„Martwa woda” Wojciech Wójcik

MARTWA WODA

  • Autor: WOJCIECH WÓJCIK
  • Cykl: KAROLINA NOWAK I KRZYSZTOF ROZMUS (tom 2)
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 657
  • Data premiery: 2.11.2022r.

Dość szybko Wojciech Wójcik puścił w eter drugi tom cyklu z Karoliną Nowak i Krzysztofem Rozmusem. Pierwsza część zatytułowana „Trzecia szansa” miała premierę dopiero co😉, tj. 4.05.2022r. (recenzja na klik). Premierę zatytułowaną „Martwa woda” od Wydawnictwa @Zysk i S-ka z dnia 2 listopada br. przeczytałam jakiś czas temu. Ale niestety, w zawierusze listopadowo – świątecznej o recenzji kompletnie zapomniałam ☹.

W warszawskim akademiku zostaje zamordowana Alina Kozioł, studentka resocjalizacji. Na miejscu zjawia się dwóch policjantów z patrolu, w tym Krzysztof Rozmus były doktorant Uniwersytetu Warszawskiego. Chwilę później na miejscu zbrodni pojawia się Piotrek Malinowski policjant z prewencji, a prywatnie partner zamordowanej. Śledztwo podczas nieobecności naczelnika prowadzi Karolina Nowak pod nadzorem prokuratora Wacława Muchy. Meandry śledczych prowadzą do wydarzeń sprzed dwudziestu lat, którymi interesowała się zmarła studentka i jej przyjaciółka Honorata. Czy dawne zaginięcie Marysi, śmierć Lolka i Dżesiki miało coś wspólnego z bieżącymi wydarzeniami? Ze wszystkich sił tego stara się dowiedzieć i Karolina, i wspierający ją Rozmus.

Wojciech Wójcik, podobnie jak w poprzednich kryminałach – kluczył, kluczył, aż wykluczył ciekawe rozwiązanie zagadki tajemniczych śmierci😉. Książkę czytałam z zaciekawieniem. Skończyłam późno w nocy czując, że jestem już blisko ostatecznego rozwiązania. Mapka, która znalazła się na jej wstępnych stornach od początku mnie intrygowała. Zastanawiałam się, co wspólnego z warszawskimi morderstwami wśród studentek ma chata wuja, przystań, Dąbrówka i drzewo wisielca. Autor miał jednak na tę mapkę ciekawy pomysł. I ten pomysł okazał się bardzo trafiony. Przeplatająca bieżące wydarzenia niepokojąca narracja opisująca z perspektywy pierwszoosobowej wydarzenia sprzed dwudziestu lat dodała fabule magii. Relacja z aktualnych wydarzeń pokazana jest natomiast z perspektywy trzecioosobowej. Tym bardziej, że narrator dość wcześnie porównał Marysię, Alinę do Karoliny Nowak, śledczej prowadzącej dochodzenie w sprawie niespodziewanego morderstwa w warszawskim akademiku. I od tamtej pory przepadłam. Szukając w czytanych fragmentach jakiegokolwiek znaku wskazującego, kto z bieżącego otoczenia Nowak brak udział w mazurskich wydarzeniach, które kładły się cieniem na aktualne śledztwo. Nieźle to sobie Wójcik wymyślił…

Bardzo dobrze wczułam się w klimat studenckiej rzeczywistości. Ciekawie Autor przedstawił życie studentów, łączące ich relacje, piętrzące się problemy. Motyw żyjących w akademiku okazał się dla mnie bardzo ciekawy. Tym ciekawszy, im Wójcik dodawał kolejnych bohaterów. Głuchoniemy Albin to wręcz postaciowy majstersztyk. Tak samo jak świat warszawskich naukowców. Mimo, że Rozmus jest aktualnie zwykłym krawężnikiem, świetnie wkomponował się w rolę słuchającego profesorów, doktorantów, doktorów i innych pracowników uniwersyteckich. To są jednak specyficzni bohaterowie, do których idealnie wkomponował się były doktorant. Jak to u Wójcika bywa czytelnik bombardowany jest licznymi wątkami pobocznymi, które rozciągają fabułę do niebotycznych rozdziałów. Dzięki nim można się wiele nauczyć. Wątek z dębami szypułkowymi wydający mi się niepotrzebny w ogóle mnie nie znudził. To samo dotyczyło kwestii kwasu cytrynowego. W postaci skrystalizowanej kwasek używam do odkamieniania czajnika elektrycznego, a tu taka niespodzianka! Poboczny wątek resocjalizacji więźniów również został odzwierciedlony w sposób bardzo interesujący. Sama postać ojczyma Aliny dodatkowo wzbogaciła fabułę. Najsłabszy element to zakończenie. Przy tych wszystkich zawiłościach równoległe śledztwo nabrało wręcz niemożliwego znaczenia. A co na to Karolina? Jak zwykle uniosła się dumą. Ciekawe, co z tego będzie. Ciekawe, czy się dowiem.

Karolina Nowak to interesująca bohaterka. O dziecku, byłym mężu, czy ojcu córki Wójcik wspomniał od niechcenia. Taka subtelna maszyna policyjna. Polubiłam ją od pierwszej części, od „Trzeciej szansy”. Jest literacką postacią na miarę swojej poprzedniczki z serii o Agnieszce Jamróz i Pawle Łukasiku. Przyjemnie się czyta historię opartą na wyrazistej i konsekwentnej kobiecej postaci. Oby tak dalej Panie Wojciechu. Oby tak dalej.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Mam na imię Jutro” Damian Dibben

MAM NA IMIĘ JUTRO

  • Autor: DAMIAN DIBBEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: SERIA BUTIKOWA
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 9.11.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 3.04.2019r.

Listopad nie jest moją ulubioną porą roku☹. Pełen jest smutnych wieczorów, ciemnych popołudni i zimna. Nie wiem też skąd we mnie odwaga, by przeczytać kolejną premierę od  @WydawnictwoAlbatros z dnia 9 listopada br. wydaną w pięknej oprawie Serii butikowej. Po opisie Wydawcy na tylnej obwolucie „Mam na imię Jutro” autorstwa Damiana Dibbena już wiadomo, że bez łez, smutku i głębokiej refleksji się nie obędzie. Jak to jednak mówią „Do odważnych świat należy”, więc i ja zaczęłam przemierzać światy łączące człowieka z jego najwierniejszym przyjacielem, czasem jedynym prawdziwym przyjacielem, jakim może być pies.

Ten, kto decyduje się na posiadanie psów, straci ich wiele w swoim życiu. Ja byłem psem, który stracił wielu ludzi”. – „Mam na imię Jutro” Damian Dibben.

Przez wiele lat wierny pies czekał na swego pana na schodach weneckiej katedry. Jutro w ten sposób zaczynał nowy dzień. Wypatrywał jego blond włosów, prostej sylwetki i tęsknił za ogromną mądrością. W międzyczasie poznał wiele ludzkich historii. Zrozumiał na czym polega życie i po co potrzebna jest ludziom oraz psom przyjaźń. Oglądał się za siebie. Szukając i swego pana, i tego, który krył się za jego zniknięciem. Już stracił nadzieję. Już wydawało się, że pozostanie na zawsze stęskniony na schodach katedry. Aż poczuł trop…. Ten jedyny. Ten znienawidzony.

To nie historia przyjaźni między człowiekiem i jego psem, jakby się mogło wydawać z opisu Wydawcy. To raczej historia Vildera i Valentyna. Mężczyzn złączonych jednym jestestwem, jednym pragnieniem by nieść ludziom ukojenie. By ciągle sięgać niemożliwego. By ciągle odkrywać… łącząc matematykę z chemią, chemię z fizyką. Którym daleko do magii.

Naukowcy ? (…) Jesteśmy najbardziej pomylonymi stworzeniami pośród wszystkich stworzeń. Królami głupców…” – „Mam na imię Jutro” Damian Dibben.

Postać wiernego psiego towarzysza okazała się tylko ciekawostką. Jego perspektywa jest tłem dla ciekawej narracji, która jest mocną stroną książki. Na otaczający świat Jutra i jego pana patrzymy z perspektywy czterech łap. Z poziomu jego przyjaciela Sporco, z którym tworzy sforę. Z punktu widzenia Blaise. Niezapomnianej. Nieodżałowanej. Jedynej. Nieszczęśliwej Angelique i niewinnego Jerome’a. A także „(…) żołnierzy, diuków, gondolierów, kamieniarzy…”

Nie jestem fanką fantastycznych powieści. Fabuła trochę mnie zawiodła. Po opisie i pierwszych recenzjach spodziewałam się całkiem innej powieści😉. Damian Dibben zabrał mnie jednak w ciekawą podróż, w której nic nie jest oczywiste, a początek nie okazuje się wcale końcem. Taki literacki misz masz, pomieszanie gatunków. Dzięki retrospekcji w latach czytelnik poznaje i Francję za czasów Króla Słońce, i Anglię, a także całkiem odległe rejony, w które wiedzie jedwabny szlak. Warstwa historyczna stanowi tło dla ciekawej warstwy społecznej. Dotkniętej od niechcenia w wielu wcieleniach. Opisanych jakby bez przymusu, bez skrzętnego, historycznego początku i końca. Tak jakby trochę. Tak jakby częściowo.  To dzięki dwóm równolegle przedstawionym liniom czasowym czytelnik poznaje historię Jutra i może zanurzyć się w opowieść o tym, co już za głównymi bohaterami. Autor pomaga czytelnikom w odnajdywaniu się w czasoprzestrzeni. W kolejno ponumerowanych, zatytułowanych rozdziałach wyraźnie dopisuje i miejsce, i czas; „Wenecja. 1688-1815…”. Dzięki temu rozeznanie się i w miejscu, i w czasie nie jest trudne. Tym bardziej, że akcja powieści osadzona jest istotnie w czasach dawno minionych.

Książka „Mam na imię Jutro” Damiana Dibben to mieszanina historii, nostalgicznego dziennika podróżniczego i ckliwej opowieści o przyjaźni ponad rasami. To zdecydowanie książka dla fanów fantastyki osadzonej w dalekiej historii, w krynolinach, haftach, koronkach i weneckich balach. Ja z książką nie znalazłam zbytnio wspólnego języka. Choć narracja Jutra podobała mi się najbardziej.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

„Z tobą będzie inaczej” Milena Wójtowicz

Z TOBĄ BĘDZIE INACZEJ

  • Autorka: MILENA WÓJTOWICZ
  • Wydawnictwo: SINE QUA NON
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 12.10.2022r.

Książkę „Z tobą będzie inaczej” autorstwa @wojtowiczmilena, która premierę miała 12 października br. przeczytałam po poleceniu jej mojej przyjaciółce😉. To ewenement. To wręcz nieprofesjonalny absurd. Na moją obronę napiszę tylko, że zadziałało w tym przypadku nazwisko Autorki. Poprzednią publikację od Wójtowicz zatytułowaną „Zaplanuj sobie śmierć” (recenzja na klik) subiektywnie zaliczyłam do dobrych, polecanych przeze mnie pozycji z gatunku komedii kryminalnych. Założyłam więc, że @WydawnictwoSQN zaserwowało czytelnikom podobny relaks z książką „Z tobą będzie inaczej”. Źle zrobiłam? A jakże….

Jak to się stało, że Celina Nowacka uznana została za wspólne grono znajomych za idealną partnerkę dla boskiego Jana Zbędnego, tfu Niezbędnego, a raczej Zbendy? Uff….  Dlaczego Jan Menda, tfu Zbenda, jeszcze będąc w związku z atrakcyjną Malinowską musiał wysłuchiwać, że byłby idealnym partnerem dla Nowackiej? Kogo winić za plotkę rozsiewającą się samoczynnie po okolicach Wrocławia, w której Nowacka zabija byłą narzeczoną Zbendy alias Zbenda morduje swą byłą narzeczoną, by związać się z Nowacką. Matyldę? Iwonę? Czy przystojnego podkomisarza, któremu ktoś niechybnie chlapnął co nieco w trakcie przesłuchania? I to coś teraz nie może się od niego odkleić…..

Lekka, łatwa i przyjemna😊. Jak pyszne cappuccino z pianką podane w mżysty poranek. Takie jak powinno być, by smakowało. Tak określiłabym komedię kryminalną „Z tobą będzie inaczej” Mileny Wójtowicz i to z należnym jej szacunkiem. Autorka w osiemnastu rozdziałach stworzyła delikatną historię pełną wyrazistych postaci, tych głównych i tych pobocznych oraz licznych gagów sytuacyjnych, słownych i pomyłek. Czytając wielu polskich autorów humorystycznych kryminałów zawsze pokuszę się, a raczę czuję wewnętrzny przymus jako ogromna fanka Joanny Chmielewskiej, o porównanie do samej Królowej, dzięki której pogłębił się mój książkoholizm😉. W przypadku Wójtowicz podobieństwo dostrzegam.

– Jaką mendą, Janem Niezbędnym jak już, tobie niezbędnym! Jan Zbenda,…”  Pomyłki w dialogach, niedopowiedzenia. To cecha książek Chmielewskiej, która zawsze nadawała opowieściom polotu. Jak w przypadku Wójtowicz. Nie od dziś wiadomo, że zawodząca komunikacja przedstawiona w bardzo humorystyczny sposób pozwala na urozmaicenie dialogów i prześmiewcze pokazanie rzeczywistości w komediach kryminalnych. W tym zakresie Autorka nie zawiodła po raz kolejny.

Nic dziwnego, że ta narzeczona, tfu, była narzeczona, dała mu się zamordować – gość był szalenie rozpraszający.” Każdy fan Chmielewskiej dostrzeże w takich sformułowaniach pewną zbieżność. I jedna, i druga Autorka sprytnie wykorzystuje wisielczy humor doprowadzając czytelnika jak nie do jawnego śmiechu, to przynajmniej uśmieszku pod nosem i błysku w oku. I w przypadku jednej, i drugiej Pani świetnie czytało mi się fragmenty, w których twórca próbuje wytłumaczyć odbiorcy na czym polegają udane związki damsko – męskie, a raczej czym się charakteryzują. A z tym, jeśli macie jakiekolwiek doświadczenie z książkami tego typu, jest naprawdę finalnie bardzo różnie.

Z góry przepraszam za niezamierzone porównanie Pani Mileny Wójtowicz do Joanny Chmielewskiej. Myślę jednak, że brzmi zachęcająco. Wszak Chmielewska królowała na polskich półkach czytelniczych przez dekady. I tego z całego serca życzę Pani Milenie😊.

A tym, którym nie w smak padający śniego – deszcz i marznąca nawierzchnia, a także przedświąteczna praca związana z lepieniem pierogów, sprzątaniem, myciem okiem i innymi bzdetami, polecam książkę „Z tobą będzie inaczej”, z którą spędzicie miło czas. Przecież nie musicie się zawsze katować dramatami, thrillerami, czy krwistymi kryminałami! 😉

Moja ocena: 7/10

Moją opinię o książce przeczytaliście dzięki współpracy z Wydawnictwem Sine Qua Non.

„Galatea” Madeline Miller

GALATEA

  • Autorka: MADELINE MILLER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 72
  • Data premiery: 9.11.2022r.
  • Data premiery światowej: 4.07.2013r.

W ubiegłorocznej recenzji „Pieśni o Achillesie” (recenzja na klik) Madeline Miller przyznałam, że nie czytałam jej bestsellerowej „Kirke”. Do chwili obecnej tego nie nadrobiłam😉. A już na pewno nie nadrobię w tym pełnym wyzwań okresie przedświątecznym. Pochwalę się jednak, że w ferworze przedświątecznej gorączki przeczytałam najnowszą przepiękną publikację od @WydawnictwoAlbatros debiutującą 9 listopada br. I choć opowiadanie „Galatea” ma tylko kilkadziesiąt stron to wzbudziło we mnie silne emocje.

I wtedy wiedziałam, że czas ułożyć się nieruchomo, by on znów mógł udawać, że dla niego budzę się z kamienia.” – „Galatea” Madeline Miller.

W fantazji na temat mitu o Galatei, kobiecie stworzonej przez rzeźbiarza, któremu niemiłe były prawdziwe kobiety, pełne wad i nieczystości, a z którą po cudownym ożywieniu przez Wenus stworzył prawdziwy związek, Madeline Miller idzie o krok dalej.

Jak obiecuje Wydawca w swoim opisie:

Nawet najdoskonalsze istoty nade wszystko pragną wolności.
Posąg z marmuru – kobieta – żona – matka – wolny duch – Galatea.”

Ona – kobieta. Ona – bezimienna. Ona – układająca się w sposób by zadowolić swego stwórcę, swego męża i swego ojca jednocześnie. Ona….

Bardzo mnie się podoba jak Madeline Miller podchodzi do klasycznych mitów i opowieści. Przekłada je na swój, bardzo literacki język. W swoje dzieła wplata sporo realizmu. Tak jak „Pieśni o Achillesie” w opowiadaniu „Galatea” ukazuje nam inną wersję pierwotnej historii Owidiusza. Nie ma w jej „Galatei” szczęśliwego zakończenia. Nie ma tylko męskiego punktu widzenia, w którym kobieta ma służyć mężczyźnie i stworzyć z nim szczęśliwą relację, ale tylko na jego warunkach. W innej sytuacji, związek jest nieudany. A nie każda z nas może zaakceptować odrażające warunki, nieswoje idee i niechciane warunki życia. Nie każda z nas potrafi do końca życia układać się w sposób, który podoba się naszym mężom i które jako jedyne są przez nich do zaakceptowania.

To bardzo krótka historia z zawoalowanym morałem. Z przejęciem czytałam o Galatei od Madeline Miller tak wytresowanej, że dokładnie wiedziała, czego oczekuje od niej jej stwórca. Jest to kobiecy punkt widzenia tego sławnego mitu, który w pierwotnej wersji kończy się wieczną szczęśliwością kobiety, w którą wierzą tylko ograniczeni mężczyźni. Z przejęciem, a może bardziej silną niezgodą czytałam o Galatei w roli matki. Jej tęsknota za Pafos wręcz porażała. Tak silnie, jak porażała obojętność opiekunów Galatei i jej samego męża.

To wariacja na temat tego, jak w świecie traktuje się kobiety, które pragną wolności, które się przeciwstawiły mimo wielu ograniczeń zobrazowanych tak literacko w posągu. To wariacja na temat tego, co zrobi matka, by uchronić swe dziecko, by choć trochę odzyskało należne mu życie. To nie klasyczna powieść, ani tym bardziej romans. To nawet nie jest opowiadanie historyczne. To diagnoza relacji damsko – męskiej opowiedziana w sposób bardzo metaforyczny, skłaniający do refleksji i zastanowienia się, czy naprawdę chcemy być takimi kobietami….

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Błaganie o śmierć” Marek Krajewski

BŁAGANIE O ŚMIERĆ

  • Autor: MAREK KRAJEWSKI
  • Wydawnictwo:ZNAK
  • Seria: EBERHARD MOCK (tom 12)
  • Liczba stron: 391
  • Data premiery: 12.10.2022r.

Minął prawie rok od wydania jedenastej części cyklu z asystentem kryminalnym Eberhardem Mockiem. Premiera poprzedniego tomu „Diabeł stróż” miała miejsce 18 października 2021 roku (recenzja na klik). W trakcie Targów Książki w Katowicach w dniu 5 listopada w rozmowie z Adamem Szają (smakksiazki.pl) @krajewskimarek bardzo, jak zwykle zresztą 😊, elokwentnie odmawiał Prowadzącemu deklaracji, że dwunasty egzemplarz serii, mimo deklaracji na tylnej obwolucie publikacji, nie będzie tym ostatnim😉. W trakcie spotkania dowiedziałam się również o spostrzeżeniach Autora na temat serialu „Erynie” i roli, którą Twórca Mocka w niej odegrał oraz o wierności  względem Wydawcy @wydawnictwoznakpl, a także o osobistym spostrzeżeniu związanym z nietypową, jak na Krajewskiego, książką „Demonomachia” (recenzja na klik). Niestety egzemplarz dotarł do mnie po wspomnianych Targach, więc nie mogłam odnieść się do niego i podpytać na spotkaniu Pana Marka o pomysły na elementy fabuły. Musicie wiedzieć bowiem, że książka  „Błaganie o śmierć” debiutująca 12 października br. obfituje w wyjątkowe przejawy fantazji Autora, które – mam wrażenie – w przypadku Mocka są nadal niewyczerpane.

– Jestem gniewem i zgorszeniem – powtarzał cicho.
 – A ty staniesz się częścią natury, bo każdy nawóz jest jej cząstką…” – „Błaganie o śmierć” Marek Krajewski.

To usłyszała Herta Rossenbach pracująca w najstarszym zawodzie świata, chwilę przed utratą przytomności w swojej piwnicznej komórce. Jej pracodawczyni Panna Therese Berger oprócz nieobecnej Herty stwierdziła również porwanie jej maleńkiej, niespełna rocznej córeczki Bettiny. Pamiętając zamiłowanie Eberharda Mocka do jej pracownicy panna Berger niezwłocznie udała się do niego po pomoc. Zawiłości kryminalnego wrocławskiego świata przywiodły Mocka również do sprawy śmierci Georga Mittaga zabitego w trakcie bokserskiego pojedynku przez śmiertelne uderzenie pięścią Arnolda Behringera. Co porwanie matki i córki Rossenbach ma wspólnego ze śmiercią boksera spowodowaną przez jednego z zawodników Wrocławskiego Związku Bokserskiego Kępa Strzelecka? Tego musi dowiedzieć się Mock, o którym plotkuje się, że zaginiona kobieta „(…) była kiedyś jebadłem gliniarza, a ów gliniarz jest ojcem jej bękarta.”

Marek Krajewski jest wierny postaci Eberharda Mocka, zgodnie z zasadą, którą znalazłam w książce;

Pańska reputacja kroczy przed panem, Mock. Tak jak pycha przed upadkiem.”  -„Błaganie o śmierć” Marek Krajewski.

Mock jest nadal kulejącym asystentem kryminalnym obyczajówki. Mając trzydzieści sześć lat mieszka z ojcem, Willibaldem Mocku, z którym ma dość zawiłe relacje. Wspomniany wątek rodzinny dotyczący również brata udowadnia, że Mock skądś jednak pochodzi, że w jakiejś rodzinie jednak wyrósł. Wszystkich zna i z wszystkimi ma pewne koligacje. Z wrocławskimi szanowanymi obywatelami wchodzi w relacje zbudowane na strachu, szantażu i wiedzy, którą Mock zdobywa różnymi sposobami. To inne czasy, niż opisywane we współczesnych procedurach kryminalnych. I to jest wyższość kryminałów retro nad współczesnymi. W tym gatunku nie ma limitów. Kiedyś po prostu było inaczej, a i winę było udowodnić raz trudno, raz zbyt łatwo, w zależności od motywacji śledczych. Główny bohater ma dwie namiętności. Jedna z nich często uniemożliwia mu ranne wstawanie, druga za to kiedyś przywiodła go do doktora Epsteina mającego renomę wśród klientów pewnego sortu. By dowiedzieć się jakie to namiętności sięgnijcie po nie tylko najnowszy tom, ale całą serię o Ebim Mocku.

Wracając jednak do „Błagania o śmierć” ponownie zachwycił mnie wysoki poziom literackiej narracji, w której wybrzmiewa klasyczne, wyższe wykształcenie Autora oraz jego rzadka, bądź co bądź, umiejętność konstruowania przepięknych wypowiedzi. Każde słowo przemyślane. Każdy przecinek i inny znak interpunkcyjny postawiony z rozwagą. Każde zdanie wkomponowane idealnie w całą narrację. Dość, że Autor lubi ład i porządek w swym wizerunku, to jeszcze w konstrukcji książki. Zamiłowanie Pana Marka Krajewskiego do dyscypliny czytelnik odnajdzie już w spisie treści. Jest i prolog, i epilog. A cały trzon powieści stanowi czternaście zatytułowanych rozdziałów.

W trakcie czytania wręcz pławiłam się w słowach, które dawno wyszły z użycia. Niektóre z nich zaznaczyłam sobie na marginesie: oberlufty, miazmaty, huncwot, pijanica, pugilares, fiakier. Spodobały mi się w wielu miejscach porównania i epitety, o które trudno w tym gatunku u innych pisarzy, takie jak; złotousty sługa Temidy, literalna treść, amfiteatralne pulpity, hamletyzujący doktor. Z takich zwrotów i słów na które zwróciłam uwagę mogłabym i sama stworzyć małą publikację. Tyle urozmaicających sformułowań zafundował nam Marek Krajewski w najnowszym Mocku. Majstersztykiem było oznaczanie czasu typu „Szły trzy kwadranse na szóstą po południu…”, które stosowane jest jeszcze w języku czeskim. A propos wiecie która to godzina?

Sama intryga kryminalna pełna jest gangsterskiego smrodu, dwudziestolecia międzywojennego, brudnych ulic, mokrych kamienic i ciemnych, wrocławskich zaułków. Postaci zobrazowane na miarę czasów, w których osadzona jest akcja. Rzezimieszki, drobni złodziejaszkowie, draby na wynajem i mordercy bez skrupułów. Wątek „jebców” różnej maści i kwestii prezerwatyw sprzed ponad stu lat dodaje powieści dodatkowego smaczku. A do tego wspaniały Wrocław, którego już dawno nie ma. Nazwy ulic, placów, wiernie wyjaśnione w przypisach….. Tak jakby odbyć podróż w przeszłość. W nostalgiczną przeszłość Breslau.

Posłowie przeczytałam z takim samym zainteresowaniem jak samą kryminalną intrygę. Jak zwykle znalazłam w nim ogromny szacunek do współpracowników, uwypukloną rolę eksploratora i ciekawy zwrot w stronę samego Mocka😉. Pan Marek Krajewski to autor wielkiego kalibru. O czym świadczy sposób, w jaki zwraca się do czytelnika, nawet w tak trudnej dla Autora kwestii jak zgłaszanie znalezionych w publikacji nieścisłości. Zachęca do słania listów przez „uważnych Czytelników”  bezpośrednio Autorowi. Ja też spostrzegłam jedną maleńką literówkę, której zgłoszenie, ze względu na wspaniałą literacką narrację całej publikacji sobie odpuściłam. Mam nadzieję, że Pan Marek mi to wybaczy i nadal będzie dla mnie pisać😊.

Zdecydowanie „Błaganie o śmierć” odebrałam lepiej, niż poprzednią część o Mocku. Wątek kryminalny okazał się dla mnie bardziej spójny, choć tak samo interesujący jak w poprzednich częściach i innych książkach Autora. Tylko żal. Żal samego Mocka mówiącego o sobie:

Nie chcę już dłużej znać siebie samego. Najchętniej bym się pożegnał sam ze sobą.”  -„Błaganie o śmierć” Marek Krajewski.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Czarna księga” Ian Rankin

CZARNA KSIĘGA

  • Autor: IAN RANKIN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: INSPEKTOR REBUS (tom 5)
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery : 26.10.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 2009r.
  • Data premiery światowej: 1993r.

26 maja br. na moim blogu czytelniczym opublikowałam recenzję 21 tomu serii z Inspektorem Rebusem (recenzja na klik), która światową premierę miała w 2016 roku. Zerkając na stronę brytyjskiego wydawnictwa, w którym publikuje Autor dowiedziałam się, że od tego czasu Ian Rankin opublikował trzy kolejne części już z emerytem Rebusem w roli głównej, kolejno w roku 2018, 2020 i 2022. Na polskie wydania jeszcze przyjdzie mi poczekać😊. By umilić fanom Rebusa czekanie @WydawnictwoAlbatros cofa się o lata świetlne, to jest do lat dziewięćdziesiątych z początków cyklu. Właśnie skończyłam czytać piąty tom zatytułowany „Czarna księga” debiutujący 26 października br., w którym akcja osadzona jest wśród magnetowidów, kaset wideo, powszechnych telefonów stacjonarnych i jednocześnie telefonów bezprzewodowych, bynajmniej nie takich, które zna współczesna młodzież 😉.  

Szlachetny samotnik, trochę nieokrzesany, który dobre serce maskuje szorstkim usposobieniem i złośliwym poczuciem humoru.” -„Czarna księga” Ian Rankin.

To cały Inspektor John Rebus, który tym razem wraz ze swoimi współpracownikami  Brianem Holmesem i sierżant Siobhan Clarke zajmuje się dwoma z pozoru niezwiązanymi ze sobą sprawami. Pierwsza dotyczy ugodzenia nożem mężczyzny w okolicy rzeźnika przy South Clerk Street. Druga, bardziej osobista napaści na detektywa sierżanta  Briana Holmesa, wiernego współpracownika Rebusa. Czy czarna księga, w której Holmes zapisuje notatki nie dających mu spokoju spraw ma coś wspólnego z napaścią na niego?

Myślał o odwiecznym problemie dobra i zła. Jeśli człowiek ma złe myśli – fantazje o okrucieństwie i pożądaniu – to wcale nie znaczyło, że jest zły. Ale jeśli umysł był pełen cywilizowanych myśli, a człowiek pracował jako oprawca… Wszystko sprowadzało się do tego, że ludzie są osądzani wedle swoich czynów i po tym, jak funkcjonują w społeczeństwie, a nie po tym, co mają w głowie.” -„Czarna księga” Ian Rankin.

Według mnie najsłabsza część z Johnem Rebusem, którą dotychczas przeczytałam. Oparta w głównej mierze na gangsterskich porachunkach z przeszłości związanych z pożarem w hotelu przy Prince Street, niedaleko dworca kolejowego Waverley, który „(…) Pod koniec swojego istnienia zaczął jednak poupadać. Gdy liczba gości spadła, uczciwy biznes został wyparty przez nieuczciwy…” Rebus kroczy między uczestnikami przestępczego światka współcześnie i w przeszłości. Wśród całkiem obcych twarzy rozpoznaje kogoś znajomego. Twarze dopasowuje, jak puzzle do nazwisk znajdujących się w aktach dawno zamkniętych spraw. Do tego będąc zawieszonym w edynburskiej policji. Eh, taki samozwańczy Chuck Norris.

Ten na wskroś detektywistyczny kryminał ma jednak swoje mocne strony. Po raz kolejny zwróciłam uwagę na ukłon Autora w stronę sir Conana Doyle’a. Brian Holmes otrzymał swoje nazwisko po sławnym Sherlocku, a komendant Watson, zwany Farmerem po jego słynnym druhu doktorze Watsonie. Oczywiście oprócz nazwiska niewiele ich łączy z wybitnymi postaciami literackimi😉. Do tego w specyficzny sposób Rankin przestawił relacje łączące Rebusa z jego komendantem i szefem dochodzeniówki Lauderdale’em, zwanym Pierdzielem. Idealnie też zobrazował związek Rebusa z doktor Patience Aitken, jego bratem Michaelem, a także dalszą rodziną. Wprowadzenie wątku ciotki Eny i prezentu, który od niej otrzymał odebrałam w bardzo dobry sposób. Mam też swoje ulubione sceny. Scena odwiedzin u księdza, scena ze studentami, sceny z Nell, a także scena, w której czytałam, „(…) To telefon bezprzewodowy.  Nienawidzę tych wynalazków. Rozmawiasz z kimś przez pięć minut, a potem słyszysz, jak spuszcza wodę. Okropność…”

Wątek kryminalny zdecydowanie poniżej moich oczekiwań, choć postaci śledczych zostały zobrazowane w bardzo dobry sposób. Tę część broni warstwa obyczajowa, która idealnie wkomponowuje się w pracę śledczych i ich problemy na wielu płaszczyznach. Książkę zdecydowanie polecam fanom detektywów starego typu, szorstkich, niedostępnych, a do tego niezwykle inteligentnych i posiadających ten szósty zmysł, którym wielu współczesnym śledczym brakuje.

Moja ocena: 7/10

Książkę podarowało mi   Wydawnictwo Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Niekochane” Hanna Dikta

NIEKOCHANE

  • Autor: HANNA DIKTA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 04.10.2022r.

Jedną z najważniejszych chyba potrzeb duchowych człowieka jest potrzeba bycia kochanym. Jest to potrzeba bezwarunkowej akceptacji. Wiele naszych działań z tej potrzeby wynika, czasem próby jej zaspokojenia, najczęściej nieświadome, przybierają postać, rozpaczliwych wręcz poszukiwań, popełnionych błędów życiowych, nieudanych związków, przesuniętych granic i zgadzania się na coś, na co zgadzać się nie chciałyśmy. A to wszystko tylko po to, żeby mieć poczucie, że jesteśmy kochanie, by koniec końców zrozumieć, że nigdzie na zewnątrz nie znajdziemy miłości i akceptacji, jeżeli nie nosimy jej w sobie. To rodzina i dzieciństwo powinno nas w tą umiejętność i tarczę potrzebne do dalszego życia wyposażyć. Co jednak powinniśmy zrobić, gdy w naszym dzieciństwie tego nie było?  Gdy rodzina, która powinna stać po stronie dziecka, nie przekazała mu bezwarunkowej miłości i nie wyposażyła go na dalsze życie. Może dlatego, że sami nie potrafili kochać, że nie zostali tego nauczeni przez swoich rodziców… Wtedy musimy ten proces przechodzić sami w dorosłym życiu. Nie raz jest on okupiony łzami, bólem i cierpieniem. Pomocna na tej drodze może się okazać znajomość historii rodzinnej, znajomość schematów, które w niej funkcjonowały, wiedza, z czego wynikały pewne błędy popełnione przez naszych przodów i przez nas samych. Bowiem jak wiadomo świadomość to pierwszy krok do zrozumienia i akceptacji, a także zmiany.

Dokładnie z tym boryka się Monika. Kobieta po czterdziestce, matka nastoletniej córki, rozwódka. Przede wszystkim mierzy się ona z problemami z córką. Pola, które jeszcze niedawno była małym, maminym aniołkiem, stała się nastoletnią buntowiczką. Oddaliła się od matki bardzo, nie chcąc mieć z nią praktycznie nic wspólnego.

„Nie wiem, co zrobiłabym, gdyby nie praca. Nie potrafiłam zrozumieć, jak w takich sytuacjach radzą sobie kobiety, których jedyną rolą jest rola matki. Jak radzą sobie z krąbrnymi nastoletnimi dzieciakami kobiety, których całym światem jest dom? Jak one odczuwają porażką wychowawczą? Jak sobie to układają w głowach – te kobiety, które poświęciły dla dzieci całą młodość?”

Ten cytat bardzo mnie poruszył dotyka bowiem bardzo ważnego tematu dotyczącego macierzyństwa. Akceptacji tego, że dziecko rośnie, usamodzielnia się, oddala się od rodziców, co może być bardzo bolesne. Zwłaszcza dla matki. Nikt nas nie uczy jak sobie z tym trudnym okresem radzić, jak postępować z dzieckiem, które ma własne zdanie na każdy temat, oczywiście zupełnie różne od zdania matki. Często mimo tego, że mamy jak najlepsze chęci  popełniamy błędy, nie radzimy sobie z wrogością własnego dziecka, mamy wrażenie, że zawiodłyśmy, czujemy się winne, a z drugiej strony mamy dość całej tej sytuacji i bardzo często dziecka, które w nas te uczucia wyzwala.

„Nie wiedziałam, że to możliwe – żaliłam się przyjaciółce. – Kocham Polę, ale zupełnie jej nie lubię.”

Jakież to jest prawdziwe! I taka jest cała Monika, z jej żalem, zagubieniem, dylematami, złością i smutkiem, poczuciem wina, za rozpad swojego małżeństwa. Małżeństwa, w których chyba nigdy z jej strony nie było miłości. Wychowana przez matkę alkoholiczka nosi w sobie ogromny żal, pustkę i smutek  całe życie goniąc za ideałem miłości, którego ucieleśniła sobie w postaci Pana Idealnego –  Grzegorza  -znanego pisarza, z którym przed laty przeżyła moment prawdziwej bliskości. Jednocześnie uciekając przed prawdziwą miłości, bliskością i przywiązaniem w nic nieznaczące miłostki. Relacja z matką od dawna jest bardzo trudna, czasem nawet wydaje się, jej, że jej wcale nie ma. Jak więc wielkie jest zdziwienie Moniki, gdy po śmierci matki okazuje się, że zostawiła ona swojej córce  swój dom rodzinny. Dom, w którym jeszcze przed dziesięcioma laty mieszkała nieznana Monice babcia. Babcia, o której od dziecka słyszała od matki, że nie żyje. Kobieta nie ma jednak ochoty się nad tym wszystkim zastanawiać, analizować, ma dość swoich codziennych problemów. Postanawia potraktować spadek jako nieoczekiwany dar od losu, zastrzyk gotówki, który bardzo jej się przyda w trudnej sytuacji rodzinnej. Pragnie więc go od razu sprzedać. Na odczytaniu testamentu spotyka przyjaciela matki z młodości, prawnika, który obiecuje jej pomoc w sprzedaży domu. Stawia jednakże jeden warunek: kobieta choć raz musi tam pojechać. Wszystko w Monice wzbrania się przed tym, i jak mówi mądrze jej przyjaciółka Sylwia, być może to jest właśnie znak, że bardzo tego potrzebuje. Kiedy w końcu decyduje się na wyjazd w rodzinne strony znajduje na miejscu pamiętnik babki Antoniny. Poznaje z niego historię swojej rodziny, historię nieszczęśliwej miłości, najpierw babki, a potem matki, jak również dowiaduje się dlaczego jej matka zerwała kontakt z babcią. Co kobieta zrobi z tą wiedza, jak dalej potoczy się życie jej i jej córki?

Książkę czyta się rewelacyjnie. Mimo lekkiego i przyjemnego stylu porusza bardzo istotne tematy. Dotyka trudnych relacji rodzinnych, także tematu rodzinnych schematów i tego jak przeszłość przodków, przekazane nam przez nich wzorce i schematy wpływają na nasze życie. Autorka stworzyła postaci silnych, mądrych, a jednocześnie wątpiących i poszukujących kobiet. Główna bohaterka Monika, z jednej strony jest silna, samodzielna i dobrze radzi sobie w życiu, natomiast z drugiej strony przez wgląd na swoje trudne dzieciństwo, na brak więzi z matką czuje się zagubiona, nie potrafi zaufać i tak naprawdę realnie pokochać. Również jej przyjaciółka Sylwia to przykład dojrzałej, poszukującej, mądrej kobiety. Pozornie wszystko w jej życiu jest udane, natomiast znajduje ona w sobie odwagę do rozwoju, do pójścia swoją drogą. Również postać Poli, córki głównej bohaterki jest bardzo ciekawa. Pozornie zbuntowana,  agresywna nastolatka, tak naprawdę jest zagubionym dzieckiem, potrzebującym matczynej miłości i aprobaty. Autorka porusza temat miłości w wielu jej aspektach. Miłości niespełnionej, miłości trudnej, miłości matki do dziecka i dziecka do matki, miłości przyjacielskiej i miłości kobiety i mężczyzny. Jest to niezmiernie mądra i wartościowa książka, chyba moja ulubiona autorstwa Hanny Dikty. Gorąco Wam ją polecam!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i Spółka i autorce.

 

„Bieszczadzka kolęda” Aleksandra Rak

BIESZCZADZKA KOLĘDA

  • Autor: ALEKSANDRA RAK
  • Wydawnictwo: DRAGON
  • Liczba stron: 318
  • Data premiery: 12.10.2022r.

„Bieszczadzka kolęda” Aleksandry Rak od Wydawnictwa Dragon to czwarty już tom serii „Pensjonat na wzgórzu”. Moją uwagę przyciągnęła nastrojowa okładka i zawarta w opisie wydawcy obietnica skupienie uwagi na relacjach międzyludzkich, zarówno tych miłosnych, partnerskich, jak i na tych siostrzanych. Mimo, że nie miałam możliwości zapoznania się z poprzednimi tomami zupełnie nie przeszkadzało mi to w lekturze, gdyż autorka w kilku miejscach wspomina to co się wydarzyło w przyszłości. Nie więc ze względu na problemy z odbiorem, ale na sympatię, którą zapalałam do bohaterów z pewnością będę chciała zapoznać się z poprzednimi tomami.

Ponad rok po śmierci ojca najstarsza z trzech sióstr Patrycja wpada na pomysł zorganizowania rodzinnych świąt. Rok wcześniej, świeżo po odejściu taty, się to nie udało, bowiem Martyna wylądowała w szpitalu na patologii ciąży, a sama Patrycja ze strachu przed pustką, smutkiem i żalem wyjechała na święta do Irlandii, do matki. Klaudia, u której spotkanie świąteczne miałoby się odbyć nie cieszy się z tego pomysłu. Próbuje wymigać się ze wspólnych świąt, na których rok temu tak jej zależało.  Najmłodsza z siostrą zresztą jest w kiepskim momencie swojego życia, po odejściu ojca, a wcześniej matki, pogrążyła się w letargu, w żałobie, w smutku. Nie dopuszcza do siebie żadnych pozytywnych uczuć, nie ma już sił normalnie funkcjonować. Mimo, że mieszka z partnerem Markiem, na którego zawsze można liczyć oddala się niego, nie chce słuchać jego uwag że być może potrzebuje profesjonalnej pomocy, broni się przed bliskością. Niestety siostry pochłonięte swoim życiem w porę nie  zauważają,  że z Klaudią dzieje się coś złego. Patrycja prowadzi przyszpitalny hotelik ,jest jego dyrektorką, więc każdą wolną każdą chwilę poświęca pracy. Przed świętami trafia tam Eryk, Szwed, którego brat uległ w górach wypadkowi i w stanie śpiączki trafił do szpitala. Eryk, aby być bliżej niego wynajmuje pokój opok szpitala. Trafia do niego również trzyletnia Julitka, dziewczynka z domu dziecka, którą czeka ciężka operacja serca. Kobieta zbliża się i do jednego i do drugiego. Martyna natomiast zajęta jest pracą, małym dzieckiem i związkiem z Bartkiem. Dlatego nie były wystarczająco czujne na stan siostry. Obiecują sobie jednak, że w związku ze zbliżającymi świętami spędzą ze sobą sporo czasu i nadrobią zaniedbania. Jednak  nic nie idzie tak jak powinno… Czy siostrom uda się spędzić razem święta? Czy  uda im się przywrócić swoje życie na właściwe tory?

Książkę czyta się bardzo przyjemnie, lekko i szybko. Mimo w miarę nieśpiesznej akcji spokojny i ciepły styl autorki koi i nastraja pozytywnie. Wykorzystywałam  więc każdą wolną chwilę, aby tylko odwiedzić tą górską, zimową krainę. Pomimo problemów i prawdziwie ludzkich nieporozumień autorce udało się oddać rodzinny klimat, otulony śniegiem i migającymi lampkami. Autorka porusza istotne tematy, trudności relacji międzyludzkich, trudności w zaufaniu drugiemu człowiekowi, otwarcia się na niego i jego obecność, zwłaszcza kiedy doznało się już w życiu rozczarowań na tym obszarze. Porusza też temat żałoby, żalu po stracie najbliższych, depresji.  Jednak pomimo trudnych, ale zarazem bardzo istotnych tematów z powieści płynie bardzo pozytywne przesłanie. Gorąco polecam Wam lekturę, sama wypatrując kontynuacji dalszych losów sióstr.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU DRAGON.

„Nieobliczalna” Magda Stachula

NIEOBLICZALNA

  • Autorka: MAGDA STACHULA
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO LUNA
  • Liczba stron: 362
  • Data premiery: 12.10.2022r.

@Wydawnictwo Luna (imprint @Wydawnictwo Marginesy) wydało 12 października br. najnowszą powieść @Magda Stachula zatytułowaną „Nieobliczalna”. Na moim blogu znajdziecie recenzje dwóch poprzednich książek Autorki wydanych pod flagą innych wydawnictw. Jak napisałam w opinii z 2018 roku „Już po lekturze „Idealnej”- debiutu Magdy Stachuli byłam pod wrażeniem. Po przeczytaniu „W pułapce” zostało on spotęgowane” (recenzja na klik). Oskarżona” wydana 13 kwietnia 2022 roku podobała mi się już znacznie mniej i to z powodu błędów językowo – fabularnych (recenzja na klik). Najnowszy thriller zapowiadał się dobrze już po około dwudziestu stronach. Tak mnie wciągnął, że trudno było się oderwać, by choć trochę w nocy odpocząć😉.

Miłość to uczucie się czasowi i przestrzeni, rozwijające i zarazem destrukcyjne. Właśnie z tego powodu nigdy się nie zakocham. Nie stracę rozumu, nie pozwolę, aby ktoś przejął nade mną władzę.” – Nieobliczalna” Magda Stachula.

Martyna, z pozoru idealna matka, żona i bogata gospodyni domowa tkwi w związku z Wojciechem – lokalnym biznesmenem i radnym. Ukrywa całą prawdę o swoim życiu przed wszystkimi wokół, nawet najbliższą przyjaciółką od dzieciństwa – Alicją, która boryka się z samotnym macierzyństwem. Natomiast jej studiujący syn – Daniel potrafi namieszać w życiu prawie każdej napotkanej kobiety, o czym przekonuje się Adelina opiekująca się matką będącą w depresji i pracująca w nocnym pubie. W dwie kolejne pory roku (od lata do jesieni) wiele się zmieni w życiu głównych bohaterów i to za sprawą kobiety, której ciało znaleziono przed blokiem.

„Kto jest bardziej niebezpieczny ? zdradzona czy może jednak zakochana kobieta? Czy wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę daje ukojenie, czy wciąga nas w spiralę zła, której sami padamy ofiarą?” – z opisu Wydawcy.

Tytułowy przymiotnik nieobliczalna pasuje tak naprawdę do wielu bohaterek opisanych w książce. I do Martyny, której decyzje spowodowały ogromny tajfun w jej życiu. I do Alicji, która dla swego syna Daniela jest w stanie zrobić i poświęcić praktycznie wszystko w swoim życiu. I do Adeliny, której zazdrość przysłania całą racjonalność związku, który tworzyła z młodym, niepotrafiącym się zaangażować mężczyzną. A także do matki Adeliny, dla której pewne decyzje z przeszłości położyły się cieniem na życiu jej córki. Stachula wbiła mi klina na samym początku czytania. Do około pierwszych stu stron zastanawiałam się o której bohaterki nieobliczalność chodzi😊. I o to chodzi, by zaciekawić czytelnika, który nie potrafi doczekać się wytłumaczenia.

Jest to lekki thriller składający się z dwóch części. Pierwsza z nich dzieje się w okresie lata, druga w czasie jesieni. Rozdziały zatytułowane zostały imionami głównych bohaterów, którzy jednocześnie są narratorami relacjonującymi wydarzenia, w których biorą udział. Narracja jest dość luźna, lekko napisana. Nie jest pełna patetycznych uniesień. Magda Stachula zadbała, by czytelnik się nie męczył, nie nudził czytając długich opisów przyrody, a także męczących często charakterystyki wewnętrznych przeżyć bohaterów. Dozowanie opowieści w tym zakresie, nazw uczuć, a także przedstawienie wewnętrznych i zewnętrznych przejawów duchowości bohaterów, zostało skrojone przez Autorkę na miarę. Dokładnie wiem, który z bohaterów żyje w permanentnym lęku i nie potrafi odmówić sobie przyjemności. Kto egoistycznie postrzega świat i relacje, a także dla kogo własne „Ja” jest tak nieistotne, że nawet nie zasługuje na uwagę. Ta wiedza na temat psychiki, emocji, uczuć szczególnie kobiecych postaci zaprezentowana została w książce „Nieobliczalna” bardzo dobrze.  Dostrzegłam jednak pewną zbieżność. Bohaterki, mimo, że różniło ich doświadczenie, wiek, przeżycia były do siebie dość podobne. Szczególnie w swej subtelności, w postrzeganiu świata. Nawet najbardziej energetyczna Adelina okazała się jednak buntowniczką z dużą delikatnością i jednak małym dystansem do siebie.

Zakończenie mnie zaskoczyło. To taki finał książki, który pozostawia niedosyt. Po którym ciągle czytelnik zastanawia się, co tak naprawdę się wydarzyło i co może się nadal zdarzyć. Moja ciekawość nie została zaspokojona. Postarała się już o to sama Autorka😉. Czyżby szansa na kontynuację? Czyżby szansa na nową serię?

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU LUNA.

„Kraina marzeń” Nicholas Sparks

KRAINA MARZEŃ

  • Autor: NICHOLAS SPARKS
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 26.10.2022r.
  • Data premiery światowej: 20.09.2022r.

@WydawnictwoAlbatros wydaje książki mistrza romantycznych powieści, autora bestselera „Pamiętnik”, już od dłuższego czasu. Nicholas Sparks może liczyć na piękne wydania, tak jak czytelnicy mogą liczyć na subtelne opowieści jego autorstwa. Kiedyś nałogowo zaczytywałam się w publikacje tego autora. Lubiłam wątki obyczajowe w nich prezentowane w całkowicie męskim wydaniu, a także płynącą jak łagodna rzeka narrację. Recenzje dwóch jego poprzednich książek znajdziecie na mój blogu („Jedno życzenie”, „Powrót”). Najnowsza powieść zatytułowana „Kraina marzeń” debiutowała na polskim rynku wydawniczym w dniu 26 października br. Trzy tygodnie po premierze zapraszam do zapoznania się z moją opinią na jej temat.

Dwudziestopięcioletni Coby Mills w trakcie trzytygodniowego urlopu na Florydzie spotyka piękną Morgan Lee. Absolwentkę wokalistyki na stanowym uniwersytecie, która spędza upragnione wakacje w towarzystwie trzech przyjaciółek. Obojga do siebie ciągnie. Spędzają ze sobą coraz więcej czasu. Niespodziewana choroba cioci Angie i niedyspozycja siostry Paige ściąga Coby’ego na rodzinną farmę. Drogi młodych się rozchodzą, by spotkać się w najmniej oczekiwanym momencie.

Nie jest to literatura obyczajowa z wątkiem romantycznym na miarę „Pamiętnika”. Niemniej jednak z lekturą spędziłam mile czas. Sparks rozpisał fabułę w typowo swoim stylu. Subtelna narracja. Cienka granica między romansem, a książką obyczajową. Do tego głęboko skrywana trauma, rana nie pozwalająca rozwinąć głównym bohaterom skrzydeł. Ta recepta sprawdziła się i tym razem, mimo, że nie było w zakończeniu fajerwerków.

Narracja związana z historią Coby’ego i Morgan prowadzona jest w pierwszej osobie. To Coby jest narratorem. W rozdziale pierwszym bardzo sprawnie wprowadza czytelnika w jego przeszłość kreśląc historię jakim był dzieckiem, jaki bunt przechodził w wieku nastu lat i na jakiego młodego mężczyznę wyrósł. Ta nostalgiczna podróż stanowiła bardzo dobre preludium do całej historii opartej na osobie Coby’ego. Bez wątpienia sposób prowadzenia narracji jest mocną stroną powieści. Dzięki temu mogłam skupić się na tym, ile wie Coby, co przeżywa, jakie są jego motywacje. Pozostałe postaci zostały wykreowane znacznie słabiej. Emocje odczuwane przez nich nie przemawiały do mnie tak silnie, jak emocje i wrażenia Coby’ego. To on zawładnął moją cała uwagę. To w jego stronę zwróciłam moje myśli. Postać Morgan mnie zawiodła. Sparks starał się ją przedstawić jako utalentowaną, inteligentną, zabawną młodą osobą. Ja niestety odebrałam ją jako kolejną atrakcyjną laskę, na którą Coby zadziałał swoim magnetycznym urokiem. Znacznie bardziej ciekawa okazała się historia Beverly i jej syna Tommiego, która opowiadana była naprzemiennie w perspektywy narratora w trzeciej osobie, ze wspomnianą narracją Coby’ego.

Książka składa się z sześćdziesięciu ośmiu rozdziałów i epilogu, w którym wszystko się wyjaśnia. Rozdziały są krótkie, a sposób prowadzenia fabuły sprzyja szybkiemu czytaniu. Autor kreśli życie bohaterów z wielu nitek, które zostały rzucone raz tu, raz tam. Skłania czytelnika to zastanowienia się nad tym, co mamy, co mogliśmy stracić, jak moglibyśmy faktycznie żyć. Ta nostalgia odczuwalna jest praktycznie w każdym słowie, każdym sformułowaniu i w każdej opisanej atmosferze.

To powieść o trudnych decyzjach i szczęściu, które każdemu z nas może przejść obok przysłowiowego nosa, jeśli tylko skupimy się na tym, by zachować się właściwie.

Moja ocena: 6/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od  Wydawnictwo Albatros, za co serdecznie dziękuję.