„Lustro naszych smutków” Pierre Lemaitre

LUSTRO NASZYCH SMUTKÓW

  • Autor: PIERRE LEMAITRE
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: DZIECI KATASTROFY (tom 3)
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 23.03.2022r.
  • Data premiery światowej: 02.01.2020r.

Czytała powieści, a coś takiego nigdy nie wychodzi na dobre, mąci w głowie.” – „Lustro naszych smutków” Pierre Lemaitre.

Ja też powieści czytam i to nałogowo. Już mi chyba bardzo mocno pomąciły w głowie😉. By udowodnić Wam, że nie próżnuję zapraszam do przeczytania moich spostrzeżeń po lekturze książki Pierre’a Lemaitre, którego poznałam przy okazji tytułu „Kolory ognia”, drugiego tomu cyklu „Dzieci katastrofy”. W poprzedniej części bardzo podobała mi się silna postać kobieca – Madeleine. To cykl powieści naznaczonych znakiem czasu, w których Autor bardzo często zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Historie osadzone z wojną w tle, są z jednej strony przygnębiające, z drugiej często niosą nadzieję. Tak było w przypadku premiery z 23 marca br. od @WydawnictwoAlbatros, tj. w drugim tomie serii pt. „Lustro naszych smutków”. Mi bardzo spodobała się okładka książki. Jest wyjątkowo francuska, na wskroś paryska 😊. I na tej części „(…) kończy się ta trylogia czasów międzywojnia, przygoda rozpoczęta w 2012 roku….” – „Lustro naszych smutków” Pierre Lemaitre.

Każdy naród ma w swojej historii momenty, których się wstydzi. Dla Francuzów z całą pewnością zalicza się do nich kampania z 1940 roku. Po temat sięgali najwięksi pisarze, jak Jean-Paul Sartre. Nie mógł się temu oprzeć również Lemaitre. I choć jego rozliczenie z tym okresem nie ocieka jadem – jest miejscami zabawne i ciepłe – nie traci przez to swej mocy”- z opisu Wydawcy.

Nie mogłam lepiej Was wprowadzić w fabułę powieści. Tak, francuskie wydarzenia z roku 1940 są tłem dla opisywanych w powieści historii. Śledzimy szczegóły kampanii, zachowanie przywódców, losy zwykłych, szeregowych żołnierzy, a także strategie, które zastosowała Francja, w tym informacyjną propagandę, która rozpisana została przez Autora bardzo interesująco. Nie jest to jednak powieść historyczna. Dzieje wojny splatają się z historią zwykłych obywateli. Louise Belmont całkiem nieświadomie wplątuje się w skandal obyczajowy, na którym miejscowy sędzia próbuje wzmocnić swoją pozycję w palestrze. Wdowa po doktorze Thirion jest rozliczana przesz kaprala Landrade, który wojnę wykorzystał dla celów zarobkowych. Młody Gabriel próbuje dostosować się do życia  w okopach, a Désiré wciela się w różne role, w których za każdym razem wypada wyjątkowo wiarygodnie. A w tym wszystkim Niemcy, Francuzi i francuska bohema. Francuskie jedzenie, muzyka i zapachy, które przenoszą czytelnika w inny świat i inne czasy. Jak się okazuje dla współczesnych, nie tak bardzo odległe, nie tak niewiarygodne.

Zdecydowanie bardziej podobała mi się ta część od poprzedniej. Jej główną zaletą jest ciekawa konstrukcja fabuły. Nie chodzi mi tylko o formalną szatę powieści, którą Autor podzielił na trzy części; 6 kwietnia 1940 roku, 6 i 13 czerwca 1940 roku. Każda z części składa się z ponumerowanych rozdziałów, których łącznie jest pięćdziesiąt cztery. Mam bardziej na myśli trzy równolegle toczące się historie, które w odpowiednim momencie stykają  się ze sobą i splatają w jedną całość. Jedna dotyczy Louise, druga Gabriela, lecz tylko pozornie, a trzecia Désiré Mignarda, lub Micharda, lub Mignona, lub Migaultsa, a zresztą jak kto woli.  Taka kompozycja powieści jest jej wielką zaletą. Przenosi czytelnika w różne historie i dzieje się to w sposób bardzo płynny. Akcja związana z różnymi bohaterami powoduje, że powieść się nie nudzi. Dzieje się to głównie dlatego, że każdy z nich i  Louise, i  Gabriel, a przede wszystkim  Désiré  są postaciami bardzo ciekawymi, nietuzinkowymi. Sama  Louise  to trzydziestoletnia kobieta po przejściach, której nie dane było doczekać się potomstwa. To pragnienie spowodowało, że „(…) na jej twarzy zaczynają pojawiać się niedostrzegalne tiki, ten zacięty, nerwowy, drażliwy i spięty wyraz twarzy kobiet, u których narasta frustracja, bo nie mogą mieć dzieci”. Jednocześnie miejscowa nauczycielka i kelnerka w restauracji u Pana Jules’a w „La petite Bohème”, która dziwnym zbiegiem okoliczności wplątała się w historię samobójstwa doktora Thirion. Pomysł na zakończenie życia doktora oceniam jako wyśmienity. Najbardziej podobała mi się postać Désiré. Wypadła wiarygodnie w każdej z przypisanych jej ról. Mecenas, rzecznik prasowy Ministerstwa Informacji, a raczej należałoby rzec Propagandy, pilot, ksiądz, lekarz – chirurg, czy nauczyciel. Désiré zawsze ekscytujący, intrygujący, przykuwający wzrok. Jedni mówili, że zuchwały i rzutki, inni, że troskliwy, poważny i skupiony, a jeszcze niektórzy, że skromny i nieśmiały. O nim mogłabym czytać naprawdę dłuuuuuugo. I Gabriel, który ze swym kompanem Raoulem przemierza francuskie ziemie w trakcie działań wojennych. Mimo, że niektórym wydawało się, iż ten konflikt zbrojny „(…) nie był niczym innym, jak tylko wielkimi pertrakcjami dyplomatycznymi na europejską skalę, pełnymi efektownych patriotycznych mów i gromkich zapowiedzi, gigantyczną partią szachów, w której powszechna mobilizacja stanowiła dodatkową zagrywkę pod publiczkę.” wojna wybuchła naprawdę. I to Gabriel razem z Raoulem Landrade doświadczyli jej naprawdę. Jak na Lemaitre’a przystało powieść kończy się epilogiem, w którym dowiadujemy się, co dzieje się potem. I na zakończenie tzw. „wisienka na torcie”. Jaka? Musicie przekonać się sami😉.

Powieść skomponowana jest bardzo dobrze. Nie tylko postaci pierwszoplanowe są warte uwagi. Z ciekawością śledziłam osobę Pana Jules’a, wczytywałam się w losy matki Louise – Jeanne i jej historii miłosnej, Alice i jej męża, czy majora, który w zawierusze wojennej pojawił się i na początku, i na końcu. Narracja poprowadzona została w trzeciej osobie. Jest bardzo dynamiczna, bez zbędnych ozdobników i męczących opisów. Nawet opisywanie przeszłości oraz emocji i świata wewnętrznego bohaterów mnie nie nudziło. Nie przeszkodziło mi w pozytywnym odbiorze książki nawet zwrócenie się do czytelnika bezpośrednio. Autor zastosował tę technikę na końcu książki i może dlatego, że nie było to częste, ten zabieg mnie nie zmęczył.

Czego w tej książce nie ma!!!!! Jest i wojna, i hochsztapler, i nadużycia w wojsku, i niespełniona miłość, i późne rodzicielstwo, i bohaterstwo, i tajemnica rodzinna. Są wyraziści i zachwycający bohaterowie. A przede wszystkim jest nietuzinkowa i arcyciekawa opowieść w bardzo przyjemnej narracji. Szczerze polecam. Czytajcie!!!

Moja ocena 8/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Kolory ognia” Pierre Lemaitre

KOLORY OGNIA

  • Autor: PIERRE LEMAITRE
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 480
  • Data premiery: 14.10.2020r.

Dopiero co publikowałam recenzję książki wydanej przez @WydawnictwoAlbatros „Rebeka” Daphne du Maurier, w której kluczową rolę odegrały dwie postaci kobiece, tj. dwie Panie de Winter, a dzisiaj znowu przychodzę do Was z kolejną recenzją książki, gdzie autor postawił na postać kobiecą. Nie będę wyjątkiem, będąc kobietą lubię czytać o kobietach😊. Lubię odkrywać jak widzi je sam autor, jaki mają rys psychologiczny, co je wyróżnia i co je łamie, w którym kierunku podążają i czy ta droga jest tą właściwą. Szczególnie niecierpliwię się, gdy bohaterka przychodzi do mnie sprzed kilkudziesięciu lub stu lat. Ooooo, to jest wyzwanie! Dostrzec ponadczasowe podobieństwa w dwóch postaciach, które dzieli tyle lat, w historycznej postaci fikcyjnej i bieżącej czytelniczce to faktycznie nie lada gratka. Tak było w przypadku powieści Pierre’a Lemaitre pt. „Kolory ognia”, która została wydana przez wspomniane już dzisiaj @WydawnictwoAlbatros w październiku ubiegłego roku. Książka odczekała swoje na mojej półce, by wreszcie doczekać się uwagi. Uwagi, która nie słabła w trakcie całego czytania😉, a to zawsze dobrze świadczy o powieści. Czyż nie?

Nie ma takiego piekła, które pokonałoby tę kobietę – z opisu Wydawcy.

Gdy znany i poważany francuski finansista Marcel Péricourt umiera, wokół jego bliskich zaczynają się gromadzić chmury gradowe. Najpierw, w dniu pogrzebu jego jedyny wnuk ulega wypadkowi, który unieruchamia go na całe życie w wózku inwalidzkim.  Jego córka – dziedziczka Madeleine traci chęć do życia, odrzuca zaloty kolejnych konkurentów pogłębiając się dzień po dniu w opiece nad swym jedynym synem, Paulem, ale tylko do czasu. Do czasu, gdy wiedziona instynktem zranionego zwierzęcia zaczyna rozliczać wszystkich wokół ze złożonych obietnic, podjętych działań, skradzionych pieniędzy czy złych decyzji. Staje się mścicielką, której celem jest odbudowanie własnego życia i straconego majątku.

„Kolory ognia” okazały się powieścią obyczajową z lekkim rysem historycznym, w którym poznajemy ówczesną sytuację społeczno-polityczną Francji, jak również obserwujemy światowe polityczne nastroje i budzące się do życia faszystowskie, czy socjalistyczne ruchy. Nie jest to więc lektura prosta, łatwa i przyjemna. Momentami wątki historyczne dominowały nad fikcyjną fabułą, zaś wplecione rzeczywiste wydarzenia stwarzały pozory dokumentu. Losy Madeleine i jej otoczenia śledzimy w trzech perspektywach czasowych, tj. w latach 1927-1929, roku 1933 oraz dzięki epilogowi, w latach znacznie późniejszych, aż do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Lemaitre zawarł w fabułę w kolejno ponumerowanych rozdziałach, których jest czterdzieści cztery. Autor wystylizował język stosownie do czasu osadzenia akcji. Narracja również bardziej przypomina Dumasa lub Dickensa niż współczesny literacki język. Momentami wybijały mnie z rytmu sformułowania, skierowane wprost do czytelnika, typu „musicie wiedzieć”. Kompletnie nie mogłam się w tą narrację, dialogi wgryźć. Cóż, nie każdy autor pisze stylem od którego miękną mi nogi.

Sama główna bohaterka Madeleine została przedstawiona przez Pierre’a Lemaitre bardzo wyraziście. Wiele w niej żalu, więcej chęci zemsty i odwetu, które kierują ją w czeluści najbardziej prymitywnych ludzkich zachowań. Chwilami gubiłam się za co gubi i dręczy konkretną osobę. Momentami podważałam jej motywacje, kara wydawała się wprost nieadekwatna do zbrodni. Historii w którym „pierwsze skrzypce” grają szantaże, porachunki, paszkwile, fiskalne malwersacje, wmanewrowanie w morderstwo czy w zdradę stanu traciły na prawdziwości. Jakby autor w jednej książce chciał zawrzeć wszystkie możliwe i prawdopodobne do ówczesnych czasów formy odwetu zranionej kobiety.  Muszę jednak pochwalić autora za sprytne obrazowanie bohaterów. Z jednej strony są pełni mojej sympatii, z drugiej natomiast na ich myśl oblewała się fala złości i goryczy. To bez wątpienia zaleta tej książki, ta umiejętność wplecenia w fabułę nieoczywistych postaci, ani dobrych, ani złych, ani szczerych, ani kłamliwych, takich po prostu ludzkich, złożonych. Przykładami takich bohaterów jest Léonce, André, Joubert, czy wujek Charles. By Was zachęcić do przeczytania, muszę wspomnieć o akcencie polskim. Mowa tu o Vladi (nie mam pojęcia co to za polskie imię!!!) polskiej pielęgniarce Paula. Kobiety, która nigdy, mimo wieloletniego pobytu w rodzinie Péricourt nie nauczyła się francuskiego, ot taka głupiutka Polka. Lemaitre wykorzystał jej postać do przedstawienia ksenofobicznej strony Francji, pełnej uprzedzeń i niechęci do tych, którzy mają inne pochodzenie. Oczywiście i przy tej okazji nie pominął kwestii żydowskich. Niezwykle polubiłam postać Solange, światowej słaby śpiewaczki operowej. Jej związek z Paulem jest mocną stroną tej publikacji, czyta się o nim, mimo chwilowej infantylności, z zaciekawieniem zastanawiając się w którym kierunku zmierza.

To powieść, w której przedstawiono obraz Francji targany wichrami ówczesnej historii z francuską polityką i światem finansjery w tle oraz niezwykle skutecznym Panem Dupré. Obraz Francji pełen  chorych, nigdy nie zaspokojonych ambicji, podłości, chciwości, czy zazdrości. To historia niełatwa, rzadko czytana. Historia nieoczywista.

Moja ocena 6/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.