„Kształt serca” Dolores Redondo

KSZTAŁT SERCA

  • Autor:DOLORES REDONDO
  • Wydawnictwo:MOVA
  • Seria: DOLINA BAZTAN, TOM 0,5
  • Liczba stron:608
  • Data premiery:25.11.2020r.
  • Moja ocena:9/10

Ten typ mordercy (…) nie ma najmniejszego zamiaru dać się schwytać, potrafi przez całe życie odgrywać rolę przykładnego obywatela, nie dąży do spławy i dobrze się odnajduje w społeczeństwie”.

                                                                                               Dolores Redondo „Kształt serca”

Muszę się Wam co czegoś przyznać. Czasem, jak widzę ilość stron, która przede mną, odsuwam moment sięgnięcia do książki. Wynika to z tego, że jestem z natury niecierpliwa. A wiadomo, im więcej stron, tym dłużej czekam na rozstrzygnięcie, tym dłużej oczekuję finału. Momentami zamęczam się niepewnością, miotając się jak motyl w słoiku (pamiętacie recenzję „Pokój motyli” i „Szklane skrzydła motyla”? Nadal jestem w motylim nastroju). Tak było i tym razem. Mimo interesującego opisu wydawcy, po „Kształt serca” sięgnęłam z opóźnieniem. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że świat basków w który się zanurzyłam, wciągnął mnie tak mocno, że nim się obejrzałam już byłam na 400 stronie, a potem… potem to już z górki.

Trochę o fabule

Amaia Salazar młoda podinspektorka Policji Statutowej z Nawarry przechodzi szkolenie dla funkcjonariuszy policji Europolu w Akademii FBI w Stanach Zjednoczonych. Szkolenie prowadzi agent specjalny, słynny Aloisius Dupree, wybitny wiktymolog. W trakcie ćwiczenia zorganizowanego w ramach warsztatów zostaje zauważona przez prowadzącego. Przedstawia interesujące hipotezy w sprawie ściganego mordercy, lub raczej likwidatora rodzin. Mordercy nazwanego Kompozytorem. Mordercy, który na zgliszczach domostw unicestwionych przez klęski żywiołowe (tornada, huragany) dokonuje eliminacji całych rodzin. Z jakiś nieznanych dotąd przyczyn upodobał sobie pełne rodziny, składające się z co najmniej 5 osób, rodziców i trójki dzieci, a czasem nawet starszej kobiety (babci, cioci). Amaia zostaje zaproszona do współpracy. W trakcie śledztwa odkryte zostają kolejne ofiary Kompozytora dotychczas uznane za ofiary klęsk żywiołowych lub ofiary samobójstw rozszerzonych.

Amaia wraz innymi agentami FBI (Tucker, Emerson, Johnson) i samym Dupree wyrusza w miejsce kolejnej klęski żywiołowej, Nowego Orleanu gdzie wszystko pustoszy huragan Katrina. Na miejscu szukają śladów i kolejnych ruchów Kompozytora. Niestety nie udaje im się uratować kolejnej rodziny.

W typową fabułę kryminalną opartą na mocnym rysie psychologicznym sprawcy oraz dogłębnych analiz wiktymologicznych, Dolores Redondo wplotła wątek niewyjaśnionych porwań młodych dziewczyn i dziewczynek. Do takiego uprowadzenia dochodzi również w trakcie szalejącego huraganu Katriny. Nieznani, uzbrojeni zakapturzeni sprawcy po huraganie porywają dwie dziewczynki będące pod opieką dziadków. Jeden z nich zostaje postrzelony. Okazuje się nim Médoro Lirette, porwana kilkanaście lat wcześniej siostra miejscowego handlarza narkotyków. Siostra, której nigdy nie odnaleziono. Siostra, która jak się okazuje nie jest podobna do samej siebie, ani do nikogo z żyjących. Siostra, która uważa się za zmarłą. Siostra, wierząca, że jest podporządkowana Baronowi Semediemu- przywódcy i ojca wszystkich duchów śmierci. Kto kryje się pod maską Barona Semediego, kto go udaje? Na co komu porywane dziewczęta? Czym je karmią, czym poją, że uważają się za zmarłe i tak wyglądają? Czy historia gangu Semediego, którą próbuje od wielu lat rozwiązać Dupree ma związek z morderstwami Kompozytora?

Moja opinia

Jak pisze sama autorka „(…) książka stanowi część cyklu powieści inspirowanych północą Hiszpanii. Główną bohaterką kilku z nich jest Amaia Salazar…”. Znacie trylogię Baztan? Rozpoczyna się „Niewidzialnym strażnikiem”. Kolejne części to „Świadectwo kości” oraz „Ofiara dla burzy”. Jest to trylogia do której warto sięgnąć. Wracając do „Kształtu serca” bardzo podoba mi postać Salazar, która jako 12 latka wyjechała z rodzinnego Elizondo do szkoły w Stanach Zjednoczonych. Po szkole policyjnej wróciła jednak w rodzinne strony.  Tak zaciekawiła mnie nazwa rodzinnego miasta Amaii, że musiałam rzucić okiem na Wikipedię. Dowiedziałam, się,  że rodzinne Elizondo to „miasto położone w prowincji i autonomicznej społeczności Nawarry w północnej Hiszpanii. Położone jest na obu brzegach rzeki Baztan. Miasto jest stolicą doliny Baztan i skupia większość zakładów usługowych. Elizondo jest jedną z piętnastu osad w dolinie” (źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Elizondo,_Navarre) .  Miasto w którym krajobraz wygląda jak wycięty z pocztówki z maleńkimi hiszpańskimi wybrukowanymi uliczkami, z kamiennymi fasadami. Miasto w którym wszystko dla Amaii się i zaczęło, i skończyło.

Amaię Salazar poznajemy w historii z przeszłości. Przeszłości, którą znamy tylko wyrywkowo z trylogii Baztan. Zaczyna się od przypomnienia, że Amaia mając dwanaście „(…) na szesnaście godzin zgubiła się w lesie. Znaleziono ją nad ranem trzydzieści kilometrów na północ od miejsca, w którym zeszła ze ścieżki, leżącą bez ducha w ulewnym deszczu. Ubranie miała osmalone niczym czarownica uratowana ze stosu (…)”. Okazuje się, że to nie najstraszniejszy wątek z przeszłości dziewczyny. Dziewczynki dręczonej przez własną matkę, wyrodną matkę, która posiadała zdolności do „wciągania najbliższych w swoje neurozy i psychozy”. Dziewczynki, której nie ochronił własny ojciec. Ojciec, który wykorzystując jej miłość i lojalność szeptał do niej „Amaio, nie mój o tym nikomuJeśli mnie kochasz, zachowaj to dla siebie.” Dziewczynki, którą z miłością i troską wychowywała ciotka, kochana Engrasi. Amaia dzięki doświadczeniom dzieciństwa, jakże trudnym osiągnęła ogromną dojrzałość emocjonalną, intelektualną. Nad wyraz wyczulona na wszystkie niuanse stała się ważnym członkiem zespołu tropiącego mordercę. Sam rys mordercy jest również interesujący. To nie całkiem łowca, nie myśliwy. To raczej wędrowiec, który przemierza kraj w ślad za tornadami, huraganami, trzęsieniami ziemi. Nie przynosi ukojenia, radości, pomocy ofiarom klęsk żywiołowych. Przynosi udręczenie, tym, którzy szczęśliwie ocaleli i myślą, że nic złego im się już stać nie może. Dręczy ich w niespotykany sposób, z którym spotkałam się po raz pierwszy. Miłośnik muzyki, miłośnik rodziny, a zarazem miłośnik okrutnej śmierci. Czy tym mordercą jest Martin Lenx, niezadowolony ojciec 5-osobowej rodziny, która zginęła wskutek rozszerzonego morderstwa? Czy kompozytorem jest Nelson, policjant o praktycznie nieposzlakowanej opinii zgłaszający się by nieść pomoc ofiarom klęsk żywiołowych?

Dolores Redondo przyciągnęła moją uwagę niesamowitym folklorem baskijskim. Wierzenia w Barona Semediego i wątek niewyjaśnionych porwań dodał powieści sporego dreszczyku. Tropienie zjaw, zombie, ludzi uważających się za zmarłych ze śledztwem FBI jest podejściem nowatorskim. Nie wiem co miała Redondo na myśli tak konstruując powieść. Wiem tylko, że wszystkie te wątki składają się w jedną, spójną całość. Całość, która układa się w 608 stron książki, od której trudno się oderwać.  Strona po stronie powieść wydawała mi się ciągle nieodkryta, unikatowa i mocno działająca na moją wyobraźnię.

Gdybym miała określić powieść jednym przymiotnikiem użyłabym słowa: olśniewająca. Dlaczego? To proste, książka pozostawiła po sobie wielkie wrażenie i wzbudziła mój zachwyt zabierając mnie do świata krwi, tajemnic oraz niesamowitości.

ps. przygodę z autorką możecie zacząć od „Kształtu serca”. Potem możecie sięgnąć po trylogię Baztan. Myślę, że przepadniecie.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MOVA.

„W cieniu Babiej Góry” Irena Małysa

W CIENIU BABIEJ GÓRY

  • Autor:IRENA MAŁYSA
  • Wydawnictwo:MOVA
  • Liczba stron:372
  • Data premiery: 27.01.2021r.
  • Moja ocena:8/10

Ostatnio mam sporo szczęście do debiutów, kiedy sięgam po jakimś kierując się intuicją, przeważnie okazuje się, że było warto. W przypadku „W cieniu Babiej Góry” było tak, że po przeczytaniu opisu coś mi powiedziało, że ja po prostu muszę ją przeczytać. Irena Małysa to mieszkająca w malowniczej miejscowości pod Białą Górą debiutująca pisarka. W powieści wykorzystała prawdziwe zdarzenie, jakim była katastrofa samolotu mająca miejsce na stoku Policy w okolicach Babiej Góry 2 kwietnia 1969 roku. Tej katastrofy nikt nie przeżył, a przyczyny do dziś nie zostały wyjaśnione. Powieść, choć fikcyjna, nawiązuje do jednej z hipotetycznych przyczyn tragedii.

Bohaterką powieści jest Baśka Zajda, młoda policjantka, która właśnie wróciła z Krakowa do rodzinnej Zawoi. Okoliczności jej powrotu są dosyć traumatyczne, Baśka próbuje więc w rodzinnej miejscowości poukładać swoje życie na nowo. Jej dawna przyjaciółka Iza, córka posła, ma wkrótce wyjść za mąż za syna miejscowego biznesmena. Wraz z Baśką i innymi koleżankami organizują wyprawę na Babią Górę, by zabawić się przed ślubem w babskim gronie. Gdy nad ranem Baśka znajduje ciało Izy sprawy bardzo się komplikują. Jednym z podejrzanych jest Artur, dawna miłość policjantki, a jednocześnie był chłopak Izy. Czy Basi uda się rozwiązać zagadkę zanim ucierpi ktoś jeszcze?

Akcja przedstawiona w książce jest bardzo ciekawa, autorce udało się wykreować świetny klimat, nawet obecna momentami gwara góralska mi nie przeszkadzała, Bohaterowie są bardzo dobrze przedstawieni, styl lekki i wciągający. Powieść czyta się bardzo szybko i trudno ją odłożyć. Zwroty akcji, tajemnice, niedopowiedzenia sprawiają, że powieść czyta się praktycznie jednym tchem, przerzucając kartkę za kartką, by tylko dowiedzieć się, co będzie dalej. Narracja jest trzecioosobowa, prowadzona z punktu widzenia różnych bohaterów, na dwóch planach czasowych – w 1969 roku i współcześnie w 2019r. Naprzemienność krótkich podrozdziałów sprawia, zwiększa napięcie i ciekawość czytelnika. Sprawa, że cały czas zastanawiamy się co te dwa plany czasowe mają ze sobą wspólnego. Zakończenie było dosyć zaskakujące, trochę wbrew podsyłanym nam wcześniej przez autorkę tropom. Klimat tajemnicy, mroku i zagadkowości tylko dodaje powieści uroku.

Jeżeli szukacie lekkiego, a jednocześnie nietuzinkowego kryminału to gorąco polecam wam lekturę „W cieniu Babiej Góry”, a sama mam nadzieję, że to dopiero początek serii z Basią, co zresztą sugeruje sama autorka w posłowiu.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MOVA.