„Droga na szczyt” Ewelina Dobosz

DROGA NA SZCZYT

  • Autor:EWELINA DOBOSZ
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Liczba stron:352
  • Data premiery: 10.02.2021r.

Z twórczością autorki już się spotkałam. Przypominam recenzję książki Bardzo cicha noc, którą @Ewelina Dobosz – strona autorska napisała wspólnie z Emilią Szelest. Przyznaję nie do końca książka mi się podobała. Jakoś nie przypadła mi do gustu główna bohaterka. Sięgałam więc po najnowszą książkę autorki z lekkim przekąsem. Nie spodziewałam się za wiele. Przeciwnie nawet obawiałam się bohaterki podobnej do Igi, którą wtedy odebrałam jako niespójną, nieprzekonywującą, nijaką, bezbarwną i nielogiczną. A takich postaci nawet w książce z gatunku „tych grzesznych” nie cierpię. Okazało się, że nie wszystko jest takie same, a pióro autora niejeden raz nas jeszcze potrafi zaskoczyć.

Ekstremalne warunki, pragnienia silniejsze niż strach i pożądanie, które jest jak tlen” – opis wydawcy.

Coś ostatnio mam szczęście do opisu wydawcy. Są tak dobre, że grzechem byłoby nie skorzystać z nich w moich recenzjach.  To o czym jest ta książka?

 Liwię i Daniela łączy jedno… pragnienie zdobycia najwyższego szczytu na świecie. Każdy z nich pragnie tego z innego powodu. Mężczyzna chce to potraktować jako symboliczne pożegnanie z przeszłością, zamknięcie pewnego etap w życiu, poradzenie sobie z traumą. Kobieta traktuje to jako sposób na sprawdzenie siebie, spełnienie swojego marzenia, zrobienie czegoś dla siebie. I choć tych dwoje na początku wydaje się na darzyć sympatię, jest między nimi chemia, a wspólne pragnienia i dążenia pomagają im znaleźć wspólny język. W czasie wyprawy, w tych ekstremalnych warunkach pomiędzy Liwią i Danielem rodzi się uczucie. Uczucie, któremu nie potrafią zapobiec i przed którym nie potrafią się uchronić. Jest jednak pewna poważna przeszkoda na ich drodze. Robert, partner Liwii. Łączy prowadzona przez nich wspólnie firma LightOn. Firma, które zajmuje się dystrybucją oświetlenia. Biznesowo są idealną parą. Skuteczną, efektywną i dążącą do celu. Zewnętrznie Robert stwarza wrażenie idealnego partnera, jednak naprawdę jest przemocowcem, osobą nie liczącą się z innymi i realizującymi swoje cele po trupach. Związek z Liwią jest mu potrzebny jako dopełnienie idealnego wizerunku i tak łatwo nie wypuści kobiety z rąk. Czy Liwia odnajdzie się w tych skomplikowanych kolejach losy, czy będzie potrafiła pójść za uczuciem i wyzwolić się z toksycznej relacji?

Autorka niebanalnych romansów” – wpis z oficjalnej strony autorki.

Tak o sobie pisze Ewelina Dobosz. Do takich wpisów, jak wiecie, mam ambiwalentny stosunek. Po przeczytaniu jednak „Drogi na szczyt” przyznaję, że wpis jest jak najbardziej trafny. To niezwykła umiejętność wpleść w romantyczną powieść motyw katharsis. Przedstawić ten wątek w formie podróży na dach świata. Podróży, która ma być oczyszczeniem, uwolnieniem od cierpienia, jednocześnie odreagowaniem zablokowanego napięcia i dotychczas stłumionych emocji. Uwielbiam góry, ten motyw często się sprawdza w powieściach. W fabule tej książki to co się dzieje na stoku, jest tak samo ważne jak to co się dzieje między bohaterami. Takie przedstawienie wątku miłosnego jest czymś nowym, czymś ciekawym. Dodatkowo autorka wzbogaciła fabułę w wątki sensacyjne i nieoczekiwane zwroty akcji. Wydarzenia następujące jedne po drugich nie raz wprawiły mnie w zdumienie. A oszołomić mnie w trakcie czytania nie jest łatwo. Bardzo podobało mi się jak autorka przedstawiła rozwój relacji między Liwią i Danielem, początkowa niechęć, potem zainteresowanie i i rodzące się uczucie, które trwa mimo poważnych przeszkód. Przeczytajcie sami i sami odkryjcie piękny krajobraz gór z niezwykłą historią miłosną w tle.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

„Skazana przez mafię” Adelina Tulińska

SKAZANA PRZEZ MAFIĘ

  • Autor: ADELINA TULIŃSKA
  • Wydawnictwo: KOBIECE
  • Seria: BRACIA VEDETTI. TOM 2
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 10.02.2021r.

Lutowa premiera od Wydawnictwa Kobiece to druga część cyklu @Ada Tulińska – Strona autorska. Chronologicznie cały cykl to: „Zależna od mafii”, „Skazana przez mafię” oraz premiera z 14 kwietnia „Wybrana przez mafię”. Pierwszej części nie czytałam. Po lekturze „Skazanej przez mafię” już wiem, że dobrze książki czyta się w całym cyklu. Wtedy dostajemy kompletny obraz rodziny Vedetti. Jeśli będziecie się zastanawiać co robić w deszczowy weekend ta seria nada się idealnie, by spędzić mile czas. Ja lekturę trzeciego tomu również mam za sobą, w najbliższym czasie możecie się spodziewać recenzji.

Bracia Vedetti po raz drugi

Typowi mafiosi. Polsko – włoscy przystojni faceci, bracia Vedetti. Filip i Aleksander, którzy po śmierci ojca „zostają na lodzie”. Filipowi to nie przeszkadza ma już swój plan na życie. Aleksander nie może pogodzić się z tym, że został odsunięty na boczny tor, a pierwsze skrzypce gra jego kuzyn. Aleksander przyzwyczajony do luksusowego życia wie, że musi z kuzynem wejść w relację. Czysto zawodową relację. W układ w mafijnym półświatku. Pakt, z którego się nie wychodzi ot tak. Gdy Aleksander myśli, że przegrał swoje życie spotyka Łucję Olszewską, panią prokurator. Prokurator z którą na życzenie kuzyna – Roberta powinien stworzyć układ. Układ prawie idealny. Układ, który jednak wymyka się spod kontroli.

Książka prawie idealna

Z jednej strony idealna fabuła dla książki tego gatunku. Nie ukrywam czytało się dobrze. Styl nie był męczący, a sceny intymnych zbliżeń dały radę. Książkę naprawdę czyta się jednym tchem. Pochłania się ją w dwie godziny. Przyznaję, trochę zmęczyła mnie w połowie. Praktycznie ją odłożyłam, by zaraz do niej wrócić. Takie chwilowe „zmęczenie materiału”. Spodobał mi się Aleksander, nie mówić  Olek, bo to odbiera mu męskości. A męskości mu nie brakuje. Wygodnicki, przyzwyczajony do pieniędzy, do tego, że nie musi się o nie starać. Po śmierci ojca sam musi o siebie zadbać. W ten sposób wreszcie dojrzewa. Autorka przedstawiła go w bardzo dobry sposób. Prawdziwy sposób. Przecież prawdziwi macho uwielbiają mieć forsę, łatwą forsę.

Nie przekonała mnie natomiast kompletnie Łucja. Może to wynika z tego, że w stosunku do kobiet jestem z natury bardzo wymagająca. Może. Taka krucha dziewczynka, by w momencie stać się skuteczną prokurator regionalną. W postaciach zawsze szukam prawdziwości. Mając swoje lata na karku, przechodząc pewną drogę zawodową wiem, że efektywny, zdecydowany, zdeterminowany, nie wnoszący sprzeciwu prokurator ma pewne cechy osobowościowe, które pozwoliły mu dotrzeć na szczyt. A prokuratorem regionalnym nie zostaje byle kto. Powiecie „czepiasz się”. Możliwe. Kruchość w Łucji mi jednak przeszkadzała. O wiele bardziej podobałaby mi się, gdyby swoje zdecydowanie przeniosła na relacje damsko – męskie. Przecież zdecydowana kobieta również może być uległa względem odpowiedniego mężczyzny.

Przeczytajcie książkę sami, by zdobyć własne zdanie. Tylko w taki sposób zweryfikujecie, czy zgadzacie się z moją recenzją.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

„UDOWODNIĘ CI” KAMILA MIKOŁAJCZYK

UDOWODNIĘ CI

  • Autor:KAMILA MIKOŁAJCZYK
  • Seria: GABRIEL LEGEND. TOM 1
  • Wydawnictwo:EDITIO RED
  • Liczba stron:504
  • Data premiery:10.02.2021r.

Skąd te młode polskie autorki czerpią inspirację? Skąd pomysły? Czytam i czytam szukając odpowiedzi. I nic…

@Kamila Mikołajczyk – strona autorska to dla mnie ciągle nieodkryty ląd. „Udowodnię ci” to jej trzecia książka. Ktoś czytał poprzednie „Wdech” lub „Wydech”? Przeglądając profil autorki dowiedziałam się, że będzie kolejna część. To dobrze, bo nie ukrywam jest to powieść, które lubię najbardziej. Chyba i ja będę czekać, jak inni czytelnicy na kolejną część.

Opis wydawcy

„Przez dziewiętnaście lat Larissa nasłuchała się tych, powtarzanych przez matkę, słów tysiące razy. Zbyt często, by wciąż traktować je poważnie. Dlatego kiedy w końcu udaje jej się wyrwać spod klosza nadopiekuńczej matki i wyprowadzić na studia, zamierza czerpać z życia pełnymi garściami. Nie sądziła jednak, że na swojej drodze spotka Nathana, uosobienie mężczyzny, przed jakim zawsze ostrzegała ją matka. Nathana każdy zna. Choćby jako niezniszczalnego Fivera, gwiazdę uczelnianej drużyny, bądź faceta od „bliźniaczek”. Nathan nie stroni od przemocy i używek, a arogancja to jego drugie imię. Wszystko się zmienia, gdy jego uwagę przyciąga pewna złotowłosa dziewczyna – uosobienie dobra i niewinności, ktoś, kto pod żadnym pozorem nie powinien zadawać się z kimś takim jak on. Od tej pory celem Nathana jest udowodnienie Larissie, że zasługuje na jej zaufanie i… miłość.”

Kurczę pieczone, już po samym opisie wydawcy wiedziałam, że mi się będzie podobać. Opis jest tak dobry jak książka.

Słonecznej stronie życia się podoba

Naprawdę się podoba. Książka utrzymana jest w gatunku New Adult, który bardzo lubię. Akcja toczy się studiach. Młodzi dorośli piękni, interesujący, energiczni. Autorka skutecznie odwzorowała tą młodość. Tą młodość, której nie jesteśmy w stanie niczym zastąpić. Sama historia jest interesująca. Opowiedziana jest z perspektywy dwóch jakże różnych postaci, Larissy i Nathana, ognia i wody, Flipa i Flapa. Ich postacie są świetnie skonstruowane, budzą sympatię mimo wad. Podobnie jest z postaciami drugoplanowymi. Chylę czoła przed autorką za świetnie skrojoną postacią matki, toksycznej matki. Zdarzyło mi się, że tak poważne wątki w tym gatunku traktowałam jako zbędny dodatek. Nierzadko nawet mnie denerwowały wplecione w nie pasującą do nich kompletnie fabułę. Tu wszystko się spina. Wątek matki nie jest osobny, jest całkowicie związany z główną fabułę. Pasuje do niej, staje się jej uzupełnieniem. Czy toksyczna matka to powód, przyczyna? Czy raczej efekt, ofiara? Sami doczytajcie.

Jestem pod wrażeniem pióra Kamili Mikołajczyk! Styl jest dopracowany, rzetelny, kompetentny. Jednocześnie książkę czyta się bardzo przyjemnie. Jeśli chcecie spędzić czas z dobrą powieścią, ta książka jest dla Was. A zakończenie, no cóż. Oczywiście zaskakuje i stanowi niedopowiedzenie. Dlatego, w tym też już ja, czytelnicy czekają na kontynuację.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

„Dwadzieścia lat ciszy” Przemysław Wilczyński

DWADZIEŚCIA LAT CISZY

  • Autor:PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI
  • Wydawnictwo:AKURAT
  • Liczba stron:448
  • Data premiery:20.02.2021r.
  • Moja ocena:7/10

Dlaczego sięgnęłam po tę książkę? Przyznam się, że bardzo pozytywnie kojarzy mi się nazwisko autora. Kojarzy mi się bowiem, ze świetnie wykreowaną postacią literacką Brunonem Wilczyńskim z serii Izabeli Janiszewskiej (przypominam przedpremierową recenzję książki Amok – premiera 2021-04-14 oraz poprzednie części Wrzask i Histeria). Samego autora kojarzyłam z nagrodzonym wywiadem prasowym ze śp. księdzem Janem Kaczkowskim. Wywiadem, po którym na moje życie spojrzałam inaczej, lekko je przewartościowując. Nagle, coś innego nabiera sensu. Z notki biograficznej dowiedziałam się, że to dziennikarz i publicysta „Tygodnika Powszechnego”, specjalizujący się w tematyce społecznej i edukacyjnej (źródło: https://lubimyczytac.pl/autor/101124/przemyslaw-wilczynski ). Czego można się spodziewać po dziennikarzu „Tygodnika Powszechnego” w nowym dla niego gatunku literackim, horrorze, thrillerze? Mam nadzieję, że dowiecie się z tej recenzji.

Ciekawy pomysł na fabułę

Jak byłam młodsza bałam się czarnej wołgi, która jeździła po mieście i porywała dzieci. Pamiętacie? Historia rozpowszechniana po wojnie w naszym kraju. Bardzo dobrze miała się jeszcze w latach osiemdziesiątych. W latach mego dorastania. Możliwe, że ta legenda powtarzana w komunistycznej Polsce stała się inspiracją dla treści opisanej w książce. Fabuła kręci się wokół czarnej furgonetki. Czarnej jak smoła, bez żadnego chromu. Furgonetki, która powraca po 20 latach w okolice Raciborza. W tym samym czasie zaczynają znowu ginąć kilkuletnie dzieci. Wilczyński opisał historię z perspektywy czwórki bohaterów.

Bogna – matka, która od dwóch dekad próbuje odnaleźć swoją córkę, Anastazję. Wierzy, że Anastazja została porwana, gdyż w okolicy była widziana czarna furgonetka. Nie dziw, że Bogna wierzy, że pojawienie się furgonetki po tylu latach nie jest przypadkowa. Dla niej to oczywiste, że będą ginąć kolejne dzieci. Bogna – matka, była żona, która „Nie wierzyła, że córka nie żyje (…). Matki czują takie rzeczy, matki dobrze wiedzą, czy ich bliscy ciągle chodzą po tym świecie, czy już dawno odeszli.” Bardzo spodobała mi się ta bohaterka. Zdeterminowana, potrafiąca dostać się osobiście przed oblicze komendanta miejskiej policji. Potrafiąca wymusić działania policji. Sama ścigająca swoim fiatem punto czarną furgonetkę. Czarną jak smoła.

Hubert – wysportowany, bezdomny, potrafiący stanąć w obronie niewinnych, były wojskowy, mający za sobą przeszłość kryminalną.  Przypadkowo Hubert spotyka czarną furgonetkę, która parkuje koło pustostanu, w którym mieszka. Pamięta wydarzenia sprzed lat. Wie, że furgonetka nie pojawia się przypadkowo. Gdy nie udaje mu się ją złapać, postanawia dowiedzieć się, czy furgonetka coś ma wspólnego z zaginięciami dzieci. Wspólnie z Bogną rozpoczyna pościg za furgonetką. Czarną jak smoła.

Nikodem „Niko” – nastoletni chłopiec z tak zwanego dobrego, bogatego domu. Domu, w którym dominuje agresywny, przemocowy ojciec. Domu, w którym matka ma problem alkoholowy. Domu, w którym Niko jest praktycznie sam. Sam przeciwko całemu światu. Jedyny jego przyjaciel Igor zostaje uprowadzony przez furgonetkę. Czarną jak smoła.  

Blacha – były pacjent szpitala psychiatrycznego, z którego uciekł. Blacha słyszący głosy. Blacha nierozstający się ze swoim plecakiem, w którym nosi młotek. Blacha, jedyny nie obawiający się furgonetki. Czarnej jak smoła.

Nietypowe zakończenie

Faktycznie, zakończenie mnie zaskoczyło. Raczej spodziewałam się typowego finału. Mordercy z krwi i kości. Przyznajcie jednak sami. Nawet jeśli zakończenie odstaje od moich wyobrażeń, nie mogę za to karać niską oceną autora. Przecież to jego książka, jego pomysł, jego inwencja twórcza. Nie moja. Moją rolą jest tylko je przeczytać. Mam taką refleksję, zakończenie zgodne z moimi oczekiwaniami nie powinno być determinantą dobrej książki. O nie! Mi książka się podobała. Czytałam ją ekspresowo. Widocznie styl pisania autora bardzo przypadł mi do gustu. Nie ma w książce zbędnych opisów, długich rozmyślań. Jest akcja. Akcja, która może nie prowadzi do szybkiego zakończenia amatorskiego śledztwa, jednak toczy się swoim tempem i bynajmniej nie jest to żółwie tempo. Wątki poboczne są związane z podstawową treścią. Fabuła była mroczna, tajemnicza, może nie na miarę horroru, lecz jednak bardzo ciekawa.

Kto pamięta legendę o czarnej wołdze? Nie pamiętacie? Nic straconego. Łapcie szybko książkę w ręce i zaczytujcie się w historii nie z tego świata.

 Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU AKURAT.

„Czas tajemnic” Marzena Rogalska

CZAS TAJEMNIC

  • Autor:MARZENA ROGALSKA
  • Wydawnictwo:ZNAK
  • Seria: KARLA LINDE. TOM 1
  • Liczba stron:430
  • Data premiery:10.02.2021r.
  • Moja ocena:6/10

Gdy ktoś uwierzy we własną wielkość, nawet małość, wydaje mu się usprawiedliwiona, bo zdaje mu się, że cel uświęca środki”.

„Czas tajemnic” Marzena Rogalska

Z Marzeną Rogalską spotkałam się przy okazji książki „Druga miłość”. Oceniłam ją pozytywnie (moja ocena: 8/10). „Druga miłość” kończyła trylogię o Agacie Donimirskiej (poprzednie części to: „Wyprzedaż snów” i „Gra w kolory”). Jak sama Rogalska pisze w Od autorki, kończąc serię już zaczynała tęsknić za bohaterami. Z tej tęsknoty powstał pomysł na kolejną trylogię, tym razem o Karli Linde. Mam przyjemność przedstawić Wam recenzję premiery wydawnictwa Znak z lutego. Nowej powieści Marzeny Rogalskiej „Czas tajemnic”.

Prawdziwa saga

Czytając opis wydawcy „Pełna tajemnic saga Marzeny Rogalskiej” pomyślałam przesada. Okazało się, że deklaracja wydawcy jest jak najbardziej prawdziwa. Recenzowana przeze mnie książka to typowa saga rodzinna. Na początku poznajemy główną bohaterkę Karolinę „Karlę” Linde w jej rodzinnym, średniozamożnym domu lekarza Emila Linde i Barbary z domu Sokolnickiej. Jest to moment, gdy rodzice decydują o jej nauce zatrudniając guwernantkę Różę. Nadobowiązkowo zatrudniając do nauki języka angielskiego MRs Doris. Wspólna nauka, dużo spędzonego wspólnie czasu przyczynia się do tego, że Karla zaczyna się przyjaźnić z Doris. Niestety, ze smutkiem przyjmuje do wiadomości jej wyjazd do Anglii prawie dziesięć lat później. Całkowicie jej oddany ojciec, postanawia szybko uzupełnić pustkę kochanej córce i zaprasza do siebie Kathy Baring, której ojciec, znany angielski finansista doradza Bankowi Gospodarstwa Krajowego (hm… kto nie pracował w bankowości ten nie wiem, jak ten bank nawet dziś jest skostniały). Kathy zadomawia się u rodziny Linde stając się prawdziwą powierniczką głównej bohaterki. Dzięki niej Karla dorasta w dobrym towarzystwie. Towarzystwie osoby dorosłej, mającej obycie w świecie oraz doświadczającej w przeszłości wielu przygód.W międzyczasie autorka zabiera nas do Krakowa lat trzydziestych ubiegłego wieku. Odwiedzamy również rodzinne Byszewo. Bawimy się w Zakopanem, odpoczywamy w Ju racie i Zopottie. Na rzeczywistość sprzed stu lat patrzymy z różnych miejsc. Spotykamy różnych ciekawych ludzi. Wszystkie te wydarzenia obserwujemy jednak z perspektywy Karli Linde, młodziutkiej dziewczyny przygotowującej się do matury. Ambitnej, mającej postępowego ojca, dla którego zamążpójście córki nie jest jedynym celem jego rodzicielstwa, w przeciwieństwie do ambicji jej matki. Los nie szczędzi jednak Karli niespodzianek. Odejście matki, śmierć ukochanej babci, niespodziewany spadek, a tym samym niechęć wujostwa. Z tymi wszystkimi niespotykanymi wydarzeniami Karla radzi sobie z właściwą sobie gracją i wyszukaną inteligencją. W zakończeniu Karla ma już siedemnaście lat. Zdała celująco maturę i w nagrodę wyjechała z ojcem do majątku Donimirskich, gdzie poznała Janka, przystojnego syna dziedzica rodu Winicjusza Donimirskiego. Okazuje się, że z Jankiem łączy ją nie tylko pasja do koni. Oboje szybko zauważają, że stają się sobie bliscy. Fabuła skonstruowana jest w sposób, który pozwala na obserwację dojrzewania Karli. Dojrzewania w tracie którego Karla zaczyna uzyskiwać odpowiedzi na pytania: Co łączy ojca Karli, Emila Linde z Emilianem Sieniawskim? Dlaczego ojciec odnosi się z niechęcią do jej matki i odwrotnie? Co stało się z ciocią Olgą, szwagierką matki Karli? Za co ojciec otrzymał dwa krzyże Virtutti Militari? Jakie będą dalsze losy Karli i Janka zapewne dowiemy się w drugiej części sagi. Niestety musimy trochę poczekać.

Po jakiemu to było napisane?

Rogalska zaskoczyła mnie pozytywnie swym profesjonalizmem. Użyte w książce sformułowania jednoznacznie potwierdzają, że poważnie podeszła do tematu rozgryzając w czeluściach swego domu ówczesny język i styl. My czytelnicy mamy za co być wdzięczni. Do tej pory nie spotkałam się z takimi sformułowaniami jak: fulminować, memuary, westybul, przaśnie, spojrzeć na kogoś koso, kauzyperdzi, czy panna respektowa. Te pradawne zwroty nadają książce specyficznej cechy. Jeszcze bardziej wprowadzając czytelnika w nastrój i jednocześnie ustrój  pradawnej Polski. Autorka wplotła w książkę również historyczne wątki, które trawiły nasz kraj w tamtym czasie. Niechęć do Piłsudskiego, obawa lub jawna nieprzychylność polskiego mieszczaństwa do Żydów, kwestie narodowościowe czy zawieruchy Wielkiej Wojny. Tego, wierzcie mi w książkach historii nie znajdziecie. Rogalska wspaniale oddała rzeczywistość tamtejszych wydarzeń, wplatając również kwestię polskiej polityki w życie prywatne rodziny. Nie wiem, czy celowo autorka nie puściła w naszą stronę oczka twierdząc, że przed pochowaniem Piłsudskiego na Wawelu, co poniektórzy Polacy oburzając się mówili, że „Słowacki ma być ostatni”. Gdyby Emil Linde wiedział, kto jeszcze tam spocznie…

 Kompletnie nie podobał mi się przedstawiony sposób odchodzenia nestorki rodu, babci Aleksandry, mimo, że polubiłam bardzo Aleksandrę Gizelę z Janczewskich Sokolnicką, panią na włościach w Byszewie. Z jednej strony kobieta stateczna, nieprzejednana, potrafiąca utrzeć nosa „czarnym owcom” w rodzinie nawet po śmierci sporządzając trudny do obalenia testament, jakby znała się na najtrudniejszych, zawiłych konstrukcjach prawnych. Z drugiej niekochana matka, uwielbiana przez Karlę babcia, słaba, godząca się na to by kilkunastoletnia wnuczka pomogła jej w procesie odchodzenia. Opiekowała się nią, wykonując czynności jakie zwykle zleca się pielęgniarkom geriatrycznym. Godząca się na opiekę bez żadnej walki mówiąc po krótkiej argumentacji Karli „Zostań córeczko. Zostań do końca”. Przyznam, że to słaby punkt książki. Znając cechy babci Aleksandry i jej nieprzejednany jak  na tamte czasy charakter, spodziewałam się ciekawej intrygi, w wyniku której Karla mogłaby zostać w Byszewie, by towarzyszyć babci na końcu jej drogi. Dodatkowo zastanawiała mnie postawa ojca Karli godzącego się na to, by jego ukochana jedynaczka, praktycznie trzymana pod kloszem mogła opiekować się odchodzącą babcią, gdzie „Śmierć nigdy nie jest piękna, cierpienie nie jest estetyczne, jak na obrazach starych mistrzów…” oraz  „Nie ma lekarstwa na umieranie”. Skąd u Emila taka nagła pobłażliwość, taka otwartość? Kiedy według niego Karla nie była równocześnie wystarczająco dorosła, by omówić z nią polityczną rzeczywistość, podzielić się smutnymi doświadczeniami wojennymi czy złożoną relacją z jej matką. Duży plus za pokazane skomplikowane relacje rodzinne polskiego mieszczaństwa zbudowane na matce Karli, Barbarze i jej rodzeństwie – siostrze Elżbiecie, Annie i brata Kajetana. Członkowie rodziny nie ufają sobie. Zazdroszczą. Są małostkowi. Postępują niekulturalnie odgradzając się od ludzi pracy. Nie tolerują spoufalania się z tymi, którymi płacą. Jednocześnie stają się, za wyjątkiem cioci Anny, przykładem zadufanych w sobie mieszczuchów ze staropolskich majątków. Czy się zmienią, dojrzeją do zmieniającej się, nowoczesnej Polski? Tego się pewnie dowiemy w kolejnych częściach sagi.

Podsumowując, „Czas tajemnic” to pięknie napisana historyczna powieść. Prawdziwa saga. A jak w sagach często bywa, akcja toczy się momentami jak „żółw ociężale”. Mimo, że bohaterowie są skonstruowani bardzo ciekawie, a ambicja Karli i relacje z własnym ojcem są nietypowe jak na tamtejsze czasy, momentami wydarzenia wydawały mi się mało istotne, dialogi i opisy wymuszone, co utrudniło mi odbiór książki. Mimo, że uwielbiam ukazany w książce klimat końca dwudziestolecia międzywojennego przedstawione z nadmierną dbałością detale, następujące po sobie fakty chwilami wydają mi się małostkowe, nieznaczące dla jej postaci, jej dojrzewania i mocnego charakteru. Miałam wrażenie, że czasem Karla jak na siebie jest za słaba, za głupiutka. Czasem wręcz nad wyraz ogarnięta, odważna i dojrzała.  

Możliwe, że nie potrafię delektować się piękną prozą, co wynika z mej wrodzonej niecierpliwości. Możliwe. Pamiętajcie jednak, że jeśli dla mnie akcja toczy się za wolno, niekoniecznie dla Was będzie to wada. Wręcz przeciwnie. Dla Was może to być ogromna zaleta.  

 Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ZNAK.

„Pensjonat na Kaczym Wzgórzu” Paulina Kozłowska

PENSJONAT NA KACZYM WZGÓRZU

  • Autor:PAULINA KOZŁOWSKA
  • Wydawnictwo:REPLIKA
  • Liczba stron: 395
  • Data premiery: 23.02.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

Ostatnio najbardziej pozytywnie nastawiają mnie do życia powieści obyczajowe, zwłaszcza takie o zaczynaniu życia od nowa w innym miejscu. Kiedy więc usłyszałam o debiucie Pauliny Kozłowskiej „Pensjonat na Kaczym Wzgórzu” wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Dodatkowo zauroczyła mnie ta klimatyczna okładka. Czy jestem zadowolona z lektury?

Trzydziestoletnia Łucja remontuje dom odziedziczony po babci i otwiera w nim „Pensjonat na Kaczym Wzgórzu”, oazę spokoju i miejsce, gdzie poturbowane przez miłość kobiety mogą przemyśleć swoje życie, odpocząć od mężczyzn i zabrać siły. Niespodziewanie okazuje się, że tuż obok znany biznesmen planuje otworzyć Samotnię – oazę męskiej rozpusty. Dwa miejsca o tak różnym przeznaczeniu tuż obok siebie. Czy to nie brzmi jak przepis na katastrofę? Tym bardziej, że Robert Sęp, właściciel sąsiedniego domu działa ja Łucję jak przysłowiowa płachta na byka, wyzwala w niej najgorsze emocje. Mężczyzna również ma dość pyskatej sąsiadki. Wzajemna niechęć jednak przemienia się w wzajemnie przyciąganie i fascynację. Jak dalej rozwinie się ten swoisty galimatias?

Książkę czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Błyskotliwe dialogi, świetne spostrzeżenia, humor oraz oryginalne postacie sprawiają, że trudno się od jej kart oderwać. Na wyróżnienie zasługuje fakt, że w żadnym wypadku nie jest to cukierkowa powieść obyczajowa. Narracja jest trzecioosobowa, prowadzona na zmianę z punktu widzenia Roberta i Łucji. Styl i sposób opowiadania dostosowany jest doskonale do osoby, z punktu widzenia której prowadzona jest narracja. Tak więc rozdziały dotyczące Roberta mają bezpośredni, trochę szorstki styl, zawierający wulgaryzmy i męski sposób postrzegania świata. Rozdziały dotyczące Łucji są inne, bardziej spokojne, wyważone, chociaż kobieta jest zdecydowanie temperamentna i charakterna, co widać. Wszyscy przedstawieni w książce bohaterowie są oryginalni i ciekawi. Główna bohaterka Łucja to miła i sympatyczna trzydziestolatka. Długo żyła pod dyktando rodziców i ukochanego, w końcu jego zdrada przelała czarę goryczy i Łucja zdecydowała się przeprowadzić do zrujnowanego, odziedziczonego po babci domu w malowniczej okolicy. Zdeterminowana podejmuje się jego remontu i postanawia tam stworzyć zaciszną przystań, gdzie doświadczone przez los i mężczyzn kobiety będą mogły odzyskać równowagę, skupić się na sobie, nabrać sił. Pensjonat staje się azylem dla kolejnych kobiet i sposobem na życie Łucji. Nie przejmuje się zbytnio w tym, że we wsi pensjonat odwiedzany przez same kobiety jest wytykany palcami i wyśmiewany. Skupia się na pomocy kobietom i własnym życiu do czasu, aż tego spokoju nie zakłóca Robert Sęp. Reprezentuje typ mężczyzn, którzy Łucję irytują. Przystojnym, bogaty, pewny siebie, gbur i bawidamek. Postanawia w sąsiedztwie stworzyć miejsce męskiej rozpusty i nie przejmuje się tym, że zakłóca plany Łucji. Początkowa niechęć między tą dwójką przybiera z czasem na sile, prowadząc prawie do otwartej wojny. Między tą dwójką aż iskrzy. I chociaż Łucja – wygadana, o pełnym kształtach, z burzą ciemnych kręconych włosów nie reprezentuje typu kobiet, na które do tej pory Robert zwracał uwagę, nie potrafi wybić jej sobie z głowy. Książka pełna jest fantastycznego poczucia humoru, jest humor sytuacyjny, zabawne scenki rodzajowe, dowcipne, pełne ironii dialogi. Opisywane przez autorkę scenki i rozmowy powodowały, że uśmiech nie schodził mi z ust i bardzo polubiłam wszystkich bohaterów. Bowiem każda opisana w powieści postać jest niebanalna, przestawiona w sposób zwracający uwagę i intrygujący. Tak więc bardzo polubiłam Kacpra Struzika, który z zahukanego, trzymającego się z boku stażysty przeobraził się w przedsiębiorczego, młodego mężczyznę o ironicznym podejściu do życia. Bardzo polubiłam też dziewczyny, które gościły w pensjonacie Łucji – Karolina, Paulina, Jagoda i Agnieszka to nietuzinkowe kobiety, które mają odwagę być sobą i mimo trudnych przejść i rozczarowań starają się być szczęśliwe i odnaleźć swoją drogę w życiu. Najfajniejsze bowiem w tej książce jest to, że mimo pozornie lekkiej treści i humory dotyka bardzo istotnych kwestii, takich jak poszukiwanie swojego miejsca w życiu, odbudowa swojego życia po zdradzie czy innych trudnych przeżyciach, przemoc domowa, przyjaźń i solidarność kobiet… Mogłabym jeszcze tak wymieniać, ale myślę, że najlepiej będzie, jak sami przeczytacie. Ja na Kaczym Wzgórzu bawiłam się świetnie i z niecierpliwością czekam na zapowiedziany ciąg dalszy.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU REPLIKA

.

„Trzynasta opowieść” Diane Setterfield

TRZYNASTA OPOWIEŚĆ

  • Autor:DIANE SETTERFIELD
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:448
  • Data premiery:10.02.2021r.
  • Moja ocena:9/10

Przed Wami recenzja lutowej premiery. Drugiego wydania książki z 2006. Cieszę się, że wydawnictwo Albatros zdecydowało się ją wydać ponownie. To dzięki takim decyzjom można sięgnąć do pozycji, którą kiedyś, dawno temu (2006, kiedy to było? ) się pominęło. Ech, cóż to byłaby za strata? Nie ukrywam, że do przeczytania książki zachęciła mnie głównie…okładka. Czyż nie jest piękna? Jak tylko na nią spojrzałam zaczęłam się zastanawiać co symbolizuje drzewo na tej zieleni. Już wiem. Życie. Po prostu życie, albo aż życie.

Przyznam, że z autorką Diane Setterfield spotkałam się po raz pierwszy. Dzięki „Trzynastej opowieści” wiem, że sięgnę po jej książkę wydaną w roku 2019, „Była sobie rzeka” również wydawnictwa Albatros. Was też do tego gorąco zachęcam. Z krótkiej notki biograficznej dowiedziałam się, że to Brytyjka, która „Zawsze powtarza, że jest najpierw czytelniczką, a dopiero potem pisarką”. Tym mnie ujęła, tym zdobyła już na początku moją sympatię. Czy słusznie? Przeczytajcie tą recenzję, a się przekonacie.

Ktoś, kto stracił bliźniaka, brata albo siostrę, traci połowę duszy. Granica między życiem a śmiercią jest wąska i ciemna, a taki człowiek zbliża się do niej bardziej niż cała reszta”.

„Trzynasta opowieść” Diane Setterfield

Trudno w dobrej książce wybrać cytat na początek recenzji, kiedy roi się od nich na stronach. Zdecydowałam się na ten. O miłości bliźniaczej. Mimo, że nie jestem siostrą bliźniaczą, jestem sobie w stanie wyobrazić tą więź. Przecież to rodzeństwo wspiera się we wczesnych momentach wspólnego życia! Często później obdarzając się miłością głęboką, bezwarunkową. Śmierć jednego z nich przyczynia się nierzadko do śmierci drugiego. Jak nie biologicznej śmierci, to duchowej. Ze śmiercią biologiczną kończy się życie. Wszystko się kończy. Ze śmiercią duchową z tęsknoty, żyć się po prostu nie da. I o jednej, i o drugiej śmierci jest ta powieść.

Oczami Setterfield

Powieść rozpoczyna się, gdy Margaret Lea zostaje poproszona przez znaną autorkę książkę Panią Winter do napisania jej biografii. Margaret ma za sobą publikację udanego eseju, eseju o bliźniakach. Czym zaintrygowała zleceniodawczynię, znawczynię dobrego pióra i mecenaskę nieznanych pisarzy.  Wybór biografki nie jest dla Vidy przypadkowy. Sama mówi Margaret, że opowie jej „historię o bliźniakach”. Ta wciągająca historia opowiedziana przez Vidę Winter dzieje się w Angelfield, angielskiej posiadłości. Aktualnie zdewastowanej, w poprzednim życiu zachwycającej pięknem architektury oraz zadbanym, ogromnym ogrodem. Posiadłość rodziny Angelfieldów. Ciekawej rodziny, ekscentrycznej rodziny. Najpierw Isabelle i jej nieokiełznanego brata Charliego. Brata, który w pewnym momencie zniknął. Później interesujących bliźniaczek, Emmeline i Adeline. Relacja spisywana przez Margaret to relacja o dziewczętach. Dziewczętach delikatnych, pięknych, rudowłosych z zielonymi oczami. Dziewczętach naznaczonych decyzjami rodziców. Dziewczętach niewinnych, który los zesłał bez ich zgody i akceptacji do Angelfield. Dziewczętach złączonych wspólnym losem. Opowieść pełna jest ciekawych postaci drugoplanowych, domowników, czy odwiedzających. Domowników wpływających swoimi decyzjami na losy rodziny. Na życie w posiadłości. To guwernantka Hester. Ambitna kobieta, oddana sprawie. Doktor Maudsley, jak z medycznej książki historycznej. Lekarz rodzinny, pojawiający się w posiadłości w razie potrzeby. John Digence – ogrodnik, oddany swemu państwu. Pielęgnujący ogród i jednocześnie odgrywający istotną rolę w życiu dziewczynek. Ostoja posiadłości. Ambrose młody chłopak, pomocnik Johna. Chłopak zakochujący się w jednej z sióstr. Oddany jej bez reszty. Bezwolne spisywanie biografii Vidy Winter przeradza się w amatorskie śledztwo, gdy Margaret poznaje Aureliusa, który chciał tylko by ktoś powiedział mu prawdę. Aureliusa, który pojawił się znikąd, który nie znał swojej historii. Aureliusa, który odegrał kluczową rolę w powieści Vidy, całkiem nieświadomie. Dwa pytania kołatały mi się w głowie czytając: Czy Vida Winter ma coś wspólnego z rodziną Angelfieldów? Czy pożar, który strawił bibliotekę posiadłości ma coś wspólnego z historią opowiadaną przez Vidę? Liczę, że Was już wystarczająco zainteresowałam.

Książka składa się z części zatytułowanych: Początki, Środki, Zakończenia i…Początki. Już sam zastosowany przez autorkę układ części jest intrygujący.  Kartkując pierwsze strony zastanawiałam się, co to za początki po zakończeniu. Teraz już wiem. To proste. Zawsze przecież można zacząć od nowa. W częściach Setterfield rozlokowała rozdziały. Każdy rozdział ma tytuł. Jedne podobały mi się bardziej, inne mniej. Moi faworyci to „Czy wierzy pani w duchy?” oraz „Pani Love wyrabia na drutach piętę”. To wielka zaleta pisarza zainteresować czytelnika samym tytułem rozdziałów. Początkowo myślałam, że główną postacią jest Margaret Lea. W trakcie czytania zorientowałam się, że niekoniecznie. Książka zbudowana jest z trzech perspektyw.  Perspektywa Margaret, jej życie, odczucia, emocje, działania przywołane duchami przeszłości posiadłości Angelfield i decyzje, które przybliżają ją do odkrycia sekretu rodzinnego. Perspektywa Vidy Winter. Znanej pisarki bestselerów, która ukazana jest w powieści Margaret. W opowieści, którą Vida snuje na potrzeby zamówionej biografii. Jest jeszcze trzecia, poboczna perspektywa byłej guwernantki panienek Angelfield zaczerpnięta z jej dziennika. Treść czytanego przez Margaret dziennika jest tak żywa, tak dobrze opisana z uwzględnieniem rzeczywistości sprzed sześćdziesięciu lat, że mam wrażenie, jakby dziennik istniał naprawdę. Guwernantka istniała naprawdę. Tą część czytałam z zapartym tchem. Z jednej strony nie wierząc w opisywane zdarzenia, spostrzeżenia, światopogląd, z drugiej strony czekając na więcej. Czym jeszcze Panna Hester może mnie zaskoczyć? Co przede mną odkryje? Jakie decyzje i dlaczego jeszcze podejmie?

Moimi oczami

Ta współczesna powieść gotycka ma wszystko, czym powinno charakteryzować się dobre pióro. Dlaczego wspomniałam o powieści gotyckiej? Nie znam się na tym gatunku to fakt, ale jak inaczej nazwać powieść, gdy od początku do końca towarzyszyło mi poczucie grozy? Macie inny pomysł? Dajcie proszę znać. Próbowałam na wszystkie sposoby znaleźć słabe punkty. Nie udało się. Język jest przystępny, ale literacki. Ciekawi, wykreowani do samego końca bohaterowie. Nawet postaci poboczne, jak ogrodnik, pokojówka, kucharka mają swoje charaktery. Autorka ważne kwestie przeplata opowiastkami codzienności. Codzienności, z którą bohaterki musiały się borykać. Codzienności trudnej, ale momentami szczęśliwej. Autorka poruszyła w książce różne ważne wątki. Wątek niespełnionej miłości, która naznaczyła życie młodego chłopca na lata. Wątek miłości kazirodczej, zakazanej, która została przerwana za późno. Wątek porzucającego dziewczynki wujka, Charliego, który zniknął. Ekscentryka mającego wiele złych czynów na sumieniu. Wątek samotności młodych dziewcząt w dużym domu, gdzie musiały radzić sobie same, wspierane tylko przez nieliczną służbę, a jedyny im oddany pomocnik ogrodnika Ambrose został odprawiony. Łącząc te wątki autorka stworzyła powieść oryginalną, przeplataną niepokojem o dalsze losy postaci, o dalszą historię. Wiele razy w trakcie czytania nie mogłam się doczekać, by się dowiedzieć co będzie dalej. Jakie będzie zakończenie? Czy szczęśliwe? Czy naznaczone kolejną śmiercią i tajemnicą?  

Bardzo podobają mi się dwie główne postaci. Pierwsza to Margaret, córka antykwariusza wychowana na powieściach Austen, Eliot, Dickensa i sióstr Brontë. Cała książka przesycona jest porównaniami do „Dziwnych losów Jane Eyre”. Wręcz fanatyczka literatury. Skrywająca własną tajemnicę i ukrywająca pod licznymi warstwami ubrań ogromną wyrwę w sercu. Wyrwę, której nie udało się zapełnić. Margaret nie kochana przez własną matkę. Czująca się smutna w dniu swoich urodzin. Druga to Vida Winter, ekscentryczna pisarka. Wychowana w bardzo surowych warunkach. Uwielbiająca książki i czytać, i pisać. Mimo swego wieku, słabości i choroby opiekująca się do końca bliskimi. Żyjąca z przymrużeniem oka i budująca dziwną relację z otoczeniem. Starająca się być niedostępna, jakby na odległość. Potrafiąca nawet wymyśleć nietypową zabawę pytając Margaret czy użyłaby pistoletu, który miałaby w ręku, gdyby ktoś kładł kolejno na taśmie jadącej do pieca wszystkie powieści, które najbardziej ukochała?  Uwielbiam refleksje o czytaniu w powieściach. Jest to zawsze sprawmy zabieg autorów, który zaspokaja pragnienia książkoholików. Z historiami jest jak z rodziną. Jak pisze autorka, można „(…) nie znać swoich krewnych, stracić z nimi kontakt, ale oni istnieją. (…) oddalić się od nich albo odwrócić” ale nie powiemy „(…) że ich nie ma”. To dobrze, że ta historia jest. Choć nagle pomyślałam, że tak wspaniała historia, opowiedziana z różnych perspektyw, po prostu musiała zaistnieć. Nie mogła pozostać tylko w obszarze fantazji jej autorki, bo ile byśmy stracili.

Werdykt

Czy znacie to uczucie, kiedy zaczyna się czytać nową książkę, a jeszcze żyje się wcześniejszą? Odkładamy tę poprzednią, ale jej tematyka i wątki – a nawet postacie – nadal tkwią we włóknach naszych ubrań i kiedy otwieramy następną, wciąż nam towarzyszą”.

„Trzynasta opowieść” Diane Setterfield

Ze mną tak właśnie jest. Ciągle pamiętam misternie utkaną opowieść przez Setterfield. Wykreowane postaci, malownicze krajobrazy, opisane wydarzenia. Ta pokazana więź, więź dziewczynek, więź sióstr jeszcze szumi mi w głowie. Jeszcze czuję te emocje. Jeszcze na myśl o więzi bliźniaczej, tak naprawdę do końca nie poznanej, jest mi smutno. Po prostu, po ludzku smutno.

Przed Wami macie opowieść, z którą nie spotkałam się dotychczas w żadnej z książek, którą przeczytałam (a przeczytałam ich sporo). Opowieść trzymającą w napięciu o nieprzewidywalnym zakończeniu. Po prostu „Trzynastą opowieść”. Werdykt nie może być inny, jak tylko CZYTAĆ !!!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS

.

„Skradzione życie” Magdalena Wala

SKRADZIONE ŻYCIE

  • Autor:MAGDALENA WALA
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:304
  • Data premiery: 24.02.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

Jak już wspominałam, cenię sobie pozycje wydawane przez Wydawnictwo Książnica.  W lutym trafiły do mnie dwie ich nowości. Recenzja „Wyboru Charlotty” już za mną (https://slonecznastronazycia.blog/2021/03/06/wybor-charlotty-agnieszka-olejnik/ ), więc przyszedł czas na lekko spóźnioną recenzję nowości od Magdaleny Wali „Skradzione życie”. Magdalenę Walę już znam, a raczej jej twórczość. Przeczytałam jej opowiadanie w antologii „Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny” (https://slonecznastronazycia.blog/2021/02/09/taniec-pszczol-i-inne-opowiadania-o-czasach-wojny/ ) oraz powieść: „Klątwa ruin”, która miała premierę w lipcu ubiegłego roku. Autorka w swych utworach dotyka poważnego tematu związanego z II wojną światową. Nie dziwi mnie to wiedząc, że z wykształcenia jest historyczką. Chociaż nie jest to temat łatwy, wracam do jej twórczości. Każde jej dzieło to dowód, że w takiej tematyce Magdalena Wala czuje się rewelacyjnie.

Kiedyś nadejdzie pokój, ale te wydarzenia zostawiły już zbyt wiele blizn. Te doświadczania, ta wojna zostanie z każdym, kto ją przeżyje, już na zawsze. Tymczasem trzeba udawać normalność. I… po prostu dalej żyć”.

„Skradzione życie”  Magdalena Wala

Posłuszna Żydówka

Książka składa się z dwudziestu sześciu rozdziałów podzielonych na części. Części noszą tytuły, które są odzwierciedleniem fabuły. Zaczynamy poznawać główną bohaterkę w części Posłuszna Żydówka. To Śląsk w roku 1939. Ewa Abramowicz świętuje ze swoimi przyjaciółkami urodziny. Przyjaciółkami, nieżydówkami. Mimo, że pochodzi z rodziny zreformowanej nie może pogodzić się z decyzją rodziców o ślubie z jedynym synem bogatego zegarmistrza Rosenbauma, Dawida. Dawida, konserwatywnego chasyda. Ma świadomość, że życie z Dawidem będzie dla niej „pasmem wyrzeczeń i obowiązków”. Do ślubu jednak nie dochodzi. Kilka dni przed nim wybucha wojna.

Następnie autorka opisuje losy Ewy i jej rodziców w części W drodze. Ewa już wie, że wojna nie będzie trwać miesiąc, czy dwa. Ewa już wie, że dotychczasowy świat runął. Jak wielu innych Ślązaków zaczyna uciekać na Wschód, pakując tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Kierują się do Przemyśla, gdzie mieszka daleka rodzina Abramowiczów. W czasie podróży pomagają brzemiennej, samotnej Polce, Lilianie Radziejowskiej. Niestety Polka w trakcie trudnego porodu wraz z dzieckiem traci życie. Abramowicze postanawiają rzeczy po Lilianie oddać jej ciotce, do której podążała.  W trakcie pobytu w rodzinnej wsi Lilki okazuje się, że Ewa jest do niej bardzo podobna. Tak podobna, że myli ją nawet sąsiadka nieżyjącej już ciotki. Z kolei w Walce o przetrwanie losy Ewy zaczynają przypominać koszmar Żydów w obliczu bezeceństwa drugiej wojny światowej. Żydów tracących cały dobytek w rynsztokach, pozbawionych domów, najpotrzebniejszych rzeczy. Kolejne ograniczenia i zakazy sprzedaży towarów Żydów powodują, że Żydzi głodują, chorują, marzną. Ewa w tym czasie traci ojca, następnie w wyniku choroby matkę. Wdowa, u której mieszkała również umiera. Mimo, że była bardzo przydatna, zaradna i pomocna, Ewa musi opuścić mieszkanie. Liliana to czwarta część książki. Ewa w wyniku samotności i chęci przeżycia podejmuje decyzję, która odmienia jej życie na zawsze. Podróżuje do Piotrkowa, by spotkać się z Witoldem. Spotkanym w trakcie wędrówki żołnierzem, który uciekł z obozu jenieckiego. Żołnierzem, Polakiem, gojem z którym podzieliła się chlebem. Witold i Ewa zakochują się w sobie. Najbardziej podobała mi się ostatnia część, Niezwyczajne życie. To opis losów Ewy współpracującej z doktorem Kłosowskim. Polakiem wspierającym polskie podziemie oraz żydowskie dzieci. Dokarmiającym dzieci z getta, gdy jeszcze mogły wychodzić. Ewa dojrzewa, dorasta, by stać się niemą bohaterką żydowskich dzieci. Dzieci, którym los nie szczędził cierpienia, bólu, głodu i zimna. Niewinnych dzieci.

Ludzie ludziom gotują ten los

To przesłanie, jak autorka sama pisze w posłowiu, przyświeca książce. Jej zdaniem „(…) odnosi się do czasu teraźniejszego. Nie wolno nam zapominać o tym, co działo się w czasie wojny z mniejszościami, jak wskutek odgórnych decyzji zostali odarci z człowieczeństwa…(…) Jeśli ponownie pozwolimy sobie wmówić, że są grupy, którym należy ograniczyć prawa, (…)” opisywane przez Walę wydarzenia „(…) w przyszłości również mogą się powtórzyć”. Dlatego tak ważne dla autorki było ukazanie człowieczeństwa każdej żydowskiej postaci opisanej w książce. Osadzenie jej w konkretnym miejscu, czasie, wśród zwykłych domowych sprzętów, w trakcie zwykłych codziennych zajęć. To ludzie tacy sami, jak my wszyscy. Zasługujący na taki sam szacunek, który niestety został im niesłusznie odebrany. Za serce chwytały mnie losy małych żydowskich dzieci. Opuszczających getto by zjeść miskę lichej zupy. Aron, Rebeka, czy Ben. Różne imiona, te same dzieci. Wygłodniałe, brudne, osamotnione, krzywdzone. Cały czas jednak troszczące się o tych dorosłych, którzy zostali w getcie. O matki cierpiące i głodujące, o ojców pracujących i tracących życie w fabrykach na przymusowych robotach. Nawet te resztki normalnego życia zostały im zabrane. Nawet z takiej fikcji społeczeństwa zostały ograbione. Zapadła bowiem decyzja o likwidacji getta. Dzięki rozbudowanym przypisom dowiedziałam się, co oznaczają poszczególne sformułowania, jak: szojchet, balebos, kehila, czy bale goles. Całkowicie mi obce. Okraszając powieść tak obcobrzmiącymi słowami, Magdalena Wala udowodniła, że bardzo poważnie podeszła do tematu. Jej znajomość obrzędów, rytuałów, zwyczajów i tradycji żydowskich zachwyca. Co innego czytać o rzezi niewinnych, co innego wczytywać się w ich codzienność. Dotykać każdego dnia. Czuć się prawie członkiem ich rodziny, społeczeństwa. Poznając to co obce, oswajamy nieznane. To jest zapewne główne przesłanie książki. Wala chce byśmy nie zapomnieli o świadkach tamtych dni. O człowieczeństwie, które niesłusznie uchodziło z dymem wraz z tysiącami ludzkich istnień w komorach gazowych.

Muszę wspomnieć o okładce. Urocza prawda? Delikatna z mocnym akcentem zdjęcia w sepii. Zdjęcie nieprzypadkowe. Ale nic więcej już Wam nie zdradzę. Mówią Nie oceniaj książki po okładce. Coś w tym jest. Chociaż nierzadko okładka jest tak samo dobra jak książka. Tak jest i tym razem.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Gra zaklinacza” Donato Carrisi

GRA ZAKLINACZA

  • Autor: DONATO CARRISI
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: MILA VASQUEZ. TOM 3
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 24.02.2021r.
  • Moja ocena: 7/10

„(…) poszukiwanie zaginionego dziecka to jak śledzenie czarnej tęczy. Na koniec nie ma co się spodziewać złotego garnca, lecz tylko milczącego potwora, złaknionego krwi i niewinności”.

„Gra zaklinacza” Donato Carrisi

Trzecia część serii o Mili Vasquez miała premierę ponad miesiąc temu. Ja do tej pozycji dojrzałam dopiero teraz. Czytając recenzje o thrillerze nad thrillerami, sami rozumiecie, czekałam na odpowiedni moment. Po spektakularnym „Zaklinaczu” (2009) debiucie literackim włoskiego pisarza, reżysera, scenarzysty i dramaturga oraz późniejszej „Hipotezie zła” (2016) przyszła kolej na „Grę zaklinacza”. Autor ma również na swoim koncie rewelacyjną „Dziewczynę we mgle”.  Czytaliście, oglądaliście na platformie Netflix? Dajcie znać. Gdybyście nie czytali poprzednich dwóch książek serii, której główną bohaterką jest inteligentna kryminolog z „Przedpiekla”, działu odpowiedzialnego za odnajdywanie zagubionych, nic straconego. Książkę można czytać odrębnie, nie znając zawiłych losów głównej bohaterki.

Kim jest Mila Vasquez?

W tej części Mila Vasquez nie jest już policjantką, tropicielką zaginionych. Rzuciła pracę w policji i zaszyła się w domku nad jeziorem, z dala od zgiełku miasta ze swoją 10-letnią córką Alice. Niestety jej spokój nie trwa długo. Zostaje poproszona o udział w roli cywilnego konsultanta w śledztwie mającego na celu schwytanie mordercy czteroosobowej rodziny, dwójki dorosłych oraz dwóch ośmioletnich bliźniaczek. Andersonów, którzy porzucili miejskie życie, odrzucili technologię i zaszyli się w domku tylko z jednym telefonem komórkowym. Telefonem, z którego matka przed śmiercią zadzwoniła na policję informując, że jej mąż Karl rozmawia z jakimś obcym mężczyzną na zewnątrz. Niestety policja przyjechała za późno. Mimo ogromu krwi w domu, ciał na miejscu zbrodni nie odnaleziono. Co było tak niepokojącego w wizycie mężczyzny, że spowodowała telefon na policję? Czy to, że był „pokryty liczbami od głowy do stóp, łącznie z podeszwami i wewnętrzną stroną dłoni”?.  Mężczyzny, który w wyniku anonimowego telefonu na policję zostaje schwytany. Nagi, pokryty tatuażami, w otoczeniu licznych złomów komputerowych, w opustoszałej rzeźni. Mila Vasquez dość szybko odkrywa, że poszukiwany mężczyzna to zaklinacz, inaczej morderca podprogowy. To morderca, który otacza się wyznawcami, rodzinami, jak członkami sektą. Morderca najbardziej niebezpieczny i trudny do schwytania. Morderca, który zabija przez innych, wybiera sobie ofiarę, uzależnia ją od siebie, by w końcu namówić do zaspokajania najgorszych żądz i pragnień. Czy jest nim faktycznie mężczyzna z tatuażami? Niestety, morderstwo Andersonów okazuje się tylko początkiem. Wkrótce zostaje porwana córka Mili, Alice. Mila prosi o pomoc swojego kolegę, który zastąpił ją w „Przedpieklu” – Simona Berisha. Razem szukają Alice odkrywając kolejne elementy układanki, gdzie rzeczywistość miesza się z wirtualnym światem. Światem, w którym Raul Morgan kryminalny antropolog, ojciec opłakujący stratę syna, okazuje się mordercą. Wiernym odtwórcą i uczniem zaklinacza, nazywanego Enigmą, poddającym się jego urokowi, któremu chodzi tylko o „moc zmieniania ludzi, przeobrażania niewinnych jednostek w sadystycznych morderców”.

Hm..

Czytając strona za stroną zastanawiałam się, jak jeszcze bardziej będzie zagmatwana ta historia.

Cokolwiek się w niej nie działo, zbudowane zostało na postaci Mili Vasquez. To ona tu jest istotnym spoiwem łączącym poszczególne wątki. Kobieta, matka, była tropicielka zaginionych, efektywna śledcza cierpiąca na aleksytymię. Aleksytymię przez którą nie potrafi nazwać własnych stanów emocjonalnych, odczuwać empatii i jest niezdolna do rozpoznawania wszelkich uczuć. Aleksytymię, która nie przeszkadza jej jednak wychowywać córki. Doświadczenie związane z jej porwaniem i spotkaniem z tytułowym zaklinaczem – Enigmą pozwala Mili dojrzeć. Pokonać swoje zaburzenie i zacząć odczuwać emocje. Odczuwać potrzebę przytulenia własnego dziecka, okazania mu miłości i troski. Postać Mili jest w centrum. W centrum odkrywanych kolejno okropności i zbrodni. W centrum wszystkich zdarzeń. To wokół niej piętrzą się kolejni bohaterowie, ofiary i ich sprawcy. Bo to Mila  potrafi wniknąć w świat zaklinacza, by go odnaleźć, by do niego się zbliżyć. Autor kluczy pomiędzy wątkami w mistrzowski sposób. Poszczególne sekwencje wydają się oderwane, by ostatecznie dojść do wniosku, że to tak naprawdę gra. Gra w świecie wirtualnym oraz świecie rzeczywistym. Wszystko co się dzieje jest wyreżyserowane. Morderstwa studentek, blondynek w okularach, czy morderstwa prostytutek. Zniknięcie Jimmiego Jacksona, odnalezienie Szczapy. Przecież „(…) Błędy przeszłości to remedium na teraźniejszość”. Postać Rosy Ortis, której zniknięcie zgłosiła córka Laura. Rosy, której nigdy nie było. Wyreżyserowane przez chory umysł zaklinacza, który jest zawsze o jeden krok z przodu. Nawet na końcu, gdy wydaje się, że winny został schwytany. Mila wie, że musi odnaleźć prawdziwego zaklinacza, jeśli tego nie zrobi – parafrazując autora – ciemność po nią przyjdzie.

Mimo, że powieść trzymała mnie w napięciu, burząc mi krew w żyłach i powodując gęsią skórkę, czuję pewien niedosyt. Nie dowiedziałam się jaką przemianę przeszła Alice, córka Mili, w wyniku kontaktu z zaklinaczem. Czy obudził w niej zło? Czy faktycznie otrzymała zdolność zmieniania ludzi, jak on sam? Czy Alice może być nowym zaklinaczem? Zabrakło mi również rozwinięcia wątku ojca Alice, pogrążonego w śpiączce, sadysty, mordercy. Wydawało się, że Carrisi nawiąże do jego postaci bardziej formułując domniemanie, że w wyniku rehabilitacji ojciec Alice zetknął się z alternatywną rzeczywistością reżyserowaną przez zaklinacza w Gdzie indziej lub Dwójce – nie pytajcie co to? Nie zdradzę. Przecież Mila znalazła w podziemiach kliniki stare komputery, okulary VR i dżojstik.

ps. a propos jak cywil może się dostać do podziemi kliniki i przeszukiwać złożone tam depozyty? Tego autor nam nie zdradza. Może na te pytania i wątpliwości uzyskam odpowiedzi w kolejnej części o Mili Vasquez? Jak to mówią pożyjemy, zobaczymy…

Na tą chwilę proponuję Wam podróż w najskrytsze i najodleglejsze miejsca umysłu zaklinacza. Kogoś kogo, czego jestem pewna, nikt z nas nie chciałby spotkać, ani w świecie wirtualnym, ani tym bardziej w świecie rzeczywistym.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Schronisko” Sam Lloyd

SCHRONISKO

  • Autor: SAM LLOYD
  • Wydawnictwo: W.A.B
  • Liczba stron:400
  • Data premiery:10.02.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

W szachach, podobnie jak w życiu, gambit oznacza poświecenie czegoś o mniejszej wartości, żeby uzyskać przewagę”.

„Schronisko” Sam Lloyd

Od premiery thrillera Sama Lloyda upłynął już ponad miesiąc, a wokół książki nadal rozbrzmiewają same pozytywne recenzje. Z cytowanych w książce wpisów z Instagrama dowiedziałam się, że to:

·         „Mocny kandydat w kategorii: najlepszy thriller wydany w 2021 roku.”

·         (…) Intrygująca i tajemnicza opowieść o krzywdzie i manipulacji.”

·         (…) jedna z tych nieodkładanych pozycji, o których nie przestajemy myśleć, póki nie poznamy zakończenia”. Itede, itepe.

Aż dziw, że tak długo się opierałam by zacząć czytać tą książkę. Może te zbyt entuzjastyczne recenzje mnie zniechęciły? Czy może być dla czytelnika większy zawód, niż książka, która nie spełniła oczekiwań, a entuzjastyczne recenzje okazały się na wyrost?

Nie tym razem !!!

Zapewniam, że recenzje z pierwszej strony książki nie są przesadzone. To historia niezwykła, nietypowa. To historia smutna. Tak smutna, że emocje, które mi towarzyszyły w trakcie czytania czułam długo po odłożeniu książki. Historia o samotności dziecka, próbie dostosowania się, braku możliwości przepracowania krzywdy. Historia o rozstaniu, tęsknocie, tajemniczym życiu, które każdemu wokół umyka. Nikt się nim nie interesuje. Historia o byciu dorosłym dzieckiem. Historia o traumie, o podporządkowaniu słabszego sobie. Wreszcie historia o niezawinionych śmierciach. Śmierciach, które bardzo bolą i kłują w oczy. Śmierciach, niewinnych dzieci.

Fabuła zaczyna się dość typowo jak na thriller. Trzynastoletnia Elissa Mirzoyan, w trakcie młodzieżowego turnieju szachowego zostaje uprowadzona. Świadek widział, jak została wepchnięta do środka białej furgonetki. Policja rozpoczyna śledztwo pod przewodnictwem Mairéad. Trzydziestoośmioletniej doświadczonej policjantki, borykającej się z problemem niepłodności. W trakcie tego trudnego śledztwa, Mairéad również poroni. Pierwsze godziny śledztwa niczego kluczowego do niego nie wnoszą. Ślad po samochodzie się urywa. Mairéad wie jednak, że to nie przypadek. Sposób porwania i wiek ofiary przypomina porwanie sprzed roku, nieodnalezionej dotychczas Bryony. Gdy śledczy robią wszystko by odnaleźć Elissę, ona sama budzi się w piwnicy opuszczonego domku w środku Lasu Pamięci. Nikt jej nie słyszy. Nikt jej nie jest w stanie pomóc. Ma wrażenie, że nikt jej nie szuka. Ktoś ją jednak odwiedza. Jeden z odwiedzających to mężczyzna. Mroczny, agresywny, nie znoszący sprzeciwu. Mężczyzna, dla którego ważna jest kultura osobista i dobre zachowanie. Mężczyzna, któremu – jak zostaje ostrzeżona – przede wszystkim powinna być posłuszna. Drugi z odwiedzających to Elijah. Dwanaście lat, bo taki podał wiek. Elijah, który zna bardzo dobrze Las Pamięci. Zna reguły i zasady, które się wiążą z miejscem, w którym przebywa Elissa. Pragnący się z Elissą zaprzyjaźnić. Nie potrafiący jednak jej obiecać, że pomoże jej się wydostać z celi, by mogła wrócić do domu. Nie potrafi, czy nie chce? To jest pytanie, które kołatało mi się długo w trakcie czytania, gdy Elijah odwiedzał porwaną dziewczynkę. Elissa wykorzystuje zainteresowanie Elijaha szachami, by wysłać zaszyfrowaną wiadomość do swego nauczyciela gry w szachy. Okazuje się jednak, że śledczy odnaleźli miejsce przetrzymywania zbyt późno, a Kyle brat Elijaha nie za wiele potrafi śledczym pomóc. Gubi się w zeznaniach, przeszłość myli mu się z teraźniejszością. W efekcie nie potrafi wskazać winnych.

Więcej pytań, niż odpowiedzi

Sam Lloyd poprowadził mnie przez podróż, która tak naprawdę zaczęła się dwadzieścia lat wcześniej. W momencie, gdy zaginęli dwaj bracia Buchanann. Bracia, którzy nie zostali odnalezieni, a których samotna matka po pięciu latach bezskutecznych poszukiwań popełniła samobójstwo. Samobójstwo, gdyż nie mogła pogodzić się ze stratą. Kolejne porwania, kolejnych dzieci powieliły schemat. Dzieci wychowywane przez samotne matki, przewożone w białej furgonetce, porywane w ciągu dnia. Jaki jest mechanizm porywania? Które z dzieci samotnych matek są w stanie i dlaczego zainteresować porywaczy? Czy porwania są przypadkowe, jak przypadkowe są spotkania porywaczy i ofiar?Bardzo dobrze skrojona została sama postać Elissy. Trzynastolatki, która postawiła sobie za cel by przeżyć. Po siedmiu dniach w zamknięciu potrafiła się dostosować. Odkryła, co tak naprawdę może ją uratować. Dostrzegła, że tylko posłuszeństwo jest akceptowalne przez jej oprawców. Próbowała „popłynąć z prądem” licząc na wybawienie. Ogromną zagadką natomiast była dla mnie postać Magicznej Ann. Do samego końca nie rozgryzłam jej roli w procesie porywania i zabijania dzieci. Jawiła mi się jako nieszkodliwa hipiska, uwielbiająca przyrodę i opiekująca się od czasu do czasu Elijahem. Wrrr…nieszkodliwa hipiska, jak mogłam się tak pomylić?!!

Książkę przeczytałam w ciągu jednego dnia. Muszę jednak przyznać, że jedno pytanie nie daje mi spokoju: Kim tak naprawdę był trzydziestoparoletni mężczyzna odgrywający kluczową rolę w opowieści? „(…) gigant o ociężałym wyglądzie, ale w razie potrzeby porusza się z podstępną gracją. Jego skóra, tłusta i żółtawa, kojarzy się (…) ze skórką boczku…”. Mężczyzna o wysokim głosie, brakiem owłosienia i powiększonymi piersiami? Czy rzeczywiście „te odchylenia od normy to efekt stresu wywołanego traumatycznymi przeżyciami, nadużyć na tle seksualnym, do których doszło w początkowym okresie po porwaniu, albo zaburzeń przysadki mózgowej…”. Jaka była geneza jego zaburzeń? To jest dla mnie ciągle nie rozstrzygnięta kwestia. Czuję z tego powodu lekki niedosyt. Dowiedziałam się natomiast, że często ofiara może stać się oprawcą. Oprawcą rzeczywistym lub biernym. Syndrom sztokholmski jest trudny do pokonania. Często ofiara wraca do swego kata. Wraca, bo nie potrafi bez niego żyć i nie potrafi bez niego funkcjonować. Kata, który dla ofiary stał się w pewnym momencie jedyną rodziną.

Historia opisana w powieści to niekoniecznie tragedia zaginionej Elissy. To opowieść o koszmarze, jakim była dwudziestoletnia niewola porwanego kiedyś dziecka. Koszmarze, który spowodował nieodwracalne zmiany w psychice, zachowaniu i postrzeganiu rzeczywistości. Koszmarze niewoli, z której ofiara nie potrafiła się wyrwać. Porwania dzieci to temat bardzo trudny. Trudny dla każdego rodzica. Przecież wystarczy tylko chwila. Chwila nieuwagi. Chwila zainteresowania obcym.Nie żałuję jednak, że sięgnęłam po tą książkę. Ona otwiera oczy na wydarzenia, o których chcemy nie wiedzieć i nie słyszeć. Na wydarzenia, które stają się początkiem końca. Końca normalnego życia.

 Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU W.A.B.