„Dziewczyna z Paryża” Kristy Cambron

DZIEWCZYNA Z PARYŻA

  • Autorka: KRISTY CAMBRON
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 17.01.2022r.

Styczniową premierę wydaną nakładem @wydawnictwoznakpl pt. „Dziewczyna z Paryża” przeczytałam już jakiś czas temu. Niestety zawirowania wojenne za naszą wschodnią granicą i walka Sąsiadów o suwerenność własnego państwa pochłonęła mnie całkowicie, tak, że o drugiej wojnie światowej trudno było mi nie tylko pisać, ale i myśleć ☹. Czując się jednak w obowiązku w stosunku do @wydawnictwoznakpl, z którym współpracę bardzo sobie cenię oraz względem Autorki odłożyłam smuteczki i niepokój na bok. Wszystko po to, by podzielić się z Wami moją opinią o kolejnej wojennej historii pióra Kristy Cambron. Jej poprzednia książka „Wróbel w getcie” (recenzja na klik) bardzo mi się podobała. Była smutna, to fakt, ale jednocześnie niosła nadzieję. Tak jak „Dziewczyna z Paryża”.

Wojna wiele człowieka uczy. Nim tu przyjechałem, stacjonowałem w Warszawie. Piękne miasto, ale zapaskudzone Żydami. Któregoś dnia wezwano mnie do centrum. Grupka młodych Żydów zaatakowała lokal dla oficerów Trzeciej Rzeszy. (…) Nie docenili szansy, jaką im daliśmy. Nie rozumieli, że getto to konieczność. Musieliśmy przecież zapewnić im bezpieczeństwo i opiekę. Daliśmy im mieszkania, karmiliśmy ich, zaoferowaliśmy im pracę….” „Dziewczyna z Paryża” Kristy Cambron.

I ten świat, tak różny, opisywany oczami Trzeciej Rzeszy oraz oczami okupowanych jest fabułą „Dziewczyny z Paryża”. Perspektywę okupantów obserwujemy z perspektywy kapitana von Hillera, czy Scheela. Zanurzamy się w nią wtapiając się w losy kolaborantów, podwójnych agentów, czy cichych współpracowników. To świat, w którym hitlerowcy są przekonani o swojej racji, o misji wybawienia świata od plagi żydowskiej, o roli załatwienia sprawy raz na zawsze. Brzmi znajomo? Niestety…. Drugi świat to świat kobiet. Jakże różnych kobiet. Świat Sandrine Paquet, która chroniąc synka Henri’ego współpracuje z nazistami. Współpracuje na swoich warunkach opłakując męża – Christiana, który zaginął na froncie. To świat Lili de Laurent, krawcowej pracującej w domu mody Chanel, która ciągle nie może przeboleć straty ukochanego René Touliarda. Lili, która wikła się w niebezpieczny wywiad świadcząc usługi na rzecz  żon i kochanek niemieckich żołnierzy. To świat także Amèlie, która by godnie żyć podejmuje decyzje, których możliwe, że będzie się po latach wstydzić. I to świat także Violette, zdeterminowanej, odważnej, nie lękającej się przed niczym. Wiedzącej, kto wróg, a kto przyjaciel. One wszystkie mogłyby się inaczej nazywać. To mogłyby być Marie, Zofie, Krystyny, Eleny, Masze, czy Olesye. To mogłyby być każde z nas – kobiety, uwikłane w losy wojny. Wojny, które nie my toczymy i nie my wzniecamy.

Wiele już przeczytałam książek z wojną w tle. Najbardziej wstrząsała mną literatura wojenna rodzima oraz pisarzy rosyjskich. Bez znaczenia było, o jakiej wojnie była fabuła. Ten przejmujący świat przedstawiony w prozie pozostawał ze mną na długo.

Tym razem tak nie jest. Fabuła faktycznie jest ciekawa, tym bardziej, że do jej napisania inspiracją była historyczka sztuki, „(…) członkini ruchu oporu i kapitan Pierwszej Armii Francuskiej Rose Villand – która przez całą okupację, nie bacząc na ryzyko, prowadziła szczegółowy rejestr skradzionych przez nazistów dzieł sztuki.” ­– cyt. za; Od autorki w:   „Dziewczyna z Paryża” Kristy Cambron. I tym właśnie zajmuje się Sandrine, mimo ostracyzmu na który się naraża, mimo niechęci sprzedawców pieczywa, mimo niemożności kupienia chleba, mimo traktowania ją jako kochankę nazisty. Ten świat sztuki wplata się w rzeczywistość wojenną trochę ją ubarwiając, sprawiając, że jest subtelniejsza, delikatniejsza, bardziej ludzka. Tak jak sztuka szycia przepięknych sukien, do czego była zatrudniona w domu mody Chanel – Lili. Motyw uwikłania w ruch oporu krawcowej sprawdził się w fabule bardzo dobrze. Co do samej bohaterki mam mieszane uczucia. Gdzieniegdzie autorka nazywała ją Lili, gdzieniegdzie Lila. Totalny problem miałam z Luciolą. Losy Lili śledzimy w dwóch perspektywach czasowych. Od początku wojny, aż do jej końca. Rok 1939 przeplata się z rokiem 1944. Autorka podzieliła fabułę na krótkie rozdziały, które opatrzyła datą oraz miejscem akcji. Pozwoliło to mi nie pogubić się w opisanych wydarzeniach, choć z drugiej strony w wielu miejscach retrospekcje, czy śledzenie losów na zasadzie „wtedy” i „teraz” uważałam za zbędne.

Język i styl dla mnie za infantylny. Nie zrozumcie mnie źle. W obliczu panującej wojny i tragedii jaka ona za sobą niesie na wielu płaszczyznach, te ochy i achy, rzucane raz po raz, ten wyszukany, wysublimowany język, te zdrobnienia, pieszczotliwe sformułowania, naiwność dziecięcą i u Lili, i u Sandrine odebrałam jako niepoważny, niedojrzały. Ani Lili, ani Sandrine nie przekonały mnie od swego bohaterstwa. Nie okazały się dla mnie wiarygodne. Traktowałam je raczej jako kobiety, które przypadkowo uwikłały się w działania wojenne, co czego kompletnie się nie nadawały, do czego kompletnie nie pasowały. Dobrze skonstruowaną postacią okazał się dla mnie – o dziwo !- kapitan von Hiller. Ciągle czekający na swoją szansę mężczyzna, bardzo przenikliwy, trafny w swoich osądach i podejrzeniach, do tego całkowicie oddany sprawie. Z jednej strony wróg z krwi i kości, z drugiej trochę pogubiona postać, która stara się skraść trochę szczęścia. Szczęścia, które wydawać by się mogło jest na wyciągnięcie ręki.

To książka trochę o „(…) wojnie, modzie, radości życia. O przyjęciach, jakie urządzano, zanim wybuchła wojna.”. To pamiętnik o kobiecie, która miała marzenia w 1939 roku i która wiele osiągnęła. To pamiętnik o sukni  i etoli z norek oraz o ostatnim przedwojennym przyjęciu u Elsie de Wolfe z dnia 1 lipca 1939 roku. Jak sama autorka zauważa „(…) słynną amerykańską dekoratorkę wnętrz, lwicę salonową i aktorkę jednej roli”, który był „ostatnim akordem dekadenckiej paryskiej melodii”. Jeśli lubicie takie historie to sięgnijcie po „Dziewczynę z Paryża”. Dziewczynę, która niesie nadzieję.

Moja ocena: 6/10

Moja opinia powstała przy współpracy z Wydawnictwem Znak.