„Dziewczyny w przestworzach” Noelle Salazar

DZIEWCZYNY W PRZESTWORZACH

  • Autor:NOELLE SALAZAR
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Liczba stron:456
  • Data premiery:12.11.2020r.

Mimo, że od debiutu Noelle Salazar  od Wydawnictwa Kobiece „Dziewczyny w przestworzach” minęło parę miesięcy, jest to książka którą koniecznie chciałam Wam pokazać i Was nią zainteresować. Fabuła jest bowiem niebanalna. To historia pilotek z amerykańskich Kobiecych Sił Powietrznych, eskadry stworzonej na potrzeby II wojny światowej. To historia kobiet niezwykłych, niezwyciężonych. Kobiet, których świat nie poznał.

Wypadek lotniczy to wypadek lotniczy. Śmierć to śmierć i nic tego nie zmieni.”

„Dziewczyny w przestworzach” Noelle Salazar

Książka składa się z trzech części, spiętych z kolejno ponumerowane rozdziały. Losy niesamowitych kobiet śledzimy na przestrzeni trzech lat, od października 1941 roku do października 1944. Wisienką na torcie okazał się epilog. Dzięki niemu, możemy dowiedzieć się, co stało się z głównymi bohaterami do maja 1980 roku.

A wszystko zaczyna się od szkolenia pilotów wojskowych na Hawajach. W szkoleniu uczestniczy Audrey Coltrane i to ona jest narratorką powieści. Jej perspektywa jest pierwszoplanowa, najważniejsza. Jej oczami patrzymy więc na inne pilotki biorące udział w szkoleniu, a więc na Jean, Catherine i Ruby. Ich czwórka, mimo że pochodzi z różnych stron kraju, zdobywała doświadczenie w pilotowaniu w ten sam sposób, latając „(…) samolotem rolniczym, robiąc opryski..”.  To pragnienie wzbijania się w tytułowe przestworza zaprowadził je do Pearl Harbour. Pearl Harbour, które w jeden dzień zamieniło się w ogromny cmentarz.

Nawet nie wiedziałam, że istniał taki program

Oglądaliście film „Pearl Harbour”? Ja oglądałam. Ten i wiele innych o nalocie na amerykańską bazę wojsk lotniczych. W żadnym nie zobaczyłam kobiety pilotki. W żadnym innym dziele inspirowanym czasami wojny nie dostrzegłam wątku Kobiecych Sił Powietrznych. Programu, który powstał w 1942 roku, stworzonym od podstaw przez „(…) dwadzieścia osiem kobiet, które przyjęto i natychmiast zaprzężono do pracy polegającej na dostarczaniu samolotów z miejsca na miejsce na terenie Stanów.”. Mimo, że opisana historia jest fikcją została zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami. To dobrze, że w powieści mogłam o nich przeczytać.

Bardzo podoba mi się relacja Audrey z porucznikiem Jamesem Hartem, prawdziwym amerykańskim porucznikiem. Relacja, która dojrzewa i buduje się de facto sama, od samego momentu spotkania na Hawajach. Nie jest to wątek wycięty z romansu, jest to motyw oparty na melancholii, na pragnieniu, które nie może się spełnić, na wiecznej tęsknocie i czekaniu.

Audrey w trakcie całej historii wiele traci. Traci przyjaciół w nalocie na Pearl Harbour, traci przyjaciółkę w trakcie manewru lądowania, traci możliwość przebywania z Jamesem na lata. Zyskuje jednak dużo więcej. Zyskuje pewność, że przyjdzie taki dzień, że my kobiety zdobędziemy „(…) uznanie za nasze umiejętności i naszą odwagę” i przestaniemy dla mężczyzn być tylko „(…) dziewczętami. Bawiącymi się w coś, do czego nie zostałyśmy stworzone”. Zyskuje spełnienie i radość z robienia czegoś, co kocha. Zyskuje nową siebie, nowe ja.

To książka o sile i ogromnej pasji. To książka również o kobiecej przyjaźni, w której nie ma bzdurnego współzawodnictwa i zawiści. To książka o spełniających się marzeniach. To również książka o ciężkiej pracy, organizacji, odpowiedzialności i sumienności. To nie jest książka o malowaniu paznokci i chodzeniu do kantyn wojskowych na dancingi. Oj nie.

Audrey po pierwszym hawajskim locie wylatała wiele kilometrów i przeleciała nad niejednym morzem, niejednym oceanem. Brakowało tylko jednego lotu, najważniejszego.  Lotu do Europy po szczęście, po miłość, po dalsze życie i po to „później”, które kiedyś miało nastąpić.

Warto wnieść się w przestworza razem z Audrey, by poznać te, o których zapomniał świat.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Kobiece.



„Skazana przez mafię” Adelina Tulińska

SKAZANA PRZEZ MAFIĘ

  • Autor: ADELINA TULIŃSKA
  • Wydawnictwo: KOBIECE
  • Seria: BRACIA VEDETTI. TOM 2
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 10.02.2021r.

Lutowa premiera od Wydawnictwa Kobiece to druga część cyklu @Ada Tulińska – Strona autorska. Chronologicznie cały cykl to: „Zależna od mafii”, „Skazana przez mafię” oraz premiera z 14 kwietnia „Wybrana przez mafię”. Pierwszej części nie czytałam. Po lekturze „Skazanej przez mafię” już wiem, że dobrze książki czyta się w całym cyklu. Wtedy dostajemy kompletny obraz rodziny Vedetti. Jeśli będziecie się zastanawiać co robić w deszczowy weekend ta seria nada się idealnie, by spędzić mile czas. Ja lekturę trzeciego tomu również mam za sobą, w najbliższym czasie możecie się spodziewać recenzji.

Bracia Vedetti po raz drugi

Typowi mafiosi. Polsko – włoscy przystojni faceci, bracia Vedetti. Filip i Aleksander, którzy po śmierci ojca „zostają na lodzie”. Filipowi to nie przeszkadza ma już swój plan na życie. Aleksander nie może pogodzić się z tym, że został odsunięty na boczny tor, a pierwsze skrzypce gra jego kuzyn. Aleksander przyzwyczajony do luksusowego życia wie, że musi z kuzynem wejść w relację. Czysto zawodową relację. W układ w mafijnym półświatku. Pakt, z którego się nie wychodzi ot tak. Gdy Aleksander myśli, że przegrał swoje życie spotyka Łucję Olszewską, panią prokurator. Prokurator z którą na życzenie kuzyna – Roberta powinien stworzyć układ. Układ prawie idealny. Układ, który jednak wymyka się spod kontroli.

Książka prawie idealna

Z jednej strony idealna fabuła dla książki tego gatunku. Nie ukrywam czytało się dobrze. Styl nie był męczący, a sceny intymnych zbliżeń dały radę. Książkę naprawdę czyta się jednym tchem. Pochłania się ją w dwie godziny. Przyznaję, trochę zmęczyła mnie w połowie. Praktycznie ją odłożyłam, by zaraz do niej wrócić. Takie chwilowe „zmęczenie materiału”. Spodobał mi się Aleksander, nie mówić  Olek, bo to odbiera mu męskości. A męskości mu nie brakuje. Wygodnicki, przyzwyczajony do pieniędzy, do tego, że nie musi się o nie starać. Po śmierci ojca sam musi o siebie zadbać. W ten sposób wreszcie dojrzewa. Autorka przedstawiła go w bardzo dobry sposób. Prawdziwy sposób. Przecież prawdziwi macho uwielbiają mieć forsę, łatwą forsę.

Nie przekonała mnie natomiast kompletnie Łucja. Może to wynika z tego, że w stosunku do kobiet jestem z natury bardzo wymagająca. Może. Taka krucha dziewczynka, by w momencie stać się skuteczną prokurator regionalną. W postaciach zawsze szukam prawdziwości. Mając swoje lata na karku, przechodząc pewną drogę zawodową wiem, że efektywny, zdecydowany, zdeterminowany, nie wnoszący sprzeciwu prokurator ma pewne cechy osobowościowe, które pozwoliły mu dotrzeć na szczyt. A prokuratorem regionalnym nie zostaje byle kto. Powiecie „czepiasz się”. Możliwe. Kruchość w Łucji mi jednak przeszkadzała. O wiele bardziej podobałaby mi się, gdyby swoje zdecydowanie przeniosła na relacje damsko – męskie. Przecież zdecydowana kobieta również może być uległa względem odpowiedniego mężczyzny.

Przeczytajcie książkę sami, by zdobyć własne zdanie. Tylko w taki sposób zweryfikujecie, czy zgadzacie się z moją recenzją.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

Recenzja przedpremierowa – „Miasto głupców” Hanna Greń

MIASTO GŁUPCÓW

  • Autor: HANNA GREŃ
  • Seria: DIONIZA REMAŃSKA (TOM 4)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:424
  • Data premiery: 05.05.2021r.

Miło mi zaprezentować Wam kolejną książkę, która premierę będzie miała 5 maja. To „Miasto głupców” @Hanna Greń – strona autorska (https://hannagren.pl/). Przed Wami kolejna recenzja przedpremierowa, którą udało mi się napisać, z czego się bardzo cieszę.

„Miasto głupców” to czwarta część cyklu z Dionizą Remańską. Książkę można oczywiście czytać bez znajomości poprzednich tomu, ale jeśli ktoś nie czytał to zdecydowanie polecam wcześniejsze części, cyklu, który bardzo sobie cenię. Przyznaję, że na tą część czekałam z utęsknieniem. Książki Hanny Greń recenzowałam nie raz. Przypominam poprzednie recenzje książek z serii: Wioska kłamców oraz Więzy krwi. Jak sama autorka o sobie pisze na jej oficjalnym profilu FB „Ekonomistka z wykształcenia, kryminalistka z wyboru”. Przypomnę, że doświadczenie ekonomiczne przydało się Hannie Greń przy okazji pisania Północnej zmiany. Jakie doświadczenie tym razem wykorzysta Greń w swej powieści, by Dioniza mogła nas zaskoczyć? Czy ekonomiczne, czy kryminalne? 

Trudno dotrzeć do prawdy, gdy wszyscy wokół milczą jak zaklęci”. – z opisu wydawcy.

Lubię w recenzjach wykorzystywać cytaty z opisu wydawcy, które wyjątkowo wpadły mi w oko. Ten cytat spodobał mi się bardzo, daje przedsmak ogromnej tajemnicy. Tajemnicy, o której nikt nie chce mówić. Tajemnicy, z którą muszą się borykać Magdalena i Krzysztof Witeccy. Tajemnicy ogrodu przy uroczym domku w Jasieniu, w którym Witeccy mieli rozpocząć dalsze, szczęśliwe życie. Tajemnicy, której początek sięga morderstwa Białej Matyldy. Matyldy, która  do dzisiaj nawiedza miejsce swej śmierci.  Niestety, samodzielne próby wyjaśnienia zjawiska okazują się nieudane. Sąsiedzi nie są skorzy do pomocy. Witeccy nie dają jednak za wygraną, wszak wprowadzili się do wymarzonego domku i proszą o pomoc Dionizę Remańską. Dioniza, z typowym dla siebie urokiem, rozpoczyna śledztwo. Śledztwo, które ujawnia, że śmierć miejscowej Zosi Rusek nie była przypadkowa, a nierozwiązane sprawy sprzed lat kładą cień na aktualne wydarzenia.

Wyjątkowe imię

Nie mogłam odmówić sobie nawiązania do wyjątkowego imienia głównej bohaterki. Dowiedziałam się, że Dioniza pochodzi od imienia Dionizosa, greckiego boga wina, płodności i plonów. W Bazie imion przeczytałam natomiast, że „Dioniza bywa najczęściej dość specyficzną osobą, którą jedni uwielbiają, inni – wręcz przeciwnie” (źródło: baza imion). Taka właśnie jest Dioniza. Jedni, jak Marcin Lipski czy Ratio ją uwielbiają. Inni nie potrafią jej znieść, jest dla nich antypatyczna. Jeszcze inni uczą się jej, jak nieznanego dotąd przedmiotu. Poznają, penetrują zakamarki jej duszy. Starają się jak mogą, by odkryć to co jest do odkrycia. Jak Szymon Ogiński.

Powieść skonstruowana jest bardzo dobrze. To kolejny kryminał autorki z bardzo dobrze rozbudowanym wątkiem obyczajowym. Zatytułowane rozdziały zostały wzbogacone datą i miejscem akcji. Narracja jest trzecioosobowa. Greń oprócz bieżących wydarzeń zabiera czytelnik w podróż w przeszłość. Pozwala dowiedzieć się nam co się wydarzyło „Kiedyś, gdzieś”. Przez długi czas zastanawiałam się o kim jest ta historia z przeszłości. Na szczęście wszystkie wątki obyczajowe ułożyły się w jedną spójną całość. To te zdarzenia z „Kiedyś, gdzieś” okazały się dla mnie najbardziej traumatyczne. Greń bardzo dobrze zakotwiczyła we mnie tragedię samotnego dziecka. Samotnego dziecka wychowanego jedynie przez matkę. Matkę, która nie potrafiła opiekować się jak należy swoim potomstwem. Potrafiła tylko krzywdzić i z tej krzywdy się cieszyć. Momentami jej oblicze wyglądało „(…) jak maska złośliwego clowna”. Dziecko wielokrotnie nie wiedziało, „(…) czy bardziej boi się bicia, czy tego właśnie śmiechu, strasznego, wręcz nieludzkiego”. Sama jestem matką. Dlatego bohaterki matek, które bardziej lub mniej świadomie krzywdzą swoje dzieci, tak zapadają mi w pamięć, tak mnie męczą. Na Hannę Greń można liczyć. Z fabuły czytelnik dowiaduje się, co spowodowało zmianę w zachowaniu matki. Gdzie był początek zła, które potem rozrosło się do niebotycznych rozmiarów.

Niezwykle spodobała mi się relacja Diony z Ratiem –  młodym chłopakiem, którego Dioniza wzięła pod swoje skrzydła w przeszłości. Okazuje się, że Ratio nie pojawił się w domu Dionizy nadaremno. Dla prowadzonego dochodzenia okazał się osobą kluczową.  Mimo specyficznych cech, Ratio okazał się mężczyzną z wieloma talentami. Sama Dioniza, jak zwykle inteligenta, zdeterminowana, z poczuciem humoru oraz dystansem do siebie i otaczającego ją świata. W śledztwie pomaga jej zdobyte doświadczenie w policji. Zasadniczo w stosowanych metodach, praca Pani Prywatnej Detektyw Dionizy Remańskiej niewiele się różni od sposobów postępowania i dedukcji policjantów prowadzących śledztwo. Współpraca z miejską policją faktycznie Dionie układa się wyśmienicie. Coś jakby Poirot i inspektor Japp ze Scotland Yardu. Tylko trochę w ulepszonej wersji. Policjanci nie są sceptycznie nastawieni do pracy „małych szarych komórek” Diony, wręcz przeciwnie, z każdego rozwikłanego wątku czerpią pełnymi garściami zbliżając się do rozwiązania zagadki. Uwielbiam Dionę, ale wolę ją w wersji bardziej „z pazurem”. Moim zdaniem, za mało w tej części samej Diony. Jest wielu bardzo dobrze wykreowanych bohaterów, czuję jednak niedosyt samą Dioną. To oczywiste, gdy uważa się ją za najbardziej atrakcyjny element serii. Zabrakło mi również pociągniętego wątku Witeckich, od których wszak ta cała historia się zaczęła. Czytelnik nie wie co się z nimi stało, nie wie czy powrócą kiedykolwiek do swego uroczego, malowniczego, wyremontowanego własnym sumptem domku w Jasieniu, by wieść szczęśliwe życie. Szkoda, bo w wątkach obyczajowych Hanna Greń jest po prostu mistrzynią!!!

Bardzo dobrze autorka oddała cechy hermetycznej społeczności. Społeczności małej, w której „ręka rękę myje” a wspólne sekrety spajają bardziej niż jakakolwiek przysięga małżeństwa. Tak dobrze oddana małomiasteczkowa rzeczywistość powodowała, że miejscami zaczynałam się sama dusić czując na sobie spojrzenia ludzkich oczu wychylających się dyskretnie zza firanek. Żadna recenzja nie odda tego majstersztyku autorki w obrazowaniu ludzkich, małomiasteczkowych przywar. Musicie sami przeczytać o tym mieście głupców. Prawdziwym mieście głupców.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Słodko-gorzka” Ella Fields

SŁODKO-GORZKA

  • Autor:ELLA FIELDS
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Seria:UNIWERSYTET GRAY SPRINGS. TOM 2
  • Liczba stron:429
  • Data premiery: 24.02.2021r.
  • Moja ocena: 7/10

Mimo, że nie czytałam pierwszego tomu serii Uniwersytet Gray Springs ani żadnej innej książki autorki, zdecydowałam się sięgnąć po „Słodko-gorzką” i nie żałuję. Do młodzieży nie należę już od dawna, ale bardzo lubię książki z gatunku new adult, zdecydowanie poprawiają mi one humor i absorbują moją uwagę. Nie inaczej było i tym razem.

Toby Hawthorne z pozoru jest typowym uczelnianym sportowcem, przystojny, sławny, rozchwytywany przez dziewczyny, jednak okazuję się, że codziennie walczy ze swoimi własnymi demonami. Gdy spotyka Pippę dziewczyna zwraca jego uwagę i pragnie bliżej ją poznać, Ona również poczuła coś do chłopaka, chodzi jednak o to, że ona dokładnie wie z czym wiąże się to, z czym boryka się Toby, gdyż sama w dzieciństwie miała z tym do czynienia. Wie, że życie z osobą z problemami psychicznymi nie jest łatwe, ale zdążyła się już zakochać. A gdy kogoś kocha postępuje według zasady, że kochasz w nim wszystko, także jego demony. Ale czy gdy na ich wspólnego drodze pojawią się problemy, a Toby sam ją od siebie odepchnie, dziewczyna będzie chciała nadal z nim być? I czy Toby zdoła pokonać swoje słabości dla miłości?

„Słodko-gorzka” to nie tylko opowieść i uniwersyteckiej miłości, porusza ona szereg istotnych spraw, w tym kwestię mierzenia się z problemami psychicznymi, co nie jest łatwym tematem. Autorce udało się go jednak przedstawić w sposób wyczerpujący, ale jednocześnie bez przytłoczenia tematem. Oboje bohaterowie zyskują naszą sympatię. Pippa to świetna dziewczyna. Uparta, odważna, szczera, błyskotliwa. A Toby mimo swoich trudności również jest wspaniałą, wartościową osobą i nawet gdy popełniał błędy i głupoty, nie byłam w stanie go nie lubić. Także drugoplanowe postacie przestawione są w świetny sposób i zyskują naszą sympatię. Oboje uczą sobie radzić z chorobą Tobiego tak by nie zdominowała ona na stałe ich życie. Książkę czyta się szybko, wciąga i intryguje. To słodko-gorzka opowieść o walce z chorobą, o pokonywaniu własnych demonów, a także o miłości, przyjaźni i poszukiwaniu swojego miejsca w życiu. Pełna jest emocji, ale koniec końców niesie optymistyczne przesłanie, że mają przy swoim boku bliskie, wspierające osoby, wiele jesteśmy w stanie dokonać.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU KOBIECEMU.

„Szklane skrzydła motyla” Katrine Engberg

SZKLANE SKRZYDŁA MOTYLA

  • Autor:KATRINE ENGBERG
  • Seria: JEPPE KORNER. TOM 3
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:340
  • Data premiery:13.10.2020r.
  • Moja ocena:7/10

„(…) emocje to skomplikowana materia. Zemsta jest nieuchronnie związana z wyrzutami sumienia, wina idzie w parze z poczuciem krzywdy, gdy człowiek zostaje zmuszony do takiego działania, które powoduje w nim poczucie winy. To obosieczny miecz. Ten, kto nim wojuje, staje się i ofiarą, i katem.”

                                                                       Katrine Engberg „Szklane skrzydła motyla”

Książkę „Szklane skrzydła motyla” przeczytałam w ramach akcji „Dania: Mały kraj – wielka literatura„. O wyzwaniu Book-Trotter stojącą za akcją promowania duńskiej literatury już Wam wspomniałam, teraz czas na kolejną recenzję.

Już sam opis wydawcy mnie zaintrygował. Pozwólcie, że go zacytuję: „Pasjonujący thriller o misternej zemście, w którym prawdziwy sprawca, niczym tytułowy motyl szklanoskrzydły, do samego niemal końca pozostaje „niewidoczny” dla tropiących go detektywów…”. Wiem, wiem zaraz odezwą się głosy, że rolą wydawcy jest formułować intrygujące i ciekawe opisy. To prawda. Wierzcie mi jednak, nierzadko te opisy są jak najbardziej trafne i stuprocentowo oddają rzeczywistość opisaną w książce. Tak było i tym razem.

Opis fabuły

Pewnego poranka w fontannie Caritas (caritas po łacinie znaczy miłość, pragnienie dobra), na głównym deptaku Kopenhagi odkryte zostaje ciało nagiej kobiety. Śledczy diagnozują śmierć przez wykrwawienie. Bardzo okrutny, długi i bolesny sposób pozbawienia kogoś życia. Nie ma wątpliwości, że kobieta jest ofiarą wyrafinowanego morderstwa. Lekarz medycyny sądowej odkrywa, że samo narzędzie zbrodni jest interesujące. Nie skalpel, nie nóż, lecz skaryfikator, narzędzie chirurgiczne używane w dawnej medycynie do terapeutycznego upuszczania krwi. W kolejnych dwóch dniach również odkrywane są ciała ofiar. Sposób morderstwa jest identyczny. A ofiary zostały również porzucone w wodzie. Śledczy odkrywają, że wszystkie trzy ofiary: Bettina, Nicola oraz Rita pracowały w ośrodku terapeutycznym Dom Motyl dla niepełnoletnich pacjentów z zaburzeniami psychiatrycznymi. Ośrodku, który został zamknięty 2 lata wcześniej po nagłej samobójczej śmierci pacjentki. Samobójstwie przez podcięcie żył….w wannie. Zaczyna się pościg za mordercą. Pościg, w którym każdy związany z Domem Motyl wydaje się podejrzany. Pościg, w którym zostają odkryte mroczne tajemnice ośrodka, niekompetencja personelu medycznego, zbyt duże dawki leków, defraudacja środków przez właścicieli.

Jak przeczytacie w Wikipedii, Greta oto (potocznie – motyl szklanoskrzydły) znany jest „ze swoich unikalnych przezroczystych skrzydeł, które pozwalają na kamuflaż bez rozległej pigmentacji. (…) Podczas gdy jego skrzydła wydają się delikatne, motyl jest w stanie unieść do 40 razy większą od swojej masę” (źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Greta_oto ). Jak sama autorka wskazuje w książce motyl jest „(…) delikatny, ulotny, prawie przezroczysty. Ale tylko z pozoru. Jego larwy magazynują w swoich ciałach truciznę nocnego jaśminu. Dla wrogów są śmiertelnie niebezpieczne. Niepozorny motyl jest najbardziej niebezpieczny”. Wiedząc jakie są cechy charakterystyczne motyla szklanoskrzydłego, rozumiem wybór tytułu. Jest jak najbardziej trafny, mimo tego, że został wymyślony przez syna Engberg. Morderca jest jak cień, niezauważalny. Wielu bohaterów z nim rozmawia, pojawia się w kilku wątkach, a jednak nikt nie dostrzega jego roli, najważniejszej roli. Zarówno morderca, jak i inni bohaterowie (psychiatra, pielęgniarka, pacjenci ośrodka psychiatrycznego, śledczy kopenhaskiej policji, rodzice samobójczyni) muszą dźwigać ciężar, ciężar swego życia, swoich czynów. Ciężar zapewne 40 razy cięższy, niż chcieliby lub byliby w stanie udźwignąć.

Opinia

Styl skandynawski zawsze lubiłam. Jest zwięzły, kluczowy. Akcja toczy się wartko, a fabuła cały czas trzyma w napięciu. Czytając nie mogłam odpocząć, nie mogłam odetchnąć, momentami nie nadążałam. Dialogi są krótkie i dosadne. Może w języku duńskim nie ma eufemizmów?

Autorka walczy w powieści ze stereotypami.

Lekarz psychiatra nie zawsze ceni życie i zdrowie pacjentów. Dla niego bardziej liczą się osobiste korzyści z nielegalnych badań klinicznych, nowych leków, na żywych organizmach, małoletnich pacjentach psychiatrycznych.

Pielęgniarka nie zawsze niesie pomoc i wsparcie, czasem niesie śmierć cierpiąc na zaburzenie psychiczne nazwane przeniesionym zespołem Münchausena. Jednocześnie jest katem podając leki na zatrzymanie akcji serca i bohaterem ratując finalnie ofiarę przed śmiercią. Do czasu…

Matka nie zawsze cieszy się z macierzyństwa, szczególnie jak jest zaangażowaną w pracę policjantką. Macierzyństwo zostało obrane z wszelkich złudzeń. Pozostało samo zmęczenie, niechęć do płaczącego dziecka, niewyspanie. Dla mnie znamienne jest to, że dwumiesięczna córeczka Anette i Svenda do tej pory nie ma nadanego imienia. Wyobrażacie to sobie w rzeczywistości polskiej? Dwumiesięczne dziecko bez imienia? Ja nie. Jest to kulminacja tego, jak trudno poradzić sobie Anette z późnym, nieplanowanym macierzyństwem.

Pacjent psychiatryczny nie zawsze jest zły, nieprzystosowany do życia, nieciekawy, zaburzony, niestabilny. Marie, jako była pacjentka Domu Motyla, każdego dnia walczy ze swoimi demonami, samodzielnie, na własnych zasadach i każdego dnia wygrywa, wygrywa codzienność bez pasów bezpieczeństwa, bez zbyt dużej dawki leków. Wygrywa świadome życie.  

Postacie Anette i Jeppe jako śledczych kopenhaskiej policji można polubić. Anette odważna, dynamiczna, ciekawska, zaangażowana. Jeppe trochę bardziej nudny, bardziej zmęczony, może przez ten wieczny deszcz? Oboje robią wszystko by znaleźć sprawcę tych makabrycznych zbrodni. Są partnerami z jednej strony całkowicie różnymi, z drugiej całkowicie się uzupełniającymi. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że książka zachęciła mnie do przeczytania wcześniejszych książek serii. Z niecierpliwością czekam również co będzie z Jeppem i Anette w kolejnych częściach.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ZYSK I S-KA oraz organizatorom akcji „Dania: Mały kraj – wielka literatura”.

„Odmęt” Jacek Łukawski

LukawskiJacekOdmet1ODMĘT

  • Autor: JACEK ŁUKAWSKI

  • Seria: KRĄG PAINERA (TOM 1)

  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA

  • Liczba stron: 496

  • Data premiery: 17.06.2020r.

  • Moja ocena: 8/10

Jacek Łukawski to autor fantastyki, której ja raczej nie czytam. Kiedy więc napisał pierwszy kryminał „Odmęt” wydany przez Czwartą Stronę, nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać. Jednak interesujący opis, no i wydawca spowodowały, że zdecydowałam się na lekturę, Czy to była dobra decyzja?

Życie dziennikarza Damiana Wolczuka nie układa się ostatnio pomyślnie, przegrał proces o zniesławienie i stracił pracę, ponadto tego samego dnia zdradziła go narzeczona. Zawiedziony i zły pod wpływem chwili podejmuje decyzję o wyjeździe z Warszawy i rozpoczęciu nowego życia w Krakowie. Niestety w nocy na rozkopanym odcinku drogi staje się uczestnikiem kraksy, jego auto zostaje skasowane, sprawca ucieka, a samemu Wolczukowi udaje się znaleźć nocleg w miejscowym ośrodku uzależnień. Niedługo dowiaduje się, że w Chęcinach grasuje morderca, a miejscowi boją się legendy o czającym się złu. Decyduje się więc zostać w miasteczku na dłużej podjąć śledztwo pod nosem policji i ekscentrycznego prokuratora.

LukawskiJacekOdmet3

Autor napisał świetny kryminał. Interesująca akcja, intrygujący bohaterowie, świetny styl. Całość składa się z rozdziałów, w skład których wchodzą krótkie podrozdziały prowadzone w narracji 3 osobowej, naprzemiennie z punktu widzenia Damiana Wolczuka, prokuratora Arkadiusza Painera oraz policjanta Dariusza Kryńskiego. Konkretni, ciekawi bohaterowie to zdecydowanie mocna strona książki, każdy z nich jest inny, interesujący pod innym względem. Autor udało się też stworzyć w książce świetny, małomiasteczkowy klimat. Jest tajemnica, atmosfera niepokoju, przekazywana z ust do usta legenda o diable i złu, którą część mieszkańców tłumaczy dokonujące się morderstwa. Akcja jest ogromnie intrygująco i choć zdaje toczyć się nieśpiesznie, wiele się dzieje. A już samo zakończenie to zdecydowany majstersztyk. Jest zaskakująco, choć po rozwiązaniu zagadki ma się poczucie, że wszystkie kawałki układanki trafiły na swoje miejsce. Takiego ciekawego rozwiązania całej intrygi już dawno nie spotkałam.

Jednym słowem jestem na tak i po kolejne kryminały autora sięgnę na pewno. A tym, którzy jeszcze nie czytali gorąco polecam „Odmęt”.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

LukawskiJacekOdmet2

„Kastor” Agnieszka Lingas-Łoniewskiej i spotkanie autorskie

Dzisiaj korzystając z tego, że dzieci są na wakacjach u babci, wybrałam się na spotkanie autorskie z Agnieszką Lingas-Łoniewską w empiku w Arkadii. Rozmowę prowadziła dziennikarka radia Zet Justyna Dżbik-Kluge. Spotkanie poświęcone było najnowszej książce autorki „Kastor. Bezlitosna siła. ” wydanej przez wydawnictwo Burda Książki. Premiera książki miała miejsce 5 czerwca. W związku z tym, że swój egzemplarz kupiłam przedpremierowo na Warszawskich Targach Książki i niemal natychmiast przeczytałam, to wydarzenie to było świetną okazją do tego, żeby zdobyć na książce autograf autorki oraz zmobilizować się wreszcie do napisania choć krótkiej recenzji. Za chwilę to uczynię, na razie chciałabym krótko opowiedzieć Wam o samym spotkaniu. Rozmowa obydwu Pań była bardzo interesująca, prowadzona na luzie i z humorem. Dziennikarka pytała autorkę nie tylko o jej ostatnią książkę, ale również o całokształt twórczości, sposób w jaki tworzy, pracuje i odpoczywa. Ponieważ było to moje pierwsze spotkanie z autorką dowiedziałam się kilku ciekawych faktów na jej temat. Czytaj dalej

Cykl: Z dziećmi… KULTURA

Filharmonia dla Dzieci

Pałac w Wilanowie

 

Ruszam w nowym cyklem😊 Zbliża się wiosna, człowiek coraz chętniej wychodzi z domu, więc postanowiłam, że wreszcie zmobilizuje się do opisywania ciekawych wydarzeń, w których bierzemy udział i rozmaitych wypraw, których na ten sezon wiosna- lato mamy w planach sporo. Będę bliższe i dalsze, ale generalnie chodzi o docenianie małych, niby zwykłych rzeczy, miejsc i wydarzeń, bo to one najbardziej zapisują się na kartach naszej pamięć, wpływają na samopoczucie i to, czy czujemy się zadowoleni z życia . Bardzo często kiedy nadchodzi weekend czy inny wolny dzień, myślimy sobie „zrobiłabym coś, ale nie wiem co” lub „pojechalibyśmy gdzieś, ale nie wiemy gdzie”, więc mam nadzieję, że może moje posty w tej tematyce kogoś zainspirują, a i odwiedzający mogą zainspirować mnie, wymieniając w komentarzach miejsca i wydarzenia podobne do prezentowanych, a może całkiem inne, ale równie ciekawe…😊 Tak naprawdę przy tworzeniu tego blog i wymyślaniu dla niego nazwy miałam w wyobraźni miejsce, gdzie ukazywać się będą różne posty, o tematyce książkowej, filmowej, podróżniczej, życiowej, żeby pokazać takie właśnie małe, ulotne chwile, które przecież składają się na życie. Jednak ich ulotność okazała się większa niż przypuszczałam i trudno było mi się do tych relacji zmobilizować na gorąco. Tak więc blog został zdominowany przez recenzje książek, ale, że jedna nie samymi książkami człowiek żyje, postaram się wrócić do pierwotnych zamierzeń i od czasu do czasu umieścić tu również post o odmiennej tematyce😊

filharmoniadladzieci1

Już od dawna chciałam zaznajomić dzieci z muzyką na żywo, myślałam o Filharmonii, ale natrafiłam na facebooku na wydarzenia Filharmonii Dla Dzieci w Pałacu w Wilanowie, więc nie zastanawiając się długo kupiłam bilety na koncert „Król i jazz. Od baroku do improwizacji”. Nie do końca wiedziałam czego się spodziewać, ale, że bardzo lubię Pałac w Wilanowie, postanowiłam się przekonać. Koncert miał miejsce w oranżerii, dla dzieci przygotowany był na środku przypominający trawę dywan i kolorowe poduchy, na których można usiąść, dla rodziców z tyłu kilka rzędów krzeseł. Oczywiście rodzice mogli też siedzieć z dziećmi na podłodze, lub dzieci z rodzicami na krzesłach, ale ze względu na to, że wydarzenia było adresowane dla dzieci, założeniem było by były one bliżej i miały bezpośredni kontakt z prowadzącą i muzykami. Pani prowadząca koncert ubrana było w przepiękną tiulową suknię, a muzyka przerywana była jej opowieściami, w zasadzie chyba więcej było mówienia niż muzyki, z tego względu powiedziałabym, że wydarzenia najbardziej trafia do dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Moja ośmioletnia córka była zachwycona, a prawie jedenastoletni syn jakby trochę mniej. Muzyków było trzech: trębacz, waltornista i pan grający na klawiszach😊 Opowiadano o instrumentach, pokazywano te z dawnych czasów i te współczesne. Tematem koncertu była muzyka różna, występ rozpoczął hejnał mariacki, a potem płynnie przeszli do jazzu. W międzyczasie pojawiały się znane dzieciom piosenki z bajek (Kraina Lodu, Vaiana), a także bardzo znana muzyka filmowa (Star Wars, Indiana Jones, James Bond). Atmosfera towarzysząca koncertowi była bardzo pozytywna, a artystom udało się stworzyć kameralny, wręcz familijny klimat.

Generalnie jesteśmy z koncertu bardzo zadowoleni, polecamy gorąco, zwłaszcza młodszym dzieciom, a sami czujemy się gotowi na wizytę w Filharmonii Narodowej (co również postaram się opisać).

filharmoniadladzieci2

„Biegiem po miłość” Marta Radomska

RadomskaM BiegiemPoMilosc1

BIEGIEM PO MIŁOŚĆ

  • Autor: MARTA RADOMSKA
  • Seria: MARATON DO SZCZĘŚCIA (TOM 3)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 360
  • Data premiery: 19.09.2018r.
  • Moja ocena: 7/10

 

„Biegiem po miłość” to trzeci tom cyklu „Maraton do szczęścia”, czyli dalszy ciąg perypetii Olki i reszty zwariowanej paczki. Książkę teoretycznie można czytać w oderwaniu od reszty, bo każdy tom opowiada o odrębnej aferze, a wydarzenia z przeszłości są wspominane i trochę streszczane.  Jednak moim zdaniem zdecydowanie lepiej można wczuć się w klimat czytając całą serię. Pierwszy tom „Maraton do szczęścia” podobał mi się średnio. Czytało się fajnie, ale bez rewelacji. Za to drugi tom „Sprintem do marzeń” czytało mi się rewelacyjnie. Trzeci tom przeczytałam trochę siłą rozpędu, znani, sympatyczni bohaterowie, poczucie humoru i zabawne perypetie. Powiem szczerze, że akcja tego tomu jest dla mnie trochę mało przekonywująca, a intryga grubymi nićmi szyta.

Przygotowania do ślubu Oli i Łukasza wkraczają na ostatni etap. Bohaterka w przedślubnym zamieszaniu musi sobie poradzić z obiema rodzinami i przeróżnymi perypetiami. Nieoczekiwanie tuż przed ślubem w obecności narzeczonego odkrywa w pudełku, w którym powinny być jej ślubne buty białe adidasy z doczepioną karteczką „Ucieknij ze mną. On nie jest Ciebie wart.” I jak tu przekonać narzeczonego, że pudełko trafiło do niej przez przypadek i nie ma na sumieniu żadnych przedślubnych romansów? Na domiar złego okazuje się, że to dopiero początek perypetii. Wesele zostaje urozmaicone wizytą policji i śledztwem do rozwiązania. Ale więcej szczegółów Wam nie zdradzę😉 Czytaj dalej

Życiowo… „Bo ja jestem proszę Pana na zakręcie”

DSC00004Nazwałam ten blog Słoneczna strona życia między innymi po to, by ćwiczyć się w optymizmie, by częściej dostrzegać i dzielić się tą fajną stroną życia. Tymczasem do tej pory było tu tylko o książkach i to też bardzo nierówno, bynajmniej nie o wszystkich , o których warto by było napisać. Chyba dlatego, że kiepsko u mnie już od dłuższego czasu z optymizmem, a jeśli się pojawiał to tylko na krótką chwilę.

Moja sytuacja życiowa już od jakiegoś czasu jest trudna, w zasadzie od dłuższego czas „przeczekuję”, nie żyję naprawdę pełną piersią, ale czekam, czekam, aż zmienią się rzeczy, które mi nie odpowiadają, aż zmienią się ważne dla mnie relacje. Tymczasem one jak na razie zmieniły się na gorsze i doszłam do takiego punktu, gdy uwiera mnie to już na tyle, że nie mogę już sama przed sobą udawać, że jakoś to będzie, jakoś się ułoży, w końcu będzie lepiej. Dociera do mnie, że trzeba podjąć jakieś decyzje, dokonać zmian. Do tej pory już od dłuższego czasu kręcę się w kółko, przemieszczam tą samą drogą, która ma lepsze i gorsze odcinki, jest znana i przewidywalna. W obecnej chwili znajduję się na rozdrożu, czy jak kto woli zakręcie i zaczyna do mnie docierać, że to jest ten czas! To jest ten czas, by zejść z tego utartego szlaku, przerwać te kręcenie się w kółko i wyznaczyć nową drogę. Nie jest to łatwe, wymaga mnóstwo odwagi, ale jeżeli to co jest mi nie odpowiada, nie jest dla mnie dobre, to jakie mam wyjście? Czytaj dalej