„Wegetarianka” Han Kang

WEGETARIANKA

  • Autorka: HAN KANG
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 256
  • Data premiery : 10.02.2021
  • Data 1. wyd. pol.: 27.01.2014
  • Data premiery światowej.: 30.10.2007

Wegetarianka” to kolejna pozycja, z którą zapoznałam się autorstwa Han Kang – tegorocznej laureatki literackiej nagrody Nobla. Poprzednie to: „Biała elegia” i „Nadchodzi chłopiec”. Dodruk  Wydawnictwa W.A.B. pojawił się po otrzymaniu wspomnianego Nobla przez autorkę. Ja z niego się bardzo cieszę, bo dzięki temu mogłam zaopatrzyć się w ciekawą literaturę piękną wydaną w przepięknym stylu. Zachwyca mnie i czcionka, i gramatura stron, i przepiękne okładki. A ta z „Wegetarianki” wyjątkowo mnie zachwyciła. Soczysta zieleń pobija wszystkie inne👏. 

To opowieść o tytułowej wegetariance. Młodej Yŏng-hye, która przez pewien sen postanawia nie jeść mięsa. Stosunek najbliższych do jej decyzji oraz do niej sportretowany jest z punktu widzenia jej męża, jej szwagra i jej siostry. Nikt nie akceptuje jej decyzji. Wszyscy zastanawiają się, co jest jej przyczyną. Sam wegetarianizm nikogo nie przekonuje. Wszystkie narracje są pierwszoosobowe, relacyjne. To dzięki nim poznajemy, co tak naprawdę wydarzyło się z Yŏng-hye – wegetarianką. Niektóre fragmenty dotyczą Yŏng-hye, jej osobistych przemyśleń, wspomnień. Fragmenty stanowiące niekiedy uzupełnienie, doprecyzowanie jej postaci, a niekiedy kontekst społeczny. 

Jestem fanką Han Kang. To prawda. Dotychczas przeczytane przeze mnie książki dotknęły mnie do głębi. Każda z trzech pozycji, z którymi się już zapoznałam podejmuje trudny temat (śmierć dziecka i życie w cieniu tej tragedii kolejnego potomka, zamieszek domowych przeciwko koreańskiej dyktaturze, w których zginęło kilkaset osób, czy popadanie w obłęd i anoreksja). Mimo, że wątki się nie powtarzają ogrom emocji, które autorka jest w stanie we mnie wzbudzić ciągle mnie zaskakuje. Nie jestem literaturoznawcą ani specjalistą od stylistyki. Bez wątpienia jednak w prozie Han Kang urzeka mnie płynność narracji, brak przydługich opisów, kwintesencja tekstu i jego prostolinijność, która ma w sobie jednak dużo artyzmu widocznego w każdej z trzech części powieści, której narratorem jest ktoś inny. 

W części „Wegetarianka” zadziwiła mnie postać męża, niezwykle pragmatycznego, praktycznie od samego początku. Najpierw nie rozumiałam, dlaczego Yŏng-hye wyszła za niego za mąż, co zmieniło się po przeczytaniu kolejnych stron🙄. We fragmencie „Plamka mongolska” zachwycił mnie sposób przedstawienia ogromnego pragnienia. Yŏng-hye jako obiekt męskich fantazji okazała się niejednoznaczna. Sposób przedstawienia, pomysł z twórczością, z kwiatami w sposób bardzo wytworny opisał podstawowe pragnienia ludzkie. To ogromna wartość literatury pięknej, że w taki sposób potrafi opisywać namiętność fizyczną. Punkt widzenia siostry tytułowej bohaterki opisany w „Fotosynteza” najmniej do mnie przemówił. Kompletnie nie potrafiłam się utożsamić z jej emocjami, uczuciami, sposobie przedstawienia jej stosunku do Yŏng-hye. Jest to zdecydowanie najsłabsza część z wszystkich trzech. 

Ogromnie Wam polecam tę pozycję. Jako propagatorka literatury pięknej zmuszającej do myślenia, pokazująca świat w szerszym kontekście zachęcam byście popatrzyli na „Wegetariankę” choćby ze względu na udane studium popadania w obłęd i przejmujący obraz choroby anorektycznej, która często rozpoczyna się niewinnie, a tak naprawdę korzenie ma nierzadko w czasach dzieciństwa z dominującą matką czy przemocowym ojcem w rolach głównych. Dla mnie wyjątkowe doświadczenie. 

„(…) Ojciec oznajmił, że nie będzie go wieszał na drzewie, aby przypalać go ogniem i tłuc kijem. Słyszał gdzieś, że o wiele bardziej delikatne jest mięso psa, który zabiega się na śmierć. Przekręca więc kluczyć w stacyjce i rusza motorem przed siebie…” –Wegetarianka” Han Kang. 

….

Moja ocena: 8/10

Książkę dodrukowało w 2024 WYDAWNICTWO WAB.

„Glennkill. Sprawiedliwość owiec” Leonie Swann

GLENNKILL. SPRAWIEDLIWOŚĆ OWIEC

  • Autorka: LEONIE SWANN
  • Wydawnictwo: GRUPA WYDAWNICZA RELACJA
  • Cykl: SPRAWIEDLIWOŚĆ OWIEC (tom 1)
  • Liczba stron: 384 
  • Data premiery:13.11.2024
  • Data 1. wyd. pol.:  1.07. 2006
  • Data premiery światowej: 1.08.2005

Glennkill. Sprawiedliwość owiec” Leonie Swann dostałam lata temu od mojej przyjaciółki na urodziny. Tak spodobała mi się ta publikacja, że wypożyczałam ją różnym czytającym nagminnie, do momentu, gdy któryś z nich mi ni jej nie oddał🙄. Wiedząc o wznowieniu poprosiłam Wydawnictwo Relacja o sprezentowanie mi jednej sztuki😁. Dość dobrze pamiętam, że książka ogromnie mi się podobała i w sposobie ujęcia tematu, i w sposobie narracji. Grupa Wydawnicza Relacja sprawiła mi ogromną radość obdarowując mnie niespodzianie wznowionym nakładem tej pozycji, która po raz pierwszy na polskim rynku znalazła się 1 lipca 2006 roku. Czytaliście już tę premierę z 13 listopada br.? Jeśli nie, to szczerze do tego zachęcam. 

Stado tytułowych owiec znajduje swego pasterza, Georga Glenna „przy ścieżce ze szpadlem w brzuchu”, do tego ze śladem kopyta owczego na piersi. Ustaliwszy, że Georgowi należy się sprawiedliwość zaczynają poszukiwać sprawcy zbrodni poczynionej na swym dobrodzieju, który obiecał im podróż do Europy. A one „(…) też chciałyby zwiedzić Europę, bo wyobrażały sobie, że jest to olbrzymia łąka pełna jabłonek.”  Tym samym odkrywają liczne animozje, stare blizny czy przestępstwa, które trawią mieszkańców Glennkill. „(…) Ta wieś jest jak przegniłe jabłko. (…) Psuje się od środka. Tak jak jabłko”. Czy uda im się wytypować mordercę? 

Choć do wznowienia książki przyczynił się zapewne pomysł jej ekranizacji (według Lubimy Czytać: „film w gwiazdorskiej obsadzie, w którym wystąpią między innymi Hugh Jackman, Emma Thompson i Nicholas Brown. Reżyserii podejmie się twórca „Minionków” Kyle Balda, a za scenariusz odpowiada Craig Mazin („The Last of Us”) to miło było sięgnąć po tę pozycję po latach. Okazało się, że mimo, iż powieść nie czytałam z takim ogromnym entuzjazmem jak lata temu czas poświęcony książce uważam, za dobrze wykorzystany. 

Tym bardziej, że owce mają sporo do zaoferowania w zakresie swych zwyczajów, preferencji kulinarnych, lęków, postrzegania świata i sposobu myślenia. Owcza narracja nie do podrobienia😁.

(…) W końcu uzgodnili, że dobry pasterz to taki, który nigdy nie przycina jagnięciu ogonka, nie ma pasterskiego psa, daje owcom dużego dobrego jedzenia (…) i nosi wyłącznie ubrania z produktów własnego stada, jak choćby jednoczęściowe kabotki z przędzy, w których wyglądałby naprawdę ładnie, bo prawie jak owca. Naturalnie wiedziały, że istoty tak doskonałej nie ma na całym świecie….” – Glennkill. Sprawiedliwość owiec” Leonie Swann. 

Czy chociażby: 

(…) Ludzie nie mają duszy. Nie ma duszy, nie ma i ducha. To proste. (…) 
– Każde jagnię wie, że dusza mieszka w zmyśle węchu. A ludzie nie mają dobrych nosów…” –Glennkill. Sprawiedliwość owiec” Leonie Swann.

Mam swoje ulubione fragmenty. Niezwykle rozśmieszyła mnie scena z konfesjonałem (strona 259). Otello w konfesjonale bezcenny😁. Generalnie pomysł widzianych w różnym niespotykanym miejscu owiec, a w szczególności czarnego barana okazał się bardzo dobry. Faktycznie w ciemności mógł on uchodzić za całkiem kogoś innego, kogo mogłyby się bać mające coś na sumieniu dusze😉. Wśród postaci ludzkich nie ma swego ulubieńca. Leonie Swann zadbała, by nikt nie wysunął się na pierwszy plan. Stwierdzam więc, że głównego bohatera na dwóch nogach nie ma. Czy rzeźnik Ham, czy pasterz Gabriel, czy młoda Rebeka, czy inspektor Holmes, czy świętoszka Beth, czy sam „Bóg” i inni pojawiają się w książce wyłącznie jako dodatki, jako ciekawostki, które stają się dla owiec przedmiotem badań, podsłuchów, obserwacji itd. Zresztą wśród owiec też nie ma jednego głównego bohatera. Na początku myślałam, że będzie nią Panna Maple, osobowościowo wzorowana na mej ulubienicy z serii Agathy Christie – Pannie Marple. Obie posiadające wnikliwe spojrzenie, obie zasłuchane w swe myśli, intuicję, obie kontemplujące własne obserwacje. Później miałam wrażenie, że czarny baran Otello odegra ważną rolę. Trzecim z kolei typem był Melmoth Wędrowiec, który również nie okazał się dominującym charakterem. I tak mogłabym moje omyłki jeszcze więcej mnożyć. Leonie Swann poszła całkowicie w innym kierunku. Skupiła się na zbiorowym głównym bohaterze, którym jest stado owiec. Zresztą bardzo miło zaprezentowała jego członków na samym początku w części „Dramatis oves w kolejności pojawiania się”. Ja już przy czytaniu tego fragmentu zaczęłam przypominać sobie co nieco😏.

Książka składa się z dwudziestu czterech zatytułowanych rozdziałów. Narracja jest trzecioosobowa. Język prosty, zwięzły. Fabuła oparta na poszukiwaniu sprawcy śmierci Georga i na perypetiach owczo – ludzkich, owczo-owczy i ludzko-ludzkich. Bardzo brakowało mi rozwiniętego motywu Zimowego jagnięcia, który idealnie wpasowałby się w trend powieści. Ze zdziwieniem czytałam o tragicznej historii Otella, której autorka poświęciła trochę miejsca. Kompletnie zapomniałam o tym wątku zapamiętując tylko emocje, które towarzyszyły mi przy czytaniu po raz pierwszy tj.; rozbawienie, niedowierzenie, zachwyt, uczucie skrajnej nowości i niepodrobienia. Warto więc sięgać do pozycji czytanych lata temu. Okazuje się, że przyjemność z czytania nadal jest, a wiele wątków widzianych jest z całkiem innej strony. 

Dziękuję Wydawnictwo Relacja za relaks spędzony z książką. Apetyt rośnie. Nie mogę się doczekać, by przypomnieć sobie, co działo się potem w drugiej części zatytułowanej „Triumf owiec”. 

Moja ocena: 8/10

We współpracy z Grupą Wydawniczą Relacja. 

„Nadchodzi chłopiec” Han Kang

NADCHODZI CHŁOPIEC

  • Autorka: HAN KANG
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 256
  • Data premiery : 30.09.2020 
  • Data premiery światowej.: 19.05. 2014

Nadchodzi chłopiec” to druga publikacja tegorocznej laureatki Literackiej Nagrody Nobla; południowokoreańskiej pisarki Han Kang. Poprzednia „Biała elegia” bardzo mi się podobała. Okazała się autobiograficzną podróżą Kang nie tylko w smutną przeszłość jej rodziny, ale także do Warszawy😏. „Nadchodzi chłopiec” również powstał (choć dwa lata wcześniejna kanwie osobistych doświadczeń autorki. Historii o chłopcu zabitym w trakcie powstania przeciwko rządom wojskowej dyktatury generała Chŏn To-hwana, następcy dyktatorskiego prezydenta o nieograniczonej władzy Pak Chŏng-hui.  Zamieszki trwały między 18 a 27 maja 1980 roku w południowokoreańskim mieście Gwangju w prowincji Chŏlla Południowej. Chłopcu mieszkającym w byłym rodzinnym domu autorki, z którego wyprowadzili się wiele lat wcześniej.

To historia o piętnastoletnim chłopcu; Tong-ho, który poszukując swego zaginionego kolegi Chŏng-dae mieszkającego w domu jego rodziców ze starszą siostrą na stancji znalazł się w sali gimnastycznej pełnej osiemdziesięciu trzech zmarłych. A później, który stracił życie odmawiając swej matce powrotu do domu. I to jest pierwsza historia opisana w rozdziale „Młody ptak”. To też historia samego ranionego w bok Chŏng-dae, którego szukał Tong-ho, a raczej jego duszy orbitującej wśród niewinnie zabitych przez reżim. Jego perspektywę Han Kang ukazała w rozdziale drugim; „Czarne tchnienie”. I to jest druga historiaW trzeciej części „Siedem policzków” poznałam opowieść o redaktorce Un-suk, którą  Tong-ho spotkał w trakcie pracy w hali Sangmugwan, gdy zajmowała się zmarłymi. A raczej to historia otrzymanych uderzeń w policzek, których doświadczyła w trakcie brutalnego przesłuchania. To też narracja o skazanym na dziewięć lat więzienia i torturowym w „Krwią i żelazem”. A raczej historia jego współosadzonego Kim Chin-su i historia tych, którzy nie poradzili sobie z traumą po wyjściu z więzienia lub warunkami w nim panującymi. Ocaleni, nieocaleni. I to jest czwarta opowieść. To również tragedia o kobiecie, która jako młoda robotnica chciała walczyć o prawa wyzyskiwanych wespół z Kim Sŏng-hui. W „Źrenicy nocy” dowiaduję się, że jej też się nie udało wywalczyć i zawalczyć o lepsze przyszłe dni. I to jest piąta opowieść. To opowieść matki w żałobie, która nie namówiła swego piętnastoletniego syna, by w trakcie zamieszek wrócił do domu. To też tragiczna historia jej dwóch starszych synów obwiniających się za śmierć najmłodszego. W „Tam, gdzie kwitną kwiaty” to historia o matce Tong-ho. I jej przeżycia są fabułą szóstej opowieści

Sześć historii, które spaja osoba młodego chłopca; Tong-ho pojawiającego się w nich jako postać literacka, jako wspomnienie czy jako symbol. Na samym końcu w epilogu zatytułowanym „Ogniki płonące w ogniu” autorka tłumaczy skąd pomysł na powieść i jakie  było źródło jej powstania. 

Kang w poetycki sposób zaprezentowała tragedię powstania, które miało na celu obalenie dyktatury, będąc próbą przywrócenia demokracji, a skończyło się śmiercią nawet dwóch tysięcy osób. Nigdy nie potwierdzono oficjalnie ilości ofiar. Narrację prowadzi wielowymiarowo, w różny sposób. Do swych postaci w wielu miejscach zwraca się osobiście, typu; „W porównaniu z nimi twoja praca była nadal prosta…” , „(…) Stłaczałeś trumny w pośpiechu…” Jakby pisała do nich list. W rozdziale drugim Kang zastosowała narrację pierwszoosobową, która jest idealna dla osobistej relacji zabitego, podobnie jak w relacji matki Tong-ho. 

Han Kang nie oszczędza czytelnika kreśląc realne opisy, prawdziwe sceny, które się zdarzyły, które się mogły wydarzyć. Niektóre są bardzo wstrząsające. To powieść retrospekcyjna. Ukazująca wydarzenia, o których świat już dawno zapomniał. Przywołująca je wspomnieniom, ucząca prawdziwej historii w bardzo literacki sposób. 

(…) Dopóki nie poczułem, że tryskająca z mojego boku krew zalewa ciepłem moje barki i kark. Wciąż jeszcze wtedy byłeś ze mną.”  -„Nadchodzi chłopiec” Han Kang.

(,…) Nie da się powrócić do wcześniejszych czasów. Do świata sprzed tortur, sprzed masakry.” -„Nadchodzi chłopiec” Han Kang.

Motyw ze strony 232: „Nie umieraj. Błagam, nie umieraj” powrócił w „Białej elegii”, gdzie z posłowia dowiedziałam się, iż do „Nadchodzi chłopiec” autorka zapożyczyła go z relacji jej matki, która opisywała jak zachowywała się, gdy umarło jej pierwsze dziecko. Wiedząc o tym czytaną na tej stronie treść odebrałam bardzo emocjonalnie. 

Wszystkich bohaterów opisywane zdarzenia zmieniły. W różny sposób. To również zostało uwypuklone w opowiedzianych historiach. Nikt nie chciał być bohaterem. Wielu niewinnych zostało skazanych. Wielu z nich wydawało się, że tak należy postąpić, nawet jeśli do końca nie rozumieli tego co się dzieje i z jakiego powodu to powstanie ma miejsce, jak piętnastoletni Tong-ho, który nie zdążając dorosnąć dojrzał w jednej chwili. 

Nie czułem się już wcale jak piętnastolatek. Nawet trzydzieści pięć czy czterdzieści pięć lat zdawało się niedojrzałym szczenięcym wiekiem. Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że mam sześćdziesiąt pięć albo siedemdziesiąt pięć lat.” -„Nadchodzi chłopiec” Han Kang.

Silne książka „Nadchodzi chłopiec” wzbudziła we mnie emocji. Przeogromne. Bynajmniej nie jest to powieść historyczna, do których przyzwyczaili mnie rodzimi autorzy. To głęboka analiza zachowań patriotycznych w czasach dyktatury. Głębokie stadium ludzkich zachowań, różnych zachowań. Dla mnie prawie arcydzieło, choć literaturoznawcą nie jestem. 

Bardzo mi się podoba styl autorki. Mogę to już śmiało napisać po drugiej przeczytanej jej autorstwa powieści. Wydanie mnie zachwyca w równym stopniu. Twarda oprawa z wyżłobionymi literami na okładce. Papier Ecco Book Cream o znacznej gramaturze i ta większa czcionka, która umila czytanie, gdyż oczy nie muszą się zbytnio wysilać. Zatytułowane rozdziały i odseparowywane części podejmujące różne wątki. Tak jakby oprócz opisanego chaosu wszędzie wokół i obok tego istniał z góry ustalony, i konsekwentnie utrzymywany porządek. 

Przeczytajcie proszę „Nadchodzi chłopiec” i dajcie znać jakie ta książka wzbudziła w Was emocje. 

Moja ocena: 9/10

Książkę dodrukowało w 2024 WYDAWNICTWO WAB.

„O zmierzchu” Hwang Sok-Yong

O ZMIERZCHU

  • Autor: HWANG SOK-YONG
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO.BO.WIEM
  • Seria: SERIA Z ŻURAWIEM
  • Liczba stron: 208
  • Data premiery :20.09.2022
  • Data premiery światowej: 3.11.2015

Hwang Sok-Yong to południowokoreański autor, który jakieś jeszcze dwa lata temu był typowany do literackiej nagrody Nobla. Typowanie się jednak nie udało. W tym roku, jak wspomniałam na mym blogu, nagroda trafiła do jego koreańskiej koleżanki po piórze Han Kang (recenzja jej książki na klik). Autor jest też twórcą książki „Księżniczka Bari”, aż dziw, że nie mam jej jeszcze na swojej półce😁. Książki Hwang Sok-Yonga w ramach „Serii z żurawiem” wydaje wydawnictwo  Bo.wiem należące do  Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Powieść „O zmierzchu” dotyka kwestii egzystencjalnych, relacji pomiędzy ludźmi, której bohaterowie spotykają na różnych etapach swego życia. Po opisie Wydawcy wiedziałam, że fabuła jest idealna dla mnie👍. 

Ludzka pamięć ma to do siebie, że współdzielone z innymi doświadczenia pod wpływem upływającego czasu mogą zostać całkowicie zapomniane lub – w zależności od towarzyszących im wówczas emocji – zniekształcone i zapisać się w naszych umysłach jako zupełnie inne historie…” – O zmierzchu” Hwang Sok-Yong. 

I trochę o tym jest historia opisana w powieści zatytułowanej „O zmierzchu”. W dwóch naprzemiennych narracjach czytelnik śledzi losy Park Min-u – znanego architekta oraz dwudziestoośmioletniej Jeong U-hui, których los zetknął tylko na chwilę. Każdy z nich odczuwa pewną stratę. Ona za swym przyjacielem nazywanym Czarną Koszulką, Kim Min-u. On czuje się samotny w swym życiu. Córka z żoną mieszka w Stanach Zjednoczonych, a ostatnie doświadczenia spowodowały wrócenie do wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat, gdy Park Min-u mieszkał w ubogiej dzielnicy i jako jeden z wielu jej młodych mieszkańców kochał się w ukryciu z Sun-y. 

Bardzo podobała mi się ta publikacja. Wspaniale Hwang Sok-Yong opisał losy dwójki młodych ludzi, którzy rozstali się ze sobą dawno temu. Z ogromnym wyczuciem ukazał życie  Sun-y, która z jedynej córki właściciela miejscowego sklepu z makaronami stała się samotną matką, której trudno było wiązać koniec z przysłowiowym drugim końcem. Tak naprawdę akcja toczy się w dwóch odrębnych rodzinach. Dobrze też zobrazowano biedę w dzielnicy Seulskiej, pracę pucybutów czy walki mini gangów. 

Wydanie jest jak zwykle wyśmienite. Okładka ze skrzydełkami zaprojektowana przez Małgorzatę Flis idealnie pokazuje temat, który został podjęty w powieści. Na tylnym skrzydle znajduje się krótka notka biograficzna o autorze. Jego życie jest bardzo ciekawe i to znajduje odzwierciedlenie pewnie w jego utworach. Aresztowany w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku za działalność polityczną. Podczas wojny w Wietnamie walczył po stronie Amerykanów. Temat wojny domowej, okupacji Japońskiej również podjęty został w tej powieści. Do tego kremowe strony o znacznej gramaturze. I przypisy od Tłumaczki, które ukazują mi Koreę Południową w bardziej dogłębny sposób. Między innymi dowiedziałam się z przypisu na stronie 35, że „(…) Koreańczycy, mówiąc o swoim wieku, zawsze dodają rok, wliczając w czas życia okres płodowy. W związku z tym dziecko zaraz po urodzeniu ma de facto według Koreańczyków rok.” 😊. I to tylko jedna z niewielu ciekawostek z przypisów, które mnie zadziwiły. Redakcja wykazała się ogromnym zaangażowaniem troszcząc się i o komfort czytania (strony), i o estetykę wydania (rewelacyjna okładka), i o wiedzę, którą czytelnicy dzięki tłumaczeniom w przypisach mogą czytając beletrystykę wzbogacać. 

O zmierzchu” autorstwa Hwang Sok-Yong w mojej opinii jest bardzo dobrą książką. Wzbogacającą wiedzę i uwrażliwiającą czytelnika na przeszłość i doświadczenia poprzedniego pokolenia, a także na tożsamość współcześnie młodych ludzi, którzy często nie są w stanie zaspokoić swoich podstawowych potrzeb. To jest powieść bardzo refleksyjna i z perspektywy męskiego bohatera, i z perspektywy opisywanej młodej kobiety. Zdecydowanie powieść idealna dla czytelnika szukającego głębszych wrażeń bez względu na płeć. Mi bardzo się podobała i cieszę się niezmiernie, że mam ją na swej bibliotecznej półce. Czytajcie !!! 

Moja ocena: 8/10

Książkę wydało Wydawnictwo Bo.wiem.

„Agnes Sharp i morderstwo w Sunset Hall” Leonie Swann

AGNES SHARP I MORDERSTWO W SUNSET HALL

  • Autorka: LEONIE SWANN
  • Wydawnictwo: GRUPA WYDAWNICZA RELACJA
  • Cykl: ŚLEDZTWA AGNES SHARP (tom 1)
  • Liczba stron: 432 
  • Data premiery:13.11.2024
  • Data premiery światowej: 25.05.2020

13 listopada br. premierę miała książka „Agnes Sharp i morderstwo w Sunset Hall” autorstwa Leonie Swann wydana nakładem Wydawnictwo Relacja. To pierwszy tom serii o emerytowanej śledczej, która założyła w swym rodzimym domu wspólnotę mieszkaniową, do której zaprasza innych pensjonariuszy; żółwicę Hettie, psa Brexita, Marszałka, Edwinę, Winston najświeższy narybek Charlie czy Bernadette. 

(…) szczupła, przywiędła dama w czerni, trochę przypominająca suszoną rybę, ale też prawie elegancka, w ładnej bluzce, z dziwaczną fryzurą i zaskakująco czerwonymi, trochę nieregularnymi ustami. Jej oczy spoglądały czujnie, a nawet całkiem energicznie spod opadających powiek…” –Agnes Sharp i morderstwo w Sunset Hall” Leonie Swann. 

A wszystko zaczęło się od śmierci strzałem z broni palnej jednej z mieszkanek Sunset Hall, Lillith. Miejscowi policjanci zaczynają zastanawiać się czy brawurowi domownicy nie mają z jej śmiercią czegoś wspólnego. Choć to dochodzenie rozpoczynają z opóźnieniem. Okazuje się, że przed Lillith zmarła sąsiadka Sunset Hall, jedna z bliźniaczek, Mildred Puck, którą ktoś zabił na własnej werandzie. Zarówno Agnes mająca doświadczenie śledcze, jak i Edwina pracująca kiedyś w służbach specjalnych ochoczo uczestniczą w dochodzeniu. Z ukrycia. Po kryjomu. Próbując przy swych problemach z pamięcią dojść do jakichkolwiek wniosków. 

Siedemdziesiąt osiem lat tyle ma tytułowa Agnes Sharp, choć chwilami wydawać by się mogło, że zdecydowanie więcej😏. Autorka w jej postać, podobnie jak w postaci innych bohaterów wplotła wiele zabawnych historii. Powracający wątek dotyczył trzecich zębów, które często pojawiały się w najmniej oczekiwanych miejscach. Moim ulubionym była skorupa Hettie. Bardzo podobał mi się aspekt utraty koncentracji, pamięci wśród domowników, które idealnie się sprawdziły w opowieści o prowadzonym śledztwie.  Na uwagę zasługuje opis zdarzeń ze strony 394, który związany jest z Edwiną tropiącą z psem Brexitem porywacza z Hettie pod pachą, która „wędrowała po lesie w kierunku Sunset Hall, dziwnie niezadowolona z siebie i ze świata. Czegoś chciała. Czegoś ważnego. (…) Ale co jej pozostało, jeśli po prostu nie potrafiła sobie przypomnieć tej cholernej misji?…” Bardzo umiejętnie autorka wykorzystała temat zaburzeń z pamięcią wśród pensjonariuszy w trakcie prowadzonego śledztwa. Dzięki temu okoliczności pewnych zdarzeń nie podążały w naturalnym kierunku. 

Książka podzielona jest na zatytułowane rozdziały. Jest ich łącznie dwadzieścia pięć. Na samym końcu znajduje się Epilog, w którym Swann opisała sposób na zimowanie żółwi, o którym dotychczas nie słyszałam. W „Uwagach od autorki” obnażyła kwestię posiadania żółwia, który jako zwierzę domowe nie powinno być wyłącznie zachcianką, zresztą jak inne zwierzęta. Doceniam ją dodatkowo za ten apel. Narracja jest trzecioosobowa, w wielu miejscach pisana z perspektywy różnych bohaterów. Rozdziały są krótkie i trochę przeszkadzało mi, że fragmenty, w których akcja dzieje się wokół jednej postaci nie są oddzielone od siebie. Łapałam się, że przeskakując z wydarzeń, w których główną rolę odgrywa Agnes do czynności śledczych wykonywanych przez Edwinę czy Marszałka trochę się gubiłam w wątku głównym. Tym bardziej, że autorka stosowała narrację naprzemienną. Jedną dłuższą historię z udziałem konkretnej persony przeplatała kilkukrotnie innymi wydarzeniami. Trudno było mi utrzymać pamięć bohatera, nastrój danego fragmentu czy opis scenografii. Uproszczenie prowadzonej narracji może wyszłoby tej publikacji na dobre. 

3 września br. miała światową premierę druga część cyklu. Tytuł w języku oryginalnym brzmi „Agnes Sharp and the Trip of a Lifetime”. Ciekawa jestem, kiedy Grupa Wydawnicza Relacja da radę wydać ją u nas lokalnie. Co do wydania to „Agnes Sharp i morderstwo w Sunset Hall” ma bardzo ciekawą okładkę. Długo się jej przypatrywałam. Odzwierciedla wiele aspektów opowieści. I wartkich seniorów, i żółwicę, i nawet psa Brexita, o którym sporo było w powieści. Musicie pamiętać, że w momencie, gdy pisana była ta historia Brexit był już postanowiony, ale jeszcze nie ziścił się (Wielka Brytania formalnie przestała być członkiem Unii Europejskiej w 2021 roku). Kryminał ma okładkę ze skrzydełkami i niepokojąco cienką gramaturę stron. Jak jedwab. Do kartkowania podchodziłam z ogromną ostrożnością. Niszczenia książek nie cierpię chyba najbardziej na świecie🙄. 

Historie. Zawsze chodzi o historie. Całe życie składa się z historii…” –Agnes Sharp i morderstwo w Sunset Hall” Leonie Swann.

Fabuła trochę się skomplikowała, mimo, że to przyjemny kryminał (gatunek: „cosy crome” lub jak gdzieś przeczytałam „cosy mistery”). Finalnie okazało się, że zmarłych w całej powieści było znacznie więcej. Pojawił się wątek Olive, wujka Normana, Theresa z domu spokojnej starości Lipowego Zakątka, Titusa Coldwella i Alice, bliźniaczki Agnes. Coś tych sióstr bliźniaczych sporo jak na tak małą społeczność…. Choć najbardziej niepokojącym i zaskakującym okazał się kryminalny wątek związany ze zmarłą w swym ukochanym ogrodzie Lillith, jednej ze współlokatorek tego tętniącego życiem domu. 

Mam nadzieję, że zaciekawiłam Was wystarczająco, byście chcieli dowiedzieć się w jakich okolicznościach i dlaczego zmarła Lillith, która uwielbiała swój ogród. 

Moja ocena: 7/10

We współpracy z Grupą Wydawniczą Relacja. 

„Biała elegia” Han Kang

BIAŁA ELEGIA

  • Autorka: HAN KANG
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 144
  • Data premiery w tym wydaniu : 26.01.2022
  • Data premiery światowej.: 25.05.2016

Mam taką tradycję, że jeśli laureatem literackiej nagrody Nobla zostaje autor/utwór, którego nie znam, muszę to szybko nadrobić😏. Tak było i z Han Kang, która triumfowała w tym roku. Nie czytałam żadnej z publikacji wydanych w Polsce tej południowokoreańskiej Noblistki. Nie zostało mi nic innego jak poznać jej książki wznowione po nagrodzie przez  Wydawnictwo W.A.B. Na pierwszy ogień poszła „Biała elegia”, która światową premierę miała w 2016 roku. Nie mogłam zacząć inaczej😉. Książka w większości pisana była w Warszawie (dwie pierwsze części), w trakcie półrocznego pobytu autorki z synem na zaproszenie Wydawcy. Warszawa w niej jest. Jest i biały kaftanik, który stał się inspiracją do napisania tej poetyckiej publikacji. 

„Błagam, nie umieraj”. Minęła kolejna godzina i dziecko umarło. Matka leżała na boku, tuląc do piersi zwłoki, które stawały się coraz zimniejsze. Już nie płakała.” – Biała elegia” Han Kang.

To historia kobiety, która przez pewien czas zamieszkuje w obcym, polskim mieście. Bohaterka wspomina rodzinną historię związaną z przyjściem na świat w niecodziennych okolicznościach jej starszej siostry, która żyła tylko dwie godziny. Próbuje rozliczyć swych rodziców z tej traumy. Próbuje się sama w niej odnaleźć i swego młodszego brata. 

W reedycji utworu Han Kang zamieściła słowo „Od autorki” . Bardzo się cieszę, że jednak Kang zmieniła zdanie i przybliżyła czytelnikom okoliczności tej wyjątkowej, praktycznie autobiograficznej książki. 

W ten sposób upłynął mi pierwszy miesiąc przeznaczony na adaptację, a wówczas odnalazłam w sobie wewnętrzny spokój, którego bardzo mi brakowało., gdy mieszkałam w Seulu. Spacery, ciągłe spacery – kiedy patrzę wstecz, wydaje mi się, że właśnie na spacerowaniu spędziłam w Warszawie większość czasu.” – Biała elegia” Han Kang.

Powieść nie jest obszerna. Narracja pisana w pierwszej osobie jest bardzo poetycka, płynna, subtelna i kobieca. Momentami bardzo głęboka. Utwór jest jakby poezją pisaną prozą, ale w bardzo przystępny sposób. Bynajmniej nie tylko dla fanów wierszy😁. Podoba mi się również sama publikacja. Czcionka jest sporej wielkości, strony o grubszej gramaturze, a niektóre fragmenty wzbogacają zdjęcia z inscenizacji artystycznych nawiązujących do podjętego tematu. Konstrukcja jest również bardzo przystępna. Książka składa się z krótkich, zatytułowanych rozdziałów. Jakby myśli, rozważań zestawionych w trzy części. Każda część ma myśl przewodnią i swój tytuł nawiązujący do niej.

Wydaje mi się, że kolejne wznowione publikacje tej autorki mogą być tylko lepsze. Mnie zachwyciła w tej; niespieszność i bezpośredność narracji, poetycki język i osobisty charakter. To ciekawa literatura piękna. Inna od ostatnio czytanych. Dlatego ją doceniłam! 

Moja ocena: 8/10

Książkę w II wydaniu wznowiło WYDAWNICTWO WAB.

„Kornik” Layla Martínez

KORNIK

  • Autorka: LAYLA MARTÍNEZ
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO.BO.WIEM
  • Seria: SERIA Z ŻURAWIEM
  • Liczba stron: 128
  • Data premiery : 15.02.2024
  • Data premiery światowej: 2.11. 2021

Debiutancka książka „Kornik” autorstwa hiszpańskiej redaktorki i aktualnie pisarki wydana została przez Wydawnictwo Bo.wiem należące do  Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego  w ramach rewelacyjne „Serii z żurawiem”. I jak to przy okazji tej serii nie mogę nie pochylić się nad okładką projektu Małgorzaty Flis. Idealnie oddaje demoniczny charakter powieści, w której centralne miejsce zajmuje babka i wnuczka. A echem odbija się postać córki babki i matki wnuczki😏. 

(…) Cała ta gadka, że dziecko samo wyszło na ulicę i nikt go już potem nie widział. Nie wierzcie w nic, co powiedziała. Udaje taką, co to nie skrzywdziłaby nawet muchy, a idioci wierzą w każde jej słowo. Posłuchajcie mnie, bo wiem, co ma w środku, mówiłam już. Wiem, co ludzie mają w środku. (…) Wiem, kiedy ludzie kłamią, kiedy pragną czegoś, czego nie powinni, kiedy zazdroszczą i zawiszczą nawet własnym dzieciom i rodzeństwu. Widzę cienie, które w sobie noszą.” – Kornik” Layla Martínez. 

Co byście zrobili, gdybyście się dowiedzieli z rodzinnej historii, że Wasz dziadek czy pradziadek żył w kobiecej niedoli? Co byście pomyśleli? 

Z takim dylematem musiała się zmierzyć sama Layla Martínez, która dzięki opowieściom jej babci dotknęła historii nietuzinkowej swych przodków. Historii, która została opowiedziana w „Korniku”. Bo to nie tylko historia dwóch kobiet, choć narracja jest naprzemienna, raz pisana z perspektywy babki, raz wnuczki. To historia złożona. Historia domu, w którym zadziały się złe, niesprzyjające wydarzenia. Domu trawiącego przez nieszczęścia, przez wspomnienia, przez jestestwa, które kiedyś w nim zamieszkały, a którymi on teraz oddycha, we wspomnieniach. To opis rodziny, z jej przywarami, trudnymi relacjami. To nie historia zaginionego dziecka pilnowanego przez wnuczkę. To historia starych niewyleczonych ran. Wzajemnego niezrozumienia. 

(…) Wszyscy wiedzą, że nieszczęście się przykleja, a nikt go u siebie nie chce. Jeszcze się przylepi do ciebie i będziesz musiał kombinować, jak się go pozbyć.” – Kornik” Layla Martínez. 

Najmniej ważna w powieści jest fabuła, chociaż Martínez opowieść o jej rodzinie wplotła w bieżące wydarzenia, które dzieją się w rodzinnej wsi, gdy opiekująca się dzieckiem Jarabo, miejscowych bogaczy wnuczka zostaje oskarżona o jego uprowadzenie czy nawet morderstwo. Najważniejsza jest narracja, która jest swoistego rodzaju głównym bohaterem powieści. Bo to właśnie z tej narracji (raz babki, raz wnuczki) czytelnik dowiaduje się o losach, które wystąpiły w rodzinie. O biedzie. Ogromnej, nie do wyobrażenia. O ojcu babki, który czerpał zyski z nierządu. O tych nieszczęsnych kobietach. O wojnie domowej, które odebrała babce dzieciństwo, bezpowrotnie. O służących wyzyskiwanych przez swych pracodawców. Też o nieszczęśliwej miłości (mąż babki, mąż Emilii, czy niedoszli mężowie matki wnuczki). To narracja nadaje sens powieści. Choć podjęte w niej tematy są niezwykle trudne. Opisują różne skomplikowane wątki. Jak sieroctwo. Jak skomplikowana relacja matki z córką, babki z wnuczką. Zresztą babka mówi o niej „wnuczka”, a ona mówi o swej babci „babka” lub „stara”. W wielu miejscach z tej narracji wyziera nienawiść i to w wielu płaszczyznach. Możliwe, że dlatego mi dość trudno się czytało tę lekturę. 

Wątek duchowości, zabobonów był mi całkiem zbędny. Uważam, że niejednokrotnie skomplikował i tak trudną opowieść. Zarówno babka, jak i wnuczka wierzyły w obecność tych „trzecich” w domu, które go trawią i trawiły jak tytułowy kornik, aż cały trząsł się w fasadach. Trudno było mi się ustosunkować, czy to oznaki obłędu obu narratorek, czy oniryzm, który jakoś do mnie nie przemówił. 

Narracja sama w sobie nie jest skomplikowana, mimo trudnej i wielowątkowej treści. Łącznie powieść mieści sobie dziesięć rozdziałów. Jak już wspomniałam w kolejnych rozdziałach raz opowiada historię babka, raz ze swej perspektywy relacjonuje wnuczka. Robi to jednak w tak niecodzienny i starodawny sposób, że w momentach, gdy wspomina o telefonie komórkowym nie mogę uwierzyć, że nie żyła pięćdziesiąt lat temu. Za mała jak dla mnie różnica jest między narracją babki a wnuczki. Nie widać kompletnie różnicy wieku, która powinna być spora. Tym bardziej, że babka obrazowana jest jako staruszka mająca problemy z chodzeniem. 

Dla mnie to bardziej stadium samotności. Ogromnej samotności. Stadium niespełnionych miłości i niedokończonych żyć. Bo obie niby żyją obok siebie, a jakby były już duchami… 

Moja ocena: 6/10

Książkę wydało Wydawnictwo Bo.wiem.

„Kobieta w Fioletowej Spódnicy” Natsuko Imamura

KOBIETA W FIOLETOWEJ SPÓDNICY

  • Autorka: NATSUKO IMAMURA
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO.BO.WIEM
  • Seria: SERIA Z ŻURAWIEM
  • Liczba stron: 144
  • Data premiery :15.10.2021
  • Data premiery światowej: 1.06. 2019

Z notki biograficznej na stronie Wydawcy https://wuj.pl/autor/imamura-natsuko  dowiedziałam się, że Natsuko Imamura „(ur.1980 w Hiroszimie) jest japońską pisarką, laureatką wielu nagród literackich, takich jak Nagroda im. Osamu Dazaia (2010, za opowiadanie Pikunikku) i Nagroda Literacka Noma (2017, za książkę Hoshi no ko) przyznawana autorom wkraczającym na rynek literacki. W roku 2019 książka Kobieta w fioletowej spódnicy przyniosła jej najbardziej prestiżowy japoński laur literacki – Nagrodę im. Akutagawy. Obecnie mieszka w Osace. Tak jak bohaterka Kobiety w fioletowej spódnicy pracowała jako hotelowa pokojówka”.

Kobieta w Fioletowej Spódnicy” to krótka publikacja, która dotyka tematu samotności i obsesji na punkcie drugiego człowieka. Ale robi to w bardzo subtelny sposób. Powieść wydało Bo.wiem należące do  Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ja oczywiście wybrałam tę książkę z półki z powodu…. Tak, tak. Ci co czytają moje recenzje to wiedzą🤪. Z powodu przepięknej okładki Małgorzaty Flis z tą jej charakterystyczną kreską. Nie mogłam obok tej okładki przejść obojętnie i książkę musiałam zakupić😉👍. 

(…) Twarze wszystkich wokół są pełne życia, ale wśród nich tylko Kobieta w Fioletowej Spódnicy roztacza wokół siebie ledwie uchwytną aurę smutku. Tylko udaje radosną, żeby nie zakłócać innym miłego czasu.” –Kobieta w Fioletowej Spódnicy” Natsuko Imamura. 

To historia o tytułowej Kobiecie w Fioletowej Spódnicyktóra stała się trwałym elementem wyposażenia miejscowego parku. Zresztą ławka, na której zwykle siada ma kartę ze stałą rezerwacją dla niej. Kobieta w Fioletowej Spódnicy zajmuje ją i je ciastko z kremem. Siedzi z pochyloną głową. Jakby nie dostrzegała tego, co się wokół niej dzieje. To Mayuko Hino, która nie wie, że jest obserwowana przez Kobietę w Żółtym Kardiganie.

 Bardzo dobrze wydana książka. Pomijam okładkę, o której już wspomniałam. Publikacja ma skrzydełka na której znajdziecie informacje o Serii z żurawiem i autorce, a także parę opinii o niej i bardzo grubą gramaturę stron, które idealnie pasują do moich dłoni. Do tego czcionka dość sporej wielkości, co pomaga w odbiorze osobom z krótkowzrocznością👍. 

Historia w niej opisana jest nietuzinkowa. To obraz głębokiej samotności i Kobiety w Fioletowej Spódnicy, i Kobiety w Żółtym Kardiganie. Tak naprawdę to mamy tu dwie bohaterki. Ta w fioletowej spódnicy daje kontekst opowieść, została przez narratorkę jakby sportretowana w różnych sytuacjach. Ta w żółtym kardiganie pierwszoosobowo opowiada o Tej w fioletowej spódnicy. Obserwuje ją. Zastanawia się nad jej życiem. Widzi ją w różnych sytuacjach. I na swój sposób jej pomaga. 

Język jest prostolinijny. Narracja szczera, jasna. Opowieść snuta jest w skupieniu, powoli. To prawdziwy relaks z książką, idealny na wieczór jesienny. Ja czytając tę historię się nie zmęczyłam. Nawet jeśli powieść nie jest arcydziełem literackim jest bardzo dobrze napisana. Polecam ją przeczytać. Szczególnie fanom azjatyckiej literatury ! 

Moja ocena: 7/10

Książkę wydało Wydawnictwo Bo.wiem.

„Rodzinny interes” Wojciech Chmielarz

RODZINNY INTERES

  • Autor: WOJCIECH CHMIELARZ
  • Cykl: BEZIMIENNY (tom 4)
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Liczba stron: 456
  • Data premiery: 23.10.2024 

Cykl „Bezimienny” jest mi do tej pory nieznany. Czytaliście którąś z poprzednich części o tytułach „Prosta sprawa”, „Dług honorowy” czy Zwykła przyzwoitość” ? Ja do tej pory z bohaterem serii nie miałam do czynienia. Choć o jego autorze Wojciech Chmielarz – pisarz wspominałam przy okazji sierpniowej recenzji książki „Zbędni”, a poprzednio przy opiniach do książki „Za granicą” oraz szóstym tomie z Jakubem Mortką pt. „Długa noc”. Styl Autora mi odpowiada. To bardzo dojrzała, męska narracja. Dlatego ucieszyłam się z prezentu od Wydawnictwo Marginesy, jak tylko otrzymałam czwarty tom „Bezimiennego” zatytułowany „Rodzinny interes”, który debiutował 23 października. Br. To kolejna premiera z tego dnia. Mam nadzieję, że Was ciekawi czy tak samo udana😏. 

-Będę mówił szczerze. Usłyszysz z moich ust samą prawdę. Dojdziemy do porozumienia. 
-Nie ma takiej potrzeby. Zresztą nie sprowadziłem cię tutaj po to, żeby z tobą gadać.” –Rodzinny interes” Wojciech Chmielarz.

Akcja powieści dzieje się na opustoszałej po sezonie Wyspie Wolin i w Międzyzdrojach, gdzie Bezimienny w mroźny styczeń poszukuje zaginionego pięć lat wcześniej młodego chłopaka, syna warszawskiego komornika Tomasza Guźca, Jacka. Spotkanie z Wiktem zmienia kierunki prowadzonego śledztwa. Nagle Bezimiennemu zależy by dowiedzieć się, gdzie nowo poznany aktualnie przebywa, co się z nim stało, gdy jego samochód przejęło dwóch nieznanych mężczyzn. Co stało się z Wiktem i jego dwóch towarzyszami? Chwilę później jego ścieżki stykają się z losem młodej dziewczyny więzionej przez ojca Barabasza i jego podwładnych. Do tego wszyscy w Wolinie szukają pendrive’a wartego pięćset milionów dolarów, a Bezimienny spotyka na swej drodze Ptasznika, tajemniczego mężczyznę zafascynowanego nadwiślańską przyrodą.  Czy któraś z tych spraw się ze sobą wiąże? 

Do tego sprowadzała się większość polowań. On co prawda od dawna tego nie robił. Polowanie może i było przyjemne, wymagało cierpliwości, spokoju, kontaktu z lasem i przyrodą, ale samo pociągnięcie za spust po to, żeby zabić bezbronne zwierzę, w pewnym momencie zaczęło go po prostu boleć. A już zabijanie ptaków doprowadzało go do szału. Nie rozumiał, jak można strzelać do najpiękniejszych istot na świecie.” –Rodzinny interes” Wojciech Chmielarz.

Bardzo pozytywnie odebrałam książkę z Bezimiennym, który imię jednak posiada🤪. I to nie byle jakie, bo Zygmunt😁. Możliwe, że zadziałał tu mechanizm nowości, nowej jakości, z którą wcześniej nie miałam do czynienia, ale książkę „Rodzinny interes” mimo objętości przeczytałam z przyjemnością. Sensacyjne wątki okazały się dla mnie ciekawe, tak jak niektóre postaci, nawet te drugoplanowe.  Bo o Bezimiennym pisać za dużo nie chcę, by nie odebrać Wam przyjemności osobistego poznania. Mi jego postać trochę przypomina Jacka Reachera z serii Lee Child’a, ale w naszej rodzimej wersji. Nie ukrywam, że wersję Chmielarza bardziej lubię. Bezimienny nie jest jednak bezrefleksyjnym mścicielem. On wplątał się w opisywane w książce sensacyjne zdarzenia ze względu na zlecenie, które otrzymał jako prywatny detektyw od warszawskiego komornika. Choć niestety jego syna, Jacka nie udało mu się odnaleźć. Pojawił się jednak w samym centrum kryminalnego apogeum, w którym znalazło się miejsce na sektę, na byłego, dzieciatego katolickiego księdza, na fałszywego proroka, na dzieci zamknięte we wspólnocie (Stokrotkę i Sokolika), które złapały mnie za serce, na byłego żołnierza Wilka tresującego psy obronne oprócz jednego nazywane kolejnymi numerami, na rodzimego rapera uzależnionego od pewnego białego proszku i na jego świtę, z którą nie chciałabym mieć do czynienia. Do tego oczywiście lokalni biznesmeni – gangsterzy i wielka miłość z tragedią rodzinną w tle. Zresztą tych tragedii jest znacznie więcej. Nie myślcie sobie, że to wszystkie aspekty powieści. Bynajmniej😊. Sami widzicie, że Chmielarz w konstruowaniu fabuły był niezwykle pomysłowy i płodny. 

Sposób prowadzenia narracji nie myli jednak czytelnika. Narracja jest usystematyzowana, postaci tak wyraźne, że tylko z ksywkami miałam lekki problem, bo nie ukrywam, że prawdziwych imion to jest w tej publikacji jak na lekarstwo. Oprócz Bezimiennego, który od razu przypadł mi do gustu spodobała mi się postać Ptasznika, którego historia jest na swój sposób tragiczna oraz motyw pomiędzy Sis i Kradziejem, chociaż tu Wikt okazał się istotny w samej końcówce😉. Ciekawi? Mam nadzieję. 

Książka składa się z kolejno ponumerowanych rozdziałów. Narracja jest chwilami pierwszoosobowa, jeżeli fragment dotyczy poczynań Bezimiennego. Bardzo spodobał mi się ten zabieg. Głównego bohatera mogłam poznać głębiej, bardziej osobiście. Poznać jego motywy, myśli, dylematy. Intryguje mnie zresztą co będzie z nim i z Bluzą, o której jest wzmianka w ostatnim, sześćdziesiątym ósmym rozdziale. Ciekawi mnie… Zaskoczył mnie Chmielarz bardzo prologiem i epilogiem. Zapoznając się wcześniej z opisem fabuły zachodziłam w głowę jakie dla interesów Bezimiennego ma znaczenie działanie służb śledczych w odległej Ugandzie prowadzona przez Diane West i Chucka Lowry’ego. Chucka wybierającego się do Polski. Ciekawe w jakiej odsłonie pojawi się w kolejnym tomie serii….  Narracja jest bezpośrednia, bez zbędnych ozdobników, długich opisów, licznych wprowadzeń do poszczególnych fragmentów fabuły. Poboczne informacje, jak na przykład doświadczenia Ptasznika z pobytu w domu dziecka i bardzo pozytywna postać Pana Henryka, okazały się dla mnie ciekawym wtrąceniem, a nie zapychaczem kolejnych stron. A propos stron to muszę wspomnieć, że lubię wydania Wydawnictwo Marginesy . Bardzo je się dobrze trzyma w ręku. Okładka ma interesującą fakturę z wypukłymi literami z nazwiska Autora, a kartki w jedynym właściwym kolorze i grubości, tj. creamy 70 g. Czcionka też jest przyjemna. Z informacji redaktorskiej dowiedziałam się, że to pismo Scala. 

Zachęcam Was do przeczytania tej książki. To bardzo dobre, męskie, sensacyjne pióro. Nawołuję Was do czytania wydawnictw Wojciecha Chmielarza. Ja przygodę z jego utworami zaczęłam od trylogii gliwickiej, w której Autor opisał miejsca mi znane; „Wampir”, „Zombie” i „Wilkołak”. Bardzo dobrze czyta się również cykl o Jakubie Mortce. Macie więc możliwość przekonania się o talencie Autora w wielu odsłonach. Nie zwlekajcie! 

Moja ocena: 8/10

We współpracy recenzenckiej z WYDAWNICTWEM MARGINESY.

„Piersi i jajeczka” Mieko Kawakami

PIERSI I JAJECZKA

  • Autorka: MIEKO KAWAKAMI
  • Wydawnictwo: MOVA
  • Liczba stron: 429
  • Data premiery : 6.09.2023
  • Data premiery światowej: 25.02. 2008

Po dobrej „Wszyscy zakochani nocą” i rewelacyjnej „Heaven” przyszedł czas na trzecią powieść autorstwa Mieko Kawakami, tj. „Piersi i jajeczka”. Książkę dostarczyło na nasz polski rynek czytelniczy Wydawnictwo Mova, a ja zapoznałam się z nią dzięki opłacanemu przeze mnie abonamentowi bibliotecznemu w  Legimi. „Piersi i jajeczka” wydano po raz pierwszy w 2008 roku. Po praktycznie piętnastu latach w wydaniu polskim z 6 września 2023 roku treści wydają mi się nadal aktualne, uniwersalne, a co ważniejsze niezwykle ważne. To wspaniała kobieca literatura piękna! 

To historia o Natsuko Natsume. Samotnej prawie czterdziestoletniej kobiecie mieszkającej w Tokio, pochodzącej z Osaki, zakochanej w książkach, piszącej do czasopism, pracującej wcześniej w księgarni i marzącej o wydawaniu swych powieści. 

Wiedziałam, że czasami nie można odróżnić szczęścia od talentu i włożonej pracy. A poza tym cóż znaczyło moje życie? Urodziłam się i umrę – to wszystko. I czy napiszę jakąś książkę, czy nie, czy zostanę uznaną pisarką, czy nie, to tak naprawdę nie miało większego. Na świecie istnieje nieskończona liczba książek, więc nawet jeśli nie będę mogła dać komuś dzieła ze swoim imieniem i nazwiskiem, świat się przez to nie zawali…” – Piersi i jajeczka” Mieko Kawakami. 

Życie Natsuko, jej rodzinę, jej doświadczenia życiowe, poszczególne fazy życia czytelnik poznaje w kolejnych częściach. Cała opowieść o niej zaczyna się w lecie 2008 roku. Druga część dotyczy faz życia w latach 2016 – 2019. Zatytułowane rozdziały składają się na poszczególne części. Niektóre już w samym tytule odzwierciedlają o czym fragment będzie stanowić, jak np. „Po czym poznać biedę?”, „Klienci taniej chińskiej restauracji” czy „urodzić się czy się nie urodzić?” .

To bardzo głęboka powieść dotykająca wiele problemów. Od sieroctwa, biedy, radzenia sobie w życiu przez trzynastoletnią dziewczynkę wychowywaną przez nastoletnią siostrę. Od relacji ze starszą siostrą Makiko i jej córką Midoriko, którą wychowuje sama. Od niespełnionym pragnieniu o byciu pisarzem i niesatysfakcjonującej pracy. Co mnie zachwyciło to bohaterka czyta książki, z którymi i ja się zapoznałam🤪, np. Haruki Murakamiego czy Jun’ichirō Tanizakiego (opinie o ich publikacjach znajdziecie na mym blogu). Mieko Kawakami rozważa kwestię odpowiedzialnego rodzicielstwa. Snuje dywagacje, że jak się urodzisz to już się odrodzisz. Pokazuje wiele odmian bycia rodzicem, od niespodziewanej śmierci, po odrzucenie i opuszczenie, przez zapłodnienie pozaustrojowe czy wykorzystywanie seksualne. Czytając miałam poczucie, że wiele postaci jest tragicznych w tej opowieści. I sama Natsuko i jej siostra powielająca życie ich matki, i Aizawa, który w wieku dorosłym dowiedział się, że nie był biologicznym synem jego ojca, a przede wszystkim Yuriko, która mnie chwyciła za serce. 

Podobały mi się również fragmenty, w których Natsuko stara się zostać pisarką. Jej relacje z koleżanką z byłej pracy (również ukazaną jako z problemami małżeńskimi, które stały się chyba przewodnią myślą powieści) czy redaktorką tracącą przedwcześnie życie odzwierciedlały sposób jej myślenia, postępowania, borykania się z prokrastynacją, niedotrzymywaniem terminów czy niezrozumieniem przez jej rówieśniczki. 

Sama narracja zasługuje na uznanie. Jest bardzo kobieca i dojrzała. Natsuko wie o swych deficytach, nikogo za nie obwinia, nawet swe trudne dzieciństwo. Mieko Kawakami ma tę niesamowitą umiejętność, że o niełatwych sprawach pisze bardzo prosto, lekko, bez nacechowania negatywnego. Treść dochodziła do mnie, ale przez sposób narracji nie czułam się nią bardzo przytłoczona, nie miałam ochoty odłożyć książki, by odpocząć od tych opisywanych nieprostych doświadczeń. To cecha charakterystyczna tej powieściopisarki.

Zdecydowanie polecam! Bardzo dobra literatura japońska. Sięgnijcie proszę przy okazji i sami sprawdźcie czy Wam się spodoba. Udanej lektury! 

Moja ocena: 9/10

Książkę wydało WYDAWNICTWO MOVA.