„101 lekcji, które zmienią twój sposób myślenia” Brianna Wiest

101 LEKCJI, KTÓRE ZMIENIĄ TWÓJ SPOSÓB MYŚLENIA

  • Autorka: BRIANNA WIEST
  • Wydawnictwo: FILIA
  • Liczba stron: 598
  • Data premiery: 22.03.2023r. 
  • Data premiery światowej: 14.11.2016r. 

Niestety do poradnika „101 lekcji, które zmienią Twój sposób myślenia” autorstwa Brianny Wiest od Wydawnictwo FILIAzabierałam się dość długo. Mimo, że spodobała mi się spokojna, estetyczna okładka i spis treści, który zawiera wiele ważnych zagadnień dotyczących inteligencji emocjonalnej, relacji i ogólnie życia, to po pierwszych rozdziałach odłożyłam pozycję na półkę, by poczekała na lepszy czas. Czas ten oczywiście nadszedł wcześniej niż recenzja. Ale podobno mówią, lepiej późno niż później . 

Książka zawiera sto jeden lekcji, z których przynajmniej kilka zainteresuje każdego człowieka. We wstępie autorka oświadcza; „Uważam, że podstawą bycia człowiekiem jest poznawanie nowych sposobów myślenia. Dzięki temu uczymy się, jak kochać, dzielić się, współżyć ze sobą, tolerować się nawzajem, dawać, tworzyć i tak dalej. Jestem zdania, że naszym pierwszym i najważniejszym obowiązkiem jest urzeczywistnianie potencjału, z którym się urodziliśmy – zarówno dla siebie, jak i dla świata.” I ja się z nią zgadzam. 

Lekcje zawarte w poradniku dotyczą różnych sfer. Jak wspomniałam we wprowadzeniu jest ich 101. Odnoszą się do różnych sfer życia, zahaczają o kompletnie odmienne aspekty w byciu człowiekiem. Zaciekawiają niejednorodną tematyką. Przykładowo znajdziecie w publikacji lekcję zatytułowaną: „Podświadome zachowania powstrzymujące cię przed prowadzeniem życia, jakiego chcesz”, czy „Psychologia codziennej rutyny”. Dla mnie bardzo ciekawą okazała się lekcja zatytułowana „10 rzeczy, których nie robią ludzie obdarzeni inteligencją emocjonalną”, gdyż tematem inteligencji emocjonalnej interesuję się dość długo. Rozdział ten zawiera „(…) nawyki ludzi, którzy mają świadomość tego, co czują. Wiedzą, jak wyrażać, przetwarzać, rozkładać na czynniki pierwsze i zmieniać swoje doświadczenia, ponieważ to oni sami są swoim centrum kontroli. To oni są prawdziwymi liderami, prowadzą najpełniejsze i najbardziej autentyczne życie, i to właśnie od nich powinniśmy czerpać inspirację.” Nawyki te autorka ujęła w konkretne zachowania. W książce przeczytamy o tym, co dzieje się lub co powinno się dziać, gdy ktoś odchodzi (np. w rozdziale „Jak ludzie, których kiedyś kochaliśmy, stają się dla nas obcy”). Bardzo głęboki temat związany z relacyjnością, z utratą lub budowaniem związków. 

„Wszyscy zaczynamy jako nieznajomi, ale zapominamy, że rzadko kiedy mamy wpływ na to, kto jako nieznajomy skończy”. – „101 lekcji, które zmienią twój sposób myślenia” Brianna Wiest. 

Ze zdziwieniem przeczytałam, że „(…) Maniery są oznaką inteligencji społeczno-kulturalnej”  w lekcji zatytułowanej „16 oznak charakteryzujących osobę inteligentną społecznie”, a w rozdziale dwudziestym pierwszym skupiłam się na „102 sposobach na to, jak sprawić, aby irracjonalne myśli nie zrujnowały ci życia”. 

Przykładów interesujących fragmentów książki mogłabym mnożyć w nieskończoność. Dość lekko, powierzchownie traktuje ona różne aspekty naszego życia. Ale dzięki temu jest bardzo przystępna i czyta się ją szybko. Nie nudzi. Nie nuży naukowymi sformułowaniami, treściami, długimi monologami. Oprawiona jest w krótkie lekcje. Jej usystematyzowanie skłoniło mnie, by przeczytać ją całą, mimo, że po kilku lekcjach, już wiedziałam czego się spodziewać. Bardzo dobrze czyta się ją nie ciągiem, z przerwami. Ja tak zrobiłam. Do lekcji wracałam raz lub maksymalnie dwa razy w tygodniu traktując je jako krótkie opowiadania, historie, jako odrębne części. Dzięki temu bardziej efektywnie mogłam przyswoić treści, które chciała nam przekazać autorka. Dzięki temu lepiej umiałam się skupić i prościej zapamiętać. 

101 lekcji, które zmienią Twój sposób myślenia” autorstwa Brianny Wiest nie jest książką naukową. Jest raczej luźną dyskusją na różne tematy, które związane są z funkcjonowaniem w grupie, w społeczeństwie, w związku, ze zrozumieniem siebie i innych oraz poradzeniem sobie z własnymi traumami, emocjami, fobiami. Publikacja jest ciekawym zbiorem myśli i opinii na różny temat. Rozszerza nasze horyzonty i zmusza do myślenia. 

Książka zdecydowanie dla ciekawskich świata i siebie samych. Polecam!!! 

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała we współpracy z  WYDAWNICTWEM FILIA.

„Fakty i mity genetyki nowotworów” Paula Dobosz

FAKTY I MITY GENETYKI NOWOTWORÓW

  • Autorka: PAULA DOBOSZ
  • Wydawnictwo: FILIA
  • Seria: FILIA NA FAKTACH
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 22.03.2023r. 

Wydawnictwo FILIA publikuje książki wymagające, książki nietypowe, mające cel edukacyjny. Takie miałam spostrzeżenia, gdy recenzowałam książkę popularnonaukową pt. „Przypadkowe odkrycia medyczne” Roberta W. Wintersa (recenzja na klik). Z zaciekawieniem przyjęłam więc propozycję zapoznania się z lekturą pt. „Fakty i mity genetyki nowotworów” dr Pauli Dobosz, która została wydana w ramach serii „Filia na faktach”. 

Jak wynika z opisu Wydawcy „Dr Paula Dobosz specjalizuje się w genetyce i genomice nowotworów, bada w szczególności aspekty związane z immunoonkologią i diagnostyką całogenomową. Absolwentka m.in. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Cambridge University. Autorka bloga Fakty i Mity Genetyki.” Ta specjalistka zaprasza czytelnika, będącego całkowitym agnostykiem w tym temacie w podróż w świat onkologii z perspektywy prawdy i fałszu. 

Książka jest bardzo mądra. Autorka wykonała fantastyczną pracę dostosowując przekaz do przeciętnego czytelnika, do grupy której ja też należę. Publikacja nie jest wolna od zagadnień lekarskich, naukowych pojęć. Ich ilość została jednak zaaplikowana w dawce nie utrudniającej czytanie i zrozumienie tekstu. W książce zaprezentowane zostały zagadnienia związane z przyczynami, leczeniem, metodami wykrywania nowotworów. Książka pełna jest nowinek medycznych i edukacji na temat profilaktyki, obserwowania u siebie pierwszych objawów. 

Ze względu na statystyki zachorowań jest to książka dla mnie trudna. Stykając się z powszechną służbą zdrowia borykając się terminami badań, nawet na tzw. „cito” za pół roku z NFZ część związaną z wagą profilaktyki odebrałam z silnymi negatywnymi uczuciami. Wagi profilaktyki nikt nie kwestionuje, natomiast wykonanie jest wręcz w polskiej publicznej służbie zdrowia nierealne i obarczone dużym ryzykiem niepowodzenia.  Stąd akurat w tym zakresie książka dla mnie była trochę irytująca. 

Pomijając bolączki publicznego pacjenta warto zerknąć na tę publikację, o ile chcemy zgłębić wiedzę z tego zakresu. Książka ma charakter popularnonaukowy, edukacyjny, zachęca do pogłębiania tematu i zaznajomienia się z problemami nowotworów. 

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki  WYDAWNICTWU FILIA.

„Kobiety od A do Z czyli o tym, co ważne dla kobiecej tożsamości, o emocjach, postawach i życiowych wyborach” Katarzyna Miller, Dariusz Janiszewski

KOBIETY OD A DO Z CZYLI O TYM, CO WAŻNE DLA KOBIECEJ TOŻSAMOŚCI, O EMOCJACH, POSTAWACH I ŻYCIOWYCH WYBORACH

  • Autorzy: KATARZYNA MILLER, DARIUSZ  JANISZEWSKI
  • Wydawnictwo: ZWIERCIADŁO
  • Liczba stron: 256
  • Data premiery: 8.03.2023r.

Pisząc i publikując recenzję „Daj się pokochać dziewczyno. Poznaj sekret udanych relacji” Joanny Olekszyk i Katarzyny Miller (recenzja na klik) uświadomiłam sobie, że nie podzieliłam się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat publikacji „Kobiety od A do Z czyli o tym, co ważne dla kobiecej tożsamości, o emocjach, postawach i życiowych wyborach”, która również premierę miała w tegoroczny Dzień Kobiet. Książka autorstwa Katarzyny Miller i Dariusza Janiszewskiego ujrzała światło dzienne dzięki wydawnictwu Zwierciadło i w lekki oraz przystępny sposób porusza sprawy istotne dla współczesnych kobiet.

Katarzyna Miller, znana i lubiana psychoterapeutka rozmawia z Dariuszem Janiszewskim. W trakcie rozmowy korzystają z alfabetycznych drogowskazów. Jak w tytule podejmują tematy od „A do Z” od Autonomii do Zmian. 

To zbiór felietonów w kolejności alfabetycznej prezentujących różne tematy związane z kobiecością. Autorka zwraca uwagę na rolę kobiet, na ich siłę. Zachęca do działania, do czynnego udziału w społeczeństwie, w życiu zawodowym wespół z życiem rodzinnym. Wskazuje, że wiele oczekiwań, które mamy względem siebie wynika ze sposobu wychowania, z powielanych stereotypów. Wskazuje nam, ze możemy wyzwolić się z tego myślenia, wyjść poza te schematy i wpojone nam często w dzieciństwie ramy. 

Bardzo dobra część związana jest seksualnością. Katarzyna Miller zwraca uwagę na trzy wartości: szczerość, szacunek i edukacja, które powinny łączyć się ze strefą seksualną kobiet. Zachęca nas do tego, byśmy były otwarte, szanowały siebie i nie zamykały się na własne potrzeby oraz oczekiwania. W częściach takich jak: „Romans”, „Kochanka” oraz „Uwodzenie” w sposób wręcz feministyczny uczy nas zrozumienia, że potrzeby mężczyzn nie powinny być naszym priorytetem. Zawoalowanie, bardzo profesjonalnie sygnalizuje nam, że priorytetem w relacji z drugim człowiekiem dla nas, powinniśmy być my same. Tylko w ten sposób nasze życie seksualne może być udane. 

Ciekawe podejście do tematu. Alfabet nie przeszkodził wręcz pomógł podjąć ważne tematy. Oczywiście nie jest to zbiór uniwersalnych zasad ani treści. Każda z nas, każdy z nas ma swój własny sposób na życie. Każdy z czytelników ma swoje własne priorytety. Nie każdy wybierze karierę, nie każdy wybierze poświęcenie się dzieciom. Ważne, byśmy w tym co robili znaleźli spokój i rozumieli mechanizmy, którymi się kierujemy, by u schyłku naszego życia nie stwierdzić, że żyliśmy dla kogoś, dla świata, a nie dla siebie. 

Przyjemna lektura. Zachęcam do zapoznania się!!! 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ZWIERCIADŁO.

„Jak dziewczyna. Inspirujące historie kobiet o tym, jak nie zgubić siebie, kiedy świat wie lepiej” Anna Tatarska 

JAK DZIEWCZYNA. INSPIRUJĄCE HISTORIE KOBIET O TYM, JAK NIE ZGUBIĆ SIEBIE, KIEDY ŚWIAT WIE LEPIEJ

  • Autorka: ANNA TATARSKA 
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 08.03.2023r. 

Jak dziewczyna. Inspirujące historie kobiet, które żyją po swojemu” Anny Tatarskiej od Wydawnictwo Znak to zapis rozmowy z kobietami o życiu, o kobiecości, o tym jak odnaleźć swoje miejsce w życiu, jak pozostać wierną sobie wbrew stereotypom i oczekiwaniom, które narzuca nam świat.

To zapis rozmów z ciekawymi kobietami. Autorka na warsztat wzięła opinie takich kobiet jak; Janina Bąk, Sylwia Chutnik, Maja Heban, Martyna Kaczmarek, Magdalena Mołek, Helena Norowicz, Maja Ostaszewska, Agnieszka Smoczyńska, Danuta Stenka, Katarzyna Wolińska, Aleksandra Petrus. Kobiety bardziej lub mniej znane, lub w ogóle nieznane. Kobiety w różnym wieku, posiadające różne doświadczenia, hobby, zainteresowania, zawody. Kobiety bardziej lub mniej interesujące dla świata. Kobiety, przez duże „K”. 

Świetna lektura. Ciekawe podejście do tematu. Interesujący pomysł na publikację. 

Tak określiłabym książkę autorstwa Anny Tatarskiej pt. „Jak dziewczyna. Inspirujące historie kobiet, które żyją po swojemu„, które mnie mile zaskoczyła. W trakcie czytania czułam się, jakbym była na ciekawym kobiecym, psiapsiółowym spotkaniu, na którym zdecydowałyśmy poruszyć się tematy związane z naszą kobiecością, z tym jak ją postrzegamy. Zagadnienia, które zostały podjęte w tej publikacji nie są mi obce. Niczego nowego się nie nauczyłam, niczego się nie dowiedziałam. Prawdą jest jednak, że stosunek do stereotypów, do tego czego się od nas oczekuje w polskim społeczeństwie uważam na tyle ważne, że warto o tym rozmawiać, nawet nie z najbliższymi, warto o tym czytać. 

Dzień kobiet już był dawno temu. Pamiętajcie jednak, że nie tylko w tym dniu warto podejmować tematy, które są związane z nami – kobietami, z naszym postrzeganiem. 

Tak naprawdę to dobry czas, by przypomnieć książkę Anny Tatarskiej pt. „Jak dziewczyna. Inspirujące historie kobiet, które żyją po swojemu„. Możliwe, że jakaś kobieta, starsza lub młodsza znajdzie ją pod choinkę lub na parapecie, przyniesioną przez Mikołaja w dniu 6 grudnia. Nie będzie to prezent zmarnowany. 

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Znak.

„Pony” R. J. Palacio

PONY

  • Autorka:  R. J. PALACIO
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery : 23.02.2023r. 
  • Data premiery światowej: 28.09.2021r. 

Kompletnie nie wiem, co mnie tknie, że pokuszę się o książkę z gatunku literatury młodzieżowej. Przedstawicielem młodzieży nie jestem już parę lat….no dobrze, kilkadziesiąt lat. Tematyka też nie zawsze mi pasuje. A się potrafię skusić jakby nigdy nic. Tak było właśnie z książką autorstwa R.J. Palacio, autorki bestsellerowego „Cudownego chłopaka„. „Pony” od Wydawnictwo Albatros to połączenie westernu z powieścią grozy. Lubicie? 

Dwunastoletniego Silasa budzi w nocy niespodziewane pojawienie się trzech jeźdźców, którzy zabierają ze sobą jego ojca. Przerażony chłopiec jest zdany na siebie i towarzystwo Mittenwalda, który jest… zjawą. Ale kiedy pod drzwiami pojawia się konik, Silas wie, co musi zrobić. Wyrusza w niebezpieczną podróż, by stawić czoło lękom, odnaleźć ojca, połączyć przeszłość z przyszłością i znaleźć swoje miejsce w świecie” – opis Wydawcy.

Co za książka!!! Pełna niespodzianek. Ale od początku. 

Zachwyciły mnie zdjęcia, które znalazły się w publikacji. Są to stare fotografie z nieznanymi postaciami z prywatnych zbiorów autorki. I tym sposobem dowiedziałam się, że R. J. Palacio interesuje się fotografią. Spodobała mi się również okładka z grafiką koni. Jest to naprawdę piękne wydanie, idealne na prezent świąteczny dla młodego czytelnika. 

Oniemiałam czytając fabułę. Mimo fantastyki, mimo bohaterów z pogranicza oniryzmu pochłonęła mnie historia młodego chłopaka, który wyrusza konno w poszukiwaniu uprowadzonego ojca. Opowieść drogi liczna była w silne emocje, które mi towarzyszyły podczas pisania. Wręcz czułam tęsknotę, lęk, strach. Silne uczucia towarzyszyły mi praktycznie do samego końca, mimo, że nie jest to gatunek mi bliski i bynajmniej nie przeznaczony dla czytelnika w moim wieku.  To wszystko chyba dzięki narracji pierwszoosobowej, wydarzeniom relacjonowanym i uczuciom z perspektywy głównego, młodego bohatera. Ta osobista relacja wzmogła zapewne odbiór publikacji, który oceniam jako pełen emocji. Język jest prosty, jasny, idealny dla młodego czytelnika.  Książka spodobała mi się i jestem pewna, że spodoba się młodemu czytelnikowi, który jest pełen empatii i zaciekawienia względem otaczającego go świata, również świata emocji. 

Autorka ma dar do wywoływania w czytelniku silnych emocji i refleksji. Mi też takie się kołatały w sercu w wielu obszarach, w wielu wymiarach. Ciekawa książka w pięknym wydaniu, do przeczytania której serdecznie zachęcam. 

Moja ocena: 7/10

Książkę podarowało mi   Wydawnictwo Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Twój umysł to potęga. 5 praktyk na przezwyciężenie lęku i depresji” Gregory Scott Brown

TWÓJ UMYSŁ TO POTĘGA. 5 PRAKTYK NA PRZEZWYCIĘŻENIE LĘKU I DEPRESJI

  • Autor: GREGORY SCOTT BROWN
  • Wydawnictwo: FILIA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 8.02.2023r. 

Twój umysł to potęga. 5 praktyk na przezwyciężenie lęku i depresji” autorstwa Gregory Scott Browna od Wydawnictwo FILIA to kolejna pozycja poradnikowa, po przeczytaniu której chciałabym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami. Przyznajcie się proszę. Kto z Was lubi czytać poradniki? Ja czytać to w zależności od nastroju i potrzeby. „Twój umysł to potęga. 5 praktyk na przezwyciężenie lęku i depresji” przesłuchałam.

Praktykujący psychiatra Gregory Scott Brown prowadzi czytelnika przez meandry naszej ludzkiej psychiki. W swej książce dowodzi, że największą rolę w naszym życiu odgrywa nasz mózg, nasza psychika. Specjalista w swej publikacji odnosi się do zbawiennego wpływu psychiki na nasze zdrowie, na nasze życie. Pokazuje jak ważne jest, by życie psychiczne wpływało pozytywnie na nasze samopoczucie, na osiągane cele i realizowane plany. Gregory Scott Brown pokłada wszelką nadzieję w psychice udowadniając, że wiele od niej zależy. Że zależy od niej wszystko. 

Jak już wspomniałam książkę przesłuchałam jako audiobook. Wstęp przydługi. Rozciągał się niemiłosiernie. Spodobała mi się część o pięciu filarach tak zwanego self care (oddechu, snu, duchowości, odżywiania i ruchu), w której autor odniósł się do siły drzemiącej w nas samych, w naszym myśleniu. W tej części starał się zwracać uwagę czytelnika na istniejące w nim pokłady potęgi. W poradnik wplecione zostały– jak to często się zdarza w książkach tego typu – osobiste przykłady z życia autora oraz jego pacjentów. 

Lubię sięgać po pozycje o tematyce samorozwoju, szczególnie kiedy pisane są prostym językiem. W przypadku tej publikacji niestety naukowość i wykształcenie lekarza psychiatry uniemożliwiło mi prosty odbiór i jasny przekaz. W wielu miejscach autor pokusił się o naukowe podejście, iście akademickie. Były to momenty, w których trudno było mi się skupić. 

Książka może być potraktowana, odebrana jako mini kompendium wiedzy jak postępować, jak wspierać się we własnym samorozwoju. Na co zwracać uwagę, z czego czerpać moce. Może stanowić cenny zbiór praktyki i ćwiczeń, które przybliżają nas, czytelników do terapeutycznych działań pozwalające przezwyciężać trudne chwile w życiu. 

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia.

„Lighter. Uwolnij się od przeszłości, zbliż do teraźniejszości, otwórz na przyszłość” Yung Pueblo

LIGHTER. UWOLNIJ SIĘ OD PRZESZŁOŚCI, ZBLIŻ DO TERAŹNIEJSZOŚCI, OTWÓRZ NA PRZYSZŁOŚĆ

  • Autor: YUNG PUEBLO
  • Wydawnictwo: FILIA
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 14.06.2023r. 

Książka „Lighter. Uwolnij się od przeszłości, zbliż do teraźniejszości, otwórz na przyszłość” Yung Pueblo od Wydawnictwo FILIAzaciekawiła mnie swoim opisem, z którego wynika, że „Yung Pueblo odkrył swoją drogę do uzdrowienia po tym, jak sięgnął dna przez uzależnienie od narkotyków i życie nastawione jedynie na przyjemności. W swojej książce opowiada o uzdrawiającej podróży i sile aktywnej pracy nad sobą.” – opis Wydawcy.

Czym jest ten „Lighter” ?

Niczym innym jak psychologią zmiany. Podejściem do życia opartym na poprzednich, własnych doświadczeniach, z których – jak dowodzi Yung Pueblo – powinniśmy czerpać, by zmienić swoje życie. Odgruzować je, nie tylko z wszystkich niepotrzebnych rzeczy, lecz przede wszystkich z przeszłości, która nie pozwala nam się rozwijać, nie pozwala nam wyeliminować tego, co nam w życiu przeszkadza i co nie przynosi nam żadnych korzyści. Naszych przyzwyczajeń. Myślenia, że tak chcę, że tak powinnam, że tak należy. Że przecież tak do tej pory, że nie może być inaczej, bo taka jestem. 

Czytając naszła mnie refleksja, że taka jak byłam mieszkając w mym domu rodzinnym, to nie jestem już dawno. Że nie powinnam się trzymać tego co znajome, tego co było w moim życiu do tej pory, bo możliwe, że odrzucając pewne automatyzmy i zmieniając swój sposób postępowania mogę zyskać znacznie więcej. Szerszą perspektywę. Zmianę spojrzenia i zmianę myślenia, a to jest naprawdę bardzo wiele. 

Z poradnikami motywacyjnymi jest tak, że ciekawie się je czyta, tym bardziej jeśli są oparte na osobistych doświadczeniach autora, lecz życia nie uczą. Same w sobie nie są żadną instrukcją, żadnym przewodnikiem. „Lighter. Uwolnij się od przeszłości, zbliż do teraźniejszości, otwórz na przyszłość” niczym się w tym zakresie nie różni. Jest tylko kolejną pozycją wspierającą, którą warto przeczytać, by poszerzyć swoje horyzonty i spróbować zmienić nasze, skonstniałe myślenie. 

Zaletą książki jest to, że Yung Pueblo jednoznacznie wskazuje, że każdy z nas musi znaleźć swoją własną drogę i przejść swoją własną ścieżkę.  Pueblo nie oszukuje, nie obiecuje, że jego przeżycia i sposób, w jaki sobie z nimi poradził są uniwersalne, dobre dla każdego. Ten punkt widzenia jest zgodny z moimi własnymi opiniami na temat książek tego gatunku i dlatego poradnik ten nabiera prawdziwości. Książka zdecydowanie dla fanów medytacji i jej zbawiennej roli w codziennym życiu. Ja nie medytuję, więc przydługie opisy tego procesu mnie raczej nużyły nie pozwalając się pochłonąć lekturze w całości. 

Zawiódł mnie bardzo ostatni rozdział, w którym autor – jakby na dokładkę, by zapełnić liczbę stron – zawarł swoje dywagacje na temat spraw globalnych. Niby optymalna ilość stron to trzysta. Możliwe, że rozdział ten powstał – nie umniejszając zainteresowaniom Yung Puebla – po to właśnie, by zapełnić tę liczbę wymaganych przez pierwotne wydawnictwo stron. Mnie kompletnie ten rozdział nie przekonał. Uważam go za całkowicie zbędny, mało realny, przejaskrawiony

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia.

„Pomoc domowa” Freida McFadden

POMOC DOMOWA

  • Autorka: FREIDA McFADDEN
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Cykl: MILLIE CALLOWAY (tom 1)
  • Liczba stron: 432
  • Data premiery: 27.09.2023r. 
  • Data premiery światowej: 26.04.2022r

Debiutancka powieść „Zamknięte drzwi” Freidy McFadden bardzo mi się podobała. Tak bardzo, że moja subiektywna opinia wyniosła 8/10 (recenzja na klik). Bardzo ucieszyłam się na premierę z 27 września br. pt. „Pomoc domowa„, którą zaproponowało mi Wydawnictwo Czwarta Strona. Sięgnięcie do książki trochę mi jednak zajęło. I uwierzcie mi….żałuję, że przeczytałam ją tak późno. 

Po dziesięcioletnim pobycie w więzieniu młoda Wilhelmina „Milli” Calloway uporczywie szuka pracy. Poprzedni pracodawca przekroczył granicę jej nietykalności. Od miesiąca mieszka w samochodzie. I mimo pewnych obaw związanych ze swoim przyszłym miejscem pobytu, przyjmuje posadę pomocy domowej w bogatym domu Niny i Andrew Winchester’ów. Od początku współpraca z panią domu niesie ze sobą wiele wyzwań. Nina wydaje się niestabilna psychicznie. Do tego, ich córka Cecelia daje się również we znaki. Mała dziewczynka nie jest przychylna nowej opiekunce, do tego gardzi przygotowanymi przez nią posiłkami i nie pozwala się do siebie zbliżyć. Czy Millie utrzyma tę pracę dłużej? 

(…) Było w tamtym pokoju coś przerażającego, ale jeśli jakimś cudem uda mi się dostać tę pracę, przywyknę do tego. Z łatwością.” – „Pomoc domowa” Freida McFadden.

Już sam opis pokoju na poddaszu z początku książki mnie zafrapował. Tak mocno wciągnął mnie w swoją tajemniczość, że wszystkimi siłami postanowiłam skończyć książkę w jeden wieczór, by dowiedzieć się, jaką tak naprawdę historię skrywał. Książka Freidy McFadden okazała się dobry thrillerem psychologicznym, z ciekawym, nietuzinkowym zakończeniem. I tylko końcowy udział włoskiego ogrodnika trochę mnie zawiódł… ale tylko trochę. 

Wracając do „Pomocy domowej” to niezwykle ciekawa jestem jej kolejnych tomów. Recenzowana przeze mnie powieść jest bowiem pierwszym tomem cyklu. Kolejne dwie już zostały wydane przez zagranicznego wydawcę. Liczę, że i Czwarta Strona wyda je czym prędzej u nas. Ciekawi mnie z jakimi problemami, z jakimi domownikami będzie się stykać Millie Calloway w kolejnych częściach. Ciekawi mnie z jakimi paniami domów i panami domów będą musiały się zmierzyć. Bez dwóch zdań przeczytam kolejne części serii, bo „Pomoc domowa” okazała się bardzo dobrym jej początkiem. 

Powieść czyta się niezwykle szybko. Autorka bardzo dobrze wykreowała napięcie, umiejętnie prowadziła narrację zaciekawiając mnie praktycznie od początku do końca. Książka podzielona jest na trzy części, łącznie zawarto w niej sześćdziesiąt jeden rozdziałów. Zaczyna się dość mocno. W prologu czytelnik dowiaduje się o martwym ciele w pokoju na poddaszu i tylko dzięki kolejnym elementom układanki poznaje, co tak naprawdę doprowadziło do tej interesującej śmierci. Jak już wspomniałam o prologu to wspomnę też o epilogu, który mnie zaskoczył równie mocno jak początek. Epilog, w mojej opinii, jest obietnicą czegoś naprawdę dobrego w kolejnym tomie, o ile Freida McFadden podążyła faktycznie w tę stronę. Narracja prowadzona jest z perspektywy Millie i z perspektywy Niny. I ta opowieść słowami Niny była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Po głębszej analizie uznałam, że faktycznie fabuła ma sens, spina się. Nie był więc to zabieg autorki powodujący większe zaciekawienie, a przemyślany projekt literacki, który wyszedł bardzo zgrabnie. 

Losy dwóch kobiet, bardzo różnych, których połączyło coś wspólnego. Połączyła wspólna historia. 

To książka o fasadach, o kłamstwach. To książka o relacjach rodzinnych, które są zbudowane na strachu, które były od młodych lat bohaterów zbudowane na strachu i dzięki temu tak długo przetrwały. To książka o 100 włosach z cebulkami (majstersztyk!) i czterech zębach, a także trzech małych butelkach wody zamkniętych w małej lodóweczce. To naprawdę bardzo dobra historia. Napisana z uczuciem, w wysublimowany sposób ukazująca cierpienie kobiet, które z zewnątrz wydają się być zwyciężczyniami nie mającymi prawa na nic narzekać.

Serdecznie zachęcam Was do tej lektury. Nie pożałujecie !!! 

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA. 

„Morderstwo w zimowy dzień” MERRYN ALLINGHAM

MORDERSTWO W ZIMOWY DZIEŃ

  • Autorka: MERRYN ALLINGHAM
  • Wydawnictwo: MANDO
  • Cykl: FLORA STEELE (tom 2)
  • Liczba stron: 328
  • Data premiery: 8.11.2023r. 
  • Data premiery światowej: 10.11.2021r. 

8 listopada br. premierę miał drugi tom serii o  Florze Steele pt.  „Morderstwo w zimowy dzień” Merryn Allingham od Wydawnictwo MANDO. Poprzedni tom „Morderstwo w księgarni” przeczytałam i subiektywnie oceniłam bez większego szału. Urzekły mnie lata pięćdziesiąte w sennym, małym angielskim miasteczku, ale bohaterowie mnie nie zachwycili. 

Abbeymead, w hrabstwie Sussex już po raz drugi przeżywa koszmar. Znowu ginie w nieznanych okolicznościach mieszkanka tego małego miasteczka, młody Polly Dakers, która od niedawna zamieszkuje Brighton pod kuratelą bogatego, starszego pana zafascynowanego młodymi kobietami. Szukająca i pragnąca sławy w zawodzie modelka zostaje odnaleziona przez spacerującym przy molo  Florę Steele, Joylona Adolphusa Carringtona i dwunastoletniego Charliego Teague’a, którzy akurat przebywali na jednodniowej wycieczce. Śledztwo prowadzi Alan Ridley, a jego tropy rozgałęziają się praktycznie w kierunku wszystkich, którzy przebywali wokół Polly w ostatnimi czasy; jego kochanka, przyjaciela jej kuzynki, eleganckiej Evelyn, czy Franka Fostera, jej wielbiciela o nieznanej reputacji. 

I znowu prowadząca miejscową, klimatyczną księgarnię Flora interesuje się śledztwem dotyczącym mieszkańców jej miasteczka. Pomaga jej oczywiście w tym pisarz Carrington, zwanym Jackiem od inicjałów imienia i nazwiska J.A.C.  Śledztwo niestety dłuży się niemiłosiernie, jak dłużyło mi się czytanie o nim. Sama zagadka kryminalna jest bez wątpienia bardziej wyszukana niż ta z pierwszej części. Związana jest z burzliwym, krótkim życiem młodej ofiary, jej wielbicieli, czy najbliższych. Wątki śledztwa kierują parę amatorów w stronę zazdrości, niespełnionej miłości, więzi rodzinnych, czy uczucia porzucenia i tęsknoty. Dzięki tej narracji miałam wrażenie, że trzeba szukać winnych wśród bliskich, wśród otoczenia zmarłej. W tym przedmiocie bawiłam się dobrze, podejrzewając co rusz, kogoś nowego, kogo autorka postanowiła umieścić w fabule. 

Z ciekawością przeczytałam w powieści o moim ulubionym, stosowanym od lat w kolorze Translucent pudrze prasowanym. Okazuje się, że i jedna z bohaterek poprawiła makijaż przy użyciu produktu Max Factor (od nazwiska pochodzącego z Polski, Maxymiliana Faktorowicza) pudru zamkniętego w kasetce o nazwie Creme Puff. I nie uwierzycie. Szukając źródła i chcąc złapać autorkę na nieścisłości, dowiedziałam się, że produkt ten produkuje marka od 1953 roku i był to pierwszy produkt w stylu „wszystko w jednym” stanowiącym połączenie kremowej bazy i pudru sypkiego. Okazało się więc, że i autorka odrobiła lekcję umiejscawiając w powieści produkt, którzy rzeczywiście był dostępny w ówczesnych czasach. 

Kryminał nawiązuje do klasyki w tym gatunku. Mało w nim akcji, mało napięcia. Jak już wspomniałam uprzednio, śledztwo i to amatorskie, i to policyjne dłuży się. Dni opisywane kolejno przez autorkę chwilami wydawały mi się urwane, jakby nie dokończone. Trudno mi było również umiejscowić akcję w konkretnym czasie. Miałam nieodparte wrażenie, że i Jacka, i Florę śledztwo mało pociąga, bo mimo wypowiadanych kwestii, nawet Flora nie za bardzo nadawała tempo akcji. Kolejne kroki planowała w znacznym odstępie od pozostałych. 

Książkę można przeczytać, jak najbardziej, by spędzić miło czas w wieczorny śnieżny dzień. Od razu jednak przyznaję, że niekoniecznie trzeba.  

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Mando.

„Śląski Kopciuszek” Gabriela Anna Kańtor

ŚLĄSKI KOPCIUSZEK

  • Autorka: GABRIELA ANNA KAŃTOR  
  • Wydawnictwo:  WYDAWNICTWO MG
  • Liczba stron: 176
  • Data premiery: 01.07.2020r. 

Uwielbiam takie niespodzianki!!!  Moja przyjaciółka trafiła na spotkanie autorskie Pani @Gabriela Kańtor, która z entuzjazmem opowiadała o swoich publikacjach. Historie, które w nich przedstawia są naprawdę fascynujące (chociażby „Bachantka na panterze”, która mnie zaciekawiła i tylko chyba przez jakieś zaćmienie umysłu przyjaciółka jej też mi nie sprezentowała). Spotkanie podobno było bardzo udane. Prowadziła je niezwykle urocza Pani Ewa – nauczycielka z miejscowej Szkoły Muzycznej, a Pani Gabriela zachwycała swoją wiedzą, erudycją, umiejętnością zaciekawiania potencjalnego czytelnika. Ogromnie się ucieszyłam, gdy otrzymałam w prezencie mój własny egzemplarz „Śląskiego Kopciuszka”. I to nie byle jaki, tylko z dedykacją!!! Jest to pierwsza część dwutomowego cyklu o Joannie Gryzik, która prawie dwieście lat temu znalazła się w domu śląskiego przedsiębiorcy Carla Godulli posiadającego w dniu śmierci 19 kopalń galmanu, 40 kopalń węgla kamiennego, 3 huty cynku, 28 kuksów (czyli udziałów) w hucie „Karol”, do tego był władcą takich ziem jak: Orzegów, Szombierki, Bujaków, Bobrek, Paniowy (ps. od którego nawet jedna dzielnica Rudy Śląskiej wzięła swą nazwę) i która została jego spadkobierczynią. Książkę wydało @Wydawnictwo MG – warszawskie wydawnictwo, które wydaje przepiękną prozę (jak zdążyłam się zaznajomić) i klasyczną literaturę. „Śląski Kopciuszek” premierę miał w połowie 2020, a już 30.09.2020r. światło dzienne ujrzał drugi tom dylogii, który niestety na spotkaniu autorskim nie był dostępny. A szkoda, bo książki są naprawdę przepiękne wydane. Twarda oprawa, przepiękna okładka. Do tego gruby papier, który przepięknie szeleści i pachnie. Nic, tylko czytać !!! 

(…) jego już nie ma i nigdy nie będzie! Nie wstanie z grobu, nie ożyje, zostawił nas w kompletnym ubóstwie, bez jednego złamanego talara i bez jakiegokolwiek sensu. Po prostu wziął i umarł !…” – „Śląski Kopciuszek” Gabriela Anna Kańtor. 

Antonina Gryzik po śmierci męża zostaje sama z dwoma córkami. Młodsza zostaje przygarnięta przez nowego męża Antoniny, starsza zostaje oddana pod opiekę przyjaciółki Pani Gryzikowej, Emilii, która jest gospodynią w zamku rudzkiego przemysłowca, Carla Godulli. Długo nie da się ukryć dziecka chowanego w czeluści zamku. Joanka zaprzyjaźnia się z dwoma ogromnymi psami Godulli.- Troyem i Grafem, czym zaskarbia sobie jego przychylność do tego stopnia, że po dwóch latach, jako jego wychowanka staje się główną spadkobierczynią Carla. Co doprowadziło do takich kolei losów? Co spowodowało, że osierocona przez ojca, oddana do wychowania w obcym domu przez matkę Joanka stała się w przyszłości przedsiębiorczą spadkobierczynią, właścicielką ziemską i prawdziwą śląską panią. 

Co za cudowna publikacja. Praktycznie w każdym calu. Przemyślana. Zaplanowana. Odzwierciedlająca prawdziwe koleje losu bohaterów historycznych. Moja opinia jest całkowicie subiektywna. Już kiedyś pisałam na mym blogu czytelniczym, że wyjątkowo lubię historię ukrytą w beletrystyce. A jeszcze bardziej lubię czytać o kimś, o czymś, co znam, co widziałam, co gdzieś, kiedyś przeczytałam. A jako Ślązaczka z pochodzenia o Carlu Godulli słyszeć przecież musiałam. To on zdobył swoją ciężką pracą majątek, który dzięki swemu nieziemskiemu zmysłowi przedsiębiorczemu pomnożył do 2 mln talarów pruskich. 

Pani Gabriela Anna Kańtor ma moc zaciekawiania historią. Ma niezwykłą umiejętność w przystępny sposób opowiadania ciekawostek, historycznych faktów i przybliżania prawdziwych postaci, które w jakiś sposób odcisnęły piętno na naszej lokalnej historii. Wyjątkowo podobało mi się w książce ujęcie historii z perspektywy konkretnego człowieka i śląskiej historii, o której często zapominamy i której nie kultywujemy. Tak przy okazji, ciekawe ilu „prawdziwych” Ślązaków, „prawdziwych” lokalnych patriotów, mieszkańców Rudy Śląskiej przeczytało książkę o Carlu Godulli – „geniuszu wyprzedzającym swoją epokę” – jak go nazwała sama Autorka, wielkim śląskim budowniczym, dzięki któremu po raz pierwszy pojawiały się szkoły powszechne, familoki dla jego pracowników, czy opieka medyczna przy jego fabrykach czy książkę o księżnej Daisy? Dzięki Pani Kańtor dowiedziałam się wielu ciekawych faktów historycznych. Dowiedziałam się o oszpeceniu Carla Godulli i przyczyny, dlaczego nie miał swoich dzieci. Dowiedziałam się, że nazywano go „Diobłem z Rudy” i wyśmiewano się z niego. Zapoznałam się z hrabią Ballestremem, który umożliwił Godulli rozwój jego zmysłu finansowego i przedsiębiorczego. Dowiedziałam się o rodzinie hrabiego Hansa Urlicha von Schaffgotsch, za którego w listopadzie w 1858 roku w bytomskim kościele mariackim brała ślub Joanna, co zapewne jest fabułą drugiego tomu „Pani na Kopicach”.  Poznałam samą Joankę, o której źródła historyczne wspominają. Poznałam ją jako bohaterkę literacką, postać, wokół której działy się pewne zdarzenia. Pozytywnie zaskoczyła mnie wzmianka na kilku stronach o Goethe, jego pobycie we Wrocławiu i nieodwzajemnionej miłości do pięknej baronówny Henrietty Eleonory von Lűtwittz. A także feralnego wpisu przez niego dokonanego do księgi pamiątkowej w zwiedzanej przez niego tarnogórskiej kopalni. Przykładów dla owoców historii opisanej w „Śląskim Kopciuszku” mogłabym namnożyć jeszcze więcej, ale mam nadzieję, że i te przytoczone zachęcą Was do przeczytania nie tylko cyklu o Joance i Carlu Godulli, ale także innych książek Autorki. 

Oprócz wartości historycznych bardzo podobały mi się opiniotwórcze wstawki. Bo jak przejść obojętnie obok opinii trochę zabawnych, zapisanych ze swadą, z ogromną znajomością bytu ludzkiego. 

Chłop nijak ci baby nie ogarnie, nawet swojej własnej. Choćby ją przeżył i pięćdziesiąt lat.” – „Śląski Kopciuszek” Gabriela Anna Kańtor.

Jest wiedzą powszechną, potwierdzoną empirycznie od wieków, że jeżeli artyści rodzaju męskiego w sposób widoczny dla otoczenia wpadają w czarną otchłań, tracą dobry humor oraz stają się zmierzłymi i uszczypliwymi – to może chodzić jedynie o dwie rzeczy. O brak pieniędzy albo o brak kobiety. Albo o połączenie obu tych powodów.” – „Śląski Kopciuszek” Gabriela Anna Kańtor.

Powieść czyta się bardzo szybko. Styl Pani Gabrieli Anny Kańtor jest bardzo sprawny, prosty, rzeczowy. Książka nie nudzi, za to pobudza skutecznie wyobraźnię pozwalając przenieść się w zamierzchłe czasy, gdy Górny Śląsk rozwijał się pod zaborem pruskim w zastraszającym, ekspresowym tempie. To nie tylko książka dla Ślązaków. To książka dla każdego fana dobrego pióra, które ma drugie dno i opowiada nie tylko o człowieku, ale także o jego własnej historii w ujęciu mikro i makro historycznym. 

Serdecznie polecam!!! Miłej lektury. 

Moja ocena: 8/10

Książka wydana została przez Wydawnictwo MG.