„Poszukiwany ukochany” Beth O’leary

POSZUKIWANY UKOCHANY

  • Autor: BETH O’LEARY
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Seria: MAŁA CZARNA
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 25.01.2023r.

Dzisiaj z rana zabrałam się wreszcie za moją stertę książek przeczytanych, które wciąż czekają na zrecenzowanie. Ta, o której dziś chciałam Wam opowiedzieć swoją premierę miała pod koniec stycznia br. „Poszukiwany ukochany” Beth O’Leary  należy do serii Mała Czarna Wydawnictwa Albatros.  Fajne kolorowe okładki kryją pod sobą zabawną, lekką treść. Przeczytałam wszystkie tytuły z serii, jedne zachwyciły mnie bardziej, inne mniej. Muszę jednak powiedzieć,  że te autorstwa Beth O’Leary zawsze mi się podobały. Najbardziej podobał mi się debiut autorki pt. „Współlokatorzy”, do gustu przypadła mi też „Zamiana”, bowiem przypomina mi świetny film „Holiday”. Kolejna powieść autorki pt. „W drogę” podobała mi się jednak zdecydowanie mniej. Dlatego z lekturą „Poszukiwanego ukochanego” trochę się wstrzymywałam. Jaki wrażenia miałam po jego lekturze? Przeczytajcie sami…

Walentynki… 

Rano… Siobhan czeka w kawiarni na spóźniającego się Josepha, zdziwiona tym, że zaproponował jej spotkanie rano, mimo, że do tej pory spotykali się tylko wieczorem w jej pokoju hotelowym. Nie udaje jej się jednak poznać przyczyny tej zmiany, gdyż mężczyzna się nie pojawia.

Wczesne popołudnie…   Miranda  cieszy się na walentynkowy lunch z Carterem, z którym spotyka się od pięciu miesięcy i ma nadzieję, że będzie to okazja do uczczenia jej nowej pracy. Niestety jej chłopak nie pojawia się…

Wieczór…  Jane czeka na przyjaciela Josepha Cartera, który zgodził się udawać na przyjęciu jej chłopaka. Nie znają się długo, jednak dziewczyna jest rozczarowana, gdy okazuje się, że najwyraźniej została wystawiona…

Całość trafnie podsumowuje opis wydawcy: „Trzy kobiet. Trzy randki. Jeden nieobecny mężczyzna.” Mnie jednak najbardziej zaintrygowała i zachęciło do lektury hasło „Poznajcie Josepha Cartera. Jeśli tylko uda Wam się go znaleźć”.

Po przeczytaniu opisu z jednej strony wydawało mi się, że wiem, czego się spodziewać. Trzy kobiety i mężczyzna, który je zwodzi, na którym nie można polegać. Pomyślałam sobie, że pewnie autorka pójdzie w motyw zemsty i nauczki. Jednak do końca coś mi nie pasowało, nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. I muszę powiedzieć, że książka zaskoczyła mnie po całości. Okazała się czymś zupełnie innym niż się spodziewałam. Rozwikłanie zagadki okazało się sporym zaskoczeniem. Nie mogę jednak zdradzić nic więcej, by Wam nie zepsuć tej przyjemności.

Książka pisana jest w narracji trzecioosobowej, naprzemiennie z punktu widzenia trzech kobiet. Akcja rozwija się spotkaniowo, powoli autorka zdradza nam coraz więcej o bohaterach i łączącej ich relacji. Powieść czytało mi się bardzo fajnie. Szybko i przyjemnie. Uwielbiam pozycje, które tak pozytywnie mnie zaskakują, nie są oczywiste i nie idą utartym schematem.

Jeśli potrzebujecie rozrywki, lekkiej lektura, która przyniesie ze sobą cała gamę pozytywnych uczuć to zdecydowanie polecam Wam „Poszukiwanego ukochanego”. Czytajcie!:)

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„W drogę!” Beth O’Leary

W DROGĘ!

  • Autorka: BETH O’LEARY
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: MAŁA CZARNA
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 29.09.2021r.
  • Data premiery światowej: 29.04.2021r.

Autorkę Beth O’Leary, której „W drogę!” @WydawnictwoAlbatros wydało w dniu 29 września br., poznałam dzięki książce  „Współlokatorzy”. O książce tej napisałam w recenzji „(…) Opowiedziana historia jest bardzo pozytywna i zabawna, często śmiałam się na głos😉. Jak już napisałam bardzo pozytywnie nastraja do życia i na pewno jest świetnym sposobem na relaks i odpoczynek”. Zakładałam więc, że kolejne wydanie w ramach cyklu „Mała czarna” również będzie mi się podobać. Do tej pory książki tej serii traktowałam jako miłe urozmaicenie dla trudnych psychologicznych dramatów, czy mrożących krew w żyłach zagadkach kryminalnych.

To historia drogi, w której spotyka się pięcioro pasażerów. Każdy z nich ma własne doświadczenia, własną historię. Każdy z nich podążą w wiadomym sobie kierunku, choć i są tacy, którzy nie wiedzą dokąd zmierzają. Licząca 600 kilometrów podróż do Szkocji na ślub przyjaciółki zamienia się w wizytę w lunaparku, gdzie jedna za drugą karuzela obraca nas wokół naszej, własnej osi. A zaczyna się od pozornie niegroźnej stłuczki. A potem, jak to mówią, im dalej w las, tym ciemniej…

Początek naprawdę udany. Dużo o pomyśle wspólnej podróży, nadziejach. Sporo emocji wokół niezamierzonej kolizji, która przyczyniła się do frustracji, ujawnienia dawno skrywanych uraz i gniewu oraz przymusiła do skonfrontowania się z przeszłością. Zapowiadało się nieźle. Niestety gdzieś w połowie książki zaczęłam tracić zainteresowanie. Autorka podążała z góry powziętym zamiarem, by jednak było optymistycznie, miło, czasem wręcz infantylnie. Mój brak zainteresowania wynikał więc z tego, że naprawdę porywająca historia stała się trochę mdła, bez wyrazu.

Podobała mi się formuła zastosowana w książce przez Autorkę. Lubię konstrukcje, w których jest jasny podział na „tu i teraz” oraz „wcześniej”. Dzięki temu czytelnik śledzi losy uczestników podróży i równocześnie poznaje  przeszłość Addie i Deba, którzy kiedyś byli sobie bliscy. Czegoś mi jednak w tej pozycji brakowało i to dość mocno.  Niby nie była zła, a jednak mnie nudziła. Jak już wspomniałam pomysł na fabułę fantastyczny, tylko rozpisanie jej w wątki, opowieści, dialogi nie spełniły moich oczekiwań.  Taka niby przyjemna i lekka lektura, po której przeczytaniu poczułam się bardzo zmordowana. Jak po bardzo męczących przedświątecznych porządkach.

Moja ocena 6/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.