„Balwierz” Katarzyna Bonda

BALWIERZ

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 6
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 13.10.2021r.

W ubiegłą premierową środę, tj. 13 października br. miał premierę szósty tom cyklu z Hubertem Meyerem „Balwierz” pióra @Katarzyna Bonda wydany nakładem @wydawnictwo.muza.sa. Obiecałam sobie, że to będzie pierwsza książka, którą przeczytam z ostatniej środy premierowej. Udało się!!! Nowego Meyera już znam. Mam nadzieję, że ciekawi Was, jak tym razem go i jego współpracowników odebrałam😉. Zapraszam do przeczytania mojej opinii na temat najnowszej książki z serii z profilerem kryminalnym Hubertem Meyerem.

„Wraz z ostatnią kroplą, która wypłynęła z żyły dziecka, narodził się ON. Balwierz z Narwi.”- z opisu Wydawcy.

Tak, nie wprowadzę Was lepiej w fabułę książki, niż Wydawca. Pozwólcie, że jeszcze zacytuję; „Z ciała martwego Tymka upuszczono krew, w pobliżu torów snajper położył trupem księdza Donata”. Opis Wydawcy gwarantuje tajemnicę, złożoność fabuły i głębokie emocje. W śledztwo uwikłany zostaje psycholog Hubert Meyer przebywający aktualnie na Podlasiu, w Narwi będąc gościem swego przyjaciela, Domana. Śledztwo wyjątkowo trudne, sprawa bardzo skomplikowana. Mały Tymek, czy ksiądz Donat Giza nie są jedynymi ofiarami Balwierza. Giną kolejne osoby, a miejscowi śledczy nie do końca rozumieją z kim mają do czynienia i co za chorą grę prowadzi morderca. To wszystko stara się odkryć Meyer.

Trudno czytać mi o śmierci dziecka, nawet w fikcyjnej fabule. Te niezawinione śmierci uderzają w najczulszą strunę mego serca, niejednokrotnie wprawiając mnie w przygnębienie. Te ciągłe pytania; dlaczego? jak? co to za zwyrodnialec?, towarzyszyły mi w trakcie czytania. Pytania, na które nawet i w rzeczywistości nie potrafimy znaleźć odpowiedzi.  Dziecko złożone w ofierze, będące wielokrotnie ofiarą spuszczania krwi, przykryte dodatkowo myśliwskim ornatem drugiej ofiary, księdza Gizy. Okazuje się, że Tomek to nie jedyne dziecko, wokół którego toczyć się będzie opowieść. Parę miesięcy wcześniej zaginęła jedenastoletnia Mira. Z takimi uczuciami, emocjami Katarzyna Bonda zmierzyła się wyśmienicie. Wrażenia po przeczytaniu tego tomu, bardzo przypominają mi moją reakcję na czwartą część, tj. „Nikt nie musi wiedzieć”. Zawrotne tempo, akcja nie zwalniająca ani na moment, trafne wypowiedzi, Meyer w pełnej krasie, liczni, ciekawi poboczni bohaterowie, to cechy zbieżne. Po raz kolejny Autorka udowodniła, że potrafi wszechstronnie poprowadzić fabułę, w sposób, uniemożliwiający oczywiste odgadnięcie zagadki, rozstrzygnięcie, kto jest sprawcą. Bardzo dobrze sprawdziły się również w treści takie ciekawe wątki jak: kłusownictwo, zdrada i nieszczęśliwa miłość, odwieczny spór pomiędzy dobrem ze złem, hermetyczna mała społeczność, miejscowe sekrety i dawno pogrzebane sprawy, czy chociażby na trwale zakotwiczonej w sercu i umyśle nienawiści, podżeganej dodatkowo wydarzeniami z bieżącej historii. Wiele wątków nie zostało dokończonym, pozostawiły nadal pytania w mojej głowie. Być może okazały się nieistotne i tylko mnie wydają się ciekawe, godne kontynuacji.

Katarzyna Bonda jest dla mnie niekwestionowaną mistrzynią budowania napięcia w swoich książkach. Za każdym razem skupiam się maksymalnie, by jak najwięcej wyciągnąć z czytanej treści dla siebie, by nic mi nie umykało. Nie wystarczająco jednak, nie wystarczająco, jak się okazuje. Bawię się z Autorką trochę w „kotka i myszkę”. Ja gonię, a Bonda skutecznie ucieka w kolejną tajemnicę, kolejne niedopowiedzenie, kolejne mylne wyobrażenie o fikcyjnej rzeczywistości. Ta zabawa bardzo mi się podoba, mimo, że kilkukrotnie czułam się maksymalnie zaskoczona, zmęczona ciągłym „rozmienianiem na drobne”, o co tym razem chodzi. Spędzony razem czas przy „Balwierzu” uważam za wyjątkowo cenne doświadczenie. Mimo trudnych tematów, ofiary w osobie dziecka, kryminał napisany jest w bardzo przyjemnym stylu. Tempo dodatkowo sprawia, że czyta się go szybko i sprawnie. Autorka wielokrotnie poruszyła psychologiczny aspekt sprawcy nakreślając szerszy kontekst, nie tracąc ani krzty polotu, sprawności i uważności czytelnika. Bardzo spodobał mi się zabieg wprowadzenia do fabuły Domana juniora. Jeden Doman to już dużo, wyobraźcie sobie, że jest ich dwóch!!! Prokurator Rudy jak zwykle również nie potrafiła siedzieć bezczynnie w Warszawie, gdy Meyer mierzył się z Balwierzem. Sam Meyer w pełnej krasie. W „Balwierzu” był takim, jakim go najbardziej lubię; emocjonalny, momentami brutalny, maksymalnie zaangażowany, wykonujący wiele pracy w bardzo krótkim czasie, chwilami nerwowy, wybuchowy i narwany. Skleja kolejne obserwacji jak puzzle. Stara się być o jeden krok przed tytułowym Balwierzem. Stara się, choć nie zawsze mu wychodzi.

Prościej się nie da: idealnie skomponowany kryminał!!! Czytajcie!!!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Klatka dla niewinnych” Katarzyna Bonda

KLATKA DLA NIEWINNYCH

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 5
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 28.07.2021r.

13 października br. będzie miał premierę szósty tom cyklu z Hubertem Meyerem „Balwierz” pióra @Katarzyna Bonda. Książka już na mojej półce. Nie mogłam jednak powstrzymać się przed wróceniem do piątego tomu serii pt.  „Klatka dla niewinnych”, który miał premierę 28 lipca 2021r. Egzemplarz papierowy finalnie do mnie nie dotarł. Jednak książkę z powodzeniem mogłam przeczytać w elektronicznej wersji. Pomijając jeden tom, wiele bym straciła. Przecież Hubert i jego najbliżsi współpracownicy nie zawsze są tacy sami, nie zawsze są przewidujący. Czwarty tom serii, wydany po latach przez @wydawnictwo.muza.sa „Nikt nie musi wiedzieć” oceniłam bardzo wysoko czy i „Klatka dla niewinnych” spodobała mi się tak samo?

I tym razem Hubert wplątuje się we wszystko, co niespotykane, co nietuzinkowe. Taki jego urok. Na prośbę prokurator Weroniki Rudy Hubert przyjeżdża do Warszawy, by pomóc w śledztwie prowadzonym w sprawie rodziny Englotów. Piotr Englot kończy odsiadywać 8-letni wyrok pozbawienia wolności za zabicie własnej żony, Róży. Zadał jej czterdzieści trzy ciosy nożem. W mieszkaniu był jeszcze sześcioletni syn Jonasz, który w wyniku traumatycznych przeżyć przestał się odzywać. Organy śledcze starają się zatrzymać Englota w więzieniu, gdy w niespodziewany sposób wypada z siódmego piętra Stanisława, babcia Jonasza, której powierzono opiekę nad wnukiem. Zdaniem Meyera i Rudy te sprawy się łączą. Czy tylko te sprawy? Czy jeszcze ktoś, coś z przeszłości ma znaczenie dla rozwiązania tej zagadki?  

Ależ Katarzyna Bonda namieszała, ale pogmatwała tą historię zgodnie z zasadą Meyer w środku wszystkiego, co dziwne, co niebezpieczne, co fałszywe i ciekawe. Tylko jakby tego Meyera w tej części było mniej. Prym wiedzie niezawodna Ruda, która wysunęła się na pierwszy plan i jej przyboczny nadkomisarz. Oczywiście nie zabrakło też starego znajomego, Domana, który pojawił się w kluczowym momencie. Wprowadzony wątek Dragana całkowicie zbił mnie z pantałyku, wywiódł mnie na manowce, przez praktycznie całą książkę zastanawiałam się jaką finalnie odegra rolę w fabule. Rozstrzygnięciem czuję niedosyt.

Fabuła toczy się od 28 stycznia 2021r. do 3 lutego 2021r. Bonusem jest epilog z Dnia Zakochanych. Akcja mimo, że dzieje się w ciągu siedmiu dni rozpisana została z najdrobniejszymi szczegółami. Chwilami dziwiłam się, że w tak krótkim czasie jednego dnia, tyle się może zdarzyć. Miałam wrażenie, że poszczególne czynności, przesłuchania, spotkania, obserwacje trwają co najmniej tygodniami. To takie ekspresowe śledztwo, w którym nie zabrakło ciekawych zwrotów akcji. Wątek wokół BDSM dla mnie okazał się ciekawym uwieńczeniem intrygi. Zgodnie z zasadą „Nie wszystko złoto, co się świeci” najskrytsze pragnienia, wyuzdane fantazje, najbardziej wyrafinowane potrzeby seksualne dotykają wielu ludzi z pozoru wydających się bez skazy, bez jednej rysy. Zadziałał tu oczywiście stereotyp, łapałam się na myśleniu: ona naprawdę??? on naprawdę??? To ciekawy zabieg pisarski, który mnie wprowadził w osłupienie. Zaciekawił mnie doszczętnie wątek z Lady Herą. Typowałam, typowałam, aż wytypowałam. Wszystko zaczynało się układać jak w puzzlach, każdy wątek zaczynał składać się w jedną całość. Przeszkadzała mi jednak mnogość tych wątków pobocznych, które powodowały, że nie mogłam skupić się na głównych bohaterach, na głównym nurcie akcji. Zapewniam Was jednak, że to celowy zabieg Autorki, wyprowadzić nas na przysłowiowe manowce, byśmy jako czytelnicy do końca nie wiedzieli co jest ważne i co istotne. Nie wiem tylko do końca dlaczego ten Meyer okazał się taki ważny, przecież nie odgrywał kluczowej roli w śledztwie. Odebrałam go, jakby stał trochę z boku, za mało się angażował w śledztwo, bardziej skupiał się na relacji z Rudy. Jego działanie było powolne w odniesieniu do toczącego się z szybkością Pendolino  śledztwa. Tandem Rudy i Meyer jakby przestał istnieć. Kilkukrotnie odniosłam wrażenie, że miejsce Meyera zajął nadkomisarz Olchowik. Nie ukrywam, że z Panią Prokurator tworzył zgrany i ciekawy duet. Rudy była wszędzie, Meyer jakby w jednym miejscu nie wnosząc niczego kluczowego, a jednak dla kogoś okazał się najważniejszy. Tak ważny, że ktoś pokusił się o…… Uff, dobrze, że się zatrzymałam. Tu zaczęłabym już spojlerować.

Meyera uwielbiam, o czym wspomniałam już w poprzedniej recenzji przy okazji czwartego tomu (recenzja na klik). Ma w sobie to coś. Ten spokój, tą spostrzegawczość, tą zadrę i to nieszczęście, które czyni go jeszcze bardziej ciekawym. Sama profesja profilera zawodowego bardzo mnie ciekawi i do tej pory nie znudziła. Jego spostrzeżenia chłonę jak gąbka i wewnętrznie z nimi dyskutuję. To zawsze jest wartość tego cyklu. Plusy to: konsekwentnie wykreowane postaci, ciekawa, wielowątkowa fabuła, która doczekała się nieszablonowego rozstrzygnięcia. Tak, zakończenie mnie zaskoczyło, a ja w kryminałach cenię to bardzo.

Polecam „Klatkę dla niewinnych” i już nie mogę się doczekać wrażeń z tomu szóstego. Kolejna odsłona jeszcze przede mną.

Moja ocena: 7/10

Książka wydana nakładem Wydawnictwa Muza.

„Sukcesja” Joanna Dulewicz

SUKCESJA

  • Autorka: JOANNA DULEWICZ
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 29.09.2021r.

Tak, tak czytałam dwie poprzednie książki @JoannaDulewicz.Autorka 😊. Mam tu oczywiście na myśli „Zakłamani” i „Zastraszeni” z cyklu o Eryce Olbracht. Drugi tom serii dla mnie nie okazał się szczęśliwy. Oceniłam książkę dość nisko, co nie przeszkodziło mi sięgnąć z zaciekawieniem do najnowszej powieści Autorki „Sukcesja”. To kolejna premiera Wydawnictwa @Czwarta Strona z 29 września br., która już za mną. Liczę, że jesteście choć trochę ciekawi, o co z tą sukcesją chodzi.

Niby taka prosta fabuła. Niby.

Niespodziewany spadek, w tym rodowy dworek otrzymuje mieszkająca do tej pory zagranicą  Sara Blosh. Spadkobierczyni chcąc uczcić nowo nabyty majątek zaprasza rodzinę oraz przyjaciół z przeszłości na bardzo wykwintne przyjęcie, które wymyka się spod kontroli. Najpierw w całej kawalkadzie gości zdarzają się nieporozumienia, niesnaski, krzywe spojrzenia, docinki, utyskiwania lub całkowicie zimny dystans. Każdy każdego obserwuje, każdy przed każdym się chowa, a czasem nawet wstydzi. Zagajenie rozmową wydaje się ponad ich siły. Sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, gdy znalezione zostają zwłoki miejscowego biznesmena Tomasza Wileckiego. O dziwo, z pozoru szanowanego obywatela, motyw by zabić miało wielu, wielu z obecnych na przyjęciu u Sary gości. Czy miejscowym policjantom uda się dojść do prawdy i odnaleźć prawdziwego zabójcę? Czy niestety będą musieli liczyć na kogoś z zewnątrz, kogoś bardziej zdeterminowanego by prawda ujrzała światło dzienne.

Okazuje się, że fabuła, bohaterowie, ich charaktery, cechy, czy osobowość potrafią całkowicie zmienić odbiór książki. Czytając „Sukcesję” bawiłam się znakomicie, żadna ze stron nie była nudna, żadna mnie nie zawiodła. Zawiłość historii dodała jej tylko uroku i potwierdziła, że Autorka potrafi pisać znakomicie. Bardzo przyjemny styl, tempo, wyraziści bohaterowie, tacy różni spowodowały, że książkę polecam z pełną odpowiedzialnością. Do tego historie i tajemnice z przeszłości, które mają nam przypominać, że żadna krzywda nie odchodzi w niepamięć, a najgorsze uczucia odradzają się w najmniej spodziewanym momencie.

Książka podzielona jest na pięć części. Autorka zabiera czytelnika w podróż w dzieje rodziny Wileckich, Mogilskich, Stroińskich, Aleksandrowiczów za pomocą bardzo przejrzystej konstrukcji. Rozdziały odnoszą się do czasu teraźniejszego, tj. 2021 i do wydarzeń z przeszłości, np. lata 2001-2002, czy rok 2004. Dodatkowo narrator trzecioosobowy relacjonuje wydarzenia z perspektywy różnych bohaterów, którymi imionami i nazwiskami nazwane są kolejne podrozdziały. Uwielbiam taką jakość. Mogę wtedy zanurzyć się w te same wydarzenia z punktu widzenia różnych osób, a osobliwości w „Sukcesji” nie zabrakło. Jak tu nie wspomnieć o biznesmenie narkomanie, o toksycznej matce, trzymającej nie tylko własnego syna, lecz wszystkich wokół „w szachu” pod płaszczykiem „dla twojego dobra”, o maltretowanej żonie, o mężczyźnie, który nigdy nie pogodził się z utraconą miłością, czy o skrzywdzonej przez los kobiecie, której los powiela własna córka. Sama postać dziedziczki rodowego pałacyku Sary Blosh jest całkowicie kompletna. Z jednej strony dystyngowana i zdystansowana, z drugiej niezwykle uczuciowa i pomocna. Taka mieszanka Alexis z Crystal, o ile ktoś z Was oglądał tasiemiec „Dynastia” nadawany u nas w latach dziewięćdziesiątych. Motyw niechcianych ciąż, czy bogobojnych mieszkanek małej miejscowość trafił w punkt, jeśli chodzi o odniesienie do małomiasteczkowej rzeczywistości. Do tego oczywiście śledztwo, które się toczy „jak żółw ociężale”, no ale cóż, nie każdy policjant potrafi po tropach dotrzeć do prawdy. Wyjątkowo spodobała mi się postać Jakuba Gorzewskiego, który mając nos prawdziwego „psa” szuka coraz głębiej i coraz aktywniej poszukuje informacji. No cóż, ale – tu trochę pospojleruję, mam nadzieję, że Autorka nie będzie mi miała za złe – pewnie już wiecie, że mam słabość do poczytnych polskich autorów kryminałów.

Książka aż roi się od ciekawych postaci, które zawsze są wartością dodaną. Dzięki konsekwencji, metodycznemu przedstawianiu rzeczywistości i zakotwiczaniu ich w czasie, nie sposób się pogubić. Wierzcie, próbowałam. A jeśli nie wierzycie, to tym bardziej sięgnijcie po najnowszą powieść Joanny Dulewicz „Sukcesja”. Zapewniam, że nie pożałujecie tej decyzji, a tylko podzielicie ze mną fascynację losami, które uzależnione zostały od przeszłości, bohaterami, którzy nie są takimi, jakimi się wydają na początku, a początek ich końca tak naprawdę sięga bardzo, ale to bardzo daleko.

To naprawdę świetnie napisana i przemyślana historia!!!

Moja ocena  9/10.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu @Czwarta Strona.

Recenzja premierowa: „Najsłabsze ogniwo” Robert Małecki

NAJSŁABSZE OGNIWO

  • Autor: ROBERT MAŁECKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 29.09.2021r.

Każdą premierę od @robertmalecki.autor czytam w ciemno😉. Ani razu nie zawiodłam się na tym rodzimym Autorze. Począwszy od serii z Grossem („Wada”, „Zadra”), przez „Żałobnicę” i „Zmorę”, aż do ostatnio przeczytanej po wznowieniu serii z Benerem („Najgorsze dopiero nadejdzie”, „Porzuć swój strach” oraz „Koszmary zasną ostatnie”). Na premierę z 29 września br. czekałam więc z niecierpliwością. Po otrzymaniu swojego egzemplarza, za który dziękuję Wydawnictwu @czwartastronakryminalu, obiecałam sobie, że „Najsłabsze ogniwo” będzie pierwszą z premier dzisiejszej środy. Obietnicy danej sobie dotrzymałam i oto przed Wami „na gorąco”, minuta po północy, recenzja przeczytanej wczoraj powieści.

(…) pisarze nie mają startu do scenariuszy, które tworzy życie” – „Najsłabsze ogniwo” Robert Małecki.

Chociaż jeszcze lepszy, jest cytat z Posłowia Autora:

(…) pisarze to kłamcy. Naszym żywiołem jest fikcja. Dlatego nigdy nam nie ufajcie” – „Najsłabsze ogniwo” Robert Małecki.

Po tylu przeczytanych Pana książkach jedno wiem, że Pan to potrafi kłamać Panie Robercie, i to jak😊.  

Tym razem Małecki akcję powieści osadził w okolicy Torunia. To tu mieszka Piotr Warot poczytny pisarz, znający bardzo dobrze techniki trzymające czytelnika w napięciu. Mieszka wraz z żoną Karoliną oraz dwójką dzieci, nastoletnim synem i młodszą córką. Sielskie i szczęśliwe życie zaburza zniknięcie młodszego brata Warota, Aleksa. Zniknięcie po grillu, który odbył się w domu Warotów. Sytuacje zdaje się wymykać spod kontroli, gdy za zaginioną uznaje zostaje dziewczyna Aleksa, a za chwilę znika młody sąsiad Warotów, Kuba przyjaźniący się z jego synem. Co lub kto okaże się najsłabszym ogniwem w tej historii pełnej tajemnic, niedopowiedzeń,  półprawd, nieodgrzebanych niejasności? Czy Warot, Magiera, Słomski zbliżą się choć trochę do rozwikłania zagadki? Zagadki, do której klucz wydają się mieć prawie wszyscy. Tylko, czy zdołają trafić na zamek, do którego będzie pasować?

Bardzo dobra książka!

Rekomenduję ją z pełną odpowiedzialnością. Bardzo podobała mi się postać Piotra Warota, pisarza i detektywa amatora w jednej osobie. Zmotywowany i zdeterminowany do samego końca, szukający drugiego dna, mimo wielu popełnionych błędów. No cóż, przecież Warot to nie Gross! Ale mi Grossa w „Najsłabszym ogniwie” w ogóle nie brakowało. To dobrze świadczy o powieści, że potrafiła wchłonąć mnie nowymi bohaterami i pomogła mi uniknąć porównania do Bernarda.  Do tego wątek Magiery, relacja ze Słomskim prowadzącym śledztwo, wiele pobocznych postaci kobiecych, tak różnych, tak odmiennych od siebie. Intryga mimo, że nie była typowo kryminalna nie pozwalała mi zamknąć książki przed jej ukończeniem, a to zwykle świadczy, że powieść zasługuje na uwagę. Jakże mogłabym jej nie pochłonąć w jeden wieczór!!! Akcja, tempo, zdarzenia następujące jedno po drugim, odsiewanie „ziarna od plew” w gąszczu informacji, z pozoru nieistotnych, nieważnych.

Dodatkowo Małecki świetnie odzwierciedlił relacje rodzinne. Związek z żoną nad którym ciąży zdrada z przeszłości, podobno z nic nieznaczącą kobietą. Trudności z kontaktem z nastoletnim synem, który jest w domu, a jakby go nie było, który na każdą próbę komunikacji przez rodzica reaguje westchnieniem, wzruszeniem ramion czy zniechęceniem. Miłość między braćmi, tak różnymi, tak z pozoru ze sobą niczym nie związanymi. Taka czysta miłość braterska, bezwarunkowa, mimo wielu nieporozumień. Życie w cieniu teścia, odnoszącego sukcesy, znanego w Palestrze wpływowego adwokata, życie jakby pod ciągłym nadzorem, życie przynoszące poczucie swej niedoskonałości, swych ubytków. Te wątki obyczajowe zostały rozpisane z pełną uwagą, odpowiednim stopniem natężenia, chwilami z dużymi emocjami. Podobały mi się na równi z wątkiem głównym. Pewnie dlatego, że Małecki potrafi zachować umiar, właściwą symetrię pomiędzy tym co ważnym i w jednej, i w drugiej płaszczyźnie.

Jeśli lubicie powieści, w których akcja toczy się jak szalona, a relacje między bohaterami wynikają z wnikliwie opisanych relacji i z zamysłem prowadzonych dialogów, to „Najsłabsze ogniwo” jest dla Was. W gratisie dostaniecie jeszcze cięte riposty, anegdoty, odniesienia do wydarzeń z przeszłości oraz perspektywę czasu „teraz”, „dwa dni wcześniej” „dwa miesiące później”. Zapewniam, nie sposób się pogubić. To kolejna bardzo dobra książka Roberta Małeckiego, z którą spędzony czas uważam za niezwykle udany. Udanej lektury!!!

Moja ocena: 9/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Czwarta Strona.

„W ukryciu” Lisa Gardner

W UKRYCIU

  • Autorka: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 2
  • Liczba stron: 432
  • Data premiery w tym wydaniu: 15.09.2021r.
  • Data 1 polskiego wydania: 05.09.2008r.

Przy okazji recenzji lipcowej premiery „Samotna” od @WydawnictwoAlbatros wspominałam, że Wydawnictwo dla fanów Lisy Gardner przygotowało nie lada gratkę, nową reedycję serii z Detektyw D.D. Warren. Ja swoją przygodę z serią zaczęłam od dziesiątego i jedenastego tomu, tj. od „Powiem tylko raz” oraz „Czyste zło”, to jednak nie przeszkodziło mi przeczytać, co działo się z samą D. D. oraz jej współpracownikami wcześniej. Ciekawi Was jaki mam odbiór Warren po przeczytaniu drugiego tomu? Mam nadzieję, że tak. Przed Wami recenzja premiery w tym wydaniu z 15 września br.

Tym razem D.D. Warren wraz z nowym członkiem zespołu Bobbym Dodgem staje do walki z psychopatycznym mordercą małych dziewczynek. W opuszczonym szpitalu psychiatrycznym Policja odkrywa sześć zmumifikowanych małych ciałek. Śledczym od razu przypomina się historia sprzed lat, gdy uwięziona i wykorzystana została Catherine Gagnon. Fascynacja małymi dziewczynkami przypomina chorą grę, którą z Policją toczył Richard Umbrio, czy tajemniczy Pan Bosu. Sam Bobby uwikłany w sprawę Catherine Gagnon sprzed dwóch lat angażuje się w nowe śledztwo całkowicie, bez reszty. Dodatkowo jedno z ciał zostaje zidentyfikowane dzięki współpracy z Annabelle M. Granger, której zawieszka z imieniem i nazwiskiem została znaleziona w miejscu odkrycia. Annabelle, która przez całe swoje życie uciekała z rodzicami, uciekała przed kimś, kto zostawiał jej prezenty. Jednym z nich był wisiorek odnaleziony na jednym z ciał.  Annabelle, która przyjęła różne imiona i różne życia przemieszczając się z rodzicami z miejsca na miejsce. Aż do chwili, gdy postanowiła stawić czoło prawdzie. Sama dowiedzieć się skąd przybyła, skąd pochodzi i jakie tak naprawdę jest jej prawdziwie imię.

Lisa Gardner spięła fabułę w trzydziestu ośmiu rozdziałach. Zastosowała dwojaką narrację. Całe śledztwo, poczynania policjantów śledzimy z perspektywy narratora wypowiadającego się w trzeciej osobie. Natomiast losy, myśli i przeżycia tajemniczej Annabelle M. Granger śledzimy dzięki jej perspektywie ujętej w narracji pierwszoosobowej. W mojej opinii jest to narracja bardziej ciekawsza, bardziej emocjonująca. Bo jak tu bez emocji czytać o przeżyciach młodej dziewczyny, która całe życie uciekała, ale uciec nie zdołała.

Jak to u Gardner czytelnik ma całe mnóstwo potencjalnych sprawców. Miałam możliwość wyboru między pacjentem ze szpitala psychiatrycznego pochodzącego z bogatego domu, a ówczesnym sanitariuszem. Między tajemniczym pastorem udzielającym się w noclegowni dla bezdomnych, a dawno niewidzianym wujkiem Tommy. W zależności od momentu, w książce aż roiło się od poszlak, które ukierunkowywały śledztwo na całkowicie różne, inne tory. Plusem jest przedstawienie pracy policji w bardzo metodyczny sposób. Gardner stara się bardzo, by prowadzona praca śledczych została odwzorowana w sposób kompleksowy. Odprawy, konsultacje, przesłuchania roją się od badania różnych tropów, od zastanawiających dygresji oraz wniosków. Wspominając o bohaterach muszę dodać, że sama Annabelle, mimo, że przedstawiona jako silna postać, mimo trudnego losu żyjąca w pewnej równowadze psychicznej, okazała się postacią najbardziej nacechowaną emocjami o silnym rysie psychologicznym. To ciągle dziewczynka, dziewczyna szukająca prawdziwego ojca i tęskniąca za prawdziwą matką, z ich prawdziwymi imionami i nazwiskami. A Detektyw Warren, no cóż, tak jak w pierwszej części skoncentrowana całkowicie na pracy, zorientowana na cel i osiągnięcia, twarda po prostu laska i taką ją lubię najbardziej. Gdyby nie to, że od pewnego momentu rozwiązanie było do przewidzenia ocena na pewno byłaby wyższa.

Lubicie kryminały? Lubicie silne postaci kobiece? Ja tak, dlatego sięgnęłam po tę pozycję i Was też do tego zachęcam.

Moja ocena 7/10.

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Studentka” Gary Braver, Tess Gerritsen

STUDENTKA

  • Autorzy: GARY BRAVER, TESS GERRITSEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 15.09.2021r.

Ostatnia premierowa środa, tj. 15 września br. pokazała, że @WydawnictwoAlbatros również nie próżnuje. Swoim nakładem wydało wiele dobrych książek. Jedną z nich jest „Studentka” Tess Gerritsen napisana wraz z Garym Bravererem. Sama Tess Gerritsen jest autorką wielu książek. Ma na swoim koncie już czterdzieści pozycji. Znacie tą autorkę, która z wykształcenia jest lekarzem internistą? W wielu z nich fabuła wzbogacona jest o wątek medyczny związany z pracą lekarza, pacjentami, czy funkcjonowaniem służby zdrowia i jej oddziałów. Ciekawe, czy i tym razem te wątki pojawią się w książce, która dzieje się głównie w społeczności akademickiej. Wszak intryga kryminalna rozpoczyna się od śmierci tytułowej Studentki.

„(…) literatura jest odbiciem życia.” – „Studentka” Gary Braver, Tess Gerritsen.

Tą studentką jest, a raczej była Taryn Moore, której upadek z piątego piętra bada Frankie Loomis, pani detektyw bostońskiej policji. Taryn miała wszystko; urodę, inteligencję, szerokie możliwości, przyjęcie na studia doktoranckie. Detektyw Frankie, w pewnym momencie zaczyna powątpiewać w tezę o samobójstwie Taryn. Nie ma listu pożegnalnego, nie ma w jej mieszkaniu smartfona, jest za to wielu mężczyzn wokół, którym mogłoby zależeć na jej przypadkowej śmierć; Liam, Cody, czy Jack Dorian. Każdy z nich mógłby mieć motyw, każdy z nich mógłby być zainteresowany usunięciem jej ze swego życia, każdemu z nich  przysłowiowo „zalazła za skórę”. Każdemu inaczej; nie mogąc pogodzić się z zerwaniem nękając, odrzucając atencję i uwagę jedynego przyjaciela będącego na każde jej skinienie, czy stawiając profesora anglistyki w sytuacji bez wyjścia, bez umiaru prowokując na jego zajęciach. Kto odnajdzie prawdę o śmierci Taryn? Czy Frankie? Czy ci, którzy poczuli się przez jej śmierć zagrożeni?

Trzydzieści siedem rozdziałów zostało podzielone na części „potem” i „przedtem”. Dodatkowo autorzy każdy rozdział zatytułowali imieniem bohatera, z perspektywy którego akcja była relacjonowana przez narratora trzeciosobowego. W książce mamy więc rozdziały przedstawione między innymi z perspektywy Taryn, Frankie, Jacka. Bardzo dobry wątek dotyczył dyskusji wyjętych jakby wprost z seminariów o literaturze mitologicznej, wątek zdradzanych kobiet i zdradzających mężczyzn idealnie wpasował się w moją fascynację historią Heloizy i Abelarda. Te części były bardzo dobrze rozpisane, inspirujące i wyjątkowo mnie ciekawiły. Spodobało mi się również pokazanie detektyw Frankie Loomis nie tylko jako skuteczną policjantkę, ale kobietę z krwi i kości. Kobietę borykającą się z własnymi osobistymi problemami, kobietę niepotrafiącą uporać się z obawą i troską o dorastające bliźniaczki, czy kobietę dla której pewna 46-letnia kobieta stanowi klucz do zagadki o tajemniczą śmierć jej męża sprzed trzech lat.

Nie ukrywam jednak, że ta publikacja nie trzymała mnie w napięciu. Generalnie za mało w niej thrillera. Dla mnie to kryminał z bardzo rozbudowanym wątkiem obyczajowym, w którym splata się klasyczna literatura z obrazem współczesnych rodzin, krzywd małżeńskich, czy problemami społecznymi w grupie studenckiej. Fabuła toczy się niespiesznie. Zanim dojdzie do finałowego rozstrzygnięcia śledztwa autorzy podsuwają liczne tropy. Mimo to zakończenie było do przewidzenia. Napisana jest w bardzo prostym, chronologicznym stylu, dzięki czemu bez kłopotów odnalazłam się w przeszłości i teraźniejszości bohaterów. Mimo, że nie jest to książka „wysokich lotów” czytanie jej sprawiło mi przyjemność. Miło spędziłam przy niej czas. Gdyby nie to, że jest w wielu fragmentach przewidująca ocena końcowa byłaby na pewno wyższa.

Dlaczego więc warto sięgnąć po „Studentkę”? Ano dlatego, że znajdziecie w niej lekką narrację, przyjemny styl, wiele intersujących wątków pobocznych, emocje na płaszczyźnie damsko – męskiej, różne emocje.  To połączenie gwarantuje czytelnikowi dobrą zabawę i relaks z książką w te deszczowe, chłodne wieczory. Zaparzcie sobie gorącą herbatę lub kawę, o ile nie zamierzacie spać i czytajcie, czym i czy w ogóle tak naprawdę zasłużyła sobie tytułowa Studentka na śmierć

Moja ocena 6/10.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Recenzja przedpremierowa: „Eter” Aniela Wilk

ETER

  • Autorka: ANIELA WILK
  • Wydawnictwo: AKURAT (imprint MUZA S.A.)
  • Liczba stron: 351
  • Data premiery: 22.09.2021r.

Jak przedpremiery, to przedpremiery! A co? Tym razem zabiorę Was w podróż w Karkonosze, dzięki @Aniela Wilk – pisarka i jej książce „Eter”, która będzie miała premierę w najbliższą środę, tj. 22 września br. Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Akurat (imprint @wydawnictwo.muza.sa ). Bardzo mnie zaintrygował opis. Wydawca obiecywał thriller połączony z erotykiem. Przed rozpoczęciem czytania zastanawiałam się, czy znajdę w tej pozycji więcej thrillera, czy erotyku. Jesteście też ciekawi?

Ta historia dzieje się w sennym karkonoskim miasteczku. Miasteczku, w którym od dekady mieszka Darek Wysocki, miejscowy dziennikarz radiowy, mężczyzna – zagadka. Wyglądający jak „(…) książkowe wyobrażenie seryjnego mordercy, psychopaty lub w najlepszym wypadku zdrowo pieprzniętego dziwaka”. Kiedyś wzięty pisarz i dziennikarz śledczy w stolicy. Dziś samotnik rozkoszujący się górskim powietrzem, górskim krajobrazem i nawet, co dziwne, góralską społecznością. Jego sąsiadką zostaje Julka Kwiatkowska, spadkobierczyni górskiej chatki po swej ciotce. Ich losy splatają się niespodzianie. Raz za sprawą psa Rambo, dwa za sprawą tajemniczych odkryć ludzkich ciał w pobliżu. Wszyscy odnalezieni po latach w przeszłości byli uznani za zaginionych. Miejscowa policja nie kontynuuje żadnego tropu. Darek czeka, czeka na kolejne odkrywane co jakiś czas ciała. Ile ich będzie? I dlaczego Darek jest sprawą osobiście zainteresowany?

Nie całkiem erotyk, nie całkiem thriller

Połączenie prawie idealne. Prawie, bo o ile  nie ma w niej za dużo namiętności, jest na mój gust za mało napięcia. Wątek odkrywanych cyklicznie nowych ludzkich szczątek nie do końca wybrzmiewał w tonacji thrillera. Miałam wrażenie, że wszyscy zainteresowani snują się po tym górskim miasteczku czekając, aż rozwiązanie samo ich znajdzie. I tak się stało w ciekawym zakończeniu.  Bez wątpienia publikacja jest napisana ze smakiem. Nie przegina w żadną stronę. Chwile fascynacji erotycznej są napisane ze smakiem, z wyczuciem, idealnie zostały wkomponowane w główną fabułę. Autorce udało się zobrazować skomplikowaną damsko – męską relację. Oboje się przed nią bronią, oboje starają się zachować dystans. Przy czym, co ważne, nie jest to typowa scenariuszowa zabawa w „kotka i myszkę”. I to mi się podobało. Tylko to sformułowanie „mała” pisane małą literą, wpadając mi w ucho druzgotało je. No cóż, na niektórych działa jak przysłowiowa „płachta na byka”. Czasem wypowiadane niby pieszczotliwie, czasem lekceważąco. Tworzyło pewien dysonans w relacji ONA i ON. Relacji dość silnej, dość zrównoważonej.  

Szukacie książki, w którym tajemnice zostaną odkryte po latach napisanej w doskonałym stylu literackim, jak na polonistkę przystało? Jeśli tak, to gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po tę pozycję. Osnute mgłą, śniegiem późną wiosną Karkonosze wzywają. Wzywa też duch gór, który krąży niezauważany przez większość mieszkańców i chyba wszystkich przyjezdnych. Duch krążący po pagórkach, wzniesieniach. Duch przynoszący czasem dobre, czasem złe wiatry. Do tego bardzo dobry pomysł na fabułę, do tego nieodgadnione śmierci i zapierający w dech klimat Karkonoszy. Zakończenie pozostawiło we mnie pytanie; czy ja z Darkiem i Julką będę jeszcze miała okazję się spotkać? Będę?

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Akurat (imprint MUZA.SA) za możliwość przeczytania i podzielenia się Wami tą książką.

Recenzja przedpremierowa: „Boginie” Alex Michaelides

BOGINIE

  • Autor: ALEX MICHAELIDES
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery:29.09.2021r.
  • Data premiery światowej: 15.06.2021r.

Premierowe środy zawsze napawają mnie pewną obawą. Zastanawiam się przed nimi, ile książek będzie wartych przeczytania, ile będzie wartych do zrecenzowania. Jeszcze przed nami dwie wrześniowe, premierowe środy. Jedna z nich to 29 września br., gdy premierę będzie miała książka „Boginie” Alexa Michaelides wydana nakładem @wydawnictwo.wab. Czytaliście poprzednią publikację tego autora „Pacjentkę”? Ja przed momentem skończyłam „Boginie”. Opis Wydawcy tak mnie zaciekawił, że za lekturę tej książki zabrałam się długo przed czasem. Poczytajcie, co o niej myślę😊.

Na terenie St. Christopher’s College w Cambridge dochodzi do morderstwa. Ginie młoda studentka, Tara. Jej koleżanka Zoe zwraca się o pomoc do swej ciotki, londyńskiej psychoterapeutki Mariany specjalizującej się w terapiach grupowych. Z pozoru niewinna, wspierająca wizyta przemienia się w amatorskie dochodzenie. Mariana przekonana jest o winie profesora Edwarda Fosci, który stworzył z kilkoma młodymi, pięknymi studentkami koło bogiń. Bogiń, które wydają się od początku oddane mu bez reszty. Do tego Mariana ciągle wraca myślą do śmierci swego męża, Sebastiana, z którym okazała wsparcie Zoe, jego siostrzenicy po śmierci jej rodziców. Gdzie zaprowadzi Marianę próbę uzyskania odpowiedzi? Gdzie zaprowadzi jej ją własna dociekliwość? Czy dobrze, że odpowiedzi na zadane pytania wreszcie ujrzą światło dzienne?

Książka pisana jest w narracji trzecioosobowej. Dodatkowo autor ujął w niej list mordercy, jakby wycięty z pamiętnika. List, z którego czytamy, co tak naprawdę skłoniło sprawcę do podjęcia decyzji o pozbawieniu innych życia oraz jak wydarzenia z odległej przeszłości odcisnęły na nim niezagojone przez lata piętno. Czytamy o jego fascynacji nienawiścią, śmiercią, bólem. Dowiadujemy się o mechanizmach obronnych, które stosował, by tylko przeżyć, przeżyć po prostu kolejny dzień. Przez prawie całą książkę żal mi było Mariany. Z jednej strony nie rozumiałam jej zachowania, jej próby przechytrzenia Fosci, miejscowej policji i pomoc w odnalezieniu sprawcy morderstwa, czy raczej morderstw. Z drugiej całkowicie rozumiałam jej żal i niemoc po utracie męża, Sebastiana, z którym łączyła ją silna więź. Więź, która została zerwana przez jeden wypadek. Wypadek za który Mariana się obwinia. Sama Mariana nie przypadła mi do gustu, tak samo jak Zoe. Według mnie bohaterowie nie zostali dopracowali wystarczająco wnikliwie. W wielu momentach brakowało mi spójności, konsekwencji w ich przedstawieniu. Mimo, że motyw przewodni niósł ze sobą duży potencjał, został potraktowany po macoszemu. Nic nie znaczące wątki, wrzucani kolejni potencjalni sprawcy, kręcący się wokół zaburzeni pacjenci. Nie, to nie mój klimat, nie mój gust. Oczekiwałam raczej mocnej, wnikliwej analizy z silnym rysem psychologicznym bohaterów. Tym bardziej, że Mariana jest psychoterapeutką, o czym jakby mimochodem autor wspomina w kilku miejscach.

Czas z książką nie był jednak stracony. Czyta się ją bardzo przyjemnie, ma szybkie tempo, przyjemny język bez zbędnych opisów oraz ozdobników. Akcja dzieje się sprawnie, bez zbędnej zwłoki. Nie jest to jednak thriller trzymający w napięciu, raczej to powieść obyczajowa z pobocznym wątkiem kryminalnym. Jeśli ktoś lubi takie połączenia to zachęcam do lektury, z którą można spędzić przyjemnie czas.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem W.A.B.

„Wiatr” Igor Brejdygant

WIATR

  • Autor: IGOR BREJDYGANT
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 15.09.2021r.

Na ostatnich warszawskich Targach Książki dowiedziałam się, że @Igor Brejdygant autor jest bardzo ciekawym i wszechstronnym człowiekiem. Cytując notkę biograficzną to „Scenarzysta, reżyser, fotograf i pisarz, studiował na Wydziale Produkcji Filmowej i Telewizyjnej PWSFTViT w Łodzi. Napisał scenariusze m.in.do „Zbrodni” (reż. Greg Zgliński), „Prostej historii o morderstwie” (reż. Arkadiusz Jakubik), „Palimpsestu” (reż. Konrad Niewolski) oraz „Paradoksu” (reż. Greg Zgliński, Borys Lankosz i Igor Brejdygant). W cyklu „Szaleńcy Pana Boga” zrealizował dokumenty „Bracia”, „Kazanie nad czarną rzeką” i „Latawiec”.” (cyt. za: Igor Brejdygant). Do tego jest autorem już ośmiu książek. Ja przygodę z Autorem zaczęłam od spotkania osobistego, zaś z jego dziełami od „Wiatru”, który premierę miał dosłownie wczoraj, 15 września. Dzięki współpracy z @wydawnictwo.wab mogę Wam przedstawić moją opinię😊.

(…) Może chodzi o to, że kiedy umierali, byli tam tylko oni i ja. Jakiś rodzaj zobowiązania… Może wciąż tam tkwię i nie potrafię ich opuścić w potrzebie.” -„Wiatr” Igor Brejdygant.

I chyba o to chodziło pisarzowi Wawrzyńcowi Wiślickiemu, gdy jako TOPRowiec podjął się wyjaśnienia zagadkowej śmierci, znanej zakopiańskiej pary; Agnieszki i Piotra Markowskich. W trakcie wycieczki górskiej z Morskiego Oka na przełęcz Szpiglasową zostali porwani przez śnieżną lawinę. Świadkiem tego zdarzenia był właśnie Wawrzyniec. Nie mogąc pogodzić się z brakiem odpowiedzi na zadawane przez siebie pytania rozpoczyna samodzielną próbę dowiedzenia się, co się stało. Wydawca w swym opisie zapewnia, że książka to „(…) To punkt wyjścia historii, w której surowa przyroda Tatr, mroczny góralski folklor i środowisko TOPRowców są zaledwie tłem dla śniegiem i wiatrem osnutej, tajemniczej historii, w której mistrz kryminału brawurowo przekracza gatunkowe granice”.

„(…) przyroda Tatr, mroczny góralski folklor i środowisko TOPRowców” – z opisu Wydawcy.

I to nie wszystko. Do tego ciekawy główny bohater, pisarz o mało popularnym imieniu Wawrzyniec, pasjonat gór, taternik. Pisarz, którego nikt nie bierze na serio, którego indywidualne śledztwo nie jest brane przez organy ścigania pod uwagę. Niepotrafiący uporać się z własnymi uczuciami, niepotrafiący skoncentrować się na jednej kobiecie, odkrywa po kolei następne wydarzenia i dowody potwierdzające, że Markowscy nie znaleźli się pod lawiną przypadkowo. Czy z wypadkiem Markowskich miał coś wspólnego marszand Agnieszki – artystki, malarki? Czy dla rozwiązania sprawy znaczenie miały jej liczne romanse, z byłym uczniem, TOPR-owcem i innymi mężczyznami? Czy wypadek był zemstą na Piotrze za nieskutecznie przeprowadzoną akcję ratunkową na Mnichu sprzed sześciu lat, w której zginęli koledzy z TOPRu? Czy znaczenie miał zaginiony, najlepszy obraz Markowskiej Śniadanie? W trakcie całego czytania zadawałam sobie te pytania. Autor kluczył, mylił mnie podrzucając mi kolejne ślady, które zaprowadziły mnie….do nikąd. Naprawdę do nikąd. A jak pewnie się domyślacie w kryminałach uwielbiam najbardziej te niespodziewane zakończenia. Te z „Wiatru” było jak petarda!  

Ogromny szacunek dla Autora za przedstawienie góralskiego folkloru i z perspektywy rodzin jak Trybunie, Piątki, i z perspektywy samej przyrody, relacji między podhalańczykami a przyjezdnymi, między swoimi a obcymi. Nawet język miejscowych został odzwierciedlony, co dodatkowo stanowi ogromny plus tej pozycji. Brawurowo Autor pociągnął temat relacji damsko – męskich, czy to pomiędzy samymi Markowskimi, czy pomiędzy Wawrzyńcem a Moniką, Wawrzyńcem a Grażyną, Wawrzyńcem a Anią. Czasem wydawały mu się znajome, czasem tylko podobne do kogoś, czasem kompletnie obce. Czasem zachowywały się wobec niego przyjaźnie, a czasem całkowicie chłodno. Do tego obraz silnych, męskich relacji pomiędzy kolegami z TOPRu i pracownikami pensjonatu Halama. Oj, długo bym tak mogła, długo.

Napiszę na zakończenie, że to książka, która pozostawiła mnie w zdumieniu, a to rzadkie u czytelnika pochłaniającego kilkanaście książek miesięcznie. Napisana w bardzo dobrym stylu, spinająca się całkowicie od początku do końca, mimo licznych tajemnic, zagadek, pytań bez odpowiedzi i niedokończonych wątków. Całkowicie popieram opinię Wydawcy, że Igor Brejdygant jest mistrzem kryminału, w którym „brawurowo przekracza gatunkowe granice”. Tak pierwszorzędnie, że chciałoby się książkę przeczytać od nowa, od pierwszej strony. Możliwe więc, że nie tylko przeczytam poprzednie publikacje Autora, lecz wrócę również do „Wiatru”, z którym zaczęłam przygodę z jego twórczością. Czytajcie!!!

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

Recenzja premierowa: „Egzekucja” Remigiusz Mróz

EGZEKUCJA

  • Autor: REMIGIUSZ MRÓZ
  • Seria: JOANNA CHYŁKA (TOM 14)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 459
  • Data premiery: 15.09.2021r.

O mojej słabości do Chyłki pisałam nie raz, nie dwa. Praktycznie przy każdej publikacji kolejnej recenzji serii. Chyłkę czytam od początku. Nigdy mnie jeszcze nie zawiodła, choć mam swoich faworytów w cyklu😊. @RemigiuszMróz jest konsekwentny przy kolejnej książce w każdym zakresie, stylu, treści, akcji, tempie i języku. Uwielbiam to. Do 13 tomu nie znudziła nie ta seria w żadnym calu. Zawsze odnajduję w niej 100% Chyłki. Chociaż, Chyłka też się zmienia, też się rozwija, nie zawsze jest taka sama. To dobrze. Ktoś mi kiedyś powiedział, że tylko „psychopaci się nie zmieniają”. Z Chyłką nie jest więc tak źle😉, jakby się mogło wydawać. Czy premiera z dzisiaj od Wydawnictwa
@Czwarta Strona Kryminału również zaskoczyła mnie pozytywnie? Zapraszam do przeczytania recenzji.

Czasem niewiedza jest błogosławieństwem (…). Zastanów się, psy kompletnie by zwariowały, gdyby wiedziały, ile kości mają w ciele” – „Egzekucja” Remigiusz Mróz.

Po tajemniczym zaginięciu Kordiana z poprzedniej książki cyklu, Chyłka nadal po trzech miesiącach nie może pogodzić się z jego nieobecnością. Wróciła do swoich złych nawyków, alkoholu, palenia, opryskliwości. Zaangażowała wszystkich w jego poszukiwania i podkomisarza Szczerbińskiego, i prokuratora Paderborna pseudo Pader. Wszyscy zaangażowali się w poszukiwania maksymalnie. Niestety, nadal bez skutku.  Jednocześnie jako doradca prawny – po utracie prawa wykonywania zawodu adwokata – wspiera policjanta oskarżonego o przekroczenie uprawnień i nieuzasadnione użycie broni palnej, w wyniku czego zginął cywil. Chyłka stara się ze wszystkich sił osiągnąć sukces. Pytanie tylko brzmi; czy same siły i starania wystarczą?

Nie mogę spojlerować, nie mogę!!! Po recenzji ostatniej części pt. Afekt, wiem, że przesadziłam recenzując wiele kwestii. Tym razem postanowiłam sobie skupić na istotnych kwestiach, bez roztrząsania szczegółowych faktów. Zaczynam więc!

Chyłka taka sama, a jednak inna

Dokładnie tak! Z jednej strony nadal upierdliwa, inteligentna, mistrzyni ciętych ripost. Z drugiej okazało się, że ma uczucia i to ciepłe uczucia. Autor nakreślił bohaterkę, która „nie była sobą”, gdzie „głos jej się załamał”. Napisał, że „(…) Chyłka miała jednak wrażenie, że znajduje się w samym środku nieustającego sztormu. Od trzech miesięcy nie miała chwili wytchnienia, nie potrafiła normalnie funkcjonować, a smutek, żal i dojmująca pustka w sercu nie odpuszczały jej ani na moment”. Zachwyciłam się taką Chyłką, bardziej moralną, bardziej emocjonalnie dojrzałą, z ciekawym rysem psychologicznym.

Bohaterowie jak starzy przyjaciele, jak rodzina. Znowu obracałam się w kręgu „znanych twarzy”. Jest i Langer, i Żelazny, i Szczerbiński, i Paderborn, i Komarczysko. No i oczywiście Chyłka z Zordonem. Motyw z Konsorcjum udany. Tylko kto tak naprawdę miesza? Kto pociąga za sznurki? Czy Chyłka jest lalkarką, czy kukiełką? Do tego akcja, nie skupiona całkowicie na żadnej nowej sprawie karnej, skupiona na losach głównych bohaterów, na tym co ich łączy i co dzieli, na tym o co walczą. Oczywiście sensacji nie zabrakło, a jakże. Jest i trup, jest próba morderstwa, są pogonie i ucieczki. Chyłka znowu staje się bardzo atrakcyjną zwierzyną łowną, z tylko sobie znanych względów.

Autor nie zawiódł mnie zapewniając bardzo dobrą rozrywkę podczas czytania. W książce, jak w całej serii roi się od trafnych analogii, inteligentnych porównań, ciętych ripostach. To język, który wręcz ubóstwiam, to forma za którą od razu tęsknię, gdy zamknę ostatnią stronę. To naprawdę udana seria. Seria, która do tej pory mi się nie znudziła. To zasługa zapewne zastosowanego stylu przez Autora oraz bardzo wyrazistych bohaterów, jakich pewnie niewielu w naszym otoczeniu. Każda kolejna książka jest dla mnie jak picie ulubionej kawy, a Zordon i Chyłka do kawy bardzo pasują.

Moja subiektywna ocena to 9/10. Jest to bowiem inna Chyłka i całkowicie inny Zordon. Oboje w tej wersji bardzo mi się podobali. Książka nieodkładalna, pochłonęłam ją w jeden wieczór. Fabuła i sama Chyłka rządzi się swoimi prawami. Sprawdźcie, czy tak samo Wam się spodoba czternasty tom cyklu. Dajcie znać, jakie są Wasze spostrzeżenia.

ps. i tak się zastanawiam na koniec, czy następna Chyłka już w marcu 2022 ? Oby, oby.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą jeszcze przed dniem premiery bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.