„Kraina marzeń” Nicholas Sparks

KRAINA MARZEŃ

  • Autor: NICHOLAS SPARKS
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 26.10.2022r.
  • Data premiery światowej: 20.09.2022r.

@WydawnictwoAlbatros wydaje książki mistrza romantycznych powieści, autora bestselera „Pamiętnik”, już od dłuższego czasu. Nicholas Sparks może liczyć na piękne wydania, tak jak czytelnicy mogą liczyć na subtelne opowieści jego autorstwa. Kiedyś nałogowo zaczytywałam się w publikacje tego autora. Lubiłam wątki obyczajowe w nich prezentowane w całkowicie męskim wydaniu, a także płynącą jak łagodna rzeka narrację. Recenzje dwóch jego poprzednich książek znajdziecie na mój blogu („Jedno życzenie”, „Powrót”). Najnowsza powieść zatytułowana „Kraina marzeń” debiutowała na polskim rynku wydawniczym w dniu 26 października br. Trzy tygodnie po premierze zapraszam do zapoznania się z moją opinią na jej temat.

Dwudziestopięcioletni Coby Mills w trakcie trzytygodniowego urlopu na Florydzie spotyka piękną Morgan Lee. Absolwentkę wokalistyki na stanowym uniwersytecie, która spędza upragnione wakacje w towarzystwie trzech przyjaciółek. Obojga do siebie ciągnie. Spędzają ze sobą coraz więcej czasu. Niespodziewana choroba cioci Angie i niedyspozycja siostry Paige ściąga Coby’ego na rodzinną farmę. Drogi młodych się rozchodzą, by spotkać się w najmniej oczekiwanym momencie.

Nie jest to literatura obyczajowa z wątkiem romantycznym na miarę „Pamiętnika”. Niemniej jednak z lekturą spędziłam mile czas. Sparks rozpisał fabułę w typowo swoim stylu. Subtelna narracja. Cienka granica między romansem, a książką obyczajową. Do tego głęboko skrywana trauma, rana nie pozwalająca rozwinąć głównym bohaterom skrzydeł. Ta recepta sprawdziła się i tym razem, mimo, że nie było w zakończeniu fajerwerków.

Narracja związana z historią Coby’ego i Morgan prowadzona jest w pierwszej osobie. To Coby jest narratorem. W rozdziale pierwszym bardzo sprawnie wprowadza czytelnika w jego przeszłość kreśląc historię jakim był dzieckiem, jaki bunt przechodził w wieku nastu lat i na jakiego młodego mężczyznę wyrósł. Ta nostalgiczna podróż stanowiła bardzo dobre preludium do całej historii opartej na osobie Coby’ego. Bez wątpienia sposób prowadzenia narracji jest mocną stroną powieści. Dzięki temu mogłam skupić się na tym, ile wie Coby, co przeżywa, jakie są jego motywacje. Pozostałe postaci zostały wykreowane znacznie słabiej. Emocje odczuwane przez nich nie przemawiały do mnie tak silnie, jak emocje i wrażenia Coby’ego. To on zawładnął moją cała uwagę. To w jego stronę zwróciłam moje myśli. Postać Morgan mnie zawiodła. Sparks starał się ją przedstawić jako utalentowaną, inteligentną, zabawną młodą osobą. Ja niestety odebrałam ją jako kolejną atrakcyjną laskę, na którą Coby zadziałał swoim magnetycznym urokiem. Znacznie bardziej ciekawa okazała się historia Beverly i jej syna Tommiego, która opowiadana była naprzemiennie w perspektywy narratora w trzeciej osobie, ze wspomnianą narracją Coby’ego.

Książka składa się z sześćdziesięciu ośmiu rozdziałów i epilogu, w którym wszystko się wyjaśnia. Rozdziały są krótkie, a sposób prowadzenia fabuły sprzyja szybkiemu czytaniu. Autor kreśli życie bohaterów z wielu nitek, które zostały rzucone raz tu, raz tam. Skłania czytelnika to zastanowienia się nad tym, co mamy, co mogliśmy stracić, jak moglibyśmy faktycznie żyć. Ta nostalgia odczuwalna jest praktycznie w każdym słowie, każdym sformułowaniu i w każdej opisanej atmosferze.

To powieść o trudnych decyzjach i szczęściu, które każdemu z nas może przejść obok przysłowiowego nosa, jeśli tylko skupimy się na tym, by zachować się właściwie.

Moja ocena: 6/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od  Wydawnictwo Albatros, za co serdecznie dziękuję.

„Jak kamień w wodę” Hanna Greń

JAK KAMIEŃ W WODĘ

  • Autor: HANNA GREŃ
  • Seria: POLOWANIE NA PLISZKĘ (TOM 1)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 340
  • Data premiery: 12.10.2022r.

Książki Hanny Greń uwielbiam. Jest to jedna z moich ulubionych współczesnych autorek kryminałów. Przygodę z jej twórczością rozpoczęłam od serii z Dionizą, gdzie już po przeczytaniu pierwszego tomu wiedziałam, że każdą kolejną książkę autorki biorę w ciemno. Wiedziałam również, że chcę nadrobić lekturę wydanych wcześniej powieści. Jakiś czas temu udało mi się przeczytać pierwszy tom serii „Polowanie na Pliszkę” pt. „Jak kamień w wodę”. Zrobiła na mnie spore wrażenie. Tym większa była moja radość, gdy usłyszałam, że  Wydawnictwo Czwarta Strona Kryminału podjęło się ponownego wydania tej serii. 12 października premierę miało ponowne wydanie pierwszego tomu, a ja ochoczo odświeżyłam sobie tę powieść.
Kornelia Pliszka to młoda kobieta, która mieszka w Bielsku Białej, w odziedziczonym po babci domu. Żyje sobie spokojnie, można by powiedzieć nie wadząc nikomu. Ze względu na trudne dzieciństwo i ciężkie doświadczenia z czasów młodości jest raczej samotniczką. Niespodziewanie zaczyna otrzymywać pogróżki, a w pewnym momencie ktoś wybija szybę w jej domu.  Kornelia wie, że to czas, aby zawiadomić policję, z czym zwlekała tak długo ze względu na brak zaufania do tej instytucji.  W młodości bowiem kobieta składała już zawiadomienie na policję. Wtedy prowadzący sprawę policjant jej nie uwierzył. Do dziś pamięta te porozumiewawcze spojrzenia, kpiące uśmiechy i ironiczne uwagi. Z wielką obawą decyduje się więc na wizytę na posterunku policji. Dziwnym zbiegiem okoliczności okazuje się, że sprawę przyjmuje ten sam policjant. Tym bardziej trudno jej zaufać komuś kto zawiódł tak bardzo, kto, by chronić swojego kumpla nie dał wiary słowom pokrzywdzonej dziewczyny. Gerard Skrzyński z jednej strony chce pomóc dziewczynie, czuje niepokój, gdy myśli o jej sprawie sprzed lat, z drugiej stronu chyba nie jest gotowy, by dopuścić do siebie prawdę. Czy to możliwe, by mało wiarygodna i wątpliwa moralnie dziewczyna, którą pamięta sprzed lat zmienił się w uczciwą, silną kobietę? Mimo sprawy sprzed lat, która ich niewątpliwe dzieli policjant czuje, że powinien pomóc dziewczynie. Sprawę znacznie komplikuje fakt, że tą dwójkę zdecydowanie coś do siebie przyciąga, dobrze się czują w swoim towarzystwie. Niestety tamta sprawa, mimo najszczerszych chęci, wciąż tkwi pomiędzy nimi.  Czy będą potrafili wznieść się ponad to czy kwestia gróźb wysyłanych pod adresem kobiet zostanie rozwikłana zanim będzie za późno?
Jak kamień w wodę to świetny kryminał z mocno rozwiniętymi wątkami obyczajowymi. Czyta się go z ogromnym zainteresowaniem, lekko i przyjemnie, a jednocześnie porusza istotne społecznie i moralnie tematy. Ogromnym plusem powieści są świetne postacie, przede wszystkim główna bohaterka Jest to silna, konkretna, dosyć charakterystyczna postać kobieca. Przede wszystkim jest to bohaterka wielowymiarowa, oprócz mocnych cech charakteru, jest w niej również sporo delikatności, niepewności, obaw wynikających z doznanych w przeszłości traum. Świetną postacią jest również męska postać policjanta Gerarda. Człowieka lojalnego wobec swoich przyjaciół, uczciwego i honorowego mężczyzny. Bardzo polubiłam również postać przyjaciółki Kornelii – Joanny, babcię i  jej partnera, a także na swój sposób interesującymi postaciami są rodzice Kornelii.

Autorka w swojej powieści porusza istotne tematy między innymi te dotyczące relacji międzyludzkich. W rozmaitych odsłona Po pierwsze relacji między kobietą i mężczyzną i tego jak trudną kwestią jest zaufanie. Jest też kwestia relacji rodzinnych, relacji rodziców z dziećmi i smutny fakt, że nie wszyscy nadają się do bycia rodzicami. W naszym społeczeństwie ciągle dosyć mocno zakorzenione jest przekonanie, że pewnym obowiązkowym elementem życia jest posiadanie partnera, najlepiej żony lub męża i posiadanie dziecka. Właśnie posiadanie, dla niektórych w dosłownym rozumieniu tego słowa. Posiadam dziecko, tak jak posiadam dom, samochód i inne przedmioty. Tyle, że dziecka w przeciwieństwie do przedmiotów materialnych nie można oddać ani wymienić.

Historia przedstawiona w tej powieści jest dla mnie bardzo ciekawa, ukazuje między innymi w jak dziwny i czasem niepojęty sposób może działać ludzka psychika. Pokazuje jak bardzo do zdrowego funkcjonowania potrzebujemy zdrowych relacji rodzinnych i społecznych. Polecam Wam gorąco tą lekturę, a sama z ogromną niecierpliwością będę oczekiwała wydania przez Czwartą Stronę Kryminału drugiego tomu serii.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Wieża strachu” Przemysław Borkowski

WIEŻA STRACHU

  • Autor: PRZEMYSŁAW  BORKOWSKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 394
  • Data premiery: 12.10.2022r.

Bardzo sobie cenię książki Przemysława Borkowskiego. Lubię cykl z prokurator Gabrielą Seredyńską, więc gdy usłyszałam, że w październiku premierę będzie miał trzeci tom bardzo się ucieszyłam. Dwa poprzednie wywarły na mnie ogromne wrażenie, nie mogła się już doczekać sięgnięcia po trzeci. Czy sprostał on pokładanym w nim nadziejom? Przeczytajcie sami.

Tym razem nasza bohaterka ma do rozwikłania zagadkę dwóch ciał znalezionych w apartamencie na 30 piętrze luksusowego wieżowca w centrum Warszawy. Makabryczne znalezisko zdaje się nie zawierać żadnych wskazówek. Patrząc na miejsce znalezienia zwłok trudno odtworzyć kolejność zdarzeń i stwierdzić co się tu wydarzyło. Prokurator z udziałem śledczych stara się wnikliwie krok po kroku odkryć, co tak naprawdę miało miejsce i muszę Wam zdradzić, że nie raz zostaną zaskoczeni.

Większości z nas chyba nie raz zdarzyło się zastanawiać nad tym, czy to co nas spotyka dzieje się naprawdę. Wokół tego pytania autor osnuł fabułę swojej najnowszej książki. Akcja toczy się wokół dwóch planów czasowych, naprzemiennie osłaniając mam wydarzenia z obydwu z nich. Jeden z nich skupia się wokół śledztwa prowadzonego przez prokurator Seredyńską.  Rozpoczyna się w momencie jej przybycia na miejsce zbrodni. Drugi przedstawia wcześniejsze wydarzenia, które w pewien sposób doprowadziły do śmierci mężczyzny i kobiety. Zdarzenia te przedstawione są z punktu widzenia Krystiana Zapały. Natomiast nie do końca wiemy jaką rolę w tych zdarzeniach on odegrał. W trakcie przedstawionej przez autora akcji zaczynamy podejrzewać, co mogło tam się wydarzyć. Gdy tylko zaczyna nam się wydawać, że to wiemy, autor myli nam trop, podsuwa nowe wskazówki żeby koniec końców okazało się, że wszystko jest tylko złudzeniem i tak naprawdę do końca nikt nie wie, co się rzeczywiście wydarzyło. W pewnym momencie podczas lektury miałam poczucie pewnego znużenia wątkiem, nazwijmy go egzystencjalnym. Tym, że drugi plan wydarzeń rozgrywał się prawie w całości wokół rozważań dotyczących tego, co jest rzeczywiste, a co nie. Porównałbym to do akcji Matrixa, bowiem założenie jest takie, że człowiek jest przeświadczony o tym, iż to jego życie, że czegoś doświadcza, że coś dzieję się naprawdę, tymczasem może się okazać, że wszystko jest tylko złudzeniem, wytworem naszego umysłu. Wszystko zmierza do pytania, czy tak naprawdę w ogóle istnieje coś takiego, jak obiektywna rzeczywistość, czy wszystko nie jest tylko naszą interpretacją, bądź bardzo rzeczywistym wytworem naszego umysłu. Tak jak powiedziałam, w pewnym momencie miałam poczucie, że tego wątku jest za dużo. Pragnęłam więcej akcji toczącej się bezpośrednio wokół śledztwa, a mniej tych wcześniejszych wydarzeń. W pewnym momencie rzeczywiście tak się stało, ten drugi wątek został zawieszony, odsunięty na boczny plan, a śledztwo ruszyło pełną parą. Natomiast po przeczytaniu całości muszę oddać honor autorowi i stwierdzić, że wszystko łączy się w spójną całość, wszystkie te rozważania, drobne zdarzenia mają swój cel i sens. Wydaje się, że autor pisząc swą powieść bardzo dokładnie wiedział, co chce nam powiedzieć. Chodziło mu  zdecydowanie o coś więcej niż tylko o przedstawienie kryminalnej intrygi. Dał czytelnikowi pretekst do rozważań dotyczących złudzeń, realności i poniekąd sensu naszego istnienia. Kwestie dotyczące wizji, możliwości naszego umysłu są niesłychanie interesujące, a rozważania na ten temat moglibyśmy toczyć w zasadzie bez końca, gdyż tak naprawdę w tym temacie wiele kwestii pozostaje tylko założeniem. Na pewno większość tych założeń można poddać w wątpliwość. Powieść ta może staje się więc zaczątkiem do rozmyślań na bardzo ważne tematy, które dotyczą każdego z nas. Po zakończeniu lektury muszę więc powiedzieć, że nie zmieniłabym w niej ani jednego zdania. Każde zdarzenie jest jak najbardziej uzasadnione i przekonywujące. Książka wciąga, intryguje, wzbudza emocje.

Bardzo podobała mi się też tytułowa metafora – wieża strachu – nawiązuje do miejsca, w którym toczy się akcja, w której dokonało się zło. Szklany wieżowiec wniesiony przez człowieka, na nienaturalnej dla człowieka wysokości, wydaje się przeczyć boskim prawom i prawom fizyki. Wydaje się być wyrazem pychy człowieka, wyrazem jego manii wielkości, roszczenia sobie pretensji do bycia wybitnym gatunkiem, lepszym od innych. Autor pośrednio zadaje pytanie czy życie w takim miejscu jest zgodne z prawami natury, czy jest dobre dla człowieka? Czy nie jest to tak, że to gdzie żyjemy, w jakich okolicznościach, w jakich warunkach wpływa na to jak toczy się nasze życie? Wpływa na to, czy do głosu  dochodzi drzemiące w nas zło, czy dobro. Bardzo ciekawy i zasługujący na refleksję jest to wątek i brawa dla autora za jego poruszanie. Jestem pod wielkim wrażeniem i serdecznie zachęcam was do lektury.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

Recenzja przedpremierowa – „Na wieczne potępienie” Małgorzata Rogala

NA WIECZNE POTĘPIENIE

  • Autor: MAŁGORZATA ROGALA
  • Seria: PEŁNIA TAJEMNIC (TOM 3)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 335
  • Data premiery: 26.10.2022r.

26 października premierę będzie miała najnowsza powieść Małgorzaty Rogali pt. „Na wieczne potępienie” od wydawnictwa Czwarta Strona Kryminału. Jest to trzeci tom cyklu „Pełnia tajemnic”, w której bohaterką jest Monika Gniewosz Uwielbiam książki autorki. Do niedawna jedną z moich ulubionych serii była ta o Agacie i Sławku. Lubię też serię z Celiną Stefańską. A ostatnio przeczytałam fenomenalną serię z Weroniką Nowacką, której akcja rozgrywa się w środowisku szkolnym. W „Pełni tajemnic” bohaterką jest policjantka Monika w Gniewosz, która pojawiła się już, jako postać drugoplanowa, w ostatnich tomach serii z Agatą i Sławkiem. Bardzo polubiłam tą bohaterkę, która ma za sobą przemocowe małżeństwo, a jednocześnie znalazła w sobie dość odwagi by próbować zacząć wszystko od nowa.

W powieści „Na wieczne potępienie” Monika w dalszym ciągu układa swoje nowe życie. Niedawno kupiła nowy dom. Wraz z córką dopiero się w nim urządzają. W Pełni odnalazła swoje miejsce na ziemi. Mają tu swoich przyjaciół, dobrze im się tutaj żyje, czują się bezpiecznie. Niespodziewanie w pociągu relacji Gdynia – Grudziądz dochodzi do morderstwa. Ofiarą jest młoda kobieta, a pasażerami było kilku mieszkańców Pełni, którzy podróżowali kursującym zaledwie 2 razy w tygodniu jedynym bezpośrednim pociągiem z Gdyni do Grudziądza. Jedną z nich była 28 letnia mieszkanka Pełni Liliana. Miesiąc później kobieta znika, a policja znajduje jej zwłoki. Nagie, upozowane, w lesie nad jeziorem. Kiedy w niedługim czasie w podobnych okolicznościach zostaną znalezione zwłoki kolejnej kobiety policjanci zaczynają podejrzewać, że mają do czynienia z seryjnym mordercą. Śledztwo jednak zostajemy im odebrane na rzecz Komendy Miejskiej. Czy Monika wraz z partnerem Tadeuszem zrezygnują z dochodzenia do prawdy?

Książkę czyta się rewelacyjnie wciągnęła mnie od pierwszej strony. Bardzo lubię styl autorki. Niby niespieszny, zawierający liczne wątki obyczajowe i psychologiczne, jednocześnie ciekawe i intrygujące. Wielowymiarowe postacie i ich psychologia to bowiem zdecydowanie mocna strona autorki. Przede wszystkim główna bohaterka. Niby twarda, nieustępliwa, pewna siebie policjantka, z drugiej strony jednak kobieta, która przez lata tkwiła w przemocowym związku. Pełna więc strachu niepewności, lęków i wątpliwości, jednocześnie znalazła w sobie dość siły, by zawalczyć o nowe życie dla siebie i nastoletniej córki. Bardzo podoba mi się również stworzony przez autorkę klimat małomiasteczkowej Pełni. Jest to miejsce, gdzie plotki rozchodzą się z prędkością światła, a wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Jednocześnie jest to miejsce, w którym można mieć kontakt z naturą, w którym jest spokój cisza i przyjaźni ludzie. Przenosząc się kolejny raz do Pełni czułam się jakbym odwiedziła znajome miejsce, do którego mam sentymentalny stosunek i za którym zdecydowanie tęskniłam. Tak jak za pierwszym, i za drugim razem, tym razem również spędziłam tam wspaniale czas i jestem bardzo wdzięczna autorce za stworzenie tego literackiego świata. A tych, którzy jeszcze nie czytali pozostaje mi tylko zachęcić do lektury. Wierzę, że tych, którzy czytali pierwszy i drugi tom, do lektury trzeciego zachęcać nie trzeba. Nadmienię tylko, że powieść tą można czytać oczywiście bez znajomości poprzednich tomów. Aczkolwiek jako wierna fanka autorki zachęcam do sięgnięcia po każdą stworzoną przez nią powieść. Nie pożałujecie!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU Czwarta Strona i autorce.

„Sundial” Catriona Ward

SUNDIAL

Autorka: CATRIONA WARD
Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
Data premiery: 24.08.2022r.
Liczba stron: 400

No i będą ochy, i achy😊. Nie mogło być inaczej. I to bynajmniej nie chodzi o przepiękną oprawę w twardej okładce najnowszej powieści Catriony Ward „Sundial”, która premierę miała 24 sierpnia br.  . Ani o peany na cześć Wydawnictwa @Czwarta Strona Kryminału, któremu przy okazji serdecznie dziękuję za egzemplarz recenzencki. Tym bardziej ochy i achy nie są spowodowane pamięcią po zeszłorocznej rewelacyjnej książki  „Ostatni dom na zapomnianej ulicy” (recenzja na klik). To ochy i achy prawdziwe, z głębi serca. Powstałe w sposób naturalny po przeczytaniu „Sundial”.

Dorosłe życie to bagno, w którym człowiek tkwi po uszy, gobelin wzajemnych pretensji tkany tak ciasno, że nie sposób bo rozplątać.” -„Sundial” Catriona Ward.

Rob i Jack, bliźniaczki wychowały się z Falconem i Mią na farmie pośrodku pustyni o nazwie Sundial. Określenie pochodzi od zegara słonecznego wybudowanego na terenie posiadłości. Jak sama Rob o sobie mówi; „Wychowywałam się na pustyni i zamiast chodzić do szkoły, miałam lekcje z ojcem(…). Hodowaliśmy własne warzywa, mieliśmy jaja od kur i mleko od krowy”. Oprócz tego na farmie przeprowadzano badania nad strachem, wrodzoną agresją u zwierząt. W pracy na farmie pomagał mieszkańcom Paweł, Polak z pochodzenia o trudnej przeszłości. Po latach Rob wychowuje z Irvingiem dwie córki, dwunastoletnią Callie i dziewięcioletnią Anne. O zdradzie męża Rob dowiaduje się przez ospę, którą zaraża się młodsza córka. Nie jest to jednak odkrycie, z którym Rob nie potrafiłaby sobie poradzić. To inne, niepokojące odkrycie zmusza Rob do odbycia podróży ze starszą córką w przeszłość. Do wyjazdu do Sundial.

Zarwałam noc. Przyznaję się. Książkę skończyłam czytać wczoraj o godzinie drugiej w nocy. Nie miałam tego w planach, o nie. Postanowiłam przeczytać pierwsze sto stron, po których całkowicie przepadłam. Nie sposób się od niej oderwać, a to zawsze najlepsza opinia, co do powieści, mimo, że thriller jest pełen niepokoju, strachu. Czytając czułam napięcie, niezrozumienie, obsesję na punkcie przymiotnika „blady” w każdej odmianie i zwierząt, które z natury uwielbiam. Nagle psy zaczęłam spostrzegać jako wrogów, jako zwierzęta z natury łowne, zwierzęta niebezpieczne. Sam pomysł na farmę szczeniąt Jacqueline i Roberta Graingerów przerósł moje najśmielsze wyobrażenia. To samo dotyczy relacji matka – córka, relacji Rob z Callie. Tak trudnej, tak pełnej przeciwności zafundowanych przez Irvinga, tak pełnej wzajemnych pretensji i niezrozumienia. Postać Rob jest niezwykle dojrzała, choć przyczyna jest zgoła inna, od powszechnie spotykanej. I za to Catrionie Ward należą się słowa ogromnego uznania. Za opisanie historii pełnej emocji, trudnych pytań, ale i ciekawych odpowiedzi. Za stworzenie postaci, z którymi do tej pory nie spotkałam się w literaturze. Nie tylko o skomplikowanej duszy i charakterze, ale o nieszablonowej przeszłości.

Autorka idealnie skonstruowała opowieść. Doskonale oczywiście dla opisanych w niej wątków. Zdarzenia czytelnik śledzi z różnych perspektyw. Z perspektywy Rob i Callie w narracji pierwszoosobowej. Obie bohaterki wiernie oddają, co się z nimi dzieje, jaka jest ich motywacja i o czym myślą. Do tego Ward idealnie odniosła się w wielu miejscach do tych samych zdarzeń, ale z dwóch optyk, raz ze strony Rob, raz z punktu widzenia Callie. Każda inaczej interpretuje rzeczywistość, każda inaczej rozpoznaje przyczyny zachowań drugiej. I to świetnie oddaje karuzelę zdarzeń, w której znalazły się obie bohaterki. By ukazać kontekst późniejszych wydarzeń Ward wzbogaciła narrację o rozdziały zatytułowane „Tamta Rob” i „Tamta Jack”. To dzięki zajrzeniu w przeszłość czytelnik może dowiedzieć się, co się tak naprawdę działo w głowie jednej i drugiej siostry. Gdzie zaczął się początek tych zdarzeń. Do tego jeszcze narracja oparta na Arrowood. Rob jako z wykształcenia nauczycielka pisze historię, która komentowana i opisywana jest przez szkolną miłośniczkę sportu. „Ma wiele tajemnic. (…) W każdej części serii ma miejsce jakiś skandal. Jej bohaterki przeżywają wiele życiowych trudności.”. Ta wielowymiarowość tłumaczenia wydarzeń jest ogromną zaletą tej książki. Jest wartością nie do ocenienia.

Pasjonująca powieść zasługująca na szybką ekranizację, w której prym wiodą trudne relacje międzyludzkie. A zakończenie? Pozostawiło mnie z poczuciem niedosytu, ledwo co stłumiłam w sobie chęć rzucenia tej pięknej publikacji o ścianę. Zarwałam noc, a tu taka niespodzianka😉.

A jeśli Wam napiszę, że tak przedstawionej relacji dwóch sióstr długo nie widziałam i w taki sposób ujętej relacji matki z córką? Dodam do tego jeszcze, że trudna relacja Rob z mężem Irvingiem również nie jest standardowa. Jest wręcz odświeżająca i niespotykana dotychczas. Sam Irving to postać na którą warto zwrócić uwagę. A Falcon i Mia w relacji do Rob i Jack to prawdziwy majstersztyk! A żeby Wam było mało, zwrócę także uwagę na samą Annie, która jest największą zagadką. Bohaterką w tle mającą największe finalnie znaczenie. Zaciekawieni? I o to chodziło. Uff zrobiłam wszystko, byście sięgnęli po tę pozycję, bo naprawdę warto. Jej lektura nie pozostawi Was obojętnymi.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Nie ufaj mu” Remigiusz Mróz

NIE UFAJ MU

Autor: REMIGIUSZ MRÓZ
Cykl: INA KOBRYN (tom 2)
Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
Data premiery: 27.07.2022r.
Liczba stron: 400

Ogromnym zaskoczeniem była dla mnie kontynuacja thrillera z Iną Kobryn. O pierwszym tomie zatytułowanym „Wybaczam ci” przeczytacie w recenzji na klik. Książka okazała się dla mnie dużym zaskoczeniem, a sama bohaterka jako przeciwwaga do Asiulki Chyłki niezwykle interesująca. A jednak

@RemigiuszMróz stworzył powieść „Nie ufaj mu”, która nakładem Wydawnictwa @Czwarta Strona Kryminału księgarskie półki zaanektowała 27 lipca br. Dla mnie premiery wakacyjne nigdy nie są szczęśliwe. Nawet jeśli dotyczą jednego z moich ulubionych polskich autorów😉. Wyjazdy, przyjazdy, odwiedziny, pakowania i rozpakowywania odciągają mnie od mojej ulubionej rozrywki, jaką jest czytanie. Tak niestety zdarzyło się i tym razem. Do „Nie ufaj mu” sięgnęłam całkiem niedawno, a opinię na jej temat znajdziecie poniżej.

Bo jeśli winą zmotywujesz się do czegokolwiek, to tak naprawdę manipulujesz samą sobą.” -„Nie ufaj mu” Remigiusz Mróz.

Po roku od wsadzenia szefa wietnamskiej siatki przestępczej Vŏ Văn Băo oraz własnego męża, Rafała do więzienia, świat Iny Kobryn ponownie trzęsie się w posadach. Staje się niedoszłą ofiarą gwałciciela. Z opresji ratuje ją przystojny mężczyzna przedstawiający się jako Alan Bohucki, zwany Boguhen wracający z pobliskiego klubu z paczką przyjaciół. Jednocześnie siostra Iny, Julia przygotowuje się do ślubu z Gracjanem Pabstem, przyjacielem obu sióstr z dzieciństwa. Plany zaczynają się komplikować, gdy do skrzynki ktoś wrzuca wiadomość na papierze ze ślubnych zaproszeń o treści „Nie ufaj mu”. Wszystkie wątki zaczynają się układać w jedną całość. I to całość, która żadna z sióstr nie chciałaby poznać.

Kobiety są jednak głupie i naiwne 😊

Wokół tej, niczym oczywiście niepotwierdzonej w realu tezy, Remigiusz Mróz zbudował fabułę drugiego tomu cyklu z Iną Kobryn. Kobietą totalnie pokręconą, jakby bez kręgosłupa moralnego i intelektualnego, która mimo naprawdę inteligentnych i ciętych ripost, a także trafnych cząstkowych wniosków, finalnie okazuje się tą głupią i naiwną. Autor umiejętnie doprowadził mnie, jako jego wierną czytelniczkę, do poczucia nierealności postaci. Do świadomości, że oto przecież silna, mądra, sprytna, co zostało udowodnione w pierwszej części zatytułowanej „Wybaczam mu”, bohaterka staje się w sposób wręcz oczywisty, ofiarą. I o tą oczywistość mi chodzi. Mimo wielu zwrotów akcji, jak to u Mroza bywa, wielu inteligentnych dialogów i przeciągania liny raz w jedną, raz w drugą stronę, od co najmniej połowy połapałam się, o co w tym wszystkim może chodzić. I niestety się nie pomyliłam. Nie było więc takiego zaskoczenia do jakiego przyzwyczaił mnie Autor.

Niezwykle denerwował mnie wątek siostry Iny i samego Pabsta. Te niewypowiedziane słowa, te ukryte znaczenia i te stracone wpływy, tylko z powodu jednej osoby, całkowicie obcej i od razu podejrzanej. Nie wiem jak musiałabym być spragniona miłości i czułości, by nie dostrzec świecącej i bzyczącej w mej głowie czerwonej lampki jako reakcji na drogie samochody Porsche, czy Audi, a także wyjątkowo ekskluzywne apartamenty. Nie wiem jak musiałabym być spragniona uważności drugiego człowieka, by nie słyszeć absurdu brzmiącego w tłumaczeniu skąd te artefakty pochodzą i jakie jest ich pochodzenie. Nie wiem. Tym bardziej, że byłabym kobietą, jak pamiętam z pierwszej części, umiejętnie oszukiwaną przez swego męża, która nagle przejrzała na oczy i zwycięsko wyszła z tej rozgrywki. Mróz przyzwyczaił mnie do silnych kobiet, do inteligentnych kobiet, które nie dają sobą sterować. A już na pewno nie popełnią dwa razy z rzędu tych samych błędów.

Nie jest to więc thriller z prawdziwego zdarzenia. To raczej powieść obyczajowa z wątkiem sensacyjnym. Bohaterowie biegają, ścierają się, odkrywają, szukają, udowadniają sobie wzajemnie. W sensie alokacji mam wrażenie, że biegają to tu to tam. I do tego ten wiecznie rozładowany telefon Iny, ależ mnie tym doprowadzała do szewskiej pasji😊. Oczywiście jest i kłamstwo, i jest gangsterka. Teraz tylko trochę w innej odsłonie. Powieść ratuje jednak bardzo płynna, energiczna narracja. Postaci z innych publikacji Autora (tak, tak pojawiła się adwokatka z kancelarii Żelazny & McVay z serii o Chyłce). Do tego inteligentne dialogi ścinające z nóg, jak to tylko Remigiusz Mróz potrafi.

(…) – Bo ewidentnie mam przed sobą namacalny dowód na to, że rozum jest jedynym nieskończonym surowcem na świecie.
(…)  Skoro nawet taki imbecyl jak ty nie narzeka na jego brak, to naprawdę musi być go w nadmiarze – dokończyłem.” -„Nie ufaj mu” Remigiusz Mróz.

 Czytając takie sformułowania chyba bałabym się rozpocząć rozmowę z Autorem na żywo, w trakcie jakiegoś spotkania autorskiego😉. Aż strach czym po powierzchownym obcięciu mej osoby, by mnie przywitał😊.

Motyw niewyjaśnionej Roguckiej i samego Pabsta daje szansę na kontynuację, o czym bez żadnych zobowiązań wspomina Autor w Posłowiu. Do kontynuacji ponownie sięgnę z ogromną uważnością. Wszak proza Mroza ze względu na jej wszechwładną pomysłowość oraz unikalny, na chwilę obecną totalnie nie do podrobienia, styl i tempo narracji, obroni się sama.

Tylko co z tym nazwiskiem głównej bohaterki? Myśl ciążyła mi przez część lektury. Przecież jeśli Ina nie miała ślubu cywilnego z Rafałem, o czym wspomina wielokrotnie, to dlaczego nosili to samo nazwisko Kobryn? Rafał Kobryn przykładowo ze strony 346 i Ina Kobryn, bez ślubu cywilnego, tylko po ślubie kościelnym, ale nie konkordatowym. W realiach polskiego USC wymagałoby to nie lada zachodu. Wszak zmienić nazwisko na całkowicie obce nie jest tak łatwo😉.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Apartament” Izabela Janiszewska

APARTAMENT

  • Autor: IZABELA JANISZEWSKA
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 15.06.2022r.
  • Moja ocena: 7/10



Jestem wielką fanką powieści Izabeli Janiszewskiej. Zarówno jej cykl o Larysie Luboń i Brunie Wilczyńskim, jak i pojedyncza powieść „Niewybaczalne” bardzo mi się podobały. Kiedy więc usłyszałam, że w czerwcu wychodzi nowa powieść autorki, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Tym bardziej, że opis „Apartamentu” bardzo mnie zaintrygował.

Nina i Tomasz Engelowie przyjeżdżają do luksusowego hotelu w Karkonoszach na upragniony wypoczynek. Wyjazd ten ma pozwolić im odpocząć, oderwać się od rzeczywistości i spędzić wspólnie czas. Niespodziewanie kobieta znika. Zaniepokojony mąż rozpoczyna jej poszukiwania. Jakże wielkie jest jego zdziwienie, gdy okazuje się, że po obecności Niny w hotelu nie pozostał żaden ślad. Kamery nie utrwaliły jej obecności, nikt jej nie pamięta. Wszystko i wszyscy zdają się sugerować Tomaszowi, że przyjechał do hotelu sam. Zdeterminowany mąż chcąc rozwikłać zagadkę zniknięcia żony wplątuje się w szereg kłopotliwych sytuacji i sam już zaczyna wątpić, co jest prawdą, a co złudzeniem…

Trudno mi oddać wrażenia po lekturze, nie zdradzając jednocześnie za wiele z jej treści. Powiem jedynie, że porusza bardzo ważne tematy, trudnych, zagmatwanych, nieoczywistych relacji międzyludzkich. Temat tego, że nie wszystko i wszyscy są tacy, jacy się z pozoru wydają i często przeszłość, nawet ta wyparta i zepchnięta do najgłębszych zakamarków naszego umysłu potrafi nas doścignąć w najmniej spodziewanym momencie. Autorka świetnie wykreowała bohaterów i idealnie ukazała ich głębię psychologiczną, nie tylko w przypadku głównego bohatera i jego żony, ale również w przypadku postaci drugoplanowych. Mamy wiele zwrotów akcji, wątków prawie, że sensacyjnych, podczas lektury nie sposób się nudzić. Narracja pierwszoosobowa, z którą czasami mam problem, tutaj sprawdziła się idealnie, pozwala jeszcze bardziej wczuć się w toczące się wydarzenia, pozwala czytelnikowi poczuć się jak ich naoczny świadek. Mamy tutaj dwa plany czasowe. Jeden współczesny, gdzie możemy śledzić to, co dzieje się w hotelu oraz retrospekcje z przeszłości, w postaci fragmentów z pamiętnika Niny. Dzięki nim mamy okazję trochę lepiej poznać samą Ninę i przekonać się jak powstawała i kształtowała się relacja pomiędzy nią a Tomaszem.

Książkę czytało się mi bardzo przyjemnie, uważam, że ma wszystko, co dobry thriller mieć powinien. Ciekawe postacie, błyskotliwe dialogi, wartką akcję… W pewnym stopniu dosyć szybko domyśliłam się niektórych rzeczy, natomiast same, szczegółowe rozstrzygnięcie i motywy, przyczyny tego wszystkiego, co się wydarzyło były dla mnie zaskakujące i bardzo mi się podobało, a jednocześnie zaskoczyło mnie i zszokowało. Uważam, że autorka miała świetny pomysł, którego jej gratuluję. Książka jest przyjemną, inteligentną rozrywką. Zachęcam Was do jej przeczytania.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Nim skończy się noc” Bartosz Szczygielski

NIM SKOŃCZY SIĘ NOC

  • Autor: BARTOSZ SZCZYGIELSKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 376
  • Data premiery: 10.08.2022r.

Miesiąc temu premierę miała najnowsza powieść Bartosza Sczygielskiego pt. „Nim skończy się noc” od wydawnictwa Czwarta Strona. Jak zwykle w przypadku autora, jest to thriller psychologiczny. Ja twórczość autora bardzo lubię. Wiedziałam więc, że i po najnowszą jego powieść sięgnę bez wahania.

Trzy obce sobie pary małżeńskie wyjeżdżają na weekend do zupełnej głuszy, żeby naprawić swoje relacje, ponieważ każda nich ma jakieś problemy małżeńskie. Związek Agaty i Tomasz się wypalił, nie ma w nim namiętności, fascynacji i zrozumienia. Monika spełnienia seksualnego szuka poza swoim małżeństwem. Justyna nie znalazła u męża wsparcia w obliczu życiowej tragedii. Choć te pary się nie znają, coś je jednak łączy…

Powieść zaczyna się w punkcie, gdy do położonych w lesie domków trafia Jakub, Początkowo nie wiemy kim on jest, przedstawia się jako policjant. Po przedarciu się przez zaśnieżony las, wchodzi on do środkowego domku i znajduje tam ciało mężczyzny. W związku z tym, że nie ma zasięgu, co umożliwia zawiadomienie policji i wezwanie pomocy, sam przejmuje rolę stróża prawa i próbuje dojść, do tego co się wydarzyło. Akcja toczy się w dwóch planach, w momencie pojawienia się Jakuba na miejscu i odkryciu zwłok, oraz trochę wcześniej, ukazując najpierw relacje, jakie były między małżonkami, co się wydarzyło wcześniej w ich życiu, a także to jak przebiegały wydarzenia od momentu przyjazdu par do domków, Dopiero w pewnym momencie czytelnik zaczyna się zastanawiać kim tak naprawdę jest Jakub i skąd się tam wziął. Jak znalazł się na pustkowiu, akurat tam, gdzie zostało popełnione morderstwo? Jak zakończy się ta cała intrygująca historia?

Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie, psychologia postaci, niuanse w relacjach pomiędzy nimi są doskonale oddane. Akcja jest żywa, interesująca. Autor nie jeden raz myli czytelnikowi tropy, stopniowo odsłaniając różne tajemnice bohaterów, pozwala czytającemu na snucie różnych domysłów. Zakończenie oceniam jako jak najbardziej poprawne, zaskakujące, chociaż minimalnie byłam nim rozczarowana, nie tego się spodziewałam. Oprócz zagadki kryminalnej mamy tutaj pole do rozważań na temat relacji w związkach, tego jak trudne tak naprawdę są relacje międzyludzkie, jak bardzo trzeba je pielęgnować i dokładać starań, żeby to, co narodziło się między dwojgiem ludzi nie wygasło. Pokazuje też jak łatwo wpaść w błędne schematy, jak łatwo przesunąć sobie albo innym granice i jak trudno się potem z powrotem odnaleźć. Powieść czyta się szybko, ma ciekawy klimat, intryguje, pozwala przyjemnie spędzić czas, przy okazji dając pretekst do ważnych, życiowych refleksji, Czego chcieć więcej? Zatem gorąco zachęcam Was do lektury.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Śmierci ulotny woal” Ryszard Ćwirlej

ŚMIERCI ULOTNY WOAL

  • Autor: RYSZARD ĆWIRLEJ
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Seria: ANTONI FISCHER. TOM 7
  • Liczba stron: 472
  • Data premiery: 29.06.2022r.

Ależ długo szła do mnie od Wydawnictwa @Czwarta Strona premiera z 29 czerwca br. autorstwa @cwirlejryszard zatytułowana „Śmierci ulotny woal” ! Praktycznie dwa miesiące😊. Wreszcie z końcem sierpnia odebrałam przesyłkę, w której znalazłam siódmy tom serii z komisarzem Antonem Fischerem. Co więcej, w gatunku kryminału retro. Jednego z moich ulubionych. Jest to książka Ćwirleja całkowicie inna od serii z Anetą Nowak („Naga prawda”, „Jedyne wyjście”) i mojego ukochanego „Niebiańskiego osiedla”. To cykl, którego wcześniej nie czytałam (jak to się stało? ☹), a który ma za sobą sporo świetnych części. Wszystko do nadrobienia. Wszystko do nadrobienia….

Medium to jedno, czyli sprawa podstawowa (…) ale najważniejsza jest silna więź. Chodzi o to, że ciało eteryczne, czyli nasz duch, musi przybyć na miejsce, z którymś coś je łączy.” -„Śmierci ulotny woal” Ryszard Ćwirlej.

Wszystko zaczyna się od seansu ezoterycznego w zacnym poznańskim domu hrabiny Elizy Kossobudzkiej w dniu 19 kwietnia 1930 roku. W spotkaniu bierze udział kilkudziesięciu znamienitych gości, z czego wyjątkowo dumna jest gospodyni. Medium to sam Teofil Modrzejewski. O mistrzu ceremonii nie wspomnę. Mecenas, wicekonsul z małżonką i tak dalej. I…wszystko też się na nim kończy. W międzyczasie ginie od śmiertelnego ciosu bagnetem stróż kamienicy Pan Otton Hildebrand. Komisarz Anton Fischer wraz ze swoimi współpracownikami nie potrafi znaleźć motywu zbrodni. Niewiele później najpierw znika, a później zostaje znaleziony martwy wicekonsul Albrecht von Pieskow, który odegrał znaczną rolę we wspomnianym seansie spirytystycznych. Co łączy te obie śmierci?

Kryminały retro mają specyficzny klimat. Trup nie ścieli się gęsto, praca detektywistyczna polega na przepytywaniu, poszukiwaniu świadków zdarzenia, wtaczaniu się w tłum, przebieraniu się. Do tego ten przepiękny zapomniany język, sformułowania, które już dawno wyszły z użytku, a których w przypadku tej serii jest sporo. Cudownie brzmi fryżyder, zamiast lodówka, a takich przykładów mogłabym mnożyć. Ćwirlej poszedł o krok dalej. Oprócz archaicznego języka wykorzystał licznie gwarę poznańską, dzięki czemu dowiedziałam się czym są ślepe ryby, juchty, a także szuszwole. Wielokrotnie zastępczo policjantów nazywa szkiełami i to nie tylko w dialogach innych bohaterów, lecz także w prowadzonej narracji. Specyfikę lat trzydziestych na nowo odzyskanych ziemiach przyległych do Polski, Autor wprowadził do narracji dzięki niemieckim sformułowaniom. Język ten przewija się przez całą powieść i to nie tylko, jak często bywa w przypadku innych powieści, w odniesieniu do niemieckich nazw wojskowych i policyjnych stopni. Tą zaburzoną polsko – niemieckość Ćwirlej przedstawił z różnych perspektyw, co dodatkowo zwiększa wartość dydaktyczno – sensacyjną powieści. W warstwie patriotycznej idealnie przedstawił rozterki typu; kto Polak, kto Niemiec. Odniósł się do niemieckiego pochodzenia, niemieckich imion i nazwisk, które nie determinują niemieckości, lecz czasem polskość i odwrotnie. Odniesienie do indywidualnych relacji pomiędzy Polakami, a Niemcami tracącymi swoje ziemie, czytelnik znajdzie w wielu miejscach. Czy to w zachowaniu polskich policjantów do niemieckich świadków, czy to w relacji kuzynów Antona z Alfredem Fischerem. Socjologiczny obszar świetnie został rozrysowany w ujęciu polsko – niemieckich nazw. Raz Ćwirlej umiejscawia akcję w Poznaniu, raz w Posen. Innym razem szajka lokalnych złodziejaszków jedzie na akcję do Szczecina, a raz do Stettina. A sam Fischer to raz Antoni, a raz Anton.

W powieści mnóstwo jest odniesień do sytuacji politycznej kraju w ówczesnym czasie. Dialogi przeplatają się ciekawymi spostrzeżeniami. Niemiecki major twierdzi przykładowo; „Na szczęście w naszej armii Polaków już nie ma (…) Gdyż powiem panom, że połowa naszych nieszczęść po tym, jak wbito nam nóż w plecy i ci cholerni socjaliści poddali naszą zwycięską armię, wzięła się stąd, że było u nas tylu ukrytych komunistów i Polaków”. Sam Antoni Fischer w odniesieniu do niemieckich partyzantów uważa, że „(…) wojna domowa, jaka toczyła się na ulicach Poznania, ma głęboki sens, bo miasto było ważnym elementem tworzącej się właśnie polskiej układanki. Ale warto było zrobić wszystko, by przelało się jak najmniej krwi po jednej i po drugiej stronie.” Ten obszar trudnej polsko – niemieckiej historii został przez Ryszarda Ćwirleja spenetrowany bardzo dobrze, tym samym czyniąc kryminał jeszcze ciekawszy.

Stosunek do specyfiki czasów czytelnik nie znajdzie tylko w trudnej sytuacji polityczno – społecznej kraju, lecz także w przedstawionych relacjach socjologicznych. Z uśmiechem na ustach czytałam takie stereotypowe sformułowania jak; „(…) wdowa jako słaba kobieta może ulegać silnym wzruszeniom, odbierającym siły i władzę w członkach.” 😊. Bynajmniej nie mając pretensji do Autora i nie oskarżając go o szowinizm. Gdyby nie to, odczuwałabym pewnie dyskomfort w nierealności przedstawionych opinii i spostrzeżeń. Do tego charakterystyka bohaterów. Oj, ale się ubawiłam. W wielu miejscach Ćwirlej bawi się opisami z czytelnikiem wprowadzając go w dobry nastrój, mimo poważnej tematyki powieści. Mogłam tylko się uśmiechnąć czytając o mężczyźnie, który był „(…) równie szczupły, o twarzy pospolitej, bez wdzięku i jakby pozbawionej jakiegokolwiek wyrazu.” O facecie podobnym do nikogo nie wspomnę, który przewijał się w rozpytaniach policjantów.

Mimo, że główny wątek dotyczy dwóch morderstw z pozoru nie powiązanych ze sobą ofiar, to Autor świetnie rozpisał bohaterów pobocznych podążając za ich losem. Historie uzupełnione od niechcenia sprawiają, że książka jest jeszcze ciekawsza, bo opowieści te są nie od parady. Z uważnością czytałam o miłości Kryśki do swego męża – Tolka, podrzędnego złodziejaszka, który porwał ją z klasztoru. Osoba mecenasa, sąsiada zmarłego wicekonsula stanowiła ciekawe urozmaicenie, a jego zacięcie detektywistyczne i pomysł na trójstronną dyplomatyczną komisję potwierdzają pomysłowość Autora. Wątki romansowo – erotyczne i osoby dwóch wywiadowców policyjnych, Olkiewicza i Okonia to kolejny obszar, w który zaczytywałam się z zadowoleniem.

Niesamowita powieść z wieloma warstwami urozmaicającymi z pozoru zwykły kryminał retro. Dobra zabawa i ciekawa przygoda z klasycznymi zagadkami kryminalnymi rozwiązywanymi z prawidłami gatunku. Nic tylko czytać. Udanej lektury!!!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Noc, w której zniknęła” Lisa Jewell

NOC, W KTÓREJ ZNIKNĘŁA

  • Autorka: LISA JEWELL
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 456
  • Data premiery: 15.06.2022r.
  • Data premiery światowej: 7.09.2021r.

Dość szybko Lisa Jewell wydała kolejną książkę, po „Niewidzialnej dziewczynie” (recenzja na klik), która debiutowała na zagranicznych rynkach w dniu 1 czerwca 2021r. „Noc, w której zniknęła” pojawiła się praktycznie po trzech miesiącach. Z zainteresowaniem sięgnęłam więc do wspominanej powieści, która premierę w Polsce miała 15 czerwca br. nakładem Wydawnictwa @Czwarta Strona, a światową 7 września ubiegłego roku. Trochę na ryzyk fizyk, gdyż zastanawiałam się, czy bardziej będzie poziomem przystawała do „Idealnej rodziny” (recenzja na klik), którą oceniłam 10/10😊, czy do „Niewidzialnej dziewczyny”, której przydzieliłam z bólem serca notę 6/10.

Pisarka kryminałów, Sophie przeprowadza się do Upfield Common do swego Partnera, nowego dyrektora miejscowej szkoły. W idyllicznej miejscowości poza Londynem zaczyna odczuwać znużenie, tęsknotę za dawnym, bardziej gwarnym życiem. Zaczyna interesować się miejscowością i historią jej mieszkańców. Wnikliwość pozwala jej dotrzeć do historii zaginionej przed rokiem 19-letniej Tallulah, która wyszła na randkę ze swoim partnerem Zachiem Allisterem również 19-latkiem zostawiając synka Noaha pod opieką swojej matki. Wtedy Kim Knox widziała córkę po raz ostatni. Sophie zaczyna drążyć sprawę, tym bardziej, że znalazła dziwną wiadomość. Ktoś w pobliskim lesie zostawił informację „Kop tutaj”.

Mówią, że do trzech razy sztuka😊. Tym razem Lisie Jewell udało się bardziej mnie zaciekawić, niż w powieści „Niewidzialna dziewczyna”. Zacznę od pozytywów. Zdecydowanie postać Kim Knox, prawie czterdziestoletniej kobiety, babci Noaha, która na własną rękę stara się odnaleźć zaginioną córkę i dowiedzieć się, co tak naprawdę stało się w należącym do bogatej rodziny Mrocznym Domu, w którym nastolatkowie zakończyli piątkowy wieczór. Podoba mi się i relacja Kim z niespodziewanym wnukiem, i relacja Kim z córką. Często trudna, skomplikowana, a jednak pełna miłości. Kim to 100% matka i babcia. Oddana, mimo zmęczenia, mimo niespodziewanej wyłącznej opieki nad wnukiem. Autorka nie gloryfikuje roli matki i babci, oddaje rzeczywistość taką jaka jest. Dość dobrze Lisa Jewell rozpisała wątek Tallulah w relacji z rówieśnikami, dotyczy to równocześnie jej starych i nowych przyjaciół. Świetnie został opisany kontekst nastoletniego macierzyństwa w aspekcie okolicznej młodzieży. Dojrzewanie z tym związane, nowe priorytety pojawiające się na horyzoncie. Związki koleżeńskie z dziewczynami, na co autorka zwróciła uwagę czytelnikowi, idealnie wkomponowały się finalnie w fabułę. Czytelnik coś czuje, mniej wie, traktuje historię bardziej instynktownie, aż do jej wielkiego, zaskakującego finału. Narracja również została poprowadzona bardzo płynnie mimo, że zdarzenia następują przed zniknięciem, w trakcie zniknięcia i rok po zniknięciu. Z zaskoczeniem wdrażałam się w historię krok po kroku, mimo trzech czasoprzestrzeni. Z tą kwestią Jewell poradziła sobie wyśmienicie.

Zdecydowanym minusem powieści jest dla mnie koncepcja książki oparta na detektywistycznej robocie wykonanej przez amatorów. Po tylu przeczytanych powieściach kryminalnych i detektywistycznych reaguję wręcz alergicznie czytając, że podrzędna autorka kryminałów działa sprawniej w świecie zbrodni, niż wyszkoleni funkcjonariusze policji. Tym bardziej, że autorka nie rozwinęła wątku, w który mógłby uwiarygodnić postać Sophie. Nie zwróciła uwagi czytelnika na jej inne, charakterystyczne dla pracy detektywa cechy i ewentualne doświadczenie. Kompletnie w tej funkcji postać Sophie mnie nie przekonała, choć w dziennikarskim drążeniu była wiarygodna. I finał☹. Niestety, mimo świetnego pomysłu, realizacja nie do końca udała się autorce. Wyszedł bardzo, ale to bardzo naciągany James Bond. Nie dziwię się. Rozwinięcie fabuły było trudne, spektakularne. Zapewne problemem z pozycji twórcy było zakończenie historii porwania w sposób jak najbardziej przekonujący, a jednak w pewien sposób wyjątkowy.

Dobry, lekki thrillerek z idealnie wykreowaną postacią matki, zarówno tej pełnoletniej, jak i młodocianej. Jeśli lubicie brytyjskie książki w tym gatunku, to z tej powinniście być zadowoleni.

Moja ocena: 7/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od WYDAWNICTWA CZWARTA STRONA, za co bardzo dziękuję.