„Dobre wychowanie” Amor Towles

DOBRE WYCHOWANIE

  • Autor: AMOR TOWLES
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery w tym wydaniu: 24.11.2021r.
  • Data premiery: 01.02.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.03.2013r.

„-Masz dużo…książek – powiedział w końcu.  – To choroba.  – Leczysz… się?  – Niestety, jest nieuleczalna”. – Dobre wychowanie” Amor Towles.

Ha! Ja też choruję nieuleczalnie, tak jak Kate. Bohaterka debiutu literackiego amerykańskiego pisarza i publicysty Amora Towles’a. Autora, który zachwycił świat książką „Dżentelmen w Moskwie”. Czytaliście ten bestseller? Ja jeszcze nie, ale po przeczytaniu „Dobrego wychowania” wydanego nakładem  @wydawnictwoznakpl wiem, że „Dżentelmena w Moskwie” muszę obowiązkowo przeczytać. To taki typowy must have na nowy rok 2022, który  już prawie stoi u naszych drzwi.

Amor Towles opisał w jedynym swoim rodzaju, prawdziwie literackim stylem Nowy Jork w czasie wielkiego kryzysu. Nowego Jorku, gdzie każdy mógł „(…) skrócić albo wydłużyć sobie imię lub nazwisko. Teddy’ego do Tinkera. Eve do Evelyn. Katyę do Kate”. To świat na który spoglądam z zachwytem. Gdzie kluby jazzowe stykały się z nielegalnymi pijalniami. Gdzie istniały miejsca na których drzwiach wisiał szyld „Kobietom wstęp wzbroniony”. Gdzie każdy mógł wiele stracić, gdy równocześnie inny mógł wszystko zyskać. W takiej atmosferze poznajemy Eve i Kate, które w trakcie wspólnej nocy sylwestrowej w muzycznym klubie spotykają bogatego i przystojnego Tinkera. Niespotykanym zbiegiem okoliczności Tinker powoduje wypadek samochodowy, w którym Eve zostaje oszpecona do końca życia. Zraniona dziewczyna zaczyna grę. Grę, w której nagrodą ma być jej nowe, dostatnie życie.

Przeważnie w toku codziennego życia znosimy liczne dowody na to, że tak uniwersalna sprawiedliwość nie istnieje. Niczym koń ciągnący wóz, ze spuszczonymi łbami i końskimi okularami na swoim miejscu, człapiemy po bruku, ciągnąc dobytek panów, i cierpliwie czekamy na następną kostkę cukru.” „Dobre wychowanie” Amor Towles.

Może to nie jest bestsellerowy „Dżentelmen w Moskwie”, ale dla mnie „Dobre wychowanie” okazało się książką wyśmienitą. Czytając miałam wrażenie, że przechadzam się ulicami Nowego Jorku w czasie czterech pół roku. Tak też zresztą skonstruowana jest ta powieść. Odzwierciedla jeden rok w życiu Kate, która jest jednocześnie narratorką tej pozycji. Poznajemy jej wszystkie spostrzeżenia, uwagi, myśli, odczucia i rozterki. Jest to bohaterka i narratorka wyjątkowa. Wysoce inteligentna, umiejąca postawić na swoim, odrzucająca stare konwenanse i obyczaje. Na swój sposób unikatowa. Dodatkowo książkoholiczka, która czyta mnóstwo książek. Opiniami o nich dzieli się wraz z czytelnikiem. Poznajemy jej stosunek do Prousta, Hemingwaya, Wolf, Dickensa czy Agathy Christie. Nie tam żadna młoda trzpiotka, której jedynym celem jest zdobycie bogatego męża, ale kobieta świadoma swojej wartości. Potomkini rosyjskiego żołnierza, który jak wielu innych emigrantów na początku ubiegłego wieku poszukał szczęścia na Nowym Lądzie. W Katie faktycznie można się zakochać i to praktycznie od pierwszych kilkudziesięciu stron.

Nie przeszkadzała mi nawet literówka, którą znalazłam już na 22 stronie w słowie „odróżnić”, które brzmi „dróżnić”. Nie przeszkadzały by mi w czytaniu zapewne setki literówek, a jak wiecie na tego typu błędy jestem wyjątkowo przeczulona. Formuła książki jest bardzo atrakcyjna. O podziale na części zatytułowane kolejnymi porami roku już wspomniałam. Każda część składa się z zatytułowanego rozdziału. Rozdziałów jest łącznie dwadzieścia sześć. Autor zafundował nam wstęp, w którym wiele się dowiadujemy o okolicznościach powstania książki. Do tego Epilog. Nie wiem, czy miał być „… ale mało wybranych”, czy raczej „…dla mało wybranych”. Ale o literówkach już wspomniałam uprzednio. Gdzieniegdzie Autor w historię Katie i jej przyjaciół wplata cytaty z „Zasad uprzejmości i dobrego zachowania w towarzystwie i rozmowie spisane przez młodego George’a Washingtona”. Zestawienie wszystkich stu dziesięciu rad znajdziecie na końcu książki. Niektóre z nich są nadal aktualnie, niektóre już niekoniecznie. Ale czytać o nich w kontekście opisanych w powieści zachowań i postępowań to prawdziwy rarytas.

Amor Towles to pisarz wielowymiarowy. Z jednej strony przypominał mi Hemingwaya, czy Virginię Wolf. Z innej strony jednego z moich ulubionych amerykańskich powieściopisarzy Johna Irvinga. Trudno go jednoznacznie sklasyfikować. Tak jak jego prozę. To proza, gdzie parafrazując samego Autora, każda postać, każde pomieszczenie, które wydaje się zupełnie nowe, jest zarazem znajome jak stary zwyczaj. Amor o samej Agathcie Christie  napisał, że „(…) rozdziela swoje małe niespodzianki w staranie stonowanym tempie niani raczącej słodyczami dzieci powierzone jej opiece.” Ja czytając „Dobre wychowanie” czułam się jakby to Towles rozdzielał mi słodycze, strona po stronie, rozdział po rozdziale. I im bliżej końca, tym chciałam tych słodyczy więcej. Aż żal, że książkę już przeczytałam. Liczę, że znajdę czas by do niej powrócić. CZYTAJCIE!!!

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

„Ty albo żadna” Magdalena Kordel

TY ALBO ŻADNA

  • Autorka: MAGDALENA KORDEL
  • Cykl: Tajemnice (tom 2)
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 15.09.2021r.

Przy okazji publikacji recenzji listopadowej premiery od @wydawnictwoznakpl pt. „A ja na ciebie zaczekam” @magdalena kordel, uświadomiłam sobie, że zalegam z recenzją premiery z września ☹. Nie wiem jak to się stało. Wszak urzekła mnie sama okładka książki „Ty albo żadna”, a już o wnętrzu nie wspominając. To kontynuacja „Zanim wyznasz mi miłość”, którą zrecenzowałam w sierpniu. W ten przedświąteczny czas spieszę więc z nadrobieniem tego faux pas, bo jak to mówią Jaka Wigilia taki cały rok, a ja rok 2022 nie chcę zaczynać i kończyć z zaległościami recenzenckimi.

W tej części cyklu „Tajemnice” poznajemy kolejnych bohaterów. To cała kawalkada ciekawych postaci. Ruta – wychowanka domu dziecka i jej przyjaciel – Mateusz. Do tego sama babcia Adela i jej siostra. Rutę która się wychowała w domu dziecka, jej przyjaciela (czy aby tylko?) Mateusza. Wkracza też na scenę Halina, która do dotychczas uznana była  za zmarłą. Jak się zachowa babka Adela, po pojawieniu się u jej boku osoby, której się nie spodziewała? Czy przyjmie ją radośnie? Czy zamknie serce szukając sposobu na odsunięcie tajemnicy rodzinnej, której do tej pory starała się ukryć przed światłem dziennym.

Nie wiem czym sobie zasłużyła Magdalena Kordel i my Czytelnicy, że Wydawnictwo Znak zaskakująco szybko publikuje kolejne książki Autorki, wręcz z prędkością światła. Dzięki niemu właśnie mamy możliwość zaznajomienia się z kolejnymi pozycjami tej poczytnej, rodzimej Autorki. Czytaliście którąś z jej bestsellerów? Jeśli nie to polecam „Anioł do wynajęcia”, „W blasku słońca” i całą serię ,,Malownicze”. Część ,,Tajemnice”, której recenzja drugiego cyklu przed Wami, także jest warta Waszej uwagi. To kolejne rozliczenie Kordel z tajemnicami rodzinnymi, które nie powinny wieczność leżeć schowane w najgłębszym zakątku domostwa. To próba odpowiedzenia nam na pytanie, ile może znieść człowiek, który ucieka przed prawdą, który z prawdą się nie potrafi zmierzyć. Do tej wspaniałe postaci. Szczególnie te kobiece. Bardzo spodobała mi się Ewelina oraz sama babka Adela. To kobiety z krwi i kości, naznaczone przeszłością, które muszą wreszcie odnaleźć spokój, nawet jeśli wymagana będzie konfrontacja z tym, co minione.

To trzecia książka Autorki, którą przeczytałam i zrecenzowałam w tym roku. Dobra, jak dwie poprzednie. To pozycja obowiązkowa na zimowe wieczory, gdy potrzebujemy otulenia, oddechu. Takich książek mi trzeba w tym mijającym roku. Takich, które dostarczają refleksji, relaksu i pozytywnego nastawienia do życia. Gorąco polecam!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„A ja na Ciebie zaczekam” Magdalena Kordel

A JA NA CIEBIE ZACZEKAM

  • Autorka: MAGDALENA KORDEL
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 18.11.2021r.

Książki @magdalena kordel bardzo sobie cenię. Literatura obyczajowa sprawdza się i na jesienne, i na zimowe smutki. Ostatnią „Zanim wyznasz mi miłość” recenzowałam w czerwcu, tym chętniej sięgnęłam do premiery z 18 listopada br. wydanej nakładem @wydawnictwoznakpl. Okazało się, że książka „A ja na Ciebie zaczekam” oprócz pięknej, nastrojowej okładki miała do zaoferowania o wiele więcej. Historię, którą nawet do tej pory wspominam z rozrzewnieniem😉.

Trzy kobiety. Trzy historie. Trzy zagadki.

Kim jest Emilia, która budzi się w szpitalu, gdzie jedyną osobą, która ją rozumie, jest młoda polska pielęgniarka? Kim jest Ernestyna, która pogrąża się wciąż we wspomnieniach  o rodzinnej Warszawie?

Kim jest Anastazja, która po raz kolejny nie dostała się na wymarzone studia, ciągle okłamuje rodziców, a dodatkowo nie ma pracy? „Dzieli je wiek i odległość, ale łączy jedno – w tę Wigilię będą potrzebować prawdziwego cudu” – z opisu Wydawcy.

W książkach obyczajowych, dobrych książkach obyczajowych, lubię, gdy historie wzbudzają we mnie prawdziwe emocje. W trakcie lektury „A ja na Ciebie zaczekam” odczuwałam nostalgię, rozrzewnienie, zniecierpliwienie, sympatię i chwilami antypatię oraz ogromne zaciekawienie jak ta historia potoczy się dalej. Kordel zachwyciła mnie nietuzinkowymi wątkami, które rozwinęła nieszablonowo. Zachwycił mnie i motyw z portretem dziewczyny w granatowym płaszczu, i zbłąkany wędrowiec przemierzający ulicami Stolicy. A rozmowy z tajemniczym starszym panem przy stoliku w pijalni czekolady Wedla nadały całej fabule dodatkowego uroku.

Niby historia jakich wiele. Historia o więzi, mimo dzielących różnic, dzielących lat i dzielących kilometrów. Więzi, których szukamy czasem przez całe życie, lub które zrywamy czasem nawet nieświadomie. Nie o sam pomysł na fabułę tu chodzi. Raczej o nastrój, który w książce napawa optymizmem, pozwala oderwać się od codzienności i daje siłę by przeć na przód. O ten moment zadumy nad sobą, nad swoimi związkami, nad pojawiającymi się refleksjami o radości życia, o wartości bycia tu i teraz. Zostawienia za sobą wszystkich przykrych doświadczeń i poddaniu się dniu jutrzejszemu, który może przynieść wiele. Kordel umiejętnie w swych powieściach łączy te wszystkie elementy, które powieść obyczajową czynią niezwykle przyjemną w czytaniu. Do tego styl. Raczej niespieszny, jak to w tym gatunku i bardzo czarujący język. Święta tuż, tuż. Idealny prezent pod choinkę. Gorąco polecam!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Diabeł stróż” Marek Krajewski

DIABEŁ STRÓŻ

  • Autor: MAREK KRAJEWSKI
  • Wydawnictwo:ZNAK
  • Seria: EBERHARD MOCK (tom 11)
  • Liczba stron:440
  • Data premiery: 18.10.2021r.

Autora @krajewskimarek trzeba lubić czytać. Ja przygodę z nim zaczęłam od „Miasta szpiegów”, który mnie zachwycił na tyle, że oceniłam go 9/10😊. Należało się!!! Wolne Miasto Gdańsk opisane w 10 tomie serii o  Edwardzie  „Łyssym” Popielskim to prawdziwe mistrzostwo. Autor ma swój specyficzny styl przenoszący czytelnika w oddalone, zamierzchłe lata. Wszystko się zgadza. Sylwetki bohaterów, język, scenografia, szczegóły ubioru i tajniki ówczesnych metod śledczych. Do tego wspaniały literacki język, jak na filologa klasycznego przystało😉. Tym chętniej sięgnęłam po najnowszy tom serii o Eberhardzie Mocku pt. „Diabeł stróż”, wydany nakładem @wydawnictwoznakpl. Książka trafiła do mnie z lekkim opóźnieniem. I mimo, że premierę miała 18 października br., ja przeczytałam ją dopiero teraz.

Duszny, niemiecki Wrocław. Świat nielegalnych kasyn, prostytutek, morderców i śledczych, którzy stosują niestandardowe metody. Wrocławiem żądzą wszystkie te światy. Do tego magistrat, w którego skład wchodzą ludzie przekupni, trzymający władzę w wielu szeregach. W tej atmosferze lat trzydziestych ubiegłego wieku  radca kryminalny Eberhar Mock próbuje rozwikłać zagadkę śmierci urzędnika pocztowego Seppa Frömela i jego kochanki. Kochanki, którą Mock gościł w prezydium kilka dni wcześniej, a której nieznany sprawca poderżnął gardło w chwili, gdy jej niepełnosprawny syn Rolf uciekał przez okno. Śledztwo prowadzi Mocka w znane mu zaułki, gdzie panuje chaos, chciwość, dążenie do realizacji własnych, często niewybrednych potrzeb. W tym świecie nie każdy czuje się jak u siebie. Nie każdy. Ale Mock każdym nie jest.

Uwielbiam kryminały noir. Ciemne strony miasta zawsze mnie pociągały. Dodatkowo jestem fanką powieści w stylu retro. Mimo, że funkcjonowanie Abwehry, niemieckiego wywiadu dla mnie zawsze było zagadką, Krajewski dzięki stworzonej przez siebie postaci Mocka i wiernemu odwzorowaniu ówczesnego klimatu, przyciąga mnie do tej tematyki. Czytając perypetie Mocka widzę oczami wyobraźni jego rzeczywistość. Podążam wraz z nim ciemnymi zaułkami. Sam bohater trudno się nudzi. Mock jest wyjątkowy. Z jednej strony szarmancki, kulturalny, potrafiący właściwie traktować kobiety, swego czasu wyjątkowo aktywny donżuan. Z drugiej mściciel, stosujący niestandardowe metody śledcze, niepotrafiący się powstrzymać przed karami cielesnymi, czy nawet morderstwem dla słuszności sprawy. Taki bohater i antybohater w jednym. Uwielbiam skomplikowane postaci, gdzie nie wiadomo, czy tkwi w nich dobro, czy zło. Jak sam upominał go jego szef: „I niech się pan uspokoi po tych brawurowych akcjach. Dość huzarskich sztuczek. Ma pan swoje lata, już nie jest pan niesfornym młodzieńcem, któremu wszystko uchodzi na sucho, bo ma dobre wyniki. Szczęście nie będzie panu wiecznie sprzyjać, a w prezydium policji pracują nie tylko pańscy przyjaciele”.

Klimat opisany przez Krajewskiego jest unikatowy. Czytając moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Wątki poboczne splotły się w intersującą i barwną całość. Kobiety, jak zwykle u Krajewskiego pełne sprzeczności. Mężczyźni brutalni. Bardzo podobał mi się wątek z metodą Rolfa. Fantazja Autora nie zna granic. Nawet postać z pozoru nieciekawa może okazać się znacząca na tyle, by stać się przyczyną wielu zbrodni. Nie tylko zbrodni, również sentymentu Mocka. Aż dziw, że potrafi być sentymentalny. Styl Krajewskiego nie do podrobienia. Bardzo inteligentne fabuły, kwiecisty język, nieoczywiści bohaterowie. To jakby podróż w inny świat, nieznany świat, który odkrywa przed czytelnikiem swoje podwoje. Uwielbiam książki, które smakują jak wytrawny posiłek. Podoba mi się Mock w jego kolejnej odsłonie i czekam na kolejną. Polecam!!!

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

Recenzja premierowa: „Mistrzyni” Manuela Gretkowska

MISTRZYNI

  • Autorka: MANUELA GRETKOWSKA
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 256
  • Data premiery: 22.11.2021r.

Nieczęsto mi się zdarza wziąć do ręki książkę, w trakcie czytania innej😊, i przepaść. Dosłownie. Tak się zdarzyło z dzisiejszą premierą. Najnowszą książką @Manuela Gretkowska pt. „Mistrzyni”. Przeczytałam parę pierwszych stron i nie mogłam się od niej oderwać do samego końca. Uważam, że to najlepsza książka tej Autorki, którą przeczytałam, a już parę mam na swoim koncie. Dzięki @wydawnictwoznakpl poznałam Gretkowską trochę z innej strony. Frywolną, energiczną, idealnie komponującą multidialog i to z postaciami różnego pokroju, różnego pochodzenia. Styl nad style, nie do podrobienia.

A zapowiadało się tak niewinnie. Przecież to miała być tylko książka „(…)inspirowana życiem Lucyny Ćwierczakiewiczowej” (cyt. za: opis Wydawcy). Książka ujawniająca tajniki XIX Polski, XIX -wiecznej Warszawy. Świat bohemy, artystycznego świata, sufrażystek, brudu, nieczystości i licznych zabobonów. Polska sowietów. Jeśli jednak w tę Polskę, tę Warszawę wkracza postać nietuzinkowa, osoba Lucyny Ćwierczakiewiczowej, wszystko co mdłe, smutne, brudne zamienione zostaje w tęczowe kolory. Kolory życia.

(…) mądre ludzie są głupie. Głupie za to mądre, żeby sprawiedliwie na tym świecie było.” – „Mistrzyni” Manuela Gretkowska.

Lucyna Ćwierczakiewiczowa, najpierw rozwódka, potem samotna wdowa pochodząca z zacnej pruskiej rodziny von Bachmanów. Jak sama o niej pisze Autorka: „Pod koniec XIX wieku była bajecznie bogata, sławna. Nadal temperamentna, chociaż zaczynała siwieć, dość tęga i krzykliwa. Ludzie widzieli tylko jej wdowią czerń  i pieniądze”, których miała aż nadto i umiała się nimi dzielić. Dokładała do kwesty na Powązkach, wspierała samotne matki wychowujące często niechciane dzieci, żywiła studentów i biedaków, którym tylko głód wypełniał kuchnię. Pyszniąca się swoimi kucharskimi talentami organizowała sowite kolacje, obiady goszcząc po kilkanaście osób. Do tego zagorzała patriotka potrafiąca ostentacyjne opuścić nabożeństwo w katedrze lub przyjąć radzieckich oprawców, byle tylko pod pretekstem rodziny uwolnić Polaków z więzienia. Powtarzająca, że „Polska jest kobietą”, a trzy najważniejsze przykazania to „Oszczędność, czystość i praca…”. Wzór dla wielu gospodyń domowych, panien z towarzystwa i kobiet szlachetnie urodzonych. Znana przez wszystkich w Stolicy. Podróżująca drugą, lub jak była trzecią klasą. Wspierająca artystów, jednego nawet za bardzo😉, potrafiąca poradzić sobie nawet z trudną adoptowaną córką oraz gospodynią Felą, której bezpośredniość niejedną panią domu doprowadziła do rozpaczy. Kobieta ponadczasowa. Kobieta uważająca, że „Jak się ma smak, to we wszystkim.”. Kobieta nie przyjmująca do wiadomości porażki. Prawdziwa MISTRZYNI!!!

Gretkowska mistrzowsko zobrazowała temperament i osobowość Lucyny, nazywanej gdzieniegdzie Lucy. Pod wdowim welonem kryła się kobieta nieszablonowa, nie tylko na tamte, ale również na współczesne czasy. Kobieta edukująca i propagująca czystość oraz higienę. Dziennikarka mająca swoją cotygodniową rubrykę w gazecie, bijąca fortunę na swej popularności, której nie obca była ciężka praca oraz dobroczynność. Cały język, tempo, dialogi zostały napisane pod główną bohaterkę. W książce panuje lekki rozgardiasz, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. W rozmowach występują liczne wtrącenia, czasem wydające się przypadkowe, czasem jakby nieznaczące, co pobudzało moje „szare komórki” do ciągłego myślenia, by nadążyć nad wydarzeniami. Huragan w życiu Ćwierczakiewiczowej, musiał wywołać huragan na stronach książki. By powieść była prawdziwa, by była adekwatna.

Niezwykle pociągnął mnie ten styl, nie powiem. Dodatkowo szczegóły z życia Bacha, Sienkiewicza, Modrzejewskiej, czy choćby Olesia Głowackiego vel Prusa. Postaci widziane tylko oczami ich dzieł, nabrały nowych kolorów, nabrały jakby żywego ciała, czasem również ułomnego, jak innych. Postać Adama Konckiego dodała książce splendoru, tak samo jak wydarzenia, z którymi główna bohaterka musiała borykać się w przypadku swoich panien do towarzystwa. Niezwykle spodobał mi się wątek sufrażystek. I ten koniec, gdy jedna z bohaterek zwraca się do grona mężczyzn cytując samą Ćwierczakiewiczową „(…) kiedyś otworzymy te parasolki w waszych dupach”. Temat przewijający się przez całą prozę, a w sposób nienachalny, jakby na dokładkę, jakby dodatkowo. Taaaaak, uwielbiam mocne kobiece charaktery, choć w życiu obcowanie z taką osobą mogłoby być męczące. Za czym jeszcze i za kim goniła przez całe życie Ćwierczakiewiczowa musicie dowiedzieć się sami. Nie zwlekajcie. Książkę czyta się naprawdę szybko. Ekspansywny styl i energiczna główna bohaterka nie pozwolą Wam się nudzić.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Blisko, bliżej” Katarzyna Kubisiowska

BLISKO, BLIŻEJ

  • Autorka: KATARZYNA KUBISIOWSKA
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron:592
  • Data premiery: 21.10.2021r.

Książki niczego, ani nikogo nam nie zastąpią. Nie zastąpią samotności, pozwolą tylko zapełnić wolny czas. Nie wypełnią pustki, pozwolą nam tylko skupić myśli na czymś innym. Nie nauczą nas miłości, tego musimy doświadczyć sami. Nie zastąpią rozmowy z prawdziwym człowiekiem, wszak każdy jest nieodkrytą tajemnicą i niejeden raz nas zaskoczy przedstawiając swój, inny od naszego punkt widzenia. Książki mogą nam tylko wskazać kierunek, zmusić do zastanowienia, skłonić do rozważań o sprawach, o których nieczęsto rozmyślamy w gonitwie dnia, w ogromie naszych obowiązków. Do takich należy publikacja z 21 października br. wydana nakładem @wydawnictwoznakpl. Książka Katarzyny Kubisiowskiej „Blisko, bliżej” to zbiór spotkań, rozmów z wybitnymi osobami. Jednych znam bliżej, innych dopiero co odkryłam. Po przeczytaniu poprzedniej książki Autorki, wywiadu z Wojciechem Mannem „Głos” napisałam: „Inteligentna rozmowa z bardzo inteligentnym człowiekiem”. Z takim założeniem zabrałam się do czytania kolejnych rozmów. Tylko, czy słusznie?

(…) emocje są też źródłem zwyczajnej dobroci. Czasami chwila uwagi i słowo mogą zatrzymać człowieka na krawędzi dachu. Bez tych emocji bylibyśmy wypaloną planetą” – Krzysztof Krauze. „Talent odnaleziony” [w:] „Blisko, bliżej” Katarzyna Kubisiowska.

„Blisko, bliżej” Katarzyny Kubisiowskiej to zbiór wywiadów na różne tematy. Książka podzielona jest na dziesięć części, w których zawarto treści na ten sam wiodący temat. Od stosunku pytanych do natury, po rozumienie wolności, akceptację bądź nie przemijania. Z książki dowiemy się co Kasia Nosowska i inni myślą o nadziei, jak wybitni muzycy, pisarze, poeci traktują rodzinę. Co warto zachować od zapomnienia i jak rozumiemy miłość. Te wywiady powstawały z biegiem czasu, w roku 2012 i później, aż do 2021. Każda rozmowa opatrzona jest krótką notką biograficzną, z kim Kubisiowska akurat w tym momencie rozmawia. Książka obfituje w celne uwagi, istotne z perspektywy człowieka spostrzeżenia, skłania od refleksji w wielu miejscach. Zarówno Autorka, jak i bohaterowie trzymają bardzo wysoki poziom. Często Pytająca sprowadza uczestniczących w wywiadach na manowce, doprecyzowując pytania lub skupiając ich myśli na wątku pobocznym, o którym sami nie wspomnieli. To zebrane interesujące myśli w usystematyzowany sposób, by trafiły do nas, do jak najszerszego grona odbiorców.

Trzeba lubić rozmawiać, by czytać wywiady. Tematy są tak urozmaicone, że tylko nasza gotowość do podejmowania trudnych wątków, nawet z pozoru nas nieintersujących pozwoli nam cieszyć się z czytania. Pomogła mi też moja wrodzona zdolność do poznawania innych, do zanurzania się w ich perspektywę i ciekawość świata. Mimo, że niektórych bohaterów nie znałam, czytanie zbioru wywiadów Kubisiowskiej przyniosło mi wiele satysfakcji. Krauze wspaniale opowiadał o emocjach. Braunek o swojej długiej drodze poznawania siebie jako Wielkiej Tajemnicy. Brawurowo Mira Marcinów w „Mama mamy” przeniosła mnie w świat bezmatek, w relacje matki i córki, córki i matki. Zresztą o matkach przeczytałam jeszcze nie raz, chociażby w „Matka odchodzi” Marka Bieńczyka, czy Siostry Małgorzaty Chmielewskiej w „Siostra, matka, córka”.  Te różne perspektywy, różne doświadczenia pozwoliły mi nie raz lepiej zrozumieć, co dzieje się z nami, naszymi emocjami w konkretnych momentach naszego życia. Jak głęboko czasem trzeba sięgnąć by zrozumieć, by zacząć podążać w „stronę słońca” a nie trwać w „ciemności”.

Książkę czytałam z przerwami. Nie pochłonęłam jej w całości. Za dużo różnych tematów, za dużo myśli głównych, które nie chciałam by mi uciekły, by scaliły się w jedną całość. To wyjątkowe wydanie, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Jakiś ciekawy temat, intrygującą myśl, wyjątkowych ludzi. Książka szczególna, jak szczególny jest gatunek w którym została wydana. A Kubisiowska przechodzi samą siebie. To nie tylko wywiady z inteligentnymi ludźmi, to również wywiady z wyjątkowo inteligentną, oczytaną i wnikliwą dziennikarką, którą tak samo dobrze się czyta, jak samych wypowiedzi samych gości. Chapeau bas Pani Kasiu!!!

Moja ocena: 9/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Znak.

„Gdyby Nina wiedziała” Dawid Grosman

GDYBY NINA WIEDZIAŁA

  • Autor: DAWID GROSMAN
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery : 13.10.2021r.

Nie mogłam się doczekać, kiedy sięgnę do kolejnej premiery z 13 października br.😉. To oparta na faktach nowa książka Dawida Grosmana, pt. „Gdyby Nina wiedziała” wydana nakładem Wydawnictwa @Znak Literanova (imprint @wydawnictwoznakpl). Całkiem niedawno skończyłam czytać „Wchodzi koń do baru” (recenzja na klik). Ciekawą, intrygującą i pełną wzruszeń pozycję, do której na pewno kiedyś jeszcze wrócę. Z zaciekawieniem zaczęłam więc czytać „Gdyby  Nina wiedziała” czekając z niecierpliwością, czy i tym razem ten wybitny izraelski autor zahipnotyzuje mnie swoją twórczością jednocześnie umacniając swoją pozycję wybitnego pisarza w moim gwiazdozbiorze ulubieńców.

To nie tylko historia tytułowej Niny. To historia trzech kobiet, każdej z innego pokolenia. To historia Wery, która za swą miłość do męża została skazana na pobyt w obozie reedukacyjnym dyktatora Tito. To historia jej córki Niny, która opuszczona  w jednej chwili przez ojca i matkę, rozpoczęła swój żywot sześcioletniej dziewczynki na ulicy. I jest to historia Gili, wnuczki pierwszej, a córki drugiej, która porzucona jako trzy i półletnie dziecko stara się odnaleźć swoją tożsamość, swoją przynależność. Jest to też wzruszająca historia Rafiego, pasierba Wery, zachowanego przez całe życie w Ninie i ojca Gili. To ojcostwo i ta miłość go ukształtowały.

…………..

Tak. Kompletnie nie wiem od czego zacząć. Od czego zacząć moje przemyślenia na temat tej książki. Chciałabym wykrzyczeć: PRAWDZIWE ARCYDZIEŁO!!! I chciałabym, by w tym słowie zawarte zostało wszystko.

Nie wiem, czy da się otrząsnąć z tej historii, notabene opartej na prawdziwych wydarzeniach. Od tego dylematu, czy wybrać prawdę, czy walkę o własne dziecko. Od tych krzywd wyrządzonych przez system i od tych konsekwencji własnych decyzji. Los jest przewrotny. Wielu nie oszczędza. Każde cierpienie jest skutkiem czegoś, jednocześnie będąc sprawstwem czegoś. Historia opisana przez Grosmana jest unikatowa. To jakby balansowanie między trzema żywotami, żaden z nich nie jest ważniejszy, ciekawszy. Każdy wnosi coś do życia drugiego. To opowieść nostalgiczna, owiana tęsknotą za czymś co minęło, bo „przeszłości nie da się naprawić” – jak mawiała Wera. Z tą przeszłością trzeba umieć żyć i stawiać kolejne kroki naprzód. Dużo w treści jest o przebaczeniu, o pogodzeniu się z losem, o odkrywaniu siebie na nowo szczątkowo w osobie matki, w osobie babci. Z niecierpliwością zaczytywałam się w tych losach, nieubarwionych przez Autora, nie bo po co. Grosman przechodzi z jednej prawdy do drugiej, weryfikuje jedną półprawdę i każde kłamstwo, nic nie jest przez niego zapomniane, o niczym nie milczy, nic nie pomija. „Gdyby Nina wiedziała” potwierdza, że Grosman do wybitnych powieściopisarzy współczesnych należy. Możliwe, że to przyszły Noblista, o którym usłyszymy jeszcze nie raz.

To studium kobiet i ich losów w trudnych zawieruchach dziejów, gdy jeden człowiek potrafił zniewolić prawie cały kraj. To studium Wery, Niny i Gili, których łączy wiele, a dzieli prawie wszystko. Sięgnijcie po ten egzemplarz, który otwiera oczy na świat, całkiem inny świat.

Moja ocena: 10/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

„Legendarne kradzieże” Soledad Romero Marino, Julio Antonio Blasco

LEGENDARNE KRADZIEŻE. NA TROPIE NAJWIĘKSZYCH ZŁODZIEI W HISTORII ŚWIATA.

  • Autor:SOLEDAD ROMERO MARINO, JULIO ANTONIO BLASCO
  • Wydawnictwo:ZNAK EMOTIKON
  • Liczba stron:64
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Od jakiegoś czasu Wydawnictwo Znak zaczęło wydawać przepiękne picturebooki. Oprócz interesującej treści uwagę zwraca w nich niezwykle staranne wydanie. Jedną z pozycji, która zwróciła moją uwagę były „Legendarne kradzieże”.

Książka ta zawiera opowieści o najciekawszych włamaniach w historii świata. Oprócz ciekawostek, szczegółów dotyczących czasu i miejsca zdarzenia, jest też opisany jego przebieg i toczące się po włamaniu śledztwo. W środku znajdziemy także informacje na temat tego, czy sprawca został ujęty i jeśli tak, to w jaki sposób został ukarany. Oprócz ciekawej treści książka jest też świetnie zrealizowana pod względem graficznym. Jej strony stylizowane są na strony z gazet, dzięki czemu możemy mieć poczucie, że oglądamy wycinki autentycznych artykułów, a opisywane wydarzenia nabierają większej realności.

Gorąco polecam Wam tę pozycję. Ja, razem z moimi dziećmi, bawiłam się przy niej świetnie. Może stanowić ciekawy wstęp do długi rozmów na temat sprawiedliwości, dobra i zła, itp., ale przede wszystkim pozwala miło spędzić wspólnie czas.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon.

„Ćwiartka Szymborskiej, czyli lektury nadobowiązkowe. Wybór Jacek Dehnel” Jacek Dehnel, Wisława Szymborska

ĆWIARTKA SZYMBORSKIEJ, CZYLI LEKTURY NADOBOWIĄZKOWE. WYBÓR JACEK DEHNEL

  • Autorzy: JACEK DEHNEL, WISŁAWA SZYMBORSKA
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 501
  • Data premiery: 13.10.2021r.

Felietony wręcz ubóstwiam 😊. Stuhr, a właściwie obaj, Nosowska, Czubaszek, Mann mają w moim sercu swoje miejsce. Wiele z felietonów mnie bawiło, wiele smuciło, o wielu mogłabym napisać, że mogłyby wyjść spod mego pióra, gdybym tylko miała trochę talentu w tej dziedzinie😉. Ale felietonistki w osobie Wisławy Szymborskiej nie znałam. Dzięki Wydawnictwu @wydawnictwoznakpl i wyborze felietonów o książkach Jacka Dehnela mogłam zanurzyć się w nową odsłonę naszej słynnej Noblistki. Mimo, że pierwsze wydania „Lektur nadobowiązkowych” sięgają lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, wstyd się przyznać, ja z nimi zetknęłam się dopiero przy okazji premiery z 13 października br. pt. „Ćwiartka Szymborskiej, czyli lektury nadobowiązkowe. Wybór Jacek Dehnel”. Zetknęłam….i przepadłam. Przeczytałam od „deski do deski” wszystkie sto pięćdziesiąt artykułów i nie żałuję, ani jednej chwili spędzonej z tą książką.

Faktycznie, Szymborska czytała wszystko. Czytała ze wrodzonej sobie ciekawości świata, jak i z potrzeby serca i czystego zainteresowania tytułem. Żadna z pozycji, o której pisała Szymborska i którą Jacek Dehnel zawarł w  publikacji, nie przeszła przez moje ręce. Do tej pory nie ciekawiły mnie tematy podjęte w takich tomach jak: „Warszawski balet romantyczny (1802-1866)”, „Polak statystyczny”, „Słownik języka łowieckiego”, „Zioła lecznicze. Historia, zbiór i stosowanie”, „Terrarium” 😉, „Historyczny rozwój odzieży”, czy chociażby „Głosy zwierząt. Wprowadzenie do bioakustyki”. Na szczęście ciekawiły Wisławę Szymborską. Dzięki pierwotnej wnikliwości potrafiła każdą czytaną książkę zamienić w ciekawy felieton, inteligentną opowieść liczną w anegdoty, odniesienia do otaczającego ją świata, czy w interesujące spostrzeżenia i refleksje. To że poetką wielką była, to już wiemy. Była też wybitną felietonistką, która nawet z „Gimnastyki dla kobiet w ciąży i połogu”, czy „Warzyw mało znanych” potrafiła napisać krótką historię, w której tyle kokieterii, co trafnych obserwacji. A takie felietony czyta się najlepiej.

Kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Felietony Szymborskiej całkowicie mnie zaskoczyły i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Sam Jacek Dehnel wprowadził mnie już w dobry nastrój analizując znaczenie felietonów, styl pisania poetki, czy podjęte tematy. Zawarte w antologii rozważania zaprezentowane zostały chronologicznie, począwszy od daty najstarszych wydawnictw z roku 1967, aż do książki wydanej w 2001 roku. Treści w nich zawarte dotyczą innych czasów, innej historii. Niektóre przeszły przez cenzora, inne wydano w burzliwych latach dziewięćdziesiątych, a jeszcze inne, gdy Krakowski Rynek pełen koloru, śmiechu, ludzi zachwycał wszystkich odwiedzających, w czasach nowego tysiąclecia. Szymborska pełna polotu potrafiła zaciekawić mnie refleksją nawet o tapetowaniu, czy o urządzaniu terrarium, lub co gorsza aquaterrarium. Dzięki niej poznałam wiele ciekawych faktów. Ot chociażby, że w holenderskim miasteczku Oudewater była miejska waga, na której ważono kobiety oskarżone o czary, które podobno miały być lżejsze niż wskazywały na to ich postury. Na szczęście rządzący gminą zawsze wydawali certyfikat, że kobiety ważą wystarczająco. Uff. Przynajmniej gdzieś w Holandii polowanie na czarownice nie było priorytetem.  Z zaskoczeniem przeczytałam, że tak naprawdę było siedem Kleopatr, a ta którą my znamy, jest właśnie tą siódmą, ostatnią. O decyzjach matrymonialnych nie wspomnę, za to głębokie ukłony w stronę Autorki felietonów za prześmiewczy sposób omówienia tego tematu.  Naprawdę warto było przeczytać. Takich wartych do przeczytania opinii jest w książce mnóstwo. Niech nie zrazi Was ilość stron. Felietony są krótkie, maksymalnie na dwie strony. Dodatkowo każdy zaczyna się od nowej strony, więc wolnego miejsca jest sporo. Ja z rozkoszą poświęciłam na tę pozycję dwa wieczory.

Oprócz licznych ciekawostek dowiedziałam się też sporo o samej Szymborskiej. Tak jak i ona, dobrze, że nie okazałam się jedyną, kompletnie nie rozumiem, o co w operach chodzi i kto do kogo śpiewa, a tym bardziej dlaczego śpiewak sześćdziesięcioletni nazywany jest „pięknym młodzieńcem”. Wrrr. Poznałam Szymborską trochę od kuchni. O dziwo nie spodobał jej się gabinet figur woskowych, w przeciwieństwie do egipskich mumii. Refleksyjnie odebrałam jej opowieść o wielu nieodbytych spotkaniach z Wielkim Poetą, Czesławem Miłoszem. Czasem był tak blisko, prawie na wyciągnięcie ręki, a jednak na to spotkanie musiała czekać latami. Zaskoczył mnie felieton o „sobie samej”. Mistrzowsko Szymborska odegrała autorkę publikacji, o której pisała oraz siebie samą, jako tą, która dzieliła się swoimi spostrzeżeniami co do treści zawartych w „Lekturach nadobowiązkowych”.

Długo mogłabym się zachwycać nad jakością i wartością tego zbioru. Osobiste rozważania Szymborska ujęła nad wyraz inteligentnie, z licznymi spostrzeżeniami, dygresjami, uwagami. O jej kunszcie świadczy to, że nawet nieprzychylna opinia napisana jest ze swadą, dalekosiężnością i niezwykłym polotem. Pewne spostrzeżenia okazały się ponadczasowe, mimo upływającego czasu. Do tego piękny literacki język, niezwykłe zwroty i dawno zapomniany styl. Styl, który otwiera nam oczy i poszerza nasze horyzonty. Ciekawi jesteście, co Szymborska miała na półkach? Mam nadzieję, że tak. Udanej lektury!!!

Moja ocena: 9/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Znak.

„Wchodzi koń do baru” Dawid Grosman

WCHODZI KOŃ DO BARU

  • Autor: DAWID GROSMAN
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 220
  • Data premiery w tym wydaniu: 13.10.2021r.
  • Data pierwszego wydania polskiego: 18.05.2016r.

Polska oszalała na punkcie kryminałów. To fakt. Ja również nie jestem daleka od fascynacji tym gatunkiem, wyjątkowo hołubiąc naszych rodzimych pisarzy. By zachować jednak pewien balans w gatunkach literackich i od nowa zachwycać się aktualnie mniej popularnymi gatunkami, sięgam od czasu do czasu do literatury pięknej. Jak na razie moja recenzencka przygoda z literaturą piękną kończy się wysoką oceną.

Tym razem na warsztat czytelniczy wzięłam książkę Dawida Grosmana, , która uhonorowana została Nagrodą Bookera, o przewrotnym tytule „Wchodzi koń do baru”. 13 października br. miała premierę nowa publikacja tego wybitnego izraelskiego autora pt. „Gdyby Nina wiedziała”. Przy tej okazji Wydawnictwo @Znak Literanova (imprint @wydawnictwoznakpl) wznowiło poprzednią książkę Grosmana. Nie ukrywam, że sam tytuł już mnie zaintrygował. Oczami wyobraźni widziałam tego konia wchodzącego do baru😊. Niewiele się pomyliłam, gdyż książka to współczesny stand – up, a czytelnik odgrywa rolę widza. Czy książka zaciekawia tak samo jak jej tytuł? Przeczytajcie recenzję, by się dowiedzieć😉.

Wszystko dzieje się w czasie rzeczywistego występu stand – upowego. Na scenie pięćdziesięciosiedmioletni Dowale G. Widownia bardzo urozmaicona, małżeństwa z dłuższym stażem, motocykliści, grupa młodych mężczyzn, pewnie wojskowych na przepustce i ona, karlica z przeszłości. Gościem honorowym jest kolega z przeszłości, sędzia w stanie spoczynku, zaproszony przez artystę, zaproszony po kilkudziesięciu latach, w trakcie których mężczyźni nie mieli ze sobą kontaktu. Jak to w stand-upie, występujący wywołuje salwy śmiechu, odgrzebuje stare kawały, nabija się z widzów zwracając się bezpośrednio do nich i prowadzi swoistego rodzaju grę. Grę, w trakcie której jedni czują współczucie, inni gniew, a jeszcze inni niesmak. Czy występ był udany? Jaki będzie jego finał?

Z ogromnym wyczuciem, konsekwencją i mistrzowskim piórem Grosman stworzył bohatera zranionego. W wybitny sposób skonstruował fabułę. Aktualny występ stand-upowy poprzerywał wydarzeniami z przeszłości, opowiadanymi w formie anegdoty przez Dowale G., jak i występującymi we wspomnieniach zaproszonego sędziego, kolegi z przeszłości artysty, z okresu gdy obaj mieli po czternaście lat. To sędzia jest narratorem. Jego narracja pierwszoosobowa jest bardzo intymna, dzięki niej dostrzegamy inne istotne aspekty, które ukształtowały Dowale G. To historia wielowymiarowa. Zranione uczucia, niezabliźnione rany, zmory z dzieciństwa, wstyd i gorycz, matka, która przeżyła Holokaust i ojciec, z jednej strony wspierający, z drugiej tylko wymagający. To historia Izraela z jego najbardziej traumatyczną historią w tle. Komik na scenie momentami zmienia się w tragikomika. Stand-up zamienia się w spowiedź. Spowiedź, która sieje ziarno wśród publiczności i czytelnika, a potem zbiera żniwo w postaci współczucia, nostalgii, niezgody na to, co się zdarzyło w przeszłości, na to, co nie zostało uniknięte, na ten ból i cierpienie człowieka.

Dawid Grosman na dwustuczterdziestu stronach, w fabule opartej na jednym wieczornym występie komika dokonał rozrachunku. Rozrachunku życia, które nie potoczyło się tak jak powinno. Życia, w którym niezrozumienie otoczenia, niechęć i brak zrozumienia pozostawiły liczne, niezabliźnione rany, skazy jątrzące się każdego dnia i krwawiące w najmniej oczekiwanym momencie. Ten monodram zachwyca swoją szczerością, brutalnością i niepokojem, co z tego, co już w przeszłości, wróci w teraźniejszości. Wielki szacunek dla Autora za tak skonstruowaną powieść. Powieść o życiu, w każdym jej wymiarze. Książka zawiera bardzo głęboką treść, która pozostawiła mnie w smutku i zadumie. Zadumie nad człowieczeństwem i nad tym, gdzie się tak naprawdę ono zaczyna i dlaczego czasem kończy.

Moja ocena: 9/10

Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki.