„Świąteczne tajemnice. Najlepsze świąteczne opowieści kryminalne. Tom II” Otto Penzler, praca zbiorowa

ŚWIĄTECZNE TAJEMNICE. NAJLEPSZE ŚWIĄTECZNE OPOWIEŚCI KRYMINALNE. TOM II

  • Wybór i opracowanie: OTTO PENZLER
  • Autorzy: PRACA ZBIOROWA
  • Cykl: Świąteczne tajemnice (tom 2)
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 738
  • Data premiery: 23.11.2021r.

Boże Narodzenie to czas trudny dla wielu ludzi. Na powierzchni pokój i radość, prezenty, rodzina, miłość, a pod tym wszystkim…w mojej pracy wiele się widzi. Ludzie docierają do kresu wytrzymałości i pękają”. – „Blue Christmas” Peter Robinson.

Opowiadania czytam z przerwami, jak już o tym wspomniałam na mym blogu kilkukrotnie. Dlatego też, wiele recenzji opowiadań pojawia się z opóźnieniem. Nie dlatego, że nie czytam, czy zapomniałam o tej pozycji. Tylko właśnie dlatego, by kolejne opowieści nie zlewały mi się w jedną całość, gdzie każde z nich przypomina przeczytane wcześniej. Tego udało mi się uniknąć przy okazji czytania antologii pt. „Świąteczne tajemnice. Najlepsze świąteczne opowieści kryminalne. Tom II”, praca zbiorowa, wybór i opracowanie Otto Penzler. Wydawnictwo @Zysk i S-ka przygotowało to ciekawe zestawienie na okres przypadający przed Bożym Narodzeniem. Premiera tej książki datowana była na 23 listopada br. Za mną każda z prezentowanych w niej historii. Każda z 738 stron😊.

Wybór jest naprawdę wyśmienity. Zbiór podzielony jest na pięć części. Znajdziemy więc w nim „Przerażające opowiadania świąteczne”, „Zaskakujące opowiadania świąteczne”, „Współczesne opowiadania świąteczne”, „Zagadkowe opowiadania świąteczne” oraz „Klasyczne opowiadania świąteczne”, z moją ukochaną Panną Marple Agathy Christie w roli głównej😉. Każda część zawiera kilka opowiadań. W jednej jest ich więcej, w drugiej trochę mniej, nawet tylko trzy. Zarówno główna tematyka, jak i wybór opowieści jest tak urozmaicony, że każdy czytelnik znajdzie w tym tomiszczu coś dla siebie. Sam wybór autorów zachwyca. Od tych bardziej, do mniej współczesnych. I o to chodzi w tym gatunku, by lektura nie znudziła nawet najbardziej wybrednego czytelnika.

Północ jako godzina czarownic to kolejna utracona iluzja – rozmyślała. – Zabita przypuszczalnie przez kluby nocne”. – „Figury woskowe” Ethel Lina White.

Forma wydania zasługuje na najwyższe uznanie. Książka wydana jest w twardej oprawie z obwolutą, na której ujęto wszystkich autorów tego wydania. Przed każdym opowiadaniem znajduje się krótka notka zawierająca najciekawsze informacje związane z pracą literacką twórcy opowieści. Można dowiedzieć się dzięki temu wielu ciekawostek. Na samym końcu Wydawca zachwycił mnie pełną notą wydawniczą, z której w wielkim skrócie można dowiedzieć się o szerokim zakresie tego kompendium. Najstarsza historia opublikowana została po raz pierwszy w roku 1928, a najmłodsza, która dostąpiła zaszczytu uwzględnienia w tej publikacji w roku 2009. Ten rozstrzał okresów, z których pochodzą publikowane historie okazał się być dla mnie prawdziwym rarytasem. Przemieszczałam się mimowolnie z jednego ciekawego okresu do drugiego, z jednego typu bohatera do drugiego, gdzie stosunek do kobiet, zależności, wydarzeń, metod śledczych był tak odmienny, że aż wydawał się chwilami nierealny.

Jak w każdym zbiorze opowiadań, jedne bardziej, drugie mniej mi przypadły do gustu. Zachwyciła mnie pierwsza  opowieść pióra Josephine Bell pt. „Kolędnicy”, w której Panią Fairlands odwiedzili śpiewający kolędy, młodzi ludzie. Mimo, że cała intryga kryminalna nie była nowatorska historia została opisana w pięknym stylu. Dosłownie czułam, że kręcę wokół tych angielskich bohaterów, rozumiem ich mowę i wyobrażenie o panujących zasadach. Totalnym zaskoczeniem była dla mnie historia opisana w „Figurach woskowych” Ethel Liny White, czy w „Odniewinnionych” Bradforda Morrow. To prawdziwe zaskakujące historie z Bożym Narodzeniem w tle, które tym razem odgrywało znacznie mniejszą rolę. Mile czytało się również „Blue Christmas” Petera Robinsona, z nadkomisarzem Banksem, którego własne doświadczenia pomogły mu w rozwiązaniu trudnego wyzwania pojawiającego się w wigilijną noc. Polubiłam policyjny posterunek z „Wszystko w domu” Eda McBaina, w którym wiele się działo. Do tego Autor, miałam wrażenie, na scenie posadził tyle dziwnych, interesujących postaci, że nie sposób było się nudzić. Wtrącenia, gapy sytuacyjne, nieporozumienia i wartkie dialogi przeplatały się ze sobą non stop. Natomiast w „Śmierci przy radiu” Ngaio Marsh zawiodło mnie zakończenie. Intryga tak sprytnie została skonstruowana, że wywiodła komisarza Rodericka Alleyn’a na manowce. Szkoda, że autor podsunął od razu rozwiązanie. Mogła się ciągnąć i ciągnąć. Ojciec tyran, mąż tyran, pracodawca tyran, a wokół sami  podejrzani, wszyscy życzący mu śmierci. Jak u Poirota, jak u Panny Marple. Mogła z tego wyjść niezła historyjka. O wielu opowiadaniach mogłabym pisać i pisać długo. Nie chcę jednak Was zanudzać. Mam nadzieję, że ta recenzja jest dowodem, że warto czytać antologie, które swoim zróżnicowaniem zadowalają prawie każdego. I pamiętajcie. Po tą wyjątkowo jest sens sięgnąć. Wisienką na torcie jest Panna Marple w opowieści zatytułowanej „Świąteczna tragedia” Agathy Christie. W kryminalnej zagadce, o której do pory nie słyszałam.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.