Recenzja przedpremierowa – „Niebiańskie osiedle” Ryszard Ćwirlej

NIEBIAŃSKIE OSIEDLE

  • Autor:RYSZARD ĆWIRLEJ
  • Wydawnictwo:CZWARTA STRONA
  • Seria:MARCIN ENGEL. TOM 1
  • Liczba stron:345
  • Data premiery:19.05.2020r.

Zachwycił mnie ten Ryszard Ćwirlej, oj zachwycił. Zaczął świetnie już samym tytułem; „Niebiańskie osiedle”. Dlaczego? Kto z Was przeczytał antologię opowiadań kryminalnych „Awers”, wydaną również przez Czwarta Strona? Jeśli nie czytaliście, zerknijcie na moją recenzję klik. Wspominam w niej o jednym z opowiadań, które mnie oczarowywało. Był to „Niebiański dom” Ryszarda Ćwirleja. W recenzji napisałam: „ (…) historia z dreszczykiem oparta na sprawie związanej z ekskluzywnym domem seniora położonym w okolicy Kazimierza Dolnego.  Domem, w którym – jak się okazuje – seniorzy nie mogą czuć się bezpieczni…”. W trakcie czytania tego opowiadania pomyślałam; jaki świetny pomysł na rozbudowaną fabułę. Nowatorski, nieoczywisty. Dom spokojnej starości, sąsiedzi, duszpasterze, organizacja, wykorzystywanie, wątpliwe darowizny itepe itede. Praktycznie to gotowy pomysł na nową książkę. Czy się myliłam?

Tam, dokąd idziemy, czeka na nas niebiański dom. Odchodzimy spokojni i szczęśliwi, mając nadzieję, że kiedyś wszyscy się tam spotkamy”.

„Niebiańskie osiedle” Ryszard Ćwirlej

Dwa podwójne samobójstwa, jedno w Pile, drugie w Warszawie. Warszawie, gdzie „(…) wszystko w większej skali”. Samobójcami są emeryci, spokojni, nie wadzący nikomu. Niewinne samobójstwa mają jednak drugie dna. Odkrywa to Franek Kaczmarek młody śledczy przebywający od niedawna w stolicy. Równolegle policyjne działania rozpoczyna dziewczyna Franka, Jowita, która jeszcze tkwi w Pile. I to właśnie do Piły prowadzą wszystkie ścieżki prowadzonego śledztwa. Śledztwa policyjnego i dziennikarskiego. Do akcji wkracza bowiem Marcin Engel – dziennikarz śledczy ze swoją koleżanką Kamilą oraz Babcią Matyldą – emerytowaną milicjantką.  Losy całej czwórki splatają się w jednej historii. Czy dla tej historii mają znaczenie comiesięczne dobrowolne datki przekazywane na pewne radio oraz znalezione w mieszkaniach samobójców foldery reklamowe?  Tego muszą się dowiedzieć i śledczy, i sami czytelnicy.

Tylko 345 stron !

Musiałam, po prostu musiałam w taki sposób podtytułować tę moją recenzję. Naprawdę, to tylko 345 stron. Autor serii o Anecie Nowak oraz Antonim Fischerze z klasą wypełnił pustkę powstałą po lubianych przeze mnie bohaterach. Chociaż przyznaję, Anety wyjątkowo mi żal. Tych jej hot dogów na stacji benzynowej, motocykla, szybkiej i ostrej jazdy. W tej pozycji Ćwirlej zaprezentował ciekawych bohaterów cały wachlarz. Jak to w pewnej piosence „(…) dla każdego coś miłego i każdemu jego raj”. Mi najbardziej przypadła do gustu Babcia Matylda. Akceptująca w domu palenie, picie, ale tylko dobreJ whisky, „(…) które popija od czasu do czasu dla lepszego krążenia”. Była milicyjna śledcza, wdowa po generale policji, uprawiająca sporty tylko biernie i uważająca, że „Bieganie jest bardzo niebezpieczne”. Siedemdziesięciolatka mająca nowoczesne poglądy i bardzo światły umysł.  Twierdząca, że duszpasterstwo działa jak akwizytorzy ubezpieczeń „(…) każą ci płacić przez całe życie, a wypłatę odszkodowania obiecują po śmierci”.  Sam Marcin Engel – jak wynika z opisu wydawcy – „mistrz świata w kłopotach, dziennikarz śledczy” też jest niczego sobie. Odegrał w życiu Babci Matyldy i w trakcie całego śledztwa znaczną rolę. Nie jest on jednak kluczowy dla całej fabuły. Spowinowacony z Matyldą Franek oraz jego dziewczyna Jowita również okazali się istotni w przedstawionym przez autora wątku kryminalnym.

Autor prowadzi narrację w dwójnasób. Wydarzenia zaprezentowane z perspektywy Marcina są w narracji pierwszoosobowej. To Marcin jest narratorem. Patrzymy na wszystko, co go otacza jego oczami. Na jego dziewczynę Dżesikę, współpracowniczkę Kamę, babcię Matyldę. Relacjonując wydarzenia z perspektywy Engela, Ćwirlej daje radę. Narracja przechodzi przeobrażenie. Jest w niej mniej faktów więcej wrażeń, uczuć, spostrzeżeń i to wszystko oczami trzydziestolatka. Równoległa narracja dotyka wątku policyjnego śledztwa. Autor stosuje wówczas narrację trzecioosobową. Relacjonuje fakty i tłumaczy decyzje.  

W książce znajdziecie cały przekrój polskiego społeczeństwa. Emeryci zafascynowani obietnicą życia na Niebiańskim Osiedlu, wierni słuchacze pewnego radia, wędkarze łowiący ryby na równi z łykami mocnych trunków, emerytki przekazujące wolne comiesięczne datki jednocześnie narzekające na biedę i brak środków na lekarstwa. Bardzo podoba mi się nawiązanie do PRL-owskich metod pracy.  Współczesne czasy, w których i tak niektórym policja państwowa miesza się z milicją obywatelską. Nawiązanie do minionych czasów sprawdza się w wątkach kryminalnych z policyjnym śledztwem w tle.

Autor wiernie odzwierciedlił psychologiczne triki wykorzystywane przez akwizytorów w sprzedaży bezpośredniej. Potencjalni klienci traktowani są jak wybrańcy, wyjątkowi nadludzie. To specjalne traktowanie otwiera ich portfele, skłania do pochopnych decyzji. Jest to problem społeczny zobrazowany bardzo dokładnie. Problem wykorzystywania starszych, często samotnych ludzi, którzy niekoniecznie od razu potrafią połapać się w stosowanych na nich sztuczkach. Przecież nie każdy jest Babcią Matyldą, czyż nie?

Ryszard Ćwirlej wielokrotnie puścił do mnie oko. Wspominając o wciśnięciu trójki w samochodowym radiu, czy chociażby w dialogu Babci Matyldy ze swoim kolegą, Borewiczem na temat nadawania nowonarodzonym dzieciom imienia Jarosław. Takie oczka lubię niezmiernie. Świadczą o tym, że autor nadąża nad bieżącymi wydarzeniami i potrafi się do nich ustosunkować, nawet kreśląc literacką fikcję.

To lekki kryminał. Nie będę ukrywać, mam słabość do osadzonych w nim bohaterów. Dlatego lekkość tej prozy kompletnie mi nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, uważam ją za atut. Taki był jej cel. Absurdalne sytuacje i przerysowane postaci mają nas skłonić, do zastanowienia się nad naszymi zniewoleniami. Zniewoleniami, które czasem mogą prowadzić do tragedii. Zniewoleniami pod przykrywką nieziemskich obietnic. Obietnic, które nigdy nie mają szansy się spełnić.

Nawet napisana z największym zaangażowaniem i ogromnym sercem recenzja nie odda kunsztu pisarza, a także specyficznej atmosfery tej książki. Nie macie wyjścia. Musicie przeczytać ją sami.  Szczerze  polecam.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.