest identyczny z tym zobrazowanym w książce. Ta sama aparycja, ten sam czar, wewnętrzny spokój i ruchy, gesty jakby wystudiowane, jakby zawsze zaplanowane i nieprzypadkowe. Postać Toma jest najciekawszą w powieści. Tom zna ból i cierpienie. Zna z perspektywy własnego życia z żoną i utraconym synem. Zna z punktu widzenia koni, którymi się opiekuje. Zna z kontekstu Grace i samej Annie. Jak sam mówi „(…) tam, gdzie jest ból, tak jest także czucie, a jak długo jest czucie, tak długo jest też nadzieja.”.

Książkę czytało się bardzo dobrze. Styl mimo, że zawiera wiele opisów scenerii, kontekstu i okoliczności jest przyjemny. Tempo i język nie nużą, nie męczą. Do tego akcja osadzona jest w latach dziewięćdziesiątych. W latach, gdzie korzystaliśmy z dyskietek komputerowych (kto wie, jak one wyglądały?), walkmana, kaset magnetofonowych czy telefonów stacjonarnych. Oprócz wspaniałych opisów przyrody Autor zabrał mnie dodatkowo w świat, który prawie już zapomniałam, w świat gdzie nie byliśmy pokoleniem „head downów”. Bardzo dobrze Autor opisał przemianę Grace. Przez swoje doświadczenie i pomoc od innych Grace wydoroślała. Co dobre, Evans skupił się również na relacji Grace z jej matką, kobietą pracującą z sukcesem w grupie wydawniczej wydającej gazetę. Dla której zwykle liczyły się tylko słupki poczytności. Ta relacja dojrzewa, staje się rzeczywista. Evans opisał najdrobniejszy gest i szczegół, który wzmocnił więź matki z córką. Do tego tłumaczenie. Nie mogę nie wspomnieć o Jerzym Łozińskim, mistrzu nad mistrzami w translacji. Jak zwykle tłumaczenie okazało się genialne. Żadne słowo nie jest użyte przypadkowo. To w 100% dopasowany tekst pod odbiorców w języku obcym. Pan Jerzy Łoziński po raz kolejny zachował intencję autora oraz zaprezentował lekkie pióro. Jest wyśmienitym interpretatorem anglojęzycznych powieści.

 I „Gdyby tylko ludzie potrafili być tak mądrzy jak konie”. – „Zaklinacz koni” Nicholas Evans.

Bądźcie jak one, jak konie – niezwykle mądre zwierzęta potrafiące wyczuć każdy nastrój, każdą trwogę, każdy ruch mięśnia jeźdźca. Czytajcie książkę, z którą warto się zapoznać w przepięknym tłumaczeniu. Czytajcie „Zaklinacza koni”!!!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Klątwa Berserkera” Anna Wolf

KLĄTWA BERSERKERA

  • Autorka: ANNA WOLF
  • Wydawnictwo: AKURAT
  • Liczba stron: 318
  • Data premiery: 12.01.2022r.

Z twórczością @Anna Wolf – strona autorska zapoznałam się przy okazji czytania antologii  „Świąteczne namiętności” również Wydawnictwa Akurat (imprint @wydawnictwo.muza.sa ). „Klątwa Berserkera”, która premierę miała w ubiegłą środę jest pierwszą przeczytaną przeze mnie książką tej Autorki. Jak napisałam w zapowiedzi, jest to średniowieczny romans, inspirowany historią Pięknej i Bestii. Już sama koncepcja mi się podoba😊. Jedna z najlepszych par disnejowskich bajek, do tego historia osadzona w Średniowieczu. Czasach, w których wiele się działo i które stanowią istne preludium do najbardziej fantazyjnych wytworów pisarskiej wyobraźni.

Bianca i Ilander. Idealne imiona do iście epickiej historii romansu. Ona – przepiękna długo i jasnowłosa piękność. On z pooraną twarzą ranami.  Stroi od innych, obawia się odrzucenia, negacji, odstraszających spojrzeń. Dziwnym zbiegiem okoliczności Bianca znajduje się w jego zamku. Zamku należącego do rodu Istrel, na który rzucono klątwę. Ilander wie jak ją przerwać. Postanawia nie przedłużać swego rodu. Tylko, czy spotkanie z Biancą pozostawi go obojętnego na uroki życia we dwoje?

Ach, co to była za opowieść. Napisana w lekkim stylu w scenerii kamiennych murów, ogromnych sald, długich i wysokich schodów, do tego fortec i krwawych bitew. Trochę taka baśń dla dorosłych, co wcale nie umniejsza jej wartości. Mile spędziłam czas czytając tą książkę. Idealnie Autorka wkomponowała fabułę w średniowieczne czasy. Bianca zmaga się z ówczesnymi wyobrażeniami o roli kobiet w życiu, mimo bardziej lub mniej jawnego sprzeciwu. Przez męża swej siostry ma zostać żoną człowieka, którego praktycznie nie zna. Dzięki przypadkowi znajduje się pod pieczą Ilandera i dzięki niemu odkrywa, że „nie taki diabeł straszny, jak go malują”. Bardzo lubię tak skonstruowane powieści, gdzie wartka akcja, fabuła i dużo emocji splata się z wartością historyczną. Czytając „Klątwę Berserkera” oczami wyobraźni przenosiłam się w miejsce akcji. Smakowałam średniowieczne życie, raz ze wstrętem, raz z zachwytem. A dotychczas zbytnią fanką romansów historycznych nie byłam. To dobrze świadczy o jakości tej pozycji.

Świat ludzi i świat kobiet. Do tego mroczny sekret i skrzywdzony przez los mężczyzna, który walczy z wszystkimi, a przede wszystkim z samym sobą. Związek dwojga ludzi skazanych na niepowodzenie opisany przepięknym, barwnym, ciekawym stylu. Idealna pozycja na mroźne wieczory. Rozgrzeje Was lepiej, niż ciepła herbata. Nic tylko czytać!

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Akurat  za możliwość przeczytania i podzielenia się z Wami tą książką.

„Niebezpieczny facet” Kristen Ashley

NIEBEZPIECZNY FACET

  • Autorka: KRISTEN ASHLEY
  • Seria: ROCK CHICK. TOM 6
  • Wydawnictwo: AKURAT
  • Liczba stron: 512
  • Data premiery: 25.08.2021r.
  • Data premiery światowej: 17.04.2013r.

Porządki świąteczne jednak warto robić😉. Bronię się co roku przed nimi rękami i nogami, a tu jednak niespodzianka. Zaczynam dostrzegać ich drugie dno. Trochę się człowiek pomęczy, napoci, ale dzięki temu znajdzie na półce dawno zapomnianą książkę, której recenzji jeszcze nie opublikowałam. Mam na myśli szóstą część serii Rock Chick pióra Kristen Ashley pt. „Niebezpieczny facet”. 11 grudnia br. opublikowałam recenzję siódmego tomu „Zniewalający opiekun” i chwaliłam się innymi pozycjami, przeczytanymi od tej autorki. Dobrze, że przypomniałam sobie o tej, którą Wydawnictwo Akurat (imprint @wydawnictwo.muza.sa ) wydało 25 sierpnia br. Szkoda byłoby pominąć jedną część.

Opowieść pełna namiętności, walki, ścierania się pomiędzy Stellą a Maciem z muzyką w tle. Stella to wokalistka i gitarzystka zespołu „The Blue Moon Gypsies”. Była też dziewczyną Maca. Tajemniczego, z trudnymi doświadczeniami, seksownego, nieznoszącego sprzeciwu, kompletnego macho. Gdy pojawia się zagrożenie życia Stelli, Mac mimo, że nie potraktował jej pięć miesięcy wcześniej z szacunkiem, podejmuje ryzyko udzielenia jej pomocy. Angażuje się w nią całkowicie, do reszty, pomimo kosztów, które musi ponieść.

To taka uwspółcześniona bajka o królewnie i jej królewiczu w rycerskiej zbroi. Ten schemat bardzo dobrze się sprawdza w książkach tego gatunku. Jak to mówią, jeśli coś się sprawdza, to po co to zmieniać. Miło czasem jest poczytać o bohaterach, którzy z pozoru nie są sympatyczni. Pisząc szczerze nawet są na wskroś źli, egoistyczni i arogancki. Mac taki zły chłopak, dla którego jednak uczucia okazują się najważniejsze. „Niebezpieczny facet” okazał się romansem trzymającym w napięciu. Dzięki wątkom kryminalnym nie sposób się było nudzić. Do tego muzyka. Świat muzyczny sprawdza się w książkach, gdzie dużo się dzieje. Momentami czuć muzykę, którą wygrywała i śpiewała Stella. Scenografia również została dostosowana do fabuły książki.

Fabuły wszystkich części tego cyklu są uproszczone. On i ona, najpierw niechętni, obarczeni trudnymi doświadczeniami, czasem się siebie boją, próbują się dystansować, by finalnie poddać się rodzącemu się uczuciu i namiętności. To książki, które dobrze się sprawdzają na trudniejsze dni. Zabierają nas w podróż, gdzie wszystko jest prostsze i zawsze jest happy end, a życie nie wydaje się takie szare. Schematyczność tej serii kompletnie mi przeszkadza. Po każdą następną publikację, gdzieś po trzeciej części, sięgam z uwagą i chęcią. Jeśli zapragniecie prześledzić inne życie, w którym nie brak namiętności i kolorów to zachęcam do przeczytania „Niebezpiecznego faceta”.

Moja ocena: 7/10

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Akurat  za możliwość zapoznania się i podzielenia się z Wami moimi spostrzeżeniami po przeczytaniu tej książki.

„Świąteczne namiętności” Edyta Folwarska, J.B. Grajda, K. C. Hiddenstorm, Kinga Litkowiec, Charlotte Mils, Patrycja Strzałkowska, Agata Suchocka, Magdalena Winnicka, Anna Wolf, Paulina Świst

ŚWIĄTECZNE NAMIĘTNOŚCI

  • Autorki: EDYTA FOLWARSKA, J.B. GRAJDA, K. C. HIDDENSTORM, KINGA LITKOWIEC, CHARLOTTE MILS, PATRYCJA STRZAŁKOWSKA, AGATA SUCHOCKA, MAGDALENA WINNICKA, ANNA WOLF, PAULINA ŚWIST
  • Wydawnictwo: AKURAT
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery: 27.10.2021r.

Z antologiami tak jest, że poziom zawartości zwykle jest nierówny. Do tej pory przeczytałam i zrecenzowałam ich sporo. Każdą o innej tematyce przewodniej. Tym razem dzięki prezentowi od Wydawnictwa Akurat (imprint @wydawnictwo.muza.sa ) zanurzyłam się w pikantnych opowieściach osadzonych w okresie bożonarodzeniowym. Wszystkie napisane przez poczytne polskie Autorki tego gatunku. Wystarczy wspomnieć o @Paulina Świst, Anna Wolf, @Kinga Litkowiec strona autorska,  K.C. Hiddenstorm, @Magdalena Winnicka – strona autorska, @Patrycja  Strzałkowska – strona autorska, J.B. Grajda – strona autorska, Agata Suchocka – pisarka, @Edyta Folwarska. O nie! Nie znajdziecie w książce porady jak szybko i sprawnie posprzątać oraz jak upiec pysznego, chrupkiego bożonarodzeniowego karpia. Znajdziecie w niej inne rady😊. Jak cieszyć się z każdej wspólnej chwili i jak uporać się z własnymi ograniczeniami, które uniemożliwiają nam się ponieść. Ponieść chwili.

10 opowiadań. 10 różnych miłosnych historii. 10 całkowicie odmiennych głównych bohaterów. Do tego jeden wspólny mianownik, najbardziej magiczny czas w roku. Czas budzących się marzeń, wspomnieć i nostalgii. Czas choinek, prezentów i pięknie zdobionych pierników. W tym czasie dzieją się różne rzeczy. Nie zawsze magiczne. Czasem spowodowane są przypadkiem, czasem świadomym dążeniem do spełnienia. I niespodzianka. W dwóch opowiadaniach odnajdziecie znanych już bohaterów. Było to dla mnie totalne zaskoczenie😉.

Zacznę od słabej strony tej publikacji, literówek. Wyjątkowo na nie jestem wrażliwa, mimo, że sama popełniam błędy. Jak natrafiam na te małe niedociągnięcia nie mogę się nadziwić, że finalnie znalazły się w druku. Tyle osób je ogląda, tyle osób czyta i analizuje. Możliwe, że treść jest ważniejsza od formy i po prostu, w ferworze czytania nie dostrzegamy tych chochlików drukarskich. Jeśli chodzi o jakość zawartość to jak na antologię przystało jest bardzo urozmaicona. Niektóre opowiadania są dłuższe, inne krótsze. Jedne smutniejsze, inne przezabawne. Jedno co je łączy, to namiętność i pikantność, których w tym gatunku zabraknąć nie może.  Najbardziej polubiłam opowiadanie „Zachar” Kingi Litkowiec nawiązujące do powieści „Naomi”. Ten sam bohater, w innej, równie ciekawej odsłonie. Na uwagę zasługuje również opowieść „Przystanek Zakopane” J.B. Gajdy. Dzieje się, jak w tytule, w najbardziej pożądanym kurorcie zimowym Polski. A jak się pewnie domyślacie, wśród prawdziwych górali nie może być nudno. Gajda zafundowała nam nieoczekiwany zwrot akcji, który wzbogacił fabułę, przez co nie wypadła tak szablonowo. Przyznam, że była totalnym zaskoczeniem, gdyż wyobrażałam ją sobie całkowicie inaczej.

Zwykle antologie czytam odrębnie. Od pewnego czasu tego staram się pilnować. Mam wtedy szansę, by opowieści nie zbiły mi się w jedną całość. Trudno potem, ze względu na różnorodność, wychwycić te niuanse, dzięki którym bardziej lub mniej lubimy dane opowiadanie. Dlatego też recenzja powstała długo po premierze, która miała miejsce pod koniec października. To przez to dawkowanie. Do czego też Wam zachęcam.

A w zakończeniu napiszę tylko, że większość Autorek stanęła na wysokości zadania. Pokazały na co je stać, by wciągnąć Czytelnika w fikcyjny świat o miłości, nadziei i bezgranicznej rozkoszy.  

Moja ocena: 6/10

Dziękuję Wydawnictwu Akurat  za możliwość zapoznania się i podzielenia się z Wami moimi spostrzeżeniami po przeczytaniu tej książki.

„Wyzwanie” Elle Kennedy

WYZWANIE

  • Autorka: ELLE KENNEDY
  • Seria: BRIAR U. TOM 4
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 03.11.2021r.
  • Data premiery światowej: 16.06.2020r.

Poprzednią książkę cyklu „Rozgrywkę” (recenzja na klik) oceniłam 8/10. Cykl nie jest kolejną serią erotyków. To raczej młodzieżowa, rozrywkowa seria, w której znaczenie ma sport. Oczywiście wszystko w duchu New Adult. I mimo, że moje młodzieńcze lata już dawno za mną 😉, listopadowa propozycja Wydawnictwa @Zysk i S-ka przypadła mi do gustu.

Opis fabuły College. Taylor Marsh to szara myszka, która przez swe siostry z Kappa Chi musi podjąć wyzwanie. Conor Edwards oprócz ogromnego talentu sportowego, ma talent do … uwodzenia. Oboje rozpoczynają swoją grę, której stawką jest szacunek innych dziewczyn oraz poczucie własnej wartości. Zabawa zamienia się w grę dla dwojga, której finał może być tylko jeden.

Tym razem Elle Kennedy zabrała czytelnika w podróż do świata hokeja. Jest to kompletnie obcy dla mnie świat. Zwykle widzę tylko je z perspektywy szklanego ekranu. Oczywiście Conor jest stereotypowo przystojny i niezwykle sprawny. Takie chodzące cudo, które cieszy się podziwem i szacunkiem wszystkich wokół. Nawet odsunięte przez niego dziewczyny, nie darzą go zbytnio antypatią. No cóż, na ideał faktycznie trudno się gniewać. Nie będę ukrywać, trochę to bajka o brzydkim kaczątku i Kopciuszku w jednym. Momentami infantylna, przerysowana, przesłodzona. Bez wątpienia jest to pozycja dla fanów tego typu historii. Ogromny plus dla Autorki za poruszone przez nią w powieści problemy, których w literaturze nigdy nie za dużo. Nawet powszechne problemy, dość wyświechtane sprawdzają się w funkcji edukacyjno – wychowawczej. Do tej pory nie znudziło mi się czytanie o odrzuceniu, dyskryminacji ze względu na wygląd, kolor skóry czy ilość kilogramów. We właściwy dla siebie sposób Kennedy poddaje pod rozwagę i uwagę czytelników etyczność tych zachowań, piętnuje je w bardzo delikatny sposób umiejętnie unikając stylu moralizatora. To dodaje świeżości i autentyczności tej pozycji. Muszę wspomnieć jeszcze o stylu. Naprawdę czyta się ją bardzo szybko, bo styl jest lekki, tu i ówdzie zakrapiany sporą dawką humoru. Dzięki czemu książkę pochłonęłam praktycznie ekspresowo.

W takich typowych młodzieżówkach wiele się dzieje z perspektywy młodych dorosłych. Niektóre problemy wydają mi się nieważne, nieistotne. Nie dziw, że tak jest, jeśli ja do młodzieży nie należę od kilkudziesięciu lat i mam o wiele bogatszy bagaż doświadczeń. To wcale nie znaczy, że książki tego gatunku mogą mi się nie podobać. Wręcz przeciwnie. „Wyzwanie” wprowadziło mnie w dobry nastrój, dało mi chwilę wytchnienia i oderwania od codziennych problemów. Stanowiło dla mnie bardzo dobrą rozrywkę. Tylko nie wiem skąd ta okładka!!! Kompletnie nie wiem. Moim skromnym zdaniem nie oddaje ona w ogóle fabuły książki, a wręcz wprowadza zamęt co do samego gatunku i przedstawionej historii.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Zniewalający opiekun” Kristen Ashley

ZNIEWALAJĄCY OPIEKUN

  • Autorka: KRISTEN ASHLEY
  • Seria: ROCK CHICK. TOM 7
  • Wydawnictwo: AKURAT
  • Liczba stron: 512
  • Data premiery: 08.12.2021r.
  • Data premiery światowej: 28.05.2013r.

W tym roku zrecenzowałam już dwie pozycje pióra Kristen Ashley. To „Idealny detektyw” oraz „Żądanie miłości”. Pierwszy tom serii „Rock Chick” pt. „Córka gliniarza” przeczytałam w kwietniu 2020r. Jak przyznałam się w zapowiedzi „Zniewalającego opiekuna” Wydawnictwa Akurat (imprint @wydawnictwo.muza.sa ), nie do końca rozumiałam zachwyty tą serią. Dopiero gdzieś tak w połowie serii zrozumiałam, co czytelników zachwyca w opowieściach Kristen Ashley. Mimo, że premiera powieści była 8 grudnia br., ja ją przeczytałam praktycznie po otrzymaniu.

Jak to jest być córką narkotykowego bossa? Nie mam pojęcia. Przekonała się o tym Sadie Townsend. Piękna, bogata i niezwykle czarująca. Gdy po jednej nocy Hector  Chavez – tajny agent w operacji mającej na celu aresztowanie ojca Sadie – poznaje jej prawdziwe oblicze, postanawia ją zdobyć. Czy uda mu się skruszyć lód tkwiący w jej sercu i zachwycić nią sobą? Szczególnie, że tak naprawdę musi robić wszystko by nie odkryć swego prawdziwego oblicza.

W książkach tego gatunku cenię sobie wielowymiarowość i różnorodność zobrazowaną w fabule. Ta miała wszystkie te elementy. Trochę gangsterki, trochę kryminału, trochę romansu i trudnych decyzji do podjęcia. Sam obraz Nightingale Investigations stanowił idealne uzupełnienie powieści. Jestem niekłamaną fanką Bonda, tajni agenci zawsze mnie pociągali, szczególnie w osobie Daniela Craiga. Tym chętniej zanurzałam się w opowieść o miłości niemożliwej, gdzie dobro spotyka się ze złem, a piekło miesza się z niebem. Postać kobieca została ukazana nieszablonowo. Sadie ma więcej do powiedzenia, niż inne postaci kobiece z poprzednich części. Może kończyć zdanie, wyrażać swoje opinie i energicznie reagować w sytuacji, gdy tak naprawdę czuje. I to jest faktyczna zaleta tej publikacji. Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Samą Autorkę cechuje specyficzne poczucie humoru, bliskie memu sercu. Nawet w tak skonstruowanej fabule potrafi zachować  dystans i elementy ironii, które uprzyjemniły mi dodatkowo lekturę.

Nie będę pewnie wyjątkiem pisząc, że czekam z niecierpliwością na kolejny tom. Naprawdę, bardzo przyjemnie się czytało. Szczerze polecam!

Moja ocena: 8/10

Dziękuję Wydawnictwu Akurat  za możliwość zapoznania się i podzielenia się z Wami moimi spostrzeżeniami po przeczytaniu tej książki.

„Il professore. Włoska miłość” Weronika Tomala

IL PROFESSORE. WŁOSKA MIŁOŚĆ

  • Autorka: WERONIKA TOMALA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 312
  • Data premiery: 14.09.2021r.

Nie wiem jak to się stało, że opublikowałam już większość recenzji listopadowych premier od Wydawnictwa @Zysk i S-ka, jestem w trakcie czytania kolejnej pozycji z końca listopada br., a tu zalegam z recenzją premiery z września☹. Zaćmienie, całkowite zaćmienie. Notatki z książki już pokrył kurz, a ja tu dopiero je ubieram w opinię godną opublikowania na moim blogu. Ech…

Z Autorką @WeronikaTomalaAutor spotkałam się już trzykrotnie😊. Ostatnio przy okazji książki pt. „Cztery liście koniczyny”, o której w recenzji napisałam między innymi „(…) porusza wiele emocji, jest pełna bólu, ale i miłości do życia i nadziei. Zakończenie spowodowało, że miałam ciarki. Ciekawa koncepcja”. Tym chętniej sięgnęłam po „Il professore. Włoska miłość”, którą przeczytałam jednym tchem. Bo czyż można nie kochać Florencji?

Zakazana włoska miłość po polsku

On – profesor sztuki włoskiej Matteo Bartollini. Ona – Magda studentka piątego roku. On – inteligentny, szanowany, żonaty, przystojny. Ona – lecząca ciągle otwarte rany, szukająca spokoju, odosobnienia. A do tego przepiękna włoska sceneria, artystyczny świat, w którym wszystko jest możliwe, a przyszłość czeka na nas z otwartymi ramionami.

Zaciekawieni? To dobrze. Starałam się jak mogłam, by wstęp zaciekawił Was na tyle, byście od razu pobiegli do księgarń. Mimo, że historia nie jest nowa i nie zbliża się do szekspirowskiego „Romea i Julii” to czyta się o niej bardzo przyjemnie. Zmienne umiejscowienie fabuły w czasie dodaje powieści interesującego polotu. Momentami chwytałam się na tym, że zmieniająca się czasoprzestrzeń zagmatwała mi odbiór, poplątała mi myśli. W tych momentach musiałam się zatrzymywać, co wcale nie czyni książkę trudną w odbiorze. Główne wątki są bardzo rozległe. Z jednej strony trudna miłość, która nie powinna się zdarzyć. Z drugiej błędne wybory, brak szczęścia  w małżeństwie, skutki zdrady. O tych kwestiach czyta mi się trudno. Zdrada nawet jeśli występuje w chwili totalnego, kompletnego zauroczenia, czy wielkiej miłości od pierwszego wejrzenia, jest jednak zdradą. Jest totalnym zaprzeczeniem złożonym obietnic i zamyka pewien rozdział w dotychczasowym życiu małżonków. Tomala odważnie podeszła do tematu. Przedstawiła różną perspektywę. Każdy czytelnik odniesie wydarzenia opisane w książce do siebie w sposób całkowicie unikatowy. Coś co mnie zachwyca, komuś innemu wyda się błahe, infantylne. Coś co mnie zasmuci, dla kogoś innego okaże się tylko kolejną konsekwencją ludzkich losów. Wszystko zależy od tego czego szukamy w literaturze i od tego, jakie są nasze doświadczenia.

Ogromnym plusem tej powieści jest włoski krajobraz. Włochy ukochałam podczas mojego letniego urlopu. Ten włoski temperament, język, specyfika wyzierają praktycznie z każdej strony. Do tego sztuka, która jest wdzięcznym tłem dla przedstawionej historii. Nie będę ukrywać, że druga połowa jest zdecydowanie lepsza od pierwszej. Autorka wprowadzała mnie w historię pełną wewnętrznych przeżyć powoli, sennie. Jakby chciała, bym nasyciła się tym, co oferuje ukochana przeze mnie Florencja. Tą senność zgubiłam jednak szybko, gdy akcja nabrała tempa, a wydarzenia następowały jedno po drugim.

To powieść, która dostarcza wielu emocji. Momentami smutna, chwilami opisująca prawdziwie silną miłość. Finalnie napawająca optymizmem i motywująca do poszukiwania własnego „Ja”.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Klub pani M.” Maya Frost

KLUB PANI M.

  • Autorka: MAYA FROST
  • Wydawnictwo: LIPSTICK BOOKS
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 14.10.2021r.

Klub pana G.” pióra @mayafrostautorka  udało mi się zrecenzować przedpremierowo. W przypadku kontynuacji powieści „Klub pani M.” sprawa nie wygląda już tak różowo ☹. Książka trafiła do mnie w październiku, a ja recenzję publikuję dopiero teraz. Jeśli jednak myślicie, że to dlatego, że książka nie jest warta Waszej uwagi to od razu małe sprostowanie z mojej strony. Do książki sięgnęłam bez zbędnej zwłoki. Przeczytałam ją migiem😊, ale… nie oparłam się w pewnym czasie kryzysowi recenzenckiemu😉. A publikacja od @WydawnictwoLipstickBooks naprawdę zaskakująco traktuje o seksualności kobiet. Czyż nie warta jest więc Waszego zainteresowania?

Opis Wydawcy: Milena nie jest już ani znudzoną, ani zahukaną nudną mężatką. Po gorących przygodach w Klubie Nieziemskich Doznań, burzliwym zakończeniu romansu z Gabrielem i rozwodzie z Adamem otrzymuje szaloną propozycję prowadzenia ekskluzywnego klubu. Wspiera ją w tym przyjaciółka. Kobiety będą tam mogły spełniać swoje najdziksze seksualne fantazje. Zapowiada się, że będzie jeszcze bardziej gorąco niż w klubie pana G.

Tak mi się podobał opis Wydawcy, że nie pokusiłam się w tym przypadku o własne wprowadzenie do fabuły. Jeśli książka tego gatunku zaczyna się prezentacją bohaterki, która „(…) nie jest już ani znudzoną, ani zahukaną nudną mężatką…” to sami przyznacie, że rozwinięcie historii z „Klubu pana G.” musi być tylko lepsze. Nie będę ukrywać, że w książce nie ma scen seksu. Są, a jakże. Wszak to taki gatunek. Autorka tym razem nie pokusiła się jednak tylko o kolejny erotyk. Ta książka to swoisty manifest, który mówi odważnie o kobiecej seksualności i poszukiwaniu przez kobietę własnej drogi. Drogi, która łamie stereotypy, która nie jest tylko odpowiedzią na oczekiwania społeczeństwa, rodziny i bliskich wokół. Drogi, w której tylko wiadomo, że nie będzie przepełniona goryczą, samotnością, frustracją, nudą i niespełnionymi pragnieniami, a nie wiadomo, gdzie i jak się skończy.

Książka, podobnie jak poprzednie tej Autorki, napisana jest lekkim, przyjemnym stylem. Czyta się ją szybko i płynnie. Ani razu nie czułam się zniesmaczona, rozgoryczona. Raczej zaciekawiona kartkowałam kolejne strony czekając na to, co zgotowała mi Maya Frost. To książka dla kobiet, bynajmniej nie z powodu scen seksu, lecz z powodu naszej seksualności, o której jest w niej niezwykle wiele. Najwięcej z dotychczas przeczytanych książek tego gatunku. A to jest chyba najlepsza zachęta by sięgnąć po tę pozycję.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU LIPSTICK BOOKS.

„LoveInk you” K.N. Haner

LOVEINK YOU

  • Autorka: K.N. HANER
  • Wydawnictwo: AKURAT
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 29.09.2021r.

Nie, nie. Niech Was nie myli obco brzmiące nazwisko autorki książki „Lovelnk you”, która premierę miała 29 września br. To nikt inny jak uśmiechnięta (…) przepełniona pozytywną energią, otwarta i rodzinna” (cyt. za lubimyczytac.pl/autor) nasza rodzima @K.N. Haner/Katarzyna Nowakowska – strona autorska. Jej publikacje bombardują w zawrotnym tempie polski rynek czytelniczy, a jej poprzednią książkę „Femme fatale” oceniłam 7/10. Czy „Lovelnk you” wydana nakładem Wydawnictwa Akurat (imprint @wydawnictwo.muza.sa ) również mi się podobała?

„Taka miłość zdarza się tylko raz w życiu” – z opisu Wydawcy.

Nie do końca z tą opinią zgadza się Isaac, typowy bad boy, macho w najgorszym tego słowa znaczeniu, dla którego liczą się tylko kumple. Nie do końca w ten powtarzany slogan wierzy też Nina. Dziewczyna skrywająca tajemnice.  Jednocześnie będąc jak piękny, rzadki okaz, będąc wrażliwą i piękną duszą. Spotkanie tych dwojga nie do końca odbywa się zgodnie ze scenariuszem. Nie ma wielkiego wow, nie ma wielkiego bum. Jest osłupienie, zdziwienie i chęć poznania prawdy o sobie samym, i o sobie nawzajem.

Ciągle zastanawia mnie fenomen tego gatunku. Romansu, erotyku czasem z dozą thrillera. Tym razem Autorka rozbudowała wątek obyczajowy. I zrobiła to z prawdziwym smakiem. Kira, czy Nina? To frapowało mnie najbardziej. Czego tak naprawdę szuka Isaac w swoim życiu i za czym tęskni ? Dodatkowo spodobał mi się wątek wychowanków domów dziecka. To potwierdza, że Autorka, mimo lekkiego gatunku, nie ucieka od trudnych, smutnych tematów. Nie unika problematycznych pytań, na które nie zawsze znajdujemy odpowiedzi. Postaci kobiece są niewątpliwie mocną stroną tej pozycji. Zarówno Kira, jak i Nina mają nam wiele do zaoferowania, mimo dzielących je różnic. Historia i jednej, i drugiej dziewczyny nie należy do najłatwiejszych. Książka wprawiła mnie w osłupienie wyciskając ze mnie morze wzruszeń.

„Lovelnk you” wychodzi poza schemat romansu. I to przekraczanie granicy wyszło na dobre. Pamiętajcie, nie każda miłosna historia musi się dobrze skończyć. Żeby dowiedzieć się, czy jednak jakiś happy end znajdziecie na końcu książki, sięgnijcie po tę publikację. Zabierze Was w inny, możliwe, że bardziej od Waszego, skomplikowany świat. Świat, w którym każdy ma swoją historię.

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Akurat  za możliwość przeczytania i podzielenia się Wami tą książką.

„Święta w Port Moody” Ewelina Nawara i Małgorzata Falkowska

ŚWIĘTA W PORT MOODY

  • Autor:EWELINA NAWARA, MAŁGORZATA FALKOWSKA
  • Wydawnictwo:AKURAT
  • Liczba stron:352
  • Data premiery:17.11.2021r.

„Święta w Port Moody” to kolejna wspólna powieść dwóch autorek, trzecia po „Nieosiągalnym” i „Niedoskonałym”. Mimo, że „Niedoskonały” nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenie zdecydowała m się na lekturę najnowszej powieść, ze względy na tematykę świąteczną i zachęcający opis. Również niezwykle klimatyczna, świąteczna okładka zachęciła mnie do sięgnięcia po tę książkę. Czy był to dobry wybór? Przekonajcie się czytając recenzję.

Abigail Sharpe, dziennikarka przed trzydziestką, ma szansę na upragniony awans. Sekretny ro,mans z z szefem może jej tylko w tym pomóc. Abbi już dawno nauczyła się sięgać po to czego pragnie, traktując mężczyzn tak jak na to zasługują. Samodzielna, niezależna, wydaje się być wprost stworzona do miejskiego życia i kariery. Niespodziewanie rodzice zmuszają ją do powrotu do rodzinnej miejscowości, gdzie musi zaopiekować się dziadkiem. Kobieta nie była w Port Moody od dziesięciu lat, a wszystko przed bolesne rozstanie. Jak zareaguje na spotkanie z Loganem, jej dawną miłością? Czy to co do siebie czuli jeszcze trwa? Czy będą mieli szansę wyjaśnić sobie wszystko. I czy dwie osoby, które zdają się mieć zupełnie inne pragnienia, mogą być razem?

Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Jest dosyć dużo gorących, fajnie napisanych scen. Od początku czuć chemię i przyciąganie między bohaterami. Natomiast w pewnym momencie miałam takie poczucie, że poszło to w stronę pewnego przesłodzenia i zbanalizowania. Akcja jest ciekawie opisana, kolejne zdarzenia i sceny są zabawne i ciekawe, błyskotliwe, żywe dialogi to też jej mocna strona. Świąteczny, śnieżny klimat małego, urokliwego miasteczka, świąteczne dekoracje i tradycje jest fajnym dopełnieniem tej powieści i wprowadza czytelnika w miły nastrój. Trochę brakowało mi tu pogłębienia psychologicznego, głębszego uzasadnienia działań bohaterów, uzasadnienia ich motywacji i zachowań. Ogólnie jednak oceniam ją pozytywnie, fajnie się ją czyta. Świetnie sprawdzi się w roli przedświątecznego umilacza czasu i pozycji, która ma nas wprowadzić w świąteczny klimat. Polecam.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Akurat.