„Florentyna od kwiatów” Agnieszka Kuchmister

FLORENTYNA OD KWIATÓW

  • Autorka: AGNIESZKA KUCHMISTER
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Premiery czy to wydawnicze, czy czytelnicze zawsze są wielką niewiadomą. Taka dla mnie była książka dostępna na naszym rynku od 1 września br. od @agnieszka.kuchmister „Florentyna od kwiatów”. Sama Autorka debiutowała w roku 2020 zbiorem opowiadań „Listopad”. Czytaliście? Dla mnie pierwszo-wrześniowa premiera wydana nakładem Wydawnictwa @Książnica to pierwsze spotkanie z Agnieszką Kuchmister. Czy udane?

Momenty, w których zmienia się świat, są zawsze zaskakujące. Czasami chwilą olśnienia może być ta, kiedy leniwie pieszczą wzrokiem jakąś dobrze nam znaną twarz, zatrzymujemy się na czymś, czego do tej pory nie zauważyliśmy. Albo czego tam wcześniej nie było” – „Florentyna od kwiatów” Agnieszka Kuchmister.

To historia Florentyny. Sama tytułowa bohaterka jest tak zachwycająca, jak może być uroczy, piękny, pachnący kwiat. Narodzona wraz z nową Polską. Nowym krajem, którego wcześniej nie było. Narodzona wśród kwiatów z Jodełki, na pięknej, polskiej wsi. Długo oczekiwana córka żyjąca w świecie, o którym dawno już zapomnieliśmy. Wśród pachnących łąk, lasów i pól. Wśród zboża i innych wiejskich plonów. Narodzona z mocą i z tą mocą podążająca własnym, znanym sobie szlakiem. To historia nietypowa, historia o nowej rzeczywistości pełnej tajemnic i magii.

Tak naprawdę nie o Florentynę tu chodzi

Mimo, że ciekawe losy śledziłam z zapartym tchem z perspektywy tej wiejskiej dziewczyny urodzonej wraz z Polską w 1918r, to nie Florentynę tylko tu chodzi. Agnieszka Kuchmister utkała opowieść o dziwach, dziadach, szeptunkach, szeptunach. Utkała powieść o wiejskich wierzeniach, obyczajach i tradycji, dawno zapomnianej tradycji pełnej tajemnicy. Jedna tajemnica goniła drugą. Z zapartym tchem zastanawiałam się jaka jest prawdziwa historia Sokołowskiej dziedziczki, co łączy tytułową bohaterkę z dziewczyną o długich rudych włosach ze zdjęcia znalezionego na strychu i kim tak naprawdę jest „głos ze studni”. Czytając „Florentynę od kwiatów” miałam wrażenie, że przeniosłam się na piękną, polską wieś, siedzę na ławeczce przed drewnianą chatą (mimo, że Florentyna mieszkała w murowanym domu) i wsłuchuję się w wiejskiego bajarza, który opowiada mi niesamowitą historię o sobótkowej nocy, o odczynianiu i rzucaniu uroków, o cmentarnych obrzędach dziadów. I ci inni uczestnicy powieści, Hanulka, bracia Florentyny, mój ulubiony Jutrowoj, Mogiłek i wielu innych. Nawet wiejski ksiądz wzbudził we mnie sympatię. Ile historii można zawrzeć na trzystu stronach!!! Mnóstwo. Ile różnych losów można opisać, tak od siebie odmiennych!!! Wiele.

Rzadko kiedy książkowa historia potrafi mnie wchłonąć swą magią i wyjątkowością. Autorce „Florentyny od kwiatów” się to udało. Udało się pochłonąć całą moją uwagę i czas wprawiając moją wyobraźnię w machinę, która nie mogła się zatrzymać do momentu gdy nie przeczytałam ostatniej strony. Tak, tak. Tą powieść pochłonęłam w jeden wieczór. W jeden magiczny wieczór. Nie bójcie się magii. Nie bójcie się rozpocząć podróż z Florentyną i poznać najskrytsze zakątki, jej duszy i jej wyjątkowego świata. Świata, w którym dzieją się różne rzeczy. Przeczytajcie książkę Agnieszki Kuchmister i dajcie znać czy tak samo Wam się spodobała jak mnie.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

Recenzja przedpremierowa: „Gra Luizy” Anna Robak-Reczek

GRA LUIZY

  • Autorka: ANNA ROBAK-RECZEK
  • Wydawnictwo: W.A.B
  • Liczba stron: 288
  • Data premiery: 15.09.2021r.

„Kto czyta książki, żyje podwójnie” –  Umberto Eco.

Zdecydowanie coś w tym jest. Pewnie w życiu każdego z nas przychodzi taki moment, że nie możemy uwierzyć, że życie które toczymy jest naszym własnym. Nie możemy uwierzyć, że to co nas dotyka dzieje się naprawdę. Że czujemy, że żyjemy w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w jakimś Matrixie. Że to co się dzieje, wydarza się naprawdę. Wtedy tym chętniej sięgamy do książek. Do innych historii, czasem lepszych, czasem gorszych, czasem szczęśliwszych, a czasem jeszcze trudniejszych. Sięgamy, by odciągnąć emocje, zanurzyć się w inne życie, obce życie. W takie całkowicie inne od mojego życie zabrało mnie @wydawnictwo.wab umożliwiając mi przeczytanie premiery z 15 września. „Gra Luizy” Anny Robak-Reczek to historia inna niż wszystkie. To historia psychopatki.

Psychopatki radzącej sobie w życiu. Psychopatki, która po śmierci matki wróciła do swego ojca, Witolda do Polski. Psychopatki poddającej się terapii i będącej dla psychoterapeuty otwartą księgą, z której można czytać ciekawą opowieść. Opowieść o losie trudnym, bezkompromisowym, z wieloma błędami w przeszłości, które kładą się cieniem na aktualne życie. Opowieść o Luizie, która jest inna, niż większość z nas bardziej odważna, bez empatii, bezczelna, potrafiąca wikłać się w tarapaty. To też opowieść o trudnych decyzjach, o trudnych relacjach, które rodzą się w głowie, w umyśle kogoś niezwykle pogmatwanego.

Pierwszy raz przeczytałam książkę, którą główną bohaterką jest osoba cierpiąca na psychopatię i jest tego całkowicie, bezdennie świadoma. Pierwszy raz przeczytałam książkę, w której główna bohaterka jest sobie, mimo choroby, sterem i okrętem, i ten okręt wcale nie tonie. To nowatorskie podejście do tej choroby, nowatorskie podejście do chorych osób. Podróż w osobowość Luizy bardzo mi się podobała. To skomplikowana osoba, idealna na bohaterkę powieści. Jej decyzje momentami wprawiały mnie w osłupienie, inne śledziłam z niedowierzaniem. Czasem ofiara swej choroby, czasem sprawca. Bardzo dobrze Autorka rozbudowała wątek relacji Luizy ze swoim ojcem, trudnej relacji. Relacji, w której wzajemne animozje i zawód rodzicielski przeplatają się z odpowiedzialnością, czasem chorą, czasem podszytą strachem. Motyw Olafa, Mańka, Kamila czy „rodaka z Jackowa” dodał powieści rysu obyczajowego, rysu damsko – męskiego. Ile w psychopatce jest kobiecości, a ile ciągłej walki i potrzeby konfrontacji? Ile uczucia, a ile manipulacji? Te wszystkie elementy Autorka objęła fabułą, te wszystkie kwestie Autorka rozgryzła w bardzo dobry, powieściowy sposób.

To nie powieść paradokumentalna, nie medyczna, to powieść osadzona w pewnej rzeczywistości, która dla Luizy jest mniej trudna, niż dla jej otoczenia. To powieść o zdobywaniu, traceniu, stawianiu czoła swoim demonom. To powieść dla każdego, kto chce przeczytać o kobiecie, świadomej swojej siły mimo swej ułomności. O kobiecie, która mimo wszystko walczy o każdy kolejny dzień. I to, co ważne, napisana bardzo dobrym językiem, prostym, śmiałym.

ps. jedyny minus powieści to okładka. Kompletnie nie w moim guście.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

Recenzja przedpremierowa: „Punkty zapalne” Anna Rozenberg

PUNKTY ZAPALNE

  • Autorka: ANNA ROZENBERG
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Cykl: DAVID REDFERN (Tom 2)
  • Liczba stron: 392
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Ależ się rozpisałam recenzując pierwszą część cyklu z Davidem Redfernem pt. Maski pośmiertne 😊. Jak kompletnie nie ja. To dowód, że książka bardzo mi się podobała. Zresztą oceniłam ją mocnym 8/10. Oczywiste więc, że gdy nadarzyła się okazja, by przeczytać kontynuację od @Anna Rozenberg nie wahałam się ani minuty. Praktycznie „rzutem na taśmę” przed Wami recenzja przedpremierowa „Punktów zapalnych” od Wydawnictwa @czwartastrona. Pamiętajcie, premiera już jutro, 1 września!!!

Tym razem inspektor David vel Dawidek Redfern musi się zmierzyć z porwaniem pięcioletniej Polki Izy Wolańskiej oraz podwójnym morderstwem starszego małżeństwa. Nie wiadomo, czy to mafijne porachunki czy kwestie religijne posunęły mordercę do tego czynu. Nie wiadomo czy działał sam, czy w grupie. W trakcie śledztwa badanych jest wiele wątków, a upływający czas odsuwa Redferna i jego załogę od korzystnego rozstrzygnięcia czy to w sprawie Izy Wolańskiej, czy małżeństwa Abbasich. Działaniom operacyjnym nie pomaga sytuacja Redferna, który ciągle poszukuje Marty Sokolińskiej oraz próbuje odpowiedzieć na pytanie, kto mu zagraża, kto chce pozbawić go życia, kto wysyła mu zawoalowane wiadomości, by odpuścił. Tylko nadal nie wie, co ma odpuścić, komu ma odpuścić.

Bardzo udana kontynuacja „Masek pośmiertnych”!!!

Dzięki Autorce mogłam spotkać się ponownie z bohaterem, którego niezwykle polubiłam. Z człowiekiem o polskich korzeniach, posiadającego polskiego dziadka, komisarza milicji Siwiaszczaka. Ta postać, oprócz głównego bohatera skradła moje serce. To starszy człowiek, niezwykle inteligentny, nie „zdziadziały” potrafiący pomóc własnemu wnukowi, o którym mówi „Dawidek”. Ten „Dawidek” dosłownie mnie rozczula.

Akcja toczy się dosłownie w dwa tygodnie, od nocy z 1 na 2 listopada 2013 roku do 14 listopada tego samego roku. Mimo, że przestrzeń czasowa nie jest rozległa, Rozenberg zadbała, by czytelnik się nie nudził. Poprowadziła śledztwo na okrętkę, wprawiając w ruch wyobraźnię czytelnika klucząc pomiędzy różnymi poszlakami. I mimo, że od początku podejrzewałam sprawcę, czas spędzony z książką nie uważam za stracony. Wręcz przeciwnie to bardzo dobrze spożytkowane chwile poświęcone dobrej, inteligentnej lekturze.

Głębokie ukłony należą się Annie Rozenberg za:

Konsekwentny motyw polski, za próbę rozliczenia polskich emigrantów, za pokazanie rodaków na obczyźnie, na bardzo nieprzychylnej obczyźnie.

Wielokulturowość. Podejście do bohaterów oparte na ich pochodzeniu, rozliczeniu ich tradycji, wierzeń, religii, wymogów co do ubioru i zachowania, kultury oraz obycia w miejscach publicznych. Rodzina zamordowanego Muztara Abbasiego, i jego żony, rodzina Wolańskich i ich znajomi, współpracownicy.  To jest ogromna wartość tej książki.

Wprowadzenie nowej bohaterki Summer Winter. Bardzo spodobała mi się nowa współpracowniczka Redferna, którą wprowadziła Autorka w miejsce nieobecnej Lindy borykającej się z własnymi problemami. Ciekawe, czy Summer pojawi się w kolejnej części?

Podjęcie bardzo ważnych kwestii społecznych. Oprócz wszechobecnej ksenofobii, Autorka dotknęła problemu współczesnego niewolnictwa, angielskiego systemu szkolnictwa, czy podejścia do traktowania, wychowywania dzieci, tak różnego od polskiego. Żeby jeszcze bardziej Was zachęcić, napiszę, to nie wszystko. W powieści dotknięty został problem alkoholizmu, przemocy w rodzinie, uciekania od odpowiedzialności i unikania problemów. Problemów, które nie powinny być spychane na margines życia. Problemów, z którymi każdy dorosły człowiek powinien się zmierzyć. Problemów, które same się nie rozwiążą przy braku jakiegokolwiek naszego zaangażowania.

To druga książka Autorki, którą  zdecydowanie powinniście przeczytać. Lektura tego kryminału gwarantuje Wam podróż w metodyczne śledztwo, w brytyjską, policyjną rzeczywistość. Zapewni Wam zmierzenie się z trudnymi pytaniami, nie zawsze udzielając odpowiedzi. Pobudzi Was do myślenia i do  zastanowienia się, gdzie tu jest człowiek, gdzie w tym wszystkim jest jego wartość, gdzie zaczyna się zemsta, a kończą mordercze pragnienia.

Zakończenie „Punktów zapalnych” sprawia, że czekam z utęsknieniem na kolejną część serii, na kolejne spotkanie z Davidem Redfernem. Mam nadzieję, że będzie tak samo udane, jak poprzednie dwa.  Rozenberg potrafi dopracować powieść w najmniejszych szczegółach, czym potwierdza, że wykonuje „kawał dobrej roboty” i za to należą się jej oklaski. BRAWO Pani  @Anna Rozenberg. Czekam na więcej!!! A Wam życzę udanej lektury.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki przedpremierowo bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

Recenzja przedpremierowa: „Cisza” Tomasz Lipko

CISZA

  • Autor: TOMASZ LIPKO
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Kolejny pisarz, prawnik z wykształcenia 😉, którego miałam przyjemność poznać z jego publikacji to Tomasz Lipko. „Cisza” od @wydawnictwoznakpl, będzie miała premierę 1 września br. Autor zasłynął pozycją ,,Notebook”, która „została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Kryminał sensacja Thriller” (cyt. za: Tomasz Lipko). A jaka jest ,,Cisza”?

(…) kto pierwszy zrozumie, że Internet jednak nie wróci, ten wygra” – „Cisza” Tomasz Lipko.

„Cisza” opisuje świat bez Internetu. Wyobraźcie sobie, że w jednym momencie, w ciągu 60 sekund przestajemy mieć dostęp do Internetu, do tej ogromnej bazy danych, do wszystkich społeczności, do bycia, grania, czytania online. Niewyobrażalne? Niekoniecznie. Cały świat staje na głowie, gdy o godz. 15:37 „(…) 18 kwietnia 2025 zaniknął sygnał internetowy”. Pięć lat po internetowej „godzinie zero” niektórzy nadal wierzą, że sieć da się odzyskać, że wreszcie będzie można na nowo być online. Naiwniacy, fantaści, głupcy? Krach wykształcił nowych bohaterów, a starzy „odeszli do lamusa”. Detektyw nowej ery Igor Hanys oraz Yaara Alex poszukują odpowiedzi na następujące pytanie:  „(…) kto wygra w starciu człowieka ze sztuczną inteligencją?” Czy zdołają odpowiedzieć? Czy odpowiedź będzie dla ludzkości satysfakcjonująca?

„(…) Sztuczna Inteligencja spojrzała wreszcie na świat ludzkimi oczami…” – „Cisza” Tomasz Lipko.

W trzydziestu dziewięciu rozdziałach Autor zabrał mnie w podróż w jedną stronę. W podróż, której nie do końca rozumiałam, nie do końca się z wydarzeniami w niej następującymi utożsamiałam. Jest to książka dla fanów fantastyki. Ja do nich niestety nie należę, chociaż intrygujący opis Wydawcy zaciekawił mnie tak, że postanowiłam ją przeczytać. Rozdziały oprócz numerów mają oznaczenie miejsca wydarzeń. A w fabule dzieje się bardzo dużo, w różnych zakątkach świata. Czytamy więc o akcji ulokowanej w Warszawie, w Katowicach, w Jerozolimie, w Wiedniu, czy na wodach terytorialnych Republiki Greckiej. Starałam się jak mogłam, spojrzeć na świat oczami sztucznej inteligencji, tak jak ona patrzyła na świat oczami ludzkimi. Nie do końca mi się udało. Zagmatwałam się w intrydze utkanej w sferze zbrodni, terroryzmu na poziomie AI (z ang. artificial intelligence).

Bardzo podobała mi się postać Yaary Alex. To kompletnie nieoczywista bohaterka. Z jednej strony całkowicie kobieca, czuła, z drugiej maszyna do pokonywania trudności, James Bond w spódnicy umiejący przewidzieć każdy  przyszły ruch przeciwnika. Przyznaję, że postaci męskie również sprostały specyfice gatunku. Mężczyźni okazali się prawdziwie męscy, odważni, ciekawi, umiejący rozwikłać najtrudniejszą zagadkę. Bohaterowie na miarę 2030 roku, na miarę czasów pięciu lat po ustaniu Internetu. Autor również bardzo umiejętnie zakończył powieść. Wprowadził mnie w osłupienie. Ciągle zadawałam sobie pytanie, jak to możliwe, że w plątaninie zdarzeń, mimo, że starałam się być maksymalnie skupiona, nie wytypowałam prawidłowo końcówki? Jak to możliwe?  

I to pytanie, z którym zostałam na końcu, czy ludzie są się w stanie przyzwyczaić do bycia offline? Jak myślicie?

Lubicie rzeczywistość nierealną? Lubicie świat maszyn, robotów, sztucznej inteligencji, artefaktów? Możliwe, że ta książka Wam się spodoba.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Dziewczyna z wiatrem we włosach” Anna Szczęsna

DZIEWCZYNA Z WIATREM WE WŁOSACH

  • Autorka: ANNA SZCZĘSNA
  • Cykl: MIĘDZY STRONAMI ŻYCIA (tom 2)
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO KOBIECE
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery: 25.08.2021r.

Kochani, jak już jesteście w temacie książek pisanych przez @Anna Szczęsna – książki, które same się czytają, to tym wpisem od razu przychodzę do Was z recenzją drugiego tomu cyklu Między stronami życia. Jest to książka, która premierę miała 25 sierpnia br. i bardzo się cieszę, że udało mi się ją przeczytać i zrecenzować bez zbędnej zwłoki. Pierwszy tom serii oceniłam 7/10. Zastanawia Was czy wydana nakładem @Wydawnictwo Kobiece  „Dziewczyna z wiatrem we włosach” również została oceniona tak wysoko?

W kontynuacji książki „Dziewczyna, która patrzyła w słońce” znowu stykamy się z iście wybuchową parą, Justyną i Michałem, ale nie tylko. Autorka oparła fabułę również na innej bohaterce, którą poznałam w pierwszym tomie, na Marlenie. Marlena jest związana zawodowo z Michałem pisującym horrory, jest jego agentką. Jednocześnie przyjaźni się z Justyną – autorką bestsellerowych romansów. Będąc w relacji i z jednym, i z drugą mierzy się z ich niemocą twórczą. To nie jedyny problem w jej życiu. Bezsenności przysparza jej brat, który uwikłał się w kłopoty finansowe. Chęć niesienia mu pomocy doprowadza Marlenę do deklaracji napisania autobiografii milionera Seweryna Mazura i tu zaczyna się prawdziwa czytelnicza uczta z urokliwą Francją w tle.

Nie będę ściemniać. Książka jest idealna na tak chłodne, sierpniowe wieczory. Jesienna aura zwykle nastraja nas depresyjnie. Ja wtedy łapię powieści, w których jest dużo ciepła, tak jak w „Dziewczynie z wiatrem we włosach”. Ten wiatr we włosach można poczuć, praktycznie na każdej stronie. Wiatr miłości, wiatr poszukiwania szczęścia, wiatr zmiany swego życia na jeszcze lepsze, wiatr przyjaźni i nie ukrywam, motyw przyjaźni rozbroił mnie najbardziej. Cudownie jest czytam o przyjaciółkach, które mimo wielu własnych obowiązków zawsze znajdują czas dla siebie. Czytają, piszą, negocjują z wydawcami, publikuję, ale potrafią odnaleźć w pędzie życia czas, by się ze sobą kontaktować, by się sobie zwierzyć i by się wzajemnie wesprzeć. Macie takich przyjaciół obok siebie? Jeśli nie, to wiedzcie, że na pewno gdzieś są i szczerze Wam ich życzę.

Zapomniałabym. Jeszcze ukryte przesłanie. Okazuje się, że u sąsiada trawa nie zawsze jest bardziej zielona, że to do czego dążymy w życiu, już w nim zaistniało, tylko czasem brakuje nam umiejętności spojrzenia z szerszego punktu widzenia i zrozumienia tego. A to wszystko zostało opisane i sportretowane w bardzo płynnym stylu. Czytanie nie męczyło mnie, nie nużyło. Nawet o najbardziej oczywistych prawdach miło jest poczytać. Może to ten czas, by one dotarły do mnie samej? Może to ten czas, by one dotarły do innych czytelników? Mam taką szczerą nadzieję, bo tą powieść obyczajową   Anny Szczęsnej, wprost Wam polecam!.

Moja ocena 7/10.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiece .

„Dziewczyna, która patrzyła w słońce” Anna Szczęsna

DZIEWCZYNA, KTÓRA PATRZYŁA W SŁOŃCE

  • Autorka: ANNA SZCZĘSNA
  • Cykl: MIĘDZY STRONAMI ŻYCIA (tom 1)
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO KOBIECE
  • Liczba stron: 376
  • Data premiery: 28.04.2021r.

Dawno, dawno temu, bo w 2017 roku za siedmioma górami i siedmioma rzekami, a tak naprawdę na blogu recenzenckim Słoneczna Strona Życia z @Anna Szczęsna – książki, które same się czytają  w relacji autor – czytelnik zaznajomiłam się przy okazji premiery książki „Myśl do przytulania”. Książkę uznałam za  ciepłą, nastrojową pozycję o poszukiwaniu odwagi do zmiany swojego życia. Śledząc sierpniowe publikacje od @Wydawnictwo Kobiece postanowiłam przeczytać najnowszą książkę Autorki pt. „Dziewczyna z wiatrem we włosach”, która premierę miała dosłownie w ostatnią recenzencką środę – 25 sierpnia br. Jest to drugi tom cyklu  Między stronami życia. Przy okazji wspomnianej środowej premiery otrzymałam cudowny prezent od @Wydawnictwo Kobiece w postaci pierwszej części serii pt. „Dziewczyna, która patrzyła w słońce”. Jedna przesyłka, dwie książki. Dwie książki, różne historie i ci sami bohaterowie. Z zapałem zabrałam się więc do czytania pierwszego tomu. Zapraszam do zapoznania się z moją opinią.

To o czym jest ta fabuła?

O pisaniu, czytaniu i pisarzach😊, a jak wiecie, czego nie ukrywam, ten motyw w powieściach wręcz uwielbiam. Tym razem Autorka mierzy się z dwoma osobistościami ze świata literackiego, Justyną i Michałem. Justyna to autorka bezkonkurencyjnych romansów, urzekających swoją wyrazistością i ociekających jak soczyste czereśnie emocjami. Michał natomiast pisze w gatunku horroru, gdzie nie ma miejsca na przaśne opisy, patrzenie sobie w oczka, powodujących drżenie kolan pocałunków. Wskutek sąsiedzkich zawiłości losy tej dwójki się splatają w dość nieoczekiwany sposób. Jakby tego było mało, muszę widywać się jeszcze na targach książki oraz w trakcie festiwalu w Różanych Dołach, gdzie każdy z nich zawitał ze swoją twórczością. Jak myślicie co z tych spotkań wynikło?

Zakończenie nie było zaskoczeniem, ale to wcale nie oznacza, że czas spędzony z książką uważam za stracony, wręcz przeciwnie. Bardzo spodobali  mi się główni bohaterowie, których Autorka zobrazowała w niezwykle skrupulatny sposób. Każdy z nich ma charakter, każdy swoje zainteresowania i swoją własną, suwerenną przestrzeń, każdy ma swoją historię i problemy. Zderzenie tak różnych cel spowodowało, że „Dziewczyna, która patrzyła w słońce” jest bardzo dobrą literaturą obyczajową. Nie ukrywam z początku nie mogłam wkręcić się w czytanie przez długie opisy. Lubię jak coś się dzieje w powieści, jak dużo się mówi, jak autor bazuje na ciętych ripostach, czy interesujących monologach, z których bardziej domniemuję oczywiste cechy postaci, niż o nich czytam w opisach. Jak już przebrnęłam przez pierwsze sto stron to przyznaję, że opisy wzbogaciły treść i stały się bardzo ważnym uzupełnieniem całej opisanej w książce historii. Zadziałał tu trochę „efekt rogów”, który na szczęście zmienił się w „efekt aureoli” w stosunku do książek tego cyklu.

To bardzo ciepła książka, napisana dobrym stylem, którą koniecznie musicie zaprosić na swoją półkę. Udanej lektury!

Moja ocena 7/10.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiece .

„Dzwony o zmierzchu. Wbrew wszystkiemu” Małgorzata Garkowska

DZWONY O ZMIERZCHU. WBREW WSZYSTKIEMU

  • Autorka: MAŁGORZATA GARKOWSKA
  • Cykl: DZWONY O ZMIERZCHU (tom 1)
  • Wydawnictwo: PASCAL
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 11.08.2021r.

@Małgorzata Garkowska to autorka wielu książek. Polskim czytelnikom dała się poznać jako powieściopisarka mająca na swoim koncie takie tytuły jak: „Zapomnij o nim”, „Życie w spadku”, „Czego nie powiedziałam”, „Spotkamy się przypadkiem” czy „Układanka z uczuć”. Czytaliście którąś z nich?  Garkowska dobrze czuje się w gatunku literatury obyczajowej i pięknej. Tym razem zabrała mnie w podróż historyczną dzięki pozycji od @WydawnictwoPascal, która miała swoją premierę 11 sierpnia pt. „Dzwony o zmierzchu. Wbrew wszystkiemu”. Książka jest pierwszym tomem z nowej serii. Nie ukrywam, że powieści osadzone w przeszłości nie zawsze mnie zachwycają. Oczekuję zwykle rzetelnego odzwierciedlenia nastrojów, języka, form grzecznościowych, scenerii, czy charakteryzacji. Nie każdy autor jest w stanie podołać takim wymaganiom przeciętnego czytelnika. Czy tym razem Małgorzacie Garkowskiej się udało?   

Fabuła osadzona została w Płocku w latach 1920-1930. To cała dekada z wydarzeniami w jednym domu w tle. Domu Janeczki i Antosia, gospodyni domowej, byłej nauczycielki rysunku i policjanta. Autorka opisała utkane, zawiłe losy małżonków tworząc dodatkowo podwaliny pod ówczesne wydarzenia społeczne i polityczne. Opisała losy dwójki kochających się dojrzałą miłością małżonków, którzy ciągle czegoś pragną. Najpierw dziecka, potem pracy, nowych wrażeń, wreszcie wspólnego, dalszego życia w spokoju, ramię w ramię. Losy Janeczki przeplatają się z losami podobnych jej kobiet, jedne żyją bardziej szczęśliwie, inne przeżywają katusze. Antoś to z kolei mężczyzna podobny lub raczej niepodobny do innych mężczyzn, wierny, oddany, pracowity, potrafiący się zachować i kochający nade wszystko swoje dwie kobiety, żonę i córkę. Czy los okaże się dla nich szczęśliwy? Czy nastroje polityczne zburzą ich spokój?

Bardzo dobry początek sagi rodzinnej!!!

Nie ukrywam, że ten gatunek powieści obyczajowej często napawa mnie lękiem. Trudno jest bowiem opisać koleje losu bohaterów, które spojone byłyby od początku do końca wspólnym mianownikiem, spięte wspólną klamrą. Małgorzacie Garkowskiej się to udało pierwszorzędnie. Po pierwsze Autorka podjęła wiele trudnych problemów, w tym społecznych. Z kart jej powieści wyziera potwierdzenie, że pierwsza miłość jest zwykle słabością nawet najbardziej wiernych mężów. Z pierwszą miłością żona nie może konkurować na żadnej płaszczyźnie. Nie wygra z rozrzewnieniem, nostalgią we wspomnieniach o niej. Nie wygra z tymi nigdy niemożliwymi do powtórzenia gestami i wyrazami uczucia. Nie wygra nigdy z niewypowiedzianymi więcej słowami otuchy czy miłości. Okazało się, że pierwsza miłość ma zawsze pozycję uprzywilejowaną, bo przecież to żona jest tą, z którą małżonek się ściera, dzieli chwile smutku, radości i goryczy, dzieli chwile zwątpienia i zniechęcenia. I o tej pierwszej miłości mającej destrukcyjny wpływ na udane małżeństwo przeczytacie. Ponadto przeczytacie o chęci doświadczenia czegoś nowego, nawet kosztem dotychczasowego życia. Przeczytacie o przemocy w rodzinie, pijaństwie czy o negatywnym wpływie ciągłych starań o własne dziecko na życie małżeństwa. Te wszystkie kwestie i wątki Garkowska osadziła w rzeczywistości historycznej kraju, w trakcie szalejącej wojny bolszewickiej i późniejszych nastrojów politycznych. Po drugie Autorka zastosowała środki stylistyczne, tempo, styl adekwatny do czasów, w których osadziła fabułę. Całkowicie oddała prawdziwość akcji oraz powieści osadzonej w czasie sprzed stu lat. Do tego jest w tym kompletnie prawdziwa, całkowicie autentyczna. Uwielbiam sagi rodzinne umiejscowione w przeszłości o tak realnym brzmieniu. Sięga się do nich z utęsknieniem. Po trzecie książkę, mimo wielu trudnych poruszonych w niej problemów czyta się bardzo lekko i przyjemnie. Pozwala na to tempo narracji i styl Autorki. A zakończenie? Cóż, po takim zakończeniu nie mogę doczekać się kolejnego tomu. Nie mogę doczekać się, by dowiedzieć się, co się zadzieje u Janeczki, Antosia, Michasi i Jakuba, a także co się zadzieje u ich sąsiadów, współpracowników, generalnie co się zadzieje w ich świecie.

A zaciekawienie po zakończeniu czytania jest zawsze dobrą rekomendacją, by książkę samemu otworzyć do czego Was gorąco zachęcam.

Moja ocena 8/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Pascal.

„Zaplanuj sobie śmierć” Milena Wójtowicz

ZAPLANUJ SOBIE ŚMIERĆ

  • Autorka: MILENA WÓJTOWICZ
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery: 02.06.2021r.

Przyspieszam trochę z zaległymi recenzjami. Taki mam plan, a co z niego wyjdzie to się okaże😉. Już praktycznie deszczowy sierpień za nami, a ja jeszcze nie rozprawiłam się do końca z czerwcowymi premierami. Jedną z takich premier jest najnowsza książka „Zaplanuj sobie śmierć” pióra @wojtowiczmilena wydana nakładem @wydawnictwo.wab. Jako zadeklarowana, ogromna fanka twórczości Joanny Chmielewskiej z każdego okresu😊, nie mogłam nie skusić się, by przeczytać tę pozycję. Cóż może być przyjemniejszego od komedii kryminalnej osadzonej w realiach absurdów przedsiębiorstwa produkcyjnego? No, chyba tylko wino…tfu, raczej niewiele. Tak, zdecydowanie powinnam odpowiedzieć „niewiele”.

Cała historia zaczęła się w pechowy piątek trzynastego. W jednym z dużych przedsiębiorstw produkcyjnych, gdzie terminy i plany produkcyjne mają ogromne znaczenie, z nieznanych rąk ginie główny planista. I tu zaczyna się zabawa😉. Jak to zwykle w komediach kryminalnych bywa, wszyscy wydają się podejrzani. Działania inspektora Chętka dodatkowo nie zsyłają na zarząd spokoju, wręcz przeciwnie pogrążają firmę w chaosie. Wszystko zdaje się sypać, a sam sufit zbliżać do podłogi. Na szczęście firma posiada bezcenny kapitał, to pracownicy!!! Pracownicy, którzy rozpoczynają własne nieudolne śledztwo. Śledztwo, które rzuca nowe światło na to, co zdarzyło się Mirkowi Biernackiemu.

Pracowaliście kiedyś w korporacji? Ci co odpowiadają tak, pewnie nie raz na własnej skórze doświadczyli absurdów panoszących się w dużej firmie. Jest ich całkiem sporo. Korpo-gadki, korpo-maile, korpo-zwroty, korpo-spojrzenia spod byka, korpo-plany, korpo-KPI itepe itede. Jak w te wszystkie absurdy zawita morderstwo jednego z ważniejszych pracowników, to mamy dosłownie wydarzenia jak z Chmielewskiej z serii o Lesiu, gdzie dziwnym trafem ginęło wielu związanych z biurem architektonicznym. I przyznam, że książka Mileny Wójtowicz historie spod pióra Chmielewskiej trochę mi przypomina. Bardzo trudno jest konkurować z jedyną Królową polskich kryminałów, wiem, wiem. Dlatego nie było wielkiego „WOW”. Książkę czytało się bardzo lekko i przyjemnie. Podobny poziom absurdu ze znanych mi komedii kryminalnych i osadzenie akcji w dużej firmie dodaje lekturze niezwykłego uroku.

Ja przy lekturze bawiłam się znakomicie. Chwilami żałowałam, że książka ma tylko niewiele ponad trzysta stron, jak w powiedzeniu „wszystko co dobre szybko się kończy”. W „Zaplanuj sobie śmierć” znajdziecie znaczną dawkę humoru. Mnie najbardziej urzekły gagi sytuacyjne, niedopowiedzenia czy zwykłe omyłki, które w tym gatunku wprost uwielbiam. Podejrzenia gonią podejrzenia, winni stają się niewinnymi i odwrotnie, do tego motająca się kadra i naciski z góry, uff każdy chciałby poznać rozwiązanie zagadki, każdy. Wy też? Mam nadzieję, że tak. Biegnijcie do księgarni czy biblioteki, nie pożałujecie. Życzę Wam dużo śmiechu i pamiętajcie, „śmiech to zdrowie”!!!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

„Wizjer” Magdalena Witkiewicz

WIZJER

  • Autorka: MAGDALENA WITKIEWICZ
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 16.06.2021r.

Kolejna czerwcowa premiera, której recenzję nadrabiam to „Wizjer” @Magdalena Witkiewicz Official od @wydawnictwo.wab. Nie ukrywam, że książki Autorki bardzo sobie cenię. Moją historię z jej twórczością zaczęłam od „Po prostu bądź” i „Cześć, co słychać”, następnie zrecenzowałam „Czereśnie zawsze muszą być dwie”, by wreszcie zachwycić się Autorką w krótszej formie w antologiach opowiadań pt. „Teraz cię rozumiem mamo” i „Niegrzeczne last minute”. Gdy otrzymałam „Wizjera”, którego okładka po prostu zaparła mi dech w piersiach, bez zbędnej zwłoki zaczęłam czytać. Czytać, czytać, by dowiedzieć się kim jest, lub czym jest i co robi tytułowy Wizjer. Jak daleko sięga jego oko?

Czy myślisz, że znasz swoją rzeczywistość? Czy twierdzisz, że nic cię nie zaskoczy? Czy jesteś pewna/pewny, że wszystko na co patrzysz i czego dotykasz jest tym, czym myślisz? Jeśli tak, to przedstawiam Ci Wizjera, który w życiu Laury – samotnej matki, wprowadził chaos i osadził niewiarygodne rzeczy. Wizjera, który zawładnął jej znajomymi, dziwnymi wypadkami w jej otoczeniu, czy niespotykanymi dotychczas samobójstwami. Wizjera, który z jakiś powodów obrał sobie za ofiarę Laurę, młodą matkę zajmującą się „projektowaniem i prognozowaniem zachowań oraz potrzeb konsumentów”. Co motywuje Wizjera to zniszczenia Laurze życia? Jej praca, rodzina, znajomi, a może ona sama? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Zacznę trochę od innej strony. Swego czasu zachwyciłam się serią Jakuba Szamałka, która opowiada o równoległej wirtualnej rzeczywistości, która nie jest tak bezpieczna, jak nam się wydaje. Książka „Wizjer” Magdaleny Witkiewicz kojarzy mi się z tym cyklem. Jest ona bowiem bardzo dobrze napisanym thrillerem, w którym występują twisty fabularne i więcej jest znaków zapytania niż odpowiedzi. Sama Laura jako bohaterka przypadła mi do gustu, jest inteligenta, niezależna, samodzielna. pracuje jako analityk w banku i zajmuje się przetwarzaniem danych. Sama wychowuje jest małego synka. Poznajemy Laurę mniej więcej w czasie gdy udaje się na konferencję tematyczną dotyczącą przetwarzania danych i nowych technologii. Poprzednia, w której brała udział znacząco zmieniła jej życie. Czy tym razem będzie tak samo? Kobieta dowiaduje się o samobójstwie swojego znajomego. Powiedzieć, że jest w szoku, to nic nie powiedzieć. Jurij według niej nie był człowiekiem, który mógłby się podsunąć do takich rozwiązań. Nieoczekiwanie okazuje się, że w tej samej firmie w której pracował inne osoby pełniące ważne stanowiska również popełniły samobójstwa. Czy to zbieg okoliczności? Wokół Laury zaczynają dziać się dziwne rzeczy, zmienia również pracę i zaczyna pracować w firmie, która organizowała konferencję a, z którą związany był jej znajomy.

Powieść przedstawia niepokojącą, ale jednak realną rzeczywistość, gdzie ktoś może kierować życiem innych ludzi wykorzystując do tego owoczesne technologie. Czy jest możliwe, że z pozoru normalnie przebiegające życie było realizowanym przez kogoś innego planem? Jest to lektura wciągająca z ciekawą fabułą. Jej zaletą są  realistyczni bohaterowie, tacy z krwi i kości. Akcja toczy się bardzo ciekawie, po kolei odsłaniając interesujące nas fakty. Chociaż pod koniec zaczęłam się już domyślać rozwiązania całej zagadki, muszę przyznać, że było bardzo interesujące. To jest najlepsza zachęta, by sięgnąć po książkę, w której Wasz dotychczasowy świat przestanie istnieć. W której Wasz świat rozbije się na milion kawałków. Udanej lektury. Nie zwlekajcie, czytajcie!!!

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki WYDAWNICTWU WAB.

„Kaktus” Sarah Haywood

KAKTUS

  • Autorka: SARAH HAYWOOD
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 414
  • Data premiery: 11.08.2021r.
  • Data premiery światowej: 04.10.2018r.

Ile ja ostatnio książek wydanych nakładem @WydawnictwoAlbatros czytam!!! Wystarczy wspomnieć tylko te zrecenzowane w sierpniu. Sami zobaczcie: Milczący zamek – mój faworyt😊, Wyspa i jej kontynuacja Pewnej sierpniowej nocy, rewelacyjna Zabawa w chowanego, sensacyjna Bez pożegnania, Zanim cię zobaczę, Rebeka, Zaginiona siostra, Kolory ognia i Po dwóch stronach. Wygląda na to, że w sierpniu mój czas zdominowały publikacje tego Wydawnictwa i to jeszcze nie koniec!!! Przed Wami jedenasta w tym miesiącu recenzja książki wydanej  przez @WydawnictwoAlbatros. To komedia, która premierę miała 11 sierpnia br. „Kaktus” Sarah Haywood. Śmiać się czy płakać? Przeczytajcie recenzję, to się dowiecie sami.

Czy liść na głowie, czy kaktus, który urósł „jeden kit”, jak to mówią. Przekonała się o tym Susan Green, która wiodła całkowicie zwyczajne życie, ale do pewnego momentu. No właśnie, ale. „Ale” to słowo klucz. Klucz, który otwiera drzwi do życia bez kompletnej kontroli, do własnego życia w którym już nie ma matki, za to jest rodzące się we własnym ciele, nieproszone nowe życie. Drzwi do życia, w którym znikąd pojawia się Rob. Rob – sojusznik, Rob- opoka, Rob…. Fabuła jak z bajki, prawda? Tego samego zdania była firma producencka Reese Witherspoon, Hello Sunshine, która wykupiła prawa do adaptacji powieści. Jak obiecuje Wydawca film  „będzie dostępny na platformie Netflix, a w roli głównej zobaczymy samą Reese Witherspoon”. Zaciekawieni? Ja tak.

Z debiutami różnie bywa. Jedne są lepsze, drugie gorsze. Muszę przyznać, że dla mnie „Kaktus” okazał się przeciętną komedią, którą czyta się bardzo lekko i przyjemnie. Język jest prosty i jasny, nie wymaga od czytelnika zbytniego skupienia. Sama fabuła oparta została na sprawdzonym motywie, motywie rodzącego się uczucia mimo wszystko, mimo przeciwności, mimo początkowej niechęci. Ot, taka nieskomplikowana  historia napisana w lekkim stylu. Mimo wielu cytatów bardzo pochlebnych opinii zawartych w książce, powieść nie do końca mnie bawiła, raczej chwilami wprowadzała w stan nostalgii. Nostalgii za czymś utraconym, co już nie wróci. Bardziej żałowałam głównej bohaterki, niż się z niej śmiałam. Bardziej jej kibicowałam, niż mnie bawiła.

Z jednym mogę się zgodzić z Wydawcą, jest to faktycznie „opowieść o miłości, która przychodzi zawsze nie w porę, o mierzeniu się z tym, co nieoczekiwane i godzeniu z tym, co nieuniknione”.

Moja ocena 6/10.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.