„Wojna cukierkowa” Brandon Mull

WOJNA CUKIERKOWA

  • Autor: BRANDON MULL
  • Cykl: WOJNA CUKIERKOWA (tom 1)
  • Wydawnictwo: WILGA
  • Liczba stron: 408
  • Data premiery: 13.10.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 22.10.2013r.
  • Data premiery światowej: 11.09.2007r.

„Wojna cukierkowa” Brandona Mulla od @Wydawnictwo Wilga, która premierę w tym wydaniu miała 13 października br. to kolejna pozycja literatury dziecięcej, do której sięgnęłam z własnej nieprzymuszonej woli😉. Robię to dość często, by zapoznać się z propozycjami dla dzieci i młodzieży, by finalnie polecić je nie tylko moich własnym dzieciom.

Tym razem poznałam Nate’a. Dziesięcioletniego chłopaka, który rozpoczyna wraz ze swoimi rodzicami nowe życie w miasteczku  Colson. Nate ze swoimi nowymi kolegami: Trevorem, Gołębiem i Summer wstępuje do klubu poszukiwaczy przygód. Członkowie klubu odkrywają Słodki Ząbek, nowy sklep z niezwykłymi słodyczami, który prowadzi  urocza staruszka – pani White. Niby zwykła staruszka, ale niezwykłe cukierki. Słodycze pozwalają dzieciom dotknąć nieba, być na chwilę kimś innym lub manipulować pozostałymi ludźmi. Ta moc nie jest obojętna  mężczyźnie w płaszczu i fedorze, który śledzi małych bohaterów. Cała czwórka postanawia dowiedzieć się, czego ów mężczyzna szuka i czy jest tak niebezpieczny, jak im się z początku wydaje.

Brandon Mull to autor mojego ukochanego „Baśnioboru”, który czytałam z dziećmi. Ponadto jest Autorem cyklów: „Smocza straż”, „Pięć Królestw” oraz jednej z części „Spirit Animals”. „Wojna cukierkowa” to pierwsza część nowego cyklu. Mull ponownie zabiera Czytelnika w podróż w światy nieznane, nierealne, niemożliwe do ogarnięcia rozumem. Światy, w których wszystko się dzieje, a magiczne chwile pomykają z prędkością światła. Opisana przez Mulla fikcyjna rzeczywistość jest swoistego rodzaju połączeniem współczesnej powieści przygodowej dla dzieci z magiczną melodią, którą ukochaliśmy dzięki serii o Harrym Potterze. Autor jest niezwykle pomysłowy w wymyślaniu nazw cukierków i ich magicznych mocy. Ta wyobraźnia Brandona Mulla spowodowała, że cała książka jest kompatybilna z pomysłem i początkowymi stronami, mimo, że ma swoje mroczne momenty.  

Autor ma wiele do zaoferowania nie tylko młodemu czytelnikowi. Zachwycić się tą książką potrafi również starszy odbiorca i to wszystko dzięki fascynującej fabule, w której wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach.  

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Wilga.

„Dobre wychowanie” Amor Towles

DOBRE WYCHOWANIE

  • Autor: AMOR TOWLES
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery w tym wydaniu: 24.11.2021r.
  • Data premiery: 01.02.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.03.2013r.

„-Masz dużo…książek – powiedział w końcu.  – To choroba.  – Leczysz… się?  – Niestety, jest nieuleczalna”. – Dobre wychowanie” Amor Towles.

Ha! Ja też choruję nieuleczalnie, tak jak Kate. Bohaterka debiutu literackiego amerykańskiego pisarza i publicysty Amora Towles’a. Autora, który zachwycił świat książką „Dżentelmen w Moskwie”. Czytaliście ten bestseller? Ja jeszcze nie, ale po przeczytaniu „Dobrego wychowania” wydanego nakładem  @wydawnictwoznakpl wiem, że „Dżentelmena w Moskwie” muszę obowiązkowo przeczytać. To taki typowy must have na nowy rok 2022, który  już prawie stoi u naszych drzwi.

Amor Towles opisał w jedynym swoim rodzaju, prawdziwie literackim stylem Nowy Jork w czasie wielkiego kryzysu. Nowego Jorku, gdzie każdy mógł „(…) skrócić albo wydłużyć sobie imię lub nazwisko. Teddy’ego do Tinkera. Eve do Evelyn. Katyę do Kate”. To świat na który spoglądam z zachwytem. Gdzie kluby jazzowe stykały się z nielegalnymi pijalniami. Gdzie istniały miejsca na których drzwiach wisiał szyld „Kobietom wstęp wzbroniony”. Gdzie każdy mógł wiele stracić, gdy równocześnie inny mógł wszystko zyskać. W takiej atmosferze poznajemy Eve i Kate, które w trakcie wspólnej nocy sylwestrowej w muzycznym klubie spotykają bogatego i przystojnego Tinkera. Niespotykanym zbiegiem okoliczności Tinker powoduje wypadek samochodowy, w którym Eve zostaje oszpecona do końca życia. Zraniona dziewczyna zaczyna grę. Grę, w której nagrodą ma być jej nowe, dostatnie życie.

Przeważnie w toku codziennego życia znosimy liczne dowody na to, że tak uniwersalna sprawiedliwość nie istnieje. Niczym koń ciągnący wóz, ze spuszczonymi łbami i końskimi okularami na swoim miejscu, człapiemy po bruku, ciągnąc dobytek panów, i cierpliwie czekamy na następną kostkę cukru.” „Dobre wychowanie” Amor Towles.

Może to nie jest bestsellerowy „Dżentelmen w Moskwie”, ale dla mnie „Dobre wychowanie” okazało się książką wyśmienitą. Czytając miałam wrażenie, że przechadzam się ulicami Nowego Jorku w czasie czterech pół roku. Tak też zresztą skonstruowana jest ta powieść. Odzwierciedla jeden rok w życiu Kate, która jest jednocześnie narratorką tej pozycji. Poznajemy jej wszystkie spostrzeżenia, uwagi, myśli, odczucia i rozterki. Jest to bohaterka i narratorka wyjątkowa. Wysoce inteligentna, umiejąca postawić na swoim, odrzucająca stare konwenanse i obyczaje. Na swój sposób unikatowa. Dodatkowo książkoholiczka, która czyta mnóstwo książek. Opiniami o nich dzieli się wraz z czytelnikiem. Poznajemy jej stosunek do Prousta, Hemingwaya, Wolf, Dickensa czy Agathy Christie. Nie tam żadna młoda trzpiotka, której jedynym celem jest zdobycie bogatego męża, ale kobieta świadoma swojej wartości. Potomkini rosyjskiego żołnierza, który jak wielu innych emigrantów na początku ubiegłego wieku poszukał szczęścia na Nowym Lądzie. W Katie faktycznie można się zakochać i to praktycznie od pierwszych kilkudziesięciu stron.

Nie przeszkadzała mi nawet literówka, którą znalazłam już na 22 stronie w słowie „odróżnić”, które brzmi „dróżnić”. Nie przeszkadzały by mi w czytaniu zapewne setki literówek, a jak wiecie na tego typu błędy jestem wyjątkowo przeczulona. Formuła książki jest bardzo atrakcyjna. O podziale na części zatytułowane kolejnymi porami roku już wspomniałam. Każda część składa się z zatytułowanego rozdziału. Rozdziałów jest łącznie dwadzieścia sześć. Autor zafundował nam wstęp, w którym wiele się dowiadujemy o okolicznościach powstania książki. Do tego Epilog. Nie wiem, czy miał być „… ale mało wybranych”, czy raczej „…dla mało wybranych”. Ale o literówkach już wspomniałam uprzednio. Gdzieniegdzie Autor w historię Katie i jej przyjaciół wplata cytaty z „Zasad uprzejmości i dobrego zachowania w towarzystwie i rozmowie spisane przez młodego George’a Washingtona”. Zestawienie wszystkich stu dziesięciu rad znajdziecie na końcu książki. Niektóre z nich są nadal aktualnie, niektóre już niekoniecznie. Ale czytać o nich w kontekście opisanych w powieści zachowań i postępowań to prawdziwy rarytas.

Amor Towles to pisarz wielowymiarowy. Z jednej strony przypominał mi Hemingwaya, czy Virginię Wolf. Z innej strony jednego z moich ulubionych amerykańskich powieściopisarzy Johna Irvinga. Trudno go jednoznacznie sklasyfikować. Tak jak jego prozę. To proza, gdzie parafrazując samego Autora, każda postać, każde pomieszczenie, które wydaje się zupełnie nowe, jest zarazem znajome jak stary zwyczaj. Amor o samej Agathcie Christie  napisał, że „(…) rozdziela swoje małe niespodzianki w staranie stonowanym tempie niani raczącej słodyczami dzieci powierzone jej opiece.” Ja czytając „Dobre wychowanie” czułam się jakby to Towles rozdzielał mi słodycze, strona po stronie, rozdział po rozdziale. I im bliżej końca, tym chciałam tych słodyczy więcej. Aż żal, że książkę już przeczytałam. Liczę, że znajdę czas by do niej powrócić. CZYTAJCIE!!!

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

„Ty albo żadna” Magdalena Kordel

TY ALBO ŻADNA

  • Autorka: MAGDALENA KORDEL
  • Cykl: Tajemnice (tom 2)
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 15.09.2021r.

Przy okazji publikacji recenzji listopadowej premiery od @wydawnictwoznakpl pt. „A ja na ciebie zaczekam” @magdalena kordel, uświadomiłam sobie, że zalegam z recenzją premiery z września ☹. Nie wiem jak to się stało. Wszak urzekła mnie sama okładka książki „Ty albo żadna”, a już o wnętrzu nie wspominając. To kontynuacja „Zanim wyznasz mi miłość”, którą zrecenzowałam w sierpniu. W ten przedświąteczny czas spieszę więc z nadrobieniem tego faux pas, bo jak to mówią Jaka Wigilia taki cały rok, a ja rok 2022 nie chcę zaczynać i kończyć z zaległościami recenzenckimi.

W tej części cyklu „Tajemnice” poznajemy kolejnych bohaterów. To cała kawalkada ciekawych postaci. Ruta – wychowanka domu dziecka i jej przyjaciel – Mateusz. Do tego sama babcia Adela i jej siostra. Rutę która się wychowała w domu dziecka, jej przyjaciela (czy aby tylko?) Mateusza. Wkracza też na scenę Halina, która do dotychczas uznana była  za zmarłą. Jak się zachowa babka Adela, po pojawieniu się u jej boku osoby, której się nie spodziewała? Czy przyjmie ją radośnie? Czy zamknie serce szukając sposobu na odsunięcie tajemnicy rodzinnej, której do tej pory starała się ukryć przed światłem dziennym.

Nie wiem czym sobie zasłużyła Magdalena Kordel i my Czytelnicy, że Wydawnictwo Znak zaskakująco szybko publikuje kolejne książki Autorki, wręcz z prędkością światła. Dzięki niemu właśnie mamy możliwość zaznajomienia się z kolejnymi pozycjami tej poczytnej, rodzimej Autorki. Czytaliście którąś z jej bestsellerów? Jeśli nie to polecam „Anioł do wynajęcia”, „W blasku słońca” i całą serię ,,Malownicze”. Część ,,Tajemnice”, której recenzja drugiego cyklu przed Wami, także jest warta Waszej uwagi. To kolejne rozliczenie Kordel z tajemnicami rodzinnymi, które nie powinny wieczność leżeć schowane w najgłębszym zakątku domostwa. To próba odpowiedzenia nam na pytanie, ile może znieść człowiek, który ucieka przed prawdą, który z prawdą się nie potrafi zmierzyć. Do tej wspaniałe postaci. Szczególnie te kobiece. Bardzo spodobała mi się Ewelina oraz sama babka Adela. To kobiety z krwi i kości, naznaczone przeszłością, które muszą wreszcie odnaleźć spokój, nawet jeśli wymagana będzie konfrontacja z tym, co minione.

To trzecia książka Autorki, którą przeczytałam i zrecenzowałam w tym roku. Dobra, jak dwie poprzednie. To pozycja obowiązkowa na zimowe wieczory, gdy potrzebujemy otulenia, oddechu. Takich książek mi trzeba w tym mijającym roku. Takich, które dostarczają refleksji, relaksu i pozytywnego nastawienia do życia. Gorąco polecam!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Wielka Panda i Mały Smok” James Norbury

WIELKA PANDA I MAŁY SMOK

  • Autor: JAMES NORBURY
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 160
  • Data premiery: 27.10.2021r.

Już dawno przestałam wierzyć Wydawcom i recenzentom, szczególnie przedpremierowym😉. Staram się nie nastrajać ani pozytywnie, ani negatywnie. Czasem książka mnie zaskakuje trafnością do wydanych opinii, czasem wręcz przeciwnie. Ale sami wiecie jak to jest, każdy z nas dostrzega coś innego, dla każdego w danym momencie coś innego jest istotne. Nie inaczej było z październikową premierą od @WydawnictwoAlbatros pt. „Wielka Panda i Mały Smok” Jamesa Norbury. Do tej pozycji podeszłam z lekkim sceptycyzmem mimo gwarancji satysfakcji w opisie Wydawcy oraz przepięknych ilustracji.

„-Mały Smoku, czy słyszysz wiatr, który szumi w gałęziach drzew? To natura mówi nam, żebyśmy zatrzymali się na chwile, oddychali i po prostu byli” – „Wielka Panda i Mały Smok” James Norbury.

Opis Wydawcy:

„(…) rozpisana na dwa głosy opowieść o przyjaźni, odwadze, czułości dla samego siebie… i o tym, dlaczego warto czasem napić się herbaty.

Przed Wami książka, która podbije Wasze serca!

Wielka Panda i Mały Smok podejmują wspólną podróż, choć dobrze się nie znają. Szybko gubią drogę – jak wielu z nas w życiu – ale wiedzą, że stracenie z oczu celu często pozwala dostrzec wspaniałości, których zazwyczaj nie zauważamy. Dlatego z radością błądzą, odkrywają nieznane miejsca i dyskutują o tym, co w życiu najważniejsze”.

Rozumiecie więc skąd ten sceptycyzm przed rozpoczęciem czytania. Jak Wydawca pisze: Przed Wami książka, która podbije Wasze serca! to zakładam, że w zdaniu tym, nie może być grama prawdy. I tu wielkie zdziwienie!!! Totalne zaskoczenie!!! Czytając nasuwały mi się tylko takie przymiotniki jak: zachwycająca, odświeżająca, mądra, fascynująca, pogodna, optymistyczna i ekscytująca. Niby temat dość powszechny. Dwójka bohaterów wyrusza w podróż, która nie przebiega zgodnie z planem. Żaden z nich jednak się nie martwi, nie traci dobrego nastroju, nie zniechęca. Podążając w nieznane pokonują samych siebie i prowadzą bardzo mądre rozmowy. Rozmowy o życiu, o tym, co tak naprawdę w nim ważne. Dzielą się spostrzeżeniami, jak w codzienności można odnaleźć dużo dobrego. Jak można znaleźć same dobre strony, jaśniejsze punkty, nawet, jeśli w doznajemy nieprzyjemności. Podróż Wielkiej Pandy i Małego Smoka to swoistego rodzaju krzywe zwierciadło, w którym każdy z nas może się przeglądać. Przeglądać i przeglądać. To świadectwo, które możemy uznać za własne, o ile mamy wystarczająco dużo uważności i otwartości.

Kompozycja książki dodatkowo mnie urzekła. Autor wraz z Wydawcą zachowali idealne proporcje. Ilustracje, czarno-białe przeplatane kolorowymi, wybór bohaterów i ich przygód. Nie ma w nie nic z moralizatorstwa, nie ma besztania i „rozkminiania” na drobne, dlaczego nie dostrzegamy otaczającego nas, pięknego świata. Jest w niej dużo ciepłych myśli i uwag. Ciągle powracało do mnie uczucie, by dać sobie szansę, dawać tę szansę każdego dnia, tworzyć nowy początek.

Ta pozycja przemówiła do mnie, do mojej wyobraźni. Sprawiła, że poczułam wyjątkowość tej książki. Przez nostalgię, po radność i zachwyt. Od pierwszej do ostatniej strony. I tylko pozostaje żal, że przeczytałam ją tak późno.

Książka dla każdego, bez względu na wiek. Łapcie za nią i czytajcie. Dajcie sobie chwilę wytchnienia, a poczujecie to co ja. Sam zachwyt!!!  

Moja ocena 9/10.

Recenzja we współpracy z  Wydawnictwem Albatros.

„Żołnierskie serce” Tomasz Betcher

ŻOŁNIERSKIE SERCE

  • Autor: TOMASZ BETCHER
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 415
  • Data premiery: 10.11.2021r.

Tomasz Betcher @tomaszbetcherfanpage zapadł mi w pamięć po przeczytaniu „Szeptuna”, którego przeczytałam i zrecenzowałam przedpremierowo😊. I to zapadł na dobre. Gdy usłyszałam o kolejnej premierze z 10 listopada br. od @wydawnictwo.wab, nie wahałam się ani chwili. Od razu wiedziałam, że najnowsza książka tego Autora pt. „Żołnierskie serce” musi znaleźć się  w moich planach czytelniczych. Czytając opis Wydawcy o weteranie misji w Afganistanie, który „(…) W domu po dziadku odkrywa rodzinne tajemnice i sąsiadów…” skojarzyłam całkowicie inną pozycję😉, tj. „Powrót” Nicholasa Sparksa. „Powrót” czytany na początku tego roku bardzo mi się podobał, a przecież skojarzenia wymagają konfrontacji. Tym chętniej sięgnęłam po publikację rodzimego Autora, by sprawdzić, jaka była jego perspektywa. Generalnie czytanie o tym, co znamy, sprawdza się wyśmienicie. Liczyłam więc, że polski punkt widzenia od razu skradnie moje serce.

(…) Nawyki były jak blizny – mogły stać się mniej widoczne, ale miało się je do końca życia.” – „Żołnierskie serce” Tomasz Betcher

Opis Wydawcy.

Kiedy Piotr Walczak powraca ranny z misji w Afganistanie, cierpi nie tylko jego ciało, ale także dusza. Borykając się z zespołem stresu pourazowego, oskarżeniem o spowodowanie śmierci kolegów i zainteresowaniem mediów, ucieka na prowincję. W domu po dziadku odkrywa rodzinne tajemnice i sąsiadów, których kłopoty kochają tak samo jak Piotra. Czy senne miasteczko i jego mieszkańcy potrafią uleczyć żołnierskie serce i sprawić, by znów zaczęło kochać? Czy Emilia, Natalia i Janek będą w stanie żyć z wybuchowym i nieobliczalnym człowiekiem za ścianą?”.

Cóż będę parafrazować we wprowadzeniu do fabuły opis Wydawcy, który jest tak celny, że nic go nie upiększy. W paru zdaniach Wydawca wprowadza czytelnika w główny bieg historii opisanej na kartach tej powieści. Ten kto czytał wspomnianego we wstępie recenzji Sparksa, pewnie sam wyłapie podobieństwa. Nie jest to jednak wada tej książki, bynajmniej. Wszak przeżycia wojenne, bez względu kiedy nabyte i w jakiej wojnie, to temat – jak Wisła – długi i szeroki. Tej głębi przeżyć nie sposób zawrzeć w jednej prozie. Nieskończenie wiele wątków pobocznych pojawiających się wokół podobnych do siebie, ale tylko z pozoru, historii, pozwala tworzyć całkiem nową powieść, nawet jeśli wiodący temat jest porównywalny.

Zaletą książki jest silny rys psychologiczny Walczaka. Ten aspekt mocno uwypuklony został w jej pierwszej części. Nie znam żadnego weterana misji w Iraku, czy w Afganistanie. Z faktami, wydarzeniami i skutkami pewnych zdarzeń stykam się z tylko czytając relacje z „drugiej ręki”. Czuję wtedy zwykle smutek, niezgodę. Zagłębiając się w losy Walczaka starałam się być maksymalnie uważna, by nie uronić żadnego słowa z jego charakterystyki. Nie pominąć żadnego aspektu tego, z czym taki człowiek się zmaga. Bardzo dobrze odzwierciedlony został mechanizm, gdy Walczak „(…) Chcąc nie chcąc, stał się narodowym antybohaterem, co w czasach, w których opluwano nawet bohaterów, oznaczało przekleństwo gorsze niż śmierć.” To taka Polska rzeczywistość. Może dlatego fabuła opisana w tej pozycji jest mi się bliższa od tej opisanej w „Powrocie” Sparksa. Czuję jednak lekki zawód. Walczaka jako bohatera powieści, weterana, kalekę chciałabym widzieć na każdej stronie. Chłonąć go na nowo z każdym słowem. Autor rozwinął historię w trochę innym kierunku. Ułagodził ją, rozwinął wątki poboczne, które zdominowały drugą część książki. Ma więc ona bardzo pozytywne przeslanie i to mimo trudnych tematów (niepełnosprawność fizyczna i intelektualna, lęk adaptacyjny, przemoc szkolna, patologia), z którymi i Autor, a dzięki temu i Czytelnik musi się zmierzyć. Wyjątkowo spodobała mi się postać proboszcza Zaręby. Mała miejscowość, hermetyczna społeczność, a tu taki ksiądz nie ksiądz, niezwykle ludzki, bardzo postępowy. W czasie tak ogromnej niechęci do kleru okazał się dla mnie niezłym odkryciem i postacią całkowicie pozytywną.

Powieść dająca nadzieję, tak określiłabym w paru słowach „Żołnierskie serce” Tomasza Betchera. Książka balansująca między dobrem a złem, między tym co ważne, a co nieistotne, pomiędzy demonami przeszłości a iskierkami nadziei z przyszłości. To idealna pozycja na jesienną chandrę.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

„Szelest” Małgorzata Oliwia Sobczak

SZELEST

  • Autorka: MAŁGORZATA OLIWIA SOBCZAK
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 10.11.2021r.

@Małgorzata Oliwia Sobczak – autorka bardzo cenię za cykl „Kolory zła”. Do tej pory pamiętam jak „Kolory zła. Czerwień” czytałam wylegując się na leżaku przy basenie w trakcie letniego urlopu, co chwilę dzieląc się spostrzeżeniami z leżącą obok mnie przyjaciółką. Basen, słońce, przyjaciółka obok i bardzo dobra książka. Nie dziw, że do Autorki mam więc wielki sentyment. Jeśli nie czytaliście żadnej książki z serii, o której wspominam, zapraszam do przeczytania recenzji na blogu („Kolory zła. Czerwień”, „Czerń”, „Biel”). Od razu jednak zastrzegam, nawet najbardziej skrupulatnie i z oddaniem napisana recenzja, nie oddaje nawet w połowie przyjemności i satysfakcji z czytania😉.  A wiecie co to znaczy? Tak, tak. Po prostu, nie warto pominąć serii „Kolory zła” w swoich planach czytelniczych.

Wracając do premiery z 10 listopada br. od @wydawnictwo.wab  pt.  Szelest” przyznaję, że od razu zaciekawił mnie opis. Zaciekawił już w pierwszym zdaniu😊. Zobaczcie sami jak brzmi: „Podejrzana aplikacja mobilna, wciągające śledztwo i tajemnicza namiętność”. Ha!!! Same znaki zapytania. Same niejasności. Sama niewiadoma. A to tylko pobudza moją ciekawość i wzmacnia motywację do sięgnięcia po książkę. Tak więc udało wreszcie mi się spotkać z Małgorzatą Oliwią Sobczak w nowej literackiej odsłonie. Odsłonie listopadowej premiery.

Dziwne, jak działa pamięć. Widzimy tylko jakieś drobne szczegóły, które przysłaniają nam całość, albo całość obrazu, który zaciera szczegóły.” – „Szelest” Małgorzata Oliwia Sobczak.

Była dziennikarka śledcza Alicja Grabska aktualnie pisze nic nie znaczące artykuły w „Dzienniku Trójmiejskim”. W trakcie kolejnego zlecenia zaczyna poznawać aplikację mobilną Place to Rest, która zabiera ją w inspirujące miejsca. W trakcie jednej z takich wycieczek odkrywa zwłoki kilkunastoletniej dziewczyny z poderżniętym gardłem. Modus operandi jest analogiczny jak w przypadku innej ofiary, którą zajmuje się komisarz śledczy Oskar Korde. Tym samym Grabska zostaje wciągnięta w niebezpieczną grę, w której – jak jej podpowiada intuicja – odgrywa kluczową rolę. Zaczyna się pościg z czasem, w którym każda minuta ma znaczenie, by złapać mordercę niewinnych kobiet.

Tak, z krótkiego opisu fabuły nic nie wyczytacie. To dobrze. Dobry kryminał tym się wyróżnia, by czytelnik przed jego czytaniem wiedział jak najmniej. Wystarczy tylko, by wiedział, że warto go przeczytać. Tak jest w przypadku najnowszej książki Sobczak, która wyrobiła już sobie markę na rodzinnym rynku kryminałów. Książkę czyta się ekspresowo. Uwielbiam ten styl Autorki. Dużo dialogów, wartka akcja przybliża do ostatecznego rozstrzygnięcia, które – jak to zwykle u Sobczak bywa – nie jest oczywiste. Muszę jednak głęboko się ukłonić Pisarce, że dała mi możliwość zlepiania z pozoru nieistotnych wydarzeń komplementarną całość, która w zakończeniu ułożyła się jak idealnie dobre puzzle. I to jest prawdziwa sztuka w pisaniu kryminałów!

Bardzo podobały mi się retrospekcje. W oznaczanych latami rozdziałach Autorka przenosiła mnie w rok 1999 i w rok 2018. I w jednym, i w drugim roku wiele się działo. Małolaty rozrabiały, „pały” się sypały w licealnych dziennikach, a na imprezach alkohol lał się strumieniami. W tych wszystkich niuansach śledztwa musiał połapać się komisarz Korde, by odnaleźć sprawcę przestępstwa. Jest to mój ulubiony bohater tej pozycji. Co innego Tajfun, wiecznie na „wkurwie”, czy sama Grabska, która odsuwa od siebie demony przeszłości, z którymi nie stara się zmierzyć. Unikanie i dystans nie jest nigdy dobrą formą radzenia sobie z własnymi emocjami. Z jednej strony doświadczona, z drugiej jakby niedojrzała emocjonalnie. Muszę przyznać, że jednak bardzo wyrazista. Ma w sobie to coś. I nie ukrywam chętnie przeczytałabym jeszcze w jakim kierunku jej życie, jej decyzje podążą w przyszłości. Czy ułoży sobie przyszłość, w której zdoła odkryć szczęście? Nie takie chwilowe pojawiające się w sytuacji przypadkowego spełnienia własnych żądz i pragnień, ale takie stałe, na dłużej, na przyszłość.

Jest to kryminał warty przeczytania!!! Nic w nim nie jest przypadkowe, każda postać ma do odegrania swoją rolę, każdy szczegół w śledztwie ma znaczenie. Duet damsko – męski w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych często się sprawdza. Grabska z Korde sprawdzili się znakomicie!!!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

„Klatka dla niewinnych” Katarzyna Bonda

KLATKA DLA NIEWINNYCH

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 5
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 28.07.2021r.

13 października br. będzie miał premierę szósty tom cyklu z Hubertem Meyerem „Balwierz” pióra @Katarzyna Bonda. Książka już na mojej półce. Nie mogłam jednak powstrzymać się przed wróceniem do piątego tomu serii pt.  „Klatka dla niewinnych”, który miał premierę 28 lipca 2021r. Egzemplarz papierowy finalnie do mnie nie dotarł. Jednak książkę z powodzeniem mogłam przeczytać w elektronicznej wersji. Pomijając jeden tom, wiele bym straciła. Przecież Hubert i jego najbliżsi współpracownicy nie zawsze są tacy sami, nie zawsze są przewidujący. Czwarty tom serii, wydany po latach przez @wydawnictwo.muza.sa „Nikt nie musi wiedzieć” oceniłam bardzo wysoko czy i „Klatka dla niewinnych” spodobała mi się tak samo?

I tym razem Hubert wplątuje się we wszystko, co niespotykane, co nietuzinkowe. Taki jego urok. Na prośbę prokurator Weroniki Rudy Hubert przyjeżdża do Warszawy, by pomóc w śledztwie prowadzonym w sprawie rodziny Englotów. Piotr Englot kończy odsiadywać 8-letni wyrok pozbawienia wolności za zabicie własnej żony, Róży. Zadał jej czterdzieści trzy ciosy nożem. W mieszkaniu był jeszcze sześcioletni syn Jonasz, który w wyniku traumatycznych przeżyć przestał się odzywać. Organy śledcze starają się zatrzymać Englota w więzieniu, gdy w niespodziewany sposób wypada z siódmego piętra Stanisława, babcia Jonasza, której powierzono opiekę nad wnukiem. Zdaniem Meyera i Rudy te sprawy się łączą. Czy tylko te sprawy? Czy jeszcze ktoś, coś z przeszłości ma znaczenie dla rozwiązania tej zagadki?  

Ależ Katarzyna Bonda namieszała, ale pogmatwała tą historię zgodnie z zasadą Meyer w środku wszystkiego, co dziwne, co niebezpieczne, co fałszywe i ciekawe. Tylko jakby tego Meyera w tej części było mniej. Prym wiedzie niezawodna Ruda, która wysunęła się na pierwszy plan i jej przyboczny nadkomisarz. Oczywiście nie zabrakło też starego znajomego, Domana, który pojawił się w kluczowym momencie. Wprowadzony wątek Dragana całkowicie zbił mnie z pantałyku, wywiódł mnie na manowce, przez praktycznie całą książkę zastanawiałam się jaką finalnie odegra rolę w fabule. Rozstrzygnięciem czuję niedosyt.

Fabuła toczy się od 28 stycznia 2021r. do 3 lutego 2021r. Bonusem jest epilog z Dnia Zakochanych. Akcja mimo, że dzieje się w ciągu siedmiu dni rozpisana została z najdrobniejszymi szczegółami. Chwilami dziwiłam się, że w tak krótkim czasie jednego dnia, tyle się może zdarzyć. Miałam wrażenie, że poszczególne czynności, przesłuchania, spotkania, obserwacje trwają co najmniej tygodniami. To takie ekspresowe śledztwo, w którym nie zabrakło ciekawych zwrotów akcji. Wątek wokół BDSM dla mnie okazał się ciekawym uwieńczeniem intrygi. Zgodnie z zasadą „Nie wszystko złoto, co się świeci” najskrytsze pragnienia, wyuzdane fantazje, najbardziej wyrafinowane potrzeby seksualne dotykają wielu ludzi z pozoru wydających się bez skazy, bez jednej rysy. Zadziałał tu oczywiście stereotyp, łapałam się na myśleniu: ona naprawdę??? on naprawdę??? To ciekawy zabieg pisarski, który mnie wprowadził w osłupienie. Zaciekawił mnie doszczętnie wątek z Lady Herą. Typowałam, typowałam, aż wytypowałam. Wszystko zaczynało się układać jak w puzzlach, każdy wątek zaczynał składać się w jedną całość. Przeszkadzała mi jednak mnogość tych wątków pobocznych, które powodowały, że nie mogłam skupić się na głównych bohaterach, na głównym nurcie akcji. Zapewniam Was jednak, że to celowy zabieg Autorki, wyprowadzić nas na przysłowiowe manowce, byśmy jako czytelnicy do końca nie wiedzieli co jest ważne i co istotne. Nie wiem tylko do końca dlaczego ten Meyer okazał się taki ważny, przecież nie odgrywał kluczowej roli w śledztwie. Odebrałam go, jakby stał trochę z boku, za mało się angażował w śledztwo, bardziej skupiał się na relacji z Rudy. Jego działanie było powolne w odniesieniu do toczącego się z szybkością Pendolino  śledztwa. Tandem Rudy i Meyer jakby przestał istnieć. Kilkukrotnie odniosłam wrażenie, że miejsce Meyera zajął nadkomisarz Olchowik. Nie ukrywam, że z Panią Prokurator tworzył zgrany i ciekawy duet. Rudy była wszędzie, Meyer jakby w jednym miejscu nie wnosząc niczego kluczowego, a jednak dla kogoś okazał się najważniejszy. Tak ważny, że ktoś pokusił się o…… Uff, dobrze, że się zatrzymałam. Tu zaczęłabym już spojlerować.

Meyera uwielbiam, o czym wspomniałam już w poprzedniej recenzji przy okazji czwartego tomu (recenzja na klik). Ma w sobie to coś. Ten spokój, tą spostrzegawczość, tą zadrę i to nieszczęście, które czyni go jeszcze bardziej ciekawym. Sama profesja profilera zawodowego bardzo mnie ciekawi i do tej pory nie znudziła. Jego spostrzeżenia chłonę jak gąbka i wewnętrznie z nimi dyskutuję. To zawsze jest wartość tego cyklu. Plusy to: konsekwentnie wykreowane postaci, ciekawa, wielowątkowa fabuła, która doczekała się nieszablonowego rozstrzygnięcia. Tak, zakończenie mnie zaskoczyło, a ja w kryminałach cenię to bardzo.

Polecam „Klatkę dla niewinnych” i już nie mogę się doczekać wrażeń z tomu szóstego. Kolejna odsłona jeszcze przede mną.

Moja ocena: 7/10

Książka wydana nakładem Wydawnictwa Muza.

„Dwa królestwa, jedna krew” Renata Czarnecka

DWA KRÓLESTWA, JEDNA KREW

  • Autorka: RENATA CZARNECKA
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Cykl: DYLOGIA ANDEGAWEŃSKA (tom 1.)
  • Liczba stron: 432
  • Data premiery: 29.09.2021r.

Sama nazwa oficjalnej strony Autorki na FB @Renata Czarnecka-piszę o kobietach już mi się spodobała. Po lekturze powieści historycznej „Dwa królestwa, jedna krew”, która premierę miała 29 września br. przyznaję, że faktycznie w treści oprócz silnych królów, przystojnych i rządnych władzy książąt z najznakomitszych rodów, jest rzecz o kobietach. O tych z koronowanymi głowami, o tych przesuniętych w cień ze względu na prawo pierwszeństwa, o tych zwykłych, służalczych, wiecznie z pochylonymi karkami. A ja o kobietach uwielbiam czytać. To moja pierwsza przygoda z Autorką, którą rozpoczęłam dzięki Wydawnictwu @Książnica i mam nadzieję, że nie ostatnia.

Historia niejedno ma imię!

To nie nudna lekcja historii. O nie! To opowieść o dwóch silnych kobietach, w których żyłach płynęła ta sama krew przodków. To historia życia i sporu pomiędzy Elżbietą Łokietkówną, królową Węgierską a Joanną Andegaweńską, królową Neapolu. To losy połączone przez ambicje i godność, która w każdym kolejnym pokoleniu winna być podnoszona. Książka jest osadzona w wieku XIV. Najpierw poznajemy Elżbietę, która poślubiła króla Węgier Karola Roberta, pierwszego króla – Andegawena. Z pozoru nieszczęście Elżbiety stało się jej siłą. Szybko rozkochała w sobie króla i pozyskała władzę wpływu na niego. Ze względu na jej ambicje ich syn Andrzej został przeznaczony Joannie, córce neapolitańskiego króla. Małżeństwo kilkulatków w dorosłym życiu nie zaznało szczęścia. Joanna chora z niemożności władania, uchylająca się od obowiązków małżeńskich, szukająca pocieszenia w miejscu jak najdalszym od ramion męża, doprowadza do silnego konfliktu politycznego, którego zarzewiem jest przedwczesna śmierć Andrzeja. Czy politycy zdołają uchronić Neapol od zemsty króla Węgier? Czy oddalą nad królestwem widmo wojny?

Historia była w szkole jedną z najbardziej ulubionych przeze mnie lekcji. Miałam szczęście do nauczycielki. Silna, zarażająca swą pasją kobieta, potrafiła przekazać w bardzo ciekawy sposób nawet najbardziej nudne fakty historyczne. Muszę napisać jednak, że najlepsza lekcja belferki nie może równać się z tą książką. Dzięki niej zrozumiałam, co znaczyła dla książęcych i królewskich rodów polityczna gra, w której brały od początku udział bardzo małe dzieci. Bonusem jest dołączone na końcu drzewo genealogiczne, które pomagało mi zagłębić się w powinowactwo pomiędzy głównymi bohaterami. Tak czasem nie dalekie, byle tylko korony pozostawały w jednych rękach.

Renata Czarnecka skroiła bohaterów na miarę XXI wieku. Wiele w nich pasji, wiele nieszczęścia, wiele błędnych decyzji i chorych ambicji. Opisała czasy kobiet z królewskiego rodu, które nie zawsze chciały się podporządkować swemu mężowi, które szukały możliwości realizacji własnych pasji, własnych ambicji jak nie wprost, to ukradkiem. Które w ten sposób chciały objawić światu swoją niezależność. Opisała zwykłych poddanych, dwórki spełniające zachcianki i kaprysy męskich potomków królewskiego rodu, służących nie potrafiących się przeciwstawić, ani spojrzeć w twarz władcom, zwykłych żołnierzy wykonujących bezwolnie rozkazy, z którymi nie sposób się było zgodzić. Wśród nich potrzeba szczęścia, potrzeba ułudy stanowienia o swoim losie, cicha i bierna agresja. Czarnecka zabiera nas w lata przepychu królewskich dworów, okres rządzenia światem zza kuluarów przez papieża Klemensa, czasów, gdy jedyną cnotą kobiety była jej bogobojność. O nie, nie chciałabym żyć w tych wiekach. Czasy, gdzie błąd i decyzja samej królowej tak naprawdę kosztowała życie wielu, tylko po to, by odsunąć od siebie odpowiedzialność. To prawdziwa gra polityczna, która toczyła się wiele wieków temu, a miałam wrażenie jakbym czytała trochę o współczesności. No cóż, pewne mechanizmy nie tracą na aktualności, zawsze dobrze się sprawdzają, gdzie władza nad innymi miesza się z własną potrzebą realizacji swoich celów. Dodatkowo spodobały mi się losy niektórych neapolitańskich książąt, przeświadczonych o swojej wyjątkowości, co okazało się zgubne. No tak, nie zawsze kobiety okazywały się ofiarami historycznych dziejów. Trochę o tym zapomniałam, na szczęście ta powieść mi o tym przypomniała. Jako niewprawny fan historii miałam tylko problem z osadzeniem konkretnych bohaterów. Losy głównych bohaterów opisane są w sposób dość szczegółowy. Te same imiona, nazwiska chwilami wymagały ode mnie dłuższego zastanowienia, gdzie jest ten klucz, gdzie jest ten łącznik. Kto z kim, kto i dlaczego, kto i jak?  

Autorce udało się  oddać ducha tamtych czasów, opisać historię w sposób barwny, ciekawy, kompletny. Dzięki emocjom wywołanym romansami, knowaniami, intrygami, gierkami politycznymi książka była dla mnie miłą odskocznią od popularnego na moich półkach gatunków. Jeśli lubicie podróże w odległą przeszłość sięgnijcie po tę pozycję. Zanurzcie się bezwolnie i bez uprzedzeń w połączone losy, do tego w bardzo dobrym stylu, Elżbiety i Joanny, którym nie dane było się prawdziwie pokochać.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Książnica.

Recenzja premierowa: „Najsłabsze ogniwo” Robert Małecki

NAJSŁABSZE OGNIWO

  • Autor: ROBERT MAŁECKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 29.09.2021r.

Każdą premierę od @robertmalecki.autor czytam w ciemno😉. Ani razu nie zawiodłam się na tym rodzimym Autorze. Począwszy od serii z Grossem („Wada”, „Zadra”), przez „Żałobnicę” i „Zmorę”, aż do ostatnio przeczytanej po wznowieniu serii z Benerem („Najgorsze dopiero nadejdzie”, „Porzuć swój strach” oraz „Koszmary zasną ostatnie”). Na premierę z 29 września br. czekałam więc z niecierpliwością. Po otrzymaniu swojego egzemplarza, za który dziękuję Wydawnictwu @czwartastronakryminalu, obiecałam sobie, że „Najsłabsze ogniwo” będzie pierwszą z premier dzisiejszej środy. Obietnicy danej sobie dotrzymałam i oto przed Wami „na gorąco”, minuta po północy, recenzja przeczytanej wczoraj powieści.

(…) pisarze nie mają startu do scenariuszy, które tworzy życie” – „Najsłabsze ogniwo” Robert Małecki.

Chociaż jeszcze lepszy, jest cytat z Posłowia Autora:

(…) pisarze to kłamcy. Naszym żywiołem jest fikcja. Dlatego nigdy nam nie ufajcie” – „Najsłabsze ogniwo” Robert Małecki.

Po tylu przeczytanych Pana książkach jedno wiem, że Pan to potrafi kłamać Panie Robercie, i to jak😊.  

Tym razem Małecki akcję powieści osadził w okolicy Torunia. To tu mieszka Piotr Warot poczytny pisarz, znający bardzo dobrze techniki trzymające czytelnika w napięciu. Mieszka wraz z żoną Karoliną oraz dwójką dzieci, nastoletnim synem i młodszą córką. Sielskie i szczęśliwe życie zaburza zniknięcie młodszego brata Warota, Aleksa. Zniknięcie po grillu, który odbył się w domu Warotów. Sytuacje zdaje się wymykać spod kontroli, gdy za zaginioną uznaje zostaje dziewczyna Aleksa, a za chwilę znika młody sąsiad Warotów, Kuba przyjaźniący się z jego synem. Co lub kto okaże się najsłabszym ogniwem w tej historii pełnej tajemnic, niedopowiedzeń,  półprawd, nieodgrzebanych niejasności? Czy Warot, Magiera, Słomski zbliżą się choć trochę do rozwikłania zagadki? Zagadki, do której klucz wydają się mieć prawie wszyscy. Tylko, czy zdołają trafić na zamek, do którego będzie pasować?

Bardzo dobra książka!

Rekomenduję ją z pełną odpowiedzialnością. Bardzo podobała mi się postać Piotra Warota, pisarza i detektywa amatora w jednej osobie. Zmotywowany i zdeterminowany do samego końca, szukający drugiego dna, mimo wielu popełnionych błędów. No cóż, przecież Warot to nie Gross! Ale mi Grossa w „Najsłabszym ogniwie” w ogóle nie brakowało. To dobrze świadczy o powieści, że potrafiła wchłonąć mnie nowymi bohaterami i pomogła mi uniknąć porównania do Bernarda.  Do tego wątek Magiery, relacja ze Słomskim prowadzącym śledztwo, wiele pobocznych postaci kobiecych, tak różnych, tak odmiennych od siebie. Intryga mimo, że nie była typowo kryminalna nie pozwalała mi zamknąć książki przed jej ukończeniem, a to zwykle świadczy, że powieść zasługuje na uwagę. Jakże mogłabym jej nie pochłonąć w jeden wieczór!!! Akcja, tempo, zdarzenia następujące jedno po drugim, odsiewanie „ziarna od plew” w gąszczu informacji, z pozoru nieistotnych, nieważnych.

Dodatkowo Małecki świetnie odzwierciedlił relacje rodzinne. Związek z żoną nad którym ciąży zdrada z przeszłości, podobno z nic nieznaczącą kobietą. Trudności z kontaktem z nastoletnim synem, który jest w domu, a jakby go nie było, który na każdą próbę komunikacji przez rodzica reaguje westchnieniem, wzruszeniem ramion czy zniechęceniem. Miłość między braćmi, tak różnymi, tak z pozoru ze sobą niczym nie związanymi. Taka czysta miłość braterska, bezwarunkowa, mimo wielu nieporozumień. Życie w cieniu teścia, odnoszącego sukcesy, znanego w Palestrze wpływowego adwokata, życie jakby pod ciągłym nadzorem, życie przynoszące poczucie swej niedoskonałości, swych ubytków. Te wątki obyczajowe zostały rozpisane z pełną uwagą, odpowiednim stopniem natężenia, chwilami z dużymi emocjami. Podobały mi się na równi z wątkiem głównym. Pewnie dlatego, że Małecki potrafi zachować umiar, właściwą symetrię pomiędzy tym co ważnym i w jednej, i w drugiej płaszczyźnie.

Jeśli lubicie powieści, w których akcja toczy się jak szalona, a relacje między bohaterami wynikają z wnikliwie opisanych relacji i z zamysłem prowadzonych dialogów, to „Najsłabsze ogniwo” jest dla Was. W gratisie dostaniecie jeszcze cięte riposty, anegdoty, odniesienia do wydarzeń z przeszłości oraz perspektywę czasu „teraz”, „dwa dni wcześniej” „dwa miesiące później”. Zapewniam, nie sposób się pogubić. To kolejna bardzo dobra książka Roberta Małeckiego, z którą spędzony czas uważam za niezwykle udany. Udanej lektury!!!

Moja ocena: 9/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Portret Doriana Graya” Oscar Wilde

PORTRET DORIANA GRAYA

  • Autor: OSCAR WILDE
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 240
  • Data premiery w tym wydaniu: 14.09.2021r.
  • Data 1 polskiego wydania: 01.01.1922r.
  • Data premiery światowej: 01.01.1890r.

Książka nie może być moralna albo niemoralna. Jest tylko dobrze albo źle napisana” – Oscar Wilde.

Nie mogłam, nie zapożyczyć sobie z tylnej obwoluty cytatu, który tam zamieścił Wydawca @Zysk i S-ka. Idealnie wkomponowuje się w dzieło, które miałam przyjemność i to prawdziwą 😊 przeczytać w najnowszym wydaniu. Mowa tu o „Portrecie Doriana Graya” Oscara Wilde’a, pierwszej nieocenzurowanej publikacji. Chociaż od trafnych cytatów, przemyśleń w książce  się roli. Mój kolejny ulubiony to:

(…) przecież w Kościele ani trochę nie myślą. Osiemdziesięcioletni biskup powtarza to, co mu powiedziano, kiedy był osiemnastolatkiem…”- „Portret Doriana Graya” Oscar Wilde.

Lub:

(…) Tylko płytcy ludzie potrzebują całych lat na to, aby się uwolnić od emocji. Ten, kto jest panem samego siebie, może ukrócić smutek z taką łatwością, z jaką może wynaleźć przyjemność” – „Portret Doriana Graya” Oscar Wilde.

I tak mogłabym w nieskończoność😉. Chociaż nie o trafne wypowiedzi tu chodzi, a o ponadczasową historię młodego, niezwykle urodziwego młodzieńca, który szturmem zdobył wiktoriańską societę. Dzięki znajomość z Lordem Henrym Wottonem oraz inspirowaniu londyńskiego malarza Basila Hallwarda, Dorian Gray stał się istotnym członkiem angielskiej sfery wyższej. Jego próżność, czar i umiejętność zdobywania sobie przyjaciół szybko rozniosły jego sławę aż do najdalszych zakątków Londynu. Nieszczęśliwa chwila  słabości do podrzędnej aktorki Sibyl oraz złudna miłość zaprowadziły go do najczarniejszych zakątków jego duszy. Dorian zaczął dojrzewać, korzystać z uroków życia, aż okrył się złą sławą. Tylko przez to, że wyraził życzenie. Życzenie, by jego twarz była zawsze tak piękna i urocza, jak na namalowanym przez jego przyjaciela Basila Hallwarda portrecie, portrecie mającym swoją siłę, siłę nieokiełznaną, siłę, z którą Dorian będzie musiał wreszcie stoczyć walkę.

Prawdziwe dzieło!!!

W każdym wymiarze. Po pierwsze Wilde mimo, że to książka wydana ponad sto trzydzieści lat temu, podjął kwestie całkowicie ponadczasowe. W fabule umieścił przywary ówczesnego społeczeństwa, które tak naprawdę nie różnią się wiele od nam współczesnych. Zwrócił uwagę na siłę próżności, świadomości własnych zalet, które mają niszczycielską moc. Po drugie sam Gray nie jest do końca prostą postacią literacką. Jest on bardzo skomplikowanym młodym człowiekiem, człowiekiem, który przeszedł przyspieszony kurs, w którym wygrała jego narcystyczna natura. Tak, to prawdziwy narcyz potrafiący samobójczą śmierć niedoszłej żony nazwać „wyśmienitym doświadczeniem”. Narcyz skupiający się na sobie i wszystkich wokół skupiający na sobie. Nawet w sytuacji silnego zagrożenia potrafiący zaangażować w poradzenie sobie w problemie nieprzychylnego znajomego, posiadający zdolność użycia najprostszego w swej formie szantażu w bardzo wymyślny sposób. Jego przemiana w ciągu miesiąca z czarującego i oddanego przyjaźni chłopca w sceptycznego i na wskroś zepsutego mężczyznę tak naprawdę była długą drogą. Drogą, w której się pogubił i na jej rozstaju wybrał nie tą ścieżkę, którą powinien. Po trzecie muszę o tym wspomnieć, mimo, że nie jest to grube dzieło, znalazłam w nim bardzo piękny opisany obraz środowiska arystokrackiej Anglii. Te wszystkie spotkania, suknie, wizyty, przejażdżki, z góry ustalone spacery z odpowiednią świtą przeniosły mnie w bajeczny świat, świat Oskara Wilde’a.

Zachwyciłam się tą książką, co tu będę dłużej pisać. To swoistego rodzaju exodus, pozycja obowiązkowa dla osób uwielbiających czytać. Nie byłam w stanie znudzić się ani fabułą, ani stylem, ani formą, jak czasem mi się zdarzyło w trakcie czytania literatury pięknej. To wspaniale skonstruowana powieść. Powieść uderzająca w najpiękniejsze oblicza, które w dziennym świetle są tak naprawdę mniej ładne. Powieść podejmująca wieczne pytania o nieśmiertelność, o to, co jesteśmy w stanie poświęcić dla prawdziwej miłości i czy owa prawdziwa miłość naprawdę istnieje. Powieść obrazująca namiętność w różnej formie i w stosunku do różnych osób, rzeczy, zasobów, czy po prostu pięknych dzieł sztuki. Powieść dotykająca istoty ludzkiej, istoty naszego społeczeństwa, w której nie zawsze zwycięża dobro, czasem do głosu dochodzi tylko zło i to na bardzo dłuuuuuugo. Ponadczasowa pozycja godna każdego czytelnika!!! I to jak pięknie wydana!!!! W twardej oprawie, z obwolutą, na grubym papierze kredowym, zszyta. A co ważniejsze, z wyśmienitym tłumaczeniem Jerzego Łozińskiego. Za to tłumaczowi należą się owacje na stojąco.  

Nie mogło być inaczej.

Moja ocena: 10/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję  Wydawnictwu Zysk i S-ka.