„Jedno po drugim” Ruth Ware

JEDNO PO DRUGIM

  • Autorka: RUTH WARE
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:464
  • Data premiery: 23.03.2022r.

Miałam okazję przeczytać dwie poprzednie książki Ruth Ware wydane przez Czwartą Stronę Kryminału. „Pod kluczem” bardzo mi się podobała, „Śmierć Pani Westaway” troszkę mniej, ale oceniłam ją pozytywnie. Kiedy więc dowiedziałam się o premierze „Jedno po drugim” wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać, tym bardziej, że, i opis, i okładka są bardzo intrygujące.

Współpracownicy modnego londyńskiego start-upu technologicznego uczestniczą w służbowym wyjeździe. Pobyt w luksusowym, rustykalnym  domku narciarskim w francuskich Alpach zapowiada się jako niesamowita przyjemność. Co jednak tak naprawdę przyświeca właścicielom firmy, gdy go organizują? Okazuje się, że każdy z nich ma w tym swój interes… Sprawa się komplikuje, gdy wychodzi na jaw, że firma otrzymała poważną ofertę, na miliony dolarów, która może zupełnie zmienić przyszłość ich wszystkich, a każdy z współwłaścicieli ma do niej inny stosunek. Czy ten wyjazd to szukanie popleczników? Niespodziewanie siły natury komplikują wszystko jeszcze bardziej. Burza śnieżna i trudne warunki atmosferyczne wprowadzają atmosferę niepokoju i zagrożenia, a lawina odcina domek od świata. Gdy okazuje się, że nie wszyscy wrócili ze stoku sprawa staje się poważna. Sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, gdy okazuje się, że inni uczestnicy wyjazdu również są w niebezpieczeństwie….

Powieść czyta się rewelacyjnie. Autorce świetnie udało się oddać duszną, mroczna, niepokojącą atmosferę zagrożenia i niepewności. Początkowy luźny, towarzyski nastrój zmienia się wraz z rozwojem wydarzeń i odczuwamy to niemal na własnej skórze. Narracja jest pierwszoosobowa, prowadzona na zmianę przez dwie bohaterki – Liz, była pracownicę firmy oraz Erin, pracownicę firmy wynajmującej domek, odpowiedzialnej za obsługę pobytu ekipy firmowej. Poznajemy więc zdarzenia, z dwóch odmiennych punktów widzenia – osoby tkwiącej w środku wydarzeń, choć przez to, że jako jedyna nie pracuje już aktualnie w firmie, jednak trochę jest odseparowana od reszty oraz osoby zupełnie nie związanej z towarzystwem, która obserwuje wydarzenia niejako z zewnątrz. Zabieg ten spowodował, że napięcie stopniowo wzrasta, a tajemnice powoli zostaje odsłonięte, aż do kumulacji napięcia i rozwiązania całej zagadki. Akcja została tak poprowadzona, że w pewnym momencie zaczynamy się domyślać kto stoi za wszystkimi wydarzeniami. Jednak mimo to rozwój wydarzeń zaskakuje i trzyma w napięciu.

Książka bardzo mi się podobała, wprost nie mogłam się od niej oderwać. Bardzo lubię thrillery rozgrywające się zimą w górach, w atmosferze zagrożenia, gdzie do niebezpieczeństw czyhających ze strony natury, dochodząc te będące dziełem człowieka. Najnowsza powieść Ruth Ware bardzo przypominało mi atmosferę „Rozgrywki” Allie Reynolds, książki, która również bardzo mi się podobała. Jeżeli potrzebujecie emocji, które oderwą Was od rzeczywistości i dostarczą silnych wrażeń gorąco polecam Wam „Jedno po drugim”, to chyba jak do tej pory moja ulubiona książka autorki.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.

   

„Las zaginionych” Agnieszka Pietrzyk

LAS ZAGINIONYCH

  • Autor:AGNIESZKA PIETRZYK
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:359
  • Data premiery:09.03.2021r.

Powieści Agnieszki Pietrzyk bardzo lubię, na najnowszą czekałam z wielką niecierpliwością. Niestety jak na złość, książka szła do mnie bardzo długo i ostatecznie dotarła prawie trzy tygodnie po premierze. Ważne jednak, że dotarła, przeczytałam ją z zapartym tchem, bardzo mi się podobała i teraz zapraszam Was do lektury recenzji.

Trzy nastolatki wybierają się konno do Parku Krajobrazowego Wysoczyzny Elbląskiej . Z przejażdżki wracają tylko dwie z nich, trzecia odłączyła się od nich w lesie i nie dotarła z powrotem. Do stadniny wrócił tylko jej koń. Nastolatki są przerażone i przygnębione, nie mają pojęcia co stało się z ich koleżanką. Niedługo po tym wydarzeniu z przejażdżki w tych lasach nie wraca kolejna amazonka. Tym razem to dorosła kobieta, który przyjechała w te okolice wraz z mężem i dziećmi, w odwiedziny do znajomych. Tymi znajomymi są rodzice dziewczyn, które wróciły z przejażdżki, podczas której zaginęła ich koleżanka. Czy to tylko nagły zbieg okoliczności? Czy te dwie sprawy są ze sobą połączone? Czy to możliwe, że ktoś poluje na amazonki? Śledczy szukają w okolicznych lasach tropu i starają się odpowiedzieć na pytanie co tak naprawdę się wydarzyło.

Powieść ma niesamowity klimat, pełen tajemnic, napięcia, różnorodnych emocji. Pojawia się w niej wątek z przeszłości, a ostatecznie nic nie jest takie jakie mogło by się wydawać. Rozstrzygnięcie całej intrygi jest w mojej opinii niezwykle oryginalne, zostałam zaskoczona i jestem pod ogromnym wrażeniem. Autorka świetnie oddała psychologię postaci, świetnie wykreowała bohaterów. To nie tylko opowieść o zagadce kryminalnej, ale przede wszystkim refleksja na temat tego jak bardzo niedomówienia, brak szczerości i zakładanie, że wiemy co ktoś czuje może mieć niszczący wpływ na nasze życie. To również opowieść o sile traumy, o tym jak silny wpływ może mieć ona na nasze życie, a także o tym, że nie należy sądzić po pozorach i , że ludzie mogą w sobie skrywać bardzo ponure tajemnice.

Gorąco Wam polecam tę powieść, gwarantuję, że się nie zawiedziecie i mam nadzieję, że podobnie jak w moim przypadku, ta opowieść na dobre zapadnie Wam w pamięć. Dla mnie autorka jest mistrzynią budowania tajemnic, niespodziewanych zwrotów akcji i złożonych, intrygujących wątków psychologicznych. To zdecydowanie jedna z najlepszych książek, które w tym roku przeczytałam, a było ich już trochę;)

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Dolina Cieni” Bartosz Szczygielski

DOLINA CIENI

Autor: BARTOSZ SZCZYGIELSKI
Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
Liczba stron: 383
Data premiery: 9.02.2022r.

Coś w tym pisarstwie @Bartosz Szczygielski – pisarz zdecydowanie jest😊. Coś co mnie przyciąga i nie pozwala odłożyć książki na bok, póki nie dotrwam do ostatniej strony.

Chwaląc się mojej Przyjaciółce, że na półce czeka nowy Szczygielski z książką pt. „Dolina Cieni”  usłyszałam w odpowiedzi: „To szybko przeczytasz”. Do szybkiego przeczytania nie byłam w ogóle przekonana. Uwaga mojej Psiapsi wręcz mnie rozdrażniła. Tyle spraw na głowie, tyle tematów, tyle niepokojów, a do tego Dzieci i praca, a tu taka bezczelna pewność w głosie😉. Okazuje się jednak, że inni znają nas o wiele lepiej niż my siebie sami. Wczoraj zaczęłam czytać premierę z 9 lutego br. od Wydawnictwa @Czwarta Strona, a dziś publikuję recenzję. No przyznaję się publicznie, faktycznie miała rację. Szybko przeczytałam. Podobnie jak dwie poprzednie książki Autora: „Nie chcesz wiedzieć” oraz „Winni jesteśmy wszyscy”.

Zdecydowanie coś w tym pisarstwie Szczygielskiego jest….

Moja matka umarła, próbując zapewnić mi lepsze życie(…) W jakimś ścieku, gdzie nikt się nią nie zainteresował, dopóki nie zaczęłam jej szukać. Miałam dwanaście lat! Dzieci nie robią takich rzeczy, nie znajdują swoich matek martwych z przemęczenia i ogryzionych przez szczury…” – „Dolina Cieni” Bartosz Szczygielski.

„Kiedy umierasz, życie staje się prostsze” – z opisu Wydawcy.

Dwie perspektywy czasowe. Rok 1994, w którym lokalną społecznością wstrząsa wypadek Michała i Agnieszki Wawrzyńców. On młody, ona młoda. On ginie, ona przeżywa będąc w wielkim szoku. Rok 2009 Tomasz Rach przyjmuje od swej współpracowniczki Marty zlecenie przewozu czterech kobiet oraz jednej dodatkowej przez niemiecką granicę. Spotyka się z przedstawicielem zleceniodawcy w umówionym miejscu pod osłoną nocy. Zamiast transportu na miejscu spotyka dwóch strażników straży granicznej oraz tajemniczą Helenę, jedyną żyjącą kobietę, która miała być uczestniczką transportu. Sytuacja staje się tym bardziej skomplikowana, gdy Helena przyznaje, że tak naprawdę Tomasza szukała i o jego pomoc prosiła Martę. Martę, która nie jest w stanie wytłumaczyć Rachowi swojego udziału w przedsięwzięciu. Przedsięwzięciu, którego początki tak naprawdę sięgają piętnastu lat wstecz.

Jako czytelnik lubię dokonywać projekcji moich oczekiwań na przeróżne fabuły. Zauważyłam jednak, że tym bardziej mi się książka podoba, im bardzie fabuła mnie zaskakuje. Jeśli jest przewidująca oceniam ją zwykle słabo. „Dolina Cieni” słaba nie jest i to z wielu powodów. Bardzo podoba mi się konstrukcja książki. Retrospekcje przedstawione w rozdziałach zatytułowanych rokiem 1994, czy chociażby „W cieniu”. Warto wspomnieć, że ten cień bardzo długo nie został nasłoneczniony, praktycznie do samego końca. Akcja jest więc uporządkowana. Grudzień 2009 przenosił mnie co rusz w czasy bieżące, w których Tomasz Rach próbował  pomóc Helenie i poskromić duchy przeszłości. Polubiłam i Martę, i Helenę i Agnieszkę. Jako postaci kobiece każda okazała inna, każda naznaczona inną przeszłością. Zabrały mnie w swój świat, bardzo trudny, skomplikowany i niezwykle samotny. Świat, w którym nie ma miejsca na radość, szczęście i długie życie u boku kochanej osoby. Chociaż ostateczne rozstrzygnięcie między Michałem a Agnieszką totalnie mnie zaskoczyło, zmiażdżyło więc. Ale cóż, moja rola ogranicza się do czytania, a Bartosza Szczygielskiego do pisania. Autor miał więc pełne prawo skonstruować wątek w sposób, który wydawał mu się najbardziej właściwy. Sam główny bohater Tomasz Rach przypomina mi jednego z moich ulubionych bohaterów historii kryminalnych. Taki niby amator, ale potrafiący odnaleźć się w każdej sytuacji. Silny w swojej słabości. Jak się okazuje nie do końca totalnie spostrzegawczy. Próbujący odnaleźć się wśród tych wszystkich kobiecych imion z przeszłości i teraźniejszości. Nie do końca mu się to jednak udaje. Postać księdza Jana została wyjątkowo dobrze skonstruowana. Nie do końca zły, nie do końca dobry. Idealny z pewną rysą na charakterze. Uwikłany w lokalne zależności… cóż, który lokalny klecha może tego uniknąć? Jego wątek jest w mojej opinii zaletą tej powieści.

Jako nałogowa czytelniczka thrillerów jestem usatysfakcjonowana. Jeśli poszukujecie mocnych wrażeń, skomplikowanej fabuły, szybkiej akcji, ogromu emocji i ciekawej zagadki z przeszłości „Dolina cieni” jest dla Was książką idealną. Bartosz Szczygielski po raz kolejny udowodnił, że pisarzem thrillerów nie został z przypadku. I mimo, że ilość wątków i splotów akcji jest bardzo duża, polecam lekturę z pełną świadomością. Czytajcie!!!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

Recenzja przedpremierowa: „Sam w dolinie” Hanna Greń

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: „SAM W DOLINIE”

  • Autorka: HANNA GREŃ
  • Seria: ŚMIERTELNE WYLICZANKI (tom 3)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery: 12.01.2022r.

@Hanna Greń – strona autorska (https://hannagren.pl/) jest jedną z moich ulubionych polskich autorek. W listopadzie podzieliłam się z Wami moją opinią na temat piątej części serii z Dionizą Remańską pt. „Śmiertelna dawka”. Była to jednocześnie piąta książka tej Autorki, którą recenzowałam. Hanna Greń ma swój styl. Łączy w sobie, dzięki bliskiej znajomości z emerytowanym policjantem😉, elementy kryminału z rozbudowanymi wątkami obyczajowymi. Czyta się jej publikacje bardzo przyjemnie. Tym razem Wydawnictwo @Czwarta Strona obdarowało mnie przedpremierowym egzemplarzem najnowszej powieści Autorki, która będzie miała premierę dopiero 12 stycznia 2022. Ja nie chcę Was dłużej, niż to konieczne, trzymać w niepewności. Spieszę więc z publikacją moich spostrzeżeń na temat książki pt. „Sam w dolinie” stanowiącej trzeci tom cyklu „Śmiertelne wyliczanki”.

Gdy w dolinie Kromparku odnaleziono zwłoki Szymona Klisia podkomisarz Konstanty Nakański zaczyna śledztwo. Morderstwo z dużym prawdopodobieństwem związane jest z arcybogatym życiem seksualnym ofiary. Nakański po kolei sprawdza kolejne pojawiające się w trakcie dochodzenia tropy. Mało prawdopodobnym zbiegiem okoliczności wydaje się kolejna śmierć, którą musi zająć się podkomisarz. Ginie jedna z dawnych partnerek Klisia. Nakańskiemu odpada jedna z podejrzanych, ale za to pojawiają się kolejne do wyjaśnienia wątki. Okazuje się, że morderca nie zamierza zakończyć swoich łowów na dwóch ofiarach. Nakański zbiera siły, by rozegrać ostatnią partię. Partię, której celem jest złapanie nieuchwytnego do tej pory zabójcy.

I znowu Hanna Greń udowodniła, że posiada niezwykłą zdolność konstruowania powieści kryminalnych. Te konstrukcje są tak trafne, wzbogacone wieloma szczegółami, specyficznym językiem, potocznie używanymi sformułowaniami, tak jakby Autorka nie była z wykształcenia ekonomistką, tylko policjantką. Chylę czoło przed pierwszym recenzentem tej powieści, na którego Hanna Greń jak zwykle mogła liczyć. Jego spostrzeżenia zapewne przyczyniły się do tego, że wątek kryminalny został bardzo dobrze poprowadzony. Bardzo podobało mi się połączenia motywu śmierci z życiem erotycznym ofiary. Czytając napawałam się tym wątkiem obyczajowym, który wzbogacił moje doznania w trakcie czytania. Ten zakres śledztwa okazał się miłym urozmaiceniem.

Książka składa się z dwudziestu dziewięciu rozdziałów. Akcja dzieje się od 7 kwietnia 2017 do 24 maja 2017. Rozdziały zostały zatytułowane i dodatkowo wskazano w nich datę. To spowodowało, że fabuła została opisana w sposób chronologiczny pokazując metodyczność w prowadzonych przez policję działaniach. Tytuły rozdziałów odnoszą się do głównego wątku, które zawierają. Tym samym zaciekawiają, wprowadzają czytelnika w najważniejszy aspekt tej części książki. Są jakby zaproszeniem do opisanych w nich historii. Warto wspomnieć o samym stylu, z czego słynie Hanna Greń.  Styl ten jest bardzo wysublimowany. Mimo, że w książce rozpisana została bardzo dobrze kryminalna fabuła, nie znajdziecie w niej wulgaryzmów, zbędnej przemocy i mrożących krew w żyłach opisów. Greń dawkuje sensacje zachowując właściwe proporcje.

Cała seria „Śmiertelne wyliczanki” jest bardzo ciekawa. Same tytuły już zaciekawiają. Słyszeliście o „Mam chusteczkę haftowaną” czy „Chodzi lisek koło drogi”? Jeśli nie, to oprócz oczywiście „Sam w dolinie” koniecznie sięgnijcie po poprzednie tomy cyklu. Hanna Greń odnalazła jakąś magiczną receptę jak łączyć kryminał z wątkami obyczajowymi, by fani i jednego, i drugiego gatunku byli zadowoleni. Ja w zależności od nastroju czytam raz jeden, raz drugi gatunek. Połączenie obu, to dla mnie prawdziwa uczta dla oczu. Zachęcam do przeczytania!!!

Moja ocena  8/10.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu @Czwarta Strona.

„Zasada trzech sprzeciwów” Aleksandra Marinina

ZASADA TRZECH SPRZECIWÓW

  • Autor: ALEKSANDRA MARININA
  • Seria: ANASTAZJA KAMIEŃSKA (tom 24)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:486
  • Data premiery: 27.10.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.01.2003r.

Dawno, dawno temu przeczytałam jedną z książek serii o Major Anastazji Kamieńskiej. Nie mogłam przez nią przebrnąć. Chcąc jednak sprawdzić jak rozwinęła się postać głównej bohaterki oraz sama autorka sięgnęłam po premierę z 27 października br. Wydawnictwa @Czwarta Strona pod tytułem „Zasada trzech sprzeciwów”. Dwudziesty czwarty tom serii, która wyszła spod pióra Aleksandry Marininy po raz pierwszy w naszym kraju wydano w 2003 roku. Sama fabuła została umiejscowiona u schyłku roku 2002 oraz początku 2003. Kiedy jeszcze komórki były rzadkością, a każdy dom, mieszkanie miał telefon stacjonarny. Tym razem Nastia zaczyna kiepsko, od rekonwalescencji po złamanej nodze. A jak kończy? Czy trafnymi hipotezami śledczymi? Czy raczej ciągłym błądzeniem we mgle? Zapraszam na recenzję książki o pewnej milicjantce Federacji Rosyjskiej, która dość dużo czasu spędziła w domku letniskowym swego współpracownika😉.

(…) Kto twierdził, że mówienie prawdy jest łatwe i przyjemne? Bułhakow? Kłamał. Wszyscy pisarze kłamią. Ludzie kłamią, bo mówienie prawdy jest trudne i bolesne. Zwłaszcza samemu sobie” – „Zasada trzech sprzeciwów” Aleksandra Marinina.

Z spostrzeżeniem, że pisarze kłamią spotkałam się nie raz😊. Ale jak im tu nie wierzyć, kiedy budują tak realną rzeczywistość, rozbudzają prawdziwe emocje i wzbudzają zaciekawienie! Fakt, jeśli kłamią to niech robią to naprawdę dobrze. Tak jak w przypadku „Zasady trzech sprzeciwów” Aleksandry Marininy. Nigdy nie byłam w Rosji. Nigdy nie odwiedziłam Moskwy. Z prawdziwym Rosjaninem również nigdy nie zamieniłam słowa. Historia oparta na kolejnym śledztwie, w który zaangażowana jest Major Anastazja Kamieńska została tak dobrze rozpisana wątkami obyczajowymi, że po przeczytaniu książki mam wrażenie jakbym w tym śledztwie uczestniczyła, jakbym sama spotykała się z tymi wszystkimi Loszkami, Paszami, Żeniami, czy Lenoszkami. A wszystko zaczęło się od butów. „Najpierw pośpiesznie przebiegły, chlupocząc w rozmokłym październikowym błocie, eleganckie lakierki na skośnych obcasach i z długimi „błazeńskimi” czubkami, niosąc swoją posiadaczkę w domowe pielesze. Potem raźno i bezgłośnie przemaszerowały cztery kudłate łapy….(…)były też inne nogi, w butach i pantoflach, w adidasach i botkach. W spodniach, dżinsach i pończochach…”. Były buty Galiny Wasiljewnej – kinezjolożki, które w pewnym momencie już nigdzie nie poszły. Były buty na niebotycznych obcasach aktorki, Julii, która nie wróciła do domu po zakrapianej imprezie z osobami z branży. Były też kobiece buty Larysy, które spadły jej z martwych stóp w malarskiej pracowni, w której odwiedził ją jej mąż, bogaty biznesmen Walerij. W książce sporo innych butów, noszonych przez różne osoby. Przez śledczych, samą Nastkę, która dopiero co uczy się chodzić, przez jej męża, przyjaciół i tajemniczego filologa odwiedzającego ją w czasie rekonwalescencji. Tylko które buty tak naprawdę niosły śmierć? Które z tych butów okazały się najbardziej niebezpieczne?

Dzieląc się spostrzeżeniami na temat przeczytanych kryminałów i thrillerów trudno nie spojlerować. Muszę o tej zasadzie pamiętać na okrągło. Tym razem jestem pewna, że skracając fabułę nie zdradziłam za wiele. Uff i dobrze. Teraz trochę moich wrażeń. Cóż, jest to inny kryminał i to z wielu względów. Po pierwsze osadzony jest głęboko w rosyjskiej rzeczywistości i rosyjskiej mentalności. Uwielbiam mistrzów jak: Bułhakow, Dostojewski. Z kryminałami nie mam jednak do czynienia. Sam sposób traktowania Nastki przez współpracowników jest specyficzny. Mimo, że jej hipotezy okazują się najtrafniejsze w poszczególnych wątkach śledztwa, traktują ją jak siostrę, którą trzeba się opiekować, którą trzeba komplementować i otaczać ciągle atencją. Major Kamieńska potrafi sama pokazać przysłowiowe pazurki i zwrócić się do kolegi następującymi słowami: „To pański problem, panie śledczy(…). Moje zadanie to myślenie”. Nie wychodzi z roli, roli, w którą wpakowały ją problemy zdrowotne, roli konsultantki. Wykreowana przez autorkę postać jest na swój sposób ciekawa. Z jej zachowania trudno wyczytać, że ma ponad czterdzieści lat. Mentalnie, emocjonalnie, socjologicznie raczej przypomina kobietę przed trzydziestką. Trwająca w dość luźnym związku z mężem. Mimo wielu sukcesów całkowicie od niego uzależniona, nie potrafiąca postawić na swoim i w skrytości cierpiąca, gdy nie zachowuje się zgodnie z jej potrzebami, nie pomaga jej w rekonwalescencji. Pozwalająca na odebranie sobie własnego lokum i na rozłąkę z mężem, który gdy ona dochodzi do siebie na letnisku przebywa u własnych rodziców. Dochodzenie do prawdy i trafnych spostrzeżeń całej grupie zabiera dość sporo czasu. Autorka nie podrzuciła mi żadnych tropów, nie rzuciła wędki, nie skierowała moje myśli na właściwe tory w żadnym momencie. Ciągle borykałam się z myśleniem, co z tą rodziną jest nie tak, że giną trzy osoby ze sobą niezwiązane, wokół których ujawniono osoby dwóch sióstr i ich brata.

Bardzo podobały mi się wątki obyczajowe, które Marinina wspaniale zobrazowała. Rosyjska bohema, świat malarzy, aktorów, filmowców. Świat niespełnionych marzeń i niewykorzystanych możliwości. Obraz rodziny został również ukazany nieszablonowo, rozwody, nowe rodziny, więzi rodzeństwa przyrodniego, często odnawiane i kultywowane dopiero po latach. Co ważne, przy obopólnym szacunku. Do tego kobiety, wykształcone, odnoszące sukcesy i mądre jako przeciwwaga do tych, które wykorzystują swoje ciało do zdobywania silnej pozycji w społeczeństwie. Tak, te aspekty są wartością „Zasady trzech sprzeciwów” większą, niż samo śledztwo, które toczyło się chwilami jak „żółw ociężale”.

Cóż to było jednak za zakończenie!!! Cóż to były za motywacje do zbrodni!!! Tego Marininie nie odbiorę. Faktycznie, ten wątek okazał się zaskakujący. Rosjan można lubić bardziej lub mniej, to indywidualna sprawa. Ale Nastki Kamieńskiej nie polubić, nie sposób. Warto ją poznać, warto ją odkryć, a wraz z nią kulisy rosyjskiej milicji.

Moja ocena  7/10.

 Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu @Czwarta Strona.

„Śmiertelna dawka” Hanna Greń

ŚMIERTELNA DAWKA

  • Autor: HANNA GREŃ
  • Seria: DIONIZA REMAŃSKA (TOM 5)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:460
  • Data premiery:13.10.2021r.

Przygodę z twórczością Hanny Greń zaczęłam stosunkowo późno, bo od cyklu z Dionizą, do teraz oprócz tej serii przeczytałam jeszcze tylko pojedynczą „Północną zmianę”, jednak to wystarczyło, żebym był pewna, że każdą kolejną powieść autorki biorę w ciemno. Wcześniejsze jej powieść znalazły się na mojej liście „do przeczytania” i na pewno te zaniedbania kiedyś nadrobię;) Gdy więc we wrześniu usłyszałam, że 13 października premierę będzie miała kolejna cześć serii z Dionizą wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć. Pikanterii wydarzeniu dodaje jeszcze sugestia wydawcy, że to być może ostatnie śledztwo Dionizy. Czy to ostatni tom serii?

Tym razem Dioniza zostaje zaangażowana w śledztwo dotyczące śmierci nastolatki, Klaudyny Poloczek. W Bystrzycy Wielkiej zostaje znalezione ciało dziewczyny, w torebce policja znajduje list pożegnalny, a sekcja zwłok wykazuje przedawkowanie narkotyków. Policja uznaje, więc, że dziewczyna popełniła samobójstwo. Rodzina i znajomi dziewczyny nie chcą jednak wierzyć w to, że dziewczyna mogła targnąć się na swoje życie, a tym bardziej w to, że zażywała narkotyki. Dioniza podejmuje się próby wyjaśnienia sprawy, okazuje się jednak, że w Bystrzycy nie jest mile widziana, a tamtejsza policja pozbywa się każdego, kto węszy wokół tej sprawy. Kobieta stara się więc utrzymać w tajemnicy cel, w którym tam przybywa, udaje, że przybyła z wizytą do dalekiej krewnej. Niedługo odkrywa, że na moment przed śmiercią Klaudyna pomagała swojej przyjaciółce odkryć tożsamość stalkera, mężczyzn który bombardował ją niepokojącymi wiadomościami, śledził i onanizował się pod jej oknem. Dlaczego policja zlekceważyła ten trop? Skąd dziwne układy w tamtejszej policji? Co mieszkańcy starają się ukryć? Dioniza szuka odpowiedzi na te pytania, nie zdając sobie sprawy w jaki wielkim niebezpieczeństwie się znajduje….

Książkę jak zwykle czyta się rewelacyjnie, wątki kryminalne przeplatają się tu z wątkami obyczajowymi, świetnie zarysowana jest lokalna społeczność, rewelacyjnie oddany dziwny klimat panujący w tamtejszej policji, fajnie również są ukazane relacje Dionizy z innymi ludźmi, z ojczymem, z byłym policjantem Robertem Gredtke, z Ratiem, a przede wszystkim jej rozwijająca się relacja z Szymonem Ogińskim. Autorka jest specjalistką w doskonałym odwzorowaniu tła psychologicznej, obyczajowego i kryminalnego. W trakcie lektury wręcz spalała mnie ciekawość dotycząca zakończenia powieści. Zakończenie, które wręcz powaliło mnie na łopatki, którego się nie spodziewałam. Bowiem w trakcie trwania akcji Hanna Greń podsuwa czytelnikowi różne tropy, niektóre okazują się mylące, a akcja toczy się niespodziewanie. Są momenty, w których nagle zawraca, skręca, a oniemiały czytelnik może tylko z zapartym tchem przerzucać kolejne strony…Gorąco polecam Wam lekturę tej powieści, jak i całej serii z Dionizą, a sama mam nadzieję i trzymam kciuki, za to, że to jeszcze nie koniec, że autorka znowu nas zaskoczy…

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Śmierć nie ucieknie” Przemysław Borkowski

ŚMIERĆ NIE UCIEKNIE

  • Autor: PRZEMYSŁAW BORKOWSKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 27.10.2021r.

Ostatnią książkę jaką czytałam od @pzborkowski to „Rytuał łowcy”. Książka bardzo mi się podobała, zresztą jak poprzednie publikacje tego Autora. Polubiłam postać prokuratorki Gabrieli Seredyńskiej, która jak się okazuje jest jedną z głównych bohaterek premiery z ostatniej środy pt. „Śmierć nie ucieknie”.  Wydawnictwo @Czwarta Strona zrobiło mi ogromną przyjemność kierując do mnie egzemplarz recenzencki, za co bardzo dziękuję. Borkowski to jeden z tych polskich autorów kryminałów, którego książki czytam w ciemno. I nadal nie mogę uwierzyć, że to taki „człowiek orkiestra”. Kto pamięta, że  Borkowski to członek Kabaretu Moralnego Niepokoju? Ja pamiętam i zachwyca mnie jego wszechstronność. Oj zachwyca 😊. 

Nie da się nigdy tak naprawdę zrozumieć drugiego człowieka. To podobno jeden z najbardziej traumatycznych aspektów ludzkiej egzystencji. To, że niemożliwa jest prawdziwa bliskość, nie ma żadnego porozumienia dusz. Nie da się połączyć prawdziwie z drugim człowiekiem. Na tym najgłębszym poziomie zawsze jesteśmy samotni. Nawet szczęśliwie zakochani są sami. Doświadczają tylko w tym samym czasie podobnej iluzji.” –„Śmierć nie ucieknie” Przemysław Borkowski.

Julia Gierszewska to młoda, rozpoznawalna piosenkarka.  Trwa w niesatysfakcjonującym związku ze swoim, dużo starszym managerem, w którym dużo przemocy, finansowego uzależnienia, obezwładniającej samotności. Gdy pewnego poranka, po nocnej libacji zastaje swego partnera nieżywego z roztrzaskaną głową  wszystkie demony przeszłości wracają. Bez zastanowienia rzuca się do ucieczki. Wyrusza w podróż w czasie której stara się odpowiedzieć na pytanie czy scenariusze życiowe muszą się powtarzać oraz kim tak naprawdę jest mężczyzna, który zabrał ją do swego samochodu spod jej domu. W ślad za uciekinierką wyrusza prokurator Gabriela Seredyńska wspierana przez dwóch komisarzy, Nowaczyka i Aleksanderskiego.

Całkowicie inny kryminał

W fabule nie chodzi o samą śmierć. W treści nieistotna jest ofiara. To historia skonstruowana z cieni przeszłości. Z tego co doprowadziło Julię do ucieczki bez głębszego zastanowienia. Borowski napisał ciekawą powieść drogi. Powieść, w której i kierowca, i pasażer powoli odkrywają swoje prawdziwe oblicza. W podróż w nieznane, w szczęśliwą przyszłość, która okazała się tylko lub raczej aż zaktualizowaną wersją przeszłości. Niezwykle podobała mi się postać Seredyńskiej. Z jednej strony typowy prawnik, prokurator z zasadami znający się na swojej robocie. Zastanawiająca się nad innymi, nie tylko oczywistymi scenariuszami. Sam Nowaczyk również mile mnie zaskoczył, taki trochę bucowaty, prawy policjant, kochający swoją robotę. Lubię takich bohaterów, bardzo realnych.

Książkę bardzo dobrze się czytało. Styl Borowskiego jest zwięzły, treściwy. Tempo akcji było całkiem znośnie. Chociaż zagłębianie się w meandry nieoczywistej przeszłości momentami mnie nużyło. Jest to książka całkiem inna od „Rytuału łowcy”. Mniej wstrząsająca, mniej trzymająca w napięciu. Autor konsekwentnie jednak zawarł w niej mocny rys psychologiczny, nie tylko głównej bohaterki. Tym samym przyjemnie zanurzałam się co rusz w motywy, decyzje, uczucia, poglądy poszczególnych postaci odkrywając ich prawdziwe JA.

Ciekawa pozycja dla tych, co uwielbiają odkrywać to, co chowamy przed innymi bardzo skrzętnie, co ukrywamy zapamiętale. Warto zainteresować się tą książką i prześledzić losy Julki, Marka, Gabrieli, których połączyła wspólna sprawa, każdego z innego powodu. Których oprócz tego łączy bezdenna samotność osiągająca  punkt kulminacyjny w zakończeniu. To książka też o zdradzie, o braku miłości. To książka o tym, czego doświadczamy w młodości i co nie pozwala nam szczęśliwie żyć.

Miłej lektury.

Moja ocena  7/10.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Milcząc jak grób” Małgorzata Rogala

MILCZĄC JAK GRÓB

  • Autor: MAŁGORZATA ROGALA
  • Seria: PEŁNIA TAJEMNIC (TOM 1)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery:27.10.2021r.

Wczoraj miała premierę najnowsza książka Małgorzaty Rogali „Milcząc jak grób”, dopiero dzisiaj udało mi się opublikować recenzję, jednak przeczytałam ją już kilka dni temu, wkrótce po otrzymaniu. W końcu nowa powieść jednej z moich ulubionych autorek to nie byle gratka.

Powieść ta to pierwszy tom nowej serii „Pełnia tajemnic”. Jej bohaterką jest podkomisarz Monika Gniewosz, znana nam z ostatniego tomu serii o Agacie i Sławku, gdzie była policyjną partnerką mężczyzny. Kobieta wiele przeszła, lata w przemocowym związku odcisnęły na niej swoje piętno. Jednak w końcu znalazła w sobie siłę, żeby się wyzwolić. Zrobiła to nie tylko dla siebie, ale również dla swojej córki. Aby odzyskać spokój i być bliżej matki, która również znalazła się w kłopotliwej sytuacji, Monika wraz z córką przeprowadza się z Warszawy do sennego miasteczka Pełnia. Życie płynie ti zupełnie inaczej niż w Warszawie, każdy każdego zna przynajmniej z widzenia. Monika dostaje pracę w miejscowym komisariacie i już pierwszego dnia dostaje sprawę napaści na młodego mężczyznę. Dodatkowo okazuje się, że jakiś czas temu zaginęła żona jej gospodarza, a policja umorzyła sprawę. Wkrótce okazuje się, że te sprawy mogą się łączyć, a Monika bierze sobie za punkt honoru ich rozwiązanie.

Książkę czyta się szybko, lekko, akcja jest ciekawa, a bohaterowie intrygujący. Oprócz przebiegu akcji autorka jak zwykle doskonale zarysowuje tło społeczne i psychologiczne. Istotny w powieści jest poruszony już w poprzedniej książce autorki, gdzie poznajemy Monikę, wątek przemocy fizycznej i psychicznej. Autorka ukazuje jak trudno się z takiego związku wyzwolić i jakie on ma konsekwencje. Poczułam więź z główną bohaterką, gdyż w pewnej mierze niestety rozumiem jej doświadczenia. Jestem pełna podziwu dla jej determinacji i bardzo ją polubiłam. Również inni bohaterowie zyskali moją sympatię – córka policjantki Nela, jej koleżanka Eliza, jej ojciec Michał, artystka Wiktoria, jej partner z pracy Tadeusz. Autorka stworzyła również postaci niejednoznaczne, jednak z wiernym rysem psychologicznym, przekonywujące. Akcja toczy się z prawnie, w trakcie jej przebiegu pojawiają się różne tropy, czasami mylące, a rozwiązanie intrygi jest swoistą wisienką na torcie. Jak zawsze podczas czytania książek autorki, tak i tym razem, towarzyszyła mi swoista dwoistość uczuć, z jednaj strony chciałam jak najszybciej dowiedzieć się co będzie dalej i jakie będzie zakończenia, z drugiej nie chciałam, żeby powieść się kończyła, gdyż potem pozostaje już tylko oczekiwania na kolejny tom. Cóż mogę powiedzieć, Małgorzata Rogala z każdą kolejną przeczytaną książką coraz wygodniej usadawia się na szczycie mojej osobistej listy ulubionych autorów.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU Czwarta Strona i autorce.

„Niewybaczalne” Izabela Janiszewska

NIEWYBACZALNE

  • Autorka: IZABELA JANISZEWSKA
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 410
  • Data premiery: 13.10.2021r.

Autorkę kryminału „Niewybaczalne” Wydawnictwa @Czwarta Strona, która miała premierę 13 października br., znam z serii „Wrzask”. Miałam przyjemność przeczytać wszystkie trzy tomy, tj. „Wrzask”, „Histeria” oraz „Amok”. Każda poprzednio czytana książka zachwyciła mnie kompleksowością rysu psychologicznego sprawcy, dobrym językiem oraz uderzającą w serce postaciami ofiar. Recenzując trzecią część serii „Amok” trochę pospojlerowałam 😉. Fabuła poruszyła mnie do głębi, uderzyła w moje najczulsze struny. Wszystkie uczucia, spostrzeżenia przelałam w recenzję pisząc ją będąc ciągle w ogromnych emocjach. Tym razem obiecuję Autorce, @Izabela Janiszewska, że spojlerować nie będę. Obiecuję solennie, zatrzymać wszystkie tajemnice dla siebie. A tajemnic, niedopowiedzeń, sekretów i niewiadomych w tej książce jest bez liku. A to zawsze jest gwarancja udanego kryminału.

Większość ludzi przez całe życie zamartwia się kwestiami, które naprawdę ich nie dotyczą. Snują czarne wije przyszłych spraw, jakby to miało dać złudzenie nikłej kontroli nad rzeczywistością. Tylko że gdy dostajesz obuchem w głowę, nigdy nie jesteś na to przygotowany, a los bardzo dba o to, by uderzać w najmniej oczekiwanym momencie.” –„Niewybaczalne” Izabela Janiszewska.

W 1990 roku w małym miasteczku ginie 3-letni Kuba Babicz, zaginął w domu handlowym w trakcie zakupów z mamą. Wszyscy mieszkańcy angażują się w poszukiwania, w tracie których odkryto miejsce zbrodni trzech nieletnich chłopców. W śledztwo angażuje się miejscowa policja pod wodzą komendanta Suskiego. Sprawę nadzoruje prokurator Maja Miksa. Dwadzieścia pięć lat później Zuzanna wraz ze śmiercią swego ojca odkrywa, że matka, którą uznawała za nieżywą, tak naprawdę zmarła niedawno. Jako była dziennikarka śledcza odsłania kolejne rąbki tajemnicy, które wiodą ją w przeszłość. W to, „(…) co zaczęło się dwadzieścia pięć lat temu…” i do tej pory „(…) się nie skończyło.”

Ponownie Izabela Janiszewska zbudowała powieść, gdzie ogromne dla mnie i myślę, że dla większości czytelników, mają znaczenie ofiary. Cytując ją samą oni tak naprawdę nie byli ofiarami, „(…) byli dziećmi. Kruchymi, niewinnymi i martwymi.” To zawsze dotyka mnie do głębi i zastanawia, kim musi być zwyrodnialec, który pozbawił niewinne dzieci życia. Co go do tego pchnęło i jakie żądze tym czynem musiał zaspokoić? Na te pytania trudno odpowiedzieć. Wczytując się jednak w kolejne strony powieści, obraz odsłania się sam z jego wszystkimi brakami, rysami i niedociągnięciami. Do tego duszna małomiasteczkowa społeczność, gdzie każdy każdego zna, każdy każdego chroni i każdy z każdym trzyma. To tylko osoba z zewnątrz jak Zuza Lenart ma szansę przeniknąć do miejscowego „piekiełka” i dogrzebać się prawdy, która zdaniem wielu mieszkańców, została skrzętnie ukryta. Niezwykle dotknęła mnie relacja Zuzy z jej nieobecną matką, z kim za kimś tęskni się całe życie, a okazuje się, że ta osoba mogła być obok. Przez wiele lat, w wielu wspólnych dniach, które zostały im odebrane. Bez względu na motywy, wydaje się to okrucieństwem nie do przyjęcia. Z jakich powodów można odebrać dziecku matkę? Z jakich powodów można odebrać matce dziecko?  

Bardzo podobała mi się konstrukcja książki. Wszystko zaczyna się krótkim rozdziałem zatytułowanym „Tamta noc”. Kolejno czytelnik przenosi się do roku 1990. Te retrospekcje idealnie dopełniały bieżące wydarzenia, które Janiszewska zawarła w rozdziałach zatytułowanych „Zuzanna, 2015”. W tym gatunku uwielbiam retrospekcje, które przenoszą mnie w inny czas. Czas mi znany, który pamiętam. To taka podróż w lata Żytniej, Popularnych, Klubowych, lata, w których nie było komórek, a prawie każdy jeździł Maluchem lub Polonezem. Bohaterowie  zostali wykreowani w sposób kompleksowy i wyrazisty. Szczególnie upodobałam sobie prokurator Miksę. To prawdziwa twarda i kompetentna babka, mimo swoich niedoskonałości. Polubiłam ją od razu i mam nadzieję spotkać ją jeszcze na kartach innych powieści Autorki. Nie ukrywam, że ukłonem w moją stronę, było wprowadzenie do powieści jednego z moich ulubionych bohaterów cyklu „Wrzask”. Za co Izabeli Janiszewskiej serdecznie dziękuję. Dobrze powrócić do lubianych postaci, nawet jeśli występują już  w innej „bajce”. Z główną bohaterką miałam lekki problem. Z jednej strony bardzo inteligentna, ambitna, wyedukowana i potrafiąca nawet w najsłabszych momentach wydobyć z siebie umiejętności i predyspozycje zbliżające ją do prawdy. Z drugiej taki motający się samotny elektron, któremu silne emocje, poczucie zdrady i krzywdy oraz przeszłe niepowodzenia przeszkadzają jej w poradzeniu sobie z  własnymi problemami, ułomnościami. Bez wątpienia Zuzanna jest prawdziwa. Świadoma swoich niedoskonałości, mierząca się ze swoimi demonami, nie unikająca konfrontacji. Możliwe, że jej odbiór przysłania mi tęsknota za Larysą Luboń, którą wyjątkowo polubiłam w serii „Wrzask”.

Jest to bardzo dobra książka. Na nic moje utyskiwania i tęsknota za Luboń, Zuzanna Lenart jest jej godną następczynią. Do tego akcja i małomiasteczkowe tajemnice, które w tak hermetycznym środowisku są odzwierciedleniem gnuśności, zadufania i mylnego wyobrażenia, że „swoje brudy należy prać w domu”. Izabela Janiszewska wykazała dużo wrażliwości, wyczucia kreśląc fabułę, w której znaczenie ma dom, wychowanie, relacje międzyludzkie, tęsknota rodziców za dziećmi i dzieci za rodzicami. Do tego język, idealny w swej prostocie, który pozwala biec myślom naprzód razem z każdą przeczytaną kolejną stroną. A zakończenie…. Wbiło mnie w fotel i rozwaliło moje wszystkie stworzone w głowie teorie.

Czytajcie Janiszewską!!! Żadna jej powieść Was nie zawiedzie!!!

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.

„Sukcesja” Joanna Dulewicz

SUKCESJA

  • Autorka: JOANNA DULEWICZ
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 29.09.2021r.

Tak, tak czytałam dwie poprzednie książki @JoannaDulewicz.Autorka 😊. Mam tu oczywiście na myśli „Zakłamani” i „Zastraszeni” z cyklu o Eryce Olbracht. Drugi tom serii dla mnie nie okazał się szczęśliwy. Oceniłam książkę dość nisko, co nie przeszkodziło mi sięgnąć z zaciekawieniem do najnowszej powieści Autorki „Sukcesja”. To kolejna premiera Wydawnictwa @Czwarta Strona z 29 września br., która już za mną. Liczę, że jesteście choć trochę ciekawi, o co z tą sukcesją chodzi.

Niby taka prosta fabuła. Niby.

Niespodziewany spadek, w tym rodowy dworek otrzymuje mieszkająca do tej pory zagranicą  Sara Blosh. Spadkobierczyni chcąc uczcić nowo nabyty majątek zaprasza rodzinę oraz przyjaciół z przeszłości na bardzo wykwintne przyjęcie, które wymyka się spod kontroli. Najpierw w całej kawalkadzie gości zdarzają się nieporozumienia, niesnaski, krzywe spojrzenia, docinki, utyskiwania lub całkowicie zimny dystans. Każdy każdego obserwuje, każdy przed każdym się chowa, a czasem nawet wstydzi. Zagajenie rozmową wydaje się ponad ich siły. Sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, gdy znalezione zostają zwłoki miejscowego biznesmena Tomasza Wileckiego. O dziwo, z pozoru szanowanego obywatela, motyw by zabić miało wielu, wielu z obecnych na przyjęciu u Sary gości. Czy miejscowym policjantom uda się dojść do prawdy i odnaleźć prawdziwego zabójcę? Czy niestety będą musieli liczyć na kogoś z zewnątrz, kogoś bardziej zdeterminowanego by prawda ujrzała światło dzienne.

Okazuje się, że fabuła, bohaterowie, ich charaktery, cechy, czy osobowość potrafią całkowicie zmienić odbiór książki. Czytając „Sukcesję” bawiłam się znakomicie, żadna ze stron nie była nudna, żadna mnie nie zawiodła. Zawiłość historii dodała jej tylko uroku i potwierdziła, że Autorka potrafi pisać znakomicie. Bardzo przyjemny styl, tempo, wyraziści bohaterowie, tacy różni spowodowały, że książkę polecam z pełną odpowiedzialnością. Do tego historie i tajemnice z przeszłości, które mają nam przypominać, że żadna krzywda nie odchodzi w niepamięć, a najgorsze uczucia odradzają się w najmniej spodziewanym momencie.

Książka podzielona jest na pięć części. Autorka zabiera czytelnika w podróż w dzieje rodziny Wileckich, Mogilskich, Stroińskich, Aleksandrowiczów za pomocą bardzo przejrzystej konstrukcji. Rozdziały odnoszą się do czasu teraźniejszego, tj. 2021 i do wydarzeń z przeszłości, np. lata 2001-2002, czy rok 2004. Dodatkowo narrator trzecioosobowy relacjonuje wydarzenia z perspektywy różnych bohaterów, którymi imionami i nazwiskami nazwane są kolejne podrozdziały. Uwielbiam taką jakość. Mogę wtedy zanurzyć się w te same wydarzenia z punktu widzenia różnych osób, a osobliwości w „Sukcesji” nie zabrakło. Jak tu nie wspomnieć o biznesmenie narkomanie, o toksycznej matce, trzymającej nie tylko własnego syna, lecz wszystkich wokół „w szachu” pod płaszczykiem „dla twojego dobra”, o maltretowanej żonie, o mężczyźnie, który nigdy nie pogodził się z utraconą miłością, czy o skrzywdzonej przez los kobiecie, której los powiela własna córka. Sama postać dziedziczki rodowego pałacyku Sary Blosh jest całkowicie kompletna. Z jednej strony dystyngowana i zdystansowana, z drugiej niezwykle uczuciowa i pomocna. Taka mieszanka Alexis z Crystal, o ile ktoś z Was oglądał tasiemiec „Dynastia” nadawany u nas w latach dziewięćdziesiątych. Motyw niechcianych ciąż, czy bogobojnych mieszkanek małej miejscowość trafił w punkt, jeśli chodzi o odniesienie do małomiasteczkowej rzeczywistości. Do tego oczywiście śledztwo, które się toczy „jak żółw ociężale”, no ale cóż, nie każdy policjant potrafi po tropach dotrzeć do prawdy. Wyjątkowo spodobała mi się postać Jakuba Gorzewskiego, który mając nos prawdziwego „psa” szuka coraz głębiej i coraz aktywniej poszukuje informacji. No cóż, ale – tu trochę pospojleruję, mam nadzieję, że Autorka nie będzie mi miała za złe – pewnie już wiecie, że mam słabość do poczytnych polskich autorów kryminałów.

Książka aż roi się od ciekawych postaci, które zawsze są wartością dodaną. Dzięki konsekwencji, metodycznemu przedstawianiu rzeczywistości i zakotwiczaniu ich w czasie, nie sposób się pogubić. Wierzcie, próbowałam. A jeśli nie wierzycie, to tym bardziej sięgnijcie po najnowszą powieść Joanny Dulewicz „Sukcesja”. Zapewniam, że nie pożałujecie tej decyzji, a tylko podzielicie ze mną fascynację losami, które uzależnione zostały od przeszłości, bohaterami, którzy nie są takimi, jakimi się wydają na początku, a początek ich końca tak naprawdę sięga bardzo, ale to bardzo daleko.

To naprawdę świetnie napisana i przemyślana historia!!!

Moja ocena  9/10.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu @Czwarta Strona.