„Arsene Lupin. Dżentelmen włamywacz” Maurice Leblanc

ARSENE LUPIN. DŻENTELMEN WŁAMYWACZ

  • Autor:MAURICE LEBLANC
  • Wydawnictwo:ZYSKI I S-KA
  • Seria:ARSENE LUPIN. TOM 1
  • Liczba stron:280
  • Data premiery:11.05.2020r.
  • Data pierwszego polskiego wydania: 01.01.1957r.

Nigdy nie czytałam książek o „dżentelmenie włamywaczu”. To raczej nie moja bajka. Do sięgnięcia po tę pozycję skłonił mnie serial na Netflixie. Oglądaliście? Ja tak. Kolejne odcinki serialu „Lupin” podobno zobaczymy już 11 czerwca. Serial polubiłam za mocną kreację głównego bohatera Assane’a Diop‘a, który pomysły Lupin’a wciela w życie. Sam Arsène Lupin stworzony został w 1905r we Francji. Jest to postać bardzo  lubiana i zakotwiczona w kulturze tego kraju. Musiałam sprawdzić, czy wznowienie od Wydawnictwa Zysk i S-ka wzmocni moją fascynację bohaterem będącym pierwowzorem postaci serialowej.  Dopiero co prezentowałam Wam tę książkę, która miała premierę po wznowieniu w dniu 11 maja, a już przychodzę do Was z recenzją. Co zrobić jak to tylko 280 stron.

Podoba Wam się okładka? Mnie bardzo. Wydanie naprawdę na miarę książki sprzed stu lat. Wnętrze nie jest wcale gorsze. Oczywiście, nie jest to mroczny współczesny thriller, wartki kryminał z dobrymi wątkami obyczajowymi, czy komedia na miarę Chmielewskiej. Nie, nie. To gatunek, który zanikł wiele lat temu.

Autor nakreślił przygody najsławniejszego włamywacza w bardzo przystępny sposób. Opisuje jego perypetie począwszy od podroży transatlantykiem w czasie której poznał Miss Nelly i o zgrozo, został aresztowany. Relacje Lupina ze współpasażerami, którzy za wszelką cenę chcieli odkryć kto stoi za kradzieżami na statku okazały się wyśmienitą zabawą i ucztą dla moich oczu. A takich historii pisanych ze swadą i ogromną elokwencją jest wiele. Tylko nadal nie wiem jak on się wymyka tym śledczym.

Maurice Leblanc stworzył niebanalną postać, dżentelmena „(…) o niebywałej fantazji, działającego wyłącznie w pałacach i salonach…”. Dość, że dżentelmen to jeszcze żartowniś, człowiek o tysiącu wcieleń, posiadający rzadkie umiejętności sztuki makijażu i szybkiego przeobrażania się. Wykorzystujący nieuwagę i niemożność dostrzegania szczegółów otoczenia. Czyhający na błędy i liczący na szczęście. Szczęście, które zdaje się, nigdy go nie opuszcza. Stworzył Lupina uciekającego przed słynnym policjantem Ganimardem, z którym  bawi się w kotka i myszkę. Mimo, że wielokrotnie mu się wymyka, darzą się wzajemnie szacunkiem. Jest to relacja podobna do relacji Poirota z Kapitanem Hastingsem, przyjacielska ale z przymrużeniem oka i dużą dozą sarkazmu.

Książka podzielona jest na zatytułowane rozdziały. Każdy rozdział opisuje inny wątek. Narracja jest trzecioosobowa, chociaż w pierwszym rozdziale autor przedstawił wydarzenia na statku oczami Lupina. Podobała mi się ta koncepcja. Czytałam ten rozdział, jakbym czytała dobre anegdoty, które ktoś z dystansem opowiada na swój temat.  Narrator skonstruowany został podobnie jak Watson w serii o Sherlocku Holmesie. Bliski znajomy, wręcz przyjaciel, któremu Lupin zdradza szczegóły swoich brawurowych akcji, a on je opowiada.

Pomysł autora, że wszyscy wokół zastanawiają się, kim jest ten złodziej wręcz genialny. Sama łapałam się na zgadywaniu. W wielu miejscach książki widziałam Lupina, który jednak nim się nie okazywał. Lupin momentami jest wyjątkowo arogancki. Pomysły na kradzieże wyjątkowe, jak chociażby list do właściciela drogich precjozów z prośbą o dobrowolne oddanie części z nich, w zamian za brak osobistego stawiennictwa i zmianę miejsca przechowywania wszystkich wartościowych rzeczy. By być bardziej ludzki, Lupin dodatkowo informuje właściciela o kopiach w jego zbiorze, kopiach o których sam dysponent nie wiedział. Wszyscy śledzą jego poczynania. Nawet ofiary są zainteresowane historiami o nim. Lupin często bowiem gości na stronach gazet. Tym samym staje się ówczesnym celebrytą. Celebrytą, gdzie zainteresowanie o nim podtrzymywane jest licznymi publikacjami w jedynym istniejącym wówczas medium.

No i niespodzianka. Nie spodziewałam się jej w tej książce. Do złapania Lupina zostaje zatrudniony….najsławniejszy brytyjski detektyw. Strony książki odwiedza Herlock Sholmes. Nie, nie to nie pomyłka. Okazuje się, że Leblanc napisał dwa opowiadania pt. „Arsène Lupin kontra Herlock Sholmès” w 1906 i 1907 roku w nawiązaniu do postaci Sherlocka Holmesa, bohatera kryminałów Conan Doyle’a (źródło). W późniejszych wersjach książki imię i nazwisko Sherlocka Holmesa brzmiało oryginalnie.  Samo spotkanie najsłynniejszego z detektywów z Lupinem zostało zobrazowane wyśmienicie. Wątek ten podobał mi się wyjątkowo. To prawie jak „(…) poruszający spektakl: pierwsze spotkanie tych dwóch mężczyzn, tak niezwykłych, (…) obu naprawdę najlepszych, ale przez ich specyficzne uzdolnienia fatalnie skazanych na zwarcie – tak jak dwie równe siły pchane w przestrzeni przeciwko sobie przez los”. Ciekawi mnie jak na taki obrót sprawy zareagował Sir Conan Doyle.

Klasyka przez duże K. Ciekawe historie, wyjątkowi bohaterowie i ten język, całkowicie przystępny. Bardzo klasyczny i elegancki, ale jednak przystępny. Możliwe, że to zasługa tłumaczki.

To miła odskocznia od zwykle czytywanych przeze mnie książek, a różnorodność w czytaniu jest przecież najważniejsza. Pozwala nie zamykać się w klatce i docenić twórczość z pozoru nie dla nas.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka.

Recenzja przedpremierowa – „Niebiańskie osiedle” Ryszard Ćwirlej

NIEBIAŃSKIE OSIEDLE

  • Autor:RYSZARD ĆWIRLEJ
  • Wydawnictwo:CZWARTA STRONA
  • Seria:MARCIN ENGEL. TOM 1
  • Liczba stron:345
  • Data premiery:19.05.2020r.

Zachwycił mnie ten Ryszard Ćwirlej, oj zachwycił. Zaczął świetnie już samym tytułem; „Niebiańskie osiedle”. Dlaczego? Kto z Was przeczytał antologię opowiadań kryminalnych „Awers”, wydaną również przez Czwarta Strona? Jeśli nie czytaliście, zerknijcie na moją recenzję klik. Wspominam w niej o jednym z opowiadań, które mnie oczarowywało. Był to „Niebiański dom” Ryszarda Ćwirleja. W recenzji napisałam: „ (…) historia z dreszczykiem oparta na sprawie związanej z ekskluzywnym domem seniora położonym w okolicy Kazimierza Dolnego.  Domem, w którym – jak się okazuje – seniorzy nie mogą czuć się bezpieczni…”. W trakcie czytania tego opowiadania pomyślałam; jaki świetny pomysł na rozbudowaną fabułę. Nowatorski, nieoczywisty. Dom spokojnej starości, sąsiedzi, duszpasterze, organizacja, wykorzystywanie, wątpliwe darowizny itepe itede. Praktycznie to gotowy pomysł na nową książkę. Czy się myliłam?

Tam, dokąd idziemy, czeka na nas niebiański dom. Odchodzimy spokojni i szczęśliwi, mając nadzieję, że kiedyś wszyscy się tam spotkamy”.

„Niebiańskie osiedle” Ryszard Ćwirlej

Dwa podwójne samobójstwa, jedno w Pile, drugie w Warszawie. Warszawie, gdzie „(…) wszystko w większej skali”. Samobójcami są emeryci, spokojni, nie wadzący nikomu. Niewinne samobójstwa mają jednak drugie dna. Odkrywa to Franek Kaczmarek młody śledczy przebywający od niedawna w stolicy. Równolegle policyjne działania rozpoczyna dziewczyna Franka, Jowita, która jeszcze tkwi w Pile. I to właśnie do Piły prowadzą wszystkie ścieżki prowadzonego śledztwa. Śledztwa policyjnego i dziennikarskiego. Do akcji wkracza bowiem Marcin Engel – dziennikarz śledczy ze swoją koleżanką Kamilą oraz Babcią Matyldą – emerytowaną milicjantką.  Losy całej czwórki splatają się w jednej historii. Czy dla tej historii mają znaczenie comiesięczne dobrowolne datki przekazywane na pewne radio oraz znalezione w mieszkaniach samobójców foldery reklamowe?  Tego muszą się dowiedzieć i śledczy, i sami czytelnicy.

Tylko 345 stron !

Musiałam, po prostu musiałam w taki sposób podtytułować tę moją recenzję. Naprawdę, to tylko 345 stron. Autor serii o Anecie Nowak oraz Antonim Fischerze z klasą wypełnił pustkę powstałą po lubianych przeze mnie bohaterach. Chociaż przyznaję, Anety wyjątkowo mi żal. Tych jej hot dogów na stacji benzynowej, motocykla, szybkiej i ostrej jazdy. W tej pozycji Ćwirlej zaprezentował ciekawych bohaterów cały wachlarz. Jak to w pewnej piosence „(…) dla każdego coś miłego i każdemu jego raj”. Mi najbardziej przypadła do gustu Babcia Matylda. Akceptująca w domu palenie, picie, ale tylko dobreJ whisky, „(…) które popija od czasu do czasu dla lepszego krążenia”. Była milicyjna śledcza, wdowa po generale policji, uprawiająca sporty tylko biernie i uważająca, że „Bieganie jest bardzo niebezpieczne”. Siedemdziesięciolatka mająca nowoczesne poglądy i bardzo światły umysł.  Twierdząca, że duszpasterstwo działa jak akwizytorzy ubezpieczeń „(…) każą ci płacić przez całe życie, a wypłatę odszkodowania obiecują po śmierci”.  Sam Marcin Engel – jak wynika z opisu wydawcy – „mistrz świata w kłopotach, dziennikarz śledczy” też jest niczego sobie. Odegrał w życiu Babci Matyldy i w trakcie całego śledztwa znaczną rolę. Nie jest on jednak kluczowy dla całej fabuły. Spowinowacony z Matyldą Franek oraz jego dziewczyna Jowita również okazali się istotni w przedstawionym przez autora wątku kryminalnym.

Autor prowadzi narrację w dwójnasób. Wydarzenia zaprezentowane z perspektywy Marcina są w narracji pierwszoosobowej. To Marcin jest narratorem. Patrzymy na wszystko, co go otacza jego oczami. Na jego dziewczynę Dżesikę, współpracowniczkę Kamę, babcię Matyldę. Relacjonując wydarzenia z perspektywy Engela, Ćwirlej daje radę. Narracja przechodzi przeobrażenie. Jest w niej mniej faktów więcej wrażeń, uczuć, spostrzeżeń i to wszystko oczami trzydziestolatka. Równoległa narracja dotyka wątku policyjnego śledztwa. Autor stosuje wówczas narrację trzecioosobową. Relacjonuje fakty i tłumaczy decyzje.  

W książce znajdziecie cały przekrój polskiego społeczeństwa. Emeryci zafascynowani obietnicą życia na Niebiańskim Osiedlu, wierni słuchacze pewnego radia, wędkarze łowiący ryby na równi z łykami mocnych trunków, emerytki przekazujące wolne comiesięczne datki jednocześnie narzekające na biedę i brak środków na lekarstwa. Bardzo podoba mi się nawiązanie do PRL-owskich metod pracy.  Współczesne czasy, w których i tak niektórym policja państwowa miesza się z milicją obywatelską. Nawiązanie do minionych czasów sprawdza się w wątkach kryminalnych z policyjnym śledztwem w tle.

Autor wiernie odzwierciedlił psychologiczne triki wykorzystywane przez akwizytorów w sprzedaży bezpośredniej. Potencjalni klienci traktowani są jak wybrańcy, wyjątkowi nadludzie. To specjalne traktowanie otwiera ich portfele, skłania do pochopnych decyzji. Jest to problem społeczny zobrazowany bardzo dokładnie. Problem wykorzystywania starszych, często samotnych ludzi, którzy niekoniecznie od razu potrafią połapać się w stosowanych na nich sztuczkach. Przecież nie każdy jest Babcią Matyldą, czyż nie?

Ryszard Ćwirlej wielokrotnie puścił do mnie oko. Wspominając o wciśnięciu trójki w samochodowym radiu, czy chociażby w dialogu Babci Matyldy ze swoim kolegą, Borewiczem na temat nadawania nowonarodzonym dzieciom imienia Jarosław. Takie oczka lubię niezmiernie. Świadczą o tym, że autor nadąża nad bieżącymi wydarzeniami i potrafi się do nich ustosunkować, nawet kreśląc literacką fikcję.

To lekki kryminał. Nie będę ukrywać, mam słabość do osadzonych w nim bohaterów. Dlatego lekkość tej prozy kompletnie mi nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, uważam ją za atut. Taki był jej cel. Absurdalne sytuacje i przerysowane postaci mają nas skłonić, do zastanowienia się nad naszymi zniewoleniami. Zniewoleniami, które czasem mogą prowadzić do tragedii. Zniewoleniami pod przykrywką nieziemskich obietnic. Obietnic, które nigdy nie mają szansy się spełnić.

Nawet napisana z największym zaangażowaniem i ogromnym sercem recenzja nie odda kunsztu pisarza, a także specyficznej atmosfery tej książki. Nie macie wyjścia. Musicie przeczytać ją sami.  Szczerze  polecam.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Teraz Cię rozumiem mamo” – opowiadania

TERAZ CIĘ ROZUMIEM MAMO

  • Autor:MAGDALENA WITKIEWICZ, AGNIESZKA KRAWCZYK, AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA, NATASZA SOCHA, ILONA GOŁĘBIEWSKA, MAGDA KNEDLER, MAŁGORZATA WARDA, SABINA WASZUT
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:381
  • Data premiery:05.05.2021r.

W tym roku Dzień Matki nadszedł dla mnie znacznie wcześniej. Dokładnie 5 maja, gdy premierę miała antologia opowiadań najpopularniejszych autorek polskiej literatury obyczajowej w zbiorze „Teraz Cię rozumiem mamo” od Wydawnictwa Muza. Autorek, których powieści niejednokrotnie już czytałam. Publikacje wielu autorek dzięki którym skompletowano tę antologię, czytałam. Niektóre z nich znalazły się również w blogowych recenzjach (klik: Troje na huśtawce – Natasza SochaCzereśnie zawsze muszą być dwie – Magdalena- WitkiewiczDobre uczynki- Agnieszka Krawczyk,  Kamienica pod szcześliwą gwiazdą – Agnieszka Krawczyk,  Kochaj coraz mocniej- Ilona GołębiewskaPodróż za horyzont- Sabina WaszutNarzeczona z getta-Sabina Waszut).

Relacja matka-córka jest specyficzną mieszanką wybuchową, naładowaną takim zestawem emocji, o jakim innym ludziom nawet się nie śniło. Jedna i druga ma przeczucie, że wie wszystko o tej drugiej, że zna ją na wylot, rozumie bez słów. Tylko czy tak jest naprawdę?”.

„Sekret” Natasza Socha

Pamiętam, pamiętam, mówiłam, że opowiadania nie są moją ulubioną formą literacką. Sięgam jednak do nich. Szczególnie jeśli antologia zawiera dzieła znanych i lubianych powieściopisarek. Tym razem zrobiłam to, do czego zawsze Was zachęcam. Czytałam opowiadania z przerwami, nie jednym ciągiem traktując je jako oddzielne, niezależne dzieła. Udał mi się ten zabieg, nie powiem. Opowiadania nie zlały mi się w jedną całość, a w pamięci pozostały odrębne obrazy. Obrazy, które wstrząsnęły mną nie raz. I o tym właśnie będzie ta recenzja. O emocjach.

Od razu zastrzegam, to nie są infantylne opowieści. Te opowiadania są czymś więcej. Są diagnozą trudnych relacji, próbą wytłumaczenia i próbą zrozumienia. W tej antologii przeczytamy o:

– powielaniu błędów własnych matek, mimo, że obiecaliśmy sobie nigdy tego nie robić,

– żyjących ojcach, kiedy myśleliśmy, że nie ma ich już wśród nas,

– spotkaniach z matką, ojcem, których nie widzieliśmy od lat i jakoś udawało nam się żyć,

– niespodziewanych zbiegach okoliczności,

– matkach morderczyniach, które zrobiłyby wszystko, by chronić własne dzieci,

– życiu bez happy endu,

– matkach czekających na swoje dorosłe dzieci wracające późno z troską, ze strachem w oknie przy zgaszonym świetle, matkach czyhających na klatkach schodowych, przed domem, matkach bohaterkach,

– terapiach w których leczymy zaburzone relacje z matkami, z matkami często toksycznymi,

– matkach okaleczających własne dzieci, gdyż same doznały głębokich krzywd.

Byłaś mi, mamo, świata obrazem, odbitym w sercu moim maleńkim, byłaś nadzieją, byłaś wytrwaniem, byłaś czymś wielkim, czymś niemal świętym” – Kazimierz Kowalski „Tylko Ty matko”

Pamiętacie ten przebój „Koncertu życzeń” z czasów, gdy nie było „Wiadomości” tylko „Dziennik telewizyjny”? Mi jakoś wyjątkowo zapadł w pamięć, pewnie ze względu na wzruszający tekst. Ci co zapomnieli odświeżcie sobie. Nie pożałujecie . Ci co nie znają, wygooglujcie. Warto dowiedzieć się przy czym wzruszały się nasze mamy, nasze babcie.

Mnie dogłębnie wzruszyło opowiadanie „Wstań, Jadźka” od @magdaknedler – Autor. Autorkę znam tylko z opowiadania w antologii „Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny” (recenzja na klik). Opowiadanie to dowód, że Knedler bardzo dobrze czuje się w tematyce historycznej, trudnej tematyce. To opowieść o matce – bohaterce. Matce – łączniczce z warszawskiego powstania. To historia o Jadźce i Dance. Jadźce, której Danka wielokrotnie mówiła „wstań”, by dalej żyć, by dalej walczyć i Jadzia wstawała. Dance, która mimo żądań Jadźki kiedyś już wstać nie dała rady. To historia o przyjaźni aż po grób, o szukaniu różnych matkociociokuzynek. O szukaniu tych, które pozostały, by opowiedzieć o tych, które odeszły, przedwcześnie odeszły w zawierusze wojny. To historia przede wszystkim o córce, która dopiero u schyłku wspólnego życia odkrywa jaki ciężar nosiła jej matka przez całe życie.

Ogromne znaczenie ma dla mnie opowiadanie @ag.krawczyk – Pisarz „Kruchość”, w których autorka zobrazowała w wątku pobocznym dwa bieguny matek. Matka Kiry – niezależna, zdolna artystka, protekcjonalna, lekceważąca potrzeby dzieci, nie interesująca się codziennymi sprawami, stawiająca na tak zwany „zimny chów”. Matka koleżanki Kiry, Kasi – ciepła, kochająca, zainteresowana, wręcz wtrącająca się w życie córki.  Krawczyk brawurowo zobrazowała metodę pracy terapeutycznej opartej na teorii systemów rodzinnych w ujęciu transgeneracyjnym. Uwierzcie, wspaniała pozycja.

W „Sekrecie” od @Natasza Socha podjęty został temat pełnienia ról. Ról w życiu, jak na scenie. W hermetycznej społeczności jaką jest rodzina, autorka zobrazowała role; matki – nie matki, siostry – nie siostry. Postawiła tezę, tezę istnienia w życiu każdego dziecka trzech matek, matek pełniących różne role. Tylko która z tych postaci jest prawdziwa? Czy ta ostatnia? Ta najbardziej ludzka? „Sekret” wbił mnie w fotel, w którym wygodnie siedząc czytałam. O niektórych sekretach chcielibyśmy nie usłyszeć. Szczególnie o tych, które kładą się cieniem na całe życie dziecka, niewinnego dziecka.

Mimo, że wspomniałam tylko o trzech opowiadaniach z antologii, w książce znajdziecie więcej ciekawych pozycji. Pozycji, w których na matki patrzymy oczami innych dzieci, innych córek, innych synów. Na matki nie nasze, a jednak jak do siebie podobne.

I wszystkim nam – matkom życzę, byśmy się doczekały ze strony swoich dzieci zaśpiewanego, wyrecytowanego lub przynajmniej przepisanego tekstu piosenki:

Jesteś mi, mamo, wszystkim na świecie, niebiańską gwiazdą, promieniem złotym, jesteś mi muzą, co dała życie, jesteś spełnieniem mojej tęsknoty”. – Kazimierz Kowalski „Tylko Ty matko”

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Muza.

„Córy Ziemi” Alaitz Leceaga

CÓRY ZIEMI

  • Autor:ALAITZ LECEAGA
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:545
  • Data premiery: 05.05.2021r.

„Córy ziemi” to druga zeszłotygodniowa premiera od Wydawnictwa Albatros, która została przeczytana i zrecenzowana przeze mnie. Z twórczością Alaitz Leceagi, pisarki hiszpańskiego pochodzenia, nie miałam do tej pory do czynienia, mimo, że jej debiutancka powieść „Las zna twoje imię” – jak czytam w notce biograficznej – „w miesiąc podbiła listy bestsellerów” (źródło: Alaitz Leceaga). Czy z książki bucha ognisty temperament jak z okładki? Zapraszam do lektury recenzji.

Ból wnika nawet w najdrobniejsze szczeliny i zagnieżdża się w nich (…). Wciska się w mroczne szpary. Rośnie i rośnie jak głodna bestia, która pożera wszystko wokoło. Aż zostaje tylko on. Ból”.

„Córy ziemi”  Alaitz Leceaga

Z dwoma krukami w nazwisku

Fabuła toczy się wokół trzech kobiet, Glorii, Teresy i Verónici z rodu Veltrán-Belasco. Mimo, że mają inne charaktery i inne usposobienia, są do siebie bardzo podobne. Wszystkie trzy wyróżniają ogniste włosy i wszystkie trzy są  posądzane o opętanie przez demony. Wierzą w to mieszkańcy San Dionisio. Wierzą w to najbliżsi, wierzy ojciec i jedyny brat Rafael. Wierzy w to ich ciotka Angela pełniąca rolę guwernantki oraz miejscowy duszpasterz, ojciec Murillo. Wierzyła w to ich matka, która umarła śmiercią głodową za zgodą własnego męża i z błogosławieństwem miejscowego księdza. Matka, którą też męczyły demony.

Schyłek XIX wieku to trudny czas dla kobiet. Wyjątkowo trudny dla sióstr Veltrán-Belasco, które odtrącone przez społeczeństwo, osierocone przez matkę a następnie ojca podejmują nierówną walkę o utrzymanie rodowych winnic Las Urracas. Winnic, które przez dwadzieścia lat nie rodziły owoców, nie dawały zbiorów. Winnic, które dają im schronienie. Czy wystarczająco bezpieczne? Czy wystarczająco długo?

Manipulacja, kłamstwa, uzależnienia w mrocznym hiszpańskim klimacie

Czytając opis wydawcy tego się spodziewałam. Autorka wiernie odzwierciedliła atmosferę i klimat ówczesnych czasów. Zdarzenia toczą się jedno po drugim. Koncepcja książki trochę przypomina mi sagę. Sagę rodzinną, w której główne wątki toczą się wokół kobiet. Kobiet nabierających sił, czerpiących korzyści z własnej, dotychczas niewesołej sytuacji. Kobiet sprzeciwiających się jedynemu bratu, który korzystał ze swej uprzywilejowanej pozycji w domu. Bratu, który wykorzystywał własne siostry umiejętnie manipulując uczuciami, emocjami, poczuciem winy z powodu domniemanego opętania demonami.

Losy sióstr w domostwie nie były trudne tylko z powodu brata, lecz również z powodu innych najbliższych. Matka z dnia na dzień oddalająca się od własnych dzieci wskutek cierpienia i trawiącej jej choroby. Ojciec, zawsze bierny, chroniący tylko dziedzica – Rafaela. Ojciec, którego praktycznie nie ma. Ojciec pozwalający na oskarżanie i obwinianie dziewczynek za brak urodzaju w winnicy. Ciotka Angela, skrajna dewotka wychowująca dziewczynki twardą ręką. Twierdząca, że „nadmiar wiedzy lub umiejętności jest niebezpieczny dla kobiet, bo zmienia je w „literatki” albo osoby zbyt przemądrzałe, stwarzając zagrożenie dla ich kobiecości i nieśmiertelnej duszy”.

Książka podzielona jest na pięć części. Każda z części obejmuje losy sióstr w różnym czasie. Czasem od jednych zdarzeń mija kilka lat. Lat, w których siostry zdążą dojrzeć, nabrać dystansu, stać się bardziej silne. Części składają się z zatytułowanych rozdziałów. Narracja jest pierwszoosobowa. Na losy rodziny, zdarzenia, motywacje patrzymy oczami Glorii. Tej, która została, by bronić rodzinnej posiadłości i chronić to, co pozostało. Gloria tłumaczy zachowania swoje i innych. Jej perspektywa jest wszechogarniająca. Obserwujemy jak siostry dojrzewają. Jak zaczynają sobie radzić z przeciwnościami losu, jak zaczynają walczyć. Jak przestają się godzić na nieprawdziwe oskarżenia. Jak przestają wierzyć wreszcie w demony a zaczynają wierzyć w siebie, w swoją kobiecą, siostrzaną siłę.

Atmosfera powieści jest duszna, demoniczna, mroczna. Atmosfera podszyta miejscowymi skandalami splatająca się z chorymi relacjami wśród domowników musi taka być.  Motyw z demonami, klątwą powtarza się wielokrotnie. Za często. Jakby autorka bała się, że czytelnik nie czyta w skupieniu, tylko kartkuje kolejne strony. Leceaga dość często powracała do opisanych już wcześniej wątków. Momentami zaczęło mnie to nużyć, wręcz denerwować. Tym bardziej, że narracja jest pierwszoosobowa. Czytając miałam wrażenie, że z narratorką – Glorią jest coś nie tak. Ma problem z pamięcią dług i krótkotrwałą dlatego powraca do raz przeżytych i opisanych wydarzeń tak często.

Niezwykle spodobał mi się pomysł opisania drogi sióstr ku dojrzałości. Drogi w czasie której Gloria, Teresa i Verónica zostawiają za sobą kłamstwa, manipulacje, uzależnienie od innych, tych którzy je krzywdzą. Na przestrzeni lat stają się pełnoprawnymi obywatelkami miejscowej społeczności. Zaczynają nie tyle wierzyć, ile zaczynają być pewne, że nie są opętane i nie walczą z demonami. Walczą ze swoimi słabościami i tę walkę mogą wygrać.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Lwowska kołysanka” Monika Kowalska

LWOWSKA KOŁYSANKA

  • Autor:MONIKA KOWALSKA
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Seria:DWA MIASTA. TOM 1
  • Liczba stron:352
  • Data premiery: 05.05.2021r.

Wielokrotnie pisałam, że z tymi debiutantkami i debiutantami nigdy nic nie wiadomo. W tym roku zachwyciłam się już marcowym debiutem @Tomasz Żak z „Trzydziestką” (recenzja na klik: Trzydziestka). Czy pierwsza książka @monika_kowalska3 przypadnie mi do gustu? Czytam już wiele pozytywnych opinii o „Lwowskiej kołysance”, pierwszym tomie nowego cyklu. Jak wiecie, nigdy się opiniami innych nie sugeruję i sama muszę sprawdzić, czy książka mi się podoba. Jakie są jej mocne strony, co szczególnie mnie zachwyca. Nie ukrywam, nie mogłam się doczekać sięgnięcia po tę pozycję. Książkę autorstwa „Wrocławianki, pełnoetatowej matki trzech młodych kobiet w różnym wieku, redaktorki i autorki setek opowiadań w pismach kobiecych, kryminalnych i retro” (Monika Kowalska). A jak wiecie w motywach retro czuję się wyśmienicie. Samo umiejscowienie akcji w książce we Lwowie, już jest dobrym początkiem.

(…) Ale to sami ludzie takie straszne rzeczy robią sobie nawzajem.”

„Lwowska kołysanka” Monika Kowalska

Wszystko zaczęło się od babci

Jak przeczytałam we wstępie, to babcia autorki była inspiracją tej powieści. Zapewne wiele wątków przedstawionych w fabule pochodzi z jej ustnych relacji. Fabuła toczy się wokół losów dwóch kobiet. Jedna z nich to Julia Szuba z domu Podhorecka pochodząca z rodzinnego majątku z Jazłowca. Zubożała wskutek działalności hazardowej ojca. Losy Julii poznajemy od najmłodszych lat do momentu końca drugiej wojny światowej. Obserwujemy jej dorastanie, przyjaźń z ubogą chłopką Eudoksją, zwaną Dośką. Czytamy o jej wychowaniu przez wujostwo, o zerwanych więziach rodzinnych wśród sióstr, które poszły pod opiekę różnych krewnych. Patrzymy na rzeczywistość oczami Julii w okresie międzywojennym, w trakcie politycznej zawieruchy, kiedy piec chlebowy był odznaką statusu społecznego.. Borykamy się z problemami kobiet po 1918 „(…) kiedy Polska znowu pojawiła się na mapach świata, zamieszkiwały ją głównie niezamężne kobiety. I w dodatku bez szans na zmianę stanu cywilnego z powodu braku żyjących kandydatów w odpowiednim wieku.” Dowiadujemy się o jej romansie i poznajemy okoliczności poznania męża Pawła Szuby po przyjeździe do Lwowa, gdzie „(…) są tramwaje, ludzi mrowie, sklepy piękne…”.

Równolegle z relacjonowanymi losami Julii poznajemy Adelę, jej córkę. Na rodzinę Julii, przyjaciół, sąsiadów, wrogów patrzymy oczami tej dziewczyny. Z jej losów wiemy co się zmieniło od momentu, gdy dorastała Julia. Widzimy zmieniające się relacje pomiędzy kobietami i mężczyznami. Czytamy o pierwszych objawach feminizmu nawet wśród rodziny. Fascynujemy się pierwszymi miłosnymi przygodami. Dowiadujemy się o nierównym traktowaniu kobiet i mężczyzn. Kobiet, które nie były się w stanie same ochronić. Aż do chwili gdy świat się zatrzymał, a Lwów znalazł się najpierw pod okupacją sowiecką, a później pod okupacją niemiecką i wszystko co wydarzyło się wcześniej przestało mieć znaczenie. Naprawdę przestało mieć znaczenie…

Udany debiut

Czytając odniosłam wrażenie, że książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza część dotyczy czasów sprzed wojny. Wszystko zmieniało się bardzo szybko. Autorka wiernie oddała ówczesną rzeczywistość. Podjęła ważne społeczne tematy, jak powszechne dzieciobójstwa, bicie dzieci aż do zesiniaczeń całego ciała, wykorzystywanie młodych dziewczyn przez pracodawców, brak szacunku względem kobiet. Bardzo podobała mi się relacja Julii ze swoją przyjaciółką Dośką. Mimo różnic klasowych dogadywały się wyśmienicie, a uboga chata przyjaciółki była dla Julii namiastką własnego domu, którego nie miała. No cóż. Sama Dośka jako postać kogoś mi przypomina. Krnąbrna, zdecydowana, głośna, pomysłowa. Nawet przezwisko mają takie same. Druga część to losy wojenne. Rodzina Szubów traci wszystko, dom, przyjaciół, poczucie bezpieczeństwa, dostawy jedzenia. Każdy kogoś traci. Dzieci rodziców, nauczyciele uczniów, lekarze pacjentów, właściciele kamienic lokatorów, pracodawcy pracowników. Kobiety tracą ukochanych, Karola, Kacpra, Anzelma. Wskutek chwil słabości nawet Julia czasem traci swojego Pawła.

 O ile część pierwsza, przedwojenna nacechowana jest emocjami, kolorowymi barwami, pięknymi scenografiami codziennego życia, o tyle druga zrelacjonowana jest wręcz w żołnierskich słowach. Jedno zdarzenie goni drugie, jakby autorka chciała jak najwięcej zawrzeć informacji i wydarzeń z życia rodziny na kartach tej książki. Nie ma czasu na refleksję, zatrzymanie się. Ta refleksja przychodzi u kresu wojny. Coś się skończyło. Przyszedł czas na tęsknotę za tym co już odeszło i nigdy nie wróci. Za obrazami, których już nigdy Szubowie nie zobaczą. Za ludźmi, których nigdy nie przytulą. Jako jedni z wielu muszą patrzeć do przodu, zacząć od nowa, wyruszyć w nową podróż w nieznane. Na relację z tej podróży w nieznane czekam. Czekam, bo to naprawdę udany debiut.

To ogromna sztuka napisać w przyjazny sposób o trudnych losach i czasach wojny. O Lwowie jakiego niewielu już pamięta.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Nie wiesz kim jesteś” Tim Weaver

NIE WIESZ KIM JESTEŚ

  • Autor:TIM WEAVER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria:DAVID RAKER. TOM 7
  • Liczba stron:544
  • Data premiery: 05.05.2021r.

Czasem zastanawiam się, dlaczego tak późno dowiaduję się o kolejnych książkach serii z gatunku  kryminał, sensacja, thriller. Staram się być na bieżąco :(. Śledzić, analizować, czytać zapowiedzi, a przede wszystkim czytać recenzje. Pewnie wiecie, że też mam swoich ulubionych recenzentów. A jednak umknęło mi sześć poprzednich tomów serii o Davidzie Rakerze, wszystkie Wydawnictwa Albatros. Możliwe, że polubię kolejnego śledczego, któremu autor oddał całą serię.

Wspomniałam o autorze? Cóż jak się mówi „A” trzeba umieć powiedzieć „B”. Czytaliście? Znacie jego książki? Z notki biograficznej dowiedziałam się, że Tim Weaver to brytyjski dziennikarz, który wydał już dziewięć powieści oraz zbiór opowiadań. Czy „Nie wiesz kim jesteś”, która premierę miała dwa dni temu pozostanie jedyną pozycją autora, którą przeczytam? To się okaże.

Poszukiwany, poszukiwana

Do Davida Rakera – prywatnego detektywa, byłego dziennikarza – zgłasza się kobieta z prośbą o odnalezienie siostry, Lindy Korin. Lyndy, 62-letniej zadowolonej z życia emerytki, posiadającej dom z widokiem na jezioro ze spłaconą hipoteką, dorabiającą sobie dwa razy w tygodniu jako księgowa. Lindy, która wjechała na parking i z niego już nie wyjechała.  Raker niedługo odkrywa, że Linda zaginęła pięć dni po opublikowaniu wywiadu w sprawie jej związku z mężem, znanym reżyserem, który sześćdziesiąt lat wcześniej zdobył Oskara. Raker już wie, że to nie może być przypadek. Przypadkowe również nie może być miejsce zaginięcia Lindy. Śledztwo wykazuje, że była w nim wcześniej pięć, sześć razy. W miejscu, gdzie na drzewie wyryto projektor filmowy, a raport policji o tych szczegółach milczy. Poszukiwanie Lindy prowadzi Rakera w przeszłość. W przeszłość, w której główne skrzypce grają; hollywoodzcy producenci, znani aktorzy oraz zdolni scenarzyści. W przeszłość, w której skrywane dotychczas tajemnice wypływają na światło dzienne, a Raker zaczyna bać się o swoje życie. Czy kolejne spotkanie z duchami z przeszłości zakończy się dla Rakera śmiercią? Tego musicie dowiedzieć się sami…

Raker nie Reacher

Nazwisko głównego bohatera jednoznacznie się kojarzy z serią Lee Childa. Czy to przypadek? Nie sądzę. Lee Child to jeden z dwóch, obok Michaela Connelly’ego, ulubionych autorów Tima Weavera. Główny bohater jest jednak całkowicie inny, kompletnie różny od Jacka Reachera. Raker jest bardziej łagodny, ułożony. Niestety, dla niego, nie ma doświadczenia w bezpośrednich walkach, w bezpośrednich konfrontacjach. Sceny napaści, uciszenia Rakera momentami mroziły mi w krew żyłach, a serce przyspieszało.

To kryminał z elementami thrillera. Śledztwo prowadzone jest bardzo metodycznie. Raker korzysta z pomocy swoich współpracowników. Jak to zwykle w przypadku prywatnych detektywów ma swojego hakera, policyjną wtyczkę oraz informatora, który zazwyczaj wie wszystko. Warstwa thrillera zaserwowana przez Weavera została bardzo dobrze, gustownie. Autor sprytnie budował napięcie. Napięcie w kreowaniu wątku sprzed kilkudziesięciu lat. Jak sam wielokrotnie powtarzał po nitce do kłębka, choć nie zawsze te nitki zaprowadzały go do właściwego kłębka. Wysoko oceniam wątek z kinematografią w tle z zakresu późniejszych dzieł męża Lyndy, w których ona sama również wielokrotnie zagrała. Analiza filmów, wsłuchiwanie się w ścieżkę dźwiękową, wyłapywanie każdego szmeru, szeptu zza kadru, oddechu w końcowych scenach jedenastu filmów reżysera oraz konsultacje, rozmowy na temat twórczości przeniosły mnie w świat wytwórni filmowych. W świat odległy jednak naznaczony niejednokrotnie tragediami życiowymi. Uzależnieniami, zdradami, niespełnionymi miłościami, porzuconymi dziećmi, nieszczęśliwymi małżeństwami oraz czasem nawet niezawinionymi śmierciami.

Ten wątek filmowy to prawdziwe arcydzieło. Jak sam autor przyznał w posłowiu jest fanem kina, dlatego zapewne tak dobrze odzwierciedlił tą rzeczywistość. Od razu zastrzegam, wątek ten nie jest przydługi. Mimo, że wielowarstwowy jest nieodłączną częścią całego śledztwa, wszystkiego co się dzieje. Z napięciem czekałam na rozwiązanie dwóch zagadek; dlaczego w zakończeniach filmów pojawia się zdanie „Nie wiesz kim jesteś” oraz powtarzana jest scena plenerowa z samochodu. Zagadek z pozoru nieistotnych, które jednak okazały się kluczowe. Napięcie w książce dobrze świadczy o niej samej. Co to bowiem za thriller bez napięcia?

Pióro Weavera to dla mnie totalna nowość. Brytyjczyk piszący bardzo przyjemnie, a jak wiecie brytyjski styl momentami mnie nuży. Sama trzecioosobowa  narracja jest bardzo przyjazna. W umiejętny sposób autor połączył intensywne tempo fabuły z detalami, które musiały zostać opisane, by czytelnik „wgryzł” się w rzeczywistość sprzed kilkudziesięciu lat.

Wydawnictwo Albatros coraz bardziej uzależnia mnie od siebie podsuwając mi tak dobre pozycje. No cóż, będę musiała nadrobić zaległości z serii i czytać kolejne części. To już pewne.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Premiera – „Nikt nie musi wiedzieć” Katarzyna Bonda

NIKT NIE MUSI WIEDZIEĆ

  • Autor:KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 4
  • Liczba stron:382
  • Data premiery:05.05.2021r.

Ha… Nie pomyślałabym, że będę się jeszcze witać z Hubertem Meyerem. Z Hubertem od którego zaczęła się moja przygoda z @Katarzyna Bonda. Przeczytałam wszystkie części; „Sprawa Niny Frank”, „Tylko martwi nie kłamią” oraz „Florystka”. Nie ukrywam, że przeczytałam również serię z Saszą Załuską i inne pozycje autorki. No cóż, taki jej urok. Na oficjalnej stronie FB autorki doczytałam w poście z 30 kwietnia fragment recenzji: „Jeśli ktoś myśli, że Bonda wyszła z wprawy albo zapomniała, jak się pisze skondensowane w formie i treści powieści kryminalne, to grubo się myli. „Nikt nie musi wiedzieć” to najkrótsza książka królowej polskiego kryminału. I jednocześnie najlepsza część serii o Meyerze”. Jak to, pomyślałam. Niemożliwe, żeby mój pierwszy ukochany literacki psycholog śledczy wracając po prawie dziesięciu latach był jeszcze lepszy. Jak wino, jak dojrzewający ser. Wyobraźcie więc sobie z jakim entuzjazmem zabrałam się do czytania. Eeee, macie rację. To nie do wyobrażenia!!!!

(…) nie masz wpływu na decyzje innych. Możesz je jedynie zaakceptować. Ewentualnie zrozumieć, choć niekoniecznie. To nie twoje życie”.

„Nikt nie musi wiedzieć”  Katarzyna Bonda

Hubert Meyer dziesięć lat starszy

Kolejne lata obeszły się z Hubertem Meyerem łaskawie. Profiler wraca do gry z właściwym sobie urokiem. Trochę z nami, trochę poza. Trochę z przyjaciółmi, trochę obok nich. Jak to Hubert… Tak naprawdę fabuła jest bardziej skomplikowana niż w opisie wydawcy. Hubert mierzy się z wieloma zawodowymi wyzwaniami. Po pierwsze został poproszony o pomoc w śledztwie, gdzie główne skrzypce gra jego przyjaciel – Doman, aktualnie emeryt policyjny. Z Szerszeniem oraz prokurator Rudy próbuje pomóc przyjacielowi, który znalazł się w złym miejscu o złym czasie. Hubert zachowuje się „jak człowiek”. Mimo pierwotnych obiekcji postanawia wystawić opinię – przykrywkę, która pozwoliłaby śmierć miejscowego gangstera zakwalifikować jako porachunki gangów. Po drugie Meyer uczestniczy w śledztwie dotyczącym zabójstwa konserwatora windy zamkowej w Mosznej. Zginął miejscowy Artur Sroka. Wszyscy zdają się być podejrzani; dyrektor zamku i jego żona, ojciec zmarłego, pracownicy oraz nawet jego kochanki. Śledztwo komplikuje się, gdy odkryte zostają dwa kolejne ciała, dwóch młodych dziewczyn kochających nie tych mężczyzn, które powinny. Tajemnice zamku muszą zostać odkryte. Prawda musi wyjść na jaw. Wie o tym Meyer, chociaż rozwiązanie zagadki ciągle się oddala.

….i jeszcze sytuacja prywatna. Sytuacja ojca, który o istnieniu syna nic nie wiedział. Syna, który przedwcześnie stracił życie.

Ile zagadek, tyle rozwiązań. To wszystko czeka na Meyera.

Kryminał z koroną w tle

Tak, tak. Jak przeczytacie w posłowiu autorka i jej dzieło nie są niezależni od sytuacji pandemicznej. To w powieści urzekło mnie dodatkowo. Mimo, że Bonda musiała dostosować fabułę do nagle zmienionej rzeczywistości zrobiła to nieszablonowo. Wplotła krótkie koronawirusowe wątki. Tym bardziej dobrze mi się powieść czytało. Znajome tematy, zachowania, stosunek do maseczek i tak dalej. Nie od dziś wiadomo, że wspólne przeżycia spajają.

 Akcja toczy się w znanych mi miejscach. Śląskie Wesołe Miasteczko, gdzie umiejscowione zostało miejsce zbrodni pierwszego nieszczęśnika. Zamek Moszna. Ktoś coś? Byliście? Ja byłam wiele lat temu. Czytając nawet tą fikcyjną fabułę przypominałam sobie każdy zakątek, każdy trawnik pięknego zamkowego ogrodu oraz wieżyczki strzeliste z których budowla jest najbardziej znana. Przyznaję, teraz na zamek będę patrzyła inaczej.

Wplecenie w wątek kryminalny współpracowników Meyera z poprzednich książek serii był autorskim majstersztykiem. Momentami miałam wrażenie jakbym odwiedzała bliskich znajomych. Jak to Bonda zrobiła nie mam pojęcia. Przecież premiera „Florystki” miała miejsce 26-11-2012r!!!

Książka okazała się lepsza niż myślałam. Napisana lekkim stylem. Akcja toczy się szybko, sprawnie. Nie ma w niej za długich opisów. Mimo, że autorka porusza wielokrotnie kwestie psychologiczne nakreślając kontekst, nie jest to męczące. Wręcz przeciwnie, dawka jest w stu procentach dobrana do oczekiwań. Trzy wątki, dwa kryminalne i jeden prywatny wzajemnie się przeplatają. Pióro Bondy jest tak profesjonalne, że w tych wątkach nie można się pogubić. Dodatkowo fabuła wzbogacona została o relacje z przesłuchań świadków, podejrzanych, które są prowadzone z policyjną kindersztubą. Przesłuchania na wskroś profesjonalne. Relacja Meyera z prokurator Rudą dopełnia całość. Rozmowy pomiędzy nimi są inspirujące, momentami jakby się kłócili, prowadzili inteligentną wojnę na argumenty.

Katarzyna Bonda z Hubertem Meyerem przeszła długą drogę. Drogę dojrzałości pisarskiej. Drogę nabywania nowego literackiego polotu. Drogę stawania się mistrzynią ciętej riposty i spostrzegawczych uwag. Ta droga, którą przeszli zaowocowała tym dziełem. Dziełem odmiennym, ale jakże doskonałym. „Czasem mniej znaczy więcej” – coś w tym jest. Te niespełna 400 stron wystarczyło, by stworzyć historię na którą warto było czekać i warto było czytać pierwszą z majowych premier.

Gratuluję Pani Kasiu !!!! Czekam na więcej. Obiecała mi to Pani w  zakończeniu! No, przyznaję, prawie obiecała.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z książką bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

Recenzja przedpremierowa – „Miasto głupców” Hanna Greń

MIASTO GŁUPCÓW

  • Autor: HANNA GREŃ
  • Seria: DIONIZA REMAŃSKA (TOM 4)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:424
  • Data premiery: 05.05.2021r.

Miło mi zaprezentować Wam kolejną książkę, która premierę będzie miała 5 maja. To „Miasto głupców” @Hanna Greń – strona autorska (https://hannagren.pl/). Przed Wami kolejna recenzja przedpremierowa, którą udało mi się napisać, z czego się bardzo cieszę.

„Miasto głupców” to czwarta część cyklu z Dionizą Remańską. Książkę można oczywiście czytać bez znajomości poprzednich tomu, ale jeśli ktoś nie czytał to zdecydowanie polecam wcześniejsze części, cyklu, który bardzo sobie cenię. Przyznaję, że na tą część czekałam z utęsknieniem. Książki Hanny Greń recenzowałam nie raz. Przypominam poprzednie recenzje książek z serii: Wioska kłamców oraz Więzy krwi. Jak sama autorka o sobie pisze na jej oficjalnym profilu FB „Ekonomistka z wykształcenia, kryminalistka z wyboru”. Przypomnę, że doświadczenie ekonomiczne przydało się Hannie Greń przy okazji pisania Północnej zmiany. Jakie doświadczenie tym razem wykorzysta Greń w swej powieści, by Dioniza mogła nas zaskoczyć? Czy ekonomiczne, czy kryminalne? 

Trudno dotrzeć do prawdy, gdy wszyscy wokół milczą jak zaklęci”. – z opisu wydawcy.

Lubię w recenzjach wykorzystywać cytaty z opisu wydawcy, które wyjątkowo wpadły mi w oko. Ten cytat spodobał mi się bardzo, daje przedsmak ogromnej tajemnicy. Tajemnicy, o której nikt nie chce mówić. Tajemnicy, z którą muszą się borykać Magdalena i Krzysztof Witeccy. Tajemnicy ogrodu przy uroczym domku w Jasieniu, w którym Witeccy mieli rozpocząć dalsze, szczęśliwe życie. Tajemnicy, której początek sięga morderstwa Białej Matyldy. Matyldy, która  do dzisiaj nawiedza miejsce swej śmierci.  Niestety, samodzielne próby wyjaśnienia zjawiska okazują się nieudane. Sąsiedzi nie są skorzy do pomocy. Witeccy nie dają jednak za wygraną, wszak wprowadzili się do wymarzonego domku i proszą o pomoc Dionizę Remańską. Dioniza, z typowym dla siebie urokiem, rozpoczyna śledztwo. Śledztwo, które ujawnia, że śmierć miejscowej Zosi Rusek nie była przypadkowa, a nierozwiązane sprawy sprzed lat kładą cień na aktualne wydarzenia.

Wyjątkowe imię

Nie mogłam odmówić sobie nawiązania do wyjątkowego imienia głównej bohaterki. Dowiedziałam się, że Dioniza pochodzi od imienia Dionizosa, greckiego boga wina, płodności i plonów. W Bazie imion przeczytałam natomiast, że „Dioniza bywa najczęściej dość specyficzną osobą, którą jedni uwielbiają, inni – wręcz przeciwnie” (źródło: baza imion). Taka właśnie jest Dioniza. Jedni, jak Marcin Lipski czy Ratio ją uwielbiają. Inni nie potrafią jej znieść, jest dla nich antypatyczna. Jeszcze inni uczą się jej, jak nieznanego dotąd przedmiotu. Poznają, penetrują zakamarki jej duszy. Starają się jak mogą, by odkryć to co jest do odkrycia. Jak Szymon Ogiński.

Powieść skonstruowana jest bardzo dobrze. To kolejny kryminał autorki z bardzo dobrze rozbudowanym wątkiem obyczajowym. Zatytułowane rozdziały zostały wzbogacone datą i miejscem akcji. Narracja jest trzecioosobowa. Greń oprócz bieżących wydarzeń zabiera czytelnik w podróż w przeszłość. Pozwala dowiedzieć się nam co się wydarzyło „Kiedyś, gdzieś”. Przez długi czas zastanawiałam się o kim jest ta historia z przeszłości. Na szczęście wszystkie wątki obyczajowe ułożyły się w jedną spójną całość. To te zdarzenia z „Kiedyś, gdzieś” okazały się dla mnie najbardziej traumatyczne. Greń bardzo dobrze zakotwiczyła we mnie tragedię samotnego dziecka. Samotnego dziecka wychowanego jedynie przez matkę. Matkę, która nie potrafiła opiekować się jak należy swoim potomstwem. Potrafiła tylko krzywdzić i z tej krzywdy się cieszyć. Momentami jej oblicze wyglądało „(…) jak maska złośliwego clowna”. Dziecko wielokrotnie nie wiedziało, „(…) czy bardziej boi się bicia, czy tego właśnie śmiechu, strasznego, wręcz nieludzkiego”. Sama jestem matką. Dlatego bohaterki matek, które bardziej lub mniej świadomie krzywdzą swoje dzieci, tak zapadają mi w pamięć, tak mnie męczą. Na Hannę Greń można liczyć. Z fabuły czytelnik dowiaduje się, co spowodowało zmianę w zachowaniu matki. Gdzie był początek zła, które potem rozrosło się do niebotycznych rozmiarów.

Niezwykle spodobała mi się relacja Diony z Ratiem –  młodym chłopakiem, którego Dioniza wzięła pod swoje skrzydła w przeszłości. Okazuje się, że Ratio nie pojawił się w domu Dionizy nadaremno. Dla prowadzonego dochodzenia okazał się osobą kluczową.  Mimo specyficznych cech, Ratio okazał się mężczyzną z wieloma talentami. Sama Dioniza, jak zwykle inteligenta, zdeterminowana, z poczuciem humoru oraz dystansem do siebie i otaczającego ją świata. W śledztwie pomaga jej zdobyte doświadczenie w policji. Zasadniczo w stosowanych metodach, praca Pani Prywatnej Detektyw Dionizy Remańskiej niewiele się różni od sposobów postępowania i dedukcji policjantów prowadzących śledztwo. Współpraca z miejską policją faktycznie Dionie układa się wyśmienicie. Coś jakby Poirot i inspektor Japp ze Scotland Yardu. Tylko trochę w ulepszonej wersji. Policjanci nie są sceptycznie nastawieni do pracy „małych szarych komórek” Diony, wręcz przeciwnie, z każdego rozwikłanego wątku czerpią pełnymi garściami zbliżając się do rozwiązania zagadki. Uwielbiam Dionę, ale wolę ją w wersji bardziej „z pazurem”. Moim zdaniem, za mało w tej części samej Diony. Jest wielu bardzo dobrze wykreowanych bohaterów, czuję jednak niedosyt samą Dioną. To oczywiste, gdy uważa się ją za najbardziej atrakcyjny element serii. Zabrakło mi również pociągniętego wątku Witeckich, od których wszak ta cała historia się zaczęła. Czytelnik nie wie co się z nimi stało, nie wie czy powrócą kiedykolwiek do swego uroczego, malowniczego, wyremontowanego własnym sumptem domku w Jasieniu, by wieść szczęśliwe życie. Szkoda, bo w wątkach obyczajowych Hanna Greń jest po prostu mistrzynią!!!

Bardzo dobrze autorka oddała cechy hermetycznej społeczności. Społeczności małej, w której „ręka rękę myje” a wspólne sekrety spajają bardziej niż jakakolwiek przysięga małżeństwa. Tak dobrze oddana małomiasteczkowa rzeczywistość powodowała, że miejscami zaczynałam się sama dusić czując na sobie spojrzenia ludzkich oczu wychylających się dyskretnie zza firanek. Żadna recenzja nie odda tego majstersztyku autorki w obrazowaniu ludzkich, małomiasteczkowych przywar. Musicie sami przeczytać o tym mieście głupców. Prawdziwym mieście głupców.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

Recenzja przedpremierowa – „Szeptun” Tomasz Betcher

SZEPTUN

  • Autor:TOMASZ BATCHER
  • Wydawnictwo:W.A.B.
  • Liczba stron:352
  • Data premiery:05.05.2021r.

O Tomaszu Betcherze @tomaszbetcherfanpage czytam same dobre słowa. Jest to podobno autor, który łączy wątki uczuciowe z przesłaniem społecznym. Piszę podobno, bo przed „Szeptunem”, o którym będzie ta recenzja, nie sięgnęłam do żadnej wcześniejszej książki autora. Trudno więc po jednej pozycji wyrobić sobie zdanie o powieściopisarzu.

Czytanie jak komunikacja

 Zawsze obawiam się recenzji przedpremierowych. Nie chcę nikogo uprzedzić do książki lub przywołać zbytni entuzjazm. Tym bardziej nie chcę urazić autora. Z czytaniem jest jak z komunikacją. Ktoś nadaje, ktoś odbiera komunikat. Na odbiór wpływa wiele czynników, nie tylko umiejętności i kunszt nadawcy. W odbiorze komunikatu przeszkadzają nam czynniki zewnętrzne (światło, szumy, hałas, wygląd) i wewnętrzne (nasze samopoczucie, czasem ból głowy, dotychczasowe doświadczenia, nasze uprzedzenia). Nadawcą jest autor, odbiorcą czytelnik. Czytając pozycje przedpremierowe wielokrotnie zastanawiałam się czy dobrze odczytałam intencje autora? Czy zrozumiałam jego przesłanie? Czy wychwyciłam wszystkie niuanse, które nie bez powodu autor zawarł w książce? Czy nie byłam uprzedzona do książki, bo na przykład nie spodobała mi się okładka? O tym musimy pamiętać czytając książki i dzieląc się naszymi spostrzeżeniami. Czasem po prostu książka, która nie jest dla nas, jest wprost idealna dla innego czytelnika  .  

Ciekawy tytuł

By dowiedzieć się kim jest tytułowy szeptun musiałam zerknąć do Wikipedii. Przeczytałam w niej, że to „uzdrowiciel lub uzdrowicielka ludowa oferująca swoje usługi osobom wierzącym w moc leczenia. W Polsce występują głównie w rejonie Podlasia. Przeważnie są to osoby wyznania prawosławnego. Ich działalność jest uważana za praktyki pogańskie” (źródło: Wikipedia). Uchylę Wam rąbka tajemnicy tytułowy Szeptun to mężczyzna. Odludek, nieakceptowany przez miejscową ludność, pół-Cygan. Przy czym „nie taki diabeł straszny jak go malują”. Szeptun oprócz tego, że interesuje się ziołolecznictwem jest młody i niezwykle przystojny. W rzeczywistość Szeptuna wkracza nauczycielka z Gdańska. Romantyczne imię to tylko pozory. Julia, matka nastoletniej Marysi i ośmioletniego Kuby. Julia nie mająca swego Romea. Mąż pracuje zagranicą na platformie wiertniczej, a Julia  walczy z codziennością. Codziennością, w której nie ma miejsca na czary, pradawne obrzędy czy słowiańskie gusła.  

 Szeptun – nie Romeo i Julia – nie Julia. Nietypowe spotkanie, nietypowej pary, w nietypowym czasie. Czy te wydarzenia pozwolą zrodzić się czemuś nowemu, pięknemu? Czy to spotkanie pozwoli wyzwolić się Julii z niesatysfakcjonującego małżeństwa?

Wspaniały pomysł

Może doświadczenie zawodowe autora skłoniło go do takiej fabuły i stało się inspiracją dla opisanej w książce historii? Betcher to „pedagog, socjoterapeuta, praktyk Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach. (…)  Od ponad dekady pracuje z młodzieżą i dziećmi znajdującymi się w trudnej sytuacji życiowej” (źródło: Tomasz Betcher). Tego nie wiem.

Wiem na pewno, że powieść została skonstruowana bardzo dobrze, a podjęte w niej wątki opisane naprawdę z uczuciem. Trudne tematy w pięknych słowach. Czytamy o zbuntowanej nastolatce, która do tej pory przeżywa traumatyczne wydarzenie z przeszłości. Wydarzenie, które nie sprzyja budowaniu otwartej i przyjaznej relacji z matką. Matką, która się bardzo stara. Stara się za dwoje. Stara się za siebie i za ojca, którego Marysia nie ma obok siebie. Wątek obyczajowy został wzbogacony również problemem atopowego zapalenia skóry Kuby. Choroby, która pojawia się coraz częściej. Choroby, z którą trudną wygrać. Choroby, która nie jest śmiertelna, ale która bardzo utrudnia życia młodego człowieka. Choroby, z którą musi mierzyć się matka. Matka, która mierzy się za dwoje. Za siebie i za ojca, którego Kuba nie ma obok siebie. W tak skomplikowane relacje rodzinne autor wplótł osobę Szeptuna. Mężczyzny nietypowego, niecodziennego. Mężczyzny skrywającego swoje tajemnice. Mężczyzny szukającego swojej Julii.

To książka o odkrywaniu inności przy jednoczesnym odkrywaniu siebie. To książka o akceptacji inności przy jednoczesnej nauce akceptowania siebie. To książka dla mnie trochę terapeutyczna. Spojrzałam na siebie, na swoje życie oczami Szeptuna. Oczami kogoś, komu nie w smak nasza zwykła codzienność i pogoń za lepszym życiem. Oczami kogoś, kto widzi mnie taką jaka jestem. Widzi Julię jaką jest naprawdę, mimo wielu masek, które nosi.

Książkę czyta się niesamowicie szybko. W ciekawe i lekkie dialogi autor wplótł wyśmienite opisy przyrody okraszając je beskidzką malowniczością. Momentami chciałam tam być, momentami chciałam się tam przenieść. Momentami chciałam być Julią…

Moja ocena: 7/10

Za możliwość recenzji książki dziękuję WYDAWNICTWU W.A.B.

„Więzy krwi” Hanna Greń

GrenHanna WiezyKrwi

WIĘZY KRWI

  • Autor: HANNA GREŃ

  • Seria: DIONIZA REMAŃSKA (TOM 2)

  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA

  • Liczba stron: 384

  • Data premiery: 06.05.2020r.

  • Moja ocena: 7/10

Więzy krwi” to drugi po „Wiosce kłamców” tom z serii o Dionizie Remańskiej. Można ją oczywiście czytać bez znajomości pierwszego tomu, ale jeśli ktoś nie czytał to zdecydowanie polecam obie części.

Dioniza planuje otworzyć z ojczymem biuro detektywistyczne, w ramach swoistej rozgrzewki przyjmuje od kolegi policjanta niezwykłe zlecenie. W Świercznicy, wiosce znajdującej się w okolicy znanej nam z pierwszego tomu „Wioski kłamców”, zostaje zgwałcona i zamordowana młoda dziewczyna. Policyjne śledztwo nie wykazuje żadnych tropów, więc Marcin Lipski pełniący obowiązki komendanta policji prosi kobietę w pomoc. Ma pokręcić się po wiosce, popytać i wyciągnąć od ludzi informacje, którymi nie byli chętni podzielić się z policją. Przyjeżdża na miejsce w towarzystwie młodej policjantki i dalekiej kuzynki Marcina Jeminą Dorycką. Kobiety udają studentki, które piszą pracę magisterską na temat stosunku tubylców do przyjezdnych i starają się dotrzeć do osób, z którymi rozmawiała zamordowana Wioletta Kamińska. Czego dziewczyna szukała w oddalonej o wiele kilometrów od jej miejsca zamieszkania wiosce? Komu i z jakiego powody jej obecność zagrażała na tyle, że posunął się do morderstwa. Czytaj dalej