„Dobra koleżanka” Freida McFadden

DOBRA KOLEŻANKA

  • Autorka: FREIDA McFADDEN
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 23.10.2024
  • Data premiery światowej: 23.08. 2023

Freida McFadden jest autorką rewelacyjnej serii o Millie Calloway, której takie pozycje jak: „Pomoc domowa”, Pomoc domowa. Sekret.” bardzo mi się podobały. Podobnie zresztą jak debiut Autorki będącej – co ciekawe – lekarką, specjalistką od urazów mózgu, pt. „Zamknięte drzwi”. Uwzględniając książkę zatytułowaną „Skazany”, premiera z 23 października ubiegłego roku😉 pt. „Dobra koleżanka” to piąta pozycja McFadden, z którą się zapoznałam. A jak to u Was jest z tymi dobrymi koleżankami? 

Główna bohaterka tego thrillera, Dawn Schiff to kobieta z pozoru zupełnie zwyczajna, mająca swoje problemy, outsiderka pracująca jako księgowa, punktualnie rozpoczynająca każdy dzień pracy. Kiedy pewnego dnia się nie pojawia przy swym biurku, jej współpracowniczka Natalie Farrel jest zaskoczona jej nieobecnością. Jej życie, do tej pory wydające się pełne rutyny, zaczyna nabierać nieoczekiwanych kolorów, gdy okazuje się, że Farrel odbiera niepokojący telefon zmieniający dotychczasowe życie obu koleżanek z pracy w niebezpieczną grę. Kiedy Natalie zaczyna odkrywać, że jej koleżanka z pracy nie jest tym, za kogo się do tej pory podawała, wszystko, co wydawało się znajome i bezpieczne, zaczyna się rozpadać.

McFadden pisząc „Dobrą koleżankę” wykiorzystała sprawdzony do tej pory schemat budowania postaci na wielkiej tajemnicy, na zasadzie „who is who?”, podobnie jak w serii o  Millie Calloway. Dzięki temu zbudowała atmosferę napięcia i niepewności, wprowadzając czytelnika w świat, w którym nic nie jest takim, jakim się do tej pory wydawało. Autorka skutecznie wykorzystuje motyw koleżeństwa, pokazując, jak łatwo może ona stać się narzędziem niebezpiecznej gry. Choć fabuła ma kilka momentów zaskoczenia, w końcu całość zmierza ku rozwiązaniu, które, choć spełnia oczekiwania, nie jest całkowicie nieprzewidywalne.

McFadden pisze w przystępny, sposób a jej styl jest płynny, co sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko. Akcja rozwija się dynamicznie, choć momentami wydaje się, że pewne wątki są ciągnięte nieco na siłę. Główna intryga, mimo że ciekawa, jest czasem przesycona zbyt dużą ilością zwrotów akcji, co może wprowadzać wrażenie chaosu. Autorka należycie manipuluje oczekiwaniami czytelnika, wplatając w fabułę liczne twisty, które mają na celu zadziwienie odbiorcy. Mimo że wiele z tych zwrotów akcji jest skutecznie skonstruowanych, to niektóre rozwiązania mogą wydawać się nieco wymuszone, co może sprawiać, że całość wydaje się nieco sztuczna.

Dobra koleżanka” Freidy McFadden to thriller psychologiczny, który z pewnością dostarczy Wam kilku emocjonujących chwil. Książka ma dobrze wykreowaną atmosferę napięcia i ciekawe zwroty akcji, które skutecznie wciągają w fabułę. Czego chcieć więcej w tym gatunku? 

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała we współpracy z WYDAWNICTWEM CZWARTA STRONA.

„Profesorka” Layne Fargo

PROFESORKA

  • Autorka: LAYNE FARGO
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 380
  • Data premiery w tym wydaniu: 25.09.2024
  • Data premiery światowej: 13.10.2020

Od książki Layne Fargo pt. „Profesorka”, kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać, gdyż nie poznałam jeszcze twórczości tej autorki. Publikacja od  Czwarta Strona Kryminału to intrygujący thriller rozgrywający się w środowisku akademickim Uniwersytetu Goram. Niby lata akademickie mam już dawno za sobą😏, ale dobry thriller zawsze warto przeczytać👍. 

To opowieść o dwóch kobietach, z dwóch różnych warstw społecznych, z dwóch różnych domów i o różnych doświadczeniach. Każda z nich ma w sobie mrok, który w niejednym momencie zaczyna wychodzić na światło dzienne. Szczególnie Scarlett Clark utalentowana profesorka języka angielskiego, której hobby to zabijanie. Jednak nie przypadkowe. Jej ofiary podlegają szczegółowej selekcji, w której skupia się na typach „bad boyów”. Zemsta nie jest również obca Carly Schiller, która wyswobadzając się  od toksycznego ojca  szuka sposobów na ukaranie napastnika jej przyjaciółki Allison Hadley.  

Trochę zdziwiły mnie motywy podjęte w książce. Z jednej strony ogromny plus dla autorki za osadzenie w rolach mścicielek, morderczyń kobiet i to niebanalnych kobiet. Nie pochodzących z nizin społecznych, z widocznymi deficytami społecznymi czy zaburzeniami, lecz kobiet sukcesu, z potencjałem, atrakcyjnych dla innych. Od kobiecych bohaterek aż się roi w tej pozycji. Wystarczy też wspomnieć o doktor Minie Pierce do której zbliża się Scarlett, by mieć wpływ na toczące się śledztwo, w którym chce odegrać kluczową rolę. Z drugiej mnogość podjętych wątków z perspektywy kobiet trochę zaburza mroczność, wspieranie praw kobiet, które dla autorki są pewnie ważne, a także krzywdy na kobietach. Jest takie powiedzenie, które tu idealnie się sprawdzi; „co za dużo, to niezdrowo”.

Narracja jest prowadzona naprzemiennie z perspektywy Scarlett i Carly, które osobiście przedstawiają swoją perspektywę na podejmowane przez siebie czyny i wydarzenia, w których uczestniczą. Książka może nie jest jakaś wybitna, ale ciekawa. Tym bardziej, że pisana jest z punktu widzenia morderczyni. Ostatecznie jednak autorka zastosowała różne narracje i wiele planów czasowych, które motywują do rozważań na temat istoty ludzkiej, jej motywów, jej pragnień i sadystycznych ciągotek. Trochę jakby Layne Fargo chciała rozliczyć różne czyny kładące się często gęstym cieniem na dalsze życie ofiar, których dotykały. Zdecydowanie lekki, przyjemnie napisany, prostym i zwięzłym językiem thriller amerykański. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

Recenzja przedpremierowa: „Papier, kamień, nożyce” Alice Feeney

PAPIER, KAMIEŃ, NOŻYCE

  • Autorka: ALICE FEENEY
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 343
  • Data premiery w tym wydaniu: 13.11.2024
  • Data premiery światowej: 19.08.2021

Alice Feeney napisała powieść, którą czytałam w 2021 roku pt. „Zabójcza przyjaźń”. Książka bardzo mi się wtedy podobała. Otrzymując egzemplarz jej najnowszej powieści pt. „Papier, kamień, nożyce” od Czwarta Strona Kryminałuliczyłam na kolejną udaną przygodę z prozą tej autorki. I nie zawiodłam się 😁. Książka, która będzie debiutować dopiero w najbliższą środę premierową jest warta Waszej uwagi. 

(…) Czas potrafi zmieniać związki, podobnie jak morze zmienia kształt linii brzegowej.” – Papier, kamień, nożyce” Alice Feeney.

On – Adam: pisarz, autor wielu scenariuszy pisanych na podstawie poczytnych horrorów i kryminałów autorstwa Henrego Wintera odludka wśród pisarzy. 

Ona – Amelia: pracująca w schronisku dla psów na Battersa, uwielbiająca bardziej towarzystwo zwierząt od książek.  

Oni – państwo Wright: przeżywający kryzys w małżeństwie. Zdaniem Amelii będący „(…) niezłymi w grę pozorów” i twierdzącej, że „ludzie zwykle widzą to, co chcą widzieć. Ale za zamkniętymi drzewami pan i pani Wright od dawna się nie dogadują.” 

Gdy Amelia wygrywa w firmowej loterii weekend w Szkockiej posiadłości w Blackwater małżonkowie wybierają się na romantyczny weekend, zgodnie z zaleceniem ich terapeutki. Niestety sprawy przybierają dziwny obrót. Na terenie ośrodka gubi się ich pies, labrador Bob, a niektóre pomieszczenia zdają się odwzorowywać ich miejsce zamieszkania. Sytuacja wydaje się dziwna, choć Wright’owie wzbraniają się przed powrotem, bo przecież;

Gdyby wszystkie historie kończyły się happy endem, nikt nie miałby powodów, żeby zaczynać od nowa. A w życiu chodzi o wybory, o składanie się na powrót w całość, gdy się rozsypiemy. Bo przecież każdemu zdarza się rozsypać. Nawet tym, którzy udają, że nie….” – Papier, kamień, nożyce” Alice Feeney.

Prozopagnozja (z gr. πρόσωπον prósōpon = „twarz” + ἀγνωσία agnōsía = „niewiedza”) – to zaburzenie percepcji wzrokowej, polegające na upośledzeniu zdolności rozpoznawania twarzy znajomych lub widzianych już osób, a w niektórych przypadkach także ich wyrazu emocjonalnego, przy niezaburzonej percepcji wzrokowej innych obiektów.” (źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Prozopagnozja ). Nie bez powodu przytaczam w recenzji ten trudny termin. Okazuje się, że jeden z głównych bohaterów powieści – Adam właśnie cierpi na to zaburzenie, które w niektórych sytuacjach okazuje się zbawieniem, a w innych przekleństwem. Alice Feeney wykorzystała jednak w sposób przemyślany i bardzo umiejętny tę niedyspozycję Pana Wrighta. Sytuacje, w których wspomina o jego deficycie zostały napisane lekko, bez naukowych dywagacji i idealnie do kontekstu. To pierwsza z głównych zalet tej powieści. 

Tych zalet jest jednak znacznie więcej. Bardzo podoba mi się konstrukcja powieści. Książka składa się z zatytułowanych rozdziałów. Narracja pisana jest naprzemiennie w pierwszej osobie z perspektywy Adama i Amelii. Tę relacyjność autorka ujęła we fragmenty zatytułowane ich imionami. Do tego gdzieniegdzie pojawiają się listy pisane przez małżonkę Adama w kolejne rocznice ich ślubu.  Listy niewysłane. Listy ukazujące wzloty i upadki pary. Uwielbiałam te fragmenty wyjątkowo. Każdy z nich w tytule i w prezencie rocznicowym nawiązywał do nazwy kolejnej rocznicy (np. papierowej) i każdy rozpoczynał się słowem roku, trudnym, rzadkim z powołaną definicją, jak dla miłośników słów przystało. Ciekawym wątkiem okazała się wprowadzona postać do powieści; Robin, która również została sportretowana – tym razem jednak w narracji trzecioosobowej – w rozdziałach zatytułowanych jej imieniem. Podobnie jak Samuel Smith, o którym Feeney wspomina w ostatnim rozdziale zatytułowanych „Sam”. Te postaci okazują się kluczowe. 

Sama intryga zachwyciła mnie formą, treścią, językiem i rozwiązaniem. Wszystko od początku do końca było przemyślane, napisane z atencją i rozmysłem. Miałam wrażenie przy czytaniu, że żadne zdanie nie jest przypadkowe, co rzadko odczuwam w stosunku do brytyjskich czy amerykańskich autorów thrillerów. Doceniam pomysł i wykonanie. Podobał mi się wątek z ojcem Robin, z rodzicami Amelii, matką Adama i z jego wiecznie niezekranizowanym scenariuszem. Wgłębiając się w relacje małżonków dominowało we mnie przeświadczenie, że zobrazowano ją w bardzo ujmujący i realistyczny sposób. Trudno było negować patrzenie na związek przez Adama i z punktu widzenia Amelii. Rozumiałam ich w 100%. Postać żony odzwierciedlona w niewysłanych listach rocznicowych do męża również miała dla mnie ogromne pokłady prawdziwości. Jak to w wieloletnich związkach z reala, wszystko co działo się pomiędzy parą będącą głównymi bohaterami wydawało się być prawdziwe i zobaczone w szerszym kontekście całkowicie uzasadnione. 

Zdecydowanie pozycja zasługująca na Waszą uwagę!!! Nie przegapcie tej interesującej szaro-czerwonej okładki. Nie przegapcie tego tytułu!!! Specjalnie dla Was powtórzę go jeszcze raz: „Papier, kamień, nożyce” autorstwa Alice Feeney. 

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Pogorzelisko” Przemysław Żarski

POGORZELISKO

  • Autor: PRZEMYSŁAW ŻARSKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Cykl: ALEKSANDRA LAZAR (tom 2)
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery: 9.10.2024

Książki Przemysław Żarski – autor czytam od lat. Pierwszy tom cyklu z Podkomisarz Olą Lazar również przeczytałam. Opinię o książce „Grzęzawisko” przeczytacie na moim blogu. Wydawnictwo @Czwarta Strona Kryminału sprezentowało mi wyśmienitą kontynuację serii pt. „Pogorzelisko”, która debiutowała na początku października. Czytaliście? 

Po nocnej popijawie w klubie ginie od kul Grzegorz Ignaczak. Były milicjant, pięćdziesięciosześcioletni mężczyzna, który miał za sobą bogatą kryminalną przeszłość. Błażej Uryga prowadzi śledztwo wraz z Podkomisarz Aleksandrą Lazar, która do tej pory nie potrafi wyrwać się z traumy po utraconych trzydzieści lat temu w pożarze rodzicach. Kolejno odkrywane wątki śledztwa prowadzą policjantów w stronę wydarzeń z roku 1986. Co łączy śmierć Ignaczaka z 2019 roku z PRL -owską szkołą, w której zaginął jeden z uczniów o nazwisku Olejnik. O którego bardzo martwiła się jego wychowawczyni Pani Wierzbicka, osobiście przepytująca uczniów po domach o zaginionego kolegę.

Żarski bardzo umiejętnie napisał kontynuację pierwszego tomu. Podobnie jak poprzednio oprócz wątku kryminalnego w książce silnie niosą się echem osobiste, prywatne demony śledczych i Urygi, i Lazar. Jest motyw ich dzieci. Jest wątek ich skomplikowanej relacji. Jest temat utraconych w tragicznych okolicznościach bliskich. To wzbogaca kryminalny aspekt opisanej przez Autora historia. 

Co do samego wątku kryminalnego to jest dość rozbudowany. Narracja prowadzona jest naprzemiennie. Czytelnik zanurza się w kolejne kroki śledztwa, kolejne teorie i tezy, które się nie sprawdzają. Jednocześnie Autor przeskakuje do wydarzeń z 1986 roku, gdy na drodze ginie przypadkowo młoda kobieta, a po okolicy biegają kilkunastoletni chłopcy, których wtenczas częściej można było spotkać na dworze niż aktualnie😏. Są żądni wrażeń. Ciekawi świata. Do tego Żarski obnaża PRL-owski mechanizm milicyjny, który bardzo sprawnie funkcjonował w ówczesnym świecie z perspektywy PRL-owskiego bossa Jakuba Kleina. Zimnego, wyrachowanego, działającego bez mrugnięcia oka. Którego syn Dawid okazał się postacią tragiczną, podobnie jak jego wnuk. Bardzo zaskoczyło mnie 

zakończenie z Urygą. Jakby Autor chciał, bym dodatkowo doceniła jego powieść tym wątkiem. Świetnie została zobrazowana postać nauczycielki Wierzbickiej. To chyba jedyna tak pozytywna, od początku do końca literacka osoba. 

To książka o odkupieniu win dzieci. O ich chronieniu ponad wszystko, mimo wszystko. To książka też o pomszczeniu rodziców. To również książka o samotności, odrzuceniu i udawaniu, że nic się nie stało. Trochę o próbie życia „po”, co rzadko kiedy się udaje. To też pozycja o wilkach w owczych skórach, o takich niby bohaterach. Zresztą o tym najlepiej opowie Wam sam Przemysław Żarski w części „Od autora”. 

Pamiętajcie o tej pozycji, o tym tytule. Pamiętajcie o „Pogorzelisku”. I pamiętajcie także, że

– Prawda nie zawsze wyzwala. Czasem jest ciężarem, jak przywiązana do nogi kula, która ściąga cię na dno…” –Pogorzelisko” Przemysław Żarski.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Gra kłamstw” Ruth Ware

GRA KŁAMSTW

  • Autorka: RUTH WARE
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 420
  • Data premiery w tym wydaniu: 9.10.2024
  • Data premiery światowej: 15.06.2017
  • Data 1. wydania polskiego: 12.02.2019 ( pod tytułem „Gra w kłamstwa”) 

Gra kłamstw” Ruth Ware to szósta książka tej autorki, o której przeczytacie na moim blogu. Poprzednie to: „Pod kluczem”, „Śmierć Pani Westaway”, „Jedno po drugim”, „Ta dziewczyna” oraz „Dzień zero”. Autorka umiejętnie komponuje fabułę, w której znaczenie mają relację głównych bohaterów. Często też osią powieści są kobiety. A ja jako kobieta, o kobietach czytam chętnie. Książki Ruth Ware wydaje Czwarta Strona Kryminału. Wydawnictwu przy tej okazji dziękuje serdecznie za egzemplarz recenzencki premiery z 9 października br. 

To historia czterech przyjaciółek, która zaczęła się dawno temu, w szkole z internatem w Salten House To historia Kate wychowywanej przez ojca, szkolnego nauczyciela rysunku. Mieszkającego w zabytkowym młynie wraz z bratem przyrodnim Luciem. To historia Fatimy, aktualnie odnoszącej sukcesy lekarki, mającej dwójkę dzieci: Nadię i Samira. To też historia o Thei, która nie potrafiła zwalczyć w dorosłym życiu swych demonów i pozostaje samotna. I to historia Isy, która aktualnie cieszy się macierzyństwem i opieką nad swą kilkumiesięczną córeczką Freyą. Ale przede wszystkim jest to historia samego ojca Kate, Ambrose’a Atagona, do którego nikt z uczniów nie mówił „Proszę pana” i który zaginął siedemnaście lat temu.

Bardzo podobał mi się pomysł z tą najważniejszą z gier, grą kłamstw. Idealnie autorka wplotła ten wątek w kryminalny aspekt historii związany z zaginięciem ojca będącego jednocześnie nauczycielem szkolnym. Sam Ambrose jawił mi się przez całą powieść jako wolny duch, człowiek bez barier, bez zasad, bez reguł. Taki ktoś, kto – przyznać muszę – nie powinien pracować z młodzieżą. Niepokojące były również motywy związane z rysunkami dziewczyn, które pojawiały się od czasu do czasu w powieści. Ciągle zastanawiałam się, jakie będą miały znaczenie. To dobry zabieg autorki wprowadzający thriller na wyżyny.

Zasady obowiązujące w grze prowadzonej przez dziewczyny stały się kanwą całej konstrukcji książki. Publikacja składa się, co mi się wyjątkowo podobało, z pięciu rozdziałów zatytułowanych kolejnymi zasadami, które brzmią: „Pierwsza zasada: ZMYŚL COŚ”, „Druga zasada: TRZYMAJ SIĘ SWOJEJ WERSJI”, „Trzecia zasada: NIE DAJ SIĘ PRZYŁAPAĆ”, „Czwarta zasada: NIGDY NIE OKŁAMUJCIE SIĘ NAWZAJEM” i „Piąta zasada: WIEDZ, KIEDY PRZESTAĆ KŁAMAĆ.” Ciekawi Was jak się w to gra? Mam nadzieję, że tak. Sięgnijcie więc do książki zatytułowanej „Gra kłamstw” Ruth Ware i dowiedzcie się na czym polegały tytułowe rozgrywki i kto w nich był wygranym, a kto przegranym. Bo to naprawdę dobrze napisana historia. Przemyślana od początku do końca, choć… 

Nie ukrywam, że gdyby nie pojawiające się tu i tam błędy stylistyczne czy literówki to ocena byłaby wyższa. Niestety z obowiązku muszę Was o nich powiadomić. Mam nadzieję, że przy następnym wydaniu korekta poprawi te bękarty😉👍. Nawet w tym temacie miałam dyskusję z moją przyjaciółką, która stwierdziła, że powoływaniu takich drobnych potknięć w recenzji jest bez sensu. Nie wiem czy się z nią zgodzicie. Pewnie każdy ma inny punkt widzenia. Ja czasem wzmiankuję o konkretnej nieścisłości licząc na to, że wyczulę Wydawcę na niego. Jak na przykład w rozdziale „Czwarta zasada. Nigdy nie okłamujcie się nawzajem”:

Freya znów marudzi, więc podejmuję decyzję. – Nie wydaję dziś, Luc. Nie będę w ciągu nocy ciągnąć Freyi i bagaży….”  – Gra kłamstw” Ruth Ware. 

Zamiast oczywiście: „Freya znów marudzi, więc podejmuję decyzję. – Nie wyjadę dziś, Luc.”….”

Powrót do traumatycznych wydarzeń sprzed siedemnastu lat to idealny motyw przewodni każdej powieści w gatunku thrillera. Tak jest i tym razem. Nie ukrywam, że książka mi się podobała, a drobne korekcyjne nieprawidłowości nie odebrały mi przyjemności z czytania. Spróbujcie sami zanurzyć się w historię czterech przyjaciółek, które spotykają się po latach. I spotykają się nieprzypadkowo! 

Moja ocena: 7/10

We współpracy z WYDAWNICTWEM CZWARTA STRONA.

„Rój” Weronika Mathia

RÓJ

  • Autorka: WERONIKA MATHIA
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 25.09.2024

Zarówno debiut Weronika Mathia_autorka pt. „Żar” jak i druga pozycja tej Autorki zatytułowana „Szept” podobały mi się. Mając skłonność do weryfikacji nowych publikacji autorów, które też mogą mi się spodobać😏 chętnie sięgnęłam do premiery z 25 września br. również wydanej przez Wydawnictwo Czwarta Strona Kryminału o znamiennym tytule „Rój”. I jak się okazało w „Podziękowaniach” jedna z bohaterek znalazła swoje miejsce w tym kryminale, by tytuł nawiązywał do jego fabuły. Tak bardzo Autorka zainteresowała się historią i życiem pszczół, a także samym bartnictwem. Nigdy bym nie pomyślała, że Natalia nie była kluczową bohaterką, a tylko pewnym rozwiązaniem, które Autorce się nasunęło, chcąc przekazać czytelnikom to, czego o pszczołach warto wiedzieć. 

Rójka zdarzała się, gdy w gnieździe rodziła się nowa królowa, a stara wciąż miała siłę, by żyć, i dość sprytu, by uciec, zanim ją zabito. Zabierała wtedy swoją świtę i część pszczół, żeby poszukać sobie nowego miejsca w przyrodzie…” – „Rój” Weronika Mathia. 

„(…) Bartnicy cieszyli się wielkim szacunkiem. Jeśli wzywano ich do sądu, nie musieli składać przysięgi, bo wszyscy zakładali, że nie potrafią kłamać. Wierzono, że pszczołami może opiekować się tylko człowiek o czystym sercu.” – „Rój” Weronika Mathia. 

Opiekująca się ulami, prowadząca pasiekę koło Iławy Natalia o pszczołach, ich rodzinach, a także chorobach i charakterze wie prawie wszystko. Podczas usuwania dzikiej rójki zauważa przykryty nieudolnie gałęziami w lesie niebieski samochód, przy którym znalazła złotą spinkę do mankietów z napisem wygrawerowanym na odwrocie; „Z.ONa zawsze. 15.05.1976”. Niepozorne znalezisko nabiera znaczenia, gdy okazuje się, że jej właścicielem jest Zygmunt Ostrowski, emerytowany policjant, którego była podwładna, Funkcjonariuszka Dominika Sajna informuje o zamordowaniu Kamili, koleżanki ze szkoły jego córki Sylwii, aktualnie prokuratora prowadzącego sprawę, z którą kiedyś łączyła go bliska relacja. Ostry stara się oczyścić swe imię. A potem imię Sylwii. A potem imię wnuka. A potem imię….. Sprawa zatacza coraz szersze kręgi, a podejrzani wykonują energiczne ruchy, jak pszczoły w ulu. Wiele się dzieje w krótkim czasie. Choć, jak się okazuje, historia ma początek wiele lat wcześniej… 

Są książki, których zakończenie wbija w fotel. Ta taka jest zdecydowanie. Są też książki, których koniec wydaje się czytelnikom niesprawiedliwy. I ta również do takich należy. Czytałam też książki, gdzie jeden z bohaterów poświęca się chcąc przerwać pewien ciąg niekorzystnych zdarzeń, bierze na siebie odpowiedzialność za zakończenie. I w „Roju”właśnie takie cechy też znajdziecie. Ciekawi? 

(…) Ludziom potrafi odwalić, kiedy ktoś skrzywdzi tych, na którym im zależy.” – „Rój” Weronika Mathia. 

I trochę w tym kierunku Weronika Mathia podążyła gmatwając historię w ten sposób, że trudno tak naprawdę stwierdzić, czy był jakikolwiek początek. Możliwe, że nie miało go być. Że to celowy zamysł Autorki. Nie wszystko musi się rozpoczynać jednym zdarzeniem, choć te przedstawione w pierwszym rozdziale długo zostanie w mojej pamięci. 

(…) Wiedział, że przetrwają tyko wówczas, gdy będą trzymać się razem i udawać, że wszystko jest jak dawniej.” – „Rój” Weronika Mathia. 

Solidarność wynikająca z więzów krwi wybrzmiewa z tego kryminału. Mathia umiejętnie przedstawiła relacje między Ostrym, a jego dorosłą córką, dość skomplikowane, jak na kryminalnego policjanta przystało. Tak samo zwróciła uwagę czytelnika na postać jego wnuka, Nikodema i na relację z jego matkę, choć w mej opinii nie do końca przemyślaną. Choć może mam specyficzne doświadczenia z własnym nastoletnim synem😉. Podobne odczucia miałam do postaci Łucji Gronowicz i jej relacji z ojcem, Markiem. Jako matka jeszcze trzynastolatki nie potrafiłam utożsamić się z jej osobą. Czegoś mi w niej brakowało. Choć sprytu nie mogłam jej odmówić. Czasem tak jest, że nie wiadomo o co chodzi, a jedna postać przekonuje czytelnika bardziej od innej. Tak widocznie jest w tym przypadku. 

Zagmatwana historia. Składająca się z wielu niepowiązanych ze sobą tematów. Kompletnie zmylił mnie wątek Zouszki i Karmenki tak szeroko i z ogromnym zaangażowaniem Autorki rozbudowany. Wydawać by się mogło, że ich historia musi do czegoś prowadzić, musi się łączyć, wiązać, a nie stanowić tylko tło socjologiczne i społeczne wydarzeń, które miały miejsce w mieszkaniu Kamili Witz wiele lat później. Finalnie mimo wykreowanych różnorodnych, barwnych postaci, bohaterowie spotykający się całkiem w innych okolicznościach po latach odebrałam bardziej jak na zlocie z okazji zakończenia szkoły. Ktoś z kimś się znał. Ktoś z kimś chodził, sypiał, romansował. Ktoś z kimś się przyjaźnił i ktoś kogoś zdradził. W efekcie ktoś z kimś zakotwiczył się w jakimś miejscu, w jakiejś pracy, w jakiejś relacji. A nawet jeśli ktoś z kimś spotkał się po latach to niekoniecznie w celu, by odpokutować lub dokończyć sprawy z przeszłości. 

Nie ukrywam, że zachwycił mnie motyw opowiadanych przez Zouszkę bajek. Ze zdziwieniem przeczytałam w „Podziękowaniach”, że „Przygotowując się do pisania wątków bajki Zouszki, przeczytałam wszystkie publikacje Jerzego Ficowskiego oraz te, które zostały mi polecone przez znajomych antropologów. Pragnę jednak podkreślić, że jest to wymyślona historia. Tak samo jak większość baśni występujących w Roju. Tylko w jednym miejscu odnoszę się do baśni Gałązka z Drzewa Słońca pochodzącej z książki Jerzego Ficowskiego.” Bardzo zaimponowała mi fantazją Weronika Mathia kreśląc tak obrazowo opowieści. Sama kwestia romska stanowiła również ciekawe urozmaicenie. Mnogość wątków pobocznych mogłaby, nie ukrywam, stanowić bazę do kolejnych wynurzeń w osobnych publikacjach. Trochę szkoda, że tak ciekawe opisy, zdarzenia Autorka ujęła w jednej powieści. Nie do końca moim zdaniem spójnej. Bardziej chyba mającej nas – czytelników oszałamiać różnorodnością zdarzeń i wielością powiązań pomiędzy bohaterami. Opisany też wątek kryminalny choć zakończony niespodziewanie zawiódł mnie trochę. I Marek, i Łukasz, i Natalia w scenach w okolicy pasieki mnie nie przekonali. Zachowanie Marka wydało mi się niespójne, jakby nie pasujące do niego wcześniej. I ten Ostry, z którym niestety nie mogłam sympatyzować choć czytał kryminały Ewy Przydygi i jego autorefleksje na temat sytuacji, w której się znalazł dość mi się podobały.

(…) starość jest bezlitosna. Odebrała mu nawet groźne spojrzenie, które dawniej działało na podwładnych i kobiety. Zmienił się w pluszaka…” – „Rój” Weronika Mathia. 

Książka ma ciekawą konstrukcję. Składa się z zatytułowanych rozdziałów rozpoczynających się „Bajką Zouszki”. Następnie Autorka wprowadza w fabułę wątek kryminalny w rozdziale „Obecnie” i powoli zaczyna opowiadać czytelnikom, co doprowadziło do śmierci Kamili, która kiedyś dawno temu znała się z Zouszką opowiadającą przepięknie magiczne opowieści. A wstęp do wydarzeń, które spowodowały rozpoczęcie śledztwa zaczyna się w rozdziale „Siedem dni przed śmiercią Kamili” a kończy na rozdziale „Dzień śmierci Kamili, popołudnie”. Pomiędzy nimi opisane zostały kolejne dni, w których dzieje się dużo, naprawdę wiele. Autorka nie zostawia nas jednak z samymi pytaniami bez odpowiedzi. Ostatni rozdział „Cztery miesiące później” przedstawia już inną rzeczywistość. By dowiedzieć się jednak jaką musicie sami sięgnąć do premiery z ostatniej środy i przeczytać „Rój” Weronika Mathii. Wtapiając się w fabułę czytelnik skacze trochę przez to co było dawno, przez wymyślane przez Zouszkę historie, przez to co jest aktualnie i to co parę dni wcześniej, zanim Kamila straciła życie. Jeden wielki fabularny miszmasz. 

I ta okładka. Przepiękna. Spójrzcie na tę dziewczynkę z głębią w oku. Nie do zapomnienia. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Kadry niedogaszonych wspomnień” Remigiusz Mróz

KADRY NIEDOGASZONYCH WSPOMNIEŃ

  • Autor: REMIGIUSZ MRÓZ
  • Cykl: ASPEN I JOYCE (tom 2)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 424
  • Data premiery: 3.07.2024r. 

Kadry niedogaszonych wspomnień” autorstwa Remigiusz Mróz to drugi tom cyklu „Aspen i Joyce”. Pierwszy tom debiutował w grudniu ubiegłego roku i nosi tytuł „Inne tonacje ciszy” (recenzja na klik). Powstał na kanwie książki napisanej przez Autora w 2014 podczas jego pobytu w Barcelonie. Ciekawe czy drugi tom będzie równie udany jak pierwszy. Serię wydaje Wydawnictwo Czwarta Strona Kryminału, z którym współpracę bardzo sobie cenię. 

Czasem jest tak, że ktoś poleca ci książkę, którą czyta. Innym razem to czytana przez kogoś książka poleca ci tę osobę. A bywa i tak, że stanowi przestrogę…”- „Kadry niedogaszonych wspomnień” Remigiusz Mróz. 

Aspen Wakefield po śmierci Graysona Joyce’a nadal próbuje odzyskać straconą pamięć. Wyjeżdża do Prescott, gdzie razem z Joycem sfotografowała się na dachu lokalnej stacji benzynowej. W odzyskiwaniu siebie pomagają jej: Ryan i Carlos Gómez. Cassidy, Becca i Tyson, z którymi Aspen rozwiązywała zagadkę Pepecali. I tym razem Grayson prowadzi Aspen muzyką nagraną na kasecie magnetofonowej. Kasecie odtwarzanej na walkmanie, który zostaje skradziony Aspen po lądowaniu na lotnisku. 

Dużo w tej części Remigiusz Mróz poświęcił czasu rozterkom miłosnym głównych bohaterów. Wątki romansowe Aspen z Graysonem, Aspen z Ryanem i Aspen z Gomiem dominowały w fabule. Praktycznie od początku do końca. Przez co z pozoru ważny wątek zaginięcia Lilly Gallimore okazywał się mało ważny. Nie wiem czy ktoś z Was tak odczytał opowiedzianą słowami Mroza, czy po prostu ja gubiłam główną myśl zaczytując się w to, co czują główni, młodzi bohaterowie, a co finalnie mogło okazać się nieważne. 

Mniej w tej części werwy. Więcej poświęcił uwagi Mróz na relacje międzyludzkie ulokowane w młodej, szkolnej społeczności. Bardzo wiernie Autor odwzorował relacje w szkole, które często oparte są na zawiści, na plotkach, na nieprawdach. W tym wszystkim młody człowiek, zagubiony, często nadużywający. Brakowało mi w fabule postaci matki Aspen, June. Niby była, a jakby jej nie było. 

Za to Mróz jak zwykle w pełnej krasie. Pełen pomysłów, świetnych ripost czy umiejętnie tworzący twisty fabularne. Same sformułowanie równie typowo Mrozowskie, choć Chyłki nikt nie przebije😉. Znalazła się nawet w tym tomie parafraza cytatu, na który zwróciłam uwagę w pierwszej części; „(…) wyglądasz na problem, który tylko czeka, by się wydarzyć.” A w pierwszej części, jak cytowałam na moim blogu wpisem z dnia 24.12.2023r., brzmiało to tak: „Wyglądał jak problem tylko czekający na to, by się zdarzyć.” 

Moje ulubione to jednak „(…) gapiłeś się na mnie jak DiCaprio na dwudziestolatki.” Z wiadomych względów😁.

Konstrukcja opiera się na przestawianiu fabuły w dwóch planach czasowych, „Wcześniej” i „Teraz”. Czasem z perspektywy Aspen, czasem z punktu widzenia Joyce. Dzięki temu opowieść ułożyła się w całość i nie miałam poczucia, że pewne luki fabularne nie zostały wypełnione. Język prosty, zwięzły. Akcja dynamiczna, choć poszukiwania Aspen dawnej siebie nużyły mnie chwilami. Odkrywanie prawdy wśród byłych szkolnych znajomych wydawało mi się rozwlekające się. Spokojnie publikacja mogłaby mieć 100 stron mniej, a i tak uznałabym ją za wartą przeczytania. 

Sam zresztą Mróz jak w cytacie na początku tej recenzji nie tylko zachęca do przesłuchania playlisty, która jest znana Aspen i Joyce’owi lecz także zachęca do sięgnięcia do książki autorstwa Murakami Haruki pt. „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa”. Oczywiście zachęca nieświadomie😉. To książka czytana przez Aspen w chwili, gdy poznaje Joyce’a czekającego na jej matkę June. Tak ciekawy tytuł zasługiwał na moją uwagę. Dowiedziałam się z osobistego research’u, że „Pierwszy nakład – pół miliona egzemplarzy – został sprzedany w Japonii w ciągu 24 godzin, a już po tygodniu od premiery sprzedano ponad milion egzemplarzy powieści!” A sam Murakami Haruki to genialny japoński pisarz. No cóż. Czasem trzeba zainwestować, jeśli się chce przeczytać kolejną dobrą książkę. Wiem to już od dawna. W związku z tym publikację muszę sprawdzić, podobnie jak Aspen, osobiście i sama wyrobić sobie o niej zdanie. Zweryfikować czy jest sens się nią zachwycać? 

Kadry niedogaszonych wspomnień” Remigiusza Mroza to dobra książka. Od wielu lat zachwycam się zabawą słowem, fabułą, bohaterami, twistami, twórczością muzyczną, książkową, która cechuje prozę napisaną przez Mroza. Od lat. Jestem jego wierną fanką i każdą książkę uważam za wartą przeczytania. Tym samym zachęcam Was do sięgnięcia do kontynuacji historii wśród młodych bohaterów, którą sam Mróz wymyślił i w pierwszej wersji skonstruował dziesięć lat wcześniej. 

Udanej lektury i dajcie proszę znać, czy Wam się podobało. 

Moja ocena: 7/10

We współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem Czwarta Strona.

„Skazany” Freida McFadden

SKAZANY

  • Autorka: FREIDA McFADDEN
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 380
  • Data premiery: 5.06.2024r. 

  • Data premiery światowej: 11.06.2022r. 

Skazany” Freidy McFadden od Wydawnictwa Czwarta Strona, która debiutowała 5 czerwca br. to czwarta pozycja napisana przez autorkę, którą przeczytałam i o której opinię przeczytacie na moim blogu czytelniczym. Wszystkie poprzednie trzy pozycje oceniłam 8/10. Przygodę z autorką zaczęłam od książki zatytułowanej „Zamknięte drzwi” (recenzja na klik). Potem przeczytała rewelacyjny pierwszy tom cyklu z Wilhelminą „Milli” Calloway pt. „Pomoc domowa” (recenzja na klik). Drugi tom zatytułowany „Pomoc domowa. Sekret” (recenzja na klik) mimo, że stracił trochę ze swej świeżości wcale nie był gorszy.  Znacie pióro Freidy McFadden? 

Brooke Sullivan dwudziestoośmioletnia pielęgniarka dyplomowana przeprowadza się po śmierci swych rodziców do swego domu rodzinnego wraz z 10-letnim synem Joshem. Rozpoczyna pracę w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Raker. Jej obecność nie jest tam przypadkowa. Jednym ze współosadzonych jest były chłopak Brooke, który znalazł się tam z jej powodu. 

Uwielbiam książki Wydawnictwa Czwarta Strona. Rzadko kiedy narzekam na wydanie, czcionkę, papier, okładkę czy błędy językowe. Zdarzają się jednak poślizgnięcia najlepszym. Pozycja „Skazany” Freidy McFadden nie jest wolna od uchybień. W zdaniu cytowanym jak niżej błędnie zastosowano odmianę czasownika „szykować”. Sprawdźcie sami jak to brzmi: 

(…) Zamykam oczy i przez chwilę pozwalam sobie na fantazjowanie o jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w której wracam do domu do swojej rodziny, a w kuchni mój partner szykować kolację.” – Skazany” Freida McFadden. 

Książka pisana jest w narracji pierwszoosobowej z perspektywy głównej bohaterki. Rozdziały są numerowane. W dwóch planach czasowych „Obecnie” i „Jedenaście lat wcześniej” to Brooke Sullivan prowadzi nas przez występujące wydarzenia. Poznajemy dzięki temu jej punkt widzenia na relację z Shanem Nelsonem oraz Timem Reesem, których spotkała ponownie po latach. To dzięki temu, co Brooke zapamiętała czytelnik dowiaduje się co stało się z domu rodzinnym Nelsonów z Brandonem Jensenem, Chelsea Cho i Kaylą Oliver. Tak autorka prowadziła narrację we wszystkich pięćdziesięciu czterech rozdziałach. Zaskoczeniem był dla mnie Epilog, w którym McFadden opisała czego dokonał Josh i zrobiła to jego słowami. 

Mam mieszane uczucia do tej publikacji. Plusem bez wątpienia jest sposób w jaki autorka nawiązała do przeszłości głównej bohaterki, do jej trudnej przeszłości. Podobało mi się również jak obnażyła głównych sprawców przestępstwa, których przedstawiła jak przysłowiowego wilka w owczej skórze. Nie przekonała mnie jednak relacja Brooke z Timem z samego początku, gdy Brooke zaczęła dostrzegać cechy, których wcześniej nie widziała. Relacja z Shanem po latach również dla mnie okazała się prawie z gatunku romansu. Trochę ufność wydała mi się za szybka, za naiwna. Tym bardziej, że Brooke mimo swej delikatności dużo w życiu przeszła. Żałuję również bardzo, ze autorka bardziej nie pociągnęła wątku pierwszej ofiary mordercy oraz relacji Brooke z jej rodzinami. Że bardziej jej nie rozpisała. To naprawdę był ogromny potencjał. 

Moje powyżej wspomniane uwagi nie umniejszają książce pt. „Skazany”. Jest to lekki psychologiczny thriller z wieloma wątkami, gdzie końcowy motyw Josha okazał się dla mnie najbardziej interesujący. W powieści tej chodzi o myleniu się, o zaklinaniu rzeczywistości, o zawodnej pamięci, która może doprowadzić do całkowicie błędnych wniosków i fałszywych wspomnień. To też książka o traumie, która nieprzepracowana zaczyna dominować w życiu człowieka, który w pewnym momencie rozpoczyna podejmować decyzje przez jej pryzmat. Osadzona w przeszłości z ogromnym wpływem na teraźniejszość. Pisana prostym, nieskomplikowanym stylem, który nie męczy. 

Miłej lektury! 

Dajcie znać czy też Wam się podobała. 

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała we współpracy z WYDAWNICTWEM CZWARTA STRONA.

„Nic tu nie jest prawdą” Lisa Jewell

NIC TU NIE JEST PRAWDĄ

  • Autorka: LISA JEWELL
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery: 3.07.2024r. 
  • Data premiery światowej: 8.08.2023r. 

Książki Lisy Jewell traktuję z ogromną estymą. To wszystko przez książkę, którą przeczytałam w 2021 pt. „Idealna rodzina”, którą naprawdę z olbrzymim namaszczeniem oceniłam 10/10. Ten thriller psychologiczny był dla mnie tak wstrząsający, że główne wątki fabuły pamiętam do dziś, a to przy tylu czytanych książkach naprawdę rzadkość 😉. Kolejne książki Autorki nie przyjęłam już z takim entuzjazmem. Powieść pt. „Niewidzialna dziewczyna” oceniona przeze mnie została 6/10. Natomiast „Noc, w której zniknęła” i „Pozostała rodzina” będąca kontynuacją „Idealnej rodziny” 7/10. Na początku lipca polską premierę miała kolejna pozycja autorki pt. „Nic tu nie jest prawdą” również od Wydawnictwo Czwarta Strona Kryminału. Do czytania tej książki zabrałam się dość żwawo, ciekawiło mnie bardzo czy kunszt literacki autorki jest nadal na wysokim poziomie. 

Świętując ze swym mężem Walterem swoje czterdzieste piąte urodziny w pubie Josie Fair poznaje podcastarkę Alix Summers podejmującą w swej twórczości temat kobiet uwikłanych w przemocowe związki, która jest jej urodzinową bliźniaczką. Okazuje się, że obie panie urodziły się nie dość, że tego samego dnia i roku to jeszcze w tym samym szpitalu. Będąc ciekawą, co jeszcze łączy obie kobiety Josie doprowadza do kolejnego spotkania, w trakcie którego składa Alix nietypową propozycję współpracy. Pragnie, by Alix opowiedziała jej historię. Historię uwikłania w nieszczęśliwy związek z mężczyzną, który w chwili rozpoczęcia relacji miał czterdzieści dwa lata, podczas gdy Josie tylko piętnaście. Alix chętnie się godzi licząc, że nowy rodzaj podcastu zwróci uwagę jej słuchaczy nie na wątek uwolnienia się od trudnej, toksycznej relacji, a na kwestię tkwienia w niej i bieżącego dojrzewania do jej zerwania. Sprawy wymykają się jednak spod kontroli. Josie staje się coraz bardziej zaciekawiona życiem Alix, coraz bardziej zaborcza. Alix zaczyna coraz bardziej przyglądać się nowej znajomej, gdy zaczynają ginąć jej rzeczy z najbliższego otoczenia. Czego tak naprawdę chce jej urodzinowa bliźniaczka

Po przeczytaniu pięciu książek Lisy Jewell z całą mocą stwierdzam, że autorka lubuje się w historiach z trudnymi relacjami rodzinnymi, w których kobiety odgrywają główną rolę będąc często jednocześnie sprawcami.  I tym razem główną bohaterką jest skomplikowana kobieca postać. Postać wielowarstwowa. To postać, w której wyłania się obraz toksycznej matki, zaborczej żony, zazdrosnej koleżanki, ale jednocześnie kobiety, która jest dla otoczenia przyjazna, uwielbiającej swego psa Freda i troszczącego się o niego, a także oddanej pracownicy. Jewell specjalizuje się w kreowaniu tak niejednorodnych postaci, których poznanie następuje w wyniku dalszego zaznajamiania się z fabułą znacznie później. Na początku wszystko wygląda często inaczej. 

Powieść rozpoczyna się od ciekawego Prologu, w którym autorka przedstawia dziwną historię mężczyzny podwożonego przez kobietę z psem w samochodzie. Długo zajęło mi poznanie, kto był podwożony przez kogo. Bo o to właśnie chodzi w thrillerach psychologicznych, by opowieść nie ułożyła się od początku w żadną całość. Bardzo podobały mi się wstawki z podcastów Alix produkcji Netflixa. Autorka kreśliła wypowiedzi, wywiady w sposób bardzo umiejętny. Podcasty te stanowiły ciekawe wtrącenia w kreśloną fabułę, które dopowiadały i usprawiedliwiały zachowanie głównej bohaterki i teraz, i w przeszłości. Mistrzowsko Jewell rozrysowała wątek sióstr Roxy i Erin Fair. Jak to często potrafi pod warstwą całkowicie innych kobiet kryły się postaci o odmiennych cechach i historii, niż mogłoby się wydawać.  To takie niepokojące aspekty powieści. Niepokojące było dla mnie od samego początku, o czym tak naprawdę będzie opowiadać w podcaście Josie. O czym mogłaby opowiedzieć żyjąca praktycznie tylko w swym pokoju, anorektyczna starsza córka – Erin jedząca tylko papki dla niemowląt oraz o czym mogłabym opowiedzieć dużo młodsza Roxy, która wyprowadziła się z domu w wielu szesnastu lat. Niepokojący dla mnie okazał się Walter, mąż Josie, który był bierny i pasywny od samego początku. Jakby dużo ukrywał, jakby miał dużo sobie do zarzucenia. Jakby opinie Josie o nim były jak najbardziej prawdziwe. 

To thriller o półprawdach, prawdach, których nikt nie dostrzega i prawdach z różnych punktów widzenia. To thriller o tym, że nic nie jest czarno białe, a umiejętny kreator nawet z dobrej matki czy córki zrobi potwora. To thriller, w którym do końca nie wiadomo, kto mówi prawdę, a kto kłamie i dlaczego. Motywy nie wysuwają się na światło dzienne, nie pozwalają rozpoznać głębsze dno opowieści. Do tego to thriller, w którym dwie główne bohaterki przeplatają swoje losy z bardzo tragicznym skutkiem. Skutkiem dwóch śmierci. By dowiedzieć się jednak kto i w jakich okoliczność zmarł musicie sami zanurzyć się w opowieść toczącą się od 8 czerwca 2019 roku, aż do marca 2022. 

Udanej lektury więc ! 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość recenzji książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Pod dachem z mordercą” Klaudia Muniak

POD DACHEM Z MORDERCĄ

  • Autor: KLAUDIA MUNIAK
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery: 27.05.2024r. 

W zapowiedzi przyznałam się, że przeczytałam tylko dwa ostatnie thrillery autorstwa Klaudia Muniak – strona autorska. Recenzje obu ich znajdziecie na moim blogu: „Nie zabiłam” oraz „Dom obok”. Obie subiektywnie oceniłam 8/10. To bardzo wysoko, bo jak wiecie wyjątkowo wzbraniam się przed wysokimi ocenami😉. 27 maja br. premierę miał kolejny thriller Autorki pt. „Pod dachem z mordercą” również wydany nakładem  Czwarta Strona Kryminału. Tytuł mnie zafrapował. Obiecał mi ciekawą zagadkę. Kolor okładki zachwycił. Wielokrotnie przyznawałam Wam się, że zielony to mój ulubiony kolor.

Nie jestem jedną z tych żon ślepo zapatrzonych w męża, naiwnie przekonanych o nieskazitelności drugiej połówki. Maurycy miał wady, popełniał błędy, nie wykluczam, że nawet zrobił coś, do czego nigdy by mi się nie przyznał, ale nie niszczył życia. Maurycy to życie ratował. Zawsze.” – Pod dachem z mordercą” Klaudia Muniak.

Tak myśli o sobie Olga Soboń nawet chwilę po tym jak do jej domu wkracza Komisarz Łukasz Jankowski, z Komendy Wojewódzkiej Policji wraz z policjantami operacyjnymi szukając jej męża Maurycego, chirurga w krakowskim szpitalu Epione. Maurycego, którego nie ma w domu. Maurycego, którego Olga nie potrafi namierzyć. Maurycego, który ostatecznie zaginął…. Pięć lat później Olga nadal jest wytykana palcami jako żona mordercy przez sąsiadów, przez okolicznych przedsiębiorców, przez prawie całą Polskę, gdy do mediów trafia informacja, że ginie kolejna osoba w tych samych okolicznościach, Weronika P., trzydziestoczterolatka, mieszkanka Krakowa. Kobieta, która wybierała się do Poradni Otolaryngologicznej szpitala, w którym pracował Maurycy Soboń, z której ginęli też inni pacjenci. Tylko jeden został odnaleziony. Niepełnosprawny jakby z wtórnym porażeniem mózgowym. Nikt nie wie kto, kiedy i gdzie uczynił go inwalidą. Olga zaczyna interesować się tym zaginięciem. Wraz ze swoją przyjaciółką poszukuje sprawcy licząc, że znajdzie i swego męża. Pomaga jej w tym jej brat Arek również lekarz. 

To książka wielowymiarowa dotykająca wiele wątków nie związanych z samym śledztwem. To raczej taki thriller psychologiczny w którym ogromne znaczenie odgrywają emocje, relacje i traumy, również z dzieciństwa. Wątek domu dziecka, przemocowej pierwotnej rodziny, odnalezionego biologicznego rodzeństwa po latach mroził mi krew w żyłach. Na przód wyłaniała się bowiem krzywda dziecka, a z tego rodzaju krzywdą nawet w literackiej fikcji radzę sobie jako matka w realu najgorzej. 

Tłumienie uczuć mam opanowane do perfekcji. W dzieciństwie była to umiejętność, która nieraz uratowała mi skórę. Nie wolno mi było płakać ani marudzić…. Takie czasy, powie ktoś, tak było i tyle, nie ma co przesadzać. Tyle, że trauma z dzieciństwa nie znika z biegiem lat ani nie rozpływa się w magiczny sposób, gdy stajemy się dorośli. Ona przeradza się w coś znacznie gorszego.” – Pod dachem z mordercą” Klaudia Muniak.

Książka pisana jest z pierwszej osobie z perspektywy Olgi. Dzięki temu przeżycia, wstrząsy z przeszłości, których główna bohaterka doświadcza są przedstawione w sposób bardziej bezpośredni, bardziej realistyczny. Podoba mi się ten sposób narracji w tej fabule. Olga jawiła mi się dzięki temu jako osoba z krwi i kości. Historia rozpisana została w trzydziestu ośmiu ponumerowanych rozdziałach, na końcu Autorka zawarła Epilog, który trochę daje nadzieję na kontynuację, przedstawia sprawę w innym świetle. Ciekawe, czy Klaudia Muniak miała to właśnie na myśli, czy raczej to moja nadinterpretacja nadgorliwej czytelniczki. 

Od osiemdziesiątej strony powieści miałam swój typ sprawcy. Okazał się całkowicie chybiony. Dobrze Klaudia Muniak kluczyła podrzucając mi fałszywe tropy. Samo zakończenie okazało się bardzo interesujące. Podobało mi się również płynne nawiązanie w fabule do przeszłości. Bardzo sprawnie Autorka zobrazowała związek z Maurycym z perspektywy Olgi oraz jej skomplikowaną przyjaźń z Kaśką i śmierć Fabiana, która nigdy. Nie została rozliczona. Równolegle narracja manewruje między zaginięciem Maurycego i zaginięciem pacjentów ze szpitala, w którym pracował oraz sekretami z przeszłości Olgi. Miałam szczerą nadzieję, że spektakularne powiązanie tych dwóch wątków. Dlatego zakończenie, mimo że nieoczekiwane lekko mnie zawiodło. 

Dobry kryminał z ciekawą kobiecą postacią Olgi Soboń. Do tego wyważona postać komisarza Jankowskiego przypominającego mi porucznika Sławomira Borewicza z serialu wyprodukowanego przez Telewizję Polską i emitowanego od 25 listopada 1976 do 25 maja 1989. Inteligentnego, spokojnego śledczego podążającego tropem sprawcy, który prowadzi śledztwo z rozwagą i szacunkiem do jej uczestników. Taki jakby niegdysiejszy śledczy. Naprawdę bardzo dobrze rozpisany. Przeczytajcie i dajcie znać jak Wam się podobało. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA KRYMINAŁU.