„Kolor miłości i krwi” Margota Kott

KOLOR MIŁOŚCI I KRWI

Autorka: MARGOTA KOTT
Wydawnictwo: NOVAE RES
Liczba stron: 380
Data premiery: 23.03.2022r.

Ale czas płynie tylko w jedną stronę, jak ten pociąg. Jak już bilet wykupisz, to jedziesz i jedziesz. Aż dojedziesz do stacji końcowej i wysiadka! Ludzie wsiadają w międzyczasie, wysiadają, a ty wciąż jedziesz. Rozmawiasz z nimi przez dwie, trzy stacje i musicie się pożegnać…” –„Kolor miłości i krwi” Margota Kott.

@Wydawnictwo Novae Res to Wydawca, z którym bardzo rzadko współpracuję. Dzięki Jego wspaniałomyślności udało mi się jednak zdobyć recenzencki egzemplarz książki pt. „Kolor miłości i krwi” autorstwa @MargotaKottAutorkaKryminalow. Książka do mnie trafiła ze znacznym opóźnieniem, gdyż jej premiera była 23 marca br. Ja po jej przeczytaniu od razu zabrałam się do publikowania mojej opinii i od razu zastrzegam; nie sugerujcie się tytułem! Owszem, w publikacji sporo jest o miłości, o przyjaźni, o tolerancji. Ale bardziej przemówiły do mnie nuty związane z tęsknotą za ojcowizną i – mimo bajkowego zakończenia – pieśni o bohaterstwie, których tak sporo nam teraz potrzeba.

Miłość jest naszym osobistym problemem, trofeum albo tragedią, i nie ma znaczenia czy jest odwzajemniona.” –„Kolor miłości i krwi” Margota Kott.

Do autorki francuskich romansów, Juliette Gauthier zamieszkującej w bieszczadzkiej wsi przybywa Marko Berezowski ukraiński weteran wojenny broniący lotniska w Doniecku przed rosyjskimi separatystami w 2014 roku. Marko nazywany cyborgiem, bo taką nazwę otrzymali Ci wytrwali ukraińscy żołnierze. Aktualnie samotny, szukający spokoju, potrzebujący ciszy i odosobnienia, by znaleźć swoje miejsce w życiu, odnaleźć na nowo jego sens. Praca ochroniarza nie wygląda jednak od początku tak, jakby mógł sobie tego życzyć. Nagle Madame Gauthier zaczyna interesować historia Doniecka i innych cyborgów. Historia niewinnych śmierci przed rosyjską napaścią, historia ogromnych strat i historia Marka. Gdzie szukanie w przeszłości zaprowadzi poczytną autorkę romansideł, a gdzie wytrwałego cyborga?

Książkę otwiera prolog. Potem następują po sobie kolejno rozdziały. Jest ich w sumie osiem. Każdy rozdział został dodatkowo podzielony na dwie części, które zostały sugestywnie zatytułowane, np.; „Ocaleni”, „Prawdą jest to, co wiem”, czy „Powiedz im, że nadszedł czas zemsty”. Autorka nakreśliła bardzo ciekawą historię okazującą się finalnie totalnym dla mnie zaskoczeniem. To nie jest romans😊. To całkowicie na czas wydana historia o cyborgach z Doniecka z 2014 roku. Jakże aktualna, jakże teraz potrzebna. To opowieść o bohaterstwie, o stratach, o walce i sile o wolną Ukrainę. To historia o bestialskiej napaści, której teraz jesteśmy również świadkami. Ten wątek mnie niezwykle urzekł. Kompletnie się go nie spodziewałam po przeczytaniu opisu. Autorka trafiła idealnie w czas, czas niepokoju na naszej wschodniej granicy, czas wojny ukraińsko – rosyjskiej. Nie wiem jak to zrobiła, że wkomponowała swą powieść w ten okrutny moment tak idealnie. Bardzo podobał mi się wątek pisany z perspektywy Marko Berezowskiego, prawdziwego cyborga, jego językiem, jego słowami. I sam ten wątek tak dobrze rozpisany wystarczy, by uznać książkę za wartą przeczytania. Ale Margota Kott nie poszła na łatwiznę. Wzbogaciła fabułę dodatkowo o wątek polsko – ukraiński, z czasów UPA, czasów niespełnionych miłości, czasów zemsty i sąsiedzkiej zawiści. Historia Mykoli i Anny, Ukraińca i Polski, których los dopełnił się wiele lat później również zasługuje na moje uznanie. Ta opowieść powstała jakby z martwych. Okazała się żywa, jak żywe były obrazy, zapachy bieszczadzkiej wsi, które chłonęłam podczas czytania oraz lokalna ksenofobia, której wręcz osobiście doświadczałam,

Sama Juliette mnie nie zachwyciła. Nie mam serca do infantylnych posiadaczek małych krzykliwych yorków, nawet jeśli przyświeca im szczytny cel. Za to Marko okazał się dla mnie ciekawym bohaterem, złożonym, wielowymiarowym w swych doświadczeniach, nad wyraz męskim. Autorka bardzo dobrze odwzorowała jego męską naturę i styl bycia. Nie przeginając ani w jedną, ani w drugą stronę. Jego narracja mnie pochłonęła najbardziej.

Do tego trafne cytaty na początku każdego rozdziału. Idealnie wplecione w fabułę. Stanowiące jakby zaproszenie do treści opisanych w dalszej części. I styl pisania. Bardzo przystępny, płynny, pomagający czytać szybko.

Jak to mile się czasem totalnie zaskoczyć przy czytaniu 😊. Szczerze polecam!!!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

„Pierwszy dzień wiosny” Nancy Tucker

PIERWSZY DZIEŃ WIOSNY

  • Autorka: NANCY TUCKER
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 23.03.2022r.

Jak pisałam w zapowiedzi, z końcem kwietnia otrzymałam od Wydawnictwa @Książnica książkę, która premierę miała 23 marca br. Po tę publikację sięgnęłam sama gdy zapoznałam się z wieloma, pozytywnymi recenzjami na jej temat. Czujecie już powiew wiosny? Czy do Waszych okien zagląda już słonko? W „Pierwszym dniu wiosny” Nancy Tucker słońca i bezchmurnego nieba jest najmniej. Jakże mogłoby być inaczej, jeśli powieść zaczyna się od słów „Zabiłam dzisiaj małego chłopczyka. Ściskałam rękami jego szyję, czułam pod kciukami, jak pulsuje w nim krew. (…) Nie sądziłam, że to będzie takie łatwe.”

Nic bardziej szokującego, jeśli słowa wypowiada ośmioletnia Chrissie Banks. Dziewczynka pozostawiona sama sobie. Wierząca do końca, że jej matce na niej zależy, a jej zmartwychwstały od czasu do czasu ojciec przybywa do niej z wielkiej miłości, a nie z poczucia winy w przerwie zakrapianej alkoholem wizyty w barze. Ojciec odpowiadający zawsze „Nie mów mi tego! (…) Nie mogę tego słuchać” na takie słowa jak; „Mama nie daje mi nic do jedzenia(…) Jestem głodna. Nieraz wydaje mi się, że umrę z głodu.”. Gdy zostaje zamordowany dwuletni Steven spokojną miejscowością wstrząsa ogrom tego nieszczęścia. Policjanci szukają winnego. Przesłuchują i dorosłych, i dzieci. Senni mieszkańcy zajęci swoimi sprawami plotkują o tragedii i o śledztwie. Nie angażują się jednak. Tak jak przez lata nie angażowali się, by uchronić głodującą Chrissie przed wyzbyciem się resztek człowieczeństwa, gdy głodna szwendała się pomiędzy ich domami. Szwendała się i szukała. Szukała schronienia i pomocy, którego nie znalazła.

Ludzie mający nade mną władzę najpierw mnie ukryli, a potem wypchnęli na głęboką wodę życia, o którym nie sądziłam, że będzie moim udziałem, rzucili w świat, o którym nie sądziłam, że będą musiała go zrozumieć.”  „Pierwszy dzień wiosny” Nancy Tucker.

Ten mechanizm mnie właśnie zastanawia, typowo mieszczański, ta wszechobecna społeczna obojętność, byle tylko nie mieszać się w nieswoje sprawy i nie zaglądać innym przez okna do domu. Wszystkie matki świata, a tym bardziej małej miejscowości powinny zebrać się w sobie i zaopiekować się małą Chrissie, która zmuszona była do podjęcia nieakceptowalnych czynów, byle tylko zapomnieć o głodzie. Małą Chrissie nie potrafiącą się przyznać wprost do tego, że potrzebuje pomocy. Małą Chrissie od maleńkości nauczoną, że musi radzić sobie sama. Kulminacyjna scena tej społecznej hipokryzji znalazła odzwierciedlenie w bardzo dobrze skonstruowanej scenie prawie na końcu książki, scenie przesłuchania matki najlepszej przyjaciółki Chrissie, Lindy. Która i tłumaczyła się ze swojej obojętności i braku reakcji, i biła w pierś. Ilu innych bohaterów powinno się tak zachować? Łącznie z pracownicą ośrodka adopcyjnego, do którego zaprowadzona została Chrissie, łącznie z jej nauczycielką.

Książka podzielona została na krótkie rozdziały zatytułowane imionami głównych bohaterek, które jednocześnie są narratorkami: Chrissie, Julii i Molly. Książkę przeczytałam bardzo szybko. Bardziej podobała mi się jednak pierwszoosobowa narracja małej Chrissie. Autorka stanęła na wysokości zadania stosując retorykę właściwą dla ośmioletniej dziewczynki. Jej tłumaczenia rzeczywistości, naiwność, wiara w miłość rodzicielską, przeświadczenie o własnej samotności z jednej strony mnie zachwycały swoją trafnością i realnością, z drugiej przerażały. Autorka weszła bardzo dobrze w rolę kilkuletniej bohaterki i odwzorowała jej trudny, zmasakrowany przez dorosłych świat. Obraz Julii niesie ze sobą przesłanie, że nie każdy jest skazany na niepowodzenie, nawet jeśli początek nie był udany. Że każdy może powrócić i zacząć wszystko od nowa. W tej postaci bardzo uderzyła mnie troska o własną córkę i ten codzienny, wszechobecny lęk, że wszystko nagle się skończy. Do tego spotkanie po latach z dawno niewidzianą przyjaciółką. Bardzo dobre uwieńczenie steranej losem matki, która dla siebie nie będzie nigdy wystarczająco dobra.

Niezwykle wstrząsająca historia skonstruowana tylko z kilku bohaterów o wyjątkowej głębi. Niezwykła historia, w której los dzieci został w rękach innych dzieci. W której obojętność dorosłych może być zabójcza. Miłej lektury!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Pokolenie Przyjaciół. Zakulisowy obraz kultowego serialu” Saul Austerlitz

POKOLENIE PRZYJACIÓŁ. ZAKULISOWY OBRAZ KULTOWEGO SERIALU

  • Autor: SAUL AUSTERLITZ
  • Wydawnictwo: SINE QUA NON
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery: 23.03.2022r.
  • Data premiery światowej: 17.09.2019r.

Jestem niekwestionowaną fanką serialu „Przyjaciół”. Obejrzałam wszystkie odcinki po kilka razy, a specjalne wydanie, w którym główni bohaterowie spotykają się po 20 latach przyjęłam bardzo entuzjastycznie. Z zachwytem więc sięgnęłam do propozycji od @WydawnictwoSQN pt. „Pokolenie Przyjaciół. Zakulisowy obraz kultowego serialu” autorstwa Saula Austerlitza. I choć książka premierę miała 23 marca br., ja ze względu na osobistą więź z tym sitcomem do recenzji zabierałam się dość długo. Potrzebowałam czasu, by się zdystansować. By wszystkie moje „ochy” i „achy” zamienić w jak to tylko możliwe, subiektywną ocenę książki, która opowiada o tym cudownym dziecku amerykańskiej produkcji. Fenomenie, w którym przyszło mi uczestniczyć po raz pierwszy od 1996, aż do 2004 roku. A potem to uczestnictwo powielać😊.

(…) niektóre seriale trzymają przy sobie widza ciekawym podejściem do narracji, nowymi liniami fabularnymi i krwistymi postaciami…” – „Pokolenie Przyjaciół. Zakulisowy obraz kultowego serialu” Saul Austerlitz.

Saul Austerlitz wydawał się idealny do napisania książki „Pokolenie Przyjaciół. Zakulisowy obraz kultowego serialu”. Z jego krótkiej notki biograficznej dowiedziałam się, że jest fanem sitcomów, o których opublikował już inne książki. Ponadto pisanie i sztuki komiczne wykłada na należącej do Uniwersytetu Nowojorskiego Tisch School of the Arts. Sam pomysł też pozornie był skazany na sukces. Wziąć na warsztat jeden z najpopularniejszych seriali dla młodych ludzi, który kochają również starsze pokolenia, to praktycznie gwarancja udanej inicjatywy. Tym bardziej, że dla fanów serialu najważniejsze są ciekawostki, smaczki, anegdoty. Najbardziej istotne jest powąchanie tych zapachów, poczucie smaków wyrobów Moniki i usłyszenie po raz enty „How you doin’?”😉. Każdy z fanów chciałby znaleźć się na pomarańczowej kanapie Central Perk i  przynajmniej raz w życiu poczuć się jak oni. Poczuć to co oni. Co Rachel, Ross, Joey, Chandler, Monika i Phoebe. Ja też.

Po obejrzeniu „Przyjaciele: Spotkanie po latach” (2021), książka nie jest zaskoczeniem. Wręcz przeciwnie wydaje mi się jakby rozwleczoną wersją tego specjalnego odcinka. Informacje, o których przeczytałam, w większości usłyszałam w trakcie transmisji spotkania 20 lat później.  Przeczytałam o żmudnej pracy scenarzystów, by zachwycić producentów tym pomysłem. Po raz kolejny wsłuchałam się w perypetie z wyborem odtwórców głównych ról. Zajrzałam przez dziurkę od klucza na próby do odcinka pilotażowego, a także prześledziłam w transkrypcji sceny z niektórych odcinków. Oczywiście nie zabrakło anegdot o gwiazdach, które wystąpiły w serialu oraz o celebrytach i autorytetach, którzy w życiu rzeczywistym odnieśli się do sukcesu „Przyjaciół”. Nudy, nudy, nudy. Dodatkowo wręcz irytowały mnie momenty, w których autor skupił się na innych telewizyjnych produkcjach opowiadając ze szczegółami mankamenty współpracy, ciekawostki z procesu obsadzania ról, czy reakcji widzów. Nie wiem, co ta wiedza miała mi dać. W efekcie czytając o tym wybijałam się z wątków związanych z „Przyjaciółmi”, co wzmagało moje niezadowolenie.

Książka składa się z kilku części i kolejno ponumerowanych oraz zatytułowanych rozdziałów. Podobał mi się wstęp do polskiego wydania „Przyjaciele” nie potrzebują…przypisów ani wyjaśnień”, choć w niektórych miejscach przypisy i wyjaśnienia okazały się jednak zbawienne. Szczególnie zaciekawił mnie wątek z Donaldem Trumpem, o którym całkowicie zapomniałam z biegiem lat😊. Książka nie jest tak gruba jak pierwotnie się wydaje. Ostatnie ponad sto stron składa się między innymi ze źródeł. Ilość powołanych powala, co tylko potwierdza, że książka ma raczej charakter odtwórczy, niż twórczy, w którym autor opisuje własny światopogląd na fenomen „Przyjaciół”. Za zakończenie Wydawca ma dla czytelnika mały prezent. By dowiedzieć się jaki, musicie sięgnąć po tę książkę.

Mimo sporego zawodu w wielu miejscach odnalazłam pasję twórców, aktorów, wszystkich pracowników realizacji i widzów, która przełożyła się na ponadczasowe uwielbienie tej produkcji. Mimo, że standard odbiega znacznie od współcześnie obowiązujących, ma w sobie niekwestionowany urok. A do tego całkowicie zgadzam się z opinią powołaną na początku:

Otóż najsilniejszym atutem „Przyjaciół” okazało się to, co uznano z początku za ich wadę. Brak realizmu (…) przemienił się z czasem w wiecznie zieloną fantazję o młodości. To serial o młodych ludziach, który rok w rok miał być odkrywany na nowo przez tłumy innych młodych ludzi, chcących, by „Przyjaciele” uchylili dla nich rąbka tajemnicy tej całej dorosłości, do której niepewnie aspirowali”.

Książka dla fanatyków serialu, którzy pragną zajrzeć i zaglądać stale w każdy kąt, w każdą szparkę i ciągle odkrywać, co skłoniło autorów i świat, by zachwycać się przez dekady „Przyjaciółmi”.

Moja ocena: 5/10

Moją opinię o książce przeczytaliście dzięki współpracy z Wydawnictwem Sine Qua Non.

„Zagadka Srebrnego Ducha” Agnieszka Stelmaszyk

ZAGADKA SREBRNEGO DUCHA

  • Autorka: AGNIESZKA STELMASZYK
  • Wydawnictwo: WILGA
  • Cykl: KLUB PRZYRODNIKA (tom 2)
  • Liczba stron: 287
  • Data premiery: 23.03.2022r.

Kto nie czytał pierwszego tomu „Klubu Przyrodnika” „Zagadka purpurowej orchidei” niech pilnie uzupełni tę lukę. Druga część kryminalnej serii dla nastolatków @Agnieszka Stelmaszyk – autorka jest lepsza od poprzedniej😊. Kompletnie wciągnęłam się w historię czwórki przyjaciół prowadzących Klub, którzy tym razem …. Ech, o fabule będzie za moment😉. W tym miejscu wspomnę tylko, że „Zagadka Srebrnego Ducha” miała premierę 23 marca br. i została wydana nakładem @WydawnictwoWilga. Ja książkę przeczytałam z opóźnieniem. Uwielbiam dzielić się ze spostrzeżeniami z moimi dziećmi, którzy również czytają lub przeczytali tą samą pozycję, więc finalnie książkę czytaliśmy w trójkę. Od premiery recenzja musiała więc swoje odczekać.

Powieść zaczyna się od niespodzianki, którą otrzymują Dzieci od mamy Dziewczynek. Wszyscy członkowie Klubu Przyrodnika wyruszają do szkockiego zamku Magnusa Cambella. Oprócz ogromnych komnat, ciemnych korytarzy oraz przepięknych cudów natury bohaterowie spotykają swoją przyjaciółkę Daisy. Sam gospodarz, jako autorytet w działalności ratowania zagrożonych roślin i zwierząt pozostaje dla nich ogromną zagadką. Kto może mieszkać w zamku, w którym słyszane są dziwne odgłosy? Jakim tak naprawdę jest człowiekiem Magnus Cambell, u którego pod dachem dzieją się przeciwne rzeczy? Tego Dzieciaki postanawiają dowiedzieć się sami.

Bardzo podoba mi się koncepcja Klubu Przyrodnika. To takie odwołanie Autorki to zorganizowanej działalności, w której przyroda odgrywa ważną rolę. Połączenie dwóch postaci dziewczęcych i dwóch chłopięcych to też bardzo udany zabieg. W dobie dzisiejszej globalizacji, negatywnego wpływu działalności człowieka na środowisko członkowie Klubu są superbohaterami, którzy robią wszystko by uratować świat. Tak, superbohaterstwo w dzisiejszych czasach nabiera całkiem innego znaczenia.

Ta książka okazała się bardzo dobrą pozycją przygodową. Język, styl i tempo narracji dostosowane są do nastoletniego czytelnika. Mnie fabuła nie znudziła😊. Wręcz przeciwnie okazała się dla mnie interesująca. Dość szybko mnie wciągła. Do tego te nieziemskie doświadczenia w trakcie pobytu w zamku dodały jej gotyckiego charakteru. Akcja toczy się bardzo szybko. Młodszy, czy starszy czytelnik nie ma czasu na nudę. Co do bohaterów to mają swój urok, cała czwórka. Każdy inny, każdy na swój sposób dający się lubić, chociaż jeden bardziej drugi mniej. Biuletyn Przyrodniczy w tym tomie znalazł się, a jakże. Wiedziałam już czego się spodziewać, więc nie wybijał mnie z fabuły tak jak za pierwszym razem. Nie znam książki, która zawiera w sobie fantastyczny świat osnuty tajemnicami i kryminalnymi intrygami, a do tego jest wzbogacona edukacyjnymi treściami o świecie przyrody, który nas otacza. Nawet jak zrobić własną rabatkę kwiatową, dowiedziałam się z tej powieści. Książka uatrakcyjniona została przepięknymi ilustracjami, które dodają jej dodatkowego charakteru.

„Zagadka Srebrnego Ducha” mnie mile zaskoczyła. Oczywiście, jest to lektura dla młodszego czytelnika. Ale ja, mając już swoje lata na karku, też się w trakcie czytania nie nudziłam😊. Czy to nie najlepsza zachęta do przeczytania książki?

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Wilga.

„Cały jestem twój” Weronika Tomala

CAŁY JESTEM TWÓJ

  • Autorka: WERONIKA TOMALA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 300
  • Data premiery: 29.03.2022r.

Lubię książki autorstwa @WeronikaTomalaAutor. Tomala jest specjalistką w pisaniu książek obyczajowych z silnym wątkiem romantycznym. Tak było przy okazji „Il professore. Włoska miłość” oraz „Cztery liście koniczyny”. Kolejna publikacja od Wydawnictwa @Zysk i S-ka tej Autorki to „Cały jestem twój”, która premierę miała 29 marca br.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie, a czytając można się rozmarzyć i oderwać od rzeczywistości. Bowiem i tym razem Weronika Tomala zabrała mnie w świat przeżyć i uczuć, które nie powinny nigdy mieć miejsca. Zabrała mnie w podróż w stronę miłości, która nie powinna się zdarzyć. Tym razem w wątku romantycznym postawiła na oryginalność. Główną bohaterką jest Lilianna, która ciekawi praktycznie wszystkich. Po pierwsze dlatego, że jest ablinoską. Po drugie, że wykonuje zawód z pozoru dedykowany mężczyznom. Zostaje stajenną w posiadłości Doriana Wilczyńskiego.

Trochę ten dziedzic Wilczyński przypomina mi innego literackiego Doriana, o którym czytałam w „Pięćdziesięciu twarzach Greya”😉. Nie wiem, czy to celowy zabieg Autorki, czy tylko całkowita zbieżność imion. Jest tak samo tajemniczy, mroczny, mrukliwy i pełen własnych sekretów, a przy tym bajecznie przystojny i nieziemsko bogaty. Może dlatego tak pociąga praktycznie od samego początku skromną, odrzuconą przez własnych rodziców i rówieśników Liliannę. Jest to książka o porzuceniu, odtrąceniu i ich skutkami, które mogą zawarzyć na całe życie, ale i o miłości, o jej sile, która czasem okazuje się silniejsza niż wszystko inne. Bowiem prawdziwa miłość jest wytrwała i powoli pokonuje wszystkie przeszkody. Bardzo podobał mi się też wątek związany z końmi. Autorka zobrazowała rzeczywistość pracy i opieki nad tymi zwierzętami w sposób bardzo przemyślany i realistyczny. Chemia między bohaterami chwilami mnie męczyła, nieadekwatne do narracji, temperamentu bohaterów zwroty akcji również, momentami wydawała mi się to lekko naiwne, tym bardziej, że na horyzoncie pojawił się niewielki wątek kryminalny. Jaka szkoda, że nie został rozwinięty jeszcze bardziej!

Muszę jednak przyznać, że jest to przyjemna i lekka powieść obyczajowo – romantyczna z intrygą kryminalną w tle. Historia ma w sobie potencjał, a książka o miłości sprawdza się przecież o każdej porze dnia i nocy. Wystarczy tylko wziąć ją do ręki, a wszystko wokół zacznie nam się jawić w sposób bardziej przystępny, bardziej kolorowy. Co ważne, to wszystko w zasięgu i w tempie pozwalającym na szybkie zapoznawanie się z opowieścią. A jeśli książka nie nuży i nie rozwleka się, to jest to dobra książka. Miłej lektury.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„O włos” Katarzyna Bonda

O WŁOS

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Seria: JAKUB SOBIESKI. TOM 1
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 23.03.2022r.

Nie mogę się dowartościowywać. Kompletnie się to nie sprawdza. W recenzji z 13 kwietnia br. książki pt. „Mamo, nie krzycz” (recenzja na klik) chwaliłam się, że opublikowałam już 19 opinii na temat książek wydanych w marcu i jeszcze 3 przede mną. Okazało się, że tych marcowych premier przede mną jeszcze więcej. Wczoraj na blogu pojawiła się zaległa recenzja piętnastego tomu z Chyłką, a dziś uzupełniam blog o moje spostrzeżenia związane z pierwszą częścią nowej serii autorstwa @Katarzyna Bonda wydanej nakładem @wydawnictwo.muza.sa. Książka miała premierę praktycznie miesiąc temu, tj. 23 marca br.

Jakub Sobieski to nie Hubert Meyer, ale Bonda, to zawsze Bonda😊.

Ofiarami są dwie dziewczyny, których ciała odnalezione zostały w Lesie Kabackim. Policjantów szokuje stopień zbezczeszczenia zwłok. Jakby morderca nawet po śmierci chciał zadać ofiarom ból, kolejne cierpienie. Jakby chciał pokazać całemu światu, że nie ma dla niego żadnych świętości. Odkryciu towarzyszy pukiel blond włosów związanych wstążką znaleziony w okolicy. Śledztwo zaczyna uwzględniać zamiłowanie zbrodniarza do fetyszu. Nadany mu zostaje nawet chwytliwy przydomek; Kosiarz z Kabat. Kosiarz, który umiłował sobie ofiary w świecie prostytutek. W świecie, który zamknięty jest dla detektywa Jakuba Sobieskiego i jemu podobnych.

Bonda zastosowała sprawdzający się w jej kryminałach schemat niewyjaśnionych zbrodni i grzechów z przeszłości. To zbudowało dodatkowe napięcie. Okazało się, że nie tylko tu i teraz było ważne. Czytelnik musiał być uważny cały czas zastanawiając się, gdzie jest początek tego współczesnego bestialstwa. Sam Sobieski to totalnie inna postać, niż mój ukochany Meyer. Autorka nie poszła na łatwiznę, nie użyła cech, które wpadły w oko wielu czytelnikom. Stworzyła całkowicie nowego bohatera, bez wątpienia bohatera z potencjałem. Jestem ciekawa jak będzie się rozwijała jego postać i czy kolejne jego ruchy w fikcyjnej rzeczywistości spotkają się z entuzjazmem z mojej strony. Zbrodnie opisywane w fabule nie są może wyszukane. Wręcz przeciwnie są zwierzęce. Tym sposobem Bonda opisała drapieżność  mordercy, któremu samo zabijanie nie wystarcza. Bardzo lubię nową narrację Autorki, która od trzech ostatnich tomów z Hubertem Meyerem jest bardzo przystępna, bardziej płynna, mniej męcząca, mniej wielowątkowa. Czasem mniej znaczy więcej, a mówienie bardziej po prostu też się sprawdza😊. Dzięki temu książkę oceniam jako dobry kryminał, który czyta się lekko. Może nie jest on arcydziełem gatunku, ale daje prawdziwą rozrywkę i wytchnienie po trudnym dniu. Intryga, jak to w dobrym kryminale ciekawa.

Lubicie kryminały ? Ja uwielbiam. Dlatego nigdy dobremu nie odmawiam. Polecam byście też przeczytali nową Bondę. A zapewniam, że czas spędzony z książką nie uznacie za zmarnowany.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Skazanie” Remigiusz Mróz

SKAZANIE

  • Autor: REMIGIUSZ MRÓZ
  • Seria: JOANNA CHYŁKA (TOM 15)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 488
  • Data premiery: 23.03.2022r.

@RemigiuszMróz wespół z Wydawnictwem @Czwarta Strona Kryminału dotrzymali słowa. Przy okazji recenzji czternastego tomu „Egzekucja” (recenzja na klik) w post scriptum napisałam „i tak się zastanawiam na koniec, czy następna Chyłka już w marcu 2022 ? Oby, oby.” I faktycznie następny tom serii ukazał się w marcu, a dokładniej 23 marca br. Ja książkę przeczytałam praktycznie na pniu😉, jak to zwykle w przypadku Asiulki Chyłki bywa. Niestety, nie udało mi się tym razem z recenzją na czas. Więc dość spóźniona, za to pisana z ogromnym entuzjazmem – takim samym jak czytana – recenzja kolejnego tomu jednej z najlepszych serii thrillera prawniczego, z jakim miałam do czynienia.

Joanna Chyłka odzyskuje prawo do wykonywania zawodu adwokata. Mierzy jak zwykle wysoko. Niestety, tym razem Temida nie okazała się sprawiedliwa i Chyła otrzymuje sprawę, której nikt nie chciał się podjąć, a jej rola związana jest z funkcją oskarżyciela subsydiarnego, który co do zasady działa samodzielnie, zastępując oskarżyciela publicznego w sytuacji, gdy ten odmawia wszczęcia postępowania lub umarza je, bez skierowania sprawy do sądu. To nie jedyna nowa rola, z którą musi zmierzyć się Chyłka. Jej determinacja pozwala na ruszenie sprawy, która do tej pory była umarzana przez każdego kolejnego prokuratora. Sprawy uznawanej za każdym razem za samobójstwo.

O tym, że Chyłka dojrzewa pisałam sporo przy okazji recenzji „Egzekucji”. Chyłka nabiera nowego kształtu. Staje się bardziej stonowana, odpowiedzialna, mimo, że w tej części, tak jak w poprzednich nie brakuje ciętych ripost i ostrego języka. Co by nie zarzucić tej serii, zdecydowanie ma w sobie coś. Coś niespotykanego dotychczas. Ja jestem jej wierną fanką, mimo, że niektóre części podobały mi się bardziej, a inne mniej.  Trudno jednak mi się od niej oderwać. Taki syndrom mają wszyscy z mego otoczenia, którzy tę serię czytają. Podobnie jak poprzednie tomy i  „Skazanie” przeczytałam jednym tchem. Fajnie obserwowało się relacje Chyłki i Zordona, które ewoluują z relacji pasożytniczej, w relację kooperacyjną. Samej Chyłce w dwóch nowych rolach – oskarżającej i narzeczonej – żony tez mam niewiele do zarzucenia. Ona jest po prostu jedyna w swoim rodzaju. Kobieca bohaterka na miarę naszych czasów.

Podobał mi się wątek matki walczącej o to, by pozorne samobójstwo córki zostało wyjaśnione w sposób, w jaki powinno być wyjaśnione w państwie prawa, czyli dogłębnie, czyli do końca. Po przeczytaniu jednak już piętnastu części tego thrillera prawniczego, a obok wielu innych, o polskim państwie prawa nie ma co jednak mówić. Te wszystkie obłudne zachowania polskiego systemu prawniczego zostały świetnie odsłonięte przez Remigiusza Mroza w serii o Chyłce. Do tego, jak często u Mroza bywa, zabawa w uchybienia proceduralne, manipulacje, szantaże, czy wpływy . I to jest dla mnie wyjątkowa wartość tego cyklu.

Język Chyłki mnie nie raził nigdy i chyba razić nie zacznie. Narracja Mroza jest jak zwykle bardzo dynamiczna. Generalne prawdy Chyłka wypowiada w taki sposób, jakby była wyrocznią. Plątanina zdarzeń, myśli, słów i kolejnych poczynań dwójki głównych bohaterów przenosiła mnie płynnie w kolejne wątki fabuły, w której czasem można się było pogubić. Dlatego Chyłka wymaga skupienia. A o to nietrudno, w tak świetnie skonstruowanej powieści.

Chyłka jest jedyna w swoim rodzaju. Mimo zmian i nowych przeżyć, które stają się jej udziałem nadal mnie pociąga. Ten, kto nie próbował Chyłki, musi podjąć tą próbę. A Ci, co już próbowali niech zmrużą oczy, bo nadchodzi coś nowego, coś innego. Skazana na prawdziwe życie, Chyłka. Joasia Chyłka😊.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Łupieżcy niebios” Brandon Mull

ŁUPIEŻCY NIEBIOS

  • Autor: BRANDON MULL
  • Wydawnictwo: WILGA
  • Cykl: PIĘĆ KRÓLESTW (tom 1)
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery: 23.03.2022r.
  • Data pierwszego wydania polskiego: 5.11.2014r.

@WydawnictwoWilga przygotowało w marcu nie lada rarytas dla fanów serii „Pięć Królestw” wznawiając pierwszą cześć cyklu, od którego zaczęła się moja i moich Dzieci przygoda z Brandonem Mullem. Autor jest dla mnie ciągle nieodkrytą skarbnicą pomysłów i twórców z gatunku fantasy. Jest twórcą „Baśnioboru” i „Smoczej Straży”. Niedawno recenzowałam część cyklu Spirit Animals jego autorstwa (zobacz: „Spirit Animals. Opowieści upadłych bestii. Wydanie specjalne” Brandon Mull”) oraz pierwszy tom nowej serii „Wojna cukierkowa”). Z radością wróciłam do książki pt. „Łupieżcy niebios” rozpoczynającej kolekcję „Pięć Królestw”, która została wznowiona po roku 2014. Motyw podobny do „Władcy pierścieni”, gdzie funkcjonują między innymi obok siebie królestwa elfów, ludzi, czy krasnoludów. Konstrukcja podobna, a jednak ciekawa w inny sposób.

Co kryje się w nawiedzonym domu? Tego chciał się dowiedzieć Cole wraz z przyjaciółmi w Halloween. Odkryta prawda okazała się bardziej niespodziewana, niż oczekiwano. W magiczny sposób dzieci trafiają do tajemniczego Obrzeża – miejsca leżącego między jawą a snem, między wyobraźnią a realnym światem. To świat rządzony magicznymi prawami, w którym dzieje się źle, a dzieci zaczynają czuć się odpowiedzialne za udzielenie pomocy. Droga do domu się oddala. Tęsknota wzrasta, a dzieci podejmują ryzyko, by zakończyć pomyślnie swoją podróż do magicznego świata.

Koncepcja przypominała mi „Opowieści z Narnii”. Niespotykany wcześniej świat zostaje odkryty całkowicie przypadkowo. Podobieństwo dostrzegłam również w osobach bohaterów. Młodzi ludzie, który znaleźli się przypadkiem w dziwnym miejscu zaczynają odczuwać odpowiedzialność za miejsce, w którym się znajdują. Jest to książka fantastyczna. Pełno w niej wartkiej akcji, nieoczekiwanych zwrotów sytuacyjnych i fantastycznych osobliwości. Mocną stroną publikacji jest fabuła, która została przemyślana od początku do końca. Historia układa się w niesamowitą opowieść, która pochłania nawet dorosłego człowieka. Brandon Mull jest mistrzem w kreowaniu innego, nierealnego i nieziemskiego świata. Cała seria jest jego wielkim sukcesem mimo, że fabuła skupia się bardziej na bohaterach i ich wzajemnych relacjach, niż na opisywaniu ciekawego, fantastycznego świata. To jest jedyny minus tej powieści.

„Baśniobór” skradł moje serce. Rozkochałam się w magicznych słodyczach z „Wojny Cukierkowej”. Zaciekawiła mnie „Smocza straż”. A podróż po „Pięciu Królestwach” uważam za udaną. Oby takich więcej. Czytajcie!!!

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Wilga.

„Cześć, wszechświecie” Erin Entrada Kelly

CZEŚĆ, WSZECHŚWIECIE

  • Autorka: ERIN ENTRADA KELLY
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 248
  • Data premiery: 29.03.2022r.
  • Data premiery światowej: 14.03.2017r.

Literaturę młodzieżową czytałam nagminnie mając naście lat. Moją ulubioną Autorką była Joanna Chmielewska i jej książki dla młodzieży😊 oraz Małgorzata Musierowicz. Potem oczywiście zachwyciłam się Harrym Potterem oraz J.R.R. Tolkienem. Ogrom publikacji dla młodzieży współcześnie mnie szokuje. Z jednej strony specjaliści narzekają na spadek czytelników wśród młodzieży, z drugiej Wydawcy prześcigają się w kolejnych publikacjach dla tej grupy adresatów. Tak też robi Wydawnictwo @Zysk i S-ka. Co rusz prześciga się z konkurentami, by zaproponować młodemu czytelnikowi ciekawą powieść, po którą młody człowiek sięgnie z ciekawością. Mnie najpierw zachwyciła okładka powieści pt. „Cześć, wszechświecie” autorstwa Erin Entrada Kelly. Jest bardzo sugestywna, bardzo plastyczna. Później zaciekawił mnie opis. A o efekcie końcowym przeczytacie poniżej😉.

Fabuła kręci się wokół Virgila Salina, który jest nieśmiałym chłopcem żyjącym w rodzinie zafascynowanej sportem. Jego los styka się z Valencią Somerset niesłyszącą, bystrą, odważną i jednak bardzo samotną dziewczynką. Do dwójki wyrzutków dołącza Kaori Tanaka – medium z siostrą Gen. I tylko Chet Bullens nie lubi się socjalizować z resztą. Denerwuje go, gdy pozostałe dzieciaki kręcą się wokół niego. A jednak w pewnym momencie wszystkim zaczyna na sobie wzajemnie zależeć. Jak prawdziwym przyjaciołom.

To książka o przyjaźni. Jest to temat ponadczasowy, uniwersalny. O przyjaźni, podobnie jak o miłości lubimy czytać w każdej formie, w każdej konstrukcji. Tak było i tym razem. Z przyjemnością zanurzyłam się we wzruszającą i pełną humoru opowieść obyczajową, w której mimo młodych bohaterów, odnalazłam analogię do własnego życia, do własnych dorosłych relacji. W przekonujący sposób Erin Entrada Kelly opisała wszystkie barwy przyjaźni. Trudności w jej budowaniu, dbaniu o tej rodzaj partnerstwa, który zdarza się czasem jeden jedyny raz w życiu. Mimo, że młodzi bohaterowie nie są wolni od błędów, finalnie książka ma bardzo pozytywne przesłanie. Daje nadzieję. Pokazuje, że każdy błąd może być naprawiony, a krzywda zadośćuczyniona. Niezwykłą zaletą tej publikacji są dialogi. Napisane w sposób bardzo dynamiczny obfitujące w krótkie zwroty. Idealne dla młodego czytelnika, który zwykle nie lubi przydługich opisów i gnuśnych monologów. Mi najbardziej podobała się postać Virgil. Pewnie ze względu na chomika Guliwera. Sama w domu mam Axela i może dlatego z sympatią śledziłam losy Virgil.

To książka zawierająca humor i podejmująca bardzo trudne współczesne problemy znane młodemu człowiekowi, tj.: związane z przemocą szkolną, samoakceptacją, relacjami z innymi.  Szczerze polecam tą lekką książkę obyczajową, która powinna dotrzeć do młodszego czytelnika.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„O chłopcu, który zniknął świat” Ben Miller

O CHŁOPCU, KTÓRY ZNIKNĄŁ ŚWIAT

  • Autor: BEN MILLER
  • Wydawnictwo: WILGA
  • Liczba stron: 272
  • Data premiery: 23.03.2022r.

Obserwując współczesną młodzież nie sposób nie porównać jej z nami w ich wieku. Możliwe, że ich złość, rozgoryczenie, napięcie, lęki i samotność jest wynikiem dostępu do wszechobecnego Internetu, mediów i gier komputerowych. Tego w naszych czasach nie było, to dopiero się rozwijało i tworzyło. A dostęp do komputera Atari czy Commodore był tylko dla wybranych. Do tego metody wychowawcze. Za naszych czasów dominowała strategia, że „dzieci i ryby głosu nie mają”. Aktualnie wierzymy, że z dziećmi należy rozmawiać. Próbować zrozumieć tą złość, uleczyć. Tylko, że w większości nie rozumiemy tej złości. O tym trochę jest książka Bena Millera pt. „O chłopcu, który zniknął świat”, która premierę miała 23 marca br. dzięki nakładowi @WydawnictwoWilga.

To historia Harrisona, który nie potrafi poradzić sobie ze złością. Ma problemy z niekontrolowanymi wybuchami złości. Gdy otrzymuje magiczny czarny balonik postanawia pozbyć się swojego problemu. Zaczyna wrzucać do niego wszystko, co go irytuje, co go złości, co go niepokoi. Tylko to rozwiązanie nie sprawdza się w stu procentach. Wraz z niechcianymi rzeczami w czarnym baloniku lądują rzeczy i ludzie, których jednak Harrison lubi, których kocha, których potrzebuje.

Cel książki jest bardzo słuszny. Autor postanowił przedstawić młodemu czytelnikowi, że negatywne emocje są nieodłączną częścią życia. Nie można ich wyrzucać, starać się za wszelką cenę wyeliminować. Tylko w sposób dojrzały i odpowiedzialny możemy sobie z nimi poradzić. Ten morał Autor osiągnął dzięki zabawnemu przedstawieniu historii Harrisona. Mimo, że koncepcja publikacji jest bardzo słuszna, zagadnienia podjęte w książce nie do końca mnie przekonały. Temat  kosmosu, czarnych dziur i podróży w czasie został potraktowany jako atrakcyjny dodatek do samej fabuły. Zapewne, by zachęcić młodego czytelnika do czytania. Ja moją reakcję na książkę weryfikowałam z moją Córką, która uwielbia wszelką literaturę młodzieżową pojawiającą się na mojej półce. I mimo pięknych ilustracji czegoś nam brakowało. Niektóre wątki zostały potraktowane po macoszemu, nie do końca dogłębnie zbadane, jakby urwane w pewnym momencie.

Ogólnie uważam jednak, że jest to ciekawa historia, którą czyta się ekspresowo z bardzo pomysłowym zakończeniem. Młodszych czytelników zaciekawi temat kosmosu, czarnej dziury i złości. Bez wątpienia jest to lektura warta uwagi młodszego odbiorcy.

Moja ocena: 6/10

Książką obdarowało mnie Wydawnictwo Wilga, za co bardzo dziękuję.