„Sanctuary” V.V. James

SANCTUARY

  • Autorka: V.V. JAMES
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 476
  • Data premiery: 19.04.2022r.
  • Data premiery światowej: 09.03.2020r.

Znacie V.V. James? Wiecie coś o tej autorce? Ja z mojego researchu dowiedziałam się, że V. V. James to pseudonim używany przez Vic James. Z jej profili @drvictoriajames wynika, że uwielbia podróże, kocha czytać i jest bardzo wykształcona. Studiowała historię i angielski w Merton College w Oksfordzie, gdzie Tolkien był kiedyś profesorem. Przeprowadziła się do Rzymu, ukończyła doktorat w Tajnych Archiwach Watykańskich (w niczym nie przypominają Kodu Da Vinci), a następnie spędziła pięć lat mieszkając w Tokio, gdzie uczyła się japońskiego i pracowała jako dziennikarka. Teraz pisze w pełnym wymiarze godzin ( źródło: https://www.fantasticfiction.com/j/vic-james/ ).

Sanctuary to odpowiednie miejsce dla tej historii. (…) Kiedy skręcam w kolejną cichą podmiejską uliczkę, zrzucam śmieci z siedzenia pasażera na zmienię, żeby nikt ich nie zobaczył. Sanctuary to miejsce, które wie, jak sprawić, byś czuła się bezwartościowa.” -„Sanctuary” V.V. James.

„Sanctuary”, które premierę miało 19 kwietnia br. Wydawnictwo @Zysk i S-ka reklamuje jako „(…) trzymający w napięciu thriller o czarach, tajemnicach i niszczycielskiej sile matczynej miłości, w którym „Wielkie kłamstewka” łączą się z „Totalną magią”.  A wszystko zaczyna się od śmierci młodego licealisty Daniela Whitmana w pozornie spokojnym i sennym miasteczku, którego mieszkańcy o jego śmierć zaczynają obwiniać Harper Fenn jego byłą dziewczynę. Nietypową nastolatkę, córkę lokalnej wiedźmy. I jak to w takim gnuśnym, hermetycznym środowisku bywa: „Plotki i domysły szybko przekształcają się w oskarżenia, a miasteczko ogarnia paranoja, doprowadzająca do polowania na czarownice”– z opisu Wydawcy.

Gdzieś w okolicy pięćdziesiątej strony przemknęła mi myśl typu: O ludzieeeeeeeeeeeeeeeeeee. Ale o dziwo historia mnie pochłonęła😉. Im dalej zagłębiałam się w fabułę, tym szybciej czytałam chcąc dowiedzieć się, czy Harper lub jej mama Sarah miały coś wspólnego ze śmiercią idealnego syna, idealnej pary, w idealnym wręcz miasteczku.

Autorce należą się wyrazy uznania za wiele aspektów tej publikacji. Doceniam konstrukcję książki. Sam pomysł, by głównych bohaterów opisać na początku powieści już mi się spodobał. Autorka wyraźnie zaznaczyła, kto uczestniczył w sabatach oprócz Sarah Fenn. Umiejscowiła w relacjach pomiędzy bohaterami inne poboczne postaci oznaczając ich funkcję, typu dzieci, partnerzy, gliniarze itd. Wymieniła je z imienia i nazwiska. Bohaterów jest sporo, to fakt. Dzięki jednak jasnemu podziałowi i wyraźnemu opisowi na samym początku nie sposób wśród nich się pogubić. A jeśli nawet, wystarczyło sięgnąć do pierwszych stron i wyjaśnić wszelkie wątpliwości. Fabuła została podzielona zatytułowanymi, zwykle imionami bohaterów, rozdziałami. Narracja w rozdziałach pisanych z perspektywy kolejnych bohaterek jest pierwszoosobowa. I tak czytamy jak rzeczywistość kształtowała się z punktu widzenia Harper, jak samej czarownicy – Sarah. O czym myślała detektyw prowadząca śledztwo – Maggie i jakie cierpienie znosiła matka nieżyjącego chłopca – Abigail. Nad sensem sabatu głowimy się w narracji Bridget, a o sekretach magicznych na jej mężu czytamy w rozdziale zatytułowanym Julia. Są też wyjątki, które smakowały w tej książce bardzo dobrze. To rozdziały obrazujące co się dzieje wokół, jakie żniwo zbiera panika, jaka narracja istnieje w mediach oraz jakie informacje znajdują się w raportach policyjnych. Opisany „E-mail wysłany do detektyw Maggie Knight”, czy „Raport z incydentu, 28 maja”, lub „Fragment z „Sanctuary Sentinel”, a nawet „Transkrypt wiadomości i wywiadu „Na żywo”, w Con-TV. Connecticut Tonight” to „smaczki” urozmaicające i fabułę i narrację. Pisane nawet suchym, profesjonalnym językiem stanowiły przedsmak tego co mogłoby się dziać, gdyby historia oparta była na faktach. A „Tweety @Potus – oficjalnego konta Prezydenta Stanów Zjednoczonych” wręcz zwaliły mnie z nóg😊. Do tego wątek obyczajowy, który tak naprawdę jest dominujący w książce. Cztery przyjaciółki; Sarah, Abigail, Bridget i Julia. Cztery uczestniczki sabatu, ale tylko jedna wiedźma. Wspólne dzieciństwo dzieci, wspólne problemy, tragedie i traumy przeżywane razem. I jedna tragedia za dużo zmienia wszystko. Nagle nie ma już sabatu, nie ma zaufania, nie ma miłości, nie ma wsparcia. Jest tylko rozpacz, niezrozumienie i nienawiść, która podsyca wszystkich wokół do agresji.

Czas leczy wszystkie rany. Ale kiedy nie ma czasu, muszą wystarczyć czary” -„Sanctuary” V.V. James.

Bardzo dobrze Autorka zobrazowała psychologię tłumu, która opiera zachowania na domniemaniach, podejrzeniach i nienawiści. Psychologię wzmaganą przez rozpacz matki jedynaka. Matki, która tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie. Wręcz nieprawdopodobnie V.V. James opisała jak to działa. Co się dzieje z człowiekiem, który szaleje z rozpaczy. Do jakich czynów, w tym niecnych i niezgodnych z prawem jest się w stanie posunąć. Co tak naprawdę jest w stanie zrobić, by tłum za nim poszedł, by tłum go poparł.

Nie kupiłam w ogóle tych magicznych, czarodziejskich sztuczek. Chowańce, rytuał rozpoznania, czary, magia, eliksiry i życie obok zwykłej amerykańskiej społeczności to jednak było dla mnie za dużo. Kompletnie nie moja tematyka i nie mój zakres zainteresowania. Przyznaję jednak, że Autorka wspaniale i konsekwentnie scharakteryzowała życie wiedźm wśród zwykłych obywateli, wszelkie ograniczenia, przepisy, zwierzchnictwo i organizacje nadzorujące ich funkcjonowanie.  Tylko, co tak naprawdę jest prawdziwe, a co wyczarowane? Tego trudno się dowiedzieć, gdy życiem może rządzić magia.

Lekki thriller z ciekawą, magiczną fabułą. To idealna książka dla rozluźnienia, dla relaksu. Trochę inna, ale dobrze napisana. Przeczytajcie o Sanctuary. Przeczytajcie o mieście, „(…) które wie, jak sprawić, byś czuła się bezwartościowa”.

Moja ocena: 7/10

Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka, za co niezmiernie dziękuję.

„Pętliczek” Piotr Brencz

PĘTLICZEK

  • Autor: PIOTR BRENCZ
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 160
  • Data premiery: 20.04.2022r.

Na oficjalnym profilu FB przeczytałam, że @brenczpiotr „(…) (ur. 1990) w Poznaniu, mieszka we Wrocławiu. Miłośnik jasnego, koncernowego piwa. Literacki masochista. „Pętliczek” to jego debiut książkowy.” Zastanowiło mnie na czym polega literacki masochizm Piotra Brencza😉. Mimo, że „Pętliczek” to debiut powieściowy Brencza, wspomnianego masochizmu w nim nie dostrzegłam. Książkę sprezentowało mi Wydawnictwo @Zysk i S-ka, za co niezwykle dziękuję, gdyż upominek okazał się wprost wyśmienity. Jest to krótka, a zarazem treściwa literatura, która premierę miała w ostatnią środę.

Codziennie to samo od lat.” – „Pętliczek” Piotr Brencz.

Tak zaczyna się „Pętliczek”, który dla mnie okazał się monodramem jednego literackiego aktora, Piotra Barszcza. Piotra żyjącego od siedmiu lat z Honoratą, która „(…) Z jednej strony robiła mu życie, nadawała sens. Z drugiej była ogranicznikiem, czymś, co hamowało jakiekolwiek zmiany.”. Piotra stykającego się z bliskimi z przeszłości i nie potrafiącego z nimi szczerze porozmawiać. Piotra stosującego wzmacniacze, by przeżyć kolejny dzień. Piotra niezadowolonego ze swego życia, awansu, wynajmowanego mieszkania. Piotra, dla którego wycieczka do Lizbony nie skończyła się dobrze.

Literatura piękna na najwyższym poziomie!

Taka myśl mi się zakotwiczyła w głowie po lekturze i nie chce odpuścić😊. Taki niepozorny „Pętliczek”, a tyle w nim treści, nad którymi warto się pochylić.

Taaaaaaak. Ta literatura dla mnie okazała się prawdziwie piękną. Pełną emocji, pełną smutku i głębi, której nie sposób znaleźć w kryminałach, moich ukochanych thrillerach, książkach obyczajowych, czy reportażach. Brencz zabrał mnie do świata Barszcza, który tylko powierzchownie jest prawie doskonały, jak często powierzchowne są rozmowy zapoczątkowane pytaniem „Jak leci?” na imprezach ze znajomymi sprzed lat. Na których „Obiecujesz sobie, że jeżeli znowu padnie to pytanie, to powstrzymasz się od mówienia prawdy, jakiejkolwiek prawdy, ludzie nie chcą tego słyszeć. Oni wymieniają tylko uprzejmości, które w ich opinii mogą roztopić wielką niezręczność”. Takich smaczków, które często obserwujemy i o których czasem myślimy, w „Pętliczku” znalazłam sporo. Aż dziw, że Autorowi udało się w tak niewielu słowach zawrzeć kwintesencję dzisiejszego życia w ciągłej niepewności, samotności i niezrozumieniu. Brencz zrobił to w sposób bardzo składny, ułożony, metodyczny. Do tego zastosował idealną – jak dla mnie – konstrukcję. Bardzo nieoczywistą, co dodatkowo książkę czyni ciekawą. Po pierwsze nietypowe nazwy rozdziałów jak; „Rutynoskopia”, „Czasiemiec”, „Rzekiwistość”, czy „Dziadziaizm”. Do tego narracja. Narracja jest arcyciekawa. Raz jest bardzo osobista, bardzo intymna. Autor wykorzystuje pierwszą osobę liczby pojedynczej, przez co czytelnik ma wrażenie, że czyta pamiętnik głównego bohatera. Na przykład: „Podniosłem ciężkie powieki…”, „(…) wciąż nie kontaktowałem.” Innym razem narrator zwraca się do czytelnika w drugiej osobie liczby pojedynczej: „Wieczorem dobierasz schludną koszulę do czarnych dżinsów. (…) Odrywasz dwie różowe tabletki z lista i powtarzasz w myślach, że to tylko na wszelki wypadek, doraźnie.” Lub „Znowu wykrwawiasz się przy Netflixie.(…) Czujesz pustkę w środku.”   A jeszcze w innym miejscu Autor korzysta z trzeciej osoby liczby pojedynczej pisząc o Piotrze per „ON”; „Nie umiał zdecydować, która ze stron przeważa. Może mamił siebie obietnicą zmian i patrzył właśnie na to, co już zostanie, jedyną stałą.”. Ta ciekawa kompozycja spowodowała, że odebrałam książkę bardzo dobrze, jako eksperyment literacki, który się Piotrowi Brenczowi udał.

Piotrem Barszczem mógłby być każdy z nas. Niezadowolony ze swego ciepłego gniazdka, intratnej posadki, czy codzienności skrojonej z kochających nas ludzi. Wiecznie niezadowolony z siebie. Poszukujący nowych doznać i niedoceniający tego, co ma. To trochę taka spowiedź współczesnego człowieka zawarta w krótkiej prozie o wielkiej wartości.

„Entliczek pentliczek, czerwony guziczek, na kogo wypadnie na tego bęc!”. Wypadło na Ciebie, by zanurzyć się w historię Piotra napisaną w naprawdę przepięknym stylu.

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Cały jestem twój” Weronika Tomala

CAŁY JESTEM TWÓJ

  • Autorka: WERONIKA TOMALA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 300
  • Data premiery: 29.03.2022r.

Lubię książki autorstwa @WeronikaTomalaAutor. Tomala jest specjalistką w pisaniu książek obyczajowych z silnym wątkiem romantycznym. Tak było przy okazji „Il professore. Włoska miłość” oraz „Cztery liście koniczyny”. Kolejna publikacja od Wydawnictwa @Zysk i S-ka tej Autorki to „Cały jestem twój”, która premierę miała 29 marca br.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie, a czytając można się rozmarzyć i oderwać od rzeczywistości. Bowiem i tym razem Weronika Tomala zabrała mnie w świat przeżyć i uczuć, które nie powinny nigdy mieć miejsca. Zabrała mnie w podróż w stronę miłości, która nie powinna się zdarzyć. Tym razem w wątku romantycznym postawiła na oryginalność. Główną bohaterką jest Lilianna, która ciekawi praktycznie wszystkich. Po pierwsze dlatego, że jest ablinoską. Po drugie, że wykonuje zawód z pozoru dedykowany mężczyznom. Zostaje stajenną w posiadłości Doriana Wilczyńskiego.

Trochę ten dziedzic Wilczyński przypomina mi innego literackiego Doriana, o którym czytałam w „Pięćdziesięciu twarzach Greya”😉. Nie wiem, czy to celowy zabieg Autorki, czy tylko całkowita zbieżność imion. Jest tak samo tajemniczy, mroczny, mrukliwy i pełen własnych sekretów, a przy tym bajecznie przystojny i nieziemsko bogaty. Może dlatego tak pociąga praktycznie od samego początku skromną, odrzuconą przez własnych rodziców i rówieśników Liliannę. Jest to książka o porzuceniu, odtrąceniu i ich skutkami, które mogą zawarzyć na całe życie, ale i o miłości, o jej sile, która czasem okazuje się silniejsza niż wszystko inne. Bowiem prawdziwa miłość jest wytrwała i powoli pokonuje wszystkie przeszkody. Bardzo podobał mi się też wątek związany z końmi. Autorka zobrazowała rzeczywistość pracy i opieki nad tymi zwierzętami w sposób bardzo przemyślany i realistyczny. Chemia między bohaterami chwilami mnie męczyła, nieadekwatne do narracji, temperamentu bohaterów zwroty akcji również, momentami wydawała mi się to lekko naiwne, tym bardziej, że na horyzoncie pojawił się niewielki wątek kryminalny. Jaka szkoda, że nie został rozwinięty jeszcze bardziej!

Muszę jednak przyznać, że jest to przyjemna i lekka powieść obyczajowo – romantyczna z intrygą kryminalną w tle. Historia ma w sobie potencjał, a książka o miłości sprawdza się przecież o każdej porze dnia i nocy. Wystarczy tylko wziąć ją do ręki, a wszystko wokół zacznie nam się jawić w sposób bardziej przystępny, bardziej kolorowy. Co ważne, to wszystko w zasięgu i w tempie pozwalającym na szybkie zapoznawanie się z opowieścią. A jeśli książka nie nuży i nie rozwleka się, to jest to dobra książka. Miłej lektury.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Dziedziniec cudów” Kester Grant

DZIEDZINIEC CUDÓW

  • Autorka: KESTER GRANT
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Cykl: A COURT OF MIRACLES (tom 1)
  • Liczba stron: 376
  • Data premiery: 12.04.2022r.
  • Data premiery światowej: 2.06.2020r.

Kiedyś rozmawiając z moją Przyjaciółką doszłyśmy do wniosku, że na mym blogu jest dosłownie wszystko, takie mydło i powidło😊. Sporo kryminałów i thrillerów, w tym psychologicznych. Niezła ilość powieści obyczajowych, w szczególności polskich autorek. Deczko romansów i książek z wątkami erotycznymi. Nie stronię też od poradników i literatury młodzieżowej. Ten ostatni gatunek nieprzerwanie śledzę z powodu moich dzieci. Jak się już Wam chwaliłam; moje dzieciaki czytają😉. Po prostu lubię dobre książki i to każdego gatunku. Proste.

Tym razem rozeznawałam książkę dla młodzieży wydaną nakładem Wydawnictwa @Zysk i S-ka pt. „Dziedziniec cudów” autorstwa Kester Grant. Książka rozpoczyna nową serię pod tym samym tytułem.
Wydawca w swoim opisie obiecuje, że to „Porywająca powieść przygodowa o młodej złodziejce, która wchodzi w konfrontację z przywódcami paryskiego półświatka w realiach alternatywnej wizji Europy.”. Do tego jeden z recenzentów deklaruje, że to „nowe, odważne podejście do klasycznych Nędzników Victora Hugo”. A ja „Nędznikami” swego czasu się bardzo zachwyciłam.

Paryż po nieudanej rewolucji francuskiej w 1828 roku. Z jednej strony rządzi bezlitosna rodzina królewska. Z drugiej dziewięć podziemnych przestępczych zjednoczeń działających pod wspólną nazwą Dziedziniec Cudów. Główną bohaterką powieści jest Nina Thénardier –  zdolna, żwawa i gibka włamywaczka i członkini Gildii Złodziei. Jej zadanie to ciągłe nocne rabunki, unikanie przemocy ze strony ojca i opieka nad adoptowaną, młodszą siostrą Ettie. Gdy Ettie zostaje niesłusznie oskarżona przez bezlitosnego przywódcę Gildii Ciała – Tygrysa, Nina postanawia zrobić wszystko by ją uratować. Rozpoczyna się wyścig z czasem, w którym dziewczyny muszą zmierzyć się z przeznaczeniem.

Podobieństwo z „Nędznikami” znalazłam tylko w dusznym, ciemnym i mrocznym klimacie Paryża. Fabuła mnie nie porwała, mimo wartkiej akcji. Bardzo dobrze odzwierciedlony został alternatywny dwór Ludwika XVII. W odbiorze bardzo przeszkadzała mi narracja, w wielu miejscach nie była płynna. Opowieść obejmuje wiele następujących po sobie lat. Chwilami gubiłam się ile lat minęło od kolejnych wydarzeń, które miały miejsce. W trakcie czytania czuć dopiero początki literackiej przygody Autorki. Na jej oficjalnych blogu (https://www.kestergrant.com/books) przeczytałam, że „Dziedziniec cudów” jest jej pierwszą powieścią. To naprawdę świeża debiutantka. Kolejne dwie części są w oczekiwaniu. W 2021 została dodana informacja o kolejnej serii, o angielskim tytule „Goldenpaw”, gdzie główne role powierzone zostały fantastycznym zwierzętom. Na tę chwilę nic nie znalazłam o publikacji w tym zakresie.

Główne bohaterki kompletnie mnie nie przekonały. Nina, której uroda pozostaje wiele do życzenia rozkochała w sobie trzech mężczyzn. Ettie to praktycznie pisklę, bez siły, bez dynamiki. Wieczne dziecko potrzebujące stałej opieki. Jej udział w wydarzeniach wydawał się mi momentami trochę na wyrost, wręcz nieprawdopodobny. Plusem książki jest fabuła składająca się z szybko następujących po sobie wydarzeń. Autorka prowadzi opowieść od jednej akcji do drugiej. Jakby chciała zamęczyć czytelnika dynamiką. Ja w niektórych chwilach byłam wręcz zmęczona.

Reasumując, Kester Grant chciała zaistnieć na rynku czytelniczym w formie i gatunku uwielbianym przez najmłodszych, tj. w fantastyce. Udało się jej to. Dużo akcji sprawa, że młodzież może książką się zachwycić. Ja jestem jednak przyzwyczajona do płynnie prowadzonej narracji, zdarzeń zamykających się klamrą oraz brakiem luk fabularnych. Z ciekawością jednak będę śledzić kolejne wydania tego cyklu licząc, że w następnych zanurzę się z większą przyjemnością.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Cześć, wszechświecie” Erin Entrada Kelly

CZEŚĆ, WSZECHŚWIECIE

  • Autorka: ERIN ENTRADA KELLY
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 248
  • Data premiery: 29.03.2022r.
  • Data premiery światowej: 14.03.2017r.

Literaturę młodzieżową czytałam nagminnie mając naście lat. Moją ulubioną Autorką była Joanna Chmielewska i jej książki dla młodzieży😊 oraz Małgorzata Musierowicz. Potem oczywiście zachwyciłam się Harrym Potterem oraz J.R.R. Tolkienem. Ogrom publikacji dla młodzieży współcześnie mnie szokuje. Z jednej strony specjaliści narzekają na spadek czytelników wśród młodzieży, z drugiej Wydawcy prześcigają się w kolejnych publikacjach dla tej grupy adresatów. Tak też robi Wydawnictwo @Zysk i S-ka. Co rusz prześciga się z konkurentami, by zaproponować młodemu czytelnikowi ciekawą powieść, po którą młody człowiek sięgnie z ciekawością. Mnie najpierw zachwyciła okładka powieści pt. „Cześć, wszechświecie” autorstwa Erin Entrada Kelly. Jest bardzo sugestywna, bardzo plastyczna. Później zaciekawił mnie opis. A o efekcie końcowym przeczytacie poniżej😉.

Fabuła kręci się wokół Virgila Salina, który jest nieśmiałym chłopcem żyjącym w rodzinie zafascynowanej sportem. Jego los styka się z Valencią Somerset niesłyszącą, bystrą, odważną i jednak bardzo samotną dziewczynką. Do dwójki wyrzutków dołącza Kaori Tanaka – medium z siostrą Gen. I tylko Chet Bullens nie lubi się socjalizować z resztą. Denerwuje go, gdy pozostałe dzieciaki kręcą się wokół niego. A jednak w pewnym momencie wszystkim zaczyna na sobie wzajemnie zależeć. Jak prawdziwym przyjaciołom.

To książka o przyjaźni. Jest to temat ponadczasowy, uniwersalny. O przyjaźni, podobnie jak o miłości lubimy czytać w każdej formie, w każdej konstrukcji. Tak było i tym razem. Z przyjemnością zanurzyłam się we wzruszającą i pełną humoru opowieść obyczajową, w której mimo młodych bohaterów, odnalazłam analogię do własnego życia, do własnych dorosłych relacji. W przekonujący sposób Erin Entrada Kelly opisała wszystkie barwy przyjaźni. Trudności w jej budowaniu, dbaniu o tej rodzaj partnerstwa, który zdarza się czasem jeden jedyny raz w życiu. Mimo, że młodzi bohaterowie nie są wolni od błędów, finalnie książka ma bardzo pozytywne przesłanie. Daje nadzieję. Pokazuje, że każdy błąd może być naprawiony, a krzywda zadośćuczyniona. Niezwykłą zaletą tej publikacji są dialogi. Napisane w sposób bardzo dynamiczny obfitujące w krótkie zwroty. Idealne dla młodego czytelnika, który zwykle nie lubi przydługich opisów i gnuśnych monologów. Mi najbardziej podobała się postać Virgil. Pewnie ze względu na chomika Guliwera. Sama w domu mam Axela i może dlatego z sympatią śledziłam losy Virgil.

To książka zawierająca humor i podejmująca bardzo trudne współczesne problemy znane młodemu człowiekowi, tj.: związane z przemocą szkolną, samoakceptacją, relacjami z innymi.  Szczerze polecam tą lekką książkę obyczajową, która powinna dotrzeć do młodszego czytelnika.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Nie twój interes” Marzena Hryniszak

NIE TWÓJ INTERES

  • Autorka: MARZENA HRYNISZAK
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 480
  • Data premiery: 05.04.2022r.

Skąd się @marzenahryniszakautorka wzięła? To nie pierwsza powieść Autorki, wbrew temu co piszą inni fanatycy książek😉. Marzenę Hryniszczak poznałam przy okazji publikowania powieści na blogu pt. „Fikcyjny ja” (https://fikcyjnyja.aplaline.com). To ciekawa historia mężczyzny, który zaczyna swoje życie od początku z nadzieją i przeświadczeniem, że tym razem mu się uda. Uda mu się żyć godnie i daleko od wszelkich kłopotów. Lubicie takie eksperymenty literackie? Ja bardzo😊. Sama Autorka to „Z wykształcenia filolog, z pasji pisarka. Kocha czytać, pisać i wymyślać historie podczas długich spacerów z psem” (cyt. za: https://fikcyjnyja.aplaline.com).  Dlatego chętnie sięgnęłam po publikację papierową tej Autorki, która premierę miała dokładnie tydzień temu, tj. 5 kwietnia br. „Nie twój interes” Wydawca @Zysk i S-ka zakwalifikował jako thriller. A ja thrillery wprost ubóstwiam.

Jesteście odpadkami, które przygarnęłam pod swój dach, żeby zrobić z was ludzi. Większość z was tego nie docenia. I tak pewnie skończycie w rynsztoku, skąd pochodzicie. Nie macie pojęcia, jak ciężko jest zmienić żwir w złoto” – „Nie twój interes” Marzena Hryniszak.

Z jednej strony Karolina, Olga, Edyta, Marta, Agata. Z drugiej Wojtek, Mateusz, Dawid, Jeremi, a także Mecenas, Sebastian i inni, którzy wplątali się bardziej lub mniej w narkotykowy biznes, niewyjaśnione śmierci, poważne pobicia. Niektórym z nich przypominano nagminnie, jakim są ciężarem „(…) „niewdzięcznym pomiotem” – słowami cedzonymi przez żeby, szorstkim traktowaniem i poniżaniem.” Niektórym nie było lekko w życiu, niektórzy byli bardzo samotni, zostawieni na pastwę losu bezdusznego systemu. Wszystkich los się jednak styka w okolicznościach niespodziewanej śmierci Karoliny, o której Wojtek Redyński – pracownik czeskiego warsztatu samochodowego – dowiedział się z opóźnieniem. Zaangażowany w wewnętrzne śledztwo zaczyna szukać u niej pomocy. Pomocy, której Karolina nie jest już mu w stanie udzielić.

Opowieści Marzeny Hryniszak mają w sobie potencjał. Po pierwsze dlatego, że Autorka skonstruowała zawiłą powieść z wieloma bohaterami, którzy odegrali w niej ważną rolę. Z jednej strony z ciekawością śledziłam ich losy, z drugiej mnogość bohaterek orbitujących wokół osoby Karoliny, trochę utrudniał mi rozdzielenie postaci i ich odbiór. Wszystkie były jej bliskie, wszystkie zaangażowane. Wszystkie przez to bardzo do siebie podobne, mało wyraziste. Przez co zbijały mi się chwilami w jedną całość. Po drugie akcja, którą Autorka oddzieliła czasoprzestrzennie grubą linią. Czas po śmieci Karoliny śledzimy z perspektywy jej bliskich, którzy starają się wyjaśnić, co tak naprawdę się wydarzyło. Zdarzenia dzieją się w roku 2019 w różnych miejscach,  które w konstrukcji fabuły są wprost określone. Czytelnik zanurza się w historię, która działa się w Gliwicach, Kenirovicach, Katowicach, Lubinie itd. Bardzo podobał mi się zabieg odseparowania Karoliny, jako jednej z głównych bohaterek. Nie tylko Autorka przedstawiła jak każdy z jej bliskich ją zapamiętał, ale dzięki jednoosobowej narracji i opisaniu wydarzeń z lat 2018-2019, mogłam poznać Karolinę bliżej. Poznałam jej obawy, lęki, trudności, niepokój, uczucia i motywacje decyzji, które podjęła. Pozostała narracja jest trzecioosobowa, ma charakter bardziej reportażowy.  W niej Marzena Hryniszak skupiła się na relacji poszczególnych czynów, następujących po sobie w różnym czasie kroków, podjętych akcji i decyzji. Uczucia, smutki, strach jest w tej części jakby bardziej dodatkiem. Tylko Wojtka Redyńskiego wplątanego przypadkowo w narkotykowy biznes poznajemy dużo wcześniej śledząc jego losy w czeskim przedsiębiorstwie już w roku 2016, trzy lata przed śmiercią Karoliny, która mogła, ale nie musiała mieć z nim związek. Po trzecie brak głównego bohatera. Mimo, że historia związana jest emocjonalnie z Wojtkiem i Karoliną tak naprawdę nie ma głównego bohatera. Nawet prywatny detektyw Jeremi Cygan nosi w sobie ciekawą historię. To przyczyniło się do lekkiego kociokwiku. Wyobraźcie sobie, że nie mam w powieści mojej ulubionej postaci!!! A to się naprawdę niezwykle rzadko zdarza.

Trochę zawiodłam się na postaci Dawida Nowińskiego. Rozwiązanie jego zagadki wydało mi się bardzo małostkowe. Ze względu na włożenie w relację z Karoliną ogromnego wysiłku, zaangażowania, przebiegłości, liczyłam, że Nowiński okaże się bardziej kluczowy, bardziej ważny. Prawda odkryta w dosłownie kilku ostatnich stronach książki nie przekonała mnie. Jakby Autorka tak zawiłą historię wreszcie chciała skończyć. Ukłonić się w stronę czytelnika za wszelką cenę i odkryć wszystkie karty. Ogromny szacunek należy się Marzenie Hryniszak za postać Pani Marii. Część dotycząca jej osoby wzbudziła we mnie prawdziwe emocje, od lęku, niechęci, po wręcz nienawiść. I to były prawdziwe emocje. Najważniejsze emocje, które odczułam.

Książka dla fanów lekkich thrillerów z silnym wątkiem obyczajowym, gdzie miłość i przyjaźń ma znaczenie. Gdzie własne bezpieczeństwo przestaje być ważne, by tylko dokopać się do prawdy, odkryć ją i wyłonić na światło dzienne. Przeczytajcie, co Marzena Hryniszak ma Wam do zaoferowania. Co ma do zaoferowania Autorka, w której drzemie ogromny potencjał. Miłej lektury 😊.

 Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Na gorącym uczynku” Joanna Jurgała-Jureczka

NA GORĄCYM UCZYNKU

  • Autorka: JOANNA JURGAŁA-JURECZKA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 319
  • Data premiery: 15.03.2022r.

15 marca br. miała premierę wyjątkowa książka @joannajurgalajureczkapisarka pt. „Na gorącym uczynku” od Wydawnictwa @Zysk i S-ka. Pod opiekę Autorkę wziął sam Tadeusz Zysk, o czym Pani Joanna raczyła wspomnieć w podziękowaniach. Od razu zastrzegam, nie jestem tu obiektywnym bytem, który jest w stanie ocenić bez własnych obciążeń tę publikację. Ktoś kiedyś mi powiedział 😉, że im bardziej wymagająca książka, tym lepiej dla mnie i tym wyższa czytelnicza ocena. Coś w tym jest, coś w tym jest😊.

(…) matka – Polka z seksapilem nie ma nic wspólnego, bo powinna być dostojna, czcigodna i z mężną rezygnacją znosić uciążliwości życia…” –„Na gorącym uczynku” Joanna Jurgała-Jureczka.

O kim Joanna Jurgała-Jureczka napisała to zdanie? Nie zgadniecie. Nawet nie próbujcie. A ja Wam nie pomogę. Sami musicie się dowiedzieć sięgając po „Na gorącym uczynku”, w której znajdziecie mrowie anegdot, opowiastek, faktów z życia znanych nam ze szkolnych zeszytów i książek polskich malarzy, pisarzy, poetów, ludzi nauki. To książka z gatunku tych „niesklasyfikowanych” 😊. Fakty z życia Przybosia, Kossaków, Konopnickiej, Mickiewicza, Iłłakowiczówny, Ochorowicza, Asnyka, Przerwy – Tetmajera i wielu innych mieszają się z ich dziełami, opiniami, przemyśleniami, hobby, a także działalnością poboczną. Do tego cała gama bohaterów drugoplanowych. W pełnej krasie Sienkiewicz, Matejko, Orzeszkowa i wielu innych możnych ówczesnego świata. Jak obiecuje Wydawca: „Jurgała „przyłapuje” swoich bohaterów w sytuacjach kłopotliwych, ale dzięki temu zostają oni odkurzeni, krew w nich zaczyna krążyć, nabierają barw, budzą sympatię i wzruszenie. Galeria postaci, zestawiona zaskakująco.”. Oj zaskakująco. Tak zaskakująco, że musiałam wygooglować sobie jak wyglądała Dulębianka. I napiszę, że zadziwiająco z silnym męskim rysem się objawiała światu 😉.

Taaaaaak. To książka na miarę moich możliwości. Ciekawa, zaskakująca i co uwielbiam w takich publikacjach, nie zamiatająca pod dywan żadnych faktów. Urzekła mnie historia Ludwika i Maksymiliana Gumplowiczów. Ojca i syna. Ojca, który podobno był pierwowzorem Mendla Gdańskiego i Syna – parafrazując Autorkę – „przystojnego, bystrego, znakomicie się zapowiadającego naukowca, oszalałego z miłości”. Gdy poznał miłość swego życia miał 26 lat, ona 48. Mniejsze znaczenie ma tu miłość młodzieńca do dojrzałej kobiety, bardziej urzekła mnie historia bezgranicznej miłości rodzica do syna, który odrzucając swoją profesorską karierę po jego śmierci zajął się spuścizną synowską. A w tym wszystkim ona. Czy mogła ociekać seksapilem? „(…) Po ośmiu ciążach i nieudanym małżeństwie…”. Tak naprawdę to wiele historii mnie urzekło i zafrapowało. Pani Joanna opowiedziała czytelnikom fascynujący, zapomniany świat, o którym nie sposób dowiedzieć się z książek historycznych, czy polonistycznych. Ta książka to taka skondensowana wiedza ciekawostek, opowiastek, anegdot. Do tego wątek żydowski przeplatający się w wielu opowieściach i styl ubarwiony metodyką ówczesnego pisarstwa jak w cytacie poniżej:

(…) przecież Żydzi są ghetowcami z natury rzeczy, bo taka ich już antropologiczna formacja”.

Ten styl to wyjątkowa wartość tej publikacji. Jest konsekwentny od samego początku do końca. Odzwierciedlenie językoznawstwa Jurgały-Jureczki świadczy o jej wielkim kunszcie badawczym. Z wielu źródeł i bibliografii w trakcie eksploracji dzieł potrafiła nabyć umiejętność pisania w stylu, który zachwyca swoją unikatowością i przenosi w czasy, o których opowiada. To jakby czytanie odrębnego dzieła, a nie wyniku pracy naukowej. Kolejny przykład? Proszę:

„(…) warszawscy wszetecznicy nie mają dziś zdolnych ludzi. Żyją jak głodzony tłuścioch z dawniej nagromadzonego sadła”.

Pozycja wzbogacona została zdjęciami, na których odnajdziemy niektórych bohaterów zaprezentowanych w niej opowieści. Między innymi spojrzymy na Marię Konopnicką w wieku 33 lat i późniejszym, już  mniej atrakcyjnym. Zachwycimy się Matejko z Siemiradzkim, którzy wyglądają jak ojciec z synem. Będziemy szukać ukrytych sztuczek na zdjęciach z seansów mediumicznych Juliana Ochorowicza oraz ze zdziwieniem zerkniemy na żonę kompozytora i dyrygenta Ludomira Różyckiego. Może to wina zdjęcia, oświetlenia, że wygląda na nim mało kobieco? Do tego samo przepiękne wydanie. W twardej oprawie oraz na grubym papierze. Wydrukowane z czytelną czcionką, z zachowanymi odstępami oraz pogrubieniami w podtytułach. To służy uporządkowaniu słowa i wspiera czytanie. Jedyny minus to mnogość wykorzystanych historii. Czytając ciągiem zaczęłam się gubić. Przerzuciłam się więc na czytanie z odstępami traktując każdy osobny rozdział jak odrębne dzieło, tak jak to robię z opowiadaniami. I taki sposób czytania Wam polecam, co pomoże Wam pochylić się nad każdą historią z należytą uwagę i należytym skupieniem. Nie umknie Wam wtedy żaden szczegół, a tego nikt by nie chciał😉.

Jeśli lubicie książki inteligentne, bystre historie i intrygujące oraz atrakcyjne postaci to musicie koniecznie przeczytać „Na gorącym uczynku” i samodzielnie wywołać „duchy artystów”, którzy prawdziwie zostali złapani na gorącym uczynku. Przekonacie się na własnej skórze, że zabawy przy tym będzie co nie miara.

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Wyspa Sachalin” Anton Czechow

WYSPA SACHALIN

  • Autor: ANTON CZECHOW
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 424
  • Data premiery: 22.02.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.01.1995r.

Myśląc o zniewoleniu i terrorze w rosyjskich łagrach nasuwa mi się Aleksandr Isajewicz Sołżenicyn i jego relacja z Gułagu. Autor wszechstronny, piewca rosyjskiego pogromu własnych pobratymców, antyidealista rosyjski i moralista ukazujący zniewolenie reżimem. Do tego odmawiający oznaczeń państwowych, a po odebraniu literackiej Nagrody Nobla na wiele lat pozostający poza granicami własnego kraju. Jego utwory piętnujące ustrój mordu zostały opublikowane w jego własnym kraju dopiero w latach dziewięćdziesiątych. Po odwilży wrócił do kraju i to kraju zarządzanego przez Putina.

Sołżenicyna czytywałam, podobnie jak Czechowa będąc w liceum. Światopogląd, relacje, dokumenty były mi bliskie. Sam język na wskroś tchnący klasyką rosyjską. Nie znałam jednak relacji Czechowa zawartej w trzytomowym dziele pt. „Wyprawa na Sachalin”, na które składa się „Wyspa Sachalin” (1891–1895), „Podróż przez Syberię” oraz „Listy”. To jedyny reportaż w bogatej bibliografii autora. Ja zaczytywałam się w jego opowiadaniach, nowelach i dramatach. Utworach wydawanych u schyłku XVIII wieku, gdy Rosją rządził car, a łagry zaczynały powstawać. Nie można odmówić Rosji wybitnych twórców i to w każdej dziedzinie. I Czechow, i Sołżenicyn zasługują na nasz szacunek, ze względu na ponadczasowe wartości, które zostały przemycone w tej łagrowskiej literaturze. Trudnej, skomplikowanej, wręcz traumatycznej. Nawet teraz. Nawet ponad sto lat od jej napisania i od podróży, która stała się jej zaczątkiem. To dzięki Wydawnictwu @Zysk i S-ka ta piękna publikacja, w twardej oprawie trafiła w moje ręce. Premiera książki odbyła się 22 lutego br. Ja swój egzemplarz recenzencki otrzymałam 9 marca. Z lekkim opóźnieniem rozpoczęłam czytanie, bo jak ta historia się dziwnie układa. Czy hołubiąc dwóch wybitnych rosyjskich twórców w dzisiejszych czasach to nie zbytnia awangarda?

Książka jest tak wstrząsająca jak okładka. Relacjonująca surowość otoczenia, wszechobecny chłód, niewiarygodny głód, szarość, cierpienie i samotność osadzonych w gułagach więźniów.  Czechow napisał reportaż doskonały. Reportaż, który miał w swoim czasie za zadanie zatrzymać rodzący się pomysł osadzeń więźniów na surowej Syberii, a tak naprawdę stał się tylko smutną relacją katorżników, których kolejne pokolenia zasiedlali rosyjskie łagry. „Wyspa Sachalin” to dowód na istnienie niemożliwych więzień, obozów pracy, którym bliżej było do obozów zagłady. Pomysł rosyjskich notabli się sprawdził na przestrzeni wieków. Łagry funkcjonowały z powodzeniem w XVIII i XIX wieku. W XX nie przestały mieć znaczenia.

To relacja z podróży Antona Czechowa  wzbogacona własnymi doświadczeniami, emocjami, odczuciami autora. Przekazująca czytelnikowi co czuje widz obserwujący na żywo, to co się dzieje na Wyspie Sachalin. To co widzi własnymi oczami, co czuje przez skórę, co odbiera, gdy rozmawia z osadzonymi, często niesłusznie osadzonymi.

Nie wiem czy ówczesny rosyjski system więziennictwa różni się drastycznie od aktualnego. Wątpię, czy osadzeni mają szansę na sprawiedliwy proces i bezstronny wyrok. Często w autorytarnych rzeczywistościach nie ma miejsca na sprawiedliwość i na otwartość w stosunku do oponentów. Obserwujemy to trochę w bieżącej historii. Wiem tylko, że być na Wyspie Sachalin nie chciałby nikt. Narracja jest na wskroś realna. Czechow stworzył wyśmienity, bardzo realny reportaż, który odbierałam w trakcie czytania całą sobą. Język klasyczny otwierał w mej głowie szufladki, w których chowam obok Sołżenicyna, Puszkina, mojego ukochanego Dostojewskiego i Bułata Okudżawę. Chomikuję tych, których pisarstwo zapada w pamięć, których moralność dzieł jest ponadczasowa i zawsze aktualna.

To naprawdę genialna książka. Bardzo trudna i wymagająca dużej uważności oraz otwartości na przedstawione wartości, zarys historyczny, cierpienie bohaterów. „Wyspa Sachalin” zachwyca przyrodą, dziką i gęstą tajgą. Surowymi i grzęskimi bagnami, wysokimi górami i rwącymi strumieniami. Ta cudowna przyroda nie przykrywa jednak w żadnym stopniu warunków, w których przyszło żyć skazańcom, w których przyszło im funkcjonować i które, wstrząsnęły samym autorem. I to wszystko na chwałę Cara, a przeciwko jego oponentom. Przecież ten, kto się sprzeciwiał carskiemu rządzeniu lądował na Wyspie Sachalin jako więzień polityczny. Od początkowo 800 skazanych, Wyspa zaroiła się do poziomu 12 tysięcy katorżników i to w krótkim czasie. To ważne dzieło dla literatury rosyjskiej, której historia nie powinna być zapomniana. Przecież często historia zatacza koło. Dzieła i Czechowa, i Sołżenicyna, i Dostojewskiego powinny stać się dla potomnych przeciwwagą dla podobnych pomysłów współcześnie nam rządzących. I dlatego warto przeczytać ten żywy wziąć reportaż. Reportaż ludzi skazanych praktycznie na samotną śmierć.

Jednym zdaniem; druzgocąca i wstrząsająca lektura, która jest wartością samą w sobie.

Moja ocena 7/10.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka

„Pakt” Anna Potyra

PAKT

  • Autorka: ANNA POTYRA
  • Seria: KOMISARZ ADAM LORENC (TOM 3)
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 08.03.2022r.

O Annie Potyrze usłyszałam już w 2019 roku przy okazji premiery jej pierwszego kryminału „Pchła” z komisarzem Adamem Lorenzem. Druga książka z serii miała premierę w 2020 roku pt. „Potwory”, a 8 marca tego roku trzeci tom „Pakt”. Miałam też okazję razem z siostrą spotkać się z autorką podczas Warszawskich Targów Książki i powiem Wam, że jest ona bardzo sympatyczną, skromną i ujmująca osobą. Niestety mimo chęci i wielu pochlebnych opinii nie udało mi się do tej pory przeczytać dwóch pierwszych tomów, ale przy trzecim postanowiłam, że nie mogę już zapoznania się z twórczością autorki odkładać na później. I muszę Wam powiedzieć, że to była świetna decyzja.

Komisarz Adam Lorenz przyjeżdża w odwiedziny do starego przyjaciela, który dorobiwszy się fortuny wrócił w rodzinne strony i odrestaurował zrujnowany poniemiecki pałac. To tam dwadzieścia lat wcześniej znaleziono ciało młodej dziewczyny, która popełniła samobójstwo. Po latach niewielu już o tym pamięta. Odremontowany majątek tętni życie, do odnowionych stajni po wielu latach wróciły konie. W dniu przyjazdu komisarza okazuje się, że zniknęła pracownica majątku, młoda Ukrainka. Lorenz mimo urlopu postanawia przyjrzeć się sprawie. Wkrótce potwierdza się podejrzenie, że dziewczyna została zamordowana, a policjant nie ma pojęcia z jak poważną sprawą przyjdzie mu się zmierzyć…

Powieść przeczytałam jednym tchem, trudno mi było się od niej oderwać. Bardzo polubiłam komisarza Adama Lorenza i innych bohaterów. Każdy z nich, nawet Ci nie do końca pozytywni przedstawieni się w interesujący sposób, wielowymiarowo, realnie. Styl autorki jest lekki, błyskotliwy, płynny i spójny. Całość składa się z krótkich rozdziałów, pisanych w narracji trzecioosobowej, prowadzonej przez różne osoby, co znacznie wpływa na dynamikę powieści. Pojawiają się też retrospekcje , które pozwalają nam lepiej kojarzyć wskazówki odkrywane podczas prowadzonego śledztwa. Zakończenie mnie zaskoczyło, było mocno intrygujące. Autorka wprowadziła ciekawe wątki, w tym jakże aktualny wątek z Ukrainą. Z biegiem akcji stopniowo odkrywamy różne wątki, autorka podsuwa nam wskazówki, z których jedne okazują się bardziej, inne mniej istotne. Pojawia się tutaj znana i jakże emocjonująca gra z czytelnikiem, kto kogo przechytrzy. Muszę przyznać, że udało się to autorce, takiego rozwiązania się nie spodziewałam i było dla mnie ono prawdziwą niespodzianką.

Powieść to dojrzały, pełnokrwisty, porywający kryminał, który pochłoną mnie całkowicie. Po lekturze wiem, że koniecznie muszę jak najszybciej nadrobić dwie poprzednie powieści, no i po każdą kolejną książkę autorki sięgnę bez pytania:) Gorąco polecam!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU Zysk i S-ka.

„Gwiezdny port” Raya Golden, George R.R. Martin

GWIEZDNY PORT

  • Autorzy: RAYA GOLDEN, GEORGE R.R. MARTIN
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 272
  • Data premiery: 15.02.2022r.
  • Data premiery światowej: 12.03.2019r.

Kolejna premiera z 15 lutego br. od Wydawnictwa @Zysk i S-ka to na pewno egzemplarz dla dorosłych😊. Piszę o „Gwiezdnym porcie” autorstwa: Raya Golden, George R.R. Martin. Publikacja ta to tak naprawdę komiks, mimo, że na okładce reklamowany jest jako powieść graficzna. Dzieciaki pochłaniają tę książkę bardzo szybko, ze względu jednak na sformułowania, których odbiorcami powinny być jednak „dorosłe uszy”, po ten tom powinni sięgnąć dorośli fani komiksowych historii. Chyba nie chcemy, by dzieciaki oglądały roznegliżowane (lekko powiedziane😉) rysunki z tekstem typu: „Co mnie obchodzi przyszłość. Moja przyszłość to kolejna con w twoich ramionach…” .

„Prawo i porządek w scenerii Facetów w czerni!” – z opisu Wydawcy.

„Facetów w czerni” oglądałam, a jakże. Futurystyczna przyszłość, w której obok siebie żyją ludzie oraz kosmici nie wydawała się w realizacji taka zła. Tym ciekawsza byłam komiksu opartego na tych samych założeniach, którego autorem jest twórca „Gry o tron”. Tym razem główną postać nie tworzy Will Smith, tylko Charlie Baker, który przeniesiony został do komisariatu w dzielnicy gdzie mieści się  Gwiezdny Port w Chicago. Do zadań Portu należy przyjmowanie, transfer i kontrola gości zza innej galaktyki. Przybywają do niego obcy dyplomaci, kupcy oraz najzwyklejsi turyści. Nie jest łatwo współpracować z obcymi, jest raczej ciekawie. Pracownicy Portu mają więc pełne ręce roboty. Międzygalaktyczny traktat nie obejmuje wszystkich wytycznych i zasad współpracy. Oczekuje się więc od nich kreatywności, zrozumienia i inwencji, która przyczyni się do ciągłej poprawy stosunków pomiędzy gatunkami. Przeniesienie Charliego nie kończy się dla niego dobrze. Już od samego początku popada w tarapaty. Jednocześnie Porucznik Bobbi Kelleher  infiltruje grupę podejrzanych kosmitów. Śledczy starają się uniemożliwić zamach na kontrowersyjnego emisariusza handlowego. Wszyscy wydają się być podejrzani. Wszyscy wydają się być spiskowcami.

Historia przeniosła mnie w całkowicie inną rzeczywistość, w której kluczowe znaczenie ma morderstwo międzygalaktycznego emisariusza. Postaci rozrysowane w komiksie też nie są szablonowe, są oczywiście nie z tego świata, ale potrafią być  inteligentne, z różnymi tradycjami i wielokulturowe. Taki kreskówkowy, galaktyczny miszmasz. Nie do końca jednak trafiły we mnie dialogi. Momentami wydawały mi się gburowate, powierzchowne, zbyt mocno erotyczne. Kobiety przedstawione zostały stereotypowo. Niektóre strony przypominały mi obrazkową, intymną lekturkę dla fanów pornografii.  Samo wydanie mnie jednak zachwyciło. W twardej oprawie, na grubym papierze, jakby z albumu fotograficznego, i te obłędne ilustracje. Ich autorka oddała kosmiczną atmosferę i klimat opowiedziany w fabule. Można zatopić się w kolorach, obrysach postaci, czy nawet urządzeń, środków transportu i peronów metra. Książka idealnie nadaje się prezent dla fanów komiksów, miłośników powieści graficznych. Ja do tej grupy docelowej nie należę, ale czas spędzony z komiksem nie uznaję za zmarnowany.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka.