„Księga urodzaju” Katarzyna Kostołowska

KSIĘGA URODZAJU

  • Autor:KATARZYNA KOSTOŁOWSKA
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:304
  • Data premiery: 16.06.2021r.

Autorkę @kkostolowska już czytelniczo poznałam. Czytałam jej serię dla hm… czterdziestek i nie tylko. Za mną wszystkie trzy części; „Czterdzieści minus”, „Czterdzieści plus” oraz „Czterdzieści i co z tego”.  Wszystkie wydane nakładem @WydawnictwoKsiaznica. Jako zdecydowana nie-fanka ogródków działkowych kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Przyznam nawet, że do najnowszej książki Katarzyny Kostołowskiej podeszłam trochę jak do „jeża” z lekkim dystansem i obawą. Obawiałam się, że nie przemówi do mnie fascynacja ziemią, plewieniem, sianiem, sprzątaniem, relaksowaniem się i grillowaniem. A tu całkowita niespodzianka. I co Wy na to? Co ??? Że niby ja się starzeję i czytelniczy gust mi się zmienia!!! Może właściwsze byłoby tłumaczenie, że niektóre autorki piszą tak dobrze, że trafiają nawet do kompletnych agnostyków z pozornie nietrafionym tłem fabuły. Oooo, to wytłumaczenie bardziej mi się podoba.

Rodzinne Ogródki Działkowe „Morele”

Czy „Morele”, czy „Jutrzenka”, czy „Wąwóz” wszystkie wyglądają tak samo. Małe Rodos w centrach miast, z licznymi maleńkimi domostwami, urokliwymi tarasami, zadbanymi trawnikami, zielnikami, kwietnikami, rabatami warzywnymi oraz drzewkami owocowymi, z zaangażowanymi działkowiczami i królami – zarządcami. Takie wyobrażenie o działkowcach i ogródkach działkowych do pewnego momentu miała Luiza, uwielbiająca wielkomiejskie życie.

A jednak nadszedł czas, że zapragnęła mieć swój kawałek ziemi. Miejsce, w którym będzie mogła schować się przed światem, a jednocześnie znowu poczuć jego puls. Miejsce inne niż jej smutne mieszkanie”.

„Księga urodzaju” Katarzyna Kostołowska

Wtedy tak naprawdę życie się dla Luizy zaczęło. Wtedy tak naprawdę zrozumiała, że mając maleńki skrawek ziemi w miejskiej dżungli może poskładać życie na nowo. Luiza i im podobne. Matki, żony, pracownice, rozwódki, przyjaciółki, samotne kobiety i trwające w szczęśliwych związkach. Wszystkie Luizy,  Janinki, Heleny, Basie i Marie.

To nie tylko historia Luizy

Mimo, że od potrzeby posiadania ogrodu przez Luizę zaczęła się ta historia. To historia o samotności, niezrozumieniu, bólu, troski i poczuciu przegrania własnego życia pisana z perspektywy wielu osób, z punktu widzenia wielu bohaterów. Fabuła toczy się niespiesznie od kwietnia do sierpnia, zgodnie z kalendarzem prawdziwego działkowca. Gdzieniegdzie teraźniejsza narracja przeplatana jest fragmentami pamiętnika kobiety, która była ofiarą przemocy własnego męża, z pozoru cichego, ułożonego i sympatycznego mężczyzny, zawsze pomocnego. I ten wątek chwycił mnie najbardziej za serce. Ta nieświadomość otoczenia tego co się dzieje, gdy nie widać siniaków i innych odznak przemocy domowej. Gdy wszystko się chowa skutecznie pod sukienką, a w kościele zwykle zajmuje się miejsca w pierwszych ławkach.

Autorka umiejętnie wplotła w losy Luizy i jej ogromnej straty, losy i historie innych bohaterów. Dzięki niej polubiłam Basię, tkwiącej w toksycznej relacji z matką, niegdysiejszą femme fatale Wrocławia. To Maria Barańska okazała się najbardziej wyrazistą postacią kobiecą książki. Ma i charakter, i inteligencję, by innym ściągać sen z powiek, a momentami nawet przywodzić na usta lekki uśmiech. Jej przed i powojenne przygody stanowiły ciekawe urozmaicenie głównego wątku. Damsko – męskie przygody. Mam nadzieję, że wystarczająco Was zaciekawiłam.

Zamykając obwolutę książki naszła mnie myśl, że Katarzyna Kostołowska potrafi pisać o relacjach. Jest to coś, co odnalazłam również w jej poprzednich książkach. W tej również relacje są na pierwszym planie. Te trudne, te stracone, jak i te dopiero co się rodzące. I te rodzące relacje, wśród z początku praktycznie obcych ludzi, są optymistycznym rysem. Tłem historii, w której nagle okazuje się, że wokół siebie mamy więcej przychylnych nam osób, niż wydaje się nam na początku. Czuję jednak całkowity niedosyt relacją Luizy i Jana. Szkoda, że nie dowiedziałam się, w którą stronę podąża, co z niej będzie. Ciągle są na etapie takie obwąchowywania. Może będzie to przyczółek do kolejnej historii o fanatykach ogródków działkowych  w „Morelach”? Oby.

Powieść napisana jest bardzo subtelnie, delikatnie. Autorka stawia na wrażliwość, jednocześnie nie narzuca czytelnikowi wniosków, swojego punktu widzenia. Daje nam „pod nos” ciekawą, niespieszną historię. Książka obrazuje w bardzo umiejętny sposób cały proces zmiany, dojrzewania do podejmowania nowych, nawet małych kroków w innym, niż dotychczas kierunku, mimo obaw, mimo strachu. To książka o pozwalaniu sobie na szczęście. Do którego każdy z nas ma prawo. Zachęcam Was do lektury.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Lwowska kołysanka” Monika Kowalska

LWOWSKA KOŁYSANKA

  • Autor:MONIKA KOWALSKA
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Seria:DWA MIASTA. TOM 1
  • Liczba stron:352
  • Data premiery: 05.05.2021r.

Wielokrotnie pisałam, że z tymi debiutantkami i debiutantami nigdy nic nie wiadomo. W tym roku zachwyciłam się już marcowym debiutem @Tomasz Żak z „Trzydziestką” (recenzja na klik: Trzydziestka). Czy pierwsza książka @monika_kowalska3 przypadnie mi do gustu? Czytam już wiele pozytywnych opinii o „Lwowskiej kołysance”, pierwszym tomie nowego cyklu. Jak wiecie, nigdy się opiniami innych nie sugeruję i sama muszę sprawdzić, czy książka mi się podoba. Jakie są jej mocne strony, co szczególnie mnie zachwyca. Nie ukrywam, nie mogłam się doczekać sięgnięcia po tę pozycję. Książkę autorstwa „Wrocławianki, pełnoetatowej matki trzech młodych kobiet w różnym wieku, redaktorki i autorki setek opowiadań w pismach kobiecych, kryminalnych i retro” (Monika Kowalska). A jak wiecie w motywach retro czuję się wyśmienicie. Samo umiejscowienie akcji w książce we Lwowie, już jest dobrym początkiem.

(…) Ale to sami ludzie takie straszne rzeczy robią sobie nawzajem.”

„Lwowska kołysanka” Monika Kowalska

Wszystko zaczęło się od babci

Jak przeczytałam we wstępie, to babcia autorki była inspiracją tej powieści. Zapewne wiele wątków przedstawionych w fabule pochodzi z jej ustnych relacji. Fabuła toczy się wokół losów dwóch kobiet. Jedna z nich to Julia Szuba z domu Podhorecka pochodząca z rodzinnego majątku z Jazłowca. Zubożała wskutek działalności hazardowej ojca. Losy Julii poznajemy od najmłodszych lat do momentu końca drugiej wojny światowej. Obserwujemy jej dorastanie, przyjaźń z ubogą chłopką Eudoksją, zwaną Dośką. Czytamy o jej wychowaniu przez wujostwo, o zerwanych więziach rodzinnych wśród sióstr, które poszły pod opiekę różnych krewnych. Patrzymy na rzeczywistość oczami Julii w okresie międzywojennym, w trakcie politycznej zawieruchy, kiedy piec chlebowy był odznaką statusu społecznego.. Borykamy się z problemami kobiet po 1918 „(…) kiedy Polska znowu pojawiła się na mapach świata, zamieszkiwały ją głównie niezamężne kobiety. I w dodatku bez szans na zmianę stanu cywilnego z powodu braku żyjących kandydatów w odpowiednim wieku.” Dowiadujemy się o jej romansie i poznajemy okoliczności poznania męża Pawła Szuby po przyjeździe do Lwowa, gdzie „(…) są tramwaje, ludzi mrowie, sklepy piękne…”.

Równolegle z relacjonowanymi losami Julii poznajemy Adelę, jej córkę. Na rodzinę Julii, przyjaciół, sąsiadów, wrogów patrzymy oczami tej dziewczyny. Z jej losów wiemy co się zmieniło od momentu, gdy dorastała Julia. Widzimy zmieniające się relacje pomiędzy kobietami i mężczyznami. Czytamy o pierwszych objawach feminizmu nawet wśród rodziny. Fascynujemy się pierwszymi miłosnymi przygodami. Dowiadujemy się o nierównym traktowaniu kobiet i mężczyzn. Kobiet, które nie były się w stanie same ochronić. Aż do chwili gdy świat się zatrzymał, a Lwów znalazł się najpierw pod okupacją sowiecką, a później pod okupacją niemiecką i wszystko co wydarzyło się wcześniej przestało mieć znaczenie. Naprawdę przestało mieć znaczenie…

Udany debiut

Czytając odniosłam wrażenie, że książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza część dotyczy czasów sprzed wojny. Wszystko zmieniało się bardzo szybko. Autorka wiernie oddała ówczesną rzeczywistość. Podjęła ważne społeczne tematy, jak powszechne dzieciobójstwa, bicie dzieci aż do zesiniaczeń całego ciała, wykorzystywanie młodych dziewczyn przez pracodawców, brak szacunku względem kobiet. Bardzo podobała mi się relacja Julii ze swoją przyjaciółką Dośką. Mimo różnic klasowych dogadywały się wyśmienicie, a uboga chata przyjaciółki była dla Julii namiastką własnego domu, którego nie miała. No cóż. Sama Dośka jako postać kogoś mi przypomina. Krnąbrna, zdecydowana, głośna, pomysłowa. Nawet przezwisko mają takie same. Druga część to losy wojenne. Rodzina Szubów traci wszystko, dom, przyjaciół, poczucie bezpieczeństwa, dostawy jedzenia. Każdy kogoś traci. Dzieci rodziców, nauczyciele uczniów, lekarze pacjentów, właściciele kamienic lokatorów, pracodawcy pracowników. Kobiety tracą ukochanych, Karola, Kacpra, Anzelma. Wskutek chwil słabości nawet Julia czasem traci swojego Pawła.

 O ile część pierwsza, przedwojenna nacechowana jest emocjami, kolorowymi barwami, pięknymi scenografiami codziennego życia, o tyle druga zrelacjonowana jest wręcz w żołnierskich słowach. Jedno zdarzenie goni drugie, jakby autorka chciała jak najwięcej zawrzeć informacji i wydarzeń z życia rodziny na kartach tej książki. Nie ma czasu na refleksję, zatrzymanie się. Ta refleksja przychodzi u kresu wojny. Coś się skończyło. Przyszedł czas na tęsknotę za tym co już odeszło i nigdy nie wróci. Za obrazami, których już nigdy Szubowie nie zobaczą. Za ludźmi, których nigdy nie przytulą. Jako jedni z wielu muszą patrzeć do przodu, zacząć od nowa, wyruszyć w nową podróż w nieznane. Na relację z tej podróży w nieznane czekam. Czekam, bo to naprawdę udany debiut.

To ogromna sztuka napisać w przyjazny sposób o trudnych losach i czasach wojny. O Lwowie jakiego niewielu już pamięta.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Podróż za horyzont” Sabina Waszut

PODRÓŻ ZA HORYZONT

  • Autor:SABINA WASZUT
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Seria: EMIGRANCI. TOM 1
  • Liczba stron:296
  • Data premiery:10.03.2021r.
  • Moja ocena:6/10

 Z Sabiną Waszut spotkałam się przy okazji „Narzeczonej z getta” ocenionej przeze mnie wysoko (moja ocena 8/10, a całą recenzję znajdziecie tu: Narzeczona z getta) oraz cyklu opowiadań „Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny” (recenzja tutaj: Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny). Z niecierpliwością czekałam na „zabranie” się za pierwszą część nowego cyklu „Emigranci”. Czy słusznie nie mogłam się doczekać? Sprawdźcie sami.

Wsiąść do pociągu byle jakiego” – (Maryla Rodowicz „Remedium”)

Dobrze starzy ludzie mówią, że trzeba na znaki patrzeć, bo one los człowieka potrafią przewidzieć i ostrzec, aby na złą drogę nie wchodził”.

„Podróż za horyzont Sabina Waszut

Wielokrotnie zastanawiałam się czy potrafiłabym rzucić wszystko i zacząć od nowa gdzieś, gdzie mnie oczy poniosą. Już raz tak zrobiłam przeprowadzając się z rodziną do stolicy. Nie jechałam jednak w nieznane. Wielokrotnie przed przeprowadzką w nowym miejscu byłam, oswajałam się. Zmieniłam tylko miasto. A co by było, gdybym musiała zmienić kraj, a tym samym klimat i kulturę? Poznawać na nowo tradycje i obyczaje? Co by było…. Niektórzy się o tym przekonali na własnej skórze. Jak to jest, udać się do odległego kraju, zaczynać wszystko od nowa będąc na czyjejś łasce. To rodzina Gajdów z Galicji, z początków ubiegłego wieku. Mamiona wyobrażenia relacjonowanymi przez werbistów, w tym osoby piastujące zawody zaufania publicznego, jak księża, nauczyciele, zdecydowała się porzucić podbocheńską wieś i udać się do Brazylii. Brazylii, której nazwy nawet prawidłowo nie umieli wypowiedzieć. Włodek i Hanna z trójką dzieci, Jurą, Marysią i Zenkiem wyruszyli w kilkudziesięciodniową podróż do ziemi obiecanej. Ziemi, mlekiem i miodem płynącą. Ziemi, gdzie finalnie dostali skrawek buszu, który musieli wpierw wykarczować. Najważniejszy w powieści nie okazał się jednak cel podróży. Najważniejsza okazała się sama podróż. Losy emigrantów. Losy wszystkich, których Gajdowie spotkali po drodze. Postaci szabrowników, współpasażerów, werbistów, złodziei i dobrych ludzi, pomagających w potrzebie. Mimo, że wszyscy przeżyli długą podróż, co nie było oczywiste, nie zaznali szczęścia. Po przyjeździe do Brazylii czekała na nich bieda, epidemia tyfusu i wielki, wielki smutek.

(…) w taką podróż chcę wyruszyć, tylko czy kiedyś się odważę?” – (Maryla Rodowicz „Remedium”)

Jak sama autorka pisze w „Do czytelnika” inspiracją do książki byli współcześni emigranci. Do Niemiec z lat osiemdziesiątych, do Wielkiej Brytanii z lat dwutysięcznych. Polacy porzucający swój własny kraj, by szukać lepszego życia. Ja wiem, że w taką podróż nie chciałabym wyruszyć, raczej się nigdy nie odważę. Nie zawsze na końcu znajduje się kociołek złota, jak na końcu tęczy. Autorka odzwierciedliła wiernie trudne losy polskich emigrantów, niepiśmiennych, zdanych na los innych, nawet tych, co chcą ich wykorzystać. Bardzo dobrze odzwierciedliła ówczesną Galicję i relacje w niej panujące. Wartością dodaną jest postać ks. Karola Dworaczka, prawdziwego bytomskiego duszpasterza, który pełnił posługę kapłańską w dalekiej Brazylii. Czy ks. Karol Dworaczek był taki jak opisany w powieści? Nie mam pewności. Wierzę, że był dobrym człowiekiem. Jakich ostatecznie Gajdowie spotkali wielu.

To książka o poszukiwaniu sensu życia, zaczynaniu na nowo. To książka o trudnych losach, niespełnionych marzeniach i troskach. Książka smutna, nostalgiczna. Momentami przepełniona nadzieją, ogromną nadzieją, że wszystko będzie dobrze, że może być tylko lepiej.  

Lubię książki historyczne. W tej, zabrakło mi trochę polotu, dynamiczności. Momentami snułam się wzrokiem po kolejnych stronach książki, nie mogąc się doczekać kolejnej strony, licząc, że wydarzenia będą bardziej ciekawe. Jest to jednak powieść spójna i mocno realistyczna. Dla wszystkich marzycieli, dla wszystkich emigrantów, dla wszystkich wielbicieli pióra Sabiny Waszut.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Klątwa ruin” Magdalena Wala

KLĄTWA RUIN

  • Autor:MAGDALENA WALA
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:298
  • Data premiery:15.07.2020r.
  • Moja ocena: 8/10

Przy okazji publikacji recenzji najnowszej książki Magdaleny Wali „Skradzione życie” (https://slonecznastronazycia.blog/2021/03/29/skradzione-zycie-magdalena-wala/ ) pochwaliłam się Wam, że czytałam również jej poprzednią książkę pt. „Klątwa ruin”. Na szczęście jedna z moich wiernych czytelniczek wyłapała moje niedociągnięcie. Ja się po prostu z Wami moimi spostrzeżeniami na temat „Klątwy ruin” nie podzieliłam! Jak to się stało? Nie mam pojęcia. Mogłabym się tłumaczyć pędem życia, roztargnieniem. Najważniejsze, że postanowiłam czym prędzej naprawić moje faus pa. I oto zaległa recenzja „Klątwy ruin” Magdaleny Wali.

Wyobraźcie sobie duże, dębowe, masywne drzwi. Pięknie zdobione sztukaterią. Z ogromną, mosiężną klamką. To magiczne drzwi. Wystarczy tylko przez nie przejść, a po drugiej stronie znajdziecie się w polskim dworku sprzed stu lat. W Polsce, gdzie liczył się honor. Gdzie walka o nieskalanie nazwiska było jedną z głównych cnót. Gdzie liczyły się potulne, posłuszne i pokorne żony, a słabostki były tylko domeną mężczyzn. Wszystkie słabostki na „k” jak: karty, kielichy i kobiety. Każdy z nas może mieć takie drzwi. Każdy z nas przez te drzwi może przejść. Drzwi mogą być kupione, mogą być pożyczone. Takimi drzwiami jest książka Magdaleny Wali „Klątwa ruin”. Każdy z nas ma do niej dostęp. Mam nadzieję, że ta recenzja Wam pokaże, że warto przez te książkowe drzwi przejść.

Dawno, dawno temu

Tak naprawdę to dokładnie 100 lat temu. Historia bowiem dzieje się w roku 1920. W roku, gdy wszystko było inaczej. W roku, gdy mówiło się „cichaj” zamiast ciszej, „żwawo” zamiast szybciej, „zasnąć w Panu” zamiast „umrzeć”, „smalić cholewki” zamiast podrywać W roku, gdy nosiło się „szlafmycę”, „kapotę” zamiast kurtki. W roku, gdzie suknia z odkrytą kostką już była powodem do przygany, a co dopiero z odkrytą połową łydki. W roku, gdzie związki pomiędzy herbowym szlachcicem a prostą dziewczyną, nawet wykształconą były nie do pomyślenia. W roku, gdy właściciele majątków zatrudniali stajennych, lokai, kamerdynerów, panie do towarzystwa i utrzymywali rezydentów. W roku, gdy Polskę trawiła wojna polsko-bolszewicka, a najważniejsza bitwa, Bitwa warszawska miała dopiero nadejść. Główną bohaterkę Anielę Wilczkówną poznajemy w lutym 1920. Śledzimy jej zawiłe losy do grudnia 1920. Przez te parę miesięcy dowiadujemy się o niej wszystkiego. O jej trudnym dzieciństwie, o utraconej w młodości matce, o jej ciężkiej pracy w ziemiańskim dworku jako panna do towarzystwa, o jej relacji z krewnym właścicielki dworu Rafałem Mielżyńskim, z jednej strony żartownisiem i hulaką, z drugiej poważnym młodym patriotą walczącym o wolność Ojczyzny. Aniela jest wykształcona. To dzięki właścicielowi sąsiedniego dworku Panu Korzeńskiemu zdobyła wykształcenie, który otoczył ją opieką po śmierci rodziców. Oprócz wykształcenia Stanisław Korzeński pozwalał jej zdobyć przyjaźń własnej córki, Konstancji. Dzięki temu Aniela nie była tak całkiem samotna. Czy to dobre serce właściciela ziemskiego nad biedną sierotą czy coś jeszcze? Dwór, w którym mieszka Aniela trawią wszystkie przywary ówczesnego społeczeństwa. Jednolite wychowanie i oczekiwania względem panien, bo przecież jak mówi pewien starszy pan: „Kobieta uparta, szeląga niewarta” Buta i przeświadczenie o swej wyjątkowości, tylko dlatego, że pochodzi się ze szlacheckiego rodu. Dbałość o pozory. Wykorzystywanie biedniejszych, nie tylko służby. Nawet taką pannę do towarzystwa jak Aniela, eksploatuje się do późnym godzin nocnych zlecając prace jej nieprzystające. W tym wszystkim dziewczyna nie zatraca samej siebie. Planuje przyszłość, a w godzinie próby właścicielka majątku może na nią liczyć. Co odkrywa Aniela przechadzając się po komnatach majątku Strumieńskich – Olszowej? Sprawdźcie sami.

Sama dedykacja jest świetna

Przygodę z „Klątwą ruin” zaczęłam bardzo dobrze. Autorka w dedykacji napisała „Kochającym czytanie”.  Wiem, wiem, przemawia przeze mnie próżność. Przecież tyle cudownych osób, wspierających pisarza mają autorzy wokół siebie, a ja oczekuję jako czytelnik dedykacji. A przecież pisanie to nie prosta sprawa, szczególnie tak dobrych książek. Ja kocham czytanie. Więc zrozumiałe, że czuję się adresatką tej dedykacji, za którą autorce niniejszym dziękuję.

Powieść dzieje się w otoczeniu pięknego krajobrazu. Krajobrazu dwóch sąsiadujących ze sobą majątków, majątku Strumieńskich – Olszowej oraz majątku Korzeńskich – Rudnik. Dwóch rodów ze sobą związanych wspólną historią. Autorka włożyła dużo pracy w przybliżenie nam ówczesnego życia dworskiego. Zrobiła to wyśmienicie. Ponownie mogłam się wielu nowych zwrotów nauczyć. Jest to kolejny dowód na to, że Magdalena Wala traktuje swoje pisanie jak misję. Mimo podejmowanych w swoich powieściach wątkach obyczajowych, umiejętnie wplata w fabułę treści historyczne korzystając tylko ze sprawdzonych źródeł. Jest to wartość sama w sobie, dla tych którzy z jednej strony uwielbiają historię, z drugiej nie gustują w książkach historycznych. Wydanie nieprzypadkowe. Przecież 2020 roku obchodziliśmy stulecie Bitwy Warszawskiej, jak pisze autorka w posłowiu „(…) jednej z najważniejszych bitew w naszej historii…”. Polubiłam główną bohaterkę Anielę, ubogą damę do towarzystwa. Spodobał mi się jej hart ducha i oddanie sprawie, pomocy pokrzywdzonych w wojnie. Mimo, że musiała tą swoją aktywność na rzecz potrzebujących prawie wyszarpać pazurami. Nie ustała. Aniela jest bardzo dojrzała jak na swój wiek. Możliwe, że jej trudne losy i samotność odcisnęły w taki sposób na jej obyciu oraz zachowaniu piętno. Nieważne. Ważne, że to postać bardzo dobrze wyeksponowana w powieści. Dziewczyna bez niczego, a jednocześnie mająca wszystko. Swoją powagę, inteligencję i plan na życie. Plan, w którym niekoniecznie musi istnieć mężczyzna, któremu oddałaby się bez reszty. To dobrze, że autorka, mimo możliwości nie uległa pokusie i nie zrobiła z Anieli kolejnej zakochanej po uszy w swoim panu dzierlatki. Wolę bardziej taką Anielę, niż zakochanego podlotka. Anielę mimo swej młodości, siwowłosej. Co spotkaliby w majątku swoich przodków praprawnuki Strumieńskich, właścicieli Olszowej? Czy ruiny, czy chaszcze, czy ukryty majątek i rodzinne „precjoza”, czy płyty nagrobne, czy dworek myśliwski? Nie sposób się tego dowiedzieć, jeśli nie zerkniecie w karty tej książki i nie rozpoczniecie podróży. Podróży przez magiczne drzwi. Czy to nie dowód na to, że magia istnieje naprawdę?

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Wybór Charlotty” Agnieszka Olejnik

WYBÓR CHARLOTTY

  • Autor:AGNIESZKA OLEJNIK
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:303
  • Data premiery:24.02.2021r.
  • Moja ocena:8/10

Wiele lat temu, chyba w szkole średniej miałam taki okres w życiu, gdy zaczytywałam się w romansach historycznych, lubiłam zwłaszcza te rozgrywające się w XIX-wiecznej Anglii. Czytając „Wybór Charlotty” czułam się trochę tak jakbym wróciła do tamtych lat, a trochę jakbym czytała coś pióra Jane Austen.

Charlotta Riley panna niebrzydka i niegłupia, ale bez posagu skazana jest na mieszkanie kątem u krewnych albo… zamążpójście. I niestety nie ma większych czas, by było to małżeństwo z miłości. Postanowiona w obliczu takiej sytuacji Charlotta nie chce być bezwolną marionetką, postanawia sama zdecydować o swoim losie i skoro już musi wyjść za mąż, przynajmniej sama wybrać sobie męża. Jej plan się powiódł, jednak kobieta nie spodziewa się, że wszystko skomplikują… uczucia.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie i lekko. Podczas czytania zupełnie przeniosłam się duchem do XIX-wiecznej Anglii, język powieści dostosowany jest do jej klimatu. Również bohaterowie są świetnie zarysowanie, wielowymiarowi, ciekawi. Charlotte daleko do typowej bohaterki tych czasów, myśli samodzielnie i nie boi się podjąć działania. Bardzo ją polubiłam. Również jej mąż jest postacią oryginalną i przekonywującą. W zasadzie każdy z pojawiających się w książce bohaterów pełni swoją rolę i jest ciekawie przestawiony. Zachwycił mnie język użyty w książce, który doskonale wpasowuj się w XIX- wieczne realia. Ciekawym akcentem są elementy erotyzmu wplecione w powieść, są one delikatne i subtelne, a jednocześnie dodają całości pieprzyku i sprawiają, że jest jeszcze bardziej niebanalna. Bardzo też podoba mi się zamysł wprowadzenia do powieści toczącej się w XIX- wieku, w realiach gdy kobiety miały niewiele do powiedzenia, silnej postaci kobiecej. Charlotta nie boi się samodzielnie myśleć, dokonuje własnych wyborów, które są rozsądnie osadzone w zastanej rzeczywistości. Mimo, że popełnia błędy, potrafi wyciągnąć z nich wnioski i nie boi się próbować sięgnąć po własne szczęście. To niezwykle cenna umiejętność, nawet w obecnych czasach.

Polecam Wam gorąco tą lekturę i podróż do XIX-wiecznej Anglii, do angielskich ogród, nad brzeg morza…

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny”

TANIEC PSZCZÓŁ I INNE OPOWIADANIA O CZASACH WOJNY

  • Autor:AGNIESZKA JANISZEWSKA, JOANNA JAX, JOANNA MARIA KALETA, MIROSŁAWA KARETA, MAGDA KNEDLER, ZOFIA MĄKOSA, AGNIESZKA OLEJNIK, MARIA PASZYŃSKA, MACIEJ SIEMBIEDA, MAGDALENA WALA, SABINA WASZUT
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:368
  • Data premiery:16.09.2020r.
  • Moja ocena:8/10

„Słowianie nie potrafią zbudować nic trwałego. Nie mają pojęcia o organizacji, rządzeniu, rozwiązywaniu problemów”.

     Maria Paszyńska „Wydmuszka” [w:] Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny

Mimo, że słowa odnoszą się do tego, co o nas myślano wiele lat temu, opis w dzisiejszych czasach wydaje się niezwykle aktualny. Antologia opowiadań Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny miała premierę jakiś czas temu, dokładnie 16.09.2020r. Ja do recenzji dojrzałam dopiero teraz. Dzięki wydawnictwu Książnica czytając opowiadania takich autorów jak Agnieszka Olejnik, Joanna Jax, Jolanta Maria Kaleta czy Maciej Siembieda i inni zanurzyłam się w świat,  który – mam nadzieję – już nigdy nie powróci. Świat pełen trosk, niepokojeń, głodu, nieszczęść, sprzeczności.

 Świat w którym:

✔bohaterowie okazują się zdrajcami,

✔ brat występuje przeciwko bratu,

✔ jest Ślązak bardziej polski i Ślązak bardziej niemiecki,

✔ Niemcy okazują się dobrzy,

✔ dla życia i by ochronić osobę, którą kochamy, jesteśmy w stanie poświęcić nawet miłość,

✔ młodzież z Hitlerjungend jest w stanie dojrzeć i zobaczyć, że „ucieleśnienie niemieckiej idei jedności narodowej” nie jest takie bez skazy.

Opowiadania różnią się między sobą, jak różni są ich autorzy. Wiele z nich oparto na prawdziwych wydarzeniach, na relacjach świadków tamtych dni. Najbardziej uderzył mnie przejmujący obraz trzyletniej Renate klęczącej nad zwłokami swoich najbliższych. Małej Niemki, która zamarzła na śmierć, w swoich nowych bucikach. W dniu, w którym przez wieś przeszła Armia Czerwona. W dniu, w którym wszyscy się bali. Bali się podejść, bali się ją zabrać, bali się ją ogrzać. Bali się zbliżyć do tych, których przy próbie ucieczki zabito. Bali się być bohaterami. Ciągle oczami wyobraźni widzę małą Renate i jej czerwone buciki. Renate która naprawdę istniała, tak jak i istniały te jej buciki… Zebrane w zbiór opowiadania są przejmujące. Jak przejmujące były opisywane w nich czasy. Obawiałam się tej pozycji. Zakładałam, że opisane w nich obrazy będą podobne, jednorodne, oczywiste. Nic bardziej mylnego. Historie różnią się od siebie. Znajdziemy w nich oddanego młodzieńca z Hitlerjungend karmionego chorą ideologią, w którą długo wierzył. Cyganów zapędzonych przez polskich sąsiadów na śmierć, sąsiadów którym wielokrotnie pomagali. Zakochanych w Polkach Niemcach i kochających Polaków Niemek. Opis Polski podziemnej. Opisy z różnych perspektyw, różną narracją, różną prawdą i różne krzywdy. Czyta się je jednym tchem. Nie sposób się oderwać, chcąc dowiedzieć się o czym będzie kolejne opowiadanie. Mimo, że nie lubię tego gatunku, nie zawiodłam się.

Parafrazując opis Wydawcy to „poruszająca i pouczająca książka, która powstała jako hołd dla ofiar II Wojny Światowej – w szczególności zaś ofiar nieznanych”.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Czas białych nocy” Maria Paszyńska

CZAS BIAŁYCH NOCY

  • Autor:MARIA PASZYŃSKA
  • Seria:WIATR ZE WSCHODU. TOM 1
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:408
  • Data premiery:03.06.2020r.
  • Moja ocena:8/10

Książki Marii Paszyńskiej bardzo cenię, kiedy więc dowiedziałam się, że ukaże się pierwszy tom nowej serii bez wahania zdecydowałam się na lekturę. Autorka bowiem jest prawdziwą mistrzynią plecenia świetnych opowieści na bazie historycznych wydarzeń.

Nowa seria autorki rozgrywa się na początku XX wieku. Nad Europą gęstnieją ciemne chmury, chwieje się ustalony porządek społeczny. Na tle wydarzeń historycznych poznajemy losy młodej Ukrainki Aleksandry Szewczenki i Polaka Kazimierza Stawickiego. Los pierwszy raz zetknął ich już w dzieciństwie, gdzie Aleksandra roztoczyła przed chłopakiem świat swoich niesamowitych opowieści. Gdy więc spotykają się ponownie kilka lat później w Petersburgu coś od początku ich do siebie przyciąga. Czy mimo wielu różnic, które ich dzielą – pochodzenie, narodowość, doświadczenia i przekonania połączy ich wielka miłość? Czy miasto, które jest świadkiem wielkich przemian historycznych i społecznych będzie też świadkiem tworzenia się miłości ich życia?

PaszynskaMaria WiatrZeWschodu3

Autorka w sposób barwny i porywając tka wspaniała opowieść, od której nie sposób się oderwać. Wydarzenia historyczne zostały mocno zarysowane, a prywatne sprawy bohaterów przeplatają się z burzliwymi czasami I wojny światowej i rewolucji. Bohaterowie nie doświadczają bowiem miłości w spokojnych czasach, ale rzeczywistość, w której są osadzenia jeszcze bardziej gmatwa trudne doświadczenie pierwszej, wielkiej miłości. Świetny jest stworzony przez autorkę klimat, niespokojny mroczny, z jednej strony pełen przygód i tajemnic, z drugiej niepokojący i niebezpieczny. Na kartach książki wręcz czuć wspaniały klimat tego niezwykłego miasta, jakim jest Petersburg. Czytając czujemy się wręcz jakbyśmy przechadzali się jego uliczkami i sami byli świadkami tych istotnych wydarzeń historycznych.

Niesamowita historia, wspaniały język i styl, wyraziści bohaterowie sprawiają, że nie chce się opuszczać tego literackiego świata. Z ogromną niecierpliwością oczekuję na kontynuację cyklu, a każdą kolejną książkę autorki biorę w ciemno, by znowu móc przechadzać się tymi barwnymi ścieżkami, które stworzy bezkresna chyba wyobraźnia autorki:)

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA i autorce.

PaszynskaMaria WiatrZeWschodu1

„Mokradła” Philippa Gregory

MOKRADŁA

  • Autor:PHILIPPA GREGORY
  • Seria:THE FAIRMILE. TOM 1
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:448
  • Data premiery:03.06.2020r.
  • Moja ocena:9/10

Dawno nie czytałam powieści historycznej, chociaż bardzo je lubię. O książkach Philippy Gregory od dawna słyszałam wiele dobrego, więc gdy pojawiła się okazja, by zapoznać się z najnowszą powieścią autorki skorzystałam z niej bez wahania.

Akcja toczy się w Anglii w 1648 roku na odludnych mokradłach południowego wybrzeża. Żyje tam Alinor, niezwykła, niezależna kobieta, mimo trudnych czasów, w których przeszło jej żyć. Jej życie jest bardzo skromne i pełne trudów, sama wychowuje dwójkę dzieci, bo mąż gdzieś zniknął, nie wiadomo czy żyje, czy nie. Kobieta pochodzi z rodziny „widzących”, zna się na ziołach, jest akuszerką, co w czasach polowań na czarownice jest bardzo niepewną drogą. Stara się nie rzucać nikomu w oczy i nie wzbudzać podejrzeć. Gdy w noc letniego przesilenia wyczekuje na cmentarzu, by dowiedzieć się, czy jej brutalny mąż zszedł z tego świata, nie wie jeszcze, że przypadkowo spotkamy młody emisariusz James na zawsze odmieni jej życie.

Powiem Wam, że książka mnie zachwyciła. Oceniłam ją na 9, co nie zdarzyło mi się już od dawna, mimo sporej ilości przeczytanych, fajnych książek. Co miało na to wpływ? Na pewno świetny styl autorki, która czaruje słowem, opisem i powoduje, że trudno się od książki oderwać. Opowiedziana przez nią historia jest niezwykle ciekawa, pomysł ukazania przemian ustrojowych w XVII wiecznej Anglii z perspektywy mieszkańców głębokiej prowincji jest rewelacyjny. Najbardziej cenię jednak chyba tą książkę za postać głównej bohaterki. Alinor to kobieta mądra, rozgarnięta, samodzielna i niezależna. W drugiej połowie książki do grona mocnych kobiecych postaci dołączyła też jej córka, która, co niezwykle rzadkie w tamtych czasach miała odwagę wziąć swój los w swoje ręce i zawalczyć o swoją przyszłość. To mężczyźni w tej powieści okazują się konformistami, tchórzami. Ja z niecierpliwością czekam na kolejny tom cyklu i odkrycie dalszych losów tych niezwykłych kobiet.

Gorąco polecam każdemu tą lekturę, myślę, że nie sposób jej nie polubić. Jest to jedna z ciekawszych i lepszych książek, które czytałam od dłuższego czasu. Zachęcam do lektury.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Karma. Sekrety i uprzedzenia” Malwina Chojnacka

ChojnackaMalwina SekretyiUprzedzenia1

KARMA. SEKRETY I UPRZEDZENIA

  • Autor: MALWINA CHOJNACKA
  • Seria: KARMA. TOM 2
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 390
  • Data premiery: 01.07.2020r.
  • Moja ocena: 8/10

 

Cykl „Karma” Malwiny Chojnackiej jest mi wyjątkowo bliski dlatego, że jej pierwszy tom był moim pierwszym patronatem. Po jego przeczytaniu byłam bardzo ciekawa dalszych losów bohaterek, dlatego bez wahania objęłam patronatem również drugi to. Ze względu na wakacje i gorący okres recenzja pojawia się z pewnym opóźnieniem, ale gorąco zapraszam Was do lektury.

W drugiem tomie poznajemy dalsze perypetie trzech przyjaciółek, które wspólnie zdecydowały założyć przyjazną psom kawiarnię „Karma”. Kobiety choć z pozoru bardzo różne, różnie je między innymi wiek i sytuacja życiowa, są sobie bardzo bliskie, wspierają się i pomagają sobie. Justyna kontynuuje związek z Erykiem, a jednocześnie stara się sobie poradzić ze sprawami ze swojej przeszłości. Wiktoria wyrusza w podróż do Sardynii, a po powrocie stara się zrozumieć swojego dorastającego syna, który zdaje się przeżywać swoisty okres buntu. Ponadto jak zwykle zaradna i przedsiębiorcza stara się utrzymać na powierzchni wspólny biznes i być wsparciem dla wszystkich bliskich. Ola w dalszym ciągu próbuje stanąć na nogi po toksycznym związku i przeprowadzić rozmów, rozwija również swój biznes i uczy się wiary w siebie. Próbując się usamodzielnić wynajmuje kawalerkę na Żoliborzu. Niedługo okazuje się, że dwie z mieszkających tam kobiet znikają. Ku zaskoczeniu przyjaciółek okazuje się, że bywały one w Karmie i zdają się w jakiś sposób powiązane z kobietami. Justyna i Ola podejmują trop, który wiedzie je do opuszczonego ośrodka na Maurach. Podobnie więc jak w pierwszym tomie wątki obyczajowe urozmaica wątek kryminalny. Czytaj dalej

„Serce z kamienia” Katarzyna Misiołek

MisiołekKatarzyna SerceZKamieniaSERCE Z KAMIENIA

  • Autor: KATARZYNA MISIOŁEK
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 360
  • Data premiery: 13.03.2020r.
  • Moja ocena: 7/10

Książki Katarzyny Misiołek bardzo cenię. Co więcej mam wrażenie, że każda kolejna jest dojrzalsza i bardziej przemyślana. Autorka nie unika trudnych, czasem trochę kontrowersyjnych tematów. Jej najnowsza książka dotyka tematu trudów macierzyństwa i depresji poporodowej.

Weronika to była modelka, kobieta światowa, piękna i wyzwolona, kiedy poznaje Wiktora, zostaje jego żoną i wkrótce na świat przychodzą bliźniaczki, ich dwie królewny. Z potrzeby dzielenia się zdjęciami córeczek i ich stylizacjami, zakłada bloga, który szybko staje się bardzo popularny. To co początkowo było pasją, staje się biznesem. Kobieta i jej córeczki stają się rozpoznawalne. Za tym niestety idzie też presja bycia idealną matką. Osoby publiczne przecież tak łatwo osądzić i skrytykować, nie patrząc na to co czują, w końcu same wystawiły się na publiczny widok. Kobieta czuje nieustanną presję być być idealną i dawać radę, reklamowe sesje, obróbka zdjęć, materiały na bloga, to wszystko zajmuje jej mnóstwo czasu. A do tego dochodzi opieka na dziewczynkami i samodzielne prowadzenie domu. Mąż robi karierę, ciągle nie ma go w domu i uważa, za oczywiste, że dla dobra dzieci matka powinna się poświęcić, zostać z nimi w domu i sama zajmować się wszystkim. Kobiecie nie jest łatwo i czasami tęskni za dawnym czasami, gdy była panią samej siebie, mimo że oczywiście bardzo kocha swoje córki. Gdy dowiaduje się, że znowu jest w ciąży, nie potrafi sobie tego wyobrazić. Już teraz ciągle zmęczona, obciążona licznymi obowiązkami , przez większość czasu pozostawiona sama sobie, ledwo daje radę. Jak ma do tego wszystkiego dać radę jeszcze z opieką na noworodkiem. Nie potrafi sobie tego wyobrazić. Próbuje się uspokoić i uwierzyć zapewnieniom męża, że wszystko będzie dobrze. Gdy na świecie pojawia się synek czuje przede wszystkim zmęczenie. Nie czuje miłości i radości, czy to znaczy, że jest zła matką? Coraz częściej w jej głowie pojawiają się myśli, że chciałaby, żeby synek zamilkł, żeby ten płacz się skończył? Jak sobie z tym poradzi? Czytaj dalej