„Awers” antologia opowiadań kryminalnych

AWERS

  • Autor:ADRIAN BEDNAREK, RYSZARD ĆWIRLEJ, HANNA GREŃ I INNI
  • Wydawnictwo:CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 431
  • Data premiery:14.10.2020r.
  • Moja ocena: 7/10

 „Kłamstwem można zajść bardzo daleko, trzeba tylko pamiętać, że nie da się już wrócić.”

                                                Izabela Janiszewska – „Cała prawda o kłamstwie”

„Awers” to antologia opowiadań 12 czołowych polskich pisarzy kryminałów. Wiem, wiem już pisałam, że opowiadania nie są moją ulubioną formą literacką… ale cóż poradzę, jeśli w jednej książce publikuje tylu wspaniałych autorów, w których książki zaczytuję się po nocach. W publikacji znajdziemy autorów znanych z poprzedniej części antologii – „Rewersu”: Martę Guzowską, Ryszarda Ćwirleja i Roberta Małeckiego oraz debiutujących Martę Matyszczak twórczynię serii Kryminału pod psem, Izabelę Janiszewską („Wrzask”, „Histeria”), Małgorzatę Rogalę, której serię z Agatą Górską‍ i Sławkiem Tomczykiem‍ przeczytałam całą i wielu innych.

Otwarcie antologii jest mocne. Czytając „Nieznajomą” autorstwa Adriana Bednarka zastanawiałam się co będzie dalej. Dalej….a dalej było raz lepiej, raz gorzej. Jak w życiu.  Przyznaję, każdy autor ma inny styl. Każdy autor lepiej lub gorzej radzi sobie z tą formą. Opowieści różnią się więc klimatem, umiejscowieniem, tempem narracji, bohaterami, a co najważniejsze wątkami kryminalnymi. Miłym zaskoczeniem były przygody znanych już bohaterów. Nie spodziewałam się Agaty i Tomka w odsłonie z „Usługi” Rogali, ani aspirantki sztabowej Skalskiej z Grossem do pary w „Cierniach” Małeckiego.  Czytałam o ich przygodach z przyjemnością. Jednym z najlepszych tekstów „Awersu” jest historia utkana przez Martę Matyszczak. „Telefon z zaświatów” to proza całkowicie na poważnie. Jej dotychczasowego znanego mi stylu z serii Kryminału pod psem w tym opowiadaniu nie znajdziemy. Mimo, że autorka i właścicielka Gucia, a teraz Gacka, potrafi splatać ze sobą inteligentny humor ze zbrodnią w scenerii Śląska, w „Telefonie z zaświatów” udowadnia, że skrywane tajemnice nigdy nie śpią i mogą wyjść na światło dzienne w najmniej oczekiwanym momencie.

Przemysław Żarski mnie zaskoczył. W „Desperacji” opisał historię ojca, któremu ktoś na stacji benzynowej ukradł samochód, w którym spało jego ośmiomiesięczne dziecko…Dziecko, zostawione tylko na chwilkę. Opowiadanie trochę jak przestroga, trochę jak pokręcona historia, jak to u Żarskiego. Opowiadanie dotyka tematu przeznaczenia i moralności, poczucia sprawiedliwości oraz działania zgodnie z własnym sumieniem. Żarski, podobnie jak w cyklu o Robercie Krefcie, skłania nas do refleksji, że trudno zabliźniają się niektóre rany, a wiele z nich pozostawia głębokie blizny na całe życie.

 „Niebiański dom” Ryszarda Ćwirleja to historia z dreszczykiem oparta na sprawie związanej z ekskluzywnym domem seniora położonym w okolicy Kazimierza Dolnego.  Domem, w którym – jak się okazuje – seniorzy nie mogą czuć się bezpieczni, w którym seniorzy nie zaznają spokojnej starości….a raczej spokojnej śmierci. Ćwirlej nawet w tak krótkiej formie powraca do kwestii pozorności. Nie wszystko jest takie, jakie nam się wydaje, a prawda często jest całkowicie inna. Autor przypomina nam, że nie „wszystko złoto co się świeci”.  

Z jednej strony nie jestem miłośniczką krótkich form, dlatego czytałam książkę długo, robiąc przerwy pomiędzy opowiadaniami. Z drugiej jestem zagorzałą fanką kryminałów. Fanką wielu autorów, którzy pokusili się o opisanie wątków kryminalnych w krótszej wersji, niż 300-stronicowa książka. Jeśli jesteś fanem kryminałów, na pewno znajdziesz w antologii coś dla siebie. Ja znalazłam

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Zastraszeni” Joanny Dulewicz

ZASTRASZENI

  • Autor:JOANNA DULEWICZ
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Seria: ERYKA OLBRACHT. TOM 2
  • Liczba stron: 504
  • Data premiery: 29.07.2020r.
  • Moja ocena: 5/10

Często bywa tak, że kiedy usilnie staramy się dostrzec światełko w tunelu, przed naszymi oczyma rozpościera się jedynie ciemność. Kiedy jednak z ową ciemnością zaczynamy się oswajać, życie świeci nam latarką po oczach”.

                                                                                   Joanna Dulewicz „Zastraszeni”

Od premiery kolejnej odsłony serii o Eryce Olbracht, Patryku Wrońskim minęło już parę miesięcy. Najpierw dosyć długo zabierałam się za czytanie, potem jeszcze dłużej za napisanie recenzji. Czym jednak byłoby moje czytanie, bez możliwości podzielenia się z Wami moimi spostrzeżeniami? Pozwólcie więc, że i tą recenzję popełnię.

Zacznę jednak nietypowo. Od samej autorki. Czytając jej prozę zastanawiałam się kim jest, jaki jest jej bagaż doświadczeń, w czym jest specjalistką. Co jej w duszy gra? Okazało się, że to kobieta orkiestra. „Absolwentka filologii angielskiej i zarządzania. Lektorka i tłumaczka. Koordynatorka międzynarodowych projektów europejskich. Doktorantka literaturoznawstwa…” (źródło: https://lubimyczytac.pl/autor/190774/joanna-dulewicz).  Nasuwa mi się więc, że multiinstrumentalistą można być, a jakże. Czasem jednak lepiej wychodzi nam granie na puzonie, niż gitarze basowej. Na flecie, niż na klawesynie.

„Zastraszeni” jest kontynuacją powieści kryminalnej „Zakłamani”. Książkę można jednak czytać odrębnie. Autorka sprawnie w bieżącą historię wplata wydarzenia sprzed lat, ukrywając ją we wspomnieniach, odniesieniach, argumentacji do konkretnej postawy czy doświadczeniach bohaterów. Temat poruszony w książce przez autorkę jest bardzo ważny. W „Zastraszonych” Dulewicz podniosła kwestię handlu ludźmi, zmuszania ich do wytężonej, katorżniczej pracy, wykorzystywania, czy w ostateczności morderstwa. Jak twierdzi, macki gangsterskiej ośmiornicy sięgają bardzo szeroko. Wszystko zaczyna się w latach osiemdziesiątych, gdy ginie Jakub, brat kieleckiej komendantki Leny Chmiel. 30 lat później Patryk Wroński ma poprowadzić śledztwo w sprawie odnajdywanych w okolicy Skarlecin częściach niezidentyfikowanego ciała.  Zakochany bez wzajemności w Eryce Olbracht długo, bardzo długo, za dłuuuuuuuuuuugo nie dostrzega, że pod okiem i za zgodą miejscowej policji oraz miejscowych notabli, od lat funkcjonuje siatka przemytników ludzi zwykle zza wschodniej granicy.

 Kryminał długo się rozkręca. Przez pierwsze 200 stron autorka rozwija wątek Eryki Olbracht, która w rozwiązaniu zagadki nie odgrywa finalnie znaczącej roli. Jest tylko widzem, biernym uczestnikiem, nadal ofiarą własnego męża, Marcina zamieszanego w proceder. Eryka realizując przeznaczony dla niej scenariusz jawi mi się jako aktorka na scenie. Długo nie mogłam przyzwyczaić się do jej roli. Historia nabiera tempa dopiero w połowie. Śmiem twierdzić, że większą przyjemność sprawiłoby mi czytanie książki zawartej w 300 stronach. Poboczne wątki okazują się bowiem mało istotne, a są czasem rozbudowywane do – miałam wrażenie ☹ – nieskończoności. Rola matki Eryki, Julii okazuje się tak naprawdę nieistotna. A szkoda, można by utkać na tej historii niezłą fabułę. Sformułowania „jeśli idzie”, „idzie o” również nie pomagają w odbiorze dzieła. Maniera ta zanika w ostatnich 200 stronach prozy. Jakby redakcja wzięła się ostro do pracy. Niestety forma i treść publikacji do mnie nie przemawia. Czuję się po prostu zmęczona. Tak się zwykle dzieje, gdy powieść nie trafi w moje gusta.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Histeria” Izabela Janiszewska

HISTERIA

  • Autor: IZABELA JANISZEWSKA
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Seria: WRZASK. TOM 2
  • Liczba stron: 393
  • Data premiery: 30.09.2020r.
  • Moja ocena: 8/10

Histeria nie oznacza, że straciłeś kontrolę, tylko że usiłowałeś kontrolować wszystko zbyt długo

Izabela Janiszewska „Histeria”

„Histeria” jest kontynuacją debiutu literackiego Izabeli Janiszewskiej – „Wrzasku”. Główny wątek książki boleśnie mnie poruszył. Czy można bez zaangażowania emocjonalnego czytać o rodzicach krzywdzących własne, niewinne dzieci? Autorka dotyka pomijanego w mediach i licznych publikacjach problemu przemocy psychicznej wobec dzieci. Jak sama pisze w posłowiu, problem ten powracał do niej po tym, jak wiele lat wcześniej była świadkiem, z czym musiał się mierzyć 5-letni chłopiec wyrzucony przez własną matkę z domu. Duży plus dla autorki, że wątek opiera się na obrazie przemocowej matki, tak często gloryfikowanej. To dobrze, że Izabela Janiszewska nie pokusiła się uprościć historii i w roli sprawcy, osadzić mężczyznę.

Wątek przemocy psychicznej rozwijany jej z różnych perspektyw. Widzimy mechanizm manipulacji dziećmi i objawy przemocy psychicznej z perspektywy dziecka. Ono się wstydzi. Ono wie, że nie może o tym nikomu powiedzieć. Ono obarcza się winą, za to co się dzieje, boi się konsekwencji, o których mówi matka. Ono nie chce być przyczyną rozwodu rodziców, więc w cichości leczy kolejne psychiczne raty, nadal ją kochając, kochając własnego kata. Z perspektywy dorosłego, który w przeszłości był w taki sposób krzywdzony przez własną matkę. Dorosłego, który nie może poradzić sobie z traumą z dzieciństwa. Dorosłego, który dopiero po latach dostrzegł, że to jak traktowała go matka było przemocą, było niewłaściwe. Z perspektywy matki, która krzywdzi własne dzieci. Nie wie dlaczego i czuje się winna. Matki, którą życiowa bezradność, bezsilność, samotność, brak miłości posuwa do takich czynów, wpijania do krwi paznokci, szarpania, obwiniania, straszenia, karania nieadekwatnie do czynu. Matki, która staje się, stała się katem. Z perspektywy męża, który niczego nie dostrzega, który tłumaczy. Męża, którego zwykle nie ma w domu, nie angażującego się. Męża, który okazuje się być ślepym. Wreszcie z perspektywy innych dorosłych wokół. Jedni niczego nie dostrzegają, inni podejrzewają, a jeszcze inni osobiście się angażują, jak ochroniarz z dyskontu, który widząc krzywdzone kilkuletnie dziecko reaguje. Ochroniarz, który postąpił tak, jak każdy z nas powinien w takiej sytuacji.

Teraz parę słów o fabule. W Warszawie grasuje stalker w masce. Mężczyzna reaguje na niewłaściwe zachowania dorosłych względem własnych dzieci. Zauważa krzywdy i próbuje wpłynąć na sposób postępowania rodziców wobec dzieci. Tym wątkiem zajmuje się Larysa Luboń, która otrzymała szansę pisania do poczytnego tygodnika. Próbuje do dziennikarskiego śledztwa zaprosić swojego byłego przełożonego, Pawła Wiśniewskiego, aktualnie warszawskiego kloszarda borykającego się z alkoholizmem. Wątek poboczny dotyczy brata Larysy i skorumpowanych, złych policjantów. Bartek Luboń z beztroskiego imprezowicza z pierwszych stron książki, przeistacza się w śledzącego wątek bezkarnych policjantów odpowiedzialnego, młodego człowieka. W międzyczasie arogancki komisarz Bruno Wilczyński tropi mordercę kobiet, które jak się okazuje stosowały przemoc wobec własnych dzieci. Pomaga mu w śledztwie psycholog policyjna Justyna Dembska tworząc profil sprawcy. Kogoś, kto każe wyrodne matki, jednocześnie próbując karać siebie. Za co? Tego dowiecie się, mam nadzieję, z kart książki…

Dobrze sięga się do pozycji, w której pojawiają się znani bohaterowie. Postać Larysy jest uszyta na miarę, na miarę kobiety XXI wieku. Samodzielnej, odpowiedzialnej, silnej, odważnej, nieznoszącej bierności, dążącej do celu. Larysa, która musi zmierzyć się z jednej strony z traumą młodości, z drugiej z zemstą wpływowego biznesmena nie odpuszcza. Załatwia sprawy po swojemu. Jej osobliwemu urokowi nie potrafi się oprzeć komisarz Wilczyński. Bruno da się lubić nawet nie za swoją męskość i bezkompromisowość, ale bardziej za swoje specyficzne poczucie humoru i mistrzostwo w ripoście. Nawet przesłuchiwanie świadków prowadzi nieszablonowo.

Muszę przyznać że Larysa i Bruno to ciekawa para. Niestandardowa. Mam nadzieję, że spotkam się z nimi jeszcze nie raz. Tylko proszę, Laryso nie zmieniaj się !!!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Rytuał łowcy” Przemysław Borkowski

RYTUAŁ ŁOWCY

  • Autor:PRZEMYSŁAW BORKOWSKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 528
  • Data premiery: 16.09.2020r.
  • Moja ocena: 7/10

Gdy obedrze się nas z tych wszystkich iluzji, które umożliwiają nam w miarę spokojną egzystencję…iluzji sensu życia, iluzji religii, iluzji racjonalnego rozumu panującego nad chaosem losu…zostaje tylko ono: przerażone, zdychające zwierzę”.

                                                                       Przemysław Borkowski „Rytuał łowcy”

Przemysław Borkowski po raz kolejny udowodnił, że jest człowiekiem renesansu (jakież było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się kiedyś, że to członek Kabaretu Moralnego Niepokoju). Po serii książek z Zygmuntem Rozłuckim („Zakładnik”, „Niedobry pasterz” i „Widowisko”) sięgnęłam po „Rytuał łowcy” znów zaciekawiona. Po raz kolejny w trakcie czytania książki tego autora kołatała mi się myśl: jakim cudem, jeden człowiek, może wykonywać tak różną twórczość!!! Może i to z sukcesem. Zdolność do obserwacji ludzkich zachowań, ich analiza i opisywanie, przydaje się i w kabarecie, i w trakcie pisania kolejnych stron książki.

Młoda prokurator Gabriela Seredyńska przy wsparciu doświadczonego policjanta, komisarza Aleksanderskiego rozpoczyna śledztwo na okoliczność zabójstwa biznesmena Różańskiego. Z pozoru sprawa morderstwa w afekcie (zdradzony mąż kochanki, zdradzona żona) staje się podwaliną do śledztwa z morderstwami seryjnymi w tle. Postępowanie zatacza coraz szersze kręgi. Do grona ofiar dołącza atrakcyjna projektantka mody- Oliwia, wybrana przez myśliwego celowo. Jej przyjaciółka, Stenia, będąca ofiarą przypadkową. Sprzedawczyni ze sklepu na Nowym Świecie i właścicielka domu  w którym mieszkała. Komisarz CBŚ – Halicki, a nawet przypadkowy przechodzień z Grójca, z pierwszych stron książki. Instynkt łowcy i tak nie został zaspokojony. Pojawiają się coraz to nowsze pragnienia. Dwóch z nich nie uda się jednak myśliwemu zaspokoić.

Książka głęboko zapadła mi w pamięć. Porównywanie ludzi, często spotykanych przypadkowo, do zwierzyny łownej, a mordercę do łowczego, przeraża. Autor sięgnął do najgłębszych zakątków duszy ludzkiej, odkrywając to co w niej najgorsze. Niespełnione pragnienia, kompleksy, niezaleczone rany, bezsilność, ból i cierpienie. To wszystko, co później kształtuje nasze spojrzenie na świat, na innych. To wszystko, co pozwala nam zachowywać normy społeczne lub je łamać. To wszystko, co umożliwia nam zabicie instynktu myśliwego lub mu się poddanie. Autor skłania nas do myślenia, czy jesteśmy bardziej łowczym, czy ofiarą. Kim moglibyśmy się stać?  Na to pytanie, też znajdujemy odpowiedź w „Rytuale łowcy”. Po prostu, w różnych okolicznościach bylibyśmy myśliwym, w innych zwierzyną łowną. Czasem długo i szczęśliwie będzie żyła zwierzyna, czasem wszystkie swoje ofiary przeżyje myśliwy. I tylko żal, że śledczy uświadamiają sobie, jak blisko byli rozwiązania zagadki wcześniej. Przecież go mieli, przecież go słuchali, a jednak nie słyszeli do końca…

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Blizna” Przemysław Żarski

BLIZNA

  • Autor:PRZEMYSŁAW ŻARSKI
  • Seria: ROBERT KREFT (TOM 2)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery: 02.09.2020r.
  • Moja ocena: 8/10

Miejsce kobiety jest w domu, przy dzieciach i w roli paprotki przy mężu

                                                           Przemysław Żarski „Blizna”

Nie mogłam nie zacząć recenzji od tego cytatu . Trochę przewrotnego, bardzo dyskusyjnego i na pewno niespodziewanego. Cytat jest tym bardziej zadziwiający, że w nowej części serii o komisarzu Robercie Krefcie kobiety odgrywają znaczące role. Mamy Igę – partnerkę Krefta, Olgę – komendantkę, borykającą się z przemocą psychiczną w małżeństwie, na szczęście tylko do czasu i Martę – policjantkę uczestniczącą w najnowszym śledztwie Krefta.  Skąd więc ten cytat ? Cytat jest nieprzypadkowy. W książce nic nie jest przypadkowe. W drugiej części po „Śladzie”, Roberta Krefta poznajemy bliżej. Dowiadujemy się trochę o jego przeszłości, o tym, co go ukształtowało. Poznajemy jego dawne rany i dotykamy jego blizn. W książce autor skorzystał z retrospekcji. Dzięki temu, przyglądamy się Kreftowi z roku 1995, na przemian temu z roku 2018.

Fabuła jest interesująca. Zaczyna się opisem historii małżeństwa z dwójką dzieci wracającego do domu po zabawie sylwestrowej spędzonej z bliskimi. W środku nocy, małżeństwo spotyka na swej drodze przestraszoną, młodą dziewczynę. Dziewczyna jest wyziębiona, osłabiona, bosa, zdezorientowana. Kilka metrów dalej odkrywają samochód na poboczu z nieprzytomnym kierowcą. Kierowcą był kolega Krefta, policjant Błażej Uryga. Okazało się, że dziewczyna ocknęła się w samochodzie. Nie wie jak się tam znalazła, nie wie tego nawet właściciel samochodu.  Niestety, to nie jedyny problem Błażeja. W należącym do niego budynku gospodarczym w wiejskiej miejscowości śledczy odnajdują zwłoki innej kobiety.

 

Policjanci, z Robertem Kreftem na czele próbują rozwikłać tą zagadkę, nie wierząc w winę kolegi. Śledztwo prowadzi w różne rejony Śląska i Zagłębia. Odwiedzamy słynny lokal w centrum Katowic, w którym odbywają się zamknięte imprezy dla mężczyzn z półświatka i tych na świeczniku, wpływowych, w tym ludzi prawa (nieprzypadkowa jest tu postać prokuratora Smugi!). Świat dilerów, przestępców, wątpliwych biznesmenów i „porządnych” obywateli – tylko z pozoru –się przeplata. Wspólne zabawy, wrażenia, doświadczenia, łączą. Gentelmen agreement obowiązuje, nawet wtedy, gdy giną niewinne kobiety. Niestety zabawa mordercy z Kreftem zatacza szersze kręgi. Zostają zamordowani koledzy z dzieciństwa komisarza. A to już kieruje naszą uwagę na wydarzenia sprzed lat. Czy Kreft da radę długo udawać, że sprawa go nie dotyczy? Czy da radę zmylić swoich kolegów?

Na kolejną część serii z Robertem Kreftem czekałam z niecierpliwością. Lubię pióro Przemysława Żarskiego. Akcja toczy się wartko, jedno zdarzenie, goni drugie. Historie są prawdopodobne, a bohaterowie książki możliwi do spotkania w realnym życiu. Pełno wokół nas, tych którym się nie udało. Tych, którzy swoje niepowodzenia, kompleksy, zaburzenia „leczą” krzywdząc innych.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„W cieniu Babiej Góry” Irena Małysa

W CIENIU BABIEJ GÓRY

  • Autor:IRENA MAŁYSA
  • Wydawnictwo:MOVA
  • Liczba stron:372
  • Data premiery: 27.01.2021r.
  • Moja ocena:8/10

Ostatnio mam sporo szczęście do debiutów, kiedy sięgam po jakimś kierując się intuicją, przeważnie okazuje się, że było warto. W przypadku „W cieniu Babiej Góry” było tak, że po przeczytaniu opisu coś mi powiedziało, że ja po prostu muszę ją przeczytać. Irena Małysa to mieszkająca w malowniczej miejscowości pod Białą Górą debiutująca pisarka. W powieści wykorzystała prawdziwe zdarzenie, jakim była katastrofa samolotu mająca miejsce na stoku Policy w okolicach Babiej Góry 2 kwietnia 1969 roku. Tej katastrofy nikt nie przeżył, a przyczyny do dziś nie zostały wyjaśnione. Powieść, choć fikcyjna, nawiązuje do jednej z hipotetycznych przyczyn tragedii.

Bohaterką powieści jest Baśka Zajda, młoda policjantka, która właśnie wróciła z Krakowa do rodzinnej Zawoi. Okoliczności jej powrotu są dosyć traumatyczne, Baśka próbuje więc w rodzinnej miejscowości poukładać swoje życie na nowo. Jej dawna przyjaciółka Iza, córka posła, ma wkrótce wyjść za mąż za syna miejscowego biznesmena. Wraz z Baśką i innymi koleżankami organizują wyprawę na Babią Górę, by zabawić się przed ślubem w babskim gronie. Gdy nad ranem Baśka znajduje ciało Izy sprawy bardzo się komplikują. Jednym z podejrzanych jest Artur, dawna miłość policjantki, a jednocześnie był chłopak Izy. Czy Basi uda się rozwiązać zagadkę zanim ucierpi ktoś jeszcze?

Akcja przedstawiona w książce jest bardzo ciekawa, autorce udało się wykreować świetny klimat, nawet obecna momentami gwara góralska mi nie przeszkadzała, Bohaterowie są bardzo dobrze przedstawieni, styl lekki i wciągający. Powieść czyta się bardzo szybko i trudno ją odłożyć. Zwroty akcji, tajemnice, niedopowiedzenia sprawiają, że powieść czyta się praktycznie jednym tchem, przerzucając kartkę za kartką, by tylko dowiedzieć się, co będzie dalej. Narracja jest trzecioosobowa, prowadzona z punktu widzenia różnych bohaterów, na dwóch planach czasowych – w 1969 roku i współcześnie w 2019r. Naprzemienność krótkich podrozdziałów sprawia, zwiększa napięcie i ciekawość czytelnika. Sprawa, że cały czas zastanawiamy się co te dwa plany czasowe mają ze sobą wspólnego. Zakończenie było dosyć zaskakujące, trochę wbrew podsyłanym nam wcześniej przez autorkę tropom. Klimat tajemnicy, mroku i zagadkowości tylko dodaje powieści uroku.

Jeżeli szukacie lekkiego, a jednocześnie nietuzinkowego kryminału to gorąco polecam wam lekturę „W cieniu Babiej Góry”, a sama mam nadzieję, że to dopiero początek serii z Basią, co zresztą sugeruje sama autorka w posłowiu.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MOVA.

„Chłopiec z lasu” Harlan Coben

CHŁOPIEC Z LASU

  • Autor:HARLAN COBEN
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:416
  • Data premiery:12.11.2020r.
  • Moja ocena:7/10

„Człowiek może być dobry albo zły, nie w tym problem. Problemem jest to, że rzadko przewiduje konsekwencje swoich czynów”.

                                            Harlan Coben „Chłopiec z lasu”

Z twórczością Harlana Cobena spotykałam się już wielokrotnie. Jego powieść to zawsze świetnie spędzony czas. Również i tym razem spotkanie nie było nudne.

Powieść rozpoczyna się przywołaniem historii dziecka znalezionego w lesie. Nikt nie wie jak długo tam było, nikt nie wie do kogo należy, nikt go nie szukał. Chłopca nazwano Wilde. Tytułowy chłopiec z lasu nie jest jednak głównym bohaterem książki, która rozpoczyna się od zaginięcia nastolatki, Naomi Pine. Dziewczyny, która była szkolną ofiarą, zamęczaną przez innych, wyśmiewaną. Zaginięcia, którym bardzo się przejął Matthew, chrześniak Wilde. Zaginięcia, którego tak naprawdę nie było… Mimo to, w odnalezienie Naomi zaangażowali się i Wilde, i matka jego najlepszego nieżyjącego przyjaciela – Hester, ojca Matthew. Hester Crimstein, znana prawniczka, nie cofająca się przed niczym, co prowadzi do wygranej. Hester, którą znamy z innych wielu książek Cobena, nigdy jednak nie poznaliśmy jej w tak znaczącej roli. Prawniczka, która ma świadomość, że „system jest zawodny, ale nie narusza się jego zasad”. Mimo, że jest siedemdziesięcioletnią babcią Matthew, prowadzi własny program w telewizji i ciągle udowadnia, że siedemdziesiątka to nie czas na opiekowanie się wnukami, a czas na cieszenie się wolnością. Wolnością, której tyle nam pozostało, ile jej sobie wydrzemy z codzienności.

Gdyby opowieść miała się zakończyć historią Naomi, byłabym zawiedziona. Coben poszedł jednak o krok dalej, o kilka kroków dalej. Wplótł w historię o maltretowanej przez rówieśników oraz adopcyjnego ojca, dziewczynie, wątek morderstwa z przeszłości, której jedni z głównych bohaterów zamieszkują rezydencję Maynard Manor. Zwrócił naszą uwagę – jako czytelników – w stronę zbrodni z pozoru doskonałej, układu prawie idealnego. Układu, który w świecie prawdziwej polityki, walki o władzę tak naprawdę nie istnieje. Układu, który w trosce o dobro własnego dziecka, pęknie jak kruche szkło. Układu, który nikogo nie uratował, a tylko niewinnych skazał na dożywocie. W książce mamy i nastolatków borykających się z problemami akceptacji wśród rówieśników, i niewydolnych rodziców adopcyjnych, i happy end (matka biologiczna odnajduje dziecko), i brudne gry polityczne, i walkę o sprawiedliwość. Sprawiedliwość, której celem jest pokazanie prawdy, a więc prawdziwych wydarzeń sprzed trzydziestu lat, zanim Dash Maynard z żoną Delią zamieszkał w rezydencji. Czy odkryta i opublikowana prawda wyzwoliła? Czy kiedykolwiek kogokolwiek prawda wyzwoliła? W tym przypadku odpowiedź też jest niejednoznaczna. My wiemy co się wydarzyło. Wielu z uczestników historii opisanej przez Cobena, nie do końca. Każdy poznał swoją prawdę, część prawdy, a w rzeczywistości nieprawdę. Brzmi jak thriller polityczny? Poniekąd to jest thriller polityczny. I Wilde, i Hester zrobili co do nich należało. Może nawet więcej…., a jednak winni nie zostali ukarani, a niewinni nie zostali uwolnieni. „Taki świat i taka sytuacja”, jak śpiewa Maria Peszek.

Jestem pewna, że Coben nie powiedział ostatniego słowa o Wildzie. Tą książką, moim zdaniem, Coben rozpoczął nową serię, by wypełnić pustkę po Myronie Bolitarze. I on, i Hester przypomnieni nam zostaną przez autora niejednokrotnie. Dlaczego? Dlatego, że są to postaci niejednoznaczne, wielowymiarowe, złożone. Postaci, na których bardzo łatwo Cobenowi będzie oprzeć nowe wątki powieści, kolejnych kryminalnych przygód. To dobrze. Polubiłam ich na tyle wystarczająco, że przy kolejnej publikacji z nimi w roli głównej nie zawaham się ani chwili, by otworzyć obwolutę.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Winni jesteśmy wszyscy” Bartosz Szczygielski

WINNI JESTEŚMY WSZYSCY

  • Autor:BARTOSZ SZCZYGIELSKI
  • Wydawnictwo:CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:391
  • Data premiery:27.01.2021r.
  • Moja ocena:7/10

„Winni jesteśmy wszyscy” to pierwsza przede mnie przeczytana książka autora. W obliczu pozytywnych opinii dotyczących poprzednich książek autora zdecydowałam się na lekturę. Oczekiwałam mrocznego, pełnego napięcia kryminału. Czy się zawiodłam?

Akcja zaczyna się popołudniu w piątek w jednej z warszawskich korporacji,kiedy wszyscy myśleli już o weekendzie, Konrad Łazar, specjalista od pozyskiwania i przetwarzania danych, musiał dokończyć projekt. Jak więc doszło do tego, że zaledwie kwadrans później patrzył na wykrwawiającą się była kochankę? Te straszne wydarzenia to jednak zaledwie wstęp do dalszej akcji. Gdy pól roku później samobójstwo popełnia Ewelina, sekretarka, która wraz z nim była w tym biurze, a jej ojciec przekonany, że to nie było samobójstwo, prosi go o wyjaśnienie sprawy, Konrad wpada w prawdziwą machinę zdarzeń. Przekonany, że śmierć Eweliny jest związana z wcześniejszymi wydarzeniami w biurze, z którymi sam nie potrafi sobie poradzić, podejmuje śledztwo, które już wkrótce zaprowadzi go w mroczne miejsca i każde zmierzyć się ze strasznymi wydarzeniami.

Powieść zaczyna się od sceny strzelaniny, by cofnąć się o kwadrans, i potem znów kolejny w czasie, co stopniowo odsłania nam, jak do tego doszło, jednocześnie stopniując napięcie i wpływająca na wzrost zainteresowania u czytelnika. Potem przenosimy się pół roku później i mamy już relację w miarę chronologiczną. Całość utrzymana w narracji trzecioosobowej, w większości z punktu widzenia Konrada, zawiera kilkudziesięciostronicową narrację z punktu widzenia Izabeli Mann, policjantki, która można powiedzieć trochę pomaga mu w śledztwie. W tym momencie cofamy się znowu kilka dni w czasie, by spojrzeć na przebieg niektórych wydarzeń z jej perspektywy. Potem znowu, już praktycznie na samym końcu, wracamy do narracji Konrada. Cały ten zabieg ma na celu zwiększenie napięcia, stopniowanie ciekawości u czytelnika, tak by nie mógł się od książki oderwać. I mogę powiedzieć, że przynosi całkiem zadowalający efekt, zdecydowanie na początku i w drugiej połowie trudno było mi się od książki oderwać, natomiast część narracji Konrada trochę mnie nudziła. Muszę powiedzieć, że całość minimalnie mnie zawiodła, część akcji po prostu mnie nudziła, a część rozwiązań fabularnych jest dla mnie nieprzekonywująca i naciągana. Całość jest dość mroczna, bohaterowie również dalecy są od ideału, pogubieni, zaplątani w swoich wyborach, niepogodzeni z przeszłością. Pozytywnie oceniam fakt, że głównym bohaterem nie jest, jak to najczęściej bywa policjant, detektyw, czy nawet dziennikarz, ale pracownik korporacji. Co prawda pomaga mu policjantka, ale nie można powiedzieć, by była to szablonowa postać. Część opisów jak dla mnie była zbyt brutalna, niepotrzebna, a pewne elementy lekko chaotyczne. Powieść ma potencjał, który chyba nie do końca został wykorzystany. Niemniej jest to dość dobry kryminał, a czas przeznaczony na lekturę, a na pewno nie jest czasem stracony. Natomiast zabrakło mi takiego „wow”, wyrazu zachwytu, który sprawia, że o lekturze ciężko zapomnieć. Jednak na pewno sięgnę jeszcze po kolejną książkę autora.

Jeśli lubicie mroczne, nieszablonowe kryminały to ta powieść zdecydowanie jest dla Was.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Osiedle RZNiW” Remigiusz Mróz

OSIEDLE RZNiW

  • Autor:REMIGIUSZ MRÓZ
  • Wydawnictwo:CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:400
  • Data premiery:15.07.2020r.
  • Moja ocena:8/10

Jestem Wam winna  recenzję książki, która swą premierę miała już jakiś czas temu. Opierałam się miesiącami, ale…….nie sposób nie wrócić do „Osiedle RzNiW” Remigiusza Mroza . Kto z Was pamięta komunikator GG  ? Okazuje się, że jeden z najbardziej popularnych i najbardziej płodnych polskich twórców kryminałów, jak najbardziej.

Mimo, że książkę czytałam dawno temu nie mogę o niej zapomnieć‼ Ciągle słyszę dosadne dialogi Darka/Desa ze swoimi rówieśnikami. Obserwuję i podziwiam jego relację przyjacielską z Józkiem. Zachwycam się tym jak  Żab(sk)a się zmienia, zaczyna patrzeć na otaczający ją świat i Desa innymi oczami. Zaczyna dostrzegać, że nikt nie jest całkowicie zły, całkowicie dobry, że jej najlepsza przyjaciółka nie była taka, jak widzieli ją inni.  Dobrze skrojone teksty osadzone są w scenerii blokowiska z lat dziewięćdziesiątych. Blokowiska, których wiele w Polsce. Wszystkie szare, wszystkie wysokie, wszystkie brudne i wszystkie niebezpieczne. Ja też dorastałam w latach dziewięćdziesiątych, jak Deso, jak Żab(sk)a, jak Iza. Moje dorastanie nie może się jednak równać z tym co przeżył Deso, czego doświadczyła Żab(sk)a i na co przez lata była narażona Iza.

Kiedyś mój kolega z pracy powiedział: „Mróz mnie nigdy nie zawodzi”. Fakt.  Coś w tym jest. Jedne pozycje lubię bardziej, inne mnie mocniej zaskakują, a o innych nie mogę długo zapomnieć. Tak jest z książką „Osiedle RzNiW”. Mimo, że pewne realia już przeminęły i technologicznie jesteśmy już w innym świecie (GG wspominam z rozrzewnieniem) pewne tematy które zostały podjęte w książce są nadal aktualne. Przyjaźń. Lojalność. Odpowiedzialność. Współpraca. Prawda. Pomoc. Zaufanie. Te postawy młodym bohaterom książki nie są obce. Nie jest im obca również walka z własnymi demonami, pokonywanie własnych słabości, spojrzenie prawdzie w twarz, przyznanie, że trudno komuś zaufać, że jest się ofiarą.

W trakcie czytania książki zadawałam sobie niejednokrotnie pytania:

✔Ile człowiek jest w stanie znieść?

✔Jak bardzo boli krzywda ze strony osoby najbliższej?

✔Dlaczego na krzywdę dziecka zwykle nie reagują domownicy?

✔Skąd w tych młodych ludziach tyle empatii, odpowiedzialności za innych?

✔Dlaczego rozumiem slang z lat dziewięćdziesiątych ? Ooops, przepraszam. Na to pytanie mogę sama sobie odpowiedzieć.

✔Ile w naszej głowie jest prawdy, a ile urojeń ?

Czytając ostatnie strony książki pękałam z dumy, że Mróz znowu dał radę. Podołał. Nie zrobił siary.  Zaskoczył mnie po raz któryś……… i Chyłkę pewnie też zmuszając do obrony Desa. 

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

Recenzja przedpremierowa – „Parafil” Bartek Rojny

PARAFIL

  • Autor:BARTEK ROJNY
  • Wydawnictwo:CHILLI BOOKS
  • Seria:WITEK WEINER. TOM 1
  • Liczba stron:400
  • Data premiery: 27.01.2021r.
  • Moja ocena:8/10

Debiut zawsze jest sporą niewiadomą, a temu konkretnemu debiutowi towarzyszy jeszcze kilka kontrowersji. Zwłaszcza wśród młodych pisarzy można ostatnio zauważyć trend, że im bardziej szokująco i brutalnie, tym wydaje się im, że lepiej. Bartek Rojny to młody pisarz pochodzący ze Śląska. Akcja powieści również toczy się na Śląsku. To spowodowało, że z zainteresowaniem spojrzałam na ten debiut. Trochę mnie przerażał fakt, że akcja dotyczy tematu dewiacji seksualnych, a sama powieść zapowiadana jest jako mocna i brutalna. Powiem szczerze, że trochę się obawiałam, że będzie tego jak dla mnie za dużo. Czy moje obawy się spełniły?

„Parafil” to pierwszy tom cyklu o ekspercie od dewiacji seksualnych, Witku Weinerze. Podkomisarz Helga Sawicka wciąga go w śledztwo dotyczące podwójnej śmierci. Zamordowana kobieta i ciało obnażonego od pasa w dół mężczyzny z zaciśniętą pętlą na szyi. Początkowo wszystko zdaje się wskazywać na morderstwo w afekcie i perwersyjne samobójstwo, jednak coś nie daje policjantce spokoju i chce ona zaczerpnąć opinii kontrowersyjnego eksperta, który jednak jest rzeczowy i bystry. Szybko jej potwierdzenia się przypuszczają, można mieć obawy, że to początek serii. Gdy znika studentka, która oskarżyła Witka Weinera to molestowanie seksualne, co spowodowało jego zawieszenie na uczelni, śledztwo zmienia tor. W gronie podejrzanych znajduje się związana z komendantem policji seksuolożka.

Akcja pełna jest buzującego napięcia, mrocznych emocji, ślepych tropów i zwrotów akcji. Trudno się od niej oderwać, z zapartym tchem śledzimy przebieg wydarzeń, by poznać rozwiązanie zagadki. Jest to mocny, dobry kryminał, chociaż troszkę przeszkadzały mi jakby na siłę wprowadzone w tekst specjalistyczne pojęcia dotyczące dewiacji. Ogromnym plusem książki są jej bohaterowie. Zarówno Witek, jak i podkomisarz mają swoje z uszami. Helga to samotna, uzależniona od alkoholu kobieta po pięćdziesiątce, z nastoletnim synem. Natomiast w przypadku Witka liczne fobie i traumy nie pozwalają mu normalnie funkcjonować. Do tej pory odnajdywał się w karierze akademickiej, natomiast po oskarżeniu o molestowanie seksualne jego kariera, czyli jedyne co miał, stanęła pod znakiem zapytania. Mimo licznych wad i dziwactw oboje bohaterów ma w sobie coś intrygującego, co przyciąga i pozwala czytelnikowi myśleć o nich z pewną sympatią. Także pozostali bohaterowie są przedstawieni w ciekawy sposób, każda z postaci jest złożona i ma swoje dobre i złe strony. Książka umiejętnie łączy różne wątki, sprawnie balansuje między tematami. Ciekawy, choć już trochę wyeksploatowany jest wątek oskarżenia o molestowanie seksualne. Niesie on za sobą refleksję, jak w dzisiejszych czasach niewiele trzeba, by zniszczyć człowiekowi życie… Intrygujący, a zarazem niepokojący jest też temat tytułowego parafila, jest to pojęcie stworzone na potrzeby książki, a oznacza dewianta seksualnego. Dewiacje mogą być różne, natomiast w przypadku tytułowej postaci motywem skłaniającym go do działania, budzącym podniecenie jest strach ofiar, poczucie władczości i tego, że od niego zależy czyjeś życie i ta osoba ma tego świadomość.

Książkę czyta się świetnie ,jest interesująca, zaskakująca, frapująca, ale i w pewien sposób mroczna i przytłaczająca. Z ogromną ciekawością sięgnę po kolejny tom serii pt. „”Zwrotnik” i spotkam się z bohaterami, natomiast potrzebuję najpierw chwili oddechu;)

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CHILLI BOOKS.