„Praca marzeń. Stwórz karierę, którą pokochasz” Helen Tupper, Sarah Ellis

PRACA MARZEŃ. STWÓRZ KARIERĘ, KTÓRĄ POKOCHASZ

  • Autorki: HELEN TUPPER, SARAH ELLIS
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 240
  • Data premiery: 10.01.2022r

Niedawno dotarła do mnie kolejna przesyłka od @wydawnictwoznakpl. Jedną z wielu pozycji, której byłam ciekawa jest premiera z 10 stycznia br. „Praca marzeń. Stwórz karierę, którą pokochasz” autorstwa Helen Tupper i Sarah Ellis. Krótka książeczka o tym, jak możemy sobie poprawić komfort pracy, do czego dążyć, by każdy pracowity dzień rozpoczynać z otwartą głową i nadzieją, że wszystko nam się uda, a zadania zostaną wykonane na czas😉.

Jak napisał Wydawca w krótkim opisie: „Praca na całe życie, pięcie się po szczeblach kariery, toksyczny wyścig szczurów – to wszystko należy już do przeszłości. Żyjemy w świecie, w którym częste i płynne zmienianie ról, branż czy lokalizacji staje się normą. Ta nowa rzeczywistość może być stresująca i przytłaczająca, ale jeśli wiesz, jak się w niej poruszać, okazuje się pełna możliwości, wolności i sensu”. Nie mamy więc się czego bać i tego uczy nas ten poradnik.

Bardzo ciekawa pozycja, napisana lekkim, humorystycznym stylem. Ja oczywiście należę do pokolenia, gdzie silnie wiążę się z moim pracodawcą, gdzie lojalność wygrywa z chęcią zysku, czy potrzebą poprawy własnych warunków. Mimo to czytałam z zaciekawieniem. To poradnik, który mnie nie zmęczył. To poradnik, w trakcie czytania którego nie mówiłam do siebie w myślach „tak akurat” czy chociażby „fajnie się pisze, ale jak to zrobić?”. Autorki korzystając z własnego doświadczenia pokazały, że zmiany to naturalne środowisko na współczesnym rynku pracy. Zwróciły uwagę, że zmiana pracy nie zawsze oznacza, że w poprzedniej nie sprawdziliśmy się, czy zawiedliśmy oczekiwania lub że mamy problemy z adaptacją. Szukanie własnego miejsca wśród nieograniczonych możliwości na rynku pracy staje się normą i może być bardzo wyzwalające. I uwaga! Współczesna psychologia pracy nie wymaga od nas poddawania się „wyścigowi szczurów”. Praca w korporacji nie zawsze jest tym, co jest dla nas dobre, mimo stabilności, którą nam daje. Że warto czasami odrzucić nasze wyobrażenia i skłonność do konformizmu, by spotkać się z samym sobą w innym miejscu, lepszym miejscu.

Na rynku pracy jestem od ponad dwudziestu lat. Raz pracowało mi się lepiej, raz gorzej. Raz byłam bardziej kontaktowa i efektywna, raz mniej. Zaangażowania mi jednak nie można było nigdy odmówić. Jedyny problem to ta satysfakcja. Co zrobić, by cieszyć się z każdego dnia w pracy, by nie poddawać się niepowodzeniom i skutecznie walczyć o swoje. Co zrobić, by nie dopadało nas wypalenie zawodowe oraz jak wykorzystywać swoje mocne strony i radzić sobie z chwilowymi niepowodzeniami. Jeśli sami macie wątpliwości w tym temacie, sięgnijcie po najnowszą pozycję Helen Tupper oraz Sarah Ellis. Sięgnijcie po „Praca marzeń. Stwórz karierę, którą pokochasz”.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

Recenzja przedpremierowa: „Nie jest za późno” Agnieszka Olejnik

NIE JEST ZA PÓŹNO

  • Autorka: AGNIESZKA OLEJNIK
  • Wydawnictwo: CHILLI BOOKS
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 26.01.2022r.

Autorkę @Agnieszka Olejnik poznałam dzięki takim książkom jak: „Wybór Charlotty” i „Sekret Marianny” oraz opowiadaniu zawartym w niezwykle wzruszającej antologii „Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny”. Olejnik wraca na rynek wydawniczy z książką, która premierę będzie miała 26 stycznia br. pt. „Nie jest za późno” od @Chilli Books (@wydawnictwoznakpl). Nie będę ukrywać, że książka mnie zachwyciła. Jak napisałam w zapowiedzi zerknęłam na nią wieczorem i przepadłam do 1:30 nad ranem😊. Mam nadzieję, że jesteście ciekawi mojej oceny😉.

Anika po kilku latach spędzonych w dużym mieście wraca co rodzinnego, małego miasteczka. Spotyka po raz kolejny Bruna. Bruna, z którym wiele lat temu u progu dorosłości połączyła ją wspólna fascynacja. Fascynacja, która nie miała prawa się ziścić i spełnić. Bruno ma już swoje życie. Anika również znalazła sposób na zakotwiczenie w dorosłości, mimo wielu niezagojonych ran i niespełnionych względem niej i względem najbliższych oczekiwań. Czy ta relacja ma szansę na rozwinięcie? Czy „warto wchodzić dwa razy do tej samej wody”?  

Tak, tak zarwałam przez „Nie jest za późno” Agnieszki Olejnik noc. Trudno mi było wstać skoro świt, ale nie żałuję. I o to chodzi w czytaniu, by nie pożałować żadnej przekartkowanej strony i żadnej spędzonej z książką minuty.

Podoba mi się koncepcja narracyjna książki. O losach bohaterów dowiadujemy się bezpośrednio z ich relacji pierwszoosobowej. Raz narratorem jest Anika, raz Bruno. Do tego Autorka wkomponowała w powieść kilka planów czasowych. Śledzimy współczesne losy głównych bohaterów, jak również cofamy się w ich przeszłość. Dzięki temu poznajemy ich drogę, ich doświadczenia. Doznajemy emocji, które nimi targały gdy mieli naście, czy dzieścia lat. Taka naprzemienna narracja jest całkowicie w moim guście. I tu Autorka trafiła w mój czuły punkt. Spodobało mi się również zobrazowanie społeczności małomiasteczkowej na przykładzie rodzinnego Nosiczyna. Gdzie prym wiodą tak zwani starzy wyjadacze, gdzie większość osób się zna i każdy o każdym wie. Dodatkowo gdzie nikt do niczego się nie miesza i udaje, że problemów nie ma. Taka typowo małomiasteczkowa dulszczyzna, zamiatanie pod dywan, by każdy miał święty spokój.

Niby temat podjęty w książce nie jest nowatorski. O niespełnionych miłościach czytałam już nie raz. O parze, gdzie ona jest z bogatego domu, a on nie z „jej ligi” napisano niejeden raz i wyprodukowano niejeden film. W pisaniu nie chodzi jednak o to, by wymyślać rzadkie fabuły. Chodzi raczej o to, by tak opisać historię, która okaże się niebanalna, napisana z wyczuciem i wzbudzająca emocje. Ta dodatkowo skłoniła mnie do zastanowienia. Wiele myślałam o realizowaniu oczekiwań rówieśników, szczególnie w młodym wieku, gdy boimy się odrzucenia otoczenia, gdy boimy się samotności. Do tego sama postać Bruna, który mnie ujął swoich zaangażowaniem, opiekuńczością, relacją z własną matką. Taka dojrzała postawa jest rzadka w każdym pokoleniu. Bruna zmagającego się z poczuciem niższości, z wiecznym przeświadczeniem, że inni to ci zza „wysokich progów”.

Bardzo dobra obyczajowa powieść. Napisana bardzo dobrym, spokojnym stylem, w sposób niezwykle wciągającym. Książkę czyta się bardzo płynnie. Pobudza do myślenia i dotyka różnych ważnych kwestii, oprócz miłości i przyjaźni, problemu poczucia przynależności i tego, ile jesteśmy w stanie znieść, by być zaakceptowanym przez otoczenie, przez swoich rówieśników. Zapadnie Wam w pamięci na dłużej. Szczerze polecam!!!

Moja ocena: 9/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Chilli Books.

„Dobre wychowanie” Amor Towles

DOBRE WYCHOWANIE

  • Autor: AMOR TOWLES
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery w tym wydaniu: 24.11.2021r.
  • Data premiery: 01.02.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.03.2013r.

„-Masz dużo…książek – powiedział w końcu.  – To choroba.  – Leczysz… się?  – Niestety, jest nieuleczalna”. – Dobre wychowanie” Amor Towles.

Ha! Ja też choruję nieuleczalnie, tak jak Kate. Bohaterka debiutu literackiego amerykańskiego pisarza i publicysty Amora Towles’a. Autora, który zachwycił świat książką „Dżentelmen w Moskwie”. Czytaliście ten bestseller? Ja jeszcze nie, ale po przeczytaniu „Dobrego wychowania” wydanego nakładem  @wydawnictwoznakpl wiem, że „Dżentelmena w Moskwie” muszę obowiązkowo przeczytać. To taki typowy must have na nowy rok 2022, który  już prawie stoi u naszych drzwi.

Amor Towles opisał w jedynym swoim rodzaju, prawdziwie literackim stylem Nowy Jork w czasie wielkiego kryzysu. Nowego Jorku, gdzie każdy mógł „(…) skrócić albo wydłużyć sobie imię lub nazwisko. Teddy’ego do Tinkera. Eve do Evelyn. Katyę do Kate”. To świat na który spoglądam z zachwytem. Gdzie kluby jazzowe stykały się z nielegalnymi pijalniami. Gdzie istniały miejsca na których drzwiach wisiał szyld „Kobietom wstęp wzbroniony”. Gdzie każdy mógł wiele stracić, gdy równocześnie inny mógł wszystko zyskać. W takiej atmosferze poznajemy Eve i Kate, które w trakcie wspólnej nocy sylwestrowej w muzycznym klubie spotykają bogatego i przystojnego Tinkera. Niespotykanym zbiegiem okoliczności Tinker powoduje wypadek samochodowy, w którym Eve zostaje oszpecona do końca życia. Zraniona dziewczyna zaczyna grę. Grę, w której nagrodą ma być jej nowe, dostatnie życie.

Przeważnie w toku codziennego życia znosimy liczne dowody na to, że tak uniwersalna sprawiedliwość nie istnieje. Niczym koń ciągnący wóz, ze spuszczonymi łbami i końskimi okularami na swoim miejscu, człapiemy po bruku, ciągnąc dobytek panów, i cierpliwie czekamy na następną kostkę cukru.” „Dobre wychowanie” Amor Towles.

Może to nie jest bestsellerowy „Dżentelmen w Moskwie”, ale dla mnie „Dobre wychowanie” okazało się książką wyśmienitą. Czytając miałam wrażenie, że przechadzam się ulicami Nowego Jorku w czasie czterech pół roku. Tak też zresztą skonstruowana jest ta powieść. Odzwierciedla jeden rok w życiu Kate, która jest jednocześnie narratorką tej pozycji. Poznajemy jej wszystkie spostrzeżenia, uwagi, myśli, odczucia i rozterki. Jest to bohaterka i narratorka wyjątkowa. Wysoce inteligentna, umiejąca postawić na swoim, odrzucająca stare konwenanse i obyczaje. Na swój sposób unikatowa. Dodatkowo książkoholiczka, która czyta mnóstwo książek. Opiniami o nich dzieli się wraz z czytelnikiem. Poznajemy jej stosunek do Prousta, Hemingwaya, Wolf, Dickensa czy Agathy Christie. Nie tam żadna młoda trzpiotka, której jedynym celem jest zdobycie bogatego męża, ale kobieta świadoma swojej wartości. Potomkini rosyjskiego żołnierza, który jak wielu innych emigrantów na początku ubiegłego wieku poszukał szczęścia na Nowym Lądzie. W Katie faktycznie można się zakochać i to praktycznie od pierwszych kilkudziesięciu stron.

Nie przeszkadzała mi nawet literówka, którą znalazłam już na 22 stronie w słowie „odróżnić”, które brzmi „dróżnić”. Nie przeszkadzały by mi w czytaniu zapewne setki literówek, a jak wiecie na tego typu błędy jestem wyjątkowo przeczulona. Formuła książki jest bardzo atrakcyjna. O podziale na części zatytułowane kolejnymi porami roku już wspomniałam. Każda część składa się z zatytułowanego rozdziału. Rozdziałów jest łącznie dwadzieścia sześć. Autor zafundował nam wstęp, w którym wiele się dowiadujemy o okolicznościach powstania książki. Do tego Epilog. Nie wiem, czy miał być „… ale mało wybranych”, czy raczej „…dla mało wybranych”. Ale o literówkach już wspomniałam uprzednio. Gdzieniegdzie Autor w historię Katie i jej przyjaciół wplata cytaty z „Zasad uprzejmości i dobrego zachowania w towarzystwie i rozmowie spisane przez młodego George’a Washingtona”. Zestawienie wszystkich stu dziesięciu rad znajdziecie na końcu książki. Niektóre z nich są nadal aktualnie, niektóre już niekoniecznie. Ale czytać o nich w kontekście opisanych w powieści zachowań i postępowań to prawdziwy rarytas.

Amor Towles to pisarz wielowymiarowy. Z jednej strony przypominał mi Hemingwaya, czy Virginię Wolf. Z innej strony jednego z moich ulubionych amerykańskich powieściopisarzy Johna Irvinga. Trudno go jednoznacznie sklasyfikować. Tak jak jego prozę. To proza, gdzie parafrazując samego Autora, każda postać, każde pomieszczenie, które wydaje się zupełnie nowe, jest zarazem znajome jak stary zwyczaj. Amor o samej Agathcie Christie  napisał, że „(…) rozdziela swoje małe niespodzianki w staranie stonowanym tempie niani raczącej słodyczami dzieci powierzone jej opiece.” Ja czytając „Dobre wychowanie” czułam się jakby to Towles rozdzielał mi słodycze, strona po stronie, rozdział po rozdziale. I im bliżej końca, tym chciałam tych słodyczy więcej. Aż żal, że książkę już przeczytałam. Liczę, że znajdę czas by do niej powrócić. CZYTAJCIE!!!

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

„Ty albo żadna” Magdalena Kordel

TY ALBO ŻADNA

  • Autorka: MAGDALENA KORDEL
  • Cykl: Tajemnice (tom 2)
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 15.09.2021r.

Przy okazji publikacji recenzji listopadowej premiery od @wydawnictwoznakpl pt. „A ja na ciebie zaczekam” @magdalena kordel, uświadomiłam sobie, że zalegam z recenzją premiery z września ☹. Nie wiem jak to się stało. Wszak urzekła mnie sama okładka książki „Ty albo żadna”, a już o wnętrzu nie wspominając. To kontynuacja „Zanim wyznasz mi miłość”, którą zrecenzowałam w sierpniu. W ten przedświąteczny czas spieszę więc z nadrobieniem tego faux pas, bo jak to mówią Jaka Wigilia taki cały rok, a ja rok 2022 nie chcę zaczynać i kończyć z zaległościami recenzenckimi.

W tej części cyklu „Tajemnice” poznajemy kolejnych bohaterów. To cała kawalkada ciekawych postaci. Ruta – wychowanka domu dziecka i jej przyjaciel – Mateusz. Do tego sama babcia Adela i jej siostra. Rutę która się wychowała w domu dziecka, jej przyjaciela (czy aby tylko?) Mateusza. Wkracza też na scenę Halina, która do dotychczas uznana była  za zmarłą. Jak się zachowa babka Adela, po pojawieniu się u jej boku osoby, której się nie spodziewała? Czy przyjmie ją radośnie? Czy zamknie serce szukając sposobu na odsunięcie tajemnicy rodzinnej, której do tej pory starała się ukryć przed światłem dziennym.

Nie wiem czym sobie zasłużyła Magdalena Kordel i my Czytelnicy, że Wydawnictwo Znak zaskakująco szybko publikuje kolejne książki Autorki, wręcz z prędkością światła. Dzięki niemu właśnie mamy możliwość zaznajomienia się z kolejnymi pozycjami tej poczytnej, rodzimej Autorki. Czytaliście którąś z jej bestsellerów? Jeśli nie to polecam „Anioł do wynajęcia”, „W blasku słońca” i całą serię ,,Malownicze”. Część ,,Tajemnice”, której recenzja drugiego cyklu przed Wami, także jest warta Waszej uwagi. To kolejne rozliczenie Kordel z tajemnicami rodzinnymi, które nie powinny wieczność leżeć schowane w najgłębszym zakątku domostwa. To próba odpowiedzenia nam na pytanie, ile może znieść człowiek, który ucieka przed prawdą, który z prawdą się nie potrafi zmierzyć. Do tej wspaniałe postaci. Szczególnie te kobiece. Bardzo spodobała mi się Ewelina oraz sama babka Adela. To kobiety z krwi i kości, naznaczone przeszłością, które muszą wreszcie odnaleźć spokój, nawet jeśli wymagana będzie konfrontacja z tym, co minione.

To trzecia książka Autorki, którą przeczytałam i zrecenzowałam w tym roku. Dobra, jak dwie poprzednie. To pozycja obowiązkowa na zimowe wieczory, gdy potrzebujemy otulenia, oddechu. Takich książek mi trzeba w tym mijającym roku. Takich, które dostarczają refleksji, relaksu i pozytywnego nastawienia do życia. Gorąco polecam!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„A ja na Ciebie zaczekam” Magdalena Kordel

A JA NA CIEBIE ZACZEKAM

  • Autorka: MAGDALENA KORDEL
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 18.11.2021r.

Książki @magdalena kordel bardzo sobie cenię. Literatura obyczajowa sprawdza się i na jesienne, i na zimowe smutki. Ostatnią „Zanim wyznasz mi miłość” recenzowałam w czerwcu, tym chętniej sięgnęłam do premiery z 18 listopada br. wydanej nakładem @wydawnictwoznakpl. Okazało się, że książka „A ja na Ciebie zaczekam” oprócz pięknej, nastrojowej okładki miała do zaoferowania o wiele więcej. Historię, którą nawet do tej pory wspominam z rozrzewnieniem😉.

Trzy kobiety. Trzy historie. Trzy zagadki.

Kim jest Emilia, która budzi się w szpitalu, gdzie jedyną osobą, która ją rozumie, jest młoda polska pielęgniarka? Kim jest Ernestyna, która pogrąża się wciąż we wspomnieniach  o rodzinnej Warszawie?

Kim jest Anastazja, która po raz kolejny nie dostała się na wymarzone studia, ciągle okłamuje rodziców, a dodatkowo nie ma pracy? „Dzieli je wiek i odległość, ale łączy jedno – w tę Wigilię będą potrzebować prawdziwego cudu” – z opisu Wydawcy.

W książkach obyczajowych, dobrych książkach obyczajowych, lubię, gdy historie wzbudzają we mnie prawdziwe emocje. W trakcie lektury „A ja na Ciebie zaczekam” odczuwałam nostalgię, rozrzewnienie, zniecierpliwienie, sympatię i chwilami antypatię oraz ogromne zaciekawienie jak ta historia potoczy się dalej. Kordel zachwyciła mnie nietuzinkowymi wątkami, które rozwinęła nieszablonowo. Zachwycił mnie i motyw z portretem dziewczyny w granatowym płaszczu, i zbłąkany wędrowiec przemierzający ulicami Stolicy. A rozmowy z tajemniczym starszym panem przy stoliku w pijalni czekolady Wedla nadały całej fabule dodatkowego uroku.

Niby historia jakich wiele. Historia o więzi, mimo dzielących różnic, dzielących lat i dzielących kilometrów. Więzi, których szukamy czasem przez całe życie, lub które zrywamy czasem nawet nieświadomie. Nie o sam pomysł na fabułę tu chodzi. Raczej o nastrój, który w książce napawa optymizmem, pozwala oderwać się od codzienności i daje siłę by przeć na przód. O ten moment zadumy nad sobą, nad swoimi związkami, nad pojawiającymi się refleksjami o radości życia, o wartości bycia tu i teraz. Zostawienia za sobą wszystkich przykrych doświadczeń i poddaniu się dniu jutrzejszemu, który może przynieść wiele. Kordel umiejętnie w swych powieściach łączy te wszystkie elementy, które powieść obyczajową czynią niezwykle przyjemną w czytaniu. Do tego styl. Raczej niespieszny, jak to w tym gatunku i bardzo czarujący język. Święta tuż, tuż. Idealny prezent pod choinkę. Gorąco polecam!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Diabeł stróż” Marek Krajewski

DIABEŁ STRÓŻ

  • Autor: MAREK KRAJEWSKI
  • Wydawnictwo:ZNAK
  • Seria: EBERHARD MOCK (tom 11)
  • Liczba stron:440
  • Data premiery: 18.10.2021r.

Autora @krajewskimarek trzeba lubić czytać. Ja przygodę z nim zaczęłam od „Miasta szpiegów”, który mnie zachwycił na tyle, że oceniłam go 9/10😊. Należało się!!! Wolne Miasto Gdańsk opisane w 10 tomie serii o  Edwardzie  „Łyssym” Popielskim to prawdziwe mistrzostwo. Autor ma swój specyficzny styl przenoszący czytelnika w oddalone, zamierzchłe lata. Wszystko się zgadza. Sylwetki bohaterów, język, scenografia, szczegóły ubioru i tajniki ówczesnych metod śledczych. Do tego wspaniały literacki język, jak na filologa klasycznego przystało😉. Tym chętniej sięgnęłam po najnowszy tom serii o Eberhardzie Mocku pt. „Diabeł stróż”, wydany nakładem @wydawnictwoznakpl. Książka trafiła do mnie z lekkim opóźnieniem. I mimo, że premierę miała 18 października br., ja przeczytałam ją dopiero teraz.

Duszny, niemiecki Wrocław. Świat nielegalnych kasyn, prostytutek, morderców i śledczych, którzy stosują niestandardowe metody. Wrocławiem żądzą wszystkie te światy. Do tego magistrat, w którego skład wchodzą ludzie przekupni, trzymający władzę w wielu szeregach. W tej atmosferze lat trzydziestych ubiegłego wieku  radca kryminalny Eberhar Mock próbuje rozwikłać zagadkę śmierci urzędnika pocztowego Seppa Frömela i jego kochanki. Kochanki, którą Mock gościł w prezydium kilka dni wcześniej, a której nieznany sprawca poderżnął gardło w chwili, gdy jej niepełnosprawny syn Rolf uciekał przez okno. Śledztwo prowadzi Mocka w znane mu zaułki, gdzie panuje chaos, chciwość, dążenie do realizacji własnych, często niewybrednych potrzeb. W tym świecie nie każdy czuje się jak u siebie. Nie każdy. Ale Mock każdym nie jest.

Uwielbiam kryminały noir. Ciemne strony miasta zawsze mnie pociągały. Dodatkowo jestem fanką powieści w stylu retro. Mimo, że funkcjonowanie Abwehry, niemieckiego wywiadu dla mnie zawsze było zagadką, Krajewski dzięki stworzonej przez siebie postaci Mocka i wiernemu odwzorowaniu ówczesnego klimatu, przyciąga mnie do tej tematyki. Czytając perypetie Mocka widzę oczami wyobraźni jego rzeczywistość. Podążam wraz z nim ciemnymi zaułkami. Sam bohater trudno się nudzi. Mock jest wyjątkowy. Z jednej strony szarmancki, kulturalny, potrafiący właściwie traktować kobiety, swego czasu wyjątkowo aktywny donżuan. Z drugiej mściciel, stosujący niestandardowe metody śledcze, niepotrafiący się powstrzymać przed karami cielesnymi, czy nawet morderstwem dla słuszności sprawy. Taki bohater i antybohater w jednym. Uwielbiam skomplikowane postaci, gdzie nie wiadomo, czy tkwi w nich dobro, czy zło. Jak sam upominał go jego szef: „I niech się pan uspokoi po tych brawurowych akcjach. Dość huzarskich sztuczek. Ma pan swoje lata, już nie jest pan niesfornym młodzieńcem, któremu wszystko uchodzi na sucho, bo ma dobre wyniki. Szczęście nie będzie panu wiecznie sprzyjać, a w prezydium policji pracują nie tylko pańscy przyjaciele”.

Klimat opisany przez Krajewskiego jest unikatowy. Czytając moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Wątki poboczne splotły się w intersującą i barwną całość. Kobiety, jak zwykle u Krajewskiego pełne sprzeczności. Mężczyźni brutalni. Bardzo podobał mi się wątek z metodą Rolfa. Fantazja Autora nie zna granic. Nawet postać z pozoru nieciekawa może okazać się znacząca na tyle, by stać się przyczyną wielu zbrodni. Nie tylko zbrodni, również sentymentu Mocka. Aż dziw, że potrafi być sentymentalny. Styl Krajewskiego nie do podrobienia. Bardzo inteligentne fabuły, kwiecisty język, nieoczywiści bohaterowie. To jakby podróż w inny świat, nieznany świat, który odkrywa przed czytelnikiem swoje podwoje. Uwielbiam książki, które smakują jak wytrawny posiłek. Podoba mi się Mock w jego kolejnej odsłonie i czekam na kolejną. Polecam!!!

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

Recenzja premierowa: „Mistrzyni” Manuela Gretkowska

MISTRZYNI

  • Autorka: MANUELA GRETKOWSKA
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 256
  • Data premiery: 22.11.2021r.

Nieczęsto mi się zdarza wziąć do ręki książkę, w trakcie czytania innej😊, i przepaść. Dosłownie. Tak się zdarzyło z dzisiejszą premierą. Najnowszą książką @Manuela Gretkowska pt. „Mistrzyni”. Przeczytałam parę pierwszych stron i nie mogłam się od niej oderwać do samego końca. Uważam, że to najlepsza książka tej Autorki, którą przeczytałam, a już parę mam na swoim koncie. Dzięki @wydawnictwoznakpl poznałam Gretkowską trochę z innej strony. Frywolną, energiczną, idealnie komponującą multidialog i to z postaciami różnego pokroju, różnego pochodzenia. Styl nad style, nie do podrobienia.

A zapowiadało się tak niewinnie. Przecież to miała być tylko książka „(…)inspirowana życiem Lucyny Ćwierczakiewiczowej” (cyt. za: opis Wydawcy). Książka ujawniająca tajniki XIX Polski, XIX -wiecznej Warszawy. Świat bohemy, artystycznego świata, sufrażystek, brudu, nieczystości i licznych zabobonów. Polska sowietów. Jeśli jednak w tę Polskę, tę Warszawę wkracza postać nietuzinkowa, osoba Lucyny Ćwierczakiewiczowej, wszystko co mdłe, smutne, brudne zamienione zostaje w tęczowe kolory. Kolory życia.

(…) mądre ludzie są głupie. Głupie za to mądre, żeby sprawiedliwie na tym świecie było.” – „Mistrzyni” Manuela Gretkowska.

Lucyna Ćwierczakiewiczowa, najpierw rozwódka, potem samotna wdowa pochodząca z zacnej pruskiej rodziny von Bachmanów. Jak sama o niej pisze Autorka: „Pod koniec XIX wieku była bajecznie bogata, sławna. Nadal temperamentna, chociaż zaczynała siwieć, dość tęga i krzykliwa. Ludzie widzieli tylko jej wdowią czerń  i pieniądze”, których miała aż nadto i umiała się nimi dzielić. Dokładała do kwesty na Powązkach, wspierała samotne matki wychowujące często niechciane dzieci, żywiła studentów i biedaków, którym tylko głód wypełniał kuchnię. Pyszniąca się swoimi kucharskimi talentami organizowała sowite kolacje, obiady goszcząc po kilkanaście osób. Do tego zagorzała patriotka potrafiąca ostentacyjne opuścić nabożeństwo w katedrze lub przyjąć radzieckich oprawców, byle tylko pod pretekstem rodziny uwolnić Polaków z więzienia. Powtarzająca, że „Polska jest kobietą”, a trzy najważniejsze przykazania to „Oszczędność, czystość i praca…”. Wzór dla wielu gospodyń domowych, panien z towarzystwa i kobiet szlachetnie urodzonych. Znana przez wszystkich w Stolicy. Podróżująca drugą, lub jak była trzecią klasą. Wspierająca artystów, jednego nawet za bardzo😉, potrafiąca poradzić sobie nawet z trudną adoptowaną córką oraz gospodynią Felą, której bezpośredniość niejedną panią domu doprowadziła do rozpaczy. Kobieta ponadczasowa. Kobieta uważająca, że „Jak się ma smak, to we wszystkim.”. Kobieta nie przyjmująca do wiadomości porażki. Prawdziwa MISTRZYNI!!!

Gretkowska mistrzowsko zobrazowała temperament i osobowość Lucyny, nazywanej gdzieniegdzie Lucy. Pod wdowim welonem kryła się kobieta nieszablonowa, nie tylko na tamte, ale również na współczesne czasy. Kobieta edukująca i propagująca czystość oraz higienę. Dziennikarka mająca swoją cotygodniową rubrykę w gazecie, bijąca fortunę na swej popularności, której nie obca była ciężka praca oraz dobroczynność. Cały język, tempo, dialogi zostały napisane pod główną bohaterkę. W książce panuje lekki rozgardiasz, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. W rozmowach występują liczne wtrącenia, czasem wydające się przypadkowe, czasem jakby nieznaczące, co pobudzało moje „szare komórki” do ciągłego myślenia, by nadążyć nad wydarzeniami. Huragan w życiu Ćwierczakiewiczowej, musiał wywołać huragan na stronach książki. By powieść była prawdziwa, by była adekwatna.

Niezwykle pociągnął mnie ten styl, nie powiem. Dodatkowo szczegóły z życia Bacha, Sienkiewicza, Modrzejewskiej, czy choćby Olesia Głowackiego vel Prusa. Postaci widziane tylko oczami ich dzieł, nabrały nowych kolorów, nabrały jakby żywego ciała, czasem również ułomnego, jak innych. Postać Adama Konckiego dodała książce splendoru, tak samo jak wydarzenia, z którymi główna bohaterka musiała borykać się w przypadku swoich panien do towarzystwa. Niezwykle spodobał mi się wątek sufrażystek. I ten koniec, gdy jedna z bohaterek zwraca się do grona mężczyzn cytując samą Ćwierczakiewiczową „(…) kiedyś otworzymy te parasolki w waszych dupach”. Temat przewijający się przez całą prozę, a w sposób nienachalny, jakby na dokładkę, jakby dodatkowo. Taaaaak, uwielbiam mocne kobiece charaktery, choć w życiu obcowanie z taką osobą mogłoby być męczące. Za czym jeszcze i za kim goniła przez całe życie Ćwierczakiewiczowa musicie dowiedzieć się sami. Nie zwlekajcie. Książkę czyta się naprawdę szybko. Ekspansywny styl i energiczna główna bohaterka nie pozwolą Wam się nudzić.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Blisko, bliżej” Katarzyna Kubisiowska

BLISKO, BLIŻEJ

  • Autorka: KATARZYNA KUBISIOWSKA
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron:592
  • Data premiery: 21.10.2021r.

Książki niczego, ani nikogo nam nie zastąpią. Nie zastąpią samotności, pozwolą tylko zapełnić wolny czas. Nie wypełnią pustki, pozwolą nam tylko skupić myśli na czymś innym. Nie nauczą nas miłości, tego musimy doświadczyć sami. Nie zastąpią rozmowy z prawdziwym człowiekiem, wszak każdy jest nieodkrytą tajemnicą i niejeden raz nas zaskoczy przedstawiając swój, inny od naszego punkt widzenia. Książki mogą nam tylko wskazać kierunek, zmusić do zastanowienia, skłonić do rozważań o sprawach, o których nieczęsto rozmyślamy w gonitwie dnia, w ogromie naszych obowiązków. Do takich należy publikacja z 21 października br. wydana nakładem @wydawnictwoznakpl. Książka Katarzyny Kubisiowskiej „Blisko, bliżej” to zbiór spotkań, rozmów z wybitnymi osobami. Jednych znam bliżej, innych dopiero co odkryłam. Po przeczytaniu poprzedniej książki Autorki, wywiadu z Wojciechem Mannem „Głos” napisałam: „Inteligentna rozmowa z bardzo inteligentnym człowiekiem”. Z takim założeniem zabrałam się do czytania kolejnych rozmów. Tylko, czy słusznie?

(…) emocje są też źródłem zwyczajnej dobroci. Czasami chwila uwagi i słowo mogą zatrzymać człowieka na krawędzi dachu. Bez tych emocji bylibyśmy wypaloną planetą” – Krzysztof Krauze. „Talent odnaleziony” [w:] „Blisko, bliżej” Katarzyna Kubisiowska.

„Blisko, bliżej” Katarzyny Kubisiowskiej to zbiór wywiadów na różne tematy. Książka podzielona jest na dziesięć części, w których zawarto treści na ten sam wiodący temat. Od stosunku pytanych do natury, po rozumienie wolności, akceptację bądź nie przemijania. Z książki dowiemy się co Kasia Nosowska i inni myślą o nadziei, jak wybitni muzycy, pisarze, poeci traktują rodzinę. Co warto zachować od zapomnienia i jak rozumiemy miłość. Te wywiady powstawały z biegiem czasu, w roku 2012 i później, aż do 2021. Każda rozmowa opatrzona jest krótką notką biograficzną, z kim Kubisiowska akurat w tym momencie rozmawia. Książka obfituje w celne uwagi, istotne z perspektywy człowieka spostrzeżenia, skłania od refleksji w wielu miejscach. Zarówno Autorka, jak i bohaterowie trzymają bardzo wysoki poziom. Często Pytająca sprowadza uczestniczących w wywiadach na manowce, doprecyzowując pytania lub skupiając ich myśli na wątku pobocznym, o którym sami nie wspomnieli. To zebrane interesujące myśli w usystematyzowany sposób, by trafiły do nas, do jak najszerszego grona odbiorców.

Trzeba lubić rozmawiać, by czytać wywiady. Tematy są tak urozmaicone, że tylko nasza gotowość do podejmowania trudnych wątków, nawet z pozoru nas nieintersujących pozwoli nam cieszyć się z czytania. Pomogła mi też moja wrodzona zdolność do poznawania innych, do zanurzania się w ich perspektywę i ciekawość świata. Mimo, że niektórych bohaterów nie znałam, czytanie zbioru wywiadów Kubisiowskiej przyniosło mi wiele satysfakcji. Krauze wspaniale opowiadał o emocjach. Braunek o swojej długiej drodze poznawania siebie jako Wielkiej Tajemnicy. Brawurowo Mira Marcinów w „Mama mamy” przeniosła mnie w świat bezmatek, w relacje matki i córki, córki i matki. Zresztą o matkach przeczytałam jeszcze nie raz, chociażby w „Matka odchodzi” Marka Bieńczyka, czy Siostry Małgorzaty Chmielewskiej w „Siostra, matka, córka”.  Te różne perspektywy, różne doświadczenia pozwoliły mi nie raz lepiej zrozumieć, co dzieje się z nami, naszymi emocjami w konkretnych momentach naszego życia. Jak głęboko czasem trzeba sięgnąć by zrozumieć, by zacząć podążać w „stronę słońca” a nie trwać w „ciemności”.

Książkę czytałam z przerwami. Nie pochłonęłam jej w całości. Za dużo różnych tematów, za dużo myśli głównych, które nie chciałam by mi uciekły, by scaliły się w jedną całość. To wyjątkowe wydanie, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Jakiś ciekawy temat, intrygującą myśl, wyjątkowych ludzi. Książka szczególna, jak szczególny jest gatunek w którym została wydana. A Kubisiowska przechodzi samą siebie. To nie tylko wywiady z inteligentnymi ludźmi, to również wywiady z wyjątkowo inteligentną, oczytaną i wnikliwą dziennikarką, którą tak samo dobrze się czyta, jak samych wypowiedzi samych gości. Chapeau bas Pani Kasiu!!!

Moja ocena: 9/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Znak.

„Gdyby Nina wiedziała” Dawid Grosman

GDYBY NINA WIEDZIAŁA

  • Autor: DAWID GROSMAN
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery : 13.10.2021r.

Nie mogłam się doczekać, kiedy sięgnę do kolejnej premiery z 13 października br.😉. To oparta na faktach nowa książka Dawida Grosmana, pt. „Gdyby Nina wiedziała” wydana nakładem Wydawnictwa @Znak Literanova (imprint @wydawnictwoznakpl). Całkiem niedawno skończyłam czytać „Wchodzi koń do baru” (recenzja na klik). Ciekawą, intrygującą i pełną wzruszeń pozycję, do której na pewno kiedyś jeszcze wrócę. Z zaciekawieniem zaczęłam więc czytać „Gdyby  Nina wiedziała” czekając z niecierpliwością, czy i tym razem ten wybitny izraelski autor zahipnotyzuje mnie swoją twórczością jednocześnie umacniając swoją pozycję wybitnego pisarza w moim gwiazdozbiorze ulubieńców.

To nie tylko historia tytułowej Niny. To historia trzech kobiet, każdej z innego pokolenia. To historia Wery, która za swą miłość do męża została skazana na pobyt w obozie reedukacyjnym dyktatora Tito. To historia jej córki Niny, która opuszczona  w jednej chwili przez ojca i matkę, rozpoczęła swój żywot sześcioletniej dziewczynki na ulicy. I jest to historia Gili, wnuczki pierwszej, a córki drugiej, która porzucona jako trzy i półletnie dziecko stara się odnaleźć swoją tożsamość, swoją przynależność. Jest to też wzruszająca historia Rafiego, pasierba Wery, zachowanego przez całe życie w Ninie i ojca Gili. To ojcostwo i ta miłość go ukształtowały.

…………..

Tak. Kompletnie nie wiem od czego zacząć. Od czego zacząć moje przemyślenia na temat tej książki. Chciałabym wykrzyczeć: PRAWDZIWE ARCYDZIEŁO!!! I chciałabym, by w tym słowie zawarte zostało wszystko.

Nie wiem, czy da się otrząsnąć z tej historii, notabene opartej na prawdziwych wydarzeniach. Od tego dylematu, czy wybrać prawdę, czy walkę o własne dziecko. Od tych krzywd wyrządzonych przez system i od tych konsekwencji własnych decyzji. Los jest przewrotny. Wielu nie oszczędza. Każde cierpienie jest skutkiem czegoś, jednocześnie będąc sprawstwem czegoś. Historia opisana przez Grosmana jest unikatowa. To jakby balansowanie między trzema żywotami, żaden z nich nie jest ważniejszy, ciekawszy. Każdy wnosi coś do życia drugiego. To opowieść nostalgiczna, owiana tęsknotą za czymś co minęło, bo „przeszłości nie da się naprawić” – jak mawiała Wera. Z tą przeszłością trzeba umieć żyć i stawiać kolejne kroki naprzód. Dużo w treści jest o przebaczeniu, o pogodzeniu się z losem, o odkrywaniu siebie na nowo szczątkowo w osobie matki, w osobie babci. Z niecierpliwością zaczytywałam się w tych losach, nieubarwionych przez Autora, nie bo po co. Grosman przechodzi z jednej prawdy do drugiej, weryfikuje jedną półprawdę i każde kłamstwo, nic nie jest przez niego zapomniane, o niczym nie milczy, nic nie pomija. „Gdyby Nina wiedziała” potwierdza, że Grosman do wybitnych powieściopisarzy współczesnych należy. Możliwe, że to przyszły Noblista, o którym usłyszymy jeszcze nie raz.

To studium kobiet i ich losów w trudnych zawieruchach dziejów, gdy jeden człowiek potrafił zniewolić prawie cały kraj. To studium Wery, Niny i Gili, których łączy wiele, a dzieli prawie wszystko. Sięgnijcie po ten egzemplarz, który otwiera oczy na świat, całkiem inny świat.

Moja ocena: 10/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

„Legendarne kradzieże” Soledad Romero Marino, Julio Antonio Blasco

LEGENDARNE KRADZIEŻE. NA TROPIE NAJWIĘKSZYCH ZŁODZIEI W HISTORII ŚWIATA.

  • Autor:SOLEDAD ROMERO MARINO, JULIO ANTONIO BLASCO
  • Wydawnictwo:ZNAK EMOTIKON
  • Liczba stron:64
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Od jakiegoś czasu Wydawnictwo Znak zaczęło wydawać przepiękne picturebooki. Oprócz interesującej treści uwagę zwraca w nich niezwykle staranne wydanie. Jedną z pozycji, która zwróciła moją uwagę były „Legendarne kradzieże”.

Książka ta zawiera opowieści o najciekawszych włamaniach w historii świata. Oprócz ciekawostek, szczegółów dotyczących czasu i miejsca zdarzenia, jest też opisany jego przebieg i toczące się po włamaniu śledztwo. W środku znajdziemy także informacje na temat tego, czy sprawca został ujęty i jeśli tak, to w jaki sposób został ukarany. Oprócz ciekawej treści książka jest też świetnie zrealizowana pod względem graficznym. Jej strony stylizowane są na strony z gazet, dzięki czemu możemy mieć poczucie, że oglądamy wycinki autentycznych artykułów, a opisywane wydarzenia nabierają większej realności.

Gorąco polecam Wam tę pozycję. Ja, razem z moimi dziećmi, bawiłam się przy niej świetnie. Może stanowić ciekawy wstęp do długi rozmów na temat sprawiedliwości, dobra i zła, itp., ale przede wszystkim pozwala miło spędzić wspólnie czas.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon.