„Pewnej sierpniowej nocy” Victoria Hislop

PEWNEJ SIERPNIOWEJ NOCY

  • Autorka: Victoria Hislop
  • Seria: Wyspa (tom 2)
  • Wydawnictwo: Albatros
  • Liczba stron:288
  • Data premiery: 28.07.2021

Długo mnie tu nie było, ponad tydzień😉. To wszystko przez cudowną Polskę, którą można zwiedzać wzdłuż i wszerz. A jak się pewnie domyślacie, nie można jednocześnie zwiedzać i pisać oraz publikować recenzje, nawet jeśli coś tam się poczyta. No dobrze urlop urlopem ale recenzje same się nie napiszą. Z wielką więc przyjemnością prezentuję recenzję drugiej części serii Wyspa od @WydawnictwoAlbatros. Książka „Pewnej sierpniowej nocy”  Victorii Hislop premierę miała 28 lipca br.

Od razu zastrzegam, to nie kontynuacja pierwszej części. Autorka w tym tomie cofa się do momentu ewakuacji Spinalongi, wyspy trędowatych. Od nowa śledzimy więc losy Marii, Anny i innych mieszkańców pobliskiej Plaki, która była jednym z głównych traktów komunikacyjnych na wyspę trędowatych. Obserwujemy te same wydarzenia, które zostały opisane w „Wyspie” z innej perspektywy. Czytamy o tragediach rodzinnych, utraconych bliskich, tajemnicach, próbie ponownego życia wśród zdrowych. Obserwujemy rozterki i uczucia ocalonych, ozdrowieńców. Borykamy się z ich wątpliwościami i wszechogarniającym strachem. Zastanawiamy się co z Anną, Marią, Manolisem i Andreasem. Jak ułożą się ich wspólne losy? Jak ułoży się ich życie?

„Pewnej sierpniowej nocy” okazało się ciekawym zabiegiem. Spodziewałam się kontynuacji, a otrzymałam ponownie opisane te same wydarzenia, co w „Wyspie”, tylko z innej strony. Sam styl książki odbiega od pierwszego tomu, jest bardziej przystępny, bardziej lekki, bardziej dopracowany. Od przeczytania pierwszej części cyklu nie minęło zbyt dużo czasu, więc katowałam się trakcie czytania ciągłymi porównaniami. Autorka sama opisała rzeczywistość trochę inaczej, momentami mniej agresywnie. Gdzieniegdzie dała sobie przestrzeń do złagodzenia obrazu, do dopowiedzenia, do zwrócenia uwagi czytelnikowi na inne uczucia, inne okoliczności.

Opowieść przyciąga fabułą, podjętymi w niej wątkami. Mimo, że temat powieści jest trudny może stanowić całkiem niezłą podwalinę pod rozważania na temat sensu życia. Na temat tego, że w życiu najważniejsi jesteśmy my sami. Najważniejsi są ci, których kochamy, szczerze kochamy. Najważniejsze jest to, by odnaleźć spokój i zawalczyć nawet resztkami sił o szczęście, o lepsze jutro, o miły kolejny dzień. To opowieść o nie poddawaniu się, nie uleganiu przeciwnościom losu, mimo wszystko. Lubicie powieści, które skłaniają Was do myślenia? Jeśli odpowiedzieliście twierdząco, to łapcie za książkę i miłego czytania.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję  Wydawnictwu Albatros.

„Wyspa” Victoria Hislop

WYSPA

  • Autorka: Victoria Hislop
  • Seria: Wyspa (tom 1)
  • Wydawnictwo: Albatros
  • Liczba stron:432
  • Data premiery w tym wydaniu: 28.07.2021
  • Data 1 wydania polskiego: 09.11.2007
  • Data światowej premiery: 10.04.2006

Z okazji wydania drugiego tomu cyklu, który premierę miał 28 lipca br. otrzymałam niespodziankę od @WydawnictwoAlbatros w postaci pierwszej książki serii pt. „Wyspa”. Książka polską premierę miała w 2007 roku, więc jest już znana szerszemu gronu czytelników. Ja do niej sięgnęłam dopiero teraz, przed rozpoczęciem czytania kolejnej lipcowej premiery od @WydawnictwoAlbatros, tj. książki „Pewnej sierpniowej nocy”. Victoria Hislop w „Wyspie” – współczesna brytyjska pisarka  – nakreśliła niebanalną historię z tragedią rodzinną w tle. Tragedią, która działa się w najpiękniejszych zakątkach Krety, z najbardziej wspaniałymi zapachami i smakami kreteńskimi odzwierciadlającymi codzienne, zwykłe życie. Czy zachwyciła mnie ta pozycja, jak obiecywał Wydawca, tak jak sagi rodzinne i twórczość Lucindy Riley?

Kalispera, Kalimera!

Mimo, że historia rozpoczyna się we współczesności, gdy Alexis – córka Kretenki i Anglika – postanawia odwiedzić rodzinną wyspę matki, Kretę, jest to historia w większości osadzona od 1939 roku do lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Historia rodziny zamieszkującej małą wioskę Plakę, która była jednym z najważniejszych traktów komunikacyjnych ze Spinalongą, wyspą trędowatych, która funkcjonowała do schyłku lat pięćdziesiątych. Główny nurt powieści toczy się wokół historii prababki – Eleni dotkniętej przez trąd, siostry jej babci –  Marii oraz wszystkich tych, którzy zachorowali i przez obowiązujące wtenczas prawo znaleźli się na wyspie. Na wyspie, która aktualnie jest jednym z najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych Krety. Na wyspie, na której niejednokrotne życie się skończyło i niejednokrotne tak naprawdę rozpoczęło na nowo.

Cóż. Przyznaję, faktycznie książkę mogę porównać do pióra Lucindy Riley, której jestem wielką fanką, lecz wyłącznie do jej początkowych dzieł, które oceniłam jak dotychczas najniżej. Trochę stylem przypomina mi „Dziewczynę z Neapolu”. Brakuje w treści rysów psychologicznych postaci, skonstruowanych w oparciu o trudne losy, wydarzenia bohaterów. Nie mogłam znieść chwilami lakonicznych sformułowań, zbędnego doprecyzowywania i dopowiadania w treści, słabego odniesienia do emocji. W niektórych miejscach powieść dla mnie była zbyt infantylna. Mimo, że niosła ze sobą przekonanie o dużej wartości, forma i styl nie sprostały moim oczekiwaniom. Bohaterowie wydają mi się zbyt płascy. Kompletnie nie zrozumiałam motywu z pięcioletnim związkiem Alexis z Edem, którego sama na początku tej trudnej dla niej odkrywczej drogi odrzuciła. Niezrozumiałe dla mnie były motywy, samej Sofii, matka Alexis zachowała całkowicie obojętny stosunek do pomysłu córki, by poszukiwać jej historii u kreteńskiego źródła. Autorka jakby w niewystarczający sposób pochyliła się nad tymi wątkami.

Czy dostrzegam jakieś plusy? Oczywiście, że tak! Książka przecudnie obrazuje rzeczywistość Krety. Kto był, ten bez problemu odnajdzie się w drodze na Spinalongę, na ulicach Heraklionu (lub Iraklionu jak jest w „Wyspie”), w drodze na płaskowyż Lasithi, w Agios Nikolaos czy najdroższej wyspie Santorini.  Kto był, ten bez problemu odnajdzie  w książce kreteńskie, tradycyjne smaki, przepyszną musakę lub odwieczne souvlaki. Autorka skupiła się w fabule na niszczycielskim wpływie choroby na rodziny, które zostają rozdzielone, na raz zerwane i nigdy nie odbudowane więzi, między rodzicami i dziećmi, między małżonkami, między rodzeństwem. Na tym jak tragedia rozstania odciska piętno na ludziach, którzy jej doświadczają. Szczególnie zobrazowała to na przykładzie dwóch sióstr Anny i Marii, które w całkowicie różny sposób radziły sobie z tą traumą. Hislop brawurowo odzwierciedliła nastroje, które panowały wśród mieszkańców Krety w związku z funkcjonowaniem Spinalongi. Jak w Place nie tolerowano chorych, bano się ich, jak stygmatyzowano wszystkich, którzy pracowali przewożąc na wyspę potrzebne jedzenie, lekarzy, leki itd. Jak stygmatyzowano rodziny chorych. Przejmująco opisała tragedię dzieci, które ze względu na chorobę były odrywane od swych rodzin i przewożone na Spinalongę, gdzie dożywały dorosłości, często kończąc na niej swe życie. Podobał mi się pomysł pokazania dwóch równoległych światów, świata zdrowych w Place i świata chorych na Spinalondze. Dwóch światów tak odrębnych, tak różnych, a jednak funkcjonujących obok siebie i wzajemnie się przenikających. To jest największa wartość tej książki.

Książka mnie nie zachwyciła, mimo interesującego tematu. Liczne tematy zostały podjęte i rozwinięte, by w chwili gdy zaczynały mnie interesować zostać porzucone. Jest to jednak pozycja dla fanów książek obyczajowych z przepiękną scenerią, w której odnajdzie się prawie każdy czytelnik.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała dzięki  Wydawnictwu Albatros.