„Znajdź swoje miejsce. 22 rytuały uwolnienia od dziedzictwa emocjonalnego” Natacha Calestrémé

ZNAJDŹ SWOJE MIEJSCE. 22 RYTUAŁY UWOLNIENIA OD DZIEDZICTWA EMOCJONALNEGO

  • Autorka: NATACHA CALESTRÉMÉ
  • Wydawnictwo: FEERIA
  • Liczba stron: 440
  • Data premiery: 15.02.2024r. 
  • Data premiery światowej: 13.10.2021r. 

Jak napisałam w zapowiedzi „Znajdź swoje miejsce. 22 rytuały uwolnienia od dziedzictwa emocjonalnego” Natachy Calestreme od Wydawnictwo Feeria to pozycja, która bardzo mnie zaintrygowała. Książka premierę miała 15 lutego br. i choć przeczytałam ją jakiś czas temu na recenzję przyszedł czas właśnie teraz. Bo jak Wam w przystępny sposób zarekomendować poradnik o dziedzictwie emocjonalnym? 

Czy znacie termin dziedzictwa emocjonalnego? Ja z nim spotkałam się jakiś czas temu, kompletnie nie zapamiętując kluczowych jego aspektów. Już we wstępie Autorka pracująca w dziennikarstwie tłumaczy, że epi­ge­ne­tyka to „(…) To coś w rodzaju dzie­dzi­cze­nia pamięci przod­ków.” Może to brzmieć trochę jak fantastyka, ale Natacha Calestrémé powiązała swoje niepowodzenia na rynku zawodowym z faktem, że „jeden z jej dziad­ków po woj­nie został pozba­wiony moż­li­wo­ści wyko­ny­wa­nia swo­jego zawodu i ni­gdy nie pogo­dził się z utratą miejsca pracy; że jedna z jej babć cier­piała, nie mogąc zna­leźć swojego miejsca w cieniu przy­tła­cza­ją­cej oso­bo­wo­ści męża; że jeden z wuj­ków, uznany arty­sta, ni­gdy nie docze­kał się takiego miej­sca w pan­te­onie sław, na jakie zasłu­gi­wał; że jedna z cio­tek, bez­dzietna i nie­za­mężna, zna­la­zła się w miej­scu, o któ­rym z pew­no­ścią nie marzyła, gdy wsku­tek zawodu miło­snego zde­cy­do­wała się przy­wdziać habit.” Brzmi trochę jak fantastyka? Czyżby? 

Nie ukrywam, że publikacja istotnie mnie zaskoczyła. Jak nie czytać z przymrużeniem oka wyznania autorki, która twierdzi, że udało się jej „(…) dotrzeć do ukry­tego zna­cze­nia dręczących ją pro­ble­mów. Mię­dzy wła­snymi bole­snymi doświad­cze­niami, a tymi, które były udzia­łem jej krew­nych, ist­niał pewien powta­rzalny sche­mat: ich mniej­sza lub więk­sza cyklicz­ność.” Niemniej jednak książka zawiera wiele cennych spostrzeżeń i uwag jak chociażby również że wstępu; „(…) każde bole­sne doświad­cze­nie dre­nuje naszą ener­gię. Kłót­nie, żałoba, upo­ko­rze­nia, wypadki, prze­moc, strach czy nawet drobne bolączki zatru­wa­jące nam życie na co dzień – wszystko to gene­ruje serię sta­nów emo­cjo­nal­nych, z któ­rych nie zda­jemy sobie sprawy…” Nie mogę więc jednoznacznie stwierdzić, że książka to stek bzdur na temat realnego wpływu doświadczeń naszych przodków na to co dzieje się sto, pięćdziesiąt lat później w naszym życiu. Bynajmniej…. 

Poradnik składa się ze wstępu, części pierwszej zatytułowanej „Bilans” oraz części drugiej o znamiennym tytule „Być szczęśliwym wśród innych”. W pierwszej części autorka skłania nas do refleksji nad miejscem, które zajmujemy w życiu. Nie tylko z perspektywy naszego życia zawodowego, lecz także miejsca w społeczeństwie, miejsca w grupie odniesienia, miejsca w naszej rodzinie tej bliższej i tej dalszej. W rozdziale drugim Natacha Calestrémé zachęca nas do zastanowienia się i przestudiowania naszych niepowodzeń. Skłania nas ku stwierdzeniu, że przeciwności losu, których doświadczamy są po coś i z czegoś wynikają. Nie odbiera nam jednak mocy sprawstwa twierdząc, że jesteśmy ofiarami. Płynnie przechodzi do trzeciego rozdziału, w którym omawia cechy, zalety, determinanty dziedzictwa emocjonalnego, z którym – nie ukrywam – miałam największy problem w trakcie czytania. Ostatni rozdział zawarty w części drugiej poradnika poświęcony został całkowicie naszemu życiu zawodowemu. W tym fragmencie książki dowiemy się jak znaleźć pracę. Autorka serwuje nam kolejne kroki, które mają nam pomóc w odnalezieniu swego miejsca w zawodowym świecie, miejsca, z którego będziemy usatysfakcjonowani. Nakazuje nam: Zamknij swoje rany.”, „Uwol­nij się od dzie­dzic­twa emo­cjo­nal­nego.” czy „Wyjdź poza ogra­ni­cza­jące cię prze­ko­na­nia.” Niestety łatwo napisać, łatwo przeczytać, trudniej wdrożyć w życie. I właśnie z tym mam największy problem w poradnikach tego typu. Oprócz wartości poznawczej, edukacyjnej nie do końca zrozumiałam przesłanie. Mimo, że autorka w wielu miejscach wskazała proste praktyczne ćwiczenia, jak na przykład „stwórz tabelę z listą traum, jakich doświad­czy­łeś”, uzupełnij tabelkę emocjonalną pokazując wręcz jej przykład itd. nie potrafiłam zastosować przeczytanych rad i rozwiązań w moim codziennym życiu. 

Przeczytałam, dowiedziałam się, nie zastosowałam. Przeczytaj, dowiedz się i może właśnie TY zastosujesz. Czytając recenzje pamiętajcie proszę zawsze, że nie wszystko jest dla wszystkich. Nie ma jednych obiektywnych prawd i uniwersalnych rozwiązań pasujących wszystkim, w taki sam sposób. Dlatego warto czytać książki, które nawet nie zachwyciły innych odbiorców. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Feeria.

„Hormonalna rewolucja” David JP Phillips

HORMONALNA REWOLUCJA

  • Autor: DAVID JP PHILLIPS
  • Wydawnictwo: FILIA
  • Seria: FILIA NA FAKTACH
  • Liczba stron: 272
  • Data premiery: 28.02.2024r. 
  • Data premiery światowej: 8.11.2022r.

Wydawnictwo FILIA w serii „Filia na faktach” oferuje czytelnikom poradniki, które mogą pomóc nam w naszych codziennych zachowaniach, decyzjach, czy nawet wpłynąć na zmianę naszego trybu życia, postępowania oraz oczekiwań. Kolejna taka pozycja trafiła w me ręce dzięki szczodrości samego Wydawnictwa, za co bardzo dziękuję. To premiera z końca lutego br. zatytułowana „Hormonalna rewolucja” Davida JP Phillipsa. Mimo angielskobrzmiącego języka autor jest Szwedem, a światowa premiera tej publikacji miała miejsce w listopadzie 2022. 

DOPAMINA, OKSYTOCYNA, SEROTONINA, ENDORFINY, KORTYZOL, TESTOSTERON to sześć hormonów, które mają wpływ na to, jak się czujemy i jak myślimy” – z opisu Wydawcy.

Autor dowodzi, że to od nas zależy, jak się czujemy. Czy rano wstajemy wypoczęci czy zmęczeni. Czy każdy dzień traktujemy jako nową możliwość, wyzwanie, czy raczej jako karę, udrękę, którą staramy się tylko przeżyć. Czy liczymy wiecznie na innych, czy raczej na siebie? Czy widzimy się w roli ofiary, której odbieramy moc sprawczą, czy jednak w roli sternika, który odpowiada za kierunek, w którym podążą łódź życia? Właśnie po to czytam od czasu do czasu poradniki, by dowiedzieć się, że w gruncie rzeczy jakość mojego życia zależy wyłącznie ode mnie. 

Czytanie poradników traktuję trochę jako samorozwój. Niektóre z nich skłaniają mnie tylko do refleksji. Dzięki innym odkrywam dawno zapomniane fakty na nowo, uczę się, zdobywam wiedzę. Do takich właśnie należy publikacja Davida JP Phillipsa. Mimo, że nazwy hormonów wokół których toczy się rozważanie autora nie są mi obce to warto było przypomnieć sobie, co mogę robić, by je w naturalny sposób w swym organizmie wyzwalać lub wręcz obniżać (jak hormon stresu kortyzol). 

Książka podzielona jest na dwie części. W pierwszej Phillips uczy nas czym jest angel’s cocktail! Opowiada w przystępny sposób, czym są hormony powołane w podtytule poradnika. Same zastosowane przez autora nazwy rozdziałów jednoznacznie wskazują o czym będzie mowa: „Dopamina – motor do działania i przyjemność”, „Oksytocyna – więzi i ludzkość” czy chociażby „Kortyzol – skupienie, ekscytacja czy panika?” Ostatnie dwa rozdziały stanowią receptę na szczęście i …. nieszczęście. W „Podstawa twojego angel’s cocktail” dowiecie się, co zrobić, by zachować w życiu równowagę hormonalną. Jaka jest na to recepta oraz jak dobrze zachowane proporcje wpłyną na Wasze życie. W „Devil’s cocktail” autor przeprowadzi Was przez diabelską recepturę, która niczego dobrego nie przyniesie. Po której człowiek odczuwa ogromnego, długotrwałego kaca, po którym potrzebny jest silny detoks. 

To zaskakujące – choć może nie tak bardzo… – że tak wielu w naszym społeczeństwie serwuje sobie devil’s cocktail, co w moim rozumieniu oznacza ekspozycję na długotrwały, mocny stres, nierzadko spowodowany niepokojem, rozczarowaniami i wałkowaniem w kółko tego samego. Stan ten najczęściej opisuje się jako wrażenie, że egzystencja jest szara, pozbawiona emocji – to jak tkwienie w odrealnionej bańce, gdzie dni wyglądają tak samo, a życie mija bez większych radości. Devil’s cocktail w nadmiernej ilości podczas długiego okresu może skutkować przygnębieniem, stanami lękowymi i utrzymującą się depresją.” – -„Hormonalna rewolucja” David JP Phillips.

Cześć druga zatytułowana „Stwórz własną przyszłość” zawiera motywacyjny rozdział, w którym autor kreśli nam obraz nowej jakości naszego życia. Prezentuje wszystkie znane mu benefity skupiając naszą uwagę na pozytywnej motywacji do zmiany naszego myślenia, naszych powielanych decyzji, aż do zmiany postępowania. Ogromną zaletą poradnika jest jego język. Autor zadbał, by był mało naukowy bardziej przystępny. Forma jest więc odzwierciedlona z motywacyjnych szkoleń, w którym ciekawe i ważne treści przekazywane są w sposób emocjonujący, prosty i pozytywny. To duża wartość tej publikacji, która finalnie okazała się mało męcząca. 

„Czasami modlimy się o rzeczy, które później zostają nam dane – jednak w nieoczekiwany sposób.” -„Hormonalna rewolucja” David JP Phillips.

Mieliście tak kiedyś jak w powyższym cytacie, który przytoczyłam ze wstępu? Ja mam wrażenie, że mi się tak kilka razy w życiu zdarzyło, że bardzo czegoś pragnęłam, a nie do końca końcowy efekt, który mnie spotkał, był zgodny z moimi oczekiwaniami. Lubię czytając mieć takie przemyślenia i zapewniam Was, że w trakcie czytania -„Hormonalnej rewolucji” wielu z Was będzie obfitowało w konkluzje, zastanawianie się, refleksje.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki WYDAWNICTWU FILIA.

„Sąsiadka” Justyna Jelińska

SĄSIADKA

  • Autorka: JUSTYNA JELIŃSKA
  • Wydawnictwo: HARDE Wydawnictwo
  • Cykl: SĄSIADKA (tom 1)
  • Liczba stron: 304 
  • Data premiery: 13.03.2024r. 

Sąsiadka” od HARDE Wydawnictwo autorstwa Justyna Jelińska – profil autorski to pierwsza książka pisarki, którą dostałam do ręki. O samej Autorce wiem niewiele, oprócz tego, że jest pasjonatką pisania, żoną, matką i właścicielką psa. Lubi też tatuaże, świece i podwarszawskie wsie. Możliwe, że upodobania przyczyniły się wyboru miejsca, w którym ulokowany został zapowiadany jako intrygujący thriller. Wieś Trzebież istnieje naprawdę na geograficznej mapie Polski. 

Anka Jankowska po trudnym rozstaniu kupuje w okazyjnej cenie domek wiejski. Za sąsiada ma starszego, samotnego pana, drzewa, ptaki i łąki. Tylko, że w zagajniku czai się zło. Najpierw Wilczyca przychodzi niespodziewanie, w ukryciu. Potem pojawia się coraz częściej dając Ance znać, że jest tu z jakiegoś powodu. Nie pomaga sąsiad, nie pomaga Malwina – sprzedawczyni z wiejskiego sklepu ani autorytet miejscowego dzielnicowego. W lęku Anka zaczyna widzieć cienie, postaci w kapturach. Zastaje zabitego kosa na progu swego domu. Komu zależy na tym, by Anka nie była w Trzebieży szczęśliwa? 

…. 

Kompletnie nie wiem jak mam Wam przedstawić opinię o przeczytanej książce… Z jednej strony nie ukrywam zapowiadała się całkiem nieźle. Duszna mała społeczność wiejska. Ukryty w zieleni samotny domek. Starszy sąsiad, który nie uratował Jagody i o którą śmierć się ciągle obwinia. Sama postać Klementyny Wilk na początku przerażała, ciekawiła. Ciągle zastanawiałam się, co robi, co mają znaczyć jej gesty, jej zachowanie. Z drugiej strony im więcej stron miałam przeczytanych, tym było gorzej. Wątki fabuły przestały się kleić. Klementyna jako mieszkanka wsi bez żadnego logicznego uzasadnienia nie znalazła u nikogo zrozumienia. Sama Anka nie zaciekawiła się jej motywów, nie podjęła próby komunikacji. Zresztą jej zachowanie w stosunku do Wilczycy stało się w pewnym momencie groteskowe, jak cały ten wątek z nią związany. Kompletnie nie przekonał mnie motyw z ukrywaniem losów poprzednich właścicielek nowego domu Anki. Żałuję bardzo, że Justyna Jelińska nie rozwinęła tematu trochę w inny sposób. Wręcz ten opisany w książce wydawał mi się tak dziwaczny, że aż nieprawdopodobny, że znalazł się w książce tego gatunku. Nie ukrywam, że zdziwiło mnie także zakończenie, na siłę zaskakujące. Bez finezji, bez źródła, bez rysu psychologicznego, którego mi zabrakło. Zlepek zachowań, nieoczekiwanych zwrotów akcji i chwilami wręcz „śmiesznego” dialogu. Ale pamiętajcie, to tylko moja subiektywna opinia. 

Plusem jest konstrukcja książki. Bardzo dobrze się czytało się fragmenty podzielone na części „Teraz” czy „Kilkanaście miesięcy wcześniej”. Łącznie rozdziałów jest dwadzieścia sześć. Spodobała mi się również postać samej Anki Jankowskiej. To osobowość z dużym potencjałem, dla mnie znaczniej mniej nielogiczna niż przedstawiła ją sama Autorka. Umiejscowienie akcji też zasługuje na uznanie. Uwielbiam historie utkane z losów różnych ludzi, którzy żyją ze sobą w małej, zamkniętej społeczności. Gdzie jedną chałupę od drugiej dzieli sporo kroków. Gdzie nie ma latarni, a światła okien domostw nie dochodzą. Gdzie szybko robi się ciemno, strasznie i chwilami dziwacznie. Gdzie wszyscy się znają. Wszyscy o wszystkich i o wszystkim wiedzą. Tylko czasem nie chcą się tą wiedzą dzielić. 

Jeśli nie czytaliście żadnej z książek Justyny Jelińskiej to warto zapoznać się z jej piórem. Całkiem możliwe, że „Sąsiadka” przypadnie Wam do gustu. Czytam o niej dużo dobrych recenzji.  

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Harde.

„Krew w piach” Katarzyna Bonda

KREW W PIACH

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 13.03.2024r. 

Katarzyna Bonda lubi pisać o tym, co wydarzyło się naprawdę. Musicie bowiem wiedzieć, że zbrodnia, którą opisuje Pani Kasia w „Krew w piach” od Wydawnictwo MUZA SA miała miejsce w prawdziwym życiu. To fabularyzowana wersja tego co się stało, kiedyś tam w przeszłości. Tego, co zaważyło na życiu innych osób, całkowicie, kompletnie, bezpowrotnie. Tego, co zmieniło świat kilku osób. Tego, z czym ja nie chciałabym mieć do czynienia… 

(…) Zawsze i wszędzie chodzi o forsę. Zapamiętaj to sobie. Kobiety lubią władczych gości, a pieniądz to władza…” – Krew w piach” Katarzyna Bonda.

Adam Szulc atrakcyjny czterdziestolatek, któremu prawie żadna kobieta nie jest w stanie się oprzeć. Korzysta z uroków życia w nadmorskiej miejscowości. Międzyzdroje aż huczą od plotek; gdzie, z kim, kiedy i która to z kolei? Tak bardzo rozkochuje sobie i młode, i w średnim wieku spragnione miłości damy, że oddają mu się bez żadnej refleksji. Rozporządza nimi. Ich czasem. Ich majątkiem. Ich pieniędzmi. Ich nieruchomościami. Tylko komisarz Monice i młodej stażystce w lokalnej gazecie – Ewie nie podoba się, że młode kobiety, które zadawały się z Szulcem nagle postanawiają wyjechać za granicę. Nikt z rodziny nie ma z nimi kontaktu. A Szulc staje się właścicielem ich mieszkań. 

Katarzyna Bonda to autorka serwująca nam książki bardzo urozmaicone. Od serii z psychologiem kryminalnym, przez Saszę Załuską, Jakuba Sobieskiego, aż po serię „Wiara, Nadzieja, Miłość”, która jest fabularyzowaną formą przybliżenia czytelnikom prawdziwych kryminalnych zdarzeń jestem jej wierną fanką. Chętnie więc zapoznałam się z kolejną publikacją opartą na prawdziwych wydarzeniach. Wspomnę, że research, który cechuje ten gatunek szanuję bardzo. Już sobie wyobrażam Panią Kasię, która grzęźnie w meandrach tomiszczy akt sądowych, przechodząc przez notatki, zeznania, scenopisy z rozpraw. O tym też Autorka nie zapomina wspomnieć w posłowiu, jak i o tych, dzięki, którym „Krew w piach” ujrzała światło dzienne. 

Ta książka to swoiste studium przypadku bardzo utalentowanego i wytrawnego manipulatora. To odzwierciedlenie tego, co się może stać, gdy ktoś potrzebuje ciągłego zaspokajania własnej potrzeby dominacji. Katarzyna Bonda bardzo sprawnie opisała potrzebę władzy i uzyskiwania innych, ważnych korzyści, w tym finansowych, z relacji z naiwnymi, zakochanymi na przysłowiowy „zabój” kobietami. Adam Szulc został rozpracowany w fabule dobrze. Nie przez przytoczoną jego diagnozę psychologiczną, która znajduje się na początku części książki z podtytułem „Szczecin, areszt śledczy. 7 listopada 2019 (czwartek)”, lecz w aspekcie tego, co robił, co myślał, jak się zachowywał, jakie miał relacje z jego ofiarami, które wielbiły „(…) jego apetyt na wszystko i rozbuchane ambicje”. Przyznam jednak, że trochę brakowało mi rysu psychologicznego. Autorka ujęła fabułę w iście żołnierskich słowach, bez zbędnych ozdobników. Jak napisała w Posłowiu sporo faktów pominęła. Jednak chęć pokazania znacznej ilości złego, który zrobił fikcyjny Szulc w prawdziwym życiu spowodowała, że wydarzenia gonią jedne drugie. Katarzyny, Wandy, Sylwie, Samanty, Rysie i inne tak mi się myliły, że prawie nie nadążałam jakie były okoliczności znajomości i co się zadziało, że ta znajomość się skończyła.  

Konstrukcja książki jest bardzo uporządkowana. Autorka zadbała, by czytelnik nie pogubił się w chronologii. Rozdziały grubą linią odkreślają czas i miejsce, w którym dzieje się akcja dzięki: „Pięć lat wcześniej”, „Teraz”, „Trzy lata wcześniej” itd. Lektura podzielona została na prolog, epilog i zatytułowane części, których łącznie jest pięć. Same wspomniane tytuły oddają smutny charakter powieści. Złowieszczo brzmiące „Ukryta mogiła” czy „Nikt nad grobem nie płacze” przyprawiały mnie o dreszcze. Każda część, rozdział rozpoczyna się umiejscowieniem akcji i datą. Niektóre daty są ścisłe, a niektóre tylko wskazują przybliżony czas np. „Lato 2014”. Tym samym Autorka daje do zrozumienia, w jakim czasie, jakie zdarzenia mogły mieć miejsce, a jaki termin może być tylko wskazany w przybliżeniu. 

Ciekawy wątek opisany został w książce zatytułowanej „Krew w piach” Katarzyna Bonda. Wątek kobiecej naiwności, kobiecego oddania, kobiecej słabości. Trudno było czytać o tym, jak można bezgranicznie zaufać drugiemu człowiekowi i oddać się mu całkowicie bezrefleksyjnie. Człowiekowi, który może z naszym życiem zrobić, cokolwiek mu się podoba. 

Taka książka trochę ku przestrodze. Przeczytajcie koniecznie. 

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Medea z Wyspy Wisielców” Magda Knedler

MEDEA Z WYSPY WISIELCÓW

  • Autorka: MAGDA KNEDLER
  • Wydawnictwo: ZWIERCIADŁO
  • Seria: SERIA O MEDEI STEINBART, tom 1
  • Liczba stron: 272
  • Data premiery: 24.01.2024r. 

24 stycznia br. premierę miała najnowsza powieść Magda Knedler pt. „Medea z Wyspy Wisielców” od Wydawnictwo Zwierciadło. Poprzednia książka tej Autorki pt. „Narzeczona z powstania” zrobiła na mnie wrażenie (recenzja na klik). Oceniłam ją subiektywnie 8/10. Więc jeśli nie czytaliście, to ponownie szczerze zachęcam. Wracając jednak do najnowszej publikacji Pani Magdy to naprawdę trudno było mi przewidzieć, czego mogłam się spodziewać. Tym bardziej, że mit o Medei jest dla mnie dość żywy. Przyjaciółka będąc w Gruzji w ubiegłym roku wspominała o pomniku stojącym w części starego miasta w Batumi. Na wysokim postumencie stoi Medea i trzyma w ręku złote runo. Tylko jej historia jest smutna. Podobno jej ojczyzną była Kolchida, leżąca na terenach dzisiejszej Gruzji. To, dlatego w Gruzji jest wciąż żywa o niej legenda. 

„(…) Wy­glą­dała dziw­nie. Mó­wiła dziw­nie, bo za ład­nie, nie jak słu­żąca, ele­gancką, me­lo­dyjną niem­czy­zną. Nikt nie umiał po­wie­dzieć, skąd po­cho­dziła. Miała śniadą cerę i włosy jak owcze runo. Runo czar­nej owcy, oczy­wi­ście. Cy­ganka, Włoszka, Ży­dówka, Hin­du­ska, „ja­kiś afry­kań­ski mie­sza­niec”, „ja­kieś nie wia­domo co”. Była już każ­dym i wszyst­kim.” -„Medea z Wyspy Wisielców” Magda  Knedler

Co się może stać niespełna dwudziestoletniej Madzie, służącej na wyspie Jeziora Sławskiego, mieszkającej w domu zamożnego Andreasa Schwietza. W domu do którego przybywa Johann, nowy ogrodnik. Uratowanej jako jedyną z piątki dzieci, które jej własny ojciec postanowił powiesić. Pytającą wielokrotnie: „(…) Gdzie są moje korzenie? Kim byli moi dziadkowie?” Nikt nie wiedział. Mada też nie wiedziała. 

Magda Knedler potrafi pisać zapadające w pamięć książki. Potrafi utkać kobiece historie, które w trakcie czytania chwytają za serce, wzruszają, które potwierdzają, że jednak dobrze mi jest, tam, gdzie jestem. Że chyba nie chciałabym być w innym miejscu usługując i nie wiedząc, co się ze mną stanie w domu, w którym mieszkają dwaj obcy mężczyźni. W domu, w którym kobieta będąca służką nie ma za wiele do powiedzenia. 

Była jak mysz zamknięta z wężem, która doskonale wie, co prędzej czy później ją czeka„.-„Medea z Wyspy Wisielców” Magda  Knedler.

Samo wydanie tej książki mnie totalnie zachwyciło, przecudna okładka i barwione brzegi. Treść również jest interesująca, tak samo jak wydanie. To obraz nędzy, rozpaczy, głodu, gwałtu i męskiej dominacji w XX wieku. Książka jest ciekawym odzwierciedleniem ówczesnego świata. Tym Knedler zasłynęła. Potrafi bardzo wiernie i obrazowo pokazać historię w przeszłości, jakby ona faktycznie była z przeszłości. Jakby nie była fikcją, a wręcz dokumentem. Lubię ten jej stylu, który zmusza mnie do refleksji i zastanowienia się, jak to kiedyś było, co się działo, jak inni żyli. Trochę książki Pani Magdy traktuję jak udane wizyty w muzeach, w których mogę podglądać historie dawno minione, losy, które dawno się odbyły, a jednak mnie ciekawią, jednak zastanawiają. 

To historia również o obsesji, która prowadzi do tragedii. To opowieść o ludzkiej zawiści i ciągłych podziałach. O klasach. O tych gorszych i tych lepszych. Napisana jest stylem pełnym emocji. To wyjątkowa lektura, na którą warto poświęcić czas. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ZWIERCIADŁO.

„Tajemnica domu Uklejów” Aneta Jadowska

TAJEMNICA DOMU UKLEJÓW 

  • Autorka: JANETA JADOWSKA
  • Wydawnictwo: SQN
  • Seria: GRACJE Z USTKI (tom 1)
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery : 27.03.2024r. 

Tajemnica domu Uklejów” to pierwszy tom nowego cyku, który rozpoczęła Aneta Jadowska (oficjalny fanpage) we współpracy z  Wydawnictwo SQN. To lekka, zabawna pozycja. Idealna dla fanów polskich komedii kryminalnych oraz gotyckich starych domostw. Zaciekawieni? Mam nadzieję.

Kilka lat temu przeczytała, że pisarz nieustannie gromadzi materiał do następnej powieści…” -„Tajemnica domu Uklejów” Aneta Jadowska.

W porównaniu z pisaniem książek sprzątanie jest niemal euforycznie przyjemnie. I wystarczy zakasać rękawy, by zobaczyć rezultaty…” -„Tajemnica domu Uklejów” Aneta Jadowska.

Odnosząc się do powołanych powyżej cytatów zastanawia mnie, czy faktycznie te teksty powstały w wyniku własnych doświadczeń Autorki. Choć bez wątpienia, co do sprzątania zgadzam się w 100%. Od razu widać efekt. Od razu lepiej się czuję. Od razu jest mi przyjemniej. 

Wracając jednak do fabuły, Nina Rawicz po śmierci swej wieloletniej podopiecznej Luli dziedziczy po niej stare domostwo w lesie, „(…) nieopodal Ustki, koło osady Zapadłe, w sołectwie Przewłoka…”. Wraca spod berlińskiej willi do Polski, z której uciekła kilka lat temu, zaraz po skończeniu studiów polonistycznych. I już w pierwszą noc pobytu w swym nowym domu, zwanym Dom Uklejów spotyka ją niespodziewana wizyta nieproszonego gościa. Dziwnym zbiegiem zdarzeń intruz traci życie na schodach, które zawalają się pod jego ciężarem. Nina rozpoczyna walkę o swoje dobre imię w hermetycznej społeczności, w której i dzielnicowy Szymon Boberek, i Marek Garstka ze swą rodziną, i Robert Janta ze swym bratem wciągnięci zostają w zagadkę, czego i tak naprawdę kto szuka w nowym domu Niny Rawicz? 

Książkę czyta się bardzo szybko. To lekka i przyjemna lektura, z którą spędziłam jeden wieczór. Pisana jest w trzeciej osobie. Tempo powieści jest dość szybkie, nie ma czasu na nudę. Dialogi są pisane z pomysłem. Najbardziej podobała mi się narracja Niny, jej riposty, jej „złote myśli”, jej inteligentna wymiana zdań. Mówiąc o dialogach nie mogę wspomnieć o pozostałych dwóch Gracjach, o przyjaciółkach Niny, o Zuzie alias Lilianie Mist, alias Reginie Lux i o Agacie. Ich wymiana zdań jest szybka, świadczy o wzajemnym zrozumieniu, trochę momentami szalona i zadziwiająca. Ale cóż, trzy młode kobiety, trzy Gracje, nie mogło być inaczej. Autorka utkała historię w ponumerowane, zatytułowane rozdziały, które już w samej nazwie dużo obiecują. Jak się zapatrujecie przykładowo na „PKP, czyli permanentne katusze piekielne”? Mi się tytuł podobał, zresztą jak wiele innych. Aneta Jadowska musiała nieźle się bawić wymyślając je. 

Nie nastawiajcie się tylko na humor i zabawę. W treści znajdziecie również i trudne tematy. Odwołanie do przeszłości, do domu rodzinnego Niny nie było przyjemną podróżą. Świetne pokazanie tego, jak ważne jest, kogo spotykamy na różnych etapach swego życia, jak nauczycielka Niny – Pani Jola, jak sama Lula spotkana po przyjeździe Niny do Niemiec po ukończeniu kursu opiekunki starszych osób. 

Historia bez wątpienia będzie się rozwijać. W tej części zabrakło mi większej uwagi zwróconej w kierunku kobiet Garstek, które prowadzą pensjonat Wielkiej Niedźwiedzicy, mogły stanowić idealne uwieńczenie kobiecego klanu wplątującego się w kryminalne historie, bardziej lub mniej świadomie. Możliwe, że Aneta Jadowska ma na nie pomysł w dalszych częściach. Co do generalnego odbioru, to książka nie jest dużym zaskoczeniem. Wykorzystuje sprawdzone techniki i formy przewidziane dla tego typu gatunku. Ma być lekko i przyjemnie, nawet jeśli odwołanie do przeszłości będzie lekko łzawe to ogólny odbiór ma jednak przynosić zadowolenie, ulgę w codzienności. I to bez wątpienia zaoferowała mi Autorka „Tajemnicy domu Uklejów”

Moja ocena: 7/10

Moją opinię o książce przeczytaliście dzięki współpracy z Wydawnictwem Sine Qua Non.

„Mrok” Katarzyna Wolwowicz

MROK

  • Autorka: KATARZYNA WOLWOWICZ
  • Wydawnictwo: ZWIERCIADŁO
  • Cykl: KOMISARZ OLGA BALICKA (tom 5)
  • Liczba stron: 300
  • Data premiery: 24.01.2024r. 

Przygodę z serią o komisarz Oldze Balickiej autorstwa Katarzyna Wolwowicz pisarka zaczęłam od lektury czwartego tomu pt. „Bursa„. Tak mi się ona spodobała, że niedługo potem zapoznałam się z trzema poprzednim tomami. Mająca więc miejsce 24 stycznia premiera piątej części pt. „Mrok” od Wydawnictwo Zwierciadło bardzo mnie ucieszyła.

Rodzina Szczutrowskich wyjeżdża na urlop do Albanii. Zamiast do wypożyczalni samochodów, mężczyzna z lotniska staje się sprawcą ich porwania. Beata traci z oczu ukochanego syna Oskara. Jej mąż – Marcin również traci życie, a w sprawę zamieszani zostają Olga Balicka i jej mąż Kornel Murecki, z którym Olga postanawia poprawić relacje również w trakcie krótkiego urlopu. Losy Szczutrowskich zaczynają mieć związek z urlopem Olgi i Kornela. Wszyscy próbują się dowiedzieć, gdzie jest punkt styku. I zespół Clausa Schmidta, i polscy śledczy z Jeleniej Góry, którzy równocześnie prowadzą dochodzenie w sprawie dusiciela młodych kobiet. 

Zacznę z tak zwanej „grubej rury”. Jakoś nie umiałam się wgryźć w opowiadaną w tym tomie historię. Dość zirytowało mnie zakończenie, trochę bardziej podobne do amerykańskich historii o Jamesie Bondzie, niż do polskiego, dobrego kryminału. Ale po kolei… 

Sam wątek Szczutrowskich bardzo mi się podobał. Mimo, że Beata nie do końca mnie przekonała, jako kobieca postać, od której wszystko się zaczęło. Za to jej małżonek… no cóż, nic więcej nie napiszę, by nie psuć Wam zabawy. Wątek Albański przerósł moje wyobrażenia o fabule, którą można utkać w tamtym miejscu. Kompletnie nie przekonała mnie Leila Kazidi, choć kwestia jej wyborów, aktualnego zachowania, jej butności i złych decyzji, została przez Autorkę bardzo dobrze rozrysowana w jej historii, w jej przeszłości, z tym co jej się działo, gdy w domu bywał jeszcze jej mąż. Brakowało mi też wątku dziecka, który pojawił się jakby pobocznie. Możliwe, że Katarzynie Wolwowicz chodziło o ty, by nie przyćmił warstwy sensacyjno – kryminalnej, bo w tej materii książka naprawdę ma dużo do zaoferowania. Są i narkotyki, i broń, i szybka śmierć, i bogactwo, a także relacje ludzkie oparte na lęku, na wzajemnych długach, na mafijnych rozrachunkach. 

Nie wiem, jak Autorce udało się skonstruować fabułę toczącą się w różnych miejscach. W Polsce, w Albanii, czy nawet w Niemczech. Wykreować w taki sposób, by powiązać bohaterów, by połączyć ich w jedną pajęczą sieć, w którą uwikłani zostają zwykli ludzie, śledczy, prywatni detektywi, mafijni bosi, czy politycy na wysokim szczeblu. Sami widzicie, że nie bez powodu skojarzyło mi się z serią o Jamesie Bondzie. 

Sama Olga Balicka jest bardzo ciekawą postacią. Wielowymiarową. 

To właśnie Olga w pełnej krasie, kobieta łamiąca zasady tylko po to, by móc udowodnić sobie, że nie musi ich przestrzegać…” -„Mrok” Katarzyna Wolwowicz.

Z jednej strony obwiniająca się za śmierć Żanety. Z drugiej kobieta, które nie cofnie się przed niczym. Dla której nie są straszne znajomości w palestrze, wrogie nastawienie czy potencjalne negatywne konsekwencje. Taki cyborg w damskiej skórze. 

Wątek Clausa Schmidta z Salmą Hayek też mile mnie zaskoczył. Spodziewalibyście się? Interesuje Was, skąd ta Salma się tam wzięła? Mam nadzieję. Celowo wspominam, byście nie odebrali sobie przyjemności z kolejną przygodą z dobrą sensacją, z dobrym kryminałem. 

Nie zawsze można nadążyć nad fantazją autora, nad jego sposobem myślenia, za jego tropem. Tak już jest. Niektóre wątki czytelnikowi mogą się wydawać niepotrzebne, inne nie do końca rozwinięte. Faktem jest, że ja tylko czytam. Nawet jeśli nie nadążyłam w ostatecznym rozrachunku, to należy docenić pomysł i wykonanie Autorki. Tak jak w tym przypadku. Wszak „Mrok” Katarzyna Wolwowicz to książka, z którą nie można się nudzić. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ZWIERCIADŁO.