„Zaginiona siostra” Lucinda Riley

ZAGINIONA SIOSTRA

  • Autor: LUCINDA RILEY
  • Seria: SIEDEM SIÓSTR (TOM 7)
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:672
  • Data premiery: 02.06.2021r.

Jakoś tak się złożyło, że wśród nieopublikowanych jeszcze opinii o czerwcowych premierach, oprócz zrecenzowanej już wczoraj „Kwestii winy” Małgorzaty Rogali, znalazła się też kolejna z mojej ulubionej serii, a mianowicie 7 tom „Siedmiu sióstr” Lucindy Riley. Książkę przeczytałam niedługo po premierze, ale emocje mi towarzyszące i związane z tym okoliczności sprawiły, że potrzebowałam trochę czasu, żeby móc napisać recenzję. I jak to często bywa upłynęło go sporo więcej niż zakładałam.

Lucinda Riley to brytyjska pisarka pochodzenia irlandzkiego. W dzieciństwie dużo podróżowała, głównie na Bliski Wschód. Po przeprowadzce do Londynu została aktorką, grała w filmach, telewizji i teatrze. Jako pisarka zadebiutowała w 2011 roku „Domem orchidei”. Jej książki podbijały listy bestsellerów i serca czytelników, ale najwspanialsza chyba jest seria „Siedem sióstr”. Opowiada o adoptowanych przez tajemniczego Pa Salta siostrach. Choć urodziły się na różnych kontynentach wychowały się w bajecznej posiadłości na prywatnym półwyspie Jeziora Genewskiego. Adopcyjny ojciec nadał im imiona 7 Plejad. Po swojej śmierci każdej z nich zostawił list i dane geograficzne mogące pomóc im odkryć własne korzenia. I tak każda z sióstr udaje się w podróż w poszukiwaniu swojej drogi.

7 tom z założenia miał być zamknięciem całej historii, opowieścią o siódmej, zaginionej siostrze, której jako jedynej nie udało się Pa Saltowi odnaleźć. Jednak w okolicy premiery, ku radości czytelników, okazało się, że będzie ósmy, dodatkowy tom, gdyż w liczącej aż 672 tomy historii nie udało się autorce wyjaśnić i zamknąć wszystkim wątków. Osmy tom miał zawierać historię Pa Salta i wyjawić tajemnice z jego przeszłości. Z tym większym niedowierzaniem i smutkiem przyjęłam informację, że 11 czerwca po długiej chorobie zmarła Lucinda Riley. To bez wątpienia niepowetowana strata dla literatury. Ogromny smutek. Małym okładem na serce czytelników okazała się informacja, że ósmy tom jednak się ukaże, gdyż ukończy go na podstawie zapisków autorki jej syn. Także tajemnice adopcyjnego ojca i jego siedmiu córek zostaną wyjaśnione.

„Zaginiona siostra” jak sama nazwa wskazuje ma wyjaśnić zagadkę 7 siostry. Po śmierci ojca każda z sióstr poszła w swoją stronę i odnalazła swoje korzenie i własną drogę w życiu. Jednak nadal nie wiadomo kto jest siódmą siostrą, gdzie jest i co się z nią dzieje. Po roku od śmierci Pa Salta siostry D’Apliese przygotowują się do rejsu po Morzu Egejskim, by złożyć wieniec w miejscu, gdzie spoczął ich ojciec. Niespodziewanie prawnik rodziny podaje im imię i adres dziewczyny, która najprawdopodobniej jest ich Zaginioną Siostrą. Kobiety spotykają się z nią, lecz okazuje się, że tylko jej matka Mary McDougal może potwierdzić czy dziewczyna naprawdę jest ich siostrą. Kobieta jednak po śmierci męża wyruszyła w podróż dookoła świata. Maja, Ally, Star, CeCe, Tiggy i Elektra kolejno przemierzają pół świata – od Nowej Zelandii, przez Toronto, Londyn, Prowansję, aż po Dublin by spotkać się z kobietą i zyskać pewność co do siódmej siostry. Kobieta jednak ciągle wymyka im się z rąk, wszystko wskazuje na to, że wcale nie chce być odnaleziona… Czy siostrom uda się rozwiązać zagadkę Merope?

Powieść jak zwykle przeczytałam z zapartym tchem, jej klimat, styl, język tak jak w całej serii jest niepowtarzalny. Tym razem jednak historia nie skupia się tylko na jednej bohaterce, a pokazuje kolejno dalsze losy sióstr, bowiem kolejno biorą one udział w poszukiwaniach. Z wielką radością przywitałam się więc ze znanymi i lubianymi bohaterkami. Powieść składa się z kilku części, jedna z nich pokazuje losy Merry, która po śmierci męża, wyruszeniu w podróż i pojawieniu się tajemniczych kobiet czuje, że nadszedł czas, by wreszcie zmierzyć się przeszłością. Zagłębia się więc w lekturę dziennika, który ma od dawna, a my mamy okazję poznać historię Nualii, która przenosi nas do Irlandii 1920 roku. Przedstawione przed autorkę historia i na poziomie współczesnym i tym z przeszłości jest jak zwykle niezwykle fascynująca. Całość czytała z zapartym tchem. Każdy tom utwierdza mnie w tym, że „Siedem sióstr” to jedna z moich ulubionych serii, wyjątkowa, klimatyczna i pełna uroku. Ogromnie się cieszę, że będzie jeszcze 8 tom, który mam nadzieje odpowie na pytania, które tu się pojawiły. A co potem? Cóż, chyba nie pozostanie mi nic innego jak zacząć przygodę z Siedmioma siostrami od nowa:) Co i Wam gorąco polecam, zwłaszcza tym, którzy nie mieli okazji zaznajomić się jeszcze z tą serią.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Kwestia winy” Małgorzata Rogala

KWESTIA WINY

  • Autor: MAŁGORZATA ROGALA
  • Seria: AGATA GÓRSKA I SŁAWEK TOMCZYK (TOM 8)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery:02.06.2021r.

Przyznałam Wam się już jakiś czas temu, że ciągle mam spore zaległości czytelniczo-recenzenckie, co się trochę z tego wygrzebię, to znowu pojawia się mnóstwo nowości i zaległości powstają po raz kolejny. Czerwcowych premier zrecenzowałam już sporo, ale jakimś ogromnie niedopuszczalnym zaniedbaniem doszło do tego, że najnowsza powieść jednej z moich ulubionych autorek, ciągle zrecenzowana nie została, mimo że przeczytałam ją zaraz po otrzymaniu. Zaniedbanie to jest tym większe, że powieść ta jest kolejnym, ósmym już tomem jednej z moich ulubionych serii. Mowa oczywiście o „Kwestii winy” Małgorzaty Rogali i serii o Agacie Górskiej i Sławku Tomczyku. Ale jak to mówi przysłowie „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” niedopatrzenie to pozwoliło mi po raz drugi, aktualnie, zanurzyć się w świat bohaterów i przypomnieć sobie, co się u nich wydarzyło. Jeżeli jesteście tego ciekawi zapraszam Was, już bez zwłoki, do przeczytania recenzji.

Jakub Drzewiecki, policjant drogówki, zostaje kilkukrotnie pchnięty nożem niedaleko swojego domu. Przy ciele sprawca zostawia figurkę Lego. Na miejsce przyjeżdżają Tomczyk i Gniewosz, którzy próbują znaleźć mordercę. Tydzień później w warszawskich parku właściciel agencji reklamowej Hubert Kamiński zostaje zaatakowany szklaną butelką. Górska i Chudy przy zwłokach znajdują miniaturową futbolówkę. Czy to możliwe, że te dwie sprawy są ze sobą powiązane? Czy policjanci złapią sprawcę, bądź sprawców.

Ogromnie cieszyłam się na kolejne spotkanie z moimi ulubionymi bohaterami. Przystępując do lektury zostajemy ich kilka lat później niż w zakończeniu poprzedniego tomu. Można powiedzieć, że dojrzeli, okrzepli, mają unormowane życie osobiste, są rodzicami. Są bardziej wyważeni, spokojniejsi, mądrzejsi, choć z drugiej strony to Ci sami świetni bohaterowie. Moje serce skradli też Jaś i Małgosia, którzy stali się pretekstem do zwrócenia uwagi na to jak niełatwe czasami bywa rodzicielstwom, ale jednocześnie jest jedną z najlepszych rzeczy, która może nam się w życiu przytrafić. Oczywiście jak to u autorki, zwłaszcza tej serii, bywa, oprócz zagadki kryminalnej jest też mocno zarysowany problem społeczny, tło obyczajowe i psychologiczne. Tym razem pani Małgorzata zwraca uwagę na niezwykle istotny problem dotyczący pomocy domowej, Bardzo często jest tak, że sprawca na zewnątrz robi zupełnie inne wrażenie i ofiara boi się przyznać i walczyć o swoje ze strachu o to, że nikt jej nie uwierzy. Bardzo podoba mi się, że autorka porusza tak ważne, choć i trudne tematy. Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie , świetny styl, błyskotliwe dialogi, celne spostrzeżenia to wszystko sprawia, że trudno się od książki oderwać, a po jej zakończeniu już tęsknię za bohaterami.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU Czwarta Strona i autorce

.

„Rebeka” Daphne du Maurier

REBEKA

  • Autorka: DAPHNE DU MAURIER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 14.10.2020r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.01.1960r.

 „(…) Coś z początku, coś z końca”- jak to śpiewał Michał Bajor w piosence pt. „Taka miłość w sam raz”. Ostatnio udaje mi się zastosować tę zasadę w pisaniu i publikowaniu recenzji. Premiery z bieżącego roku przeplatam co rusz książkami, które udało mi się nadrobić z poprzedniego roku lub nawet wcześniej😉.  Każdą wolną chwilę przeznaczam na czytanie, nadrabianie i publikowanie. Te zaległości, o czym pisałam przy okazji niedawnej recenzji do „Czy już zasnęłaś” (recenzja na klik), okazują się miłym zaskoczeniem, co potwierdza, że do zaplanowanych do przeczytania książek warto wracać. Czy „Rebeka” Daphne du Maurier wznowiona przez @WydawnictwoAlbatros w roku 2020r. również okazała się strzałem w dziesiątkę? Przy okazji muszę zapytać, oglądaliście film z Lily James, Armiem Hammerem i Kristin Scott Thomas dostępny na platformie Netflix od  21 października 2020r.? Ja do tej pory go omijałam. Po prostu nie lubię zaczynać ekranizacją nie znając literackiego pierwowzoru. Jestem już po lekturze książki, więc….Netflix nadchodzę😊!!!

Fabuła kręci się wokół tytułowej Rebeki de Winter, pierwszej żony Maxima de Winter właściciela przepięknej posiadłości Manderley. Zmarłej tragicznie w wyniku wypadku podczas żeglowania przed rokiem. O Rebece zaczynamy dowiadywać się, gdy Maxim de Winter podczas pobytu w Monte Carlo poznaje uroczą, młodziutką towarzyszkę Pani van Hopper. Na tyle uroczą, że po rocznym wdowieństwie postanawia się jej bezzwłocznie oświadczyć. Po ślubie nowa Pani de Winter wraz z mężem wraca do rodzinnego Manderley, gdzie duch zmarłej niedawno żony Maxima zaczyna krążyć wokół życia nowożeńców, w każdym ich dniu Rebeka, mimo, że pozostająca już w strefie wspomnień, staje się coraz istotniejsza, coraz ważniejsza. Czy miłość młodej Pani de Winter zwalczy obecność jej poprzedniczki? Czy to tylko kwestia czasu, gdy Rebeka zawładnie Maximem na nowo, po raz drugi?

Klasyka w najlepszym wydaniu!!!

No czegóż innego można się było spodziewać po powieści wydanej po raz pierwszy w roku 1938 przez angielską pisarkę pochodzącą z rodziny artystycznej Daphne du Maurier!!! Autorkę wielu udanych publikacji, które zainspirowały m.in. Alfreda Hitchcoca do nakręcenia oskarowych „Ptaków”, które Maurier wydała pod tym samym tytułem (źródło: Daphne du Maurier). Styl iście staroangielski, przepiękne zapierające dech w piersiach opisy. Strona po stronie zanurzałam się w opowieść, w której odkrywałam „zdziczałe leśne rośliny”, które „wpełzały w całej swej brzydocie na soczystą trawę”. W której „rosły pokrzywy, przednia straż armii dżungli”. W której czytałam o „jaskrawym słońcu i czystym niebie”. Ach, cóż za piękny literacki język! Cóż za piękne opisy godne książki sprzed osiemdziesięciu lat! Do tego wspaniały styl godny ówczesnych czasów, wywarzone dialogi, typowo angielska wstrzemięźliwość i formy komunikacji właściwe dla klasy, w której osadzona została akcja.

Konstrukcja książki składa się z dwudziestu siedmiu rozdziałów. Pisana jest z perspektywy młodej Pani de Winter, praktycznie bezimiennej narratorki. Jakby autorka chciała zaznaczyć, że jej imię jest mniej ważne od imienia jej poprzedniczki, Rebeki, że to Rebeka była słońcem wokół którego orbitował Maxim, że to ona była sensem jego życia. Mimo tego z rozterkami i dojrzewaniem narratorki bardzo się utożsamiałam. Trudne początki zawiodły młodą żonę w miejsce, w którym nagle stała się bardziej odważna, bardziej świadoma swoje roli w domu, w którym przestała już rządzić wszechwładna, demoniczna gospodyni Pani Danvers (à propos szkoda, że ta bohaterka w trakcie książki trochę straciła na wyrazistości). Z postaci kobiecych najbardziej spodobała mi się postać byłej pracodawczyni Pani van Hopper. Kojarzy mi się z postacią Hiacynty Bucket (w oryginale Hyacinth) z brytyjskiego serialu telewizyjnego „Co ludzie powiedzą”, dla której przede wszystkim ma znaczenie z kim jest, będzie i była widziana, w jaki sposób nakryła do stołu i przyjęła gości, ilu brytyjskich książąt, lordów i milordów spotkała na swojej drodze, nawet w trakcie zwiedzania angielskich zamków i pałaców. Van Hopper jest do niej bardzo podobna. Mimo, że jest postacią poboczną i nieistotną przywołała na mej twarzy niejednokrotnie uśmiech swymi absurdalnym zachowaniem, niestosownymi uwagami, czy ciągłym udawaniem kogoś, kim nie jest i do kogo nawet nie może się zbliżyć. To najbardziej wyrazista postać tej książki. Zawiódł mnie całkowicie Maxim. Jako główna postać męska za mało miał w sobie werwy i charakteru. Momentami wzburzony potrafiący zachować się nieadekwatnie do sytuacji w większości takie „ciepłe kluchy”. Snujący się po swoim życiu, w którym jego żona o połowę młodsza zaczyna mieć większe znaczenie.  Jej uwagi stają się bardziej celniejsze, decyzje trafniejsze a zachowanie bardziej odpowiednie. Powieść miała jednak na celu uwypuklenie postaci kobiecych. Zdaje się, że to był celowy zabieg du Maurier, by pokazał mężczyzn w sposób trochę bardziej karykaturalnie, trochę bardziej osłabionych. Wszak tytułowa bohaterka i młoda narratorka są kobietami, dlatego czytając poznajemy kobiecy punkt widzenia sprzed kilkudziesięciu lat.

Nie ukrywam, że lektura wymaga od czytelnika „otwartej głowy”. Możliwe, że niektórych dręczyć będą zachowania nowej Pani de Winter, takiej trzpiotki przez ponad połowę książki, irytować będzie Maxim, czy doprowadzać do szału sposób prowadzenia śledztwa. Drogi przyszły Czytelniku, warto byś pamiętał, że powieść pisana była w epoce, gdzie kobietom trudno było dopchać się do świata mężczyzn, gdzie sama ich rola w różnych śledztwach czy kryminalnych wydarzeniach była spychana na margines, a zdobycie jakichkolwiek rzetelnych informacji jak wygląda praktyka graniczyła z cudem. Pamiętaj, że to czasy, gdy kobiety nawet nie miały w niektórych krajach prawa głosu!!! Wymagania, co do rzetelności, prawdziwości, czy skrupulatności pewnych opisanych zdarzeń powinny być adekwatne do sytuacji. Ja w taki sposób do tej powieści podeszłam. Dlatego oceniam ją bardzo wysoko, stosownie do czasów, w których powstała, bo jak na te czasy jej styl, forma, język i ogromna jakość opisów przyrody czy architektury zasługuje na moje wysokie  uznanie. Do tego odważna fabuła i ciekawy punkt widzenia, w którym tajemnice, niedopowiedzenia i widmo Rebeki okazują się pierwszoplanowe. Jeśli potrzebujecie odpoczynku od thrillerów, kryminałów i książek sensacyjnych to koniecznie sięgnijcie po tę pozycję. Przeżyjcie życie de Winterów, życie nie całkiem kolorowe, nie całkiem jak z bajki.  

Moja ocena 9/10.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwo Albatros.

„Odnajdę Cię” Camilla En

ODNAJDĘ CIĘ

  • Autor:CAMILLA EN
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Liczba stron:288
  • Data premiery:19.05.2021r.

Camilla En to polska, pochodząca z Sierpca, mieszkająca obecnie w Holandii, autorka. Debiutowała w 2019 roku powieścią „Zaopiekuj się mną”. Ponieważ nie miałam wcześniej okazji zapoznać się z jej twórczością, zdecydowałam się na lekturę najnowszej powieści. Czy żałuję tej decyzji?

Anna i Grzegorz. Ona tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie, dodatkowo wikła się w romans. On jest w niesatysfakcjonującym go związku, w którym brak porozumienia. By coś zmienić podejmuje pracę za granicą. Bohaterowie krążą obok siebie, by prawie pod koniec połączyć swe losy. Czy jednak to co się między nimi zrodziło ma szansę na przetrwanie?

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, naprzemiennie z punktu widzenia Anny i Grzegorza. Przez długi czas ich losy toczą się obok siebie, każde boryka się ze swoimi problemami, poczuciem samotności, potem długo wokół siebie orbitują, rozmijając się, by prawie pod koniec zetknąć się ze sobą. O ile sama akcja nie była wielkim zaskoczeniem, o tyle zakończenie zadziwia, jest niespodziewane i można by powiedzieć urwane. Być może zapowiada ciąg dalszy…. Ja lekturę oceniam dość przeciętnie, bohaterowie byli nijacy, historia nie zapada w pamięć. Można ją przeczytać dla relaksu, bo jest dosyć krótka i lekko napisana, natomiast nie mogę powiedzieć, żeby wzbudziła we mnie jakieś większe emocje.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KOBIECEMU.

.

„Zanim Cię zobaczę” Emily Houghton

ZANIM CIĘ ZOBACZĘ

  • Autor:EMILY HOUGHTON
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:382
  • Data premiery:30.06.2021r.

„Zanim Cię zobaczę” Emily Houghton to kolejna książka, którą przeczytałam na wakacyjnym wyjeździe. Jest to debiut aktorki, więc podchodziłam do niej zs dystansem. Zgodnie z zapowiedziami na okładce książka jest pełną emocji opowieścią o miłości dla wielbicieli „Zanim się pojawiłeś” i „Gwiazd naszych wina”. Ponieważ przy tej pierwszej zarwałam noc, wylewając podczas lektury morze łez, trochę bałam się po nią sięgnąć:) Odleżała chwilę na półce i pojechała ze mną na wakacje. Tam był spokój, cisza i odpowiednie warunki by delektować się książką. Chcecie poznać moje wrażenia? Czytajcie…

Alice to samowystarczalna, niezależna singielka, która poświęca się karierze. Po pożarze, w którym mocno ucierpiała ma szansę zweryfikować swoje życie, ale może też pogrążyć się w rozpaczy. Załamana, pogrążona w rozpaczy milczy i pragnie ukryć się przed wszystkimi, przestać istnieć. Parawany odgradzające ją od innych to swoisty symbol. Alfie to rozgadany optymista, łatwo nawiązujący kontakty z ludźmi i nie wyobrażający sobie bez nich życia. Choć jego życie po wypadku mocno się zmienia, nie odbiera mu to hartu ducha. Gdy pewnego dnia na jego salę trafia milcząca dziewczyna postanawia sobie wciągnąć ją w rozmowę i się z nią zaprzyjaźnić. Oboje nie zdają sobie sprawy jak bardzo to zmieni ich życie.

Ta powieść to poruszające, pełna emocji opowieść o stracie, o podnoszeniu się po tragedii, a próbie godzenia się z czymś, z czym pogodzić się bardzo trudno, o rozpaczy, smutki, cierpieniu. Ale to także opowieść o sile przyjaźni i miłości, o sile ludzkiego ducha i odwadze do mierzenia się z życiem, zwłaszcza wtedy, gdy nie jest ono takie jak sobie je wyobrażaliśmy. Losy bohaterów ogromnie mnie poruszyły, bardzo im współczułam, a jednocześnie kibicowałam w próbach ułożenia sobie życia na nowo. Powieść jest bardzo mądra, pełna optymizmu, pokory i miłości życia. Ukazuje różne sposoby radzenia sobie z trudnymi sprawami. Mi po raz kolejny przypomniała, że ludzie, którzy uśmiechają się, zdają się przyjaźnie podchodzić do świata i wszystko traktować lekko, tak naprawdę przeżywają swoje tragedie w głębi serca, nie zawsze okazując to, co naprawdę czują. Ale to nie znaczy, że nie potrzebują pomocy i uwagi. Alfie mnie zachwycił, jest chyba najbliższym mi w powieści bohaterem. Mój zachwyt Alice był mniej oczywisty, czasem łamałam się na tym, że irytowała mnie ona swoim epatowaniem tragedią i odrzucaniem ludzi, którzy chcieli jej pomóc, tym ciągłym izolowaniem się. Z czasem jednak zrozumiałam, że wobec tego co ją spotkało ma prawdo tak reagować. Każdy radzi sobie z trudnymi sprawami po swojemu i to, o sprawdza się u jednego, niekoniecznie pomoże drugiemu. Powieść była dla mnie cudownym przypomnieniem o tym jak różnorodni są ludzie i jak cudowne jest życie, mimo trudności, które ze sobą niesie. Książka na długo zapadła mi w pamięć, na pewno sięgnę po nią jeszcze kiedyś. I obiema rękami podpisuję się pod rekomendacją na okładce „książka, którą musisz przeczytać w 2021 roku”. Gorąco polecam!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

.

„Czy już zasnęłaś” Kathleen Barber

CZY JUŻ ZASNĘŁAŚ

  • Autorka: KATHLEEN BARBER
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 05.06.2019r.

Odpowiadając na Wasze pytania, które pewnie zadajecie sobie w głowie; nie, nie pomyliłam się wskazując datę premiery „Czy już zasnęłaś” debiutu @Kathleen Barber,Author nakładem @Znak Literanova. Prawa telewizyjne do książki, która miała światową premierę w 2017 roku, zostały sprzedane, a serial „Truth Be Told” oparty na niej miał premierę w grudniu 2019 roku. Ktoś oglądał? Ktoś czytał?  Pozwólcie, choć kilka słów o autorce. Kathleen Barber to amerykańska pisarka i niepraktykująca prawniczka. O rzesz, co za niespodzianka, kolejny prawnik w panteonie literackich gwiazd😊. Autorka na swoim oficjalnym profilu zapowiada kolejną powieść, thriller „Follow me”. Ja przed sięgnięciem do jej kolejnej książki, à propos ciekawi mnie, które wydawnictwo ją wyda, musiałam nadrobić zaległość. Jednego możecie być jednak pewni, cokolwiek by się nie działo do zaległości zawsze wracam. Czasem wcześniej, czasem później😉.

Początek historii sięga śmierci sprzed dziesięciu lat Charles’a „Chucka” Buhrmana, szanowanego wykładowcy uniwersyteckiego, który zginął według prawomocnego wyroku z ręki syna swojej sąsiadki -kochanki Warrena Cavie. Z tą traumą borykają się w dorosłym życiu dwie jego córki bliźniaczki, Josie i Lanie. Z traumą śmierci ojca i traumą porzucenia przez matkę, która ukryła się przed światem w sekcie. Tajemnica powraca ze zdwojoną siłą po samobójczej śmierci matki oraz działaniom reporterki Poppy Parnell, która publikuje internetowy podcast w sprawie morderstwa sprzed lat kwestionując ówczesne ustalenia i wysunięte wnioski. Pozorne, szczęśliwe życie Josie i Lanie zaczyna się sypać jak domek z kart. Dawno zadane pytania zaczynają wybrzmiewać na nowo, a odpowiedzi nie zawsze są takie, jakie siostry chciałyby usłyszeć. Czy da się odciąć od przeszłości i udawać, że zamknięto skutecznie już pewne rozdziały życia? Niekoniecznie, niekoniecznie…

Wracać do książek czekających na półce i cieszyć się z tego, to wielka radość. W takich momentach cieszę się, że nie odpuściłam. Cieszę się, że książkę miałam w rezerwie i cały czas planowałam do niej powrócić. Nadszedł ten czas i mile jestem zaskoczona. Debiut debiutem, nie zawsze jest udany. Tym razem oceniam, że książka jest całkiem dobra. Podoba mi się narracja, która jest pierwszoosobowa z perspektywy Josie, która najbardziej chciała odciąć się od przeszłości, która rozpoczęła życie daleko od rodzinnego miasta, daleko od miejsca, w którym historia się zaczęła. Nie zaznała jednak spokoju. Podczas czytania ciągle borykałam się z poczuciem, że historia nie ma końca, a przeszłość wraca jak koszmar w trakcie snu. Podoba mi się odniesienie losów, historii Josie w relacji z jej ciotką, która ją wychowywała po porzuceniu przez matkę, w relacji z jej kuzynką Ellen, w relacji z jej partnerem Calebem, czy byłym chłopakiem Adamem i wreszcie w relacji z jej siostrą bliźniaczką – Lanie, z którą łączą ją najbardziej złożone relacje. Z postacią reporterki Poppy Parnell, jak się pewnie domyślacie, najmniej sympatyzowałam. Przecież nie można lubić hieny dziennikarskiej!!! Autorka konsekwentnie obrazowała Poppy stereotypowo. Poppy przekonanej o wykonywanej pracy w słusznej sprawie jednocześnie niszczącej życie wszystkich wokół. Poppy dążącej do tego, by prawda wreszcie mogła się wyzwolić, mogła ujrzeć światło dzienne.

To taka historia o grzebaniu w przeszłości i poszukiwaniu ponownie nowych rozwiązań. Bardzo dobrze w książce sprawdziły się wstawki z relacji z podcastów, wywiadów, wpisów z Twittera czy wycinków z gazet. Ten zabieg urozmaica narrację i ubogaca czytanie. Książka wciągnęła mnie od samego początku, mimo, że do połowy toczyła się „jak żółw ociężale”, powoli rozkręcając akcję. Wszystko praktycznie zdarzyło się w drugiej połowie. Wszystkie właściwe pytania zostały zadane po 150 stronie i wszystkie właściwe odpowiedzi zostały udzielone właśnie wtedy. Nie jest to jednak nieścisłość, nieprzygotowanie, czy błąd autorki. Według mnie to celowy zabieg i plan na książkę, która ma dozować napięcie poprzez kolejno odkrywane fakty. Największą słabą stroną książki jest jej zakończenie, które według mnie było zbyt oczywiste i nie stanowiło dla mnie zaskoczenia. Nie przekonała mnie również postać Josie, głównej bohaterki i narratorki. Wydawała mi się niekonsekwentna, niespójna. Raz była wycofana, odseparowana, skrzywdzona. Raz aktywna, działająca, szukająca odpowiedzi. Jakby motała się w sieci wydarzeń, o których nie potrafi zapomnieć i które nie potrafiła przepracować w przeszłości. Niemniej jednak książkę czytało się bardzo przyjemnie. Podobał mi się styl, treść i forma. Mimo, że moje napięcie nie osiągnęło zenitu historia mnie wciągnęła.

To książka, która zabrała mnie w interesujący świat tajemnic, kłamstw, zdrad, kłopotów, nocnych i nie tylko koszmarów. To książka o losach jednej rodziny i jej wyjątkowych członkach. To bardzo dobra książka, której poświęcony czas nie jest stracony. Udanej lektury!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

„Ostatni oddech” Katarzyna Garczyk

OSTATNI ODDECH

  • Autor:KATARZYNA GARCZYK
  • Wydawnictwo:WAS POS
  • Liczba stron:500
  • Data premiery:19.05.2021r.

„Ostatni oddech” Katarzyny Garczyk od wydawnictwa WasPos to opowieść o wakacyjnym romansie, dlatego zabrałam ją ze sobą na wakacyjny wyjazd nad morze. Czy lektura spełniła moje wyobrażenia? Czy mi się podobała? Przekonajcie się sami, czytając recenzję.

Kornelia spędza wraz z przyjaciółką lato na Zanzibarze, poznaje tam przystojnego muzyka i jego zespół. Niespodziewanie połączy ich niesamowita więź, spędzą ze sobą mnóstwo czasu na rozmowach i cieszeniu się swoją bliskością. Po wakacjach jednak na skutek różnych zbiegów okoliczności tracą ze sobą kontakt, spotykają się po roku. Czy uda im się wyjaśnić nieporozumienia? Czy tym razem będą potrafili wykorzystać swoją szansę? Czy młoda dziewczyna będzie potrafiła odnaleźć się w świecie znanego muzyka? Jak potoczy się ich historia?

Muszę powiedzieć, że książka nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Spodziewałam się gorącego, pełnego emocji romansu na tropikalnej wyspie, a tymczasem historia potoczyła się inaczej. Przede wszystkim historia zaczyna się rok po wakacyjnym pobycie na Zanzibarze, a dalej toczy się naprzemiennie, przeplatając aktualne wydarzenia ze wspomnieniami z wakacyjnego wyjazdu. Dużą zaletą jest lekki styl, przez co książkę czyta się szybko, chociaż ma aż 500 stron. Jest to opowieść o miłości, przyjaźni, przebaczeniu, walce w swoje marzenia i przeszłości, umiejętności komunikacji, a także toksycznych relacjach. Autorka ciekawie wykreowała bohaterów, nie tylko tych głównych, gdyż w książce występują też interesujące postacie drugoplanowe, które odgrywają znaczące dla całej historii role. Powieść czyta się przyjemnie, jednak w moim odczuciu to jedna z wielu, niewyróżniających się szczególnie historii, o której zapomniałam zaraz po przeczytaniu. Jeśli jednak potrzebujecie przyjemnego, nieskomplikowanego relaksu to zachęcam Was do lektury.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU WasPos.

Recenzja przedpremierowa: „Niewinny” Graham Moore

NIEWINNY

Autor: GRAHAM MOORE
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 432
Data premiery : 1.09.2021r.
Data premiery światowej: 18.02.2020r.

Za dwa tygodnie dzieci idą do szkoły, a @wydawnictwo.wab razem z nami świętować będzie premierę „Niewinnego” Grahama Moore’a – laureata Oscara za scenariusz do filmu „Gra tajemnic”. Ja z twórczością tego pisarza i scenarzysty nie miałam do tej pory do czynienia. Tym chętniej zanurzyłam się w świat zagadek i prawniczych zawoalowanych tajemnic, o których liczyłam przeczytać w jego książce. Mimo, że od premiery światowej minęło półtora roku dla polskiego czytelnika jest to premiera z 1 września. Czy udana?

(…) lepiej puścić wolno dziesięciu winnych niż niesłusznie skazać niewinnego” – „Niewinny” Graham Moore.

Z takim przekonaniem ławniczka Maya Seale w 2010 roku zaczęła batalię o uniewinnienie Bobby’ego Nocka, czarnoskórego, młodego nauczyciela języka angielskiego oskarżonego o uwiedzenie i zamordowanie swojej piętnastoletniej uczennicy, Jessiki Silver, której ciała nigdy nie odnaleziono. Za jej głosem podążali kolejno, z różnych pobudek pozostali z ławy przysięgłych, Cal, Carolina, Trisha, Lila, Wayne, Peter, Jae, Fran, Kathy, Yasmine, i Rick. Dziesięć lat później Maya, aktualnie adwokatka w sprawach karnych, sama potrzebuje pomocy wymiaru sprawiedliwości. W jej pokoju hotelowym odnalezione zostaje ciało jednego z członków ławy przysięgłych, najbardziej gorliwego orędownika winy uniewinnionego Bobby’ego, Ricka Leonarda.  Zaczyna się pościg nie tylko w poszukiwaniu prawdy i winnego śmierci Ricka, lecz także po raz kolejny prawdy o tym, czy faktycznie Bobby Nock jest winny śmierci Jessiki. Losy przysięgłych zostają ze sobą splecione po raz drugi, tylko, że w tym przypadku orzekać będą całkowicie w sprawie kogoś innego.

Thriller prawniczy w najlepszym wydaniu!

W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku (ale to brzmi!!!) zaczęłam śledzić losy bohaterów serialu „Ally McBeal” – amerykańskiego tasiemca telewizyjnego rozgrywającego się w środowisku prawniczym, który emitowany był w Polsce w latach 1998-2003. W serialu tym twórcy niejednokrotnie umiejętnie obrazowali rolę i mechanizmy działające wśród członków ławy przysięgłych obnażając niedoskonałość tej instytucji władzy sądowniczej. Jak można orzekać o czyjejś winie bądź nie, jeśli:

(…) trudno jest na kogoś spojrzeć i zawyrokować o tym, kim tak naprawdę jest” – „Niewinny” Graham Moore.

I tu dostrzegam podobieństwo między śledzonym przeze mnie serialem telewizyjnym, a książką Grahama Moore’a. Dziesięć lat po wydaniu wyroku członkowie ławy przysięgłych nadal nie mają pewności, czy wydali słuszny wyrok. Co poniektórzy kajają się przed światem przepraszając za wydany werdykt. A wystarczyło tylko konsekwentnie trzymać się obranego kursu nie dając się przekonać, nie dając się zmanipulować przez orędowniczkę niewinności Bobby’ego. Bobby’ego, który uciekł, który schował się przed światem w przeddzień kolejnej rocznicy feralnego wyroku, jakby chciał przypiąć sobie jednak winę za zniknięcie Jessiki.

Moore umiejętnie obnażył działania i motywacje przysięgłych dostosowując do tego celu konstrukcję książki. Gdzieniegdzie współczesną fabułę książki przecinają rozdziały umiejscowione w okresie od 29 maja 2009 do 19 października 2009 zatytułowane imieniem kolejnego sędziego przysięgłego, który zasiadł w ławie przysięgłych. Z tych fragmentów dowiadujemy się co skłoniło konkretnego przysięgłego do zmiany zdania, co spowodowało, że przyjęli rolę przysięgłego oraz jaka była ich sytuacja domowa, finansowa, a także jakimi argumentami Maya dała radę ich przekonać, dlaczego finalnie zagłosowali „niewinny”. Bardzo podobał mi się motyw przedstawienia, jaki wpływ udział w rozprawie i pięciomiesięczna rola przysięgłych wpłynęła na dalsze życie sędziów. Na ich życie rodzinne, zawodowe, na umiejętność odnalezienia się we współczesnym świecie i zdolność do życia „po wyroku”, gdy ponad osiemdziesiąt procent społeczeństwa amerykańskiego uważało Bobby’ego za winnego zarzucanego mu czynu. Ta sprawność do życia ze stygmatem tego, który uniewinnił, który poddał się presji. Mistrzowsko autor podszedł do tej kwestii kreśląc czasem bardzo skomplikowane i trudne opisy bohaterów. Sam pomysł, by spleść ponownie losy sędziów przysięgłych zasługuje na uznanie. Zmieniły się okoliczności, zmienił się też skład, nie każdy dotrwał do drugiej rundy, ale zadanie wydaje się bardzo podobne. Po raz kolejny skład ławniczy musi orzec na czyjąś korzyść bądź też przeciwko komuś. Czy podołali? Czy tym razem byli jednomyślni od samego początku?

Bardzo dobra książka! Warto ją przeczytać! Jest to książka, którą czyta się jednym tchem. Pochłonęłam ją w jeden wieczór i myślę, że to świadczy o jej jakości. Podjęte w niej wątki, nawet poboczne splatają się w jedną całość narracyjną, która jest konsekwentna od samego początku do samego końca. Autor nie pogubił się w niej, nie zapędził się w „kozi róg”, stworzył dzieło kompletnie spójne. Do tego język. Bardzo przyjemny, prosty. Tajemnica, prawda, półprawda, kłamstwa to elementy, które sprawdziły się w „Niewinnym”. Nie każdy okazał się tym za kogo się podał, nie każdy okazał się bez skazy.

ps. lekko zmylił mnie autor wprowadzając trzech sędziów rezerwowych. Momentami nie mogłam doliczyć się tej dwunastki, gdy na stronie 87 wymienieni zostali również pozostali powołani przez amerykański wymiar sprawiedliwości.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

„Bez pożegnania” Harlan Coben

BEZ POŻEGNANIA

  • Autor: HARLAN COBEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery w tym wydaniu: 11.08.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.01.2002r.

Harlan Coben to jakość sama w sobie, twórca wielu udanych kryminałów, thrillerów psychologicznych, czy książek typowo sensacyjnych. Przeczytałam już wiele publikacji tego autora. Niektóre z nich zrecenzowałam na moim blogu (recenzje na klik: Niewinny, Chłopiec z lasuJuż mnie nie oszukasz). @WydawnictwoAlbatros nie próżnuje wznawiając jego kolejne dzieła. 11 sierpnia br. premierę miało najnowsze wydanie „Bez pożegnania”, książki, z którą do tej pory się nie zapoznałam, a która jest znana polskim czytelnikom już od 2002 roku. Data wznowienia nie jest przypadkowa. Thriller ten został zekranizowany i jest już dostępny na platformie Netflix od 13 sierpnia. Czytaliście? Oglądaliście już? Dajcie znać jakie są Wasze wrażenia.

Bestsellerowy Harlan Coben w nowej odsłonie historii o dwóch braciach Kleinach. Pierwszym – Kenie, który został oskarżony o zgwałcenie i zamordowanie dziewczyny. Dziewczyny swego brata, Willa. Drugim, który towarzysząc swej matce na łożu śmierci dowiaduje się, że jego zaginiony przed jedenastoma laty brat nadal żyje. Tragedia sprzed lat łączy na nowo losy braci. Czy zniknięcie kolejnej ukochanej Willa, Sheili łączy się z utratą młodzieńczej miłości? Czy to tylko ułuda, podejrzenia, nieprawda?

Styl, forma i treść typowo Cobenowskie. I to bynajmniej nie jest zarzut, raczej stwierdzenie. W przypadku tego autora zwykle oczekuję napięcia, wielu wątków, kluczących wokół finalnego rozwiązania, wartkiej akcji i coraz to ciekawszych tajemnic. No i bohaterowie. Żaden z nich nie okazuje się taki, jakim go widzimy z początku. Chociaż Will trochę mnie irytował swoją nieporadnością. Wprowadzenie do sensacyjnej fabuły wątku dwóch braci, dodatkowo wzbogaciło książkę i polepszyło mój odbiór.

Ogromnym plusem książki jest narracja prowadzona z różnej perspektywy. Uwielbiam takie rozwiązania, co rusz zanurzam się w życiu, uczuciach, myślach, decyzjach innych osób. Jedyny minus to zakończenie. Po „Chłopcu z lasu” spodziewałam się wielkiego „WOW!!!”. Nie było, ale to wcale nie oznacza, że książka nie jest warta Waszego czasu. To książka dla kogoś, kto czytając lubi czuć, że wiele się dzieje. To książka dla fanów Cobena i sensacyjnych zwrotów akcji.  No i dla fanów interesujących epilogów. Takie lubię najbardziej. Takie, w których autor zwraca się do mnie z ironicznym uśmieszkiem jakby chciał powiedzieć „I tu Cię mam!”.  No miał mnie, nie zaprzeczam. Tylko proszę nie zaczynajcie czytać od epilogu. Wiele stracicie.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Zabawa w chowanego” Guillaume Musso

ZABAWA W CHOWANEGO

  • Autor: GUILLAUME MUSSO
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 256
  • Data premiery: 11.08.2021r.

W lutym publikowałam recenzję poprzedniej książki Guillaume Musso Sekretne życie pisarzy, w której zachwycałam się fabułą skoncentrowaną wokół literatury, pisarzy, wydawców i książek. Chyba zabieg udał się autorowi, a czytelnikom bardzo spodobał, skoro premiera Musso z ostatniej środy również toczy się wokół życia pisarzy, ich mocy, czy raczej niemocy twórczej. Książka „Zabawa w chowanego” wydana nakładem @WydawnictwoAlbatros to nietypowa powieść obyczajowa z niezwykle ciekawym wątkiem kryminalnym. Wątkiem, w którym fabularna rzeczywistość  zaciera się z kompletną fikcją, w którym zatarta została granica między fikcyjnym bohaterem a powieściopisarzem, między wytworem fantazji a jego twórcą. Zaciekawieni? Poczekajcie, aż zaczniecie sami czytać😉.

Co czuje matka, której trzyletnia córka znika w trakcie zabawy w chowanego? Co czuje, co robi w następnym kroku, co myśli?

O tym musiała przekonać się Flora Conway, pisarka poczytnych powieści. Przekonać się i przeżyć. Przeżyć wiedzę, że w apartamencie nie znaleziono śladów włamania. Przeżyć świadomość, że gdyby nie zabawa w chowanego Carrie nadal byłaby obok niej. Przeżyć poczucie klęski, gdy śledztwo prowadzone bardzo starannie utyka w martwym punkcie.

Co czuje poczytny francuski pisarz, który musi walczyć o swego syna Théo, którego matka zamierza zabrać do Stanów Zjednoczonych? Co czuje, na co czeka jednocześnie borykając się z niemocą twórczą?

O tym musiał przekonać się Romain Ozorski, który przeżywając najgorszy z dotychczasowych kryzysów w życiu prywatnym zaangażował się w losy Flory Conway szukając odpowiedzi na dręczące go pytania. Ile Flora jest w stanie jeszcze znieść? Jaką wiedzę o Carrie jest w stanie przyjąć? Jaki skutek odnoszą przeżycia w których bierze udział?

Dwa splecione ze sobą losy pisarzy. Dwa życia przenikające się na wskroś i tylko jedno rozwiązanie. Czy tylko jedno?

Książka składa się z czterech kluczowych części. Każda pisana jest z innej perspektywy w narracji pierwszoosobowej. Czytamy więc o wydarzeniach z perspektywy Flory, Romaina, Théo czy wydawczyni Fantine. Mnie najbardziej urzekła perspektywa Théo, odzyskanego przez ojca syna. Mimo, że ten aspekt nie jest kluczowy w powieści, wprowadził mnie w bardzo optymistyczny nastrój, stan, w którym miłość i troska o najbliższą osobę ma najwyższą wartość. Wartość nadrzędną nawet nad procesem twórczym. Bo o proces twórczy tu chodzi. O dylematy, o konsekwencje, o decyzje i o podejmowane próby, by pisać jeszcze lepiej, jeszcze jaśniej i bardziej świeżo. Musso umiejętnie wprowadził mnie w stan, w którym przestałam zastanawiać się nad fabułą, a zaczęłam odczuwać, zaczęłam przeżywać, zaczęłam stawiać się w roli poszczególnych bohaterów i myśleć trochę jak oni. Konstrukcja książki została wzbogacona o cytaty pojawiające się przed każdym rozdziałem. Cytaty odnoszące się do treści danej części. Na uwagę zasługuje również umieszczenie w powieści treści zaczerpniętych z artykułów prasowych, raportów policyjnych, stenogramu przesłuchań, czy chociażby otrzymanych, wysyłanych maili. Ten element dodaje książce świeżości, urozmaica ją i stanowi miłe zaskoczenie.

Musso osadził powieść w kilku perspektywach czasowych. W roku 2010, gdy zaginęła córka Flory i znacznie później, nawet dwanaście lat później. Udowodnił, że wiele w życiu pisarza i jego bliskich się zadziało i może się zadziać, o ile ma on moc sprawczą i pewnym decyzjom nada konkretne działania. Koncepcja spodobała mi się bardzo. Nie będę ukrywać, że momentami jednak gubiłam się nie wiedząc co jest rzeczywistością w fabule, a co całkowitą, oderwaną od niej fikcją. Miałam chwilami poczucie, że orbituję wokół bohaterów mających silne zaburzenia psychiczne, jak np. rozdwojenie jaźni. To wcale nie przeszkadza mi uznać książkę za bardzo ciekawy eksperyment czytelniczy, z którym dotychczas nie miałam do czynienia. A różnorodność i niecodzienność w czytanych książkach cenię bardzo wysoko. Przecież trochę o eksperymentowanie w pisaniu i czytaniu chodzi.

Z notki biograficznej na początku książki dowiedziałam się, że „Kluczem do sukcesu Musso jest łączenie wątków miłosnych, kryminalnych i czasami – fantastycznych, w doskonałym i niemożliwym do naśladowania stylu”. „Zabawa w chowanego” jest tego najlepszym przykładem. Znajdziecie w niej i romans, i kryminał, i wytwory wybujałej fantazji autora, i to jakiej fantazji!!! Trudno myśląc o książce opierać się na opinii innych. Bardzo trudno. Zachęcam więc, byście sami wyrobili sobie opinię o najnowszej książce Guillaume’a Musso czytając ją. Szczerze zachęcam.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.