„Kto zabił mamusię?” Małgorzata Starosta

KTO ZABIŁ MAMUSIĘ?

  • Autor: MAŁGORZATA STAROSTA
  • Wydawnictwo: VECTRA
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery: 26.05.2022r.

Książki Małgorzaty Starosty uwielbiam, niezmiennie wprawiają mnie w dobry nastrój, samą autorkę, z którą miałam okazję zetknąć się dwa razy również postrzegam bardzo pozytywnie, dlatego mimo tego, że wcześniej miałam okazję przeczytać tylko dwie jej książki z serii z Agatą Śródką – „Wina wina” i „Tajemnica Carycy” wiedziałam, że każdą kolejną biorę w ciemno. Tak było w przypadku najnowszej powieści autorki „Kto zabił mamusię?” Muszę zaznaczyć, że ta książką o jakże znamiennym tytule miała premierę w tegoroczny Dzień Matki. Przypadek? Nie sądzę😉 Jest to książka szczególna, ponieważ początkowo pisana była wraz z czytelnikami na Facebooku jako powieść w odcinkach, a część przychodów z jej publikacji zostanie przekazana na rzecz fundacji humanitarnych wspomagających Ukrainę.

Jest to klasyczna komedia kryminalna, nawiązująca w swojej formie do książek Joanny Chmielewskiej. Autorka ta jest dla mnie niedościgłą mistrzynią komedii kryminalnych i czekam z niecierpliwością na wznowienie jej powieści, ale muszę powiedzieć, że w powieść Małgorzaty Starosty zauważyłam sporo podobieństw, przy zachowaniu jednocześnie własnego stylu. Przede wszystkim punktem wspólnym jest fakt, że tu również, główną bohaterką jest pisarka Małgorzata Starosta (w Chmielewskiej jest to oczywiście pisarka Joanna Chmielewska). Bohaterka najnowszej powieści Starosty zostaje wplątana w sprawę zabójstwa byłej teściowej, z którą nie miała kontaktu od dwudziestu lat. Zmarła zostawiła jednak dla autorki list, a w nim liczne, choć wcale nie tak łatwo czytelne wskazówki, które mają doprowadzić do znalezienia zabójcy, a także wyjaśnienia tajemniczej sprawy sprzed lat. Wraz z listem w życiu bohaterki pojawiają się były teść i były mąż, którzy zdecydowanie coś kombinują. Pojawiają się też inne postaci sprzed lat, a bohaterce stopniowo, przy aktywnej pomocy przyjaciółki, udaje się przypomnieć sobie pewne wydarzenia z przeszłości. Gdy dodać do tego postać obecnej teściowej, nastoletniej córki i niezbyt zadowolonego z tego wszystkiego aktualnego, choć może i wkrótce byłego😉 męża, powstaje istny galimatias.

Ogromnym plusem autorki jest lekki, błyskotliwy styl, pełen humoru i dystansu, świetni bohaterowie i komiczne sytuacje. Choć raczej rzadko śmiałam się na głos, lektura nastawiła mnie niezwykle optymistycznie i pozytywnie. Połączenie różnych postaci, z których chyba każda jest na swój sposób charakterystyczna, daje istną mieszankę wybuchową. Powieść czyta się błyskawicznie, z zapartym tchem, w oczekiwaniu na to,  jak dalej potoczy się ta istna komedia pomyłek i absurdów. Gorąco Wam polecam. Jest to idealna lektura na lato, która z pewnością wprawi Was w iście wakacyjny nastrój.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Vectra.

„Bez strachu. Jaka jest siła marzeń i ile człowiek jest w stanie zaryzykować, aby dopiąć swego” Inez Janiak-Molęcka

BEZ STRACHU. JAKA JEST SIŁA MARZEŃ I ILE CZŁOWIEK JEST W STANIE ZARYZYKOWAĆ, ABY DOPIĄĆ SWEGO

  • Autorka: INEZ JANIAK-MOLĘCKA
  • Wydawnictwo: PASCAL
  • Liczba stron: 240
  • Data premiery: 01.06.2022r.

W książce wydanej nakładem Wydawnictwa PASCAL poznajemy Inez. Zanurzamy się w jej wybory, jej decyzje. Poznajemy jej motywacje i obraz, w którym chce nam się zaprezentować sama jako Autorka – @Inez Janiak-Molęcka. „Bez strachu. Jaka jest siła marzeń i ile człowiek jest w stanie zaryzykować, aby dopiąć swego” to propozycja z 1 czerwca br. Propozycja nietuzinkowa, bo opowiadająca o wyjątkowej kobiecie. Kobiecie, która jest na Insta; https://www.instagram.com/ineepine/?hl=pl . Kobiecie, która na oficjalnym profilu FB pokazuje swoje różne oblicza; https://www.facebook.com/inez.janiak . Kobiecie, którą też można posłuchać razem z Feno w produkcji Worka; e-muzyka . Mimo bardzo soczysto – ognistej okładki to nie „porno dla ubogich” jak mawia moja przyjaciółka😊, to opowieść o sile ducha, zrozumieniu, czego chcemy w życiu i dążeniu do tego.

Gdzie Inez Janiak-Molęcka nie była i czego nie robiła, a mogła być przecież tylko, lub aż…lekarzem. Rzuciła medycynę, by zająć się tatuowaniem. Jej dzieła można zobaczyć na stronie FB, Instagramie, czy na portalu tattoo-witryna. Jej kreska jest wolna niezamykająca się w żadnym szablonie, odważna. Jej prace dziełem sztuki, niespokojne, jak jej duch. O tym opowiada jej książka. Bardzo osobista publikacja, pisana w formie swawolnego pamiętnika. I o jej sile ducha, dzięki któremu rzuciła prestiżowe studia i zaczęła tatuować. Dzięki, któremu wyjechała w podróż do Chile, do USA, by na najbardziej niebezpiecznej plaży Miami Beach pić wino ze słuchawkami w uszach, na Antarktydę i w wiele innych miejsc, by coś przeżyć, by przebiec maraton, by wreszcie żyć.  I dzięki któremu nagrała muzę, która w jej duszy gra. Nie obawiając się krytyki, nie martwiąc się o recenzje. O tym przeczytacie w „Bez strachu. Jaka jest siła marzeń i ile człowiek jest w stanie zaryzykować, aby dopiąć swego”.

Kompletnie nie podoba mi się podtytuł😊. Wiem, że może zaczynam ni z gruszki, ni z pietruszki, jak to mówią, ale kompletnie nie wiem, po co ten przydługi podtytuł. Po przeczytaniu relacji o sobie samej napisanej przez Inez Janiak-Molęcką, zdecydowanie wystarczyłby tytuł książki „Bez strachu”, bo o jego braku dużo w niej jest i o tym, by go pokonywać skupiając się na realizacji własnych marzeń.

Nie do końca lubię ten gatunek książek. Nie lubię biografii, ani autobiografii. I nie do końca lubię poradniki, chociaż czytam je od czasu do czasu poszukując sensu lub odpowiedzi na wiele pytań kołaczących mi się w głowie. Ale książka Inez Janiak-Molęckiej mi się podobała. Po pierwsze urzekł mnie jej styl. Zwięzły, krótki, dosadny. Gdzieniegdzie wrzucone przekleństwa nie wydawały mi się zbytnią ekspresją, a opowiadane historie ani razu nie wydały mi się egzaltowane, mimo, że czasem były trudne. Po drugie osobowość. Tak bardzo wsiąknęłam w jej sukcesy, że momentami zapragnęłam nią być. Przeżywać to co ona, doświadczać tego, co ona. No cóż nie ukrywam, spodobała mi się też postać jej męża Daniela. Takiego towarzysza z boku, który nie odciągał mnie od głównego nurtu książki, a stanowił ciekawe urozmaicenie. Po czwarte zaciekawiła mnie okładka. I to bardzo!!! To chyba Inez i jej mąż, co sądzicie? Do tego przepiękne zdjęcia drogi stanowiące idealne uzupełnienie przedstawionej w publikacji treści😊.

Podziwiam odwagę Autorki. Podziwiam jej umiejętność ubrania w słowa tego, co przeżyła, to co czuje i to, o czym myśli. Doceniam ten gest, by mimo tego, że można być posądzonym o przechwalanie się sukcesami i przeżyciami, pokazać drogę, którą się przeszło i to na zasadzie „ty też tak możesz!!!”.  Książka pełna jest motywacyjnych wtrąceń, dobitnie dobranych słów kierowanych wprost do czytelników. Jest też próbą własnej samooceny. Tego, co zadziało się w przeszłości, tego, czego Janiak-Molęcka mogła uniknąć. Taka publiczna autodiagnoza.

Trudno czytać o kimś, kogo się nie poznało wcześniej, zanim się sięgnęło do książki. Łatwiej jest prześledzić losy kogoś lubianego, z kim się utożsamiam, lub do kogo pretenduję. Czas spędzony z książką nie był jednak czasem straconym. Skłonił mnie do zastanowienia się nad swoim życiem. Udowodnił mi, po raz kolejny, że warto gonić za marzeniami, warto stawiać wszystko na jedną kartę.

ps. tylko jak to zrobić, jak się nie jest atrakcyjną i utalentowaną młodą blondynką z przystojnym i charakternym mężem u boku? 😉

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą i podzielenia się z Wami moją opinią bardzo dziękuję Wydawnictwu Pascal.

„Żenujące życie Lottie Brooks” Katie Kirby

ŻENUJĄCE ŻYCIE LOTTIE BROOKS

  • Autorka: KATIE KIRBY
  • Wydawnictwo: ZNAK EMOTIKON
  • Cykl: LOTTIE BROOKS (tom 1)
  • Liczba stron: 432
  • Data premiery: 18.05.2022r.
  • Data premiery światowej: 18.03.2021r.

O przeogromnej ilości debiutów książkowych, które miały premierę 18 maja br., już wspominałam😊. Nie mogę się jednak powstrzymać, by nie napisać, że „Żenujące życie Lottie Brooks” autorstwa Katie Kirby od Wydawnictwa @Znak Emotikon to 25 książka, którą przeczytałam i zrecenzowałam na moim blogu. Obłędna ilość😉. Chyba taki wynik z jednego dnia mam po raz pierwszy w historii.

Żenujące życie Lottie Brooks” to pierwszy tom nowej serii dla młodzieży. Jej główną bohaterką, a także winowajczynią dziwnych i śmiesznych wydarzeń jest Lottie ponad 11-letnia dziewczynka. Wchodząca w dojrzałość nastolatka przeżywa istną gehennę. Biust za mały☹, za mało obserwatorów na Insta☹, więc praktycznie czuje się nic nie warta, za mała dla rodziców☹. Tego już za wiele!!! Wszystko wywraca się do góry nogami, gdy w życiu tytułowej Lottie pojawia się sekretny pamiętnik. Dzięki niemu zaczyna przeżywać swoje życie na nowo, inaczej. Dzięki niemu zaczyna….

No tak, to historia typowo dla nastolatek. Dlatego w pierwszej kolejności książkę przeczytała moja córka, która jest praktycznie w wieku Lottie, no bez dwóch miesięcy😊. Po mojej lekturze dyskutowałyśmy obie na temat zalet i wad lektury. Recenzja jest więc wynikiem naszych wspólnych wniosków (wiecie jak to jest😉, czego się nie robi, by zachęcić dzieci do czytania…). Podobał nam się humor typowo dla nastolatków. Problemy Lottie są praktycznie tożsame z problemami każdej Ani, Kasi, Anieli czy nawet Isaury, gdziekolwiek nie mieszkają, z jakiegokolwiek domu nie pochodzącą. Sama przypominam sobie jaka w tym wieku byłam w stosunku do siebie surowa. Ech, gdybym tylko mogła spojrzeć sobie wtedy w twarz i inaczej siebie ocenić. Autorka bardzo dobrze odzwierciedliła życie nastoletniej dziewczynki, która siebie nie akceptuje i którą denerwuje bezgraniczna akceptacja własnych rodziców. Doceniłyśmy wspólnie lekki styl powieści, który wręcz nadaje się dla młodszego czytelnika. Styl nie nuży, nie męczy. Jest dynamiczny i dostosowany do finalnego odbiorcy.

Podsumowując,  „Żenujące życie Lottie Brooks” jest lekką i przyjemną lekturą. Różnorodności książce nadają dodatkowo śmieszne rysunki dopełniające doskonale opowieść. Sposób uzupełniania pamiętnika przez Lottie został przedstawiony w sposób prześmiewczy. To dobrze, wszak nie od dziś wiadomo, że takie humorystyczne książki mają bawić. Idealna lektura dla kilkunastoletnich dziewczynek, które szukają odskoczni od interaktywnego życia. Mimo, że niektóre części w książce dotyczą wymiany wiadomości pomiędzy nastolatkami, właśnie w tej formie😉. Co innego jednak o tym czytać, niż to czynić.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała we współpracy Wydawnictwa Znak Emotikon.

„Długa noc” Wojciech Chmielarz

DŁUGA NOC

  • Autor: WOJCIECH CHMIELARZ
  • Seria: JAKUB MORTKA. TOM 6
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Liczba stron: 376
  • Data premiery: 15.06.2022r.

Kolejną książką, której recenzję publikuję niestety z pewnym opóźnieniem jest najnowsza powieść Wojciecha Chmielarza. Dzieje się tak nie dlatego, że książka nie jest warta podzielenia się opinią o niej, wręcz przeciwnie, zrobiła na mnie takie wrażenie, że chciałam chwilę ochłonąć po lekturze, ale dzień za dniem mijają zbyt szybko i… taki jest efekt. Ale jak to mówią, lepiej późno, niż wcale, także zapraszam Was do przeczytania recenzji „Długiej nocy” od Wydawnictwa Marginesy. Jest to 6 tom serii z Jakubem Mortką, wydany po kilkuletniej przerwie (piąty tom ukazał się w 2018 roku).

W powieści tej spotykamy się z Jakubem Mortką po kilku latach przerwy. Lata te zmieniły bohatera, sprawiły, że w pewnej mierze dojrzał i jest już na innym etapie życia. Przede wszystkim pracuje w Brukseli w Europolu. Niespodziewanie jednak na skutek komplikacji pewnych spraw trafia do Polski. Tytułowa noc przedstawiona nam jest z różnych punktów widzenia, dotyka spraw, które na początku wydają się zupełnie ze sobą nie związane. Jest mężczyzna, który jest świadkiem w sprawie zabójstwa, przesłuchiwany w Komendzie Stołecznej Policji. Jest młoda dziewczyna, zdesperowana, w trudnym położeniu życiowym, która wychodzi na ulicę, żeby zarobić na utrzymanie. Ciągle się waha, ale potrzebuje pieniędzy na utrzymanie swojego małego synka. Jest też mężczyzna, która jeździ po stolicy białym terenowym samochodem, który wie, że to jego ostatnia noc na wolności i który ma tylko jeden cel – zabić… Jest też komisarz Mortka, który w pewnym stopniu uczestniczy w każdej z tych spraw, są inni policjanci, jest dawna podwładna Mortki, a teraz jego zwierzchniczka Sucha… W narracji trzecioosobowej, z punktu widzenia kilku osób zdarzenia pamiętnej noc są przed czytelnikiem stopniowo odkrywane. Zaczynamy widzieć coraz więcej powiązań, poznajemy też trochę wcześniejszych wydarzeń. By być świadkiem spektakularnego zakończenia, gdzie wszystko łączy się w jedną całość.

Fabuła jest przemyślana, każdy wątek ma sens i jest wprowadzony po to, by na koniec wpisać się w cały obraz sytuacji. Akcja toczy się wartko, zaskakuje, wciąga. Muszę powiedzieć, że świetnie się bawiłam przy lekturze tej powieści, zaintrygowała mnie i pochłonęła i mam nadzieję, że jeszcze nie jeden raz przyjdzie mi się spotkać z komisarzem Mortką… Gorąco Wam polecam lekturę, gdyż książkę można oczywiście czytać bez znajomości poprzednich tomów. Jednak tym, którzy jeszcze nie mieli przyjemności zapoznać się z Jakubem Mortką serdecznie polecam całą serię!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

„Gdy gwiazdy ciemnieją” Paula McLain

GDY GWIAZDY CIEMNIEJĄ

  • Autorka: PAULA MCLAIN
  • Wydawnictwo: MANDO
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 29.06.2022r.

Gdy gwiazdy ciemnieją” autorstwa Pauli McLain to czternasta premiera czerwca, która już za mną. Ta książka debiutowała nakładem @wydawnictwomando w dniu 29 czerwca 2022 roku i jest pierwszą książką autorki do której sięgnęłam. Na marginesie zaznaczę, że mam z Wydawcą bardzo dobre doświadczenia😊. W ubiegłym roku Wydawnictwo Mando wydało książkę Mirosławy Karety „Najkrótsza noc” (recenzja na klik), która mnie niezwykle zaciekawiła i w wielu momentach rozbawiła, mimo poważnych tematów podjętych na jej stronicach.  Sięgając do „Gdy gwiazdy ciemnieją” podskórnie wspomniałam moje wcześniejsze odczucia i zaczęłam oczekiwać co najmniej takiego samego efektu WOW jak w przypadku książki Karety😉. 

Myślałam dziś o przebaczeniu (…) tylu ludziom trudno zrozumieć, czym ono jest, łączą je z winą. Wstydzą się rzeczy, na które nigdy nie mieli żadnego wpływu. Moim zdaniem wcale nie musimy harować jak wół, żeby zasłużyć na przebaczenie. Ono już jest wokół nas, jak deszcz. Musimy je tylko do siebie dopuścić.” -„Gdy gwiazdy ciemnieją” Paula McLain.

Anna Louise Hart detektyw specjalizująca się w odnajdywaniu dzieci. Pasjonująca się swoją pracą. Wraca do rodzinnego Mendocino, w którym spędziła kilka lat w rodzinie zastępczej. Wraca z przymusu, wraca odrzucona przez męża potrzebującego czasu. Oboje go potrzebują po traumatycznych przeżyciach. Anna nie zaznaje jednak spokoju. Trafia w gorący okres poszukiwania kilkunastoletniej Cameron Curtis, córki znanej gwiazdy filmowej, która dodatkowo boryka się ze zdradą męża. Anna postanawia pomóc miejscowemu stróżowi prawa, Willy’emu – jej koledze z dzieciństwa. Śledztwo przywołuje smutne wspomnienia, traumy z dzieciństwa, śmierć matki, odebranie rodzeństwa, śmierć koleżanki Jenny, relacje z rodzicami zastępczymi. Jej głowa jest pełna trudnych wspomnień, a jednocześnie ciężko pracuje. Tym ciężej im młodych zaginionych dziewcząt jest więcej. Jest i Polly, jest i Shannan….

Obłędna lektura !

Tym bardziej, im dociera do mnie świadomość, że wiele treści znajdujących się w powieści ma osobiste podłoże w przeżyciach autorki. Ogromny szacunek dla Pauli McLain za siłę do podzielenia się z doświadczeniami życia w domu dziecka, za odwagę do przyznania się bycia ofiarą molestowania seksualnego, za przedstawienie wielu rzeczywistych wątków, które naprawdę się wydarzyły. Fikcja pomieszana została z gatunkiem true crime, kiedy McLain opisała rzeczywiste wydarzenia związane z uprowadzeniem Polly Kallas z jej pokoju, z nożem przy szyi, w obecności dwóch koleżanek. To forma uprowadzenia, z którą po raz pierwszy się spotkałam. Tak intymna, we własnym domu. Wręcz druzgocąca.

Sposób na bohaterkę bardzo interesujący, nietuzinkowy. Anna o pięknych imionach i nazwisku. Żona Brandona, matka dwójki dzieci. Policjantka. Jest dla mnie bardzo dobrze rozpisaną postacią. Rozumiem jej ból po stracie. Rozumiem jej rozpacz po odrzuceniu przez męża. Rozumiem jej końcową nadzieję i chęć, by wszystko uporządkować, by przestać się ukrywać w Mendocino, by wrócić do swego prawdziwego życia.

Nigdy nie byłam w stanie zdystansować się od tych ofiar. Dzieci, którym próbuję pomóc. Sprawy, które prowadzę, przesłaniają mi wszystko inne.” -„Gdy gwiazdy ciemnieją” Paula McLain.

To fakt, jak przeczytałam w innej opinii, że autorka dotknęła bardzo czułych strun w sercach czytelników i czytelniczek. Dotknęła tematu niezawinionych śmierci, okaleczeń, molestowań seksualnych względem dzieci. To pomysł na fabułę powodujący liczne negatywne i silne emocje, przyczyniający się do czytania książki w napięciu. I mimo, że z tą tematyką spotykam się po raz któryś, lektura „Gdy gwiazdy ciemnieją” zapadła mi w pamięć ze względu na rzetelny sposób zobrazowania i śledczych, i ofiar, i rodzin ofiar. Autorka nie pokusiła się o wytłumaczenie sprawcy, o pokazanie jego ludzkiego oblicza, jakby oddawała hołd tym fikcyjnym i prawdziwym – w przypadku Polly – ofiarom. Zwracając uwagę czytelnika, że nie sprawca i jego traumy są tu ważne, że ważne są te niewinne dzieci, oddarte z życia, oddarte z niewinności. I to bardzo cenię w tej powieści. Ten rys psychologiczny ofiary. Ten rys psychologiczny Anny.

Dobrze czytało się mi się powieść również ze względu na postaci poboczne. Postać Tally, postać Willa, czy rodziny ofiar począwszy od Emily i Troya, po Lidię, Drew i pozostałych. To cała kawalkada postaci, która z jednej strony trochę zagmatwała w fabule i uczyniła ją bardzo przewlekłą, z drugiej jednak miała służyć zapewne ukazaniu ogromu czynności, którzy wykonują śledczy, by dochodzenie zakończyło się sukcesem. Nie przekonała mnie najbardziej postać Emily. Wydała mi się w tej swej minimalnej uważności na dziecko wręcz nieludzka. Pewne sprawy doszły do niej o dużo za późno, zbyt późno. Wydaje mi się, że rola w odkryciu tych kart z przeszłości Cameron powierzona Anny była lekko przesadzona. Coś na zasadzie wszyscy coś zauważali, ale nikt niczym się nie zainteresował. Widocznie ten mechanizm miał tu był przedstawiony. Nawet jeśli nie do końca mnie przekonał.

Powieść należy przeczytać ze względu na bohaterkę Annę i jej trudne doświadczenia, ze względu na ofiary, o których autorka opowiada wręcz z namaszczeniem i ze względu na osobiste przeżycia  Pauli McLain, o których czytałam z szacunkiem. To wszystko zostało ujęte w zwięzłych opisach, ciekawych dialogach, mimo pewnej rozciągłości fabuły i interesującym otoczeniu. Dzięki temu „Gdy gwiazdy ciemnieją” jest dla mnie lekturą bardzo wartościową. A wartościowe książki powinny być czytane. Efekt WOW w trakcie czytania był. Polecam więc !!!

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Mando.

„Serce lasu” Patrycja Żurek

SERCE LASU

  • Autor: PATRYCJA ŻUREK
  • Wydawnictwo: DRAGON
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 18.05.2022r.

Muszę powiedzieć, że mimo tego, że w ostatnim czasie staram się regularnie pisać i dodawać recenzję moje sterty zaległości zdają się nie maleć. I mam tu na myśli, zarówno te sterty z książkami do przeczytanie, jak i te z już przeczytanymi, ale nie zrecenzowanymi. I z jednej strony dobrze, że zapas książek nigdy się nie kończy, momentami z drugiej trochę mnie to momentami przytłacza i mam wyrzuty sumienia wobec tych książek, których nie udaje mi się zrecenzować na bieżąco. Jedna z takich książek to „Serce lasu” Patrycji Żurek od Wydawnictwa Dragon. Pozycja ta miała premierę 18 maja, w dniu, w którym tych premier było prawdziwe zatrzęsienie. Jest to pierwsza książka autorki, po którą udało mi się sięgnąć, a zaintrygowała mnie przepiękna, klimatyczna okładka oraz ciekawy opis.

Iwo rok temu w wypadku stracił narzeczoną, sam także ucierpiał. Nie może poradzić sobie z tym doświadczeniem, popada w depresję i zaniedbuje pracę w rodzinnym biznesie. Rodzina zmusza go do wyjazdu na leczenie do Rymanowa, choć sam zainteresowany nie bardzo wierzy, że to ma sens. Po przyjeździe poznaje Libuszę – kobietę o niezwykłej energii, którą ludzie w miasteczku nazywają czarodziejką, na niektórzy nawet wiedźmą. Wśród wielu umiejętności kobiet podobno posiada również umiejętność rozmowy ze zmarłymi. Ivo nie bardzo wierzy w te rewelacje, jednak do kobiety coś go przyciąga. Jak rozwinie się ich znajomość? Czy ludzie z tak różnych światów mogą mieć ze sobą coś wspólnego?

Autorce udało się stworzyć w tej książce niezwykły klimat, jest ciepło, spokój, optymizm i niesamowita energia. Mimo, że dotyka ona pewnych kwestii nadprzyrodzonych, jest mocno osadzona w życiu. Bohaterowie są przekonywujący, ludzcy.  Pisana w narracji trzecioosobowej, stylem, który nas oczaruje i zahipnotyzuje, książkę czyta się bardzo przyjemnie,  daje złudzenie przeniesienia się tak jakby do innego wymiaru. Porusza przy tym wiele istotnych kwestii, takich jak przyjaźń, miłość, rodzina, umiejętność przebaczenia sobie, odwaga walki o swoje marzenia. Główna bohaterka to kobieta niezwykła, utalentowana, wrażliwa, silna i słaba zarazem.

Lektura tej książki to prawdziwa przyjemność, polecam gorąco.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dragon.

„Ratunku! Wymyśliłam męża” Katarzyna Kowalewska

RATUNKU! WYMYŚLIŁAM MĘŻA

  • Autorka: KATARZYNA KOWALEWSKA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 296
  • Data premiery: 7.06.2022r.

Ratunku! Wymyśliłam męża” to kolejna książka @Katarzyna Kowalewska autorka z gatunku literatury obyczajowej. Jej poprzednia powieść „Podmiejski na koniec świata” (recenzja na klik) opowiadała o Alicji mającej problem z asertywnością, która w pewnym momencie postanowiła zawalczyć o siebie. Z opisu Wydawcy dowiedziałam się, że na kolejną obyczajową powieść drogi nie mam co liczyć, Florka do Alicji nie jest ni w ząb podobna😊. Książka premierę miała 7 czerwca br., a miałam okazję ją przeczytać dzięki @Zysk i S-ka Wydawnictwo, za co bardzo dziękuję.

To historia o Florencji i Bartku. To też historia o Felicji i Barnabie. Jedni są na wskroś praktyczni. Taka para z wieloletnim stażem, gdzie mąż śpi w starych rozwleczonych T-shirtach, a żona ma ogromne poczucie humoru i dystans do swego związku. Oboje usatysfakcjonowani z pracy, oboje lubiący swoje towarzystwo. Mimo pewnych pragnień, które pozostają niewypowiedziane. Drudzy to rozumiejący się bez słów nadziani młodzi dorośli z ukochanym dzieckiem u boku. Posiadający przepiękny dom, miłą i utalentowaną panią do wszystkiego, tylko zgrabnych i bogatych znajomych, a także umiejętności, które pozwalają utrzymać między nimi żarzący się ogień przez cały czas i symbiozę w swoim otoczeniu, czasem tylko gestem, czasem tylko słowem. Obie pary mogłyby istnieć naprawdę. Tylko, którzy byliby bardziej ciekawi?

Bardzo dobra pierwsza część powieści!

Zadziorna, z humorem, z dystansem. Postać Florki zawładnęła moim sercem od początku, gdy Autorka opowiedziała historię jej imienia i postępowanie rodziców, gdy tylko Flora osiągnęła względną dorosłość. Bartek nie jawił mi się jako gbur, despota, czy nieczuły tyran. Jawił mi się jako idealny partner dla Flo, która zna swoją wartość, która oddaje się pasji i która ma ciekawych znajomych wokół siebie. I właśnie ci znajomi są osobnym, interesującym wątkiem. Grupa składająca się z Dżastiny, Toma i Justynki idealnie wpasowuje się w grupę wsparcia dla pasjonatki pisania jaką jest Flora. Każdy z przyjaciół poznanych na kursie kreatywnego pisania ma czytelnikowi coś innego do zaoferowania. A różnorodność w prozie jest zawsze w cenie. Mi najbardziej spasowała Dżastina. Uwielbiam takie ostre, zdecydowane i nieegzaltowane laski. Lekko zawiodłam się na Justynie. Z tego mogłaby być naprawdę odjechana historia, gdyby Autorka podążyła moim tokiem myślenia. Moment, w którym przyjaciele ją śledzą stanowił obietnicę na naprawdę dobrą zabawę😉. Jestem zaciekawiona wątkiem głównej bohaterki. Ciekawe czy Autorka wykorzystała swoje doświadczenie w pisaniu, w dążeniu do niego w kreowaniu tej postaci…

Miejsce akcji również jest nieprzypadkowe. To ukochany Grodzisk Mazowiecki samej Katarzyny Kowalewskiej. Kiedyś usłyszałam, że dobrze pisze i czyta się o tym, co się zna. Ja w Grodzisku nie byłam nigdy. To jakby inny świat, niby bliski od Stolicy, a jakby całkowicie na końcu świata. Tą różnorodność Kowalewska również zobrazowała bardzo dobrze. Trochę przekornie zawierając to w dialogach pomiędzy głównymi bohaterami. Chętnie zaczytywałabym się dłużej w opisach miejsca akcji. Opisywanie sercem przez Autorkę przestrzeni, w której osadziła fabułę, po prostu musiałoby być ciekawe.

Styl Autorki jest bardzo podobny do poprzedniej jej książki, tj. „Podmiejski na koniec świata”. Powieść czyta się bardzo szybko, wręcz ekspresowo. Styl i tempo jest lekkie i przyjemne, zgodnie z prawidłami gatunku literatury obyczajowej. Wiele trafnych sformułowań, ripost i śmiesznych sytuacji nadaje książce jeszcze większego polotu. Jest przez to jeszcze bardziej odświeżająca, jeszcze bardziej lekka. Nie ukrywam, że drugą częścią trochę się zawiodłam😊. Gdy już wszystko zaczynało się układać i wyjaśniać, Autorka zaczęła przybliżać nam motywacje głównych bohaterów, a tajemnica Justyny się już rozwiązała, powieść przestała być dla mnie ciekawa. To tak jakby Kowalewska zabrała mnie na wspinaczkę górską. Najpierw wchodziłam ociężale, mozolnie, by dowiedzieć się co znajdę na samym wierchu, a potem, gdy już trafiłam to zaczęłam schodzić znudzona, bo wszystko co było najciekawszego pozostawiłam na samej górze.

Idealna książka na letni czas. Idealna lektura na słońce. Nadająca czytaniu innego znaczenia. Powodująca relaks i miłe chwile, w którym liczy się drugi człowiek, nawet jeśli jest daleki od ideału. Miłego czytania.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Konfetti” Monika Kłos

KONFETTI

  • Autorka: MONIKA KŁOS
  • Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
  • Cykl: GALAKTYKA MONY (tom 1)
  • Liczba stron: 240
  • Data premiery: 12.07.2022r.

Nie czytałam żadnej z poprzednich powieści od @Monika Kłos – strona autorska. Zaciekawiła mnie jednak fabuła przedstawiona przez Wydawnictwo @Proszynski. Zrozumiałam, że ta  pierwsza część nowego cyklu „Galatyki Mony” może być wyjątkowa, gdyż daje obietnicę pewnej całości, pewnej wymyślonej z góry historii. A dość dobrze znoszę powieści, które z czegoś wynikają i do czegoś zmierzają. Przed wami recenzja „Konfetti”, książki która miała premierę dopiero co, tj. 12 lipca br. Mnie wyjątkowo zaciekawił opis Wydawcy i zafrapowała ciekawa okładka. Musiałam jak najszybciej dowiedzieć się, co się kryje pod tym pięknym motylem. I już wiem nie poczwarka, tylko piękna kobieta Mona,

Twoje  życie składało się z ogromnego bólu, cierpienia i nieszczęścia. Jesteś na granicy śmierci, co to co przeżyłaś przeważyło energię życiową. Widzę koniec.” – „Konfetti” Monika Kłos.

Tak Autorka zapoznała Monę z czytelnikami. I to do naszego zadania należy, by dowiedzieć się jak i czy tę energię życiową Mona potrafi odzyskać. A wszystko zaczęło się od zdrady mężczyzny w którym Mona była w kilkuletnim związku. Wszystko zaczęło się od Eryka i niespełnionej berlińskiej obietnicy. Na chwilę Autorka zauroczyła nas Adamem, by zaraz w ferworze korporacyjnego życia rzucić nas w wir komplikacji z udziałem Martina. W tym wszystkim musi odnaleźć się Mona. Czasem krucha, czasem silna, szczególnie dla swego dziecka. Szukająca własnej drogi i popełniająca jak my wiele błędnych decyzji.

Nie wiem kompletnie od jakiego gatunku zaliczyć tę powieść składającą się z dwunastu rozdziałów. Z jednej strony czyta się ją bardzo lekko, jak prozę typowo rozrywkową, bez głębszego dnia, napisaną w stylu kronikarskim, gdzie Autorka opisuje kolejno następujące po sobie wydarzenia, trochę bez głębszego zastanowienia, bez chwili odpoczynku na dogłębną analizę tego co się dzieje. Z drugiej książka podejmuje bardzo trudne tematy. Przemoc domową. Ucieczkę chociaż w bardzo nieprzekonującym stylu. Temat ciężkiej choroby. Niektóre sformułowania okazały się dla mnie zbyt pobieżnie napisane, tak jakby z grubsza, tak jakby z maską, całkowicie nietrafione. Przykładowo tak główna bohaterka mówi do swej bratanicy; „Widzisz, kochanie, nie wytrzymuję… To już drugi raz, kiedy ocieram się o śmierć, a mój mąż nie ma dla mnie litości, współczucia…” Dalej nie dzieje się nic. Wyświechtane, w mocno harleqinowskim stylu, jak w słabym dramacie. Drażniło mnie używanie imion Marianny i Wiki naprzemiennie. Dużo w historii egzaltacji, same znaki zapytania, zero odpowiedzi. Nawet przemiana Martina nie została rozpisana, przedstawiono ją tylko z jednego punktu widzenia, z ogromną ilością niedopowiedzeń.

Słaba pozycja. Nie przekonuje mnie postać głównej bohaterki. Niezmiernie słabej superbohaterki. Jakby Autorka skonstruowała Monę z iluś tam kobiecych postaci mających bardzo mało punktów stycznych. Tylko miłość matki urzeka. A to za mało, by ocenić powieść wysoko.

Moja ocena: 4/10

Egzemplarzem recenzenckim obdarowało mnie Wydawnictwo Prószyński i S-ka, za co bardzo dziękuję.

„Znikające dziewczyny” Lisa Regan

ZNIKAJĄCE DZIEWCZYNY

  • Autor: LISA REGAN
  • Seria: JOSIE QUINN. TOM 1
  • Wydawnictwo: DOLNOŚLĄSKIE
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 29.06.2022r.

Ostatnio wraz z upalnym latem, gdy większość ludzi wpada w romantyczne, lekkie klimaty, u mnie jeszcze bardziej niż zwykle przyszła faza na kryminały i thrillery. W ramach tej fazy niedawno sięgnęłam po „Znikające dziewczyny” Lisy Regan od Wydawnictwa Dolnośląskiego. Jest to pierwsza powieść autorki wydana w Polsce. W Stanach Zjednoczonych seria o Josie Quinn jest bardzo popularna, powieści te niejednokrotnie trafiały na listy bestsellerów „US Today” oraz „Wall Street Journal”. Postanowiłam i ja zapoznać się z tą tak dobrze zapowiadającą się serią sięgając po jej pierwszy tom i muszę powiedzieć, że była to bardzo dobra decyzja.

W niewielkiej miejscowości Denton, na Wschodnim Wybrzeżu USA trwają poszukiwania siedemnastoletniej Isabelle Coleman. Dodatkowo dochodzi do pościgu i dziwnej strzelaniny, której świadkiem i w pewnym sensie ofiarą jest policjantka z wydziały kryminalnego Josie Quinn. Wkrótce znaleziony zostaje telefon zaginionej nastolatki i inna dziewczyna, która zniknęła rok temu, a której oficjalnie nie została uznana za zaginioną. Nieoczekiwanie okazuje się, że tym to siostrzenica nauczyciela, który uczestniczył w wypadku i został ciężko ranny. I mężczyzna, i dziewczynka wypowiadają jedno słowo „Ramona”. Przypadkowo, i w jednym, i w drugim przypadku świadkiem tego jest Josie. Policjantka jest bardzo zaintrygowana tymi wydarzeniami i próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, co się wydarzyło, Niestety jest zawieszona w pełnieniu służbowych obowiązków, a mimo intensywnych policyjnych poszukiwań, które powodują, że każdy jest potrzebny, szef nie chce przywrócić jej do służby. Kobieta jest jednak zdeterminowana, dociekliwa, uparta i nie zrezygnuje z prowadzonego śledztwa, nawet kiedy ona sama może znaleźć się w niebezpieczeństwie…

Książkę czyta się rewelacyjnie. Napisana w narracji trzecioosobowej składa się z prologu, epilogu i 78 krótkich rozdziałów, które tylko wzmacniają napięcie. Podczas czytania pojawiał się u mnie syndrom „tylko jeszcze jeden rozdział” i muszę się przyznać, że na tym się nie kończyło😉 Powieść pisana jest świetnym, lekkim stylem, ma ciekawą intrygę, której trudno się domyślić, autorka bowiem umiejętnie myli tropy, podsuwając czytelnikowi różne możliwe ścieżki. Zawiera istotne wątki obyczajowe, które świetnie się czyta, ale jej największą zaletą są zdecydowanie ciekawie wykreowane postaci, zwłaszcza główna bohaterka. Josie jest świetnym przykładem silnej, złożonej postaci kobiecej.  Z jednej strony niezłomna, zdecydowana, wytrwała w swoich dążeniach. Ma jednak również słabe strony, trudne sprawy ze przeszłości, które się za nią ciągną. Bardzo ciekawa jest jej relacja z byłym mężem, a także z obecnym partnerem, obie one wiele o niej mówią. Bardzo polubiłam tą bohaterkę i jestem bardzo ciekawa jakie będą jej dalsze losy.

„Znikające dziewczyny” to świetny kryminał, który zapewni Wam sporo emocji i pozwoli miło spędzić czas. Polecam gorąco.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

„Jesień zapomnianych” Anna Kańtoch

JESIEŃ ZAPOMNIANYCH

  • Autorka: ANNA KAŃTOCH
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Cykl: KRYSTYNA LESIŃSKA (tom 3)
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 27.04.2022r.

Mimo, że premiera książki „Jesień zapomnianych” Anny Kańtoch odbyła się 27 kwietnia br. to publikacja dzięki podarunkowi od @wydawnictwomarginesy trafiła do mnie dwa miesiące później. To trzecia części cyklu z Krystyną Lesińską. Nie czytałam dwóch poprzednich ☹,więc może dlatego nie wiedziałam skąd nazwisko Lesińska w nazwie serii. Przecież w niedawno przeczytanej książce mowa jest o Krystynie Wojciechowskiej po mężu Szewczyk. I jakież było moje zdziwienie gdy dowiedziałam się, że Autorka @a.kantoch kolejno wydawane części traktuje z przymrużeniem oka. Opowiada w nich historie nie do końca chronologicznie dla głównej bohaterki. W części zatytułowanej „Jesień zapomnianych” Kańtoch pozwala bawić się czytelnikom w detektywów amatorów wraz z Krysią i jej kolegą Łukaszem, dziennikarzem zainteresowanym ciekawymi wydarzeniami w Drugich Szopienicach. I jednocześnie pozwala dowiedzieć się, co stało się z zaginionym bratem Krystyny, Romkiem, który w 1963 roku zaginął w Tatrach, w których trzech jego kolegów straciło życie. Wszystkie tytuły części odnoszą się do pór roku. I pozwolę od razu sobie na zachwyt, książki zostały zgrabnie nazwane. Sami sprawdźcie jak to ładnie brzmi;  „Wiosna zaginionych”, „Lato utraconych” i ostatnia „Jesień zapomnianych”😊.

1966 rok. Wczesny PRL. Kilkanaście lat po wojnie ludzie nadal nie mają lekko. Drugimi Szopienicami od niedawna dzielnicą miasta Katowice wstrząsają informacje o wampirze zabijającym kobiety i o samobójczej śmierci kilku młodych mężczyzn. Po śmierci z rąk wampira bratanicy Gierka mordercą kobiet zajmuje się cała wojewódzka policja. Dziwnymi śmierciami mężczyzn praktycznie nikt za wyjątkiem młodej Krystyny Wojciechowskiej, która znając ostatniego samobójcę Karola Fiszel została wkręcona przez Łukasza Szewczyka, dziennikarza w amatorskie śledztwo. Bo to przecież nie mógł być zbieg okoliczności; „Wszyscy w chwili śmierci mieli od dwudziestu do dwudziestu czterech lat i mieszkali na Drugich Szopienicach. Dwóch powiesiło się na strychu, jeden na podwórku, jeden nad stawem, a jeden we własnym domu. Wszyscy zginęli ze związanymi z tyłu rękami.”

No i oczywiście od razu stwierdziłam, że związanych z tyłu rąk samobójca mieć nie może😊. I jakieś było moje zaskoczenie, gdy autorka słowami jednego z bohaterów udowodniła mi, że jak najbardziej można samemu przewiązać sobie sznurem ręce, a następnie zginąć przez zadzierzgnięcie. To nie jedyna ciekawostka przez którą warto sięgnąć do powieści. Czytając doceniłam umiejętność odwzorowania Śląska i Zagłębia z tamtych lat. Jak na tak młodą Autorkę to niezwykła sztuka zadbać o klimat, w którym nie przyszło żyć twórcy. Bo cóż można pamiętać z późnego komunizmu będąc kilkuletnią dziewczynką…Czytając o blokach, dzielnicach, familokach, tramwajach, telefonach stacjonarnych, odwiedzaniu mieszkań, przepytywaniu dzieci na trzepakach miałam wrażenie, jakbym sama uczestniczyła w tym śledztwie. Jakby razem z Kryśką w te dżdżyste jesienne dni przemierzała trasy od Bożków, do Fiszeli, od Fiszeli do Paluchów, od Paluchów do Nalepów, od Nalepów do Pytlików i tak w kółko.

Ogromnie podoba mi się, że Kańtoch nie ocenia tych minionych czasów, nie stygmatyzuje. Nawet milicjanci dają się lubić, a szczególnie jeden będący już na pynzyji. Rozpisała akcję na jesienne dni. Na początku każdego rozdziału umieściła informację o dacie, w której dzieją się opisywane wydarzenia. Narracja jest pisana w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Narratorką jest Krystyna. I muszę przyznać, że relacjonuje bardzo zgrabnie. Od czasu do czasu serwuje czytelnikowi mocny komentarz, ciekawą ripostę, czy istotne spostrzeżenie. Do tego humor, czasem czarny, idealnie wkomponowujący się w moje oczekiwania. Nie jest taką kobietą błądzącą we mgle, jakby się mogło zdawać u progu śledztwa. Wie na co ją stać i jakie są jej zalety, mimo trudnych początków. Zaczyna dostrzegać swoje umiejętności z perspektywy przyszłej śledczej. Gdzieniegdzie wtrącona gwara śląska, czy stereotyp zagłębiowsko – śląski dodaje tylko tej części swojskości. Każdy z nas lubi czytać, o tym, co znamy. I ten mechanizm wyśmienicie się sprawdził przy czytaniu „Jesieni zapomnianych”. Wstyd się przyznać, że ja nawet nie wiedziałam, że Drugie Szopienice to „(…) teren za wiaduktem kolejowym, przy granicy z Mysłowicami.” I proszę kolejny dowód, że książki uczą😊.

Książkę pochłonęłam jednym tchem. Praktycznie z jedną przerwą na kolację. Nie czytałam poprzednich części, więc nie mam porównania, czy poziom został zachowany, czy jest spójność w cyklu i tak dalej. Wiem tylko, że to kryminał, w którym ogromne znaczenie odgrywa przeszłość. Trochę taki jakby retro, a ja ten gatunek uwielbiam. Autorka wybornie odzwierciedliła małą społeczność, w której działy się zastanawiające śmierci młodych mężczyzn, a w której nikt nie chciał dostrzec powiązania między nimi lub nie chciał o nich głośno mówić. Pokazała jak dążenie do prawdy może być męczące oraz jak to robiono dawno temu, gdy nie miało się całego internetowego świata obok siebie, praktycznie na wyciągnięcie ręki. Zobrazowała polski prymat rodziny, w którym ważne jest, bez względu na wiek, by dziecko było dobre, pokorne i stawiało się w domu na czas. Nawet Śląskość tej pochodzącej z Katowic Autorce wyszła bardzo dobrze. Nie była wymuszona, nie była przejaskrawiona. Ot, taki zwykły obraz otoczenia, w którym dzieje się akcja. Podobny bardzo nastrojowo do śląskiego cyklu Roberta Ostaszewskiego.

I tylko żal, bo podobno zimy nie będzie☹. A chętnie przeczytałabym czwartą część z tą ciekawą bohaterką i jej kryminalnymi przygodami. Aż dziw bierze, że było lato, wiosna i jesień w tytule, a zimy zabraknie. Szkoda. Liczę jednak na inne powieści Autorki, niekoniecznie z gatunku fantastyki, które chętnie przygarnę, by sprawdzić, czy zaciekawią mnie tak samo mocno jak „Jesień zapomnianych”.

Moja ocena: 8/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Marginesy, za co bardzo dziękuję.