„Nadal czterdzieści” Katarzyna Kostołowska

NADAL CZTERDZIEŚCI

  • Autorka: KATARZYNA KOSTOŁOWSKA
  • Cykl: CZTERDZIEŚCI (tom 4)
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 303
  • Data premiery: 15.09.2021r.

Poprzednie części cyklu „Czterdzieści” autorki @kkostolowska za mną. Przeczytałam wszystkie; „Czterdzieści minus”, „Czterdzieści plus” oraz „Czterdzieści i co z tego”.  Do tego na moim blogu znajdziecie recenzję książki, która mile mnie zaskoczyła „Księga urodzaju”. Dzięki niej odkryłam nowych bohaterów, których perypetie umiejscowione na rodzinnych ogródkach działkowych przyprawiły mnie i o śmiech, i o smutek. Wydawnictwo @Książnica wydało czwarty tom serii już we wrześniu br. Książkę trochę musiała na mnie poczekać i wreszcie się doczekała mojej uwagi. Zapraszam na recenzję.

Magda, Karola, Anita i Aśka nadal mają czterdzieści lat😉. Jak większość z nas marzą o szczęśliwym życiu, które jakoś je omija. Życie potrafi być pełne niespodzianek, w których jest miejsce na łzy, złość, negatywne emocje i niechęć do ludzi wokół oraz samych siebie. Dzięki sobie potrafią jednak radować się swoim towarzystwem i wspierać się wzajemnie. Ich trudne wybory, nie do końca wydają się tak skomplikowane, jeśli podzielą je na pół lub nawet na równe ćwiartki.  

Jest to kolejna bardzo optymistyczna książka serii. Uwielbiam czytać o przyjaźni, o tym jak różne kobiety potrafią się wzajemnie wspierać, mimo wielu niepowodzeń i trudności występujących w relacji. To takie pokonywanie własnych ograniczeń, o których Katarzyna Kostołowska potrafi pisać w bardzo dobry sposób. Jej styl jest bardzo czarujący, zachęca do zanurzania się w historię do samego końca. Mimo, że fabuła nie jest skomplikowana czyta się tą część bardzo przyjemnie. Książka jest pełna optymizmu, mimo, że nie brakuje w niej trudnych momentów. Wzbudza wiele emocji. Perypetie przyjaciółek chwilami nie są do pozazdroszczenia, ale to tylko wzmaga ciekawość, co zadzieje się na kolejnych stronach.

Odkryjcie dalsze koleje losu Magdy, Karoli, Anity i Aśki, które wspierają się, mimo trudności z którymi same się borykają w swoim życiu. Nietuzinkowe losy przyjaciółek, nietuzinkowe historie. To Katarzyna Kostołowska funduje Czytelnikowi w czwartej części cyklu „Czterdzieści”.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Cuda codzienności” Maria Paszyńska

CUDA CODZIENNOŚCI

  • Autorka: MARIA PASZYŃSKA
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 335
  • Data premiery: 27.10.2021r.

Autorkę @Maria Paszyńska niezwykle cenię za cykl „Wiatr ze wschodu”. Recenzję pierwszego tomu przypominam pod tym linkiem, a ostatniego znajdziecie tutaj. W szkole historia była jednym z moich ulubionych przedmiotów. Cóż, nie każdy ma ścisły umysł😉. Tym chętniej sięgnęłam do premiery z 27 października br. od Wydawnictwa @Książnica pt. „Cuda codzienności”. Już sama okładka mnie zachwyciła. Ta zimowo – granatowa sceneria i opis Wydawcy zapewniający, że jest to „Poruszająca opowieść o miłości, nadziei, walce o marzenia, a nade wszystko o sile rodziny.”. Uwzględniając, że fabuła osadzona została w drugiej połowie XIX wieku, książka nie mogła zapowiadać się lepiej😊.

Grudzień. Magiczny miesiąc w roku. Zwykle śnieg, zimno, okres przygotowania i wreszcie wypełniona tradycjami wigilijna noc. W jedną z takich nocy w 1863 roku, w lubelskiej wsi rodzi się chłopiec w rodzinie Ciszaków. Chłopiec wyjątkowy. Posiadający niesamowicie niebieskie oczy. Wraz z nowym życiem, odchodzi jego Matka, Bogna, a ojca Władysława porywa powstańcza zawierucha. Tych wigilijnych nocy w życiu Macieja będzie sporo, aż do 1918 roku, gdy po raz pierwszy na mapie pojawi się Rzeczpospolita.  Wtedy Maciej będzie już w innym miejscu, w innym życiu. A jego wyjątkowo niebieskie oczy będą obserwować odmienny świat.

Nie wiem od czego zacząć, tak bardzo podobała mi się ta książka. Maria Paszyńska ma niezwykły dar obrazowania codzienności w perspektywy zawirowań historycznych. Urzekły mnie opisy wiejskich tradycji. Czas adwentu, przygotowania do Świąt, obrzędy wigilijne. Z uśmiechem czytałam o wiejskich zabobonach związanych z okresem ciąży, połogu, niemożliwych zachowań po śmierci, czy zwykłej codzienności. Mimo, że akcja toczy się w czasie zimy, Autorka sprytnie we wspomnieniach bohaterów przenosiła mnie w inne czasy, czasy przygotowań do tej pory roku, czasy żniw, sianokosów. Nostalgicznie czytam o dawnej, polskiej wsi i dawnych polskich domach pańskich.

Sama fabuła skoncentrowana jest wokół niebieskookiego Macieja, który przeniósł się do upragnionej Warszawy i tak zbudował swój nowy świat. Świat ciężkiej pracy, szacunku do małżonki, umiłowania rodziny i dzieci. Świat skupiony na dziękczynieniu za to, co ma, co udało mu się osiągnąć, a nie świat tęsknoty za tym co dalekie i tego, czego nie ma. W dzisiejszym konsumenckim świecie taki bohater podziałał na mnie inspirująco. Siła rodziny i przyjaciół jest wielka. A tak często o niej w naszej codzienności zapominamy. Książka podobała mi się bardziej, niż cykl „Wiatr ze wschodu”, a myślałam, że to nie możliwe. Tym bardziej zachęcam do jej przeczytania i przeniesienia się w magiczną przeszłość, w której obyczaje, obrzędy i dobro mają szczególne znaczenie.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Dwa królestwa, jedna krew” Renata Czarnecka

DWA KRÓLESTWA, JEDNA KREW

  • Autorka: RENATA CZARNECKA
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Cykl: DYLOGIA ANDEGAWEŃSKA (tom 1.)
  • Liczba stron: 432
  • Data premiery: 29.09.2021r.

Sama nazwa oficjalnej strony Autorki na FB @Renata Czarnecka-piszę o kobietach już mi się spodobała. Po lekturze powieści historycznej „Dwa królestwa, jedna krew”, która premierę miała 29 września br. przyznaję, że faktycznie w treści oprócz silnych królów, przystojnych i rządnych władzy książąt z najznakomitszych rodów, jest rzecz o kobietach. O tych z koronowanymi głowami, o tych przesuniętych w cień ze względu na prawo pierwszeństwa, o tych zwykłych, służalczych, wiecznie z pochylonymi karkami. A ja o kobietach uwielbiam czytać. To moja pierwsza przygoda z Autorką, którą rozpoczęłam dzięki Wydawnictwu @Książnica i mam nadzieję, że nie ostatnia.

Historia niejedno ma imię!

To nie nudna lekcja historii. O nie! To opowieść o dwóch silnych kobietach, w których żyłach płynęła ta sama krew przodków. To historia życia i sporu pomiędzy Elżbietą Łokietkówną, królową Węgierską a Joanną Andegaweńską, królową Neapolu. To losy połączone przez ambicje i godność, która w każdym kolejnym pokoleniu winna być podnoszona. Książka jest osadzona w wieku XIV. Najpierw poznajemy Elżbietę, która poślubiła króla Węgier Karola Roberta, pierwszego króla – Andegawena. Z pozoru nieszczęście Elżbiety stało się jej siłą. Szybko rozkochała w sobie króla i pozyskała władzę wpływu na niego. Ze względu na jej ambicje ich syn Andrzej został przeznaczony Joannie, córce neapolitańskiego króla. Małżeństwo kilkulatków w dorosłym życiu nie zaznało szczęścia. Joanna chora z niemożności władania, uchylająca się od obowiązków małżeńskich, szukająca pocieszenia w miejscu jak najdalszym od ramion męża, doprowadza do silnego konfliktu politycznego, którego zarzewiem jest przedwczesna śmierć Andrzeja. Czy politycy zdołają uchronić Neapol od zemsty króla Węgier? Czy oddalą nad królestwem widmo wojny?

Historia była w szkole jedną z najbardziej ulubionych przeze mnie lekcji. Miałam szczęście do nauczycielki. Silna, zarażająca swą pasją kobieta, potrafiła przekazać w bardzo ciekawy sposób nawet najbardziej nudne fakty historyczne. Muszę napisać jednak, że najlepsza lekcja belferki nie może równać się z tą książką. Dzięki niej zrozumiałam, co znaczyła dla książęcych i królewskich rodów polityczna gra, w której brały od początku udział bardzo małe dzieci. Bonusem jest dołączone na końcu drzewo genealogiczne, które pomagało mi zagłębić się w powinowactwo pomiędzy głównymi bohaterami. Tak czasem nie dalekie, byle tylko korony pozostawały w jednych rękach.

Renata Czarnecka skroiła bohaterów na miarę XXI wieku. Wiele w nich pasji, wiele nieszczęścia, wiele błędnych decyzji i chorych ambicji. Opisała czasy kobiet z królewskiego rodu, które nie zawsze chciały się podporządkować swemu mężowi, które szukały możliwości realizacji własnych pasji, własnych ambicji jak nie wprost, to ukradkiem. Które w ten sposób chciały objawić światu swoją niezależność. Opisała zwykłych poddanych, dwórki spełniające zachcianki i kaprysy męskich potomków królewskiego rodu, służących nie potrafiących się przeciwstawić, ani spojrzeć w twarz władcom, zwykłych żołnierzy wykonujących bezwolnie rozkazy, z którymi nie sposób się było zgodzić. Wśród nich potrzeba szczęścia, potrzeba ułudy stanowienia o swoim losie, cicha i bierna agresja. Czarnecka zabiera nas w lata przepychu królewskich dworów, okres rządzenia światem zza kuluarów przez papieża Klemensa, czasów, gdy jedyną cnotą kobiety była jej bogobojność. O nie, nie chciałabym żyć w tych wiekach. Czasy, gdzie błąd i decyzja samej królowej tak naprawdę kosztowała życie wielu, tylko po to, by odsunąć od siebie odpowiedzialność. To prawdziwa gra polityczna, która toczyła się wiele wieków temu, a miałam wrażenie jakbym czytała trochę o współczesności. No cóż, pewne mechanizmy nie tracą na aktualności, zawsze dobrze się sprawdzają, gdzie władza nad innymi miesza się z własną potrzebą realizacji swoich celów. Dodatkowo spodobały mi się losy niektórych neapolitańskich książąt, przeświadczonych o swojej wyjątkowości, co okazało się zgubne. No tak, nie zawsze kobiety okazywały się ofiarami historycznych dziejów. Trochę o tym zapomniałam, na szczęście ta powieść mi o tym przypomniała. Jako niewprawny fan historii miałam tylko problem z osadzeniem konkretnych bohaterów. Losy głównych bohaterów opisane są w sposób dość szczegółowy. Te same imiona, nazwiska chwilami wymagały ode mnie dłuższego zastanowienia, gdzie jest ten klucz, gdzie jest ten łącznik. Kto z kim, kto i dlaczego, kto i jak?  

Autorce udało się  oddać ducha tamtych czasów, opisać historię w sposób barwny, ciekawy, kompletny. Dzięki emocjom wywołanym romansami, knowaniami, intrygami, gierkami politycznymi książka była dla mnie miłą odskocznią od popularnego na moich półkach gatunków. Jeśli lubicie podróże w odległą przeszłość sięgnijcie po tę pozycję. Zanurzcie się bezwolnie i bez uprzedzeń w połączone losy, do tego w bardzo dobrym stylu, Elżbiety i Joanny, którym nie dane było się prawdziwie pokochać.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Książnica.

„Mroczne wody” Philippa Gregory

MROCZNE WODY

  • Autorka: PHILIPPA GREGORY
  • Seria: THE FAIRMILE. TOM 2
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 512
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Dzięki wydawnictwu @Książnica miałam przyjemność zanurzyć się w lekturę drugiego tomu cyklu The Fairmile Philippy Gregory pt. „Mroczne wody”. Historii osadzonej w XVII – wiecznej Anglii i częściowo XVII- wiecznej Wenecji. Powieści obyczajowej z silną nutą historyczną. Pierwszą część „Mokradła” oceniłam 9/10 (recenzja na klik), czy i tym razem Autorce udało się mnie tak zachwycić. Sprawdźcie sami😉.

To faktycznie historia o mrocznych wodach, o życiu na nabrzeżu londyńskiej Tamizy, na handlowym nabrzeżu. Na nabrzeżu gdzie wiodą życie prości, pracowici ludzie, ludzie wielcy w swojej klasie. Takimi ludźmi jest rodzina Riekie, rodzina Alinor seniorki rodu, która będąc samotną kobietą mieszka z przedsiębiorczą córką Alys i jej dwójką dzieci Sarą oraz Johnnym. Ich spokój zostanie zakłócony niespodziewaną wizytą mężczyzny z przeszłości Alinor, sir Jamesa Avery. To nie jedyna niespodzianka. Do domu kobiet zawitała też Livia Riekie, czasem Livia da Ricci ewentualnie Peachey, wdowa po synu Alinor – Robercie wraz ze swoim małym synkiem twierdząc, że Rob utonął i szuka u teściowej schronienia na dalsze lata. Czego tak naprawdę chce szykowna wenecjanka? Do czego jej tak naprawdę jest potrzebna znajomość z sir Jamesem Avery, który u Alinor nie znalazł rozgrzeszenia? Czego Livia szuka w Anglii, tak daleko od domu, tak daleko od swego bogactwa?

Philippa Gregory jest królową powieści historycznych. Niestety ta część mnie nie zachwyciła. Opowieści snute strona po stronie wydawały mi się za bardzo rozdmuchane, wypowiedzi i sformułowania za bardzo patetyczne. Kompletnie nie przekonał mnie wątek Sary, która będąc wychowywana pod kloszem i będąc podlotkiem uczepionym spódnicy matki, nagle wyrusza samotnie na wręcz nierealną i niemożliwą nawet dla zaprawionego w boju mężczyzny misję (jak to możliwe, że w tamtym czasie kobiety z dobrego domu mogły udać się w podróż same!!!). Wątek Livii nudził mnie chwilami. Rozbudowywany był do ogromnych rozmiarów, a szkoda, książka bez tego rozwiniętego do przeogromnych rozmiarów wątku mogłaby okazać się ciekawsza. Zawiły wątek Livii i Roba również nie przypadł mi do gustu. Do tego wenecjanin nagle uzdrowiony, uratowany przez „skromną modystkę”, w jednej chwili zmieniające swoje oblicze z łotra w prawego człowieka. Tak jakby na dokładkę, na szczęśliwe zakończenie. Kompletnie nie spięły mi się te elementy fabuły.

Zachwyciła mnie natomiast kwestia związana z Nową Anglią, związana z przewoźnikiem Nedem, bratem Alinor, szczególnie jego przyjaźń z miejscowym Indianinem Wussausmonem. To taka typowa, ponad rasowa i ponad kulturowa męska relacja. Odkrywanie Nowej Anglii na terenach należących w pewnym czasie tylko do rdzennych Amerykanów podobało mi się najbardziej. Również polityczne zawieruchy, historyczne zdarzenia związane z obaleniem jednego angielskiego króla i posadzeniu na jego miejsce finalnie drugiego, w zestawieniu z Republiką Wenecji zrobiły na mnie wrażenie. Te wątki historyczne, w mojej opinii, są największą wartością książki. Do plusów też zaliczam silne postaci kobiece, Alinor, Alys i Livia. Każda inna, każda inaczej ukształtowana przez los, każda wierząca w swoją wyjątkowość na przekór innym, na przekór pozostałym.

Jeśli lubicie wątki obyczajowe wmanewrowane między historycznymi wydarzeniami oraz lubicie angielską rzeczywistość sprzed ponad trzech wieków, a do tego lubicie sagi rodzinne sięgnijcie po tę serię. Warto jednak przygodę zacząć od „Mokradeł”.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Książnica.

„Za zasłoną chmur” Maria Paszyńska

ZA ZASŁONĄ CHMUR

  • Autorka: MARIA PASZYŃSKA
  • Seria: WIATR ZE WSCHODU. TOM 4
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 360
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Przy okazji recenzji pierwszej serii cyklu Wiatr ze wschodu „Czas białych nocy” napisałam, że @Maria Paszyńska „(…) jest prawdziwą mistrzynią plecenia świetnych opowieści na bazie historycznych wydarzeń”. Oczywiste więc, gdy dowiedziałam się o premierze z 1 września br. Wydawnictwa @Książnica czwartego tomu pt. „Za zasłoną chmur” nie wahałam się ani chwili i chętnie sięgnęłam po tę pozycję. Czy zachwyciła mnie tak samo jak poprzednie części cyklu?

Finałowa część, klamra spinająca całą serię zabiera czytelnika w lata 30 ubiegłego wieku. Tatiana boryka się z porzuceniem przez Kazimierza. Anastazja tak samo. Obie opuszczone, obie w żałobie po straconym życiu, po straconej miłości. Obie samotne w swej bezsilności, w swym cierpieniu. Życie nie daje się jednak tak łatwo zakończyć. Anastazja po nieudanej próbie samobójczej budzi się w szpitalu, sama, poraniona. Musi nauczyć się na nowo żyć, funkcjonować w nowym dla niej świecie. Do tego wzmacniający się w Związku Radzieckim skrajny socjalizm i Stalin, kat i oprawca radzieckich rodaków. Czasy historii splatają się z losami dwóch kobiet, bardzo różnych kobiet, których połączyła wspólna niedola. Jak pisze Wydawca „Za zasłoną chmur to przejmująca podróż z Petersburga i Warszawy na gnębioną wielkim głodem Ukrainę, gdzie człowieczeństwo zostaje wystawione na największą próbę”.

Ile głębi i wartości można zawrzeć w opisach losów ludzkich osadzonych w latach 1924-1932! Tak dużo, że aż to jest nieprawdopodobne. Chapeau bas dla Autorki za wątki, które zawarła w tej powieści, powieści nie byle jakiej, bo powieści obyczajowo – historycznej. Powieści dla tych, co chcą wiedzieć, chcą sobie przypomnieć i jednocześnie pragną, zanurzyć się w opowieść o zwykłych ludziach, o ludziach żyjących w trudnych czasach, czasach wielkiego głodu. Czasach, w których gołym okiem widziana była „(…) zapowiedź końca zmorzonego głodem świata…”. Zapowiedź, która najpierw objawiła się „(…) w wyglądzie zewnętrznym tych, którzy mieli zniknąć zeń jako pierwsi”. Ten narodowy głód, historie ludzi tak barwnie opisanych w powieści chwytały mnie niejednokrotnie za serce, motywowały do myślenia, do zastanowienia się ile człowiek jest w stanie znieść, jak niektórzy mogą dogorywać w pozoru cywilizowanym świecie, z pozoru społecznymi ideałami. Sama walka o władzę opisana z perspektywy Borysa, Koby, ze Stalinem w tle daje wiele do myślenia. Skłania do koncentracji nad tym, co na szczęście przeminęło. Bardzo podobał mi się wątek z pilotem Franciszkiem Żwirko i mechanikiem Stanisławem Wigurą, którzy dla polskiego lotnictwa zrobili bardzo wiele, o których niegdyś usłyszał cały świat gdy przemierzyli przestworza samolotem RWD-6.

Powieść oparta jest głównie na narracji trzecioosobowej. Maria Paszyńska przygotowała jednak dla odbiorców jej twórczości niespodziankę. Klamrą dla fabuły jest perspektywa Kazimierza, narratora z początku i końca książki. Męski punkt widzenia jest zawsze cenny w powieści obyczajowej. Tak było i tym razem. Nie mogę nie wspomnieć o dwóch głównych bohaterkach, Tatianie i Anastazji, które połączyła niesamowita więź zrodzona z nienawiści, ze współzawodnictwa o jednego mężczyznę. Zdradzona i zdradzająca, jak dwie przyjaciółki, same przeciwko całemu światu i tym, co zgotował im los. Oj mogłabym pisać dużo, nawiązywać do wielu świetnych fragmentów książki, ale nie mogę spojlerować. Nie chcę zabrać Wam efektu zaskoczenia, zachwytu nad tą opowieścią. Na koniec napiszę tylko, że „Za zasłoną chmur” jest wyjątkowo udanym efektem wyobraźni Autorki. Powtórzę za tekstem z mojej poprzedniej recenzji, który oddaje w punkt moje doznania; to „(…) niesamowita historia, wspaniały język i styl”, a „(…) wyraziści bohaterowie sprawiają, że nie chce się opuszczać tego literackiego świata”.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Florentyna od kwiatów” Agnieszka Kuchmister

FLORENTYNA OD KWIATÓW

  • Autorka: AGNIESZKA KUCHMISTER
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Premiery czy to wydawnicze, czy czytelnicze zawsze są wielką niewiadomą. Taka dla mnie była książka dostępna na naszym rynku od 1 września br. od @agnieszka.kuchmister „Florentyna od kwiatów”. Sama Autorka debiutowała w roku 2020 zbiorem opowiadań „Listopad”. Czytaliście? Dla mnie pierwszo-wrześniowa premiera wydana nakładem Wydawnictwa @Książnica to pierwsze spotkanie z Agnieszką Kuchmister. Czy udane?

Momenty, w których zmienia się świat, są zawsze zaskakujące. Czasami chwilą olśnienia może być ta, kiedy leniwie pieszczą wzrokiem jakąś dobrze nam znaną twarz, zatrzymujemy się na czymś, czego do tej pory nie zauważyliśmy. Albo czego tam wcześniej nie było” – „Florentyna od kwiatów” Agnieszka Kuchmister.

To historia Florentyny. Sama tytułowa bohaterka jest tak zachwycająca, jak może być uroczy, piękny, pachnący kwiat. Narodzona wraz z nową Polską. Nowym krajem, którego wcześniej nie było. Narodzona wśród kwiatów z Jodełki, na pięknej, polskiej wsi. Długo oczekiwana córka żyjąca w świecie, o którym dawno już zapomnieliśmy. Wśród pachnących łąk, lasów i pól. Wśród zboża i innych wiejskich plonów. Narodzona z mocą i z tą mocą podążająca własnym, znanym sobie szlakiem. To historia nietypowa, historia o nowej rzeczywistości pełnej tajemnic i magii.

Tak naprawdę nie o Florentynę tu chodzi

Mimo, że ciekawe losy śledziłam z zapartym tchem z perspektywy tej wiejskiej dziewczyny urodzonej wraz z Polską w 1918r, to nie Florentynę tylko tu chodzi. Agnieszka Kuchmister utkała opowieść o dziwach, dziadach, szeptunkach, szeptunach. Utkała powieść o wiejskich wierzeniach, obyczajach i tradycji, dawno zapomnianej tradycji pełnej tajemnicy. Jedna tajemnica goniła drugą. Z zapartym tchem zastanawiałam się jaka jest prawdziwa historia Sokołowskiej dziedziczki, co łączy tytułową bohaterkę z dziewczyną o długich rudych włosach ze zdjęcia znalezionego na strychu i kim tak naprawdę jest „głos ze studni”. Czytając „Florentynę od kwiatów” miałam wrażenie, że przeniosłam się na piękną, polską wieś, siedzę na ławeczce przed drewnianą chatą (mimo, że Florentyna mieszkała w murowanym domu) i wsłuchuję się w wiejskiego bajarza, który opowiada mi niesamowitą historię o sobótkowej nocy, o odczynianiu i rzucaniu uroków, o cmentarnych obrzędach dziadów. I ci inni uczestnicy powieści, Hanulka, bracia Florentyny, mój ulubiony Jutrowoj, Mogiłek i wielu innych. Nawet wiejski ksiądz wzbudził we mnie sympatię. Ile historii można zawrzeć na trzystu stronach!!! Mnóstwo. Ile różnych losów można opisać, tak od siebie odmiennych!!! Wiele.

Rzadko kiedy książkowa historia potrafi mnie wchłonąć swą magią i wyjątkowością. Autorce „Florentyny od kwiatów” się to udało. Udało się pochłonąć całą moją uwagę i czas wprawiając moją wyobraźnię w machinę, która nie mogła się zatrzymać do momentu gdy nie przeczytałam ostatniej strony. Tak, tak. Tą powieść pochłonęłam w jeden wieczór. W jeden magiczny wieczór. Nie bójcie się magii. Nie bójcie się rozpocząć podróż z Florentyną i poznać najskrytsze zakątki, jej duszy i jej wyjątkowego świata. Świata, w którym dzieją się różne rzeczy. Przeczytajcie książkę Agnieszki Kuchmister i dajcie znać czy tak samo Wam się spodobała jak mnie.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Pani z wieży” Magdalena Wala

PANI Z WIEŻY

  • Autorka: MAGDALENA WALA
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 28.07.2021

Czytam książki jedna po drugiej i mam wrażenie, że do końca lipcowych premier jeszcze daleko. „Pani z wieży” pióra @MagdalenaWalaAutor  to trzynasta, mam nadzieję, że nie pechowa😉, premiera lipca, która już za mną. Książkę podarowało mi @WydawnictwoKsiaznica, za co bardzo dziękuję. Samo wydanie już mi się podoba. Ta cudna zieleń na okładce zachwyca mnie swoją głębią. Jeszcze parę słów o samej Autorce. Przygodę z jej piórem rozpoczęłam już jakiś czas temu. Całkiem niedawno publikowałam moją opinię na temat takich książek Magdaleny Wali jak: Klątwa ruin czy chociażby Skradzione życie. Obie oceniłam 8/10, obie z mocnym rysem historycznym. Czy i tym razem zachwyciłam się losami bohaterów z dawnych lat?

O czym jest ta historia?

To historia o Elizie Baranowskiej, niecodziennej dziedziczce majątku położonego na Kresach. Dlaczego niecodziennej? Jak na nie-dziedziczkę przystało Eliza dość szybko zrozumiała, że

(…) w życiu nie może liczyć na pomoc ze strony jakiegoś rycerza. Musiała nauczyć się polegać na sobie. I nie ufać chłopcom. Żadnemu z nich”.

Nie do końca ten brak zaufania jej się w życiu sprawdził. Najpierw pokochała Antoniego, którego miłość szybko utraciła. Wskutek obserwacji nieszczęśliwego małżeństwa własnych rodziców zrozumiała, że jednak mężczyźni potrafią skutecznie zakotwiczyć swoją osobę w życiu kobiety, nawet jeśli ta próbuje się bronić. Z tym bagażem doświadczeń Eliza rozpoczyna dorosłe życie w trudnych czasach. Stara się jak tylko potrafi utrzymać rodowe Janowice w swoich rękach, wielokrotnie idąc na ustępstwa. To wszystko w czasach wojny polsko-bolszewickiej i tajemniczej historii uwięzionej przez męża Sonki w tle.

Magdalena Wala opowiedziała całkiem inną historię niż w „Klątwie ruin”. Występują jednak pewne podobieństwa. W obu książkach dominują barwne opisy dotyczące i scenerii, i codzienności dawnych lat. I w jednej i w drugiej powieści odnajdziemy odniesienia do obowiązujących wówczas rytuałów, zwyczajów, norm i zasad. W książkach zobrazowano obowiązujący wówczas model rodziny i obowiązujące w niej relacje. Nawet fabuła wydaje się podobna. Dworek, mieszczaństwo, majątek, zawierucha wojenna. Istotna różnica jest jednak w głównej bohaterce. „Pani z wieży” to udana próba pokazania, że nie zawsze panny były spolegliwe. Nie zawsze ufały w ciemno osądowi męskiemu. Nie zawsze widziały w mężczyznach swoich wybawicieli, czasem widziały oprawców. Taką bohaterką jest Eliza. Oprócz silnej kobiety, jak na ówczesne czasy, Wala podjęła w swej najnowszej książce wiele innych, istotnych wątków. Zachowanie, czasem niegodne żołnierza, polskich ułanów, stosunek wojskowych do chłopów, wszechobecne grabieże majątków. Podobał mi się motyw uwięzionej w wieży kniaziówny Sonki. Największym zaskoczeniem było jednak rozwinięcie związku z Antonin. No…, ale o tym powinniście sami przeczytać.

Przyznam, że kompletnie nie zrozumiałam wątku utraconej matki. Zabrakło mi rozstrzygnięcia, zabrakło fanfarów. Przecież Eliza całe życie za tą matką tęskniła! W efekcie jej osoba okazała się jakby mało istotna w dalszych planach życiowych głównej bohaterki. Postać kuzyna matki również trochę mnie zawiodła. W stosunku do Elizy mało wyrazisty. Całkiem możliwe, że to celowy zabieg autorski. Przecież nie o mężczyzn tu chodziło!!!

Konstrukcja książki to kolejno ponumerowane rozdziały, którym Autorka nadała gdzieniegdzie podtytuły wskazując miesiąc i rok akcji. Stąd wiemy, że akcja toczy się od czerwca do października 1920 roku. Dodatkowo zawarto w książce i prolog, i epilog, które stanowią klamrę opisanej w niej historii.

Doceniam zaangażowanie Autorki w propagowanie naszej historii w sposób popularnonaukowy. Mamy i fikcję literacką, i odzwierciedlenie burzliwych losów, w historii Polski. Książka napisana jest w bardzo przyjemny sposób. To naprawdę dobra lektura na wakacyjne wieczory. Na oderwanie się od codzienności i przeżycie całkiem innej historii, całkiem innego życia. Bez wątpienia jest to jednak pozycja dla fanów literatury obyczajowej. Zacięcie historyczne będzie u czytelnika dodatkowym atutem.

Udanej lektury!!!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Sekret Marianny”Agnieszka Olejnik

SEKRET MARIANNY

  • Autor:AGNIESZKA OLEJNIK
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:304
  • Data premiery:16.06.2021r.

Po lekturze „Wyboru Charlotty” wiedziałam już, że pisana w tym samym stylu najnowsza powieść Agnieszki Olejnik „Sekret Marianny” będzie mi się podobała. Czy się zawiodłam? Obie powieści klimatem nawiązują do XIX-wiecznych brytyjskich powieści w stylu Jane Austen, wzbogacone szczyptą erotyzmu.

Marianna Johnson jest urodziwa, inteligentna i bystra. Wydawać by się mogło, że znalezienie męża nie będzie dla niej problemem. Niestety problemem jest brak posagu, dlatego nie może przebierać w kandydatach. Wydaje jej się, że James Hint, emerytowany wojskowy, będzie bezpiecznym wyborem. Nie mogła chyba bardziej się mylić… Po paśmie rozczarowań i trudnych przeżyć, z których składało się jej małżeństwo kobieta szybko zostaje wdową, niestety bez pieniędzy i dachu na głową. Nieoczekiwanie z pomocą przychodzi jej Swen, znajomy prawnik. Proponuje Mariannie układ finansowy, z którego oboje odniosą korzyści. Czy ich umowa się sprawdzi? Jak ułoży się życie Marianny?

Książkę czyta się bardzo lekko, szybko i przyjemnie. Pisana w narracji trzecioosobowej, wierni oddaje klimat XIX-wiecznej Anglii. Przedstawia jej przyrodę, krajobrazy, roślinność i zwyczaje. Każda z postaci jest ciekawie zarysowana, charakterystyczna. Polubiłam Mariannę, choć momentami była ona jak dla mnie trochę niekonsekwentna. Również Swen był ciekawym bohaterem, podobało mi się, że autorka postanowiła nam przybliżyć jego osobę, opowiadając jego historię i dając nam okazję do przyjrzenia się jego rodzinie. W powieści pojawiają się również bohaterowie poprzedniego tomu, co sprawiło mi niebywała przyjemność. Generalnie jest to świetna pozycja nawiązująca do klasyki, ubogacona o wątek rodzącego się powoli w kobietach feminizmu oraz odkrywaniem własnych emocji i seksualności. Bohaterki tej powieści są jednocześnie trochę naiwne, zdane na łaskę mężczyzn, co było standardem w tamtych czasach, ale jednocześnie potrafią też myśleć, chcą się rozwijać i potrafią wziąć swój los we własne ręce, podejmując samodzielne decyzje, często nie łatwe. To połączenia ma swój urok, książka bardzo mi się podobała i z wielką przyjemnością sięgnę po kolejny tom.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Księga urodzaju” Katarzyna Kostołowska

KSIĘGA URODZAJU

  • Autor:KATARZYNA KOSTOŁOWSKA
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:304
  • Data premiery: 16.06.2021r.

Autorkę @kkostolowska już czytelniczo poznałam. Czytałam jej serię dla hm… czterdziestek i nie tylko. Za mną wszystkie trzy części; „Czterdzieści minus”, „Czterdzieści plus” oraz „Czterdzieści i co z tego”.  Wszystkie wydane nakładem @WydawnictwoKsiaznica. Jako zdecydowana nie-fanka ogródków działkowych kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Przyznam nawet, że do najnowszej książki Katarzyny Kostołowskiej podeszłam trochę jak do „jeża” z lekkim dystansem i obawą. Obawiałam się, że nie przemówi do mnie fascynacja ziemią, plewieniem, sianiem, sprzątaniem, relaksowaniem się i grillowaniem. A tu całkowita niespodzianka. I co Wy na to? Co ??? Że niby ja się starzeję i czytelniczy gust mi się zmienia!!! Może właściwsze byłoby tłumaczenie, że niektóre autorki piszą tak dobrze, że trafiają nawet do kompletnych agnostyków z pozornie nietrafionym tłem fabuły. Oooo, to wytłumaczenie bardziej mi się podoba.

Rodzinne Ogródki Działkowe „Morele”

Czy „Morele”, czy „Jutrzenka”, czy „Wąwóz” wszystkie wyglądają tak samo. Małe Rodos w centrach miast, z licznymi maleńkimi domostwami, urokliwymi tarasami, zadbanymi trawnikami, zielnikami, kwietnikami, rabatami warzywnymi oraz drzewkami owocowymi, z zaangażowanymi działkowiczami i królami – zarządcami. Takie wyobrażenie o działkowcach i ogródkach działkowych do pewnego momentu miała Luiza, uwielbiająca wielkomiejskie życie.

A jednak nadszedł czas, że zapragnęła mieć swój kawałek ziemi. Miejsce, w którym będzie mogła schować się przed światem, a jednocześnie znowu poczuć jego puls. Miejsce inne niż jej smutne mieszkanie”.

„Księga urodzaju” Katarzyna Kostołowska

Wtedy tak naprawdę życie się dla Luizy zaczęło. Wtedy tak naprawdę zrozumiała, że mając maleńki skrawek ziemi w miejskiej dżungli może poskładać życie na nowo. Luiza i im podobne. Matki, żony, pracownice, rozwódki, przyjaciółki, samotne kobiety i trwające w szczęśliwych związkach. Wszystkie Luizy,  Janinki, Heleny, Basie i Marie.

To nie tylko historia Luizy

Mimo, że od potrzeby posiadania ogrodu przez Luizę zaczęła się ta historia. To historia o samotności, niezrozumieniu, bólu, troski i poczuciu przegrania własnego życia pisana z perspektywy wielu osób, z punktu widzenia wielu bohaterów. Fabuła toczy się niespiesznie od kwietnia do sierpnia, zgodnie z kalendarzem prawdziwego działkowca. Gdzieniegdzie teraźniejsza narracja przeplatana jest fragmentami pamiętnika kobiety, która była ofiarą przemocy własnego męża, z pozoru cichego, ułożonego i sympatycznego mężczyzny, zawsze pomocnego. I ten wątek chwycił mnie najbardziej za serce. Ta nieświadomość otoczenia tego co się dzieje, gdy nie widać siniaków i innych odznak przemocy domowej. Gdy wszystko się chowa skutecznie pod sukienką, a w kościele zwykle zajmuje się miejsca w pierwszych ławkach.

Autorka umiejętnie wplotła w losy Luizy i jej ogromnej straty, losy i historie innych bohaterów. Dzięki niej polubiłam Basię, tkwiącej w toksycznej relacji z matką, niegdysiejszą femme fatale Wrocławia. To Maria Barańska okazała się najbardziej wyrazistą postacią kobiecą książki. Ma i charakter, i inteligencję, by innym ściągać sen z powiek, a momentami nawet przywodzić na usta lekki uśmiech. Jej przed i powojenne przygody stanowiły ciekawe urozmaicenie głównego wątku. Damsko – męskie przygody. Mam nadzieję, że wystarczająco Was zaciekawiłam.

Zamykając obwolutę książki naszła mnie myśl, że Katarzyna Kostołowska potrafi pisać o relacjach. Jest to coś, co odnalazłam również w jej poprzednich książkach. W tej również relacje są na pierwszym planie. Te trudne, te stracone, jak i te dopiero co się rodzące. I te rodzące relacje, wśród z początku praktycznie obcych ludzi, są optymistycznym rysem. Tłem historii, w której nagle okazuje się, że wokół siebie mamy więcej przychylnych nam osób, niż wydaje się nam na początku. Czuję jednak całkowity niedosyt relacją Luizy i Jana. Szkoda, że nie dowiedziałam się, w którą stronę podąża, co z niej będzie. Ciągle są na etapie takie obwąchowywania. Może będzie to przyczółek do kolejnej historii o fanatykach ogródków działkowych  w „Morelach”? Oby.

Powieść napisana jest bardzo subtelnie, delikatnie. Autorka stawia na wrażliwość, jednocześnie nie narzuca czytelnikowi wniosków, swojego punktu widzenia. Daje nam „pod nos” ciekawą, niespieszną historię. Książka obrazuje w bardzo umiejętny sposób cały proces zmiany, dojrzewania do podejmowania nowych, nawet małych kroków w innym, niż dotychczas kierunku, mimo obaw, mimo strachu. To książka o pozwalaniu sobie na szczęście. Do którego każdy z nas ma prawo. Zachęcam Was do lektury.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Lwowska kołysanka” Monika Kowalska

LWOWSKA KOŁYSANKA

  • Autor:MONIKA KOWALSKA
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Seria:DWA MIASTA. TOM 1
  • Liczba stron:352
  • Data premiery: 05.05.2021r.

Wielokrotnie pisałam, że z tymi debiutantkami i debiutantami nigdy nic nie wiadomo. W tym roku zachwyciłam się już marcowym debiutem @Tomasz Żak z „Trzydziestką” (recenzja na klik: Trzydziestka). Czy pierwsza książka @monika_kowalska3 przypadnie mi do gustu? Czytam już wiele pozytywnych opinii o „Lwowskiej kołysance”, pierwszym tomie nowego cyklu. Jak wiecie, nigdy się opiniami innych nie sugeruję i sama muszę sprawdzić, czy książka mi się podoba. Jakie są jej mocne strony, co szczególnie mnie zachwyca. Nie ukrywam, nie mogłam się doczekać sięgnięcia po tę pozycję. Książkę autorstwa „Wrocławianki, pełnoetatowej matki trzech młodych kobiet w różnym wieku, redaktorki i autorki setek opowiadań w pismach kobiecych, kryminalnych i retro” (Monika Kowalska). A jak wiecie w motywach retro czuję się wyśmienicie. Samo umiejscowienie akcji w książce we Lwowie, już jest dobrym początkiem.

(…) Ale to sami ludzie takie straszne rzeczy robią sobie nawzajem.”

„Lwowska kołysanka” Monika Kowalska

Wszystko zaczęło się od babci

Jak przeczytałam we wstępie, to babcia autorki była inspiracją tej powieści. Zapewne wiele wątków przedstawionych w fabule pochodzi z jej ustnych relacji. Fabuła toczy się wokół losów dwóch kobiet. Jedna z nich to Julia Szuba z domu Podhorecka pochodząca z rodzinnego majątku z Jazłowca. Zubożała wskutek działalności hazardowej ojca. Losy Julii poznajemy od najmłodszych lat do momentu końca drugiej wojny światowej. Obserwujemy jej dorastanie, przyjaźń z ubogą chłopką Eudoksją, zwaną Dośką. Czytamy o jej wychowaniu przez wujostwo, o zerwanych więziach rodzinnych wśród sióstr, które poszły pod opiekę różnych krewnych. Patrzymy na rzeczywistość oczami Julii w okresie międzywojennym, w trakcie politycznej zawieruchy, kiedy piec chlebowy był odznaką statusu społecznego.. Borykamy się z problemami kobiet po 1918 „(…) kiedy Polska znowu pojawiła się na mapach świata, zamieszkiwały ją głównie niezamężne kobiety. I w dodatku bez szans na zmianę stanu cywilnego z powodu braku żyjących kandydatów w odpowiednim wieku.” Dowiadujemy się o jej romansie i poznajemy okoliczności poznania męża Pawła Szuby po przyjeździe do Lwowa, gdzie „(…) są tramwaje, ludzi mrowie, sklepy piękne…”.

Równolegle z relacjonowanymi losami Julii poznajemy Adelę, jej córkę. Na rodzinę Julii, przyjaciół, sąsiadów, wrogów patrzymy oczami tej dziewczyny. Z jej losów wiemy co się zmieniło od momentu, gdy dorastała Julia. Widzimy zmieniające się relacje pomiędzy kobietami i mężczyznami. Czytamy o pierwszych objawach feminizmu nawet wśród rodziny. Fascynujemy się pierwszymi miłosnymi przygodami. Dowiadujemy się o nierównym traktowaniu kobiet i mężczyzn. Kobiet, które nie były się w stanie same ochronić. Aż do chwili gdy świat się zatrzymał, a Lwów znalazł się najpierw pod okupacją sowiecką, a później pod okupacją niemiecką i wszystko co wydarzyło się wcześniej przestało mieć znaczenie. Naprawdę przestało mieć znaczenie…

Udany debiut

Czytając odniosłam wrażenie, że książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza część dotyczy czasów sprzed wojny. Wszystko zmieniało się bardzo szybko. Autorka wiernie oddała ówczesną rzeczywistość. Podjęła ważne społeczne tematy, jak powszechne dzieciobójstwa, bicie dzieci aż do zesiniaczeń całego ciała, wykorzystywanie młodych dziewczyn przez pracodawców, brak szacunku względem kobiet. Bardzo podobała mi się relacja Julii ze swoją przyjaciółką Dośką. Mimo różnic klasowych dogadywały się wyśmienicie, a uboga chata przyjaciółki była dla Julii namiastką własnego domu, którego nie miała. No cóż. Sama Dośka jako postać kogoś mi przypomina. Krnąbrna, zdecydowana, głośna, pomysłowa. Nawet przezwisko mają takie same. Druga część to losy wojenne. Rodzina Szubów traci wszystko, dom, przyjaciół, poczucie bezpieczeństwa, dostawy jedzenia. Każdy kogoś traci. Dzieci rodziców, nauczyciele uczniów, lekarze pacjentów, właściciele kamienic lokatorów, pracodawcy pracowników. Kobiety tracą ukochanych, Karola, Kacpra, Anzelma. Wskutek chwil słabości nawet Julia czasem traci swojego Pawła.

 O ile część pierwsza, przedwojenna nacechowana jest emocjami, kolorowymi barwami, pięknymi scenografiami codziennego życia, o tyle druga zrelacjonowana jest wręcz w żołnierskich słowach. Jedno zdarzenie goni drugie, jakby autorka chciała jak najwięcej zawrzeć informacji i wydarzeń z życia rodziny na kartach tej książki. Nie ma czasu na refleksję, zatrzymanie się. Ta refleksja przychodzi u kresu wojny. Coś się skończyło. Przyszedł czas na tęsknotę za tym co już odeszło i nigdy nie wróci. Za obrazami, których już nigdy Szubowie nie zobaczą. Za ludźmi, których nigdy nie przytulą. Jako jedni z wielu muszą patrzeć do przodu, zacząć od nowa, wyruszyć w nową podróż w nieznane. Na relację z tej podróży w nieznane czekam. Czekam, bo to naprawdę udany debiut.

To ogromna sztuka napisać w przyjazny sposób o trudnych losach i czasach wojny. O Lwowie jakiego niewielu już pamięta.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.