„A gdyby tak ze świata zniknęły koty?” Genki Kawamura

A GDYBY TAK ZE ŚWIATA ZNIKNĘŁY KOTY

  • Autor: GENKI KAWAMURA
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO
  • Seria: SERIA Z ŻURAWIEM
  • Liczba stron: 155
  • Data premiery : 17.02.2021

  • Data premiery światowej: 30.08.2012

A gdyby tak ze świata zniknęły koty?” autorstwa Genki Kawamury, japońskiego pisarza, scenarzysty i producenta filmowego, to czwarta książka wydana w ramach „Serii z żurawiem” przez  Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, którą przeczytałam i o której piszę na moim blogu czytelniczym. Przygodę z tą serią uważam za bardzo udaną. Wszystko to w ramach odkrywania na nowo prozy azjatyckiej, w tym japońskiej oraz poznawania nowego wydawnictwa😏. Wszystkie wcześniejsze przeczytane książki bardzo mi się podobały (poprzednie recenzje to: „Kwiat wiśni i czerwona fasola”, „Ona i jej kot” oraz „Kot, który spadł z nieba”). Podobały mi się również okładki zaprojektowane przez Małgorzatę Flis idealnie pasujące do treści, które się znajdują wewnątrz. Książki z tej serii są naprawdę pięknie wydane. Ze skrzydełkami, na których znajdziecie krótką notkę o autorze, o samej serii (tylne skrzydło), jak i opinie po wydaniach międzynarodowych (na przednim skrzydle). Kartki mają sporą gramaturę, przez co książka wydaje się pozornie bardziej pojemna niż wskazuje na to realna ilość stron. A czcionka jest idealnej wielkości i wyrazistości. Nawet mając sporą wadę wzroku, jak ja, czytelnik nie męczy się podczas czytania. 

Koty to jednak nie byle co. Zwykle mają nas w nosie, ale gdy naprawdę cierpimy, trwają u naszego boku.” – A gdyby tak ze świata zniknęły koty?” Genki Kawamura.

A gdyby zabrakło kotów na świecie? Gdyby ze świata nagle zniknęły telefony? Co by się stało, gdyby zniknęły filmy, kino? Jak ludzie żyliby, gdyby zniknęły zegary? 

Na te i inne pytania musi odpowiedzieć sobie trzydziestoletni, samotny listonosz, który nagle dowiaduje się, że ma raka mózgu w czwartym stadium. Osierocony przez matkę cztery lata wcześniej. Opiekujący się jej ukochanym kotem od tego czasu, zwanym Kapustkiem. Skłócony z ojcem, który według niego w niewłaściwy sposób przeżył chorobę i śmierć swej żony. Odwiedzany przez swego doppelgängera, który proponuje mu dodatkowe dni, jeśli tylko z życia zostaną usunięte pewne rzeczy. 

(…) Jak się nad tym głębiej zastanowić każda rzecz na naszym świecie mogła równie dobrze nie istnieć i nie zrobiłoby to wielkiej różnicy. Może nawet i sami ludzie zaliczali się do tej kategorii…” – A gdyby tak ze świata zniknęły koty?” Genki Kawamura.

Narracja głównego bohatera zmierza właśnie w tym kierunku. Myśli płyną wolno jak rzeka. Główny bohater po śmiertelnej diagnozie zastanawia się nad swoim życiem. Stara się je podsumować. Stara się nadać mu sens. Rozważa, co z w życiu miało jakąś wartość lub mogłoby mieć w przyszłości. Bez czego człowiek mógłby się obyć. 

Komórki w zaledwie dwadzieścia lat od powstania przejęły kontrolę nad ludzkością. Gadżet, którego równie dobrze mogłoby nie być, stał się niezbędny i niezastąpiony. Wynajdując telefon komórkowy, człowiek wynalazł także niepokój powodowany przez brak telefony.” – A gdyby tak ze świata zniknęły koty?” Genki Kawamura.

Ja należę jeszcze do pokolenia pamiętającego świat bez telefonu komórkowego, co nie uchroniło mnie przed stresem, gdy smartfona zapomnę ze sobą wychodząc z domu. Znacie te uczucie? 

Genki Kawamura zaprasza czytelnika do dyskusji. Co jest ważne, co zbędne w naszym współczesnym życiu. Za czym się uganiać i czego żałować. Podważa istnienie wielu oczywistych przedmiotów, które kiedyś człowiek wynalazł i bez których życie wydaje się niemożliwe, jak na przykład zegarki. Zaprasza nas do medytacji nad sensem produktów, którymi się otaczamy kwestionując ich zasadność. Jednocześnie autor zwraca uwagę na ważne sprawy. Na rodzinę. Na zwierzęta, które są dla człowieka nierzadko pocieszeniem i wytchnieniem. Na relacje, też te przeszłe, w stronę których warto się jeszcze raz zwrócić. 

Rodzina nie jest stałym tworem, który istnieje sam z siebie. Potrzeba działania, by trwała i funkcjonowała, należy o nią dbać. (…) Myśleliśmy, że relacja podtrzyma się sama, że nie musimy nic robić – i przez to, zanim nawet zdaliśmy sobie z tego sprawę, doszliśmy do punktu, z którego nie dało się wrócić.” – A gdyby tak ze świata zniknęły koty?” Genki Kawamura.

To powieść o żałobie. W piękny sposób Kawamura ukazał tęsknotę dorosłego syna za matką, za tym, co dla niego znaczyła i z czym mu się kojarzyła. Ze wzruszeniem czytałam przykładowo scenę, w której z Kapustkiem przegląda stare zdjęcia z różnych scen wspólnego życia. To opowieść także o niezrozumieniu i utraconej relacji z ojcem, który zwykle wyobcowany, mniej jawnie okazywał uczucia, a tym samym postawił przed bohaterem most, którego on nie był w stanie pokonać. A także to nostalgiczna książka o sensie życia i pojednaniu, na które nigdy nie jest za późno. 

Historia toczy się powoli, mimo, że ubrana jest w tydzień życia głównego bohatera. Nie wiem, nawet jak ma na imię. Jest znane tylko imię tytułowego kota. Bohater jest również narratorem. Opowiada czytelnikowi swoją historie w relacji pierwszoosobowej. Kreśli swój punkt widzenia, ale też obdarza nas spostrzeżeniami, które zmieniają jego tok myślenia. W pewien sposób szybko dojrzewa w przeciągu tych siedmiu dni. Każdy dzień ujęty jest w osobnym rozdziale powieści, od poniedziałku do niedzieli. Każdy rozdział zawiera również podtytuł. Ostatni „Żegnaj, świecie” kończy się słowami; 

Naparłem na pedały i ruszyłem w dół zbocza. Szybko nabierałem prędkości. Cel był coraz bliżej.” – A gdyby tak ze świata zniknęły koty?” Genki Kawamura.

Genki Kawamura pozostawił mnie w osłupieniu po przeczytaniu ostatniego zdania. Zaszczepił w mej głowie pytania: Czy dojechał do celu? Czy zdążył? Czy spotkał się z ojcem? Co mu powiedział? Co z Kapustkiem? Itd. Jakby chciał mi pokazać, że to nie zakończenie jest ważne, a wydarzenia, która do niego doprowadziły. Ciekawe zakończenie przyznać muszę. 

Ze zdziwieniem czytałam wspomnienia różnych filmów, które jako producentowi filmowemu autorowi są pewnie bardzo dobrze znane. Zaciekawił mnie również powołany w książce tytuł książki sprzed wielu lat, który na swoje czasy był nowatorskim sposobem narracji pt. „Jestem kotem” autorstwa Sōseki Natsume (1867 – 1916). Inna publikacja tego autora „Miniatury na wiosenne dni” została wydana przez Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, natomiast książkę „Jestem kotem” pisaną z perspektywy tego zwierzęcia wydaną po raz pierwszy w Japonii w roku 1906 nie znalazłam w zasobach tego wydawnictwa. Mam nadzieję, że Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego  wyda tę pozycję w nowej, pięknej oprawie. Ogromnie proza tego japońskiego pisarza, zmarłego w roku 1916 mnie zafrapowała. Został uznany przez jednego z najwybitniejszych japońskich prozaików, a jego wizerunek zdobił w latach od 1984 do 2004 roku tysiąc jenowy banknot.

A propos jenów, w trakcie czytania dowiedziałam się, że planowany pogrzeb, nagrobek, urna itd. głównego bohatera wyniósłby, bo półtora miliona jenów. Według kursu z dnia 4 września 2020 roku byłaby to kwota 53 tyś zł. Ciekawe czy pogrzeb został przez autora opisany w bardzo wysokim standardzie, czy niekoniecznie. Patrząc na odzwierciedloną w walucie polskiej kwocie naszła mnie myśl, że nie stać mnie na planowanie i opłacanie swego pogrzebu i pochówku. Warto żyć wiecznie😉. Tylko że mnie żaden mój własny doppelgänger jeszcze nie odwiedził. 

Zerknijcie na tę kolejną pozycję z zasobów „Serii z żurawiem”. Jest to powieść niebanalna, choć nostalgiczna. Z odpowiednią dozą magii i oniryzmu. Zwracająca naszą uwagę na życie i to, co się na nie składa. Idealna, spokojna rozrywka. Udanej lektury! 

Moja ocena: 8/10

Książka wydana została nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, Bo.wiem.

„Kot, który spadł z nieba” Takashi Hiraide

KOT, KTÓRY SPADŁ Z NIEBA

  • Autor: TAKASHI HIRAIDE

  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO
  • Seria: SERIA Z ŻURAWIEM
  • Liczba stron: 144
  • Data premiery : 26.10.2016

  • Rok premiery światowej: 2001r.

O „Serii z Żurawiem”  wydawanej nakładem Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego nadmieniłam przy okazji poprzednich dwóch recenzji („Kwiat wiśni i czerwona fasola” oraz „Ona i jej kot”). Po pierwsze zachwyciłam się samym faktem, że WUJ wydaje nie tylko książki popularnonaukowe i naukowe, ale także literaturę piękną. Po drugie zafascynowałam się samą „Serią z żurawiem”, która ma w swoich zasobach co nieco wartościowej, azjatyckiej i nie tylko literatury. W jej wydaniach znajdziecie również prozę europejską. Warto byście sami sprawdzili https://wuj.pl/serie-wydawnicze/seria-z-zurawiem. Po trzecie niezwykle spodobały mi się okładki. Podobnie jak okładka książki „Kot, który spadł z nieba” Takashi Hiraide🙂, która jak dwie poprzednie jest autorstwa Małgorzaty Flis. Uwielbiam tę kreskę.

Na pozycję „Kot, który spadł z nieba” Takashi Hiraide, która polską premierę miała 26 października 2016, zwróciłam uwagę, jak tylko przeczytałam, że książka okazała się bestsellerem „New York Timesa” i została przetłumaczona na 13 języków. Aż dziw, że tak optymistycznie przyjętą książkę na rynku międzynarodowym poznałam dopiero teraz. Sam autor to japoński poeta i krytyk literacki, urodzony w Moji, Kitakyushu w roku 1950. Mieszka na przedmieściach Tokio z żoną – poetką, Michiyo Kawano. Ciekawe, czy do tej pory ma kota🤔. I to właśnie „Kot, który spadł z nieba” przyniósł Hiraide międzynarodową sławę w roku 2014, kiedy to po raz pierwszy książka została wydana w języku angielskim. 

Wśród naszych przyjaciół było kilkoro miłośników kotów, ale widok ich nadmiernej czułości i zachwytu nierzadko mnie gorszył. Czasami wydawało się, że zaprzedali się kotom z duszą i ciałem w sposób całkowicie bezwstydny…” – Kot, który spadł z nieba” Takashi Hiraide.

Trzydziestopięcioletnie małżeństwo niespodziewanie zaprzyjaźnia się z Chibi, co znaczy „malec”. Filigranową kotką należącą do małego sąsiada pary, kilkuletniego chłopca. Dotychczas para była idealnym najemcą małego domku na imponującej posesji, która mierzyła ponad cztery i pół hektara, a w środku jej ogromnego ogrodu, pięknie zalesionego i rozplanowanego znajdował się staw, do którego spływała woda z wodospadu.  Para nieplanująca dzieci. Nieplanująca również posiadania zwierząt. Dotychczas poświęcająca się głównie pracy. On – redaktor w wydawnictwie z ambicjami pisarskimi. Ona – korektorka wydawcy. Skupieni na wytworach swoich fantazji. Zaangażowani w mrówcze, pedantyczne czynności, by światu dać kolejne wytrawne i warte uwagi dzieła. Aż do czasu. 

W tajemnicy przed właścicielką zaczęliśmy pozwalać Chibi swobodnie wchodzić do naszego domu, a ja z każdą chwilą lepiej rozumiałem miłośników kotów. Byłem przekonany, że nie ma ślicznotki większej od Chibi – nie mógł się z nią równać żaden kot w telewizji czy na zdjęciu w kalendarzu…” – Kot, który spadł z nieba” Takashi Hiraide.

Tak zaczęła się wspaniała przyjaźń, która powiodła głównych bohaterów w kierunku, w którym tak naprawdę nie zmierzali. W kierunku swej stworzonej na nowo wspólnoty.  

„(…) Dla ludzi szlachetnych jest nie do pomyślenia, by torować sobie drogę w życiu, równocześnie spychając z niej innych. Wygląda jednak na to, że rzeka czasu coraz potężniejszą falą napiera na ludzi prawych i spycha ich na bok.” – Kot, który spadł z nieba” Takashi Hiraide.

Ciekawa książka. Bez wątpienia. Takashi Hiraide zaprezentował dla mnie całkowicie nowe ujęcie. Przedstawił postać kota w centrum. To Chibi tak naprawdę jest w centrum jego uwagi i jego żony. Mimo, że to nie był ich kot. Chibi jako jedyna dostała imię w pełnym brzmieniu. Pozostali bohaterowie zostali zastępczo nazwani. Główny bohater, który jest również narratorem powieści, gdyż pisana jest z perspektywy pierwszoplanowej jest „Nim” lub „Mężem”. Jego żona jest po prostu „Żoną”. Właścicielka posiadłości, w której główni bohaterowie wynajmują domek gościnny również jest bezimienna. Tak samo jak jego przyjaciel, którego obecność w fabule oznaczył jako „Y”. Tak jakby autor chciał zaznaczyć, że tylko Chibi zasługuje na pełne imię. Jakby to ona była najważniejsza. 

Wszystko dzieje się niespiesznie, powoli. Chibi przychodzi i odchodzi. Uczucia względem niej się rodzą u domowników. Para odkrywa wszystko wokół. Odkrywa ogród na terenie posiadłości. Zaczynają tworzyć relację z najemczynią, budują jej zaufanie. Tak jakby obecność Chibi zmieniła ich światopogląd, otworzyła ich na innych. Nawet na nowego kota. 

Historia dzieje się u schyłku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku i początku lat dziewięćdziesiątych. Wydarzenia rozpisane zostały z perspektywy kilku lat. Choć podczas czytania nie odczuwałam, że czasoprzestrzeń dotyka tak długiego czasu. To niesłychanie wartościowa książka. Miniaturka literacka o interesującej treści z kotem w roli głównej.  Napisana wiele lat temu. Opowiadająca o czasach jeszcze wcześniejszych. Zachęcam do przeczytania, by samemu wyrobić sobie opinię😉. 

Moja ocena: 7/10

Książkę wydało Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Bo.wiem.

„Kwiat wiśni i czerwona fasola” Durian Sukegawa

KWIAT WIŚNI I CZERWONA FASOLA

  • Autor: DURIAN SUKEGAWA

  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO, BO.WIEM
  • Liczba stron: 174
  • Data premiery : 24.10.2018r. 

  • Data premiery światowej: 02.02.2013r. 

O „Serii z Żurawiem” od Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wspomniałam co nieco przy okazji publikacji recenzji do książki „Ona i jej kot”. Spieszę donieść, że mam już dwie książki z tej serii🙂, a seria ma ogromny potencjał. Zerknijcie sami https://wuj.pl/serie-wydawnicze/seria-z-zurawiem. Już mam wybrane interesujące mnie tytuły, do których sięgnęłabym. Bardzo podoba mi się zresztą sam zamysł serii z tymi pięknymi okładkami. Kreski rysunku do mnie wyjątkowo przemawiają, a najbardziej okładka „Dziewczyna z konbini”, „Kot, który spadł z nieba” czy „Życie zaczyna się w piątek”. Chciałabym je mieć na swojej półce. Tak naprawdę chciałabym mieć je wszystkie z serii😊. Ciekawe, czy wszystkie okładki zostały zaprojektowane przez Małgorzatę Flis. Przede mną więc sporo planów zakupowych do zrealizowania na przyszłość. 

Tokue Yoshii, siedemedziesięciosześcio letnia zatrudnia się jako pomoc w robieniu an w sklepie spożywczym Santarõ Tsujii, który serwuje klientom dorayaki. On „Nie mobilizował się, żeby najlepiej obsłużyć klientów. Witał ich beznamiętnie.”. Ona znowu uważała, że „Wszystko trzeba robić porządnie od początku do końca, inaczej zmarnujemy tylko czas, który już włożyliśmy w pracę.” Ich niespodziewana symbioza została przerwana odejściem Tokue, której nagle nie chcieli w sklepie oglądać klienci. 

Trudno mi było zwięźle wprowadzić Was w fabułę tej miniaturki literatury. Z jednej strony jest to bardzo ograniczona tekstem książka. Z drugiej natomiast wszystko co powinno być powiedziane zostało powiedziane w bardzo subtelny sposób. 

Nie jestem w stanie też Wam opisać, jak płynie tekst, jak przenosiłam się delikatnie z wątku na wątek, w którym robienie cukiernianych produktów w cieniu rosnącej pod sklepem wiśni było czynnością ogromnie majestatyczną. Zresztą obecność starszej pani, Tokue Yoshii w sklepie, którym kieruje Santarõ okazało się dla niego zbawienne. Człowiek stęskniony za kimś bliskim, człowiek, który spędził dużo czasu w zamknięciu nagle spojrzał na przygotowywane przez siebie posiłki w całkowicie inny sposób. 

Z narracji przebija smutek, niezrozumienie. Autor poruszył bardzo trudny temat trądu, który nakazywał ludziom dawno wyleczonym nadal przebywanie w zamknięciu, gdzie zaczęło się to zmieniać w wielu krajach dopiero w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Poruszył również kwestię samotności i niespełnionych marzeń, za którymi niektórzy gonili nawet w niesprzyjających warunkach. To ciepła książkach o relacjach napisana w narracji japońskiej, gdzie akcja, wydarzenia dzieją się bardzo powoli, a tekst oddaje hołd w stronę drugiego człowieka, nawet jeśli autor przekazuje jakąś niemiłą myśl.

Stwierdzam, że nikt tak nie potrafi pisać jak pisarze azjatyccy. Nikt też nie potrafi ich naśladować. To musi wynikać z głębi, z ich kultury i tradycji. 

Niezwykle wartościowa książka. Miniaturka literacka o ogromnej treści! Zachęcam do przeczytania. 

Moja ocena: 8/10

Książkę wydało Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Bo.wiem.

„Ona i jej kot” Naruki Nagakawa, Makoto Shinkai

ONA I JEJ KOT

  • Autorzy:NARUKI NAGAKAWA, MAKOTO SHINKAI
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO, BO.WIEM

  • Liczba stron: 160
  • Data premiery : 17.02.2022r. 

  • Data premiery światowej: 21.07.2013r. 

Okazuje się, że Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego nie wydaje wyłącznie książki naukowe i popularnonaukowe. Ma w swoich utworach również książki wydawane w „Serii z Żurawiem”.  Według informacji z oficjalnej strony Wydawcy „to seria dla wielbicieli literatury współczesnej z różnych, odległych od siebie krajów świata. Znajdują się w niej tytuły, które odniosły ogromny sukces w kraju pochodzenia bądź zostały wyróżnione najważniejszymi nagrodami literackimi. Każdy tytuł jest więc zaproszeniem do kolejnej literackiej podróży w najciekawsze rejony literatury współczesnej”. (cyt. za:  https://wuj.pl/serie-wydawnicze/seria-z-zurawiem). W ramach tej serii w lutym 2022 Wydawnictwo wydało literacką wersję japońskiego filmu pięciominutowego „Ona i jej kot” autorstwa Makoto Shinkai, która została przełożona na prozę przez Naruki Nagakawę, japońskiego scenarzystę i autora mang. 

Cztery główne bohaterki. Cztery różne koty. Cztery odrębne historie pisane z perspektywy człowieka i zwierzęcia. 

Tamtego dnia mnie przygarnęła. Zostałem jej kotem.” – „Ona i jej kot” Naruki Nagakawa, Makoto Shinkai.

W opowieści „Morze słów” poznałam Chobiego i jego panią Miyu, która czuła się bardziej samotna, niż kiedy nie miała chłopaka. Chobiego, którego Miyu przygarnęła w deszczowy dzień i zabrała do domu ze zmokniętego tekturowego pudełka. Miyu, która dzięki Chobiemu przestała być samotna. 

„Nie mogłem nic poradzić na problemy mojej pani. Pozostało mi jedynie być przy niej i przeżyć dany mi czas.” – „Ona i jej kot” Naruki Nagakawa, Makoto Shinkai.

W rozdziale drugim zatytułowanym „Kwiaty początku” przeczytałam o Reinie, utalentowanej uczennicy policealnego studium plastycznego, dla której malarstwo okazało się ważniejsze od życia. Reinę, która nie chciała przygarnąć Mimi, piękną białą koteczkę. Niedosłyszącą. Najsłabszą z miotu. 

Niebo i sen” okazała się smutną historią o utraconej przyjaźni między Aoi i Mari, które znały się od szkoły podstawowej. To opowieść o bólu przedwczesnego rozstania i nieporozumieniu, które ten ból tylko potęguje. Do także narracja o przebaczeniu sobie, do którego przyczyniła się mała Kukki. 

W ostatniej opowiastce „Ciepło świata” autorzy zaprosili mnie do życia samotnej Shino, której wieloletni psi przyjaciel John odszedł. Tylko dzięki Johnowi, Kuro największy kot w okolicy obiecał opiekować się Shino, by nie czuła się jeszcze bardziej samotna niż zwykle. Tylko, że los dla Shino miał całkiem inny plan. 

„Ona i jej kot” Naruki Nagakawa i Makoto Shinkai wszystko dzieje się z typową japońską flegmą. Język i styl jest nieśmieszny. Opisywane wydarzenia również następują po sobie płynnie, z ogromną dostojnością.  A jednak realizm, egzystencjalizm jest gęsty. To proza całkowicie podporządkowana bohaterom, a raczej bohaterkom. Autorzy przedstawiają cztery postaci kobiece. Każdej doskwiera coś innego. Każda jednak jest w pewien sposób tak samo łagodna i otwarta na zmieniające się okoliczności wokół nich. Każdą nadal liczy na zmianę, na szczęście.  To właśnie one tworzą coraz bardziej skomplikowaną sieć rozrastających się powiązań, historii, również uczuciowych. One, jak i ich koty. To mnie najbardziej zaskoczyło w tej publikacji, że te cztery odrębne opowieści tak naprawdę się przeplatają i spajają w jedną poprzez powielane w różnych odsłonach bohaterki. Bardzo dobrze autorzy ukazali koci świat. Zresztą perspektywa kota w narracji jest naprawdę udana. Aby przetrwać, muszą nauczyć się ostrożnego poruszania. Życie dla nich jest niczym partia szachów albo ją wygrywają, albo przegrywają. W przyjętej konwencji kot jako mistrz zakulisowych rozgrywek sprawdza się doskonale. Z łatwością można sobie wyobrazić, że jest kreatorem opisywanych wydarzeń, że ma na nie realny wpływ. Nawet Kuro z ostatniej opowieści, którego podstawowym atutem jest wiek, a tym samym doświadczenie, więcej warte niż młodość.

Książka nie tylko dla fanów kotów. To książka dla fanów dobrej literatury pięknej. Niespiesznej, refleksyjnej, powabnej i czarownej w swej prostocie. Idealnie napisana i harmonijnie poprowadzona narracja, do której naprawdę warto sięgnąć. Udanej lektury! 

Moja ocena: 8/10

Książkę wydało Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Bo.wiem.

„Kameliowy Sklep Papierniczy” Ito Ogawa

KAMELIOWY SKLEP PAPIERNICZY

  • Autorka: ITO OGAWA

  • Wydawnictwo: TAJFUNY
  • Liczba stron: 248
  • Data premiery : 9.08.2023r.

  • Data premiery światowej: 21.04.2016r.

Kameliowy Sklep Papierniczy” Ito Ogawy, japońskiej pisarki to książka idealna na czas, gdy mój mózg potrzebował odpoczynku. To kolejna publikacja prozy azjatyckiej do której sięgnęłam w trakcie tegorocznego urlopu w ramach moich prywatnych planów czytelniczych. Książkę wydało Wydawnictwo Tajfuny, z którym nie mam doświadczeń we współpracy recenzenckiej, ale które – jak widzę na jego oficjalnej stronie – wydaje książki i w oryginale, i dwujęzyczne. Ci, co uczą się japońskiego mogą czytać więc „Kameliowy Sklep Papierniczy” w języku pisarki. 

W jesieni jest coś, co sprawia, że ludzie chcą wysyłać listy.” – Kameliowy Sklep Papierniczy” Ito Ogawa. 

Hatoko Amemiya, zwana Poppo wraca po śmierci swej babci do rodzinnego miasta Kamakury. Przejmuje prowadzenie Kameliowego Sklepu Papierniczego, który oprócz dobrej jakości przyborów papierniczych świadczy usługi pisania listów. Autorka opowiada historię jego klientów, a także wprowadza czytelnika w zawiły świat epistolografii. 

Słowa zostają w sercu. Raz przeczytanego listu nie da się już wymazać z pamięci.” – Kameliowy Sklep Papierniczy” Ito Ogawa. 

Nie wiem skąd pomysł zrodził się w autorce na napisanie tej książki. Z pozycji emocji to bardzo ciepła opowieść o młodej dziewczynie, która po pobycie za granicą wraca do rodzinnych stron. Poppo boryka się z trudną historią sieroctwa, relacji z babcią, która wolała jak do niej dziewczyna zwracała się „mistrzyni”, a także „ciepłą, ale nienadmiernie poufałą relację” ze starszą sąsiadką Barbarą. Zresztą Barbara jest jasnym punktem powieści. Niezwykle atrakcyjna, żwawa, ciągle pędząca w stronę słońca, chwytająca przysłowiowy wiatr w żagle. Zarówno codzienność Poppo jak i jej życie prywatne ma wiele czytelnikowi do zaoferowania. Szczególnie w końcówce książki, gdy Poppo poznaje pięcioletnią QP. W sferze edukacyjnej to bardzo wartościowa pozycja pod kątem historii, japońskiej tradycji pisania listów, kaligrafii. Autorka zasypuje czytelnika takimi ciekawostkami jak; 

(…) Do siódmego lipca trwa okres wysyłania kartek z okazji pory deszczowej, do ósmego sierpnia – letnich pozdrowień, potem z kolei wysyła się kartki z okazji końca lata” – Kameliowy Sklep Papierniczy” Ito Ogawa. 

Aby wyrazić żałobę, używa się jaśniejszego tuszu niż zazwyczaj. Ma to sugerować, że został on rozcieńczony łzami, które spłynęły na kamień pisarski.” – Kameliowy Sklep Papierniczy” Ito Ogawa. 

„(…) Sądziłam kiedyś, że szklane pióra powstały w Europie, ale ku mojego zaskoczeniu okazało się, że to japoński wynalazek. Wymyślił je produkujący dzwoneczki rzemieślnik Sadajirô Sasaki w 35 roku epoki Meji, czyli w roku 1902…(…) Szklane pióra miały na stalówce osiem drobnych rowków, w które wpadał atrament…” – Kameliowy Sklep Papierniczy” Ito Ogawa. 

Różne skomplikowane reguły obowiązujące w epistolografii dotyczą przede wszystkim początku i końca listów…” – Kameliowy Sklep Papierniczy” Ito Ogawa. 

„Istotą listu, który miał zerwać kontakt stanowił papier – najlepszy byłby wytrzymały, którego nie da się łatwo porwać (…) Wszystkie wymagania spełniał pergamin. Jest on wytwarzany z rozciągniętej skóry zwierzęcej i bardzo różni się od papieru z włókien roślinnych. Jego japońska nazwa sugeruje, że musi być zrobiony ze skóry owczej, jednak przy produkcji używa się również skór kóz, świni, jeleni i innych zwierząt…(…) Do pisania na pergaminie używa się atramentu galasowego. Galas, który jest naroślą na roślinach, miesza się z żelazem, konserwuje z użyciem czerwonego wina lub octu i w ten sposób uzyskuje się ten średniowieczny atrament. Na koniec dodaje się gumy arabskiej, dzięki czemu substancja staje się lepka…” – Kameliowy Sklep Papierniczy” Ito Ogawa. 

Nie nużyły mnie jednak te wiadomości z praktyki i historii epistolografii, w żadnym stopniu. Czytałam zasady z zapartym tchem kontemplując różnorodność, specyfikę i złożoność tego dawno zapomnianego na świecie zawodu. 

Okazało się, że Peppo nie była zatrudniana tylko do górnolotnych listów, tak jak w przypadku przesłania wyrazów współczucia w imieniu Pani Calpis. Dla mości hrabiego Peppo musiała odmówić pożyczki. Dla Pani Anonimowej powiadomienie o zerwanej relacji do jej najbliższej przyjaciółki.  Bez względu na treść do każdego zlecenia Peppo podchodziła z takim samym zaangażowaniem i przygotowaniem. Ta atencja i skupianie się na konkretnej czynności przez główną bohaterkę zachwyciło mnie w tej lekturze. 

Piękna, niespieszna opowieść o Peppo piszącej listy, którą babcia od małego uczyła trudnej sztuki kaligrafii. Książka o relacjach głęboko ukrytych pod azjatyckim dystansem i szacunkiem do drugiego człowieka. Pozycja napisana z wdziękiem. Autorka posiada umiejętność pisania o trudnych sprawach w sposób delikatny, wysublimowany. Przez co spędziłam z książką naprawdę przyjemne chwile.

Szczerze polecam!!! 

Moja ocena: 8/10

Wydawcą książki jest Wydawnictwo Tajfuny, a opinię o niej przeczytaliście dzięki mej Przyjaciółce, która użyczyła mi czytnik marki InkBook Polska.

„Pralnia Serc Marigold” Jungeun Yun

PRALNIA SERC MARIGOLD

  • Autorka: JUNGEUN YUN
  • Wydawnictwo: MOVA

  • Liczba stron: 272
  • Data premiery : 19.06.2024r.

  • Data premiery światowej: 6.03.2023r. 

Wydawnictwo Mova „należy do Grupy Wydawnictwo Kobiece pochodzącej z Podlasia, której wielokulturowość i język stały się inspiracją do nazwy Mova: w regionalnej podlaskiej gwarze mowa oznacza właśnie język – niezbędny do mówienia o tym, co ważne” (źródło: O nas). Obserwując kierunek, w którym podąża firma wydaje mi się, że interesuje ją ambitna literatura piękna. W jej zasobach można znaleźć prozę azjatycką i hiszpańskojęzyczną, która tłumaczona jest z oryginalnych języków. Wyszukując po hasztagach: #movaazjatycka, #movapiekna czy #movamroczna można zapoznać się z szeroką, a co ważniejsze ciekawą ofertą Wydawnictwa🙂.

Na stronie angielskiego Wydawcy www.penguin.co.uk przeczytałam natomiast, że „Jungeun Yun jest autorką ponad dziesięciu książek, w tym Live the Way You Want; Even If I Don’t Know How to Be an Adult i To Travel or To Love. Yun wierzy, że pisanie to autorefleksja, dokładne badanie emocji; pisanie to łączenie. Yun prowadzi podcast The Path of Books z Jungeun Yun. Jej debiutancka powieść Marigold Mind Laundry znalazła się w pierwszej piątce bestsellera w Korei i ma zostać wydana na całym świecie. Jungeun Yun mieszka w Korei.” Przed Wydawnictwem Mova sporo więc jeszcze wydań tej autorki. „Pralnia Serc Marigold”, która debiutowała na polskim rynku w połowie czerwca br. to pierwsza według portalu Lubimy Czytać książka Jungeun Yun. Ciekawe, czy pojawią się następne. Ja na szczęście dzięki pożyczonemu e-czytnikowi od mej Przyjaciółki marki InkBook Polska mogłam zanurzyć się w kolejną powieść oniryczną i to napisaną przez Azjatkę. Zapraszam Was do przeczytania recenzji na temat książki zatytułowanej „Pralnia Serc Marigold”. 

W miasteczku, „(…) gdzie nie zaskakuje to, że zaraz po wiośnie nadchodzi jesień.” Młoda Ji-eun zostaje pozbawiona rodziców, którzy informują ją, że posiada wyjątkowe moce. Moce usuwania plan z ludzkich serc. Dzięki temu przez wieki będzie mogła pomóc wielu potrzebującym. Dziewczyna nie rozumie swego przeznaczenia. Po latach szukania w różnych rzeczywistościach utraconej rodziny osiada w Marigold, gdzie wykupuje stary budynek, w której kiedyś mieściła się Pralnia serc Marigold. Zaczyna prowadzi działalność na nowo. Działalność nadzwyczajną. Działalność zmieniającą życie jej klientów. 

Trochę zawiodłam się na tej publikacji. Po udanej serii japońskiego autora przeczytanej jednym tchem „Zanim wystygnie kawa” liczyłam na podobne emocje. Faktycznie widzę trochę podobieństw. Tą krótką książeczkę cechuje powściągliwość w emocjach, właściwa dla prozy azjatyckiej. W relacjach międzyludzkich dominuje skromność i wzajemny szacunek. Klienci są jednak mniej spektakularni niż ci opisani w cyklu „Zanim wystygnie kawa” lub książce autorstwa Sanakai Hiiragi pt. „Fotograf utraconych wspomnień”. Pierwszy klient Jae-ha niespełniony twórca filmowy mający za sobą trudne, samotne dzieciństwo. Chwilami drażnił mnie swym podejściem do życia. Żałuję też, że koreańska autorka Jungeun Yun nie wykorzystała potencjału, który nasunął mi się z jego przyjaciółką Yeon-hui. Opowieść o instagramowej celebrytce Eun-byeol wydała mi się sztampowa. W sposobie przedstawienia tak mistycznej opowieści ponad czasami, ponad różnymi rzeczywistościami postać tej intragramowej celebrytki wydała mi się mało realna. W Pralni serc Marigold nie ma telefonów, nie ma mediów, oprócz radia. Nie ma ekspresów. Herbata parzona jest w starodawnym stylu. A tu nawiązanie do współczesnych mediów, w których ludzie sprzedają swoje życie, swoje wykreowane medialnie zafałszowane postaci. Podobała mi się natomiast historia o kurierze Yeong-hui mężczyźnie nazwanym kobiecym koreańskim imieniem. Człowieku, który znalazł szczęście w prostej pracy odrzucając potencjalny sukces u boku wybitnej rodziny. Mężczyźnie, który w młodości był terroryzowany przez czas. Wzruszyłam się również przy opowieści o matce Jae-ha, która była dopełnieniem jego opowieści. 

W książce mnóstwo jest złotych myśli. Praktycznie strona po stronie odnotowywałam ciekawe cytaty. 

(…) Choćby się zdawało, że ciemność trwać będzie wiecznie, w końcu i tak zawsze wschodzi słońce. Czy tym, co człowiek bez żadnego wysiłku dostaje od życia, nie jest właśnie możliwość witania kolejnych dni?’. – Pralnia Serc Marigold” Jungeun Yun. 

„Czasem wybycie się bolesnych wspomnień pozwoli człowiekowi ruszyć dalej, choć zdarza się, że mimo bólu dostarczają one siły, dzięki której ludzie potrafią przezwyciężyć niedolę i wrócić do życia. Niekiedy smutek staje się siłą napędową do dalszej walki.” – Pralnia Serc Marigold” Jungeun Yun.

„(…) Nie ma życia pozbawionego trudności. Po prostu trzeba jakoś je przezwyciężyć, kiedy już się pojawią. Ucieczka czy znalezienie rozwiązania nie są równoznaczne z ich pokonaniem. Trzeba wytrzymać do końca, nie odwracając wzroku.” – Pralnia Serc Marigold” Jungeun Yun.

„Czasem życie zdaje się o wiele trudniejsze niż śmierć.” – Pralnia Serc Marigold” Jungeun Yun.

„(…) dzisiaj jest najbardziej wyjątkowym prezentem, jaki dostaje człowiek. Nieważne, ile byśmy żałowali, wczoraj już przeminęło, a jutro, które nie nadeszło, wciąż pozostaje odległą przyszłością. Dlatego musimy żyć dniem obecnym. To właśnie on jest magicznym darem, który każdy z nas otrzymał po równo.” – Pralnia Serc Marigold” Jungeun Yun.

Zakończenie nie zaskakuje. Zaskoczył mnie natomiast maleńki błąd na samym początku. Czytając na czytniku marki InkBook na stronie 8 zauważyłam pewną nieścisłość. 

– Cóż, to…miasteczko pełna wspaniałych mocy.” – Pralnia Serc Marigold” Jungeun Yun.

Intuicyjnie czuję, że zdanie miało raczej brzmieć; (…) miasteczko pełne wspaniałych mocy. Ot taki błąd stylistyczny. Czasem się dziwię, że zwrócę na tak niewielką nieścisłość uwagę. 

To trochę jak w tej książce. Wielu bohaterów zwraca uwagę na drobne sprawy. Niektóre zdominowały całe ich życie. Tak mocno, że kolejne dni stały się udręczeniem. Wydaje mi się, że Jungeun Yun na fali innych podobnych w stylu książek napisała „Pralnię Serc Marigold”. Mnie kompletnie nie przekonała. Postać Ji-eun w wielu momentach wydawała mi się obcesowa. Jej wątek zlewał mi się w jedną całość. Irytowała mnie postać starszej kobiety, sąsiadki Ji-eun prowadzącej bar „Nasze przysmaki”. Kojarzyła mi się ze starą, wiejską babą. Nie umiłowaną w karmieniu innych restauratorką, ciepłą, troszczącą się. Jest to jednak publikacja w stylu prozy koreańskiej, prozy azjatyckiej. W pewien sposób fascynująca, bo tak bardzo różna od europejskich ekspresyjnych publikacji, w których nie ma miejsca na zatrzymanie się, na kontemplowanie drugiego człowieka w relacji. Bohaterowie w „Pralni Serc Marigold” nie błyszczą, nie chwalą się. Bohaterowie żyją w swój specyficzny sposób.  

Moja ocena: 6/10

Książkę wydało WYDAWNICTWO MOVA.