„Żar” Weronika Mathia

ŻAR

  • Autor: WERONIKA MATHIA
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery: 06.09.2023r.

Wydawać by się mogło, że polski rynek kryminalny jest już mocno nasycony, pełno na nim nazwisk gwarantujących świetną lekturę. A mimo to wydawnictwo Czwarta Strona Kryminału zdecydowało się wydać powieść debiutantki. Weronika Mathia to dziennikarka, copywriterka i politolożka. Jest współzałożycielką szkoły kreatywnego pisania – Kuźni Bestsellerów oraz dwukrotną laureatką konkursu na opowiadanie w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminalnego we Wrocławiu. Swoją działalność określiła kiedyś w następujący sposób: „Wysyłam słowa w świat. Może kilka złapiesz?”. Można było więc podejrzewać, że na operowaniu słowami zna się doskonale. „Żar” to pierwszy dostępny szerokiej rzeszy czytelników sposób na empiryczne sprawdzenie tego założenia. Ja wyborom Czwartej Strony Kryminałów ufam bezgranicznie. Bez wahania więc zgłosiłam się do lektury tego debiutu. Kiedy jednak na instagramowych stronach kilka razy natknęłam się na pełne zachwytów recenzję wiedziałam, że muszę przyspieszyć moment sięgnięcia po tą lekturę, mimo jej dość dalekiego miejsca w kolejce😉 Niech wstępną recenzję tej powieści będzie fakt, że skończyłam ją czytać w tym samym dniu, w którym ją zaczęłam, tak bardzo bowiem nie byłam w stanie się od niej oderwać😊

Upalne lato… Z nieba leje się żar… Opuszczone domostwo, legendarny nawiedzony dom… To tam Lena wyznaje miłość Rafałowi. Tego samego dnia, w tym samym miejscu chłopak popełnia samobójstwo. Dwadzieścia lat później podobna sytuacja przytrafia się synowi kobiety. Jego dziewczyna odbiera sobie życie, a on znika bez śladu. Lena zrobi wszystko by odnaleźć syna. Aspirant Jakub Zommer  chce wytropić mordercę siostrzenicy. Oboje będą musieli zmierzyć się ze swoimi traumami i znaleźć odpowiedź na pytania dotyczące przeszłości. Czy to możliwe, że to co się wydarzyło dwadzieścia lat temu w jakiś sposób jest związane z obecnymi wydarzeniami? A może to rzeczywiście klątwa nawiedzonego domu? Czy w nim czai się zło? A może jest tak, że wszelkie zło czai się w człowieku i to często w tym, którego byśmy w ogóle o to nie podejrzewali?

Rewelacyjna opowieść. Autorce udało się stworzyć niesamowity klimat. Znakomicie oddała wiszący w powietrzu żar, duszną atmosferę gorących, upalnych dni, które łączą się z gęstą, lepką i ciążącą atmosferą tajemnic. W miarę rozwoju akcji autorka podsuwa czytelnikowi różne wskazówki, prowokuje do zadawania różnych pytań, jednocześnie po mistrzowsku mieszając tropy, sprawia, że rozwiązanie zagadki zbija nas z nóg. Plastyczne i bardzo obrazowe opisy zapierają dech w piersiach, sprawiają, że wręcz czujemy ten żar, duszny oddech tajemnic na karku… Czy uda nam się przebić przez tą pełną tajemnic mgłę i znaleźć rozwiązanie?

Powieść toczy się w narracji trzecioosobowej, naprzemiennie w dwóch planach czasowych, nazwanych „dawniej” i „teraz”. Wspaniale ukazuje proces rozwoju człowieka. Pokazuje, że od młodości do wieku dojrzałego podlegamy wielu przemianom, a nasza osobowość cały czas się kształtuje. Zdecydowanie bowiem jej mocą stroną są bohaterowie. Do chwili obecnej prowadziła ich trudna droga. Mają za sobą różne trudne przeżycia, traumy, z którymi próbują sobie jakoś radzić. Lena stara się uporać z przeszłością, żyć dalej. Tymczasem okazuje się, że przeszłość zawsze idzie tuż za nią i w końcu boleśnie ją dopada. Czy kobieta znajdzie w sobie siłę, by się z nią skonfrontować i czy uda jej się znaleźć odpowiedzi na trudne pytania?

„Żar” to w dużej mierze powieść o miłości. Tej romantycznej, tragicznej, młodzieńczej, ale również miłości rodzicielskiej, braterskiej. Miłość bowiem napędza człowieka do różnych działań, które czasem mogą się wydawać ponad jego siły. To również książka o tajemnicach, o traumach z przeszłości, o złu, które w wielu okrutnych obliczach czai się w ludziach. Jest to debiut, od którego nie sposób się oderwać. Śledziłam tą historię z zapartym tchem i z ogromnym zaciekawieniem. Gwarantuje, że zrobi na Was spore wrażenie i szybko jej nie zapomnicie.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Noc w paryżu” Karen Swan

NOC W PARYŻU

  • Autor: KAREN SWAN
  • Wydawnictwo: BUKOWY LAS
  • Liczba stron: 392
  • Data premiery: 14.06.2023r.

Bardzo lubię książki obyczajowe z tłem historycznym. 14 czerwca br. Wydawnictwo Bukowy Las wydało powieść, która przyciągnęła moją uwagę. „Noc w Paryżu” Karen Swan to piąta powieść autorki wydana w Polsce. Ta brytyjska powieściopisarka tworzy świetne opowieści obyczajowe, których akcja rozgrywa się w ciekawych zakątkach świata. Jej najnowsza powieść posiada również tło historyczne. Nie miałam do tej pory okazji poznać jej twórczości, dlatego też skoro nadarzyła się okazja, postanowiłam to zmienić.

Flora Sykes, wybitna agentka dział sztuki otrzymuje od swojego szefa zlecene zajęcia się wyceną i poznaniem historii dzieł sztuki znalezionych  w opuszczonym od czasów II wojny światowej paryskim mieszkaniu. Jego właścicielami okazuje się sławna i bogata rodzina Vermeil’ów. Szybko jednak okazuje się, że skrywają oni wiele tajemnic, a sprawa ta postawi przed Florą wiele nieoczekiwanych wyzwań.

Powieść składa z prologu, epilogu i dwudziestu ośmiu rozdziałów pisanych w narracji trzecioosobowej. Cała akcja rozgrywa się współcześnie, choć związana jest z wydarzeniami, które miały miejsce w  czasie II wojny światowej. Tajemnicze mieszkanie prowadzi do tajemnicy z przeszłości pewnej jak się okazuje niezwykle tajemniczej rodziny. Stworzony przez autorkę klimat wyższych sfer Paryża, atmosfera domów aukcyjnym, miłośników sztuki i historii powoduje, że książka dosłownie mnie pochłonęła. Bardzo byłam ciekawa jaki będzie finał tej powieści i muszę powiedzieć, że bardzo mnie on usatysfakcjonował. Świetne tło historyczne stworzone przez autorkę dodało powieści oryginalności i bardzo ją wzbogaciło, aura tajemniczości i skandalu otaczające rodzinę Vermeilów była wisienką na torcie. Muszę zresztą powiedzieć, że zdecydowanie mocną stroną autorki jest umiejętność tworzenia niezwykle interesujących postaci, Każdy z bohaterów powieści jest interesujący, skrywa pewne tajemnice, jest złożony i ogromnie ciekawy. Bardzo polubiłam postać Flory, to odważna, utalentowana młoda kobieta, lojalna i honorowa. Bardziej złożoną, a przez to również bardzo interesująca postacią jest Xavier. Jego huśtawki nastrojów, to jak walczył sam ze sobą i co się za tym kryło bardzo mi się podobało. Zresztą każda z stworzonych przez pisarkę postaci jest wielowymiarowa, charakterystyczna i interesująca.

Autorka przedstawiła czytelnikom bardzo ciekawą historię, napisaną świetnym stylem i zbudowała wokół niej niesamowity, porywający klimat, który sprawił, że z ogromną przyjemnością wraz z Florą przeniosłam się do Paryża i poznałam historię rodziny Vermeilów. Gorąco Wam polecam tą powieść!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU BUKOWY LAS.

„Last resort” K. Bromberg

LAST RESORT

  • Autor: K. BROMBERG
  • Seria: S.I.N.
  • Wydawnictwo: LUNA
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery: 14.06.2023r.

Lato u mnie zdecydowanie sprzyja lekkim lekturom. Lubię wtedy takie o zaczynaniu życia od nowa, ale też lekkie romanse. K. Bromberg to specjalistka od lekkich, ale i gorących romansów. Ta amerykańska autorka napisała ich już sporo, a ja jeszcze nie miałam okazji poznać jej twórczości. Stwierdziłam więc, że nowa seria S.I.N. to doskonała okazja, by to zmienić. Opowiada ona o trzech przystojnych braciach Sharpe. Pierwszy tom pt. „Last resort” miał premierę 14 czerwca i o nim dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć.

Sutton właśnie ma za sobą nieprzyjemne rozstanie z chłopakiem. Kiedy więc poznaje w barze przystojnego mężczyznę pod wpływem chwili decyduje się spędzić z nim noc. Jedna noc pełna namiętności i szaleństwa, bez zobowiązań, bez imion, bez dalszego ciągu. Zupełnie jednak nie spodziewała się tego, że gdy następnego dnia wejdzie na spotkanie z nowym klientem zobaczy swojego ostatniego kochanka. A dokładniej trzech facetów wyglądających jak on… Nie do końca jest pewna z którym z nich spędziła poprzednią noc. Kiedy jednak ląduje na Wyspach Dziewiczych jak konsultantka firmy S.I.N. z Callahanem Sharpe’m u boku, wie już, że to on. Czy będzie potrafiła wywiązać się ze swoich zadań zawodowych jednocześnie trzymając dystans wobec własnego szefa?

Książkę czyta się bardzo przyjemnie i lekko. Składa się z czterdziestu pięciu rozdziałów i epilogu pisanych w narracji pierwszoosobowej naprzemiennie z punktu widzenia Sutton i Callahana. I chociaż najczęściej nie jestem fanką narracji pierwszoosobowej, tutaj czytało mi się ją całkiem przyjemnie, pozwała mi bardziej poczuć klimat powieści i rajskiej wyspy. Pomysł stworzenia serii o trzech braciach bliźniakach bardzo mi się podoba. Ciekawe są również relacje między nimi. Na początku są oni bowiem skonfliktowani, jest między nimi spory dystans, dzielą ich tajemnice i przeszłość. To właśnie próba dotrzymania obietnicy danej umierającemu ojcu sprawdza Callachana na Wyspy Dziewicze. Jest on postacią dosyć skomplikowaną, mierzącą się w pewnymi dylematami, w trakcie powieści przechodzi sporą przemianę, można powiedzieć, że wkracza na właściwą ścieżkę. Również postać Sutton jest bardzo fajnie wykreowana. Mimo pewnych niepewności znajduje w sobie siłę do zmian, odchodzi z toksycznego związku, podejmuje nowe wyzwanie zawodowe, nabiera pewności siebie… Oboje bohaterowie wzbudzili moją sympatię, mimo, że mają też swoje wady. Również bohaterowie drugoplanowi są ciekawie wykreowani, a ich relacje z głównym bohaterami ożywiają powieść.

Polecam Wam gorąco tą książkę, a w zasadzie całą serią, ja przeczytałam już drugi tom i z niecierpliwością wypatruję trzeciego… Jest to idealna lektura na oderwanie się od rzeczywistości i przeżycie gorącej przygody😉

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU LUNA.

„Kopnij w kalendarz” Monika Wawrzyńska

KOPNIJ W KALENDARZ

  • Autor: MONIKA WAWRZYŃSKA
  • Seria: TRYLOGIA FUNERALNA. TOM 2
  • Wydawnictwo: LEKKIE
  • Liczba stron: 252
  • Data premiery: 26.07.2023r.

Niedawno opisywałam Wam moje wrażenia z lektury „Gwóźdź do trumny” Moniki Wawrzyńskiej. Miałam okazję zapoznać się z tą powieścią przy okazji lipcowej premiery drugiego tomu „Trylogii funeralnej” pt. „Kopnij w kalendarz” wydanej nakładem Wydawnictwa Lekkie. Dzisiaj nadszedł czas, by podzielić się z Wami wrażeniami z lektury drugiego tomu.

Tym razem autorka pochyla się bardziej nad losami Marty Bandurskiej, właścicielki kwiaciarni „Cuda – Wianki”. Wraz z przyjaciółkami – Jagną, właścicielką zakładu pogrzebowego, której historię poznajemy w pierwszy tomie oraz Magdą, właścicielką firmy cateringowej prowadzą swoiste imperium funeralne. Marta coraz częściej ma poczucie, że życie przecieka jej między palcami, że nie korzysta z niego w pełni, mąż jej chyba nie kocha, a na horyzoncie majaczy wizja starości. Czy jednak nie jest za późno by odmienić swoje życie? Czy w tym wieku jeszcze może pozwolić sobie na szaleństwo i realizację marzeń? Kocio, jej syn, tanatokosmetolog w zakładzie pogrzebowym Jagny, dorabiając klientowi stracone w wypadku ucho, zastanawia się czy jego rodzice na starość poważnie zwariowali i obiecuje sobie nie popełnić ich błędów. Co zupełnie mu nie przeszkadza popełniać swoje…

Powieść pełna jest błyskotliwego humoru i zabawnych sytuacji. Gra słów, świetny styl, żywe dialogi i cięte riposty, to wszystko sprawa, że trudno się od czytania oderwać. Ukazanie w sposób zabawny, ale i życiowy losów trzech przyjaciółek to pomysł nie nowy, ale zrealizowany w dobry sposób jest gwarancją świetnej lektury. Przy okazji losów trzech przyjaciółek mamy też okazje poznać losy innych bohaterów z młodszego pokolenia, oprócz synów przyjaciółek pojawia się tu nowa bohaterka Malwina, którą Marta zatrudnia w swojej kwiaciarni oraz Kinga, znana nam już z pierwszego tomu pani weterynarz. Każdy z bohaterów jest inny, ale razem tworzą istną mieszankę wybuchową. Zabawne sytuacje, dziwne sploty okoliczności, ciekawe anegdotki sprawiają, że z tą książkę nie sposób się dobrze nie bawić. Oprócz tego zawiera też inspirujące przesłanie, bardzo mi bliskie, że każda chwila i każdy wiek jest idealny, by zacząć żyć pełnią życia i spełniać swoje marzenia.

Książka podobała mi się jeszcze bardziej niż pierwsza część. Zabawna, mądra, pełna świetnych bohaterów, jest idealna na chwilę wytchnienia i oderwania, zapewni Wam świetną rozrywkę i zdecydowanie poprawi humor. Czytajcie, a potem wraz ze mną z niecierpliwością oczekujcie trzeciego tomu serii.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU LEKKIE.

„Pozostała rodzina” Lisa Jewell

POZOSTAŁA RODZINA

  • Autorka: LISA JEWELL
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Cykl: IDEALNA RODZINA (tom 2)
  • Liczba stron: 424
  • Data premiery: 26.07.2023r
  • Data premiery światowej: 9.08.2022r. 

Książkę „Idealna rodzina” (recenzja na klik) wydaną przez Wydawnictwo @Czwarta Strona tak bardzo zapamiętałam, że praktycznie przy każdej okazji wspominam, iż oceniłam ją 10 /10. Stworzenie tak patologicznego świata w tak wysublimowany i delikatny sposób zasługiwało na wysoką ocenę. Z chęcią więc zaplanowałam przeczytanie premiery z 26 lipca br. pod tytułem „Pozostała rodzina”, która – jak czytamy w Podziękowaniu od autorki – jest sequelem oczekiwanym i wręcz pożądanym przez wiernych czytelników. 

Lisa Jewell wydała po „Idealnej rodzinie” jeszcze dwie książki na polskim rynku wydawniczym. Obie przeczytałam. Żadna z nich jednak nie poruszyła w mym sercu tylu strun, co wspomniana uprzednio publikacja. Linki do moich opinii na ich temat znajdziecie tu: „Niewidzialna dziewczyna” oraz „Noc w której zniknęła”. 

Tylko że wszyscy robiliśmy złe rzeczy w tamtym domu, nikt nie wyszedł stamtąd nieskazitelny. Nauczyłem się traktować nasze grzechy jako strategie przetrwania.” -„Pozostała rodzina” Lisa Jewell.

Dwadzieścia pięć lat po wydarzeniach, które dotknęły rodzinę Lambów, Thomsenów i ich przyjaciół w domu przy Cheyne Walk 16, Lucy z dwójką małoletnich dzieci zamieszkuje w mieszkaniu swego brata Henry’ego. Henry’ego, któremu powiodło się w życiu. Spadek po rodzicach, Henrym Seniorze i Martinie to tylko dodatek do jego dochodów, wypracowanych przez siebie, wypracowanych przez lata, by zapomnieć o wydarzeniach sprzed kilkudziesięciu lat, które zawarzyły na tym, kim Henry się stał w dorosłym życiu. Lucy nie poszczęściło się tak dobrze. Po wielu latach życia na ulicy, przemocowym małżeństwie, w wieku czterdziestu lat nie ma nic. Dopiero co odzyskuje Libby. Dopiero co zaczyna szukać dla siebie miejsca, własnego kąta, w którym jej dzieci wreszcie mogłyby się poczuć jak u siebie. Czy jej się uda? 

Pozostała rodzina” to nie „Idealna rodzina”. Nie zmienia to faktu, że sequel czyta się całkiem nieźle. Sama ponad dwa lata temu zastanawiałam się, co stało się później z bohaterami pierwszej części. Czy Lucy ułoży sobie życie? Czy Henry zacznie czuć się szczęśliwym? Czy Phin się odnajdzie i czy kiedykolwiek złączy się ze swoją matką i siostrą? Na niektóre z tych pytań odpowiedzi udzieliła Lisa Jewell w tej części. 

Narracja prowadzona jest wielotorowo. Jewell przedstawia trzy równoległe rzeczywistości. Pierwszą, która dzieje się w roku 2019 i dotyczy śmierci nieznanej kobiety wyłowionej z Tamizy. Wydarzenia związane z niespodziewanym zgonem relacjonowane są z punktu widzenia śledztwa prowadzonego przez inspektora Samuela Owusu i posterunkowego Donala Muira. O dziwo, jest to relacja pierwszoosobowa. Piszę o dziwo, bo w moim subiektywnym odczuciu inni bohaterowie bardziej zasłużyli na tak osobistą, indywidualną perspektywę narracji. Drugi fikcyjny świat dotyczy Rachel i jej życia. Jej świata jako kobiety, jako córki, jako prowadzącej własną działalność gospodarczą i jako żony. I właśnie zastanawiałam się dość długo, co robi Rachel w tej powieści. W przeciwieństwie do Samuela, o życiu Rachel dowiadujemy się z perspektywy narratora trzecioosobowego. Relacjonującego wydarzenia z jej życia w sposób chronologiczny, uporządkowany, od 2018 do 2019. Trzecie opisane w powieści życie dotyczy Henry’ego. Przedstawiony zostaje czytelnikowi na nowo w czerwcu 2019 roku. Przedstawiony w sposób osobisty, dzięki narracji pierwszoosobowej. I już na dziewiętnastej stronie powieści Jewell nawiązuje do wydarzeń z „Idealnej rodziny” z punktu widzenia Henry’ego, z jego perspektywy. W te trzy prezentowane opowieści wtłoczona zostaje również historia Lucy i Libby. Historia dwóch kobiet, która rozpoczęła się dawno temu i trwa do tej pory. Dziwna to konstrukcja poruszająca wiele aspektów z życia Lambów, Thomsenów. Jakby Jewell szukała odpowiedzi i wytłumaczenia dla pewnych zdarzeń opisanych w „Idealnej rodzinie”. 

Kobiety kobietom, a mężczyźni mężczyznom zgotowali ten los. Idealnie Jewell nawiązała do tego, co zawdzięcza Lucy Birdie . Sprytnie nawiązała do tego, kim stał się Henry dzięki Phineasowi. Dodatkowo co zrobiła Rachel z Michaelem. Nie wiem tylko skąd pomysł na tak rozbudowaną narrację Samuela i na tak rozbudowaną opowieść związaną z poszukiwaniem Phina, kiedy on finalnie nie okazał się żadną znaczącą postacią. A szkoda, bo Phineas jako samiec Alfa miał jednak wiele do zaoferowania tej historii. 

Ja książek jednak nie piszę. Ja książki czytam. Potrafię docenić dobrze wykonaną pracę, nawet jeśli historia ostatecznie nie ułożyła się w sposób, w którym ja bym ją widziała. 

Pozostała rodzina” to kontynuacja „Idealnej rodziny”, która jest idealna dla tych, którzy – podobnie jak ja – zastanawiali się, co się stało z bohaterami po opuszczeniu domu Cheyne Walk 16. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość recenzji książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Doskonała para” Greer Hendricks, Sarah Pekkanen

DOSKONAŁA PARA

  • Autorki: GREER HENDRICKS, SARAH PEKKANEN
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 472
  • Data premiery:  13.06.2023r. 
  • Data premiery światowej: 3.03.2022r. 

Greer Hendricks i Sarah Pekkanen to para autorek, która już ma za sobą wspólne publikacje. Obie poprzednie książki zostały również wydane przez Wydawnictwo @Zysk i S-ka. „Żona między nami” wydana została w 2018 roku, zaś „Anonimowa dziewczyna” rok później. Żadnego z przytoczonych tytułów nie znam. Skąd zatem moje zainteresowanie premierą z 13 czerwca br. autorstwa obu pań? Nie ukrywam, że zainteresował mnie tytuł i okładka. „Doskonała para” – użyty przymiotnik „doskonały/a” jest intrygujący, nie uważacie? Z bardzo prostego powodu, nic nie jest doskonałe i nikt nie jest dokonały. Do tego dwa fotele podzielone stolikiem z okładki. Pierwsze skojarzenie z terapią par. A że na różnych etapach mojego życia miałam z nią styczność i moi bliscy mieli z nią styczność, książka musiała znaleźć się na mojej półce. 

(…) zjawili się w moim gabinecie eleganccy, lśniący, bogaci, dostojni, para, której można zazdrościć. Doskonała para. A jednak szybko wypłynęło na wierzch podskórne zmatowienie, którego przenigdy nie chcieliby ujawnić publicznie.” -„Doskonała para” Greer Hendricks, Sarah Pekkanen.

Takie miała pierwsze obserwacje na temat małżeństwa Bishopów Avery Chambers, kobieta która zaledwie pięć miesięcy wcześniej straciła licencję psychoterapeutki. Ona atrakcyjna kobieta sukcesu. Właścicielka ekskluzywnego butiku. On w idealnie skrojonym garniturze, za którym oglądnie się prawie każda kobieta. Co tak naprawdę zobaczyła w Bishopach Avery, że od razu zdecydowała się na ich prowadzenie, na ich terapię? Co tak naprawdę odkryła w jej trakcie? 

Coś mam ostatnio szczęście do książek autorów, których praktycznie nie znam. Każda miała coś w sobie, jakiś punkt, jakiś element fabuły, czy narracji, dzięki czemu czas z nią spędzony nie oceniłam jako stracony. Tak samo oceniam thriller „Doskonała para” Greer Hendricks i Sarah Pekkanen. Nie jest to może thriller w typowym tego słowa znaczeniu. Jest to raczej lekki thrillerek z rozbudowanym wątkiem obyczajowym. Nie zmienia to faktu, że przedstawiona przez autorki historia całkowicie mnie przekonuje. Zdawała mi się kompletna i spójna. Mimo pewnych wątpliwości co do wyrazistości bohaterów, ale o tym trochę później. 

Książka składa się z rozdziałów zatytułowanych imionami głównych bohaterek. Podzielona jest również na trzy części. Rozdział dotyczący Avery prowadzony jest w narracji pierwszoosobowej. Dzięki temu z „pierwszej ręki” poznajemy, co myśli była psychoterapeutka, na czym chce się skupić w kolejnych krokach terapii oraz jakie ma aktualne spostrzeżenia odnośnie do swoich klientów. Warstwa fabularna z jej życia prywatnego dodatkowo dodaje powieści azymutu, ukierunkowuje ją w pewnym kierunku, kierunku relacji w życiu Avery, skomplikowanych relacji. Rozdziały zatytułowane „Marissa” pisane są z perspektywy narratora trzecioosobowego. I szkoda. Mnie ukrywam, że relacja osobista z punktu widzenia żony Matthew bardziej by mnie przekonała, w wątku, na którym opiera się opowiedziana w powieści historia. 

Wracając do wyrazistości bohaterek niestety Marissa kompletnie mnie nie przekonała. Miotała się w relacji ze swoim mężem. Jej idealność była tylko lekko poprószona błędami, przy których jest skłonność do samobiczowania się, obwinia, zamartwiania, analizowania zachowania męża i interpretacji wydała mi się na wyrost. Dodatkowo irytowała mnie relacja Marissy z synem, Bennetem. Całkiem możliwe, że to z powodu jej „doskonałości”, którą chciały autorki przekonać czytelnika w zasadzie w każdej płaszczyźnie jej życia. Doskonałości tylko z jedną rysą. Wiedząc, że doskonałość nie istnieje, w żadnym aspekcie, nie mogłam polubić Marissy. 

Zdecydowanie doceniam pomysł. Podobało mi się wplecenie w wątku obyczajowym przeszłości bohaterów oraz relacji przyjacielskiej ze Skipem. Doceniam zobrazowanie relacji z ojcem i dziadkiem, która w końcówce książki całkowicie mnie zaskoczyła. Nie takiego rozwinięcia się spodziewałam. A zaskoczenie zawsze działa na korzyść czytanej opowieści. Dużym plusem jest sama Avery i jej pomysł prowadzenia terapii w dziesięciu krokach. Jej wchodzenie w butach do życia pacjentów, jej zdolność do robienia trafnych spostrzeżeń i nieszablonowe działania. Przyznaję, że ta postać została przez autorki bardzo dobrze przemyślana. I chociażby dla samej Avery warto sięgnąć po tę lekturę i zatopić się w życiu doskonałej pary. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję WYDAWNICTWU Zysk i S-ka.

„Nie to miejsce, nie ten czas” Gillian McAllister

NIE TO MIEJSCE, NIE TEN CZAS

  • Autorka: GILLIAN MCALLISTER
  • Wydawnictwo:ZNAK
  • Seria: ZNAK CRIME
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery:  26.06.2023r. 
  • Data premiery światowej: 12.05.2022r.

Pętla czasu. Tylko nie z filmu „Dzień świstaka”, a galopująca w tył, w przeszłość, w coś co już było. To motyw dobrze ocenianej powieści autorstwa Gillian McAllister pt. „Nie to miejsce, nie ten czas”. Zerkając na opinie zamieszczone w portalu Lubimy Czytać (średnia 7,9) można spodziewać się czegoś wyjątkowego. Czegoś niezwykle interesującego. Czegoś, co wydało @wydawnictwoznakpl pod koniec czerwca br. 

Jen i Kelly są szczęśliwym małżeństwem. Mieszkają na przedmieściu z nastoletnim synem Toddym, który zaczyna sprawiać im problemy. W oczekiwaniu na wieczorny powrót syna oboje stają się świadkami, jak Todd śmiertelnie rani nożem nieznanego mężczyznę przed ich domem. Wizyta na komisariacie nic nie daje. Poranne poszukiwania dobrego adwokata – kryminalnymi nie dochodzą do skutku. Gdyż Jen budzi się w dniu „– jeden”, a potem w kolejnym i kolejnym… 

Na okładkach entuzjastyczne opinie autorów, których czytam: 

Namiesza wam w głowach”. – Ruth Ware.
Powieść idealna” – Lisa Jewell.
Dawno nie widziałem tak intrygującego pomysłu na fabułę! Brawurowe pisarstwo.” – Ian Rankin. 

Ale żeby aż tak ??? 

Czytając te przytoczone powyżej ochy i achy spodziewałam się prawdziwej petardy. Nie tylko dobrego i innowacyjnego pomysłu, lecz również mistrzowskiego wykonania. Nie ukrywam więc, że oczekiwania miałam przeogromne. Książka im nie do końca sprostała. 

Co zawiodło? 

Sposób prowadzenia narracji. Na tak ciekawy wątek, jak poszukiwanie źródła zdarzenia w przyszłości na wiele lat przed jego wystąpieniem, narracja chwilami była przydługa, mało dynamiczna. Główna bohaterka powieści – Jen- wydawała się mimowolnym elektronem podążającym od jednego do drugiego zdarzenia w przeszłości. Na kolejne niespodzianki nie wykazywała praktycznie żadnego entuzjazmu, a przecież sama doszła na początku dość szybko do wniosku, że to wszystko się dzieje tylko i wyłącznie po to, by ocalić Todda, by ocalić jej jedyne dziecko. Dodatkowo postać Kelly’ego niezwykle straciła w obliczu Ryana. Kelly kompletnie nie pasował mi do roli, która mu przypadła. Za mało było mi również samego Todda, bohatera całego zamieszania. Nie wczułam się kompletnie w tę postać. Nie umiałam być jej przychylna. Jego oblicza zmieniały się bardzo szybko. Denerwowała mnie niespójność, od zamkniętego nerda po towarzyszącego matce do sklepu, spokojnego nastolatka. Rozumiem koncepcję autorki, że raczej chodziło o Jen, ale to Toddy był historią, która powinna wybrzmieć bardziej wyraziście. 

Za to historia Ryana okazała się ciekawym uzupełnieniem koncepcji Gillian McAllister. Motywy jego wyborów. Trudne rozstanie z bratem. Niespodziewana miłość i niełatwa, absorbująca do maksimum praca. Tak samo jak wątki poboczne, na które zwróciłam uwagę w fabule. Po pierwsze małżeństwo Kelly’ego i Jen, w którym nic nie zostało z tej świeżości, miłości, która połączyła parę sprzed laty. Mimo, że McAllister jednoznacznie nie ocenia i nie dyskredytuje pary, fragmenty, w których dwójka bohaterów jest na piedestale nie są wcale mile, nie są optymistyczne. A przecież patrzymy na nich w całkiem różnych okresach ich życia. Jakby uczucie Kelly’ego ze względu na poświęcenie, które musiał ponieść dość szybko wyparowało. Po drugie postać Clio. Od początku było w niej coś. Jej losy splotły się z losami głównej bohaterki na chwilę, ale jednak jej fizjologiczny opis i sposób zachowania zapadł mi w pamięci na dłużej. Jakbym miała szósty zmysł. Po trzecie relacje Jen w pracy. Gillian McAllister będąca i pracująca sama jako prawniczka bardzo dobrze odzwierciedliła specyfikę tej pracy, a także zasad współpracy pomiędzy ludźmi wykonującymi ten zawód. Czasem tak jest, że w trakcie czytania bardziej przychylnie spostrzegamy wątki poboczne, niż główne. 

Piszę tę recenzję już po premierze światowej kolejnej powieści tej autorki. Jej nowa powieść o tytule „Just Another Missing Person” debiutująca w dniu 1 sierpnia br. i wydana przez William Morrow & Company już święci triumfy. Ciekawi mnie, kiedy Wydawnictwo Znak po nią sięgnie i zaprezentuje polskiemu czytelnikowi. Ciekawi mnie również, czy jest podobna, przynajmniej w jakimkolwiek stopniu –  do „ Nie to miejsce, nie ten czas” . 

Moja ocena: 7/10

Egzemplarzem recenzenckim obdarowało mnie Wydawnictwo Znak, za co bardzo dziękuję.

„Mów mi Kolt” Michał Wagner

MÓW MI KOLT

  • Autor: MICHAŁ WAGNER
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE
  • Liczba stron: 328
  • Data premiery: 26.07.2023r.

@Wydawnictwo Dolnośląskie wydaje jedne z moich ulubionych dwóch kryminalno – komediowych serii, tj. „Kryminał pod psem” i „Kryminał z pazurem”. Obie autorstwa @Marta Matyszczak. Jeśli jesteście psiarzami i/lub kociarzami to obie są dwa Was. Nie, wróć! Jeśli jesteście fanami dobrych książek z przymrużeniem oka przy których czas płynie nieubłaganie to te serie są dla Was 😊.

Wracając do debiutu Michała Wagnera „Mów mi Kolt” z 26 lipca br. to w mojej opinii jest to udany początek ciekawej serii. Nie jest to może typowo komedia kryminalna, ale publikacja z nurtu cosy crime, która stanowi dobrą rozrywkę. Bez wątpienia Teodor Kolt to postać nietuzinkowa. I to dla niej warto sięgnąć po „Mów mi Kolt”.

„(…) Nie jestem mięczakiem…” „(…) ale ja bywam egocentrycznym dupkiem….” -„Mów mi Kolt” Michał Wagner.

Pozwalający sobie na szczerą autorefleksję dziennikarz śledczy Teodor Kolt zostaje zaproszony na wywiad rzeka ze znanym milionerem z Pomorza, Albertem Mossakowskim, królem zabawek. Niestety wywiad nie przebiega zgodnie z planem. Chęć zrobienia przysługi Mossakowskiemu kończy się dla niego dramatycznie. Kolt musi dowiedzieć się, kto stoi za intrygą, w którą został wplątany. Sprawa wydaje się tym bardziej trudna do wykonania, gdyż po piętach drepce mu Huk, Komisarz Huk.

Lekka, przyjemna lektura. Idealna na wakacje. Tak określiłabym książkę o ciekawym tytule „Mów mi Kolt” Michała Wagnera. Nie ukrywam, że już po nią sięgając liczyłam na dobrą zabawę i chwilowe odprężenie w te gorące, parne wieczory. Już po opisie Wydawcy wiedziałam, że połączenie takich elementów fabuły jak „Impulsywny reporter. Tajemniczy milioner. I brutalnie przerwany wywiad. Gdańsk. Środek lata. Fale turystów wylewają się na deptaki i plaże.” musi być gwarancją dobrej rozrywki. I nie zawiodłam się.

Debiuty są zawsze trudne. Początki wymagają dalszego rozwoju umiejętności pisarskich, czasem przemodelowania użytej konstrukcji, czy zastosowanych środków stylistycznych. W przypadku Wagnera nie ukrywam, że pisarz trafił w mój gust. Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Teosia Kolta, aroganckiego mistrza pióra była mi w smak. Co do zasady arogancji nie znoszę… w prawdziwym życiu. To, co uchodzi w literackiej fikcji, w realu nie zawsze się sprawdza. Tak i jest z Teo Koltem. Gdybym go spotkała na żywo….nie ręczę za siebie😉. Natomiast w fabule, jak ta zaproponowana przez Wagnera, postać Kolta sprawdziła się znakomicie. Taki wieczny chłopczyk, Piotruś Pan. Trochę jak postać grana przez Hugh Granta z „Cztery wesela i pogrzeb”. Uroczy, bezkompromisowy, nie wiedzący, czego chce, orbitujący pomiędzy innymi uczestnikami jego życia, bezczelny itepe itede. Matylda, czy inni redakcyjny koledzy – Witek i Adam – stanowią jego przeciwwagę. Uzupełniają go, na zasadzie dobrego kontrastu.

Muszę wspomnieć o konstrukcji. Wiem, że w recenzji konstrukcja ma najmniejsze znaczenie, ale czasem pomaga, czasem przeszkadza. W tej powieści konstrukcja została idealnie dobrana do tempa narracji, jej rodzaju, urywków fabuły, czy stylu Autora. 22 rozdziały, których każdy tytuł zaczyna się od nazwiska głównego bohatera. Jedne z moich ulubionych to: „Kolt i kosmos możliwości” i „Kolt i roztopione wnętrze”. Taka zabawa w zgadywankę. Nie zawsze pierwsze skojarzenie było trafne😊.

Powtórzę jak powyżej; „Lekka, przyjemna lektura. Idealna na wakacje. Tak określiłabym książkę o ciekawym tytule „Mów mi Kolt” Michała Wagnera”.  Udanej lektury!!! Udanej zabawy!!!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

„Nie zabiłam” Klaudia Muniak

NIE ZABIŁAM

  • Autor: KLAUDIA MUNIAK
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 22.02.2023r.

Informacje o książkach Klaudii Muniak widywałam niejednokrotnie, ich zdjęcia i opinie pojawiały się często na Instagramie, zachęcając do lektury, jednak sama nie miałam okazji po nie sięgnąć. Aż do momentu, gdy autorka swoje thrillery zaczęła wydawać w @Czwarta Strona Kryminału, czyli od premiery 22 lutego br. powieści pt. „Nie zabiłam”. Zainteresowała mnie opisem, a to co przeczytałam o samej autorce w jej notce biograficznej, również zachęciło mnie do sięgnięcia po jej twórczość. Klaudia Muniak to absolwentka Uniwersytetu Medycznego, która przez kilka lat zajmowała się biotechnologią, a od kilku lat pisze thrillery psychologiczne. Na portalu lubimy znalazłam informację, że „jest autorką świetnie przyjętych thrillerów psychologicznych, w których po mistrzowsku łączy kryminalne intrygi z wiedzą medyczną. Od 2022 roku pisze także powieści obyczajowe”. To wszystko przekonało mnie do sięgnięcia po „Nie zabiłam”. Nim jednak zdążyłam opublikować recenzję autorka zdążyła wydać kolejny thriller😊 pt. „Dom obok”, który premierę miał 26 lipca br. Tytuł ten również znajduje się na mojej półce i jestem go bardzo ciekawa.

Trzydziestoczteroletnia Sabina Gancarek ma za sobą trudne, traumatyczne dzieciństwo. Obecnie również nie radzi sobie najlepiej, ma problemy z życiem w społeczeństwie, zostaje zwolniona z pracy, cierpi na zaburzenie depresyjne-lękowe. Decyduje się na nowatorską terapię lekiem, który dopiero wchodzi do użycia i z tego względu pacjenci go przyjmujący pozostają pod obserwacją. Gdy w wyniku brutalnego morderstwa ginie kobieta odpowiedzialna za zwolnienie Sabiny z pracy, a policją się nią interesuje, Sabina zaczyna wątpić w siebie. Czy to możliwe, że nowe leki powodują, że nie pamięta tego co zrobiła? W końcu już raz zabiła i również wyparła to z pamięci…

Powieść czyta się świetnia, trzyma w napięciu, powoduje, że trudno się od niej oderwać. Składa się z pięćdziesięciu rozdziałów, pisanych w narracji pierwszoosobowej naprzemiennie z punktu widzenia Sabiny i komisarza Witolda Miłka. Ta zmiana punkt widzenia pozwala nam obserwować toczące się śledztwo z dwóch punktów widzenia, ale jest też dla autorki doskonałym narzędziem do mylenia tropów i podsycania zainteresowania czytelnika. Muszę przyznać, że jej się to udaje, z zapartym tchem wyczekiwałam zakończenia tej historii. Mocną stroną tej powieści są postacie, i jak na świetny thriller psychologiczny przystało, świetna ukazana jest ich psychologia. Sabina to bohaterka pogubiona, z traumą, niepewna, nieprzewidywalna. Prawie do końca trudno na sto procent stwierdzić, czy jest ofiarą, czy źródłem przemocy. Zresztą każdy z bohaterów ma swoją przeszłość i stanowi pewną zagadkę, czy to komisarz Miłek, czy lekarz Grzegorz, jak również zawodowa partnerka komisarza Magda. Klaudia Muniek stworzyła świetne postacie, wielowymiarowe, interesujące, tajemnicze.

Powieść ta porusza istotne kwestie, jak chociażby leku wobec nowinek medycznych i braku zaufania człowieka do swojej intuicji. Przede wszystkim jednak dotyka tematu przemocy domowej i tego jaki ślad pozostawia ona w człowieku. Pozostawia nas z obrazem krzywdzonego dziecka i świata tak często obojętnego na jego krzywdę.

„Słońce powoli chyli się ku horyzontowi, zachodząc za budynki, pozostawia na nich różowofioletowe poświaty. Szare, odrapane kamienice wyglądają jak posiniaczone. Jakby stanowiły nieme świadectwo tego, co się dzieje w ich wnętrzach.

Myślę o tym, że krzywda i cierpienie zbyt rzadko wydostają się poza ich mury. Zupełnie jakby surowe ściany pochłaniały rozgrywające się w domowych zaciszach dramaty niczym gąbka, chłonęły je całą swoją powierzchnią i zatrzymywały w sobie. Pilnowały, aby świat niczego nie ujrzał.”   („Nie zabiłam” Klaudia Muniak)

Ten cytat świetnie oddaje klimat postaci i częściową problematykę, którą ona porusza. Zbyt często ofiary przemocy są pozostawione same sobie, bo inni są nieczuli na ich krzywdę, nie chcę jej dostrzec, lub co gorszą wmawiają ofiarom, że same są sobie winne.

Klimat powieść momentami mocno przypominał mi gatunek domestic noir i powieści Magdy Stachuli. Kameralne otoczenie, kobieca pogubiona główna bohaterka z problemami psychicznymi i temat przemocy domowej. Te wszystkie elementy, i oczywiście talent autorki sprawiają, że od powieści trudno się oderwać, wywiera ona spore wrażenie i zapada na długo w pamięć. Jeśli jeszcze nie czytaliście „Nie zabiłam” koniecznie to zmieńcie, a ja w najbliższym czasie zabieram się do lektury najnowszej powieści autorki pt. „Dom obok”.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA KRYMINAŁU.

„Na dwoje babka wróżyła” Renata Kosin

NA DWOJE BABKA WRÓŻYŁA

  • Autorka: RENATA KOSIN
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Cykl: JEMIOŁKI (tom 1)
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 26.07.2023r

@Renata Kosin – strona autorska to Autorka wielu powieści. Patrząc na jej bibliografię wysnuwam wniosek, że lubi pisać serie. Stworzyła między innymi cykle „Siostry Jutrzenki”, „Sekret zegarmistrza” oraz dwuczęściową „Tajemnice Luizy Bein”. Napisała wiele pojedynczych powieści obyczajowych oraz znalazła się w różnych antologiach, jak na przykład w bardzo udanym zbiorze „Kemping Chałupy 9”. Ja do tej pory kontaktu z twórczością Renaty Kosin nie miałam. Pierwszy tom nowej serii „Jemiołki”zatytułowany „Na dwoje babka wróżyła” to moje pierwsze spotkanie z tą Autorką. Książka premierę miała 26 lipca br. i wydana została nakładem Wydawnictwa @Książnica.

Zaczynajmy więc… 

Każdy człowiek nosi w sobie jakąś opowieść. Jedną albo więcej, zależnie od tego, ile przeżył. Niektóre są długie, inne krótkie, wesołe lub smutne, ciekawe, ale też nudne i niegodne uwagi…” -„Na dwoje babka wróżyła” Renata Kosin.

Właśnie te historie mieszkańców Jemiołek – Górnych i Dolnych –  dawnych i aktualnych są kanwą opowieści snutych przez Renatę Kosin. To historie różnych osób. Jedne ważne, kluczowe, zaważające na życiu, inne błahe, nieistotne, będące jakby uzupełnieniem. Tłem dla każdej z nich jest Gaja. Młoda dziewczyna, którą niektórzy posądzają o nadprzyrodzone moce. Gaja, która „(…) nie była wyczekiwanym z radością dzieckiem, lecz długo skrywanym powodem do wstydu. W tym wieku nie wypadało poczynać dzieci, zwłaszcza, gdy miało się już wnuki…” Gaja z troską patrząca na Babcię Pogodę, z sympatią na Fabiana, z zaciekawieniem na Walentego. Gaja próbująca odkryć rodzinne sekrety, nie tylko własne, lecz także innych rodzin; Knutów, Milewskich, Bzurów i innych. 

Miałam ogromny problem z recenzją tej powieści. Nie dlatego, że jest wyjątkowo słaba, czy, że jej przeczytanie okazało się pomyłką. Bynajmniej. Tylko dlatego, że jest to powieść w konstrukcji za którą kompletnie nie przepadam. To pewnego rodzaju saga. Opowieść długa, chwilami za długa, sięgająca wydarzeń wielu pokoleń. Współczesność miesza się z przeszłość. Czasy wojny, pogromu Żydów, powojenne czy wojenne ucieczki do Ameryki stykają się z teraźniejszością. Pojawiają się potomkowie, potomkinie. Zapowiadani są bohaterowie ówczesnych zdarzeń, jak ciotka Valery, o której rychłym przyjeździe czytamy na końcu (oj tak, ta to może namieszać. Historie, jedne ciekawe inne mniej, wpadają jakby to jednego kotła narracyjnego. Chwilami gubiłam się w tych opowieściach, myliły mi się imiona, rodziny. Losy niektórych bohaterów wydawały mi się mało splątane ze sobą. Prędzej widziałabym je jako odrębne opowieści z kolejnych części, niż powiązane w jednej powieści wątki fabularne. 

Dużą zaletą książki jest główna bohaterka – Gaja. Nie lubię czytać o „prawie ideałach”. Gdzieś tam zawsze tli się niezgoda na taką postać wiedząc, że w rzeczywistym życiu nie mam szansy jej spotkać. Gaja spodobała mi się chyba dlatego, że sama ma bardzo trudną historię pochodzenia. Jej matka Kazimiera to postać wręcz odpychająca. Ma dziwną relację z siostrami Lucyną i Hanką. Z każdą inną. Mimo, że chwilami zachowywała się bardzo infantylnie, mimo swego wieku, jak mała dziewczynka, to jej zamiłowanie do historii, umiłowanie przyrody i wsi przekonało mnie do niej. Z zapartym tchem przewracałam kolejne strony czekając, co tym razem odkryje, co sobie przypomni i co wywnioskuje, ze strzępków rozmów. No i co zrobi z tym Radkiem…. 

Kompletnie nie przekonał mnie wątek Jemiołek Górnych i Dolnych. W wielu miejscach czytałam o niechęci, o niezabliźnionych ranach, o nieprzepracowanych nieporozumieniach pomiędzy dwiema stronami wsi, pomiędzy dwiema częściami naw w kościele, pomiędzy spacerujących po dwóch drogach oraz modlącymi się pod dwoma różnymi obrazami Madonny. W relacjach między bohaterami nie odczułam tej niechęci, tej skomplikowanej przeszłości. Możliwe, że sposób prowadzenia narracji Autorki, spokojny, wyważony zasłonił tę niechęć, lub nie do końca ona wybrzmiewa z treści. 

Jan Kochanowski w „Pieśni świętojańskiej o Sobótce” w części „Panna XII” pisał: „Wsi spokojna, wsi wesoła”. Jemiołki to taka wieś. Choć realnie chyba nie istnieje. Znalazłam tylko wieś Jemiołki – Piotrowięta, która położona jest w województwie podlaskim, w gminie Sokoły. Ciekawe, czy Autorka szukając pomysłu na umiejscowienie akcji nowej serii myślała właśnie o tym miejscu… Cokolwiek by się w tej wsi nie działo, ktokolwiek by nie przyjechał, ją nie odwiedził, gdziekolwiek, by jej mieszkańcy nie wyjechali i cokolwiek nie nabroili, a także jakkolwiek wybory sołeckie nie okazały się nierealne, tę fikcyjną wieś odebrałam bardzo realistycznie. Z jej hermetyczną, duszną społecznością. Z jej tajemnicami i ciekawymi postaciami (jak Zoe – tylko czemu ona jest z Ameryki? – doulą i potomkinią dawnych zielarek i uzdrowicielek). Z jej przyrodą bardzo wiernie opisaną i zachwycającą. Z jej nieprawdopodobieństwem, z jej fantastyką, z jej fabularnością. 

Za dużo się działo, za dużo. I pewnie jeszcze drugie tyle lub więcej będzie się działo w kolejnej części sagi. Opowieści o mieszkańcach Górnych i Dolnych Jemiołek. Wielu mieszkańcach w wielu opowieściach. Lubicie takie sagi? Jeśli tak, to seria „Jemiołki” zdecydowanie jest dla Was. Zachęcam do lektury !!! 

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica