„Morderstwo na polu golfowym” Agatha Christie

MORDERSTWO NA POLU GOLFOWYM

  • Autorka: AGATHA CHRISTIE
  • Wydawnictwo: DOLNOŚLĄSKIE
  • Cykl: HERKULES POIROT (tom 2)
  • Seria: JUBILEUSZOWA KOLEKCJA AGATHY CHRISTIE
  • Liczba stron: 223
  • Data premiery w tym wydaniu: 27.04.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 1.01.1999r.
  • Data premiery: 3.08.2008r.

Ależ uwielbiam tę kolekcję jubileuszową od @Wydawnictwo Dolnośląskie!!! Kolekcja powstała z okazji stulecia debiutu Agathy Christie, który obchodzony jest od 2020 roku. To właśnie w 1920 roku wydawca Christie ukazał światu dziennemu twórczość tej królowej kryminału wydając „Tajemniczą historię w Styles”, do którego zresztą nawiązuje fabuła „Morderstwa na polu golfowym” (data premiery: 27 kwietnia br.). Nie mogę doczekać się kolejnych części cyklu wydanych w tak wyszukanej formie. Wydawca obiecuje ich łącznie dziesięć😊. GrubaP oprawa, papier kredowy mile szeleszczący przy przewracaniu kartek. I sam Poirot twierdzący nierzadko „Nie mogę się mylić! Fakty, rozpatrzone metodycznie i we właściwym porządku, dają tylko jedno rozwiązanie. Z pewnością mam rację. Na pewno mam rację!”.

Południowoamerykański milioner P. T. Renauld mieszkający we francuskim Merlinville-Sur-Mer zaprasza Herkulesa Poirota do wilii Geneviève. W rozpaczliwym liście prosi go o pomoc w bardzo delikatnej sprawie. Niestety nie dane było spotkać się tym dwóm mężczyznom. W chwili przyjazdu słynnego detektywa i jego współpracownika Kapitana Hastingsa pan domu już nie żyje. Poirot zastaje na miejscu pogrążoną w żalu wdowę, zdziwionych pracowników wilii, sędziego śledczego Hauteta, miejscowego detektywa Girauda w swej zuchwałości nie przypominającego w niczym inspektora Jappa i komisarza Luciena Bexa znajomego sprzed lat. Okazuje się, że grono osób mających znaczenie w śledztwie jest znacznie szersze. Nawet nieznajoma Hastingsa z pociągu do Calais każąca nazywać się Kopciuszkiem jest związana z willą Geneviève. Tak samo jak sąsiadka Pani Daubreuil i jej prześliczna córka Marthe zakochana w synu zmarłego Jacku Renauldzie. Podejrzenia szerzą się na wszystkie strony, chociaż największy motyw miał sam syn Renaulda. A szare komórki Poirota do momentu rozwiązania zagadki nie mogą zaznać spokoju.

Przyznaję jestem człowiekiem staromodnym. Według mnie kobieta powinna być kobieca. Nie mam cierpliwości do tych wszystkich nowoczesnych neurotycznych dziewcząt słuchających od rana do wieczora jazzu, palących i dymiących jak komin i mówiących językiem, który mógłby wywołać rumieniec na twarzy przekupki…”-„Morderstwo na polu golfowym” Agatha Christie.

Hm…a cóż by powiedział prawdziwy Kapitan Hastings gdyby spotkał współczesne panie i panny? Tego nigdy się nie dowiemy, bo ten którego znamy, powstał na kartach książki z 1923 roku, gdy nie tylko mężczyźni, ale również kobiety miały pewne oczekiwania w stosunku do płci pięknej. Sama Christie jest tego najlepszym przykładem. Utrzymująca dom, odnosząca sukcesy pisarka kryminałów, w całej serii o słynnym, belgijskim detektywie nie zająknęła się ani słowem na temat szarych komórek żyjących w mózgach kobiet. Wszystkie jej bohaterki są albo mściwe, albo trzpiotowate, albo nieszczęśliwie zakochane, albo dziecinne. Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Na zbrodnie reagują odrętwieniem, utratą przytomności, poczuciem strachu. I co ważne, prawie nigdy nie mają swojej wizji tępo wpatrując się w Poirota i innych mężczyzn uczestniczących w śledztwo. Nawet ich pytania dotyczące teorii śledczych są nadzwyczaj naiwne i nieżyciowe. Gdyby nie seria z Panną Marple pewnie Christie nie należałaby do jednych z moich ulubionych pisarek kryminałów. A tak, postacią Marple autorka zmyła hańbę stereotypowego i szowinistycznego podejścia do kobiet stwarzając postać inteligentnej, niepozornej kobiety o której czytam z przyjemnością.

Trochę odbiegłam od tematu😉. A to wszystko przez oklepaną wypowiedź  Hastingsa z pierwszych stron książki, która składa się z zatytułowanych krótkich rozdziałów, których jest dwadzieścia osiem. Każdy tytuł rozdziału wprowadza czytelnika w jego fabułę. O tajemniczym Kopciuszku, którego poznał Hastings dowiadujemy się z rozdziału zatytułowanego „Towarzyszka podróży”, a o podobieństwie sąsiadki Pana Renauld do Madame Beroldy z rozdziału o tytule „Fotografia”. Kryminał pisany jest z perspektywy Kapitana Hastingsa, który jest jego narratorem. Relacjonuje przygody swoje i słynnego Poirota, tak jak dr Watson czynił to w przypadku Sherlocka Holmesa. Przy czym Hastings jest przerażająco ciapowaty, utrudniający śledztwo, zachowujący się jak słoń w składzie porcelany, dla którego podstawy prowadzenia spraw kryminalnych wydają się bardzo odległe. Wystarczy tylko go poprosić, by na przykład zwiedzić miejsce w którym przechowywane jest narzędzie zbrodni i sam zamordowany. Ta bezmyślność nadal mnie irytuje. W sposób bardziej dosadny w literaturze, niż w serialu o którym wspomniałam przy okazji recenzji „Zagadki Błękitnego Expresu” (recenzja na klik).

Książka napisana jest w stylu właściwym dla Poirota. Mamy mądrego detektywa, dla którego ślady i technika jest mniej ważna w śledztwie niż oczy, myśli, gesty, słowa i własne szare komórki, które Poirot zmusza ciągle dla ciężkiej pracy. Mamy człowieka żyjącego w kosmopolitycznym świecie, przemierzającego Francję i Anglię praktycznie dzień po dniu, byle tylko zdobyć odpowiedzi na nowe pojawiające się w śledztwie pytania. I mamy jego fajtłapowatego kolegę jako przeciwwagę, jako tło dla jego geniuszu. Sam Poirot w stosunku do Hastingsa przyjął rolę „papcia”, rolę opiekuna niesfornego dziecka, któremu wiele się wybacza. Do tego cała gama podejrzanych i pewne ciekawe spostrzeżenia z początku śledztwa na które zwraca uwagę słynny detektyw, a które mają znaczenie na końcu, jak na przykład długość płaszcza. Intryga jest zagmatwana. Sięga wielu lat wstecz i błędów, które zostały popełnione, za które często płaci się w teraźniejszości. Postaci kobiece, jak wspomniałam uprzednio, bardzo słabe. Nie ma żadnej silnej postaci, co zmniejsza atrakcyjność tej części. Mimo, że Poirot mówi o inteligencji i sile niektórych bohaterek z samej fabuły nie sposób tego wyczytać. Jakby autorka zapomniała nakreślić pewne interesujące cechy odpowiadające opinii sławetnego detektywa.

„Morderstwo na polu golfowym” to tak naprawdę drugi tom cyklu o słynnym detektywie zaraz po „Tajemniczej historii w Styles” wydanej w 1920 roku. Christie Poirota osadziła jeszcze w 33 publikacjach (w okresie od 1920 do 1975 roku). Postać i bohaterowie poboczni dojrzewali wraz ze swoją autorką. Trudno porównywać początki postaci z jej kontynuacjami, które tak naprawdę następowały po upłynięciu półwiecza, kiedy świat wyglądał inaczej i jego postrzeganie zmieniło się również drastycznie. Mi dodatkowo zabrakło odzwierciedlenia charakteru i scenografii miejsc, w których Christie osadziła akcję. Piękna, bogata willa, milionerzy, przepiękne panie. To wszystko wspomniane zostało mimochodem, bez pięknego i szczegółowego opisu. Przez co chwilami nie potrafiłam wczuć się w świat opisywany praktycznie sprzed stu lat, nie czułam tej przeszłej aury, tego minionego klimatu. Napisana trochę w żołnierskim stylu. Składająca się praktycznie z samych dialogów.

Książka dla fanów Christie i dla fanów Poirota w przepięknym, stylowym wydaniu. Musicie ją mieć na swojej półce. Udanej lektury!

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Dolnośląskiemu!

„Taka tragedia w Tałtach” Marta Matyszczak

TAKA TRAGEDIA W TAŁTACH

  • Autorka: MARTA MATYSZCZAK
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE
  • Cykl: KRYMINAŁ Z PAZUREM (tom 2)
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 09.03.2022r.

Dzięki @Marta Matyszczak można przestać tęsknić za Guciem😊. Wystarczy, że Autorka zaprosiła mnie do kolejnego cyklu, tym razem zdominowanego przez kocimoczki i od razu ciekawiej się żyje w moim świecie czytelniczym. Dokładnie tydzień po premierze przed Wami recenzja drugiego tomu cyklu „Kryminału z pazurem” pt. „Taka tragedia w Tałtach”. Moje spostrzeżenia na temat inauguracyjnej księgi serii znajdziecie tu: klik. Z „Taką tragedią w Tałtach” zapoznałam się dzięki @Wydawnictwo Dolnośląskie, za co serdecznie dziękuję.

Ale ciała (…), mają to do siebie, że prędzej czy później wypływają na powierzchnię. Jak prawda.” -„Taka tragedia w Tałtach” Marta Matyszczak.

I tych ciał w najnowszej powieści serii „Kryminału z pazurem” jest pod dostatkiem. Zaczyna się od wypłynięcia na światło dzienne pozostałości po Bogdanie Poniedziałku, lokalnym patodeweloperze. Poniedziałku, z którym nikt nie miał kontaktu od pamiętnego, spędzanego w gronie przyjaciół Sylwestra w domu znanego na całą Polskę piosenkarza Norberta Nowaka. Okazuje się, że Sylwester nie tylko dla ofiary nie był szczęśliwy. Również nie okazał się pozytywny dla Rozalii Ginter, która z zaangażowaniem zbierała w tym dniu dowody na okoliczność zdrady jej męża, miejscowego komendanta policji Pawła Gintera, na zabój zakochanego w kotce Burbur (oczywiście tylko w jej mniemaniu😉). Tylko, że nie o zdradę z Burbur Rozalii chodziło….

Bardzo dobra kontynuacja pierwszej części nowego cyklu!

W jednym zdaniu; spójna koncepcja, czarny humor, dowcipne sformułowania, śląskość przedstawiona z przymrużeniem oka oraz masa fajtłapowatych bohaterów. Wśród ciekawych postaci prym wiedzie – z szacunkiem dla ludzkości – kotka Burbur. Niezwykle inteligentna bestia, której postrzeganie świata, własnych niewolników, czy rozkochanie w Pawle Ginterze przyprawiło mnie nie raz o śmiech na głos. To jest miara dobrych komedii kryminalnych. Gdy śmieję się w głos czytając nie mogę uznać, że książka nie spełniła moich oczekiwań😊. Jak sama Burbur o sobie mówi:

(…) kotka ze mnie z prawdziwego zdarzenia. Nie żadna tam wypucowana lampucera z rodu syjamskiego czy perskiego. Ja jestem przedstawicielką rasy europejskiej, tylko przez ostatnich tłuków zwaną dachowcami. Widział mnie kto kiedy na dachu? Przypuszczam, że nie sądzę… Moim środowiskiem naturalnym są salony.”

Śledząc blog  oficjalny Marty Matyszczak potwierdzam, że Burbur najlepiej się czuje na salonach. Oprócz predyspozycji salonowych potrafi wyrażać cięte riposty i opinie, które popieram obiema rękoma; „Ale jak kto jest taki ładny, to nie musi wiecznie błyszczeć intelektem.” – to oczywiście o ukochanym Pawełku. Wiecznie konkurująca z Rozalią i nie ukrywam, w tej konkurencji wygrywa w całej okazałości. W książce okazała się bardziej interesująca, bardziej ciekawa, mocniej zdeterminowana i dążąca do celu, niż jej „niewolnica” Ginterowa, która szamotała się pomiędzy podejrzeniami o zdradzie męża, klęskami wychowawczymi, śmiercią teściowej i relacją z byłym gangsterem, a aktualnie oddanym właścicielem yorka Pusi. Tego w tej powieści mi zabrakło. Silnej, podobnej do Róży Kwiatkowskiej, którą ubóstwiałam w serii „Kryminału pod psem” postaci kobiecej. Z punktu widzenia złożoności i charakteru postaci, nie jest ciekawa ani Ginterowa, ani Ilonka Babiś, ani siostry Poniedziałkowe, czy mrągowska policjantka Sylwia Tokarska. Z postaciami męskimi nie jest lepiej. Paweł Ginter, jakby totalnie bez charakteru. Ukrywający swoje prawdziwe uczucia, nieudolny śledczy. Trochę taki Charlie Czaplin miejscowej policji. Stosujący uniki i nie lubiący konfrontacji. Drużyna składająca się z Nowaka, Ciachorowskiego, Wolańskiego i Kalicy to mieszanka takich podstarzałych lelum polelum. Z ich panteonu najbardziej w gust przypadł mi Pejter Pierończyk, a jego dialog z posterunkowym Romaniukiem wywoływał u mnie salwy śmiechu. Najbardziej wyrazistą męską postacią jest Robert Osipczuk, do którego zapałałam chorobliwą wręcz sympatią. I jestem niezwykle ciekawa, co też z jego udziałem wymyśli Matyszczak w kolejnej odsłonie serii😊.

Ale przecież o to chodzi w komediach kryminalnych. O te wszystkie błazeństwa, nieudolnych śledczych, przypadki i tajemnice, które wyjaśniane są całkiem przypadkiem. Komedach kryminalnych będących bardzo trudnym gatunkiem. Każdego autora piszącego w tym stylu podziwiam. Za ocenę tego typu książek w znacznej mierze odpowiada poczucie humoru czytelnika, a każdy z nas ma je inne. W moim przypadku Marta Matyszczak wkomponowała się w moje preferencje dowcipowe w stu procentach. Każdą książkę odbieram w tak samo pozytywny sposób spędzając z nią mile czas. No, ale ile jest takich czytelniczek, czy czytelników, którym podoba się humor Autorki?

Z lekturą spędziłam bardzo mile czas. Książkę pochłonęłam w jeden wieczór chichrając się od czasu do czasu. Nie samym chlebem żyje człowiek. Czasem do życia bardziej potrzebna jest dobra książka, która zabierze nas w inny, ciekawszy i bardziej radosny świat. Miłego czytania!!!

ps. Dziękuję Marcie Matyszczak za ukłon w stronę świata Gucia. Potomek – Chojarska i Olek Szpon może nie moi ulubieńcy, ale zawsze znajomi😊.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

„Zagadka Błękitnego Ekspresu” Agatha Christie

ZAGADKA BŁĘKITNEGO EKSPRESU

  • Autorka: AGATHA CHRISTIE
  • Wydawnictwo: DOLNOŚLĄSKIE
  • Cykl: HERKULES POIROT (tom 6)
  • Seria: JUBILEUSZOWA KOLEKCJA AGATHY CHRISTIE
  • Liczba stron: 272
  • Data premiery w tym wydaniu: 23.02.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 1.01.1966r.
  • Data premiery: 3.03.2008r.

Myśląc o cyklu z Herkulesem Poirot mam przed oczami najwybitniejszego moim zdaniem odtwórcę tej roli, Davida Sucheta, brytyjskiego aktora i producenta filmowego, który ponad 70 razy wcielał się w rolę tego najsławniejszego francuskojęzycznego detektywa w serii kryminałów Poirot. Bardzo lubię filmy z tej serii. Mają w sobie niezwykły urok i klasę tamtych czasów. Czasów, w których zostały osadzone. Czytając szósty tom cyklu, wydany w lutym br. w Jubileuszowej Kolekcji Agathy Christie przez @Wydawnictwo Dolnośląskie szukałam w Poirocie – Davida Sucheta. Gdzieniegdzie go znalazłam, gdzieniegdzie nie. Moim zdaniem filmowa wersja Poirota ma więcej uroku, niż literacki pierwowzór😉.

Żeby zapewnić postęp ludzkości, musimy się uczyć od tych, którzy stoją niżej od nas w królestwie zwierząt. Ja zawsze tak robiłem. Byłem kotem, który czai się u mysiej dziury. Byłem psem, tropiącym świeży ślad, nie odrywającym od niego nosa. I również(…) byłem wiewiórką. Zbierałem okruchy informacji tu i tam. A teraz wracam do mojego schowka, żeby odnaleźć pewien szczególny orzech, który złożyłem w nim, policzmy, siedemnaście lat temu.” – „Zagadka Błękitnego Ekspresu” Agatha Christie.

Pozornie błahy problem amerykańskiego milionera Rufusa Van Aldina zamienia się w wielką tragedię. Nieszczęśliwa w małżeństwie jego córka Ruth Kettering miała być wreszcie szczęśliwsza dzięki rozwodowi z Dereekiem, który miał zakończyć ich dziesięcioletni związek. Obdarowana przez ojca przepięknym rubinem należącym w przeszłości do Carycy Katarzyny, nazywanym Sercem Płomienia, wyrusza do Paryża, by odsunąć od siebie nieprzyjemności rozwodowe i spotkać się z przyjacielem z przeszłości. Niestety nie osiąga celu. Zostaje zamordowana w przedziale Błękitnego Ekspresu, a klejnot skradziony. Wszystkie poszlaki wskazują na męża bogatej dziedziczki, który w chwili jej śmierci staje się spadkobiercą ponad dwóch milionów dolarów. Nie jest o winie wdowca przekonany Herkules Poirot, który również podróżuje, by odpocząć od angielskiego deszczu. Współpracując z policją oraz wszystkimi, który mieli jakikolwiek kontakt z ofiarą oraz osobami z jej otoczenia, rozpoczyna śledztwo.

W kryminałach Agathy Christie w młodości zaczytywałam się nałogowo. Nie liczyło się wydanie, liczyła się autorka i bohater Hercules Poirot. Pamiętam, że bardzo mi się podobał sposób przedstawienia pracy śledczej detektywa, jako wynik błyskotliwego umysłu i ciężkiej pracy szarych komórek. Do tego niezwykła umiejętność łączenia i kojarzenia faktów. Autorka musiała stworzyć nad-detektywa przy tak zawiłych i skomplikowanych intrygach, do których rzadko kiedy prowadzą poszlaki i znalezione na miejscu zbrodni dowody.

„Zagadka Błękitnego Ekspresu” została napisana przez Christie w 1928 roku. Jeszcze sześć lat i będzie obchodziła okrągłą rocznicę. Sto lat!!!, chciałoby się krzyknąć. W książce pobrzmiewają echa tamtych czasów. Stereotypy po obu stronach. Kettering mówi: „Pewnie przyniesie mi pecha. Jak to kobiety” 😊. Ojciec do córki woła: „I ty dałaś się na to złapać! (…) Że też kobiety mogą być tak głupie!”😊😊. Tancerka dzieli się spostrzeżeniami: „Wy, Anglicy jesteście zdumiewający. (…) Amerykanie są tacy zimni.”.  „(…) Znam mężczyzn, monsieur, opowiadają różne bzdury. Bóg wie, co by się działo, gdyby traktować poważnie wszystko, co wygadują.” Brytyjczyk „przyglądał się temu z chłodną dezaprobatą…Czuł się nieswojo, nie na miejscu, zmieszany. Poirot,, przeciwnie, napawał się sceną z błyszczącymi oczyma”. Czy chociażby; „Kobieta powinna być spokojna, miła i dobrze gotować…”. Nie poczytuję jednak myślenia stereotypowego jako wadę książki. Chapeau bas w stronę Christie, która żyjąc sprzed stu lat potrafiła niejednokrotnie stworzyć silne, ciekawe postaci obu płci. Rzadko który z jej bohaterów był oczywiście dobry lub oczywiście zły. Rzadko kiedy był czarno – biały. Autorka potrafiła skleić postać nadając jej charakter z wielu stron, nadając jej wiele odcieni szarości. W tych złożonościach idealnie rozeznaje się nie kto inny jak Poirot uważający, że „(…) nie ma sensu zostawać detektywem, jeśli się nie potrafi zgadywać”. I tu wielkie moje zdziwienie. Okazuje się, że nie tylko mozolna dedukcja przynosi oczekiwany rezultat. Czasem jest to po prostu zdolność trafnego zgadywania.

Historia opisana w fabule jest bardzo rozbudowana. Wątek kryminalny pojawia się dopiero po pierwszych stu stronnych. Przez pierwszą część czytelnik zatapia się w historię Ketteringów, okoliczności zakupu drogocennego rubina, powierzchowne przywiązanie do Dereeka Mirelle, czy niespodziewany spadek Katarzyny Grey i knowania jej dalekiej kuzynki. W wyniku zbrodni wszystkie postaci w pewnym momencie się ze sobą stykają, a co ważne łączy je postać sławnego detektywa, który wśród nich krąży jak sęp nad padliną szukając jakichkolwiek powiązań. Ten sposób przedstawienia fabuły jest totalnie różny od tego znanego z serii filmowej, gdzie zwykle wszystko zaczyna się od występku. Przydługi wstęp trochę mnie znużył. Nie ustałam tylko dlatego, że to przecież Agatha Christie. Jej po prostu nie wypada odłożyć!!!

Będąc nastolatką byłam bardzo zachwycona serią z Poirotem. Z wiekiem dostrzegam jednak wiele mankamentów historii. Christie nie jest pozbawiona luk fabularnych, mnogość postaci utrudnia rozeznanie się w wątku kryminalnym. Samo rozwiązanie „wyskakuje jak Filip z konopi”. Nie prowadzi do wyjaśnień żaden trop, żaden ślad, żadna „nić Ariadny”. Poirot chodzi, rozpytuje, spotyka się i jada posiłki w doborowym gronie. Podsyca to ciekawość czytelnika, który oczekuje jakiejkolwiek poszlaki. Nadaremno jednak. Sam Poirot chwilami jest bardzo arogancki i to nie w taki uroczy, staroświecki sposób. Kompletnie nie rozumiałam jego osobistych uwag, spostrzeżeń kierowanych w towarzystwie do przecież bardzo zamożnych, eleganckich, elokwentnych osób. Jego zachowanie odbierałam więc jako trochę gburowate. Na uwagę zasługuje klasyczny język. Bohaterowie bez względu na reprezentowaną grupę społeczną odnoszą się do siebie z szacunkiem formułując wypowiedzi na najwyższym poziomie. I kompletny zawód w osobie Katarzyny Grey, bohaterki niewiele wnoszącej do powieści, a także samego tajemniczego Markiza z pierwszych stron. Nie dane mi było go poznać.  

Książka dla fanów Agatha Christie, której powieści już od lat rozbudzają wyobraźnię czytelnika. Do tego przepiękne wydanie jubileuszowe od Wydawnictwa Dolnośląskiego. Przyznajcie sami😉, mieć taką kolekcję w swej biblioteczce to prawdziwy rarytas. A ja…. Ja muszę nauczyć się czytać historie o Herkulesie Poirocie na nowo.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Dolnośląskiemu!

„Mamy morderstwo w Mikołajkach” Marta Matyszczak

MAMY MORDERSTWO W MIKOŁAJKACH

Autorka: Marta Matyszczak

Wydawnictwo: Dolnośląskie

Cykl: Kryminał z pazurem (tom 1)

Data premiery: 2021-06-16

Liczba stron: 304

Nie doczekałam się na mój egzemplarz, nie doczekałam. Musiałam wesprzeć się więc publikacją książki w wersji elektronicznej na Legimi. Na szczęście słowo pisane, to słowo pisane takie samo w wersji elektronicznej, jak i papierowej. Tylko, tego zapachu brak….

Zacznę z „grubej rury” jak to mówią, od razu oceną i to nie byle jaką, bo dość krytyczną. Co mi się nie podobało w pierwszej książce nowej serii rozpoczętej przez @Marta Matyszczak? To, że miała ona tylko 304 strony😉! Tym się jednak charakteryzuje styl autorki. Zwięzły, konkretny i bez zbędnych ozdobników. Czym się różni kotka Burbur z nowej serii od psa Gucia z książek serii Kryminał pod psem? Tego musicie dowiedzieć się sami. Zapraszam na recenzję książki „Mamy morderstwo w Mikołajkach”, która premierę dzięki nakładowi @Wydawnictwo Dolnośląskie miała 16 czerwca br.

Krótko o fabule

Tym razem autorka zabiera nas do Mikołajek. W pięknym domu nad samym jeziorem mieszka rodzina Ginterów. Ona, Rozalia jest lokalną weterynarz. On, Paweł vel Pawełek jest komendantem miejskiej policji. One to siostry – bliźniaczki, młode Ginterówny Hanna i Helena. Jest jeszcze Hubert, o którym bardzo długo niewiele wiadomo. Ważne byście wiedzieli, że Hubert jest synem Ginterów. Obok Ginterów jak elektrony poruszają się inni bohaterowie, bardziej lub mniej sympatyczni. Jest i teściowa, typowo stereotypowa teściowa. Jest i sąsiadka, typowo stereotypowa sąsiadka. Jest i lokalny gangster. Nie! Tu nie ma żadnego stereotypu, wszak to prawdziwy gangster z yorkiem Pusią.

Życie mieszkańców zaburza morderstwo i to nie byle jakie morderstwo. Po pierwsze to morderstwo w Mikołajkach. Pięknym, uroczym, turystycznym miasteczku, gdzie przestępstw jak na lekarstwo, wręcz jak na naparstek. Po drugie to morderstwo na niebyle kim. Niecnym morderczym czynem życie stracił lokalny przedsiębiorca, znany i szanowany hotelarz. To morderstwo interesuje wszystkich. I sąsiadów, i policję, i cały mikołajkowski zwierzyniec. Smaczku samemu śledztwu dodaje tajemnica. Tajemnica Rozalii, która wyłania się z dalszych stron powieści. Czy ma coś wspólnego ze zgonem Adama Maniukiewicza?

Burbur versus Gucio

Nie mogłam nie zacząć inaczej. Dla mnie samej to dziwne, że czytając o Burburze ciągle porównywałam ją z Guciem. Przecież tu kot, tam pies. Przecież tu cztery łapy, tam trzy. Przecież tu kobieta, tam mężczyzna. Przecież tu… i tak mogłabym różnice mnożyć do upadłego. Ta różnorodność dość mnie zaskoczyła, oczywiście in plus dla Autorki. To duża zręczność, rozpocząć kolejną serię ze zwierzęcym bohaterem w tle i stworzyć postać zgoła inną. Owszem przekonaną o swojej wyjątkowości, czym jest podobna do Gucia, ale mimo wszystko inną. Agresywną w relacjach z ludźmi, nawet domownikami. Traktującą swoich „człowieków” jak niewolników. Zakochaną na zabój w Pawle Ginterze i żywo konkurującą o jego uczucia z jego własną żoną. Ciekawi mnie ile w tej Burbur, prawdziwej kotki autorki. Hm…  Jeśli jest na wskroś prawdziwa, to Marta Matyszczak musi mieć trudne życie we własnym domu. Oj trudne.

A teraz całkiem na serio. Gdybym miała podsumować jednym zdaniem przeczytaną książkę napisałabym: Inteligentny kryminał z prawdziwym pazurem.

Wyjątkowości narracji, która skupiona jest na Rozalii są fragmenty z pamiętniczka Burbura. Celne riposty, trafne spostrzeżenia otaczającego ją świata. Świata ludzi i świata zwierząt. Niektóre anegdoty czytałam z uśmiechem na ustach, a niektóre wręcz podśmiechując się w głos.

Bardzo podobała mi się sceneria, odwzorowanie mazurskiej atmosfery i mazurskiego klimatu. Czasem kiczowatego okrapianego lokalnym alkoholem, umilanego żeglarskimi szantami. Czyż nie stuprocentowe odwzorowanie? Dodatkowo atmosferę Matyszczak podgrzała odzwierciedlając polsko – niemieckie nastroje. Całkiem na poważnie opisała wątek wysiedleń po II wojnie światowej, utraty niemieckich majątków. Mimo, że dialogi okraszone zostały specyficznym, matyszczakowym humorem, momentami z dodatkiem śląskiej groteski, problem został opisany bardzo dobrze. Czy odzyskać, czy zostawić? Czy zawalczyć, czy poddać się?

Autorka potrafiła zaciekawić mnie maksymalnie. Najpierw nie mogłam się doczekać wątku z synem Ginterów Hubertem. Z utęsknieniem czekałam, kiedy o nim przeczytam trochę więcej. Gdzieniegdzie tylko wspomnienie, nienachalnie wspomniane imię, zdawkowo wspomniana choroba.  Później osiągnęłam szczyty zniecierpliwienia, kiedy nie mogłam doczekać się na rozstrzygnięcie tajemnicy. Tajemnicy, która ściąga Rozalii sen z powiek i nie pozwala jej być szczęśliwą do końca.

To nowa jakość. Nowa seria i nowe życie. Życie literackich bohaterów z energiczną i zadufaną w sobie kotką. Nigdy bym nie uwierzyła, że Gucia może mi jakiś inny zwierz zastąpić. Zastąpić w roli zwierzęcego narratora, niekoniecznie detektywa. Wydawać by się mogło, że tylko Gucio ma ten humor, ten swoisty pogląd na otaczający go świat, te unikatowe spojrzenie na to, co go otacza. Nic bardziej mylnego. Burbur jako postać literacka nadaje się tak samo dobrze, jak sam Jaśnie Pan Gucio.  Wszak duch Gucia pobrzmiewa w książce.

Uwielbiam książki, które jednocześnie bawią, z drugiej zaś strony podejmują liczne społeczne kwestie, roztrząsają liczne problemy. Marta Matyszczak potrafi o sprawach ważnych, trudnych pisać z przymrużeniem oka. Robi to wyśmienicie. Czytanie jej książek, to dla mnie jak jedzenie najpyszniejszego deseru. Deseru po którym pozostaje cudowne uczucie. Uczucie właściwie spędzonego czasu. Uczucie zaspokojenia. Czy Gucio, czy Burbur? Po „Mamy morderstwo w Mikołajkach” wiem, że to nie ma znaczenia. Zrozumiałam też, że to nie Gucio jest największą wartością serii Kryminału pod psem (wiem, wiem, przepraszam Guciuniu, Guciaczku, Guciusiu). To Autorka. Po prostu Martę Matyszczak czyta się tak samo świetnie z psem, czy kotem u boku !!!

Moja ocena: 8/10

Recenzja dzięki wydaniu  Wydawnictwa Dolnośląskiego

„Czerwona zaraza, czarna śmierć” Jarosław Sokół

CZERWONA ZARAZA, CZARNA ŚMIERĆ

  • Autor:JAROSŁAW SOKÓŁ
  • Seria: ADAM KOSTRZEWA. TOM 2
  • Wydawnictwo:DOLNOŚLĄSKIE
  • Liczba stron: 432
  • Data premiery:24.02.2021r.

Oj, długo nie wytrzymałam bez aspiranta policji Adama Kostrzewy. Oj nie. Dopiero co opublikowałam zaległą recenzję pierwszego tomu serii „Wyspa zero” (recenzję znajdziecie tu: Wyspa zero), a już sięgnęłam po lutową premierę od @Jarosław Sokół – pisarz, scenarzysta, producent filmowy. No cóż czasem tak jest. Najpierw nie potrafię się zabrać, a potem nie potrafię zapomnieć i się oderwać. Ale chyba lepiej tak niż odwrotnie. Co Wy na to?

(…) Ludzki umysł zawsze szuka znaczenia, a kiedy nie może go znaleźć, zaczyna fantazjować”.

„Czerwona zaraza, czarna śmierć” Jarosław Sokół

Epidemia w poniemieckim Świnoujściu

Od razu widać podobieństwo. W poniemieckim Świnoujściu, tak jak w naszym kraju szerzy się zaraza. Zaraza, którą bada Adam Kostrzewa – przedwojenny aspirant policyjny, aktualnie szef policji działający z ramienia komendanta wojennego Arłama Osipowicza. Awans na szefa policji okazał się dla Adama dużym zaskoczeniem. Cóż, w pewnym momencie nawet ja zorientowałam się, że w przypadku rosyjskiego dowództwa naprawdę raz się jest na wozie, by za moment już być pod wozem. Gdyby było inaczej, fabuła nie byłaby tak interesująca, a akcja nie trzymałaby mnie w napięciu. Nowe śledztwo rozpoczyna się od części ciał ludzkich wyrzuconych na brzeg. Komendant Osipowicz zarządza kolejne śledztwo, w którym Kostrzewie ma pomagać zaufany komendanta – Pietia Fedoruk. Jednocześnie miasto zaczyna ogarniać zaraza. Niemcy zaczynają widzieć swoich zmarłych. Omamy to pierwszy objaw nieznanej choroby. Później następuje gorączka, a u niektórych pacjentów występuje czerwona wysypka. Wysypka tworząca dziwne cyfry na ciele. Sama epidemia nie jest kłopotem. Świnoujście po ostatnich wydarzeniach z „Wyspy zero” ma już nowego lekarza, niemieckiego żyda – Rosenblatta. Lekarza oddanego sprawie. Badającego i opiekującego się pacjentami z dużym zaangażowaniem. To Rosenblatt analizuje znalezione części ciała i leczy pierwszych pacjentów. Prawdziwy problem rozpoczyna się z chwilą, gdy komendant Osipowicz zostaje odwiedzony przez swoją prawowitą małżonkę Anuszę, która przywiozła do Świnoujścia ich wspólnego syna Antona. Anuszę, która przypłynęła okrętem razem z pułkownikiem Nikitą Sawinem. Sawinem, który mimo znajomości z Dziadzią Arłamem jeszcze z czasów partyzantki ma za zadanie zaprowadzić w Świnoujściu nowe porządki. Porządki na miarę Rosji XX wieku.

Niebagatelna jakość literacka w historycznych przestrzeniach

To jest to, co wyróżnia tą serię. Mimo, że nowych serii kryminalnych na naszym rynku wydawniczym sporo stwierdzam, że seria z Adamem Kostrzewą jest jedną z najlepszych. W tej części jeszcze bardziej, niż w „Wyspie zero” bohaterowie budzą mój zachwyt. Nikt nie jest czarnobiały. Nikt nie jest do końca zły lub do końca dobry. Nikt nie jest do końca oprawcą czy do końca ofiarą. Wszyscy bohaterowie są gdzieś pośrodku, nieoczywiści. Kostrzewa to jakość sama w sobie. Trudny, doświadczony, inteligentny, borykający się z własnymi demonami i nie mający szczęścia do kobiet, z którymi związek kończy się śmiercią. Pietia Fedoruk protegowany komendanta Osipowicza pomału dojrzewa. Nawet zaczęłam go lubić. Dla Pietii nic już nie jest czarno białe. Staje się faktycznym partnerem Kostrzewy wysnuwając momentami istotne wnioski w prowadzonym śledztwie. W ostatecznym rozrachunku Pietia staje po prawidłowej stronie, stronie niewinnych. Sam komendant Osipowicz, dalej hardy, a jednak jakiś bardziej ludzki. Spodobał mi się wątek powracającej do niego żony z synem. Żony odesłanej przez Generała Kolcewę do jej prawowitego małżonka. Z początku Osipowicz nie cieszy się z generalskiego prezentu. Jak tu się cieszyć, gdy jego żona ma „(…) meszek pod jej nosem, cebulowy oddech, obwisłe piersi…”.  Po jakimś czasie zaczyna się przyzwyczajać do nowej rzeczywistości i budować relację z własnym dzieckiem. Dobrze, że autor nie pokusił się rozgrzebywać wątku syna Osipowicza z generałem Koclewą. Nawet niewypowiedziane słowa trafiają jak ostra brzytwa w świadomość czytelnika. Zresztą z takich domysłów, niedopowiedzeń fabuła aż kipi.

Autor kupił mnie, niezwykłą umiejętnością obrazowania powojennej rzeczywistości. To już inne miasto niż w pierwszej części. Polacy są traktowani jak „niedorobieni Niemcy”. Obwieszczenia sowieckiej komendatury nie opisują świata, lecz urządzają go na nowo, ustalają „(…) coś w rodzaju nowego szczegółowego dekalogu”. Jedyna prawda to ta sowiecka. Innej po prostu nie ma. Cywilna ludność niemiecka już wie, że propaganda nazistowska powielała kłamstwa. Jak tu nadal wierzyć w to, że „(…) bombardowania niemieckich miast były żydowską zemstą za wysiedlenia”. Kiedy już z ust do ust przekazywane są informacje o zbrodniach faszystowskich, nawet wśród Niemców. Wśród Niemców, którzy byli świadkami tych wydarzeń, czasem w nich bezpośrednio uczestniczyli i niejednokrotnie byli adresatami takich słów jak: „To nie są Niemcy, tylko przypadki życia bezwartościowego”.

Podobała mi się zastosowana konstrukcja w książce. Powieść składa się z krótkich rozdziałów i podrozdziałów. Tytuł rozdziału stanowi dzień w którym następują wydarzenia oraz informacja o ilości zarażonych i ofiarach śmiertelnych. Dla Rosenblatta każda liczba zarażonych jest za wysoka, dla doktora Kryłowa współpracującego z pułkownikiem Sawinem każda liczba jest za niska. Sam narrator budzi moją sympatię. Mimo, że relacjonuje o czasach i wydarzeniach trudnych robi to nadal ze swadą i  delikatną ironią. Każdy z wątków intryguje. Problemy i zagadki do rozwiązania się mnożą. Mi to kompletnie nie przeszkadzało w odbiorze książki. Bądź co bądź lubię wymagającą prozę. W śledztwo zaangażowanych jest więcej osób. Sam doktor Rosenblatt zaczyna podejrzewać, że intencje Sawina nie są takie czyste, jakby się mogło wydawać.

Mnie historia wciągnęła od samego początku.  Śledziłam zdarzenia związane z tytułową zarazą jednocześnie kluczyłam w wątkach prowadzonego śledztwa. Odkryłam wiele zdarzeń z pozoru nieistotnych, które ułożyły się w całość w odpowiednim momencie. Nadal intrygowały mnie dialogi wewnętrzne Kostrzewy z jego byłym policyjnym szefem, nadkomisarzem Strzelczykiem. Tak naprawdę na pierwszy z nich czekałam z niecierpliwością. Byłam ciekawa, na co Strzelczyk zwróci uwagę Kostrzewie, w jakim kierunku poprowadzi jego myśli i ukierunkuje prowadzone śledztwo.

Mimo, że jest to druga część serii o Adamie Kostrzewie książkę możecie czytać oddzielnie, nie znając wydarzeń z „Wyspy zero”. Do tego Was szczerze zachęcam!

Stylistycznie jest to powieść na najwyższym poziomie. Talent Jarosława Sokoła jest bezsporny. Trzeba mieć wyjątkowe umiejętności, by oprzeć fabułę książki na niepopularnych faktach historycznych. To dowód ogromnego talentu autora!  

Moja ocena: 9/10

Książka została wydana przez Wydawnictwo Dolnośląskie.

„Wyspa Zero” Jarosław Sokół

WYSPA ZERO

  • Autor:JAROSŁAW SOKÓŁ
  • Seria: ADAM KOSTRZEWA. TOM 1
  • Wydawnictwo:DOLNOŚLĄSKIE
  • Liczba stron:400
  • Data premiery:15.07.2020r.

Starając się nie robić zaległości w bieżących publikacjach, jednocześnie nadrabiam w recenzjach z okresu, w którym nie miałam do tego siły .Kompletnie nie wiedziałam, czego spodziewać się po @Jarosław Sokół, autorze serialu telewizyjnego „Czas honoru”. Serialu, który bardzo lubiłam oglądać. Z jednej strony ciekawi mnie rzeczywistość z czasów drugiej wojny światowej, z drugiej niezwykle przeraża. Jakiekolwiek nie towarzyszą mi przy czytaniu uczucia nigdy nie żałuję, że sięgnęłam po książkę z tą tematyką czy w wątku głównym, czy pobocznym. Tym bardziej, że opowiedziana historia może być obficie okraszona rzeczywistością powojenną. Przeczytajcie sami, jak było tym razem. Przed Wami „Wyspa zero” pierwszy tom serii o Adamie Kostrzewie.

Tak właśnie wygląda nasza cywilizacja. W środku pusta, a na zewnątrz pokryta cieniutką warstewką kultury i zasad moralnych. Przy pierwszej okazji zasady moralne odpryskują jak emalia od garnka.”

„Wyspa zero”  Jarosław Sokół

Podzielona dusza, podzielone ciało. Okupacja będzie trwać” – Lustro „Krótka piosenka o wojnie”

Wydawałoby się, że od wojny nie ma nic gorszego. W zawiłej historii naszego kraju istnieją dowody, że czasy powojenne wcale nie były lepsze. Inne były ofiary, inni byli kaci. Było słychać te same języki; głównie polski, niemiecki i rosyjski. Nierzadko było widać te same twarze. Czasem inaczej się nazywały. Inne były nazwiska. Fabuła rozpoczyna się w maju 1945. Do poniemieckiego Świnoujścia na wyspie Uznam przybywają Waszyngton, Poezja, Lońka, Adam Kostrzewa – przedwojenny policjant, Wasilewski – profesor antropologii i sierżant Kwasigroch. Na zlecenie Urzędu Bezpieczeństwa w Pile mają przygotować miasto do przejęcia władzy przez polską administrację. Miasto, w którym rządzi żelazną ręką sowiecki komendant Osipowicz. Miasto, w którym panuje głód, chaos i strach podsycany zbrodniami uzbrojonych szabrowników. Krótko po przyjeździe odnalezione zostaje ciało tymczasowego burmistrza, Niemca, byłego pastora Friedke. Morderca zostawia wiadomość w postaci odciętych palców. To samo dotyka dwóch kolejnych ofiar, Szulca oraz „żony wojennej” komendanta Osipowicza – Swiety. Krótkie śledztwo Kostrzewy ujawnia, że sprawca morduje byłych więźniów obozów koncentracyjnych. Wkrótce ginie Spitsgau niemiecki lekarz, aktualnie współpracujący z Osipowiczem. Kto morduje ocalonych więźniów Auschwitz-Birkenau, czy Dachau? Jakie przesłanie niesie za sobą wiadomość w postaci uciętych palców? Z kogo tak naprawdę składa się grupa operacyjna ludowych milicjantów przybywająca do Świnoujścia? Jaką historię skrywają bohaterowie tej powieści?

Po której stronie barykady jestem ja” – Lustro „Krótka piosenka o wojnie”

Po której stronie barykady tak naprawdę są bohaterowie powieści Jarosława Sokoła? Na to pytanie momentami nie potrafiłam sobie sama odpowiedzieć. Autor z wybitną wnikliwością i talentem przedstawił trudy życia w powojennej Polsce. W Polsce, w której nic nie było oczywiste. W Polsce, gdzie nie było wiadome, czy miasto będzie polskie, niemieckie, czy może rosyjskie. W Polsce, gdzie ofiary mogły stać się w jednym momencie katami. Bohaterowie są złożeni. Sam Adam Kostrzewa to przedwojenny aspirant policji. Z jednej strony autor uwypuklił jego wybitny śledczy talent, mimo braku technologicznych narzędzi, o których zwykle czytamy w kryminałach osadzonych w teraźniejszości. Z drugiej opisał jego traumę wojenną. Traumę nieszczęśliwej miłości i ogromnej tęsknoty za Mirą. To właśnie Mira pozwoliła mu przetrwać najtrudniejsze momenty w czasie wojny. To pamięć i wspomnienie o niej przywiodło go aż do Świnoujścia. Bardzo spodobał mi się zabieg autora wewnętrznej rozmowy Kostrzewy ze swoim przedwojennym szefem, nadkomisarzem Strzelczykiem. Dialog dotyka ważnych wątków w śledztwie. Wydaje się, że wspomnienie o Strzelczyku i jego metodach śledczych prowadzi Kostrzewę od jednego wątku do drugiego, by ostatecznie w finale wszystko się ułożyło w jedną całość. Często jednak Kostrzewa ze swoim byłym szefem się nie zgadza, drażni się z nim i kwestionuje jego sugestie.

Ogromną wartością dodaną tej pozycji są pokazane powiązania pomiędzy Rosjanami rządzącymi miastem, byłym niemieckim dowództwem i polskimi osadnikami. Wszyscy oni znajdują się jakby w jednym tyglu, tyglu odbudowującego się świata, tyglu historii. To tu spotyka się szef niemieckiej policji pomocniczej Knopf ze swoimi ofiarami wojennymi. To tu lekarz obozowy świadczy usługi medyczne i z pozoru efektywnie współpracuje ze swoimi dawnymi więźniami. To tu obozowa prostytutka wiedzie szczęśliwe życie u boku zakochanego w niej, wpływowego człowieka. To tu tak naprawdę nie wiadomo, kto jest czyim wrogiem i z kim warto trzymać. Bez wątpienia jeden drugiemu wilkiem, jeden drugiego okrada i to wszystko z „wędrówką ludów” w tle. Niemcy próbują przedostać się w głąb swego kraju, a polscy osadnicy przybywają.

Wątek kryminalny miesza się z retrospekcjami z czasów wojny. Czytelnik bez problemu wie, dlaczego takie czy inne wspomnienie zostało przez autora przywołane. Mimo, że książka dotyka wielu trudnych kwestii, żaden wątek nie jest zbędny, nie jest przypadkowy. Dlatego książka nie męczy. Książka uczy, rozwija, pozwala spojrzeć na nasze wyobrażenia w inny sposób, dotknąć czasów i wydarzeń, o których nie mieliśmy pojęcia. Żaden z postaci nie okazuje się bohaterem bez skazy. Każdy ma jakieś traumy, wspomnienia, niechlubne wydarzenia. Każdy się kiedyś ugiął. Nawet z pozoru bez skazy Kostrzewa dla miłości nie zrezygnował z pracy w okupowanej przez Niemców policji, tak jak zadeklarował swemu szefowi. Może dlatego nie może się od jego wpływu uwolnić… Jak sam autor pisze: „Upiory z przeszłości prześladują wielu ludzi, ale zwykle robią to z umiarem…”.

Styl autora jest lekki a to ogromna sztuka, by w lekkim stylu opisywać tak trudne i mroczne zdarzenia. To bardzo, naprawdę bardzo dobry kryminał retro. Przypomina mi kiedyś recenzowaną „Sprawę Salzmanna” Moniki Kassner (klik:  Sprawa Salzmanna). Tak samo napisaną ze swadą, przedwojennym humorem. Nawet z gruntu zły komendant Osipowicz momentami przywoływał uśmiech na mojej twarzy. Taki humor graniczący z absurdem. Uwielbiam taki styl, gdzie autor bawi się bohaterami. Trochę mrocznymi, trochę barwnymi, a na pewno bardzo wyrazistymi. Takich postaci książka jest pełna. Dodatkowo przeplatające się wątki fabularne, bieżącej rzeczywistości z obozowymi doświadczeniami i przedwojennym życiem powodują, że autor dla mnie stał się dla mnie kolejnym objawieniem. Objawieniem, który muszę śledzić i podążać jego tropem.

ps. 21 lutego br. premierę miał drugi tom serii o aspirancie policji Adamie Kostrzewie „Czerwona zaraza, czarna śmierć”. Książka już na mojej półce. Oczekujcie recenzji niebawem.

Moja ocena: 8/10

 Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu DOLNOŚLĄSKIE.

„Noc na blokowisku” Marta Matyszczak

NOC NA BLOKOWISKU

  • Autor:MARTA MATYSZCZAK
  • Wydawnictwo:DOLNOŚLĄSKIE
  • Seria: KRYMINAŁ POD PSEM. TOM 9
  • Liczba stron:272
  • Data premiery:24.02.2021r.
  • Moja ocena:8/10

Zamiast wstępu, trochę prywaty. „Kryminałem pod psem” @Marta Matyszczak zaraziła mnie moja przyjaciółka, która wziąwszy do ręki „Tajemniczą śmierć Marianny Biel” (egzemplarz pierwszej książki z serii z dedykacją autorki na zdjęciu) zachwyciła się pomysłem, stylem, a przede wszystkim Guciem. Tak bardzo spodobał się jej psi detektyw – Gucio i jego prawdziwy pierwowzór, że pchana nieodpartą potrzebą odkrycia skąd się biorą tak cudowne psiaki rasy mieszanej, odwiedziła wielokrotnie @Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Chorzowie. Z tych odwiedzin coś zostało. Zaopatrzyła siebie i najbliższych w książki z dedykacją autorki, a dodatkowo „popełniła” dwie adopcje. Dwa psy, dwa nieszczęścia, obydwa kulawe, dla których zmienił się cały świat, świat na lepsze. To tyle z historii..

Od pierwszej części przygód z Solańskim, Guciem i Różyczką minęło już kilka lat. Nie mogę uwierzyć, że kolejna 9 już odsłona cyklu za mną. Dlaczego tak lubię tę serię? Odpowiedzi jest kilka.

Po pierwsze, gdzie znajdę powieściopisarkę, która potrafi mnie tak rozśmieszyć takimi sformułowaniami opisującymi rzeczywistość, jak np. „(…) wzięła zamach i pirzgnęła pałąkiem w łepetynę babsztyla”. Po drugie, czy ktoś nie mógłby zakochać się w Guciu, czarnym kundelku „z podpalaną krawatką” na trzech łapach „(…) po lewej tylnej pozostał mu jedynie kikut”? Po trzecie, w której książce głównymi bohaterami są detektyw prywatny Solański, który zdaniem Róży „(…) nie potrafiłby ruszyć palcem w trampku” bez niej oraz samej Róży, Różyczki, Rózi (ps. w jakikolwiek sposób użyjecie jej delikatnego imienia, wierzcie, Róża jest całkowicie inna). To Róża, która uważa, że „skonsumowanie czegoś o nazwie komosa ryżowa nie może się skończyć sukcesem gastrycznym”. Często której „nerwy szwankowały. Emocje szalały!” i która „płynnie przechodziła od rozpaczy do wściekłości”. Różyczkę, która potrafi przeć naprzód „niczym tur” – umiecie taką Różę sobie wyobrazić? Ja tak. Energiczna, zdecydowana, maksymalnie zdeterminowana, przyjaciółka z dzieciństwa Solańskiego, na zabój w nim zakochana i wiecznie się odchudzająca. To mogłaby być niejedna z nas. Prawdziwa dziewczyna z sąsiedztwa.

Co się dzieje z Różą po „Lesie i ciemności” ósmej części cyklu? Jak na prawdziwą żonę detektywa przystało Róża wraz z aspirantem policji Barańskim zdecydowała się szukać zaginionego męża. Skrycie, bo jakże mógłby to powiedzieć Róży otwarcie!!!!, Barański uważa, że Solański zdając sobie sprawę z ogromnego błędu jakim było poślubienie Róży, po prostu czmychnął. W międzyczasie na osiedlu, na którym mieszka Barański w Mysłowicach- Brzęczkowicach dochodzi do morderstwa. Ginie sąsiad Barańskiego. Walcząc o każdy potencjalny wdowi grosz Róża z Barańskim rozpoczyna śledztwo suto opłacane przez wspólnotę mieszkaniową, bo czy ktoś chciałby mieszkać na osiedlu gdzie mordują ludzi? Rozpoczyna się typowa komedia pomyłek, która z lepszym lub gorszym skutkiem przybliża detektywów-amatorów z jedynym profesjonalistą Guciem do rozwiązania zagadki. A zakończenie jak zwykle jest zaskakujące.

Pisanie prozy opartej na typowo śląskim humorze, ripoście, pomysłowości, ciekawych dialogach oraz zarysowanych jaskrawo bohaterami nie może się autorce nie udać.  Mimo tego, że akcje kolejnych serii osadzone są w różnych miejscach Polski (Śląsk, Świnoujście, Mazury, puszcza Augustowska) Marta Matyszczak jest wierna swoim bohaterom, wierna swojemu Guciowi, który z zażartością co najmniej owczarka niemieckiego tropi przestępców, czasem z lepszym skutkiem niż sam Szymon Solański.

Rzadko opinię o książce mierzę ilością chichów i salw śmiechu. Jeśli już tak się dzieje, wierzcie, macie czego mi zazdrościć. Chcecie się pośmiać?  Lubicie psy? Jeśli twierdząco odpowiedzieliście na co najmniej jedno zadane powyżej pytanie, to zachęcam do rozpoczęcia Waszej własnej przygody z Kryminałem pod psem. Nie pożałujecie!!!

Czytelnicze podsumowanie kwietnia 2018

Oto dosyć spóźnione, bo wyjazdowa majówka, a potem ciężki powrót do rzeczywistości, czytelnicze podsumowanie miesiąca kwietnia:) :

Najlepsze książki przeczytane w kwietniu

„Za stare grzechy” Izabella Frączyk

Świetna obyczajowa powieść, przeczytana na początku kwietnia pozwoliła mi jeszcze mentalnie przenieść się do czasu spędzonego na stoku:) Po cyklu „Stajnia w Pieńkach” autorstwa Izabelli Frączyk, wiedziałam na pewno, że po jej najnowszą książkę sięgnę i bynajmniej tego nie żałowałam. Jest to typowa literatura obyczajowa, skłaniająca do refleksji, nastrajająca pozytywnymi myślami, a jednocześnie wybrany temat jest czymś odświeżającym i intrygującym. Książka opowiada o rodzinie prowadzącej stok narciarski, pensjonat i restaurację. Po śmierci ojca, matka i dorosła córka i syn, muszą sami zając się rodzinnym interesem. Poznajemy ich perypetie zawodowe, jak również osobiste. Gorąco polecam.

8/10

frączyk zestaregrzechy

„Zabić Sarai” J.A. Redmerski

Książka ta oscyluje między thrillerem a nieoczywistą, mroczną historią miłosną. Opowiada historię Sarai przetrzymywanej w Meksyku przez barona narkotykowego, która ucieka od niego chowając się w aucie płatnego zabójcy. Książka jest nieoczywista, tajemnicza i intrygująca.

Pełna recenzja tutaj: https://slonecznastronazycia.blog/2018/04/09/zabic-sarai-j-a-redmerski-przedpremierowa-recenzja/

8/10

redimerski zabicsarai

„Kamienica pod Szczęśliwą Gwiazdą”  Agnieszka Krawczyk

Świetny pierwszy tom nowego cyklu obyczajowego „Uśmiech losu” autorstwa Agnieszki Krawczyk. Czyta się szybko i przyjemnie, a teraz pozostaje czekać tylko na kolejny tom. Czytaj dalej