Recenzja premierowa: „Egzekucja” Remigiusz Mróz

EGZEKUCJA

  • Autor: REMIGIUSZ MRÓZ
  • Seria: JOANNA CHYŁKA (TOM 14)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 459
  • Data premiery: 15.09.2021r.

O mojej słabości do Chyłki pisałam nie raz, nie dwa. Praktycznie przy każdej publikacji kolejnej recenzji serii. Chyłkę czytam od początku. Nigdy mnie jeszcze nie zawiodła, choć mam swoich faworytów w cyklu😊. @RemigiuszMróz jest konsekwentny przy kolejnej książce w każdym zakresie, stylu, treści, akcji, tempie i języku. Uwielbiam to. Do 13 tomu nie znudziła nie ta seria w żadnym calu. Zawsze odnajduję w niej 100% Chyłki. Chociaż, Chyłka też się zmienia, też się rozwija, nie zawsze jest taka sama. To dobrze. Ktoś mi kiedyś powiedział, że tylko „psychopaci się nie zmieniają”. Z Chyłką nie jest więc tak źle😉, jakby się mogło wydawać. Czy premiera z dzisiaj od Wydawnictwa
@Czwarta Strona Kryminału również zaskoczyła mnie pozytywnie? Zapraszam do przeczytania recenzji.

Czasem niewiedza jest błogosławieństwem (…). Zastanów się, psy kompletnie by zwariowały, gdyby wiedziały, ile kości mają w ciele” – „Egzekucja” Remigiusz Mróz.

Po tajemniczym zaginięciu Kordiana z poprzedniej książki cyklu, Chyłka nadal po trzech miesiącach nie może pogodzić się z jego nieobecnością. Wróciła do swoich złych nawyków, alkoholu, palenia, opryskliwości. Zaangażowała wszystkich w jego poszukiwania i podkomisarza Szczerbińskiego, i prokuratora Paderborna pseudo Pader. Wszyscy zaangażowali się w poszukiwania maksymalnie. Niestety, nadal bez skutku.  Jednocześnie jako doradca prawny – po utracie prawa wykonywania zawodu adwokata – wspiera policjanta oskarżonego o przekroczenie uprawnień i nieuzasadnione użycie broni palnej, w wyniku czego zginął cywil. Chyłka stara się ze wszystkich sił osiągnąć sukces. Pytanie tylko brzmi; czy same siły i starania wystarczą?

Nie mogę spojlerować, nie mogę!!! Po recenzji ostatniej części pt. Afekt, wiem, że przesadziłam recenzując wiele kwestii. Tym razem postanowiłam sobie skupić na istotnych kwestiach, bez roztrząsania szczegółowych faktów. Zaczynam więc!

Chyłka taka sama, a jednak inna

Dokładnie tak! Z jednej strony nadal upierdliwa, inteligentna, mistrzyni ciętych ripost. Z drugiej okazało się, że ma uczucia i to ciepłe uczucia. Autor nakreślił bohaterkę, która „nie była sobą”, gdzie „głos jej się załamał”. Napisał, że „(…) Chyłka miała jednak wrażenie, że znajduje się w samym środku nieustającego sztormu. Od trzech miesięcy nie miała chwili wytchnienia, nie potrafiła normalnie funkcjonować, a smutek, żal i dojmująca pustka w sercu nie odpuszczały jej ani na moment”. Zachwyciłam się taką Chyłką, bardziej moralną, bardziej emocjonalnie dojrzałą, z ciekawym rysem psychologicznym.

Bohaterowie jak starzy przyjaciele, jak rodzina. Znowu obracałam się w kręgu „znanych twarzy”. Jest i Langer, i Żelazny, i Szczerbiński, i Paderborn, i Komarczysko. No i oczywiście Chyłka z Zordonem. Motyw z Konsorcjum udany. Tylko kto tak naprawdę miesza? Kto pociąga za sznurki? Czy Chyłka jest lalkarką, czy kukiełką? Do tego akcja, nie skupiona całkowicie na żadnej nowej sprawie karnej, skupiona na losach głównych bohaterów, na tym co ich łączy i co dzieli, na tym o co walczą. Oczywiście sensacji nie zabrakło, a jakże. Jest i trup, jest próba morderstwa, są pogonie i ucieczki. Chyłka znowu staje się bardzo atrakcyjną zwierzyną łowną, z tylko sobie znanych względów.

Autor nie zawiódł mnie zapewniając bardzo dobrą rozrywkę podczas czytania. W książce, jak w całej serii roi się od trafnych analogii, inteligentnych porównań, ciętych ripostach. To język, który wręcz ubóstwiam, to forma za którą od razu tęsknię, gdy zamknę ostatnią stronę. To naprawdę udana seria. Seria, która do tej pory mi się nie znudziła. To zasługa zapewne zastosowanego stylu przez Autora oraz bardzo wyrazistych bohaterów, jakich pewnie niewielu w naszym otoczeniu. Każda kolejna książka jest dla mnie jak picie ulubionej kawy, a Zordon i Chyłka do kawy bardzo pasują.

Moja subiektywna ocena to 9/10. Jest to bowiem inna Chyłka i całkowicie inny Zordon. Oboje w tej wersji bardzo mi się podobali. Książka nieodkładalna, pochłonęłam ją w jeden wieczór. Fabuła i sama Chyłka rządzi się swoimi prawami. Sprawdźcie, czy tak samo Wam się spodoba czternasty tom cyklu. Dajcie znać, jakie są Wasze spostrzeżenia.

ps. i tak się zastanawiam na koniec, czy następna Chyłka już w marcu 2022 ? Oby, oby.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą jeszcze przed dniem premiery bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

Recenzja przedpremierowa: „Punkty zapalne” Anna Rozenberg

PUNKTY ZAPALNE

  • Autorka: ANNA ROZENBERG
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Cykl: DAVID REDFERN (Tom 2)
  • Liczba stron: 392
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Ależ się rozpisałam recenzując pierwszą część cyklu z Davidem Redfernem pt. Maski pośmiertne 😊. Jak kompletnie nie ja. To dowód, że książka bardzo mi się podobała. Zresztą oceniłam ją mocnym 8/10. Oczywiste więc, że gdy nadarzyła się okazja, by przeczytać kontynuację od @Anna Rozenberg nie wahałam się ani minuty. Praktycznie „rzutem na taśmę” przed Wami recenzja przedpremierowa „Punktów zapalnych” od Wydawnictwa @czwartastrona. Pamiętajcie, premiera już jutro, 1 września!!!

Tym razem inspektor David vel Dawidek Redfern musi się zmierzyć z porwaniem pięcioletniej Polki Izy Wolańskiej oraz podwójnym morderstwem starszego małżeństwa. Nie wiadomo, czy to mafijne porachunki czy kwestie religijne posunęły mordercę do tego czynu. Nie wiadomo czy działał sam, czy w grupie. W trakcie śledztwa badanych jest wiele wątków, a upływający czas odsuwa Redferna i jego załogę od korzystnego rozstrzygnięcia czy to w sprawie Izy Wolańskiej, czy małżeństwa Abbasich. Działaniom operacyjnym nie pomaga sytuacja Redferna, który ciągle poszukuje Marty Sokolińskiej oraz próbuje odpowiedzieć na pytanie, kto mu zagraża, kto chce pozbawić go życia, kto wysyła mu zawoalowane wiadomości, by odpuścił. Tylko nadal nie wie, co ma odpuścić, komu ma odpuścić.

Bardzo udana kontynuacja „Masek pośmiertnych”!!!

Dzięki Autorce mogłam spotkać się ponownie z bohaterem, którego niezwykle polubiłam. Z człowiekiem o polskich korzeniach, posiadającego polskiego dziadka, komisarza milicji Siwiaszczaka. Ta postać, oprócz głównego bohatera skradła moje serce. To starszy człowiek, niezwykle inteligentny, nie „zdziadziały” potrafiący pomóc własnemu wnukowi, o którym mówi „Dawidek”. Ten „Dawidek” dosłownie mnie rozczula.

Akcja toczy się dosłownie w dwa tygodnie, od nocy z 1 na 2 listopada 2013 roku do 14 listopada tego samego roku. Mimo, że przestrzeń czasowa nie jest rozległa, Rozenberg zadbała, by czytelnik się nie nudził. Poprowadziła śledztwo na okrętkę, wprawiając w ruch wyobraźnię czytelnika klucząc pomiędzy różnymi poszlakami. I mimo, że od początku podejrzewałam sprawcę, czas spędzony z książką nie uważam za stracony. Wręcz przeciwnie to bardzo dobrze spożytkowane chwile poświęcone dobrej, inteligentnej lekturze.

Głębokie ukłony należą się Annie Rozenberg za:

Konsekwentny motyw polski, za próbę rozliczenia polskich emigrantów, za pokazanie rodaków na obczyźnie, na bardzo nieprzychylnej obczyźnie.

Wielokulturowość. Podejście do bohaterów oparte na ich pochodzeniu, rozliczeniu ich tradycji, wierzeń, religii, wymogów co do ubioru i zachowania, kultury oraz obycia w miejscach publicznych. Rodzina zamordowanego Muztara Abbasiego, i jego żony, rodzina Wolańskich i ich znajomi, współpracownicy.  To jest ogromna wartość tej książki.

Wprowadzenie nowej bohaterki Summer Winter. Bardzo spodobała mi się nowa współpracowniczka Redferna, którą wprowadziła Autorka w miejsce nieobecnej Lindy borykającej się z własnymi problemami. Ciekawe, czy Summer pojawi się w kolejnej części?

Podjęcie bardzo ważnych kwestii społecznych. Oprócz wszechobecnej ksenofobii, Autorka dotknęła problemu współczesnego niewolnictwa, angielskiego systemu szkolnictwa, czy podejścia do traktowania, wychowywania dzieci, tak różnego od polskiego. Żeby jeszcze bardziej Was zachęcić, napiszę, to nie wszystko. W powieści dotknięty został problem alkoholizmu, przemocy w rodzinie, uciekania od odpowiedzialności i unikania problemów. Problemów, które nie powinny być spychane na margines życia. Problemów, z którymi każdy dorosły człowiek powinien się zmierzyć. Problemów, które same się nie rozwiążą przy braku jakiegokolwiek naszego zaangażowania.

To druga książka Autorki, którą  zdecydowanie powinniście przeczytać. Lektura tego kryminału gwarantuje Wam podróż w metodyczne śledztwo, w brytyjską, policyjną rzeczywistość. Zapewni Wam zmierzenie się z trudnymi pytaniami, nie zawsze udzielając odpowiedzi. Pobudzi Was do myślenia i do  zastanowienia się, gdzie tu jest człowiek, gdzie w tym wszystkim jest jego wartość, gdzie zaczyna się zemsta, a kończą mordercze pragnienia.

Zakończenie „Punktów zapalnych” sprawia, że czekam z utęsknieniem na kolejną część serii, na kolejne spotkanie z Davidem Redfernem. Mam nadzieję, że będzie tak samo udane, jak poprzednie dwa.  Rozenberg potrafi dopracować powieść w najmniejszych szczegółach, czym potwierdza, że wykonuje „kawał dobrej roboty” i za to należą się jej oklaski. BRAWO Pani  @Anna Rozenberg. Czekam na więcej!!! A Wam życzę udanej lektury.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki przedpremierowo bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Kwestia winy” Małgorzata Rogala

KWESTIA WINY

  • Autor: MAŁGORZATA ROGALA
  • Seria: AGATA GÓRSKA I SŁAWEK TOMCZYK (TOM 8)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery:02.06.2021r.

Przyznałam Wam się już jakiś czas temu, że ciągle mam spore zaległości czytelniczo-recenzenckie, co się trochę z tego wygrzebię, to znowu pojawia się mnóstwo nowości i zaległości powstają po raz kolejny. Czerwcowych premier zrecenzowałam już sporo, ale jakimś ogromnie niedopuszczalnym zaniedbaniem doszło do tego, że najnowsza powieść jednej z moich ulubionych autorek, ciągle zrecenzowana nie została, mimo że przeczytałam ją zaraz po otrzymaniu. Zaniedbanie to jest tym większe, że powieść ta jest kolejnym, ósmym już tomem jednej z moich ulubionych serii. Mowa oczywiście o „Kwestii winy” Małgorzaty Rogali i serii o Agacie Górskiej i Sławku Tomczyku. Ale jak to mówi przysłowie „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” niedopatrzenie to pozwoliło mi po raz drugi, aktualnie, zanurzyć się w świat bohaterów i przypomnieć sobie, co się u nich wydarzyło. Jeżeli jesteście tego ciekawi zapraszam Was, już bez zwłoki, do przeczytania recenzji.

Jakub Drzewiecki, policjant drogówki, zostaje kilkukrotnie pchnięty nożem niedaleko swojego domu. Przy ciele sprawca zostawia figurkę Lego. Na miejsce przyjeżdżają Tomczyk i Gniewosz, którzy próbują znaleźć mordercę. Tydzień później w warszawskich parku właściciel agencji reklamowej Hubert Kamiński zostaje zaatakowany szklaną butelką. Górska i Chudy przy zwłokach znajdują miniaturową futbolówkę. Czy to możliwe, że te dwie sprawy są ze sobą powiązane? Czy policjanci złapią sprawcę, bądź sprawców.

Ogromnie cieszyłam się na kolejne spotkanie z moimi ulubionymi bohaterami. Przystępując do lektury zostajemy ich kilka lat później niż w zakończeniu poprzedniego tomu. Można powiedzieć, że dojrzeli, okrzepli, mają unormowane życie osobiste, są rodzicami. Są bardziej wyważeni, spokojniejsi, mądrzejsi, choć z drugiej strony to Ci sami świetni bohaterowie. Moje serce skradli też Jaś i Małgosia, którzy stali się pretekstem do zwrócenia uwagi na to jak niełatwe czasami bywa rodzicielstwom, ale jednocześnie jest jedną z najlepszych rzeczy, która może nam się w życiu przytrafić. Oczywiście jak to u autorki, zwłaszcza tej serii, bywa, oprócz zagadki kryminalnej jest też mocno zarysowany problem społeczny, tło obyczajowe i psychologiczne. Tym razem pani Małgorzata zwraca uwagę na niezwykle istotny problem dotyczący pomocy domowej, Bardzo często jest tak, że sprawca na zewnątrz robi zupełnie inne wrażenie i ofiara boi się przyznać i walczyć o swoje ze strachu o to, że nikt jej nie uwierzy. Bardzo podoba mi się, że autorka porusza tak ważne, choć i trudne tematy. Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie , świetny styl, błyskotliwe dialogi, celne spostrzeżenia to wszystko sprawia, że trudno się od książki oderwać, a po jej zakończeniu już tęsknię za bohaterami.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU Czwarta Strona i autorce

.

„Nie chcesz wiedzieć” Bartosz Szczygielski

NIE CHCESZ WIEDZIEĆ

Autor: BARTOSZ SZCZYGIELSKI
Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
Liczba stron: 384
Data premiery: 11.08.2021

11 sierpnia premierę miała najnowsza książka @Bartosz Szczygielski – pisarz „Nie chcesz wiedzieć” od @Czwarta Strona Kryminału. Ja z recenzją przedpremierową nie zdążyłam, ale spieszę w tą piękną niedzielę z recenzją praktycznie na gorąco. Czytaliście poprzednią książkę Autora? Jeśli nie, zerknijcie na recenzję Winni jesteśmy wszyscy. Na zachętę powiem, że i ta, i poprzednia książka mile mnie zaskoczyła. A o szczegółach przeczytacie poniżej.

Akcja powieści toczy się wokół Agaty Nowak vel Madame Agat, wróżki mieszkającej samotnie w domu prawie na krańcu świata. Agaty, która umiejętność wróżenia odziedziczyła po swej matce. Mimo ciekawej profesji życie Agaty przebiegało zgodnie z planem, spokojnie, samotnie, bez fajerwerków do momentu, gdy w jej progi zawitał kolejny, z pozoru typowy klient. Co skłoniło człowieka sukcesu do popełnienia samobójstwa na oczach podrzędnej wróżki? Dlaczego na miejsce swego końca wybrał dom na końcu wsi? Odpowiedź na te i inne pytania musi znaleźć Agata, jeśli chce, by jej życie pozostało w niezmienionej formie.

Duuuuuże zaskoczenie!

Naprawdę. Zaskoczenie przez duże „Z”. Po pierwsze Autor zachwycił mnie umiejętnością komplikowania fabuły w sposób uniemożliwiający nudzenie się. Odkładając książkę jednego wieczora przeżywałam istne katusze przy zasypianiu chcąc dowiedzieć się, co teraz się zdarzy, jaki będzie kolejny wątek. Tak inteligentnej fabuły długo nie czytałam! Po drugie bohaterowie. Sama Madame Agat nie jest typową, stereotypową wróżką. Jest nadaktywna, ciekawa świata, odważna, odpowiedzialna, działająca pod wpływem impulsu. Jej decyzje i czyny następują jedne po drugich, czasem bez wytchnienia, bez przystanku. Tak zobrazowana główna bohaterka powodowała momentami emocjonalną, intelektualną „zadyszkę” podczas czytania. Kompletnie nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Oprócz Agaty zachwyciłam się postacią aspirant Jolanty Bródzkiej. Z jednej strony typowej zimnej policjantki, z drugiej powierniczki. Jej sposób komunikowania się, jakby momentami autystyczny, uczynił z niej prawdziwą formalistkę o wyjątkowo ludzkim obliczu. Język, riposty, uwagi jak wycięte z rzeczywistości policyjnej, a skuteczność…to sami musicie już ocenić. Agacie pomaga w nieformalnym śledztwie również dziennikarka Wiktoria. Ta postać jest nie mniej skomplikowana, co dowodzi, że postacie kobiecie dla Szczygielskiego niekoniecznie są oczywiste, łatwe, prosto rozrysowane. To kobiece trio przeniosło mnie w inny świat. Świat, w którym to kim jesteśmy, jakie jesteśmy i co finalnie osiągamy zależy tylko od nas. Świat, w którym to co nas otacza, mamy w swych rękach. Po trzecie świat wróżb. Nie mogłam naczytać się o symbolach, znakach, interpretacjach, artefaktach, opiniach, spostrzeżeniach i odbiorze. Konstrukcja książki zbudowana jest na częściach oddzielanych kolejnymi kartami tarota, których symbolika odnosi się do opisanej w danym fragmencie fikcji. A do tego świat domu dziecka, losy czterech chłopców, których nikt nie przygotował do dalszego życia, w którym przeszłość odgrywa znaczącą rolę.

Trochę zawiódł mnie wątek ojca Agaty. Miałam poczucie, że jest niedokończony. Możliwe, że dla samego Autora nie był on kluczowy. Zachwyciło mnie natomiast całkowicie zakończenie. To kompletny majstersztyk. Uwierzcie, nawet się nie spodziewacie!!! Do tego język, prosty, bez zbędnych opisów, typowo męski styl pisania, czysty w swej formie, czysty w swej treści. Niebanalna i niecodzienna historia opisana w bardzo dobrym stylu, stylu odpowiadającym gatunkowi. Nie pogubiłam się w treści, nie zgubiłam wątku, wyłapywałam niuanse i zwroty akcji kompletnie nie mając świadomości, w którym kierunku zmierza Szczygielski. Lubicie takie nietuzinkowe kryminały? Lubicie zaskoczenie w czytanej powieści? Lubicie mieć świadomość, że książka jest dla inteligentnego czytelnika, a Wy właśnie ją czytanie i dajecie radę? Ja na wszystkie pytania odpowiadam TAK. Dlatego szczerze polecam Wam tę pozycję, która dla mnie okazała się całkiem innym czytelniczym doświadczeniem.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

Recenzja przedpremierowa: „Ostatni dom na zapomnianej ulicy” Catriona Ward

OSTATNI DOM NA ZAPOMNIANEJ ULICY

Autorka: Catriona Ward
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data premiery: 2021-07-28
Liczba stron: 400

Dopiero co publikowałam recenzję lipcowej premiery Remigiusza Mroza od Wydawnictwa @Czwarta Strona Kryminału, a już jestem po lekturze kolejnej książki tego samego Wydawnictwa, która premierę będzie miała 28 lipca br. Wiem, wiem muszę uważać, by w recenzji za bardzo nie pospojlerować. Tym bardziej, że z dotychczasowych opinii (na LC średnia 8/5 brzmi obiecująco😊) wynika, że jest to thriller niezwykle trzymający w napięciu. Obiecuję solennie nie zepsuć Wam przyjemności z czytania i nie przemycić w recenzji istotnych wątków z „Ostatniego domu na zapomnianej ulicy” Catriony Ward

Rzadko dosłownie cytuję opis wydawcy. Ten jednak brzmi tak nieszablonowo, że nie mogłam się oprzeć pokusie i nie zostawić przynajmniej jego fragmentu tutaj😉. Sprawdźcie sami: „Oto historia seryjnego mordercy, ale nie tylko. To także opowieść o porwanym dziecku, zemście i śmierci. Oraz o pewnym zwyczajnym domu na końcu zupełnie przeciętnej ulicy. Wszystkie te historie są prawdziwe, a jednocześnie w każdej z nich kryje się kłamstwo…” – z opisu Wydawcy.  Prawda, że brzmi intrygująco? Już sam opis Wydawcy wywołuje ciarki na plecach.

„(…) Oceniam ludzi na dwa sposoby – pod kątem tego, jak traktują zwierzęta i co lubią jeść. Jeśli czyimś ulubionym daniem jest sałatka, wiadomo, że to zły człowiek. A jeśli coś z serem, raczej jest w porządku.” – „Ostatni dom na zapomnianej ulicy” Catriona Ward.

Tak naprawdę to historia nie tylko – cytując samą autorkę, „(…) o kotce imieniem Olivia, dziewczynce imieniem Lauren i mężczyźnie imieniem Ted”. Historia, która rozpoczęła się zaginięciem sześcioletniej Lulu. Dziewczynki, której siostra Dee Dee poszukiwała przez całe jej dorosłe życie. To nawet nie historia o nieudolnych policjantach, którzy nie potrafią odnaleźć dzieci ginących w okolicy miejscowego jeziora. To historia o cierpieniu tych co odeszli i tych, co zostali. I jedno i drugie cierpienie jest niewyobrażalne. I jedno i drugie cierpienie powinno być opisane w sposób, w który zrobiła to Catriona Ward.

Oklaski należą się autorce z wielu powodów. Po pierwsze idealnie wkomponowana w gatunek i treść narracja. Czasem pierwszo, czasem trzecioosobowa. Wszystko zależy z perspektywy, które bohatera relacjonowane są wydarzenia, myśli, czyny. Sposób narracji odznaczony został rozdziałami nazwanymi poszczególnymi bohaterami. Mamy więc rozdziały zatytułowane Dee, Olivia, Lauren, Ted. Dzięki tej narracji autorka sportretowała w bardzo profesjonalny sposób porwaną dziewczynkę, krzywdzonego w dzieciństwie chłopca, szukającą siostrę, czy kotkę Olivię widzącą i czującą wszystko nawet to, czego nie potrafi zrozumieć. Po drugie bohaterowie. Idealnie rozrysowani. Mimo, że momentami wątki poszczególnych postaci bardzo mnie męczyły i utrudniały zrozumienie, to jednak wszystkie opisy splotły się w jedną, komplementarną całość. Po trzecie zaskakujące tematy poboczne. Dość, że cała fabuła utkana jest jak pajęcza sieć, gdzie nie widać ani początku, ani końca, ani tego od czego się zaczęło, ani – bardzo długo – tego jak się skończyło, to dodatkowo Ward wprowadziła bohaterów będących dodatkową zagadką, jak Bogacz, jak Pan Nocny. Po czwarte tajemnicza, nienazwana choroba o której wspomina matka jednego z bohaterów. Choroba, która pustoszy. Po piąte małomiasteczkowa amerykańska społeczność. Społeczność, w której ktoś coś widzi, coś podejrzewa, niby się interesuje, niby jest zaciekawiona, a tak naprawdę nic nie robi, nie bierze sprawy w swoje ręce. Typowo amerykańskie podejście, które piętnuje wtargnięcie do czyjegoś domu, na czyjąś posesję, do czyjegoś życia. Bez względu na okoliczności, bez względu na pozytywne skutki, które mógłby przynieść ten czyn. I po szóste, może najważniejsze, odwaga. Odwaga Catriony Ward, że w taki sposób opisała temat przewodni książki. Jestem pełna podziwu dla niej za przemyślane do samego końca wątki, które potwierdzają jak wiele pracy autorka włożyła w napisanie tej powieści. Przecież musi być niezmiernie trudno skonstruować powieść z tak różnych bohaterów, o tak trudnej, wymagających i niepokojącej fabule. A niepokoje powodują smutne nastroje, gniew, strach, niezgoda, niezrozumienie itd. Takie uczucia głównie mi towarzyszyły. Możliwe, że z tego powodu momentami książka mnie męczyła. Miałam wrażenie, że czytam ją ciężko i mozolnie.

Reasumując, „(…) zawsze dążymy do czynienia dobra. Zawsze próbujemy chronić dziecko” – „Ostatni dom na zapomnianej ulicy” Catriona Ward. Czy zawsze? Czy wszędzie? Czy tylko?

Dajcie się zaskoczyć i wciągnąć!!! Zapewniam, że takiego rozwinięcia się nie spodziewacie.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Wybaczam ci” Remigiusz Mróz

WYBACZAM CI

Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data premiery: 2021-07-14
Liczba stron: 432

Ile ja już książek @Remigiusz Mróz przeczytałam😊. Sporo, całkiem sporo. Całą serię o Chyłce i Forście, wszystkie książki serii Parabellum i serii w Kręgach Władzy. Oczywiście nie zapomniałam o „Osiedlu Rzniw” i „W Cieniu Prawa”, był jeszcze „Hasztag” i…. No dobrze, nie będę Was zanudzać moimi osiągnięciami czytelniczymi i osiągnięciami samego Autora. Wszystko znajdziecie na moim blogu. Jednego możecie być pewni, po moim zainteresowaniu planami wydawniczymi Autora i Wydawnictwa @Czwarta Strona Kryminału widać ewidentnie, że mam słabość do publikacji tego duetu. Niewiele ponad tydzień od premiery, która miała miejsce 14 lipca br., prezentuję Wam moją opinię na temat najnowszego thrillera Remigiusza Mroza pt. „Wybaczam ci”.

A wszystko zaczęło się od słów „Wybaczam ci”. Te słowa przeczytała Ina Kobryn w wiadomości na Facebooku skierowane do swego męża Rafała. Męża, który spowodował, że jej życie nabrało sensu, a każdy dzień wydawał się jak wycięty z romantycznego serialu. Młody, przystojny, wysportowany, finansista. Do tego zakochany w niej na zabój. Chwilę później Ina dowiaduje się, że tajemnicza nadawczyni wiadomości ginie na środku placu Konstytucji w Warszawie, a jej mąż znika. Ina się nie poddaje i wraz z partnerem jej siostry, Gracjanem zaczyna na własną rękę odkrywać to, co spowodowało takie, a nie inne zachowanie Rafała. I te odkrycia w ogóle się jej nie podobają.

Uwielbiam te wstawki z innych książek autora

Zawsze się zachwycam, gdy w czytanej powieści odnajduję cienie bohaterów z innych książek Autora. Tym razem – a jakże !- Mróz wspomina pracowników kancelarii Żelażny&McVay z serii o Chyłce. No i oczywiście, samą Asieńkę.  Takie wstawki są jak wisienka na smacznym torcie. Chyłka i jej współpracownicy ze względu na swoją profesję wszak mogą być wszędzie. Szkoda z tej możliwości nie skorzystać.

Sama fabuła nie jest niczym wyjątkowym. Mróz wykorzystał motyw niewiedzy, życia w kłamstwie, odkrywania kolejnych informacji, które wszystko burzą. Burzą dotychczasowe życie. Z takim zabiegiem mamy do czynienia w przypadku życia Iny. Okazuje się, że jej mąż ukrył przed nią wiele sekretów. Okazuje się, że i ona wiele przed wszystkimi skrywała. Zaczyna się więc pościg, szaleństwo, poszukiwania i przeszukiwania. Do tego dochodzą spotkania z mężczyznami o krótkich karkach i brak szczerości z mężem. Sama Ina jako bohaterka da się lubić. Szczególnie jej relacja z Gracjanem jest wyjątkowo udana. Natomiast kompletnie nie przekonała mnie w relacji ze swoim mężem. Taka przebojowa, taka inteligentna, a nie zastanowiły jej oczywiste fakty z przeszłości, które powinny być znakiem ostrzegawczym. Ślub kościelny – tak, konkordatowy – nie. Wakacje – tak, ale tylko samochodem. Dopiero pierwsze odkryte kłamstwo, które prowadzi do kolejnego odkrycia, otwiera jej oczy. Oczy na to, co udawała że nie istnieje.

Bardzo dobrze została poprowadzona narracja. Książka składa się z kolejno ponumerowanych rozdziałów. Niektóre z nich noszą tytuły imion głównych bohaterów. Narracja jest pierwszoosobowa, raz z perspektywy Iny, raz z perspektywy Gracjana. Mróz, jako sprawny pisarz,  umiejętnie przechodzi z narracji kobiecej w męską nie tracąc na jakości. Dodatkowo narrację wzbogacają fragmenty z pamiętnika młodej dziewczyny.

Wartości książce dodają dwa wątki społeczne, z którymi – dzięki Autorowi – czytelnik musi się zmierzyć. Jeden związany jest z molestowaniem seksualnym dzieci. Drugi dotyczy amnezji psychogennej, która jest nagłym zanikiem pamięci spowodowanym silnym urazem psychicznym. Obie te kwestie dotkliwie mną wstrząsnęły i spowodowały chwilowe zatrzymanie się. Chwilową kontemplację. Zastanowienie się nad mechanizmami, które zadziałały u sprawcy, a nie zadziałały u ofiary. Próbę odpowiedzi na pytanie, gdzie w tym wszystkim są i byli rodzice, rodzeństwo. Gdzie opieka psychologiczna? Mimo, że te fragmenty niepokoją, są bez wątpienia ważnym elementem tej pozycji. Powodują emocje. Duuuużo negatywnych emocji, ale nie tylko. Chwilami nawet czułam ulgę.

Okazuje się, że nawet Wielkim zdarzają się drobne niedociągnięcia. Wielokrotnie przeczytałam zdanie: „(…) Mimo to nie potrafiłam sobie odmówić sprawdzenia w internecie dziewczyny, z którą Rafał zdradził moją siostrę.”. Kombinowałam na wszystkie sposoby. Przecież siostra to Julia, a Julii chłopak to Gracjan. Rafał to mąż Iny, która właśnie wypowiada w myślach to zdanie. Miszmasz. W końcu zrozumiałam, że na stronie dwieście osiemdziesiątej zdarzyło się małe niedopatrzenie. Ot, nic wielkiego. Wszak  „Errare humanum est, sed in errare perseverare diabolicum”, czyli „Mylić się jest rzeczą ludzką” a dalej chyba szło jakoś tak:„jednak obstawanie przy błędzie jest diabelską pomyłką”.

Z pomyłką czy bez, jest to historia niezwykle wciągająca. Jak to u Mroza bywa, tajemnica goni tajemnicę, zagadka goni zagadkę. Do tego Autor zaserwował nam trochę gangsterki, świata ogromnych finansów i wietnamskiej kuchni. Koniec, no cóż. Zostawił z jednej strony niedopowiedzenie, z drugiej nadzieję, że jeszcze spotkam się z Iną i Gracjanem. Ta para – dla mnie – okazała się najbardziej udana.

Zaliczam tę książkę do „nieodkładalnych”. Pochłonęłam ją w jeden wieczór, a to jest chyba najlepsza zachęta do jej przeczytania. Polecam!!!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Podszept” Jacek Łukawski

PODSZEPT

Autor: Jacek Łukawski

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Cykl: Krąg Painera (tom 2)

Data premiery: 2021-06-16

Liczba stron: 427

Puk, puk! Są tu jacyś książkoholicy? Mam nadzieję, że w ten wakacyjny czas paru jeszcze zostało. Ciągle złaknionych informacji na temat świeżo przeczytanych książek. Publikowanie własnej opinii dla siebie samej jest, delikatnie mówiąc, słabe😉. Przed Wami recenzja premiery od Wydawnictwo @czwartastrona z 16 czerwca. Już w samej zapowiedzi napisałam, że „Podszept” @Jacek Łukawski – profil autorski od @Czwarta Strona Kryminału jest drugim tomem cyklu „Krąg Painera”. Natomiast pierwszy tom „Odmęt”  bardzo mi się podobał.  Jeśli nie czytaliście jeszcze niczego tego autora przypomnę, że jest to twórca lubujący się w gatunku fantastyki, z wykształcenia grafik komputerowy. Ma już sporo książek na swoim koncie, więc mamy w czym wybierać. Z dużym zainteresowaniem przeczytałam jego pierwszy kryminał i liczyłam, że „Podszept” również mi się spodoba.

Influencerzy powinni umierać online, w porze wysokiej oglądalności, lajkowani do samego końca” – „Podszept”  Jacek Łukawski

Wiem, wiem wybrałam najprostsze rozwiązanie cytując z książki pierwsze zdanie. Cóż poradzę jeśli trafiło w mój gust tak, że zlekceważyłam wszystkie inne, które również sobie zaznaczyłam jako trafne. Zdanie to oddaje współczesność naszych czasów. Tą zdolność do podglądania innych i fascynację wszystkimi streamami na żywo. Fascynację przeze mnie całkowicie niezrozumiałą. Po przeczytaniu książki mam pewność, że i prokurator Arkadiusz Painer  nie do końca rozumie tego oczarowania. To jednak nie przeszkadzało mu wgryźć się w morderstwo na wizji młodej kieleckiej influencerki. Painer wspierany przez aspiranta Dariusza Kryńskiego i Dorotę Kowalską oprócz mierzenia się z mordercą, mierzy się z zainteresowaniem mediów społecznościowych, technologicznym światem i algorytmami, o których nie ma pojęcia. Mimo ogromnego zaangażowania całego zespołu śledczego giną kolejne młode osoby. Chorą grę mordercy dodatkowo komplikują naciski „z góry”. Jednym z podejrzanych okazuje się bowiem syn wpływowego mężczyzny, którego znają prawie wszyscy, a pozostałą część zna on sam. Czy Painer  uchodzący „(…) za specjalistę od najgorszych spraw”, prokurator, którego „(…) skuteczność była ważniejsza od ekscentryzmu” poradzi sobie w tym wirtualnym świecie? Wirtualnym świecie, w którym zdarzają się prawdziwe zbrodnie.

Uwielbiam współczesne polskie kryminały

Tak, zdecydowanie. Zasadniczo lubimy to, co jest nam znane. Opisy miast, miasteczek, humor, nawiązania do przeszłości, do peerelowskiej rzeczywistości, nawet korpo-polityczny świat jest nam bliższy. Do tego te swojsko brzmiące nazwy, imiona, nazwiska. Nawet zachowania prokuratora i policyjnej grupy śledczej brzmią tak swojsko. Ta swojskość i kolejne spotkanie z bohaterami poznanymi w poprzedniej książce serii „Odmęt” przyczyniła się do tak wysokiej oceny książki. Na ocenę złożył się również ciekawy wątek kryminalny, morderstwa na streamie przedstawionego w sposób „Teatralnie brutalny i pobudzający wyobraźnię, niepozostawiający nikogo obojętnym”, dobrze skrojeni bohaterowie, nawet poboczni, te wszystkie front i back-endy, developerzy, DevOpsy, testerzy i fullstacki oraz sprawnie rozrysowana fabuła i ciekawe dialogi.

Na moją ocenę nie wpłynęła negatywnie nawet drobna nieścisłość z dwustudziestiątej strony.  W trakcie przesłuchania Bugajskiego, sam przesłuchiwany sugeruje, że jeden z podejrzanych może „(…) znów dogadał się z Bugajskim”. Ach Bugajski, Kwiatkowski, wszystkie nazwiska speców komputerowych brzmią podobnie. Chyba, że ja nie wyłapałam ukrytego przesłania i wcale Autor nie chciał w tym miejscu wspomnieć Kwiatkowskiego. Jak to mówią, „na dwoje babka wróżyła”.

Całość składa się z kolejno ponumerowanych rozdziałów, w skład których wchodzą krótkie podrozdziały prowadzone w narracji trzecioosobowej, naprzemiennie z punktu widzenia różnych bohaterów. Odnajdziemy w książce perspektywę prokuratora Arkadiusza Painera, policjantów Dariusza Kryńskiego i Doroty Kowalskiej oraz jednego z podejrzanych i samego mordercy. Ta wielość narracji wpływa bardzo pozytywnie na styl książki i jej odbiór. Nie zdążyłam się nią po prostu znudzić!

Dla mnie „Podszept”  to znakomity kryminał. Bardzo podoba mi się postać prokuratora Painera, przypomina mi trochę Kojaka. Jego metody śledcze, traktowanie współpracowników, zaduma, uzasadniona powolność w działaniu i wyciąganiu wniosków, a także sposób przesłuchiwania. Zachwyciłam się w sposobie formułowania hipotez śledczych, dla mnie wypadły wręcz mistrzowsko. Udany jest również wątek prywatny Kowalskiej i Kryńskiego. Mimo wspólnej przeszłości potrafią ze sobą współpracować. Sama Dorota Kowalska jako główna kobieca bohaterka nadal mi się podoba. Taka Dośka. Podoba mi się jej wyczucie chwili, poczucie humoru, cięty język i naturalna, unikatowa, ale jakże delikatna gburowatość. To taka Dośka, która boi się odsłonić swój chroniący ją przed światem pancerz. Przecież, złożone, nietypowe postaci są zawsze gwarantem dobrej prozy.

Jednym słowem jestem zdecydowanie NA TAK.  Po kolejną kontynuację sięgnę na pewno w pierwszej kolejności. W moim odczuciu druga część jest bowiem jeszcze lepsza od poprzedniej. Przy trzeciej możliwe, że zachwytom nie będzie końca.  

A tym, którzy jeszcze nie czytali najnowszej książki Jacka Łukawskiego „Podszept”  gorąco polecam lekturę.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.

„Koszmary zasną ostatnie” Robert Małecki

KOSZMARY ZASNĄ OSTATNIE

  • Autor:ROBERT MAŁECKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Seria: MAREK BENER. TOM 3
  • Liczba stron:423
  • Data wznowienia:30.06.2021r.
  • Data pierwszego polskiego wydania: 18.04.2018r.

Mam nadzieję, że nie pomyślicie, iż uczepiłam się tego @robertmalecki.autor i uczepiłam. Przyznaję, tak to może wyglądać. Najpierw nie czytam i nie piszę o cyklu z Markiem Benerze, a jak już zaczęłam to skończyć nie mogę. Nic na to nie poradzę. Wierzcie, próbowałam. Chyba z dziesięć razy po drugim tomie obiecałam sobie, że przeczytam coś innego. Nie dałam rady. Po prostu musiałam wiedzieć, jaki jest koniec tej trylogii!!! Jak skończy się osobista tragedia Benera, czy zwycięży dobro, czy Bener zostanie pokonany przez zło. Musiałam znać finał. Dlatego nie odłożyłam serii i od razu rozpoczęłam przygodę z trzecią częścią pod znamiennym tytułem „Koszmary zasną ostatnie”, które Wydawnictwo @czwartastronakryminalu wznowiło 30 czerwca br.

Ofiara to stan umysłu. Tylko słabi gnębią innych, żeby siebie dowartościować.”

„Koszmary zasną ostatnie”  Robert Małecki

I to cenię najbardziej. To zaangażowanie Roberta Małeckiego w problemy społeczne. Kwestie, które czasem pochowane pod łóżkami, przetrwają lata nie oglądając światła dziennego. Tematy wstydliwe, tematy niewygodne. Zwróciłam już na to uwagę wcześniej przy okazji innych publikacji autora. Tym razem również mnie w tym temacie nie zawiódł, gdyż ta finałowa część jest o przegranych. O przegranych w wielu aspektach. O mobbingowanym przez lokalnego polityka, który – niestety- zawsze spada na cztery łapy, jak to w polityce bywa, pracowniku. Pracowniku, który zaginął, a którego odnalezieniem zajmuje się Bener. O przegranym Benerze, o przegranym w wielu aspektach. Śledztwo w sprawie zaginionego Jana Stemperskiego toczy się ociężale, przy okazji niszcząc życie wszystkim wokół, niszcząc życie jego całej rodzinie. Kolejno odkrywane wątki niekoniecznie podobają się Pani Stemperskiej, jednej bądź drugiej. Poszukiwania żony w kolejnym, siódmym roku od zaginięcia Agaty, również mnożą kolejne teorie. Same pytania, mało odpowiedzi. Co wspólnego z zaginięciem Agaty Bener miała śmierć trzydziestotrzyletniego mechanika Waltera? Kto i dlaczego był widziany w miejscu, w którym stał samochód Benerowej? Dlaczego Szaman, były promotor pracy doktorskiej Benera znowu gra pierwsze skrzypce i podrzuca kolejne ślady, mnoży tropy? Nawet Bener przegrał pozycję naczelnego w „Echu Torunia”. Coraz bardziej znienawidzony, coraz mniej akceptowany. Bener jakiego nie znacie.

Całkowite zaskoczenie

Niby minął rok pomiędzy fabułami drugiej i trzeciej książki cyklu, a Bener kompletnie się zatracił. Nadal grzeszy sprawnością jak były komandos. Nadal jest odważny, bezkompromisowy. Nadal podoba mi się jego szorstkość. Coraz częściej gubi jednak wątki. Zestarzał się w ciągu tego ostatniego roku, oj zestarzał. Momentami nie przypomina ofiary, lecz kata. Zrobił się bardziej bezlitosny. Jedyne co go łączy z poprzednimi odsłonami to ta rozpacz. Bezdenna rozpacz. Rozpacz za żoną i córką, jedną i drugą utraconą. Tylko nadal nie wiadomo czy na zawsze.

W tej części autor bardziej skupił się na Benerze jako na specjaliście od zaginięć, niż jako lokalnym dziennikarzu. Możliwe, że dlatego Bener tak się przeobraził, tak się zmienił. Możliwe. Dzięki tej zmianie akcja jest jeszcze szybsza, jeszcze bardziej wartka. Praktycznie zdarzenia następują jedno po drugim, bez zbędnej zwłoki.

Po przeczytaniu całego cyklu stwierdzam, że najbardziej nie przypadł mi do gustu Szaman. Tajemniczy gość. Niby sprzymierzeniec, a zachowywał się jak wróg. Niby coś wiedział, ale nic nie mówił. Niby wspierał Benera w poszukiwaniu Agaty, a ukrywał istotne fakty. Postać wielowymiarowa, niejednoznaczna, skomplikowana. Nadała całej serii dodatkowej tajemniczości, szczególnego wymiaru. Jakby autor chciał nam ciągle przypominać, że nigdy nie wiemy w kim wróg, a w kim przyjaciel i, że pewne gesty i czyny nie mają kompletnego znaczenia w ostatecznym rozrachunku.

Agata, postać drugoplanowa w każdej z trzech części, jednocześnie spajała każdą aktywność Benera w całość. Pozostała ciągle tłem. Tłem nieodgadnionym. Czytając o niej, wracając do ostatnich wydarzeń ich wspólnego życia i analizując odkrywane wątki, momentami mnie denerwowała. Kompletnie nie potrafiłam się zgodzić z jej postawą i zachowaniem. Dlaczego ukrywała tyle kwestii przed własnym mężem, dlaczego nie potrafiła mu zaufać do końca? Przyznam, że przez całą serię podejrzewałam, iż porzuciła Benera i szczęśliwie żyje z dala od niego, że skutecznie się ukrywa. Czy można kochać bez zaufania? Czy można faktycznie być szczęśliwym w związku wzajemnie się okłamując?

Autor konsekwentnie zakończył serię. Podtrzymał scenografię, która dominowała w poprzednich dwóch częściach, tj. w „Najgorsze dopiero nadejdzie” i „Porzuć swój strach”. Znowu wydarzenia dzieją się w ciemnych zaułkach, ciasnych i wilgotnych piwnicach. To charakterystyczna cecha scenerii i atmosfery z całego cyklu. No, ale czego się spodziewać, jeśli rzecz o mrocznych typach spod ciemnej gwiazdy. Jedni ciemniejsi od innych. Jedni bardziej zniewoleni od drugich. Jedni bardziej sadystyczni od kogoś innego. I tak w kółko…

A zakończenie? Cóż. Ciągle się uczę, że życie niektórym się po prostu nie udaje.

Za Małeckim w tej serii trudno nadążyć. To fakt. Mi się jednak udało. W rzeczywistości to nie takie trudne, jeśli słowa same układają się w zdania, a zdania w całe akapity. Jak to w dobrej książce. A dobrą książkę zawsze warto przeczytać. Polecam.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Porzuć swój strach” Robert Małecki

PORZUĆ SWÓJ STRACH

  • Autor:ROBERT MAŁECKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Seria: MAREK BENER. TOM 2
  • Liczba stron:443
  • Data wznowienia:30.06.2021r.
  • Data pierwszego polskiego wydania: 30.08.2017r.

Mam nadzieję, że nie zapomnieliście już o mojej recenzji pierwszej części cyklu pt. „Najgorsze dopiero nadejdzie”, którą niedawno opublikowałam. To dobrze, bo bez zbędnej zwłoki spieszę z informacjami na temat drugiego tomu, którego premiera po wznowieniu odbyła się także 30 czerwca br. Jak to z cyklami bywa, książkę „Porzuć swój strach” Wydawnictwa @czwartastronakryminalu autorstwa @robertmalecki.autor można czytać odrębnie, niezależnie od pierwszej części. Autor inteligentnie nawiązuje do wydarzeń opisanych w pierwszej części. Ja jednak zachęcam zacząć przygodę z toruńskim dziennikarzem, Markiem Brenerem od pierwszej części serii. Wiele bowiem możemy stracić nie znając początku, wiele…

 Nie będzie zaskoczenia. Przykro mi. Wszystko się w tej części spina. Jest to dobra kontynuacja poprzedniej części.

Minęły kolejne trzy lata…

Nadal Marek Bener nie odnalazł swojej żony, Agaty. Nadal zajmuje się dziennikarskimi śledztwami. Tym razem jednak pracuje na własną rękę. Założył „Echo Torunia”, stworzył nowy dziennikarski zespół, z którym stara się realizować przesłanie ciążące na dziennikarskim piórze. Po wieloletnich poszukiwaniach swojej żony, Bener zaczyna być znany w lokalnym środowisku jako specjalista od zaginięć. Zostaje zatrudniony przez miejscowego biznesmena Żelaznego o odnalezienie jego córki, Moniki. W takcie poszukiwań wszystko się gmatwa, komplikuje, miesza. Już od samego początku Bener wie, że Monika nie jest nikim przypadkowym. Wszak w dniu w którym jej ojciec zlecił mu poszukiwania, odwiedziła go w jego własnej redakcji. Jak to u Małeckiego, każdy kłamie, każdy kombinuje. Sami rodzice zaginionej nie są z Benerem szczerzy. Rzekomy chłopak Moniki okazuje się tak naprawdę kolegą jej starszego brata. Rzekoma podwózka na urodziny koleżanki okazuje się podwózką jej nowego chłopaka. Historia komplikuje się strona po stronie. Poszukiwania zdają się tkwić w martwym punkcie i to wszystko ze śledztwem w sprawie zaginionej przed sześciu laty żony Benera. Czy starczy mu siły by doprowadzić przynajmniej jedno śledztwo do końca? Czy którakolwiek zagadka zostanie rozwiązana?

Bener jak kameleon, całkowicie odmieniony. Małecki oparł postać głównego bohatera na innych cechach, uwypuklił inne jego przywary i zalety. Nie chciał nas oszukać. Co to to nie ! By bohater literacki był bardziej przekonujący powinien się zmieniać w każdej kolejnej części. Dlaczego? To proste. Dziś nie jesteśmy tacy jacy byliśmy wczoraj, a jutro nie będziemy tacy, jacy jesteśmy dziś. Może to infantylne, może wręcz filozoficzne. Ktoś mi kiedyś jednak powiedział, że tylko „ludzie zaburzeni psychicznie się nie zmieniają”. Kolejne trzy lata poszukiwań żony musiały mieć wpływ na Benera, musiały odcisnąć na nim piętno. To moim zdaniem chciał przedstawić Małecki kreśląc postać Benera w tej części. Człowieka załamanego. Człowieka przegrywającego własne życie. Człowieka pokonanego przez własny los. Człowieka, chwilami gburowatego i przekonanego o swojej wyjątkowości. Człowieka wręcz nas denerwującego. Dużo jednak myślałam w trakcie czytania, ile przeciętny człowiek byłby w stanie znieść będąc na miejscu Benera. Czy przynajmniej połowę tego co on?

Po przeczytaniu pierwszej części cyklu już zaczęłam tęsknić za Benerem, Aldoną, Pauliną, Rakiem i innymi. Jeśli się za kimś tęskni, trudno odkładać spotkanie na potem. Nie żałuję więc, że sięgnęłam po drugą część serii o Marku Brenerze, nawet jeśli w tej odsłonie nie do końca przypadł mi do gustu.

Bez wątpienia odnalazłam w tym tomie Aldonę Terlecką, taką jaka mi się spodobała w pierwszej części. Zdecydowaną, zorganizowaną, inteligencją i dowcipem momentami „bijąca na głowę” samego Benera. Tak, ta postać kobieca została skrojona na miarę w sposób perfekcyjny. Na pewno na moją miarę.

Udał się również autorowi motyw przeobrażania się relacji z matką zaginionej żony. Relacje lubią się komplikować, gdy czas płynie nieprzerwanie, a nic się nie zmienia, nic się nie poprawia. Wręcz majstersztykiem dla mnie było wprowadzenie do fabuły pamiętnika hazardzisty. Czytanie między sensacyjnymi wątkami i dosadnymi dialogami o człowieku przegranym, człowieku uzależnionym, człowieku niszczącym wszystko i wszystkich, by tylko dalej grać i grać było bardzo ciekawym doświadczeniem. To tak jakby podglądać kogoś zza szyby. Widzieć dokładnie co się dzieje. Patrzeć momentami z odrazą, chwilami ze współczuciem. Ale patrzeć, ciągle patrzeć…

Oczywiście, by jeszcze bardziej „zbić czytelnika z pantałyku” Małecki nie uśpił duchów przeszłości.  O każdej porze dnia i nocy pod powiekami Bener widzi Szamana, zastanawia się kim tak naprawdę jest Niemiec Steinmeier, szuka powiązania w prowadzonych śledztwach z Rudnikiem. Pamięta o Agacie, ciągle, nieprzerwanie. Agacie, która nie potrafi go wyzwolić, od której on nie potrafi się wyzwolić.

Wiele wątków, wiele historii. Ta książka to fabularna bomba. Nielegalne automaty do gry, uzależnienie jako niszczycielska siła, niespełniona miłość, szorstka przyjaźń, porwania i pościgi, nic nie znaczące tropy i wiele, wiele innych wątków pobocznych. To wszystko w jednej książce. To wszystko na kartach jednej powieści. Mówią „nie wszystko złoto co się świeci”. To fakt. Ja sparafrazuję i napiszę, „nie każda książka z cyklu jest do siebie bliźniaczo podobna”. Do wszystkich szukających rozmaitości w literackich dziełach, czytajcie! Po prostu czytajcie.

A po przeczytaniu podziękowań. No cóż. Nadal mogę napisać, że Małecki ma szczęście do kolegów po fachu. Ciągle wzajemnie się wspierają. Miło czytać w ten sposób o lubianych i znanych autorach. naprawdę miło.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Najgorsze dopiero nadejdzie” Robert Małecki

NAJGORSZE DOPIERO NADEJDZIE

  • Autor:ROBERT MAŁECKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Seria: MAREK BENER. TOM 1
  • Liczba stron:406
  • Data wznowienia:30.06.2021r.
  • Data pierwszego polskiego wydania: 28.09.2016r.

Ale niespodziankę przygotowało dla nas, czytelników Wydawnictwo @czwartastronakryminalu wznawiając serię z Markiem Benerem, toruńskim dziennikarzem autorstwa @robertmalecki.autor !!! Takie niespodzianki to lubię. Niespodzianki, które kończą się litrami wypitej małej czarnej i setkami przekartowanych stron. Nie mogło być inaczej. Oprócz tej serii, wszystkie inne książki Małeckiego mam za sobą. Od razu się przyznam, jestem ogromną fanką Bernarda Grossa (ZadraWada), od którego zaczęła się moja przygoda z autorem. Zachwyciłam się ostatnią premierą „Zmorą”, której recenzję przedpremierową opublikowałam tu: klik. Całkowicie inna od poprzednich Żałobnica, również ma wielu swoich fanów. Autor utytułowany, autor wszechstronny, autor mający za sobą wiele udanych publikacji. Autor, któremu i tym razem postawiłam wysoką poprzeczkę. Czy Bener zachwycił mnie jak Gross? Czy fabuła była na równi emocjonująca, jak fabuła „Zmory”? Czy postacie kobiece okazały się w tej serii tak samo interesujące, jak chociażby w „Żałobnicy”? Na te i inne pytania mam nadzieję odpowiedzieć Wam w niniejszej recenzji.

Nigdy nie wiesz o sobie wszystkiego. Nigdy, dopóki nie staniesz na krawędzi i nie zrobisz czegoś, do czego – jak sądzisz – nie byłbyś zdolny, a co w konsekwencji zmienia cię na zawsze.”

„Najgorsze dopiero nadejdzie” Robert Małecki

Rzadko kiedy jeden cytat potrafi trafnie odzwierciedlić głównego bohatera. Tym razem Małeckiemu udało się to bezkompromisowo. Czytając zacytowany fragment powieści od razu kojarzę go z głównym bohaterem, Markiem Benerem. Los nie szczędził mu przeciwności. Poznajemy go w niezwykłych okolicznościach. Po zaginięciu jego żony Agaty w szóstym miesiącu ciąży. Marek szuka jej już trzy lata, nadal bezskutecznie. To wydarzenia z roku 2013 są podstawą fabuły utkanej w pierwszej częśći serii. W miejskiej gazecie, w której pracuje Bener, toczy się dziennikarskie śledztwo w sprawie śmierci byłego przyjaciela Benera – Wojtka Holtza. O pomoc zwraca się do niego żona zmarłego, była dziewczyna Benera, Weronika. W śledztwie pojawiają się interesujące poboczne wątki. Nagła śmierć Agnieszki, koleżanki sprzed lat oraz udział w całej intrydze jego siostry. Pojawiają się pytania, na które długo nie ma odpowiedzi. Jaki związek ze śmiercią Holtza ma Szaman, były promotor pracy doktorskiej Benera, chwilami oskarżany o udział w porwaniu jego żony. Dlaczego wszystkie wątki zdają się wikłać w pajęczą sieć, gdzie to samo znaczenie ma teraźniejszość, jak i dalsza i niedawna przeszłość.

I wreszcie: „W co ty się wpieprzyłeś Marek, co?”

Cóż, główny bohater to – mówiąc słowami autora – „słynny zajebisty dziennikarz”, któremu niewiele się udaje. Ma trudne relacje w pracy, nie potrafi podporządkować się naczelnej. Przez trzy lata bezskutecznie poszukuje żony, która jest istotną postacią w tle całej fabuły. Ma skomplikowaną osobowość. Jest trudny we współżyciu. Jedyna na wskroś pozytywna relacja łączy go z teściową. Matką zaginionej żony, do której ciągle zwraca się per mamo. Ten wątek czyni go momentami bardziej ludzkim. Małecki potrafi stworzyć bohatera z mocnym rysem psychologicznym, skomplikowanego. Nie jest Bener podobny do Grossa, oj nie. Jest momentami wręcz jego całkowitym przeciwieństwem. Nikt nie przechodzi koło niego jednak obojętnie. Jedni go lubią, inni wręcz nienawidzą. Jedni się z nim utożsamiają, a innych drażni. Nieobojętny bohater to jednak połowa sukcesu dobrej powieści.

Sama fabuła komplikuje się ze strony na stronę. Autor kluczy wokół różnych, z pozoru nieistotnych wątków. Miejsce w niej znalazł lokalny polityk, lokalny gangster i lokalny właściciel miejskiej gazety. Takie miejskie trio. Każdy od każdego zależy. Każdy o coś innego dba. Każdy ma coś innego „za uszami”. Osadzenie realiów w takim „miejskim błotku” przemawia. Przecież wielu z nas mieszka w różnych miejskich dżunglach. W tym wszystkim tajemnica Agaty nie mogła zostać rozwiązana. Przecież nie byłoby cyklu. Czekam więc co będzie dalej.

Rzadko pisarz, którego już wielokrotnie czytałam potrafi mnie zaskoczyć. Tu Robert Małecki zrobił to brawurowo. Po pierwsze wplatając w fabułę i Marka Pijanowskiego, i Annę Rozenberg (pamiętacie moją recenzję Masek pośmiertnych?), i Józefa Skrzeka. Po drugie udowadniając w podziękowaniach, że nasi rodzimi autorzy kryminałów trzymają się razem, wspierają się, mogą na siebie liczyć. To jest bardzo budujące, że w tej dziedzinie nie ma jawnej i niebezpiecznej dla literatury konkurencji. Po trzecie, co najważniejsze, tworząc skomplikowaną fabułę opartą na skomplikowanych relacjach i na wskroś skomplikowanym bohaterze. Czy fanatyk zawiłych i niełatwych książek może chcieć czegoś więcej? Nie sądzę…

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

.