„Odnajdę Cię” Camilla En

ODNAJDĘ CIĘ

  • Autor:CAMILLA EN
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Liczba stron:288
  • Data premiery:19.05.2021r.

Camilla En to polska, pochodząca z Sierpca, mieszkająca obecnie w Holandii, autorka. Debiutowała w 2019 roku powieścią „Zaopiekuj się mną”. Ponieważ nie miałam wcześniej okazji zapoznać się z jej twórczością, zdecydowałam się na lekturę najnowszej powieści. Czy żałuję tej decyzji?

Anna i Grzegorz. Ona tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie, dodatkowo wikła się w romans. On jest w niesatysfakcjonującym go związku, w którym brak porozumienia. By coś zmienić podejmuje pracę za granicą. Bohaterowie krążą obok siebie, by prawie pod koniec połączyć swe losy. Czy jednak to co się między nimi zrodziło ma szansę na przetrwanie?

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, naprzemiennie z punktu widzenia Anny i Grzegorza. Przez długi czas ich losy toczą się obok siebie, każde boryka się ze swoimi problemami, poczuciem samotności, potem długo wokół siebie orbitują, rozmijając się, by prawie pod koniec zetknąć się ze sobą. O ile sama akcja nie była wielkim zaskoczeniem, o tyle zakończenie zadziwia, jest niespodziewane i można by powiedzieć urwane. Być może zapowiada ciąg dalszy…. Ja lekturę oceniam dość przeciętnie, bohaterowie byli nijacy, historia nie zapada w pamięć. Można ją przeczytać dla relaksu, bo jest dosyć krótka i lekko napisana, natomiast nie mogę powiedzieć, żeby wzbudziła we mnie jakieś większe emocje.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KOBIECEMU.

.

„Ostatni oddech” Katarzyna Garczyk

OSTATNI ODDECH

  • Autor:KATARZYNA GARCZYK
  • Wydawnictwo:WAS POS
  • Liczba stron:500
  • Data premiery:19.05.2021r.

„Ostatni oddech” Katarzyny Garczyk od wydawnictwa WasPos to opowieść o wakacyjnym romansie, dlatego zabrałam ją ze sobą na wakacyjny wyjazd nad morze. Czy lektura spełniła moje wyobrażenia? Czy mi się podobała? Przekonajcie się sami, czytając recenzję.

Kornelia spędza wraz z przyjaciółką lato na Zanzibarze, poznaje tam przystojnego muzyka i jego zespół. Niespodziewanie połączy ich niesamowita więź, spędzą ze sobą mnóstwo czasu na rozmowach i cieszeniu się swoją bliskością. Po wakacjach jednak na skutek różnych zbiegów okoliczności tracą ze sobą kontakt, spotykają się po roku. Czy uda im się wyjaśnić nieporozumienia? Czy tym razem będą potrafili wykorzystać swoją szansę? Czy młoda dziewczyna będzie potrafiła odnaleźć się w świecie znanego muzyka? Jak potoczy się ich historia?

Muszę powiedzieć, że książka nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Spodziewałam się gorącego, pełnego emocji romansu na tropikalnej wyspie, a tymczasem historia potoczyła się inaczej. Przede wszystkim historia zaczyna się rok po wakacyjnym pobycie na Zanzibarze, a dalej toczy się naprzemiennie, przeplatając aktualne wydarzenia ze wspomnieniami z wakacyjnego wyjazdu. Dużą zaletą jest lekki styl, przez co książkę czyta się szybko, chociaż ma aż 500 stron. Jest to opowieść o miłości, przyjaźni, przebaczeniu, walce w swoje marzenia i przeszłości, umiejętności komunikacji, a także toksycznych relacjach. Autorka ciekawie wykreowała bohaterów, nie tylko tych głównych, gdyż w książce występują też interesujące postacie drugoplanowe, które odgrywają znaczące dla całej historii role. Powieść czyta się przyjemnie, jednak w moim odczuciu to jedna z wielu, niewyróżniających się szczególnie historii, o której zapomniałam zaraz po przeczytaniu. Jeśli jednak potrzebujecie przyjemnego, nieskomplikowanego relaksu to zachęcam Was do lektury.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU WasPos.

„Nie zapomnę o Tobie” Monika Michalik

NIE ZAPOMNĘ O TOBIE

  • Autor:MONIKA MICHALIK
  • Wydawnictwo:CHILLI BOOKS
  • Liczba stron:384
  • Data premiery:19.05.2021r.

Książki Moniki Michalik kojarzą mi się z lekkimi, przyjemnymi, wakacyjnymi opowieściami, chociaż autorka nie unika poruszania w nich tematów trudnych. Laureatka konkursu „Jak zostać ulubioną pisarką Polek?” w maju wydała swoją trzecią powieść. Po debiutanckiej „Bądź moim marzeniem” i „Zaczekaj na mnie” przyszła kolej na „Nie zapomnę o Tobie”.

Emilia nie wierzy w miłości, po tym jak jej ojciec je porzucił mama wychowuje ją sama. Na każdym kroku powtarzając córce, że ma być niezależna i podążać za marzeniami. Dlatego gdy dziewczynie trafią się możliwość pracy w magicznym greckim miasteczku nie waha się ani chwilę. Już w samolocie jednak sprawy trochę się komplikują, spotyka Mateusza, który udaje się w to samo miejsce do tej samej pracy. Spełnienie marzeń dziewczyny więc trochę się oddala, ale wbrew przeciwnościom losu zostaje i postanawia zawalczyć o swoje szczęście. Nieoczekiwanie zbliża się z początkowo nielubianym Mateuszem, poznaje też tajemniczego Nikiasa. Czy któryś z nich zawładnie jej sercem? Jak zakończy się przygoda Emilii w Grecji? W tym czasie w Polsce jej mama Danka spotyka się z miłością swojego życia i wbrew rozsądkowi postanawia dać mu drugą szansę? Czy wejście po raz drugi do tej samej rzeki może skończyć się inaczej? Czy los szykuje dla matki i córki miłą niespodziankę?

Powieść czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Malowniczy klimat, urokliwego greckiego miasteczka, wakacyjny klimat, luzu, swobody, emocji… sprawił, że sama zapragnęłam znaleźć się w miejscu akcji i trochę się rozmarzyłam. Autorka bowiem wspaniale oddała urok greckiego miasteczka, greckiego jedzenia, kultury, muzyki, ludzi… Wakacyjna, swobodna aura wręcz bucha z kart tej książki i sprawia, że lekturze przez większość czasu towarzyszy uśmiech, luz i pozytywne nastawienie do życia. Chociaż Emilia na początku trochę mnie drażniła, może powiedzieć, że przeszła przyspieszony kurs dorastania. Mamy okazję obserwować jak się zmienia ,dopełnia, podejmuje własne decyzje. Ciekawym zabiegiem było też wplecenie wątki miłosnego jej mamy. Bardzo podobała mi się ich historia. Tak dobrze się czułam przy czytaniu tej książki, że bez wahania sięgnę po jej kontynuację „Odnajdę Cię”, która zgodnie z zapowiedzią z ostatnich stron książki już wkrótce.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CHILLI BOOKS.

„On jest dla mnie” Corinne Michaels

ON JEST DLA MNIE

  • Autor:CORINNE MICHAELS
  • Seria: ARROWOOD BROTHERS. TOM 3
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:448
  • Data premiery:26.05.2021r.

Seria „Arrowood Brothers” składa się z 4 tomów, każdy z nich opowiada o jednym z braci. Dwa pierwsze już dla Was zrecenzowałam, trzeci miał premierę w maju, a ostatni 23 czerwca. Oba tomy przeczytałam zaraz w okolicy premiery, natomiast niestety z pisaniem recenzji znowu coś poszło nie tak i narobiłam sobie sporych zaległości. Spieszę więc szybko z ich nadrobieniem i zapraszam Was do przeczytania recenzji 3 tomu serii pt. „On jest dla mnie”.

Sean Arrowood jest zawodowym graczem w baseball, przyzwyczajony do życia w rozjazdach, do sławy i zamieszania po śmierci znienawidzonego ojca zmuszony zostaje do spędzenia połowy roku na rodzinnej farmie. Tam jest Denvey Maxwell, dziewczyna, z którą przyjaźni się od szóstego roku życia, jedna z najbliższych mu osób. Mimo, że w ciągu ostatnich lat ich drogi trochę się rozeszły, nadal pozostają przyjaciółmi. Sean sam przed sobą nie potrafi się przyznać, że przyjaźń to nie wszystko co czuje do tej kobiety. Kiedy jednak wraca i dowiaduje się, że jego przyjaciółka ma wyjść za mąż, próbuje skonfrontować się z własnymi uczuciami i zrobić coś, żeby zapobiec stracie Denvey. Ma pół roku, żeby przekonać kobietę, że z nikim nie będzie tak szczęśliwa jak z nim. Kiedy wszystko zdaje się być na dobrej drodze wydarza się tragedia, która stawia pod znakiem zapytania ich wspólną przyszłość.

Powieść czyta się szybko i bardzo przyjemnie, podobnie jak w poprzednich tomach, tak i tu autorka ujęła mnie lekkim, swobodnym stylem, błyskotliwymi, zabawnymi dialogami, pełnokrwistymi bohaterami z historią. Została poruszona kwestia przyjaźni damsko-męskiej, tego czy jest ona możliwa i czy strach przez zepsuciem przyjacielskiej relacji może sprawić, że zrezygnuje się z miłości. Bardzo polubiłam głównych bohaterów. Denvey jest sympatyczną, energiczną dziewczyną, która sporo przeszła i ma swoje tajemnice, co blokuje ją w pewnych sytuacjach. Sean również wzbudził moją sympatię. Mimo, że jest znanym sportowcem, przez co nie może narzekać na brak zainteresowania kobiet i pieniędzy, w głębi duszy pozostał chłopakiem z sąsiedztwa, szczerym, pomocnym i uczuciowym. Nie brakuje również w tej historii dawki dramatyzmu ani trudnych kwestii. Ogólnie przeważa jednak wrażenie lekkości, radości i optymizmu, co powoduje, że gorąco polecam Wam całą serię. Oczekujecie niebawem recenzji czwartego, ostatniego tomu, do którego zostajemy już wprowadzeni w końcówce „On jest dla mnie”.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Kwartet aleksandryjski. Clea” Lawrence Durrell

KWARTET ALEKSANDRYJSKI. CLEA.

Autor: Lawrence Durrell

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Cykl: Kwartet aleksandryjski (tom 4)

Data premiery w tym wydaniu: 2021-05-18

Data 1. wyd. pol.: 1975-01-01

Liczba stron: 352

To moje ostatnie spotkanie, przynajmniej na tę chwilę 😉 z Kwartetem Aleksandryjskim Lawrence’a Durrella od @Zysk i S-ka Wydawnictwo. Przy okazji premiery w tym wydaniu z dnia 18 maja br. ostatniej części, tj. „Kwartet aleksandryjski. Clea” miałam możliwość zapoznania się również z poprzednimi tomami cyklu, dlatego publikacja recenzji premiery majowej jest opóźniona. Nie żałuję, że skorzystałam z tej okazji. „Justyna” oceniona 8/10, „Balthazar” 9/10, tak samo jak trzeci tom kwartetu „Mountolive”. Wysoki poziom zawarty w tej literaturze, zasługuje na wysokie oceny. Proste. Zaczęłam wpis początkiem zdania: „To moje ostatnie spotkanie, przynajmniej na tę chwilę ..”. Więc nie ostatnie  w ogóle. Planuję wrócić jeszcze do Kwartetu, do tego dusznego Egiptu, tych gorących nocy i bardzo wyrazistych bohaterów sprzed kilkudziesięciu lat. Kochać literaturę piękną, a nie czytać Kwartetu Aleksandryjskiego to jak być fanką Marvela i nie widzieć żadnego filmu serii. Nie da się!!! Po prostu się nie da!!!

„(…) Najtkliwszym, najtragiczniejszym ze złudzeń jest wiara, że naszymi uczynkami możemy coś dodać albo ująć od sumy dobra i zła w świecie…” – „Kwartet aleksandryjski. Clea” Lawrence Durrell.

Irlandczyk Darley po pobycie na wyspie powraca na zaproszenie Nessima do Aleksandrii. Wraca inny. Wraca nie sam. Ze sobą przywozi córkę Melissy i Nessima. Dziewczynkę, której zastępował ojca podczas pobytu na wyspie. Jego ukochane miasto, które wspomina z rozrzewnieniem czując przy tym wszechogarniającą tęsknotę spowija II wojna światowa. Nic już nie jest takie same. Nessim nie jest już przyjacielem Mountolive’a. Justyna i Nessim nie są już sprawcami spisku i nie toczą ukrytych wojen. Jedno co łączy z wydarzeniami sprzed kilku lat to „(…) Pradawne uśmiechy, archaiczne zwroty, tradycyjne żarty, kurtuazja starego świata, który już zanikał…”, ale szczęśliwie dla nas nie znikł całkowicie. Co zastał tak naprawdę Darley po powrocie do Aleksandrii? Kogo zastał Darley po powrocie do Aleksandrii? Co się stało z jego przyjaciółmi, z Balthazarem, Justyną, Nessimem i Cleą? Parafrazując; „Jakie nowe cechy odkryje w nich po tym okresie rozłąki, kiedy znów ogarnie go atmosfera miasta, miasta nowego, wchłoniętego teraz przez wojnę?”.

Nie na taką Cleę czekałam od pierwszego tomu cyklu, od książki „Kwartet aleksandryjski. Justyna”, gdy przy okazji recenzji napisałam „Miłym zaskoczeniem była poznana w połowie książki Clea. (…) Liczę na to, że Clea z czwartej, ostatniej części nie utraciła tej świeżości, tego intelektualnego wyzwolenia, tej radości” (recenzja na Kwartet Aleksandryjski. Justyna). Clea w ostatnim tomie serii jest całkowicie inna, jak inni są wcześniej poznani bohaterowie. Nessim jest bez oka i ma okaleczoną dłoń. Godzi się na sytuację w mieście, nie jest już aktywnym buntownikiem, który gromadzi wszystkich wokół siebie. Justyna po wylewie nie grzeszy już urodą. Bagatelizuje związek i gorący romans z Darleyem. Balthazar poniżany, bity i sponiewierany przez kochanka stał się wrakiem człowieka próbując nieskutecznie się okaleczyć. Clei nie przybyło tylko kilka zmarszczek. Clea stała się bardziej stateczna, mniej entuzjastyczna. Z początku Durrell zobrazował ją podobną do siebie z poprzednich części, by po chwili zmienić jej oblicze. Stała się bardziej nieobliczalna, mniej zadowolona, bardziej zamyślona, cierpiąca na niepochamowane wybuchy gniewu, jakby jej własna skóra przestała na nią pasować.

W tej ostatniej części Autor powrócił do narracji pierwszoosobowej z punktu widzenia Darleya, zrobił to oczywiście w nietypowo angielskim stylu. Narracja nie jest wyważona, nie jest pragmatyczna. Jest owiana tajemnicą, nienasyceniem, niespełnionym pragnieniem. Wszystko się skończyło. „(…) Persewarden i Liza, Darley i Melissa, Mountolive i Leila, Nessim i Justyna, Naruz i Clea…”. Jakby Durrell chciał całą historię, cały kwartet zamknąć klamrą. Z jednej strony mu się udało. Poniekąd opisał, co się zadziało z głównymi bohaterami cyklu, w jaki sposób na swój sposób dojrzeli. Z drugiej niekoniecznie. Dla mnie to najsłabsza część całego kwartetu. Nie do końca emocje, wydarzenia zobrazowano w sposób konsekwentny. Autor opisał całkowicie różną, od poprzednich części rzeczywistość. Po raz pierwszy miałam wrażenie chaosu w narracji, mimo, że  w poprzednich częściach również fabuła była wielowątkowa.  

Czy warto więc przeczytać „Kwartet aleksandryjski. Clea”? Oczywiście, że tak. Nie czytając tej części, to jakby nie zjeść ostatniej gałki lodów w ulubionym smaku na dnie pucharka. Mimo, że tom ten nie spełnił moich oczekiwań jest nadal istotnym źródłem wiedzy o ówczesnej egipskiej atmosferze. To dzięki niemu dowiedziałam się między innymi, że „(…) Arabowie są nie gorsi od Brytyjczyków. Nie wolno byle jak sypać wokół siebie mnóstwa salam alejkum. Jadący na wielbłądzie powinien pierwszy pozdrowić człowieka, który dosiada konia, ten kłania się pierwszy jadącemu na ośle, który z kolei pierwszy pozdrawia idącego pieszo; idący musi pierwszy pozdrowić siedzącego, mała grupa ludzi – większą, młodzi starczych…” i tak dalej, i tak dalej. Prawda, że to unikatowa pozycja? Prawda, że to literatura wysokich lotów?

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję  Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Bieszczady. Dla tych, którzy lubią chodzić własnymi drogami” Adrian Markowski

BIESZCZADY. DLA TYCH, KTÓRZY LUBIĄ CHODZIĆ WŁASNYMI DROGAMI

Autor: Adrian Markowski

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Data premiery: 2021-05-06

Liczba stron: 244

Najpierw otrzymałam od Wydawnictwa @Proszynski książkę Adriana Markowskiego „Bieszczady. Dla tych, którzy lubią chodzić własnymi drogami”, a potem, no cóż, postanowiłam pochodzić własnymi drogami i wybrałam się w………… Bieszczady😉. Ani wycieczki, ani czasu spędzonego nad książką nie żałuję. Bieszczady to cud natury, niepokorne lasy i wysokie szczyty z cudownymi widokami. Książka, która premierę miała 6 maja br., jest za to wycieczką, wycieczką z bardzo wytrawnym bieszczadzkim przewodnikiem, wycieczką bez wychodzenia z domu. Uwielbiam odkrywać to co nieznane, to co nowe. Nie lubię siedzieć w domu, w jednym miejscu, czy to dosłownie, czy w przenośni. Zerknijcie na recenzję, czy też nie chcielibyście wyruszyć. Wyruszyć, gdzie zielono, gdzie niespokojna historia, gdzie dzika i niebezpieczna przyroda, gdzie gęsty las i bieszczadzkie zakapiory tworzą jedyną w swoim rodzaju atmosferę. Zerknijcie na recenzję i dajcie znać, czy chcielibyście tam teraz być?

Trudna historia, ciekawe historie, niezwykłe tradycje, zapierająca dech przyroda

Adrian Markowski dokonał czegoś niemożliwego. Zabrał mnie w Bieszczady, zachęcił do podróży i odwiedzenia ich w rzeczywistości. Nie może być lepszej zachęty do przeczytania książki, jak fakt, że czytelnik podążył za słowami autora, za jego głosem. Nie mogło być jednak inaczej. Czytając stykamy się z przewodnikiem i reportażem jednocześnie. Ciekawe historie, wątki wzbogacane są trudną historią tamtejszego regionu, ścieraniem się dwóch kultur, dwóch religii. Autor wplata w swą opowieść interesujące anegdoty i udowadnia, że czytanie o wierzeniach i codzienności, która już odeszła jest bardzo interesujące, bardzo kształcące. Chwilami Markowski obrazuje zmiany, jakie zaszły wśród społeczności, wśród bieszczadzkiego ludu. Pokazuje, czy wszystkie krzywdy zostały przepracowane, a niesnaski zażegnane. I tłumaczy. Tłumaczy wielu. Tłumaczy współczesnych i tłumaczy współczesnym, jak cierpliwy nauczyciel. Jak gość z sercem w Bieszczadach, z sercem i duszą przy ziemi, przy zielonej, bieszczadzkiej trawie. Tłumaczy ówczesnych i uzasadnia ich decyzje, czyny, tarcia. Daje do myślenia czytelnikowi, oj daje.

To lektura napisana z ogromną pasją, emocjami i zaangażowaniem. Nie znam autora i nie mam pojęcia ile jej czasu poświęcił. Podejrzewam jednak, że tak jak Bieszczady stały się sensem jego życia, tak i ta książka, mimo, że ma niespełna 250 stron, była celem samym w sobie. Celem, by zatrzymać coś, co może odejść kiedyś na zawsze. Odejść wraz z tymi, którzy jeszcze teraz pamiętają i czują, i pragną. Panie  Adrianie muszę napisać, że cel Pan osiągnął. W tak krótkiej książce zawarł Pan wszystko to, za czym tęsknią współcześni i co współcześni powinni odkryć, by zobaczyć świat, nawet ten bliski, trochę z innej strony.

Bieszczady mnie zachwyciły. Zachwyciła mnie też ta książka. Sprawdźcie, czy tak jak ja, po jej przeczytaniu wyruszycie na bieszczadzkie szlaki i bieszczadzkie wsie.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka.

„Porachunki bezimiennej pisarki” Alice Basso

PORACHUNKI BEZIMIENNEJ PISARKI

  • Autor:ALICE BASSO
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Seria: VANI SARCA. TOM 1
  • Liczba stron:336
  • Data premiery: 19.05.2021r.

Gdzieś mi się zawieruszyła ta majowa premiera od @kobiece · Wydawca wśród czerwcowych premier. Wydawało mi się, że na publikację recenzji mam jeszcze czas, przecież dopiero co rozpoczął się lipiec, a tu się okazuje, że ja jestem sporo po czasie, jak z wieloma innymi książkami. Czyli ciągle łatwiej idzie mi czytanie, niż pisanie recenzji;) . No nic, pokornie naprawiam swój błąd i prezentuję Wam, moim wiernym czytelnikom, recenzję książki Alice Basso o krnąbrnym tytule „Porachunki bezimiennej pisarki”.  

Wielu ludzi uwielbia zapach papieru. (…) Kiedy kupują książkę, przyciskają ją do nosa i mocno się zaciągają, zamykając przy tym oczy. Czasami aż pomrukują z zadowolenia. Gdy wchodzą do biblioteki, nabierają powietrza głęboko w płuca, jakby byli w wysokich górach, następnie wyciągają jakiś stary tom z najbliższej półki i zanurzają w nim twarz z ewidentnym zamiarem złożenia na nim pocałunku.”

„Porachunki bezimiennej pisarki” Alice Basso

Tym cytatem zaczyna się pierwszy rozdział książki nazwany „Pisz o tym, na czym się znasz”. A to dopiero trzecia strona!!! Co będzie dalej? Pomyślałam, skąd autorka tak dobrze mnie zna. Czy to o mnie? Nie no, gdzieżby. Przecież takich fanatyków zapachu książek, jak ja, jest całkiem sporo. Jako książkoholik całkowicie oddany nałogowi, takich odniesień do mnie i mojej słabości w tych dwudziestu sześciu zatytułowanych rozdziałach jest sporo. To jakby w pewnym fragmencie książki czytać o sobie. A to zawsze się sprawdza.

Sprawdza się również bohaterka skrojona na miarę danego czytelnika. Alice Basso skroiła postać Silvany Sarci całkowicie na moją modłę i podobieństwo jednej, z moich ulubionych literackich bohaterek; Lisbeth Salander z trylogii Millennium stworzonej przez Stiega Larssona. Ciekawe czy Vani skradnie moje serce na dłużej, tak jak Lisbeth i czy dotrwam do ostatniej serii cyklu. Bo to, że mamy do czynienia z nową literacką serią to już wiadomo.

Musiało więc mi się podobać

Nie mogło być inaczej. Historia o pisaniu, czytaniu, publikowaniu, korygowaniu, drukowaniu książek z wątkiem kryminalnym w tle musiała mi się spodobać. Po prostu musiała.

Silvana, inaczej Vani, Sarca pracuje w Wydawnictwie Erica jako ghostwriterka. Jest odważna, pewna siebie. Zna swoją wartość i wie, jak ważna jest jej rola „autora widmo”. Jej wygląd odzwierciedla skomplikowany charakter. Czarny prochowiec, buty nabijane ćwiekami, fioletowa szminka, a do tego obrazoburcze poczucie humoru. Mimo specyficznej aparycji, odnosi spore sukcesy w swoim fachu. Potrafi z byle czego, byle jakiego małego pomysłu stworzyć prawie literackie arcydzieło. Gdy ratuje z literackiego stuporu Riccardo, dostaje kolejne zlecenie od swego pracodawcy. Ma „poudawać Biancę”, autorkę natchnionych przez anioły książek. Vani jak kameleon potrafi wejść w każdą skórę. Przeobraża się więc i w Biancę. Polotu jej pracy dodaje rodzące się uczucie pomiędzy nią a Riccardo, oficjalnym autorem napisanego przez Vani bestseleru. Wszystko układa się dobrze do momentu, gdy Bianca zostaje porwana. Vani wikła się w poszukiwania autorki wcielając się w kolejną postać, policyjnego detektywa. Czy ta rola okaże się dla niej tak samo łatwa, jak wcielanie się w postać innych pisarzy?

Raz, dwa, trzy czytasz Ty

Książka ma wiele do zaoferowania. To coś jak komedia kryminalna z przesłaniem wprost z rynku wydawniczego. Zacznę od przesłania. Wydawca Eric, typowy właściciel pisarzy, autorów widmo, drukarzy, kopiarzy, korektorów, redaktorów i wszystkich tych, którzy tworzą wydawnicze piekiełko. Postać na wskroś antypatyczna. Jest jednak idealnym przeciwnikiem Vani. Sama główna bohaterka ma mu wiele do zaoferowania. Wśród tych najczęstszych ofert jest sarkazm, inteligentny humor, sprytne „odbijanie pałeczki” i stwarzanie „sytuacji bez wyjścia”, oczywiście dla Erica i poddanych mu pisarzy. Bardzo przyjemnie czytało się o meandrach rynku wydawniczego, o problemach, z których boryka się każdy szanowany wydawca i ułomnościach, z którymi mierzą się autorzy książek. To czy wspomagacze w postaci ghostwriterów istnieją, nie jest tajemnicą. Pytanie zawsze brzmi, za którą książką, którą czytam czy też recenzuję kryje się ktoś taki, jak Vani. Może za „Porachunkami bezimiennej pisarki”?

Wracając do wątku kryminalnego, no cóż nie jest on głównym tłem książki. Nie można więc oczekiwać skomplikowanych i wysublimowanych zagadek, nieoczywistych tropów. Ogromną wartością przedstawionego w książce śledztwa jest postać sympatycznego komisarza włoskiej policji Berganzy. Niespiesznie prowadzi śledztwo, trochę jak Poirot. Jak sama zresztą autorka – fanka kryminałów – przyznała „(…) śledztwo jest przede wszystkim pretekstem, wątkiem, wokół którego zagęszczają się prywatne losy bohaterów, pomagające poznać ich osobowość”. Berganza prowadzi inteligentne dyskusje, z których wyciąga nieoczywiste wnioski. Do tego potrafi sobie dobrać idealnych kandydatów na współpracowników. Dlatego go lubię. Ciekawi mnie bardzo, jak będzie układała się współpraca Vani z Berganzą w kolejnych częściach cyklu. Bardzo udanie została przedstawiona relacja Vani z jej piętnastoletnią sąsiadką. Niby wątek poboczny, jednak bardzo, bardzo ciekawy.

Sama narracja również jest miłym zaskoczeniem. Zasadniczo narratorką jest Vani. Patrzymy na wydarzenia, jej myśli, z jej perspektywy. Narracja pierwszoosobowa przybliża nas do głównej bohaterki, bardzo dobrze ją tłumaczy. Tym samym Vani daje się bardziej lubić. Momentami autorka przenosi nas w wyniku retrospekcji do przeszłości Sarci, dzięki czemu zaczynamy bardziej ją poznawać. Podpatrujemy, co ją ukształtowało, ale… tylko troszkę.  Wówczas narracja jest trzecioosobowa.

Czytaliście kiedyś powieść, w której opisany został świat wydawniczy z jego jasnymi i ciemnymi stronami, kryminalne śledztwo, niebanalny romans, a to wszystko spaja silna, z mocnym rysem psychologicznym bohaterka? Ja do tej pory jeszcze nie, a książek zdarzyło mi się przeczytać sporo. Dlatego cenię tą pozycję za jej nietuzinkowość, a jej autorkę za odświerzające pióro i momentami przezabawny styl. Czuć entuzjazm w pisaniu to nie lada gratka, ale czytać z takim entuzjazmem to też niezwykła rzadkość.

Czekam z niecierpliwością na drugi tom cyklu. Nie mogę się doczekać tego, gdy podejrzę, co stanie się z polubionymi przeze mnie bohaterami.

ps. koncepcja książki jak „Forrest Gump” to prawdziwy majstersztyk. Tylko kiedy i kto ją wyda, hm..

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Kobiece.

„Wszystko na swoim miejscu. Pierwsze miłości i ostatnie opowieści” Oliver Sacks

WSZYSTKO NA SWOIM MIEJSCU. PIERWSZE MIŁOŚCI I OSTATNIE OPOWIEŚCI.

  • Autor:OLIVER SACKS
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:344
  • Data premiery: 18.05.2021r.

Ostatnio przy okazji recenzji „Noc w Caracas” Kariny Sainz-Borgo (recenzja na klik) wspominałam o wartości literatury pięknej. Niewątpliwie większość z nas, czytelników posiada w swoich biblioteczkach wybrane dzieła literatury polskiej i światowej, zaliczane do ścisłego grona literatury pięknej. To dobrze. Takie dzieła należy czytać, niekoniecznie jednak od małego. Ja ostatnio nostalgicznie sięgam do literatury pięknej. Każda książka potwierdza, że jest ona faktycznie piękna. Wielowątkowa, napisana pięknym językiem, co jest rzadkością. Bardzo wzbogacająca słownictwo, wiedzę i rozwijająca czytelnika. Tym razem pokusiłam się przeczytać eseje Olivera Sacksa, angielskiego profesora neurologii na Uniwersytecie Columbia, zafascynowanego, co całkowicie zrozumiałe, mózgiem, a zamieszkałego w Stanach Zjednoczonych. Taki „Englishman in New York” jak śpiewał Sting. Typowy Englishman in New York, naprawdę. Oprócz wielu książek medycznych Sacks jest autorem wielu publikacji popularnonaukowych, ale o nich nie będę pisać w tym miejscu. Jeśli Was interesują dokonania autora to zapraszam na jego autorską stronę Oliver Sacks.

Istnieją takie „namiętności” – aż chciałoby się je nazwać niewinnymi i prostymi – które zacierają wszelkie różnice między lubiącymi je ludźmi.”

„Wszystko na swoim miejscu. Pierwsze miłości i ostatnie opowieści” Oliver Sacks

I autor twierdzi, że fakt istnienia tych namiętności jest całkowicie czymś normalnym, zgodnym z naturą człowieka. A któż wie lepiej, jak nie znany profesor neurologii badający mózg i jego bezpośredni wpływ na zachowania i zaburzenia człowieka.

Książka to zbiór esejów. Dobrze czytało ją się z przerwami na inne lektury, na oderwanie się od tego stylu, treści, tematyki. Składa się z trzech części. Dwie z nich dotyczą samego autora, jego spostrzeżeń, poglądów, doświadczeń, czasem nawet śmiesznych i nietypowych zdarzeń oraz interesujących spotkań. W tych częściach autor odnosi się do swoich autorytetów, dużo o nich opowiada, wielokrotnie nawet cytując, jakby chciał udowodnić znaczenie tych osób i ich ogromną wartość. Jakby nie chciał by byli zapomniani. Część z nich to wielcy naukowcy, literaci, filozofowie, część zwykli ludzie. Przyjaciele, znajomi lub całkiem przypadkowi ludzie, którzy odcisnęli piętno na jego osobie i zapadli mu w pamięć. Bardzo podobała mi się humorystyczna historyjka o hodowli mątw młodego Sacksa, czyli zgodnie z informacją z Wikipedii „drapieżnych głowonogów dziesięcioramiennych” brrrr. Ujął mnie stosunek autora do pływania, do pasji przekazywanej z ojca na synów oraz opowiastka o święcie śledzia.

Trzecia część zawiera opisy, czasem z przymrużeniem oka, ciekawych przypadków klinicznych. I tu głębokie ukłony w stronę autora, to wielka sztuka pisać o poważnych schorzeniach w tak prosty, interesujący i czasem dowcipny sposób. Ta metoda uczłowiecza chorobę, powoduje, że rozumiemy pewne zachowania i obserwujemy chorych w ich bardziej lub mniej naturalnym środowisku. Obserwujemy również jak lekarze i pozostały personel medyczny próbuje im pomóc posuwając się czasem do kłamstwa i manipulacji, by tylko pacjent poczuł się dobrze w środowisku, w którym przyszło mu przebywać. Mój ulubieniec to chory, który zapadając na chorobę neurologiczną i przebywając w całodobowej placówce opiekuńczej do końca życia myślał, że jest nadal woźnym, jak to było zanim zachorował. Przechadzał się więc od rana do wieczora z pękiem kluczy i dbał o porządek. I to zdaniem autora wydłużyło mu życie o kilka lat. Sacks w tej części przemyca interesujące ciekawostki ze świata medycyny, jak na przykład opis operacji wycięcia guza mózgu sprzed stu lat tylko w miejscowym znieczuleniu czy światowa epidemia śpiączkowego zapalenia mózgu w latach 1917-1927. Kompletnie nie miałam pojęcia, że była. Mój ulubiony fragment to opis podróży po Stanach Zjednoczonych w poszukiwaniu osób chorych na zespół Tourette’a i to w towarzystwie chorego na ten zespół. Niezwykła odwaga przemierzać, jak sam pisze Amerykę „(…) wielkich przestrzeni, gór i wąwozów.” I na terenie tej Ameryki „(…) tak młodej, niewinnej, dobrodusznej i przyjaźnie otwartej wobec każdego, mającej więc cechy, które Europa dawno już utraciła…”- pamiętajcie, że to Ameryka lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku!!!-  szukać chorych i rozmawiać o tym, jak schorzenie przeszkadza im w codziennym życiu. Mimo, że czytając przypadki kliniczne dowiedziałam się wielu ciekawych informacji, ta część podobała mi się najmniej. Po prostu, jako nie-medykowi, trudno było mi przebrnąć przez sformułowania znane i lubiane tylko przez lekarzy.

Jeśli lubicie niespieszne, inteligentnie napisane historie to ta pozycja jest zdecydowanie dla Was. Argumentem przemawiającym za przeczytaniem tego zbioru esejów jest to, że przecież nieinteresujące nas fragmenty możemy pominąć nic nie tracąc z fabuły, bo każda opowieść to odrębna historia.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z  Wydawnictwem Zysk i S-ka.

„Biel” Małgorzata Oliwia Sobczak

BIEL

  • Autor:MAŁGORZATA OLIWIA SOBCZAK
  • Wydawnictwo:W.A.B.
  • Seria: KOLORY ZŁA. TOM 3
  • Liczba stron:416
  • Data premiery:19.05.2021r.

Długo czekałam na swoją „Biel” od Wydawnictwa W.A.B. z 19 maja. Nie mogłam się doczekać. Paczka szczęśliwie dotarła, a ja zanurzyłam się w dalsze losy bohaterów z tryptyku „Kolory zła” od @Małgorzata Oliwia Sobczak – autorka. Chcecie przypomnieć sobie jak zrecenzowałam poprzednie dwie części cyklu? Nic trudnego  wystarczy kliknąć Czerwień oraz Czerń. Chcecie dowiedzieć się co myślę o najnowszej części? Nic trudnego  wystarczy przeczytać tą recenzję. Czyż to nie udany przepis na poszukiwanie kolejnej książki do przeczytania?

Dziwne, że ta przeszłość zaczęła wracać. Jakby ktoś odkręcił kurek i stara woda zalała teraźniejszość.”

„Biel” Małgorzata Oliwia Sobczak

Dziwne, że tak kończy się trylogia „Kolory zła” Małgorzaty Oliwii Sobczak. Dziwne, że wydarzenia z 2015 roku rozpoczęły się tak naprawdę w 1988, gdy Polskę zasnuła kurtyna komunizmu. Gdzie policja była jeszcze milicją. Gdzie cinkciarze i prostytutki współpracowali i z mafią, i z m… też na „m”, ale milicją. Dziwne, że to Ewa rozpoczyna i kończy tą kryminalną historię. Spina ją jak klamrą. Ewa, która „Wiedziała o sobie wszystko. I nienawidziła siebie jak nikogo na świecie”.  Ewa, która interesowała się śmiercią swojej koleżanki, Miśki. Śmiercią samobójczą wskutek skoku z okna sopockiej kamienicy. Świadkiem tej tragedii jest Iwona Woch fotografka mająca studio naprzeciwko (pssst, z posłowia dowiedziałam się, że podobna Iwona istnieje naprawdę). 

Sprawą, po swoim szczęśliwym powrocie z Kartuz do Trójmiasta, zajmuje się Leopold Bilski. Prokuratorskie działania wspierają Kita i Pająk oraz aspirant Anna Górska. Górska, którą już nic z Bilskim nie łączy. Odkrywają, że Miśka przed śmiercią była krępowana i duszona. Wszystko zdaje się do siebie pasować. Miśka bowiem była prostytutką. Przy czym nie odnaleziono natarczywego klienta, który wytłumaczyłby ślady na ciele Michaliny. Bilski zaczyna więc kopać głębiej. Odzywają się do niego duchy przeszłości. Odzywa się do niego ojciec, Miłosz Bilski, który zginął siedemnaście lat wcześniej w niejasnych okolicznościach. Odzywa się do niego śledztwo, który wtenczas ojciec Leopolda prowadził. Śledztwo w sprawie prostytutki, Teresy Dulewicz, która zmarła przez „(…) typowe zadławienie. Na szyi otarcia naskórka i sińce.”. Odzywają się do niego duchy znajomych rodziców, współpracowników ojca, milicyjnych oficerów i komunistycznych notabli. Duchy, które albo zamilkły na zawsze, albo świetnie odnalazły się w wolnej Polsce. Co łączy te dwa śledztwa? Czy ofiary, czy modus operandi, czy sprawca?

Raz, dwa, trzy

I koniec trylogii. Koniec nietypowy, niespodziewany. Dużym zaskoczeniem była podróż z bieżącego wątku kryminalnego do czasów rodziców Leopolda. Do czasów jego ojca, też prokuratora. Czasów matki, która wiedziała o zdradach męża. Czasów żony przyjaciela ojca, która również wiedziała o zdradach męża. Czasów, gdy kobiety nosiły swetry, żakiety z poduchami na ramionach, przepasane czarnym, szerokim pasem oraz elastyczne, świecące getry i szpilki kaczuszki. Panowie zaś nosili się w jasnej marynarce stylizując się na Dona Johnsona. Ta podróż w nieznaną przeszłość Bilskiego okazała się dla mnie nawet ważniejsza, niż niezawinione śmierci luksusowych prostytutek. Z napięciem śledziłam kolejne przedstawiane losy współpracowników milicyjnych, prokuratorskich, z którym stykał się młody Leo, których znał osobiście, których w pewnym momencie musiał zacząć podejrzewać. Momentami wszyscy byli podejrzani. Wszyscy, którzy przewinęli się w śledztwie ojca Bilskiego. Na tym polega dobry kryminał, że autor kluczy wątkami, by zmylić czytelnika.

Sprawca z roku 2015, no cóż, był totalnym zaskoczeniem, przyznaję. Nawet w roli czytelnika, jak się okazało, myślę pewnymi schematami i te schematy mnie gubią.

Bardzo dobry okazał się wątek związku pomiędzy rodzicem a dzieckiem. W wielu wymiarach autorka zobrazowała jak ważne są relacje, powiązania. Jak wraca do nas, całkiem niespodziewanie genotyp. Takich par rodzico – dzieci w książce jest wiele. Każda jest inna. Każda czymś innym naznaczona. Każda ma inną historię, traumy i bóle do przepracowania. O każdej czytałam z zaciekawieniem.

Nie jest to jednak moje wymarzone zakończenie trylogii. To raczej rozliczenie. Rozliczenie Bilskiego. Z poprzednich śledztw, z poprzednich decyzji osobistych, z błędów ojca. Zabrakło mi niespodziewanych zwrotów akcji, ciągłego zaskoczenia, że to nie ten i nie ten, i nawet nie ten jest sprawcą, nie jest temu wszystkiemu winny. W wątku sprzed siedemnastu lat od początku podążałam ścieżkami osób z kręgu bliskich znajomych. O ile współczesny wątek kryminalny był dla mnie skrojony na miarę, o tyle czasy Miłosza Bilskiego niekoniecznie. Mimo, że miło było wrócić do czasów gdy pamięta się tamtą modę i sposób umeblowania prawie każdego polskiego M3 czy M4.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

„Czyste zło” Lisa Gardner

CZYSTE ZŁO

  • Autorka: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 11
  • Liczba stron: 444
  • Data premiery: 19.05.2021r.

„Czyste zło”  Lisy Gardner, następny tom serii z Detektyw D.D. Warren, to kolejna majowa premiera od Wydawnictwa Albatros, z którą miałam przyjemność się zapoznać. O poprzedniej książce serii rozpisywałam się w recenzji z dnia 1 marca 2021 Powiem tylko raz. Byłam ciekawa czy w kolejnym tomie spotkam Florę, bohaterkę, która mną najbardziej wstrząsnęła w poprzedniej części. Z opisu wydawcy zarówno Wy, jak i ja dowiedzieliśmy się, że tak. Pytanie tylko w czym ta Flora okaże się najlepsza. Dla kogo będzie bezcenna oraz czy nadal będzie mnie intrygować. Dziewczyna jak poczwarka przeistaczająca się z ofiary w wojowniczkę. Przed rozpoczęciem czytania to Flora dla mnie była zagadką, potencjalną inspiracją. Czy słusznie?

Miłość to coś skomplikowanego i potężnego. Może pokonać najsilniejszych, dopaść Bogu ducha winnych, zamieszać w życiu kobiety skoncentrowanej do tej pory wyłącznie na karierze”.

„Czyste zło”  Lisa Gardner

Już wiadomo co się zadziało z Detektyw D.D. Warren, że z żądnej sukcesów policjantki stała się kobietą – matką, kobietą – żoną, kobietą – gospodynią domową. Miłość i umiłowanie życia rodzinnego. W tej części również widać ewidentną zmianę w zachowaniu i postrzeganiu wszystkiego wokół przez D. D. Nie tylko ona dojrzała i stała się inna, niż znana nam wcześniej wersja jej samej. To samo zadziało się z Florą. Florą, którą znamy z poprzedniej części „Powiem tylko raz”. Florą, która przetrwała i ocalała zabijając swego oprawcę. Florą, która nie chce być tylko Florą – odzyskaną, chce być Florą – przeżywającą swoje życie z „Keithem Edgarem u boku”. Cała gama znanych nam bohaterów znalazła się w tej części. Nie sposób nie wspomnieć o agentce specjalnej Kimberly Quincy, która powróciła w kolejnym federalnym śledztwie.

Śledztwie rozpoczynającym się od znalezienia w górach Georgii części kobiecego szkieletu. Kimberly, Flora, D. D. oraz Keith zostali zaproszeni do zespołu śledczych. Wybór uczestników nie był przypadkowy. Odnaleziona kobieta uznana została piętnaście lat wcześniej za pierwszą ofiarę Jacoba Nessa, seryjnego gwałciciela i porywacza młodych kobiet. Nessa, który przez ponad czterysta dni więził Florę. Dość szybko śledczy dowiadują się, że zbocza Appalachów kryją więcej ciał. Ciał, które nie znalazły się tam przypadkowo. Z pozoru chaotyczna praca detektywistyczna pozwala powiązać śmierć żony burmistrza z odnajdywanymi kolejno ciałami. Co wspólnego z ofiarami morderstw ukrytych w górach mają miejscowi notable? Co kryje dom, w którym miesza niema Bonita? Don, który mówi, który oddycha, który się wstydzi, który wstrząsa.

Flora, Bonita, Kimberly i D. D.

To one są silną stroną tej pozycji. To ich osobowości, działania są najbardziej interesujące. Ich zaangażowanie i żmudna praca przy kolejnym śledztwie. Sama autorka narrację prowadzi w sposób uwypuklający znaczenie tych czterech kobiet dla fabuły powieści. Rozdziały zostały nazwane imionami bohaterek z perspektywy których obserwujemy kolejne zdarzenia. O ile w przypadku Kimberly i D. D. narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, o tyle w przypadku Flory narracja jest pierwszoosobowa. Obserwujemy rzeczywistość z perspektywy Flory. Wsłuchujemy się w bicie jej serca, poznajemy jej myśli i uczucia. Bonita, no cóż totalne zaskoczenie. Jest narratorką swoistego rodzaju. Jedynego rodzaju. Jest „(…) córką swojej matki. Zawsze”.

Gardner po raz kolejny udowodniła, że nie boi się trudnych tematów. Tematów, z którymi boryka się współczesne społeczeństwo. Tematów ukrytych, wstydliwych. To kolejna książka o współczesnym niewolnictwie, seksualnym, gospodarczym, medycznym. Książka o oferowaniu „(…) wyłącznie najwyższej jakość produkt najlepszym klientom”. Klientom żyjącym obok nas. Bogatym, wpływowym, inteligentnym, odnoszącym sukcesy i bezkarnym. Za długo bezkarnym.

Nie spodziewałam się w tej części tak ważnej roli Jacoba Nessa, oprawcy Flory. Nie spodziewałam się włączenia w fabułę jego ojca. Jakby autorka chciała nam pokazać skąd biorą się potwory na świecie. Gdzie jest ich początek? Skąd się bierze Zły Człowiek? Do mnie ten przekaz przemówił. Zapamiętałam bardzo dobrze, że każdy potwór ma swoją mamę i swojego tatę. Każdy potwór rodzi się maleńkim, bezbronnym dzieckiem tylko potem… No właśnie. To potem jest często całkowicie różne. O tym potem warto przeczytać w tej powieści.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z książką bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.