Recenzja przedpremierowa – „Zabijaj uważnie” Karsten Dusse

ZABIJAJ UWAŻNIE

  • Autor: KARSTEN DUSSE
  • Wydawnictwo: OTWARTE
  • Seria: ZABIJAJ UWAŻNIE. TOM 1
  • Liczba stron:390
  • Data premiery: 02.06.2021r.

„Zabijaj uważnie” od Wydawnictwa Otwarte to debiut autora, Karstena Dusse. I tu nie będzie zaskoczenia, prawnika od lat piszącego scenariusze do seriali i formatów telewizyjnych. Przygodę z książką zaczęłam trochę od tyłu, a dokładniej od skrzydełka tylnego, w którym przeczytałam krótką notkę biograficzną o autorze. Notka po raz kolejny potwierdziła, by pisać dobre książki muszę najpierw skończyć studia prawnicze;)  Pogłębiając się nadal w czytaniu na opak, przeczytałam Dziękuję. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Naprawdę. Tylko dlatego, że nie mogłabym zacząć czytania bez dowiedzenia się skąd autor zaczerpnął inspirację do tak sztosowej – jakby powiedział mój syn  – fabuły. By kompletnie zbić siebie samą z tropu, zerknęłam na opinie na LC. Ludziska !!!! Chyba nigdy nie widziałam 52 opinie na LC na dwa tygodnie przed premierą!!! A premiera jest dopiero 2 czerwca. Istne szaleństwo. Mnogość przedpremierowych recenzji potwierdza tylko, że tak zaciekawionych i niecierpliwych czytelników jak ja, jest wielu.  Ale przyznajcie sami, jak tu nie być ciekawym, gdy z opisu wydawcy jawi nam się przepis na udane morderstwa i to uważne morderstwa.

Zamiast skupić się na tym, co mówi twój przeciwnik, skup się na tym, co chce powiedzieć. To, co słyszysz, to tylko echo jego świata wewnętrznego. Kiedy zamiast słuchać, zaczniesz czuć, oskarżenie okaże się wołaniem o pomoc.”

„Zabijaj uważnie” Karsten Dusse

Kompletnie nie wiem, co przez fabułę książki chciał nam powiedzieć jej autor, Karsten Dusse. Wiem natomiast, że z taką fabułą i konstrukcją książki spotkałam się po raz pierwszy. A jeśli obserwujecie mój blog, to wiecie, że z poświęcaniem czasu na czytanie nie mam problemu. Stosownie zresztą do innej zasady z książki: „Wszyscy mają tyle samo czasu. Jednak każdy z nas inaczej go wykorzystuje”.

Z treningiem uważności stykamy się, gdy Björn Diemel, adwokat karny działający na zlecenie rzadko niesłusznie oskarżonych, zaczyna dusić się w swoim małżeństwie. Celem poprawy relacji z żoną zaczyna uczestniczyć w treningu uważności prowadzonym przez Joschkę Breitnera. O treningu przeczytacie tutaj Medytacja mindfulness. Spotkania Björna z terapeutą w krótkim czasie przyczyniają się do poprawy relacji z żoną mimo separacji, zwiększenia częstotliwości spotkań z córką Emily oraz pozbycia się trudnego klienta, bardzo dochodowego, lecz jednak trudnego Dragana, lokalnego gangstera.  Sam scenariusz to nic nowego. Natomiast motywacja, forma podjętych działań to coś innego. Björn bardzo szybko osiągnął pierwszy cel, jaki postawił przed nim coach, a mianowicie zaspokoił potrzebę, która dała o sobie znać dzięki uważnemu przyjrzeniu się sobie, swojemu życiu. Jak sam zauważył; „(…) moje pierwsze morderstwo wypada uznać za poprawne wykonane ćwiczenie uważności. Nie przyniosło nic dobrego drugiej osobie. Tylko mnie”.

Już wiecie, że warto przeczytać. Czyż nie? 

Groteskowy humor

Żeby nie napisać czarny humor.  Pomysł na książkę na miarę Chmielewskiej, królowej polskich kryminałów. Genialny pomysł na połączenie zasad work-life balance z mafijnym, niemieckim półświatkiem. Musicie bowiem wiedzieć, że akcja toczy się w Niemczech. Kosmopolitycznych Niemczech. Mamy więc pobocznych bohaterów o imieniu Dragan, Boris, Basia, Sascha, Stanislav, Igor itede, itepe. Prawdziwa mekka emigrancka z polskim wątkiem.

Książka składa się z krótkich, zatytułowanych rozdziałów. Tytuł nawiązuje do rady Joschky Breitnera, która również cytowana jest w podtytule. Narracja jest pierwszoosobowa. Na wydarzenia, uczucia, decyzje patrzymy oczami Björna, głównego bohatera. To Björn uzasadnia swoje zachowanie odnosząc je do konkretnego zalecenia przekazanego przez terapeutę w trakcie treningu uważności. Tak się zakręciłam czytając poszczególne kroki treningu, zamieszczone na początku każdego rozdziału, że….. zaczęłam wierzyć w istnienie Joschky Breitnera.  Tak świetnie autor skonstruował rady i potrafił odnieść je do przedstawionych w rozdziale okoliczności, że aż musiałam sama siebie sprostować. Terapeuta jest postacią literacką.

Oprócz głównego wątku, baaaaardzo ciekawego, autor umiejętnie wplótł wątki poboczne. Warto wspomnieć o gangsterach zajmujących się przestępczością zorganizowaną, którzy – zdaniem autora – z zasady uważają się „(…) za człowieka, który kocha dzieci” czy chociażby o relacji typu volkswagen golf „(…) Nie wygląda najgorzej, kupuje się go w obliczu braku innych środków transportu, a jak trzeba, to można rozwinąć dużą prędkość”. Nie obyło się oczywiście bez drobnych nieścisłości a jak wiecie, nie jestem w stanie nie zwrócić na nie uwagi. Najpierw dowiedziałam się, że córka Björna i Kathariny – Emily „Od początku piła z butelki…”, by na stronie 43 przeczytać, że jednak „Katharina całkowicie zagarnęła Emily. Karmienie piersią zgodnie z planem. Odstawianie od piersi zgodnie z planem. (…)”. Ot, takie małe niedociągnięcie.

Sam główny bohater, Björn Diemel niezwykle sympatyczny. Sympatyczny w swej nieporadności, w swoim niezadowoleniu ze swojego życia. Przypomina mi wielu obok mnie. Momentami przypomina mi siebie samą. On jednak stara się i chce coś z tym zrobić. Zapisuje się na trening. Na trening w trakcie którego szybko z racjonalnego niedowiarka staje się nieświadomym wyznawcą metod uważności. Metod, które zaczyna płynnie wprowadzać w życie, czym zmienia owo życie całkowicie, diametralnie. Staje się podobnym do Borisa, Dragana i im podobnym. Jednocześnie wpada na pomysł stworzenia nowego „narkotyku”. Narkotyku od którego uzależnia od razu współpracowników swego byłego klienta – Dragana, szefa wydziału kryminalnego – Petera, pracownika działu budowlanego w lokalnym magistracie i wszystkich tych, którzy posiadają dzieci w wielu przedszkolnym. Staje się więc dość pożądanym dostawcą na rynku.

Nie lubię czytać poradników. Ale poradnik jak stać się gangsterem będąc bogatym, efektywnym prawnikiem, specjalistą prawa karnego, to coś innego. W książce jest wszystko to, co da się lubić w dobrej prozie. Czarny humor, dystans do siebie i otaczającego nas świata, cięte riposty, inteligentne dialogi, szybka i wartka akcja, skrojeni na miarę fabuły bohaterowie i do tego pomysł. Pomysł nieszablonowy. Pomysł jakiego jeszcze nie było. A zakończenie, no cóż. Powiem tylko, że historia lubi się powtarzać.

Sięgnijcie sami po ten napisany z humorem poradnik uważności. Uważności, która zmieni Wasze życie. Uważności, która „(…) może zabijać ludzi i łamać nosy. Czasem też roztapia góry lodowe”. Sami przeczytajcie jaka jest najważniejsza rada treningu uważności.

Będzie kontynuacja, a tym samym bęęęędzie się działo. Nie mogę się doczekać drugiego tomu. Uwielbiam inteligentną rozrywkę, więc czekam.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki przedpremierowo bardzo dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

Alek Rogoziński „Ukochany z piekła rodem”

UKOCHANY Z PIEKŁA RODEM

  • Autor: ALEK ROGOZIŃSKI
  • Wydawnictwo: W.A.B
  • Seria: JOANNA SZMIDT. TOM 1
  • Liczba stron:304
  • Data premiery: 14.04.2021r.
  • Data pierwszego polskiego wydania: 23.03.2015.
  • Moja ocena:7/10

Ludzie często kłamią nawet wtedy, kiedy nie muszą. I niekoniecznie oznacza to, że są źli. Częściej, że zrobili coś, co chcą ukryć”.

„Ukochany z piekła rodem” Alek Rogoziński

Nie wiem co się stało z polskim rynkiem wydawniczym w lutym i marcu br. Dużo ciekawych premier. Jeszcze nie wszystkie przeze mnie przeczytane i zrecenzowane. Chociaż staram się jak mogę. Mam nadzieję, że zauważyliście ruch na moim blogu . Zdaje się, że kwiecień wcale nie będzie uboższy. Niedawno opublikowałam recenzję przedpremierową świetnego „Amoku” Izabeli Janiszewskiej (klik: Amok), który premierę ma 14 kwietnia, a już kolejna książka trafi na półki w tym samym dniu. Będzie to drugie wydanie debiutu literackiego Alka Rogozińskiego „Ukochany z piekła rodem” wydawnictwa WAB . Jak żyć??? Powiedzcie, jak żyć? Czy czeka mnie śmierć przez zaczytanie?  Hm… byłaby zapewne spektakularna. Może posłużyłaby Rogozińskiemu za inspirację do jakiejś szalonej komedii kryminalnej? Ale lepiej nie sprawdzać. W sumie mam tyle książek do przeczytania.

Przyznaję, kilka książek Alka Rogozińskiego już za mną. Moje recenzje dwupaku o teściowych znajdziecie tu: Teściowe muszą zniknąć oraz Teściowe w tarapatach. Wstyd się przyznać, ale „Ukochany z piekła rodem” musiałam pominąć. W ogóle jej nie kojarzyłam☹. Nic straconego. Dzięki drugiemu wydaniu mogłam zanurzyć się w początkach przygody autora z serią o pisarce romansów Joannie Szmidt. Jak sam autor przyznaje, reedycja była mu nawet na rękę. We wstępie pisze, że poprawił parę literówek, usunął błędy logiczne oraz zmienił troszeczkę fabułę. Czy spodobała mi się ta książka? Odpowiedź znajdziecie w recenzji.

Dlaczego z piekła rodem?

I już w tytule autor mnie zmylił. Spodziewałam się kochanka jak diabła tasmańskiego, a tytułowy ukochany to uroczy blondyn, prawie cherubinek, o bardzo atrakcyjnej aparycji – Konrad. Fabuła jak z artykułów polskich kolorowych brukowców. Znana pisarska romansów Joanna Szmidt rozkochuje w sobie Konrada Jancewicza – młodego fotografa pracującego głównie na zlecenie kolorowej gazety „Koktajlu”. Hm…chyba raczej powinnam napisać… Konrad Jancewicz fotograf współpracujący głównie z periodykiem „Koktajl” rozkochuje w sobie najbardziej popularną polską autorkę romansów. Nie, raczej spróbuję inaczej.  Konrad Jancewicz fotograf współpracujący głównie z kolorowym szmatławcem „Koktajl” rozkochuje w sobie znaną polską autorkę „taniego porno dla znudzonych gospodyń domowych” –  ooooo tak lepiej. Jak to u Rogozińskiego, dobrych intencji jak palców jednej ręki. Już szybko się okazuje, że Konrad nie bez powodu trwa w satysfakcjonującym dla Joanny związku z….nią samą. Na to pewnie Joanna przymknęłaby oko. Wszak dostarcza jej tyle doznań, które z sukcesem wykorzystuje w swoich powieściach. Nic jej jednak po ukochanym nieboszczyku. Niedługo po rozpoczęciu obiecującego romansu, ktoś pozbawia siekierą życie Konrada. I to w jej własnej łazience!!!! Na to nie ma jej zgody. Joanna planuje się zemścić i zdemaskować mordercę. Wraz ze swoją menadżerką Beatą, zwaną Betty zamierza wyręczyć policję i odkryć, kto zabił jej ukochanego. Twierdzi bowiem, że policjanci „są dobrzy tylko w ganianiu babć handlujących pumeksem. Albo we wrzepianiu ludziom mandatów za złe parkowanie!”. Zaczyna się wyścig z zabójcą, w trakcie którego dwie kolejne osoby zostały skrzywdzone i kilka razy spenetrowana willa Joanny. W międzyczasie Joanna z Betty spotykają najprzystojniejszego komisarza polskiej policji, a zawarta jakiś czas temu znajomość Betty z Tygrysem Złocistym zaowocuje dwukrotnie. Momentami nie sposób nadążyć za akcją. Sprawdźcie sami. Jeszcze kilka słów o konstrukcji. Autor korzysta z tej najbardziej sprawdzonej. W dotychczas czytanych przeze mnie książkach na początku mamy spis bohaterów. Zwykle bardzo humorystycznie opisuje najważniejsze cechy. Jest to sprytny środek literacki. Już na samym początku możemy domniemywać, z kim będziemy mieć do czynienia. Niestety, tak jestem ciekawa fabuły, że zwykle tylko przelatuję wzrokiem po opisach bohaterów.

Czy ocena również będzie z piekła rodem?

A gdzieżby?! Nie może być! Książka bawiła mnie od samego początku. Wyobraźcie sobie, że po raz pierwszy zaśmiałam się na osiemnastej stronie. Warto wspomnieć, że to był jednocześnie początek czwartej strony pierwszego rozdziału. Niezwykle rozśmieszyła mnie scenka, w której główna bohaterka, Joanna Szmidt w trakcie wywiadu palnęła gafę mówiąc o pierwowzorach swoich bohaterów. Wskazała (hihihi)  rosyjskich turystów. Możecie sobie wyobrazić co było dalej. Pomyślałam, że jak tak zaczynam, to dalej może być tylko lepiej i…… było. Bardzo rozśmieszył mnie wątek spotkania po latach narzeczonego Betty ze znajomymi z liceum. Mariolka okazała się współcześnie damą lekkich obyczajów o imieniu Krystal, a Waldek znanym w półświatku Tygrysem Złocistym, z którym bohaterowie Alka Rogozińskiego będą mieć jeszcze niejeden raz przyjemność i to nie tylko w tej książce. Spotkanie po latach Rogoziński przedstawił jako gafę sytuacyjną, a Betty skwitowała „Co to było za liceum, na litość pańską ?!”. Wyobrażacie sobie spotkać kogoś z liceum, kto…znacznie odstaje w dorosłym życiu od naszych wyobrażeń z przeszłości? Autor z dużą dawką humoru opisał realia polskiego szołbiznesu. Mamy i zdziczałą gwiazdę muzyki pop, i wątek z paparazzi, i światek dziennikarzy z kolorowych magazynów czyhających na nowinki lub potknięcia gwiazd. Niezwykle udany okazał się wątek Zofii, koleżanki z redakcji „Blask” która wszystko wie, na wszystkim się zna, jak to mówią „niejeden chleb jadła” i z wszystkiego wychodzi obronną ręką. Ciekawa jestem, czy Zofia pojawia się jeszcze w innych książkach Rogozińskiego. Tak mnie zaintrygowała, że nie raz mogłaby namieszać w wątkach kryminalnych kreowanych przez autora. Zresztą sami przeczytajcie, jak ją scharakteryzował sam autor na początku „(…) która już dawno powinna iść na emeryturę (tylko nie znalazł się nikt odważny, kto by jej to uświadomił). Prawda, że postać z ogroooooomnym potencjałem? Sam duet Joanny Szmidt i jej menadżerki Betty jest niezwykle udany. Tak się kochają, że momentami się prawie nienawidzą. Jak współpracują to lecą iskry. Bez wątpienia jedna na drugą może liczyć o każdej porze dnia i nocy. I może tylko dlatego wszystko dobrze dla nich się skończyło?

Oceniam na siedem, gdyż koniec był trochę za miałki. Nagle zrobiło się smutno. Nagle zrobiło się poważnie, nawet za poważnie, jak na całą książkę, śmieszną komedię kryminalną. Dodatkowo kompletnie autor nie rozwinął wątków będących motywacją dla zabójstwa. I jakim cudem Agnieszka zna ogrodnika najbardziej popularnej autorki polskich romansów? Przecież kobiety poznały się na pogrzebie Konrada! Czy to luka, niedopatrzenie? Czy może ja nie czytałam zbyt uważnie? I jedno, i drugie jest możliwe.  

Bez względu na moje spostrzeżenia jest to lekka komedia kryminalna. Komedia z zabawnymi gafami sytuacyjnymi, ciętymi ripostami, śmiesznymi dialogami, barwnymi postaciami, czasem przerysowanymi, co jest jednak całkowicie na miejscu w komediach kryminalnych. Dlatego ocena może być tylko pozytywna.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem W.A.B.

„Morderców tropimy w czwartki” Richard Osman

MORDERCÓW TROPIMY W CZWARTKI

  • Autor:RICHARD OSMAN
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:448
  • Data premiery:14.10.2020r.
  • Moja ocena:6/10

Zawsze wiemy, kiedy robimy coś po raz pierwszy, prawda? Ale bardzo rzadko zdajemy sobie sprawę, kiedy coś dzieje się po raz ostatni”.

                 Richard Osman – „Morderców tropimy w czwartki”

Czytając inne recenzje książki Richarda Osmana „Morderców tropimy w czwartki” byłam pełna nadziei. Sam tytuł i opis wydawcy jest intrygujący. Oto pomyślałam sobie, historia jak Chmielewskiej, gdzie nawet dzień na tropienie morderców został wyznaczony. Pomysł również wydawał się nietuzinkowy. Grupa staruszków, zamieszkująca ekskluzywne osiedle dla seniorów zabijając nudę, bawi się w Poirota, Pannę Marple, czy Sherlocka Holmesa. Na tym jednak podobieństwo do Chmielewskiej się skończyło…

Założony Czwartkowy Klub Zbrodni przez Rona –aktywistę i działacza politycznego,  Joyce – byłą pielęgniarkę, Ibrahima – psychiatrę oraz Elżbietę rozwiązuje zagadki kryminalne z przeszłości. Jaki zawód wykonywała w przeszłości Elżbieta? Tego nie udało mi się odkryć. Ktoś spróbuje? Staruszkowie nawet się nie przyjaźnią. Momentami nawet się nie lubią. Znają swoje przyzwyczajenia, wady i je akceptują. Co ich zatem łączy? Spędzają razem czas i mają te same zainteresowania… zbrodnie!!! Książkę czyta się z dwóch perspektyw. Perspektywy trzeciej osoby, narratora oraz Joyce, która dzieli się z nami przemyśleniami, wydarzeniami z kart własnego pamiętnika.

Historia rozpoczyna się w chwili, gdy deweloper rozpoczyna kolejne prace rozbudowujące osiedle. Chwilę później ginie jego dotychczas najbliższy współpracownik, były gangster. Po niedługim czasie życie traci również sam inwestor. Dwa z pozoru powiązane morderstwa okazują się całkowicie różnymi zbrodniami, popełnionymi przez różne osoby i z innych motywów. W książce znajdziemy dużo zagadek, tajemnic przeszłości, których odkrywanie zajmuje wiele czasu i ….wiele stron. Autor podjął temat byłego księdza, nieszczęśliwej miłości, niedotrzymanych obietnic małżeńskich, nielegalnych interesów, handlu narkotykami, brudnego biznesu, czy niedokończonych spraw kryminalnych i nieuratowanych pacjentów. Historie te mogłyby stanowić zalążek kolejnych, innych powieści autora.

Jaka jest rola policji w tych śledztwach? –  zapytacie. No cóż, prawie żadna. Niby są, niby coś robią, a i tak na końcu dostają rozwiązanie zagadki od czwórki osiemdziesięciolatków. Brzmi prawdopodobnie? Raczej nie. Historia zrobiłaby się bardziej prawdopodobna, gdyby autor pokusił się o naprowadzenie czytelnika, jakimi metodami i w jaki sposób nieomylna Elżbieta wpadła na rozwiązanie danej zagadki. Tego zabrakło. Praca metodyczna jest opisana tylko z perspektywy policji. W działaniach Ron’ego, Ibrahima, Elżbiety i Joyce jej nie widać. To skąd te rozwiązane zagadki?  Mamy w książce również motyw polski i to nie jeden, bo „(…) dziś prawie każdy fachowiec to Polak”.  Nie lubię takiego stereotypowego podejścia do naszych rodaków na Wyspach Brytyjskich. Czy Polacy to tylko robotnicy, fachowcy od wszystkiego? Nie ma wśród nas, pracujących uczciwie lekarzy, prawników, ekonomistów, bankowców, dziennikarzy itd. Dość tej polityki. Dobrze przynajmniej, że jeden z tych Polaków okazał się tym „dobrym” mordercą.

Pewnie się zastanawiacie, czy ze mną nie jest tak, jak w tym cytacie z książki: „Ludzie bez poczucia humoru nigdy ci go nie wybaczą”.  Humoru jednak, moim zdaniem w książce było najmniej. Za to znalazłam w niej: postaci egzaltowane oraz wiele wątków pobocznych (jakby autor chciał skomplikować historię do maksimum). Ktoś kiedyś powiedział, że mniej znaczy więcej. Coś w tym jest. Dodatkowo styl pompatyczny autora nie pozwalał mi w pełni zanurzyć się w opisywaną rzeczywistość. Przeszkadzał mi.

To moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Notabene samego autora wyobrażałam sobie jako starszego, angielskiego gentelmana. Jakież było moje zdziwienie, gdy się okazało, że to prezenter telewizyjny, producent i komik.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

Recenzja przedpremierowa – „Dywan z wkładką” Marta Kisiel

DYWAN Z WKŁADKĄ

  • Autor:MARTA KISIEL
  • Wydawnictwo:W.A.B.
  • Liczba stron:416
  • Data premiery: 27.01.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

Powiem szczerze, że książki Marty Kisiel rzucały mi się od czasu do czasu w oczy, ale w związku z tym, że fantastyki i podobnych z założenia nie czytam, nie przyglądałam się im bliżej. Autorką zainteresowałam się jeśli chodzi o twórczość dla dzieci i jej nagradzany i wyróżniany cykl „Małe licho”. Razem z córką miałyśmy go w planie, ale jak na razie nie został on zrealizowany. Kiedy więc Wydawnictwo W.A.B. zaproponowało mi lekturę „Dywanu z wkładką”, komedii kryminalnej autorki, kierowana dobrymi przeczuciami zdecydowałam się na lekturę. Troszkę mnie wystraszyła zawarta z tyłu okładki opinia, która zawierała porównanie do twórczości Joanny Chmielewskiej. Takie porównania w moim przypadku przynoszą efekt odwrotny niż zamierzony, bowiem uważam, że mistrzyni nikt nie dorówna:) Mimo tych obaw jednak, nie zniechęciłam się, sięgnęłam po książkę, by przeczytać kilka stron i zorientować się co i jak, i… przepadłam, nie oderwałam się aż do ostatniej strony:)

Rodzinka Trawnych żyła sobie spokojnie w mieszkaniu w mieście, do czasu aż z ich lodówki nie zaczęły dochodzić odgłosy uciech miłosnych sąsiadów. Mąż Tereski zamiast zająć się przemeblowaniem i remontem kuchni wpadł na pomysł kupna domu na wsi. Tereska skuszona wizję kawy na tarasie z widokiem na nieskażoną ludzką ręką przyrodę dała się skusić. Mimo konieczności przeprowadzki i remontu wszystko układała się w miarę spokojnie, do czasu aż podczas przebieżki z teściową Tereska wpada na zwłoki niemiłego sąsiada. Jakby tego było mało zwłoki owinięte są w dywan, który jeszcze do niedawna stał sobie spokojnie w garażu Trawnych. Wszystko wskazuje więc na męża Tereski. Tereska i teściowa, nie chcę dopuścić do siebie tej wersji zdarzeń, mają jednak świadomość, że policja pójdzie tym samym tropem. Postanawiają więc nie informować nikogo o znalezisku i same zająć się sąsiedzkim śledztwem. W czasie gdy one próbują rozwikłać zagadkę i dowiedzieć się, który z sąsiadków mógł mieć motyw, odcięte od internetu dzieci Trawnych z nudów obserwując dziwne działania matki i babki zaczynają podejrzewać, że kobiety chcą wykończyć ich ojca…

„Dywan z wkładką” to zwariowana komedia kryminalna, pełna pomyłek, szalonych sytuacji i świetnego humoru, z intrygującym wątkiem śledczym. Czytając bawiłam się świetnie, humor jest błyskotliwy i ironiczny, a dialogi rewelacyjne. Wielkim plusem są także bohaterowie. Przede wszystkim muszę powiedzieć, że autorka wykreowała silne, cudowne postacie kobiece. Tereska, jej teściowa, Zojka są po prostu cudowne i jedyne w swoim rodzaju. Także inne postacie są ciekawe i oryginalne, a przede wszystkim postać ofiary, którą nikt nie darzył sympatią, jak i mordercy, którego nikt by o to nie podejrzewał (taki mini spoilerek;))

Jest to chyba najlepsza powieść tego gatunku, którą przeczytałam od czasów… Joanny Chmielewskiej. Tak więc chylę czoła i oficjalnie przyznaję, powieść Marty Kisiel świetna jest i mam nadzieję, że autorka nie popełni zbrodni i na jednej komedii kryminalnej nie poprzestanie.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU W.A.B.