„Praca marzeń. Stwórz karierę, którą pokochasz” Helen Tupper, Sarah Ellis

PRACA MARZEŃ. STWÓRZ KARIERĘ, KTÓRĄ POKOCHASZ

  • Autorki: HELEN TUPPER, SARAH ELLIS
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 240
  • Data premiery: 10.01.2022r

Niedawno dotarła do mnie kolejna przesyłka od @wydawnictwoznakpl. Jedną z wielu pozycji, której byłam ciekawa jest premiera z 10 stycznia br. „Praca marzeń. Stwórz karierę, którą pokochasz” autorstwa Helen Tupper i Sarah Ellis. Krótka książeczka o tym, jak możemy sobie poprawić komfort pracy, do czego dążyć, by każdy pracowity dzień rozpoczynać z otwartą głową i nadzieją, że wszystko nam się uda, a zadania zostaną wykonane na czas😉.

Jak napisał Wydawca w krótkim opisie: „Praca na całe życie, pięcie się po szczeblach kariery, toksyczny wyścig szczurów – to wszystko należy już do przeszłości. Żyjemy w świecie, w którym częste i płynne zmienianie ról, branż czy lokalizacji staje się normą. Ta nowa rzeczywistość może być stresująca i przytłaczająca, ale jeśli wiesz, jak się w niej poruszać, okazuje się pełna możliwości, wolności i sensu”. Nie mamy więc się czego bać i tego uczy nas ten poradnik.

Bardzo ciekawa pozycja, napisana lekkim, humorystycznym stylem. Ja oczywiście należę do pokolenia, gdzie silnie wiążę się z moim pracodawcą, gdzie lojalność wygrywa z chęcią zysku, czy potrzebą poprawy własnych warunków. Mimo to czytałam z zaciekawieniem. To poradnik, który mnie nie zmęczył. To poradnik, w trakcie czytania którego nie mówiłam do siebie w myślach „tak akurat” czy chociażby „fajnie się pisze, ale jak to zrobić?”. Autorki korzystając z własnego doświadczenia pokazały, że zmiany to naturalne środowisko na współczesnym rynku pracy. Zwróciły uwagę, że zmiana pracy nie zawsze oznacza, że w poprzedniej nie sprawdziliśmy się, czy zawiedliśmy oczekiwania lub że mamy problemy z adaptacją. Szukanie własnego miejsca wśród nieograniczonych możliwości na rynku pracy staje się normą i może być bardzo wyzwalające. I uwaga! Współczesna psychologia pracy nie wymaga od nas poddawania się „wyścigowi szczurów”. Praca w korporacji nie zawsze jest tym, co jest dla nas dobre, mimo stabilności, którą nam daje. Że warto czasami odrzucić nasze wyobrażenia i skłonność do konformizmu, by spotkać się z samym sobą w innym miejscu, lepszym miejscu.

Na rynku pracy jestem od ponad dwudziestu lat. Raz pracowało mi się lepiej, raz gorzej. Raz byłam bardziej kontaktowa i efektywna, raz mniej. Zaangażowania mi jednak nie można było nigdy odmówić. Jedyny problem to ta satysfakcja. Co zrobić, by cieszyć się z każdego dnia w pracy, by nie poddawać się niepowodzeniom i skutecznie walczyć o swoje. Co zrobić, by nie dopadało nas wypalenie zawodowe oraz jak wykorzystywać swoje mocne strony i radzić sobie z chwilowymi niepowodzeniami. Jeśli sami macie wątpliwości w tym temacie, sięgnijcie po najnowszą pozycję Helen Tupper oraz Sarah Ellis. Sięgnijcie po „Praca marzeń. Stwórz karierę, którą pokochasz”.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

Recenzja przedpremierowa: „Nie jest za późno” Agnieszka Olejnik

NIE JEST ZA PÓŹNO

  • Autorka: AGNIESZKA OLEJNIK
  • Wydawnictwo: CHILLI BOOKS
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 26.01.2022r.

Autorkę @Agnieszka Olejnik poznałam dzięki takim książkom jak: „Wybór Charlotty” i „Sekret Marianny” oraz opowiadaniu zawartym w niezwykle wzruszającej antologii „Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny”. Olejnik wraca na rynek wydawniczy z książką, która premierę będzie miała 26 stycznia br. pt. „Nie jest za późno” od @Chilli Books (@wydawnictwoznakpl). Nie będę ukrywać, że książka mnie zachwyciła. Jak napisałam w zapowiedzi zerknęłam na nią wieczorem i przepadłam do 1:30 nad ranem😊. Mam nadzieję, że jesteście ciekawi mojej oceny😉.

Anika po kilku latach spędzonych w dużym mieście wraca co rodzinnego, małego miasteczka. Spotyka po raz kolejny Bruna. Bruna, z którym wiele lat temu u progu dorosłości połączyła ją wspólna fascynacja. Fascynacja, która nie miała prawa się ziścić i spełnić. Bruno ma już swoje życie. Anika również znalazła sposób na zakotwiczenie w dorosłości, mimo wielu niezagojonych ran i niespełnionych względem niej i względem najbliższych oczekiwań. Czy ta relacja ma szansę na rozwinięcie? Czy „warto wchodzić dwa razy do tej samej wody”?  

Tak, tak zarwałam przez „Nie jest za późno” Agnieszki Olejnik noc. Trudno mi było wstać skoro świt, ale nie żałuję. I o to chodzi w czytaniu, by nie pożałować żadnej przekartkowanej strony i żadnej spędzonej z książką minuty.

Podoba mi się koncepcja narracyjna książki. O losach bohaterów dowiadujemy się bezpośrednio z ich relacji pierwszoosobowej. Raz narratorem jest Anika, raz Bruno. Do tego Autorka wkomponowała w powieść kilka planów czasowych. Śledzimy współczesne losy głównych bohaterów, jak również cofamy się w ich przeszłość. Dzięki temu poznajemy ich drogę, ich doświadczenia. Doznajemy emocji, które nimi targały gdy mieli naście, czy dzieścia lat. Taka naprzemienna narracja jest całkowicie w moim guście. I tu Autorka trafiła w mój czuły punkt. Spodobało mi się również zobrazowanie społeczności małomiasteczkowej na przykładzie rodzinnego Nosiczyna. Gdzie prym wiodą tak zwani starzy wyjadacze, gdzie większość osób się zna i każdy o każdym wie. Dodatkowo gdzie nikt do niczego się nie miesza i udaje, że problemów nie ma. Taka typowo małomiasteczkowa dulszczyzna, zamiatanie pod dywan, by każdy miał święty spokój.

Niby temat podjęty w książce nie jest nowatorski. O niespełnionych miłościach czytałam już nie raz. O parze, gdzie ona jest z bogatego domu, a on nie z „jej ligi” napisano niejeden raz i wyprodukowano niejeden film. W pisaniu nie chodzi jednak o to, by wymyślać rzadkie fabuły. Chodzi raczej o to, by tak opisać historię, która okaże się niebanalna, napisana z wyczuciem i wzbudzająca emocje. Ta dodatkowo skłoniła mnie do zastanowienia. Wiele myślałam o realizowaniu oczekiwań rówieśników, szczególnie w młodym wieku, gdy boimy się odrzucenia otoczenia, gdy boimy się samotności. Do tego sama postać Bruna, który mnie ujął swoich zaangażowaniem, opiekuńczością, relacją z własną matką. Taka dojrzała postawa jest rzadka w każdym pokoleniu. Bruna zmagającego się z poczuciem niższości, z wiecznym przeświadczeniem, że inni to ci zza „wysokich progów”.

Bardzo dobra obyczajowa powieść. Napisana bardzo dobrym, spokojnym stylem, w sposób niezwykle wciągającym. Książkę czyta się bardzo płynnie. Pobudza do myślenia i dotyka różnych ważnych kwestii, oprócz miłości i przyjaźni, problemu poczucia przynależności i tego, ile jesteśmy w stanie znieść, by być zaakceptowanym przez otoczenie, przez swoich rówieśników. Zapadnie Wam w pamięci na dłużej. Szczerze polecam!!!

Moja ocena: 9/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Chilli Books.

„Klątwa Berserkera” Anna Wolf

KLĄTWA BERSERKERA

  • Autorka: ANNA WOLF
  • Wydawnictwo: AKURAT
  • Liczba stron: 318
  • Data premiery: 12.01.2022r.

Z twórczością @Anna Wolf – strona autorska zapoznałam się przy okazji czytania antologii  „Świąteczne namiętności” również Wydawnictwa Akurat (imprint @wydawnictwo.muza.sa ). „Klątwa Berserkera”, która premierę miała w ubiegłą środę jest pierwszą przeczytaną przeze mnie książką tej Autorki. Jak napisałam w zapowiedzi, jest to średniowieczny romans, inspirowany historią Pięknej i Bestii. Już sama koncepcja mi się podoba😊. Jedna z najlepszych par disnejowskich bajek, do tego historia osadzona w Średniowieczu. Czasach, w których wiele się działo i które stanowią istne preludium do najbardziej fantazyjnych wytworów pisarskiej wyobraźni.

Bianca i Ilander. Idealne imiona do iście epickiej historii romansu. Ona – przepiękna długo i jasnowłosa piękność. On z pooraną twarzą ranami.  Stroi od innych, obawia się odrzucenia, negacji, odstraszających spojrzeń. Dziwnym zbiegiem okoliczności Bianca znajduje się w jego zamku. Zamku należącego do rodu Istrel, na który rzucono klątwę. Ilander wie jak ją przerwać. Postanawia nie przedłużać swego rodu. Tylko, czy spotkanie z Biancą pozostawi go obojętnego na uroki życia we dwoje?

Ach, co to była za opowieść. Napisana w lekkim stylu w scenerii kamiennych murów, ogromnych sald, długich i wysokich schodów, do tego fortec i krwawych bitew. Trochę taka baśń dla dorosłych, co wcale nie umniejsza jej wartości. Mile spędziłam czas czytając tą książkę. Idealnie Autorka wkomponowała fabułę w średniowieczne czasy. Bianca zmaga się z ówczesnymi wyobrażeniami o roli kobiet w życiu, mimo bardziej lub mniej jawnego sprzeciwu. Przez męża swej siostry ma zostać żoną człowieka, którego praktycznie nie zna. Dzięki przypadkowi znajduje się pod pieczą Ilandera i dzięki niemu odkrywa, że „nie taki diabeł straszny, jak go malują”. Bardzo lubię tak skonstruowane powieści, gdzie wartka akcja, fabuła i dużo emocji splata się z wartością historyczną. Czytając „Klątwę Berserkera” oczami wyobraźni przenosiłam się w miejsce akcji. Smakowałam średniowieczne życie, raz ze wstrętem, raz z zachwytem. A dotychczas zbytnią fanką romansów historycznych nie byłam. To dobrze świadczy o jakości tej pozycji.

Świat ludzi i świat kobiet. Do tego mroczny sekret i skrzywdzony przez los mężczyzna, który walczy z wszystkimi, a przede wszystkim z samym sobą. Związek dwojga ludzi skazanych na niepowodzenie opisany przepięknym, barwnym, ciekawym stylu. Idealna pozycja na mroźne wieczory. Rozgrzeje Was lepiej, niż ciepła herbata. Nic tylko czytać!

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Akurat  za możliwość przeczytania i podzielenia się z Wami tą książką.

„W cieniu wierzb” Sylwia Kubik

W CIENIU WIERZB

  • Autorka: SYLWIA KUBIK
  • Seria: CYKL ŻUŁAWSKI. TOM 3
  • Wydawnictwo: OTWARTE
  • Liczba stron: 376
  • Data premiery: 12.01.2022r.

„Cykl żuławski” autorstwa  @Sylwia Kubik – pisarka z Powiśla zaczęłam czytać przy okazji pierwszego tomu cyklu pt. „Krok do miłości”, który zrecenzowałam we wrześniu ubiegłego roku. Drugi tom, który premierę miał 1 września 2021r. „Tajemnica z przeszłości” pochłonęłam zaraz po nadrobieniu pierwszej książki serii. Obie części czytałam więc praktycznie ciągiem. Obie mi się podobały i przy obu spędziłam mile czas. Trzecią część „W cieniu wierzb”, która premierę miała w pierwszych dniach stycznia br. przeczytałam z opóźnieniem. Jest to bowiem ulubiona seria mojej Mamy. Więc po otrzymaniu egzemplarza od @WydawnictwoOtwarte z książką musiałam podzielić się z Mamą, która jak zwykle 😊 była zachwycona. Mówią „Jaka matka taka córka”. Ciekawe😉, czy to dotyczy również gustów literackich.

Ewa i Kamil. Ona naznaczona przeszłością, z którą przyszło się jej rozliczyć. On w codzienności stara się uporać się z doświadczeniami z wypadku. Oboje zaczynają budować od nowa swoją przyszłość. Próbują osobno, próbują razem z pejzażami żuławskimi w tle. Z zapachami regionalnych potraw i tradycji, w których można się zatracić. Do tego cała gama bohaterów drugoplanowych wzbogacających fabułę. Postaci nietuzinkowych, nieszablonowych, kolorowych. Tych kolorów w książce jest znacznie więcej.

Uff. Nigdy nie wiem ile napisać we wprowadzeniu do fabuły, by odebrać Wam chęć przeczytania oryginału. Zdarzyło nie raz zdradzić mi za wiele, o co zarówno ja, jak i inni mieli do mnie pretensje. Tym razem mam nadzieję zostawiłam Wam duże pole do wyobraźni i finalnie kompletnie nie wiecie, w którym kierunku rozwija się historia. To dobrze. Napiszę tylko, że czytanie tego tomu można porównać do jazdy na karuzeli. Raz w górę, raz w dół. Raz do przodu, raz do tyłu. Raz szybciej, raz wolniej. Autorka nie oszczędza swoich bohaterów, nie szczędzi im wad, utyskiwań, słabych stron. Pokazuje, jak trudno jest być dobrym, sympatycznym człowiekiem jeśli ma się za sobą trudne doświadczenia. To tego same Żuławy. Idealne miejsce do włączenia w sagę. Dość, że cudny krajobraz to jeszcze naznaczony doświadczeniami zaboru pruskiego. Jak twierdzi Wikipedia „Po II wojnie światowej powróciły do Polski, opuszczone po zalaniu polderów i ucieczce dotychczasowych mieszkańców. Tereny te zasiedlili przesiedleńcy z Wołynia, Wileńszczyzny oraz osadnicy z Kaszub i Kociewia” (cyt. za: Wikipedia).

Autorka po raz kolejny swym piórem dotyka fundamentów życia takich jak: zaufanie, braterstwo,  dbałość o innych, wybaczanie i miłość przez duże „M”. Obejmuje fabułą również trudne tematy, jak samotność, czy kwestię przemocy psychicznej i manipulacji, z którą zawsze mi trudno jako czytelnikowi się pogodzić. Nawet w fikcyjnej rzeczywistości rodzą mój bezgraniczny opór. Zdolność do wplątywania w fabułę literacką tak ważnych kwestii jest bez wątpienia cechą charakterystyczną Sylwii Kubik oraz jej mocną stroną. Jest też zaletą lektury obyczajowej, która co do zasady jest osadzona w realistycznym tle i opisuje perypetie pojedynczych osób albo większej liczby postaci. Do tego Autorka zdobyła mnie „Listem do czytelniczek„, w którym napisała: (…) znajdźcie w sobie siłę, żeby zmienić swoje życie.” tak jak zrobiła to główna bohaterka Ewa.

I ja Wam tego życzę. Żeby każda z Was i każdy z Was znalazł w sobie siłę do tego, by zmienić swoje życie na lepsze. Szczerze polecam!!!

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Otwarte za obdarowanie mnie egzemplarzem recenzenckim.

Recenzja przedpremierowa: „Kraina złotych kłamstw” Anna Górna

KRAINA ZŁOTYCH KŁAMSTW

  • Autorka: ANNA GÓRNA
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 616
  • Data premiery: 26.01.2022r.

Ależ mnie uszczęśliwiło Wydawnictwo @Czwarta Strona obdarowując mnie egzemplarzem „Krainy złotych kłamstw” @AnnaGorna.Autorka długo, długo przed planowaną premierą na 26 stycznia br. Dzięki temu miałam wystarczająco dużo czasu, by zapoznać się z historią, w której kluczową postać odgrywa Piotr Sauer – były policyjny śledczy oraz wystarczająco dużo czasu, by zdążyć do Was z recenzją przedpremierową😊. Jak sama Autorka pisze w posłowiu „Pisarski debiut to odsłonięcie duszy przed światem…”. Dodatkowo Anna Górna wykazała się dużą odwagą wkraczając w polski świat wydawniczy, w którym mamy wielu wybitnych pisarzy kryminałów i książki oczekujące ciągle na półkach na przeczytanie. Ciekawe, czy ten debiut spodoba Wam się równie, jak mi😉.

Książka składa się z pięciu części osadzonych w latach 2018-2019. W intrygę kryminalną wprowadzają nas wydarzenia opisane w Prologu, które zadziały się w  listopadzie 2004 roku w angielskim hrabstwie West Sussex. To wtedy ginie w nieznanych – nawet po piętnastu latach – okolicznościach dwudziestodwuletnia Julie Pearson, kochanka gwiazdy kina –  Jacka Harforda, który po skandalu wraz z bratem Billem wyprowadził się do Zurychu. Demony przeszłości powracają, gdy w  grudniu 2018 roku jego partnerka, z którą spędził dziesięć wspólnych lat, Isabelle Muri znika bez śladu. Przez wspólnego znajomego Adama Zarębę, Harford angażuje byłego policjanta Piotra Sauera, by ten doprowadził go do prawdy, co stało się z Isabelle. Sauera, który gnuśnieje na stanowisku korporacyjnym szefa od spraw bezpieczeństwa w jednej ze szwajcarskich firm.  Sauer zaczyna sobie przypominać uroki pracy w policji dzień po dniu dążąc do odkrycia, gdzie jest Isabelle. Pomaga mu w tym Mia, młoda praktykanta pracująca w ten samej, co Sauer firmie ubezpieczeniowej. Czy detektywowi bez blachy i młodej studentce prawa uda się rozwiązać zagadkę?

Udany debiut. To pewne. Anna Górna zaserwowała nam kryminał w którym duże znaczenie mają bohaterowie powieści, co sam wątek kryminalny. Do tego wzbogaciła książkę szeroko rozbudowaną warstwą obyczajową, w której stykają się różne osobowości, różne problemy, różne nieomówione sprawy. I tak sam Sauer tkwiący na niesatysfakcjonującym stanowisku, u boku z kochaną przez niego, aczkolwiek niedostępną Karoliną. Borykający się z traumami z przeszłości oraz problemami córki Wiktorii. Sama Mia wzbudziła moją sympatię, jest to bohaterka o dużym potencjalne. Szkoda, że Autorka nie rozbudowała bardziej jej roli w prowadzonym śledztwu. Jej relacja z matką Eleną i doświadczenie życiowe stanowią silne podwaliny pod rozwinięcie jej wątku. Ta obyczajowość chwilami kłuje w oczy. Spotykając Sauera w kolejnych scenach czytelnik dowiaduje się o jego przemyśleniach, wcześniejszych doświadczeniach z tą postacią, czy własnych spostrzeżeniach. To taka narracja prowadzona trochę na wyrost, jakby Autorka chciała nas dogłębnie wprowadzić w temat, w toczące się wątki, które często okazywały się jednak nieistotne jednak wprowadzały w wielowymiarowość postaci i opisanych relacji. Sama Szwajcaria ukazała została jako wielokulturowe środowisko. Polacy, Rumunii, potomkowie Chorwatów z rodowitymi Szwajcarami tworzą prawdziwy tygiel kulturalny. Z rozrzewnieniem czytałam polsko brzmiące nazwiska. Świetnie ukazała została różnorodność kultura pomiędzy innymi nacjami. Zdolność do budowania ciekawych postaci Anna Górna wykazała również w budowaniu postaci samej zaginionej Isabelle. Niby nieobecna, a jakże ważna. Wszystko wokół niej się kręciło.

Co do samego wątku kryminalnego to trochę został rozmyty obyczajowym tłem książki. Nie ukrywam, od razu wytypowałam sprawcę i to przy pierwszym strzale. Pojawienie się tego bohatera przy końcu książki od razu zwróciło moją uwagę. Odebrałam więc, że poprzednie strony, a było ich dość sporo, stanowiły preludium do właściwego śledztwa prowadzonego w ostatnich stu pięćdziesięciu stronach. Jak sama Autorka napisała w Posłowiu; „Sauer dopiero zaczyna swoje szwajcarskie przygody…”. To dobra wiadomość, bo o tym pogubionym prywatnym detektywie u boku z Mią chętnie bym jeszcze przeczytała.

To ciekawy i wieloaspektowy kryminał z rozbudowanymi kreacjami bohaterów oraz wątkami obyczajowymi. Taki literacki miszmasz napisany z wdziękiem i metodyką godną każdego śledczego. Nawiązywanie do wcześniejszych doświadczeń bohaterów sprowadza czytelnika na manowce, a takich bocznic w powieści jest cała gama. Z tą książką nie da się nudzić. Sauer mimo wielu błędów okazuje się bohaterem. To pierwszy krok do upodobania sobie kolejnego bohatera literackiego, o którym czytać będzie trzeba przy każdej kolejnej części. Zerknijcie na debiut Anny Górnej, byście nigdy nie żałowali, że nie poznaliście Sauera.

Moja ocena  7/10.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu @Czwarta Strona.

Recenzja przedpremierowa: „Sam w dolinie” Hanna Greń

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: „SAM W DOLINIE”

  • Autorka: HANNA GREŃ
  • Seria: ŚMIERTELNE WYLICZANKI (tom 3)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery: 12.01.2022r.

@Hanna Greń – strona autorska (https://hannagren.pl/) jest jedną z moich ulubionych polskich autorek. W listopadzie podzieliłam się z Wami moją opinią na temat piątej części serii z Dionizą Remańską pt. „Śmiertelna dawka”. Była to jednocześnie piąta książka tej Autorki, którą recenzowałam. Hanna Greń ma swój styl. Łączy w sobie, dzięki bliskiej znajomości z emerytowanym policjantem😉, elementy kryminału z rozbudowanymi wątkami obyczajowymi. Czyta się jej publikacje bardzo przyjemnie. Tym razem Wydawnictwo @Czwarta Strona obdarowało mnie przedpremierowym egzemplarzem najnowszej powieści Autorki, która będzie miała premierę dopiero 12 stycznia 2022. Ja nie chcę Was dłużej, niż to konieczne, trzymać w niepewności. Spieszę więc z publikacją moich spostrzeżeń na temat książki pt. „Sam w dolinie” stanowiącej trzeci tom cyklu „Śmiertelne wyliczanki”.

Gdy w dolinie Kromparku odnaleziono zwłoki Szymona Klisia podkomisarz Konstanty Nakański zaczyna śledztwo. Morderstwo z dużym prawdopodobieństwem związane jest z arcybogatym życiem seksualnym ofiary. Nakański po kolei sprawdza kolejne pojawiające się w trakcie dochodzenia tropy. Mało prawdopodobnym zbiegiem okoliczności wydaje się kolejna śmierć, którą musi zająć się podkomisarz. Ginie jedna z dawnych partnerek Klisia. Nakańskiemu odpada jedna z podejrzanych, ale za to pojawiają się kolejne do wyjaśnienia wątki. Okazuje się, że morderca nie zamierza zakończyć swoich łowów na dwóch ofiarach. Nakański zbiera siły, by rozegrać ostatnią partię. Partię, której celem jest złapanie nieuchwytnego do tej pory zabójcy.

I znowu Hanna Greń udowodniła, że posiada niezwykłą zdolność konstruowania powieści kryminalnych. Te konstrukcje są tak trafne, wzbogacone wieloma szczegółami, specyficznym językiem, potocznie używanymi sformułowaniami, tak jakby Autorka nie była z wykształcenia ekonomistką, tylko policjantką. Chylę czoło przed pierwszym recenzentem tej powieści, na którego Hanna Greń jak zwykle mogła liczyć. Jego spostrzeżenia zapewne przyczyniły się do tego, że wątek kryminalny został bardzo dobrze poprowadzony. Bardzo podobało mi się połączenia motywu śmierci z życiem erotycznym ofiary. Czytając napawałam się tym wątkiem obyczajowym, który wzbogacił moje doznania w trakcie czytania. Ten zakres śledztwa okazał się miłym urozmaiceniem.

Książka składa się z dwudziestu dziewięciu rozdziałów. Akcja dzieje się od 7 kwietnia 2017 do 24 maja 2017. Rozdziały zostały zatytułowane i dodatkowo wskazano w nich datę. To spowodowało, że fabuła została opisana w sposób chronologiczny pokazując metodyczność w prowadzonych przez policję działaniach. Tytuły rozdziałów odnoszą się do głównego wątku, które zawierają. Tym samym zaciekawiają, wprowadzają czytelnika w najważniejszy aspekt tej części książki. Są jakby zaproszeniem do opisanych w nich historii. Warto wspomnieć o samym stylu, z czego słynie Hanna Greń.  Styl ten jest bardzo wysublimowany. Mimo, że w książce rozpisana została bardzo dobrze kryminalna fabuła, nie znajdziecie w niej wulgaryzmów, zbędnej przemocy i mrożących krew w żyłach opisów. Greń dawkuje sensacje zachowując właściwe proporcje.

Cała seria „Śmiertelne wyliczanki” jest bardzo ciekawa. Same tytuły już zaciekawiają. Słyszeliście o „Mam chusteczkę haftowaną” czy „Chodzi lisek koło drogi”? Jeśli nie, to oprócz oczywiście „Sam w dolinie” koniecznie sięgnijcie po poprzednie tomy cyklu. Hanna Greń odnalazła jakąś magiczną receptę jak łączyć kryminał z wątkami obyczajowymi, by fani i jednego, i drugiego gatunku byli zadowoleni. Ja w zależności od nastroju czytam raz jeden, raz drugi gatunek. Połączenie obu, to dla mnie prawdziwa uczta dla oczu. Zachęcam do przeczytania!!!

Moja ocena  8/10.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu @Czwarta Strona.

„Stos” Greta Drawska

STOS

Autorka: Greta Drawska
Wydawnictwo: Znak Literanova
Cykl: Wanda Just i Piotr Dereń (tom 2)
Data premiery: 2021-01-04
Liczba stron: 368

Uwielbiam urlopy! Wy pewnie też. To czas odpoczynku, relaksu, chwil z najbliższymi, a dodatkowo możliwość realizacji swoich pasji. Jedni przemierzają kilometrowe szosy i drogi rowerami, inni przekraczają własne słabości wspinając się na wysokie szczyty, jeszcze inni wypijają hektolitry…hm… czegoś tam, a ja w każdej wolnej chwili czytam. Dzięki temu na urlopie nadrobiłam kilka czytelniczych zaległości😉. Ale najbardziej cieszę się, że również opublikowałam kilka recenzji. Wiele recenzji jeszcze przede mną. Wiecie jak jest, „co się odwlecze to nie uciecze”. Na wszystkie recenzje przyjdzie czas. Bądźcie cierpliwi😊.

Udowadniając, że nie próżnuję, prezentuję Wam recenzję drugiego tomu cyklu z Wandą Just i Piotrem Dereniem. Cyklu, który rozpoczęłam wysoko przeze mnie ocenioną książką pt. „Rytuał”. Książką, która zachwyciła mnie niespieszną akcją, przemyślaną fabułą i wzbogacającymi wątek kryminalny motywami historycznymi. Nie mogłam się oprzeć dalszemu czytaniu. Ciągle myślałam o tym, czy drugi tom pt. „Stos” Grety Drawskiej wydany nakładem Wydawnictwa @wydawnictwoznakpl powieli sukces pierwszej części. Jak myślicie?

W sercu czarownicy nigdy nie wypali się gniew – z opisu Wydawcy

I gniew jest w tej części kluczowy. Gniew za dawne krzywdy, niezabliźnione rany, niewysłuchane skargi i wypowiedziane w kierunku niewinnych pogróżki. Tym razem prokurator Wanda Just i podkomisarz Piotr Dereń zmagają się z morderstwem miejscowej kosmetyczki, która zginęła w niecodziennych okolicznościach. Jej ciało znaleziono na zamarzniętym jeziorze. Jej usta spięte zostały gospodarczą kłódką, zaś stopy….no cóż, nie wyglądały na stopy trzydziestoparoletniej kobiety. Dziwne okoliczności przypominają śledztwo, z którym Just i Dereń mierzyli się ponad rok temu, śledztwo w sprawie stomatologa z Czaplinka. Czy i tym razem dla rozwikłania zagadki kryminalnej znaczenie będą miały duchy przeszłości i regionalne wydarzenia sprzed kilkuset lat? Morderca zdaje się nie odpoczywać. Gdy giną kolejne osoby, Just i Dereń zaczynają podążać śladami z przeszłości. Śladami sprzed wieków.

Zdecydowanie ta seria jest dla mnie odkryciem tego roku. Nic o Drawskiej nie słychać, nie kojarzę nawet żadnych reklam serii. A szkoda, bo serię czyta się wyśmienicie. I tym razem Autorka sięgnęła po sprawdzony scenariusz. Motywem przewodnim „Stosu” jest toczące się śledztwo. Śledztwo, w którym poboczne wątki schodzą na niepowodzenia rodzinne i Derenia, i Just. Obraz śledczych nie zostaje jednak zachwiany. Nadal Just jest poświęcającą się pracy skuteczną prokurator, a Dereń poczciwym podkomisarzem, który potrafi czasem pokazać pazurki. Oboje dają się lubić. Oboje tworzą zgrany zespół wspierany kolejnymi ciekawymi postaciami. Mnie osobiście zachwyciła postać Babuni, okolicznego morsa. Szkoda tylko, że tej Babuni tak mało. Chętnie o niej przeczytałabym znacznie więcej. Sama relacja Just i Derenia chyba zaczyna zmierzać w jakimś konkretnym kierunku. W wielu miejscach więcej sympatii i wsparcia, niż niechęci i trzymania się na dystans. No cóż, zobaczymy. Przyjdzie i czas na trzecią część serii. „Chichot” już na mojej półce.

Teraźniejszość przeplata się, jak to było w pierwszej części cyklu „Rytuale”, z wydarzeniami sprzed czterystu lat. Zaczynamy śledzić losy miejscowej ludności z XVI wieku, gdy na okolicznych dworach szlachcianki kąpały się jeden raz na dziesięć tygodni, a częstsza kąpiel powodowała dotkliwe konsekwencje. Kobiecość miała określone cnoty, których brak doprowadzał do mocnych i nie dających się oddalić oskarżeń.

Plusem tej części bez wątpienia jest wprowadzenie do fabuły siostry Wandy Just, Natalii, która finalnie nie okazała się tą, za którą brałam ją na początku. Tylko ciągle nie wiem, czy była mężatką, czy jednak nie. Najpierw przeczytałam, że „Jej siostra nigdy formalnie nie wyszła za mąż i nadal nosiła nazwisko Just”, by potem przeczytać słowami Natalii „Mam małe dziecko i sfiksowanego ojca po udarze. Mam męża, który apetytu nabiera na mieście, ale stołuje się w domu”. Później wiele razy Autorka odnosi się do męża Natalii, per szwagier Just. Jak już pewnie zdążyliście się połapać, na takie nieścisłości jestem wyczulona. Dziwnym trafem wyłapuję je z meandrów fabuły i przyznaję, przeszkadzają mi później w finalnym odbiorze powieści.

Na okładce „Stosu” znajduje się jedna z dwóch opinii, która brzmi „Kryminał dla uważnego czytelnika, dla którego ważne są konteksty i pejzaż otoczenia”. Z opinią zgadzam się w 100%. Drawska udowodniła, że kryminał można napisać trochę inaczej wzbogacając go kulturoznawczo i historycznie odniesieniami do dalekiej przeszłości bez jakiejkolwiek szkody dla wątku kryminalnego. To jest cecha charakterystyczna tej serii. Cecha, która sprawia, że powieść jest ciekawa i intrygująca w unikatowy sposób. A ja wprost uwielbiam unikaty. Uwielbiam zaskoczenia i nietuzinkowe podejście do znanego mi gatunku. Szczególnie jeśli napisane są bardzo przyjaznym i lekkim językiem. Przecież o trudnych sprawach nie trzeba od razu pisać literacko! Wrzućcie książkę na swoją półkę, koniecznie.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Znak Literanova.

„Druga młodość, cóż z tego, że druga” Caroline de Maigret i Sophie Mas

DRUGA MŁODOŚĆ, CÓŻ Z TEGO, ŻE DRUGA

  • Autor: CAROLINE DE MAIGRET I SOPHIE MAS
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 271
  • Data premiery: 20.01.2021r.
  • Moja ocena: 6/10

 Rzadko sięgam po książki inne niż powieści, czasem zdarza mi się przeczytać poradnik jeżeli dotyka szczególnie interesującego mnie tematu. „Druga młodość…” nie jest typowym poradnikiem, a mimo to poruszany temat i zapowiadane lekkie do niego podejście ujęło mnie na tyle, że postanowiłam sięgnąć po tę pozycję.

Caroline de Maigret i Sophie Mas to francuzki, kobiety sukcesu, współautorki książki „Bądź paryżanką, gdziekolwiek jesteś”, w nowej książce postanowiły poruszyć temat przemijającej młodości. Podeszły do tego właściwym sobie szykiem, nonszalancją i elegancją. Książka ta to zbiór inspirujących cytatów i anegdot oraz prawda o starzeniu się ukazanych z przymrużeniem oka i dystansem. Zawiera również zdjęcia, a jej forma jest przejrzysta.

Muszę powiedzieć, że pierwszą połowę książki przeczytałam naraz i byłam nią zachwycona. Druga połowa zachwycił mnie już zdecydowanie mniej, miałam poczucie, że jest trochę i wszystkim i o niczym, a poruszane tematy nie bardzo są ze sobą powiązane. Mimo to książkę czyta się dość lekko i, dzięki jej formie, szybko. Chociaż zawiera kilka zabawnym cytatów, z perspektywy muszą powiedzieć, że na pewno nie jest to pozycja, która by mnie w jakiś sposób ubogaciła i wniosła do mojego życia coś nowego.

Jeżeli jednak potrzebujecie odskoczni od powieści i szukacie czegoś lekkiego, pisanego z przymrużeniem oka, humorem i dystansem to ta pozycja będzie dla Was odpowiednia.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Lina” Sara Antczak

LINA

  • Autor:SARA ANTCZAK
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Liczba stron:288
  • Data premiery: 27.01.2021r.
  • Moja ocena:8/10

Decydując się ma lekturę „Liny” nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Sugerując się opisem można by spodziewać się typowego romansu z górami w tle, tymczasem dostajemy dobrą, niestereotypową powieść obyczajową, gdzie góry odgrywają bardzo ważna rolę i obecny jest wątek miłosny. Odgrywa on w powieści istotną rolę, ale daleko mu do banalnego motywu romansowego. Wszystko w tej powieści ma swoje miejsce, swój sens i tworzy zadziwiająco spójną, prawdziwą i przekonywującą całość.

Wychowana w domu dziecka Nina ma za sobą traumatyczne przeżycia, po usamodzielnieniu się ledwo wiąże koniec z końcem, pracuje w sklepie za najniższą krajową, wynajmuje pokój w niebezpiecznej dzielnicy Wrocławia i ma poczucie, że niewiele już ma do stracenia. Jedyną odskocznią jest ścianka wspinaczkowa i wyjazdy w wysokie góry. Postanawia dołączyć do elitarnego klubu wspinaczkowego. Okazuje się, że czeka ją prawdziwa próba charakteru, która tak naprawdę odmieni całe jej życie. Poznaje tam Mikołaja, który od zawsze chciał zostać himalaistą. Tych dwoje nie zapałało do siebie sympatią. Chłopak bowiem również skrywa trudną przeszłość i bolesne tajemnicę. Do 12 roku życia Mikołaj miał beztroskie dzieciństwo, potem ojciec, który był jego idolem zginął w trakcie wyprawy wysokogórskiej. Chłopak porzuca wspinaczkę i wikła się w nałogi. Po latach jednak z pomocą przyjaciela rodziny próbuje wyjść na prostą i wraca do wspinaczki, dołączając do klubu założonego kiedyś przez jego ojca. Nieoczekiwania po latach staje tam twarzą w twarz z byłym przyjacielem ojca, którego obwinia o jego śmierć. Czy Mikołaj i Nina znajdą w swoim życiu coś, co pomoże im zawalczyć o siebie, przerwać ten mroczny pęd do autodestrukcji?

450

Powieść napisana jest świetnym stylem, wciąga od samego początku. Mimo ogromnego ciężaru problemów, które porusza nie przytłacza swoim ciężarem, a z drugiej strony nie ma w niej też tego tak często obecnego we współczesnych powieściach huraoptymizmu i spłycenia problemów. To ją właśnie wyróżnia na tle innych powieści, że jest niesamowicie wyważona, mądra. Poprzez bardzo interesującą akcję i prawdziwych, przekonywujących bohaterów pokazuje w sposób nienachalny siłę i znaczenie przyjaźni i miłości, a także drzemiącą w człowieku siłę do zmiany swojego życia. Podkreśla również ogromne znaczenie pasji w życiu człowieka, gdyż góry odgrywają w życiu bohaterów ogromnie ważną rolę. W pełnych pasji opisach słychać, że dla autorki też. Myślę, że ogromnym plusem powieści jest właśnie autentyzm, brak nachalności, a jednocześnie ogromna mądrość i miłość do życia. Polecam.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU KOBIECEMU.

„W cieniu Babiej Góry” Irena Małysa

W CIENIU BABIEJ GÓRY

  • Autor:IRENA MAŁYSA
  • Wydawnictwo:MOVA
  • Liczba stron:372
  • Data premiery: 27.01.2021r.
  • Moja ocena:8/10

Ostatnio mam sporo szczęście do debiutów, kiedy sięgam po jakimś kierując się intuicją, przeważnie okazuje się, że było warto. W przypadku „W cieniu Babiej Góry” było tak, że po przeczytaniu opisu coś mi powiedziało, że ja po prostu muszę ją przeczytać. Irena Małysa to mieszkająca w malowniczej miejscowości pod Białą Górą debiutująca pisarka. W powieści wykorzystała prawdziwe zdarzenie, jakim była katastrofa samolotu mająca miejsce na stoku Policy w okolicach Babiej Góry 2 kwietnia 1969 roku. Tej katastrofy nikt nie przeżył, a przyczyny do dziś nie zostały wyjaśnione. Powieść, choć fikcyjna, nawiązuje do jednej z hipotetycznych przyczyn tragedii.

Bohaterką powieści jest Baśka Zajda, młoda policjantka, która właśnie wróciła z Krakowa do rodzinnej Zawoi. Okoliczności jej powrotu są dosyć traumatyczne, Baśka próbuje więc w rodzinnej miejscowości poukładać swoje życie na nowo. Jej dawna przyjaciółka Iza, córka posła, ma wkrótce wyjść za mąż za syna miejscowego biznesmena. Wraz z Baśką i innymi koleżankami organizują wyprawę na Babią Górę, by zabawić się przed ślubem w babskim gronie. Gdy nad ranem Baśka znajduje ciało Izy sprawy bardzo się komplikują. Jednym z podejrzanych jest Artur, dawna miłość policjantki, a jednocześnie był chłopak Izy. Czy Basi uda się rozwiązać zagadkę zanim ucierpi ktoś jeszcze?

Akcja przedstawiona w książce jest bardzo ciekawa, autorce udało się wykreować świetny klimat, nawet obecna momentami gwara góralska mi nie przeszkadzała, Bohaterowie są bardzo dobrze przedstawieni, styl lekki i wciągający. Powieść czyta się bardzo szybko i trudno ją odłożyć. Zwroty akcji, tajemnice, niedopowiedzenia sprawiają, że powieść czyta się praktycznie jednym tchem, przerzucając kartkę za kartką, by tylko dowiedzieć się, co będzie dalej. Narracja jest trzecioosobowa, prowadzona z punktu widzenia różnych bohaterów, na dwóch planach czasowych – w 1969 roku i współcześnie w 2019r. Naprzemienność krótkich podrozdziałów sprawia, zwiększa napięcie i ciekawość czytelnika. Sprawa, że cały czas zastanawiamy się co te dwa plany czasowe mają ze sobą wspólnego. Zakończenie było dosyć zaskakujące, trochę wbrew podsyłanym nam wcześniej przez autorkę tropom. Klimat tajemnicy, mroku i zagadkowości tylko dodaje powieści uroku.

Jeżeli szukacie lekkiego, a jednocześnie nietuzinkowego kryminału to gorąco polecam wam lekturę „W cieniu Babiej Góry”, a sama mam nadzieję, że to dopiero początek serii z Basią, co zresztą sugeruje sama autorka w posłowiu.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MOVA.