„Sąsiadka” Justyna Jelińska

SĄSIADKA

  • Autorka: JUSTYNA JELIŃSKA
  • Wydawnictwo: HARDE Wydawnictwo
  • Cykl: SĄSIADKA (tom 1)
  • Liczba stron: 304 
  • Data premiery: 13.03.2024r. 

Sąsiadka” od HARDE Wydawnictwo autorstwa Justyna Jelińska – profil autorski to pierwsza książka pisarki, którą dostałam do ręki. O samej Autorce wiem niewiele, oprócz tego, że jest pasjonatką pisania, żoną, matką i właścicielką psa. Lubi też tatuaże, świece i podwarszawskie wsie. Możliwe, że upodobania przyczyniły się wyboru miejsca, w którym ulokowany został zapowiadany jako intrygujący thriller. Wieś Trzebież istnieje naprawdę na geograficznej mapie Polski. 

Anka Jankowska po trudnym rozstaniu kupuje w okazyjnej cenie domek wiejski. Za sąsiada ma starszego, samotnego pana, drzewa, ptaki i łąki. Tylko, że w zagajniku czai się zło. Najpierw Wilczyca przychodzi niespodziewanie, w ukryciu. Potem pojawia się coraz częściej dając Ance znać, że jest tu z jakiegoś powodu. Nie pomaga sąsiad, nie pomaga Malwina – sprzedawczyni z wiejskiego sklepu ani autorytet miejscowego dzielnicowego. W lęku Anka zaczyna widzieć cienie, postaci w kapturach. Zastaje zabitego kosa na progu swego domu. Komu zależy na tym, by Anka nie była w Trzebieży szczęśliwa? 

…. 

Kompletnie nie wiem jak mam Wam przedstawić opinię o przeczytanej książce… Z jednej strony nie ukrywam zapowiadała się całkiem nieźle. Duszna mała społeczność wiejska. Ukryty w zieleni samotny domek. Starszy sąsiad, który nie uratował Jagody i o którą śmierć się ciągle obwinia. Sama postać Klementyny Wilk na początku przerażała, ciekawiła. Ciągle zastanawiałam się, co robi, co mają znaczyć jej gesty, jej zachowanie. Z drugiej strony im więcej stron miałam przeczytanych, tym było gorzej. Wątki fabuły przestały się kleić. Klementyna jako mieszkanka wsi bez żadnego logicznego uzasadnienia nie znalazła u nikogo zrozumienia. Sama Anka nie zaciekawiła się jej motywów, nie podjęła próby komunikacji. Zresztą jej zachowanie w stosunku do Wilczycy stało się w pewnym momencie groteskowe, jak cały ten wątek z nią związany. Kompletnie nie przekonał mnie motyw z ukrywaniem losów poprzednich właścicielek nowego domu Anki. Żałuję bardzo, że Justyna Jelińska nie rozwinęła tematu trochę w inny sposób. Wręcz ten opisany w książce wydawał mi się tak dziwaczny, że aż nieprawdopodobny, że znalazł się w książce tego gatunku. Nie ukrywam, że zdziwiło mnie także zakończenie, na siłę zaskakujące. Bez finezji, bez źródła, bez rysu psychologicznego, którego mi zabrakło. Zlepek zachowań, nieoczekiwanych zwrotów akcji i chwilami wręcz „śmiesznego” dialogu. Ale pamiętajcie, to tylko moja subiektywna opinia. 

Plusem jest konstrukcja książki. Bardzo dobrze się czytało się fragmenty podzielone na części „Teraz” czy „Kilkanaście miesięcy wcześniej”. Łącznie rozdziałów jest dwadzieścia sześć. Spodobała mi się również postać samej Anki Jankowskiej. To osobowość z dużym potencjałem, dla mnie znaczniej mniej nielogiczna niż przedstawiła ją sama Autorka. Umiejscowienie akcji też zasługuje na uznanie. Uwielbiam historie utkane z losów różnych ludzi, którzy żyją ze sobą w małej, zamkniętej społeczności. Gdzie jedną chałupę od drugiej dzieli sporo kroków. Gdzie nie ma latarni, a światła okien domostw nie dochodzą. Gdzie szybko robi się ciemno, strasznie i chwilami dziwacznie. Gdzie wszyscy się znają. Wszyscy o wszystkich i o wszystkim wiedzą. Tylko czasem nie chcą się tą wiedzą dzielić. 

Jeśli nie czytaliście żadnej z książek Justyny Jelińskiej to warto zapoznać się z jej piórem. Całkiem możliwe, że „Sąsiadka” przypadnie Wam do gustu. Czytam o niej dużo dobrych recenzji.  

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Harde.

„Krew w piach” Katarzyna Bonda

KREW W PIACH

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 13.03.2024r. 

Katarzyna Bonda lubi pisać o tym, co wydarzyło się naprawdę. Musicie bowiem wiedzieć, że zbrodnia, którą opisuje Pani Kasia w „Krew w piach” od Wydawnictwo MUZA SA miała miejsce w prawdziwym życiu. To fabularyzowana wersja tego co się stało, kiedyś tam w przeszłości. Tego, co zaważyło na życiu innych osób, całkowicie, kompletnie, bezpowrotnie. Tego, co zmieniło świat kilku osób. Tego, z czym ja nie chciałabym mieć do czynienia… 

(…) Zawsze i wszędzie chodzi o forsę. Zapamiętaj to sobie. Kobiety lubią władczych gości, a pieniądz to władza…” – Krew w piach” Katarzyna Bonda.

Adam Szulc atrakcyjny czterdziestolatek, któremu prawie żadna kobieta nie jest w stanie się oprzeć. Korzysta z uroków życia w nadmorskiej miejscowości. Międzyzdroje aż huczą od plotek; gdzie, z kim, kiedy i która to z kolei? Tak bardzo rozkochuje sobie i młode, i w średnim wieku spragnione miłości damy, że oddają mu się bez żadnej refleksji. Rozporządza nimi. Ich czasem. Ich majątkiem. Ich pieniędzmi. Ich nieruchomościami. Tylko komisarz Monice i młodej stażystce w lokalnej gazecie – Ewie nie podoba się, że młode kobiety, które zadawały się z Szulcem nagle postanawiają wyjechać za granicę. Nikt z rodziny nie ma z nimi kontaktu. A Szulc staje się właścicielem ich mieszkań. 

Katarzyna Bonda to autorka serwująca nam książki bardzo urozmaicone. Od serii z psychologiem kryminalnym, przez Saszę Załuską, Jakuba Sobieskiego, aż po serię „Wiara, Nadzieja, Miłość”, która jest fabularyzowaną formą przybliżenia czytelnikom prawdziwych kryminalnych zdarzeń jestem jej wierną fanką. Chętnie więc zapoznałam się z kolejną publikacją opartą na prawdziwych wydarzeniach. Wspomnę, że research, który cechuje ten gatunek szanuję bardzo. Już sobie wyobrażam Panią Kasię, która grzęźnie w meandrach tomiszczy akt sądowych, przechodząc przez notatki, zeznania, scenopisy z rozpraw. O tym też Autorka nie zapomina wspomnieć w posłowiu, jak i o tych, dzięki, którym „Krew w piach” ujrzała światło dzienne. 

Ta książka to swoiste studium przypadku bardzo utalentowanego i wytrawnego manipulatora. To odzwierciedlenie tego, co się może stać, gdy ktoś potrzebuje ciągłego zaspokajania własnej potrzeby dominacji. Katarzyna Bonda bardzo sprawnie opisała potrzebę władzy i uzyskiwania innych, ważnych korzyści, w tym finansowych, z relacji z naiwnymi, zakochanymi na przysłowiowy „zabój” kobietami. Adam Szulc został rozpracowany w fabule dobrze. Nie przez przytoczoną jego diagnozę psychologiczną, która znajduje się na początku części książki z podtytułem „Szczecin, areszt śledczy. 7 listopada 2019 (czwartek)”, lecz w aspekcie tego, co robił, co myślał, jak się zachowywał, jakie miał relacje z jego ofiarami, które wielbiły „(…) jego apetyt na wszystko i rozbuchane ambicje”. Przyznam jednak, że trochę brakowało mi rysu psychologicznego. Autorka ujęła fabułę w iście żołnierskich słowach, bez zbędnych ozdobników. Jak napisała w Posłowiu sporo faktów pominęła. Jednak chęć pokazania znacznej ilości złego, który zrobił fikcyjny Szulc w prawdziwym życiu spowodowała, że wydarzenia gonią jedne drugie. Katarzyny, Wandy, Sylwie, Samanty, Rysie i inne tak mi się myliły, że prawie nie nadążałam jakie były okoliczności znajomości i co się zadziało, że ta znajomość się skończyła.  

Konstrukcja książki jest bardzo uporządkowana. Autorka zadbała, by czytelnik nie pogubił się w chronologii. Rozdziały grubą linią odkreślają czas i miejsce, w którym dzieje się akcja dzięki: „Pięć lat wcześniej”, „Teraz”, „Trzy lata wcześniej” itd. Lektura podzielona została na prolog, epilog i zatytułowane części, których łącznie jest pięć. Same wspomniane tytuły oddają smutny charakter powieści. Złowieszczo brzmiące „Ukryta mogiła” czy „Nikt nad grobem nie płacze” przyprawiały mnie o dreszcze. Każda część, rozdział rozpoczyna się umiejscowieniem akcji i datą. Niektóre daty są ścisłe, a niektóre tylko wskazują przybliżony czas np. „Lato 2014”. Tym samym Autorka daje do zrozumienia, w jakim czasie, jakie zdarzenia mogły mieć miejsce, a jaki termin może być tylko wskazany w przybliżeniu. 

Ciekawy wątek opisany został w książce zatytułowanej „Krew w piach” Katarzyna Bonda. Wątek kobiecej naiwności, kobiecego oddania, kobiecej słabości. Trudno było czytać o tym, jak można bezgranicznie zaufać drugiemu człowiekowi i oddać się mu całkowicie bezrefleksyjnie. Człowiekowi, który może z naszym życiem zrobić, cokolwiek mu się podoba. 

Taka książka trochę ku przestrodze. Przeczytajcie koniecznie. 

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Medea z Wyspy Wisielców” Magda Knedler

MEDEA Z WYSPY WISIELCÓW

  • Autorka: MAGDA KNEDLER
  • Wydawnictwo: ZWIERCIADŁO
  • Seria: SERIA O MEDEI STEINBART, tom 1
  • Liczba stron: 272
  • Data premiery: 24.01.2024r. 

24 stycznia br. premierę miała najnowsza powieść Magda Knedler pt. „Medea z Wyspy Wisielców” od Wydawnictwo Zwierciadło. Poprzednia książka tej Autorki pt. „Narzeczona z powstania” zrobiła na mnie wrażenie (recenzja na klik). Oceniłam ją subiektywnie 8/10. Więc jeśli nie czytaliście, to ponownie szczerze zachęcam. Wracając jednak do najnowszej publikacji Pani Magdy to naprawdę trudno było mi przewidzieć, czego mogłam się spodziewać. Tym bardziej, że mit o Medei jest dla mnie dość żywy. Przyjaciółka będąc w Gruzji w ubiegłym roku wspominała o pomniku stojącym w części starego miasta w Batumi. Na wysokim postumencie stoi Medea i trzyma w ręku złote runo. Tylko jej historia jest smutna. Podobno jej ojczyzną była Kolchida, leżąca na terenach dzisiejszej Gruzji. To, dlatego w Gruzji jest wciąż żywa o niej legenda. 

„(…) Wy­glą­dała dziw­nie. Mó­wiła dziw­nie, bo za ład­nie, nie jak słu­żąca, ele­gancką, me­lo­dyjną niem­czy­zną. Nikt nie umiał po­wie­dzieć, skąd po­cho­dziła. Miała śniadą cerę i włosy jak owcze runo. Runo czar­nej owcy, oczy­wi­ście. Cy­ganka, Włoszka, Ży­dówka, Hin­du­ska, „ja­kiś afry­kań­ski mie­sza­niec”, „ja­kieś nie wia­domo co”. Była już każ­dym i wszyst­kim.” -„Medea z Wyspy Wisielców” Magda  Knedler

Co się może stać niespełna dwudziestoletniej Madzie, służącej na wyspie Jeziora Sławskiego, mieszkającej w domu zamożnego Andreasa Schwietza. W domu do którego przybywa Johann, nowy ogrodnik. Uratowanej jako jedyną z piątki dzieci, które jej własny ojciec postanowił powiesić. Pytającą wielokrotnie: „(…) Gdzie są moje korzenie? Kim byli moi dziadkowie?” Nikt nie wiedział. Mada też nie wiedziała. 

Magda Knedler potrafi pisać zapadające w pamięć książki. Potrafi utkać kobiece historie, które w trakcie czytania chwytają za serce, wzruszają, które potwierdzają, że jednak dobrze mi jest, tam, gdzie jestem. Że chyba nie chciałabym być w innym miejscu usługując i nie wiedząc, co się ze mną stanie w domu, w którym mieszkają dwaj obcy mężczyźni. W domu, w którym kobieta będąca służką nie ma za wiele do powiedzenia. 

Była jak mysz zamknięta z wężem, która doskonale wie, co prędzej czy później ją czeka„.-„Medea z Wyspy Wisielców” Magda  Knedler.

Samo wydanie tej książki mnie totalnie zachwyciło, przecudna okładka i barwione brzegi. Treść również jest interesująca, tak samo jak wydanie. To obraz nędzy, rozpaczy, głodu, gwałtu i męskiej dominacji w XX wieku. Książka jest ciekawym odzwierciedleniem ówczesnego świata. Tym Knedler zasłynęła. Potrafi bardzo wiernie i obrazowo pokazać historię w przeszłości, jakby ona faktycznie była z przeszłości. Jakby nie była fikcją, a wręcz dokumentem. Lubię ten jej stylu, który zmusza mnie do refleksji i zastanowienia się, jak to kiedyś było, co się działo, jak inni żyli. Trochę książki Pani Magdy traktuję jak udane wizyty w muzeach, w których mogę podglądać historie dawno minione, losy, które dawno się odbyły, a jednak mnie ciekawią, jednak zastanawiają. 

To historia również o obsesji, która prowadzi do tragedii. To opowieść o ludzkiej zawiści i ciągłych podziałach. O klasach. O tych gorszych i tych lepszych. Napisana jest stylem pełnym emocji. To wyjątkowa lektura, na którą warto poświęcić czas. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ZWIERCIADŁO.

„Tajemnica domu Uklejów” Aneta Jadowska

TAJEMNICA DOMU UKLEJÓW 

  • Autorka: JANETA JADOWSKA
  • Wydawnictwo: SQN
  • Seria: GRACJE Z USTKI (tom 1)
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery : 27.03.2024r. 

Tajemnica domu Uklejów” to pierwszy tom nowego cyku, który rozpoczęła Aneta Jadowska (oficjalny fanpage) we współpracy z  Wydawnictwo SQN. To lekka, zabawna pozycja. Idealna dla fanów polskich komedii kryminalnych oraz gotyckich starych domostw. Zaciekawieni? Mam nadzieję.

Kilka lat temu przeczytała, że pisarz nieustannie gromadzi materiał do następnej powieści…” -„Tajemnica domu Uklejów” Aneta Jadowska.

W porównaniu z pisaniem książek sprzątanie jest niemal euforycznie przyjemnie. I wystarczy zakasać rękawy, by zobaczyć rezultaty…” -„Tajemnica domu Uklejów” Aneta Jadowska.

Odnosząc się do powołanych powyżej cytatów zastanawia mnie, czy faktycznie te teksty powstały w wyniku własnych doświadczeń Autorki. Choć bez wątpienia, co do sprzątania zgadzam się w 100%. Od razu widać efekt. Od razu lepiej się czuję. Od razu jest mi przyjemniej. 

Wracając jednak do fabuły, Nina Rawicz po śmierci swej wieloletniej podopiecznej Luli dziedziczy po niej stare domostwo w lesie, „(…) nieopodal Ustki, koło osady Zapadłe, w sołectwie Przewłoka…”. Wraca spod berlińskiej willi do Polski, z której uciekła kilka lat temu, zaraz po skończeniu studiów polonistycznych. I już w pierwszą noc pobytu w swym nowym domu, zwanym Dom Uklejów spotyka ją niespodziewana wizyta nieproszonego gościa. Dziwnym zbiegiem zdarzeń intruz traci życie na schodach, które zawalają się pod jego ciężarem. Nina rozpoczyna walkę o swoje dobre imię w hermetycznej społeczności, w której i dzielnicowy Szymon Boberek, i Marek Garstka ze swą rodziną, i Robert Janta ze swym bratem wciągnięci zostają w zagadkę, czego i tak naprawdę kto szuka w nowym domu Niny Rawicz? 

Książkę czyta się bardzo szybko. To lekka i przyjemna lektura, z którą spędziłam jeden wieczór. Pisana jest w trzeciej osobie. Tempo powieści jest dość szybkie, nie ma czasu na nudę. Dialogi są pisane z pomysłem. Najbardziej podobała mi się narracja Niny, jej riposty, jej „złote myśli”, jej inteligentna wymiana zdań. Mówiąc o dialogach nie mogę wspomnieć o pozostałych dwóch Gracjach, o przyjaciółkach Niny, o Zuzie alias Lilianie Mist, alias Reginie Lux i o Agacie. Ich wymiana zdań jest szybka, świadczy o wzajemnym zrozumieniu, trochę momentami szalona i zadziwiająca. Ale cóż, trzy młode kobiety, trzy Gracje, nie mogło być inaczej. Autorka utkała historię w ponumerowane, zatytułowane rozdziały, które już w samej nazwie dużo obiecują. Jak się zapatrujecie przykładowo na „PKP, czyli permanentne katusze piekielne”? Mi się tytuł podobał, zresztą jak wiele innych. Aneta Jadowska musiała nieźle się bawić wymyślając je. 

Nie nastawiajcie się tylko na humor i zabawę. W treści znajdziecie również i trudne tematy. Odwołanie do przeszłości, do domu rodzinnego Niny nie było przyjemną podróżą. Świetne pokazanie tego, jak ważne jest, kogo spotykamy na różnych etapach swego życia, jak nauczycielka Niny – Pani Jola, jak sama Lula spotkana po przyjeździe Niny do Niemiec po ukończeniu kursu opiekunki starszych osób. 

Historia bez wątpienia będzie się rozwijać. W tej części zabrakło mi większej uwagi zwróconej w kierunku kobiet Garstek, które prowadzą pensjonat Wielkiej Niedźwiedzicy, mogły stanowić idealne uwieńczenie kobiecego klanu wplątującego się w kryminalne historie, bardziej lub mniej świadomie. Możliwe, że Aneta Jadowska ma na nie pomysł w dalszych częściach. Co do generalnego odbioru, to książka nie jest dużym zaskoczeniem. Wykorzystuje sprawdzone techniki i formy przewidziane dla tego typu gatunku. Ma być lekko i przyjemnie, nawet jeśli odwołanie do przeszłości będzie lekko łzawe to ogólny odbiór ma jednak przynosić zadowolenie, ulgę w codzienności. I to bez wątpienia zaoferowała mi Autorka „Tajemnicy domu Uklejów”

Moja ocena: 7/10

Moją opinię o książce przeczytaliście dzięki współpracy z Wydawnictwem Sine Qua Non.

„Mrok” Katarzyna Wolwowicz

MROK

  • Autorka: KATARZYNA WOLWOWICZ
  • Wydawnictwo: ZWIERCIADŁO
  • Cykl: KOMISARZ OLGA BALICKA (tom 5)
  • Liczba stron: 300
  • Data premiery: 24.01.2024r. 

Przygodę z serią o komisarz Oldze Balickiej autorstwa Katarzyna Wolwowicz pisarka zaczęłam od lektury czwartego tomu pt. „Bursa„. Tak mi się ona spodobała, że niedługo potem zapoznałam się z trzema poprzednim tomami. Mająca więc miejsce 24 stycznia premiera piątej części pt. „Mrok” od Wydawnictwo Zwierciadło bardzo mnie ucieszyła.

Rodzina Szczutrowskich wyjeżdża na urlop do Albanii. Zamiast do wypożyczalni samochodów, mężczyzna z lotniska staje się sprawcą ich porwania. Beata traci z oczu ukochanego syna Oskara. Jej mąż – Marcin również traci życie, a w sprawę zamieszani zostają Olga Balicka i jej mąż Kornel Murecki, z którym Olga postanawia poprawić relacje również w trakcie krótkiego urlopu. Losy Szczutrowskich zaczynają mieć związek z urlopem Olgi i Kornela. Wszyscy próbują się dowiedzieć, gdzie jest punkt styku. I zespół Clausa Schmidta, i polscy śledczy z Jeleniej Góry, którzy równocześnie prowadzą dochodzenie w sprawie dusiciela młodych kobiet. 

Zacznę z tak zwanej „grubej rury”. Jakoś nie umiałam się wgryźć w opowiadaną w tym tomie historię. Dość zirytowało mnie zakończenie, trochę bardziej podobne do amerykańskich historii o Jamesie Bondzie, niż do polskiego, dobrego kryminału. Ale po kolei… 

Sam wątek Szczutrowskich bardzo mi się podobał. Mimo, że Beata nie do końca mnie przekonała, jako kobieca postać, od której wszystko się zaczęło. Za to jej małżonek… no cóż, nic więcej nie napiszę, by nie psuć Wam zabawy. Wątek Albański przerósł moje wyobrażenia o fabule, którą można utkać w tamtym miejscu. Kompletnie nie przekonała mnie Leila Kazidi, choć kwestia jej wyborów, aktualnego zachowania, jej butności i złych decyzji, została przez Autorkę bardzo dobrze rozrysowana w jej historii, w jej przeszłości, z tym co jej się działo, gdy w domu bywał jeszcze jej mąż. Brakowało mi też wątku dziecka, który pojawił się jakby pobocznie. Możliwe, że Katarzynie Wolwowicz chodziło o ty, by nie przyćmił warstwy sensacyjno – kryminalnej, bo w tej materii książka naprawdę ma dużo do zaoferowania. Są i narkotyki, i broń, i szybka śmierć, i bogactwo, a także relacje ludzkie oparte na lęku, na wzajemnych długach, na mafijnych rozrachunkach. 

Nie wiem, jak Autorce udało się skonstruować fabułę toczącą się w różnych miejscach. W Polsce, w Albanii, czy nawet w Niemczech. Wykreować w taki sposób, by powiązać bohaterów, by połączyć ich w jedną pajęczą sieć, w którą uwikłani zostają zwykli ludzie, śledczy, prywatni detektywi, mafijni bosi, czy politycy na wysokim szczeblu. Sami widzicie, że nie bez powodu skojarzyło mi się z serią o Jamesie Bondzie. 

Sama Olga Balicka jest bardzo ciekawą postacią. Wielowymiarową. 

To właśnie Olga w pełnej krasie, kobieta łamiąca zasady tylko po to, by móc udowodnić sobie, że nie musi ich przestrzegać…” -„Mrok” Katarzyna Wolwowicz.

Z jednej strony obwiniająca się za śmierć Żanety. Z drugiej kobieta, które nie cofnie się przed niczym. Dla której nie są straszne znajomości w palestrze, wrogie nastawienie czy potencjalne negatywne konsekwencje. Taki cyborg w damskiej skórze. 

Wątek Clausa Schmidta z Salmą Hayek też mile mnie zaskoczył. Spodziewalibyście się? Interesuje Was, skąd ta Salma się tam wzięła? Mam nadzieję. Celowo wspominam, byście nie odebrali sobie przyjemności z kolejną przygodą z dobrą sensacją, z dobrym kryminałem. 

Nie zawsze można nadążyć nad fantazją autora, nad jego sposobem myślenia, za jego tropem. Tak już jest. Niektóre wątki czytelnikowi mogą się wydawać niepotrzebne, inne nie do końca rozwinięte. Faktem jest, że ja tylko czytam. Nawet jeśli nie nadążyłam w ostatecznym rozrachunku, to należy docenić pomysł i wykonanie Autorki. Tak jak w tym przypadku. Wszak „Mrok” Katarzyna Wolwowicz to książka, z którą nie można się nudzić. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ZWIERCIADŁO.

„Asymetria” Bartosz Szczygielski

ASYMETRIA

  • Autor: BARTOSZ SZCZYGIELSKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Cykl: ALICJA MORT (tom 1)
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery: 15.02.2024r. 

Asymetria” to siódma publikacja od @Bartosz Szczygielski – pisarz, o której opinię publikuję na moim blogu czytelniczym. Nie chcę się chwalić, ale przedostatnią „Nieodwracalnie” opublikowałam przedpremierowo.  Powieść wydana została nakładem @Czwarta Strona Kryminału i debiutowała w dniu 15 lutego br. 

Są rzeczy, które trzeba robić i robi się je, ale nigdy o nich nie mówi – powiedziała, podnosząc się z krzesła. – A potem się o nich zapomina.” – „Asymetria” Bartosz Szczygielski.

Do Alicji Mort, aktualnie prywatnej detektywki, wraca temat Justyny Orczyk, która skazana została za zamordowanie własnej córki Moniki. I do niej, i do emerytowanego już śledczego Edwarda Górskiego wysłana została przesyłka zawierająca lalkę łudząco podobną do lalki, którą kiedyś znaleźli w pokoju dziewczynki. Prezenty różnił jednak między sobą pewien szczegół. Lalka Alicji miała otwarte oczy, a Edwarda zamknięte. To mogło oznaczać dwie rzeczy „ktoś ją obserwuje albo coś widziała”. 

W wielu domach tak właśnie wychowywało się kobiety – nawet za coś, co zrobiły dobrze otrzymywały karę. Tak po prostu i bez wyraźnego powodu. Warunkowanie sprawcze pozwalało wychować partnerki na nowo tak, jak życzył sobie tego oprawca. Wystarczyło odpowiednio zarządzać bodźcami” – „Asymetria” Bartosz Szczygielski.

Po odwzorowaniu powyższego cytatu w niniejszej blogowej publikacji uderzyła mnie ponownie jego siła. Bo trochę właśnie ten thriller o tym jest, o wychowywaniu sobie podległych kobiet w postaci córek, żon, partnerek czy w szczególnych przypadkach nawet matek. 

Wracając jednak do fabuły to przyznaję, że po tylu przeczytanych recenzjach z „ochami” i „achami” spodziewałam się prawdziwej bomby prozatorskiej. I mimo, że efektu „wow” nie było, otrzymałam dobrze napisaną powieść, z ciekawą kobiecą postacią pierwszoplanową i dwukrotnie odnalezionym ciałem zamordowanej dziewczynki. Szczygielski bardzo dobrze wykreował postać i Alicji, i Edwarda. Opisując cechy ich wspólnej współpracy przy pierwszej sprawie Orczyków uwypuklił różnice, nie tylko w wieku, ale również w doświadczeniu życiowym, zainteresowaniach i mocnych stronach. Podobało mi się jak z Alicji zrobił guru psychologiczne, którego potencjał sprawnie wykorzystał nieoficjalnie doświadczony podinspektor Edward Górski. 

Narracja prowadzona jest bardzo szybko. Dialogi spinają się z myślą przewodnią poszczególnej części. Autor zastosował retrospekcje wiernie oddając to, co zdarzyło się w roku 2004, i to zdarzyło się wiele lat później, gdy sprawa na nowo ujrzała światło dzienne. Narracja jest trzecioosobowa, choć wiele z niej dowiadujemy się o samej Alicji, jej mężu, meandrach jego i jej profesji, a także byłych kochankach i tego, co ją uwiera w teraźniejszości. Ta warstwa społeczna zawierała odpowiednią dozę informacji, która nie zdominowała kryminalnego wątku. 

Bartosz Szczygielski jest przedstawicielem grupy rodzimych autorów ciekawych thrillerów kryminalnych, których czytam z przyjemnością. Żadnej publikacji tego Autora nie skrytykowałam, po przeczytaniu ani jednej nie żałowałam spędzonego z nią czasu. To świadczy o stałym poziomie wytworów jego fantazji i wysoko rozwiniętych umiejętnościach pisarskich. Oprócz tego uwielbiam spotykać Pana Szczygielskiego na wszelkich targach czy spotkaniach autorskich. Można i czytać, i słuchać, i oglądać. Z każdej z tych czynności czerpię przyjemność. Miłej lektury!!! 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Memoria” David Lagercrantz

MEMORIA

  • Autor:  ADAVID LAGERCRANTZ
  • Cykl: REKKE & VARGAS (tom 2)
  • Wydawnictwo: WIELKA LITERA
  • Liczba stron: 376
  • Data premiery: 24.01.2024r. 
  • Data premiery światowej: 28.06.2023r. 

24 stycznia 2024r. premierę miała nowa powieść Davida Legercrantz’a od Wydawnictwa Wielka Litera pt. „Memoria”, która jest drugim tomem cyklu o Rekke & Vargas. Ja sięgnęłam po tę pozycję tylko dlatego, że ten szwedzki pisarz napisał kontynuację sagi „Millenium” przedwcześnie zmarłego Stiega Larssona, od której się zaczęła moja przygoda ze skandynawskimi kryminałami. 

Mieli akt zgonu i próbki DNA, a on na wła­sne oczy wi­dział jej ciało. Cla­ire Lid­man nie mo­gła spa­ce­ro­wać te­raz po ulicy w ele­ganc­kim czer­wo­nym płasz­czu”. – „Memoria” David Lagercrantz. 

Profesor psychologii Hans Rekke and policjantka z Husby Micaela Vargas ponownie łączą swoje siły w śledztwie w sprawie zmarłej Claire Lidman. Do pary śledczych zwraca się jej mąż, Samuel Lidman twierdzący, że dostrzegł zmarłą żonę na zdjęciu zrobionym przez znajomego w Wenecji. Profesor Rekke dostrzega nie tylko wysokie prawdopodobieństwo, że kobieta żyję. Dostrzega również możliwe grożące jej niebezpieczeństwo. Tylko tok śledztwa nie przebiega zgodnie z jego wyobrażeniami… 

W jakiejś opinii przeczytałam „Odrealniona. Przewidywalna. Mało klimatyczna”. Zgadzam się z tą opinią. Nie umiałam przez tę powieść przebrnąć. Utknęłam na sześćdziesiątej stronie myśląc, że właśnie skończę w tym momencie. Nie ukrywam, że niektóre strony kartkowałam. Męczyła mnie mnogość wątków i postaci. Rozbudowywane w dalszej części historie z przeszłości, które zresztą sam autor zapowiedział już w prologu pisząc „Ta hi­sto­ria za­częła się jed­nak o wiele wcze­śniej”. Sam główny bohater nie przemówił do mnie kompletnie. Przy okazji tej książki zmalała znacznie moja sympatia do szwedzkich kryminałów. 

Książka składa się z ponumerowanych rozdziałów. Narracja jest trzecioosobowa. Autor wprowadził mnie od początku w konsternację opisując w pierwszym rozdziale co robił Hans Rekke mając za­le­d­wie dwa­na­ście lat. Narracja prowadzona bardzo sztampowo, bez finezji i bez atencji poświęconej warstwie psychologicznej postaci. Tak jakby Lagercrantz na kolejne strony wrzucał kolejnych bohaterów i opisywał wszystkie pojawiające się pomysły. 

Praktycznie wciąż coś się dzieje. Elementy śledztwa nakładają się jedne na drugie. Czasem miałam wrażenie, że kolejne wnioski, kroki przeczą poprzednim. Jasnym światłem jest sposób prowadzenia dialogów, w których śledczy rozpytują, spekulują, wnioskują. Ten sposób prowadzenia narracji powodował, że czytając te dialogi miałam wrażenie jakbym sama w nich uczestniczyła, jakbym sama analizowała te wnioski.  Bez wątpienia to kryminał, w którym bez uważnego czytania można się pogubić. Postaci odkrywamy nie przez pryzmat opisu, przedstawienia przez autora kontekstu, a przez to jak widzą go inni bohaterowie. Denerwowało mnie w trakcie czytania też to, że postaci trochę się zlewają ze sobą i mimo, że autor ogromny nacisk położył na podejrzenia, domniemania i informacje, to trochę mi to przeszkadzało. 

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.

„Rodzinna karuzela. Terapia rodzin bez tajemnic” Augustus Y. Napier, Carl Whitaker

RODZINNA KARUZELA. TERAPIA RODZIN BEZ TAJEMNIC

  • Autorzy: AUGUSTUS Y. NAPIER, CARL WHITAKER
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery w tym wydaniu: 8.01.2024r. 
  • Data 1. wyd. pol.: 9.06.2006r. 
  • Rok pierwszego wydania: 1978r. 

Rodzinna karuzela. Terapia rodzin bez tajemnic” autorstwa Augustusa Y. Napiera i Carla Whitakera to kolejna pozycja od Wydawnictwa Znak Literanova z gatunku nauki psychologiczne, poradniki, psychoterapia. Ta para psychoterapeutów wydała po raz pierwszy książkę już w 2002. W książce tej znalazła się autentyczna historia rodziny Brice’ów. Publikacja była relacją ich terapii, sesji, w których David, Carolyn, Don, Claudia i Laura podążali w swoim tempie, nierówno, nie poradnikowo. W 2017 roku wydawnictwo pokusiło się o reedycję. Jak sam Napier w przedmowie wspomina „Opowiedziana historia jest zlepkiem doświadczeń terapeutycznych wielu rodzin i stanowi opis sfabularyzowany, ale wszystkie istotne wydarzenia naprawdę miały miejsce w terapii rodziny Brice’ów. Wydaje mi się, że w rezultacie powstał wierniejszy portret terapii rodzin niż moja wcześniejsza prezentacja „faktów”.” Ciekawiło mnie jak wyglądają sesje rodzinne. Na czym terapeuci się skupiają, jak prowadzą narrację, na co zwracają uwagę. Chciałam zajrzeć przez dziurkę od klucza i zobaczyć jak taka terapia wygląda od środka. Sięgnęłam więc po premierę z 8 stycznia br. Do czego i Was szczerze zachęcam. 

„Każdy członek rodziny jest ważny. (…) Odbyliśmy długą drogę jako terapeuci rodzinni, nim zaczęliśmy rozumieć to zjawisko – poczucie całości, system rodziny. Mogliśmy wyjaśnić Brice’om teorię na temat spotkań z całą rodziną, lecz w tym najważniejszym momencie nasilenia niepokoju jej sens by do nich nie dotarł.” -„Rodzinna karuzela. Terapia rodzin bez tajemnic” Augustus Y. Napier, Carl Whitaker

„Pacjent na terapii indywidualnej niemal automatycznie odczuwa wobec terapeuty szacunek, zakłada pewną zależność i uległość. Wzorzec przyjętych ról jest stary i utarty – zależne dziecko szuka wsparcia i rady u symbolicznej osoby rodzica. W terapii rodzinnej taki tradycyjny obraz nie istnieje, nie ma żadnego utartego wzorca, w którym wszyscy podporządkowują się przewodnictwu jednostki. Struktura rodziny jest po prostu zbyt potężna i istotna dla jej członków, aby z ufnością poddali się doświadczeniu, które grozi zmianą całej matrycy ich relacji”. -„Rodzinna karuzela. Terapia rodzin bez tajemnic” Augustus Y. Napier, Carl Whitaker

Mam nadzieję, że te dwa powyższe cycaty będą sygnałem dla Was, że książka napisana jest naprawdę bardzo prosty, zwięzłym językiem. To fabularyzowany poradnik, który opisuje trudy i specyfikę terapii rodzinnej. Książkę czyta się rewelacyjnie. Podzielona jest na dwadzieścia jeden zatytułowanych rozdziałów. Augustus Y. Napier bardzo się napracował przesłuchując i oglądając zapisy sesji rodzinnych na kasecie video od nowa, dzięki czemu powstała interesująca pozycja ukazująca terapię w bardzo przystępny sposób.  Przyznaję, że nie miałam żadnych oczekiwań w stosunku do tej publikacji. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Zainteresowały mnie mechanizmy, które występują w różnych rodzinach Zainteresowało mnie to jak ścierają się różne racje, jak kreowane są rozmaite postawy i jak – czasem bardziej lub mniej krwawo – toczy się międzypokoleniowa walka. Dlatego książka wydawała mi się interesująca. Pragnęłam dowiedzieć się jak pewne mechanizmy interpretuję terapeuci, jak reagują na pewne zachowania, jak je oceniają. I muszę przyznać, że się nie zawiodłam. 

Mimo, że od premiery światowej minęło już 46 lat (debiut w 1978r. !) przedstawione w książce spostrzeżenia, punkty widzenia nic nie straciły na swej aktualności. Przedstawione problemy rodzinne są aktualne. Zmieniają się tylko okoliczności, scenografia i kostiumy. Jedynym odstającym od aktualnych czasów zdaniem jest (prawie z samego końca) „Nie zapominajmy o telefonach. Są wprawdzie drogie, ale warto umówić się na wspólną rozmowę telefoniczną podczas sesji, aby nieobecni członkowie rodziny mogli w niej uczestniczyć”. Pamiętacie te czasy? 

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Znak Literanova, za co bardzo dziękuję.

„Kobieta, która widziała zombie. Kiedy zmysły stają się twoim wrogiem” Guy Leschziner

KOBIETA, KTÓRA WIDZIAŁA ZOMBIE. KIEDY ZMYSŁY STAJĄ SIĘ TWOIM WROGIEM

  • Autor: GUY LESCHZINER
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 432
  • Data premiery: 24.01.2024r. 
  • Data premiery światowej: 16.03.2023r.

Wydawnictwo Znak Literanova od jakiegoś czasu kojarzy mi się z ciekawymi poradnikami, książkami popularnonaukowymi, z którymi lubię się zapoznawać, by odpocząć od krwawych historii czy trzymających w napięciu thrillerów psychologicznych. Ostatnio, nie ukrywam wyjątkowo ciekawi mnie psychika ludzka potrafiąca namieszać nie tylko w nas samych, ale również w relacjach z bliskimi osobami lub generalnie z naszym otoczeniem O takim właśnie zjawisku jest książka doktora Guya Leschzinera złowieszczo zatytułowana „Kobieta, która widziała zombie. Kiedy zmysły stają się twoim wrogiem?” debiutująca w dniu 24.01.2024r. 

„Do czego zdolne są dzieci, które nie czują bólu?
Jak nie oszaleć, kiedy słyszy się nawet ruch gałek ocznych?
Dlaczego bliskie osoby nagle widzimy jako zombie?” – z opisu Wydawcy. 

Guy Leschziner to światowej sławy profesor neurologii i medycyny snu w Kolegium Królewskim w Londynie. Jest autorem trzech książek, ale żadna w tytule nie ma nic z kobiety widzącej zombie 😁 (oryginalny tytuł to: „The man who tasted words” źródło: simonandschuster.co.uk/books). Praktykując wiele lat w klinikach neurologicznych, poznał ludzi, których historie wydają się wprost niewiarygodne. I o nich właśnie jest ta książka. O tych, z których się śmieją. O tych, którym nie wierzą. I o tych, którzy nawet nieświadomie krzywdzą się fizycznie. I to książka nie o kosmitach jakby się mogło wydawać. Nie o postaciach fikcyjnych. To książka o takich samych ludziach jak my. To może być i książka o nas samych. 

„(…) zmysł węchu to jedna z głównych bram do naszych stanów emocjonalnych. Nawet niewielkie zmiany w tym, jak funkcjonuje nasze ciało, podczas choroby lub zdrowia, mogą wpłynąć na to, jak postrzegamy rzeczywistość. I to tego powodu jednych zapach róż będzie zabierał do romantycznego wspomnienia, a u innych wywoływał odrazę.” – „Kobieta, która widziała zombie. Kiedy zmysły stają się twoim wrogiem” Guy Leschziner

Lubię czytać książki tego gatunku, gdyż w sposób przyjemny często uczę się nowych słów. Nawet teraz jakiś czas już po przeczytaniu publikacji Guya Leschzinera wiem co to parosmia. Dla tych, co nie spotkali się z tym określeniem wyjaśniam, że to zaburzenie węchu polegające „(…)  na tym, że pacjent odczuwa różne zapachy zupełnie inaczej, niż pachną one w rzeczywistości – zamiast przyjemnego zapachu świeżego posiłku, osoba obarczona tym problemem może odczuwać np. swąd spalenizny czy woń zgnilizny” (cyt. za: poradnikzdrowie)Czytając książkę w wielu miejscach zastanawiałam się, co bym zrobiła, gdyby to moje zmysły mnie zawodziły. Widząc zombie czy różne potwory lub czując zapach zgniłego mięsa zamiast róż to nie to samo, co zapominanie albo twierdzenie, że coś miało miejsce, co w rzeczywistości nigdy się nie zdarzyło. Jeśli jednak jesteśmy bardzo przekonani do swojej racji może to osłabić naszą wiarę w zdrowe zmysły. A w przypadku pacjentów doktora Leschzinera sprawa wygląda jeszcze trudniej. Pod kątem różnorodności opisanych przypadków medycznych muszę stwierdzić, że książka była ciekawa. Nieciekawy był jednak język i sposób przedstawienia opisywanych historii. Jako laikowi wystarczyłoby ogólny zarys pacjenta, jego trudności czy sposobów jak radzi sobie z określoną dysfunkcją. Autor jednak jako medyk, poszedł o krok dalej. W wielu miejscach opisywał mechanizm działania oraz budowę samego mózgu, a także układu nerwowego. Używał przy tym medycznego języka, może nie bardzo skomplikowanego, jednak powodującego trudności w odbiorze. Zdecydowanie więc odebrała publikację jako książkę dla kogoś, kogo nie zniechęcają naukowe i medyczne terminologie. Ja chwilami miałam przesyt medyczną terminologią, tym bardziej że nie mam z nią do czynienia na co dzień. Bardziej oczekiwałam spojrzenia na samego pacjenta. Na jego osobę, na jego postać, na jego codzienność. Wzbogacona warstwa społeczna publikacji moim zdaniem przyczyniłaby się do zwiększenia przystępności publikacji. Nie uważam jednak, by czas spędzony z książką był zmarnowany. Ma ogromną wartość dydaktyczną. Mimo, że czas młodzieńczy mam już dawno za sobą o wielu chorobach wywołujących chaos w naszych zmysłach nie miałam pojęcia.  

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Znak Literanova, za co bardzo dziękuję.

„Pomoc domowa. Sekret” Freida McFadden

POMOC DOMOWA. SEKRET

  • Autorka: FREIDA McFADDEN
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Cykl: MILLIE CALLOWAY (tom 2)
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery: 24.01.2024r. 
  • Data premiery światowej: 20.02.2023r.

I „Zamknięte drzwi” Freidy McFadden (recenzja na klik), i pierwszy tom cyklu z Wilhelminą „Milli” Calloway pt. „Pomoc domowa” (recenzja na klik) od  Wydawnictwa Czwarta Strona tak bardzo mi się podobały, że oceniłam je subiektywnie 8/10. Każdą z osobna. Każdą z innego powodu. Sięgnięcie „Pomoc domowa. Sekret” debiutującą w dniu 24 stycznia 2024r wydawało się więc tylko kwestią czasu. To trzecia wydana w Polsce powieść tej autorki. Ciekawi mnie tylko czy kolejne będą równie udane 😁.

Dzisiejszej nocy zostanę zamordowana” – „Pomoc domowa. Sekret” Freida McFadden

Po nieudanej próbie znalezienia stałego zatrudnienia u Amber Degraw, Milli Calloway rozpoczyna pracę w domu Douglasa Garricka. Wszystko wydaje się w jej życiu nie tak. Nieudana praca. Nieudany związek z Brockiem Cunninghamem.  Znalezienie się w bogatym penthousie Garricków pozwala Milli poczuć stabilność. Poczuć pewność i świadomość, że wszystko może być tylko lepiej. Nawet jej nie przeszkadza, by na prośbę swego nowego pracodawcy nie odwiedzać w sypialni ciężko chorej Pani Domu.  Do czasu, gdy spokoju nie daje jej odgłos dobiegający z tego miejsca. Do czasu, gdy postrzeganie rzeczywistości nagle się zmienia. Po raz kolejny w jej życiu. Po raz kolejny… 

Freida McFadden nie obniża swego poziomu. Zafundowała czytelnikom kolejną książkę z zaskakującym zakończeniem. I tym razem frapuje czytającego od samego początku. Od prologu, który zapowiada coś, co rozpoczęło się wiele miesięcy wcześniej. Konstrukcja książki jest bardzo podobna do poprzedniej. Najpierw na czytelnika spada prolog, w którym autorka kreuje napięcie formułując opis, z którego nikt nie wynika, a którego rozwiązania czytelnik nie może się doczekać. Następnie w retrospekcji, w tym przypadku „Trzy miesiące wcześniej” McFadden zaczyna snuć fabułę, która prowadzi do zakończenia. Książka składa się z siedemdziesięciu czterech rozdziałów, które dzielą opowieść na cztery części. Epilog kończy niepokojąco narrację. 

Bardzo dobrym zabiegiem jest niełączenie drugiej części z pierwszą. Akcja powieści dzieje się po ok. 2-3 latach od pierwszych wydarzeniach, gdy Milli Calloway znalazła się w domu Niny Winchester.  Jej historia nie jest tu ani razu wspomniana wprost. Dzięki czemu odbiorca nie zna Wilhelminy tak naprawdę do momentu, gdy nie dotrze do rozstrzygnięcia. Dla mnie sięgającej po kontynuację mimo dobrej zabawy nie było fajerwerków tym razem. Intryga mniej trzymała w napięciu, choć książce nie można odmówić kilku świetnych plot twistów podnoszących ostateczną ocenę. 

Bardzo dobrze sprawdza się sposób narracji zaproponowany przez autorkę. Ta perspektywa pierwszoosobowa w świetle opowiadanej historii pozwala wczuć się w postać bohaterki. Pomaga lepiej ją zrozumieć, jak i zrozumieć kontekst, w którym żyje Millie w domu Garricków. To naprawdę dobra historia, która nie potrafi znudzić. Sięgnijcie koniecznie po tę historię, która nie powinna Was zawieźć😊. 

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.