„Blask” Marek Stelar

BLASK

  • Autor:MAREK STELAR
  • Wydawnictwo:VIDEOGRAF
  • Liczba stron:400
  • Data premiery: 14.05.2019r.

Ta książka to moje pierwsze spotkanie z autorem @marek.stelar. Z, „(…) urodzenia szczecinianin, z wykształcenia architekt”. Dobry rocznik. W marcu miała premierę „Sekta”, druga część serii z nadkomisarzem Rędzią. Znacie tę serię? „Blask” wydany przez Wydawnictwo Videograf długo czekał na mojej półce. Zaczynałam trzy razy, by potem rzucić się na inną książkę. Nie ukrywam, często tak mam jak nie znam autora, a czekają na mnie książki moich ulubieńców. Teraz wiem, że Stelara powinnam czytać od razu. „Blask” ma momenty kryminału retro, a jak wiecie ja ten gatunek wręcz uwielbiam.

Po jakimś czasie obojętniejesz na śmierć, kiedy widzisz jej tyle, że twój umysł nie może już dłużej wytrzymać. Tak właśnie to działa.”

„Blask” Marek Stelar

Z opisu wydawcy na obwolucie przeczytałam: „Trzy plany czasowe, trzy wydarzenia i jeden wspólny mianownik: ten sam przez siedemdziesiąt lat.”  

Wszystko zaczęło się w roku 1946 w powojennym Szczecinie. „To miast niczyje. Ani nasze, ani ich. Jeszcze nie nasze i już nie niemieckie”. Wiktor Krugły zainteresował się śmiercią żydowskiego chłopca, który w chwili znalezienia ściskał w dłoni drogocenny kamień. Dla jednych tylko „żydek”, dla Wiktora aż „dziecko”. Jako pracownik magistratu zaczął węszyć, szukać. Odkrywa kolejną niewinną śmierć chłopca wśród społeczności żydowskiej. Już wie, że to nie przypadek. Dodatkowo z dowodów rzeczowych na komendzie milicji znika dostarczony przez Krugłego brylant a milicja zdaje się nic nie robić. Giną protokoły z przesłuchań świadków, sierżant któremu Krugły przekazał brylant ginie śmiercią bohaterską w trakcie pełnienia obowiązków, a sam komendant dziwnym trafem popełnia samobójstwo. Zagadkę Krugły musi rozwiązać sam.  W 1978 roku w Szczecinie giną dwie młode prostytutki śmiercią przez uduszenie.  Podejrzany o zbrodnię Niemiec zostaje zwolniony, a o morderstwo zostaje oskarżony Wiktor Krugły, wuj  kapitana Służby Bezpieczeństwa. Umiera w zamknięciu nie dożywając zwolnienia. Umiera niewinnie… Trzecia perspektywa to lata współczesne. W roku 2018 adwokat Agata Prażmowska w nieletniej ofierze rozpoznaje swoją niedawną klientkę Dżesikę. Zaczyna interesować się jej śmiercią. Dżesika również została uduszona. Śmierć ojca Witolda dodatkowo zmusza ją do podjęcia śledztwa. W jego osobistych rzeczach znalazła dwa dowody osobiste zamordowanych prostytutek przed czterdziestu laty. Co ojciec Agaty miał wspólnego ze śmiercią Magdaleny i Danuty? Z pomocą nadkomisarza Sablewskiego oraz Roberta próbuje się tego dowiedzieć. Próbuje rozwiązać zagadkę sprzed lat. Zagadkę, która wywróciła jej życie do góry nogami.

Tak poznałam Roberta

Bohatera innych książek Marka Stelara, takich jak „Cień” i „Twardy zawodnik”. Emerytowanego oficera Komendy Wojewódzkiej Policji, aktualnie prywatnego detektywa. Roberta, wnuka, kuzyna, męża, syna. Roberta istotnego dla opisanego w książce kryminalnego wątku, ale nie najważniejszego. Najważniejsza jest tu bowiem historia Agaty. Silnej, ale nie wulgarnej, samodzielnej i samotnej dziewczyny wychowywanej przez babcię, odtrąconej przez własnego ojca. Te trudne relacje z ojcem zaważyły na jej życiu i stały się kanwą dla zbudowania kryminału z takimi emocjami w tle jak: rozpacz, złość, odrzucenie, niezgoda. Bardzo podobały mi się relacje Agaty z mężczyznami. Szczególnie z Pawłem i Tomkiem jej partnerami z kancelarii prawniczej. Mogą sobie ufać i na sobie polegać bez zbędnych słów i zbędnych gestów. Sama relacja Agaty z nadkomisarzem Rafałem Sablewskim również została zobrazowana w bardzo dobry sposób. Inteligentny i dojrzały dystans. Dystans lekko się skracający, jednak nie za bardzo. To dobrze. Nie cierpię kryminałów, gdzie nagle wplata się na siłę romans. Mimo to, jestem niezwykle ciekawa co się stało z Agatą i Rafałem. Czy będzie ciąg dalszy, będzie jakiś happy end? I o to chodzi w pisaniu dobrych książek, o zaciekawienie, o pozostawienie czytelnika w niedosycie. Niedosycie, który można zaspokoić tylko kolejną książką.  

Bardzo dobrze autor opisał powojenną rzeczywistość. Trudne relacje w kosmopolitycznym mieście. Przemieszczający się z miasta Żydzi, Niemcy i przypływający Polacy. W tym wszystkim Sowieci, wyzwoleńco – okupanci ze swoim zamiłowaniem do zegarków. Potrafiący nosić po kilka naraz. Mieszanka wybuchowa. Bardzo podoba mi się postać Wiktora Krugły. Napisałam już, że mam słabość do kryminałów retro. Wiktor jako samozwańczy detektyw wzbudził moją sympatię od razu. Swoją dojrzałością, choć miał tylko dwadzieścia pięć lat, swoim zaangażowaniem w śledztwo w sprawie niewinnej śmierci Szloma i Abramka. Niewinnej śmierci tych, którzy przeżyli obóz koncentracyjny, a którzy zginęli z powodu szkiełka. Małego szkiełka. Postać Wiktora Krugłego przypomina mi Adama Kostrzewę z książek Jarosława Sokoła. Niezłomnego, mającego swoje zasady, spokojnego, wywarzonego, potrafiącego szybko rozeznać się w sytuacji, w której się znalazł i umiejącego opisać rzeczywistość w sposób najcelniejszy.

Nie o skarb tu chodzi

Domniemany skarb, od którego zaczyna się pogoń za Szlomem, nie ma znaczenia dla tej powieści. W trakcie czytania nie interesowało mnie w ogóle, czy on był, kto go odnalazł i przejął po von Kaminskich. Nie taki był cel autora i nie taki sens fabuły. Tu chodzi o tajemnicę, sekret zżerający rodzinę i uniemożliwiającą zbudowanie relacji na miarę relacji ojciec – córka. Tu chodzi o wydarzenia z przeszłości, które kładą się cieniem na teraźniejszość. Tu chodzi o ciągle niezaspokojone pragnienie, pragnienie śmierci, pragnienie bycia bogatym, pragnienie rozegrania gry na własnych zasadach, najlepszych i jedynych. Tu chodzi o zaufanie, które trzeba zdobyć i któremu się trzeba odwdzięczyć. Tu chodzi o powojenną rzeczywistość, która jest nieznana potencjalnemu czytelnikowi i którą autor w sposób wyśmienity opisał wprowadzając nas w atmosferę powieści. Bez tego wprowadzenia nie byłabym zadowolona tak z tej książki. Tu chodzi o coś więcej niż szkiełko, od którego wszystko się zaczęło.

Zrób miejsce na półce!” dla tej książki naprawdę warto. Polecam!!!

ps. I ta okładka. Dzieci na tle ruin.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Videograf. 

„Arsene Lupin. Dżentelmen włamywacz” Maurice Leblanc

ARSENE LUPIN. DŻENTELMEN WŁAMYWACZ

  • Autor:MAURICE LEBLANC
  • Wydawnictwo:ZYSKI I S-KA
  • Seria:ARSENE LUPIN. TOM 1
  • Liczba stron:280
  • Data premiery:11.05.2020r.
  • Data pierwszego polskiego wydania: 01.01.1957r.

Nigdy nie czytałam książek o „dżentelmenie włamywaczu”. To raczej nie moja bajka. Do sięgnięcia po tę pozycję skłonił mnie serial na Netflixie. Oglądaliście? Ja tak. Kolejne odcinki serialu „Lupin” podobno zobaczymy już 11 czerwca. Serial polubiłam za mocną kreację głównego bohatera Assane’a Diop‘a, który pomysły Lupin’a wciela w życie. Sam Arsène Lupin stworzony został w 1905r we Francji. Jest to postać bardzo  lubiana i zakotwiczona w kulturze tego kraju. Musiałam sprawdzić, czy wznowienie od Wydawnictwa Zysk i S-ka wzmocni moją fascynację bohaterem będącym pierwowzorem postaci serialowej.  Dopiero co prezentowałam Wam tę książkę, która miała premierę po wznowieniu w dniu 11 maja, a już przychodzę do Was z recenzją. Co zrobić jak to tylko 280 stron.

Podoba Wam się okładka? Mnie bardzo. Wydanie naprawdę na miarę książki sprzed stu lat. Wnętrze nie jest wcale gorsze. Oczywiście, nie jest to mroczny współczesny thriller, wartki kryminał z dobrymi wątkami obyczajowymi, czy komedia na miarę Chmielewskiej. Nie, nie. To gatunek, który zanikł wiele lat temu.

Autor nakreślił przygody najsławniejszego włamywacza w bardzo przystępny sposób. Opisuje jego perypetie począwszy od podroży transatlantykiem w czasie której poznał Miss Nelly i o zgrozo, został aresztowany. Relacje Lupina ze współpasażerami, którzy za wszelką cenę chcieli odkryć kto stoi za kradzieżami na statku okazały się wyśmienitą zabawą i ucztą dla moich oczu. A takich historii pisanych ze swadą i ogromną elokwencją jest wiele. Tylko nadal nie wiem jak on się wymyka tym śledczym.

Maurice Leblanc stworzył niebanalną postać, dżentelmena „(…) o niebywałej fantazji, działającego wyłącznie w pałacach i salonach…”. Dość, że dżentelmen to jeszcze żartowniś, człowiek o tysiącu wcieleń, posiadający rzadkie umiejętności sztuki makijażu i szybkiego przeobrażania się. Wykorzystujący nieuwagę i niemożność dostrzegania szczegółów otoczenia. Czyhający na błędy i liczący na szczęście. Szczęście, które zdaje się, nigdy go nie opuszcza. Stworzył Lupina uciekającego przed słynnym policjantem Ganimardem, z którym  bawi się w kotka i myszkę. Mimo, że wielokrotnie mu się wymyka, darzą się wzajemnie szacunkiem. Jest to relacja podobna do relacji Poirota z Kapitanem Hastingsem, przyjacielska ale z przymrużeniem oka i dużą dozą sarkazmu.

Książka podzielona jest na zatytułowane rozdziały. Każdy rozdział opisuje inny wątek. Narracja jest trzecioosobowa, chociaż w pierwszym rozdziale autor przedstawił wydarzenia na statku oczami Lupina. Podobała mi się ta koncepcja. Czytałam ten rozdział, jakbym czytała dobre anegdoty, które ktoś z dystansem opowiada na swój temat.  Narrator skonstruowany został podobnie jak Watson w serii o Sherlocku Holmesie. Bliski znajomy, wręcz przyjaciel, któremu Lupin zdradza szczegóły swoich brawurowych akcji, a on je opowiada.

Pomysł autora, że wszyscy wokół zastanawiają się, kim jest ten złodziej wręcz genialny. Sama łapałam się na zgadywaniu. W wielu miejscach książki widziałam Lupina, który jednak nim się nie okazywał. Lupin momentami jest wyjątkowo arogancki. Pomysły na kradzieże wyjątkowe, jak chociażby list do właściciela drogich precjozów z prośbą o dobrowolne oddanie części z nich, w zamian za brak osobistego stawiennictwa i zmianę miejsca przechowywania wszystkich wartościowych rzeczy. By być bardziej ludzki, Lupin dodatkowo informuje właściciela o kopiach w jego zbiorze, kopiach o których sam dysponent nie wiedział. Wszyscy śledzą jego poczynania. Nawet ofiary są zainteresowane historiami o nim. Lupin często bowiem gości na stronach gazet. Tym samym staje się ówczesnym celebrytą. Celebrytą, gdzie zainteresowanie o nim podtrzymywane jest licznymi publikacjami w jedynym istniejącym wówczas medium.

No i niespodzianka. Nie spodziewałam się jej w tej książce. Do złapania Lupina zostaje zatrudniony….najsławniejszy brytyjski detektyw. Strony książki odwiedza Herlock Sholmes. Nie, nie to nie pomyłka. Okazuje się, że Leblanc napisał dwa opowiadania pt. „Arsène Lupin kontra Herlock Sholmès” w 1906 i 1907 roku w nawiązaniu do postaci Sherlocka Holmesa, bohatera kryminałów Conan Doyle’a (źródło). W późniejszych wersjach książki imię i nazwisko Sherlocka Holmesa brzmiało oryginalnie.  Samo spotkanie najsłynniejszego z detektywów z Lupinem zostało zobrazowane wyśmienicie. Wątek ten podobał mi się wyjątkowo. To prawie jak „(…) poruszający spektakl: pierwsze spotkanie tych dwóch mężczyzn, tak niezwykłych, (…) obu naprawdę najlepszych, ale przez ich specyficzne uzdolnienia fatalnie skazanych na zwarcie – tak jak dwie równe siły pchane w przestrzeni przeciwko sobie przez los”. Ciekawi mnie jak na taki obrót sprawy zareagował Sir Conan Doyle.

Klasyka przez duże K. Ciekawe historie, wyjątkowi bohaterowie i ten język, całkowicie przystępny. Bardzo klasyczny i elegancki, ale jednak przystępny. Możliwe, że to zasługa tłumaczki.

To miła odskocznia od zwykle czytywanych przeze mnie książek, a różnorodność w czytaniu jest przecież najważniejsza. Pozwala nie zamykać się w klatce i docenić twórczość z pozoru nie dla nas.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka.

Recenzja przedpremierowa – „Niebiańskie osiedle” Ryszard Ćwirlej

NIEBIAŃSKIE OSIEDLE

  • Autor:RYSZARD ĆWIRLEJ
  • Wydawnictwo:CZWARTA STRONA
  • Seria:MARCIN ENGEL. TOM 1
  • Liczba stron:345
  • Data premiery:19.05.2020r.

Zachwycił mnie ten Ryszard Ćwirlej, oj zachwycił. Zaczął świetnie już samym tytułem; „Niebiańskie osiedle”. Dlaczego? Kto z Was przeczytał antologię opowiadań kryminalnych „Awers”, wydaną również przez Czwarta Strona? Jeśli nie czytaliście, zerknijcie na moją recenzję klik. Wspominam w niej o jednym z opowiadań, które mnie oczarowywało. Był to „Niebiański dom” Ryszarda Ćwirleja. W recenzji napisałam: „ (…) historia z dreszczykiem oparta na sprawie związanej z ekskluzywnym domem seniora położonym w okolicy Kazimierza Dolnego.  Domem, w którym – jak się okazuje – seniorzy nie mogą czuć się bezpieczni…”. W trakcie czytania tego opowiadania pomyślałam; jaki świetny pomysł na rozbudowaną fabułę. Nowatorski, nieoczywisty. Dom spokojnej starości, sąsiedzi, duszpasterze, organizacja, wykorzystywanie, wątpliwe darowizny itepe itede. Praktycznie to gotowy pomysł na nową książkę. Czy się myliłam?

Tam, dokąd idziemy, czeka na nas niebiański dom. Odchodzimy spokojni i szczęśliwi, mając nadzieję, że kiedyś wszyscy się tam spotkamy”.

„Niebiańskie osiedle” Ryszard Ćwirlej

Dwa podwójne samobójstwa, jedno w Pile, drugie w Warszawie. Warszawie, gdzie „(…) wszystko w większej skali”. Samobójcami są emeryci, spokojni, nie wadzący nikomu. Niewinne samobójstwa mają jednak drugie dna. Odkrywa to Franek Kaczmarek młody śledczy przebywający od niedawna w stolicy. Równolegle policyjne działania rozpoczyna dziewczyna Franka, Jowita, która jeszcze tkwi w Pile. I to właśnie do Piły prowadzą wszystkie ścieżki prowadzonego śledztwa. Śledztwa policyjnego i dziennikarskiego. Do akcji wkracza bowiem Marcin Engel – dziennikarz śledczy ze swoją koleżanką Kamilą oraz Babcią Matyldą – emerytowaną milicjantką.  Losy całej czwórki splatają się w jednej historii. Czy dla tej historii mają znaczenie comiesięczne dobrowolne datki przekazywane na pewne radio oraz znalezione w mieszkaniach samobójców foldery reklamowe?  Tego muszą się dowiedzieć i śledczy, i sami czytelnicy.

Tylko 345 stron !

Musiałam, po prostu musiałam w taki sposób podtytułować tę moją recenzję. Naprawdę, to tylko 345 stron. Autor serii o Anecie Nowak oraz Antonim Fischerze z klasą wypełnił pustkę powstałą po lubianych przeze mnie bohaterach. Chociaż przyznaję, Anety wyjątkowo mi żal. Tych jej hot dogów na stacji benzynowej, motocykla, szybkiej i ostrej jazdy. W tej pozycji Ćwirlej zaprezentował ciekawych bohaterów cały wachlarz. Jak to w pewnej piosence „(…) dla każdego coś miłego i każdemu jego raj”. Mi najbardziej przypadła do gustu Babcia Matylda. Akceptująca w domu palenie, picie, ale tylko dobreJ whisky, „(…) które popija od czasu do czasu dla lepszego krążenia”. Była milicyjna śledcza, wdowa po generale policji, uprawiająca sporty tylko biernie i uważająca, że „Bieganie jest bardzo niebezpieczne”. Siedemdziesięciolatka mająca nowoczesne poglądy i bardzo światły umysł.  Twierdząca, że duszpasterstwo działa jak akwizytorzy ubezpieczeń „(…) każą ci płacić przez całe życie, a wypłatę odszkodowania obiecują po śmierci”.  Sam Marcin Engel – jak wynika z opisu wydawcy – „mistrz świata w kłopotach, dziennikarz śledczy” też jest niczego sobie. Odegrał w życiu Babci Matyldy i w trakcie całego śledztwa znaczną rolę. Nie jest on jednak kluczowy dla całej fabuły. Spowinowacony z Matyldą Franek oraz jego dziewczyna Jowita również okazali się istotni w przedstawionym przez autora wątku kryminalnym.

Autor prowadzi narrację w dwójnasób. Wydarzenia zaprezentowane z perspektywy Marcina są w narracji pierwszoosobowej. To Marcin jest narratorem. Patrzymy na wszystko, co go otacza jego oczami. Na jego dziewczynę Dżesikę, współpracowniczkę Kamę, babcię Matyldę. Relacjonując wydarzenia z perspektywy Engela, Ćwirlej daje radę. Narracja przechodzi przeobrażenie. Jest w niej mniej faktów więcej wrażeń, uczuć, spostrzeżeń i to wszystko oczami trzydziestolatka. Równoległa narracja dotyka wątku policyjnego śledztwa. Autor stosuje wówczas narrację trzecioosobową. Relacjonuje fakty i tłumaczy decyzje.  

W książce znajdziecie cały przekrój polskiego społeczeństwa. Emeryci zafascynowani obietnicą życia na Niebiańskim Osiedlu, wierni słuchacze pewnego radia, wędkarze łowiący ryby na równi z łykami mocnych trunków, emerytki przekazujące wolne comiesięczne datki jednocześnie narzekające na biedę i brak środków na lekarstwa. Bardzo podoba mi się nawiązanie do PRL-owskich metod pracy.  Współczesne czasy, w których i tak niektórym policja państwowa miesza się z milicją obywatelską. Nawiązanie do minionych czasów sprawdza się w wątkach kryminalnych z policyjnym śledztwem w tle.

Autor wiernie odzwierciedlił psychologiczne triki wykorzystywane przez akwizytorów w sprzedaży bezpośredniej. Potencjalni klienci traktowani są jak wybrańcy, wyjątkowi nadludzie. To specjalne traktowanie otwiera ich portfele, skłania do pochopnych decyzji. Jest to problem społeczny zobrazowany bardzo dokładnie. Problem wykorzystywania starszych, często samotnych ludzi, którzy niekoniecznie od razu potrafią połapać się w stosowanych na nich sztuczkach. Przecież nie każdy jest Babcią Matyldą, czyż nie?

Ryszard Ćwirlej wielokrotnie puścił do mnie oko. Wspominając o wciśnięciu trójki w samochodowym radiu, czy chociażby w dialogu Babci Matyldy ze swoim kolegą, Borewiczem na temat nadawania nowonarodzonym dzieciom imienia Jarosław. Takie oczka lubię niezmiernie. Świadczą o tym, że autor nadąża nad bieżącymi wydarzeniami i potrafi się do nich ustosunkować, nawet kreśląc literacką fikcję.

To lekki kryminał. Nie będę ukrywać, mam słabość do osadzonych w nim bohaterów. Dlatego lekkość tej prozy kompletnie mi nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, uważam ją za atut. Taki był jej cel. Absurdalne sytuacje i przerysowane postaci mają nas skłonić, do zastanowienia się nad naszymi zniewoleniami. Zniewoleniami, które czasem mogą prowadzić do tragedii. Zniewoleniami pod przykrywką nieziemskich obietnic. Obietnic, które nigdy nie mają szansy się spełnić.

Nawet napisana z największym zaangażowaniem i ogromnym sercem recenzja nie odda kunsztu pisarza, a także specyficznej atmosfery tej książki. Nie macie wyjścia. Musicie przeczytać ją sami.  Szczerze  polecam.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Czerń” Małgorzata Oliwia Sobczyk

CZERŃ

  • Autor:MAŁGORZATA OLIWIA SOBCZAK
  • Wydawnictwo:W.A.B.
  • Seria: KOLORY ZŁA. TOM 2
  • Liczba stron:416
  • Data premiery:06.05.2020r.

Lada chwila, bo już 19 maja ukaże się najnowsza część serii od @ Małgorzata Oliwia Sobczak – autorka pt. „Biel”. Pojawiły się już przedpremierowe recenzje i w większości są pozytywne.  Ja ciągle czekam na mój egzemplarz. Mam nadzieję, że zdążę przedpremierowo Wam go polecić. To właśnie nowa premiera zmotywowała mnie, by nadrobić zaległość z poprzedniego roku i przeczytać wreszcie drugą część cyklu. Ciągle jednak pamiętam pierwszą pt. „Czerwień” (moją recenzję znajdziecie tu: klik). Będąc na wakacjach, leżąc przy basenie nie mogłam się oderwać, od czasu do czasu komentując zwroty akcji,co denerwowało moją przyjaciółkę leżącą obok. Do czasu… Jak sama zaczęła czytać, robiła to samo. Szkoda, że drugą część „Czerń” nie czytałyśmy razem. Wiele bym dała, by słyszeć czy reaguje tak samo jak ja.

Na płaszczyźnie przestępczej nie istnieją przypadki, są jedynie tropy kształtujące mapę zbrodni.”

„Czerń”  Małgorzata Oliwia Sobczak

Kilka miesięcy po poprzedniej sprawie z „Czerwieni”

Wtedy toczy się fabuła drugiej części cyklu. Nowy wątek, nowe miejsce. Przygody Prokuratora Leopolda Bilskiego zostały umiejscowione w Kartuzach. Małej miejscowości, w której teoretycznie nic się nie dzieje. Właśnie, teoretycznie… Samo miejsce akcji już wiele obiecuje. Najbardziej skrywane tajemnice gnieżdżą się właśnie w takich małych, leniwych miasteczkach. To właśnie w tym miejscu ginie siedmioletni Piotruś, syn pisarki Julia Sarman powracającej do Kartuz ze Stanów Zjednoczonych. Równocześnie śledczy z Sopotu odkrywają powiązanie z Kartuzami w sprawie innego zaginionego dziecka, trzynastoletniej Amelii Stępień. To w Kartuzach mieszka babcia zaginionej dziewczynki. Śledztwo zostało powierzone asesor Annie Górskiej. Jest to jej pierwsza poważna sprawa, w której liczy na pomoc Bilskiego.

Trzy kolory = Kolory zła

Nie wiem co to będzie w „Bieli” na którą bardzo, ale to bardzo czekam. „Biel” to trzeci kolor, czy będzie tak samo zły, ooops, a raczej tak samo dobry?

„Czerń” okazała się lepsza od pierwszej części, chociaż wydawało się to mało prawdopodobne. Bardziej mroczna, bardziej dająca do myślenia. Wielowątkowość jest jej mocną stroną. Różne tematy splatają się ze sobą, nie plączą fabuły tylko ją wzbogacają i urozmaicają. Jak zwykle autorka potrafiła trzymać mnie w napięciu doprowadzając momentami do skrajnego zdenerwowania.  Bardzo podobał mi się wątek pokazywania różnych motywów z przeszłości bohaterów. Zdarzeń, decyzji, myśli i czynów, które mają wpływ na bieżące wydarzenia. Sobczak umiejętnie, wręcz wyśmienicie potrafi opisywać przeszłość, wodząc czytelnika za nos do samego końca, nie odkrywając ostatecznie żadnych kart. Wątek kryminalny wbija w fotel. Tak dzieje się w sytuacji, gdy w zbrodnię zostają wplątane dzieci, nieskalane dzieci, obdarte w jednej chwili z niewinności. Niesłusznie, bezpowrotnie.

To wszystko w tle rodzinnych dramatów, rodowych sekretów,  relacji z burzliwego etapu dorastania, dziecięcych lęków i skrywanych głęboko przez wiele, wiele lat ran, niezagojonych ran.  Dodatkowym atutem książki są świetnie skrojeni bohaterowie. Leopold Bilski – mężczyzna po przejściach, ciągle przeżywający wydarzenia opisane w pierwszej części, nieprzepracowane traumy. Te jego dojrzewanie dodaje mu uroku, tajemnicy. Bilski o wiele bardziej zaciekawił mnie w tej części, mimo swego pragmatyzmu i żelaznych zasad. Anna Górska lepiej radzi sobie z poprzednimi wydarzeniami. Wydaje się być silniejsza. Pomaga jej w tym praca. W pełni się jej oddaje realizując zadanie za zadaniem. Ta zadaniowość pozwala jej żyć, pozwala jej zapomnieć i zatracić się w codzienności. Dlatego jest taka wyrazista, taka ciekawa.

Oj długo bym mogła spoilerować i zachwycać się tą pozycją. Na koniec dodam tylko, że kompletnym majstersztykiem było osadzenie akcji w kaszubskim klimacie. Klimacie, którego pozornie nie da się podrobić, a Małgorzacie Oliwii Sobczak udało się to brawurowo. Ja książki odłożyć nie potrafiłam póki nie dobrnęłam do brzegu. Przeczytajcie koniecznie i dajcie znać czy Wam się to udało.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

Premiera – „Nikt nie musi wiedzieć” Katarzyna Bonda

NIKT NIE MUSI WIEDZIEĆ

  • Autor:KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 4
  • Liczba stron:382
  • Data premiery:05.05.2021r.

Ha… Nie pomyślałabym, że będę się jeszcze witać z Hubertem Meyerem. Z Hubertem od którego zaczęła się moja przygoda z @Katarzyna Bonda. Przeczytałam wszystkie części; „Sprawa Niny Frank”, „Tylko martwi nie kłamią” oraz „Florystka”. Nie ukrywam, że przeczytałam również serię z Saszą Załuską i inne pozycje autorki. No cóż, taki jej urok. Na oficjalnej stronie FB autorki doczytałam w poście z 30 kwietnia fragment recenzji: „Jeśli ktoś myśli, że Bonda wyszła z wprawy albo zapomniała, jak się pisze skondensowane w formie i treści powieści kryminalne, to grubo się myli. „Nikt nie musi wiedzieć” to najkrótsza książka królowej polskiego kryminału. I jednocześnie najlepsza część serii o Meyerze”. Jak to, pomyślałam. Niemożliwe, żeby mój pierwszy ukochany literacki psycholog śledczy wracając po prawie dziesięciu latach był jeszcze lepszy. Jak wino, jak dojrzewający ser. Wyobraźcie więc sobie z jakim entuzjazmem zabrałam się do czytania. Eeee, macie rację. To nie do wyobrażenia!!!!

(…) nie masz wpływu na decyzje innych. Możesz je jedynie zaakceptować. Ewentualnie zrozumieć, choć niekoniecznie. To nie twoje życie”.

„Nikt nie musi wiedzieć”  Katarzyna Bonda

Hubert Meyer dziesięć lat starszy

Kolejne lata obeszły się z Hubertem Meyerem łaskawie. Profiler wraca do gry z właściwym sobie urokiem. Trochę z nami, trochę poza. Trochę z przyjaciółmi, trochę obok nich. Jak to Hubert… Tak naprawdę fabuła jest bardziej skomplikowana niż w opisie wydawcy. Hubert mierzy się z wieloma zawodowymi wyzwaniami. Po pierwsze został poproszony o pomoc w śledztwie, gdzie główne skrzypce gra jego przyjaciel – Doman, aktualnie emeryt policyjny. Z Szerszeniem oraz prokurator Rudy próbuje pomóc przyjacielowi, który znalazł się w złym miejscu o złym czasie. Hubert zachowuje się „jak człowiek”. Mimo pierwotnych obiekcji postanawia wystawić opinię – przykrywkę, która pozwoliłaby śmierć miejscowego gangstera zakwalifikować jako porachunki gangów. Po drugie Meyer uczestniczy w śledztwie dotyczącym zabójstwa konserwatora windy zamkowej w Mosznej. Zginął miejscowy Artur Sroka. Wszyscy zdają się być podejrzani; dyrektor zamku i jego żona, ojciec zmarłego, pracownicy oraz nawet jego kochanki. Śledztwo komplikuje się, gdy odkryte zostają dwa kolejne ciała, dwóch młodych dziewczyn kochających nie tych mężczyzn, które powinny. Tajemnice zamku muszą zostać odkryte. Prawda musi wyjść na jaw. Wie o tym Meyer, chociaż rozwiązanie zagadki ciągle się oddala.

….i jeszcze sytuacja prywatna. Sytuacja ojca, który o istnieniu syna nic nie wiedział. Syna, który przedwcześnie stracił życie.

Ile zagadek, tyle rozwiązań. To wszystko czeka na Meyera.

Kryminał z koroną w tle

Tak, tak. Jak przeczytacie w posłowiu autorka i jej dzieło nie są niezależni od sytuacji pandemicznej. To w powieści urzekło mnie dodatkowo. Mimo, że Bonda musiała dostosować fabułę do nagle zmienionej rzeczywistości zrobiła to nieszablonowo. Wplotła krótkie koronawirusowe wątki. Tym bardziej dobrze mi się powieść czytało. Znajome tematy, zachowania, stosunek do maseczek i tak dalej. Nie od dziś wiadomo, że wspólne przeżycia spajają.

 Akcja toczy się w znanych mi miejscach. Śląskie Wesołe Miasteczko, gdzie umiejscowione zostało miejsce zbrodni pierwszego nieszczęśnika. Zamek Moszna. Ktoś coś? Byliście? Ja byłam wiele lat temu. Czytając nawet tą fikcyjną fabułę przypominałam sobie każdy zakątek, każdy trawnik pięknego zamkowego ogrodu oraz wieżyczki strzeliste z których budowla jest najbardziej znana. Przyznaję, teraz na zamek będę patrzyła inaczej.

Wplecenie w wątek kryminalny współpracowników Meyera z poprzednich książek serii był autorskim majstersztykiem. Momentami miałam wrażenie jakbym odwiedzała bliskich znajomych. Jak to Bonda zrobiła nie mam pojęcia. Przecież premiera „Florystki” miała miejsce 26-11-2012r!!!

Książka okazała się lepsza niż myślałam. Napisana lekkim stylem. Akcja toczy się szybko, sprawnie. Nie ma w niej za długich opisów. Mimo, że autorka porusza wielokrotnie kwestie psychologiczne nakreślając kontekst, nie jest to męczące. Wręcz przeciwnie, dawka jest w stu procentach dobrana do oczekiwań. Trzy wątki, dwa kryminalne i jeden prywatny wzajemnie się przeplatają. Pióro Bondy jest tak profesjonalne, że w tych wątkach nie można się pogubić. Dodatkowo fabuła wzbogacona została o relacje z przesłuchań świadków, podejrzanych, które są prowadzone z policyjną kindersztubą. Przesłuchania na wskroś profesjonalne. Relacja Meyera z prokurator Rudą dopełnia całość. Rozmowy pomiędzy nimi są inspirujące, momentami jakby się kłócili, prowadzili inteligentną wojnę na argumenty.

Katarzyna Bonda z Hubertem Meyerem przeszła długą drogę. Drogę dojrzałości pisarskiej. Drogę nabywania nowego literackiego polotu. Drogę stawania się mistrzynią ciętej riposty i spostrzegawczych uwag. Ta droga, którą przeszli zaowocowała tym dziełem. Dziełem odmiennym, ale jakże doskonałym. „Czasem mniej znaczy więcej” – coś w tym jest. Te niespełna 400 stron wystarczyło, by stworzyć historię na którą warto było czekać i warto było czytać pierwszą z majowych premier.

Gratuluję Pani Kasiu !!!! Czekam na więcej. Obiecała mi to Pani w  zakończeniu! No, przyznaję, prawie obiecała.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z książką bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Brudna sprawa” Robert Dugoni

BRUDNA SPRAWA

  • Autor:ROBERT DUGONI
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Seria: TRACY CROSSWHITE. TOM 5
  • Liczba stron:448
  • Data premiery:02.07.2020r.

Mam nadzieję, że moim wyzwaniem Cztery premiery od wydawnictwa Albatros z 14 kwietnia w cztery dni zaimponowałam Wydawnictwu, które bardzo sobie cenię. Przypomnę, że od dnia premiery, tj. od 14 kwietnia w kolejno następujących po sobie dniach publikowałam, oczywiście po uprzednim przeczytaniu, recenzje takich pozycji jak: TerapeutkaStrażnik,  Niewinny i 17 kwietnia Gambit zabójcy. Dla mniej z tej czwórki „Gambit zabójcy” okazał się największym zaskoczeniem.

Z czystym sumieniem mogę potwierdzić, że z premierami Albatrosa nie jestem już na bakier. Wręcz przeciwnie, jestem o krok do przodu. Gorzej jest niestety z zaległościami. Co poradzę na to, że to Wydawnictwo wydaje tyle znakomitych książek miesiąc po miesiącu, że po prostu nie nadążam.  Mówi się, że lepiej późno niż wcale. Ja nie chowam głowy w piasek i prezentuję Wam dzisiaj zaległą recenzję ubiegłorocznej lipcowej premiery. To „Brudna sprawa” Roberta Dugoni. Piąta część serii z Tracy Crosswhite. Sam Dugoni jest znanym amerykańskim pisarzem i – to chyba nie zaskoczenie – z wykształcenia jest prawnikiem..

ps. mam nieodparte wrażenie, by być prawnikiem trzeba być niezłym bajkopisarzem. To dobrze. Może nie mamy aż tylu wspaniałych prawników, ale na pewno dzięki temu mamy sporo wyśmienitych autorów kryminałów.

Pójście do przodu nie oznacza zapominania o przeszłości. Pójście do przodu oznacza, że chce się coś zrobić w sprawie przeszłości.”

„Brudna sprawa” Robert Dugoni

Tracy Crosswhite x 5

Fabuła została włożona w ramy czterdziestu siedmiu rozdziałów. W zakończeniu otrzymujemy również epilog, by podglądać co dzieje się potem. Tym razem Tracy Crosswhite – detektyw z Sekcji Ciężkich Przestępstw Kryminalnych –  wraz ze swoimi współpracownikami podejmuje dwa trudne śledztwa. Jedno dotyczy śmiertelnego potrącenia dwunastoletniego chłopca, Afroamerykanina. Okazuje się, że samochód, którym go potrącono należy do specjalisty od logistyki z pobliskiej bazy marynarki wojennej. Właściciel samochodu do niczego się nie przyznaje, utrzymuje, że samochód mu skradziono a sam cały wieczór był z żoną w domu. Dodatkowo, ktoś znający się na rzeczy, wyczyścił wóz ze wszystkich biologicznych śladów. Na szczęście dla Tracy pozostawił paragon ze sklepu. Sprawa wydaje się z pozoru wyjaśniona, gdy ginie kaseta na której było nagranie ze sklepu, w którym widać kto kupuje produkty.

Drugie śledztwo toczy się więc wokół wydarzeń w Bazie Marynarki Wojennej Kitsap. To tam widziana była ostatnio zaginiona kaseta. Kaseta, która najprawdopodobniej ostatnio była w biurze adwokatki wojskowej Leah Battles. Adwokatki, która ma bronić oskarżonego logistyka.

To wydarzenia z Bazy okażą się kluczowe dla śledztwa w sprawie potrącenia niewinnego chłopca. Dochodzenia, które po uniewinnieniu przez wojskowych śledczych z NCIS nie zostało porzucone przez Tracy. Tracy, która obiecała Shaniqui Miller, że zrobi wszystko, by winni zostali osądzeni.

Czy Tracy Crosswhite dotrzymała obietnicy?

Największą wartością firmy są zawsze pracownicy.

To jest myśl, która przyszła mi do głowy w trakcie czytania i nie chciała odpuścić. Śledczy i z policji, i z marynarki wojskowej są skrojeni na miarę jak najlepszy garnitur. Nawet ofiary, czy rodziny ofiar mają wiele do zaoferowania czytelnikowi. Każdy z nich nie jest nudny, nie jest jednakowy. Dugoni bardzo dobrze wplótł w fabułę postaci. Postaci, które jesteśmy w stanie polubić od samego początku.

Narrator w trzeciej osobie opisuje zdarzenia w sposób bardzo skrupulatny. Nic mu nie umyka, żadnej szczegół. Nie dotyczy to tylko śledztwa, lecz także wydarzeń z życia bohaterów.

 Spodobała mi się relacja między Tracy a jej partnerem Kinsem. Mimo, że Tracy trwa w satysfakcjonującym małżeństwie ze swoim przyjacielem z dzieciństwa Danem, stworzyła z Kinsem iście przyjacielską relację. Relację, w której dzielą się ze sobą wieloma wydarzeniami z życia, spostrzeżeniami, obiekcjami czy obawami, bo „Po latach partnerstwa znali się jak łyse konie i wyczuwali swoje nastroje. Wiedzieli, kiedy które pokłóciło się z mężem czy żoną, kiedy Kins miał problemy z dziećmi i kiedy mieli za sobą niezły seks”.  Podobną relację autor zobrazował w przypadku dwóch innych detektywów Vica Fazzio – inaczej Faz i Delma Castigliano – inaczej Del. Moi ulubieńcy. Oprócz włoskiego temperamentu, zamiłowania do włoskiego jedzenia, długich płaszczy cechuje ich umiejętność postawienia świata na głowie, by pomóc koledze. To właśnie wątek prywatny Dela wzbogacił fabułę. Dela, który stracił siostrzenicę w wyniku przedawkowania. Przedawkowania heroiny, która zalała lokalny rynek. Wyjątkowo silnej heroiny. Takich jak siostra Dela jest wielu. Jedną z matek opłakujących dzieci po przedawkowaniu jest Celia McDoniel. Specjalistka od przestępstw zakwalifikowanych jako zabójstwa przy użyciu nielegalnej substancji. Dzięki Celii Del jest w stanie pójść dalej. Od czasu do czasu oglądając się za sobą, by ukarać tych, którzy rozprowadzają tak silny narkotyk. Narkotyk zabijający wielu młodych ludzi z tak zwanych „dobrych domów”.

Dugoni w „Brudnej sprawie” skierował uwagę czytelnika w stronę bardzo ważnych kwestii społecznych. Jest tu o dostępie do narkotyków. Narkotyków, które niszczą nie tylko narkomana, lecz również jego rodzinę. Bardzo dobrze opisał zależności między jurysdykcją wojskową a cywilną, w przypadku podejrzenia przestępstwa popełnionego przez wojskowego. Te zawiłości nie były wcale nudne, czy skomplikowane. Autor opisał rzeczywistość w bardzo prosty i jasny sposób. Dodatkowo zwrócił uwagę czytelnika na brak wystarczającej liczby skazań za przestępstwa popełnione na Afroamerykanach. Temat, uwzględniając ubiegłoroczne wydarzenia w Stanach Zjednoczonych, jak najbardziej aktualny. Wokół tej kwestii opisał postawę Tracy i nie tylko. Postawę, która bardzo mi się podobała. Wisienką na torcie okazało się śledztwo w sprawie zaginionego dowodu rzeczowego, wspomnianej kasety wideo. Śledztwo prowadzone przez cywilnych policjantów przy zaangażowaniu służb wojskowych i też odwrotnie, przez wojskowych przy pomocy cywilnych śledczych. Śledztwo, które zaprowadziło czytelnika do zaskakującego zakończenia. Tak rozpisanego kryminalnego wątku jeszcze nie czytałam!

Fabuła mocno mnie wciągnęła. Styl autora niezwykle przyjemny i profesjonalny. W książce nie ma żadnej nieścisłości, żadnego niepasującego fragmentu, żadnego fałszu. Ta książka jest jak piosenka ze świetnym tekstem i niesamowitą linią melodyczną. Wszystko w niej pasuje, od pierwszego do ostatniego akordu. Jest po prostu całkowicie spójna. Brzmi jak przepis na przebój, prawda?

W czerwcu Albatros wydaje szóstą część serii „Za każdą cenę”. Nie mogę się doczekać.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Kurs na śmierć” Wojciech Wójcik

KURS NA ŚMIERĆ

  • Autor: WOJCIECH WÓJCIK
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:696
  • Data premiery:27.04.2021r.

Długo czekałam na tą pozycję. Dotarła do mnie dzień przed premierą, która miała miejsce 27 kwietnia. Nie zdążyłam więc z recenzją premierową, tym bardziej, że „Kurs na śmierć” liczy sobie trochę stron. Zmieniłam jednak moje plany czytelnicze i recenzenckie, by spieszyć do Was najszybciej jako to możliwe z recenzją najnowszej książki Wojciecha Wójcika.

Nie mogę nie wspomnieć o samym autorze, którego bibliografia już jest bardzo , mimo debiutu w 2016 roku książką „Nikomu nie ufaj”. Następnie wydano „Garść popiołu” (2016), „Jezioro pełne łez” (2017), „Młoda krew” (2018), „Miałeś tam nie wracać” (2019), „Himalaistka” (2020) i „Dziedzictwo von Schindlerów” (2020). Czytaliście którąś z nich? Macie wyrobione swoje zdanie na temat autora i jego publikacji? Podzielcie się. „Kurs na śmierć” to moja pierwsza książka tego autora. Na pewno nie ostatnia.

Policyjny świat

Do tego świata wkraczamy z impetem. Zaczynamy od śmierci upozorowanej na samobójstwo, w której ginie komendant Akademii Szkolenia Policji w Legionowie Cezary Majchrzak. Śledztwo powierzone zostało Kazikowi Ciołczykowi oraz niegdysiejszemu zesłańcowi za złe zachowanie, zdolnemu śledczemu Pawłowi Łukasikowi. Dwa tygodnie przed śmiercią „(…) komendant legionowskiej Akademii Szkolenia Policji, został bohaterem serwisów informacyjnych.”. To wszystko dzięki wydarzeniu na peronie podwarszawskiej kolejki miejskiej, gdzie uratował niedoszłą samobójczynię. Z pozoru proste śledztwo komplikuje się, gdy śledczy odkrywają związek Majchrzaka z Olgą Burzyńską, której samobójstwo również budzi wątpliwości. Podejrzanym za śmierć Olgi naturalnie staje mąż. Mąż, który nie był Oldze wierny. Mąż, któremu Olga również nie była wierna. Przy czym mąż o tym nie wiedział.  W śledztwie Ciołczyka i Łukasika wspiera młodszy inspektor Kuba Gąska, który tymczasowo pełni rolę komendanta. Na terenie Akademii działania prowadzi również kursantka Agnieszka Jamróz. Śledztwo ukryte, nieformalne, które okaże się kluczowe dla tej zagadki kryminalnej. Zagadki kryminalnej ze świata dla zwykłego śmiertelnika zamkniętego, niedostępnego. Świata, w którym rządzą proste zasady. Zasady opisane w prostych dwóch zdaniach.

Seks, pieniądze, koleżeńskie przysługi… Są rzeczy i sytuacje, o których się nie rozmawia”

„Kurs na śmierć” Wojciech Wójcik

Z tymi wszystkimi niuansami  muszą poradzić sobie i doświadczeni śledczy, i początkująca kursantka. Niuansami wzajemnych koligacji, ciągnięcia w górę lub zrzucania w dół w zależności od  panującej aury politycznej. Co z morderstwami miał wspólnego incydent z bronią na terenie akademii? Czy ze sprawą wiąże się znaleziony przez kursantkę Agnieszkę rozbity dron? Dlaczego o pierwszej ofierze wszyscy wiedzą wiele a jednocześnie nic? Takie i inne pytania pojawiają się w trakcie policyjnej katorżniczej pracy. Pracy, która musi być wykonana do końca. Wykonana jak najlepiej, bez względu na konsekwencje.

Wielowymiarowi bohaterowie

Sama narracja potwierdza tą wielowymiarowość. Narrator relacjonuje w trzeciej osobie i czasie przeszłym z perspektywy Agnieszki oraz z perspektywy Pawła. Lubię takie połączenia. Zawsze są korzystne dla toczonej fabuły. Bohaterowie skomplikowani. Jedni bardziej, inni mniej. Kazik Ciołczyk, syn legendy policji trochę ciapowaty budzi sympatię. Jego ksenofobia… cóż, od razu rzuca się w oczy. Nowacka zastępczyni zmarłego Majchrzyka, sprawna fizycznie mocno stąpająca po ziemi, dokładnie wiedząca czego chce. Nawet jeśli stosowane przez nią metody zarządzania nie do końca wydają się adekwatne.

Z pozoru nieistotne wątki obyczajowe okazują się ważne. Paweł i jego relacje z byłą oraz aktualną partnerką. Nieszczęśliwe love strony z akademickim instruktorem strzelnictwa i kursantkami w roli głównej. Miłość zza ogrodzenia możliwa dzięki kontrolowanej dziurze w płocie. Dzieci, wnuki byłych policjantów, którzy niejednokrotnie nie są w stanie dogonić legend. Zazdrość, zdradzona miłość, zemsta i dewiacje tych, którzy są na świeczniku. Zdradzone żony, niewierni mężowie. Prostytucja i sponsoring. Tematy, motywy się mnożą w miarę czytania. Momentami miałam wrażenie, że autor chce rozwinąć wszystkie dotychczas mi znane wątki z innych kryminałów. Nic bardziej mylnego. Podjęte policyjne działania i odkryte nowe wątki okazują się na końcu kluczowe dla sprawy. Istotne dla sprawcy, ważne dla ofiary.

Styl jest prosty. Dialogi i opisy nie tak dosadne, jak można byłoby się spodziewać wiedząc, w jakich warunkach i w jakich relacjach pracują policjanci. Muszę przyznać, że zbrodnie i motywy autor mógłby umiejscowić w każdej społeczności, nie tylko policyjnej. Nawet społeczność akademicka będąca przedmiotem jednego z pobocznych wątków, mogłaby być miejscem akcji. Wójcik oparł intrygę kryminalną na uniwersalnych prawdach, pragnieniach i skrzywieniach ludzkich, a także na potrzebach opieki i chronienia najbliższych. Czasem nawet w zastępstwie tych, których nie ma już obok nas.

Mimo, że akcja jest wielowątkowa ani razu się w niej nie pogubiłam. Niespieszne policyjne śledztwo prowadzone jest bowiem bardzo systematycznie, co pozwala nadążyć za literacką fikcją. Książkę czytałam z przyjemnością. Dodatkowego powabu dodają jej tajemnice z przeszłości, przeszłe intrygi i sekrety, które zostają ujawnione.

Szukacie lektury na deszczowe majowe dni? Chwytajcie za „Kurs na śmierć”, szczerze polecam!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!

Recenzja przedpremierowa – „Miasto głupców” Hanna Greń

MIASTO GŁUPCÓW

  • Autor: HANNA GREŃ
  • Seria: DIONIZA REMAŃSKA (TOM 4)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:424
  • Data premiery: 05.05.2021r.

Miło mi zaprezentować Wam kolejną książkę, która premierę będzie miała 5 maja. To „Miasto głupców” @Hanna Greń – strona autorska (https://hannagren.pl/). Przed Wami kolejna recenzja przedpremierowa, którą udało mi się napisać, z czego się bardzo cieszę.

„Miasto głupców” to czwarta część cyklu z Dionizą Remańską. Książkę można oczywiście czytać bez znajomości poprzednich tomu, ale jeśli ktoś nie czytał to zdecydowanie polecam wcześniejsze części, cyklu, który bardzo sobie cenię. Przyznaję, że na tą część czekałam z utęsknieniem. Książki Hanny Greń recenzowałam nie raz. Przypominam poprzednie recenzje książek z serii: Wioska kłamców oraz Więzy krwi. Jak sama autorka o sobie pisze na jej oficjalnym profilu FB „Ekonomistka z wykształcenia, kryminalistka z wyboru”. Przypomnę, że doświadczenie ekonomiczne przydało się Hannie Greń przy okazji pisania Północnej zmiany. Jakie doświadczenie tym razem wykorzysta Greń w swej powieści, by Dioniza mogła nas zaskoczyć? Czy ekonomiczne, czy kryminalne? 

Trudno dotrzeć do prawdy, gdy wszyscy wokół milczą jak zaklęci”. – z opisu wydawcy.

Lubię w recenzjach wykorzystywać cytaty z opisu wydawcy, które wyjątkowo wpadły mi w oko. Ten cytat spodobał mi się bardzo, daje przedsmak ogromnej tajemnicy. Tajemnicy, o której nikt nie chce mówić. Tajemnicy, z którą muszą się borykać Magdalena i Krzysztof Witeccy. Tajemnicy ogrodu przy uroczym domku w Jasieniu, w którym Witeccy mieli rozpocząć dalsze, szczęśliwe życie. Tajemnicy, której początek sięga morderstwa Białej Matyldy. Matyldy, która  do dzisiaj nawiedza miejsce swej śmierci.  Niestety, samodzielne próby wyjaśnienia zjawiska okazują się nieudane. Sąsiedzi nie są skorzy do pomocy. Witeccy nie dają jednak za wygraną, wszak wprowadzili się do wymarzonego domku i proszą o pomoc Dionizę Remańską. Dioniza, z typowym dla siebie urokiem, rozpoczyna śledztwo. Śledztwo, które ujawnia, że śmierć miejscowej Zosi Rusek nie była przypadkowa, a nierozwiązane sprawy sprzed lat kładą cień na aktualne wydarzenia.

Wyjątkowe imię

Nie mogłam odmówić sobie nawiązania do wyjątkowego imienia głównej bohaterki. Dowiedziałam się, że Dioniza pochodzi od imienia Dionizosa, greckiego boga wina, płodności i plonów. W Bazie imion przeczytałam natomiast, że „Dioniza bywa najczęściej dość specyficzną osobą, którą jedni uwielbiają, inni – wręcz przeciwnie” (źródło: baza imion). Taka właśnie jest Dioniza. Jedni, jak Marcin Lipski czy Ratio ją uwielbiają. Inni nie potrafią jej znieść, jest dla nich antypatyczna. Jeszcze inni uczą się jej, jak nieznanego dotąd przedmiotu. Poznają, penetrują zakamarki jej duszy. Starają się jak mogą, by odkryć to co jest do odkrycia. Jak Szymon Ogiński.

Powieść skonstruowana jest bardzo dobrze. To kolejny kryminał autorki z bardzo dobrze rozbudowanym wątkiem obyczajowym. Zatytułowane rozdziały zostały wzbogacone datą i miejscem akcji. Narracja jest trzecioosobowa. Greń oprócz bieżących wydarzeń zabiera czytelnik w podróż w przeszłość. Pozwala dowiedzieć się nam co się wydarzyło „Kiedyś, gdzieś”. Przez długi czas zastanawiałam się o kim jest ta historia z przeszłości. Na szczęście wszystkie wątki obyczajowe ułożyły się w jedną spójną całość. To te zdarzenia z „Kiedyś, gdzieś” okazały się dla mnie najbardziej traumatyczne. Greń bardzo dobrze zakotwiczyła we mnie tragedię samotnego dziecka. Samotnego dziecka wychowanego jedynie przez matkę. Matkę, która nie potrafiła opiekować się jak należy swoim potomstwem. Potrafiła tylko krzywdzić i z tej krzywdy się cieszyć. Momentami jej oblicze wyglądało „(…) jak maska złośliwego clowna”. Dziecko wielokrotnie nie wiedziało, „(…) czy bardziej boi się bicia, czy tego właśnie śmiechu, strasznego, wręcz nieludzkiego”. Sama jestem matką. Dlatego bohaterki matek, które bardziej lub mniej świadomie krzywdzą swoje dzieci, tak zapadają mi w pamięć, tak mnie męczą. Na Hannę Greń można liczyć. Z fabuły czytelnik dowiaduje się, co spowodowało zmianę w zachowaniu matki. Gdzie był początek zła, które potem rozrosło się do niebotycznych rozmiarów.

Niezwykle spodobała mi się relacja Diony z Ratiem –  młodym chłopakiem, którego Dioniza wzięła pod swoje skrzydła w przeszłości. Okazuje się, że Ratio nie pojawił się w domu Dionizy nadaremno. Dla prowadzonego dochodzenia okazał się osobą kluczową.  Mimo specyficznych cech, Ratio okazał się mężczyzną z wieloma talentami. Sama Dioniza, jak zwykle inteligenta, zdeterminowana, z poczuciem humoru oraz dystansem do siebie i otaczającego ją świata. W śledztwie pomaga jej zdobyte doświadczenie w policji. Zasadniczo w stosowanych metodach, praca Pani Prywatnej Detektyw Dionizy Remańskiej niewiele się różni od sposobów postępowania i dedukcji policjantów prowadzących śledztwo. Współpraca z miejską policją faktycznie Dionie układa się wyśmienicie. Coś jakby Poirot i inspektor Japp ze Scotland Yardu. Tylko trochę w ulepszonej wersji. Policjanci nie są sceptycznie nastawieni do pracy „małych szarych komórek” Diony, wręcz przeciwnie, z każdego rozwikłanego wątku czerpią pełnymi garściami zbliżając się do rozwiązania zagadki. Uwielbiam Dionę, ale wolę ją w wersji bardziej „z pazurem”. Moim zdaniem, za mało w tej części samej Diony. Jest wielu bardzo dobrze wykreowanych bohaterów, czuję jednak niedosyt samą Dioną. To oczywiste, gdy uważa się ją za najbardziej atrakcyjny element serii. Zabrakło mi również pociągniętego wątku Witeckich, od których wszak ta cała historia się zaczęła. Czytelnik nie wie co się z nimi stało, nie wie czy powrócą kiedykolwiek do swego uroczego, malowniczego, wyremontowanego własnym sumptem domku w Jasieniu, by wieść szczęśliwe życie. Szkoda, bo w wątkach obyczajowych Hanna Greń jest po prostu mistrzynią!!!

Bardzo dobrze autorka oddała cechy hermetycznej społeczności. Społeczności małej, w której „ręka rękę myje” a wspólne sekrety spajają bardziej niż jakakolwiek przysięga małżeństwa. Tak dobrze oddana małomiasteczkowa rzeczywistość powodowała, że miejscami zaczynałam się sama dusić czując na sobie spojrzenia ludzkich oczu wychylających się dyskretnie zza firanek. Żadna recenzja nie odda tego majstersztyku autorki w obrazowaniu ludzkich, małomiasteczkowych przywar. Musicie sami przeczytać o tym mieście głupców. Prawdziwym mieście głupców.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Żebrząc o śmierć” Graham Masterton

ŻEBRZĄC O ŚMIERĆ

  • Autor:GRAHAM MASTERTON
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Seria: KATIE MAGUIRE. TOM 10
  • Liczba stron:480
  • Data premiery:15.07.2020r.

24 marca 2021 miała premierę najnowsza, jedenasta część serii o nadkomisarz Katie Maguire zatytułowana „Do ostatniej kropli krwi”. Nie ukrywam już ją czytam i spodziewajcie się wkrótce relacji z mojej strony. Nie mogę jednak opublikować recenzji najnowszej książki serii od Wydawnictwa Albatros bez recenzji poprzedniego tomu. Niniejszym spóźniona, jednak niezapomniana recenzja dziesiątej książki cyklu zatytułowanej „Żebrząc o śmierć”.

Katie Maguire jak Chyłka

Wiecie, że jestem ogromną fanką Chyłki Remigiusza Mroza. Jest to postać literacka z tych, które do tej pory mi się nie znudziły. Sięgając po kolejny tom serii z Katie Maguire zastanawiam się, czy to już będzie ten moment. Moment przesycenia postacią literacką. Moment, w którym bohaterka zacznie mnie drażnić, doprowadzać do szału, a jej wybory powodować pobłażliwy, czasem głupkowaty uśmiech. Nie tym razem, nie tym razem. To jeszcze nie ta książka z serii.

W „Żebrząc o śmierć” Katie Maguire nadal daje radę. Tym razem Katie musi zmierzyć się z morderstwami bezdomnych. Ktoś w bardzo wyrafinowany sposób pozbywa się konkurencji na rynku bardzo dochodowych miejsc do żebrania. Zgony bezdomnych śledczy kojarzą od razu z pojawieniem się w Cork Lupula, mężczyzny z Rumunii, który przywiózł dwudziestu jeden swoich rodaków, by czerpać dochody z ich żebrania. O tym Katie dowiaduje się od małej dziewczynki. Dziewczynki szukającej matki. Śledztwu nie sprzyjają „prywatne wycieczki” aktualnego szefa nadkomisarz Maguire, Brendana O’Kane’a, z którym w akademii policyjnej Katie łączył romans. Dodatkowo działania Conora, narzeczonego Katie przysparzają jej trosk. Czy prywatne życie wpłynie negatywne na działanie śledztwa? Czy Lupul jest tym, którego szukają śledczy z Garda Sίochána?

Udana część udanego cyklu

O tym, że książka jest dobra nie świadczą tylko szczegóły prowadzonego śledztwa. Chociaż bez dwóch zdań jest to książka dla fanów Mastertona i fanów nadkomisarz Maguire. Oprócz głównego wątku kryminalnego autor wplótł wątki poboczne, których rozwiązanie wciągnęło mnie nawet bardziej niż główna fabuła. Nie mogło być inaczej, gdy czytałam o pierścionku znalezionym w mięsie mielonym (brrr) czy obserwowałam wydarzenia z perspektywy Brianny, która doprowadza do eutanazji pełniąc funkcję ratownika medycznego. Brianny, która staje przed dylematem czy ratować bezwolne życie, czy popełniać, jak twierdzi „chrześcijańskie akty miłosierdzia”. 

Dużo czasu autor poświęcił na kwestie ochrony zwierząt z nielegalnych hodowli. Hodowli, z których sprzedaje się rasowe, chore i cierpiące psy. To właśnie ten wątek był dla mnie zaskoczeniem. Zawiódł mnie całkowicie wątek Conora. Ogromna miłość i przygotowania do ślubu zostały nagle przerwane. Bez walki, bez prób, bez wzajemnych starań. Jakby ta miłość była tylko delikatnym rysunkiem na szkle. Bardzo dopracowanym, ale jakże kruchym. Nie do końca ten wątek został dopracowany.

Katie Maguire jak zwykle waleczna i bezkompromisowa. Nie ulega  żadnym naciskom. Nie pozwala sobie na bylejakość. Zaangażowana w pracę od początku do końca. A zakończenie? No cóż, stanowi preludium do kolejnej książki z serii.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Kto czyni zło” Agnieszka Pietrzyk

KTO CZYNI ZŁO

  • Autor:AGNIESZKA PIETRZYK
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:424
  • Data premiery: 23.03.2020r.

Twórczość Agnieszki Pietrzyk jest mi znana. Jej wielką fanką zostałam po przeczytaniu Zostań w domu (wrrr…jeszcze teraz czuję dreszcze na same wspomnienie). Kolejna książka Nikt się nie dowie potwierdziła tylko, że stało się to nie bez powodu.

Policja XXI

Fabuła powieści koncentruje się wokół działań współczesnej policji. Akcja rozpoczyna się od brutalnego potraktowania przez policjantów młodego mężczyzny oskarżonego o kradzież. Kojarzy Wam się z czymś? Mnie tak. Mimo, że dla Uli Baranowskiej praca w policji była ucieleśnieniem wszelkich marzeń, Ula porzuca dotychczasowe stanowisko i zostaje prywatnym detektywem. Zaczyna działać na rzecz klientki, która twierdzi, że jest ofiarą prześladowcy. Jednocześnie pracując dodatkowo w jednym ze sklepów jubilerskim swego ojczyma. W jaki sposób Ula pogodzi śledztwo z pracą u ojczyma? Czy potrącenie przez samochód jej matki ma związek z prywatnym śledztwem?

Mocny początek i nie tylko

Po pierwsze to zwróciło moją uwagę. Początek kładzie się cieniem na całą późniejszą fabułę. Ciągle o tym początku pamiętałam. Podświadomie do niego wracałam. Jakby umysł chciał mi wskazać, gdzie to wszystko się zaczęło. Gdzie jest początek tego zła.

Spodobała mi się główna bohaterka, Urszula Baranowska, której wymarzone miejsce pracy przyniosło ogromny zawód. Kto mógłby pogodzić się z metodami śledczymi inspektora Juszczyk?  Tylko kolejny taki sam potwór, kolejny degenerat. Z jednej strony było mi jej żal, z drugiej cieszyłam się, że zaprotestowała, zareagowała. Zachowała się jak niemy świadek niechlubnych wydarzeń. Autorka przedstawiła Baranowską w bardzo ciekawy, niejednoznaczny sposób. Ula – lubię to zdrobnienie – nieidealna, bardzo kobieca. Mająca wydatne wady. Wikła się w intrygę, która Pietrzyk uknuła i skomplikowała, by czytelnika coraz to bardziej zaskakiwać, strona po stronie.

W trakcie czytania myślałam o tytule; kto czyni to zło? Kolejni bohaterowie, którzy odsłaniają mroczne tajemnicy i uzewnętrzniają własne dramaty. Skomplikowane i trudne relacje rodzinne. Trudne wybory, w których nie ma idealnej i oczywistej ostatecznej decyzji. Bardzo poruszył mnie wątek chciwości, na który zwróciła uwagę Pietrzyk. Ile jeszcze chcemy mieć? Ile jeszcze możemy mieć? Nie ma tu miejsca na pytania: ile możemy dać?, ile możemy poświęcić?

Zdecydowanie jestem stała w uczuciach. Dwie poprzednie powieści oceniłam 8/10, tym razem również należy się ósemka. Powieść spodobała mi się ze względu na przemyślaną, spinającą się od samego początku do samego końca fabułę, wielowątkowe łamigłówki oraz świetnie scharakteryzowane postaci. Kolejne wątki z pozoru nieistotne wzmagały tylko napięcie i motywowały mnie do jeszcze bardziej wytężonej lektury. Nie zawsze chcę w trakcie czytania odpocząć. W takim samym stopniu chcę przeżywać,  rozwiązywać i śledzić koleje losu. To wszystko dała mi ta książka.

Chcecie znaleźć odpowiedź na pytanie, kto czyni zło? Chcecie dowiedzieć się, gdzie jest jego początek i czy kiedykolwiek, ktokolwiek odnalazł jego koniec? Jeśli tak. Książka jest zdecydowania dla Was.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.