„Nie twój interes” Marzena Hryniszak

NIE TWÓJ INTERES

  • Autorka: MARZENA HRYNISZAK
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 480
  • Data premiery: 05.04.2022r.

Skąd się @marzenahryniszakautorka wzięła? To nie pierwsza powieść Autorki, wbrew temu co piszą inni fanatycy książek😉. Marzenę Hryniszczak poznałam przy okazji publikowania powieści na blogu pt. „Fikcyjny ja” (https://fikcyjnyja.aplaline.com). To ciekawa historia mężczyzny, który zaczyna swoje życie od początku z nadzieją i przeświadczeniem, że tym razem mu się uda. Uda mu się żyć godnie i daleko od wszelkich kłopotów. Lubicie takie eksperymenty literackie? Ja bardzo😊. Sama Autorka to „Z wykształcenia filolog, z pasji pisarka. Kocha czytać, pisać i wymyślać historie podczas długich spacerów z psem” (cyt. za: https://fikcyjnyja.aplaline.com).  Dlatego chętnie sięgnęłam po publikację papierową tej Autorki, która premierę miała dokładnie tydzień temu, tj. 5 kwietnia br. „Nie twój interes” Wydawca @Zysk i S-ka zakwalifikował jako thriller. A ja thrillery wprost ubóstwiam.

Jesteście odpadkami, które przygarnęłam pod swój dach, żeby zrobić z was ludzi. Większość z was tego nie docenia. I tak pewnie skończycie w rynsztoku, skąd pochodzicie. Nie macie pojęcia, jak ciężko jest zmienić żwir w złoto” – „Nie twój interes” Marzena Hryniszak.

Z jednej strony Karolina, Olga, Edyta, Marta, Agata. Z drugiej Wojtek, Mateusz, Dawid, Jeremi, a także Mecenas, Sebastian i inni, którzy wplątali się bardziej lub mniej w narkotykowy biznes, niewyjaśnione śmierci, poważne pobicia. Niektórym z nich przypominano nagminnie, jakim są ciężarem „(…) „niewdzięcznym pomiotem” – słowami cedzonymi przez żeby, szorstkim traktowaniem i poniżaniem.” Niektórym nie było lekko w życiu, niektórzy byli bardzo samotni, zostawieni na pastwę losu bezdusznego systemu. Wszystkich los się jednak styka w okolicznościach niespodziewanej śmierci Karoliny, o której Wojtek Redyński – pracownik czeskiego warsztatu samochodowego – dowiedział się z opóźnieniem. Zaangażowany w wewnętrzne śledztwo zaczyna szukać u niej pomocy. Pomocy, której Karolina nie jest już mu w stanie udzielić.

Opowieści Marzeny Hryniszak mają w sobie potencjał. Po pierwsze dlatego, że Autorka skonstruowała zawiłą powieść z wieloma bohaterami, którzy odegrali w niej ważną rolę. Z jednej strony z ciekawością śledziłam ich losy, z drugiej mnogość bohaterek orbitujących wokół osoby Karoliny, trochę utrudniał mi rozdzielenie postaci i ich odbiór. Wszystkie były jej bliskie, wszystkie zaangażowane. Wszystkie przez to bardzo do siebie podobne, mało wyraziste. Przez co zbijały mi się chwilami w jedną całość. Po drugie akcja, którą Autorka oddzieliła czasoprzestrzennie grubą linią. Czas po śmieci Karoliny śledzimy z perspektywy jej bliskich, którzy starają się wyjaśnić, co tak naprawdę się wydarzyło. Zdarzenia dzieją się w roku 2019 w różnych miejscach,  które w konstrukcji fabuły są wprost określone. Czytelnik zanurza się w historię, która działa się w Gliwicach, Kenirovicach, Katowicach, Lubinie itd. Bardzo podobał mi się zabieg odseparowania Karoliny, jako jednej z głównych bohaterek. Nie tylko Autorka przedstawiła jak każdy z jej bliskich ją zapamiętał, ale dzięki jednoosobowej narracji i opisaniu wydarzeń z lat 2018-2019, mogłam poznać Karolinę bliżej. Poznałam jej obawy, lęki, trudności, niepokój, uczucia i motywacje decyzji, które podjęła. Pozostała narracja jest trzecioosobowa, ma charakter bardziej reportażowy.  W niej Marzena Hryniszak skupiła się na relacji poszczególnych czynów, następujących po sobie w różnym czasie kroków, podjętych akcji i decyzji. Uczucia, smutki, strach jest w tej części jakby bardziej dodatkiem. Tylko Wojtka Redyńskiego wplątanego przypadkowo w narkotykowy biznes poznajemy dużo wcześniej śledząc jego losy w czeskim przedsiębiorstwie już w roku 2016, trzy lata przed śmiercią Karoliny, która mogła, ale nie musiała mieć z nim związek. Po trzecie brak głównego bohatera. Mimo, że historia związana jest emocjonalnie z Wojtkiem i Karoliną tak naprawdę nie ma głównego bohatera. Nawet prywatny detektyw Jeremi Cygan nosi w sobie ciekawą historię. To przyczyniło się do lekkiego kociokwiku. Wyobraźcie sobie, że nie mam w powieści mojej ulubionej postaci!!! A to się naprawdę niezwykle rzadko zdarza.

Trochę zawiodłam się na postaci Dawida Nowińskiego. Rozwiązanie jego zagadki wydało mi się bardzo małostkowe. Ze względu na włożenie w relację z Karoliną ogromnego wysiłku, zaangażowania, przebiegłości, liczyłam, że Nowiński okaże się bardziej kluczowy, bardziej ważny. Prawda odkryta w dosłownie kilku ostatnich stronach książki nie przekonała mnie. Jakby Autorka tak zawiłą historię wreszcie chciała skończyć. Ukłonić się w stronę czytelnika za wszelką cenę i odkryć wszystkie karty. Ogromny szacunek należy się Marzenie Hryniszak za postać Pani Marii. Część dotycząca jej osoby wzbudziła we mnie prawdziwe emocje, od lęku, niechęci, po wręcz nienawiść. I to były prawdziwe emocje. Najważniejsze emocje, które odczułam.

Książka dla fanów lekkich thrillerów z silnym wątkiem obyczajowym, gdzie miłość i przyjaźń ma znaczenie. Gdzie własne bezpieczeństwo przestaje być ważne, by tylko dokopać się do prawdy, odkryć ją i wyłonić na światło dzienne. Przeczytajcie, co Marzena Hryniszak ma Wam do zaoferowania. Co ma do zaoferowania Autorka, w której drzemie ogromny potencjał. Miłej lektury 😊.

 Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Jedno po drugim” Ruth Ware

JEDNO PO DRUGIM

  • Autorka: RUTH WARE
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:464
  • Data premiery: 23.03.2022r.

Miałam okazję przeczytać dwie poprzednie książki Ruth Ware wydane przez Czwartą Stronę Kryminału. „Pod kluczem” bardzo mi się podobała, „Śmierć Pani Westaway” troszkę mniej, ale oceniłam ją pozytywnie. Kiedy więc dowiedziałam się o premierze „Jedno po drugim” wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać, tym bardziej, że, i opis, i okładka są bardzo intrygujące.

Współpracownicy modnego londyńskiego start-upu technologicznego uczestniczą w służbowym wyjeździe. Pobyt w luksusowym, rustykalnym  domku narciarskim w francuskich Alpach zapowiada się jako niesamowita przyjemność. Co jednak tak naprawdę przyświeca właścicielom firmy, gdy go organizują? Okazuje się, że każdy z nich ma w tym swój interes… Sprawa się komplikuje, gdy wychodzi na jaw, że firma otrzymała poważną ofertę, na miliony dolarów, która może zupełnie zmienić przyszłość ich wszystkich, a każdy z współwłaścicieli ma do niej inny stosunek. Czy ten wyjazd to szukanie popleczników? Niespodziewanie siły natury komplikują wszystko jeszcze bardziej. Burza śnieżna i trudne warunki atmosferyczne wprowadzają atmosferę niepokoju i zagrożenia, a lawina odcina domek od świata. Gdy okazuje się, że nie wszyscy wrócili ze stoku sprawa staje się poważna. Sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, gdy okazuje się, że inni uczestnicy wyjazdu również są w niebezpieczeństwie….

Powieść czyta się rewelacyjnie. Autorce świetnie udało się oddać duszną, mroczna, niepokojącą atmosferę zagrożenia i niepewności. Początkowy luźny, towarzyski nastrój zmienia się wraz z rozwojem wydarzeń i odczuwamy to niemal na własnej skórze. Narracja jest pierwszoosobowa, prowadzona na zmianę przez dwie bohaterki – Liz, była pracownicę firmy oraz Erin, pracownicę firmy wynajmującej domek, odpowiedzialnej za obsługę pobytu ekipy firmowej. Poznajemy więc zdarzenia, z dwóch odmiennych punktów widzenia – osoby tkwiącej w środku wydarzeń, choć przez to, że jako jedyna nie pracuje już aktualnie w firmie, jednak trochę jest odseparowana od reszty oraz osoby zupełnie nie związanej z towarzystwem, która obserwuje wydarzenia niejako z zewnątrz. Zabieg ten spowodował, że napięcie stopniowo wzrasta, a tajemnice powoli zostaje odsłonięte, aż do kumulacji napięcia i rozwiązania całej zagadki. Akcja została tak poprowadzona, że w pewnym momencie zaczynamy się domyślać kto stoi za wszystkimi wydarzeniami. Jednak mimo to rozwój wydarzeń zaskakuje i trzyma w napięciu.

Książka bardzo mi się podobała, wprost nie mogłam się od niej oderwać. Bardzo lubię thrillery rozgrywające się zimą w górach, w atmosferze zagrożenia, gdzie do niebezpieczeństw czyhających ze strony natury, dochodząc te będące dziełem człowieka. Najnowsza powieść Ruth Ware bardzo przypominało mi atmosferę „Rozgrywki” Allie Reynolds, książki, która również bardzo mi się podobała. Jeżeli potrzebujecie emocji, które oderwą Was od rzeczywistości i dostarczą silnych wrażeń gorąco polecam Wam „Jedno po drugim”, to chyba jak do tej pory moja ulubiona książka autorki.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.

   

„Las zaginionych” Agnieszka Pietrzyk

LAS ZAGINIONYCH

  • Autor:AGNIESZKA PIETRZYK
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:359
  • Data premiery:09.03.2021r.

Powieści Agnieszki Pietrzyk bardzo lubię, na najnowszą czekałam z wielką niecierpliwością. Niestety jak na złość, książka szła do mnie bardzo długo i ostatecznie dotarła prawie trzy tygodnie po premierze. Ważne jednak, że dotarła, przeczytałam ją z zapartym tchem, bardzo mi się podobała i teraz zapraszam Was do lektury recenzji.

Trzy nastolatki wybierają się konno do Parku Krajobrazowego Wysoczyzny Elbląskiej . Z przejażdżki wracają tylko dwie z nich, trzecia odłączyła się od nich w lesie i nie dotarła z powrotem. Do stadniny wrócił tylko jej koń. Nastolatki są przerażone i przygnębione, nie mają pojęcia co stało się z ich koleżanką. Niedługo po tym wydarzeniu z przejażdżki w tych lasach nie wraca kolejna amazonka. Tym razem to dorosła kobieta, który przyjechała w te okolice wraz z mężem i dziećmi, w odwiedziny do znajomych. Tymi znajomymi są rodzice dziewczyn, które wróciły z przejażdżki, podczas której zaginęła ich koleżanka. Czy to tylko nagły zbieg okoliczności? Czy te dwie sprawy są ze sobą połączone? Czy to możliwe, że ktoś poluje na amazonki? Śledczy szukają w okolicznych lasach tropu i starają się odpowiedzieć na pytanie co tak naprawdę się wydarzyło.

Powieść ma niesamowity klimat, pełen tajemnic, napięcia, różnorodnych emocji. Pojawia się w niej wątek z przeszłości, a ostatecznie nic nie jest takie jakie mogło by się wydawać. Rozstrzygnięcie całej intrygi jest w mojej opinii niezwykle oryginalne, zostałam zaskoczona i jestem pod ogromnym wrażeniem. Autorka świetnie oddała psychologię postaci, świetnie wykreowała bohaterów. To nie tylko opowieść o zagadce kryminalnej, ale przede wszystkim refleksja na temat tego jak bardzo niedomówienia, brak szczerości i zakładanie, że wiemy co ktoś czuje może mieć niszczący wpływ na nasze życie. To również opowieść o sile traumy, o tym jak silny wpływ może mieć ona na nasze życie, a także o tym, że nie należy sądzić po pozorach i , że ludzie mogą w sobie skrywać bardzo ponure tajemnice.

Gorąco Wam polecam tę powieść, gwarantuję, że się nie zawiedziecie i mam nadzieję, że podobnie jak w moim przypadku, ta opowieść na dobre zapadnie Wam w pamięć. Dla mnie autorka jest mistrzynią budowania tajemnic, niespodziewanych zwrotów akcji i złożonych, intrygujących wątków psychologicznych. To zdecydowanie jedna z najlepszych książek, które w tym roku przeczytałam, a było ich już trochę;)

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Dziecięce koszmary” Lisa Gardner

DZIECIĘCE KOSZMARY

  • Autorka: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 4
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery w tym wydaniu: 23.03.2022r.
  • Data 1 polskiego wydania: 23.01.2013r.

Przygodę z Detektyw D.D. Warren rozpoczęłam od 10 tomu pt. „Powiem tylko raz”. Dzięki publikacji początkowych tomów cyklu przez @WydawnictwoAlbatros pierwsze przygody Pani Detektyw D.D. Warren poznałam również w książkach „Samotna” i „W ukryciu”. „Sąsiad”, który premierę miał 26 stycznia br.  „Dziecięce koszmary” to szósta książka serii, którą przeczytałam dzięki współpracy z Wydawcą. Książka premierę miała półtora tygodnia temu i musicie wiedzieć, że jest warta Waszej uwagi.

Wszystko się jednak zmienia. Nie od razu. Drobiazg za drobiazgiem, chwila za chwilą, decyzja za decyzją. Kawałek po kawałku oddajesz siebie. I nigdy już nic z tego nie odzyskasz”. – „Dziecięce koszmary” Lisa Gardner.

Detektyw D.D. Warren z zespołem zostaje wezwana do morderstwa. Na miejscu odkrywa śmierć rodziny Harringtonów; rodziców Patricka i Denise oraz trójki ich dzieci Jacoba, Molly i małego Ozziego, który wiele lat spędził w szpitalu psychiatrycznym. Teoria o rozszerzonym samobójstwie ojca rodziny pada dość szybko. Bezsenność i zmęczenie D.D. się pogłębia, gdy w podobnych okolicznościach zostaje zamordowana kolejna rodzina. Również córka Laraquette’ów była pacjentką szpitala psychiatrycznego. Co łączy te dwie zbrodnie? Czy tylko fakt, że dzieci były objęte opieką psychiatryczną? D.D. Warren wraz z innymi śledczymi stara się znaleźć punkt wspólny tych obu zbrodni. Wspólny mianownik wydaje się coraz bliżej, gdy ginie na dziecięcym oddziale psychiatrycznym Bostońskiej Kliniki Pediatrii mała pacjentka Lucy. Wystarczy tylko go znaleźć….

O wiele lepsza jest ta część od poprzedniej😊. Czytałam z zapartych tchem, do ostatniej strony, do pierwszej w nocy. Jak już wspomniałam w poprzednich recenzjach Lisa Gardner jest mistrzynią w konstruowaniu opowieści, w których istotną rolę jako ofiary odgrywają najmłodsi i słabsi. Porusza tym samym najczulsze struny duszy czytelnika. Tak zadziało się też tym razem. Niezwykle udał się Autorce motyw dzieci wymagających opieki psychiatrycznej. Skrzywdzonych, traktowanych jak zwierzęta, gdzie sytuacja społeczna wzmaga ich zaburzenia psychiczne. Opisy skrajnych zachowań wbijały mnie w fotel.

I zastanawiam się, czy właśnie tej nocy wreszcie mnie zabije. Poznajcie Evana, mojego syna. Ma osiem lat. – „Dziecięce koszmary” Lisa Gardner.

Tak o swym dziecku mówi Victoria. Narracja pierwszoplanowa z jej perspektywy jest niezwykle ważna w całej historii. Gardner podzieliła opowieść na trzy części, ponumerowane rozdziały zatytułowała dodatkowo imieniem bohaterek, które są narratorkami. Victoria jest jedną z nich. To wstrząsająca i przejmująca opowieść matki borykającej się w samotności z chorobą psychiczną syna. Z jednej strony silnej znoszącej w imię miłości wszystko, z drugiej bardzo słabej, nie potrafiącej oddać syna pod specjalistyczną opiekę medyczną i tylko traumatyczne wydarzenia są w stanie zmienić jej nastawienie. Gardner bardzo dobrze zobrazowała postać matki nie zapominając o innych bliskich. O Chelsea, siostrze Evana i o Michaelu – jego ojcu. Każdy z nich powinien odgrywać ważną rolę w jego życiu. Powinien. Podobny zabieg Autorka zastosowała w przypadku bohaterki o imieniu Danielle, która również opowiada swoją historię swoimi słowami. To jedyna ocalona, która w imię zadośćuczynienia służy innym wymagającym specjalistycznej opieki dzieciom. Każdego dnia na ostatnim piętrze Kirkland Medical Center stawia – mimo własnych traumatycznych doświadczeń – czoła wyzwaniom stawianych przez małych pacjentów. Raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. I Victoria, i Danielle mają wiele do zaoferowania. Są nietuzinkowymi bohaterkami o ujmującej historii. No i nie mogę zapomnieć o Gregu. Ten to był zagadką praktycznie przez całą powieść. Oj był…. Jedyna narracja trzecioosobowa to narracja zawarta w rozdziałach, w których opisane zostały śledztwo D.D. Warren. Tu Gardner zachowała poziom z poprzednich części. Śledztwo przedstawiła jako metodyczną trudną pracę, w których każdy szczegół może mieć znaczenie.

Nieoczywisty, ekscytujący, intrygujący i zajmujący thriller, gdzie role zostają odwrócone, a bezbronne dzieci stają się sprawcami. Gardner udowodniła, że potrafi skonstruować fabułę, w której nie wiadomo, gdzie jest początek, a gdzie koniec. Gdzie akcja, a gdzie reakcja. Gdzie przyczyna i gdzie skutek. Sama D.D. Warren nie zachwyca. Zachwycają za to inne kobiety. Kobiety interesujące w swej historii, jakże smutnej, jakże przykuwającej wzrok. Polecam szczerze !!!

Moja ocena 8/10.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Przedsionek piekła” Anna Bailey

PRZEDSIONEK PIEKŁA

  • Autorka: ANNA BAILEY
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 09.03.2022r.

Niewiele ponad dwa tygodnie temu, dokładnie 9 marca br., premierę miała debiutancka książka autorstwa Anny Bailey pt. „Przedsionek piekła” od @WydawnictwoAlbatros. Gatunek powieści idealny dla mnie. Książka jest bowiem thrillerem i to thrillerem psychologicznym, gdzie relacje pomiędzy postaciami, wzajemne naciski, negatywne wpływy oraz lęki i wszechogarniający strach mają znaczenie. A do tego to miasteczko Whistling Ridge…. Oglądaliście film z 1998r „Miasteczko Pleasantville”? Taki idealnie wykreowany świat, jednorodny, bezpieczny, wręcz czarno – biały. Aż nagle zaczynają pojawiać się kolory. Kolory emocji, prawdziwych uczuć, buntów i odkrytych kłamstw. To trochę jak w Whistling Ridge, w pięknym miasteczku osadzonym w Górach Skalistych w Kolorado. Tylko, że Pleasantville jest znacznie bardziej pleasent niż Whistling Ridge☹.

Poczucie winy to zwłoki, które trudno jest zakopać, nawet jeśli wciąż będziesz sobie powtarzał, że Bóg ci wybaczył. Jeżeli pozwalasz niektórym rzeczom ropieć wystarczająco długo, w końcu wyrosną im kły i pazury i wypełzną z powrotem na powierzchnię.” –„Przedsionek piekła” Anna Bailey.

Po jednej z młodzieżowych imprez ginie Abigail Blake. Z tych Blake’ów. Blake’ów, których od paru lat nikt nie odwiedza oprócz Emmy, najlepszej przyjaciółki Abi. Blake’ów którego młodszy syn Jude chodzi o lasce, gdy spadł ze schodów. Takich nieszczęśliwych wypadków w rodzinie Blake’ów jest całe mnóstwo. Najczęściej doświadcza ich najstarszy syn Noah, który nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom ojca, weterana wojny w Wietnamie – Samuela. Blake’ów, gdzie Dolly pali bez opamiętania, często zapada w katatonię i boi się spojrzeć ludziom w twarz, by nie zobaczyli tej przerażającej pustki. Pustki obrazującej stracone życie. Blake’ów, którzy modlą się na podjeździe, by kamyczki raniły kolana członkom rodziny. Blake’ów, którzy siedzą w ostatniej ławce w kościele, ale zawsze są, mimo zbyt dużej ilości puszek po piwie w domowym koszu na śmieci. Blake’ów, gdzie nadzieje umierają jedne z pierwszych, praktycznie zanim zakiełkują. Blake’ów, którym część społeczeństwa współczuje, ale większość uważa, że zasłużyli na to, co ich dotknęło. Blake’ów….. tych Blake’ów.

Niepokojący jest ten wszechogarniający talent debiutantów i debiutantek😊. Wprawia mnie w ogromne kompleksy. Anna Bailey należy do jednych z tych zdolniejszych. Po kilku latach pracy w Kolorado jako baristka napisała powieść zainspirowaną obserwacjami i przeżyciami, których tam doświadczyła. Jak ona to zrobiła? Jak oni to robią, że garstkę własnych doznań i fantazji zamieniają w całkiem dobrą powieść, która niepokoi od pierwszych stron powodując tępy ból w dołku. Nie mam pojęcia. Ale udało się to Bailey bardzo dobrze.

„Przedsionek piekła” to mieszanka cech, które powinien mieć dobry psychologiczny thriller pełen rozmaitych skrajności. Współczucie przeplata się ze złością. Niezgoda na opisywaną rzeczywistą z żalem, że dzieci są często ofiarami własnych rodziców. Litość z rozdrażnieniem z czytanych opisów biernych zachowań, które odczytywane są jako akceptacja przez wszystkich, a tym bardziej przez najbliższych. Powieść Bailey ma skomplikowaną, ale przejrzystą konstrukcję. Fabuła zawarta została w 51 rozdziałach, które zatytułowane są „teraz” i „przedtem”. Autorka przenosi nas w historię, która wydarzyła się przed zaginięciem Abi, nawet wiele lat przed, jak i która dzieje się w fikcyjnej teraźniejszości. To służy uporządkowaniu wydarzeń i nie pozwala pogubić się w fabule. Mimo, że thriller składa się ograniczonej liczby obowiązkowych modułów,  Bailey będąc zdolna i uważną twórczynią uformowała unikatowe dzieło, w którym emocje wzbudzają się same. To mieszanka wybuchowa. Mieszanka miłości, troski, strategii unikania, poczucia winy, traumy, nietolerancji, krzywdy i dusznej małomiasteczkowej atmosfery, gdzie wszyscy wszystkich znają, a pastor z żoną plotkują o problemach jego mieszkańców, gdzie ciągle społeczeństwo wierzy w lincze, którym przyklaskuje biuro szeryfa.

Sama Abi, mimo że jej postać została opisana jakby w tle jest postacią katastrofalną. Abi, która powstrzymuje się „(…) przed zobaczeniem swojego odbicia w lustrze, gdy się rozbiera. W lustro nie patrzy już od jakiego czasu. Od wtedy, kiedy to się stało”. Abi, której współczułam od samego początku, nawet gdy nie wiedziałam, za co jej współczuję. Z drugiej strony dziewczyna bardzo walczyła o swoją normalność. Starała się wspierać Emmę, współpracowała z Ratem i akceptowała swego brata Noaha. Jej dwunastoletni brat Jude wzbudzał moją sympatię i ogromne współczucie od samego początku. To dziecko, które „(…) mówi cicho, trzyma łokcie blisko ciała i daje z siebie wszystko, co może (…) Jego rodzice są jak łosie, które czasami schodzą z gór i podjadają jagody na ich podwórku – jeśli ma się cierpliwość, to w końcu, czasami pozwolą ci pogłaskać się po pyskach. Rodzice zapewne nie połasiliby się na jagody, ale Jude może się zdobyć wobec nich na cierpliwość. Będzie ją okazywał, dopóki nie odda z siebie tyle, że zmniejszy się do takich rozmiarów, że zmieści się wreszcie w ich życiu.” Dziecko starające się zmniejszyć do takich rozmiarów, by zmieścić się w życiu rodziców. Brrr…wrrrr. To maszyneria uruchomiona przez Bailey w jednym celu, tylko by przyspieszyć nam puls, zmusić serce do palpitacji. I Noah. Młodzieniec będący wyrzutkiem i w społeczeństwie, i w rodzinie. Niewypowiedziane słowa pomiędzy nim a Abi zawisły na zawsze i nigdy nie zostaną wyartykułowane. Trochę drażniła mnie jego niemożność opuszczenia domu, sprzeciwienia się swemu oprawcy, pomachania mu na do widzenia. Może czuł się za bardzo odpowiedzialny za matkę, za rodzeństwo, nawet jeśli nie zostało to wyartykułowane w powieści. Nie wiem, czy z wszystkich głównych postaci najbardziej nie jest tragiczna Dolly. Ofiara przemocy domowej, sterowana marionetka, niepotrafiąca się przeciwstawić, cicho akceptująca rzeczywistość, w której żyje. Dolly, która „(…) leży w łóżku, czując się przytłoczona ciężarem własnej winy.”.

W trakcie czytania czułam permanentną niecierpliwość oczekiwania na ujawnienie narracyjnej tajemnicy połączoną z pragnieniem przeżycia czegoś niespodziewanego i z naiwną  nadzieją, że historia dobrze się skończy. Tyle różnych odczuć i jedna debiutancka książka o życiu w przedsionku piekła. Polecam szczerze!

Moja ocena 8/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Niewidzialna dziewczyna” Lisa Jewell

NIEWIDZIALNA DZIEWCZYNA

  • Autorka: LISA JEWELL
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 382
  • Data premiery: 9.02.2022r.
  • Data premiery światowej: 1.06.2021r.

„(…) To zupełnie co innego. Jedyne złe książki to takie, które napisano tak fatalnie, że nikt nie chce ich wydać. Każda książka, która została wydana, jest dla kogoś „dobrą książką”.

Lisa Jewell jest autorką „Idealnej rodziny”, z której powyższy cytat pochodzi (recenzja na klik). Książki, która wbiła mnie w fotel tak głęboko, że oceniłam ją 10/10😊. „Idealna rodzina” okazała się ciekawym studium i słabości, i bestialstwa człowieka. Czytając ją targały mną silne emocje. Tak silne, że wątki z „Idealnej rodziny” pamiętam do dziś. Jeśli nie czytaliście jeszcze tej książki to koniecznie musicie to nadrobić. Jestem ciekawa, czy Wasza opinia będzie również pochlebna jak i moja.

Słysząc, że Wydawnictwo @Czwarta Strona wydaje kolejną powieść tej autorki nie wahałam się ani chwili. W „Niewidzialnej dziewczynie”, która premierę miała 9 lutego br., szukałam złożonych postaci, wielowarstwowych, nie dających się jednoznacznie zakwalifikować. Oczekiwałam napięcia, tajemnicy i wielowątkowości. Czy „Niewidzialna dziewczyna” sprostała „Idealnej rodzinie”?

Jewell zaprosiła czytelnika do życia Cate, Saffyre oraz Owena. Losy całej trójki spotykają się na jednej ulicy, na którą spoglądać można z wykuszowego okna. Na ulicy w Hamstead, gdzie za rogiem mieszkał Zygmunt Freud. Ulicy, na której zaczynają się dziać niemiłe wydarzenia. Wydarzenia związane z napaściami seksualnymi na kobiety. Pozornie szczęśliwe życie Cate zaczyna mieć rysy. Jej córka Georgia boi się o siebie, Josh zaczyna chodzić po okolicy szukając tego „zboczeńca”, a mąż Cate psycholog dziecięcy Roan coraz mniej spędza czas w domu angażując się w jego życie. Cała rodzina Foursów spogląda na sąsiada z naprzeciwka, trzydziestotrzyletniego Owena Picka, który traci pracę w college’u oskarżony o niewłaściwe zachowanie względem studentem. Samotnika, nie obeznanego z kobietami, zafascynowanego Brynem i jego aktywnością w siedzi. Nie tylko Foursowie są obserwatorami. Obserwuje też Saffyre Maddox, siedemnastolatka będąca w przeszłości pacjentką Roana Foursa. Dlaczego zakrada się nocą na ulice Hamstead i kogo próbuje nakryć na gorącym uczynku?

No nie jest to proza na miarę „Idealnej rodziny”. W moim odczuciu „Niewidzialna dziewczyna” to kolejny thrillerek, który i owszem miło się czytało, bez żadnego zaangażowania emocjonalnego, ale który niestety zapomnę szybciej niż zdąży na egzemplarz opaść kurz. Spodziewałam się naprawdę fascynującej historii. Spodziewałam się krzywdy, bólu, głębokiego dochodzenia do prawdy, tajemnic i fasady życia, która w pewnym momencie runie pozostawiając tylko gruzy. Dostałam raczej mdłą historię znudzonego sobą małżeństwa, w którym więcej kłamstw niż szczerych uczuć. Zafascynowaną tajemnicami nastolatkę, która boryka się z trudnymi doświadczeniami z przeszłości, a której nie udzielono fachowej pomocy (oj, szkoda, że ten wątek został potraktowany po macoszemu!!!). Słabe śledztwo w sprawie oskarżeń w kierunku Owena, bardzo słabe. Sama fascynacja Owena Brynem całkowicie mnie nie przekonała. Autorka niewystarczająco w mojej opinii przedstawiła motywy, determinanty jego zachowania w aspekcie kontaktu z tym człowiekiem. Ten wątek wydawał mi się jakby wrzucony na siłę, by jeszcze bardziej zagmatwać historię i sprawić ją bardziej ciekawą. Fabuła ma jednak duży potencjał. Jest w niej wszystko, co w thrillerach lubimy najbardziej; skrzywdzone dziecko, nieprzepracowana trauma, nieudolni dorośli i masa pomyłek, które wiodą śledczych nie pod ten adres co należy. Co do sprawcy domyśliłam się od razu. Trudno nie było odczytać związku pomiędzy zdarzeniami z przeszłości, a tymi, które dzieją się teraz.

Nie jest to jednak książka z samymi wadami. Bardzo dobrze Lisa Jewell skonstruowała powieść. Krótkie rozdziały zatytułowane są imionami bohaterów, z perspektywy których przyglądamy się wydarzeniom. Akcja jest więc uporządkowana i nie pozwala się pogubić. Brakowało mi jednak narracji pierwszoosobowej, która wspaniale się sprawdziła w przypadku Saffyre. Jej postać wydaje się chyba dzięki niej bardziej realna, bardziej rzeczywista i prawdziwa. Sam język taki typowy brytyjski. Wyważony, uładzony. Zdania skonstruowane ze słów układają się uporządkowanie w relacje, opinie, spostrzeżenia, czy dialog. Praktycznie bez żadnych niespodzianek, niepokoi.

Nie jest to książka na miarę „Idealnej rodziny”. Jest to powieść, której daleko to prawdziwego psychologicznego thrillera. Według mnie to powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym, a ja rzadko jestem zadowolona z takiego połączenia.

Moja ocena: 6/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od WYDAWNICTWA CZWARTA STRONA, za co bardzo dziękuję.

„Dolina Cieni” Bartosz Szczygielski

DOLINA CIENI

Autor: BARTOSZ SZCZYGIELSKI
Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
Liczba stron: 383
Data premiery: 9.02.2022r.

Coś w tym pisarstwie @Bartosz Szczygielski – pisarz zdecydowanie jest😊. Coś co mnie przyciąga i nie pozwala odłożyć książki na bok, póki nie dotrwam do ostatniej strony.

Chwaląc się mojej Przyjaciółce, że na półce czeka nowy Szczygielski z książką pt. „Dolina Cieni”  usłyszałam w odpowiedzi: „To szybko przeczytasz”. Do szybkiego przeczytania nie byłam w ogóle przekonana. Uwaga mojej Psiapsi wręcz mnie rozdrażniła. Tyle spraw na głowie, tyle tematów, tyle niepokojów, a do tego Dzieci i praca, a tu taka bezczelna pewność w głosie😉. Okazuje się jednak, że inni znają nas o wiele lepiej niż my siebie sami. Wczoraj zaczęłam czytać premierę z 9 lutego br. od Wydawnictwa @Czwarta Strona, a dziś publikuję recenzję. No przyznaję się publicznie, faktycznie miała rację. Szybko przeczytałam. Podobnie jak dwie poprzednie książki Autora: „Nie chcesz wiedzieć” oraz „Winni jesteśmy wszyscy”.

Zdecydowanie coś w tym pisarstwie Szczygielskiego jest….

Moja matka umarła, próbując zapewnić mi lepsze życie(…) W jakimś ścieku, gdzie nikt się nią nie zainteresował, dopóki nie zaczęłam jej szukać. Miałam dwanaście lat! Dzieci nie robią takich rzeczy, nie znajdują swoich matek martwych z przemęczenia i ogryzionych przez szczury…” – „Dolina Cieni” Bartosz Szczygielski.

„Kiedy umierasz, życie staje się prostsze” – z opisu Wydawcy.

Dwie perspektywy czasowe. Rok 1994, w którym lokalną społecznością wstrząsa wypadek Michała i Agnieszki Wawrzyńców. On młody, ona młoda. On ginie, ona przeżywa będąc w wielkim szoku. Rok 2009 Tomasz Rach przyjmuje od swej współpracowniczki Marty zlecenie przewozu czterech kobiet oraz jednej dodatkowej przez niemiecką granicę. Spotyka się z przedstawicielem zleceniodawcy w umówionym miejscu pod osłoną nocy. Zamiast transportu na miejscu spotyka dwóch strażników straży granicznej oraz tajemniczą Helenę, jedyną żyjącą kobietę, która miała być uczestniczką transportu. Sytuacja staje się tym bardziej skomplikowana, gdy Helena przyznaje, że tak naprawdę Tomasza szukała i o jego pomoc prosiła Martę. Martę, która nie jest w stanie wytłumaczyć Rachowi swojego udziału w przedsięwzięciu. Przedsięwzięciu, którego początki tak naprawdę sięgają piętnastu lat wstecz.

Jako czytelnik lubię dokonywać projekcji moich oczekiwań na przeróżne fabuły. Zauważyłam jednak, że tym bardziej mi się książka podoba, im bardzie fabuła mnie zaskakuje. Jeśli jest przewidująca oceniam ją zwykle słabo. „Dolina Cieni” słaba nie jest i to z wielu powodów. Bardzo podoba mi się konstrukcja książki. Retrospekcje przedstawione w rozdziałach zatytułowanych rokiem 1994, czy chociażby „W cieniu”. Warto wspomnieć, że ten cień bardzo długo nie został nasłoneczniony, praktycznie do samego końca. Akcja jest więc uporządkowana. Grudzień 2009 przenosił mnie co rusz w czasy bieżące, w których Tomasz Rach próbował  pomóc Helenie i poskromić duchy przeszłości. Polubiłam i Martę, i Helenę i Agnieszkę. Jako postaci kobiece każda okazała inna, każda naznaczona inną przeszłością. Zabrały mnie w swój świat, bardzo trudny, skomplikowany i niezwykle samotny. Świat, w którym nie ma miejsca na radość, szczęście i długie życie u boku kochanej osoby. Chociaż ostateczne rozstrzygnięcie między Michałem a Agnieszką totalnie mnie zaskoczyło, zmiażdżyło więc. Ale cóż, moja rola ogranicza się do czytania, a Bartosza Szczygielskiego do pisania. Autor miał więc pełne prawo skonstruować wątek w sposób, który wydawał mu się najbardziej właściwy. Sam główny bohater Tomasz Rach przypomina mi jednego z moich ulubionych bohaterów historii kryminalnych. Taki niby amator, ale potrafiący odnaleźć się w każdej sytuacji. Silny w swojej słabości. Jak się okazuje nie do końca totalnie spostrzegawczy. Próbujący odnaleźć się wśród tych wszystkich kobiecych imion z przeszłości i teraźniejszości. Nie do końca mu się to jednak udaje. Postać księdza Jana została wyjątkowo dobrze skonstruowana. Nie do końca zły, nie do końca dobry. Idealny z pewną rysą na charakterze. Uwikłany w lokalne zależności… cóż, który lokalny klecha może tego uniknąć? Jego wątek jest w mojej opinii zaletą tej powieści.

Jako nałogowa czytelniczka thrillerów jestem usatysfakcjonowana. Jeśli poszukujecie mocnych wrażeń, skomplikowanej fabuły, szybkiej akcji, ogromu emocji i ciekawej zagadki z przeszłości „Dolina cieni” jest dla Was książką idealną. Bartosz Szczygielski po raz kolejny udowodnił, że pisarzem thrillerów nie został z przypadku. I mimo, że ilość wątków i splotów akcji jest bardzo duża, polecam lekturę z pełną świadomością. Czytajcie!!!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Demeter” Malwina Chojnacka

DEMETER

  • Autorka: MALWINA CHOJNACKA
  • Wydawnictwo: LIRA
  • Liczba stron: 528
  • Data premiery: 23.02.2022r.

Autorkę @Malwina Chojnacka strona autorska poznałam przy okazji cyklu „Karma”. Oba tomy „Karma. Odważne i romantyczne” oraz „Karma. Sekrety i uprzedzenia” były objęte moim patronatem. Z zaciekawieniem więc zabrałam się do czytania thrillera „Demeter”, który premierę miał w ubiegłą środę premierową, tj. 23 lutego br. Książkę, jak przyznałam się w zapowiedzi, zaczęłam czytać tylko na chwilkę. Nie skończyłam szybko😊. Skończyłam dopiero, gdy zamknęłam ostatnią stronę. Książka jest warta każdej spędzonej z nią minuty. Dzięki @Wydawnictwo LIRA przedstawiam Wam recenzję naprawdę dobrej książki.

Poznajcie Olgę, Igę i Huberta, którzy wplątują się – każdy z innych przyczyn – w zagadkową śmierć Galiny ukraińskiej obywatelki, pracownicy luksusowego hotelu Odonata na Mazurach. Gdy ginie bez śladu kolejna pracownica hotelu Iryna, a Elena zostaje ranna pracownica Fundacji dla Kobiet Ofiar Przemocy „Demeter” postanawia zbadać okoliczności tych dziwnych zdarzeń. Wplątuje się w precedens, w którym główne role grają możni okolicznych miejscowości. Co właściciel hotelu, komisarze policji, prokurator, prawnik, biznesmen i inni mają wspólnego z tak potraktowanymi kobietami? I dlaczego Iga jest tak ważna dla Olgi i Huberta, że postanawiają znaleźć się w tym samym miejscu co ona?

Bardzo dobra książka!

Tak muszę ją określić. Poznaję to po tempie czytania😊. To taki mój wewnętrzny barometr. Jeśli nie potrafię się oderwać od przedstawianej w książce historii, nie nuży mnie język, tempo, a ciekawią bohaterowie, to jest to bardzo dobra książka. Ma wszystkie cechy pozycji, które bardzo cenię. Zachwyciła mnie narracja. Pisana pierwszoosobowo z perspektywy różnych bohaterów. Rozdziały zatytułowane są imionami postaci, który relacjonuje wydarzenia oraz datą i miejscem akcji. Dzięki temu zabiegowi czytelnik przenosi się w inną czasoprzestrzeń, inną perspektywę. Bardzo udał się ten zabieg Malwinie Chojnackiej. Sprzyjał porządkowi, systematyczności i uhierarchizowaniu. Bieg wydarzeń również okazał się arcyciekawy. Zarówno Iga, jak i Olga oraz Hubert są tak samo ważni. Hubert przeżywa swój zawód miłosny, rozpamiętuje swoją zdradę. Przebywa jednak długą drogę od pierwszego spotkania z Olgą. Staje się mniej umęczony, bardziej pogodzony z własnym losem. Jest ważną postacią w książce, gdyż pokazuje jaki wpływ na mężczyznę ma kobieta, u której zdiagnozowano chorobę dwubiegunową. Jak potrafi go omotać, jak od siebie uzależnić i jak sprytnie go wykorzystuje. Olga to autorka bajek dla dzieci. Mająca za sobą traumatyczne doświadczenie równoczesnego sieroctwa przez obojga rodziców. Nie potrafiąca ułożyć sobie do tej pory relacji z siostrą. Odpychająca ją latami. Umawiająca się z mężczyznami na seks, ale tylko raz w tygodniu. Pogodzona z losem odrzuconej matki i rozwódki. Kobieta sukcesu, ale z przeszłością, ciągle na zakręcie. Za to Iga to niezwykle ciekawa postać. Nimfomanka, bystra, inteligentna, umiejąca „rozdawać karty” według własnych zasad. Do tego niezwykle atrakcyjna. Wykorzystuje swoją słabość i zamienia ją w ogromny potencjał, gdy daje jej siłę motorową do osiągania niemożliwego. Taka postać literacka jak Iga potrafi wszędzie namieszać, odnaleźć się w każdej fabule i uczynić publikację arcyciekawą. Chojnacka ma zdolność do kreowania nieoczywistych postaci, ciekawych bohaterów, który są zaletą jej dzieł. Fabuła mimo, że nie okazała się dla mnie zaskoczeniem – wątek mężczyzn trzymających władzę – rozwijała się chwilami nieszablonowo. Relacja Reja i Bielendy, z jednej strony wspólników, z drugiej ciągłych konkurentów. To trochę taki pokaz dwóch samców alfa. Każdy gra w swoją grę i dopóki obu to pasuje, nie ma ofiar. Bardzo zaciekawiła mnie postać Teresy wprowadzonej do fabuły w trzeciej części książki. Chojnacka sięgnęła do mistycyzmu, tajemniczości, znachorstwa. Przy czym Teresa nie okazała się postacią negatywną, wręcz przeciwnie. Wątek z watahą wilków dla mnie okazał się wyjątkowo interesujący. Jedynie nie przekonał do końca cukierkowy motyw matki-córki z końcówki książki. Nie żebym żądała samych dreszczy i niepokoju w thrillerze, co to to nie😊. Bardziej chodzi mi o zawiłość relacji, która nasuwa się od samego początku, gdy tylko wątek został naznaczony. Autorka konsekwentnie udowadnia, że nic nie dzieje się bez przyczyny, na wszystko jest pora i wszystko musi być przepracowane, by ostatecznie zostać pokonane. A tu nagle rozwiązanie następuje samo, bez żadnych pytań, zawahań, obaw. Dosłownie jak „manna z nieba”. Może o to właśnie chodziło Chojnackiej. By jednak dać nam nadzieję, że czasem złe drzewo daje dobry owoc i wystarczy tylko powiedzieć „tak”, być otwartym na to co, daje los.

 Ależ się rozpisałam! Długo bym mogła naprawdę. Jest jeszcze parę punktów, o których planowałam wspomnieć. Nie mogę Was jednak zanudzać😉, bo sama nie lubię czytać przydługich recenzji. Moją rolą jest bardziej zaciekawienie Was. I mam nadzieję, że mi się udało.

Thriller to naprawdę zagadkowy gatunek literacki. Jego cechą nadrzędną jest zwykle skomplikowana, ale przejrzysta konstrukcja. Liczy się w nim heroiczna, wręcz archetypiczna narracja o walce dobra ze złem. Szczególnie lubię thrillery, które są pełne rozmaitych skrajności (rodzina, miłość, seks, zdrada, organizacje przestępcze, przemoc, dzieci itd.). No i emocje. Dobry thriller musi je wzbudzać. Dobrze jest czuć dreszcz podniecenia w oczekiwaniu na kolejne opisane w fabule wydarzenia. Czytając „Demeter” czułam zniecierpliwienie,  domagałam się całą sobą ujawnienia narracyjnej tajemnicy, bardzo często przeżyłam coś szokująco niespodziewane, by finalnie wierzyć, że historia może dobrze się skończyć. Tak. Zdecydowanie „Demeter” ma wszystkie cechy dobrego thrillera. Dlatego warto się w historię w niej opisaną zanurzyć.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu LIRA.

„Sąsiad” Lisa Gardner

SĄSIAD

  • Autorka: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 3
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery w tym wydaniu: 26.01.2022r.
  • Data 1 polskiego wydania: 13.07.2011r.

Przygodę z Detektyw D.D. Warren rozpoczęłam od 10 tomu pt. „Powiem tylko raz”. Dzięki publikacji początków serii przez @WydawnictwoAlbatros sięgnęłam do pierwszych przygód Pani Detektyw w książkach „Samotna” i „W ukryciu”. „Sąsiad”  to trzeci tom cyklu, którego Autorką jest Lisa Gardner. D.D. Warren zmienia się z biegiem kolejnych publikacji i przed rozpoczęciem czytania byłam bardzo ciekawa jak wypadła w trzeciej części.

W pewien wieczór ginie w niewyjaśnionych okolicznościach dwudziestoparoletnia nauczycielka wiedzy o społeczeństwie Sandra Jones. Drzwi wejściowe nie noszą śladów włamania, a w pokoju obok zostaje jej ponad czteroletnia córka Ree. Mąż Sandry dziennikarz Jason Jones zgłasza zaginięcie żony, jednocześnie odmawiając odpowiedzi na wiele pytań, które rodzą się w głowie detektyw sierżant D. D. Warren oraz innych śledczych pracujących w zespole. Z pozoru dobre małżeństwo nie wydaje się takie, gdy do sprawy wtrąca się ojciec Sandry, z którym nie widziała się przez pięć lat, sędzia Maxwell Black.

I tym razem Lisa Gardner zbudowała fabułę wokół najgorszych możliwych przestępstw, które zawsze mnie wzruszają. Potencjalne morderstwo domowe – przecież zwykle odpowiedzialny za zniknięcie jest mąż ofiary – zamieniło się w strefę domysłów i wielu podejrzanych, jak to w tej serii bywa. Ciekawym wątkiem było osadzenie na tej samej ulicy przestępcy seksualnego względem dzieci Aidana Brewstera, o którym Jones dowiedział się dopiero po zaginięci żony. Świat Brewstera podglądamy z jego perspektywy w relacji pierwszoosobowej, chociaż wątek śledztwa jest relacjonowany w trzeciej osobie. To nie jedyny taki zabieg narratorski. Również w niektórych rozdziałach dochodzimy do świata zewnętrznego i wewnętrznego samej zaginionej Sandry Jones, która swoimi słowami opisuje co się z nią działo i dlaczego podjęta taką czy inną decyzję. Ta urozmaicona narracja jest zaletą tej publikacji. Intryga została również „rozmieniona na drobne” przez włączenie w sprawę trzynastoletniego ucznia Sandry, Ethana Hastingsa, a także jego wujka Wayne’a Reynoldsa. Oboje mieli Sandrze pomóc, oboje mieli ją wesprzeć, a finalnie…..

Tak śledztwo zostało przeprowadzone z należytą pieczołowitością. Nie ma w książce żadnych luk fabularnych, żadnych niedopowiedzeń. Wszystko układa się w jedną całość w zakończeniu, wszystko ma swój początek i swój koniec. Język jest tożsamy z całą serią. Detektyw sierżant jak zwykle zmotywowana uwielbiająca swoją pracę. Na końcu, niestety nie jest zadowolona, gdyż kogoś bardzo chciała przymknąć.

Lisa Gardner to mistrzyni opisywania krzywd popełnionych na niewinnych, na dzieciach i kobietach. Ta umiejętność jest widoczna w każdej książce cyklu, którą przeczytałam. Nie jest łatwo mi jako kobiecie i matce się z tym mierzyć. Gardner nie przejmuje się skutkami, raczej traktuje pisarstwo jako misję, by pokazać światu z jakimi zwyrodnialcami przychodzi nam obcować  w domu, w szkole, w pracy i w sąsiedztwie. Umiejętnie również opisuje psychologiczne aspekty tych traumatycznych doświadczeń, nawet jeśli działy się wiele lat wcześniej. Obrazuje skutki, często dalekosiężne, z którymi dorośli ludzie nawet po dwudziestu latach nie potrafią sobie poradzić.

To wielowątkowy kryminalny thriller. To wielowątkowe śledztwo. Okoliczności zewnętrzne oraz wątki poboczne tylko urozmaiciły mi lekturę. Jeśli lubicie silne kobiety stające po tej dobrej stronie i o każdej porze dnia gotowe na złapanie złoczyńcy – pokroju D. D. Warren – to sięgnijcie po tę książkę. Udana lektura gwarantowana!

Moja ocena 7/10.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Poziom śmierci” Lee Child

POZIOM ŚMIERCI

  • Autor: LEE CHILD
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: JACK REACHER. TOM 1
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery: 26.01.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.01.2003r.
  • Data premiery światowej: 1.03.1997r.

Nie lubię się powtarzać, ale nawiążę do treści, które zamieściłam w zapowiedzi tej książki. Przeczytałam kilkanaście części o Jacku Reacherze. I tylko te ostatnie pisane razem z bratem Autora, Andrew Childem nie do końca mi odpowiadają. Trochę za mało Childa w Childzie i za mało Reachera w Reacherze, do którego jestem przyzwyczajona. Recenzję tomu 25 pt. „Strażnik” znajdziecie tutaj: klik.

@WydawnictwoAlbatros przy okazji premiery filmowej pierwszego tomu wypuściło na polski rynek czytelniczy „Poziom śmierci”, pierwszy tom serii. Premierę światową ta seria miała w 1997 kiedy jeszcze moja biblioteczka nie uginała się pod ogromem książek. Ja tę część czytałam po jej pierwszym polskim wydaniu, które odbyło się w 2003 roku. W Reacherze, szczególnie z początków cyklu, najlepsze jest to, że to Reacher, Jack Reacher.

Najciekawsze w Lee Childzie nie jest to, że sprzedał mnóstwo książek, ale to, że pisze tak dobrze”. – Philip Pullman we Wstępie do „Poziom śmierci” Lee Child.

Coś w tym jest. Dobre pisarstwo i idealnie skrojony bohater to recepta na udaną pozycję książkową. Tak jest i tym razem. Sam Jack Reacher to emerytowany major amerykańskiej Żandarmerii Wojskowej. Nie posiadający stałego miejsca pobytu, ani żadnych osób na utrzymaniu 195 cm kolos. Silny, wysportowany, z ciemno blond czupryną oraz niebieskimi oczami. Ciąg wydarzeń jest ten sam, jaki Autor kontynuuje w całej serii. Reacher podróżując samotnie po amerykańskich miasteczkach wikła się w miejscowy konflikt, czy z niewiadomych przyczyn staje się podejrzanym o morderstwo lub inne przestępstwo. Tak jest i tym razem. W leniwym miasteczku Margrave w stanie Georgii, zostaje popełniona zbrodnia. Wysoki, obcy, wysportowany były żandarm wojskowy staje się głównym podejrzanym. Musi udowodnić swoją niewinność. Choć tym razem macki afery kryminalnej sięgają bardzo wysoko. Aż do samej góry, aż do Waszyngtonu….

Cóż mam napisać…. Mam słabość do Reachera, szczególnie z początków serii. I niezmiernie się cieszę, że w nowym serialu Toma Cruise’a zastąpi aktor fizycznie przypominający głównego bohatera. Z jednej strony Reacher jest brutalny, zawsze przygotowany i przewidujący cios oraz ruch przeciwnika. Z drugiej, jest bardzo wrażliwy na krzywdę, niemoc i przemoc względem słabszych. W trakcie swojej podroży staje się samozwańczym obrońcą uciśnionych. Fabuła jest taką bajeczną fantazją Autora na temat dobra i zła w świecie, w którym przyszło mu żyć. Jest jednak rozpisana w  bardzo dobrym stylu. Wielokrotnie Autor zachwycił mnie szczegółowymi opisami ciosów, urazów i złamań. Bardzo dobrze przygotowany tekst pod względem biologiczno-fizycznym. Z perspektywy Reachera dowiedziałam się, jak należy ścisnąć „(…) kostki i palce, a nie mięsistą część dłoni”, by parafrazując Autora „(…) Uchwyt przeciwnika został zneutralizowany”. Child niczym nauczyciel wprowadza nas w niuanse, o których musi pamiętać główny bohater. Tłumaczy czytelnikowi cierpliwie jak Reacher unika poważnych kontuzji. Reacher wie, a tym samym wiemy, że Child wiedział pierwszy, że „(…) Na czaszce właściwie nie ma ciała, jedynie skóra, a pod nią twarda kość. Czoło trudno zranić, praktycznie nie da się go złamać. (…) To dlatego staram się unikać uderzeń dłońmi. Dłonie są kruche, pełne maleńkich kości i ścięgien…”.

Child pisał tę część w latach świetności. Bardzo płynnie przechodzi z jednego wątku do drugiego wplatając co jakiś czas obserwację lub opis otoczenia oczami Reachera, które stanowi pewną odskocznię i jest tłem do ciekawej anegdotki. Pozwala to czytelnikowi lepiej zrozumieć główną postać i razem z nim przemierzać przestworza amerykańskiej ziemi. Zakończenie też nie było niespodzianką😊. Jak zwykle u Childa. Jak już w okolicy 300 stron rozeznaję się, jaki będzie finał, Autor wywraca moją koncepcję do góry nogami. Zaskakując mnie raz po raz. Nie wiem jak On to robi. Jak robi to Child, że te książki z serii są tak spójne od początku do końca. I mają swój urok. Są wprost idealne dla fanów zagadek kryminalnych napisanych językiem bardzo dobrego thrillera.

Po przeczytaniu pierwszej części serii o Jacku Reacherze nie czujcie niedosytu. Po prostu łapcie po kolejną część. Jeszcze tylko dwadzieścia cztery tomy przed Wami i mnóstwo bardzo dobrej zabawy oczami, słowami i czynami Jacka Reachera!!!

Moja ocena 9/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.