„Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszard Ćwirlej

OFIARA TWOIM PRZEZNACZENIEM

  • Autor: RYSZARD ĆWIRLEJ
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Seria: ANTONI FISCHER. TOM 8
  • Liczba stron: 360
  • Data premiery: 6.09.2023r. 

7 września br. premierę miał najnowszy (ósmy już) tom serii o Antonim Fischerze autorstwa Ryszard Ćwirlej pisarz pt. „Ofiara twoim przeznaczeniem” od Czwarta Strona Kryminału. O poprzednim tomie z cyklu pisałam tu: „Śmierci ulotny woal”. W recenzji napisałam między innymi: „W warstwie patriotycznej idealnie przedstawił rozterki typu; kto Polak, kto Niemiec. Odniósł się do niemieckiego pochodzenia, niemieckich imion i nazwisk, które nie determinują niemieckości, lecz czasem polskość i odwrotnie. (…) Socjologiczny obszar świetnie został rozrysowany w ujęciu polsko – niemieckich nazw. Raz Ćwirlej umiejscawia akcję w Poznaniu, raz w Posen. Innym razem szajka lokalnych złodziejaszków jedzie na akcję do Szczecina, a raz do Stettina. A sam Fischer to raz Antoni, a raz Anton”. Mam nadzieję, że jesteście ciekawi, jak tym razem odebrałam historię opisaną przez Pana Ćwirleja?

W Poznaniu w roku 1931 odnaleziono skradziony w czasie działań wojsk niemieckich na terenie Belgii obraz z podobizną Matki Boskiej. Już w momencie kradzieży przez niemiecką armię wiadomo było, że obraz jest cenny. Jego autorstwo przypisane zostało wczesnemu Bruegelowi. Podopieczni Fischera z Dyrekcji Policji w Poznaniu, Oskierko z Olkiewiczem szukają świątyni, z której obraz zabrali szabrownicy. W między czasie w mieście kwitnie przemyt. Najpierw życie traci Marian Grzelak, drobny złodziejaszek. Następnie Tolek Grubiński wraz ze swoją szajką zostaje złapany na gorącym uczynku, gdy plądruje dość owocnie mieszkanie. Sam komisarz Antoni Fischer z misją przebywa w Bydgoszczy, gdzie zostaje zaskoczony obecnością swego przełożonego z czasów Wielkiej Wojny, majora Richarda Böhma, występującego w roli szefa niemieckiej delegacji handlowej. 

Zanim o fabule to muszę zadać Wam pytanie, czy zwiedzaliście Międzyrzecki Rejon Umocniony (w skrócie MRU)? To kompleks misternie wniesionych przez Niemcy umocnień po przegranej I Wojnie Światowej. Do dziś zachowały się tunele (30 km tras), które można zwiedzać. Zaczynając czytać „Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszarda Ćwirleja od razu pomyślałam o tych ciekawych fortyfikacjach. Jak czytamy na oficjalnej stronie (źródło: https://bunkry.pl/historia/#) „Plan ufortyfikowania obszaru zakładał wybudowanie ponad 100 obiektów bojowych, w większości połączonych ze sobą systemem podziemnych korytarzy spiętych głównym korytarzem w jedną całość. Uzbrojenie schronów stanowić miały karabiny maszynowe, miotacze ognia, granatniki automatyczne oraz armaty w bateriach artyleryjskich i działka przeciwpancerne w kazamatach pancernych”. I to o ten historyczny wątek również zahaczył Ryszard Ćwirlej kończąc ósmą opowieść o Antonim Fischerze. 

Skojarzenia z MRU pojawiły się przy kwestii działań niemieckiego wojska związanego z rozbudowywaniem infrastruktury obronnej wzdłuż granicy. To odkrycie wywiadowcze zainteresowało delegaturę i samego Żychonia, szefa sławetnej „Dwójki”. Już w czasie, gdy dzieje się akcja, polskie służby wywiadowcze wiedziały, że Niemcy szykują całą linię obronną. W tym zakresie Ćwirlej przeszedł samego siebie pokazując słabości ówczesnej polityki, możliwości do nadużyć, czy wręcz jawnej polityki związanej w zagrabianiem państwowego, w tym przypadku wojskowego mienia. Historyczna wartość tej powieści jest więc oczywista i zachęca do dalszych badań nad tematem. 

Nie wiem jak głęboko Ryszard Ćwirlej sięgnął do prawdziwej historii. Wiem natomiast, że „Ofiara twoim przeznaczeniem” to kolejny kryminał retro z politycznym wątkiem w tle. Tak jak w poprzedniej części, niemieckość, miesza się z polskością. Nie wiadomo, kto Polak, kto Niemiec. Sam Fischer raz jest Antonim, raz Anthonem. Bydgoszcz – Bydgoszczą, lub Bromberg. Przykładów można by mnożyć w nieskończoność. Sami śledczy, z wyjątkiem oczywiście tych wybitnych, zostali przedstawieni z przymrużeniem oka. 

(…) do policji trafiają ludzie pełni zapału, ale z możliwościami intelektualnym dalekimi od zadowalającego poziomu ćwierćinteligenta. Pracujemy z takim, a nie innym materiałem ludzkim i nie ma co narzekać. Może kiedyś dojdziemy do sytuacji, w której matura będzie cenzusem uprawniającym do pracy w policji, a na razie cieszymy się, jeśli nas posterunkowy na jakimś zadupiu ma zaliczone trzy klasy powszedniaka, czyli umie pisać i czytać…” – „Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszard Ćwirlej. 

Przodownicy kryminalni również o swojej pracy nie mają wysublimowanego zdania. Dla nich wszystko jest proste. Metody przesłuchiwania oklepane, ale jakże skuteczne. Bratanie się z drobnymi przestępcami zawsze opłacalne. A uliczki, jak to uliczki ciemne. Byle by tylko korzystać z usług zarejestrowanych dziewczynek do towarzystwa. 

Większość spraw kryminalnych ma proste wytłumaczenie. Trzeba tylko wiedzieć, kogo pytać (…) To tylko w powieściach wszystko jest niepotrzebnie rozkładane na czynniki pierwsze, podczas gdy prawda leży na wyciągnięcie ręki. – Wskazał na leżącego u jego stóp człowieka. – Gdy się odpowiednio uderzy, to nożyce odzywają się natychmiast.” – „Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszard Ćwirlej. 

Bardzo lubię kryminały retro. Lubię ten ciemny blichtr, ten smród, brud i te dorożki ciągnione przez konie brudzące swymi odchodami ulice. A jeszcze bardziej lubię bohaterów w stylu Fischera, który jako „(…) wojskowy potrafił analizować sytuację wojenną na poziomie taktycznym, ale również umiał ocenić ją z poziomu strategicznego. A strategia była dla powstańców bezwzględna.” – „Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszard Ćwirlej.

Do tego bardzo lubię uczyć się historii z beletrystyki, w której ścierają się losy ludzi z różnych perspektyw. Byłej wojny, przyszłej wojny. Byłego języka ojczystego, aktualnego, czy nawet przyszłego. Dlatego całkowicie „Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszarda Ćwirleja spełniła moje oczekiwania. Może tylko za dużo było gmatwania i komplikowania w tych wojskowych, kryminalnych bohaterach. Momentami myliły mi się nazwiska, myliły mi się postaci. Mimo tego, że Autor zadbał, by na początku każdego rozdziału znalazło się oznaczenie miejsca i czasu, nawet Ćwirlej podaje godzinę i porę dnia.

A propos bohaterów, głęboki ukłon dla Autora, który dotrzymał słowa w aukcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i nadał imię oraz nazwisko dwóm bohaterom w podziękowaniu za ich udział w licytacji. A Panom Piotrowi Pikule i Marcinowi Rybackiemu za zaangażowanie w tą szczytną inicjatywę i udział w zabawie. Ciekawe, co by zrobił Autor z moim nazwiskiem? Może się przekonam. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy znowu zagra!!! Trzymam kciuki, by zagrał z nią również Ryszard Ćwirlej. 

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Niełatwo mnie zabić. Opowieść o Joannie Chmielewskiej” Katarzyna Droga

NIEŁATWO MNIE ZABIĆ. OPOWIEŚĆ O JOANNIE CHMIELEWSKIEJ

  • Autorka: KATARZYNA DROGA
  • Wydawnictwo: ZNAK JEDNYMSŁOWEM
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 27.09.2023r. 

Wydawnictwo Znak JednymSłowem wydało 27 września 2023, w przeddzień 10-tej rocznicy jej śmierci, ciekawą książkę zatytułowaną „Niełatwo mnie zabić. Opowieść o Joannie Chmielewskiej” od Katarzyna Droga. Nie mogło zabraknąć tej pozycji na mojej półce. Jako jej niekwestionowana fanka przeczytałam jej wszystkie książki, a bibliografię ta nasza rodzima autorka komedii kryminalnych, która skutecznie rozpropagowała kobiecą prozę kryminalną, ma bogatą. 

Znacie Irenę Kuhn, z domu Becker? Ja długo nie znałam. A znacie Joannę Chmielewską? Ja tak i to od bardzo dawna. Od momentu, gdy przeczytałam jej pierwszą książkę, a było to w późnej podstawówce, czyli już…… 

(…) Kolega Lesio dostarczał pomysłów, które skrzętnie notowała. Spóźniał się nadal nagminnie i z wzajemnością nienawidził personalnej. Był człowiekiem cichym, ale obdarzonym wyobraźnią, nikt nie wymyśliłby takich przyczyn spóźnienia. (…) Na oko typowy inteligent, wysoki, szczupły w okularach, w duszy artysta…” – „Niełatwo mnie zabić. Opowieść o Joannie Chmielewskiej” Katarzyna Droga

I nie było „Lesia”, gdyby nie wspomniany Lesio, który faktycznie został finalnie artystą porzucając pracę w biurze projektowym. I nie byłoby „Najstarszej prawnuczki”, gdyby nie Karolina, najstarsza wnuczka i jednocześnie najstarsza prawnuczka w rodzinie Chmielewskiej. Nie byłoby wielu wątków romansowych i męskich postaci w powieściach Chmielewskiej, gdyby nie Staszek, Wojtek, Marek dla których Chmielewska traciła głowę. I nie byłoby bohaterki – przyjaciółki, która wyszła z Duńczyka, gdyby nie Alicja Hansen koleżanka z młodych lat, z którą Chmielewska przyjaźniła się, mimo odległości, do jej śmierci, a może raczej swojej…. 

(…) Bo nic nie wygra z przyjaźnią i z miłością. Nawet ta przeklęta bariera, która oddziela od bliskich i kochanych. (…) Joanna Chmielewska przekroczyła ją 7 października 2013 roku. Oficjalnie spoczęła n Powązkach. Jednak możliwe, a nawet prawdopodobne, że dołączyła do Alicji w Szwajcarii lub przebywa w jakimś innym kurorcie. Nie ma z nią kontaktu, bo brakuje tam zasięgu. Trzeba będzie kiedyś po prostu tam pojechać”. – „Niełatwo mnie zabić. Opowieść o Joannie Chmielewskiej” Katarzyna Droga. 

To nie biografia. To nie dokument o życiu, jednej z najbardziej poczytnych w historii polskich pisarek. To fabularyzowana historia o Irce Kuhn – architektce, która po wielu perturbacjach dzięki naczelnemu „Przekroju” stała się pisarką. Nie oczekujcie chronologii zbytniej. Nie oczekujcie rzetelnego przedstawiania faktów. Nie oczekujcie nawet oceniania decyzji, poczynań autorki. Nastawcie na luźną prezentację Chmielewskiej przez pryzmat jej dokonań i przez pryzmat wydarzeń, o których sama chętnie opowiadała. 

Przyznaję, że o wielu zdarzeniach z jej życia wiedziałam wcześniej. Z wywiadów, z notatek biograficznych, artykułów z gazet. O wielu dowiedziałam się z książki „Niełatwo mnie zabić. Opowieść o Joannie Chmielewskiej” Katarzyna Drogi, która w przystępny sposób opowiedziała o tym, jakie życie miała Chmielewska. A miała bardzo barwne, jak na ówczesne czasy. Sama o sobie myślała w kategorii:

Tylko do mnie mogą dzwonić tajemniczy ludzie z kryptonimem „Szkorbut” – Niełatwo mnie zabić. Opowieść o Joannie Chmielewskiej” Katarzyna Droga.

Przeżyła wiele miłości. Przeżyła zdradę. Dziecko urodziła na pierwszym roku studiów. Dziecko, które nie przeszkodziło jej w zdobyciu dyplomu. Była kobietą silną, nietuzinkową, jak jej bohaterki. I takie właśnie miałam skojarzenie czytając „Niełatwo mnie zabić. Opowieść o Joannie Chmielewskiej”. Skojarzenie z jej bohaterkami. Kobietami o ciętym języku, ogromnej inteligencji i umiejętnościami oceny sytuacji. Do tego niezwykle brawurowych. Wiele z życia Chmielewska przeniosła do swoich powieści. Wielu bohaterkom nadała swoje własne cechy, swoje przeżycia i sposób postrzegania świata. 

To udany literacki obraz Chmielewskiej. Przyjemnie się go czytało. Jak powieść. Rozdziały zatytułowane jak jej książki układały chronologię zdarzeń od czasów młodości, po wiek średni. Co się jednak stało z Chmielewską później, tego już Katarzyna Droga nie zdradziła. Zostawiła Chmielewską taką, jaką ją znamy. Zdolną palaczkę. Zagorzałą przeciwniczkę ustroju, w którym żyła i który obnażała w swych książkach.  Uzależnioną od hazardu. Uwielbiającą wyścigi konne na Służewcu. Podróżniczkę, która była w wielu miejscach, gdy paszporty były praktycznie nie do zdobycia. Fankę polskiego bursztynu piszącą książki. Do końca. 

Moja ocena: 7/10

Egzemplarzem recenzenckim obdarowało mnie Wydawnictwo Znak, za co bardzo dziękuję.

„Nieobecna” Agnieszka Olejnik

NIEOBECNA

  • Autor: AGNIESZKA OLEJNIK
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 06.09.2023r.
  • Data pierwszego pol. wydania: 17.08.2016r.

Agnieszka Olejnik to autorka ponad 30 powieści i kilku opowiadań. Najczęściej tworzy powieści obyczajowe, ale jej twórczość obejmuje również romans historyczny, kryminał, czy powieści dla dzieci i młodzieży. Miałam przyjemność przeczytać sporo powieści autorki i choć najbardziej podoba mi się w gruncie literatury obyczajowej, sięgnęłam również po romans historyczny i kryminał. Kiedy więc usłyszałam, że 6 września będzie miało premierę nowe wydanie „Nieobecnej”, powieści wydanej w 2016 roku wiedziałam, że oto nadszedł dobry moment, żeby po nią sięgnąć, tym bardziej, że od dawna znajduje się na mojej półce do przeczytania na Legimi. I chociaż na lubimy czytać książka sklasyfikowana jest jako powieść obyczajowa, ja bym powiedziała, że to bardziej thriller psychologiczny. I to taki, który przeczytałam z zapartym tchem i ogromną ciekawością.

„Przykro mi, nieobecni tracą. Takie jest życie.”

Julia i Julita to bliźniaczki, które od dzieciństwa bawią się w zamianę ról, wtedy kiedy jest im to potrzebne do realizacji własnych celów. Również w dorosłym życiu zdarza im się zamienić tożsamością. Każda z nich dostaje wtedy to, czego na co dzień im brakuje. Julia, wydawało by się, że ma wszystko – dom, męża, dziecko, pieniądze – a jednak do pełni szczęścia potrzebuje mocniejszych wrażeń. Julita, samotna nauczycielka w tych chwilach, gdy przejmuje życie siostry może zobaczyć jak to jest mieć to, za czym tęskni. Niestety podczas jednej z takich zamian Julia zostaje brutalnie zamordowana. Ma to miejsce w mieszkaniu Julity, więc to ona zostaje uznana za zmarłą. Kobieta będą w szoku chce sprostować tę pomyłkę, jednak wtedy pojawia się myśl, o tym którą z sióstr tam naprawdę chciał zamordować sprawca. Czy może uśmiercił tą niewłaściwą i w momencie gdy pomyłka wyjdzie na jaw będzie chciał ją naprawić? Podejmuje więc na gorąco decyzję i postanawia udawać Julię, co niestety niesie za sobą wiele komplikacji…

Powieść składa się z 28 rozdziałów pisanych w narracji pierwszoosobowej. Narratorem jest Julita, co sprawia, że czułam jakbym sama uczestniczyła w opisywanych wydarzeniach. Akcja toczy się gładko, lekko, momentami nabiera zawrotnego tempa, by potem znów zwolnić na dłuższy czas. Jest wiele zaskoczeń, elementów, które sprawiają, że dojście do prawdy się komplikuje. Autorka świetnie oddała emocje głównej bohaterki, a także Patryka. Z wielką delikatnością i uważnością dotyka tematu relacji międzyludzkich, zaczynając od relacji siostrzanej, przez przyjacielską, na damsko-męskiej kończąc. Relacja sióstr bliźniaczek jest tu ukazana z zupełnie innej strony. Bardzo często mówi się, że bliźniaczki, zwłaszcza jednojajowe łączy szczególna więź, że wszystko o sobie wiedzą, wyczuwają siebie nawzajem jakimś dodatkowym zmysłem. W przypadku Julii i Julity na początku może się wydawać, że jest tak samo, zamieniane tożsamości, bardzo podobne imiona… Zdaje się, że bliżej drugiej osoby już nie można być, tymczasem okazuje się, że Julia miała przed siostrą sporo tajemnic. Bardzo dobrze autorka ukazała różnice między siostrami i to, co dręczyło każdą z nich. Rozwiązanie zagadki morderstwa również nie jest oczywiste i chociaż w pewnym momencie domyśliłam się kim jest sprawca, to nie byłam tego zupełnie pewna i wiele detali mnie zaskoczyło. Jak chociażby włączenie do akcji powieści historii związanej ze śmiercią matki bliźniaczek. To dosyć skomplikowało, a zarazem ubogaciło tę opowieść.

„Nieobecna” to bardzo ciekawa, oryginalna historia z nieszablonowym zakończeniem. Stwierdziłam na początku, że moim zdaniem to thriller psychologiczny, gdyż właśnie sposób ukazania psychologii postaci bardzo mnie w tej książce zachwycił. Autorka zrobiła to niezwykle umiejętnie, a poruszone kwestie inspirują do refleksji na wiele istotnych, życiowych tematów…

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Żar” Weronika Mathia

ŻAR

  • Autor: WERONIKA MATHIA
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery: 06.09.2023r.

Wydawać by się mogło, że polski rynek kryminalny jest już mocno nasycony, pełno na nim nazwisk gwarantujących świetną lekturę. A mimo to wydawnictwo Czwarta Strona Kryminału zdecydowało się wydać powieść debiutantki. Weronika Mathia to dziennikarka, copywriterka i politolożka. Jest współzałożycielką szkoły kreatywnego pisania – Kuźni Bestsellerów oraz dwukrotną laureatką konkursu na opowiadanie w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminalnego we Wrocławiu. Swoją działalność określiła kiedyś w następujący sposób: „Wysyłam słowa w świat. Może kilka złapiesz?”. Można było więc podejrzewać, że na operowaniu słowami zna się doskonale. „Żar” to pierwszy dostępny szerokiej rzeszy czytelników sposób na empiryczne sprawdzenie tego założenia. Ja wyborom Czwartej Strony Kryminałów ufam bezgranicznie. Bez wahania więc zgłosiłam się do lektury tego debiutu. Kiedy jednak na instagramowych stronach kilka razy natknęłam się na pełne zachwytów recenzję wiedziałam, że muszę przyspieszyć moment sięgnięcia po tą lekturę, mimo jej dość dalekiego miejsca w kolejce😉 Niech wstępną recenzję tej powieści będzie fakt, że skończyłam ją czytać w tym samym dniu, w którym ją zaczęłam, tak bardzo bowiem nie byłam w stanie się od niej oderwać😊

Upalne lato… Z nieba leje się żar… Opuszczone domostwo, legendarny nawiedzony dom… To tam Lena wyznaje miłość Rafałowi. Tego samego dnia, w tym samym miejscu chłopak popełnia samobójstwo. Dwadzieścia lat później podobna sytuacja przytrafia się synowi kobiety. Jego dziewczyna odbiera sobie życie, a on znika bez śladu. Lena zrobi wszystko by odnaleźć syna. Aspirant Jakub Zommer  chce wytropić mordercę siostrzenicy. Oboje będą musieli zmierzyć się ze swoimi traumami i znaleźć odpowiedź na pytania dotyczące przeszłości. Czy to możliwe, że to co się wydarzyło dwadzieścia lat temu w jakiś sposób jest związane z obecnymi wydarzeniami? A może to rzeczywiście klątwa nawiedzonego domu? Czy w nim czai się zło? A może jest tak, że wszelkie zło czai się w człowieku i to często w tym, którego byśmy w ogóle o to nie podejrzewali?

Rewelacyjna opowieść. Autorce udało się stworzyć niesamowity klimat. Znakomicie oddała wiszący w powietrzu żar, duszną atmosferę gorących, upalnych dni, które łączą się z gęstą, lepką i ciążącą atmosferą tajemnic. W miarę rozwoju akcji autorka podsuwa czytelnikowi różne wskazówki, prowokuje do zadawania różnych pytań, jednocześnie po mistrzowsku mieszając tropy, sprawia, że rozwiązanie zagadki zbija nas z nóg. Plastyczne i bardzo obrazowe opisy zapierają dech w piersiach, sprawiają, że wręcz czujemy ten żar, duszny oddech tajemnic na karku… Czy uda nam się przebić przez tą pełną tajemnic mgłę i znaleźć rozwiązanie?

Powieść toczy się w narracji trzecioosobowej, naprzemiennie w dwóch planach czasowych, nazwanych „dawniej” i „teraz”. Wspaniale ukazuje proces rozwoju człowieka. Pokazuje, że od młodości do wieku dojrzałego podlegamy wielu przemianom, a nasza osobowość cały czas się kształtuje. Zdecydowanie bowiem jej mocą stroną są bohaterowie. Do chwili obecnej prowadziła ich trudna droga. Mają za sobą różne trudne przeżycia, traumy, z którymi próbują sobie jakoś radzić. Lena stara się uporać z przeszłością, żyć dalej. Tymczasem okazuje się, że przeszłość zawsze idzie tuż za nią i w końcu boleśnie ją dopada. Czy kobieta znajdzie w sobie siłę, by się z nią skonfrontować i czy uda jej się znaleźć odpowiedzi na trudne pytania?

„Żar” to w dużej mierze powieść o miłości. Tej romantycznej, tragicznej, młodzieńczej, ale również miłości rodzicielskiej, braterskiej. Miłość bowiem napędza człowieka do różnych działań, które czasem mogą się wydawać ponad jego siły. To również książka o tajemnicach, o traumach z przeszłości, o złu, które w wielu okrutnych obliczach czai się w ludziach. Jest to debiut, od którego nie sposób się oderwać. Śledziłam tą historię z zapartym tchem i z ogromnym zaciekawieniem. Gwarantuje, że zrobi na Was spore wrażenie i szybko jej nie zapomnicie.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Znajdź ją” Lisa Gardner

ZNAJDŹ JĄ

  • Autorka: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 8
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery w tym wydaniu: 28.09.2022r.
  • Data 1 polskiego wydania: 15.11.2017r.
  • Data premiery światowej: 1.02.2016r.

Kolejna część z  Detektyw D.D. Warren wydana nakładem @WydawnictwoAlbatros w tym wydaniu debiutowała 28 września br. Polska premiera książki miała miejsce 15 listopada 2017 roku i została publikacją innego wydawnictwa, kiedy jeszcze dzieła Lisy Gardner przechodziły bez większego echa. „Znajdź ją” to ósma część serii, w której zarówno w roli ofiary, jak i śledczych możemy obserwować panie. Zdarza się i sprawca płci żeńskiej, a to jednak rzadkość w książkach tego typu pisanych przez kobiety. Kolejny kryminał z detektywistyczną, amerykańską robotą jak z filmów sensacyjnych, w którym poznaję Florę Dane i jej historię kontynuowaną w 10 tomie cyklu rozpoczynającym moją przygodę z autorstwem Lisy Gardner pt. „Powiem tylko raz” (recenzja na klik), a także wspomnianą w 11 części pt. „Czyste zło” (recenzja na klik) . Czytaliście którąś z książek?

Te rzeczy, które się wydarzyły, są tobą, a ty jesteś nimi. Możesz uciekać, ale nie umkniesz. Tak już jest.” -„Znajdź ją” Lisa Gardner.

472 dni. Tyle czasu Florence Dane, studentka Uniwersytetu Massachusetts, która w trakcie ferii wiosennych została porwana przez Jacoba Nessa, spędziła w skrzyni zamontowanej w tirze. Siedem lat później zaczynają ginąć młode kobiety. Flora zaczyna interesować się, co stało się z Kristy Kilker, z Natalie Draga i Stacey Summers. Szczególnie z tą ostatnią. W sprawie, w której śledczy dotarli do nagrań ukazujących Stacey z nieznanym mężczyzną przemieszczających się w ciemnych zaułkach bostońskich ulic. Na tym tle życie ginie Devon Goulding, który został oblany ogniem chemicznym. To w tym postępowaniu stykają się drogi Flory Dane i detektyw D.D. Warren. Czy Flora ma coś wspólnego z zaginionymi kobietami? Jaki jest jej prawdziwy związek ze śmiercią Devona?

Lisa Gardner jest mistrzynią trzymających za serce, emocjonujących sformułowań, w których krew leje się gęsto, a oprawca ma twarz prawdziwego potwora. Tak odbieram również ósmą część serii, w której ujawniona została Flora Dane, jak wspomniałam we wstępie poznana przeze mnie w dziesiątym tomie cyklu. Autorka wkomponowuje się w standard thrillerów kryminalnych, które tak jak psychologiczne pisane są przez kobiety i dla kobiet. To ciekawa mieszanka i sprytne połączenie z pracą śledczych, w której prym wiedzie kobieca przywódczyni D.D. Warren. Krzywda, cierpienie, łzy, strach, lęk. Z tymi emocjami Gardner rozprawia się w mistrzowskim stylu. Kobieca solidarność we mnie wzbudziła niezgodę na losy, które dla swoich bohaterek zafundowała autorka. Sama postać Flory rozbudowana bardziej, niż w kolejnych częściach jest bardzo dosadnym obrazem syndromu sztokholmskiego. Chciała, ale nie mogła się wyrwać z rąk oprawcy, który całkowicie ją od  siebie uzależnił. Który dzięki technikom manipulacyjnym potrafił jej wmówić, że jest Florze potrzebny do życia. Sam jego koniec również nie okazał się końcem typowego sprawcy. Można by się zastanawiać, czy nawet wtedy Ness nie okazał się finalnie wygranym.

Narracja jest przedstawiona z dwóch perspektyw. Losy Flory po porwaniu śledzimy w rozdziałach relacjonowanych z jej perspektywy w narracji pierwszoosobowej. Flora wspomina przeszłość, stara się rozliczyć siebie, ocenić. Jej oceny chwytają za serce. Autorefleksja i autokorekta to coś co cechuje jej postać.

Bo wiem, że oglądałam nagranie z porwania Stacey więcej razy, niż powinnam. (…) Wiem, że gdy wczoraj wieczorem szłam do baru, szukałam czegoś, czego raczej nie powinnam była szukać. Dawno temu mogłabym wam powiedzieć o sobie wszystko. Lisy. Wiosna. Rodzina. A teraz.” -„Znajdź ją” Lisa Gardner.

Śledztwo prowadzone przez D.D. Warren rozpisane są w rozdziałach pisanych z perspektywy narratora trzecioosobowego. W wielu miejscach autorka pokusza się jednak o psychologiczną analizę w rozważaniach postaci pierwszo i drugoplanowych. Autorka dodatkowo nie daje zapomnieć, że książka „Znajdź ją” jest częścią większego cyklu, choć do jej przeczytania nie potrzebujecie znajomości poprzednich tomów. Podobnie jak poprzednio i w tej części znajdują się powiązania do poprzednich śledztw oraz prywatnych wydarzeń. Rozdziałów w sumie jest pięćdziesiąt, a styl, język i tempo narracji iście Gardnerowski. W książce nie znajdziecie opisów przyrody, atmosfery, klimatu i subtelności. W książce znajdziecie zbrodnie i mechanizmy sprawcze, jak z prawdziwych thrillerów. Do tego świat bostońskiej policji zadowoli każdego fana kryminałów. Nic tylko czytać😊.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki  Wydawnictwu Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Kobieta, która kochała legwana” Marta Guzowska, Leszek Talko – Lucja Słotka sezon 1, odcinek 3

KOBIETA, KTÓRA KOCHAŁA LEGWANA

  • Autor: MARTA GUZOWSKA, LESZEK TALKO
  • Seria: LUCJA SŁOTKA. ODCINEK 3
  • Wydawnictwo: WIELKA LITERA
  • Liczba stron: 141
  • Data premiery: 01.09.2022r.

Pierwszego września premierę miał trzeci tom literackiego serialu kryminalnego autorstwa Marty Guzowskiej i Leszka Talko pt. „Kobieta, która kochała legwana” wydany nakładem wydawnictwa Wielka Litera. Myślę, że Lucji Słotki już nikomu przedstawiać nie trzeba. Jest to inteligentna, bezkompromisowa, silna kobieta, pracująca jako Home Disaster Manager.
Tym razem bohaterka otrzymuje zlecenie od Wieśki Orzeł, jednej z najpopularniejszych kobiet polskiego show-biznesu, bożyszcze tłumów, gwiazdy disco polo. Tym samym Lucja wkracza w świat niekontrolowanych zachcianek, wahań nastrojów, kaprysów, sławy i blichtru. Piosenkarka akurat jest w trasie, podróżując autokarem w którym wraz z nią znajduje się w kilku współpracowników. Nieoczekiwanie kobieta zostaje otruta herbatą z termosu. Bez wątpienia musiała to zrobić któraś z towarzyszących jej osób. Lucja wraz z sierżantem Koniecznym i Władkiem musi dojść do tego, kto to zrobił. Żeby zamieszania było mało w autobusie pojawia się jeszcze postać uwielbianego przez artystkę legwana i psa, czyli Sławomir i Violetta.

Książeczkę czyta się szybko, jest zabawnie, zwariowanie i lekko. Autorzy odsłaniają kulisy show biznesu, obnażają jego powierzchowność i sztuczność, a to wszystko w lekkiej, pełnej humoru odsłonie. Przewracając stronę za stroną, uśmiechając się pod nosem, albo nie tylko, nawet się nie orientujemy, kiedy dochodzimy do końca książeczki. Chociaż muszę się przyznać, że tym razem w trakcie lektury odczułam pierwsze objawy lekkiego znużenia materiałem, mianowicie miałam poczucie, że w każdym odcinku wszystko toczy się według tego samego scenariusza. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach zdarzy się coś, co mnie zaskoczy i stworzy wrażenie odświeżenia, bowiem bardzo polubiłam postać Lucji Słotki. Kolejne odcinki jej przygód to gwarancja świetnej rozrywki i mile spędzonego czasu. Tych z Was, którzy jeszcze nie znają tej serii, gorąco zachęcam do zmiany tego stanu rzeczy😊 Naprawdę warto!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.

„Zagrajmy w butelkę” Ian Rankin

ZAGRAJMY W BUTELKĘ

  • Autor: IAN RANKIN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: INSPEKTOR REBUS (tom 4)
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery : 28.09.2022r.
  • Data premiery światowej: 1992r.

O wznawianiu przez @WydawnictwoAlbatros serii z Inspektorem Rebusem wspomniałam przy okazji recenzji trzeciego tomu serii pt. „Kieł i pazur” (recenzja na klik). Co ciekawe czwarty tom cyklu zatytułowany „Zagrajmy w butelkę” premierę światową miał w 1992 roku i w oryginale nazwany został „Strip Jack”. Nie wiem skąd polskie tłumaczenie dla tak świetnego odzwierciedlenia fabuły w oryginalnym tytule. 13 czerwca 2016 roku tegoż samego Wydawnictwa ukazała się kolekcja Kryminały Na Lato: Ian Rankin i Peter May, w której skład wchodziło siedem książek  Iana Rankina, ale żadna z nich nie była premierą z 28 września br. Wcześniejszego wydania kryminału nie znalazłam. Zakładam więc, że rok pierwszego wydania polskiego to jednak 2022😊. Jeśli macie inną wiedzę w tym temacie dajcie proszę znać. Uzupełnię moją😉. Co do samego Autora to przytoczę pewien cytat; „Zanim został pisarzem pracował jako zbieracz winogron, świniopas, poborca podatkowy, kiper, dziennikarz piszący o sprzęcie hi-fi i muzyk punkowy.”[cyt. za https://pl.wikipedia.org/wiki/Ian_Rankin z dnia 19.10.2022r.).  Nieźle, co ? Niby wiemy, że pisarze mają lub mieli przed książkami jakieś tam swoje zawodowe życie, ale żeby w jednym autorze znalazł się i zbieracz winogron, i świniopas, a jeszcze poborca podatkowy. No, to już chyba rzadkość😉.

Istnieją gorsze formy prostytucji niż bycie dziwką.” – „Zagrajmy w butelkę” Ian Rankin.

Aktywny w świadomości publicznej polityk, męski członek Parlamentu z okręgu Północnego i Południowego Esk, Gregor Jack zostaje przyłapany na nocnej wizycie w ekskluzywnym domu publicznym w Edynburgu. Poseł, który „(…) Nie miał przysłowiowych trupów w szafie – miał całą kostnicę”. Jego sytuacji nie poprawia odnalezienie jego żony – Liz Jack – martwej. Śledztwo Rebusa i jego współpracowników zaczyna zahaczać o czasy przeszłości. O świat dawno miniony, gdy Gregor Jack miał swoją paczkę, w skład której oprócz niego samego wchodzili: Rab Kinnoul znany aktor, jego żona Cath, Ronald Steel, Andrew Macmillan i inni. Czy komuś z paczki przyjaciół „na zawsze” zależało na zdyskredytowaniu Gregora? Czy może komuś z paczki… ale może raczej ze zgrai?

Zgraja. Co robi zgraja zwierząt, kiedy jedno z nich osłabnie albo okuleje? Zostawia je na pewną śmierć, a najsilniejszy idzie na czele.”  – „Zagrajmy w butelkę” Ian Rankin.

Uwielbiam wznowienia, a szczególnie wznowienia z lat, które sama pamiętam, tak jak lata dziewięćdziesiąte ubiegłego stulecia. Fabuła kręcąca się wokół kaset video, magnetowidów, telefonów stacjonarnych i kaset magnetofonowych nie jest dla mnie niczym nowym i dziwnym. Czytając nazwy tych produktów od razu przed oczami mam ich wygląd, funkcjonalność i sceny z własnego życia, w których je używałam. To jest wartość dodana, której nie odnajdę w aktualnie wydawanych po raz pierwszy publikacjach. Ian Rankin zabrał mnie ponownie, praktycznie w tylko trzynastu zatytułowanych rozdziałach w prawie zapomniany przeze mnie świat. Przypomniał mi go i zaciekawił fabułą, w której związki międzyludzkie ogrywają znaczącą rolę. Nie tylko w obszarze samego morderstwa Pani Jack, lecz także w sferze nocnego nalotu na ekskluzywny dom publiczny oraz kradzież pierwszych wydań książek w gabinecie jednego z roztargnionych profesorów. Nawet współpraca dziennikarzy z policją miała swój personalny wydźwięk. Wydźwięk, który nie skrzeczał i nie fałszował. Wręcz idealnie się wkomponował w akcję i kryminalne wydarzenia.

Narracja jest trzecioosobowa, spójna, kompletna i bardzo systematyczna. Czytelnik nie gubi się, kto wchodzi i wychodzi, kto jest i był przesłuchiwany, kogo tym razem Rebus podejrzewa, a kogo już nie. I właśnie to wchodzenie, wychodzenie, przyjeżdżanie, wyjeżdżanie i tak dalej przyprawiało mnie chwilami o ból głowy. Inspektor detektyw Rebus wraca do tych samych wątków, sprawdza te same poszlaki, przesłuchuje tych samych świadków, co rusz rzuca światło na jakiś aspekt śledztwa, by zgasić je dość szybko. Jakby nie był pewny. Jakby nie miał pomysłu. Jakby nie miał intuicji, choć w wielu chwilach ma przebłyski geniuszu, o których sam czasem wspomina. Zauważyłam też ukłon Rainkina w stronę Sir  Arthura Ignatiusa Conana Doyle’a, szkockiego pisarza. Wszak dwaj współpracownicy Rebusa to Brian Holmes i zwany przez wszystkich „Farmer” Watson😊. Te postaci nawet dostały pewne spójne ze znaną parą Conanowskich bohaterów cechy. Jeden z nich jest bardziej przenikliwy, drugi bardziej spontaniczny. Jeden częściej się myli, drugi raczej trafia swymi spostrzeżeniami w sedno. Urocze. Naprawdę urocze.

Dość sporo w tej części, wspomnianych poprzednio wątków obyczajowych. Ian Rankin nie zostawił sfery seksualnej bohaterów w spokoju. Poruszył nawet męskość inspektora Rebusa i jego relacji z Patience czyniąc powieść bardziej ciekawszą pod kątem fabularnym. W „Zagrajmy w butelkę” tak samo liczy się detektywistyczna robota, jak i relacje międzyludzkie. Co do rozwiązania zagadki kryminalnej to….. A co tam, sami sprawdźcie i podzielcie się swoimi odczuciami.

Zachęcam do lektury kolejnej części cyklu z ciekawym inspektorem Rebusem, napisanej w typowo szkockim stylu.

Moja ocena 7/10.

Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Spooky love” Anna Langner

SPOOKY LOVE

  • Autor: ANNA LANGNER
  • Wydawnictwo: NIEGRZECZNE KSIĄŻKI
  • Liczba stron: 348
  • Data premiery: 28.09.2022r.

Jesieniarą może nie jestem, ale muszę przyznać, że ta pora roku ma swój specyficzny klimat. Kolorowe, szeleszczące liście, kasztany, kolorowe, ciepłe barwy mieniące się w promieniach słońca… A gdy po takim jesiennym spacerze wrócimy do domu możemy wskoczyć pod cieplutki, milutki koc i ze szklanką aromatycznej, rozgrzewającej herbaty w ręce oddać się lekturze wspaniałej książki. Wydawnictwo Kobiece wychodzi naprzeciw takim potrzebom, bowiem we wrześniu jego nakładem ukazały się dwie książki w klimacie jesiennym. Jedna z nich to „Spooky Love” Anny Langner. Książki autorki lubię, nieraz umilały mi one wieczory, pozostawiając uczuciem ciepła i pozytywnego nastawienia do świata. Sięgając po lekturę najnowszej książki byłam pewna, że i tym razem lektura również mnie rozgrzeje, chociaż wydawca oprócz namiętnej, romantycznej miłości obiecuje również Halloweenowe klimaty –  duchy, zjawiska nadprzyrodzone, nawiedzony dom…
Bowiem to wokół starego domu toczy się cała akcja powieści. Zmarły tragicznie Adam, który był jego właścicielem, zostawia go swojej dziewczynie. Niestety ku jej zaskoczeniu, na pół z bratem Adama, którego nie cierpi.  Jest on w jej opinii irytującym, przemądrzałym i wykorzystującą każdą okazję, by zagrać dziewczynie na nerwach, palantem. Niestety, żeby móc sprzedać dom, gdyż w takiej współwłasności nie może go zatrzymać, konieczny jest remont, który ma podnieść jego wartość. Czy dwie tak działające sobie na nerwy osoby będą w stanie go razem przeprowadzić? Czy może okaże się, że jednak są oni inni, niż wcześniej o sobie myśleli? A otrzymany w spadku dom skrywa pewne tajemnice?

Książkę czyta się bardzo przyjemnie, lekko i szybko. Jest to jedna z tych pozycji, która gwarantuje mile spędzony czas. Jeśli potrzebujecie akurat niezobowiązującej lektury, która poprawi Wam humor, ta pozycja zdecydowanie jest dla was. Może nie zawiera ona w sobie zaskakującej akcji, bohaterowie również jakoś ogromnie nie zaskakują, jednak wątek tajemnic, miłości i odkrywania siebie na nowo otula nas jak ciepły, miękki kocyk. A jak wiemy jest to idealne towarzystwo na jesienne wieczory, zatem zachęcam was do lektury…

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

„Mała Syberia” Antti Tuomainen

MAŁA SYBERIA

  • Autor: ANTTI TUOMAINEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Data premiery:  28.09.2022r.
  • Liczba stron: 312

@WydawnictwoAlbatros 28 września br. wypuściło na polski rynek czytelniczy kilka ciekawych propozycji. Jedną z nich jest „Mała Syberia” Antti Tuomainena. Krótka książeczka, w której tajemnice, małego fińskiego miasteczka zaczynają buzować jak w wielkim kotle. Nie miałam przyjemności wcześniej z literaturą Tuomainena. Ale po pierwszych recenzjach miałam nadzieję, że autor mnie nie zawiedzie. I dzięki jego książce przeniosę się w odległe rejony, od których skok konia jak to pisał Sobieski do swej Marysieńki w miłosnych listach😉, do Rosji.

Wschodnia Finlandia, tylko dwadzieścia kilometrów od granicy Rosji, miasteczko z tysiąca dwustoma mieszkańcami. Śnieg, zimno. Światła zaświeca się już o godzinie piętnastej. W trakcie bałwochwalczej jazdy na ośnieżonych drogach byłego kierowcy rajdowego na samochód spada meteoryt. Zostaje umieszczony w miejscowym muzeum, w którym mieszkańcy pełnią straże do momentu wywiezienia na badania naukowe. Po informacji o jego milionowej wartości w trakcie dyżuru miejscowego pastora Joeala Huhta dochodzi do próby kradzieży. Jako były wojskowy Huht przejmuje wszystkie kolejne straże. Stara się na własną rękę dowiedzieć komu zależy na kradzieży tak wartościowego okazu. Wszyscy znajomi zdają się być podejrzani. I miejscowy właściciel podupadającej siłowni. I sklepikarz mający własną rzeźnię oferujący ekologiczne produkty, a także atrakcyjna barmanka lokalnego baru i sam były kierowca rajdowy, którzy marzy o własnym torze i parku maszyn, by znowu wrócić do gry. To nie jedyna zagadka, którą musi rozwikłać pastor. Sen z oczu ściąga mu również wiadomość o niespodziewanej ciąży żony. Musi dowiedzieć się, jak to się stało? Jakim cudem zostanie ojcem?

Niesamowity klimat powieści urzekł mnie od pierwszych stron. Typowo skandynawska wnikliwość, iście brawurowa narracja, która pochłonęła mnie tak, że książkę przeczytałam w jeden wieczór. To powieść utkana z różnych nieistotnych wydarzeń, które składają się w jedną, spójną całość. Sama konstrukcja jest ciekawa. Składa się z trzech części, w której znajduje się kilkanaście ponumerowanych rozdziałów. Prolog i zakończenie nazwane Dziesięć miesięcy później autor ubrał w narrację trzecioosobową. Trzon fabuły relacjonowany jest z subiektywnego punktu widzenia samego pastora. W jego narracji jest dużo intelektualnych dywagacji z samym sobą, długich rozmyślań i wiele pytań. Niezwykle podoba mi się stosunek pastora do miejscowej ludności, w której żyje z żoną Kristą od dwóch lat. Autor świetnie pokazał wnętrze duchowe pastora. To chyba pierwsza osoba duchowna w literaturze, którą poznałam i która ma wątpliwości. Która ma świadomość, że nie ma monopolu na wiedzę, na odpowiedzi na wszystkie zadane pytania. Z rozbawieniem czytałam o jego spotkaniach z człowiekiem, który przepowiada koniec świata i ma katastroficzne wizje. Przy okazji zaśmiewając się, gdy opowiada o tym, jacy porządni mieszkańcy mieszkają w miasteczku. Porządni…. Tego nie da się opisać. To sami musicie przeczytać.

I te nazwiska. Te fińskie nazwiska. Turunmaa. Jokinen. Himanka. Rӓystӓinen i wielu innych. Mimo wielu różnic, sam nastrój powieści przypomniał mi ten z serialu „Przystanek Alaska” z lat dziewięćdziesiątych. Trochę senne miasteczko na końcu świata, w którym jednak dużo się dzieje. W którym wiele jest tajemnic i jednak wielu złych ludzi. Pastor Huht świetnie sprawdził się w roli detektywa amatora. Mimo swoich słabości, mimo ograniczeń. Poskładał wiele spojrzeń, wiele gestów, wiele półsłówek w jedną całość i….. Nie, nie zaspojleruję więcej. Zakończenie jest równie udane, jak cała powieść. Wspomnę jeszcze o klamrze, która otwiera i zamyka historię. Fajny początek związany z mistrzowską jazdą byłego kierowcy rajdowego i równie medalowe zakończenie, w którym półroczny chłopczyk symuluje przy pomocy ojca szybką jazdę rajdową.

Spójna historia, spójna narracja i spójny początek wespół z końcem. Do tego spójny bohater, którego predyspozycje i umiejętności autor wytłumaczył w każdym calu. Powieść bez luk, do tego napisana w bardzo dobrym stylu. Szczerze polecam Wam tę książeczkę. Nie zawiedziecie się. 😊

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki  Wydawnictwu Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Tylko jedna chwila” Sylwia Markiewicz

TYLKO JEDNA CHWILA

  • Autor: SYLWIA MARKIEWICZ
  • Wydawnictwo: PASCAL
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 07.09.2022r.

Jesień wyjątkowo sprzyja lekturze ciepłych, spokojnych, klimatycznych książek, które napełniają duszę spokojem, a serce ciepłem i są wprost stworzone do czytania ich pod kocem z kubkiem ciepłej, aromatycznej herbaty w dłoni. Kiedy więc na początku września otrzymałam od Wydawnictwa Pascal powieść „Tylko jedna chwila” pomyślałam sobie, patrząc na przepiękną okładkę, że będzie jak znalazł na jesienne wieczory. Mimo, że to druga książka autorki, po „Czerwonych kalendarzu”, dla mnie to pierwsze zetknięcie z jej twórczością. Jak odebrałam tą powieść? Czy jej lektura mnie rozgrzała i podniosła na duchu? Przeczytajcie sami…

Joanna mieszka w Skierniewicach, jest nauczycielką, opiekuje się matką. Całe życie pozostaje w cieniu młodszej siostry Aleksandry, która jest uznaną malarką mieszkającą w Warszawie razem z mężem i pięcioletnią córką. Życie młodszej z sióstr wydaje się być idealne, podczas gdy starszej sporo brakuje do szczęścia… Niespodziewanie wydarza się tragedia… Młodsza z sióstr ginie potrącona przez samochód. Joanna musi się zmierzyć z tym nieszczęściem, jednocześnie zajmując si matką, która coraz bardziej pogrąża się w rozpaczy. Danuta szuka ukojenia w alkoholu, depresja, niespełnione ambicje, demony przeszłości i żal nie pozwalają jej żyć normalnie. Tą trudną codzienność przerywa wizyta szwagra Gracjana, który przekazuje Joannie zaskakujące wiadomości, prosząc o opiekę nad małą Anastazją. Kobieta musi więc zmierzyć się z opieką nad dzieckiem, matką, próbuje również odkryć tajemnice, które zostawiła po sobie Aleksandra. Dodatkowo do miasta wraca były chłopak Joanny, jej pierwsza wielka miłość. Czy możliwy jest powrót do uczucia z przeszłości? Czy tego wszystkiego nie będzie dla kobiety za dużo?

Powieść porusza niesłychanie trudne i ważne tematy. Dotyka niełatwych relacji rodzinnych, więzi sióstr, która nie zawsze jest głęboka i szczera, relacji z matką, której niezamknięte sprawy z przeszłości nie pozwalają prawdziwie kochać swojego dziecka, które faworyzuje jedną z córek zupełnie tego nie widząc. Poruszany też zostaje temat miłości, błędów z przeszłości, wybaczenia, uzależnienia i wybaczenia. Sporo wątków skłania do głębokiej refleksji. Mimo poruszenia ważnych tematów książka nie przytłacza. Pozostawia z uczuciem ciepła na sercu, z przekonaniem, że na wszystko w życiu jest pora, że wszystko dzieje się po coś, a na zmiany nigdy nie jest za późno….Jest to mądra, skłaniająca do refleksji książka, jednocześnie nieprzytłaczająca zbędnym moralizowaniem i oratorstwem. Jeśli szukacie, lekkiej, ale skłaniającej do refleksji lektury na jesienne wieczory, ta powieść będzie dobrym wyborem.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu PASCAL.