„Afgańska perła” Nadia Hashimi

AFGAŃSKA PERŁA

  • Autorka: NADIA HASHIMI
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO KOBIECE
  • Liczba stron: 512
  • Data premiery w tym wydaniu: 13.07.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 20.10.2015r.

Ależ mi się podoba motto @ Wydawnictwo Kobiece, które brzmi „Wydawnictwo Kobiece – z książką kobiecie do twarzy!” Chwytające, prawda? Mam nadzieję, że i mi z książką jest do twarzy😉.

Z tą na pewno😊. Mowa o przepięknym wznowionym wydaniu książki Nadii Hashimi pt. „Afgańska perła”, która debiutowała w tej oprawie w dniu 13 lipca 2022 roku. Poprzednie wydanie, choć mniej zielone, znalazło się na polskich półkach księgarskich w dniu 20.10.2015r. Co dziwne Nadia Hashimi jest pediatrą, a przygodę z pisaniem zaczęła właśnie od tego tytułu, który powstał po podróży do Afganistanu skąd pochodzi jej rodzina. Debiutancka książka (tytuł oryginalny: The Pearl That Broke Its Shell) miała swoją premierę w maju 2014 roku. Więcej interesujących szczegółów o autorce znajdziecie w opublikowanym na stronie Wydawnictwa wywiadzie TUTAJ.

Mężczyźni nie interesują się „wyjątkowymi” kobietami. Powinnaś to wiedzieć.” -„Afgańska perła” Nadia Hashimi.

Początek ubiegłego wieku. Afganistan. Szekiba, dziewczyna o połowie twarzy zniekształconej po polaniu gorącym olejem zostaje jedyna przy życiu z całego rodzeństwa. Wkrótce traci matkę. Póki żyje ojciec udaje jej się cieszyć życiem. Po jego śmierci, decyzją babki i wujostwa rozpoczyna tułaczkę wśród obcych ludzi. Jak niewolnik czekając, co zgotował jej los. Jakie jest jej przeznaczenie.
Kilkadziesiąt lat później. Rahima. Jedna z pięciu córek ojca obwiniającego swą żonę o brak męskiego potomka. Obok niej w domu wychowuje się Szahla, Parwin, Rohila i Sitara. Oddana wraz z dwoma siostrami przez ojca na żonę kilkakrotnie od niej starszego mężczyzny. W wieku trzynastu lat. Tylko w wieku trzynastu lat.

Trudna książka. Jak to często z literaturą piękną bywa, która mniej ma stanowić rozrywkę, a więcej uczyć, przeżywać i wzbudzać różne, czasem trudne emocje. Tak było i tym razem. Bo jak przejść obojętnie obok stwierdzenia matki dziewczynek, którym zabroniono chodzić do szkoły: „(…) Po prostu nie możemy ryzykować. Wiesz, jacy są chłopcy w ich wieku. Ojciec zwyczajnie nie chce ich narażać na głupie zaczepki chłopaków z sąsiedztwa.” Jak godzić się na nieuzasadnione poddaństwo: „(…) Mężczyźni rozsiadali się na nich, pili herbatę i oblizywali palce po obiedzie, obgadując bieżące „sprawy”. Już po wszystkim kobiety i dzieci mogły dokończyć po nich jedzenie, o ile coś zostało. Służba była ostatnia. Czekała na swoją kolej w nadziei, że coś prześlizgnie się przez wygłodniałe palce poprzedników.”

Nadia Hashimi nie pozostała obojętna na to, co stało się z krajem jej przodków. W życiu Szekiby i Rahimy opisała zmiany społeczno – polityczne, które nie wyszły Afganistanowi na dobre. Po ubiegłowiecznym rozluźnieniu, po rządach najpierw Habibullaha Chana, a później jego syna Amanullaha Chana, który abdykował 14 stycznia 1929 roku, przyszedł czas na rządy Talibów niweczący akt ściągnięcia przez królową Soraję czadoru i odsłonienia głowy. Gdzie życie afgańskich kobiet zaczęło być z powrotem trudne, upadlające, uzależnione od pierwszych do ostatnich dni od mężczyzn, ich fanaberii, ich nastroju i ich wyobrażeń. Warstwa społeczna w powieści jest wyjątkowo uwypuklona. Hashimi wiernie odzwierciedliła poglądy, tradycje, obrzędy, zwyczaje i nawet najprostsze czynności charakteryzujące określony okres w życiu afgańskich kobiet. Zwróciła uwagę na wiele aspektów, które nie są tak obecne w naszym życiu, że czasem aż trudno uwierzyć, że nadal istnieją.

 „(…) Ktoś, kto nie docenia jabłka, nie docenia całego sadu. Trzeba się cieszyć z małych rzeczy. Wiesz, że i tak nigdy im nie dogodzisz. Im prędzej to zrozumiesz, tym lepiej.” -„Afgańska perła” Nadia Hashimi.

Wstrząsnął mną problem uzależnienia od opium, który Nadia Hashimi również podjęła. Opium  nazywany eufemistycznie; lekarstwem. Przy okazji dowiedziałam się, że „Obecnie 90% światowej (85% na rynku europejskim) produkcji opium pochodzi z Afganistanu, gdzie jest ono głównym źródłem utrzymania miejscowej ludności” (cyt. za https://pl.wikipedia.org/wiki/Opium z dnia 23.10.2022r.). Przerażająca statystyka. Faktem jednak jest, że odurzonymi obywatelami  łatwiej rządzić. Zadziwił natomiast bacza posz. Obyczaj, który ma na chwilę dać wytchnienie afgańskim dziewczynkom. Powstały tylko dla wygody ojca, nigdy matki, a tym bardziej nie dla samej córki. Temat ten również został podjęty w innej książce, o której było swego czasu głośno, a mianowicie powieści Jenny Nordberg „Chłopczyce z Kabulu”. Ciekawe kulturowe zjawisko w tak islamskim kraju. W którym nawet za płeć potomka odpowiada wyłącznie kobiety, mimo biologicznych argumentów przemawiających całkowicie za czymś innym. Wszyscy go akceptują. Wszyscy szanują przemianę. Wszyscy zmieniają stosunek do będącej baczą posz.

Autorka przedstawiła w powieści „Afgańska perła” cały wachlarz rozmaitości, która cechuje tak skomplikowany kraj, jakim jest Afganistan.  Na podstawie różnych życiorysów (nie tylko dwóch głównych bohaterek, ale również pobocznych postaci) objaśniła bardzo szeroko tło historyczne i kulturowe. Dokonała odważnej oceny tłumacząc skąd wzięły się krzywdzące dla kobiet przepisy oraz praktyki.  Zwracając jednocześnie czytelnikowi uwagę, że maja one niewiele wspólnego z islamem czy nawet z afgańską tradycją narodową. Przecież przed dojściem talibów do władzy życie afgańskich kobiet było lżejsze, bardziej przystępne.

Nie obyło się jednak bez zgrzytów. W kilku miejscach wyłapałam nieścisłości. Przykładowo na stronie sto pięćdziesiątej przeczytałam o ogromnej, wręcz niewyobrażalnej kwocie dziesięciu tysięcy afgani za ….córkę. A wcześniej, gdy Rahima robiła zakupy czytałam o ogromnej hiperinflacji, w której pieniądze traciły wartość, a sprzedawca za chleb proponował osiem tysięcy afgani. Tak samo jak stwierdzenie z początku książki (strony 28-29), że Ismail był zachęcany po śmierci żony do ponownego ożenku. Ten fragment brzmiał bardzo nieprzekonująco; „(…) Krewni zlecieli się jak sępy. (…) wszyscy namawiali ojca Szekiby, żeby wreszcie skorzystał z okazji i zaczął nowe życie z nową żoną. (…) lecz zrozpaczony Ismail nawet nie chciał ich słuchać. Był zbyt zmęczony, by zabiegać o rękę przyszłej wybranki, a rodzina nie chciała mu pomóc w zaaranżowaniu małżeństwa…” Czytając czułam zgrzyt. Bo gdyby rzeczywiście namawiali i zachęcali, rodzina dająca sobie prawo do decydowania za innych, szybko podjęłaby działania, by doprowadzić do ponownego ożenku syna i brata. Niespójność obserwowałam również w odniesieniu do postaci. Były niejednoznaczne. Przedstawione przez autorkę jako dobre i złe jednocześnie. Jak Mardżan, żona Azizullaha. Odnosząca się z szacunkiem do Szekiby tłumacząca rządzące krajem zasady. Nagle zamienia się w żądną zemsty kobietę pozbywającej się służącej, która wypełniania wszystkie powierzone jej obowiązki. Próbowałam przekartkować powieść i powrócić do poprzedniego wątku licząc, że coś mi umknęło. Nie, nie umknęło. Po prostu stosunek innych bohaterów do Szekiby i Rahimy zmieniał się jak w kalejdoskopie. Jakby autorka chciała czytelnika jeszcze bardziej zszokować uwypuklając pewne zachowania, bez względu na fakt, czy rzetelnie wynikają z rysu osobowościowego postaci. Język i narracja jest mniej płynna. Wielość wątków może niektórych zanudzać i utrudniać odbiór. Ja zachwyciłam się opisanym światem, mimo bardzo osobistego odbioru, który chwilami powodował poczucie stresu. Jest to powieść bardzo barwna, nie w sensie stylu, czy tempa książki, lecz w odniesieniu do przedstawionej fabuły. To swoistego rodzaju saga o losach dwóch kobiet, które starały się przetrwać w niesprzyjającym im świecie. I cieszę się. Cieszę się, że urodziłam się w kulturze zachodu.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

„Wieża strachu” Przemysław Borkowski

WIEŻA STRACHU

  • Autor: PRZEMYSŁAW  BORKOWSKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 394
  • Data premiery: 12.10.2022r.

Bardzo sobie cenię książki Przemysława Borkowskiego. Lubię cykl z prokurator Gabrielą Seredyńską, więc gdy usłyszałam, że w październiku premierę będzie miał trzeci tom bardzo się ucieszyłam. Dwa poprzednie wywarły na mnie ogromne wrażenie, nie mogła się już doczekać sięgnięcia po trzeci. Czy sprostał on pokładanym w nim nadziejom? Przeczytajcie sami.

Tym razem nasza bohaterka ma do rozwikłania zagadkę dwóch ciał znalezionych w apartamencie na 30 piętrze luksusowego wieżowca w centrum Warszawy. Makabryczne znalezisko zdaje się nie zawierać żadnych wskazówek. Patrząc na miejsce znalezienia zwłok trudno odtworzyć kolejność zdarzeń i stwierdzić co się tu wydarzyło. Prokurator z udziałem śledczych stara się wnikliwie krok po kroku odkryć, co tak naprawdę miało miejsce i muszę Wam zdradzić, że nie raz zostaną zaskoczeni.

Większości z nas chyba nie raz zdarzyło się zastanawiać nad tym, czy to co nas spotyka dzieje się naprawdę. Wokół tego pytania autor osnuł fabułę swojej najnowszej książki. Akcja toczy się wokół dwóch planów czasowych, naprzemiennie osłaniając mam wydarzenia z obydwu z nich. Jeden z nich skupia się wokół śledztwa prowadzonego przez prokurator Seredyńską.  Rozpoczyna się w momencie jej przybycia na miejsce zbrodni. Drugi przedstawia wcześniejsze wydarzenia, które w pewien sposób doprowadziły do śmierci mężczyzny i kobiety. Zdarzenia te przedstawione są z punktu widzenia Krystiana Zapały. Natomiast nie do końca wiemy jaką rolę w tych zdarzeniach on odegrał. W trakcie przedstawionej przez autora akcji zaczynamy podejrzewać, co mogło tam się wydarzyć. Gdy tylko zaczyna nam się wydawać, że to wiemy, autor myli nam trop, podsuwa nowe wskazówki żeby koniec końców okazało się, że wszystko jest tylko złudzeniem i tak naprawdę do końca nikt nie wie, co się rzeczywiście wydarzyło. W pewnym momencie podczas lektury miałam poczucie pewnego znużenia wątkiem, nazwijmy go egzystencjalnym. Tym, że drugi plan wydarzeń rozgrywał się prawie w całości wokół rozważań dotyczących tego, co jest rzeczywiste, a co nie. Porównałbym to do akcji Matrixa, bowiem założenie jest takie, że człowiek jest przeświadczony o tym, iż to jego życie, że czegoś doświadcza, że coś dzieję się naprawdę, tymczasem może się okazać, że wszystko jest tylko złudzeniem, wytworem naszego umysłu. Wszystko zmierza do pytania, czy tak naprawdę w ogóle istnieje coś takiego, jak obiektywna rzeczywistość, czy wszystko nie jest tylko naszą interpretacją, bądź bardzo rzeczywistym wytworem naszego umysłu. Tak jak powiedziałam, w pewnym momencie miałam poczucie, że tego wątku jest za dużo. Pragnęłam więcej akcji toczącej się bezpośrednio wokół śledztwa, a mniej tych wcześniejszych wydarzeń. W pewnym momencie rzeczywiście tak się stało, ten drugi wątek został zawieszony, odsunięty na boczny plan, a śledztwo ruszyło pełną parą. Natomiast po przeczytaniu całości muszę oddać honor autorowi i stwierdzić, że wszystko łączy się w spójną całość, wszystkie te rozważania, drobne zdarzenia mają swój cel i sens. Wydaje się, że autor pisząc swą powieść bardzo dokładnie wiedział, co chce nam powiedzieć. Chodziło mu  zdecydowanie o coś więcej niż tylko o przedstawienie kryminalnej intrygi. Dał czytelnikowi pretekst do rozważań dotyczących złudzeń, realności i poniekąd sensu naszego istnienia. Kwestie dotyczące wizji, możliwości naszego umysłu są niesłychanie interesujące, a rozważania na ten temat moglibyśmy toczyć w zasadzie bez końca, gdyż tak naprawdę w tym temacie wiele kwestii pozostaje tylko założeniem. Na pewno większość tych założeń można poddać w wątpliwość. Powieść ta może staje się więc zaczątkiem do rozmyślań na bardzo ważne tematy, które dotyczą każdego z nas. Po zakończeniu lektury muszę więc powiedzieć, że nie zmieniłabym w niej ani jednego zdania. Każde zdarzenie jest jak najbardziej uzasadnione i przekonywujące. Książka wciąga, intryguje, wzbudza emocje.

Bardzo podobała mi się też tytułowa metafora – wieża strachu – nawiązuje do miejsca, w którym toczy się akcja, w której dokonało się zło. Szklany wieżowiec wniesiony przez człowieka, na nienaturalnej dla człowieka wysokości, wydaje się przeczyć boskim prawom i prawom fizyki. Wydaje się być wyrazem pychy człowieka, wyrazem jego manii wielkości, roszczenia sobie pretensji do bycia wybitnym gatunkiem, lepszym od innych. Autor pośrednio zadaje pytanie czy życie w takim miejscu jest zgodne z prawami natury, czy jest dobre dla człowieka? Czy nie jest to tak, że to gdzie żyjemy, w jakich okolicznościach, w jakich warunkach wpływa na to jak toczy się nasze życie? Wpływa na to, czy do głosu  dochodzi drzemiące w nas zło, czy dobro. Bardzo ciekawy i zasługujący na refleksję jest to wątek i brawa dla autora za jego poruszanie. Jestem pod wielkim wrażeniem i serdecznie zachęcam was do lektury.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Porzuceni” Maciej Kaźmierczak

PORZUCENI

  • Autor: MACIEJ KAŹMIERCZAK
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 5.10.2022r.

Może w przypadku poprzedniej książki debiutującej 2 lutego 2022 roku od @Maciej Kaźmierczak pt. „Nikt” (recenzja na klik) zadziałał tzw. efekt aureoli.  Może. Możliwe też, że po prostu poprzednia powieść bardziej zachwyciła mnie postaciami podkomisarz Kamili Szolc i starszej aspirant Edyty Gawron, której w tym tomie jakby mniej. Możliwe. A może po prostu sama fabuła, tak różna od poprzedniej i bardziej skomplikowana, odebrana została przeze mnie mniej entuzjastycznie niż wspominany powyżej „Nikt”. Będąc nałogowym molem książkowym przekonałam się już nie raz i nie dwa, że publikacje tego samego autora mogą podobać się raz mniej, a raz bardziej. Nie zmienia to faktu, że do przeczytania thrillera sensacyjnego „Porzuceni”, który premierę miał 5 października br. od @wydawnictwo.muza.sa Was zachęcam. I fanów psów, i fanów każdego innego zwierzęcia😉.

Tomasz Lipiński spacerując ze swoim wyżłem weimarskim wraz z przypadkowo spotkaną Malwiną Król z jej suczką Fibi, dokonują makabrycznego odkrycia w pobliskim parku. Częściowo wykopane zostaje truchło innego psa. Interesując się znaleziskiem przypatrujący się pracy śledczych mieszkańcy dowiadują się o odkryciu ciała kilkuletniego chłopca, a także innych zwierząt. W tym samym czasie z pobliskiego domu dziecka, w którym pracuje Malwina ginie dziewięcioletni Marcin goniący Gandalfa, psa przygarniętego przez wychowawców sierocińca. Podkomisarz Kamila Szolc od razu wiąże te dwie sprawy. Do śledztwa zostaje włączony też gdański komisarz, który z podobną sprawą miał związek trzy lata wcześniej. To wtedy na bałtyckiej plaży zaginął kilkuletni chłopiec, a jego ciało znaleziono niewiele później.

Już po rozpoczęciu czytania zastanawiałam się, czy Autor pokusił się o nawiązanie do fabuły opartej na zwyrodnialcu Michale „Szarym” Grysie z kryminału „Nikt”. I nie zawiodłam się😊. Z czego się niezmiernie cieszę. Wszak intryga była tak ciekawa, że jeszcze długo po zapoznaniu się z nią pozostała ze mną. Nawet teraz pamiętam emocje, które we mnie wzbudziła.

Emocji nie zabrakło również przy czytaniu książki „Porzuceni”, choć przyznaję, że po pierwszym zdenerwowaniu i frustracji związanej ze zbrodnią najpierw dokonanej na niewinnych zwierzętach, a zaraz potem na tak samo niewinnych kilkuletnich dzieciach, poziom skomplikowania i zagmatwania wątków przerósł moje oczekiwania. A to wszystko przez szeroki aspekt psychologiczno – obyczajowy, który dotknął Kaźmierczak i to praktycznie w każdym aspekcie. W aspekcie damsko – męskim. Z punktu widzenia relacji między siostrami, które sięgają aż dwutysięcznego piętnastego roku, czyli praktycznie siedem lat przed okresem, w którym dzieje się opisana w książce akcja. W sposobach traktowania zależności w hierarchii policyjnej, czy nawet pomiędzy niespodziewanie spotkanych obcych osób. Wpleciony wątek romansowy dodatkowo skomplikował mój odbiór. W tym aspekcie wręcz coś we mnie krzyczało wewnątrz; naprawdę!!! Maciej Kaźmierczak namieszał nawet bardziej, niż w poprzedniej publikacji zatytułowanej „Nikt”. Tak, zdecydowanie bardziej. Trudne obrazy ludzkiej egzystencji zostały opisane w sposób, jakby były zbudowane na najbardziej prymitywnych odczuciach, zwierzęcych odruchach. Nie rozumiem jednak roli sąsiadki, która jak twierdził Tomasz w rozmowie z nim potwierdziła zgoła co innego, niż w rozmowie ze śledczymi. Nie zrozumiały dla mnie był jej wątek w tej całej historii, choć rola okazała się znacząca dla rozwikłania zagadki. Zabrakło mi i argumentów przemawiających za przyjaźnią, oddaniem, i argumentów uzasadniających strach, szantaż i tym podobne. Tak samo wątek dziecka Agnieszki. Jak przy takiej aktywności bądź co bądź nie połapała się co tak naprawdę się wydarzyło. Zaspojlerowałam? Nie, nie sądzę. Wbiłam raczej klina o co w tej intrydze związanej z dziećmi chodzi😉. Na obronę napiszę, że koncepcja cienia bardzo przypadła mi do gustu. Tak bardzo, że przy zakończeniu wręcz wołającym o kontynuację, chętnie o nim jeszcze przeczytam.

Konstrukcja książki również zasługuje na wspomnienie. Osiemdziesiąt dwa rozdziały, w których rozpisano parę następujących po sobie dni, aż do wydarzeń z 19 października 2022r. Wisienką na torcie jest wizyta w pewnym miejscu, która zdarzyła się rok później. Śledczy działali szybko i sprawnie. Tak samo jak bohaterowie, których w powieści jest bez liku. Narracja pędziła jak samochód rajdowy, w typowo kaźmierczakowskim stylu. Żadne tam fiu bziu. Żadne ozdobniki i opisy przyrody. Tylko akcja. Tylko sensacja.

Tym, co lubią biegać długie dystanse, niekoniecznie po mieście😉, szczerze P*O*L*E*C*A*M.

Moja ocena: 7/10

Książką obdarowało mnie Wydawnictwo Muza, za co bardzo dziękuję.

„Kobieta, która kochała legwana” Marta Guzowska, Leszek Talko – Lucja Słotka sezon 1, odcinek 3

KOBIETA, KTÓRA KOCHAŁA LEGWANA

  • Autor: MARTA GUZOWSKA, LESZEK TALKO
  • Seria: LUCJA SŁOTKA. ODCINEK 3
  • Wydawnictwo: WIELKA LITERA
  • Liczba stron: 141
  • Data premiery: 01.09.2022r.

Pierwszego września premierę miał trzeci tom literackiego serialu kryminalnego autorstwa Marty Guzowskiej i Leszka Talko pt. „Kobieta, która kochała legwana” wydany nakładem wydawnictwa Wielka Litera. Myślę, że Lucji Słotki już nikomu przedstawiać nie trzeba. Jest to inteligentna, bezkompromisowa, silna kobieta, pracująca jako Home Disaster Manager.
Tym razem bohaterka otrzymuje zlecenie od Wieśki Orzeł, jednej z najpopularniejszych kobiet polskiego show-biznesu, bożyszcze tłumów, gwiazdy disco polo. Tym samym Lucja wkracza w świat niekontrolowanych zachcianek, wahań nastrojów, kaprysów, sławy i blichtru. Piosenkarka akurat jest w trasie, podróżując autokarem w którym wraz z nią znajduje się w kilku współpracowników. Nieoczekiwanie kobieta zostaje otruta herbatą z termosu. Bez wątpienia musiała to zrobić któraś z towarzyszących jej osób. Lucja wraz z sierżantem Koniecznym i Władkiem musi dojść do tego, kto to zrobił. Żeby zamieszania było mało w autobusie pojawia się jeszcze postać uwielbianego przez artystkę legwana i psa, czyli Sławomir i Violetta.

Książeczkę czyta się szybko, jest zabawnie, zwariowanie i lekko. Autorzy odsłaniają kulisy show biznesu, obnażają jego powierzchowność i sztuczność, a to wszystko w lekkiej, pełnej humoru odsłonie. Przewracając stronę za stroną, uśmiechając się pod nosem, albo nie tylko, nawet się nie orientujemy, kiedy dochodzimy do końca książeczki. Chociaż muszę się przyznać, że tym razem w trakcie lektury odczułam pierwsze objawy lekkiego znużenia materiałem, mianowicie miałam poczucie, że w każdym odcinku wszystko toczy się według tego samego scenariusza. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach zdarzy się coś, co mnie zaskoczy i stworzy wrażenie odświeżenia, bowiem bardzo polubiłam postać Lucji Słotki. Kolejne odcinki jej przygód to gwarancja świetnej rozrywki i mile spędzonego czasu. Tych z Was, którzy jeszcze nie znają tej serii, gorąco zachęcam do zmiany tego stanu rzeczy😊 Naprawdę warto!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.

„Zagrajmy w butelkę” Ian Rankin

ZAGRAJMY W BUTELKĘ

  • Autor: IAN RANKIN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: INSPEKTOR REBUS (tom 4)
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery : 28.09.2022r.
  • Data premiery światowej: 1992r.

O wznawianiu przez @WydawnictwoAlbatros serii z Inspektorem Rebusem wspomniałam przy okazji recenzji trzeciego tomu serii pt. „Kieł i pazur” (recenzja na klik). Co ciekawe czwarty tom cyklu zatytułowany „Zagrajmy w butelkę” premierę światową miał w 1992 roku i w oryginale nazwany został „Strip Jack”. Nie wiem skąd polskie tłumaczenie dla tak świetnego odzwierciedlenia fabuły w oryginalnym tytule. 13 czerwca 2016 roku tegoż samego Wydawnictwa ukazała się kolekcja Kryminały Na Lato: Ian Rankin i Peter May, w której skład wchodziło siedem książek  Iana Rankina, ale żadna z nich nie była premierą z 28 września br. Wcześniejszego wydania kryminału nie znalazłam. Zakładam więc, że rok pierwszego wydania polskiego to jednak 2022😊. Jeśli macie inną wiedzę w tym temacie dajcie proszę znać. Uzupełnię moją😉. Co do samego Autora to przytoczę pewien cytat; „Zanim został pisarzem pracował jako zbieracz winogron, świniopas, poborca podatkowy, kiper, dziennikarz piszący o sprzęcie hi-fi i muzyk punkowy.”[cyt. za https://pl.wikipedia.org/wiki/Ian_Rankin z dnia 19.10.2022r.).  Nieźle, co ? Niby wiemy, że pisarze mają lub mieli przed książkami jakieś tam swoje zawodowe życie, ale żeby w jednym autorze znalazł się i zbieracz winogron, i świniopas, a jeszcze poborca podatkowy. No, to już chyba rzadkość😉.

Istnieją gorsze formy prostytucji niż bycie dziwką.” – „Zagrajmy w butelkę” Ian Rankin.

Aktywny w świadomości publicznej polityk, męski członek Parlamentu z okręgu Północnego i Południowego Esk, Gregor Jack zostaje przyłapany na nocnej wizycie w ekskluzywnym domu publicznym w Edynburgu. Poseł, który „(…) Nie miał przysłowiowych trupów w szafie – miał całą kostnicę”. Jego sytuacji nie poprawia odnalezienie jego żony – Liz Jack – martwej. Śledztwo Rebusa i jego współpracowników zaczyna zahaczać o czasy przeszłości. O świat dawno miniony, gdy Gregor Jack miał swoją paczkę, w skład której oprócz niego samego wchodzili: Rab Kinnoul znany aktor, jego żona Cath, Ronald Steel, Andrew Macmillan i inni. Czy komuś z paczki przyjaciół „na zawsze” zależało na zdyskredytowaniu Gregora? Czy może komuś z paczki… ale może raczej ze zgrai?

Zgraja. Co robi zgraja zwierząt, kiedy jedno z nich osłabnie albo okuleje? Zostawia je na pewną śmierć, a najsilniejszy idzie na czele.”  – „Zagrajmy w butelkę” Ian Rankin.

Uwielbiam wznowienia, a szczególnie wznowienia z lat, które sama pamiętam, tak jak lata dziewięćdziesiąte ubiegłego stulecia. Fabuła kręcąca się wokół kaset video, magnetowidów, telefonów stacjonarnych i kaset magnetofonowych nie jest dla mnie niczym nowym i dziwnym. Czytając nazwy tych produktów od razu przed oczami mam ich wygląd, funkcjonalność i sceny z własnego życia, w których je używałam. To jest wartość dodana, której nie odnajdę w aktualnie wydawanych po raz pierwszy publikacjach. Ian Rankin zabrał mnie ponownie, praktycznie w tylko trzynastu zatytułowanych rozdziałach w prawie zapomniany przeze mnie świat. Przypomniał mi go i zaciekawił fabułą, w której związki międzyludzkie ogrywają znaczącą rolę. Nie tylko w obszarze samego morderstwa Pani Jack, lecz także w sferze nocnego nalotu na ekskluzywny dom publiczny oraz kradzież pierwszych wydań książek w gabinecie jednego z roztargnionych profesorów. Nawet współpraca dziennikarzy z policją miała swój personalny wydźwięk. Wydźwięk, który nie skrzeczał i nie fałszował. Wręcz idealnie się wkomponował w akcję i kryminalne wydarzenia.

Narracja jest trzecioosobowa, spójna, kompletna i bardzo systematyczna. Czytelnik nie gubi się, kto wchodzi i wychodzi, kto jest i był przesłuchiwany, kogo tym razem Rebus podejrzewa, a kogo już nie. I właśnie to wchodzenie, wychodzenie, przyjeżdżanie, wyjeżdżanie i tak dalej przyprawiało mnie chwilami o ból głowy. Inspektor detektyw Rebus wraca do tych samych wątków, sprawdza te same poszlaki, przesłuchuje tych samych świadków, co rusz rzuca światło na jakiś aspekt śledztwa, by zgasić je dość szybko. Jakby nie był pewny. Jakby nie miał pomysłu. Jakby nie miał intuicji, choć w wielu chwilach ma przebłyski geniuszu, o których sam czasem wspomina. Zauważyłam też ukłon Rainkina w stronę Sir  Arthura Ignatiusa Conana Doyle’a, szkockiego pisarza. Wszak dwaj współpracownicy Rebusa to Brian Holmes i zwany przez wszystkich „Farmer” Watson😊. Te postaci nawet dostały pewne spójne ze znaną parą Conanowskich bohaterów cechy. Jeden z nich jest bardziej przenikliwy, drugi bardziej spontaniczny. Jeden częściej się myli, drugi raczej trafia swymi spostrzeżeniami w sedno. Urocze. Naprawdę urocze.

Dość sporo w tej części, wspomnianych poprzednio wątków obyczajowych. Ian Rankin nie zostawił sfery seksualnej bohaterów w spokoju. Poruszył nawet męskość inspektora Rebusa i jego relacji z Patience czyniąc powieść bardziej ciekawszą pod kątem fabularnym. W „Zagrajmy w butelkę” tak samo liczy się detektywistyczna robota, jak i relacje międzyludzkie. Co do rozwiązania zagadki kryminalnej to….. A co tam, sami sprawdźcie i podzielcie się swoimi odczuciami.

Zachęcam do lektury kolejnej części cyklu z ciekawym inspektorem Rebusem, napisanej w typowo szkockim stylu.

Moja ocena 7/10.

Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję Wydawnictwu Albatros.

Recenzja przedpremierowa – „Na wieczne potępienie” Małgorzata Rogala

NA WIECZNE POTĘPIENIE

  • Autor: MAŁGORZATA ROGALA
  • Seria: PEŁNIA TAJEMNIC (TOM 3)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 335
  • Data premiery: 26.10.2022r.

26 października premierę będzie miała najnowsza powieść Małgorzaty Rogali pt. „Na wieczne potępienie” od wydawnictwa Czwarta Strona Kryminału. Jest to trzeci tom cyklu „Pełnia tajemnic”, w której bohaterką jest Monika Gniewosz Uwielbiam książki autorki. Do niedawna jedną z moich ulubionych serii była ta o Agacie i Sławku. Lubię też serię z Celiną Stefańską. A ostatnio przeczytałam fenomenalną serię z Weroniką Nowacką, której akcja rozgrywa się w środowisku szkolnym. W „Pełni tajemnic” bohaterką jest policjantka Monika w Gniewosz, która pojawiła się już, jako postać drugoplanowa, w ostatnich tomach serii z Agatą i Sławkiem. Bardzo polubiłam tą bohaterkę, która ma za sobą przemocowe małżeństwo, a jednocześnie znalazła w sobie dość odwagi by próbować zacząć wszystko od nowa.

W powieści „Na wieczne potępienie” Monika w dalszym ciągu układa swoje nowe życie. Niedawno kupiła nowy dom. Wraz z córką dopiero się w nim urządzają. W Pełni odnalazła swoje miejsce na ziemi. Mają tu swoich przyjaciół, dobrze im się tutaj żyje, czują się bezpiecznie. Niespodziewanie w pociągu relacji Gdynia – Grudziądz dochodzi do morderstwa. Ofiarą jest młoda kobieta, a pasażerami było kilku mieszkańców Pełni, którzy podróżowali kursującym zaledwie 2 razy w tygodniu jedynym bezpośrednim pociągiem z Gdyni do Grudziądza. Jedną z nich była 28 letnia mieszkanka Pełni Liliana. Miesiąc później kobieta znika, a policja znajduje jej zwłoki. Nagie, upozowane, w lesie nad jeziorem. Kiedy w niedługim czasie w podobnych okolicznościach zostaną znalezione zwłoki kolejnej kobiety policjanci zaczynają podejrzewać, że mają do czynienia z seryjnym mordercą. Śledztwo jednak zostajemy im odebrane na rzecz Komendy Miejskiej. Czy Monika wraz z partnerem Tadeuszem zrezygnują z dochodzenia do prawdy?

Książkę czyta się rewelacyjnie wciągnęła mnie od pierwszej strony. Bardzo lubię styl autorki. Niby niespieszny, zawierający liczne wątki obyczajowe i psychologiczne, jednocześnie ciekawe i intrygujące. Wielowymiarowe postacie i ich psychologia to bowiem zdecydowanie mocna strona autorki. Przede wszystkim główna bohaterka. Niby twarda, nieustępliwa, pewna siebie policjantka, z drugiej strony jednak kobieta, która przez lata tkwiła w przemocowym związku. Pełna więc strachu niepewności, lęków i wątpliwości, jednocześnie znalazła w sobie dość siły, by zawalczyć o nowe życie dla siebie i nastoletniej córki. Bardzo podoba mi się również stworzony przez autorkę klimat małomiasteczkowej Pełni. Jest to miejsce, gdzie plotki rozchodzą się z prędkością światła, a wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Jednocześnie jest to miejsce, w którym można mieć kontakt z naturą, w którym jest spokój cisza i przyjaźni ludzie. Przenosząc się kolejny raz do Pełni czułam się jakbym odwiedziła znajome miejsce, do którego mam sentymentalny stosunek i za którym zdecydowanie tęskniłam. Tak jak za pierwszym, i za drugim razem, tym razem również spędziłam tam wspaniale czas i jestem bardzo wdzięczna autorce za stworzenie tego literackiego świata. A tych, którzy jeszcze nie czytali pozostaje mi tylko zachęcić do lektury. Wierzę, że tych, którzy czytali pierwszy i drugi tom, do lektury trzeciego zachęcać nie trzeba. Nadmienię tylko, że powieść tą można czytać oczywiście bez znajomości poprzednich tomów. Aczkolwiek jako wierna fanka autorki zachęcam do sięgnięcia po każdą stworzoną przez nią powieść. Nie pożałujecie!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU Czwarta Strona i autorce.

„Milioner, który napisał testamenty” Marta Guzowska, Leszek Talko – Lucja Słotka sezon 1 odcinek 2

MILIONER, KTÓRY NAPISAŁ TESTAMENTY

  • Autor: MARTA GUZOWSKA, LESZEK TALKO
  • Seria: LUCJA SŁOTKA. ODCINEK 2
  • Wydawnictwo: WIELKA LITERA
  • Liczba stron: 145
  • Data premiery: 01.08.2022r.

Na początku tego miesiąca premierę miał 4 odcinek literackiego serialu kryminalnego autorstwa Marty Guzowskiej i Leszka Talko, wydawany przez Wydawnictwo Wielka Litera, a ja właśnie odkryłam, że przez niedopatrzenie i brak czasu nie zamieściłam jeszcze recenzji drugiego i trzeciego tomu. Zacznę więc od opowiedzenia Wam o drugim odcinku pod tytułem „Milioner, który napisał testamenty.” Lucja Słotka, niezwykła Home Disaster Manager podejmuje się kolejnej misji. Polski milioner mieszkająca na stałe w Australii John Polend, czy tradycyjnie Jan Koniecpolski, zleca jej zakup w Warszawie apartamentu i urządzenie go w sposób niesłychanie imponujący. Ma również zebrać w tym mieszkaniu w dniu jego przyjazdu najbliższych krewnych i przyjaciół. Nie byłoby w tym nic, co mogłoby przysporzyć naszej bohaterce trudności, lecz niespodziewanie mężczyzna myli terminy i pojawia się na progu mieszkania 10 dni wcześniej. Lucia jednak daje sobie z tym radę, gromadzi w mieszkaniu osoby, na których milionerowi zależało. I tak w drogim apartamencie przy Alei Róż w Warszawie stawiają się: siostrzenica milionera Edyta Sienkiewicz – perfekcjonistka i snobka, jego siostrzeniec Sergiusz pracujący jako statysta, siostra Urszula, o bardzo wymownym nazwisku Skarga, stryjeczny wnuczek Mateusz Matejko, dawna ukochana Sabina Moniuszko oraz dawny przyjaciel Stefan Jagiełło. Okazuje się że zostali oni tam zaproszeni w celu przedstawienia testamentu. Najpierw jednak mają zostać poddane swoistemu testowi. Sprawę komplikuje jednak fakt, iż na koniec tych rozmów John Poland okazuje się być martwy. Został zamordowany ozdobną szpilą ze szkła Murano. Jednak nikt ze zgromadzonych w mieszkaniu osób nie chce się przyznać do tej zbrodni. Niespodziewanie w mieszkaniu zjawia się duet znanych nam już policjantów, którzy z pomocą Łucji dążyć będą do wyjaśnienia zagadki.

Tak jak podczas lektury pierwszego tomu, tak i tym razem świetnie się bawiłam. Zabawny, lekki styl, gagi sytuacyjne i humor słowny powodują, że jest to zdecydowanie książka, po którą warto sięgnąć, gdy potrzebujemy czegoś na poprawę humoru. Zawiera prawdziwie wybuchowa mieszanka postaci, z których każda jest charakterystyczna, przerysowana i zabawna. Krewni i przyjaciele zmarłego to swoisty zbiór oryginałów, do tego dwójka specyficznych policjantów, legenda inspektora Wolskiego oraz główna bohaterka – energiczna, zdecydowana, inteligentna, pewna siebie tworzą zbiór wobec, którego nie da się przejść obojętnie. Książeczka ta, choć niewielka dostarczy Wam sporo zabawy. Lekka, krótka lektura nawiązująca swoją treścią do klasyki kryminałów to pozycja wokół której nie można przejść obojętnie. Zachęcam was gorąco do lektury.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.

„Spooky love” Anna Langner

SPOOKY LOVE

  • Autor: ANNA LANGNER
  • Wydawnictwo: NIEGRZECZNE KSIĄŻKI
  • Liczba stron: 348
  • Data premiery: 28.09.2022r.

Jesieniarą może nie jestem, ale muszę przyznać, że ta pora roku ma swój specyficzny klimat. Kolorowe, szeleszczące liście, kasztany, kolorowe, ciepłe barwy mieniące się w promieniach słońca… A gdy po takim jesiennym spacerze wrócimy do domu możemy wskoczyć pod cieplutki, milutki koc i ze szklanką aromatycznej, rozgrzewającej herbaty w ręce oddać się lekturze wspaniałej książki. Wydawnictwo Kobiece wychodzi naprzeciw takim potrzebom, bowiem we wrześniu jego nakładem ukazały się dwie książki w klimacie jesiennym. Jedna z nich to „Spooky Love” Anny Langner. Książki autorki lubię, nieraz umilały mi one wieczory, pozostawiając uczuciem ciepła i pozytywnego nastawienia do świata. Sięgając po lekturę najnowszej książki byłam pewna, że i tym razem lektura również mnie rozgrzeje, chociaż wydawca oprócz namiętnej, romantycznej miłości obiecuje również Halloweenowe klimaty –  duchy, zjawiska nadprzyrodzone, nawiedzony dom…
Bowiem to wokół starego domu toczy się cała akcja powieści. Zmarły tragicznie Adam, który był jego właścicielem, zostawia go swojej dziewczynie. Niestety ku jej zaskoczeniu, na pół z bratem Adama, którego nie cierpi.  Jest on w jej opinii irytującym, przemądrzałym i wykorzystującą każdą okazję, by zagrać dziewczynie na nerwach, palantem. Niestety, żeby móc sprzedać dom, gdyż w takiej współwłasności nie może go zatrzymać, konieczny jest remont, który ma podnieść jego wartość. Czy dwie tak działające sobie na nerwy osoby będą w stanie go razem przeprowadzić? Czy może okaże się, że jednak są oni inni, niż wcześniej o sobie myśleli? A otrzymany w spadku dom skrywa pewne tajemnice?

Książkę czyta się bardzo przyjemnie, lekko i szybko. Jest to jedna z tych pozycji, która gwarantuje mile spędzony czas. Jeśli potrzebujecie akurat niezobowiązującej lektury, która poprawi Wam humor, ta pozycja zdecydowanie jest dla was. Może nie zawiera ona w sobie zaskakującej akcji, bohaterowie również jakoś ogromnie nie zaskakują, jednak wątek tajemnic, miłości i odkrywania siebie na nowo otula nas jak ciepły, miękki kocyk. A jak wiemy jest to idealne towarzystwo na jesienne wieczory, zatem zachęcam was do lektury…

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

„Mała Syberia” Antti Tuomainen

MAŁA SYBERIA

  • Autor: ANTTI TUOMAINEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Data premiery:  28.09.2022r.
  • Liczba stron: 312

@WydawnictwoAlbatros 28 września br. wypuściło na polski rynek czytelniczy kilka ciekawych propozycji. Jedną z nich jest „Mała Syberia” Antti Tuomainena. Krótka książeczka, w której tajemnice, małego fińskiego miasteczka zaczynają buzować jak w wielkim kotle. Nie miałam przyjemności wcześniej z literaturą Tuomainena. Ale po pierwszych recenzjach miałam nadzieję, że autor mnie nie zawiedzie. I dzięki jego książce przeniosę się w odległe rejony, od których skok konia jak to pisał Sobieski do swej Marysieńki w miłosnych listach😉, do Rosji.

Wschodnia Finlandia, tylko dwadzieścia kilometrów od granicy Rosji, miasteczko z tysiąca dwustoma mieszkańcami. Śnieg, zimno. Światła zaświeca się już o godzinie piętnastej. W trakcie bałwochwalczej jazdy na ośnieżonych drogach byłego kierowcy rajdowego na samochód spada meteoryt. Zostaje umieszczony w miejscowym muzeum, w którym mieszkańcy pełnią straże do momentu wywiezienia na badania naukowe. Po informacji o jego milionowej wartości w trakcie dyżuru miejscowego pastora Joeala Huhta dochodzi do próby kradzieży. Jako były wojskowy Huht przejmuje wszystkie kolejne straże. Stara się na własną rękę dowiedzieć komu zależy na kradzieży tak wartościowego okazu. Wszyscy znajomi zdają się być podejrzani. I miejscowy właściciel podupadającej siłowni. I sklepikarz mający własną rzeźnię oferujący ekologiczne produkty, a także atrakcyjna barmanka lokalnego baru i sam były kierowca rajdowy, którzy marzy o własnym torze i parku maszyn, by znowu wrócić do gry. To nie jedyna zagadka, którą musi rozwikłać pastor. Sen z oczu ściąga mu również wiadomość o niespodziewanej ciąży żony. Musi dowiedzieć się, jak to się stało? Jakim cudem zostanie ojcem?

Niesamowity klimat powieści urzekł mnie od pierwszych stron. Typowo skandynawska wnikliwość, iście brawurowa narracja, która pochłonęła mnie tak, że książkę przeczytałam w jeden wieczór. To powieść utkana z różnych nieistotnych wydarzeń, które składają się w jedną, spójną całość. Sama konstrukcja jest ciekawa. Składa się z trzech części, w której znajduje się kilkanaście ponumerowanych rozdziałów. Prolog i zakończenie nazwane Dziesięć miesięcy później autor ubrał w narrację trzecioosobową. Trzon fabuły relacjonowany jest z subiektywnego punktu widzenia samego pastora. W jego narracji jest dużo intelektualnych dywagacji z samym sobą, długich rozmyślań i wiele pytań. Niezwykle podoba mi się stosunek pastora do miejscowej ludności, w której żyje z żoną Kristą od dwóch lat. Autor świetnie pokazał wnętrze duchowe pastora. To chyba pierwsza osoba duchowna w literaturze, którą poznałam i która ma wątpliwości. Która ma świadomość, że nie ma monopolu na wiedzę, na odpowiedzi na wszystkie zadane pytania. Z rozbawieniem czytałam o jego spotkaniach z człowiekiem, który przepowiada koniec świata i ma katastroficzne wizje. Przy okazji zaśmiewając się, gdy opowiada o tym, jacy porządni mieszkańcy mieszkają w miasteczku. Porządni…. Tego nie da się opisać. To sami musicie przeczytać.

I te nazwiska. Te fińskie nazwiska. Turunmaa. Jokinen. Himanka. Rӓystӓinen i wielu innych. Mimo wielu różnic, sam nastrój powieści przypomniał mi ten z serialu „Przystanek Alaska” z lat dziewięćdziesiątych. Trochę senne miasteczko na końcu świata, w którym jednak dużo się dzieje. W którym wiele jest tajemnic i jednak wielu złych ludzi. Pastor Huht świetnie sprawdził się w roli detektywa amatora. Mimo swoich słabości, mimo ograniczeń. Poskładał wiele spojrzeń, wiele gestów, wiele półsłówek w jedną całość i….. Nie, nie zaspojleruję więcej. Zakończenie jest równie udane, jak cała powieść. Wspomnę jeszcze o klamrze, która otwiera i zamyka historię. Fajny początek związany z mistrzowską jazdą byłego kierowcy rajdowego i równie medalowe zakończenie, w którym półroczny chłopczyk symuluje przy pomocy ojca szybką jazdę rajdową.

Spójna historia, spójna narracja i spójny początek wespół z końcem. Do tego spójny bohater, którego predyspozycje i umiejętności autor wytłumaczył w każdym calu. Powieść bez luk, do tego napisana w bardzo dobrym stylu. Szczerze polecam Wam tę książeczkę. Nie zawiedziecie się. 😊

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki  Wydawnictwu Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Tylko jedna chwila” Sylwia Markiewicz

TYLKO JEDNA CHWILA

  • Autor: SYLWIA MARKIEWICZ
  • Wydawnictwo: PASCAL
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 07.09.2022r.

Jesień wyjątkowo sprzyja lekturze ciepłych, spokojnych, klimatycznych książek, które napełniają duszę spokojem, a serce ciepłem i są wprost stworzone do czytania ich pod kocem z kubkiem ciepłej, aromatycznej herbaty w dłoni. Kiedy więc na początku września otrzymałam od Wydawnictwa Pascal powieść „Tylko jedna chwila” pomyślałam sobie, patrząc na przepiękną okładkę, że będzie jak znalazł na jesienne wieczory. Mimo, że to druga książka autorki, po „Czerwonych kalendarzu”, dla mnie to pierwsze zetknięcie z jej twórczością. Jak odebrałam tą powieść? Czy jej lektura mnie rozgrzała i podniosła na duchu? Przeczytajcie sami…

Joanna mieszka w Skierniewicach, jest nauczycielką, opiekuje się matką. Całe życie pozostaje w cieniu młodszej siostry Aleksandry, która jest uznaną malarką mieszkającą w Warszawie razem z mężem i pięcioletnią córką. Życie młodszej z sióstr wydaje się być idealne, podczas gdy starszej sporo brakuje do szczęścia… Niespodziewanie wydarza się tragedia… Młodsza z sióstr ginie potrącona przez samochód. Joanna musi się zmierzyć z tym nieszczęściem, jednocześnie zajmując si matką, która coraz bardziej pogrąża się w rozpaczy. Danuta szuka ukojenia w alkoholu, depresja, niespełnione ambicje, demony przeszłości i żal nie pozwalają jej żyć normalnie. Tą trudną codzienność przerywa wizyta szwagra Gracjana, który przekazuje Joannie zaskakujące wiadomości, prosząc o opiekę nad małą Anastazją. Kobieta musi więc zmierzyć się z opieką nad dzieckiem, matką, próbuje również odkryć tajemnice, które zostawiła po sobie Aleksandra. Dodatkowo do miasta wraca były chłopak Joanny, jej pierwsza wielka miłość. Czy możliwy jest powrót do uczucia z przeszłości? Czy tego wszystkiego nie będzie dla kobiety za dużo?

Powieść porusza niesłychanie trudne i ważne tematy. Dotyka niełatwych relacji rodzinnych, więzi sióstr, która nie zawsze jest głęboka i szczera, relacji z matką, której niezamknięte sprawy z przeszłości nie pozwalają prawdziwie kochać swojego dziecka, które faworyzuje jedną z córek zupełnie tego nie widząc. Poruszany też zostaje temat miłości, błędów z przeszłości, wybaczenia, uzależnienia i wybaczenia. Sporo wątków skłania do głębokiej refleksji. Mimo poruszenia ważnych tematów książka nie przytłacza. Pozostawia z uczuciem ciepła na sercu, z przekonaniem, że na wszystko w życiu jest pora, że wszystko dzieje się po coś, a na zmiany nigdy nie jest za późno….Jest to mądra, skłaniająca do refleksji książka, jednocześnie nieprzytłaczająca zbędnym moralizowaniem i oratorstwem. Jeśli szukacie, lekkiej, ale skłaniającej do refleksji lektury na jesienne wieczory, ta powieść będzie dobrym wyborem.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu PASCAL.