„Wysłuchaj mnie” Tess Gerritsen

WYSŁUCHAJ MNIE

  • Autorka:  TESS GERRITSEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: RIZZOLI/ISLES (tom 13)
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 09.11.2022r.

Z Tess Gerritsen spotkałam się przy okazji premiery od @WydawnictwoAlbatros książki pt. „Studentka” (recenzja na link), którą napisała razem z Garym Bravererem. Publikacja nie za bardzo przypadła mi do gustu. Niczym szczególnym mnie nie zachwyciła. Tym bardziej z rezerwą przystąpiłam do czytania trzynastego tomu cyklu Rizzoli/Isles pt. „Wysłuchaj mnie”, który debiutował dzięki nakładowi @WydawnictwoAlbatros 9 listopada 2022 roku. I lekko się zdziwiłam😉.

Jeśli kiedykolwiek myślałam o śmierci, to zakładałam, że nastąpi dopiero za wiele lat. Wyobrażałam sobie, że leżę w domu na swoim łóżku w otoczeniu rodziny. (…) Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że miałabym umrzeć z taśmą izolacyjną na ustach. A jednak taki chyba czeka mnie koniec, ze związanymi rękami i nogami na  tyle furgonetki.” -„Wysłuchaj mnie”  Tess Gerritsen.

To cytat z relacji jednej z wielu gospodyń domowych w Revere, która jak się okazało nie była ani nudna, ani śmieszna, ani bezużyteczna. Wręcz przeciwnie Angela jako przeciwieństwo członkiń amerykańskich kół gospodyń wiejskich stała się powodem wielu miejscowych afer, a dzięki pełnieniu samozwańczej funkcji „lokalnego szeryfa” zdołała wplątać się w wydarzenia jak wprost z filmu sensacyjnego. Ale po kolei….

We własnym domu ginie Sofia Suarez, lubiana przez wszystkich pielęgniarka uwielbiająca gotować. Jej dom zostaje również opustoszony z laptopa i telefonu zmarłej. Detektyw bostońskiego wydziału zabójstw Jane Rizzoli zaczyna zastanawiać się, czy winnym zabójstwa jest jeden sprawca, który wcześniej okradł okoliczne domy. Sprawa staje się ciekawsza, gdy okazuje się, że może z nią być związane potrącenie Amy, pacjentki, która trafiła pod opiekę Sofii kilka miesięcy wcześniej będąc jednocześnie córką pracującego w tym samym szpitalu lekarza. Rizzoli próbuje powiązać wątki, gdy w okolicy Amy zaczyna być dostrzegany nieznany mężczyzna. Ani Amy, ani jej matka nie przyznają się do znajomości z nim.

Tymczasem Angela Rizzoli, matka Jane nudzi się we własnym domu. Uwielbiająca córkę i jej partnera, a także samą patolog Maurę Isles, bawi się w lokalnego detektywa. Próbuje „wrobić” córkę w poszukiwanie Trishy, nastoletniej córki sąsiadki, domaga się współpracy z Jonasem – byłym komandosem, częstuje niechcianym chlebem nowych sąsiadów, Greenów, którzy wprowadzili się w okolicę niedawno i próbuje dowiedzieć się, co jej znajomi robią po godzinach przemierzając okolicę, wchodząc na ich posesje i podglądając przez okno. Informacje, które zdobywa przerastają jej oczekiwania. A sposób, dzięki, któremu do niej docierają to gotowy scenariusz na film.

Pozytywnie zaskoczyła mnie Tess Gerritsen tą książką. Pozytywnie 😊. Szczególnie spodobała mi się większa rozpiętość kryminału, znacznie większa liczba wątków. Taka dekoncentracja, wielość epizodów wzbogaca fabułę i powoduje, że nie powieść, nie nudziła mnie ani chwili. Trudno nawet stwierdzić, które wątki zostały przez autorkę wyróżnione, które są głównym, a które pobocznym wątkiem. Na równi zanurzałam się w relacje pierwszoosobowe Angeli, jak i wydarzenia opisywane przez narratora trzecioosobowego w przypadku Amy, Jane czy doktor Maury.  W równym stopniu tropiłam potencjalnych sprawców oczami Angeli i jej sąsiadki, jak i elementy śledztwa prowadzonego na szeroką skalę przez detektyw bostońskiego wydziału zabójstw Jane Rizzoli. Interesowała mnie i Amy, i jej matka, i Carie i Matt Green, a także Trisha i jej rodzice. Oprócz kryminalnej warstwy Gerritsen wplotła w fabułę nieco społecznych wątków. Świetnie wkomponowała postać ojca Daniela w życie Maury. Nie obscesowo, nie jednoznacznie. Bez krytyki, bez osądu. Ot, tak jakby taka była zwykła kolej rzeczy. Podoba mi się to ujęcie. To samo dotyczy Vince’a partnera Angeli i jej byłego męża. Te rodzinne zawiłości stanowiły świetne podłoże na podobnych przeżyć, ale tym bardziej przeżytych przez całkiem inne osoby. Jakby Gerritsen chciała przekazać czytelnikowi ukrytą wiadomość; to dzieje się wszędzie, to może dziać się także obok ciebie, to może przytrafić się tobie.

Autorka zachowała bardzo dobrą proporcję między wątkiem detektywistycznym, amatorsko – kryminalnym i społecznym. Momentami prześmiewcza narracja Angeli dodała książce świeżości  i nieco komediowego sznytu.

Bardzo dobrze napisany lekki kryminał. Bez zbytniego napięcia, bez traum, bez zbędnie pikającego szybciej serca. Idealna pozycja na wieczór zimowy dla fanów tego gatunku.

Moja ocena 7/10.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

„Jestem dość” Magdalena Mikołajczyk

JESTEM DOŚĆ

  • Autorka: MAGDALENA MIKOŁAJCZYK
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 288
  • Data premiery: 23.11.2022r.

@matko jedyna 😊, tak to Ona. We własnej osobie Magda Mikołajczyk kobieta, blogerka, copywriterka, matka, podzieliła się z nami swoimi spostrzeżeniami napisanymi w formie krótkich, zatytułowanych felietonów. Zbiór „rozmów ze sobą”, przemyśleń, czasem krótkiej spowiedzi – bez katolickiego  wydźwięku proszę😉 – znajdziecie w „Jestem dość”. Krótkiej książeczce, która premierę miała 23 listopada roku ubiegłego. Ja dzięki niej wkroczyłam w rok 2023 w całkowicie rozchwianym nastroju. Trochę ze śmiechem przez łzy. Częściej ze spoconymi oczętami. A jeszcze częściej ze zdziwieniem i zachwytem, że można tak szczerze i z wdziękiem opowiadać o sobie. O prawdziwej JA.

Jestem dość” to krótka historia życia Magdy Mikołajczyk, we wszystkich jej odsłonach. W krótkich relacyjnie napisanych opowiastkach zatytułowanych między innymi „pęknięcia” „rodzeństwo” czy „marysia znaczy maria”, czytelnik przemierza zakamarki duszy i życia Magdy Mikołajczyk. Odkrywa jej nowe piękno. Odkrywa jej traumy, trudne doświadczenia, zanurza się w jej jestestwie i bardzo głęboko odczuwa jej emocje. To podróż, w przestworza życia jednej osoby. Kobiety, która na swym blogu wydaje się zawsze uśmiechnięta i szczęśliwa. A która o tym swoim szczęściu i szczęśliwości pisze w całkiem odmienny, od innych sposób. To nie poradnik. Nie! I dzięki temu wzięłam do ręki tę książkę😉.

Z jednej strony zbiór historii napisanych w ciekawy, z humorem, kobiecy sposób. Z drugiej strony historia osoby cierpiącej na depresję chyba od dzieciństwa. Historia dziecka matki alkoholiczki. Kobiety, która mierzyła się razem z córką z chorobą nowotworową. Z jednej strony osobista narracja skłaniała mnie od refleksji w stylu; o! inne też tak mają, o! ona jest taka podobna do mnie, o! jakbym o sobie czytała. Z drugiej strony odczuwałam głębokie współczucie w stosunku do bohaterki książki czytając o jej bardzo trudnych doświadczeniach. Czy to czytamy o depresji, chorobie, smutku, rozpaczy, porzuceniu, alkoholizmie, czy nawet nepotyzmie przy zleceniach  to jednak wynurza się taki komunikat:

jesteś dość, naprawdę, madziulku, ty i każda madziulka na świecie.” – „Jestem dość” Magdalena Mikołajczyk.

(…) bo jesteś sobą, taka, jaka jesteś, jesteś w sam raz, jesteś wystarczająca, świat potrzebuje cię właśnie takiej, (…) z nikim nie musisz rywalizować, z nikim nie musisz się ścigać, z nikim porównywać (…) nie musisz spełniać niczyich oczekiwań. jesteś dość.” – „Jestem dość” Magdalena Mikołajczyk.

Parę razy się popłakałam. Tak szczerze. Tak z serca i bez hamulców. Wiele razy pomyślałam z zachwytem; O!!!! Gdyby kiedykolwiek do mnie tak zwróciła się moja matka. Gdyby kiedykolwiek mnie taką widziała. Pewnie wtedy byłoby mi lżej, tak jak lżej byłoby Madziulce, o której czytałam.

Magdalena Mikołajczyk swoją książką zafundowała mi niezły kołowrotek emocji, który dodatkowo zostały wzmożony zwykłą chorobą. Nie mam do Autorki jednak o to żalu😊. Czuję raczej wdzięczność. Za szczerość. Za otwartość. Za głośne mówienie o depresji. Za świadectwo, że można sobie poradzić ze swoimi traumami i warto sięgać po pomoc do specjalistów z różnych dziedzin.

I za to, że nie można się poddawać i trzeba wiedzieć, że jest się dość.
I ja też jestem dość.
A może przede wszystkim; JA JESTEM DOŚĆ!!!   

Pani Magdo, dziękuję z całego serca !!!!!

Ps. chociaż ten styl z brakiem dużych liter gmatwał mi w głowie nie raz, nie dwa 😊….

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Zło pójdzie za tobą” Mark Edwards

ZŁO PÓJDZIE ZA TOBĄ

  • Autor: MARK EDWARDS
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 480
  • Data premiery: 16.11.2022r.
  • Data premiery światowej: 30.06.2015r.

Zło pójdzie za tobą” Marka Edwardsa przeraziło mnie swoją niespokojną okładką. Ta postać w środku lasu…brrrrrrr…. Możliwe, że dlatego książkę byłam w stanie przeczytać sporo po premierze, która dzięki nakładowi @wydawnictwo.muza.sa miała miejsce w dniu 16 listopada br. Opis owszem był frapujący, intrygujący. Ale cóż z tego jak zabrakło mocy i odwagi, by sięgnąć do samego środka i poznać to zło. Zmierzyć się z nim na słowa, na interpunkcję, na porównania.

Drogi Czytelniku, jeśli jednak kiedyś wsiądziesz do przedziału pociągu w obcym kraju, pamiętaj: pod żadnym pozorem nie zasypiaj. A jeżeli napotkasz dziwny dom w mrocznym lesie, proszę, posłuchaj mojej rady.
Uciekaj.
Jeszcze raz wielkie dzięki za lekturę.
Pozdrawiam
Mark Edwards”

W taki sposób w Liście od Autora pożegnał mnie Mark Edwards na samym końcu powieści. Ja wykorzystując ten cytat wprowadzam Was w fabułę. Bo to miała być naprawdę ostatnia, przed realizacją decyzji o potomstwie podróż po Europie Daniela Sullivana i Laury Mckenzie. Miała się rozpocząć i skończyć jak wiele innych. Przypadkowi podróżni w trakcie zwiedzania Rumunii, Ion i Alina okazali się nie całkiem przypadkowi. A dziwne zachowanie pograniczników rumuńskich, nie całkiem znowu takie dziwne. Spokojna podróż pociągiem zamieniła się walką o przetrwanie i podróż powrotną do Londynu. Tylko, że sama podroż nie wystarczyła….

Książka składa się z siedmiu części i łącznie z sześćdziesięciu czterech rozdziałów. Do fabuły czytelnika wprowadza prolog, a zdarzenia pewną klamrą zamykane są dzięki końcowemu epilogowi. Długość części jest różnoraka. Autor nie zachował tu jednolitości. Skupił się tylko na treści, na podejmowanym wątku. Dla ułatwienia umieścił na wstępie rozdziału i miejsce akcji, i czas. Dzięki temu retrospekcje, czy wydarzenia przyszłe określone zostały miesiącem i rokiem. Nadążanie za akcją nie jest więc trudnością.

Zdarzenia dzieją się w obrębie kilku miesięcy. Kończą w Londynie w styczniu 2014 roku. Zaczynają w trakcie wakacji roku poprzedniego. W roli narratora występuje Daniel, który relacjonuje wydarzenia ze swej perspektywy. Narracja dotyka również zdarzeń, które miały miejsce dużo wcześniej. Dzięki temu czytelnik rozumie, że główne jądro zła toczyło głowy oprawców dużo wcześniej, a sama historia, w której główne role odegrali Daniel i Laura była tylko przypadkową trudnością.

To. Co Się Wydarzyło nie będzie wiecznie towarzyszyć nam, niczym szczerzący kły demon czający się w pokoju za ścianą. Znałem pary, które nigdy nie pozbierały się po zdradzie jednego z partnerów. Mimo, że strona która zawiniła, bardzo się starała, strona pokrzywdzona nie potrafiła zapomnieć. Wiedział, że nie możemy dopuścić do sytuacji, gdy podzielimy ich los.” -„Zło pójdzie za tobą” Mark Edwards.

To takie stadium wpływu Tego. Co Się Wydarzyło  – podążając za Autorem – na życie głównych bohaterów. Ta warstwa thrillera „Zło pójdzie za tobą” jest bardzo wyraźna. To dzięki temu ujęciu czytelnik zostaje umiejętnie wplątany w życie Daniela i Laury po, przed i w trakcie Tego. Co Się Wydarzyło. Dzięki temu czytelnik rozumie mechanizmy, też te związane z zespołem stresu pourazowego i mechanizmami, które pojawiają się w życiu człowieka nim dotkniętym. Druga warstwa to obraz zła w przepięknej, ale jednak niebezpiecznej scenerii Rumunii. Ciekawiło mnie jak Rumuni zareagowali na sposób przedstawienia ich ojczyzny i rodaków  w powieści 😉. Wątek związany z policjantami, pozornymi stróżami prawa, gangsterami jeszcze sprzed poprzedniej władzy trochę przypominał mi atmosferę westernu. Zewsząd bombardowały mnie ukryte komunikaty typu: nikomu nie możesz ufać!!! Uciekaj!!! Sama koncepcja, nie taka znowu futurystyczna, hodowli niemowląt i wzajemnych tajemnic pomiędzy bohaterami a ich bliskimi spowodowała u mnie  dreszcz emocji. Wywołała  napięcie, niepewność i tajemniczość. A to są główne cechy książki pisanej w tym gatunku😊.

Lubicie podróże? Lubicie poznawać inną kulturę? Lubicie ciekawe historie?

Jeśli odpowiedzieliście przynajmniej na jedno z trzech pytań TAK to „Zło pójdzie za tobą” Marka Edwardsa jest książką dla Was. Czytajcie śmiało😊.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Pamiętnik diabła” Adrian Bednarek

PAMIĘTNIK DIABŁA

Autor: ADRIAN BEDNAREK
Cykl: KUBA SOBAŃSKI (tom 1)
Wydawnictwo: NOVAE RES
Liczba stron: 484
Data premiery w tym wydaniu: 28.09.2022r.
\Data premiery: 11.04.2014r.

Pamiętnik diabła”  był debiutem od @Adrian.Bednarek. Premiera z 28 września br. wydana nakładem @WydawnictwoNovaeRes to trzecie wydanie pierwszej części tryptyku z Kubą Sobańskim. Może dlatego nie czuć, że to pierwsza książka Autora😊. Kolejne wydania Bednarek dopieszczał, aż doszedł do perfekcji. Nie znalazłam w książce żadnych luk, nieścisłości, czy braku konsekwencji w narracji. Ciekawe, czy dwa kolejne tomy serii, tj. „Proces diabła” i „Spowiedź diabła” też są tak dobrze zredagowane.

(…) tym właśnie się stałem – wybitną jednostką, która koniecznie musi zaspokoić swoje żądze.” -„Pamiętnik diabła” Adrian Bednarek.

Krakowską społecznością studencką wstrząsnęło morderstwo młodej Ani. Sprawca „(…) pozbawił Anię lewej piersi, prawego oka, odciął jej dolną wargę, rozpruł brzuch i porozcinał wewnętrzne strony ud.” Podobne morderstwo przy użyciu noży wydarza się w Krakowie praktycznie rok później. Śledczy nie wiążą jednak tych zbrodni ze sobą. Kolejno ginie Martyna, Kaja, Ewa i wiele innych młodych kobiet. Nieuchwytny morderca zostaje nazwany Rzeźnikiem Niewiniątek. W tle krakowskich zbrodni Kuba Sobański wiedzie życie studenta. Bogatego syna zamkniętego ojca i znerwicowanej matki. Brata zmarłej tragicznie Klary. Chłopaka Julii i sąsiada Natalii. Pochłoniętego egzaminami na kierunku prawa i zabawą do białego rana, w której ścieżki, śnieg, czy królowa śniegu stanowią główny posiłek. Kim jest tak naprawdę Kuba i Rzeźnik Niewiniątek? Który z nich jest prawdziwą ofiarą, a który sprawcą.

Prolog, pięćdziesiąt pięć ponumerowanych kolejno rozdziałów i epilog. Tyle wystarczyło Adrianowi Bednarkowi, by stworzyć nietuzinkową książkę. Niespokojną, nietypową, pochłaniającą, pełną zakazanych pragnień i spełnionych żądz. Autor zachował idealne proporcje dla tego typu gatunku. To nie kryminał śledczy. W „Pamiętniku diabła” nie mają znaczenia osiągnięcia grupy policjantów starających się złapać mordercę. Nie mają nawet znaczenia krwawe opisy zbrodni, tutaj też Bednarek zachował stosunek wielkości opisu do realnych potrzeb fabuły, a tylko i wyłącznie osobowość sprawcy. I tu zaczyna się cała zabawa. O dziwo, zbrodniarz da się lubić. O dziwo, zbrodniarz ma swoje uczucia, swoje lęki, swoje obawy. O dziwo, to taka podwójna osobowość. Nie psychopata, gdyż odczuwa realne emocje. Raczej narcyz przeświadczony o własnej wyjątkowości. Ciągle pragnący realizacji kolejnych pragnień. Uzależniony nie od magicznego, białego pyłu, jak wielu studentów, a od uczuć, których doświadcza w chwili zabijania kolejnych kobiet.

Czuję zimny dreszcze przechodzący przez moje plecy i wciąż narastające podniecenie. Dzisiaj zrobię to pierwszy raz. Tak długo się przygotowywałem. Nie wiem, jak będzie, ale wiem, że to nieodwracalne.”– „Pamiętnik diabła” Adrian Bednarek.

Do tego jest niezwykle metodyczny, przygotowany, przewidujący. Pełen pasji, a jednocześnie dobrze zorganizowany. Taki wręcz morderca doskonały. Idealnie Bednarek odzwierciedlił jego złożoną osobowość, w której trudno doszukać się tylko negatywnych cech.

Książka mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła😊. Czytałam ją z zaciekawieniem, ogromną uważnością. Chłonęłam stronę po stronie. W fabule dominującą rolę pełni postać Kuby wokół którego wiele się dzieje. Narracja pierwszoosobowa dodatkowo nadaje powieści realizmu.  Wyraźna hierarchizacja wątków jest bardzo dostrzegalna. Bednarek nie mąci czytelnikowi w głowie, nie spycha go na boczne tory. Konsekwentnie realizuje to, czym chce by czytelnik się karmił.

Arcyciekawa, fascynująca, hipnotyzująca i nietuzinkowa. Taka jest książka autorstwa Adriana Bednarka o ciekawym tytule „Pamiętnik diabła”. Szczerze polecam!!!!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

„Martwa woda” Wojciech Wójcik

MARTWA WODA

  • Autor: WOJCIECH WÓJCIK
  • Cykl: KAROLINA NOWAK I KRZYSZTOF ROZMUS (tom 2)
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 657
  • Data premiery: 2.11.2022r.

Dość szybko Wojciech Wójcik puścił w eter drugi tom cyklu z Karoliną Nowak i Krzysztofem Rozmusem. Pierwsza część zatytułowana „Trzecia szansa” miała premierę dopiero co😉, tj. 4.05.2022r. (recenzja na klik). Premierę zatytułowaną „Martwa woda” od Wydawnictwa @Zysk i S-ka z dnia 2 listopada br. przeczytałam jakiś czas temu. Ale niestety, w zawierusze listopadowo – świątecznej o recenzji kompletnie zapomniałam ☹.

W warszawskim akademiku zostaje zamordowana Alina Kozioł, studentka resocjalizacji. Na miejscu zjawia się dwóch policjantów z patrolu, w tym Krzysztof Rozmus były doktorant Uniwersytetu Warszawskiego. Chwilę później na miejscu zbrodni pojawia się Piotrek Malinowski policjant z prewencji, a prywatnie partner zamordowanej. Śledztwo podczas nieobecności naczelnika prowadzi Karolina Nowak pod nadzorem prokuratora Wacława Muchy. Meandry śledczych prowadzą do wydarzeń sprzed dwudziestu lat, którymi interesowała się zmarła studentka i jej przyjaciółka Honorata. Czy dawne zaginięcie Marysi, śmierć Lolka i Dżesiki miało coś wspólnego z bieżącymi wydarzeniami? Ze wszystkich sił tego stara się dowiedzieć i Karolina, i wspierający ją Rozmus.

Wojciech Wójcik, podobnie jak w poprzednich kryminałach – kluczył, kluczył, aż wykluczył ciekawe rozwiązanie zagadki tajemniczych śmierci😉. Książkę czytałam z zaciekawieniem. Skończyłam późno w nocy czując, że jestem już blisko ostatecznego rozwiązania. Mapka, która znalazła się na jej wstępnych stornach od początku mnie intrygowała. Zastanawiałam się, co wspólnego z warszawskimi morderstwami wśród studentek ma chata wuja, przystań, Dąbrówka i drzewo wisielca. Autor miał jednak na tę mapkę ciekawy pomysł. I ten pomysł okazał się bardzo trafiony. Przeplatająca bieżące wydarzenia niepokojąca narracja opisująca z perspektywy pierwszoosobowej wydarzenia sprzed dwudziestu lat dodała fabule magii. Relacja z aktualnych wydarzeń pokazana jest natomiast z perspektywy trzecioosobowej. Tym bardziej, że narrator dość wcześnie porównał Marysię, Alinę do Karoliny Nowak, śledczej prowadzącej dochodzenie w sprawie niespodziewanego morderstwa w warszawskim akademiku. I od tamtej pory przepadłam. Szukając w czytanych fragmentach jakiegokolwiek znaku wskazującego, kto z bieżącego otoczenia Nowak brak udział w mazurskich wydarzeniach, które kładły się cieniem na aktualne śledztwo. Nieźle to sobie Wójcik wymyślił…

Bardzo dobrze wczułam się w klimat studenckiej rzeczywistości. Ciekawie Autor przedstawił życie studentów, łączące ich relacje, piętrzące się problemy. Motyw żyjących w akademiku okazał się dla mnie bardzo ciekawy. Tym ciekawszy, im Wójcik dodawał kolejnych bohaterów. Głuchoniemy Albin to wręcz postaciowy majstersztyk. Tak samo jak świat warszawskich naukowców. Mimo, że Rozmus jest aktualnie zwykłym krawężnikiem, świetnie wkomponował się w rolę słuchającego profesorów, doktorantów, doktorów i innych pracowników uniwersyteckich. To są jednak specyficzni bohaterowie, do których idealnie wkomponował się były doktorant. Jak to u Wójcika bywa czytelnik bombardowany jest licznymi wątkami pobocznymi, które rozciągają fabułę do niebotycznych rozdziałów. Dzięki nim można się wiele nauczyć. Wątek z dębami szypułkowymi wydający mi się niepotrzebny w ogóle mnie nie znudził. To samo dotyczyło kwestii kwasu cytrynowego. W postaci skrystalizowanej kwasek używam do odkamieniania czajnika elektrycznego, a tu taka niespodzianka! Poboczny wątek resocjalizacji więźniów również został odzwierciedlony w sposób bardzo interesujący. Sama postać ojczyma Aliny dodatkowo wzbogaciła fabułę. Najsłabszy element to zakończenie. Przy tych wszystkich zawiłościach równoległe śledztwo nabrało wręcz niemożliwego znaczenia. A co na to Karolina? Jak zwykle uniosła się dumą. Ciekawe, co z tego będzie. Ciekawe, czy się dowiem.

Karolina Nowak to interesująca bohaterka. O dziecku, byłym mężu, czy ojcu córki Wójcik wspomniał od niechcenia. Taka subtelna maszyna policyjna. Polubiłam ją od pierwszej części, od „Trzeciej szansy”. Jest literacką postacią na miarę swojej poprzedniczki z serii o Agnieszce Jamróz i Pawle Łukasiku. Przyjemnie się czyta historię opartą na wyrazistej i konsekwentnej kobiecej postaci. Oby tak dalej Panie Wojciechu. Oby tak dalej.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Mam na imię Jutro” Damian Dibben

MAM NA IMIĘ JUTRO

  • Autor: DAMIAN DIBBEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: SERIA BUTIKOWA
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 9.11.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 3.04.2019r.

Listopad nie jest moją ulubioną porą roku☹. Pełen jest smutnych wieczorów, ciemnych popołudni i zimna. Nie wiem też skąd we mnie odwaga, by przeczytać kolejną premierę od  @WydawnictwoAlbatros z dnia 9 listopada br. wydaną w pięknej oprawie Serii butikowej. Po opisie Wydawcy na tylnej obwolucie „Mam na imię Jutro” autorstwa Damiana Dibbena już wiadomo, że bez łez, smutku i głębokiej refleksji się nie obędzie. Jak to jednak mówią „Do odważnych świat należy”, więc i ja zaczęłam przemierzać światy łączące człowieka z jego najwierniejszym przyjacielem, czasem jedynym prawdziwym przyjacielem, jakim może być pies.

Ten, kto decyduje się na posiadanie psów, straci ich wiele w swoim życiu. Ja byłem psem, który stracił wielu ludzi”. – „Mam na imię Jutro” Damian Dibben.

Przez wiele lat wierny pies czekał na swego pana na schodach weneckiej katedry. Jutro w ten sposób zaczynał nowy dzień. Wypatrywał jego blond włosów, prostej sylwetki i tęsknił za ogromną mądrością. W międzyczasie poznał wiele ludzkich historii. Zrozumiał na czym polega życie i po co potrzebna jest ludziom oraz psom przyjaźń. Oglądał się za siebie. Szukając i swego pana, i tego, który krył się za jego zniknięciem. Już stracił nadzieję. Już wydawało się, że pozostanie na zawsze stęskniony na schodach katedry. Aż poczuł trop…. Ten jedyny. Ten znienawidzony.

To nie historia przyjaźni między człowiekiem i jego psem, jakby się mogło wydawać z opisu Wydawcy. To raczej historia Vildera i Valentyna. Mężczyzn złączonych jednym jestestwem, jednym pragnieniem by nieść ludziom ukojenie. By ciągle sięgać niemożliwego. By ciągle odkrywać… łącząc matematykę z chemią, chemię z fizyką. Którym daleko do magii.

Naukowcy ? (…) Jesteśmy najbardziej pomylonymi stworzeniami pośród wszystkich stworzeń. Królami głupców…” – „Mam na imię Jutro” Damian Dibben.

Postać wiernego psiego towarzysza okazała się tylko ciekawostką. Jego perspektywa jest tłem dla ciekawej narracji, która jest mocną stroną książki. Na otaczający świat Jutra i jego pana patrzymy z perspektywy czterech łap. Z poziomu jego przyjaciela Sporco, z którym tworzy sforę. Z punktu widzenia Blaise. Niezapomnianej. Nieodżałowanej. Jedynej. Nieszczęśliwej Angelique i niewinnego Jerome’a. A także „(…) żołnierzy, diuków, gondolierów, kamieniarzy…”

Nie jestem fanką fantastycznych powieści. Fabuła trochę mnie zawiodła. Po opisie i pierwszych recenzjach spodziewałam się całkiem innej powieści😉. Damian Dibben zabrał mnie jednak w ciekawą podróż, w której nic nie jest oczywiste, a początek nie okazuje się wcale końcem. Taki literacki misz masz, pomieszanie gatunków. Dzięki retrospekcji w latach czytelnik poznaje i Francję za czasów Króla Słońce, i Anglię, a także całkiem odległe rejony, w które wiedzie jedwabny szlak. Warstwa historyczna stanowi tło dla ciekawej warstwy społecznej. Dotkniętej od niechcenia w wielu wcieleniach. Opisanych jakby bez przymusu, bez skrzętnego, historycznego początku i końca. Tak jakby trochę. Tak jakby częściowo.  To dzięki dwóm równolegle przedstawionym liniom czasowym czytelnik poznaje historię Jutra i może zanurzyć się w opowieść o tym, co już za głównymi bohaterami. Autor pomaga czytelnikom w odnajdywaniu się w czasoprzestrzeni. W kolejno ponumerowanych, zatytułowanych rozdziałach wyraźnie dopisuje i miejsce, i czas; „Wenecja. 1688-1815…”. Dzięki temu rozeznanie się i w miejscu, i w czasie nie jest trudne. Tym bardziej, że akcja powieści osadzona jest istotnie w czasach dawno minionych.

Książka „Mam na imię Jutro” Damiana Dibben to mieszanina historii, nostalgicznego dziennika podróżniczego i ckliwej opowieści o przyjaźni ponad rasami. To zdecydowanie książka dla fanów fantastyki osadzonej w dalekiej historii, w krynolinach, haftach, koronkach i weneckich balach. Ja z książką nie znalazłam zbytnio wspólnego języka. Choć narracja Jutra podobała mi się najbardziej.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

„Z tobą będzie inaczej” Milena Wójtowicz

Z TOBĄ BĘDZIE INACZEJ

  • Autorka: MILENA WÓJTOWICZ
  • Wydawnictwo: SINE QUA NON
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 12.10.2022r.

Książkę „Z tobą będzie inaczej” autorstwa @wojtowiczmilena, która premierę miała 12 października br. przeczytałam po poleceniu jej mojej przyjaciółce😉. To ewenement. To wręcz nieprofesjonalny absurd. Na moją obronę napiszę tylko, że zadziałało w tym przypadku nazwisko Autorki. Poprzednią publikację od Wójtowicz zatytułowaną „Zaplanuj sobie śmierć” (recenzja na klik) subiektywnie zaliczyłam do dobrych, polecanych przeze mnie pozycji z gatunku komedii kryminalnych. Założyłam więc, że @WydawnictwoSQN zaserwowało czytelnikom podobny relaks z książką „Z tobą będzie inaczej”. Źle zrobiłam? A jakże….

Jak to się stało, że Celina Nowacka uznana została za wspólne grono znajomych za idealną partnerkę dla boskiego Jana Zbędnego, tfu Niezbędnego, a raczej Zbendy? Uff….  Dlaczego Jan Menda, tfu Zbenda, jeszcze będąc w związku z atrakcyjną Malinowską musiał wysłuchiwać, że byłby idealnym partnerem dla Nowackiej? Kogo winić za plotkę rozsiewającą się samoczynnie po okolicach Wrocławia, w której Nowacka zabija byłą narzeczoną Zbendy alias Zbenda morduje swą byłą narzeczoną, by związać się z Nowacką. Matyldę? Iwonę? Czy przystojnego podkomisarza, któremu ktoś niechybnie chlapnął co nieco w trakcie przesłuchania? I to coś teraz nie może się od niego odkleić…..

Lekka, łatwa i przyjemna😊. Jak pyszne cappuccino z pianką podane w mżysty poranek. Takie jak powinno być, by smakowało. Tak określiłabym komedię kryminalną „Z tobą będzie inaczej” Mileny Wójtowicz i to z należnym jej szacunkiem. Autorka w osiemnastu rozdziałach stworzyła delikatną historię pełną wyrazistych postaci, tych głównych i tych pobocznych oraz licznych gagów sytuacyjnych, słownych i pomyłek. Czytając wielu polskich autorów humorystycznych kryminałów zawsze pokuszę się, a raczę czuję wewnętrzny przymus jako ogromna fanka Joanny Chmielewskiej, o porównanie do samej Królowej, dzięki której pogłębił się mój książkoholizm😉. W przypadku Wójtowicz podobieństwo dostrzegam.

– Jaką mendą, Janem Niezbędnym jak już, tobie niezbędnym! Jan Zbenda,…”  Pomyłki w dialogach, niedopowiedzenia. To cecha książek Chmielewskiej, która zawsze nadawała opowieściom polotu. Jak w przypadku Wójtowicz. Nie od dziś wiadomo, że zawodząca komunikacja przedstawiona w bardzo humorystyczny sposób pozwala na urozmaicenie dialogów i prześmiewcze pokazanie rzeczywistości w komediach kryminalnych. W tym zakresie Autorka nie zawiodła po raz kolejny.

Nic dziwnego, że ta narzeczona, tfu, była narzeczona, dała mu się zamordować – gość był szalenie rozpraszający.” Każdy fan Chmielewskiej dostrzeże w takich sformułowaniach pewną zbieżność. I jedna, i druga Autorka sprytnie wykorzystuje wisielczy humor doprowadzając czytelnika jak nie do jawnego śmiechu, to przynajmniej uśmieszku pod nosem i błysku w oku. I w przypadku jednej, i drugiej Pani świetnie czytało mi się fragmenty, w których twórca próbuje wytłumaczyć odbiorcy na czym polegają udane związki damsko – męskie, a raczej czym się charakteryzują. A z tym, jeśli macie jakiekolwiek doświadczenie z książkami tego typu, jest naprawdę finalnie bardzo różnie.

Z góry przepraszam za niezamierzone porównanie Pani Mileny Wójtowicz do Joanny Chmielewskiej. Myślę jednak, że brzmi zachęcająco. Wszak Chmielewska królowała na polskich półkach czytelniczych przez dekady. I tego z całego serca życzę Pani Milenie😊.

A tym, którym nie w smak padający śniego – deszcz i marznąca nawierzchnia, a także przedświąteczna praca związana z lepieniem pierogów, sprzątaniem, myciem okiem i innymi bzdetami, polecam książkę „Z tobą będzie inaczej”, z którą spędzicie miło czas. Przecież nie musicie się zawsze katować dramatami, thrillerami, czy krwistymi kryminałami! 😉

Moja ocena: 7/10

Moją opinię o książce przeczytaliście dzięki współpracy z Wydawnictwem Sine Qua Non.

„Galatea” Madeline Miller

GALATEA

  • Autorka: MADELINE MILLER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 72
  • Data premiery: 9.11.2022r.
  • Data premiery światowej: 4.07.2013r.

W ubiegłorocznej recenzji „Pieśni o Achillesie” (recenzja na klik) Madeline Miller przyznałam, że nie czytałam jej bestsellerowej „Kirke”. Do chwili obecnej tego nie nadrobiłam😉. A już na pewno nie nadrobię w tym pełnym wyzwań okresie przedświątecznym. Pochwalę się jednak, że w ferworze przedświątecznej gorączki przeczytałam najnowszą przepiękną publikację od @WydawnictwoAlbatros debiutującą 9 listopada br. I choć opowiadanie „Galatea” ma tylko kilkadziesiąt stron to wzbudziło we mnie silne emocje.

I wtedy wiedziałam, że czas ułożyć się nieruchomo, by on znów mógł udawać, że dla niego budzę się z kamienia.” – „Galatea” Madeline Miller.

W fantazji na temat mitu o Galatei, kobiecie stworzonej przez rzeźbiarza, któremu niemiłe były prawdziwe kobiety, pełne wad i nieczystości, a z którą po cudownym ożywieniu przez Wenus stworzył prawdziwy związek, Madeline Miller idzie o krok dalej.

Jak obiecuje Wydawca w swoim opisie:

Nawet najdoskonalsze istoty nade wszystko pragną wolności.
Posąg z marmuru – kobieta – żona – matka – wolny duch – Galatea.”

Ona – kobieta. Ona – bezimienna. Ona – układająca się w sposób by zadowolić swego stwórcę, swego męża i swego ojca jednocześnie. Ona….

Bardzo mnie się podoba jak Madeline Miller podchodzi do klasycznych mitów i opowieści. Przekłada je na swój, bardzo literacki język. W swoje dzieła wplata sporo realizmu. Tak jak „Pieśni o Achillesie” w opowiadaniu „Galatea” ukazuje nam inną wersję pierwotnej historii Owidiusza. Nie ma w jej „Galatei” szczęśliwego zakończenia. Nie ma tylko męskiego punktu widzenia, w którym kobieta ma służyć mężczyźnie i stworzyć z nim szczęśliwą relację, ale tylko na jego warunkach. W innej sytuacji, związek jest nieudany. A nie każda z nas może zaakceptować odrażające warunki, nieswoje idee i niechciane warunki życia. Nie każda z nas potrafi do końca życia układać się w sposób, który podoba się naszym mężom i które jako jedyne są przez nich do zaakceptowania.

To bardzo krótka historia z zawoalowanym morałem. Z przejęciem czytałam o Galatei od Madeline Miller tak wytresowanej, że dokładnie wiedziała, czego oczekuje od niej jej stwórca. Jest to kobiecy punkt widzenia tego sławnego mitu, który w pierwotnej wersji kończy się wieczną szczęśliwością kobiety, w którą wierzą tylko ograniczeni mężczyźni. Z przejęciem, a może bardziej silną niezgodą czytałam o Galatei w roli matki. Jej tęsknota za Pafos wręcz porażała. Tak silnie, jak porażała obojętność opiekunów Galatei i jej samego męża.

To wariacja na temat tego, jak w świecie traktuje się kobiety, które pragną wolności, które się przeciwstawiły mimo wielu ograniczeń zobrazowanych tak literacko w posągu. To wariacja na temat tego, co zrobi matka, by uchronić swe dziecko, by choć trochę odzyskało należne mu życie. To nie klasyczna powieść, ani tym bardziej romans. To nawet nie jest opowiadanie historyczne. To diagnoza relacji damsko – męskiej opowiedziana w sposób bardzo metaforyczny, skłaniający do refleksji i zastanowienia się, czy naprawdę chcemy być takimi kobietami….

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Błaganie o śmierć” Marek Krajewski

BŁAGANIE O ŚMIERĆ

  • Autor: MAREK KRAJEWSKI
  • Wydawnictwo:ZNAK
  • Seria: EBERHARD MOCK (tom 12)
  • Liczba stron: 391
  • Data premiery: 12.10.2022r.

Minął prawie rok od wydania jedenastej części cyklu z asystentem kryminalnym Eberhardem Mockiem. Premiera poprzedniego tomu „Diabeł stróż” miała miejsce 18 października 2021 roku (recenzja na klik). W trakcie Targów Książki w Katowicach w dniu 5 listopada w rozmowie z Adamem Szają (smakksiazki.pl) @krajewskimarek bardzo, jak zwykle zresztą 😊, elokwentnie odmawiał Prowadzącemu deklaracji, że dwunasty egzemplarz serii, mimo deklaracji na tylnej obwolucie publikacji, nie będzie tym ostatnim😉. W trakcie spotkania dowiedziałam się również o spostrzeżeniach Autora na temat serialu „Erynie” i roli, którą Twórca Mocka w niej odegrał oraz o wierności  względem Wydawcy @wydawnictwoznakpl, a także o osobistym spostrzeżeniu związanym z nietypową, jak na Krajewskiego, książką „Demonomachia” (recenzja na klik). Niestety egzemplarz dotarł do mnie po wspomnianych Targach, więc nie mogłam odnieść się do niego i podpytać na spotkaniu Pana Marka o pomysły na elementy fabuły. Musicie wiedzieć bowiem, że książka  „Błaganie o śmierć” debiutująca 12 października br. obfituje w wyjątkowe przejawy fantazji Autora, które – mam wrażenie – w przypadku Mocka są nadal niewyczerpane.

– Jestem gniewem i zgorszeniem – powtarzał cicho.
 – A ty staniesz się częścią natury, bo każdy nawóz jest jej cząstką…” – „Błaganie o śmierć” Marek Krajewski.

To usłyszała Herta Rossenbach pracująca w najstarszym zawodzie świata, chwilę przed utratą przytomności w swojej piwnicznej komórce. Jej pracodawczyni Panna Therese Berger oprócz nieobecnej Herty stwierdziła również porwanie jej maleńkiej, niespełna rocznej córeczki Bettiny. Pamiętając zamiłowanie Eberharda Mocka do jej pracownicy panna Berger niezwłocznie udała się do niego po pomoc. Zawiłości kryminalnego wrocławskiego świata przywiodły Mocka również do sprawy śmierci Georga Mittaga zabitego w trakcie bokserskiego pojedynku przez śmiertelne uderzenie pięścią Arnolda Behringera. Co porwanie matki i córki Rossenbach ma wspólnego ze śmiercią boksera spowodowaną przez jednego z zawodników Wrocławskiego Związku Bokserskiego Kępa Strzelecka? Tego musi dowiedzieć się Mock, o którym plotkuje się, że zaginiona kobieta „(…) była kiedyś jebadłem gliniarza, a ów gliniarz jest ojcem jej bękarta.”

Marek Krajewski jest wierny postaci Eberharda Mocka, zgodnie z zasadą, którą znalazłam w książce;

Pańska reputacja kroczy przed panem, Mock. Tak jak pycha przed upadkiem.”  -„Błaganie o śmierć” Marek Krajewski.

Mock jest nadal kulejącym asystentem kryminalnym obyczajówki. Mając trzydzieści sześć lat mieszka z ojcem, Willibaldem Mocku, z którym ma dość zawiłe relacje. Wspomniany wątek rodzinny dotyczący również brata udowadnia, że Mock skądś jednak pochodzi, że w jakiejś rodzinie jednak wyrósł. Wszystkich zna i z wszystkimi ma pewne koligacje. Z wrocławskimi szanowanymi obywatelami wchodzi w relacje zbudowane na strachu, szantażu i wiedzy, którą Mock zdobywa różnymi sposobami. To inne czasy, niż opisywane we współczesnych procedurach kryminalnych. I to jest wyższość kryminałów retro nad współczesnymi. W tym gatunku nie ma limitów. Kiedyś po prostu było inaczej, a i winę było udowodnić raz trudno, raz zbyt łatwo, w zależności od motywacji śledczych. Główny bohater ma dwie namiętności. Jedna z nich często uniemożliwia mu ranne wstawanie, druga za to kiedyś przywiodła go do doktora Epsteina mającego renomę wśród klientów pewnego sortu. By dowiedzieć się jakie to namiętności sięgnijcie po nie tylko najnowszy tom, ale całą serię o Ebim Mocku.

Wracając jednak do „Błagania o śmierć” ponownie zachwycił mnie wysoki poziom literackiej narracji, w której wybrzmiewa klasyczne, wyższe wykształcenie Autora oraz jego rzadka, bądź co bądź, umiejętność konstruowania przepięknych wypowiedzi. Każde słowo przemyślane. Każdy przecinek i inny znak interpunkcyjny postawiony z rozwagą. Każde zdanie wkomponowane idealnie w całą narrację. Dość, że Autor lubi ład i porządek w swym wizerunku, to jeszcze w konstrukcji książki. Zamiłowanie Pana Marka Krajewskiego do dyscypliny czytelnik odnajdzie już w spisie treści. Jest i prolog, i epilog. A cały trzon powieści stanowi czternaście zatytułowanych rozdziałów.

W trakcie czytania wręcz pławiłam się w słowach, które dawno wyszły z użycia. Niektóre z nich zaznaczyłam sobie na marginesie: oberlufty, miazmaty, huncwot, pijanica, pugilares, fiakier. Spodobały mi się w wielu miejscach porównania i epitety, o które trudno w tym gatunku u innych pisarzy, takie jak; złotousty sługa Temidy, literalna treść, amfiteatralne pulpity, hamletyzujący doktor. Z takich zwrotów i słów na które zwróciłam uwagę mogłabym i sama stworzyć małą publikację. Tyle urozmaicających sformułowań zafundował nam Marek Krajewski w najnowszym Mocku. Majstersztykiem było oznaczanie czasu typu „Szły trzy kwadranse na szóstą po południu…”, które stosowane jest jeszcze w języku czeskim. A propos wiecie która to godzina?

Sama intryga kryminalna pełna jest gangsterskiego smrodu, dwudziestolecia międzywojennego, brudnych ulic, mokrych kamienic i ciemnych, wrocławskich zaułków. Postaci zobrazowane na miarę czasów, w których osadzona jest akcja. Rzezimieszki, drobni złodziejaszkowie, draby na wynajem i mordercy bez skrupułów. Wątek „jebców” różnej maści i kwestii prezerwatyw sprzed ponad stu lat dodaje powieści dodatkowego smaczku. A do tego wspaniały Wrocław, którego już dawno nie ma. Nazwy ulic, placów, wiernie wyjaśnione w przypisach….. Tak jakby odbyć podróż w przeszłość. W nostalgiczną przeszłość Breslau.

Posłowie przeczytałam z takim samym zainteresowaniem jak samą kryminalną intrygę. Jak zwykle znalazłam w nim ogromny szacunek do współpracowników, uwypukloną rolę eksploratora i ciekawy zwrot w stronę samego Mocka😉. Pan Marek Krajewski to autor wielkiego kalibru. O czym świadczy sposób, w jaki zwraca się do czytelnika, nawet w tak trudnej dla Autora kwestii jak zgłaszanie znalezionych w publikacji nieścisłości. Zachęca do słania listów przez „uważnych Czytelników”  bezpośrednio Autorowi. Ja też spostrzegłam jedną maleńką literówkę, której zgłoszenie, ze względu na wspaniałą literacką narrację całej publikacji sobie odpuściłam. Mam nadzieję, że Pan Marek mi to wybaczy i nadal będzie dla mnie pisać😊.

Zdecydowanie „Błaganie o śmierć” odebrałam lepiej, niż poprzednią część o Mocku. Wątek kryminalny okazał się dla mnie bardziej spójny, choć tak samo interesujący jak w poprzednich częściach i innych książkach Autora. Tylko żal. Żal samego Mocka mówiącego o sobie:

Nie chcę już dłużej znać siebie samego. Najchętniej bym się pożegnał sam ze sobą.”  -„Błaganie o śmierć” Marek Krajewski.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Czarna księga” Ian Rankin

CZARNA KSIĘGA

  • Autor: IAN RANKIN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: INSPEKTOR REBUS (tom 5)
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery : 26.10.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 2009r.
  • Data premiery światowej: 1993r.

26 maja br. na moim blogu czytelniczym opublikowałam recenzję 21 tomu serii z Inspektorem Rebusem (recenzja na klik), która światową premierę miała w 2016 roku. Zerkając na stronę brytyjskiego wydawnictwa, w którym publikuje Autor dowiedziałam się, że od tego czasu Ian Rankin opublikował trzy kolejne części już z emerytem Rebusem w roli głównej, kolejno w roku 2018, 2020 i 2022. Na polskie wydania jeszcze przyjdzie mi poczekać😊. By umilić fanom Rebusa czekanie @WydawnictwoAlbatros cofa się o lata świetlne, to jest do lat dziewięćdziesiątych z początków cyklu. Właśnie skończyłam czytać piąty tom zatytułowany „Czarna księga” debiutujący 26 października br., w którym akcja osadzona jest wśród magnetowidów, kaset wideo, powszechnych telefonów stacjonarnych i jednocześnie telefonów bezprzewodowych, bynajmniej nie takich, które zna współczesna młodzież 😉.  

Szlachetny samotnik, trochę nieokrzesany, który dobre serce maskuje szorstkim usposobieniem i złośliwym poczuciem humoru.” -„Czarna księga” Ian Rankin.

To cały Inspektor John Rebus, który tym razem wraz ze swoimi współpracownikami  Brianem Holmesem i sierżant Siobhan Clarke zajmuje się dwoma z pozoru niezwiązanymi ze sobą sprawami. Pierwsza dotyczy ugodzenia nożem mężczyzny w okolicy rzeźnika przy South Clerk Street. Druga, bardziej osobista napaści na detektywa sierżanta  Briana Holmesa, wiernego współpracownika Rebusa. Czy czarna księga, w której Holmes zapisuje notatki nie dających mu spokoju spraw ma coś wspólnego z napaścią na niego?

Myślał o odwiecznym problemie dobra i zła. Jeśli człowiek ma złe myśli – fantazje o okrucieństwie i pożądaniu – to wcale nie znaczyło, że jest zły. Ale jeśli umysł był pełen cywilizowanych myśli, a człowiek pracował jako oprawca… Wszystko sprowadzało się do tego, że ludzie są osądzani wedle swoich czynów i po tym, jak funkcjonują w społeczeństwie, a nie po tym, co mają w głowie.” -„Czarna księga” Ian Rankin.

Według mnie najsłabsza część z Johnem Rebusem, którą dotychczas przeczytałam. Oparta w głównej mierze na gangsterskich porachunkach z przeszłości związanych z pożarem w hotelu przy Prince Street, niedaleko dworca kolejowego Waverley, który „(…) Pod koniec swojego istnienia zaczął jednak poupadać. Gdy liczba gości spadła, uczciwy biznes został wyparty przez nieuczciwy…” Rebus kroczy między uczestnikami przestępczego światka współcześnie i w przeszłości. Wśród całkiem obcych twarzy rozpoznaje kogoś znajomego. Twarze dopasowuje, jak puzzle do nazwisk znajdujących się w aktach dawno zamkniętych spraw. Do tego będąc zawieszonym w edynburskiej policji. Eh, taki samozwańczy Chuck Norris.

Ten na wskroś detektywistyczny kryminał ma jednak swoje mocne strony. Po raz kolejny zwróciłam uwagę na ukłon Autora w stronę sir Conana Doyle’a. Brian Holmes otrzymał swoje nazwisko po sławnym Sherlocku, a komendant Watson, zwany Farmerem po jego słynnym druhu doktorze Watsonie. Oczywiście oprócz nazwiska niewiele ich łączy z wybitnymi postaciami literackimi😉. Do tego w specyficzny sposób Rankin przestawił relacje łączące Rebusa z jego komendantem i szefem dochodzeniówki Lauderdale’em, zwanym Pierdzielem. Idealnie też zobrazował związek Rebusa z doktor Patience Aitken, jego bratem Michaelem, a także dalszą rodziną. Wprowadzenie wątku ciotki Eny i prezentu, który od niej otrzymał odebrałam w bardzo dobry sposób. Mam też swoje ulubione sceny. Scena odwiedzin u księdza, scena ze studentami, sceny z Nell, a także scena, w której czytałam, „(…) To telefon bezprzewodowy.  Nienawidzę tych wynalazków. Rozmawiasz z kimś przez pięć minut, a potem słyszysz, jak spuszcza wodę. Okropność…”

Wątek kryminalny zdecydowanie poniżej moich oczekiwań, choć postaci śledczych zostały zobrazowane w bardzo dobry sposób. Tę część broni warstwa obyczajowa, która idealnie wkomponowuje się w pracę śledczych i ich problemy na wielu płaszczyznach. Książkę zdecydowanie polecam fanom detektywów starego typu, szorstkich, niedostępnych, a do tego niezwykle inteligentnych i posiadających ten szósty zmysł, którym wielu współczesnym śledczym brakuje.

Moja ocena: 7/10

Książkę podarowało mi   Wydawnictwo Albatros, za co bardzo dziękuję.