„Marzenia Amelii” Agnieszka Olejnik

MARZENIA AMELII

  • Autor: AGNIESZKA OLEJNIK
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery: 29.06.2022r.

„Marzenia Amelii” to trzecia po „Wyboru Charlotty” i „Sekret Marianny” romans historyczny autorstwa Agnieszki Olejnik, który przenosi nas do XIX-wiecznego Londynu. Tytułowa bohaterka była jedną z niewielu kobiet w ówczesnych czasach, która miała szansę wyjść za mąż z miłości. Darzyła swego narzeczonego uczuciem i snuła wspaniałe plany na przyszłość. Niestety wszystko przerwała jego niespodziewana śmierć. Teraz Amelia nie potrafi otrząsnąć się z żalu i smutku, wpada w swoistą depresję, więc jej brat wraz ze swoją żoną, którzy zresztą byli bohaterami poprzedniej części, robią wszystko co mogą, by ją z tego stanu wyciągnąć. Udają się na konsultacje do znajomego lekarza, który sugeruje, że pomocne w jej stanie będzie wyrwanie się z marazmu, oderwanie się, poświęcenie się czemuś, co Amelia lubi, realizacja marzeń. Tutaj przychodzi czas, by Amelia mogła sobie odpowiedzieć czego pragnie o o czym marzy. A trzeba podkreślić, że nie jest to pytanie, na które często odpowiadały sobie ówczesne panny. Okazuje się, że marzenie bohaterki jest dosyć nietypowe, odważne, by nie powiedzieć wywrotowe. Czy Amelii uda się je zrealizować? A może ostatecznie okaże się, że jednak bardziej marzy o czymś zupełnie innym…

Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Niektóre wątki medyczne momentami trochę mnie nużyły, jednak przez większość czasu jest zabawnie i lekko. Ta książka to świetny sposób na oderwanie się od rzeczywistości i fajnie spędzony czas. Przenosi ona bowiem czytelnika do zupełnie innej rzeczywistości. Do świata XIX-wiecznego Londynu i na wrzosowiska Szkocji, do świata angielskich dworków, towarzyskich układów, konwenansów, i towarzyskich skandali. Głownie bohaterowie są dosyć wyzwoleni i nowocześni, jednak poprzez inne dalszoplanowe postacie autorka ukazuje nam zwyczaje londyńskiego towarzystwa, to co było dozwolone, a co uchodziło za szaleństwo i foux pas. Ja doskonale się w tym świecie bawiłam i Wam również polecam.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Towarzyski poradnik dla panien bez posagu” Sophie Irwin

TOWARZYSKI PORADNIK DLA PANIEN BEZ POSAGU

  • Autor: SOPHIE IRWIN
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 13.07.2022r.

„Towarzyski poradnik dla panien bez posagu” Sophie Irwin od Wydawnictwa Książnica to pozycja, która zwróciła moją uwagę od razu, gdy tylko pojawiła się informacja o jej premierze. Stało się to za sprawą niecodziennego tytułu, ciekawej okładki ze złotymi zdobieniami oraz intrygującego opisu.

Jest to lekka powieść obyczajowa z historycznym tłem, akcja rozgrywa się bowiem na początku XIX wieku. Jej bohaterką jest Kitty Talbot, która nie jest ani wybitnie wykształcona, ani szczególnie dystyngowana, owszem na urodę, ale niestety nie ma posagu, a na dodatek ma cztery młodsze siostry i … długi odziedziczone po ojcu. Żeby zapobiec katastrofie i sprzedaży rodzinnego domu Kitty ma tylko jedno wyjście… Musi znaleźć bogatego męża. Sprytu nie można jej odmówić, elokwencji i odwagi również, w związku z tym układa plan, udaje się do Londynu, by wkraść się w łaski miejscowej societty i rozkochać w sobie jakiegoś bogatego młodzieńca. Plan miałby duże szanse na powodzenia gdyby na jej drodze nie pojawił się lord Radcliffe, który bardzo szybko przejrzał jej motywację i postanowił sobie za wszelką cenę przeszkodzić temu, co Kitty sobie zamierzyła. Które z nich będzie sprytniejsze? Jak rozwinie się ten wątek? Czy dziewczyna dopnie swego? Jakie w zasadzie powinno być tutaj szczęśliwe zakończenie?

Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Jest lekka, zabawna, błyskotliwa, a dzięki  temu, że rozgrywa się w czasach dalekich od współczesności pozwoliła mi mocno oderwać się od rzeczywistości. Akcja toczy się żwawo, wprowadzone do towarzystwa postacie są interesujące, a główni bohaterowie jak „z krwi i kości”. Bardzo polubiłam Kitty, lord Radcliffe też wydał mi się bardzo interesujący i z wielką uwagą i zainteresowaniem śledziłam interakcję między nimi. Ich słowne pojedynki, poczucie humoru i nagłe zwroty akcji powodowały, że błyskawicznie i z ogromną ciekawością przerzucałam kartkę za kartką. Kitty jest bardzo ciekawą postacią. Można by oceniać ją bardzo negatywnie, w końcu jest łowczynią posagów, chce wybrać przyszłego męża kierując się zasobnością jego portfela. Z drugiej strony jej życie wcale nie było łatwe, musiała szybko dorosnąć, a po śmierci ojca jako najstarsza córka czuje się odpowiedzialna za los swoich młodszych sióstr. I mimo tego, że jej postępowanie może się wydawać naganne, dziewczyna jest bystra, zabawna, pewna siebie, bardzo świadoma i odważna. Bardzo fajnie autorce udało się oddać klimat panujący wśród ówczesnej brytyjskiej arystokracji. Poznajemy panujące między nimi układy, wartości którymi się kierują, ich zwyczaje i sposób myślenia. Zakończenia oczywiście, jak w tego typu powieściach, można się było domyślać, ale całość oceniam bardzo pozytywnie, jest to świetna, lekka książka, która pozwoli Wam się zrelaksować i na pewno poprawi Wam humor.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Tam, gdzie kwitnie miłość” Katarzyna Kostołowska

TAM, GDZIE KWITNIE MIŁOŚĆ

  • Autorka: KATARZYNA KOSTOŁOWSKA
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:304
  • Data premiery: 01.06.2022r.

Książki Katarzyny  Kostołowskiej lubię, napisane lekkim stylem, poruszają istotne, życiowe tematy, pozostawiając czytelnikowi przesłanie pełne optymizmu i spokoju. Tak było w przypadku serii „Czterdzieści”, jak i w przypadku pierwszego tomu serii „ROD Morele”. W czerwcu 2021r. premierę miała „Księga Urodzaju”, do której podeszłam z pewnym sceptycyzmem, ze względu na tematykę dotyczącą działek, uprawy roślin i generalnie całego tego gospodarczego życia, do którego niekoniecznie jestem stworzona. I mimo, że mój tata jest z zamiłowania ogrodnikiem, talentu i cierpliwości do hodowli roślin nie przekazał mi niestety w genach. Mimo tego powieść ta bardzo mi się podobała. W związku z tym bez wahania sięgnęłam po kolejny tom cyklu pt. „Tam, gdzie kwitnie miłość”, który premierę miał 1 czerwca br.

Mimo, że spotkamy tu część bohaterów, którzy pojawili się już w pierwszym tomie tą powieść zdecydowanie można czytać niezależnie, bowiem główne wydarzenia dotyczą innych bohaterów, niż w poprzedniej części. Tak więc mamy okazję przyjrzeć się bliżej czterdziestoletniej Teresie, świeżo po rozwodzie, z dorosłą córka, która wyemigrowała za granicę. Małżeństwo kobiety od dawna było rutyną, przyzwyczajeniem, ściągało ją w dół. Gdy więc Teresa w końcu odważyła się na rozwód postanowiła niejako zacząć życie od nowa. Zaczęła o siebie dbać, trenować, pozbyła się zbędnych kilogramów, częściej bywała na działce i czekała na nową miłość, która przykryje nieudane małżeństwo i okaże się tym uczuciem, na które warto jest czekać całe życie. Gdy na działce poznaje przystojnego Adama rzuca się w ten romans cała sobą, chce wierzyć, że w końcu znalazła szczęście, że wszystkie porażki w życiu prowadziły ją właśnie do tego. Jedynie delikatny głosik szepcze jej, że nie wszystko jest takie jakie chciałaby, żeby było. Czy to głos intuicji, czy może wewnętrzy krytyk, który próbuje storpedować jej szansę na szczęście? Drugą bohaterką jest młodziutka Ola, samotna matka wymagającego dziecka. Ciągle zmaga się z poczuciem, że nie dość dużo z siebie daje, że jest za mało dobrą matką. Jest i sędziwy Julian, który być może w jesieni życia odważy się na to, by wreszcie żyć w zgodzie z sobą. Każda z tych postaci jest inna, znajduje się na innym etapie życia, ma inne doświadczenia i trochę inne wyzwania los przed nimi stawia. Ich ścieżki przecinają się w Morelach, ogródkach działkowych, tutaj mogą sobie służyć radami, nie tylko tymi dotyczącymi hodowli roślin, ale też wesprzeć się dobrym słowem, obecnością, uśmiechem…

Powieść pisana jest w nieśpiesznym, lekkim stylu, w narracji trzecioosobowej. Czyta się ją bardzo przyjemnie, nastraja błogo i pogodnie. Akcja toczy się od maja do września, więc głównie w tych miesiącach, gdzie wszystko rozkwita, owocuje, a wokół roztaczają się sielskie obrazy i zapachy. Jednak to powieść to nie tylko sielanka, dotyka też trudnych tematów, takich jak trudy macierzyństwa, tolerancja, poczucie własnej wartości. Nie będę Wam spoilerować, powiem tylko, że dotyka istotnych i wartych rozważenia kwestii. Postacie w powieści zostały świetnie wykreowane, nawet te, które nie budzą naszej sympatii są pokazane wielowymiarowo, a ich z pozoru złe zachowania zawsze są czymś uzasadnione. Pomaga więc nam w próbach zrozumienia drugiego człowieka, akceptacji jest silnych i słabych stron.

Lektura tej książki pozostawiła mnie w świetnym nastroju, natchnęła optymizmem i pogodą ducha, więc Wam także serdecznie ją polecam!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„W sercu wroga” Magdalena Wala

W SERCU WROGA

  • Autorka: MAGDALENA WALA
  • Cykl: MIĘDZY JEZIORAMI (tom 1)
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 18.05.2022r.

Nowa seria od @MagdalenaWalaAutor. Nowa opowieść, nowa cześć z wojną w tle. Jak sama Autorka pisze w posłowiu kolejna, szesnasta książka jej autorstwa nie miała dotykać tematu wojny, nie miała być historyczna. Cóż zrobić, gdy historia sama znajduje drogę do autora? @WydawnictwoKsiaznica
18 maja br wydało „W sercu wroga”. Historię Amalii i Piotra.

Tu prawie nikt nie używa mazurskiego. Nawet w domach starych mazurskich rodzin słychać głównie niemiecki, żeby dzieci nie miały problemów w szkole”. –„W sercu wroga” Magdalena Wala.

Ona – z krwi i kości Mazurka z niemieckich Prusów z dziada pradziada. On – wysłany na roboty przymusowe do niemieckich rolników Polak. Ona – matka czekająca na męża, niemieckiego żołnierza, który wyruszył na wojnę. On – wdowiec, którego żona zginęła w nalocie. Ona – wiejska dziewczyna. On – miastowy intelektualista. Oboje spotkali się na okupowanej ziemi. Oboje spragnieni towarzystwa zapoczątkowali wspólną historię. Historię na kontynuację której już czekam😉.

Nie wiem dlaczego Magdalena Wala chciała porzucić na chwilę historyczną nutę w tej powieści, kiedy jej zamiłowanie przeszłością idealnie wpasowuje się w wyimaginowaną fabułę. To nie pierwsza książka tej Autorki, w której doceniam walor historyczny. I tym razem Wala odwzorowała z uważnością dziwne czasy z końca wojny, w których przyszło żyć Polakom, Niemcom, Mazurom. Okupantom z okupowanymi. Panom z niewolnikami pracy, gdzie gwałty, batożenie i wyzysk, aż do śmierci były na porządku dziennym. Wiele w powieści jest smutnych historii. Jak historia Marcina. Jak historia Ani. Wiele smutku, wyzysku i trwogi. A jedyna nadzieja w tym, że u schyłku wojny Niemcy już przegrywają.

Akcja toczy się od marca 1944 do stycznia 1945 roku. Narracja jest prowadzona w formie trzecioosobowej. Historia opowiedziana jest z perspektywy Amalii. Ona jest przeciwwagą dla innych Niemców. Ona jest przeciwwagą dla swego teścia i innych gospodarzy niemieckich, a przede wszystkim wachmistrza Mohla. Jest bardziej liberalna, wyrozumiała. Zawieszona pomiędzy polskimi Mazurami, a niemieckimi Prusami.  Historię czyta się płynnie, lekko. Historia zdominowała fabułę. W tle powieści zostało opisanych wiele ciekawych wątków pobocznych. Brakowało mi jednak pewnego rysu psychologicznego. Zastanowienia się, większej refleksji po stronie niemieckich i polskich bohaterów. Brakowało mi tych myśli, heroicznych i tchórzliwych. Zabrakło mi głębszego wytłumaczenia zobojętnienia, braku reakcji. Po prostu lubię wiedzieć, co myśleli, tak w głębi  duszy. Co czuli, ci pobratymcy Hitlera, co czuli jego rodacy, gdy na ich oczach umierali niewinni ludzie, gdy umierały ofiary ich bestialstwa.

To kolejna, bardzo dobra lekcja historii. Fabularyzowana forma wzmacnia odbiór, pozwala wczuć się w rolę kolejnych bohaterów, pozwala choć trochę zrozumieć, lub przynajmniej spróbować zrozumieć. I tego zrozumienia nam wszystkim życzę.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Pierwszy dzień wiosny” Nancy Tucker

PIERWSZY DZIEŃ WIOSNY

  • Autorka: NANCY TUCKER
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 23.03.2022r.

Jak pisałam w zapowiedzi, z końcem kwietnia otrzymałam od Wydawnictwa @Książnica książkę, która premierę miała 23 marca br. Po tę publikację sięgnęłam sama gdy zapoznałam się z wieloma, pozytywnymi recenzjami na jej temat. Czujecie już powiew wiosny? Czy do Waszych okien zagląda już słonko? W „Pierwszym dniu wiosny” Nancy Tucker słońca i bezchmurnego nieba jest najmniej. Jakże mogłoby być inaczej, jeśli powieść zaczyna się od słów „Zabiłam dzisiaj małego chłopczyka. Ściskałam rękami jego szyję, czułam pod kciukami, jak pulsuje w nim krew. (…) Nie sądziłam, że to będzie takie łatwe.”

Nic bardziej szokującego, jeśli słowa wypowiada ośmioletnia Chrissie Banks. Dziewczynka pozostawiona sama sobie. Wierząca do końca, że jej matce na niej zależy, a jej zmartwychwstały od czasu do czasu ojciec przybywa do niej z wielkiej miłości, a nie z poczucia winy w przerwie zakrapianej alkoholem wizyty w barze. Ojciec odpowiadający zawsze „Nie mów mi tego! (…) Nie mogę tego słuchać” na takie słowa jak; „Mama nie daje mi nic do jedzenia(…) Jestem głodna. Nieraz wydaje mi się, że umrę z głodu.”. Gdy zostaje zamordowany dwuletni Steven spokojną miejscowością wstrząsa ogrom tego nieszczęścia. Policjanci szukają winnego. Przesłuchują i dorosłych, i dzieci. Senni mieszkańcy zajęci swoimi sprawami plotkują o tragedii i o śledztwie. Nie angażują się jednak. Tak jak przez lata nie angażowali się, by uchronić głodującą Chrissie przed wyzbyciem się resztek człowieczeństwa, gdy głodna szwendała się pomiędzy ich domami. Szwendała się i szukała. Szukała schronienia i pomocy, którego nie znalazła.

Ludzie mający nade mną władzę najpierw mnie ukryli, a potem wypchnęli na głęboką wodę życia, o którym nie sądziłam, że będzie moim udziałem, rzucili w świat, o którym nie sądziłam, że będą musiała go zrozumieć.”  „Pierwszy dzień wiosny” Nancy Tucker.

Ten mechanizm mnie właśnie zastanawia, typowo mieszczański, ta wszechobecna społeczna obojętność, byle tylko nie mieszać się w nieswoje sprawy i nie zaglądać innym przez okna do domu. Wszystkie matki świata, a tym bardziej małej miejscowości powinny zebrać się w sobie i zaopiekować się małą Chrissie, która zmuszona była do podjęcia nieakceptowalnych czynów, byle tylko zapomnieć o głodzie. Małą Chrissie nie potrafiącą się przyznać wprost do tego, że potrzebuje pomocy. Małą Chrissie od maleńkości nauczoną, że musi radzić sobie sama. Kulminacyjna scena tej społecznej hipokryzji znalazła odzwierciedlenie w bardzo dobrze skonstruowanej scenie prawie na końcu książki, scenie przesłuchania matki najlepszej przyjaciółki Chrissie, Lindy. Która i tłumaczyła się ze swojej obojętności i braku reakcji, i biła w pierś. Ilu innych bohaterów powinno się tak zachować? Łącznie z pracownicą ośrodka adopcyjnego, do którego zaprowadzona została Chrissie, łącznie z jej nauczycielką.

Książka podzielona została na krótkie rozdziały zatytułowane imionami głównych bohaterek, które jednocześnie są narratorkami: Chrissie, Julii i Molly. Książkę przeczytałam bardzo szybko. Bardziej podobała mi się jednak pierwszoosobowa narracja małej Chrissie. Autorka stanęła na wysokości zadania stosując retorykę właściwą dla ośmioletniej dziewczynki. Jej tłumaczenia rzeczywistości, naiwność, wiara w miłość rodzicielską, przeświadczenie o własnej samotności z jednej strony mnie zachwycały swoją trafnością i realnością, z drugiej przerażały. Autorka weszła bardzo dobrze w rolę kilkuletniej bohaterki i odwzorowała jej trudny, zmasakrowany przez dorosłych świat. Obraz Julii niesie ze sobą przesłanie, że nie każdy jest skazany na niepowodzenie, nawet jeśli początek nie był udany. Że każdy może powrócić i zacząć wszystko od nowa. W tej postaci bardzo uderzyła mnie troska o własną córkę i ten codzienny, wszechobecny lęk, że wszystko nagle się skończy. Do tego spotkanie po latach z dawno niewidzianą przyjaciółką. Bardzo dobre uwieńczenie steranej losem matki, która dla siebie nie będzie nigdy wystarczająco dobra.

Niezwykle wstrząsająca historia skonstruowana tylko z kilku bohaterów o wyjątkowej głębi. Niezwykła historia, w której los dzieci został w rękach innych dzieci. W której obojętność dorosłych może być zabójcza. Miłej lektury!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Skrawki nadziei” Maria Paszyńska

SKRAWKI NADZIEI

  • Autorka: MARIA PASZYŃSKA
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Cykl: CUDA CODZIENNOŚCI (tom 2)
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 23.03.2022r.

Jak wspomniałam w recenzji pierwszego tomu cyklu „Cuda codzienności” „Autorkę @Maria Paszyńska niezwykle cenię za cykl „Wiatr ze wschodu”. Oba cykle opowiadające całkowicie o innej rzeczywistości czytałam z zaciekawieniem. Śledząc fabułę skonstruowaną bardzo przenikliwie i intrygująco, wsłuchiwałam się w losy bohaterów, za którymi podążałam od początku lektury do jej samego końca. Drugi tom cyklu pt. „Skrawki nadziei” przeczytałam jakiś czas temu. Książka premierę dzięki Wydawnictwu @Książnica miała 23 marca br. Mnie ogarnęło niestety przesilenie kwietniowo – zimowe. Jak to w przysłowiu „Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata” i tak przeplatał, że się nabawiłam infekcji. Mam jednak nadzieję, że tą spóźnioną recenzję przeczytacie 😉.

Ciszakowie wreszcie mają swój dom w warszawskiej kamienicy na Smolnej. Mają też swoją niepodległą Polskę. Patrzą w przyszłość z nadzieją i mimo codziennych trosk szczęśliwie żyją każdego dnia. Niestety idylla nie trwa długo. Do Warszawy zbliżają się Bolszewicy. W tej wojennej zawierusze Maciej i Staszka próbują poskładać siebie i swoją rodzinę na nowo. Próbuję tworzyć nadal swój mały świat. „Czy można przywrócić do życia serce skute lodem? Czy każdy zasługuje na przebaczenie? Czy miłość zdoła uleczyć nawet najbardziej bolesne rany?” – z opisu Wydawcy.

Książka okazała się dla mnie idealna na współczesne czasy. Realność wojny nabiera na sile, gdy ze wschodniej granicy docierają do nas tak smutne i mrożące krew w żyłach wiadomości. Mimo, że dzieli mnie długa przestrzeń czasowa w pełni rozumiałam historię opisaną przez Panią Marię. Rozumiałam Ciszaków, którzy w trakcie wojennych zmagań starali się nie zapomnieć o sobie i dawać sobie wzajemnie nadzieję oraz siłę. Mimo trudnych wątków podjętych przez Autorkę w fabule ja powieść odebrałam bardzo pozytywnie. Zmieniła mój światopogląd i dała mi siłę, by myśleć optymistycznie, nawet jeśli rzeczywistość mnie trochę przytłacza 😊.

Coś w tych książkach Marii Paszyńskiej jest. Nie wiem do końca jak Autorka to robi, ale bohaterowie, często prości ludzie, są mi naprawdę bliscy. Paszyńska umiejętnie nadała postaciom bohaterski rys. w tej małej stróżówce na Smolnej w Warszawie dzieją się cudowne rzeczy. Rodzice odnoszą się do siebie z szacunkiem, w relacjach króluje miłość, ponadczasowe i silne wartości przekazywane są z pokolenia na pokolenia. To taki dom nietutejszy, niewspółczesny. Taki dom, w którym sama chciałabym zamieszkać, bo w nim tkwi siła by stawić czoła przeciwnościom losu. Ciekawił mnie bardzo wątek dorastania i dojrzewania dzieci Ciszaków, tj. Michała, Amelii, Bogny i Nawojki. Z jednych rodziców, z jednego domu, a jakże różniących się od  siebie. Każdy widzi siebie w innym miejscu, każdy pragnie czegoś innego i do czegoś innego dąży. Nie oddalają się jednak ani od siebie, ani od swoich rodziców. Nie oddalają się od domu. Oczywiście najbardziej podobała mi się osoba Nawojki. Paszyńska stworzyła wolnego ducha i wyemancypowaną kobietę, której echo wybrzmiewało już w pierwszej części.  Tak silne kobiety zawsze mnie zachwycają. A silne kobiety, których życie zostało osadzone sto lat temu, tym bardziej.

Podoba mi się konstrukcja fabuły. Autorka podzieliła powieść na części uwypuklając tym samym jej rys historyczny. Czytelnik ma więc do dyspozycji dosłownie kilka rozdziałów w takich częściach jak: „Wiosna 1920”, „Wiosna 1921”, „Wiosna 1937” i wreszcie  „Wiosna 1938”. Czytelnik nie obyty z historiografią poradzi sobie dzięki temu z aspektem historycznym bez problemu, co często stanowi kłopot w powieściach tego rodzaju.

Polecam Wam „Skrawki nadziei”. Polecam barwną i emocjonującą książkę z historią w tle. Powieść, w której nie brak nostalgii i kontemplacji nad tym, co już minęło, co już nigdy nie wróci. Jednocześnie powieść daje nadzieję, że nawet trudne losy można przezwyciężyć i zawalczyć o lepsze jutro.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Salome” Izabela M. Krasińska

SALOME

  • Autor:IZABELA M. KRASIŃSKA
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:384
  • Data premiery:09.03.2022r.

Z twórczością Izabeli Krasińskiej chciałam się zapoznać już od jakiegoś czasu. Tak wyszło, że zaczęłam od jej najnowszej książki, tak innej od poprzednich powieści autorki. Jest ona znana z literatury obyczajowej, patrząc na okładkę „Salome” spodziewałam się powieści obyczajowej z elementami romansu, erotyka, tymczasem to co otrzymałam bardzo mnie zdziwiło. Powieść ta zawiera bowiem elementy literatury pięknej, obyczajowej, romansu i thrillera psychologicznego.

Dorota i Przemek są małżeństwem od wielu lar, połączyła ich prawdziwa miłość, byli razem szczęśliwi. Pięć lat temu spotkała ich tragedia i nic już nie było takie jak kiedyś. Żyją niby razem, ale tak naprawdę obok siebie, nie potrafiąc sobie przebaczyć. Niespodziewanie myśli mężczyzny zaczyna zaprzątać Sandra, piękna i uwodzicielska studentka polonistyki. Dziewczyna przypomina mu biblijną Salome i nim się obejrzy, profesor traci dla niej głowę. W tym samym czasie Dorota dochodzi do wniosku, że chce uratować ich małżeństwo, zaczyna się starać, uświadamiając sobie, że niesprawiedliwie traktowała męża. Co zrobi Przemek? Czy zdoła oprzeć się pokusie? Jak potoczą się ich dalsze losy?

Powieść wywarła na mnie ogromne wrażenie, okazała się czymś dużo więcej niż się spodziewałam. Zaskoczyła mnie i do teraz nie potrafię o niej zapomnieć, co jest największym uznaniem jeśli chodzi o książkę. Przede wszystkim ogromnym jej plusem jest wierność psychologiczna, autorka wspaniale skonstruowała postacie, z całą ich złożonością i wielowymiarowością. Każdemu z bohaterów można coś zarzucić, nikt nie jest idealny, każdy popełnia błędy, tak jak w życiu. I tak jak w życiu bohaterowie muszą ponosić konsekwencje swoich wyborów, które czasami są trudne do przewidzenia. Autorka wspaniale oddała emocje, dylematy i wątpliwości bohaterów. Klimat powieści jest pełen napięcie, poczucia zagrożenia. Całość powieści śledziłam z zapartym tchem, bardzo dobrze mi się ją czytało, natomiast same zakończenie, aż zmroziło mi krew w żyłach. Tego się nie spodziewałam.

Muszę powiedzieć, że autorce udało się mnie zaskoczyć tą powieścią na wielu polach. Pozostaje mi tylko pogratulować i powiedzieć: „Rewelacyjna powieść”, czytajcie!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Wrocławskie tęsknoty” Monika Kowalska

WROCŁAWSKIE TĘSKNOTY

  • Autorka: MONIKA KOWALSKA
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Seria: DWA MIASTA. TOM 2
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 9.02.2022r.

Cykl „Dwa miasta” zaczął się od babci Autorki @monika_kowalska3 ; jak wspomniałam w recenzji pierwszego tomu cyklu „Lwowska kołysanka”. W pierwszej części urzekła mnie postać Julii Szuby z domu Podhoreckiej. Pochodzącej  z rodzinnego majątku z Jazłowca, która zubożała przez działalność hazardową ojca. Tamta Julia była wojownicza, zdecydowana i potrafiąca stawić czoło wszystkim przeciwnościom losu. Nie ukrywam, że takiej Julii też szukałam w drugim tomie serii pt. „Wrocławskie tęsknoty”, który wydany nakładem Wydawnictwa @Książnica premierę miał 9 lutego br.

(…) coraz słabiej odczuwała strach. Raczej…pustkę. Trochę niemoc. I rozczarowanie tą nową ziemią, pokaleczoną i jakby zdziwioną ich przybyciem. Nieprzygotowaną na zmiany. Na obcych.” -„Wrocławskie tęsknoty” Monika Kowalska.

Opowieść dotyczy dalszych losów rodziny Szubów, która przeżyła wojnę. Julia wraz z Pawłem oraz trzema córkami; Adelą, Nelą i Józią podróżują z Kresów na Ziemie Odzyskane.  Ani we Wrocławiu, ani w Opolu nic na nich nie czeka. Nie czeka ani praca, ani dom, ani nawet opał na zimę. Wrocław jest zburzony, jak zburzona jest Warszawa, ale tylko Stolicę odbudowują z cegieł pochodzących z ciągle stojących kamienic. W nowym miejscu pobytu Szubówny najpierw uczą się zdobywać pieniądze wyprzedzając cały majątek po wysiedleńcach. Później gotować pyszne potrawy z resztek, reglamentowanych produktów. Wreszcie uciekać i chronić się przed niebezpieczeństwem. Pomaga im w tym Amigo. Wierny, odważny przyjaciel.

Mam mieszane uczucia, co do tej książki. Autorka w dwudziestu jeden rozdziałach rozpisała historię głównych bohaterów od roku 1945 do 1963, gdzie w Polsce zaczęli panoszyć się wszem i wobec Sowieci. W fikcji literackiej przemyciła wiele historycznych momentów, jak chociażby czarna ospa panująca we Wrocławiu, czy praktykę przesiedleńczą na Ziemiach Odzyskanych. Niestety Julia straciła swój urok i wigor. Bardziej zaprezentowana została jako mimowolna matrona. Razem z Paweł ciągle wspominali utracony Lwów. I to na tej tęsknocie za Lwowem jest oparta głównie fabuła. Nawet córki Szubów są jakby bardziej machinalne. Robią to, co inny od nich wymagają. Działają bardziej odtwórczo, rutyniarsko. Sama Adela uwikłana w nieszczęśliwe małżeństwo z Jędrkiem nie potrafi tego przerwać, mimo, że wydawała się bardzo obrotna, zaradna i pomysłowa. Kompletnie nie przekonała mnie historia Neli i Włodka. Rozumiem intencję Autorki, że ważny jest tu początek, gdy we Lwowie nie było jedzenia, a w 1944 roku Nela spotkała Igora. Wątek wydawał mi się po zamknięciu ostatniej strony kompletnie nie zakończony. W szczególności, że Nela wydawała się jedyną, która finalnie jest w stanie postawić na swoim. Ostatecznie borykała się z Włodkiem przez całą powieść nie robiąc z nim nic, kompletnie nic. Z sagami rodzinnymi, w której jest wiele historii tak czasem jest. Mimo wielu historycznych smaczków potrafią zanudzić czytelnika. Szczególnie jeśli są odtwarzane z historyczną pieczołowitością.  

Zakończenie obiecuje kontynuację. Obiecuje kolejny tom sagi. Jestem szczerze zaciekawiona, co będzie z Adelą i jej dziećmi, co z Nelą i sprawą Włodka, i wreszcie co z utalentowaną Józią. Czy dziewczyny ułożą sobie życie? Czy przyjazd Kacpra będzie tylko jedynym pozytywnym przerywnikiem ich trudnego jestestwa?

Książka dla fanów powieści obyczajowych z historią w tle. Jeśli lubicie sagi rodzinne z postaciami kobiecymi sięgnijcie po „Wrocławskie tęsknoty”. Sprawdźcie, czy za przeszłym Lwowem tęsknicie tak jak ja.  

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Makowa spódnica. Kamień w wodę” Zofia Mąkosa

MAKOWA SPÓDNICA. KAMIEŃ W WODĘ

  • Autorka: ZOFIA MĄKOSA
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 26.01.2022r.

@Zofia Mąkosa to Autorka cyklu „Wendyjska Winnica” również Wydawnictwa @Książnica. Cała seria bardzo mi się podobała. Recenzję tomu „Wendyjska Winnica. Winne miasto” znajdziecie tu: klik. Trochę zatęskniłam za stylem Autorki będącej emerytowaną nauczycielką historii i wiedzy o społeczeństwie. Zatęskniłam.

Śledząc zapowiedzi książkowe Wydawnictwa @Książnica dowiedziałam się o nowej książce tej Pisarki, którą postanowiłam niezwłocznie przeczytać. To „Makowa spódnica. Kamień w wodę” mająca premierę 26 stycznia br. I by zachęcić Was do przeczytania tej recenzji napiszę na wstępie, że powieść osadzona w czasach historycznych jest bardzo udaną zapowiedzią kolejnej dobrej serii autorstwa Zofii Mąkosy.

(….) gorszy od wszystkich upiorów jest żywy człowiek.” „Makowa spódnica. Kamień w wodę” Zofia Mąkosa.

Akcja toczy się od 1647 do 1658 roku. W Karge, wsi na pograniczu z Brandenburgią i Śląskiem rządzi Baltazar von Lest będący kuzynek właściciela ziemskiego Unruga marzącego o wybudowaniu w tym miejscu nowoczesnego miasta Unruhstadt. To na obrzeżach tej wsi mieszka Wiga. Miejscowa garbata znachorka i zielarka doświadczona przez los. Wigę poznajemy w chwili, gdy szuka swojej jedynaczki Dorotki, która zaginęła parę dni temu. Nikt nie wie, gdzie jest. Nikt inny jej nie szuka, a miejscowi plotkują, że odeszła z własnej woli, by pojawić się z kolejnym dzieckiem. Tak jak kiedyś pojawiła się z Rozalką, która mając trzy latka pozostała nagle sama z babką. Dziewczynką, która „(…) stała się dla niej nieoczekiwanym ciężarem, a przeczucie, że ma jakiś związek ze zniknięciem swej matki, sprawia, że stała się niewrażliwa na jej łzy”.

Wspaniałe historyczne publikacje nie muszą liczyć 700 stron!!! I taki był mój pierwszy wniosek po przeczytaniu książki. W powieści takiej jak ta, mającej 416 stron jest wystarczająco miejsca, by przedstawić czytelnikom przenikliwy, ciekawy, fascynujący świat minionych wieków. I do tego zrobić to w sposób pociągający dla czytelnika😊. O zaletach „Makowej spódnicy. Kamień w wodę” mogłabym pisać sporo. Po pierwsze walory historyczne. Autorka z szacunkiem podeszła do podjętego tematu. Potraktowała pisanie na serio. Przedstawiła w sposób bardzo realny ówczesny czas. Czas kurnych chat i czas radości z komina. Czas bosych stóp i głodu. Czas zarazy oraz pańszczyźnianych chłopów. Czas udręk, zatarć oraz bojaźni przed tym, co nieznane, nawet jeśli nie jest niebezpieczne. Ta realność wyziera z każdej strony. To bardzo dobry miszmasz współczesnego języka oraz dawnych pojęć, nazw miejscowości, nazwisk. Same zachowania, myślenie bohaterów, troski i problemy zostały odwzorowane z nauczycielską starannością. Nie ma w tym fałszu, ani obłudy. Nie ma kłamstwa. Po drugie główne bohaterki. Mimo, że czasy w których przyszło im żyć nie są dla nich łaskawe radzą sobie jak umieją. Sama Wiga, wiejska myślicielka z trudnymi doświadczeniami – och ile bym dała, by się dowiedzieć o co chodzi z jej ojcem – pomaga wszystkim, nawet tym, którzy jej pomocy nie potrafią docenić. Sama idzie przez świat dźwigając na swym garbie małą wnuczkę, którą nagle musi się zaopiekować. Do tego Marta, kucharka dworska, nieczytelna, niepiśmienna mądra kobieta, która wiele przeszła. I wreszcie Dorotka, której jakby nie ma, bo zaginęła. Jednak książka jest przesiąknięta jej nieobecnością, jej młodością, jej uśmiechem, radością i nadzieją na lepsze życie, gdy nagle pojawił się szlachcic, który do niej przyszedł. Sama Rozalka jest przesiąknięta mądrością babciną. Najpierw młode dziecię radzące sobie w każdej sytuacji, potem młoda ułożona dziewczyna starająca się ze wszystkich sił nie zmarnować szansy i marząca o makowej spódnicy. Po trzecie relacje pomiędzy kobietami i mężczyznami. Mąkosa umiejętnie zobrazowała więzi panujące w tym małym, hermetycznym społeczeństwie. Kobiety bez prawa nie tylko do głosu, kobiety bez prawa do życia, do szczęścia, do tego, by nie być wykorzystywane, by nie być bite. Mężczyźni bez honoru, lękający się tego, co nowe, co nieznane, niepotrafiący poradzić sobie ze swoimi słabościami oraz katujący dzieci i żony. Sąsiedzi bliscy lub dalsi nie mieszający się, uznający, że prawda jest zawsze po stronie jego, czy to pisanego z małej, czy dużej litery. Do tego mieszczański pastor luterański, którego na szczęście😉 zabrała zaraza. Ile tacy ludzie potrafią w małej wsi namieszać, ile szkody uczynić i krzywd, to najlepiej wie Autorka. Po czwarte polityka. Tak, chociaż jej osobiście nie lubię w bieżącym wydaniu, jest ona tutaj czwartym atutem tej publikacji. Wojna, król i królowa, ród Wazów, czy chociażby królowa Ludwika Maria Gonzagi i cesarz niemiecki. Polityka nie jest tu głównym wątkiem, jest jakby tłem toczących się losów i następujących po sobie wydarzeń. Autorka sprytnie wplotła bieżące nastroje polityczne, sytuację polityczną kraju, relacje z sąsiadami w wypowiedzi, we wspomnienia, czy rozmowy pomiędzy poszczególnymi bohaterami. Tym samym polityczny aspekt książki nie nuży, jest jej tylko bardzo dobrym uzupełnieniem. Po piątek Baltazar von Lest. Tak jemu poświęcam osobny punkt. Umiłowałam tego bohatera od chwili, gdy postanowił się zaopiekować sierotą znalezioną na środku drogi grzęznącego w błocie. Sierotą, która nie potrafiła się poruszać i iść dalej. Sierotą klękającą na piętach, z pochyloną głową. Sierotą, która się poddała. To dzięki niemu Jakub znalazł swoje miejsce. Dzięki niemu nauczył się pisać i czytać. Von Lest aktualnie zarządzający wsią miał iście nowatorskie podejście. W wielu miejscach utyskuje na bezmyślność mężczyzn sugerując, że kobiety powinny mieć prawo decydowania o ważnych sprawach. Na każdej płaszczyźnie okazuje szacunek innym, kobietom, chłopom, dzieciom, bez wyjątku. Do tego jego smutna historia, która złapała mnie za serce. Historia nie zakończona happy endem. Mam nadzieję, że spotkam się z nimi wszystkimi w kolejnym tomie. Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać. Tak jak przebieram już nogami czekając na rozstrzygnięcie, czy ten „(…) ponury człowiek, który nie wiadomo po co pojawił się jesienią w Karge…” ma coś wspólnego ze zniknięciem Wigowej Dorotki.

Nie mogę nie wspomnieć o stylu. W historycznych powieściach często napotykam pompatyczny, trudny, rozwlekły styl. Styl, który mnie męczy. Nawet jeśli fabuła jest ciekawa nie potrafię przebrnąć przez język. W przypadku tej Autorki styl jest bardzo lekkostrawny, użyte, nowe, trudne zwroty nie nużą, nie maltretują. Wręcz przeciwnie stanowią miłe urozmaicenie, wzbogacenie słownikowe. Nie wiem jak to się Zofii Mąkosie udało, że połączyła w tak przyjemny sposób trudne losy, wartość historyczną oraz ówczesną mowę.  To prawdziwy majstersztyk.

Uwielbiam świat stworzony z niezwykłą pieczołowitością, świat urealniony. Taki świat znalazłam w najnowszej powieści Zofii Mąkosy „Makowa spódnica. Kamień w wodę”. Dziękuję Wydawnictwu Książnica i samej Autorce za możliwość odbycia tej podróży. Podróży do wsi Karge i jej okolic, gdzie – parafrazując – największymi upiorami są żywi ludzie. Szczerze polecam Wam tą niezwykłą historyczną powieść. Miłej lektury!!!

Ps. a jednym zdaniem; długo nie czytałam tak dobrze napisanej historycznej powieści!!!!!

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Nadal czterdzieści” Katarzyna Kostołowska

NADAL CZTERDZIEŚCI

  • Autorka: KATARZYNA KOSTOŁOWSKA
  • Cykl: CZTERDZIEŚCI (tom 4)
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 303
  • Data premiery: 15.09.2021r.

Poprzednie części cyklu „Czterdzieści” autorki @kkostolowska za mną. Przeczytałam wszystkie; „Czterdzieści minus”, „Czterdzieści plus” oraz „Czterdzieści i co z tego”.  Do tego na moim blogu znajdziecie recenzję książki, która mile mnie zaskoczyła „Księga urodzaju”. Dzięki niej odkryłam nowych bohaterów, których perypetie umiejscowione na rodzinnych ogródkach działkowych przyprawiły mnie i o śmiech, i o smutek. Wydawnictwo @Książnica wydało czwarty tom serii już we wrześniu br. Książkę trochę musiała na mnie poczekać i wreszcie się doczekała mojej uwagi. Zapraszam na recenzję.

Magda, Karola, Anita i Aśka nadal mają czterdzieści lat😉. Jak większość z nas marzą o szczęśliwym życiu, które jakoś je omija. Życie potrafi być pełne niespodzianek, w których jest miejsce na łzy, złość, negatywne emocje i niechęć do ludzi wokół oraz samych siebie. Dzięki sobie potrafią jednak radować się swoim towarzystwem i wspierać się wzajemnie. Ich trudne wybory, nie do końca wydają się tak skomplikowane, jeśli podzielą je na pół lub nawet na równe ćwiartki.  

Jest to kolejna bardzo optymistyczna książka serii. Uwielbiam czytać o przyjaźni, o tym jak różne kobiety potrafią się wzajemnie wspierać, mimo wielu niepowodzeń i trudności występujących w relacji. To takie pokonywanie własnych ograniczeń, o których Katarzyna Kostołowska potrafi pisać w bardzo dobry sposób. Jej styl jest bardzo czarujący, zachęca do zanurzania się w historię do samego końca. Mimo, że fabuła nie jest skomplikowana czyta się tą część bardzo przyjemnie. Książka jest pełna optymizmu, mimo, że nie brakuje w niej trudnych momentów. Wzbudza wiele emocji. Perypetie przyjaciółek chwilami nie są do pozazdroszczenia, ale to tylko wzmaga ciekawość, co zadzieje się na kolejnych stronach.

Odkryjcie dalsze koleje losu Magdy, Karoli, Anity i Aśki, które wspierają się, mimo trudności z którymi same się borykają w swoim życiu. Nietuzinkowe losy przyjaciółek, nietuzinkowe historie. To Katarzyna Kostołowska funduje Czytelnikowi w czwartej części cyklu „Czterdzieści”.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.