„Świąteczne morderstwo” Ada Moncrieff

ŚWIĄTECZNE MORDERSTWO

  • Autorka: ADA MONCRIEFF
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 315
  • Data premiery: 23.11.2021r.

Mimo, że premiera książki pt. „Świąteczne morderstwo” Ady Moncrieff odbyła się 23 listopada 2021, ja swój egzemplarz odebrałam od Wydawnictwa @Zysk i S-ka dopiero 3 stycznia br. Zaciekawił mnie opis Wydawcy, który porównał debiutancką książkę aktorki to stylu Agathy Christie. Oczywiście Królowej światowych kryminałów nie da się podrobić, jej styl jest bowiem niepowtarzalny. Warto jednak czasem zanurzyć się w kryminały oparte na metodyce i dedukcji jak u Herculesa Poirota, czy Panny Marple.

Klasyka nie jest moją mocną stroną, ot i zastarzała zgnilizna, jeśli chcecie znać moje zdanie. Wszystko to jakieś lubieżne i ponure. Taka z niej kolebka cywilizacji, jak z mojego łokcia”. – „Świąteczne morderstwo” Ada Moncrieff.

Co się może zdarzyć w Święta Bożego Narodzenia w angielskim, klasycznym domostwie z tradycjami Westbury Manor ? Wśród świętujących domownicy Państwo Westbury z dziećmi Lydią, Edwardem i Stephenem. Do tego przyjaciel Pana Domu David Cambell-Scott oraz małżeństwo Ashwellów. Urokliwemu spotkaniu towarzyszy polityk z samego Westmisteru Pan Anthony de Havilland. Zawadiacki Fredie Rampling sączy swoje wysokoprocentowe napoje wyskokowe, a temu wszystkiemu przygląda się domorosły detektyw – amator Hugh Gaveston aspirujący do samego Sherlocka Holmesa. I to właśnie obecność Holmesa byłaby wskazana. W świąteczny poranek  1938 roku od strzału kuli ginie Campbell-Scott. Przedsiębiorca o szerokich horyzontach, człowiek wykształcony, dumny powracający na święta do przyjaciół z odległych Malai, gdzie zbił majątek. Wszyscy są zszokowani jego śmiercią. Konstabl Jones orzeka, przy wtórze większości obecnych śmierć samobójczą. I tylko Hugh Gaveston ze swoją przyjaciółką Lydią zaczynają węszyć szukając prawdziwego motywu śmierci przyjaciela Lorda Westbury.

Faktycznie parafrazując cytat z początku mego wpisu klasyka nie jest mocną stroną Ady Moncrieff. Styl tej powieści nawiązuje i owszem do klasycznych kryminałów, wielokrotnie formą przywodzi na myśl dzieła Christie oraz powieści i opowiadań kryminalne sir Arthura Conana Doyle’a. Gdzieniegdzie miesza się jednak z formą współczesnej prozy. To rodziło we mnie poczucie niespójności. Autorka prowadzi narrację jakby opisywała obrazy, pejzaże, sztukę teatralną zwracając uwagę na sytuacje, osobistości, dialogi dziejące się na drugim planie.

Zatrzymajmy się jednak na drugi rzut oka. Spojrzenie, które pozwoliłoby uważnemu widzowi przypomnieć sobie, że ci, którzy chwiejnym krokiem przemierzają pustynię, niemal zawsze nie natkną się na oazę, lecz na miraż” lub „Salon pustoszeje, gdy podążamy za naszymi bohaterami do ich pokoi, choć zbyt długie towarzyszenie im byłoby wysoce niestosowne”. -„Świąteczne morderstwo” Ada Moncrieff.

Tym bystrookim i niezwykle inteligentnym widzem przedstawienia, które  Ada Moncrieff rozpisała w swej powieści, autorka męczyła mnie kilkukrotnie; „Widz o bystrym oku (…) z pewnością dostrzegłby kontrast, jaki stanowili obaj mężczyźni.” Może jednak ten kawałek: „Podczas gdy nas bystrooki widz kręciłby głową, zaniepokojony ewidentnie złym stanem zdrowiem mężczyzny, żona lorda z zadowoleniem obserwowała, jak wita przyjaciela.” Czasem widz pretendował do miana gorliwego obserwatora: „Kiedy Hugh zdejmował buty (….), nasz gorliwy obserwator mógłby skorzystać z okazji, by porzucić go przy rozwiązywaniu sznurowadeł (…) i udać się na wędrówkę po domu.” Nie powiem pomysł wydaje się być dobry. Od czasu do czasu „osobiste wycieczki” w kierunku widza zwykle się sprawdzają w tego typu powieściach. Przestają jednak delikatnie łaskotać jego ego, gdy występują często.

Najwięcej zabawy miałam przy czytaniu krótkiego opisu postaci konstabla Jonesa. Autorka przedstawiła go jako komicznie nieudolnego stróża prawa wkładając mu w usta nad wyraz bogate słownictwo. Przeczytajcie sami: „Jak już wcześniej i uprzednio stwierdziłem oraz dowiodłem, jest to moja niepodważalna konkluzja, niepozostawiająca miejsca na wątpliwości ani kwestionowanie…” i tak dalej, i tak dalej. Każda wypowiedź konstabla zaczynała się i kończyła nie wiadomo gdzie. Krasomówczy śledczy to jedna z niewielu zabawnych, komediowych postaci choć gagów sytuacyjnych, czy prześmiewania angielskiej socjety sprzed prawie stu lat nie brakowało.

Sama intryga kryminalna stanowiła bardzo dobrą podwalinę pod świetny kryminał w duchu minionych czasów, czy raczej powinnam napisać w duchu minionych świąt. Metodyka badania okoliczności śmierci Davida Cambell-Scott nie dawała jednak żadnych szans na zabawę w stylu kto jest mordercą? Podsumowania, poszlaki, podejrzani wskazywały praktycznie na każdego z obecnych na bożonarodzeniowym świętowaniu. Podejrzani z motywem byli praktycznie od razu eliminowani, a szkoda. Mimo, że książka liczyła tylko 315 stron to nieposuwające się do przodu śledztwo, bez żadnych kontroskarżeń i  uzasadnionych zarzutów zaczęło mnie po prostu nużyć.

Moja ocena: 6/10

Dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka za podarowanie mi egzemplarza recenzenckiego.